jatojagodnik Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 12.08.16, 13:00 Iziula - nie czytałam wszystkich odpowiedzi. Czytałam przede wszystkim Twoje posty. Jestem pod ogromnym wrażeniem z jaka otwartością i pokora przyjmujesz kolejne opinie. Z jednej strony piszesz, że masz problem z emocjami. Ale analizujesz je bezbłędnie, na zimno, równocześnie nie odcinając się od nich. Wyciągnełaś z tego forum samą esencję mądrości wielu kobie. Naprawdę, podziwiam sposób z jakim radzisz sobie ze swoim problemem :-) Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 09:36 Każdy związek inaczej znosi krytyczne sytuacje, a taką jest rozłąka. Skoro jest między Wami więź o jakiej Pani pisze, to istnieje duże prawdopodobieństwo jego przetrwania w dobrym stanie. Ta więź może pomóc wymyślać kolejne możliwości kontaktu i korzystania z nich. Gwarancji nie ma nigdy, ale obopólne starania mogą ją wzmocnić . Można zrozumieć Pani uczucia związane z taką decyzją. Poczucie opuszczenia, niepewność, zastanawiania się nad motywacjami męża a nawet to, że kieruje je Pani przeciwko sobie. Jednak wydaje mi się , że obarczanie męża wyłączną odpowiedzialnością za tę rozłąkę jest niesprawiedliwe. Pani także podjęła swoją decyzję. Mąż zaproponował wspólny wyjazd i daje możliwości bycia tam także Wam. Pani odmówiła, mając swoje ważne argumenty. Rozumiem je, ale to też ma swoje konsekwencje. Mąż może się także czuć pozostawiony i pozbawiony dzieci i które Pani będzie mieć przy sobie, bać się samotności i bać się o przetrwania Waszego związku. Bać się tęsknoty za rodziną, za dziećmi. Tam będzie najprawdopodobniej sam, pozbawiony zaplecza, które ma Pani we własnym kraju. Jak Pani z niego zechce korzystać, czytając o Pani tendencjach osobowościowych, to już inna sprawa. Pani samopoczucie jest zrozumiałe, ale może za nie odpowiada także i ta sytuacja, która raczej nie zdaje się być pierwszoplanowa. Na wierzchu jest egoistyczna decyzja męża i Pani wobec niej doznania. Każde z Was idzie za swoimi zawodowymi potrzebami, chcąc zabezpieczyć się na przyszłość. Pani także. I żadne nie chce ustąpić. Argument o własnej niezależności nie powinien Pani przysłonić, jak sztandar, innych ważnych argumentów. Choć oczywiście z perspektywy kobiety bardzo dobrze jest zrozumiały. Dlatego warto rozpoznać się w sytuacji ,kiedy ona już nastąpi. I podejmować decyzje na bieżąco. Patrząc na wszystkie strony tej układanki. Agnieszka Iwaszkiewicz Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 10:02 Innymi słowy - osoba, która decyduje sie na wyjazd ma prawo to zrobić, niezależnie od losów rodziny, a odpowiedzialność za jej decyzję spada także na osobę, która wyjechać nie chce. Nie chcesz rzucać pracy, zostawić najstarszego syna z problemami - jesteś kobieto współodpowiedzialna za rozstanie. To właściwie Ty podjęłaś decyzję,z ę jechać nie chcesz, więc nie zwalaj na męża, że rodzina sie rozpada. To nie jest absolutnie tak. Rzeczywiście, żona ponosiłaby konsekwencje rozstania, ale tylko w jednym wypadku - gdyby jedną z opcji, jaką rozważa mąż, było pozostanie, skoro rodzina nie jedzie. A nie decyzja pozostawienia syna z problemami i zony w złym stanie psychicznym oraz dwojga małych dzieci, bo gdzieś tam jest lepsza praca i możliwość rozwoju. To maż wybrał, nie żona. Żona mogła wybrać tylko miedzy rozstaniem, a porzuceniem pracy i totalnym uzależnieniem finansowym od męża. Nie został jej zaden dobry wybór. Mąż mógł wybrać pomiędzy rodziną i mniejszymi zarobkami, a swoimi prywatnymi marzeniami - trochę to jednak inna odpowiedzialność i inna sytuacja. Mąż w Polsce pracował, wyjazd nie był koniecznością, alternatywą nie był brak zarobków i finansowe uzależnienie od żony. Innymi słowy - podporządkowanie własnego zycia cudzej decyzji , utrata pracy (a praca to nie tylko niezależność finansowa, to także duża część własnego życia) i wyjazd, na który sie nie ma ochoty jest tu zrównany z wymaganiem od kogoś innego, aby zrezygnował z własnego życia i kariery, aby spełnić cudze marzenia. Ktoś, kto spełnia cudze marzenia kosztem innych jest egoistą. Ktoś, kto nie chce spełniać cudzych marzeń kosztem własnego zycia też jest takim samym egoistą. Nie, zdecydowanie nie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 10:52 nikt nie twierdzi, że mąż Iziuli nie jest egoistą. Jest. Decyzja, którą podjął, jest dla rodziny szkodliwa. Ale powtarzanie tego setki razy zamiast konkretnych rad, co można zrobić, by te szkody zminimalizować, nie pomoże tej rodzinie. I o to chodzi. Nie o to, by potępić męża, tylko, by zastanowić się, ja uratować rodzinę. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 12:20 , tylko, by zastanowić się, ja uratować > rodzinę. Uratowanie tej rodziny jest akurat bardzo proste: zrezygnowanie z wyjazdu. To jest naprawde bardzo proste. Pod jednym warunkiem jednakowoz: ze rodzina zajmuje w sercu wiecej miejsca niz praca i kasa. Bo w takim wypadku to rzeczywiscie jest trudne. To juz jest kwestia osobnicza. Ale prosze, nie mow, ze tego sie nie da zrobic, bo to po prostu bzdury. Da sie. I nie trzeba bedzie szukac protez. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 22:30 gdyby mąż Iziuli zrezygnował z wyjazdu, cały wątek byłby niepotrzebny. Rozmawiamy o tym, jak można pomóc rodzinie Iziuli po wyjeździe męża. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 16:35 Na razie szkody musi zminimalizować Iziula dla siebie. Nie pomoże, gdy sie jej powie, zę jest współwinna sytuacji i odpowiedzialna za przetrwanie rodziny. Bo nie jest. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzi.1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 19:58 Skoro zarobki meza maja byc bajońskie, to Iziula juz jako protezę powinna organizować sobie pomoc do domu, ktora odciąży ja w obowiązkach codziennych, tak aby mogla jak najwięcej czasu poświęcić dzieciom a nie sprzątaniu itp. Zakupy przez Internet. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 20:56 I to jest b. dobra propozycja. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 22:32 to jest oczywiście bardzo dobra propozycja, ale nie dotyczy najważniejszego moim zdaniem zagrożenia, jakim jest osłabienie więzi dzieci z ojcem. Po wynajęciu pomocy domowej matka będzie miała więcej czasu dla dzieci i bardzo dobrze, bo czas będzie jej potrzebny. Niemniej jednak dzieci potrzebują i ojca i dlatego należy pomyśleć o sposobach, z natury rzeczy ułomnych, by ten kontakt podtrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 22:27 przynajmniej ja nie twierdziłam nigdy, że Iziula jest czemukolwiek winna, bo nie jest. Byłaby to bzdura. Ja skupiałam się przede wszystkim na tym, jak można podtrzymać więź ojca z dziećmi, bo wydaje mi się to dużo trudniejsze, niż w wypadku osób dorosłych. Po prostu mając na stanie p.p. bratanka z rozbitej rodziny wiem, że największą cenę za rozpad rodziny płacą dzieci, więc to je należy chronić przede wszystkim. Odpowiedz Link Zgłoś
salsa.lover Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 22:40 srebrnarybka napisała: > nikt nie twierdzi, że mąż Iziuli nie jest egoistą. Jest. Decyzja, którą podjął, > jest dla rodziny szkodliwa. Ale powtarzanie tego setki razy zamiast konkretnyc > h rad, co można zrobić, by te szkody zminimalizować, nie pomoże tej rodzinie. I > o to chodzi. Nie o to, by potępić męża, tylko, by zastanowić się, ja uratować > rodzinę. Mąż decyzję podjął, mąż decyzję może zmienić. Powtarzanie tego setki razy może chociażby pomóc iziuli to poczuć. I naprzykład stwierdzić, że ona ma prawo od męża oczekiwać, że decyzję zmieni skoro jest dla całej rodziny tak szkodliwa. To w jaki sposób iziula pisze wygląda, że ona nawet nie czuła, że może wyrazić sprzeciw. Rozpisuje się o tym jaka to dla męża świetna okazja, jakie perspektywy, spełnienie jego marzeń. Gdzieżby ona tutaj mogła w tym wszystkim się nie zgodzić. Srebrnarybka cały czas powtarzasz, że decyzja podjęta, nie ma co się nad tym rozdrabniać, teraz trzeba się skupiać nad tym jak to przetrwać. A właśnie chodzi o to, że może zamiast radzić iziuli jak ma w miarę bezboleśnie zawiesić swoje życie na 5 lat, może trzeba wesprzeć ją w tym, że ona ma prawo się z tą decyzją męża nie zgadzać i ma prawo uświadomić mu jak wysokie będą koszty tej decyzji. Może gdyby mąż wiedział w jakim ona jest stanie psychicznym, jak bardzo to przeżywa to sam zmieniłyby decyzję o wyjeździe. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 23:00 Bo Iziula została ofiarą wyjątkowo perfidnej manipulacji. Mąż, zamiast przyjść i powiedzieć "Dostałem taką to propozycję. Pogadajmy, czy jechać, czy nie jechać" przyszedł i powiedział, ze dostał propozycję i czy Iziula zgadza sie, aby pojechał. On by bardzo chciał z rodziną, oczywiście, ale jeśli ona nie chce, to przecież ma prawo wyboru, tylko niech powie - czy on ma jechać? Na wyjazd swoich marzeń, który pozwoli mu sie rozwijać? I tu dochodzimy do sedna. Cokolwiek powie zona, oprócz entuzjastycznego "super, jadę z tobą!", rozpoczyna proces rozbicia rodziny za który - jak nawet wskazała sama pani ekspert - jest współodpowiedzialna. Powie "nie jedź" - zamyka mężowi szansę, nie pozwala mu na spełnienie marzenia, zostanie, ale nie dlatego,że to wybrał - tylko dlatego, że żona ma fanaberie. Powie "jedź" - to znaczy,z ę pretensji mieć nie może, sama chciała, w dodatku mogła jechać, ale jest winna tego, że chce zachować nadmierną samodzielność i naraża rodzinę na rozstanie. Mąż tak czy inaczej zachowuje nieskazitelne sumienie, nie on zdecydował, nie jego wina, żona zostaje z wyrzutami sumienia w każdym z tych dwóch wypadków. A męża nie obchodził znany mu dobrze stan psychiczny najstarszego syna, dlaczego ma obchodzić stan żony? Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 23:45 nawet, gdyby mąż sformułował to inaczej, zapewne miałby żal, że jakaś tam szansa (nie wiemy dokładnie, co) przeszła mu koło nosa. Bo on bardzo chce jechać. Oczywiście posiadanie rodziny sprawia, że z różnych osobistych aspiracji trzeba rezygnować, bo jest się odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale i za rodzinę. Niemniej jednak, ponieważ ludzie, także w rodzinach, jakieś swoje osobiste aspiracje realizują, jest problem postawienia granicy. Żalu męża, jakkolwiek niesłusznego (w wypadku jego rezygnacji z wyjazdu straty są najmniejsze) pewnie nie dałoby się uniknąć i on też mógłby zatruć rodzinę. Niestety nie ma tu dobrego wyjścia, chociaż zostało wybrane z pewnością gorsze, niż rezygnacja z wyjazdu. Kompletnie od czapy jest dla mnie dyskusja o odpowiedzialności Iziuli za decyzję męża. To nie ona jedzie i wyjazd nie jest w jej interesie. Natomiast za rodzinę i własne małżeństwo odpowiedzialni są cały czas. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 00:03 Żalu męża, jakkolwiek niesłu > sznego (w wypadku jego rezygnacji z wyjazdu straty są najmniejsze) pewnie nie d > ałoby się uniknąć i on też mógłby zatruć rodzinę. Niestety nie ma tu dobrego wy > jścia, Ale nie rob z niego meczennika, jedynego na calym globie, ktory musi zrezygnowac z marzen na rzecz dobra rodziny, w tym dzieci. Chyba kazdy z nas tu obecny, a w kazdym razie wiekszosc ludzi z czegos rezygnuje wlasnie dlatego, zeby rodzina nie ucierpiala. Mam opowiedziec, co ja bym robila i zrobila w zyciu, gdybym nie miala rodziny i nie musiala sie o nia troszczyc? Ze sto pasji powiesilam na kolku, bo nie ma czasu, miejsca i pieniedzy. I jakos nie "zatruwam zycia rodzinie" bo ja bym chciala tak duzo, a tak malo moge, a oni sa mi kula u nogi i odbieraja mi wolnosc. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 00:26 nie robię z niego męczennika, tylko stwierdzam, że gdyby zrezygnował z tego, co jest dla niego bardzo ważne, jego żal, moim zdaniem niesłuszny, też byłby elementem destrukcji rodziny. Nie mam pojęcia, kim byś była. Jad, który tu sączysz i jątrzysz, zamiast pomóc, wskazuje, że odreagowujesz stracone szanse. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:25 Jad, który tu sączysz i jątrzysz, zamiast pomóc, > wskazuje, że odreagowujesz stracone szanse. :D Nawet jesli masz racje, to wybralam lepsza opcje. Lepiej, bym sobie pojatrzyla na forum, odreagowujac stracone szanse, niz pozbawila mojego dziecka tego co mu sie nalezy, realizujac wlasne marzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 10:22 Bywają marzenia ze sobą sprzeczne. Gdy człowiek decyduje sie na dzieci, to póki sa małe, decyduje się automatycznie z rezygnacji z wielu marzeń, których realizacja skrzywdziłaby dzieci. Posiadanie dzieci nie jest obowiązkowe. To jest pewien wybór, który pociąga za sobą bardzo daleko idące konsekwencje. Frustracja, że wielu rzeczy nie można robić, bo dzieci, jest dziecinna - szczególnie gdy ma sie więcej niż jedno dziecko i wiadomo, z jakimi konsekwencjami łączy sie ich posiadanie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:19 Nigdzie nie piszę, że żal męża byłby uzasadniony. Nieuzasadnione żale też mogą zniszczyć rodzinę, chociaż cały czas WYRAŹNIE i PO POLSKU piszę, że rezygnacja przez męża z wyjazdu byłaby najlepszą opcją. Co nie znaczy, że mąż nie miałby żalu. Na tej samej zasadzie można byłoby uznać, że iziula powinna zrezygnować z pracy i pojechać z mężem, bo także i ona zdecydowała sie na dzieci, więc dzieci powinny być dla niej ważniejsze, niż jej z trudem zdobyta pozycja zawodowa. Oczywiście czym innym jest praca mniej satysfakcjonująca, czym innym - brak pracy w ogóle i pozostawanie na utrzymaniu męża, ale w końcu gdyby nie jej aspiracje zawodowe, mogliby wyjechać razem. Są kobiety, którym to odpowiada. Generalnie zaś jest dla mnie jasne, co wywołuje taką wściekłość dyskutantek: idea, że o małżeństwo i rodzinę w kryzysie trzeba walczyć, zamiast zniechęcić się po pierwszej trudności. No, ale ja jestem wychowana w domu, gdzie rzeczy zepsute się naprawiało, a nie wyrzucało i kupowało nowe. