Dodaj do ulubionych

Jestem na życiowym zakręcie i boję się

09.08.16, 15:22
Nie wiem, co będzie, nie wiem czy decyzję które podjęłam nie zniszczą mnie i mojego związku.
Mąż wyjeżdża. Na 5-cio letni kontrakt z możliwością przedłużenia. Daleko, nawet b.daleko. Odpadają loty co tydzień, nawet raz w miesiącu będzie problemem.
Mąż spełnia swoje marzenie, rozwija się, zbiera owoce swojej długoletniej ciężkiej pracy i kształcenia.
Ja zostaje. Sama z 3 dziećmi. Nie dojadę do męża, nie przeprowadzę się. Decydują względy pragmatyczne.
Mam 42 lata, własną działalność. Zawód, w którym pracuję jest tak trudnym rynkiem,że jeśli dziś wypowiem umowy zdobytym klientem za 5 lat nie będę miała do czego wrócić. Bardzo ciężko zdobyć nowego klienta, czasem trzeba roku i mnóstwa ofert by podpisać jedną umowę. Nie chcę stracić tego co mam tu.Przekwalifikowanie się i praca w wyuczonym zawodzie tam nie wchodzi w grę.
To jeden z powodów. Drugi,że powrót do Polski po 5 czy 10 latach oznacza zależność od męża, bo wiek i zaczęcie od nowa działalności czy też podjęcie pracy w PL może graniczyć z cudem. Boję się też, tak radykalnej zmiany - środowisko, nieznany język, nowe szkoły.
Mąż nie ma takich dylematów. Wciąż liczy,że zmienię zdanie, kusi lepszymi możliwościami dla dzieci - szkoły, język, kraj wspiera rozwój dzieci, nie rozumie co złego jest w byciu na jego wyłącznym utrzymaniu ( ! ) .

Boję się,że każda decyzja podjęta przeze mnie dziś przyniesie negatywne skutki. 5 lat to szmat czasu. Nie wiem czy nasz związek to przetrwa. Jeśli wyjadę stracę wszystko na co pracowałam. Nie chcę być w wieku 50 lat zależna od męża. Nie potrafię. Budzi to we mnie silne uczucie paniki.
Ja już funkcjonuję w domu w silnym stresie-miewam napady paniki, duszności, napadowe dreszcze, poty , bezsenność na przemian z brakiem sił do wstania z łózka. Wybucham złości w stosunku do męża z byle powodu. Jestem zła za wyjazd a jednocześnie nie potrafię powiedzieć mu "nie jedź" bo sama oczekiwałabym tego samego.
Boję się, że nie dam rady. Boję się samotności, nadmiernego obciążenia, uczucia porzucenia które odczuwam, miesza mi się już złość i gniew z miłością i czułością do męża. Raz go podziwiam raz nienawidzę za zmiany jakie nam zafundował.
Potrzebuje rad, może ktoś przetrwał taką rozłąkę, może ktoś jednak z was zdecydował się na tak radykalną zmianę, która mnie przeraża.
Proszę "nie kopcie leżącego", jestem w tak ciężkim dołku,że wstanie z łóżka to wyzwanie.
Obserwuj wątek
          • zuzi.1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 21:06
            Zgadzam sie. Twój mąż absolutnie nie powinien wyjezdzac. Nie macie co jeść, nie macie gdzie spać, mieszkacie katem u rodziny? Mąż moze rozwijać sie na różne sposoby w Polsce, moze tez nieco ogrraniczyc swój rozwój dla dobra rodziny, od tego się nie umiera. To rodzina powinna być priorytetem, a nie rozwój zawodowy meza. Napisze Ci wprost: głupio robisz, ze sie na to godzisz, 5 lat to bardzo dlugo. Powiedz NIE!
            • ortolann Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 07:47
              Już widzę komentarze w przypadku gdyby to kobieta była na miejscu tego pana. Gdyby to ona dostała propozycję wyjazdu, czyt. rozwoju. I gdyby mąż stawiał tamy i twierdził, że ograniczając swoje możliwości się nie umiera. Szczerze mówiąc: czy ona się może zgodzić albo nie zgodzić na jego wyjazd? Ona nie ma takiej alternatywy w ogóle. Ona może albo zostać albo z nim wyjechać. Widziałam już panów, którzy wyjechali sami, których żony - jak sami twierdzili - opuściły. Reguły żadnej nie ma: jedne rodziny się rozpadły, inne przetrwały. Ale zadra została. Jeśli rodzina się rozpadnie to wcale nie z winy pana. Z winy ich obojga. Ona ma uzasadnione argumenty, doskonale je rozumiem. Ale, z drugiej strony, jest takie powiedzenie: chcący szuka sposobu, ten kto nie chce, znajdzie powód. Rozumiem doskonale rozterki iziuli, wszystkie jej obawy są bardzo realne, związane z tym, że mocno stoi na ziemi. Ale czy to nie jest tak, że ona boi się zmiany? Każdej zmiany? Teraz, o ile się można zorientować z posta, to już raczej klamka zapadła. Teraz, skoro wygląda to tak, że wyzwaniem jest wstanie z łóżka, to może trzeba poszukać dla siebie pomocy. I otworzyć się na zmiany. Bo może nie być wcale tak źle, jak zakładamy.
              • marie30 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 09:45
                A czy ona nie ma prawa bac sie zmian zwlaszcza jesli te zmiany dotycza jej zycia i beda mialy konkretny wplyw na jej przyszlosc? Czy jej niechec do zmian nie ma silnej podstawy?
                Gdyby sytuacja byla odwrotna to komentarze bylyby takie ze rodzina, a dzieci w szczegolnosci sa najwazniejsze i ze jako matka i zona powinna przede wszystkim myslec o ich dobru a nie karierze i spelnianiu marzen zwlaszcza majac dobra prace i niezle dochody w kraju. Na pewno tez by napisano ze mezczyzna moglby nie odnalezc sie w nowym kraju i zle sie czuc na utrzymaniu zony itd. Tak to jest niestety ale to kobieta jest zazwyczaj na gorszej pozycji bo probujac zatrzymac meza w kraju zostanie jej zarzucone ze blokuje jego rozwoj kariery zawodowej, podcina skrzydla itp godzac sie na zmiany musi zostawic wszystko co zdobyla zawodowo i najczesciej zostac na utrzymaniu meza nie majac perspektyw na prace wogole. Jednak to jest ok w koncu to kobieta, jej praca nie jest az tak wazna,wazniejsze powinno byc dla niej zadowolenie meza,jego rozwoj,oraz utrzymanie rodziny w calosci.
                Zarowno mezczyzna jak i kobieta w zwiazku maja prawo do pracy i rozwoju zawodowego i to jest oczywiste, jednak to prawo do rozwoju nie jest nieograniczone. Sa okolicznosci jak np dzieci ktore stawiaja pewne ograniczenia. Maz autorki watku podejmujac decyzje o wyjezdzie na 5 lat bardzo daleko skazuje zone na samotne rodzicielstwo, a dzieci na zycie bez jednego rodzica co bedzie mialo konkretny wplyw na ich rozwoj. On takze wystawia ich zwiazek na bardzo wysokie ryzyko rozpadu, bo jego rozwoj zawodowy i spelnienie marzen jest wazniejsze. On nie bierze pod uwage , jej uczuc zwiazanych z utrata tego co zbudowala zawodowo, jej poczucia dyskomfortu zwiazanego z byciem na utrzymaniu meza i ewentualna koniecznoscia przekwalifikowania sie, bo przeciez to jego nie bedzie dotyczylo, on sie rozwinie w zawodzie, on zyska a niczego nie straci zawodowo. Po powrocie to ona bedzie musiala budowac wszystko od poczatku co moze sie nie udac, on wejdzie we wszystko bez problemu i to na jeszcze lepszych warunkach. Jego perspektywa jest calkiem inna niz jej i on nie potrafi wejsc w jej buty i wcale nie chce.
                On nie dba o ich zwiazek ,o jej uczucia, nie dba o nia. To jest wlasnie moment w ktorym powinny zadzialac ograniczenia czyli kocham zone i biore jej uczucia pod uwage, mam dzieci. To nie jest kwestia nie mam pracy,nie moge zapewnic rodzinie bytu, nie mam szans na rozwoj zawodowy. Dlatego jesli ten zwiazwk sie rozpadnie to bedzie jego wina a nie obojga.
                • ortolann Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 19:43
                  Nie, jeśli związek się rozpadnie, to będzie wina ich obojga. Ale co do reszty to się z Tobą zgodzę. Jak przeczytałam posty poniżej i dotarł do mnie opis jej reakcji, to sobie zestawiłam jego zapewnienia, że ona jest miłością jego życia z opisem jej pogrążania się w depresji. I myślę sobie, że kochający mąż, gdy widzi co się dzieje z jego żoną z przyczyny jego decyzji, to powinien te decyzje zmienić, bo ją rani. Tak to wygląda, że on może, a ona musi. Ona musi zdecydować, ona musi udźwignąć dom i dzieci. On może się rozwijać i w sumie nie musi oglądać konsekwencji swojego wyjazdu. Ona tak rozpacza, bo też zdaje sobie sprawę, że realne staje się widmo rozpadu tego małżeństwa. Jeśli się kocha, to się nie chce rozłąki. Bardzo trudna sytuacja i w sumie, teraz, tak jak to ktoś poniżej zaproponował, trzeba się skupić na pomocy dla iziuli. Bo ona się rozpada, a na niej spoczywa ten dom.
                  • edw-ina Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 22:10
                    śmiem wątpić, że depresja jest wynikiem decyzji męża i zniknie, kiedy mąż zmieni zdanie. Jak rozumiem jest to kolejny jej epizod, czyli jest to raczej typ endogenny choroby. Leki dla ustabilizowania nastroju plus terapia dla określenia przyczyny i zmierzenia się z nią.
                    • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 00:41
                      Dopiero co uspokoiła się sytuacja z najstarszym synem...Coś niedobrego dzieje się w tej rodzinie.
                      Możecie po mnie pojechać, ale nie podoba mi się to wszystko. Mam wrażenie, że nikt tam nie pokazuje co naprawdę czuje i myśli.
                      Epizod depresyjny i ataki paniki mogą wynikać ze stłumionych emocji. Iziula na zewnątrz jest opanowana i zachowuje się jak należy. Męża trzeba wesprzeć, dzieci patrzą... a ona jest jednym wielkim kłębem emocji: strachu, wściekłości i żalu. Im bardziej będzie to tłumić, tym bardziej zapadnie się w łóżko.
                      Leki tymczasowo stłumią emocje, ale na dłuższą metę w niczym nie pomogą.
                      • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 01:06
                        No tak, cofnęłam się do 2015r. Problem ze średnim synem.
                        Piszę tam do Ciebie Iziulo tak: "I mam prośbę. Nie zaniedbuj siebie, swoich emocji, żalu, straty. Nie odkładaj tego na później. To się gromadzi, uwiera, a potem wylewa uszami w nieodpowiednim momencie. Macie prawo mieć obawy, czuć żal, frustrację. Trzeba to przeżyć."
                        • iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 12.08.16, 10:48
                          pade napisała:

                          > No tak, cofnęłam się do 2015r. Problem ze średnim synem.
                          > Piszę tam do Ciebie Iziulo tak: "I mam prośbę. Nie zaniedbuj siebie, swoich emo
                          > cji, żalu, straty. Nie odkładaj tego na później. To się gromadzi, uwiera, a pot
                          > em wylewa uszami w nieodpowiednim momencie. Macie prawo mieć obawy, czuć żal, f
                          > rustrację. Trzeba to przeżyć."

