korag100
20.06.16, 23:36
Mam dylemat. Jak wiecie wywaliłam faceta z domu. Wiecie dlaczego. I sytuacja z wczoraj. Ponieważ nie odbieram od niego telefonów, na smsy nie odpisuję to przyjechał. Ja już jestem trochę pozbierana. Ale on. Sprzedał mieszkanie to co miał drugie (wręczył mi akt notarialny), powiedział, że z pieniędzmi za to mogę zrobić co chcę. Mieszkanie z którego go wywaliłam jest jego, powiedział, że może przepisać na mnie (jeśli nadal go nie chcę) albo możemy sprzedać i dołożyć tą kasę i kupić dom (na nas dwoje). Przyznał się, że korespondował via sms z kilkoma Paniami ( w 2014 roku i wtedy nie mieszkaliśmy razem) i dwa razy w tym roku w marcu (ale tu jak wicie ja mu robiłam non stop jazdy, nawet o to że oddycha ). Przyjechał wczoraj bo moj syn miał urodziny (nie odprawiał akurat wczoraj) a to dla niego ważne bo przecież X mówi do niego tato a to zobowiązuje. Następnie, nie mogłam się doprosić o remont reszty mieszkania, przyjechał ze swoim ojcem (ojciec ma firmę budowlaną) i remontują. Jakby tego było mało powiedział, że ja mogę odbierać wszystkie jego telefony. A teraz szok. On ma 40 lat. Wiedziałam, że miał przede mną dwa związki, ale.... Przyznał się, że byłam pierwszą z ktorą spał. Nie wiem czy to prawda ale spuścił się jak tylko dotknął moich piersi i taki był nasz pierwszy raz smile. Podsumowując ja mam problem ze sobą i wszędzie widzę zdradę, on też nie był święty. Znalazłam w jego telefonie korespondencję z dwoma paniami. Do obu zadzwoniłam. Jedna powiedziała, że owszem umawiali się na kawę ale on nigdy nie miał czasu. Druga przyznała, że widzieli się dwa razy. Raz jak odbierał od niej dokumenty (miała zadłużenie w Tauronie i chciał jej pomóc) a drugi raz jak je oddawał. Dodam, że o tą sprawę w Tauron nawet się mnie pytał (z racji mojego zawodu) i to ja powiedziałam, że już nic się nie da zrobić. Wczoraj wywaliłam. Przyjechał dziś. Powiedziałam, że to nie ma sensu, bo ja mu nie ufam a nie mam siły go sprawdzać. Odpowiedział, że mam rację, nie można żyć ze sobą i ciągle się sprawdzać. Poprosił o zaufanie. Moja terapeutka we mnie upatruje zło. Mówi, że moja nieufność jest spowodowana przeszłością. Może ale nie wiem. On mi bardzo dużo pomógł w życiu. Kupił mieszkanie w innym mieście od swojego, aby razem mieszkać, spłacił moje długi (odziedziczone przez męża) ok 60.000 zł., Kupuje mojemu synowi wszystko na co się umówią, znosi moje gorsze nastroje ( raz go uderzyłam), czasem jest jak mąż Jolki (dzwonię, że płaczę) i rzuca wszystko i jest. Natomiast ja ciągle pytam czy "nie jest ze mną z litości" czy " nie zrobi już tak jak zrobił" (o to się wkurza najbardziej bo mówi że on zrobił 1 % a ja dopowiedziałam sobie 99% i sama się tym dobijam), mówi też, że wpadłam w obsesję i muszę widzieć każdy jego sms i nie pozwalam mu nigdzie wychodzić (oba prawda). Na koniec powiedział, że nie mamy ślubu ani dzieci i on mnie nie musi zdradzać jakby chcial to by odszedł. Może i tak. Aha i te smsy, że ktoś ma u niego nocować itp to były z 2014 roku jak jeszcze nie zamieszkaliśmy razem a ja je wałkuje bez przerwy.
I co ja mam teraz zrobić?