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 11:21 Żal męża w tym wypadku świadczy o niedojrzałości. Nie jest tym samym spełnianie marzenia swojego i cudzego - Iziula nie ma obowiązku rezygnacji z pracy i najstarszego dziecka dla spełnienia cudzych aspiracji zawodowych. Złość dyskutantek wywołuje to, że to na osobie porzuconej, obciążonej ogromnymi obowiązkami domowymi ma w równym stopniu ciążyć odpowiedzialność za utrzymanie związku, jak na tej, co zdecydowała się wyjechać. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 13:54 Niezależnie od tego, o czym świadczy żal męża, mąż ów jest mężem i ojcem i albo stawiamy na nim krzyżyk, albo staramy się utrzymać z nim więź POMIMO tej jego wady, zwłaszcza, że nikt nie jest bez wad. Słowa "odpowiedzialność" nigdzie nie użyłam, zaproponowałam parę PRZYKŁADOWYCH form kontaktu, który mógłby stosować MĄŻ IZIULI. Nie proponowałam, by Iziula logowała się konto skype męża i udawała przed dziećmi, że to mąż z nimi rozmawia na skype, tylko wskazałam, co m. in. może mógłby robić mąż. Za małżeństwo są odpowiedzialni oboje małżonkowie i nie da się rozwijać czy utrzymać więzi, jeśli będzie to czynić tylko strona "odpowiedzialna" za trudności. No i nastawianie Iziuli negatywnie do męża, co robi większość dyskutantek, podkreślając, jaki to sk....l, tak, jakby ona nie widziała sama, jak bardzo jej skomplikował życie, z pewnością nie ułatwi jej podtrzymania więzi z mężem. Większość dyskutantek uważa, że faceta, skoro wyjeżdża, należy kopnąć w tyłek i nie dbać o to, czy dzieci będą miały kontakt z ojcem. Ja uważam, że 20letni związek (skoro mają 19letniego syna) jest wartością, której szkoda zaprzepaścić, nawet jeśli to mąż w sposób poważny tę wartość naraził na szwank, a podtrzymywanie kontaktów z ojcem jest dzieciom potrzebne, więc nawet, gdyby Iziula z mężem się rozwiodła, także byłaby odpowiedzialna za STARANIE o to, by takie kontakty umożliwić, bo za swoje dzieci byłaby odpowiedzialna mimo rozwodu. Oczywiście, jeśli ojciec się starać nie będzie, żadne starania Iziuli nic nie pomogą. Większość dyskutantek twierdzi z góry, że rodzina się rozpadnie. Ja widzę śmiertelnie niebezpieczeństwo, ale uważam, że warto o rodzinę powalczyć, zamiast od razu wyrzucać na śmietnik. Odpowiedz Link Zgłoś
pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 15:09 srebrnarybka napisała: > nawet, gdyby mąż sformułował to inaczej, zapewne miałby żal, że jakaś tam szans > a (nie wiemy dokładnie, co) przeszła mu koło nosa. Bo on bardzo chce jechać. Oc > zywiście posiadanie rodziny sprawia, że z różnych osobistych aspiracji trzeba r > ezygnować, bo jest się odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale i za rodzinę. Maz Iziuli ma tego "pecha"(prosze mnie nie linczowac), ze majac dzieci w wieku 19, 10 i 3 ma wyciete z zyciorysu grubo ponad trzydziesci lat, bo to czas potrzebny, zeby wszystie dzieci wynianczyc do pelnoletnosci. Wynika z tego ze praktycznie nie ma szansy na realizacje innych marzen niz wychowanie dzieci. Iziula zreszta tez, ale ona, jak sama pisze, z duzym powodzeniem moze realizowac sie w pelni zawodowo w Polsce. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 15:32 Zdaje się, że męża jest tylko córa, ale pewności nie mam. Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 22:44 pade napisała: > Zdaje się, że męża jest tylko córa, ale pewności nie mam. Pade, mam prośbę abyś nie udzielała odpowiedzi w moim imieniu. W dodatku na pytanie, które nie pada. Czy nie uważasz że twoja sugestia w tym wątku, którą powyżej cytuję ma charakter plotkarski i abolutnie niczego nie wnosi do wątku? No, może oprócz jednego - stawia mnie w moralnie negatywnym świetle. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 00:06 Przepraszam, jeśli Cię uraziłam. Tak zrozumiałam jedno ze zdań, które napisałaś w tym wątku. I miało to o tyle znaczenie, że rozmowa była na temat "wpakowania się" na 30 lat w wychowanie dzieci. Nie bardzo rozumiem, dlaczego miałoby Cię to stawiać w negatywnym świetle, ale ok, to Twoja prywatna sprawa. Przepraszam i już się nie będę odzywać. Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 00:11 Masz rację, uraziłaś mnie tym zdaniem. Zawsze ceniłam Cię za twoje mądre wypowiedzi. A ta uraziła mnie. Dziękuję za słowo przepraszam. Jest ok. Każdemu się zdarza. Nie mam żalu. A już na pewno nie chciałam byś przestała zabierać głos. Lubie czytać twoje wypowiedzi a już szczególnie, kiedy się z Tobą nie zgadzam :). Jadąc do pracy rozważam sobie dlaczego i co mnie poruszyło w twoich słowach. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 11:50 Szczerze, to strasznie głupio mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego wpisu. Do plotkowania bardzo mi daleko, lubię Cię i w życiu by mi do głowy nie przyszło stawiać Cię w złym świetle. Chyba się po prostu za bardzo zaangażowałam i uznałam, że wszystkie szczegóły są ważne, by "rozpatrzeć" Twoją sprawę. Jeszcze raz przepraszam. Co do Twojej sytuacji to dotknęła ona u mnie dwóch czułych strun. Dotyczą one zależności ekonomicznej od męża i wyjazdu zagranicznego. Po urodzeniu pierwszego dziecka imałam się różnych, dorywczych zajęć póki nie obroniłam pracy magisterskiej, później poszłam do pełnoetatowej pracy. Pediatra wyraźnie sugerował mi rezygnację bo syn nie nadawał się ani do żłobka ani do przedszkola. Pamiętam tamten okres jako pasmo jednego wielkiego poczucia winy, bezradności i bezsilności. Później urodziłam córkę i uznałam, że ani ja, ani dziecko nie będziemy przeżywać tego, co za pierwszym razem. Zdecydowałam się pozostać w domu. Zresztą nie miałam do czego wracać bo po macierzyńskim wręczono mi wypowiedzenie. Pierwsze półtora roku byłam zajęta walką o życie i zdrowie córki, ale gdy sytuacja się uspokoiła, a ja zdecydowałam, że córa pójdzie do najstarszej grupy żłobkowej na 2-3 godziny dziennie, żeby "nałapała" zarazków i się wychorowała, ze strony otoczenia zaczęły się komentarze. Nie było dnia, żeby mnie ktos ze znajomych czy rodziny nie pytał kiedy wrócę do pracy. Kiedyś jechaliśmy autem z mężem, dziećmi i teściową do rodziny i teściowa kazała mi skłamać gdyby ktoś mnie zapytał czy pracuję. Byłam pod straszną presją. Naczytałam się dodatkowo ematki, dla której kobieta, która nie pracuje zawodowo jest nikim i moje poczucie wartości, które nigdy za wysokie nie było, staczało się po równi pochyłej. Dodatkowo miałam wkodowane przekonania, że "bez pracy nie ma kołaczy", "kto nie pracuje ten nie je" itd. itd. Nigdy nie byłam leniem. Dom lśnił, dzieci były wręcz wychuchane, obiady na czas. W tej pełnoetatowej pracy, kiedy musiałam brać opiekę na syna (3-4 dni, nigdy tygodnie), jechałam do pracy po dokumenty i pracowałam wieczorami, więc nikt nie musiał za mnie niczego robić. Podziękowano mi słowami: nie przedłużymy pani umowy, bo znowu pani na zwolnienie pójdzie... Gdy córa skończyła 3 latka poszłam do pracy i teściowa mogła odetchnąć:) Do czego zmierzam. Po kilku latach od tamtych wydarzeń wyżaliłam się kiedyś mężowi, że mam straszne wyrzuty sumienia w stosunku do syna, który musiał chodzić do przedszkola mimo, że nic tam nie jadł przez cały dzień i ciągle chorował. Usłyszałam: to dlaczego nie zostałaś w domu? Przecież przy małej zdecydowałaś, że zostajesz, dlaczego nie zrobiłaś tego wcześniej? No właśnie. Taka była kiedyś między nami komunikacja. Ja sobie wmówiłam, że muszę pracować choćby się waliło i paliło, miałam wkodowane, że kobieta w domu to leń śmierdzący, że tylko praca zawodowa daje mi jakąś wartość. Teraz już wiem, że to wierutna bzdura, że to co zapewniłam dzieciom było wręcz bezcenne. Musiałam samą siebie wzmocnić i docenić, bo dla społeczeństwa nadal byłam w tamtym okresie utrzymanką męża. Do czego zmierzam. Ty masz Iziula własne zgubne przekonania. Dotyczące pracy zawodowej. Ja np. nie widzę przeszkód, żebyś wzięła sobie rok urlopu. Rozumiem, że to może być trudne czy też niewykonalne, ale chodzi mi o sam fakt, że nie ma nic złego w tym, żebyś przeszła czasowo na utrzymanie męża. Specjalnie napisałam w ten sposób ostatnie zdanie. Zobacz jak ono brzmi. Paskudnie i ma guzik wspólnego z prawdą. Bo prawda jest taka, że Ty jadąc z mężem włożyłabyś do wspólnego worka opiekę nad dziećmi, domem, a ta praca jest również wartościowa! Tak, to jest praca, bez względu na to, co panie feministki twierdzą. Ponadto, gdybyście byli spółką należałoby Ci się odszkodowanie za utracone dochody. Pozostaje inna kwestia, zaufanie do męża i szacunek do siebie. To jest do przepracowania przez Ciebie. Bardzo wątpię, żeby mąż Cię porzucił, czy nie chciał się z Tobą dzielić emeryturą:) To są Twoje lęki, które powstały wcześniej niż Wasze wspólne życie. Drugą strunę poruszyło "zostawienie" dzieci. Fakt, Wasza sytuacja jest inna bo Ty zostajesz, więc nie da jej się z moją porównać. Moi rodzice wyjechali kiedyś oboje za granicę i nie będę się tu rozpisywać, ale musiałam tamten fakt przerobić u terapeuty. Stwierdzono u mnie PTSD. Podczas leczenia mój mąż musiał wyjechać do klienta na drugi koniec Polski. Kiedy mnie o tym poinformował bardzo źle się poczułam. Na mój widok mąż stwierdził, że rezygnuje z wyjazdu i szuka zastępstwa. Nie prosiłam o to, sam tak zdecydował. Celowo przytoczyłam tę sytuację, żeby Ci unaocznić jak wielki wpływ na teraźniejszość ma przeszłość. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 11:52 I jak ważna jest szczerość wobec siebie w małżeństwie, dzielenie się emocjami, wzajemne zaufanie. A także świadomość i weryfikacja własnych przekonań. Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 16:49 Dziekuję Pade za ten wpis i opis swoich doświadczeń i emocji. Jest bardzo cenny dla mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 16:18 To nie jest pech, tylko pewien wybór. Można nie mieć dzieci, albo mieć jedno. Wiem, o co chodzi, bo ja miałam też wycięte z życiorysu lekko licząc 30 lat. Na własną prośbę, więc nie ma co narzekać. Odpowiedz Link Zgłoś
pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 16:47 verdana napisała: > To nie jest pech, tylko pewien wybór. Można nie mieć dzieci, albo mieć jedno. W > iem, o co chodzi, bo ja miałam też wycięte z życiorysu lekko licząc 30 lat. Na > własną prośbę, więc nie ma co narzekać. Prawda, powinien zaczekac az najmlodsze dziecko w pelni sie usamodzielni, co w polskiej rzeczywistosci oznacza ukonczenie studiow, a moze i wiecej. Wtedy bedzie juz na spokojnej emeryturze i jako rzeski i przedsiebiorczy staruszek spelni w koncu swoje zawodowe marzenia :-) Zartuje oczywiscie. Mysle, ze pan sie urwal, tak po prostu, mnie tez by przerazilo tyle lat wychowywania dzieci, serio. I oby przejrzal predko na oczy i jednak wrocil, steskniony za rodzina. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 18:03 Sam chciał je mieć, a to oznacza - uwaga zaskoczenie! - troskę o dziecko, póki nie będzie samodzielne. A serio, coś niedobrego sie dzieje, gdy uznajemy, że "marzenie" to jest coś, z czego zrezygnować nie wolno, choćby przy okazji niszczyło sie innych ludzi, albo i samego siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 18:56 verdana napisała: > Sam chciał je mieć, a to oznacza - uwaga zaskoczenie! - troskę o dziecko, póki > nie będzie samodzielne. W Polsce trzydziestolatkowie czesto nie sa samodzielni. A serio, coś niedobrego sie dzieje, gdy uznajemy, że "m > arzenie" to jest coś, z czego zrezygnować nie wolno, choćby przy okazji niszczy > ło sie innych ludzi, albo i samego siebie. Sek w tym, ze on jeszcze nikogo nie zniszczyl, nie mial okazji po prostu, bo jeszcze nie wyjechal. I zeby sie przekonac, ze niszczy musi na wlasnej dupie odczuc, ze rodzina jest wazna, ze wiele dla niego znaczy, ze dla rodziny warto sie poswiecic. Ze dla rodziny warto z czegos zrezygnowac. Jesli tego nie zrozumie, to jaki sens jest trzymac w domu niewolnika ? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 19:46 Z tym się zgodzę. Tylko czy jest sens trzymać w domu idiotę? Odpowiedz Link Zgłoś
pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 20:15 verdana napisała: > Z tym się zgodzę. Tylko czy jest sens trzymać w domu idiotę? Tego nie wiem :-) Ale mysle sobie, ze w tak pieknej materii jak milosc, jak uczucie, jesli oczywiscie te uczucia sa, takie rzeczy wychodza bardzo szybko. Tesknota, przywiazanie, potrzeba dotyku. Dorosli ludzie musza podejmowac decyzje samodzielnie, cale zycie, bez naciskow. Czasem pewnie sa to decyzje bledne, ale tutaj mysle nie dzieje sie nic czego by nie mozna w kazdej chwili zmienic, odwrocic, nawet jesli ten maz tam wyjedzie i pobedzie jakis czas. I to jest w tym wszystkim pocieszajace. A jesli okaze sie idiota... coz, na to nikt nie ma wplywu. Odpowiedz Link Zgłoś