                          Pade, mam wrażenie że trafiłaś w sedno. Nie umiem na bieżąco rozliczać się z emocji.
                          Zgromadziło się tego po prostu zbyt dużo. Stres związany z najstarszym synem,matura,studia itp. emocje związane z innością drugiego syna. Trochę dużo.
                          Poza tym ja cały czas działam zadaniowo:Wiem co trzeba zrobić to to robię. Nie mam czasu na emocje, słabości. Muszę być dobrą matką dla dzieci. Zadania łatwiej rozwiązywać.
                          Pozdrawiam
                      • edw-ina Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 12:58
                        Czyli jest jakiś robak, który od dawna toczy tę rodzinę od długiego czasu. Co za tym idzie sama decyzja męża o wyjeździe raczej nie jest bezpośrednim powodem tak złego stanu autorki, a tylko kolejnym wykładnikiem, wzmożonym naturalnie, ale wciąż wykładnikiem zaburzonego funkcjonowania rodziny autorki i jej samej.
                        Trzeba tu też wskazać, że nieleczona depresja (zresztą każda, ale ta długo nie leczona również farmakologicznie) ostro wypacza ogląd rzeczywistości. Jestem daleko od próby oceniania Iziuli czy jej męża, nie uważam za stosowne oceniania obcych ludzi, ale chcę podkreślić, że w depresji często największym wrogiem jest osoba najbliższa. Widziałam to na przykładzie kilku znajomych osób, przeżyłam też na własnym. Ze względu na silną więź niejako przenosi się lub skupia negatywne emocje na partnerze/partnerce, jednocześnie mając problem z zauważeniem zaangażowania tej osoby w pomoc. Pojawia się myśl, że gdyby tylko ta osoba była inna/ nie było jej itd., to wszystko byłoby dobrze, bo to ten człowiek ciągnie w dół. Mój kolega nawet rozwiódł się z tego powodu, właśnie w trakcie długotrwałej depresji, bo jego zdaniem żona - bardzo oddana, kochająca, spokojna - była kimś ciągnącym go na dno. Otrzeźwienie przyszło po kilku latach walki z chorobą. Wówczas do niego dotarło co zrobił, jak błędnie oceniał rzeczywistość. Ale już było za późno. Dziecko straciło ojca (ze względu na bliski kontakt z matką miał poczucie, że dziecko również niejako na nim żeruje), ex-żona w konsekwencji również się poważnie rozchorowała, a on sam zaczął myśleć o sobie jako o podłym dupku, bo miał ciepłą wspierającą żonę, a wyrządził jej wielką krzywdę. Opisałam to niejako ku przestrodze, aby ani sama autorka nie brała swoich ocen w tym momencie za pewniki, ani tak forumki tak chętnie i bezmyślnie nie oskarżały człowieka, którego znają w tej chwili tylko z opisów dokonanych w trudnych momentach.
                        • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 13:53
                          Póki co to Iziula ocenia swojego męża bardzo pozytywnie. Utkwił mi w pamięci jej wpis, że jest dla niej zbyt dobry, że ona na to nie zasługuje.
                          DDA często się tak zachowują, jakby były wdzięczne drugiej połowie, że w ogóle z nimi jest, bo przecież z tak ułomną istotą nikt by nie zechciał. I z tej wdzięczności znoszą z pokorą różne sytuacje, których zdrowa osoba by nie tolerowała.
                          • edw-ina Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 14:49
                            Nie jesteśmy w stanie tego rozsądzić, ja nawet nie zamierzam próbować. Każda z nas ma jakieś doświadczenia, myśli, obserwacje itp., którymi się dzieli w nadziei, że pozwolą spojrzeć na problem z innej perspektywy. Napisałam to tylko dlatego, że nieodmiennie i regularnie na tym forum (przypuszczam, że na innych również, ale słabo zaglądam) świat ukazywany jest zero jedynkowo. Irytuje mnie to o tyle, że dotyka ludzi w trudnej sytuacji, którą to znamy jedynie wyrywkowo i to nawet, jeśli autor posta chętnie dzieli się informacjami. Oczekiwałabym większej rozwagi.
    • pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 16:11
      iziula1 napisała:

      > Boję się, że nie dam rady. Boję się samotności, nadmiernego obciążenia, uczucia
      > porzucenia które odczuwam, miesza mi się już złość i gniew z miłością i czułoś
      > cią do męża. Raz go podziwiam raz nienawidzę za zmiany jakie nam zafundował.

      Boisz sie i to jest normalne. Ale kochasz meza, wiec chcesz, zeby spelnil swoje marzenie, a to juz jest piekne :-)
      Nie da sie zaplanowac pieciu lat naprzod, wiele, wszystko moze sie zmienic. Po prostu trzeba sprobowac. Zobaczyc jak to jest zyc w rozlace. Nie ma innego wyjscia. I nie ma tez decyzji nieodwracalnych. Zmiany sa jednak w zyciu potrzebne, nie trzeba sie ich bac, ani sie przed nimi bronic.
      Zycze Ci duzo sly i pogody ducha. Bedzie dobrze :-)
    • enith Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 16:38
      Moim zdaniem to opcja z gatunku: albo wyjeżdżają wszyscy albo nikt. Bo to nie wyjazd na pół roku czy rok, co jeszcze od biedy dałoby się znieść.
      Czy TY w analogicznej sytuacji podjęłabyś decyzję, by wyjechać na pięć lat z celu realizacji marzenia zawodowego i zostawiła w kraju męża z trójką dzieci? Wątpię. A co, gdy mąż stwierdzi, że po tych pięciu latach nie wraca, bo w Polsce nie ma perspektyw zawodowych?
      Jestem wielką fanką realizacji życiowych marzeń, ale nie wtedy, gdy przewróciłoby to do góry nogami życie całej rodziny, a tak byłoby w waszym przypadku. Ja na twoim miejscu nie zgodziłabym się na tak długotrwały wyjazd, gdybym nie miała zaklepanego zaplecza na pobyt tam i na powrót tu, a z tego co piszesz, pracujesz w bardzo specyficznej branży, gdzie tego zaplecza mieć nie będziesz.
      Mąż rozważa rezygnację z wyjazdu, jeśli wy nie zgodzicie się na wyjazd z nim, czy ma zamiar jechać niezależnie od twojej opinii?
    • berber_rock Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 16:44
      Dosyc istotne sa takie aspekty:
      - w jakim wieku sa dzieci i chlopcy/dziewczynki (chociaz to akurat ma nieco mniejsze znaczenie)?
      - czy macie mozliwosc widywania sie na dluzej (zrozumialam, ze ze wzgledu na odleglosc - z pewnoscia rzadko, ale moze chociaz rzadko ale za to cale wakacje letnie np. 2,5 m-ca dzieciaki i moze Ty moglyby przebywac z ojcem).

      Pomijajac juz aspekty Twojej pracy zawodowej, to generalnie jestem chyba jednak przeciw ze wzgledu na dzieci. Akurat moj ojciec wyjechal za granice jak mialam 11 lat i wrocil po 5 latach. Nie skonczylo sie to za dobrze ...
      • verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 16:50
        Mąż realizuje swoje marzenia kosztem nie tylko Twoim, ale i dzieci. Powinien brać pod uwagę, że możesz nie móc zrezygnować z pracy na 5 lat, a potem nie mieć do czego wrócić i zostać "przy mężu". Najwyraźniej jednak praca jest dla niego ważniejsza i od Ciebie i od dzieci - przecież nie będzie uczestniczył w ich wychowaniu, nie będzie ich widywał, a po pięciu latach po prostu nie będzie ich znał. Innymi słowy realizuje marzenia nie licząc sie z nikim. I o ile dorosły człowiek może uznać, że realizacja marzeń jest piękna i można "spróbować żyć w rozłące", to dzieci po prostu zostają bez ojca i tyle. Tu nie ma co próbować, to jest zwyczajnie dla dzieci złe.
    • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 16:55
      JA moge tylko wirtualnie przytulic, poradzic nic nie poradze, dylematu nie zazdroszcze.
      Ale utwierdzam sie tylko w przekonaniu, ze faceci to w wiekszosci egoistyczne swinie.
      Bez obrazy, bo Twoj maz ma na pewno wiele zalet.
      Ale.
      Ide o zaklad, ze Ty bys tak nie zrobila. Nie postawilabys meza w takiej sytuacji. Po prostu kobiety maja wiecej empatii, wiecej szacunku dla zwiazku i wiecej odpowiedzialnosci za rodzine i drugiego czlowieka.
      Im dluzej zyje na tym swiecie, tym bardziej rosnie moj szacunek dla kobiet, a tym mniej mam go dla mezczyzn.
    • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:04
      Nie wiem co Ci poradzić. Takie głaski w stylu "nie martw się, będzie dobrze", też psu na budę.
      Bardzo współczuję, wyobrażam sobie w jakim stresie jesteś.
      I wiesz co jest najgorsze? Że to jest na Twoich barkach. Bo z tego, co piszesz wynika, ze mąż decyzję już podjął, a reszta to jest Twój problem.
      Postarałabym się o przywrócenie porządku w tej kwestii. Nawet mediacje albo konsultację z terapeutą par. Twój mąż ma prawo realizować swoje marzenia, ale nie kosztem innych ludzi. Jest dorosły, odpowiedzialny z Wasze małżeństwo i za Wasze dzieci. Niech szuka kompromisu. Ma taki obowiązek.
      • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:09
        Iziula, może sytuacja wygląda na czarno-białą, ale taka do końca nie jest? Może mąż mógłby zejść na ziemię i negocjować warunki kontraktu? Bo może on po chłopięcemu łechce swoje ego i upaja się sukcesem i trudno mu zobaczyć (albo celowo przymyka oczy) jakie Ty poniesiesz tego koszty?
      • verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:11
        Uważam, ze masz pełne prawo powiedzieć, że ma wybór - jedzie, albo nie. Ty nie jedziesz, bo masz tu pracę i nie chcesz reszty życia być zależna od kogoś, kto nie bardzo liczy się z Twoim zdaniem. On wybiera, ale ponosi również konsekwencje - konsekwencja 100% to utrata kontaktu z dziećmi, bardzo prawdopodobna - rozpad małżeństwa.
        Kompromis tu nie bardzo jest możliwy, poza skróceniem czasu wyjazdu. Rok czy dwa lata jest do przyjecia, nic ponadto.
        Nie ukrywam, że gdyby to był mój maż powiedziałabym, żeby nie liczył na to, że ja będę czekać.
    • iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:15
      Najstarszy syn 19 lat. Od października zaczyna studia na politechnice. Wyjazd nie wchodzi w grę. Za dużo zdobył,ciężko na to pracował. Zresztą on nie chce.
      Młodszy syn 10 lat. 4 klasa podstawówki.Mąż liczy,że tam znajdzie mu szkołę sportową i klub piłkarski gdzie będzie mógł się rozwijać.
      Córka prawie 3 lata. We wrześniu idzie do prywatnego przedszkola.
      O ile najstarszy syn i córką w miarę dadzą sobie radę z tęsknotą obawiam się reakcji drugiego syna. Jest emocjonalny.Będzie problem b.duży.
      Mój mąż jest dobrym ojcem,ma świetny kontakt z dziećmi. Wiem,że boli go przyszłe rozstanie.Stąd szukanie opcji dla dzieci.Wiem,że będzie tak próbował zmienić moja decyzję. Poprzez średniego syna.Chłopak ma talent i jeśli rzeczywiście tam będzie mógł się rozwijać będę rozważać aby mieszkał z ojcem.
      Nie wiem jak opisać obecną sytuację pomiędzy mną a mężem.Czy postapilabym podobnie? Nie wiem.Wiem że mąż radzi sobie jako ojciec i to byłby argument bym podjęła analogiczna decyzję.
      Poza tym mąż twierdzi,że jestem miłością jego życia i przetrwamy rozłąkę.
      Nie powiem teraz "nie jedź" skoro dyskusję na ten temat odbyliśmy kilka miesięcy temu i powiedziałam "jedź" a wiem że on dla mnie zrobiłby to samo.
      Chciałabym mieć 30 lat i pakować walizkę. Dziś myślę o tym co będzie gdy będę miała 50 lat i zero perspektyw. Mężczyźni nie mają takich dylematów.
      Ja nie potrafię żyć licząc na męża. Od kiedy skończyłam 19 lat pracuje na siebie. Nie chce powtórzyć losu mojej matki. Nie chce zebrać o pracę,emeryturę,zasiłek. To mnie przeraża.
      • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:22
        "Poza tym mąż twierdzi,że jestem miłością jego życia i przetrwamy rozłąkę.
        Nie powiem teraz "nie jedź" skoro dyskusję na ten temat odbyliśmy kilka miesięcy temu i powiedziałam "jedź" a wiem że on dla mnie zrobiłby to samo."
        Czyli nie masz prawa zmienić zdania?
        Nie bardzo rozumiem to "zrobiłby TO dla mnie". Co? To nie jest jedna rzecz. To jest wywrócenie swojego życia do góry nogami. Masochizmem mi zajeżdża takie "zrobię to dla niego", poświęceniem, brrr.
        "Dziś myślę o tym co będzie gdy będę miała 50 lat i zero perspektyw. Mężczyźni nie mają takich dylematów.
        Ja nie potrafię żyć licząc na męża. Od kiedy skończyłam 19 lat pracuje na siebie. Nie chce powtórzyć losu mojej matki. Nie chce zebrać o pracę,emeryturę,zasiłek. To mnie przeraża."
        1. martwisz się na zapas
        2. rządzi Tobą schemat "nie będę taka, jak moja matka"
      • verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:28
        Dobry ojciec nie rozważa rozstania z małymi dziećmi na 5 lat. Tyle w temacie.
        Nie mówiąc już o tym, że jeśli jesteś "miłością jego życia", to logiczne byłoby, aby wybrał Ciebie, a nie lepszą posadę.
        Rozdzielanie rodzeństwa, aby "rozwijać talent" jednego z nich też nie wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.
      • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:33
        Mój mąż jest dobrym ojcem,ma świetny kontakt z dziećmi. Wiem,że boli go przyszł
        > e rozstanie.
        (...)> a wiem że on dla mnie zrobiłby to samo.