salsa.lover Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 20:40 pogodoodporna napisał(a): > musi na wlasnej dupie odczuc, ze rodzina jest wazna, ze wiele dla niego znaczy, ze dla rodziny warto sie > poswiecic. Ze dla rodziny warto z czegos zrezygnowac. Problem chyba w tym, że nie ma żadnej gwarancji, że tak się stanie i że mąż właśnie tak to odczuje. Może stać się inaczej. Nie każdy niestety dochodzi do tego samego wniosku, że dla rodziny warto się poświęcać, że dla rodziny warto z czegoś zrezygnować. Ryzyko jest takie, że są ludzie, którym takie związki "z ograniczoną odpowiedzialnością" zwyczajnie odpowiadają. Nie trzeba zmagać się z codziennością, wizytu w domu to jak nieustające wakacje, po których można wrócić do pełnej swobody bez zobowiązań. Odpowiedz Link Zgłoś
pogodoodporna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 20:57 salsa.lover napisała: > Ryzyko jest takie, że są ludzie, którym takie związki "z ograniczoną odpowiedzi > alnością" zwyczajnie odpowiadają. Nie trzeba zmagać się z codziennością, wizytu > w domu to jak nieustające wakacje, po których można wrócić do pełnej swobody b > ez zobowiązań. Wiesz, zasadniczo nie ma obowiazku utrzymywac malzenstwa, w ktorym obie strony maja odmienne zdanie na temat zasad fundamentalnych, podstawowych. I to jak bardzo- byc moze -te ich zasady sie roznia, to sie dopiero okaze, bo na razie, przypominam, jeszcze nic nie jest przesadzone. Iziuli nikt nie odebral glosu, jesli sytuacja ja przerosnie na pewno milczec nie bedzie. Nie powinna milczec. A co maz z tym zrobi, no tego niestety nie wie nikt, prawdopodobnie nawet on sam nie wie. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 23:46 Verdana, całkowicie się z Tobą zgadzam w tym wątku. Wypowiedź Pani Agnieszki bardzo mi się nie spodobała. Obarcza ona Iziulę odpowiedzialnością za decyzję, której ona de facto nie podjęła. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 23:35 Wolę być realistką. Mąż decyzji nie zmieni. Jest to, co jest. Jest bardzo niedobrze i trzeba się zastanowić, jak uratować to, co się da. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 23:54 srebrnarybka napisała: > Wolę być realistką. Mąż decyzji nie zmieni. Mąż Iziuli zadeklarowal jednak, ze jesli ona nie bedzie sobie radzic, to wroci. Jesli mowil to serio, a nie na odczepnego, to najwyrazniej liczy sie z koniecznoscia zmiany decyzji. A skoro tak, to niewykluczone, ze przy odpowiedniej dozie perswazji, zmienilby plany i w ogole nigdzie nie jechal. Tylko, ze odnosze wrazenie, ze Iziula nie bedzie chciala naciskac. A propos, Iziula zniknela i nie wiemy, czy nie nastapil jakis zwrot w sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 00:29 a nie przyszło Ci do głowy, że Iziula po prostu NIE CHCE zamykać szansy mężowi, że go np. kocha i w imię tej miłości jest gotowa znieść rozłąkę dla JEGO DOBRA, bo miłość to przede wszystkim pragnienie dobra dla kochanej osoby. I dlatego się zgodziła. Dla mnie problemem jest to, że ucierpią dzieci, których nikt o zdanie nie pytał, a nawet gdyby, to i tak nie umiałyby kompetentnie odpowiedzieć na pytanie. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:18 srebrnarybka napisała: > a nie przyszło Ci do głowy, że Iziula po prostu NIE CHCE zamykać szansy mężowi > , że go np. kocha i w imię tej miłości jest gotowa znieść rozłąkę dla JEGO DOBR > A, bo miłość to przede wszystkim pragnienie dobra dla kochanej osoby. I dlatego > się zgodziła. Troche glupio mi wypowiadac sie w imieniu Iziuli, bo moge sie pomylic, ale z jej wpisu wynika, ze zgodzila sie na jego wyjazd nie dlatego ze go kocha. To znaczy, bynajmniej nie kwestionuej ze go kocha! ale z jej opisu wynikalo ze powody zgody byly zgola inne. Napisala: wiem że on dla mnie zrobiłby to samo. Brzmi to tak, jakby jej zgoda na jego wyjazd wynikala po prostu z obowiazku dania mu tego, czego ona sama by oczekiwala: prawa do decydowania o swojej sciezce zawodowej. Moze tak sie kiedys umowili i teraz honorowo trzymaja sie tej zasady. Gdyby sie tak ni eumowili, to na wyjazd by sie nie zgodzila, mimo ze go bardzo kocha. Odpowiedz Link Zgłoś
eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:33 Jeśli mogę sie włączyć - moim zdaniem iziula i jej maź maja te sama hierarchię wartości, gdzie na czele stoi kariera zawodowa (z rożnych przyczyn, ale efekt jest ten sam). Tak wiec dla iziuli naturalną odruchowa reakcją było "puszczenie" męża na wyjazd, bo przecież to jest najważniejsza sprawa. A następną odruchowa reakcja była decyzja o jej zostaniu, bo przecież zawód to dla niej tez jest najważniejsza sprawa. A ze emocje u iziuli działają z opóźnionym zapłonem, dopiero po podjęciu tych odruchowych i zgodnych z jej systemem wartości decyzji zaczęły sie objawy somatyczne i stres. Nie mowię tego z pozycji oceniającej, która wartość jest lepsza. tym niemniej gdyby wartością numer jeden dla iziuli była rodzina lub małżeństwo, to nie znalazłaby sie w tej sytuacji. Albo zawetowałaby wyjazd męża z miejsca, albo pojechała z nim. Odpowiedz Link Zgłoś
eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:40 A nawet bardziej prezyzyjnie. Nadrzędna wartością dla iziuli być moze jest poczucie bezpieczeństwa, które ona silnie wiąże z kariera zawodowa. Ale to nie sa synonimy. Nagle okazało sie ze wybrala karierę zawodowa a straciła poczucie bezpieczeństwa mimo wszystko, bo kariera to jest tylko jeden z elementów. I moze nie najważniejszy. I moze warto zastanowić sie nad ta powierzchowna hierarchią wartości i co sie za tym kryje. Odpowiedz Link Zgłoś
salsa.lover Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:55 eukaliptusy napisał(a): > bo przecież zawód to dla niej tez jest najważniejsza sprawa. Dlaczego zakładasz, że zawód i kariera to najważniejsza sprawa dla niej? Skąd możesz to wiedzieć? Ja widzę, że ona została ponieważ nie chce stać się kompletnie zależna od męża. Moim zdaniej jak najbardzie zdrowy instynkt samozachowawczy. To zupełnie nie to samo co stawianie kariery na pierwszym miejscu. Ja wiem, że są kobiety, które z radością przechodzą na utrzymanie męża, ale konsekwencje tego mogą być przykre. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 10:09 Rodzina jest dla mnie ważniejsza od kariery. Ale gdybym musiała rzucić pracę, bo mąż znalazł sobie lepszą, i być całkowicie zależna od męża finansowo, w dodatku przez 5 lat zajmować sie wyłącznie domem, nie zrobiłabym tego za nic. I rodziny to by też pewnie nie uratowało, bo głęboko sfrustrowana, nieszczęśliwa matka, czująca się jak w klatce to nie jest podpora rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:29 no, ale głęboko sfrustrowany ojciec z powodu niemożności zrealizowania jakiejś ważnej szansy zawodowej też nie jest najlepszym budulcem w rodzinie. Przy czym raz jeszcze piszę - rezygnacja przez męża z wyjazdu byłaby dla rodziny najlepsza, bo straty byłyby najmniejsze. Co nie oznacza, że strat - w postaci frustracji męża - by nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:25 to właśnie raczej znaczy, że go kocha. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:54 Nie. Czym innym jest zrealizowanie jednego planu na karierę, a czym innym - konieczność rezygnacji z planów zawodowych i bycie zależnym od współmałżonka. Oczywiście, ze jak człowiek czegoś chce, a nie moze - bywa sfrustrowany. Ale dorosły człowiek, który ma rodzinę naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, zę nie wszystkie jego pomysły na życie dadzą sie zrealizować i jeśli to wzbudza w nim taką frustrację,że zagraża małżeństwu - to powinien po prostu żyć samotnie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 10:27 Być może mąż Iziuli powinien żyć samotnie. Ale jest mężem Iziuli i ojcem trójki dzieci, a poza tym jest, jaki jest. Zatem albo próbując ratować małżeństwo i rodzinę uwzględnia się ten fakt, czyli również cechy charakteru męża Iziuli, ale stwierdza się, że mąż jest do ... i stawia krzyżyk na małżeństwie i rodzinie. Oczywiście, że mąż Iziuli rezygnując z kontraktu zrezgnowałby tylko z pewnego etapu kariery, bo jak rozumie, pracę i tak ma, a Iziula miałaby zrezygnować z niezależności w ogóle, czyli miałaby więcej do stracenia. Tak napisałam w pierwszym poście: 1. rezygnacja z wyjazdu - traci mąż, 2. wspólny wyjazd - traci Iziula, a i można się zastanowić co do 10latka, który ma już jakiś swój świat poza rodziną - kolegów, szkolne umiejętności, pierwsze doświadczenia samodzielności, które musiałby przecież dopiero w nowym środowisku sobie wypracować, 3. mąż wyjeżdża, Iziula z dziećmi zostaje - dzieci tracą poprzez ograniczenie lub wręcz zerwanie kontaktu z ojcem, zagrożenie więzi małżeńskiej (co jest niedobre także dla dzieci), nadmierne obciążenie Iziuli obowiązkami rodzicielskimi - czyli największe straty. Ile razy mam to pisać w koło Macieju? Jest oczywiste, że straty w wypadku rezygnacji z wyjazdu są najmniejsze i jest to wariant dla rodziny najbardziej korzystny. Ale nie ma powodu ignorować faktu, że w tym wariancie mąż poniósłby stratę. Cóż - kiedy miałam 8 lat, zachorowałam na odrę. Mój Ojciec był wtedy na parę tygodni w NRD, Mama miała do niego dołączyć bodaj na tydzień, miałam zostać pod opieką jakiejś przyjaciółki Mamy, czy kogoś, już nie pamiętam, bo nie zostałam. Z powodu tej mojej cholernej odry Mama nie pojechała do NRD. To było oczywiste i nie dostałam tej odry złośliwie, ale mnie do dzisiaj jest przykro, że z powodu mojej choroby Mamę ominęła przyjemność. Przy czym moje relacje z Mamą nie należą do najserdeczniejszych, mówiąc eufemistycznie. Ale jest mi przykro, że przez głupią chorobę Mamę ominął tamten wyjazd i uważam, że dużo zdrowsze jest mówienie o tym otwarcie, zamiast wypierania tego przez Mamę ze świadomości, bo "przecież jak się ma dzieci, to trzeba z wielu rzeczy rezygnować". Mama ma 88 lat i obecnie ja muszę z różnych rzeczy rezygnować ze względu na jej potrzeby, ale też nie udaję przed sobą, ani też ona na szczęście nie udaje przede mną, że to nie jest problem i strata. Bo jest, ale w życiu tak jest, że najpierw rodzice troszczą się o dzieci, a potem dzieci o rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 11:29 Rezygnacja z wielu rzeczy na rzecz opieki nad rodzicami oczywiście jest przykra, ale nie jest w żaden sposób porównywalna z rezygnacją na rzecz dzieci. Wielokrotnie nie wyjechałam gdzieś, bo dziecko chorowało, a lata całe nie byłam na żadnej imprezie z mężem i mam nadzieję, że moim dzieciom nie jest przykro. Bo takie po prostu jest rodzicielstwo - to jest wybór między fajną rzeczą, jaką jest posiadanie dziecka a innymi wieloma fajnymi rzeczami. Dzieci sa wyborem, a wybór obejmuje potencjalne rozczarowania tego typu. Opieka nad rodzicami to inna trochę sprawa, bo to nie jest wybór. Teraz własnie mój syn odlatuje do Madrytu, a ja musiałam zostać, choć wycieczką planowaliśmy od dawna. I tak, w tym wypadku mam poczucie pewnej straty, choć nie dramatycznej. Bo to jest sytuacja, która nie była moją decyzją. Raczej rodziców, którzy zdecydowali sie na jedno dziecko. Mam nadzieję, że rodzice nie mają za dużo wyrzutów sumienia, bo ostatecznie nie zmusili mnie do pozostania, tylko też wybrałam opiekę nad nimi, miedzy innymi dlatego, że mi na nich zależy bardziej, niż na Madrycie. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 14:12 Cóż, ja nie traktuję osób, które kocham, jako swojej własności, i wobec tego nie identyfikuję ich potrzeb, ze swoimi potrzebami. Nie oczekiwałam też nigdy od rodziców, żeby moje potrzeby identyfikowali ze swoimi. Zawsze, od dziecka, dostawałam piany, kiedy mój Ojciec mi opowiadał, że uwielbiał mnie przewijać, co pewnie mu się i tak zdarzyło parę razy, by tym się zajmowała niepracująca Mama i wspomagająca ją Babcia, więc nie było potrzeby, by robił to Ojciec. Dostawałam piany, ponieważ 1. nie wierzę, 2. oczekiwałam nie tego, że Rodzice będą robili co dla mnie dlatego, że utożsamią moje potrzeby ze swoimi i będą to w rezultacie robili dla własnej przyjemności, tylko dlatego, że mnie kochają, że to są MOJE potrzeby i że chcą MOJEGO DOBRA, a nie zaspokojenia własnej potrzeby emocjonalnej i zrobienia sobie przyjemności. Dużo bardziej wolałabym usłyszeć, że brzydziła mne twoja kupa, ale przewijałem cię, bo taka jest rola rodzica. I vice versa - jako kochająca Mamę 8latka chciałam jej dobra i wiedziałam, że przez moją chorobę ominęła ją przyjemność, która była w zasięgu ręki. Więc było mi przykro. To chyba normalne, że jeśli się kogoś kocha, chce się jego dobra, nawet niekoniecznie łączącego się z własną przyjemnością? Fakt, że dzieci są wyborem, nie oznacza, że nie są odrębnymi ludźmi, którzy mają własne potrzeby, odrębne od potrzeb rodziców, a czasem z nimi sprzeczne, i że rodzicom zanikają wszelkie inne potrzeby niezwiązane z rodzicielstwem. Ale jest naturalne, że dla dobra osoby, którą się kocha, rezygnuje się z wielu własnych pragnień, jeśli dobro osoby kochanej tego WYMAGA, a w wypadku dziecka jest to oczywiście kwestia świadomego podjęcia pewnego zobowiązania. Ale to nie zmienia faktu, że rodzicielstwo wymaga wielu wyrzeczeń i nie ma potrzeby tego spychać pod dywan. Współczuję konieczności opieki nad rodzicami, mam nadzieję, że to nic bardzo poważnego. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 15:53 Potrzeby małego dziecka powinny być realizowane przez rodziców. Nie musza być takie same, jak rodziców, mogą być sprzeczne, ale rodzice są odpowiedzialni za to, czy te potrzeby są spełnione. Jak rozumiem, zę dziecku jest przykro, jak matkę omija przyjemność, ale jak dziecku jest przykto prawie 50 lat, to coś jednak zostało tu źle załatwione. Odpowiedz Link Zgłoś
zuzi.1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 16:18 Dokladnie tak. Nadmierne to uczucie przykrości, które się w dodatku pamięta po tylu latach. Ktos tu mocno rękę przylozyl do tego, ze tak to do dzisiaj sie pamięta :) to nie jest naturalne. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 16:22 Nikt nie potrzebował niczego przykładać. Chyba naturalne, że jest nam przykro, jeśli coś złego dzieje się osobom, które kochamy? Wydaje mi się, że na tym właśnie polega miłość. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 20:23 Nie. Naturalne jest, że rodzice starają się w takim wypadku tak przedstawić sytuację, aby dziecku przykro być przestało. Jeśli nie potrafią tego zrobić, to coś szwankuje w ich stosunku do dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 21:51 Co Mama miała przedstawiać? Wiedziałam, że ma wyjechać np. we wtorek, wiedziałam, jaką frajdą jest wyjazd, bo sama też bardzo lubiłam wycieczki, więc jak się rozchorowałam w poniedziałek, to byłabym idiotką, gdybym nie rozumiała, jaka frajda Mamę ominęła. Mama niczego nie musiała przedstawiać. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 16.08.16, 09:12 Bardzo proste - dla siedmiolatki rezygnacja z wyjazdu jest kataklizmem, ogromną przykrością. Dla osoby dorosłej, matki jest przykrością stosunkowo niewielką - ot, człowiek jest zły, albo martwi sie dzień -dwa i mu mija. Przedstawiasz tu wyobrażenie dziecka o tym, jak wielką przykrością jest fakt, że kogoś "ominęła frajda". I to własnie mówi się dziecku. "No tak, chciałam wyjechać, ale to nie ostatnia okazja w życiu. Kiedyś jeszcze sobie pojadę, to nie jest żaden kataklizm. Tak bywa - czasem coś się nie udaje i martwienie się tym nie ma sensu." Najwyraźniej takiego prostego komunikatu osoby dorosłej nie usłyszałaś, a powinnaś. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 16.08.16, 19:58 1. Nie napisałam, że stała się tragedia, tylko, że jest mi przykro. Przykro oznacza sprawę niezbyt ważną i taki był ów wyjazd. 2. Zwracam uwagę, że było to w 1967 r. Wtedy wyjazd na tydzień do NRD to było coś takiego, jak dziś luksusowa podróż dookoła świata. Były bardzo ograniczone limity dewiz, które można było legalnie wymienić i wywieźć z kraju, trzeba było wyrobić paszport, załatwić kupę formalności. Rodzice specjalnie kasy nie mieli, o tym, żeby wyjechać prywatnie na taką wycieczkę np. z Orbisem, mowy nie było. Ojciec był w tym NRD w jakichś celach naukowych i musiał coś bardzo dużo załatwić, żeby ściągnąć Mamę. Mama nawet nie bardzo miała jak go zawiadomić - nawet stacjonarnego telefonu wtedy w domu nie mieliśmy, albowiem w PRL czekało się wiele lat na zainstalowanie takiego gadżetu, a na zamówioną rozmowę (nie było automatycznych połączeń) czekało się na poczcie parę godzin, co było trudno do wykonania, bo wymagało zostawienia na ileś godzin chorego dziecka w domu. Kiedy wyjazdy zagraniczne stały się normą, moja Mama miała koło 70tki i duże trudności z poruszaniem się. Więc w istocie straciła coś ważnego. Oczywiście świat się od tego nie zawalił. 3. Wydaje mi się naturalnym poczucie przykrości, jeśli z naszego powodu coś się komuś skomplikowało. Niekoniecznie matce, komukolwiek. W wypadku matki działa to pod warunkiem, że nie czujemy się częścią matki. Jeśli matka uważa dziecko za część siebie, a dziecko uważa się za część matki, to oczywiście nic się nie stało. Tyle, że ja o swoją odrębność i tożsamość walczyłam ciężko i dużo za nią zapłaciłam. Wolę odczuwać pewną przykrość z tego powodu, że Mamę wiele lat temu ominęła z mojego powodu jakaś przyjemność, i czuć się odrębną osobą od Mamy, niż nie mieć takiego poczucia, ale zarazem czuć się częścią Mamy i nie mieć własnej tożsamości. Dla mnie tertium non datur. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 16:20 Potrzeby małego dziecka powinny być realizowane przez rodziców. Nie musza być takie same, jak rodziców, mogą być sprzeczne, ale rodzice są odpowiedzialni za to, czy te potrzeby są spełnione. To właśnie napisałam. Spełnianie przez rodziców potrzeb małego dziecka, które są sprzeczne z ich potrzebami, jest obowiązkiem rodziców, którego nie byliby w stanie wypełniać, gdyby dziecka nie kochali, ale nie ma powodu ukrywać faktu, że rodzice coś tracą, a jeśli to coś bardzo ważnego, że mogą tego żałować. Wyliczyłaś sama np., że nie chodziłaś z mężem na imprezy. Najwyraźniej jednak jesteś tego świadoma, chociaż twierdzisz, że żałowanie byłoby niedojrzałe. Nie, nie jest niedojrzałe, chęć pójścia od czasu do czasu z mężem na imprezę nie jest niczym zdrożnym. Oczywiście, jeśli potrzeby dziecka tego wymagają, rezygnuje się z przyjemności, ale nie ma powodu twierdzić, że siedzenie każdego wieczoru z dzieckiem i niemożność pójścia na imprezę od czasu do czasu jest większą atrakcją, niż pójście na imprezę raz w miesiącu, a inny pogląd jest niedojrzały. Ponadto uważam, że jasne postawienie sprawy pozwala zminimalizować straty i szukać sposobu załatwienia kwestii tak, żeby wilk był syty i owca cała. Cóż, moi nadopiekuńczy rodzice i zaborcza matka na ogół chodzili razem na imprezy, gdy byłam mała, bo w tym samym mieszkaniu typu kołchoz mieszkała babcia, która już na imprezy nie chodziła, a z którą miałam bardzo dobry kontakt i nie było żadnym problemem, żebym została z babcią. Potem, po śmierci babci, przez kolejne dwa lata, kiedy byłam jeszcze za mała, by zostawać sama, zwłaszcza wieczorem, Rodzice wynajmowali pokój studentkom za baby siiting. Może, gdyby Mama z góry założyła, że "jak się ma dziecko, to się z wielu rzeczy rezygnuje i nie wypada chodzić na imprezy", to nie szukałaby żadnego rozwiązania problemu, przestałaby chodzić na imprezy, straciłaby znajomych i w rezultacie jeszcze bardziej uzależniła mnie od siebie psychicznie. Artykułowanie potrzeb poszczególnych członków rodziny i próba pogodzenia ich tak, żeby straty były jak najmniejsze, wydaje mi się jedynym sensownym sposobem postępowania. Inaczej, jeśli poszczególni członkowie rodziny będą wypierać własne potrzeby i aspiracje, bo "nie wypada" im mieć innych potrzeb, niż potrzeby ich dzieci, tłumione potrzeby kiedyś eksplodują. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 20:30 Rodzice nie tracą aż tak, jak tracą ludzie poświęcający własną przyjemność dla osób, które nie sa ich dziećmi. Jak nie można iść na imprezę, to nie można - nic sie na to nie poradzi. Jak sie nie ma asy, ani chętnych rodziców to na imprezy razem sie nie idzie i kropka. Jak się nie idzie na imprezę, bo zachorowała ciotka, to jednak ma sie inne odczucia, niż jak się nie idzie, bo sie chciało mieć kolejne dziecko. Tak naprawdę dla większości rodziców zrobienie przyjemności dziecku jest dla nich samych większą radością, niz zrobienie przyjemności sobie samemu. A rezygnacja z czegoś na rzecz dziecka nie jest porównywalna z rezygnacją na rzecz kogoś dorosłego. I nie budzi takiego rozgoryczenia, ani poczucia zawodu. Tak to po prostu jest. Uzależnienie dziecka od siebie niewiele ma wspólnego z tym, że dla dzieci trzeba zrezygnować z wielu fajnych rzeczy. O ile przyjmie się, zę te dzieci są także fajne i ze nie jest tak, ze "mamusia sie poświęca", tylko "mama robi to, co do niej należy" . Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 21:39 Poświęcanie się dla osób kochanych jest naturalne, bowiem na tym polega miłość. Poświęcanie się dla osób, za które jesteśmy odpowiedzialni i które kochamy, jest naturalne i zgodne z sumieniem. Nie żyjemy dla własnej przyjemności, tylko po to, żeby czynić dobro, żeby świat był lepszy i żeby mieć spokojne sumienie. Przyjemność taką egoistyczną dla siebie możemy sobie zrobić wtedy, kiedy wszystko, za co jesteśmy odpowiedzialni, jest zorganizowane. Co do porównania dzieci i ciotki - cóż, wobec ciotki mamy mniejsze obowiązki, niż wobec dzieci, czy rodziców, i mniejszy związek emocjonalny, więc mniej możemy nieść. To oczywiste. Niemniej jednak poświęcenie zawsze pozostaje poświęceniem. Niepójście na imprezę i pozostanie z dzieckiem, jak co wieczór, nie jest dla dziecka przyjemnością, bo dla dziecka jest to taki sam wieczór, jak inne. Dla rodziców zresztą też. Skoro rezygnacja z własnych przyjemności dla dziecka jest nieporównywalną z niczym przyjemnością dla rodziców, to w takim razie dlaczego jednakowoż zdarzają się tacy masochistyczni rodzice, którzy np. organizują opiekę do dzieci i czasem wychodzą na imprezy, do kina, na romantyczną kolację we dwoje, do muzeum, na koncert, czytają dorosłe książki na inny temat, niż praca zawodowa lub wychowanie dzieci, skoro każda z tych rzeczy jest mniejszą przyjemnością, niż zrezygnowanie z niej dla dziecka? Oczywiście bywają obowiązki przyjemne. Wiele rzeczy, które robi się dla dzieci, jest przyjemnych. Różne formy spędzania czasu z dziećmi niewątpliwie. Ale dwie istotne uwagi: te rzeczy są przyjemne pod warunkiem, że można jednak czasem robić coś innego, również przyjemnego. I po drugie, znacznie ważniejsze: rodzice powinni zajmować się dziećmi nie dlatego, że im to sprawia przyjemność, tylko przede wszystkim dlatego, że dzieci tego potrzebują. Bo dziecko to nie maskotka powołana do życia dla przyjemności rodziców, tylko odrębny człowiek, który żyje przede wszystkim dla siebie, a nie dla rodziców. Jeżeli rodzice traktują dziecko wyłącznie jako spełnienie własnych potrzeb emocjonalnych, jest to skrajne uprzedmiotowianie dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 21:49 "Jak sie nie ma asy, ani chętnych rodziców to na imprezy razem sie nie idzie i kropka. " Wielokrotnie zostawałam wieczorami z dziećmi znajomych, którzy nie mieli kasy i chętnych rodziców, a chcieli gdzieś wyjść. W środowisku, w którym się wychowałam, konserwatywnych rodzin z KULu, taka wymienna opieka nad dziećmi była naturalna. Dwa małżeństwa szły razem do teatru, a dzieci zostawały pod opieką jednej z teściowych i miały kinderbal. Innym razem jakaś matka zabierała swoje i cudze dziecko do kina albo do parku, a druga miała wychodne. Itp. itd. Dzieci korzystały, bo się zaprzyjaźniały i poznawały, rodzice korzystali, bo byli luźniejsi. Niedawno odnowiłam kontakty z dziećmi z tej "spółki rodzinnej". Z czterech zaprzyjaźnionych małżeństw żyje tylko moja Mama. Na pogrzeb mojego Ojca przyszli jacyś nieznani mi ludzie, podeszli złożyć mi kondolencje mówiąc: my jesteśmy Fruzia, Józia i Pafnucy. Od tej pory kontaktujemy się, jakbyśmy się nie rozstawali od dzieciństwa. Spośród tych czterech małżeństw chyba tylko moi Rodzice mieli na stanie teściową chętną do opieki, dwa małżeństwa teściowych z pewnością nie miały, jedno - nie jestem pewna. Kasy nie miało żadne. No i jakoś dało się zorganizować. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 22:04 A w środowisku, w którym ja sie obracałam - nie była. Między innymi dlatego,że nie miałam możliwości rewanżu. A dziecko miałam młodsze o pół pokolenia od dzieci znajomych. Chyba jednak nie rozumiesz - rezygnacja z czegoś dla dziecka nie jest przyjemnością dla rodziców, ale nie jest też utrapieniem. Nie idziesz, to nie. Dziecka nie zostawisz, to iść nie możesz. Dramatu nie ma. Jak możesz iść to idziesz i tyle. Ale jeśli decydujesz sie na dziecko i wiesz, że nie masz dla niego stada osób do opieki, to na ogół decydujesz sie dlatego,że wolisz mieć dziecko, niż swobodę. Owszem, jak sie uda wyrwać, to sie cieszysz. Ale jak się na coś szykujesz i nie wyjdzie - trudno. I nie, nie jest to poświęcenie. Nie rezygnujesz z przyjemności dla dziecka, tylko wiesz, ze posiadanie dziecka to nieuchronna rezygnacja czasem z pewnych przyjemności. Wybór taki. Wybrałaś, to masz. Jeśli komuś nie odpowiada, może dzieci nie mieć. Taka sprzedaż wiązana - coś za coś. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 22:49 Między innymi dlatego,że nie miałam możliwości rewanżu. A dziecko miałam młodsze o pół pokolenia od dzieci znajomych. - akurat w środowisku, w którym się wychowałam, rzeczywiście były możliwości rewanżu, bo wszystkie rodziny miały dzieci w zbliżonym wieku. Ale dla mnie w ogóle naturalne jest, że ludzie wzajemnie robią sobie uprzejmości niekoniecznie licząc na rewanż. W owej "spółce rodzinnej" też nikt nie odmierzał, że ja wzięłam dwa razy twoje dziecko, to ty weźmiesz moje też dwa razy, tylko generalnie ludzie, którzy się ze sobą przyjaźnili, pomagali sobie wzajemnie. Tak jakoś wydaje mi się normalne. Chyba jednak nie rozumiesz - rezygnacja z czegoś dla dziecka nie jest przyjemnością dla rodziców, ale nie jest też utrapieniem. Nie idziesz, to nie. Dziecka nie zostawisz, to iść nie możesz. Dramatu nie ma. Oczywiście, że niepójście raz czy drugi na imprezę nie jest dramatem. Imprezy nie odbywają się codziennie, nie idziesz na jedną, następna może będzie za miesiąc, a może nie będzie, więc jeśli na następną zaproszą, to może uda się za miesiąc coś zorganizować. A jak się nie uda, trudno. Ostatnie zdania Twojego postu dokładnie zaprzeczają poprzednim. Całe życie dokonujemy wyborów i każdy wybór powoduje rezygnację z innej alternatywy. Tylko wybór między rezygnacja z czegoś dlatego, że mamy obowiązek dla dziecka, to nie jest wybór między Majorką a Wyspami Kanaryjskimi, bo to w obu wypadkach zaspokaja się własną potrzebę. W wypadku rezygnacji z czegoś dla dziecka jest wybór między potrzebą własną, a potrzebą dziecka, bo dziecko jest odrębną osobą i to jest zasadnicza różnica. Twoje sformułowanie o sprzedaży wiązanej uważam za niedopuszczalne. Dziecko to nie jest przedmiot, który się kupuje dla przyjemności rodziców. O sprzedaży wiązanej możemy mówić, jeśli ludzie dokonają wyboru, że kupią sobie domek letniskowy na Mazurach i dlatego zabraknie im pieniędzy na wyjazd na Majorkę, bo wtedy wybierają między równorzędnymi potrzebami. Jeżeli ktoś traktuje dziecko wyłącznie jako przedmiot spełniania swoich potrzeb, zamienny z Majorką, to jest to skrajne uprzedmiotowienie dziecka. Niestety fatalne jest zakorzenione wyrażenie "mieć dziecko". Dziecka się nie ma, dziecko się kocha i wychowuje, bo dziecko nie jest przedmiotem. Dziecko jest odrębną osobą i jego potrzeby powinny być spełniane nie dlatego, że rodzicom sprawia to przyjemność, tylko dlatego, że dziecko ma prawo do zaspokojenia swoich potrzeb. Przyjemność rodziców jest dziecku obojętna. Niepójście na ileś tam imprez, czy też pójście tylko jednego z małżonków, jeżeli nie ma z kim zostawić dziecka to oczywiście obowiązek i nie dramat. Zdarza się, że dla dziecka trzeba zrezygnować z czegoś znacznie ważniejszego. Bywają dzieci tak chore, że jedno z rodziców musi zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się pielęgnacją (nie pisz o badaniach prenatalnych i aborcji, bo dziecko może zachorować po urodzeniu), jakiś wyjątkowy talent dziecka może wymagać np. bardzo specjalistycznej edukacji, wyprowadzenia się w inne miejsce, wożenia na jakieś zgrupowania, treningi, kursy. Może to okazać się bardzo drogie i pochłaniać nie tylko czas, ale i pieniądze rodziców i w znacznym stopniu zmienić plany życia całej rodziny. Czasem tak trzeba i trudno. Jednak w wątku, od którego ta dyskusja się zaczęła, mowa nie o rezygnacji z iluś tam imprez, ale o rezygnacji z jakiejś bardzo ważnej szansy zawodowej. Nie wiemy dokładnie, na czym polega kontrakt męża Iziuli. Czy ma zostać szefem ONZ, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ważnego banku, naczelnym redaktorem New York Timesa, szefem laboratorium w Kalifornii prowadzącego badania ocierające się o Nobla czy kimś jednakowoż skromniejszym? Niewątpliwie rezygnacja z wyjazdu oznacza dla niego rezygnację z czegoś większego, niż z obecności na pięciu imprezach. Ze względu na dobro rodziny powinien zrezygnować, ale, skoro tak bardzo mu zależy, należy przyjąć do wiadomości, że będzie miał poczucie rezygnacji. Ale w innych wypadkach inne osoby w rodzinie stracą więcej, więc dlatego on powinien zrezygnować, bo w ten sposób straty są najmniejsze. Niemniej jednak są to straty. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 23:39 I jeszcze jedno, jeśli mówimy o sprzedaży wiązanej. Jak wybierasz Majorkę zamiast Wysp Kanaryjskich, to nie próbujesz się z Majorki urwać, żeby zobaczyć i Kanary. Bo pobyt na Majorce jest taką samą przyjemnością, więc rezygnujesz z innej. "rezygnacja z czegoś dla dziecka nie jest przyjemnością dla rodziców, ale nie jest też utrapieniem. Nie idziesz, to nie. Dziecka nie zostawisz, to iść nie możesz. Dramatu nie ma. Jak możesz iść to idziesz i tyle." Otóż właśnie. Zakładasz, że jednak fajnie byłoby mieć i dziecko i możliwość pójścia na imprezę, ale jak się nie da, to trudno. Nikt jadąc na Majorkę nie zakłada, że fajnie byłoby urwać sie z Majorki, żeby także być na Kanarach. Kanary kontra Majorka to dwie własne potrzeby. Majorka (impreza, wyjazd do pracy) kontra dziecko to potrzeba własna kontra potrzeba dziecka. Fajnie byłoby zrealizować obie. Jak się nie da, obowiązek wobec dziecka ważniejszy. Po to mamy miłość, żeby pomogła nam to znieść. Ale nie zmienia to faktu, że rezygnujemy z własnej potrzeby na rzecz dziecka. Taki jest świat. Żyjemy dlatego, że kiedyś nasza matka 9 miesięcy chodziła z brzuchem, cierpiała ból porodowy, wstawała w nocy, babrała sie w kupie, miała ograniczone wyjścia. Dzięki temu jestem, korzystam z życia i naturalne, że mam takież same obowiązki wobec dzieci. Ale mimo, że posiadania dziecka można uniknąć, jeśli się tego bardzo nie chce, to jest element naturalnego porządku świata. Ale nie ma co opowiadać, że wszystkie czynności związane z zaspokajaniem potrzeb dziecka to sama atrakcja dla rodziców. I jeszcze jedno: istotą rodzicielstwa nie jest rezygnacja z własnych potrzeb niezwiązanych z dziećmi. Istotą rodzicielstwa jest zaspokajanie potrzeb dziecka. Jeśli wymaga to rezygnacji z własnych potrzeb, to się rezygnuje, ale nie o to w rodzicielstwie chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 16.08.16, 09:20 Nie, to nie jest atrakcja, ale to jest wybór. Nie wszystko w pracy jest zabawne i ciekawe, a mimo to pracę sie lubi. Istotą rodzicielstwa jest, niestety, rezygnacja z wielu własnych potrzeb stojących w sprzeczności z potrzebami dziecka. Choćby dlatego, że dziecko kosztuje. Jak ma sie wybór miedzy własnymi wakacjami a wyjazdem dziecka, to wybiera sie wyjazd dla dziecka. Rodzicielstwo z definicji opiera sie na tym, że przez dłuższy czas pewne potrzeby rodziców - choćby tak elementarna jak potrzeba snu - nie sa zaspakajane. I tak prawdę mówiąc dopiero ten wątek uświadomił mi, ze można rodzicielstwo rozpatrywać pod katem "rezygnacji z własnych potrzeb", a nie realizacji swojego modelu rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 16.08.16, 19:42 Istotą rodzicielstwa jest zaspokojenie potrzeb dziecka. Często wymaga to rezygnacji z zaspokojenia potrzeb własnych, ale nie to jest istotą i celem rodzicielstwa. I nie ma powodu, by udawać, że tak nie jest. Co więcej - jeśli rozróżniamy między potrzebami dziecka i potrzebami własnymi, to mając świadomość, że musimy zaspokoić potrzeby dziecka, łatwiej poszukamy rozwiązania, by jednocześnie zaspokoić potrzeby dziecka i zbytnio nie rezygnować ze swoich - właśnie typu poproszenie koleżanki, żeby posiedziała ze śpiącym dzieckiem, jak się idzie na imprezę albo do teatru, zatrudnienie jakiejś pomocy, itp. itd. Udawanie, że potrzeby dziecka są naszymi potrzebami doprowadzi albo do eksplozji albo to tego, że dziecko uznamy za część swojej osoby. Ja znam tę drugą sytuację, kiedy zarówno rodzice uważali mnie za część ich, jak i ja byłam tak wychowana, że nie miałam poczucia własnej tożsamości. Za jej odzyskanie zapłaciłam straszną cenę. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:54 To co napisałaś miałoby sens, gdyby nie było dzieci. Jeśli dla dobra męża poświęca sie dobro dzieci, to najwyraźniej dzieci nie są ukochanymi osobami. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:24 Przecież mniej więcej tak napisałam. Dla mnie dzieci w tym układzie są największym problemem. Dwie dorosłe osoby mogą się zdecydować na taki związek na odległość, jeśli uważają, że to będzie dobre. Dzieci nikt o zdanie nie pyta, a to są decyzje, które mogą w istotny sposób zaważyć na ich rozwoju. Odpowiedz Link Zgłoś
salsa.lover Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:24 srebrnarybka napisała: > Wolę być realistką. Mąż decyzji nie zmieni. Skąd wiesz? Jesteś mężem izuli? Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:11 z postów Iziuli. Odpowiedz Link Zgłoś
salsa.lover Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:35 srebrnarybka napisała: > z postów Iziuli. Iziula nic takiego nie napisła. Owszem, pisała że mąż już kupił bilety, że wszystko postanowione. Ale nie zapominajmy, że mąż działa na podstawie tego, że iziula się na wyjaz zgodziła, że jakoś to będzie. Gdyby mu powiedziała o swoich obawach, gdyby mu powiedziała, że czuje się porzucona to mąż mógłby swoją decyzję zmienić, gdyby chciał. A czy by zmienił czy nie, to już wie tylko on. Dlatego Twoje postulaty o tym, że ona ma się skupić już tylko na przetrwaniu rozłąki to jak oddanie pola bez walki i bierne godzenie się na rzeczywistość, tak jakby nie miała na nią żadengo wpływu. A chyba nie na tym polega związek, że jedna strona robi co chce, a druga strona się na to godzi i zajmuje się minimalizowaniem strat. Odpowiedz Link Zgłoś
anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 13.08.16, 22:54 > Argument o własnej niezależności nie powinien Pani przysłonić, jak sztandar, innych ważnych argumentów. Gdyby zamienić płcie bohaterów, też by Pani tak pisała? To tylko od kobiet tak lekko się oczekuje rezygnacji z niezależności. Niech Pani może powie to samo, co wyżej zacytowałam, temu mężowi? Odpowiedz Link Zgłoś
differentview Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:04 anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała: > > Argument o własnej niezależności nie powinien Pani przysłonić, jak sztand > ar, innych ważnych argumentów. > > Gdyby zamienić płcie bohaterów, też by Pani tak pisała? > To tylko od kobiet tak lekko się oczekuje rezygnacji z niezależności. > Niech Pani może powie to samo, co wyżej zacytowałam, temu mężowi? Hehe, bingo:) Roznica polega na tym, ze maz nigdy by sie nie radzil na forum i nie mial tego typu dylematow. Niezaleznosc decyzji u mezczyzny to oczywista oczywistosc a u kobiet podejrzana sprawa, czyni z niej agresywna feministka, ktora musi swoja niezaleznosc wywlekac na sztandary. To jest niesamowicie gleboko zakodowane w swiadomosci. Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:34 Przeczytałam kolejny raz cała dyskusje. Nie wszystkie odpowiedzi mi się spodobały, kierunek dyskusji też troche odbiegł od tego co mnie najbardziej dręczy. Sytuacja nie uległa zmianie. Mąż wyjeżdza we wrześniu. Ja zostaje z dziećmi. Opanowałam lekko emocję. Nadal się boję, nadal uważam wyjazd męża za "porzucenie" ale reaguję na to spokojniej. Przeanalizowanie waszych wypowiedzi i własnych uczuć dało, wbrew pozorom pozytywny efekt bo "oswoiłam uczucia" zamiast je dusić. Pewnych decyzji nie zmienię. Czyli lekarz i brak deklaracji, co do zmiany mego życia. Z tym,że ostateczną decyzję podejmę za rok. Muszę wiedzieć jak dajemy sobie radę ja, mąż, dzieci. I to będzie moja decyzja. Verdano, doceniam twoją "walkę" o równouprawnienie i ważność kobiety w związku. Mimo,że się z tym zgadzam uważam jednak,że każde z nas czy to mąz czy żona ma prawo do realizacji własnych marzeń. Jeśli mój mąż podświadomie ucieka od rodziny trudno. Nie powstrzymam tego procesu. Srebrnarybko , Ado dziękuję za jasne i ostre przedstawienie własnych stanowisk - diametralnie różnych ale to jakby odzwierciedlenie ambiwalentnych uczuć jakie we mnie buzują w stosunku do sytuacji, w której jestem i w stosunku do mego męża. Nie czuję się odpowiedzialna za decyzję podjętą przez mego męża. To był jego i tylko jego wybór. Owszem, chciałam by podjął inną decyzję. Jestem nią rozczarowana. Jednak darcie szat, płacz czy żądanie by nie jechał nie wchodzi w grę i to jest moja decyzja. P. ekspert ma w pewnym sensie rację - ja też podejmuję decyzję, i w jednym się zgadzam mój strach przed zmianą i czasową zależnością finansową ( czasową bo jednak jestem zaradną osobą ) nie może przysłaniać wszystkiego. Dlatego potrzebuje czasu by podjąć moją własną decyzję w tej konkretnej sytuacji. Czasu bez męża. Dziękuję tym wszystkim dziewczynom, które opisały mi swoje doświadczenia i konsekwencje podobnie podjętych decyzji. Niektóre podsyciły niepokój, niektóre dały nadzieję. Na chwilę obecną uświadomiłam sobie,że brak męża nie spowoduję że upadnę. Nadal jestem tą samą osobą jaką byłam. Silną, zaradną, dzielną. Poradzę sobię. Jakie to da efekty w stosunku do uczuć jakie żywie do męża? Czy to nie on straci poprzez wyjazd najwięcej? Czy zmiana jaka we mnie się dokona nie będzie oznaczała,że to nie ja stracę związek tylko mój mąż? Znów z tyłu głowy mam spakowaną walizkę i gotowość do opuszczenia związku z jak najmniejszymi stratami. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:47 Nadal > jestem tą samą osobą jaką byłam. Silną, zaradną, dzielną. ...i racjonalna, rozsadna, przewidujaca, strategiczna i opanowana. Juz to napisalam 50 postow wczesniej. Sposob, w jaki sobie to poukladalas budzi moje uznanie. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:13 A moje nie. Ona działa jak automat, robot. Już ją to chyba kiedyś spotkało, bo widać, że strategię reagowania ma opanowaną do perfekcji. Może kiedyś ta strategia pozwoliła jej przetrwać, ale obecnie jest nieadekwatna do wieku, dojrzałości i sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 13:20 > Może kiedyś ta strategia pozwoliła jej przetrwać, ale obecnie jest nieadekwatna > do wieku, dojrzałości i sytuacji. CZyli co zatem powinna w tej chwili zrobic Twoim zdaniem? W mojej ocenie ma bardzo wlasciwe podejscie. Ona dobrze rozumie, ze w obecnej chwili, kiedy tak duzo emocji, latwo o bledne decyzje, stad zostawia sobie otwarta furtke, czekajac na czas, kiedy bedzie mogla myslec na chlodno: Dlatego potrzebuje czasu by podjąć moją własną decyzję w tej konkretnej sytuacji. Wlasnie to mi sie tak bardzo podoba: Iziula w takim natloku negatywnych zdarzen i uczuc, w srodku tego rozczarowania, zranionych uczuc i strachu- ona wciaz ma kontrole nad swoim zyciem. Nie dala sie poniesc tej poczatkowej fali rozpaczy i przerazenia. To jest atut, ktory niewiele osob posiada, naprawde. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 14:44 Ja nie o tym pisałam. Nie o decyzji. O zamykaniu się w swoim nieszczęściu, o nie dzieleniu się z mężem przemyśleniami, wątpliwościami, uwagami, emocjami. O podejściu: muszę sobie SAMA z tym poradzić. Nie: poradzimy sobie wspólnie, mąż zrozumie jak ja się czuję z jego decyzją, ja zrozumiem czego on się obawia, tylko "nie będę go obciążać swoimi emocjami". Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 01:54 Jeszcze powiem o dzieciach. Zauważyłam,że sporo czasu poświęciłam na opis moich chłopców, minimalizując straty zerwanych więzi z ojcem mojej córki.Wasze posty dało mi dużo do myślenia. Zostałam upomniana i słusznie. W głowie mam przeświadczenie, że skoro to JA zostaje z dziećmi to wszystko jest ok. Nie jest.I nie będzie. Przerażają mnie konsekwencje braku ojca w życiu córki. Boję się reakcji drugiego syna. Ani skype ani przyloty raz na miesiąc czy dwa niczego nie załatwią. Najstarszego syna nie zostawię samego. Bedziemy musieli nauczyć się funkcjonować we 4 i liczyć na siebie. Nie mam pomysłu jak to rozwiązać, zresztą nie da się tego załatwić bez stałej obecności ojca w ich życiu. Na chwilę obecną to stało się moim głównym niepokojem. Opanowanie strachu o związek pozwoliło mi dostrzeć rzecz o wiele ważniejszą niż ja czy przetrwanie mojego małżeństwa. Konsekwencję jakie poniosą moje dzieci. Na chwilę obecną jestem z tym sama. Co zrobi mój mąż za pół roku? za rok? gdy zobaczy,że dzieci się zmieniają? Nie wiem, nie mam na to wpływu. To eksperyment na żywym organizimie i nie podoba mi się to. Mam wrażenie,że moje uczucie do męża zaczyna się zmieniać. Co bedzie dalej? Odpowiedz Link Zgłoś
eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 02:12 Troche przeraża mnie to co piszesz. Wyglada, ze sie już na powrót zaczęłaś zamykać w swojej skorupie. Skorupa to jest metoda na przetrwanie, ale nie na życie. Nie chodzi o płacz i rwanie szat tylko o odważne ujawnienie swoich uczuć. Czy powiedziałaś wprost mężowi, ze jest dla ciebie ważny, ze go potrzebujesz, ze dzieci go potrzebują, czy powiedziałaś mu ze jest dla ciebie najważniejsza osobą w życiu i ze nie chcesz żeby wyjezdzal? Nie rozumiem dlaczego odmówiłas sama sobie prawa weta w tak ważnej sprawie? Duma ci nie pozwala szczerze sprawy postawić? Boisz sie ze zawetujesz a maź i tak pojedzie ? Czy ciagle grasz przed nim twardzielkę? On sie moze czuć tak samo odrzucony. Co maz uważa na temat wpływu tego wyjazdu na dzieci ? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 10:18 Eukaliptusy ma rację. W dodatku mam wrażenie, że jednak zanadto usprawiedliwiasz męża. Tak, jest prawdą, ze każdy ma prawo realizować swoje marzenia. I kobieta i mężczyzna. Nie ma jednak żadnego prawa realizować marzeń kosztem innych, marzeń stojących w sprzeczności z poprzednimi wyborami. A już na 100% ktoś, kto decyduje sie na posiadanie dzieci nie ma prawa realizować marzeń kosztem tych dzieci. "Prawo do realizacji marzeń" to tylko chwytliwy slogan, w realnym życiu najpierw są obowiązki, a potem robienie tego, na co ma sie ochotę. Jesli ty jutro zechcesz wyjechać do Honolulu, zostawiając dzieci - to masz prawo do realizacji marzenia? Nie. Na tym polega problem - zastanów się jednak nad tym zę mąż żadnego "prawa" nie miał. Zrobił to, na co miał ochotę, nie licząc sie nie tylko z Tobą, ale losem własnych dzieci. Zatem fakt, ze chciał wyjechać w niczym go nie usprawiedliwia. Bo mam przykre wrażenie, ze mąż wmówił Ci, ze jego wyjazd nie jest fanaberią, nie jest porzuceniem dzieci, ale jakimś wyższym celem, czymś, co mu sie po prostu należy, a sprzeciw wobec wyjazdu to skrzywdzenie męża, odbieranie mu czegoś, co powinien dostać, a nie przypomnienie, że ma obowiązki, o których zapomniał. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 10:30 W punkt. Zrozumiałabym sytuację, W której nie starcza do pierwszego i trzeba wyjechać zarobić na chleb. Tu nic takiego nie ma miejsca. Ambicja jest ważniejsza od rodziny. ... Nie mam wątpliwości, że sobie poradzisz Iziula, że twardzielka z Ciebie. Pytanie tylko o koszt. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 10:46 Koszt nie musi być wcale taki ogromny, nawet dla dzieci, jednak pod warunkiem, ze Iziula przyjmie fakty takimi, jakimi są. Czyli, że mąż wyjechał bo chciał, a nie bo mu sie to należało. Że podjął decyzję sam, a nie decyzja była wspólna. Że teraz od niego zależy, co będzie dalej. Na pewno w takim wypadku trzeba przeznaczyć część pieniędzy na pomoc w domu - na kogoś, kto zajmie sie dziećmi, gdy bedą chore, odprowadzi i przyprowadzi ze szkoły czy z przedszkola, zrobi zakupy, posprząta. A Autorka będzie miała więcej czasu i dla siebie i dla dzieci. I jeszcze jedno. Trzeba bardzo uważać, aby najstarszy nie stał się kimś, kto działa w zastępstwie ojca. Tzn nic nie szkodzi, jak zajmie sie rodzeństwem od czasu do czasu, czy weźmie je do kina. Ale nie powinien byc odpowiedzialny za funkcjonowanie rodziny, za samopoczucie Iziuli itd. Wiem, ze to może być cholernie trudne, bo automatycznie człowiek zwraca sie o pomoc do drugiego dorosłego członka rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:02 Nie musi być ogromny, wystarczy, że będzie bardzo duży. Ja mam w historii wyjazdy zagraniczne i pewnie dlatego nie jestem obiektywna. Dla mnie taki wyjazd to porzucenie. Albo razem, albo wcale. Przy czym skłaniałabym się ku wcale. Nie dla każdego zostawienie własnego życia w kraju na rzecz innego to przygoda. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:10 eukaliptusy napisał(a): > Troche przeraża mnie to co piszesz. > Wyglada, ze sie już na powrót zaczęłaś zamykać w swojej skorupie. > Skorupa to jest metoda na przetrwanie, ale nie na życie. > Nie chodzi o płacz i rwanie szat tylko o odważne ujawnienie swoich uczuć. Czy p > owiedziałaś wprost mężowi, ze jest dla ciebie ważny, ze go potrzebujesz, ze dzi > eci go potrzebują, czy powiedziałaś mu ze jest dla ciebie najważniejsza osobą w > życiu i ze nie chcesz żeby wyjezdzal? > Nie rozumiem dlaczego odmówiłas sama sobie prawa weta w tak ważnej sprawie? > Duma ci nie pozwala szczerze sprawy postawić? Boisz sie ze zawetujesz a maź i t > ak pojedzie ? > Czy ciagle grasz przed nim twardzielkę? > On sie moze czuć tak samo odrzucony. > Co maz uważa na temat wpływu tego wyjazdu na dzieci ? Ja bym sobie ten post wydrukowała na Twoim miejscu i przeczytała ze sto razy. Pytałam Cię kilka dni temu o Twoje uczucia, o rozmowę z mężem, nie dostałam odpowiedzi. Napisałaś za to długie, powściągliwe, wyważone podsumowanie. Sama sobie robisz krzywdę wiesz? A potem pójdziesz leczyć skutki... Leczyć nie tylko to, co mąż "Ci zrobił" ale to, co sama sobie robisz. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:07 Iziula, mnie zaraz coś trafi:( "Nie mam pomysłu jak to rozwiązać, zresztą nie da się tego załatwić bez stałej obecności ojca w ich życiu. Na chwilę obecną to stało się moim głównym niepokojem. Opanowanie strachu o związek pozwoliło mi dostrzeć rzecz o wiele ważniejszą niż ja czy przetrwanie mojego małżeństwa. Konsekwencję jakie poniosą moje dzieci." Ty masz szukać pomysłu? Ty masz się niepokoić? Twoje dzieci Twoja odpowiedzialność? Ty jesteś bardziej odpowiedzialna bo Ty zostajesz??? Nosz jasna...Tupnij nogą kobieto, nie rób z siebie ofiary. Powiedz mu to, co tutaj napisałaś i spytaj jak on to widzi? Dlaczego ukrywasz wszystko przed mężem? Na czym to Wasze małżeństwo się opiera? "Na chwilę obecną jestem z tym sama"... Czekasz do września? Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:27 Dziwisz sie? Nawet w tym wątku - łącznie z ekspertką - wiele osób wmawia Iziuli, że to jest jej problem, jej wybór i to jej zadaniem jest ratować rodzinę i zminimalizować szkody. No i sama pani ekspert tłumacząca, że chęć niezależności jest błędem. To wszystko powoduje poczucie winy i poczucie, że z tą trudną - częściowo zawinioną przez siebie sytuacją - trzeba się uporać samodzielnie. Bo przecież maż miał rozwiązanie - wspólny wyjazd. Więc juz nic nie musi... Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 11:33 To jest po prostu straszne. I Iziula, to nie ma nic wspólnego z feminizmem, za to dużo wspólnego z dojrzałością i odpowiedzialnością dorosłego człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
srebrnarybka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:41 Przynajmniej ja nie twierdzę, że mąż NIE MUSI. Muszą oboje, bo oboje są małżeństwem i na tym polega bycie rodziną, że się działa na rzecz rodziny razem (co nie musi oznaczać zakazu wyjazdu z domu nawet na dwa dni). Z ratowania rodziny nie wyjdzie zarówno wtedy, jeśli wymiksuje się tego maż, jak i Iziula, stwierdzając, że to nie jej odpowiedzialność. Tak można rozumować w pracy i to jak się jest pracownikiem najemnym: ja mam prowadzić sekretariat i nie jestem odpowiedzialna za to, że portier zawala swoje obowiązki, a i to do czasu, bo jak portier bardzo zawali, to firma się zawali i na bruku wyląduję zarówno ja, jak i portier. W przedsiębiorstwie rodzinnym już niekoniecznie. Wyobraźmy sobie np. pensjonat prowadzony przez rodzinę, gdzie mąż sprząta pokoje, a żona gotuje dla gości. Jak mąż nie posprząta, a żona powie wczasowiczom, że za sprzątanie odpowiedzialny jest mąż, a nie ona, i mają spać w brudnej pościeli, to wczasowicze pójdą do sąsiedniego pensjonatu, a pensjonat nieodpowiedzialnego męża zbankrutuje i zarówno nieodpowiedzialny mąż, jak i odpowiedzialna żona nie będą mieli z czego żyć. A rodzina to nie jest miejsce wypracowania zysków i prowadzenia działalności gospodarczej, tylko grupa ludzi, która chce żyć razem, bo się kocha. Skoro z jakichś powodów (moim zdaniem wątpliwych) nie są w danym momencie fizycznie razem, to należy zrobić wszystko, by tę więź podtrzymać, a więzi nie da się podtrzymać jednostronnie. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 12:33 > Nosz jasna...Tupnij nogą kobieto, Ja odnosze wrazenie, ze tupanie to jednak jest ostatnia rzecz jaka ma ochote zrobic Iziula. Ja jestem z zupelnie przeciwnego bieguna, bo nie mam oporow przed wywieraniem nacisku wszelkimi dostepnymi sposobami, rowniez przy pomocy karczemej awanutry, ale rozumiem ktos moze miec inaczej. Ponadto wydaje mi sie, ze tutaj w gre wchodzi jeszcze inny aspekt. Iziula wzdraga sie przed negocjowaniem, proszeniem, argumentowaniem poniewaz ona czuje sie zdradzona. Od samego poczatku. Samo rozwazanie wyjazdu bez rodziny juz bylo nielojalnoscia, a kiedy w miare uplywu czasu okazalo sie ze nie konczy sie tylko na rozwazaniach a przechodzi do czynu...- ona czuje sie zdradzona i porzucona. Tez bym tak sie czula. A jesli tak wlasnie jest i Iziula tak czuje- to nic dziwnego ze nie chce negocjowac i tupac noga. Bo ze zdrajcami- prosze wybaczyc ze tak mocno- sie nie negocjuje. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 14:50 Nie wiem jak jest. Z tym tupnięciem nogą bardziej mi chodziło o to, żeby męża UŚWIADOMIĆ, skoro jemu samemu do głowy nie przyszło, że konsekwencje jego decyzji już są a większe jeszcze będą. Nie, żeby przekonywać do odwołania wyjazdu, ale obarczyć trochę, albo przynajmniej podzielić się ciężarem decyzji, skoro sam na siebie go nie bierze. Przekonywanie do zmiany decyzji może spowodować jedynie tyle, że Iziula wprost usłyszy to, czego być może się obawia. A mnie chodzi o co innego. O takie unaocznienie: zobacz, ja się teraz czuję tak i tak, bo tego i tego się obawiam. Jeśli chodzi o dzieci mogą być takie a nie inne konsekwencje itd. itd. omówienie każdego aspektu wraz z emocjami jakie wywołuje. Tego tu brakuje i szczerze, kompletnie tego nie rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
ada1214 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 14:58 BRakuje otwartosci bo weszli w impas. W impasie pojawia sie nieufnosc. Kiedys, gdy w moim malzenswie pojawil sie impas, maz to trafnie okreslil: Jestesmy po przeciwnych stronach barykady i dlatego nie dogadamy sie. Ja to tak widze i tutaj. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 15:34 Dal mnie żeby wejść w impas trzeba najpierw dyskusji, argumentowania. Odpowiedz Link Zgłoś
differentview Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 12:18 iziula1 napisała: > Jeśli mój mąż podświadomie ucieka od rodziny trudno. Nie powstrzymam tego procesu. Jesli rzeczywiscie chcialby uciec to po co by Ci proponowal wyjazd? Uwazasz, ze od dzieci tez chce uciec czy tylko od Ciebie? A jak maz zareagowal gdy powiedzialas, ze zostajesz? Jak on widzi 5 letnie rozstanie? Odpowiedz Link Zgłoś