        A tu juz zaczyna sie klasyczne usprawiedliwianie. Spodziewam sie, ze za pare postow zaczniesz bronic jego prawa do decyzji o wyjezdzie i wezmiesz jego strone, skoro forum jest przeciw.
      • budyniowatowe Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 20:42
        iziula1 napisała:

        > Młodszy syn 10 lat. 4 klasa podstawówki.Mąż liczy,że tam znajdzie mu szkołę spo
        > rtową i klub piłkarski gdzie będzie mógł się rozwijać.

        Z tego co piszesz wnioskuje, ze nie jest to Europa ani USA (chociaz tam o kariere pilkarza trudniej, Europejczycy maja lepszy system szkolenia pilkarzy.). To gdzie ten talent pilkarski ma rozwijac w Brazyli czy Argentynie, to nie wiem czy to az takie dobre miejsce dla dziecka. Jak ma zrobic kariere w pilce to polski klub mu wystarczy.
    • enith Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:20
      > Mąż nie ma takich dylematów. Wciąż liczy,że zmienię zdanie, kusi lepszymi możli
      > wościami dla dzieci - szkoły, język, kraj wspiera rozwój dzieci, nie rozumie co
      > złego jest w byciu na jego wyłącznym utrzymaniu ( ! ).

      Nie wiem, czy jest to ze strony twojego męża niefrasobliwość, brak wyobraźni czy zwykła głupota, ale może uświadom mu, że uzależnianie bytu pięcioosobowej rodziny od jednej pensji jest niepoważne. Mąż ma plan awaryjny na okoliczność, gdyby coś mu się stało (choroba, wypadek) i utracił możliwość zarobkowania? Czy liczy się tylko jego rozwój zawodowy i spełnienie marzenia, a reszta to szczegóły i "jakoś to będzie"?
      Pytam, bo znam osobiście jedną rodzinę, gdzie właśnie taki tragiczny rozwój wypadków nastąpił. Mąż wyemigrował do USA, znalazł pracę, mieszkanie, po czym ściągnął żonę i małoletnią córkę. Po paru tygodniach od ich przybycia mąż i ojciec zginął w wypadku samochodowym w drodze do pracy. Kobiety zostały bez pomocy, środków do życia, znajomości języka. Znajoma wspomina ten okres jako największy koszmar jej życia.
      Dlatego uważam, że ZANIM przewrócicie życie swoje i dzieci do góry nogami, musicie bardzo poważnie przedyskutować możliwe scenariusze i sposób ich ogarnięcia, gdyby się zrealizowały.
      • iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:34
        Kontrakt obejmuje opiekę zdrowotną dla męża i członków rodziny. Także zapewnia lokal mieszkalny dla niego lub naszej 4-5 jeśli zdecydujemy się na przyjazd.
        Dodatkowo Mąż ma polisę ubezpieczeniową,ja też. Plus opłaca mi 10 letnią polisę inwestycyjną,która ma być dodatkiem do przyszłej emerytury państwowej.
        Tu w PL na wypadek śmierci dzieciom przysługuje renta rodzinna.
        Zarobki oferowane mu na początek są rewelacyjne. Dodatkowo po zdobyciu dodatkowego uprawnienia już w kraju w którym będzie pracował,wzrosną dwukrotnie.
        Brakuje tam specjalistów z jego branży a kraj bogaty.
        Same zalety tylko ja za stara :P na zmiany.
        10 lat temu potraktowałabym to jak przygodę życia. Szanse.Dziś widzę tylko zagrożenia dla mojej przyszłości.
        Czuję złość do męża mimo to nie oceniam go tak źle jak niektóre z Was. Nie wiem jeszcze czy to dobrze czy źle.
        Próbuje się odnaleźć w tej sytuacji.
        A dziś już wiem że bilety kupione,termin rozpoczęcia pracy ustalony. Stąd nagły wybuch złości,gniewu,rozgoryczenie.
        Próbuje się poskładać. Próbuje nie znienawidzic męża,bo łączy nas tyle dobrych rzeczy,wspomnień,tyle przeszliśmy razem. Trudne to.
      • fusun1804 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 17:45
        Ja wlasnie byłam w takiejsytuacji życiowej, byłam o wiele młodsza, to było 18 lat temu, wyjechałam za granice bo ON miał kontrakt, obiecująca prace, pieniadze, możliwości kariery. JA nie. Ja wtedy kompletnie nie szanowałam siebie, pozwalam innym na nieuszanowanie siebie. W ogóle nie myślałam o sobie - ja sie powinnam poświęcać, myślenie o sobie to obrzydliwy egoizm.
        No wiec wyjechałam. Jezyk znałam dobrze ale możliwości pracy nie miałam. Po niecalych 3 latach mąż stracił prace.......
        Moja rada jest taka - nie jedź. Dbaj o siebie. I myśl o sobie.
        • iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 18:04
          Oczywiście,takie ryzyko też rozważam. Co jeśli nie wypali? Nie wyjdzie?
          Poza tym żyjąc w PL nie wierzę w takie zarobki :P
          Mimo,że wszystko potwierdzone ja nadal czuje niepewność.I choć fakt wykształcenia męża,jego uprawnień i doświadczenia zawodowego jest oczywisty to jednak zarobki tego rzędu ot tak,na początek nie mieszczą się w mojej głowie. Stąd nieufność.
          Poza tym tzw łowcy głów to też gdzieś w wielkim świecie nie na kresach wschodnich ;)
          Boję się także tego,zderzenia oczekiwań męża i tego ze jeśli nie da rady będzie zły na siebie.
          Wspieram go bo widzę w jakim napięciu czeka na wyjazd i jak liczy że mu się uda,że tyle ma znów do zdobycia,nauki itp.
          Boi się,że się nie sprawdzi tam,że nie da rady a znając go wiem jak przeżywa takie rzeczy.

          Po powrocie do PL może z powrotem wrócić do własnej firmy i odzyskać swoich klientów,kontakty. Ma dobrą opinię.Ludzie dzwonią oferując kolejne nadzory,projekty.
          • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 18:13
            i jak liczy że mu się uda
            > ,że tyle ma znów do zdobycia,

            Innymi slowy, w obecnej sytuacji czuje sie prawdopodobnie jak gracz, ktory zdobyl juz wszystkie poziomy w danej grze i musi zaczac grac w inna.
            No ale stawka jest wysoka. Czy on tego nie widzi? Nie czuje rozterki, wiedzac, ze stawia na szali wlasny zwiazek oraz dzieci?
            Nigdy nie zrozumiem facetow. Ciagle gonia za czyms nowym. Zwykle jest to nowe cialo, w Waszym przypadku wyzszy level, ale to wciaz to samo.
          • enith Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 18:16
            Cóż, przy decyzji męża, by jechać i twojej, by nie jechać, pozostaje wam minimalizować szkody rozstania przez te pięć (lub więcej) lat. I liczyć się z tym, że po tych pięciu (lub więcej) latach mąż nie będzie miał do kogo i czego tu wracać. Wasz 10-letni syn i mniej, niż trzyletnia córka będą przez kolejnych pięć (lub więcej) lat widywać ojca raz na kilka miesięcy (przy dobrych wiatrach). Nie ma możliwości, by nie odbiło się to na nich negatywnie, ale rozumiem, że mąż bierze to pod uwagę. O starszego syna martwiłabym się mniej, ma 19 lat, zaczyna uczelnię w Polsce, ale równie dobrze mógł wybrać uniwerek w Nowym Jorku i wtedy też widywalibyście go (przy dobrych wiatrach) dwa razy w roku.
            No i pozostajesz ty i negatywne skutki wyjazdu męża dla ciebie i waszego związku, jako kobiety i mężczyzny. Ale rozumiem, że i z tymi negatywnymi skutkami mąż się liczy i weźmie je na klatę, jak dorosły mężczyzna.
            Ja życzę wam powodzenia, będzie wam wszystkim bardzo potrzebne.
          • georgina04 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 19:46
            iziula1 napisała:

            > Boję się także tego,zderzenia oczekiwań męża i tego ze jeśli nie da rady będzie
            > zły na siebie.
            > Wspieram go bo widzę w jakim napięciu czeka na wyjazd i jak liczy że mu się uda
            > ,że tyle ma znów do zdobycia,nauki itp.
            > Boi się,że się nie sprawdzi tam,że nie da rady a znając go wiem jak przeżywa ta
            > kie rzeczy.



            Ty się boisz, że on będzie rozczarowany, zły na siebie bo nie da rady, wspierasz go bo on czeka w napięciu na wyjazd.....
            Eh.... nie wiem czy tylko mnie to uderza... Czy Twój mąż też się tak o Ciebie boi? O to, że sobie nie poradzisz, że będziesz sama, jak bardzo boli Cię ten jego wyjazd?
            W tym co do tej pory napisałaś, ja nie widzę w ogóle troski męża o Ciebie. Jesteś miłością jego życia, jakoś przetrwacie...? Cóż, podobnie jak większość odnoszę wrażenie, że dla męża liczy się jego sukces, nie ważne jakim kosztem.
            Jak on zareagował gdy powiedziałaś mu, że Ty i dzieci zostajecie?
            • pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 20:00
              georgina04 napisała:

              >jesteś miłością jego życia, jakoś przetrwacie...? Cóż, podobnie jak w
              > iększość odnoszę wrażenie, że dla męża liczy się jego sukces, nie ważne jakim k
              > osztem.

              Zapewniam Cie, ze ludzie zlinczuja kazdego, kto sprobuje sie wychylic i realizowac swoje marzenia :-)
              Pamietam z jaka krytyka, nienawiscia wrecz, wyzwiskami spotkala sie w internecie Martyna Wojciechowska, ktora zostawila swoje nowonarodzone dziecko z babcia i wyruszyla na jedna ze swoich wypraw. Kobiety doslownie nie zostawily na niej suchej nitki, a okreslenie "wyrodna matka" bylo jednym z najlagodniejszych.
              • georgina04 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 20:59
                pogodoodporna napisał(a):


                > Zapewniam Cie, ze ludzie zlinczuja kazdego, kto sprobuje sie wychylic i realizo
                > wac swoje marzenia :-)


                Nie zgadzam się z tym i nie widzę, aby męża iziuli ktoś tutaj linczował. Nie róbmy już z niego biednej ofiary ;)

                Realizowanie marzeń chwalebna sprawa ale wypada zdawać sobie sprawę z kosztów dla najbliższych.
                Czy mąż iziuli bierze te koszty pod uwagę i impakt jego decyzji na rodzinę którą założył?
                Tego nie wiemy i w wypowiedziach iziuli tego nie widać.


                > Pamietam z jaka krytyka, nienawiscia wrecz, wyzwiskami spotkala sie w interneci
                > e Martyna Wojciechowska, ktora zostawila swoje nowonarodzone dziecko z babcia i
                > wyruszyla na jedna ze swoich wypraw.

                Nie wiem kim jest owa Martyna ;) nie wiem czy też zostawiła dziecko na 5 lat. Czy na przykład na kilka miesięcy. Spora różnica.

                Zauważ, że ja nie oceniam jej męża i nie wymyślam mu od wyrodnych ojców. Człowiek ma prawo się realizować i pewnie jeśli tego nie zrobi to będzie miał do iziuli żal do końca życia. Ale jednocześnie zakładając rodzinę trzeba chyba brać poprawkę na to, że nasze życie nie jest już tylko i wyłącznie nasze własne. Że mamy też zobowiązania wobec dzieci, małżonka. I to oznacza, że czasem trzeba będzie zrezygnować z czegoś czego się bardzo chce.

                Mnie po prostu uderza jakaś taka nierównowaga w tym wszystkim. On chce pojechać, on zdecydował, że pojedzie, a ona się musi się dostosować. I albo jechać z nim albo siedzieć i 5 lat czekać czy on wróci.
                Ona gryzie palce, nie śpi po nocach, on mówi, że jakoś to będzie. To ona go wspiera, choć sama jest w panice.
                Nie chciałabym być na jej miejscu, ale gdybym była i gdyby mój mąż jednak zdecydował się na taki wyjazd, to chciałabym przynajniej wiedzieć, że on czuje moje rozterki, czuje mój strach i to on mnie wspiera. Ale przede wszystkim czułabym się cholernie rozczarowana i zawiedziona, że mąż wybiera pracę, karierę, pieniądze ponad mnie i wspólne dzieci.
          • berber_rock Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 21:04
            he, he civil engineering w Zatoce Perskiej.
            Ale tak juz zupelnie pomijajac temat: obstawialam, ze po gdzies tak 20 postach zacznie sie zgadywanka, a jaki to kraj, a gdzie? Niewiele sie pomylilam.

            Ale OK - nie ciagne za jezyk ;)

            Powiem szczerze, ze po tym co dopisalas w ostatnim poscie probje sie postawic w Twoich butach i chyba zaczynam liec potezny dylemat.
            Ale nie bede Ci nic sugerowac, bo ja akurat zyciowy risk-taker jestem i z checia rzucam sie w nieznane.
            Nie wierze po prostu w cos takieego jak "A z czego bede zyla za 15 lat". Na swiecie jest tyle mozliwosci przyjemnego ustawienia sobie zycia za 1/10 tej kasy, ktora zaoferowali Twojemu mezowi, ze musialabym miec za duzo czasu aby sie tym martwic.
          • marsylvik Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 02:23
            iziula1 napisała:

            > Poza tym żyjąc w PL nie wierzę w takie zarobki :P
            > Mimo,że wszystko potwierdzone ja nadal czuje niepewność.I choć fakt wykształcen
            > ia męża,jego uprawnień i doświadczenia zawodowego jest oczywisty to jednak zaro
            > bki tego rzędu ot tak,na początek nie mieszczą się w mojej głowie. Stąd nieufno
            > ść.

            Tu akurat dobrze upatrujesz przyczyn niepewności :D Żyjąc w Pl ciężko uwierzyć :P
            Uwierz, że ja jako specjalista w swojej dziedzinie, za granicą zarabiałam tyle, że mnie samej ciężko w to teraz żyjąc w Pl uwierzyć ;) I to nie raz, to nie był jakiś fart, tylko norma w tym zawodzie.

            Natomiast nie wierzcie tak do końca w to, że kontrakt będzie pięcioletni. Nawet jak na 5 lat podpisany. Moja prywatna obserwacja na małej próbie wskazuje, że im wyższe zarobki, tym większe ryzyko, że firma przeinwestowała. Bankructwo dobrze płacącej firmy też przeżyłam nie raz. Dwa razy ;p
            (mówiłam, że mała próba!)
            • pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 22:33
              To ja podam przykład bliskiej koleżanki. Mąż robił karierę w Polsce, w nagrodę firma wysłała go do Szwajcarii. Mieszkanie, ubezpieczenie, wszystko mieli opłacone. Po roku firma zamknęła filię. Mąż pracy nie znalazł. Dwa lata koleżanka pracowała dorywczo a potem wrócili do Polski.
    • iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 18:36
      Z waszych odpowiedzi najwiekszą ulgę przyniosła mi świadomość,że rozumiecie moje obawy. Bo tak naprawdę chodzi o mój godny wiek średni i przyszłą starość. Bez względu czy wierzę w państwową emeryturę czy nie zachowanie pracy daje mi finansową stabilność i niezależność.
      Czasem myślałam,że jestem zbyt duża pesymistką,że myślę tylko o zabezpieczeniu własnej przyszłości. Że może to już tzw starość przeze mnie mówi a ona jak wiadomo nie lubi zmian :P
      W mojej sytuacji nie ma dobrego wyjścia ani kompromisu. Dla mnie.
      Zostaję tu - wysokie ryzyko końca związku. Nie mam złudzeń.
      Jadę - będę po powrocie do PL bez niczego. A tam nieszczęśliwa z powodu zmian których nie chcę. Nieszczęśliwa i zależna co w konsekwencji może też oznaczać koniec związku.
      Ostatecznie może też się okazać,że mąż tam zostanie na stałe co oznacza koniec małżeństwa.
      • pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 19:36
        iziula1 napisała:

        > Ostatecznie może też się okazać,że mąż tam zostanie na stałe co oznacza koniec
        > małżeństwa.

        Iziula piszesz tak jakbys miala reisefieber, a to maz ja powinien ja miec, a nie Ty ;-)
        Daj mu sie sprawdzic skoro swiadomie podjal decyzje o wyjezdzie. Ty podjelas o pozostaniu, bo masz ku temu powody. Rozumiem Twoje emocje, ale to zycie, to przyszlosc zweryfikuje, czy wasze wybory byly sluszne. Moze i ryzykujecie, ale ryzykujac czesto okazuje sie, ze nasze obawy byly na wyrost. Zycze Ci, zeby tak wlasnie bylo w waszym przypadku.
      • georgina04 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 19:55
        iziula1 napisała:

        > Z waszych odpowiedzi najwiekszą ulgę przyniosła mi świadomość,że rozumiecie moj
        > e obawy. Bo tak naprawdę chodzi o mój godny wiek średni i przyszłą starość.

        Bo Twoje obawy są jak najbardziej uzasadnione.
        Ja wyemigrowałam "za chłopem" w wieku 25 lat, po prostu spakowałam się w jedną walizkę i pojechałam, chociaż nawet nie miałam perspektywy możliwości legalnej pracy w jego kraju. Związek z wielkiej miłości rozpadł się po 6 miesiącach. Zostałam zupełnie sama, bez wizy, bez pieniędzy. Byłam młoda i uparta, poradziłam sobie.
        Teraz mam 40 lat i powiem Ci, że mimo doświadczenia w temacie, w tym wieku w życiu bym się na taki krok nie zdecydowała. Emigracja zmienia ludzi, duża kasa też zmienia ludzi.
        Ja w życiu nie chciałabym być na starość zdana na łaskę i nie łaskę męża więc doskonale rozumiem Twoje obawy.


        > Nieszczęśliwa i zależna co w konsekwencji może też oznaczać koniec związku.

        Czy Twój mąż w ogóle bierze pod uwagę Twoje obawy i uczucia? Czy on bierze pod uwagę, że jego decyzja może oznaczać koniec związku? Czy tylko zaklina przyszłość twierdząc, że przetrwacie?
        • marsylvik Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 21:35
          georgina04 napisała:

          > Czy Twój mąż w ogóle bierze pod uwagę Twoje obawy i uczucia? Czy on bierze pod
          > uwagę, że jego decyzja może oznaczać koniec związku? Czy tylko zaklina przyszło
          > ść twierdząc, że przetrwacie?