bazia8 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 22:53 proponował wyjazd, bo wiedział, że Iziula nie wyjedzie, bo ona "od zawsze" dba o rodzinę i nie chce jej rozbijać (przede wszystkim zdaje sobie sprawę, że nie może i nie chce zostawić najstarszego syna) Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 14.08.16, 23:10 Diff, po przeczytaniu doświadczeń dziewczyn w tym wątku jak i innych opinii zasiano we mnie nieufność, zaczełam "obierać cebulę" jaką jest decyzja męża, szukać ukrytych podświadomych motywów. Decyzja męza podważyła moje zaufanie do niego. Padło na poddatny grunt, choć do tej pory mąz nigdy nie zawiódł mego zaufania. Był dużym wsparciem dla mnie. Odczuwam to tym mocniej im bliżej jest wyjazdu. A jak zareagował na moja odmowe? Rozczarowaniem. Liczył,że spodoba mi się wyjazd, zmiana klimatu, nowe wyzwanie, może nawet lepsze życie i lepszy zawód. Nie rozumie moich dylematów dotyczących strachu przed zależnością finansową od niego, bo jak twierdzi to jest cecha ( niezależność )którą we mnie ceni b.mocno i nie rozumie obaw dlaczego miałabym sobie nie poradzić zawodowo czy to tam czy po powrocie. Nigdy nie zakładał, że tam miałabym zajmować się tylko domem. Liczył,że znajdę pracę którą polubię. Ze jeśli wrócimy po 5 latach bez problemu odbuduje swoją pozycję, bo widzi jak pracuję i jak klienci mnie cenią. I tu dochodzimy do sedna - odbiór rzeczywistości przez mojego męża i moją. Ja jestem zawsze krytyczna wobec siebie. Zawsze. Moje dyplomy znaczą mniej, moje doświadczenia znaczą mniej, moja praca znaczy mniej. Gdy się poznaliśmy z moim mężem wiesz co mnie zaskoczyło? Sposób szukania pracy. On szukał konkretnej , za konkretne pieniądze. Negocjował. Odmawiał. Mówił,że nie po to tyle się uczył by pracować jako inżynier za grosze. Ja szukając pracy brałam to co jest będąc wdzieczna że ktoś mnie chcę. Jak mój mąż widzi 5 cio letnie rozstanie? Po rozmowach skróciliśmy horyzont do roku. Nie ma już 5 ciu lat. Jest rok i ocena naszych decyzji. Jego wyjazdu, strat i zysków. Kontrakt zawsze można wypowiedzieć. Zmienić lokalizację. Odpowiedz Link Zgłoś
differentview Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:46 Ja bym nie sluchalam sfrustrowanych anonimek, ktore w takiej sytuacji jak opisana widza tylko zla wole meza, ktory sie uwzial zeby rozbic zwiazek bo ma gdzies zone i dzieci. Nic takiego nie wyczytalam z Twoich postow. Mysle, ze rok jest swietnym rozwiazaniem. Byc moze po roku maz bedzie chcial wrocic, moze Ty nabierzesz ochoty na wyjazd, moze tysiac innych rzeczy sie wydarzyc, ktorych nie przewidzisz. To co piszesz o tym jak mezczyzni negocjuja warunki i jak pewni siebie sa( sprawiaja wrazenie) to nic odkrywczego. Byly nawet takie badania, ktore pokazywaly, ze szukajac pierwszej pracy, majac takie samo wyksztalcenie mezczyzni podaja o wiele wyzsze zarobki, jakie chca otrzymywac. I dostaja je. Jesli kobieta mowi, ze chce zarabiac mniej no to dostanie mniej- zaden pracodwaca nie da wiecej niz musi. Rozne sa tego przyczyny ale nie ma sie co nad nimi rozwodzic tylko probowac zmienic cos w swojej mentalnosci. Tym bardziej, ze masz w tym wsparcie meza. Odpowiedz Link Zgłoś
eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:57 Iziula, napisałaś teraz czarno na białym, ze wiesz, ze masz zaburzony ogląd rzeczywistości. Dodajmy do tego, ze masz depresję, czyli raczej na pewno obiektywnie masz zaburzony ogląd rzeczywistości. Ustaliliśmy, ze motywuje cie lęk i brak zaufania i sa one w dużej mierze nieracjonalne. Widzę, ze wiele osób pisze, że to jest racjonalne podejście. Co jest racjonalnego w braku zaufania do człowieka którego znasz od 20 lat i który dodatkowo nie dał ci żadnych powodów do braku zaufania?zaraz ktoś mi napisze, ze nie takie rzeczy widział, ze ciocia albo sąsiadka, ze jej były mąż... itd itp. Ale nie prowadzimy tu dyskusji statystycznej o częstotliwości rozwodów w Polsce, rozmowa jest o konkretnym człowieku. To byłoby racjonalne podejście, gdyby prawdą życiowa było, ze każdy bliski człowiek cie zdradzi i porzuci, ze w życiu mozna liczyć wyłącznie na siebie, ze proszenie o pomoc to jest słabość. Mozna przeżyć całe życie, wierząc, ze to jest święta prawda i zabezpieczając sie przez zranieniem nigdy nikomu w niczym nie ufając i zawsze robiąc wszystko samemu. Ale co to za życie? Jaka jest jego jakość? Takie przekonania sieją straszliwe spustoszenie w życiu emocjonalnym. Czy twoje dzieci mogą ci ufać? Czy planujesz je zdradzić i opuścić. Zakładam, ze nie. Wiec jednak jest miejsce na zaufanie i więzi w życiu. Na twoim miejscu wykorzytalabym następne miesiące na terapię. Terapie i rozmowę z mężem. Przez skype tez sie da rozmawiać. Dobrze, ze doszłas do ściany. Moze coś sie otworzy i zobaczysz nowa drogę. Mowię z własnego doświadczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 10:05 I moze tez zmienisz podejście do pracy. Pozbędziesz sie tego poczucia gorszości i perfekcjonizmu. Wiesz kiedy ja dostałam awans? Kiedy przestałam sie tak strasznie starać. Przestałam sie koncentrować na "produkcie" szacowałem koncentrować sie na ludziach. W tej chwili jestem mniej zestresowana, pracuje mniej, zarabiam więcej. Mój terapeuta zarobił na siebie ;) Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 00:52 Czy maz nie wyjechalbys, gdyby Twoja odpowiedz na ten kontrakt brzmiala "nie"? Mezczyzna w pierwszej kolejnosci ma wdrukowana potrzebe zapewnienia bytu rodzinie. Trafila mu sie ku temu swietna okazja. Chcial miec rodzine przy sobie. Ja rozumiem lek przed przyszloscia, brakiem pracy, porzuceniem. Natomiast nie sa to leki racjonalne. Kiedy jestesmy w kochajacym zwiazku to nie myslimy o tym, ze partner nas zostawi. Po tym, co napisalas w tym watku wnioskuje tez, ze jestes nie tylko inteligentna, ale i pracowita, zdyscyplinowana, masz doswiadczenie zawodowe. Tu nie ma zadnego punktu zaczepienia do tego, czego sie boisz, tzn.braku pracy, uzaleznieniu od meza, itp. To kwestie do przepracownia na terapii, bo z Twoich postow bije niepewnosc, testowanie tego, na ile jestem wazna, ale z gory juz zalozylas ze wazna nie jestes. Oparcie sie na mezowskim ramieniu/portfelu to tez wazna i dojrzala umiejetnosc, szczegolnie w Twoim przypadku, kiedy masz tak silna potrzebe bycia niezalezna. W zwiazku nie powinnismy byc niezalezni, bo to jest pierwszy gwozdz do trumny tego zwiazku. Odpowiedz Link Zgłoś
ashraf Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:16 Nie no blagam, oparcie sie na mezowskim portfelu jako oznaka dojrzalosci?? Autorka pisze o swojej dobrze prosperujacej dzialalnosci, ulozonym i stablilnym zyciu, ale ma to wszystko rzucic w diably, bo pan maz ma zyczenie wyjechac? Rozumiem, ze maz w takiej sytuacji powinien rzucic wszystko i oprzec sie na zoninym ramieniu? Ktos ma tutaj niepoukladane priorytety i podejmuje decyzje kosztem zony i dzieci, ale nie jest to autorka... Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:51 Autorka nie dostala intratnej propozycji. Dostal ja maz, skad wiesz, czy on nie zrobilby tego samego dla niej? Nie rozumiem, dlaczego faceta rowna sie od razu z ziemia, skoro on chce zrobic wszystko, zeby w tej sytuacji byc nadal z rodzina. W zyciu podejmujemy mase decyzji, czasem naginamy sie dla drugiej strony, bo zwiazek to jednak daje-biore i na odwrot. I tak, uwazam ze w przypadku Iziuli oparcie sie na mezu przez jakis czas byloby dla niej swietnym rodzajem terapii. Moze wtedy zobaczylaby, ze jest dla kogos wazna nawet wtedy, kiedy nie jest koniem pociagowym, ktory wszystko ciagnie. Odpowiedz Link Zgłoś
ashraf Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:58 Terapia i przepracowanie lekow to jedna rzecz, a potrzeba niezaleznosci i posiadania wlasnego zycia zawodowego to cos innego. Nie widze koniecznosci rezygnacji z tego poza sytuacjami ekstremalnymi. Intratna propozycja to jedno, a zycie rodzinne to drugie. Nie kazda super praca jest przy trojce dzieci i pracujacym na miejscu malzonku wykonalna i trzeba sie z tym pogodzic. Jak rowniez z tym, ze nie kazdy ma ochote na wyjazd i bycie zona przy mezu. Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 10:37 Pytanie tylko, skad ten brak potrzeby wynika? U autorki ewidentnie z trudnych doswiadczen, a to nie jest dobry doradca zyciowy. Co wiecej, przy takim rozeznaniu warto walczyc ze swoimi demonami. Odpowiedz Link Zgłoś
ashraf Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 10:42 Brak potrzeby czego? Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 11:59 Brak potrzeby bycia z mezem. Odpowiedz Link Zgłoś
ashraf Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 12:56 No zaraz, przeciez to nie autorka zdecydowala sie na opuszczenie rodziny i wyjazd do innego kraju. Wiec kto tu tej potrzeby nie ma? To jest naprawde dosyc proste - takie decyzje podejmuje sie wspolnie. Jesli jedno z malzonkow jechac nie chce, a nie ma sie noza na gardle i nie przymiera glodem, to sie nie jedzie - wlasnie ze wzgledu na dobro rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 09:59 Bo jak wiadomo dla kobiety liczą sie pieniądze, a nie praca zawodowa. Są osoby, które po prostu maja satysfakcje z wykonywanej pracy. Porzucenie jej dlatego,że mąż da pieniądze to nie jest wcale dojrzały wybór. I dla kobiety byc może liczy się jest nie tylko to, czy jest wazna dla męża, ale także to, czy jest ważna dla siebie samej i czy jest ważne to, co robi. Terapia polegająca na podporządkowaniu sie woli innych i uzależnieniu od nich raczej nie pomaga w umocnieniu poczucia własnej wartości, chyba, że założymy, ze kobieta warta jest tyle, na ile ocenia ją facet. Odpowiedz Link Zgłoś
eukaliptusy Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 10:25 Verdana, a ja doskonale rozumiem ze to jest terapeutyczne. Bo człowiek taki jak iziula, potrzebuje w którymś momencie życia rzucić sie na głęboka wodę i komuś zaufać i przekonać sie, ze świat sie nie zawali, jesli okaże słabość i bedzie kogoś potrzebować. Inaczej nigdy nie pozbędzie sie tej skorupy, która ja oddziela od innych ludzi i blokuje bliskość i intymność. Nie mowię, żeby takie eksperymenty robić pochopnie, ale jesli własnemu mężowi nie mozna zaufać to komu mozna? A podporzadkowanie sie woli innych bo oni zarabiają to już sobie projektujesz. Ustalenia mozna zrobić co do podziału wspólnej kasy i sie ich trzymać. Mowa jest o roku czy kilku latach a nie porzuceniu pracy zarobkowej do końca życia. Ja swoją droga jestem ciekawa jak iziula do tej pory przetrwała urlopy macierzyńskie, choroby, wypadki losowe, utratę pracy. Bo przecież w którymś momencie trzeba sie na tym drugim człowieku oprzec. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 12:04 Zgadzam się z Tobą Eukaliptusy w 100%. Na forach najczęściej daje się zaobserwować zero-jedynkowe myślenie. Albo utrzymanka albo pracująca. Jakby rok, dwa, trzy przerwy miały przekreślić dotychczasowy i przyszły dorobek zawodowy. Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 13:21 Eucaliptus,nigdy nie byłam bezrobotna. Nigdy nie straciłam pracy,mimo wysokiego okresowego bezrobocia w moim regionie. Pracując studiowałam zaocznie,robiłam podyplomowe studia ,odbywalam wymagane prawem praktyki i zdałam egzamin państwowy. Pracując i w międzyczasie rodząc drugiego syna. Prace zgodną z moim wykształcenia zdobyłam z ogłoszenia. Przerwałam wtedy urlop macierzyński. Mąż przejął opiekę nad dwojgiem dzieci i domem bo ja zaangażowałam się całkowicie w wymarzoną pracę. To było coś. Wynegocjowałam wtedy płacę w wysokości średniej krajowej. Na Podlasiu! Zrobiłam to co mój mąż robił naturalnie,ja zagrałam rolę będąc twardą. Wygrałam. Był to okres kiedy byłam całkowicie zaangażowana w swoją pracę. To był okres kiedy dom i dzieci spoczął na mężu. Potem był okres kiedy mąż był bezrobotny i zakładał własną działalność. Tylko ja zarabialam. I ja utrzymywałam rodzinę. To mąż oparł się na moim portfelu. W sumie na moją propozycję,bo praca w korporacji go niszczyła. Nie lubię być zależna w drugą stronę i na długi czas. Odpowiedz Link Zgłoś
apersona Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 17:45 Czy to jest pierwsza praca męża nie na swoim po wychowawczym? Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 10:41 Verdana ten watek pokazuje, ze ewidentnie cos Cie boli w relacjach z facetami. Przedstawiasz jej meza jako wyrachowanego egoiste, a to nieuczciwe po prostu. Z postu Iziuli widac jedynie lek przed zaleznoscia, a nie dbanie o rozwoj zawodowy. I to jest clou problemu, bo jak napisalam wyzej, decyzje podejmuje sie racjonalnie, a nie biorac pod uwage nasze demony przeszlosci. Jezeli nie widzisz ze tu nie o kariere autorki chodzi, tylko o inne leki, to wczytaj sie raz jeszcze w ten watek bez z gory zalozonej tezy, ze maz to samo zuo. Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 11:32 Facet, który zostawia syna w depresji i zonę z dwójką małych dzieci na pięć lat jest egoistą. Ale jeśli udało sie wynegocjować rok, to trochę inna sprawa - to jest jakiś racjonalny kompromis. Lęk przez zależnością wydaje sie mi jednak bardzo racjonalnym lękiem - gdyby taki lęk żywił facet, podejrzewam, że w ogóle nie byłoby to nazywane lękiem, tylko rozsądnym planowaniem przyszłości. Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 12:02 Jezeli lek przeslania nam to, co w zyciu wazne (a tu przeslonil rozne kwestie, nie tylko zwiazek) to nie ma w tym nic rozsadnego. W zyciu moze zdarzyc nam sie wiele trudnych momentow, gdybysmy dzialali tak, jak mowisz, to nasza aktywnosc zyciowa bylaby podobna do altywnosci pieknych zwierzatek zwanych leniwcami☺ Odpowiedz Link Zgłoś