          I najważniejsze pytanie, które powinno być postawione na początku: czy on je zna, czy o nich wie?
        • evee1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 05:52
          He, he, moj maz porzucial dobrze platna prace w Polsce (4 srednie krajowe) i przyjechal do mnie za granice. Jestesmy szczesliwym malzenstwem od ponad 20 lat.
          Czego to dowodzi? Sytuacje sa napewno rozne, ale zgadzam sie, ze emigracja nie tyle zmienia ludzi ile wystawia ich na pewne proby i sytuacje, o ktorych nawet by nie musieli by myslec pozostajac w kraju. Ale to nie zonacza, ze to zawsze jest gorzej i trudniej.
    • marsylvik Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 19:23
      Współczuję. To będzie ciężka próba dla Was i jeszcze trudniejsza dla więzi Twojego męża z dziećmi.
      Jedyne pocieszenie jakie mogę Ci dać to coś, co mnie kiedyś, w innej sytuacji, uzdrowiło: nie jesteś odpowiedzialna za decyzje, uczucia i motywacje męża. Możesz mu powiedzieć co o tym myślisz i uważam, że dobrze by było to zrobić, ale decyzję o swoim wyjeździe podejmuje on. Nigdy i pod żadnym pozorem nie bierz na siebie odpowiedzialności za jego decyzję, nie obwiniaj się za nią i jej skutki. I mam nadzieję, że mimo (jak dla mnie zasadnych) lęków jakoś się Wam ułoży, możliwości jest wiele. On może po paru miesiącach zmieni zdanie, może Ty zmienisz, może odwiedziny nie będą aż tak ograniczone jak się teraz wydaje, może jeszcze coś się zmieni...
        • differentview Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 19:42
          A co Twoj maz mowi na to, ze przez 5 lat bedzie Ciebie i dzieci widywal rzadko?
          Skoro maz bedzie zarabial tak swietnie to mozecie z dziecmi latac tam np na 2 miesiace na wakacje, on tez moze przylatywac raz w miesiacu na pare dni? Poza tym srodkowy syn moze np. pojechac na rok do szkoly. Sa rozne rozwiazania.
      • pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 19:52
        marsylvik napisała:

        > I mam nadzieję, że mimo (jak dla mnie zasadnych) lęków jakoś się Wam ułoży, moż
        > liwości jest wiele. On może po paru miesiącach zmieni zdanie, może Ty zmienisz,
        > może odwiedziny nie będą aż tak ograniczone jak się teraz wydaje, może jeszcze
        > coś się zmieni...

        Tez tak uwazam. Oczywiscie siedzenie w domu, chuchanie i dmuchanie na swoje ognisko domowe jest bezpieczniejsze, bo kazda dluzsza rozlaka to na bank rozpad zwiazku, cierpienie dzieci, bolesne zerwanie wiezi rodzinnych itd. Dlaczego jednak myslec o najgorszym ? Jak bedzie zle, to wspolnie zastanowia sie jak te sytuacje zmienic. Ale zeby zmienic, to najpierw trzeba przekonac sie, ze jest zle.
        • verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 20:45
          A co jest najgorsze? Rozpad związku, czy przetrwanie związku, w którym facet świadomie decyduje, ze nie będzie uczestniczył w wychowaniu dzieci i nie będzie ich niemal widywał przez pięć lat?
          Gdyby był tylko najstarszy syn, albo bezdzietny związek można by myśleć optymistycznie - pięć lat przeleci, jakoś to będzie, może się uda. Problem nie w tym, co będzie dalej, ale co jest teraz - najwyraźniej praca jest dla faceta bez porównania ważniejsza od wychowywania i poznania własnych dzieci. To jest ten element układanki, który sie nie zmieni - mając do wyboru karierę i pieniądze, albo bycie ojcem facet zdecydował sie porzucić dzieci. Bo dla dzieci to jest porzucenie i tyle. Już jest źle I tego wyboru nie da sie juz odwrócić, trzeba pamiętać, że mężowi zależy na nich dosyć umiarkowanie.
          • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 21:11

            > A co jest najgorsze? Rozpad związku, czy przetrwanie związku, w którym facet św
            > iadomie decyduje, ze nie będzie uczestniczył w wychowaniu dzieci i nie będzie i
            > ch niemal widywał przez pięć lat?
            To jest ten elem
            > ent układanki, który sie nie zmieni - mając do wyboru karierę i pieniądze, albo
            > bycie ojcem facet zdecydował sie porzucić dzieci.

            No wlasnie, mnie tez to razi przeogromnie. W tym kontekscie juz nawet mniej wazne sie wydaje, czy on w koncu poleci do tego bogatego kraju i zostanie tam 5 lat lub moze po jakims czasie stwierdzi ze mu tam niezbyt dobrze i wroci, albo co innego. Mleko sie rozlalo- odslonil sie od bardzo brzydkiej strony, pokazal ze dzieci w jego hierarchi spraw stoja nizej niz praca, kariera i kasa. Dzieci, zona, zwiazek i 20 lat razem- zeby ryzykowac utrate takiego kapitalu...Iziula, mam ochote zbic Twojego chlopa.
          • ola_dom Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 10:47
            verdana napisała:

            > przetrwanie związku, w którym facet świadomie decyduje, ze nie będzie
            > uczestniczył w wychowaniu dzieci i nie będzie ich niemal widywał przez pięć lat?

            A ja się właśnie zastanawiam, czy to na pewno jest "świadomie"?
            Czy mąż zaślepiony oszałamiającą ofertą w ogóle dostrzega cokolwiek poza nią, czy hurraoptymistycznie uważa, że "jakoś się ułoży, jakoś to będzie".
            Bo naprawdę trudno mi uwierzyć, żeby dobry, kochający mąż i ojciec ŚWIADOMIE decydował się na pięcioletnią rozłąkę.
            Więc albo nie jest taki "fajny", jakim iziula chce go widzieć, albo po prostu zaślepiło go i nie zdaje sobie sprawy z tego, co ich czeka po jego decyzji.
    • molly_wither Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 20:56
      Hm, nie chcę wchodzic z butami w Wasze uczucie do siebie. Na pewno jest wielkie, choc po tylu latach zwiazku juz nie takie,jak kiedys, to normalne. Z wieku dzieci mniemam, ze byliscie mlodzi,kiedy sie pobieraliscie. To miłe, kiedy mezczyzna mowi kobiecie,ze jest jego miloscia zycia. Dlaczego wiec tak latwo chce te kobiete zostawic na kilka lat? Co z tesknota i zwyczajnym zaspokajaniem potrzeb seksualnych? U mezczyzny to bardzo wazna sfera. Naprawde mi Ciebie zal. Dlaczego to Ty musisz za nim podazac, a on nie musi zrezygnowac z wyjazdu? Zycie jest trudne. Przemysl to. Tak,jak napisalas, gdybys miala 30tke bez problemu bys sie spakowala. Chociaz, paradoksalnie, to po 40tce wlasnie powinnas szybciej sie spakowac i jechac za mezem:))) Kryzys 40 latka moze przyniesc przykre konsekwencje dla meza i Ciebie.
    • edw-ina Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 09.08.16, 22:35
      Ja się wyłamię, ale od razu przyznam, że patrzę z własnej perspektywy i na podstawie relacji z mężem. Ja bym wyjechała, bo nie uznaję związku na odległość, bo uważam, że bliscy powinni się wspierać, w dodatku potraktowałabym to jako przygodę - pięć lat w innym kraju, dla mnie super. Wyłamię się, bo wiem, że mój mąż zrobiłby dla mnie dokładnie to samo, bo wielokrotnie mi to udowodnił. W trakcie tych pięciu lat może się wiele wydarzyć, nie tylko na minus, ale też na plus. Możesz zdobyć nową wiedzę, nowe umiejętności, mając zabezpieczenie w postaci zarobków męża (pewnie do tego opłacone mieszkanie, szkołę dla dzieci - bo zwykle taki zapis jest w kontraktach) możesz się tam przekwalifikować i wrócić do PL z nowymi pomysłami na życie. Jest też opcja, że po prostu tam zostaniecie. Osobiście znam kilka par, które po wyjeździe na kontrakt na kilka lat zdecydowały się zostać (w jednej z tych par to facet porzucił świetną, przynoszącą konkretne pieniądze i prestiż pracę, bo uznał iż nie ma prawa odbierać szansy żonie. Przez rok był na jej wyłącznym utrzymaniu, w międzyczasie zrobił nostryfikację dyplomu, pracował w poślednich firemkach zdobywając tam doświadczenie, aż po kilku latach założył własną). Kolejna sprawa to doświadczenie dzieci - z mojego punktu widzenia, bo też coś analogicznego przerabiałam w dzieciństwie, to uczy różnorodności, otwartości na innych, umiejętności odnajdywania się w różnych sytuacjach, o dwujęzyczności nie wspominając. Dlatego zamiast wieszać psy na mężu po prostu bym wyjechała.
              • berber_rock Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 09:32
                No jak rany!
                Jakim obowiazkiem? Przeciez obowiazku nie ma!
                Ponizej srebrnarybka pokazala 3 opcje. Obecnie na stole leza juz tylko dwie, bo iziula jedna zamknela jakis czas temu, kiedy omawiala z mezem kwestie wyjazdu. Powiedziala mu "jedz".
                No to jedzie. To jest facet i podejrzewam, ze odbiera komunikaty, tak jak brzamia, a nie rozkminia "co poeta mial na mysli".

                No to skoro trzecia opcje sama zamknela, to o co teraz kaman?
                • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 11:30
                  iziula jedna zamknela jakis czas temu, kiedy omawiala z mezem kwestie wyjazdu.
                  > Powiedziala mu "jedz".

                  Ja nie wiem , czy to bylo "jedz"
                  Bo jenoczesnie Izuila pisze , cytuje już mu wykrzyczałam kilka miesięcy temu,że facet który kocha swoją rodzinę jej nie porzuca.
                  Wiec to bylo w gruncie rzeczy "jedz jak chcesz, ale facet ktory kocha swoja rodzine jej nie porzuca"

                  Czy taki komunikat naprawde daje zielone swiatlo do wyjazdu?
                  • berber_rock Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 11:54
                    Czy taki komunikat naprawde daje zielone swiatlo do wyjazdu?

                    Raczej nie daje. Ale jasny tez nie jest. Nie wiem.
                    U mnie w domu w takich sytuacjach bierze sie kartke, dzieli na pol i spisuje plusy i munusy, DLA WSZYSTKICH. Nie krzyczy sie, nie drze wlosow z glowy i nie lyka prochow.
                    Tak wygladala nasza decyzja o wyjezdzie.

                    Mnie to wyglada dziwnie - jakby nie umieli ze soba rozmawiac albo bali sie konfrotntacji: albo ze soba nawzajem albo z wlasnymi checiami i marzeniami i reality.
                    Nie rozumiem po prostu, dlaczego ta analiza plusow i minusow odbywa sie dopiero teraz na forum i dlaczego iziula dopiero teraz dostala olsnienia, ze powinna w tej analizie brac pod uwage wszystkich.
                    I moge sie zalozyc, ze pan ojciec wyjazdza w glebokim przekonaniu, ze oni wszyscy tam dojada za jakis czas ...
                    • panizalewska Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 10:07
                      Moja matka słynie z takich komunikatów. "Jedź!" a za pół godziny "Ale Ty już mnie w ogóle nie kochasz! Jesteś nielojalna wobec rodziny!" Nosz kurna, schiza totalna, ni chu chu nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi. Żadnego komunikatu wprost, i nie wiesz, czy "pierwsze zdanie się liczy", czy to manipulacja i szantaż emocjonalny, czy jakaś rzeczywista potrzeba, no cokolwiek, czy zespół paniki i lęków. Masakra, ja się wypisałam z takiej komunikacji. Nie ma obowiązku zgadywać przez całe życie, o co chodzi drugiej stronie.
    • srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 00:19
      Rodzina jest wspólnotą osób, z których każda ma swoje własne potrzeby i aspiracje, które bywają sprzeczne z potrzebami i aspiracjami pozostałych członków rodziny, więc w prawidłowo funkcjonującej rodzinie zawsze ktoś coś traci, ale zarazem zyskuje jedyną i niepowtarzalną relację, jaka jest w rodzinie, a ponadto więź emocjonalna między członkami rodziny ułatwia rozwiązywanie takich problemów. Matka niekochająca dziecka traktowałaby nie dosypianie i przewijanie niemowlaka wyłącznie jako uciążliwość, kochająca dziecko czyni to, bo wie, że zaspokaja w ten sposób potrzeby kochanej osoby. Skoro zaś w rodzinie pojawiają się sprzeczne ze sobą potrzeby czy aspiracje poszczególnych jej członków, nawet same z siebie uzasadnione (rozwój zawodowy i godziwy zarobek, a także pewnie chęć przeżycia przygody przez Twojego męża są same z siebie zasadnymi pragnieniami), należy dążyć do rozwiązania problemu tak, by "straty" poszczególnych członków rodziny były jak najmniejsze. Macie przed sobą 3 możliwości: 1. wyjazd samego męża na 5 lat, Ty pozostajesz z dziećmi i swoją pracą, 2. wyjazd całej Waszej rodziny, rezygnacja z pracy przez Ciebie, 3. rezygnacja męża z wyjazdu. Zyski i straty każdej z sytuacji: 1. mąż realizuje swoje aspiracje, ale następuje praktyczny rozpad rodziny. Ryzykujesz swoje małżeństwo, ale to Twoja własna decyzja. Dzieci praktycznie ojca tracą i co gorsza, to nie jest ich wybór. Ponadto dorosła kobieta może samotnie żyć po rozstaniu z mężem, chociaż to trudne i bolesne, zaś dla rozwoju dzieci niewątpliwie jest ważne, by miały ojca i matkę i brak któregoś rodzica może negatywnie odbić się na rozwoju psychicznym. 2. Mąż realizuje swoje marzenia, rodzina pozostaje w komplecie, korzystacie z dobrobytu i ewentualnie owych szans rozwoju dla średniaka. Straty - stajesz się do końca życia finansowo zależna od męża i podporządkowujesz mu swe marzenia, a generalnie właściwie całe życie - przecież w kraju masz nie tylko firmę, ale jakichś znajomych, swoją fryzjerkę, krewnych i ulubione miejsce wyjazdów na weekend. Wszystko to poświęcasz w imię aspiracji męża. 3. Rodzina pozostaje w komplecie, oboje z mężem zachowujecie niezależność finansową (rozumiem, że kontrakt nie jest dla męża jedyną możliwością pracy), oboje zachowujecie swoje kontakty i przyzwyczajenia. Mąż traci swoją wielką szansę. - Moim zdaniem straty są najmniejsze w wariancie nr 3. Trudno. Tysiące kobiet ogranicza swoje aspiracje ze względu na macierzyństwo. Czy facet nie jest ojcem? - Dodatkowo: czy nie da się owych wariantów jakoś przemodelować? Np. częstsze przyjazdy męża, możliwość wyjazdu do męża z dziećmi na całe wakacje (co zakłada Twój dłuższy urlop, może można tak przemodelować pracę Twojej firmy?). A może jest możliwość, byś jednak za granicą rozwinęła jakąś działalność? .- Kolejna sprawa. Napisałam z pełnym przekonaniem o ryzyku rozpadu małżeństwa po pięcioletniej rozłące i ryzyku nieprawidłowego rozwoju dzieci pozbawionych przez 5 lat ojca. Jest to olbrzymie ryzyko, niemniej warto pamiętać, że w nie tak dalekiej przeszłości mieliśmy żony czekające latami na mężów uwięzionych w oflagu czy stalagu, wywiezionych na Syberię (tu mogły być i żony), walczących na "frontach II wojny światowej", odsiadujących długie wyroki w więzieniach stalinowskich albo i później czy też ukrywających się, także zdala od domu, żony i dzieci, w okresie stanu wojennego. Nie zawsze rozłąka powodowała rozpad małżeństwa. Moja ciotka, wdowa niezupełnie katyńska (jej mąż był uwięziony w Starobielsku, rozstrzelany w Charkowie), ponieważ nie było go na liście katyńskiej, wiele lat po wojnie nie wierzyła w jego śmierć i przez wiele lat jeździła na granicę, gdy przejeżdżał kolejny transport repatriantów, licząc, że może on tym razem przyjedzie. Mimo wielu lat rozłąki. Niemniej jednak takie sytuacje stwarzały okazje do rozpadu małżeństw i są tego liczne przykłady. Też znam takie z mojej rodziny. To była jednak konieczność dziejowa. Bez potrzeby nie warto sobie takiego ryzyka fundować. Ta sama myśl dotyczy dzieci wychowywanych bez ojca. Kilkadziesiąt czy sto lat temu było to często: mężczyźni żenili się późno, przeciętna długość życia była krótsza, sporo ludzi umierało w sile wieku, bo medycyna nie umiała wyleczyć banalnych dziś chorób. Nie wszystkie naturalne półsieroty wyrastały na dewiantów, chociaż fakt, że moja prababka w 1908 r. opuściła mojego pradziadka i babcię, wówczas 11latkę, niewątpliwie odcisnął się negatywnie na psychice Babci, następnie na relacjach w jej rodzinie i wychowaniu mojego Ojca, a przez to - trochę i na mnie. Kiedyś jednak ojcowie częściej umierali i była to siła wyższa i skrzypce. Fundować dzieciom takie ryzyko na własne życzenie - szkoda. - Piszesz, że bilety kupione i sprawa przechlapana. Klamka zapadła, stało się. Teraz próbujcie z mężem zrobić, co się da, by utrzymać własny związek i więź ojca z dziećmi. Skype, listy, wyjazdy dzieci do ojca, jak często się da. Będzie to trudno, ale nie macie wyjścia. Trzymam kciuki.
      • enith Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 05:00
        Ciekawa i chyba dość trafna analiza, srebrnarybko. Też uważam, że trzecia opcja (wszyscy pozostają w kraju) odbyłaby się z najmniejszą szkodą dla dzieci. Niestety, wygląda na to, że wylot męża jest już klepnięty. Teraz pozostaje pytanie: jak zminimalizować skutki jego decyzji dla całej rodziny? Czyim dobrem powinna kierować się teraz iziula, swoim czy dzieci? Jeśli dzieci, to wiadomo: rzuca firmę, bierze dwójkę młodszych pod pachę i dołącza do męża w kraju, którego języka nie zna i w którym nie ma perspektyw zawodowych. Dla małoletnich dzieci to rozwiązanie na pewno będzie lepsze, bo owszem, będą na obczyźnie, ale za to z obojgiem rodziców, a to jest argument nie do przecenienia. Ona w tym czasie odwiesza swoje ambicje, marzenia i niezależność na kołek i od teraz przez co najmniej pięć lat, ale całkiem prawodopodobne, że przez wiele kolejnych jest całkowicie zależna od męża. I będzie mieć, ba, już ma z tego tytułu pretensje do męża. Już teraz pilnować się musi, żeby męża nie znienawidzieć za rewolucję, jaką urządził w ich życiu.
        Mam wrażenie, że pomimo tego, że mąż jeszcze nie wyjechał, zasadnicza i nieodwracalna szkoda dla tej rodziny już się stała. Z tej sytuacji nie ma już dobrego wyjścia. Mąż pokazał, co stoi u niego najwyżej na liście priorytetów, tego się nie do odwrócić.
        • amb25 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 09:34
          Nie do konca wiadomo czy to bedzie dobre dla dzieci. Po pierwsze stres z przeprowadzka, nieznajomoac jezyka, w zwiazku z tym trudnosci w szkole, brak kolegow, oderwanie od rodziny (np. babcie), ograniczenie kontaktow towarzyskich, wyalienowanie z otoczenia (przynajmniej przez pewien czas) itp itd A potem po pieciu latach znow to samo, bo po pieciu latach dzieci beda obce w Polsce i to samo beda przezywac - tzw. reemigracja. Szczegolnie 10-talek. On bedzie w trudnym wieku. Jesli po pieciu latach wrocicie do Polski, on bedzie mial 15 lat (nastolatek). Jesli kontrakt sie przedluzy to po powrocie do Polski moze miec problem ze zdaniem matury, bo nie bedzie na tyle znal np. jezyka polskiego (chodzi o iterature, umiejetnosc pisemnej wypowiedzi) itp itd. Wyjazd w waszej sytuacji nie jest dobrem dla dzieci (jedynie 19-latkowi studnia za granica moga pomoc, o ile bedzie to zawod deficytoway w Polsce, albo bedzie chcial pracowac za granica), jest moze dobrem dla rodzicow. Ojciec z dobrze platna praca, ktory musi sobie jeszcze wyrobic jakies-tam uprawnienia, raczej obecny w domu nie bedzie. Moze wieczorami i w weekendy. A przez cale dnie siedzisz sama z dziecmi.
          Edukacja w Polsce, wbrew pozorom nie jest zla. To Polacy maja takie zalozenia, bo w genach wiekszosc ma narzekanie na wszystko. I mam porownanie, bo mieszkam w kraju, ktorego edukacja uchodzi za najlepsza na swiecie a moje dziecko z tej edukacji korzysta. I ja tez z niej korzystalam (universytet).
          • berber_rock Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 10:24
            amb25 napisała:

            > Po pierwsze stres z przepr
            > owadzka,
            - dla 3 latki tak. Dla reszty? Sorry ...

            nieznajomoac jezyka, w zwiazku z tym trudnosci w szkole,
            - u 3 latki nieznajomosc jezyka bedzie miala znaczenie przez 3 miesiace, u 10 latka pewnie przez jakies pol roku (zakladam ze podstawy EN jako 10 latek jakies tam ma, a szkola na miejscu jest mnarodowa)

            brak kolegow,
            > oderwanie od rodziny (np. babcie), ograniczenie kontaktow towarzyskich, wyali
            > enowanie z otoczenia (przynajmniej przez pewien czas) itp itd

            :)
            A potem po pieciu
            > latach znow to samo, bo po pieciu latach dzieci beda obce w Polsce i to samo b
            > eda przezywac - tzw. reemigracja.

            - beda obce - z tym sie zgadzam. Beda tk zwanymi Third Culture Kids - pytanie tylko, czy to zaleta, czy wada?

            Szczegolnie 10-talek. On bedzie w trudnym wie
            > ku. Jesli po pieciu latach wrocicie do Polski, on bedzie mial 15 lat (nastolate
            > k). Jesli kontrakt sie przedluzy to po powrocie do Polski moze miec problem ze
            > zdaniem matury, bo nie bedzie na tyle znal np. jezyka polskiego (chodzi o itera
            > ture, umiejetnosc pisemnej wypowiedzi) itp itd.

            - a ta polska matura to jakis obowiazek jest? Moze zdac m-narodowa. Tym lepiej, bo otworza mu sie drzwi do wzystkich uniwerkow w Europie.

            . A przez cale dnie siedzisz sama z dziecmi.

            - rany! Co Wy macie z tym siedzeniem w domu? Za granica nie ma klubow sportowych, kolek zainteresowan dla ekspatow? Kursow tego i owego i innych dzialanosci quazi-zawodowych w ktore mozna sie zaangazowac? Jak zostanie w PL, tez bedzie miala 3 dzieci na glowie.

            > Edukacja w Polsce, wbrew pozorom nie jest zla.