verdana Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 12:32 Ale potrzeba niezależności nie jest tożsama z lękiem przed zależnością! Nie wszyscy mają taką potrzebę, ale wiele osób - w tym jak podejrzewam zasadnicza większość mężczyzn - tak. Niezależność dla tych osób jest bardzo ważna. A już w sytuacji, gdy jeden z partnerów dosyć niezależnie decyduje o przyszłości, własna niezależność jest racjonalna. Bo jeśli uzna sie ja za nieistotną, to po kilku latach nie będzie sie miało możliwości wymiksować z układu, w którym jedna strona czuje się władna do podejmowania decyzji dotyczących wszystkich członków rodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
phantomka Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 12:58 Autorka pisala, ze wyrazila zgode na wyjazd meza. To gdzie tu jest mowa o samodzielnym decydowaniu przez meza? Chcesz cos udowodnic, ale z tresci tej historii to nie wynika. Maz ma okazje zarobic, rozwinac sie zawodowo, poznac troche swiata. Chce zeby w tym uczestniczyla jego rodzina. Zoba wyraza zgode na samotny wyjazd meza i jednoczesnie chce zostac w kraju. Gdzie jego egozim w tym wszystkim? Odpowiedz Link Zgłoś
berber_rock Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 17:17 Autorka pisala, ze wyrazila zgode na wyjazd meza. To gdzie tu jest mowa o samodzielnym decydowaniu przez meza? > Nigdzie. Dwie panie zapedzily sie w dyskysji i wyprodukowaly watek na prawie 400 postow dopisujac do historii pod drodze kilka/kilkanascie faktow, ktore historie ladnie sklejaja i udowadniaja ich teze, a ktorych iziula nie potwierdza poki co. > Ja ze swojej strony dodam jedynie, ze czuje sie nieco wykiwana przez iziule, bo pierwotnie narysowany obrazek jak sie okazuje nijak sie ma dorzeczywistosci: pocztakowe 5 lat samotnosci i rozstanie nagle skrocilo sie do roku. Maz wcale nie taki egoista jak tu kolezanki chcialyby go widziec, bo jednak bierze pod uwage zakonczenie kontraktu po roku, ewentualnie to, ze rodzina dolaczy nie teraz tylko za rok i razem spedza tam kolejne 4 lata. Co wiecej, nagle okazuje sie, ze kontrakt na tyle elastyczny, ze moze da sie go "przepisac" na jakis inny kraj. Czyli mozliwosci mamy multum, tylko jakos w pierwotnej wersji sie nie pojawily. Dlaczego? - bo mialo wygladac tak dramatycznie? - a moze raczej dlatego, ze pan maz nie widzial pierwotnie jakie spustoszenie w rodzinie powoduje (a nie widzial, bo iziula ma potrzebe bycia dzielna, samodzielna, samowystarczalna i niezalezna oraz radzic sobie ssama - po co w takiej sytuacji zakladac rodzine pozostaje zagadka). Jak zobaczyl, zaczal szukac rozwiazan posrednich. Czy w tej rodzinie ktokolwiek z kimkolwiek szczerze rozmawia? Bo ja mialam wrazenie, ze maz jest przekonany, ze tym wyjazdem otwiera sporo mozliwosci swojej rodzinie i rodzina bedzie co najmniej zadowolona i zechce przynajmniej z niektorych opcji skorzystac. A tu zonk. Jak tak postawie sie w jego sytuacji, to ja czulabym sie lekko wyrolowana - glownie dlatego, ze rodzina postawila sprawe jasno dopiero w momencie, gdy kontrakt podpisany i bilety kupione. Wy sie ww ogole znacie nawzajem w tej rodzinie? Jakim cudem maz nie przewidzial reakcji zony? A raczej przewidzial reakcje wrecz odwrotna? Moge sie zalozyc, ze jakby moj maz przyszedl do domu z newsem, ze ma oferte wyjazdu na kilka lat, to jednoczesnie dokladnie wiedzialby jak ja na to zareaguje. Ba! Bylby w stanie wyliczyc po kolei moje potencjalne obawy ... A tutaj taka sciana! Odpowiedz Link Zgłoś
zuzi.1 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 17:42 Mam podobne odczucia jak berber rock. Juz przy wątku z problemami syna miałam wrażenie, ze cos jest nie tak w tej rodzinie. I rzeczywiście, cos jest nie tak. Ogromne problemy z komunikacja, zarówno matki z synem jak i zony z mężem...kochajacy mąż proponuje wyjazd na kilka lat, zona wyrzykuje ma swoja niezgodę na ten fakt, po czym na odczepnego mówi to jedz, no i on jedzie we wrześniu, niby na 5 lat, a może na rok, a co z tego wyniknie to czas pokaze. Jeden wielki Meksyk... Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:23 Każdy związek inaczej znosi krytyczne sytuacje, a taką jest rozłąka. Skoro jest między Wami więź o jakiej Pani pisze, to istnieje duże prawdopodobieństwo jego przetrwania w dobrym stanie. Ta więź może pomóc wymyślać kolejne możliwości kontaktu i korzystania z nich. Gwarancji nie ma nigdy, ale obopólne starania mogą ją wzmocnić . Można zrozumieć Pani uczucia związane z taką decyzją. Poczucie opuszczenia, niepewność, zastanawiania się nad motywacjami męża a nawet to, że kieruje je Pani przeciwko sobie. Jednak wydaje mi się , że obarczanie męża wyłączną odpowiedzialnością za tę rozłąkę jest niesprawiedliwe. Pani także podjęła swoją decyzję. Mąż zaproponował wspólny wyjazd i daje możliwości bycia tam także Wam. Pani odmówiła, mając swoje ważne argumenty. Rozumiem je, ale to też ma swoje konsekwencje. Mąż może się także czuć pozostawiony i pozbawiony dzieci i które Pani będzie mieć przy sobie, bać się samotności i bać się o przetrwania Waszego związku. Bać się tęsknoty za rodziną, za dziećmi. Tam będzie najprawdopodobniej sam, pozbawiony zaplecza, które ma Pani we własnym kraju. Jak Pani z niego zechce korzystać, czytając o Pani tendencjach osobowościowych, to już inna sprawa. Pani samopoczucie jest zrozumiałe, ale może za nie odpowiada także i ta sytuacja, która raczej nie zdaje się być pierwszoplanowa. Na wierzchu jest egoistyczna decyzja męża i Pani wobec niej doznania. Każde z Was idzie za swoimi zawodowymi potrzebami, chcąc zabezpieczyć się na przyszłość. Pani także. I żadne nie chce ustąpić. U męża na pierwszy plan wybita jest chęć rozwoju, u Pani lęk. Argument o własnej niezależności nie powinien Pani przysłonić, jak sztandar, innych ważnych argumentów. Choć oczywiście z perspektywy kobiety bardzo dobrze jest zrozumiały. Dlatego warto rozpoznać się w sytuacji ,kiedy ona już nastąpi. I podejmować decyzje na bieżąco. Patrząc na wszystkie strony tej układanki. Agnieszka Iwaszkiewicz Odpowiedz Link Zgłoś
agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 08:47 Przepraszam, niechcący wkleiłam wyżej swoją poprzednią odpowiedź, a chciałam napisać coś innego jeszcze w polemice w tej sprawie. W większości wypowiedzi mąż stał się czarnym charakterem. Rujnuje rodzinę, jest egoistą, nie dyskutuje tylko pyta i żąda. Te same konsekwencje, co podczas rozłąki, mogą się zdarzyć w rodzinie kiedy wszyscy są na miejscu. Można nie zajmować się dziećmi, nie mieć z nimi kontaktu z powodu pochłonięcia pracą i podejmować egoistyczne decyzje a nawet rozstać się. Przecież to wiadomo i na forum było to wiele razy dyskutowane w innych wątkach. Tutaj rozmawiamy o przeżyciach "iziuli" w kontekście decyzji męża, która była podjęta jednak chyba z jej udziałem. Tak to chyba obgadali : ty jedziesz, ja zostaję. W tym kontekście odpowiedzialność jest wspólna, choć sprawa rozpoczęta przez męża. Ktoś zawsze taki dylemat wywołuje. Motywem męża jest jego rozwój, motywem "iziuli" lęk. To może budzić kontrowersje i tak chyba się stało. Wydaje mi się też, że w dyskusji wina pomieszała się z odpowiedzialnością i na to też chciałam zwrócić uwagę. To nie są tożsame sprawy, a pomylone mogą stworzyć większy konflikt. Agnieszka Iwaszkiewicz Odpowiedz Link Zgłoś
3-mamuska Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 15.08.16, 23:17 Niestety ja uważam ze po 5 latach rodzina przestanie istnieć. Tym bardziej ze corka jest mała , ojciec wroci(?) jak mała bedzie miała 8 lat. Maz postąpił egoistycznie ,ale mysle ze zrobił to z przekonaniem ze żona nie wytrzyma i po roku przyjedzie do niego. Usłyszał "jedz" i myślał ze jest ok ze strony zony. Powiem ci na pewnym przykładzie: Mam znajomego ( zreszta nie tylko on jeden bo znam kilka takich histori z otoczenia, ta mi jest bliższa bo to przyjaciel meza mojego) Podjęli decyzje z żona ,ze ona wraca z dziećmi do polski on zostaje w UK. Dzieci były małe i było im tu cieżko finansowo. Tylko on pracował gnieździli sie w małym mieszkaniu. Tam mieli dom po rodzicach w pięknej okolicy , wymagał remontu i facet miał zarobić na remont , zycie. Od około 5/6 lat sa oddzielnie facet jeździ regularnie do polski , wszystkie swieta, wesela komunie jedzie. Codzienny kontakt telefoniczny czy skype ( nawet lekcje z dziećmi tak odrabia) wie co sie dzieje w domu, wie o sprawach zony, ona teraz pracuje, dzieci urosły. I po piersze facet ja regularnie zdradza, bo brakuje mu kobiety, jednak z zadna nie ma zamiaru byc, rozbijac rodziny . Po drugie: Kiedys w trakcie rozmowy spytałam go co by zrobił gdyby żona go zdradziła (on wie ze ja wiem ze ma kogoś na boku) Powiedzil ze zostawiłby ja. Padło pytanie z mojej strony czy zabrałby wtedy dzieci do siebie i przejął pełna opieke, odpowiedz brzmiała "nie" bo nie chce zmieniać swojego życia. Cały czas chwali swoja zone mowi ze ja kocha, ze jest cudowna matka i żona. Ale on sie swietnie ustawił ma zone dzieci, rodzine świeta itp, codzienny kontakt, ale ma tez tu kobiety ma boku. Prace ktora lubi, mieszkanie. Ona z tu nie przyjedza, a on nie wie kiedy zjedzie do Polski, śmieje sie na emeryturę. UK jest blisko wiec 3 godziny jest w domu. Facet jest naprawde fajny, miny uczynny, z dobrymi manierami, pomocny. Powiem ci ze byłam w szoku gdy okazało sie ze kogoś ma. Gdy mowi o dzieciach i zone to czasem ma łzy w oczach, to samo jak sie z nimi żegna. Teskni ,tylko co z tego ma 40 lat i mysle ze jeszcze dobre 10 lat nie zjedzie do polski. Dziecki wczesna podstawówka jedno drugie końcówka ,juz połowy życia ojca nie maja. Pewnie juz przywykły. Jednak moim zdanie zycie na odległość to nie małżeństwo. Mimo całego zaangażowania z jego strony. Tak naprawde nie wiadomo co z tego bedzie, bo jak dzieci urodna za 5 lat moze byc tak ze nie beda potrafiły zyc z ojcem na codzień, nie powiedzą mu ze nie było go gdy go potrzebowały. On twierdzi ze robi to dla nich zeby im niczego nie zabrakło. Moze byc tak ze on kogoś spotka i uczucie weźmie gore, lub w koncu żona nie wytrzyma. A kiedys on moze nie da rady zjechać na stałe bo za bardzo przywiąże sie do życia tutaj. Moim zdanie popełniony błąd to taki ze zgodziłam sie zeby pojechał, powinnaś powiedzieć ostro nie. Lub zgodzić sie na wyjazd z mężem. Uczyć sie języka zdobywać niwy zawód, swoja działalność przekazać w dobre rece, z możliwością powrotu. Bardzo niepokojące jest to ze nie masz zaufania do meza i boisz sie byc na jego łasce. Jeśli bedzie swietnie zarabiał to odkładaj regularnie kase, gdyby wam nie wyszło. Bedziesz miała na start. Moim zdaniem maks po roku powinnaś do niego dojechac. A przez ten rok jak najwiecej jeździć do niego. Poznać realia zycie. I nikt mi nie powie ze dorosły facet /kobieta moze zyc bez seksu przez większość roku. Odpowiedz Link Zgłoś
sebalda Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 16.08.16, 17:47 nie mam czasu czytać całego wątku, ale może to i lepiej, bo moja ocena nie podlega sugestii innych oceniających. Iziulu, rozumiem Cię bardzo dobrze, Twoje lęki i fobie, ale rozumiem też Twojego męża, to jego marzenia, ale też odpowiedzialność za zapewnienie rodzinie dobrej sytuacji finansowej, co w dzisiejszych czasach jest ważne, sama borykam się z odwiecznym brakiem pieniędzy, to że dla mnie brakuje, to nic, ale strasznie boli niemożność zapewnienia dzieciakom pewnych ważnych rzeczy, podejrzewam, że mąż tym też się kieruje, bo z Twojego opisu wyłania się jednak obraz nie egoisty i wypranego z uczuć mężczyzny, ale kogoś oddanego do tej pory i odpowiedzialnego. Ja bym go jednak nie obarczała aż taką winą, choć powtarzam, że aż za dobrze rozumiem Twoją potrzebę niezależności. Zgadzam się też z wypowiedziami Pani Agnieszki. Jeśli jest możliwość zostawienia sobie furtki i dołączenia do męża później, gdyby się okazało, że jednak bardzo się nawzajem potrzebujecie, znajdź w tym pociechę i oparcie. A może to mąż zechce wrócić wcześniej? Bardzo Ci współczuję, ale też bardzo w Ciebie wierzę, że sobie poradzisz. Trzymam kciuki z całych sił! Odpowiedz Link Zgłoś
koto.podobna Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 26.11.16, 19:26 Iziulu i jak się sprawy mają aktualnie? napisz coś :) Odpowiedz Link Zgłoś
milamala Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 26.11.16, 21:49 Po pierwsze jak juz jestes w tak ciezkim dolku to nie pojawilo sie to wczoraj, tylko pewnie trwa od lat. Jakie sa tego powody? Cos sie miedzy Wami nie uklada? Jesli taki stan rzeczy wynika z czegos konkretnego to moze wlasnie zmiana zyciowa dobrze by ci zrobila. Nie sama praca czlowiek zyje. Jesli stac Was by bylo na to aby maz Cie utrzymywal to w czym problem? Rozumie, ze chcesz miec cos swojego, ale czy to co robisz, nie mozna tego robic i w nowym kraju? Odpowiedz Link Zgłoś
bergamotka77 Re: Jestem na życiowym zakręcie i boję się 27.11.16, 11:31 Iziula no właśnie daj znać jak wam się ułożyło i jakie decyzje podjęłas? Odpowiedz Link Zgłoś