            - nikt nie mowi ze jest zla, ale jednak pewnych rzeczy zdecydowanie ci nie daje. Moj 15 latek mowi obecnie plynnie w dwoch obcych jezykach, a trzeci jest juz na tapecie. Zazdroszcze mu tego. Ja w jego wieku skrobalam stalowka rosyjskie bukwy z zeszycie.


            • marie30 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 10:41
              berber_rock napisał(a):


              > - u 3 latki nieznajomosc jezyka bedzie miala znaczenie przez 3 miesiace, u 10 l
              > atka pewnie przez jakies pol roku (zakladam ze podstawy EN jako 10 latek jakies
              > tam ma, a szkola na miejscu jest mnarodowa)

              Tiaaa. Z tym bywa bardzo roznie ale tak czy owak 3 m-ce czy pol roku sa nierealne. Sa dzieci uzdolnione jezykowi i im nauka przychodzi latwiej co oznacza szybciej ale tez zabiera wiecej niz pol roku. Wiekszosc jednak nie ma szczegolnych uzdolnien i tu min to 2 lata, na wysoki poziom dluzej.


              > - rany! Co Wy macie z tym siedzeniem w domu? Za granica nie ma klubow sportowyc
              > h, kolek zainteresowan dla ekspatow? Kursow tego i owego i innych dzialanosci q
              > uazi-zawodowych w ktore mozna sie zaangazowac?


              Sa,ale trzeba znac jezyk,nawet nie wiemy czy autorka zna. Poza tym nie kazdy marzy o tym aby czas spedzac w klubach sportowych i na kursach tego i owego.
              Autorka watku ma prace zawodowa,wlasna dzialalnosc,pracowala na to ciezko i zdaje sie daje jej to satysfakcje i zapewnia przyszlosc, ona nie chce zostawiac tego na 5 lat grania w tenisa czy silowni albo kursow tego i owego i bycia na utrzymaniu meza zeby po powrocie nie miec do czego wraca ani mozliwosci odbudowania. Sa kobiety ktore maja konkretna prace ktorej nie moga przeniesc, nie chca i nie musza i nie sa zachwycone perspektywa kusow tego i owego ani pseudozawodowa dzialalnoscia i udawaniem ze to co robia je satysfakcjonuje.
              • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 11:55
                przyszlosc, ona nie chce zostawiac te
                > go na 5 lat grania w tenisa czy silowni albo kursow tego i owego i bycia na utr
                > zymaniu meza zeby po powrocie nie miec do czego wraca ani mozliwosci odbudowani
                > a.


                kursy tego i owego :) czytaj kursy zapchajdziura
                pamietacie ten odcinek Seksu w wielkim miescie, gdzie Carrie sie przeprowadza "na drugi koniec swiata" za swoim menem? Jej kolezanki jej odradzaja ale ona jest przekonana ze "wszystko sie ulozy"? Potem uplywaja jej dlugie miesiace na byciu piatym kolem u wozu przy boku realizujacego sie zawodowo mena. Bezcelowe wloczenie sie po miescie, oczywiscie samotne bo facet zajety praca. To bylo zalosne, ale tak wlasnie to moze wygladac, ten odcinek swietnie oddaje kontekst sytuacyjny takich wyjazdow.
          • enith Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 15:47
            amb25 napisała:

            > Nie do konca wiadomo czy to bedzie dobre dla dzieci.

            Nie chodziło mi o to, że obiektywnie wyprowadzka byłaby lepsza dla dzieci, niż pozostanie w kraju. Chodziło o to, że w momencie, gdy ojciec wyjeżdża, lepsze dla dzieci byłoby dołączenie do niego wraz z mamą, niż pozostanie w kraju bez ojca. Nie łudźmy się, pięć lat w skali życia trzylatki i dziesięciolatka to kosmos, tego nigdy się nie nadrobi. No, ale to byłoby wyjście najlepsze dla dzieci (skoro ojciec NA PEWNO wyjeżdża). A gdzie w tym wszystkim iziula i jej życie/marzenia/oczekiwania?
            No i nadal nie wiemy, co to za kraj. Co z bezpieczeństwem, edukacją dzieci, językiem, możliwościami dla iziuli tam na miejscu?
      • evee1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 06:36
        srebrnarybka napisała:
        > o pamiętać, że w nie tak dalekiej przeszłości mieliśmy żony czekające latami na
        > mężów uwięzionych w oflagu czy stalagu, wywiezionych na Syberię (tu mogły być
        > i żony), walczących na "frontach II wojny światowej", odsiadujących długie wyro
        > ki w więzieniach stalinowskich albo i później czy też ukrywających się, także z
        > dala od domu, żony i dzieci, w okresie stanu wojennego. Nie zawsze rozłąka pow
        > odowała rozpad małżeństwa.
        Nie jest moim zdaniem adekwatny przyklad. Chociaz w mojej rodzinie tez jest podobny przyklady - babcia i dziadek przez wiekszosc "wspolnego" zycia mieszkanli osobno, najpierw przez wojne, a potem z powodu pracy i warunkow mieszkaniowych, i pozostali malzenstwem do konca, to jednak powody i racjonalizacja byly inne.
        Tamte rozlaki byly spowodowane przez warunki zewnetrzne i ludzie czesto nie mieli innego wyboru, natomiast tutaj autorka i jej maz stoja przed wyborem i musza tez zmierzyc sie z konsekwencjami psychicznymi tego wyboru (rozlaka z zona i dziecmi kontra rezygnacja z zyciowej szansy zawodowej, albo rezygnacja z wlasnej zawodowej pozycji kontra rozlaka dzieci z ojcem).
        Poza tym w sytuacji autorki i jej meza argumenty przetargowe sa dosc subiektywne i egoistyczne - spelnienie zawodowe, pozycja w malzenstwie, moje "ja" we ukladzie "ja i wspolmalzonek". Ten aspekt raczej nie istnial w przypadku zwiazkow pozostajacych w rozlace z przyczyn zewnetrznych, przez co byly one jakby bardziej skoncentrowany na tesknocie na doazeniu do wspolnoty, niz na rozwazaniu w imie czego doposzczalne byloby te wspolnote zburzyc.
          • verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 17:23
            Przede wszystkim jest to zupełnie inna sytuacja dla dzieci. W wypadku wojny, oflagu, Syberii itd dzieci wiedzą, że ojciec jest tu ofiarą, jemu się współczuje, nie zawinił, zę go nie ma. W drugim wypadku ojciec wybrał pracę, a nie dzieci. Innymi słowy, ojciec - jako symbol - jest obecny w wychowaniu tych pierwszych dzieci - podobnie jak sierot - jako ktoś, kto kocha, chciałby czuwać, można w nim widzieć wzór. W wypadku wyjazdu dzieci są porzucone, wiedzą, że ojciec mógł z nimi zostać, ale praca była ważniejsza. To raczej wypadek rozwodu. Dlatego problem jest bez porównania większy.
            • srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 21:41
              Przecież napisałam o ogromnym ryzyku negatywnych skutków i dla małżeństwa i dla dzieci i o tym, że moim zdaniem najlepszą opcją dla rodziny byłaby rezygnacja z wyjazdu męża. Nie mam co do tego wątpliwości. Niemniej jednak nie lubię stanowczego twierdzenia, że ZAWSZE taki wyjazd kończy się rozwodem i nieprawidłowym rozwojem dzieci. Uznanie, że to sie z pewnością skończy rozwodem, a dzieci tracą już ojca i przechlapana sprawa zwalnia z pracy nad utrzymaniem związku i więzi ojca z dziećmi. Mimo, że moim zdaniem wybrano niedobrą opcję dla rodziny, uważam, że warto popracować nad ocaleniem tych relacji, mimo, że będzie to bardzo trudne, zwłaszcza dla dzieci. IMHO brak ojca czy matki w dzieciństwie powoduje negatywne skutki niezależnie od tego, czy ojciec lub matka byli uwięzieni wbrew swej woli przez brzydkie UB, czy wyjechali zarobić, by rodzina przeżyła (takie wypadki też są) czy też po to, by rozwijać karierę i zbić majątek. Skutek jest taki, że ojca czy matki w życiu dziecka nie ma. Ostatni post napisałam po przeczytaniu postu Iziuli, że sprawa postanowiona, bilety kupione, mąż wyjeżdża. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, niż pracować nad uratowaniem więzi rodzinnych, bo będzie trudne i trzeba mieć tego świadomość. Mimo wszystko uważam, że warto. Jeśli się nie uda, trudno, ale nie uważam, że trzeba kapitulować od razu.
              • ola_dom Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 21:53
                srebrnarybka napisała:

                > IMHO brak ojca czy matki w dzieciństwie powoduje negatywne skutki
                > niezależnie od tego, czy ojciec lub matka byli uwięzieni wbrew swej woli
                > przez brzydkie UB, czy wyjechali zarobić, by rodzina przeżyła (takie
                > wypadki też są) czy też po to, by rozwijać karierę i zbić majątek.

                Ja się nie zgodzę. Intencja jest niezmiernie ważna i oczywiście, że przy dobrej intencji skutki negatywne także wystąpią, jednak inne i w innej skali, niż kiedy rodzic wyjeżdża się realizować, bo tak zapragnął.
                Może nie do końca adekwatny przykład, do tego przejaskrawiony, ale z pewnego powodu mi bliski: dziecko chowa się bez ojca. Inaczej będzie za nim tęsknić, kiedy tato umarł, inaczej, kiedy poszedł sobie w siną dal. I inną będzie mieć ocenę całej sytuacji, inną samoocenę i zupełnie inaczej ukształtuje się jego osobowość.
                Upraszczając - ojciec, który umarł, może pozostać w świadomości dziecka, jako ten kochany i kochający, który gdyby był - byłby najlepszym ojcem na świecie.
                Ojciec, który sobie był odszedł - nie pozostawia takich złudzeń.
                A niby i tu, i tu dziecko wychowuje się bez ojca.
                • srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 22:05
                  Moja kuzynka, córka owej ciotki wdowy charkowskiej, miała 3 lata, kiedy ojca aresztowało NKWD i 3 i pół roku, kiedy matka dostała od niego ostatni list, bowiem z zaświatów listów już nie pisywał. Wychowywała ją wyłącznie matka i nie ulega dla mnie wątpliwości, że te okoliczności były dla niej ciężką traumą i brak ojca oraz zaborczość matki, dla której była ona resztą rodziny ukształtowały moją kuzynkę. Ona jest przyzwoitym człowiekiem, skończyła studia, była dobrym pracownikiem, dobrą żoną i matką, bardzo się lubimy. Zarazem widać jak na dłoni szkody, jakie jej dzieciństwo poczyniło w jej psychice. Fakt, że winien jest temu Stalin, a nie zamordowany ojciec, niewiele tu zmienia.
                  • verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 14:01
                    Trudno powiedzieć, bo skoro matka była zaborcza, to porzucenie przez ojca mogło skończyć sie bez porównania gorzej. Jednak kuzynka wyszła za mąż, czyli nie miała złego wzoru rodziny czy facetów. Przy porzuceniu mogła by miec do kompletu jeszcze wizję, że mężczyznom ufać nie wolno.
                    • srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 18:29
                      matka była zaborcza, bo córka była dla niej resztką rodziny. Ponieważ męża nie było na liście katyńskiej, bo zginął w Charkowie, przeto matka przez długie lata nie wierzyła w jego śmierć i dobrych kilka lat po wojnie jeździła na każdy transport repatriantów, bo może mąż jednak wróci. Wskutek tego nie ułożyła sobie życia, nie miała więcej dzieci. Miała zresztą drugie dziecko, młodsze, bo gdy wywieziono ją do Kazachstanu po aresztowianiu męża, była w ciąży i młodsze dziecko umarło jej w Kazachstanie. Toteż córka była jedyną jej rodziną, cudownie ocaloną tragedii. Może, gdyby matka miała drugiego męża, więcej dzieci, jej uczucia rozłożyłyby się inaczej i nie trzymałaby się kurczowo córki?
                      • srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 11.08.16, 19:42
                        jedno już napisałam w poście wyżej - matka mojej kuzynki była zaborcza dlatego, że straciła męża i nowonarodzone dziecko, kuzynka była jedyną częścią rodziny, która ocalała z tragedii. Ciotka, bardzo zresztą dzielna osoba, mogłaby być inna, gdyby w wieku 24 lat nie musiała sama z małym dzieckiem radzić sobie w Kazachstanie, tylko żyła w małżeństwie i miała więcej dzieci. Jej mąż był zresztą człowiekiem wybitnym, naukowcem-ekonomistą, publicystą związanym z kręgiem "Polityki" Giedroycia i podejrzewam, że gdyby żył, ciotka nie byłaby tak przywódcza. To raz. Okoliczność, że córka nie może mieć żalu do ojca, a tylko do Stalina, nie zmienia faktu, że w ogóle go nie znała, że nie ma wspomnień, jak ojciec opowiadał jej bajki, prowadził do kościoła (rodzina religijna), uczył chodzić po górach, zagrał w warcaby, przeczytał książeczkę czy zabrał do zoo. Takich rzeczy, które niepostrzeżenie budują więź. Trzy: znam wiele dziewczyn wychowanych w przez matki porzucone przez ojców, które wyszły za mąż i małżeństwo dobrze im się układa i znam wiele dziewczyn wychowanych przez oboje rodziców, które nie potrafią sobie życia ułożyć. No i nie każda kobieta, która nie potrafi znaleźć męża jest dewiantką, i nie zawsze jest to wynik złego wychowania.
                        Po tych zastrzeżeniach nadal uważam, że dla rodziny iziuli byłoby najlepiej, by mąż nie wyjeżdżał, bowiem pięcioletnia rozłąka jest ogromnym ryzykiem. Jednak, jak czytam - stało się. Mąż jedzie, rodzina zostaje. W tej sytuacji jedyne, co można zrobić, to wykonać ogromną pracę, żeby dzieci nie straciły więzi z ojcem i dlatego przeciwna jestem kategorycznym sądom. To bardzo trudne, ale nie jest niemożliwe.
    • evee1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 06:15
      Dla mnie opcja wyjazdu samego meza jest poza dyskusja. Malzenstwo nie polega na byciu malzenstwem na papierze, a na tworzeniu go na codzien. Po tych kilku latach oboje bedziecie innymi ludzmi i nie wiadomo, czy wtedy bedzie chcieli juz razem byc. Dla mnie bylyby tylko dwie opcje - wyjezdzamy wszyscy, albo zostajemy wszyscy.
      Nie wiem dlaczego tak kategorycznie twierdzisz, ze po powrocie bedziesz zalezna od meza? Rozumiem, ze sama ciezka praca doszlas do jakiejsa pozycji/masz wlasna dzialalnosc i klientow, i wyjazd oznaczalby zawieszenie jej na kolku, strate kontaktow, czy duzy wklad pracy w rozwiniecie dzialalnosci na nowo. Ale nie jest to przeciez niemozliwe. Abstrachujac od podejscia meza, czy TY SAMA uwazasz, ze warto poswiecic jest to konkretne malzenstwo w imie utrzymania pozycji na miejscu. Ja bym nie byla gotowa.
      Dzieci - im mniejsze, tym gorzej w przypadku rozlaki. Najstaszy pewnie poradzi sobie dobrze, ale mlodsze straca kontakt z tata, chyba ze maz bedzie przylatywac do domu duuuzo czesciej niz raz na pol roku. Wiec samotny wyjazd meza tez odpada z tego powodu.
      Ja akurat sklaniam sie ku opcji "wyjezdzamy z mezem", bo mnie by ciagnelo do tego, zeby zasmakowac czegos innego niz codzienna egzystencja, na dodatek w przypadku gdy jadzie sie niemal na gotowe i nie bardzo trzeba nawet przejmowac sie organizacja tego wyjazdu. Jedyne co bym rozwazala, to kwestie bezpieczenstwa.
      Ale ... ja jestem otwarta na zmiany, nawet jezeli wiaza sie one z pokonywaniem trudnosci. No, ale nie kazdy musi taki byc i wiem, ze wiele osob woli swoje male, ale znane. Na dodatek patrze tez z innej perspektywy, bo juz mieszkam daleko od Polski i wiem z czym takie wyjazdy sie wiaza i jakie maja konsekwencje.
    • eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 07:33
      Iziula,
      Nie wiem jak to do końca ubrać w słowa, ale jest coś niespojnego w twoim opisie i analizie sytuacji, coś mi w tym wszystkim "nie gra". Wydaje mi się, ze pod powierzchnią jeszcze coś sie rozgrywa.

      Mam wrażenie, że ten wyjazd to ekwiwalent rozwodu z mężem na próbę. Z jednej strony "oddajesz mu wolność", z drugiej strony masz za mało motywacji, żeby za nim na ten kontrakt pojechać.
      I tez mało piszesz o wpływie takiej decyzji na dzieci a niemal wyłącznie o wpływie na siebie. Nie jest to zarzut, ze o dzieci nie dbasz, ale uderza mnie, ze moze próbujesz się nad tym za dużo nie zastanawiać, żeby nie podważyć swojej decyzji o rozwodzie na próbę.
      Nie wiem jak zazwyczaj budujesz relacje z ludźmi, jakie typowe dla ciebie mechanizmy tu wchodzą w grę. Ale wyglada to jakbyś próbowała sie wymiksować ze związku z góry na wypadek gdyby miało sie nie udać w przyszłości.
      Wiec albo teraz już coś poważnie nie gra w waszym związku, albo jest to lękowe podejście do życia (pytanie skąd ci sie wzięło) albo coś jeszcze innego.

      Wiele osób napisało, ze twoj maź ceni pieniądze i karierę bardziej niż rodzine, ale w tym układzie wyglada, ze ty cenisz przyszłe wirtualne pieniądze bardziej niż aktualną rodzine, która w praktyce zostanie rozbita.

      Moze to, ze nie chcesz być jak twoja matka to jest jakiś trop ? Czy to jest aż tak ważna wartość, że przesłania wszystko inne?
      Skąd taki pesymizm co do możliwości ułożenia sobie życia po powrocie z wyjazdu?
      Co naprawdę sie zmieniło miedzy teraz a 10 lat temu, hipotetycznej sytuacji w której mówisz, ze chętnie byś pojechała ?

      Inna sprawa czy to rzeczywiście musi być 5 lat? Czy maź powinien pojechać na 6 miesięcy teraz i możecie wrócić do tematu kiedy sie "osiedli" na miejscu i rozpozna teren. A moze wróci wcześniej? Moze wy jednak pojedziecie jak sie nastolatek troche odpepowi na studiach? To wszystko sa warunki brzegowe które można zmienić i modyfikować.
      • eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 07:44
        Mowiac "wirtualne pieniądze" mam na myśli, że trzy katastroficzne hipotezy musza sie sprawdzić na raz, żeby twoje rozumowanie miało sens:
        1. Przez 5 lat nie znajdujesz sposobu na zarabianie pieniędzy ani rozwój zawodowy
        2. Twoje małżeństwo rozpada sie podczas wyjazdu lub po powrocie do Polski
        3. Po powrocie do Polski nie jesteś w stanie odbudowac bazy klientów ani znaleźć żadnego innego sposobu na godne zarobki.
      • eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 08:06
        A jeszcze prościej:

        Masz ataki paniki na myśl, ze mógłbyś zaufać swojemu mężowi.
        Wolisz być samotną matka przez 5 lat niż zaufać swojemu mężowi.
        Wolisz ryzykować rozwód i rozpad związku niż zaufać swojemu mężowi.
        Wolisz dzieci pozbawić ojca, (lub średniego syna matki) niż zaufać swojemu mężowi.

        Dlaczego?

        Nie piszesz, ze kochasz swoją pracę, piszesz o bezpieczeństwie finansowym które ci daje i o tym, jak trudno jest sie utrzymać w tym zawodzie.

        Nie piszesz, ze masz powody, żeby mężowi nie ufać, przeciwnie, kocha i jest dobrym ojcem.

        Wiec o co tu tak naprawde chodzi?
        I jak udało ci sie żyć przez 20 lat w związku i uniknąć bliskości i zaufania?
          • ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 10.08.16, 14:47
            edw-ina napisała:

            > Świetna uwaga, również na to zwróciłam uwagę. Warto się zastanowić, skąd tak gł
            > ęboki brak zaufania wobec osoby, z którą dzieli się życie.
            >

            Nie wiem jak Iziula, ale mnie juz zycie nauczylo, ze w 100 % mozna liczyc tylko na siebie i nikogo wiecej. Na tym swiecie na peczki takich mezow o "zlotych sercach", najszlachetniejszych i honorowych, ktorym sie w jakims momencie zycia znienacka odwidzialo, abotak. Iziula jak widac rozsadnie kalkuluje swoja terazniejszosc jak i przyszlosc.
              • marsylvik Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 12.08.16, 18:01
                I to właśnie widzę jako przykładd przerzucania całej odpowiedzialności za nich oboje na nią. Iziula, przed uwierzeniem w powyższe próbowałam Cię ostrzec w tym poście, który tak Tobą poruszył...

                Nie, ona nie wzięła rozwodu. Ona po prostu nie chce wziąć na siebie większości ryzyka związanego z wyjazdem, który jest jego decyzją podjętą przez niego w jego własnym interesie bez uwzględnienia interesów pozostałych członków rodziny.

                Przy tym "mężowie o złotych sercach" o których pisała ada to także moje osobiste doświadczenie. Mąż, który mimo swoich wad dawał mi w małżeństwie poczucie szczęścia, zgodności, dogrania się, bezpieczeństwa, wsparcie, którego najbardziej ceniłam za jego kręgosłup moralny porzucił nas praktycznie z dnia na dzień. Bo się zakochał. I okazało się wtedy, że nasze małżeństwo nigdy nie było szczęśliwe, że on nie był w nim szczęśliwy, że to wszystko moja wina, że jestem roszczeniowa bo 2% jego zarobków dobrowolnie płacone na syna to jednak dużo za mało. Bo się zakochał w kobiecie starszej od syna o 4 lata...
                Zaznaczam, że emigrowaliśmy razem, bo on miał ogromną szansę zawodową. Jakoś nie uchroniłam w ten sposób rodziny przed rozpadem.
                Więc moje własne doświadczenie mówi mi, że lęki iziuli to jednak nie są jakieś tam irracjonalne lęki, a bardzo konkretne obawy przed konkretnymi i dającymi się przewidzieć sytuacjami w życiu, przed którymi może i chce się w jakiś sposób zabezpieczać.