Dodaj do ulubionych

wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie

05.11.16, 12:25
Idą Święta a więc z pewnością zaczną pojawiać się rodzinno- świąteczne dylematy.
Pisałam tu w ubiegłym roku o moich.
W tym roku już nie pytam o radę, ale chciałam podzielić się ciągiem dalszym i moimi obserwacjami, bo życie jednak pisze zaskakujące scenariusze.

W skrócie.... w ubiegłym roku pisałam tu o chorej matce mojego męża. Matce, która męża wyklęła z rodziny bo spróbował się uniezależnić i założyć własną rodzinę. Zerwała kontakty, zbojkotowała nasz ślub, wygadywała o mnie niestworzone kłamstwa do reszty rodziny, skutkiem czego kontakt męża z resztą rodziny też mocno ucierpiał.
Gdy zachorowała rok temu, mąż mój był odcięty od informacji o jej stanie. W końcu, po krótkim pobycie w szpitalu teściowa umarła tuż po nowym roku.
Gdy tu pisałam w ubiegłym roku to wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy co się dzieje, jak poważny jest jej stan, odbijaliśmy się od różnych członków rodziny próbując się czegokolwiek dowiedzieć i snując domysły o co chodzi. W końcu mąż dostał smsa od dalszego kuzyna, który powiedział mu, że matce zostały dosłownie dni i żeby niezwłocznie wsiadał w samolot. Mąż poleciał niemal natychmiast. Niestety nie zdążył. Okazało się, że matka chorowała na raka od kilku miesięcy, stan był nieoperacyjny.
Ja w zasadzie nie ogarniam, że matka była aż tak zapiekła w swojej racji, że nie chciała szansy by pogodzić się z własnym dzieckiem tuż przed śmiercią. Wolała umrzeć w złości i samotności. To jest coś co zostanie z moim mężem przez resztę jego życia, jako okrutna kara którą mu wymierzyła za nieposłuszeństwo i ślub ze mną.

Od jej śmierci, i piszę to naprawdę bez złośliwości- to są słowa mojego męża, cała rodzina jakby odetchnełą ulgą. Na stypie nagle spotkały się osoby, które były przez nią skłócone i nie rozmawiały ze sobą latami. W tym również my, ojciec mojego męża i jego rodzeństwo.
Gdy przyleciałam na pogrzeb teść uściskał mnie ciepło niemal ze łzami w oczach. Było to cholernie wzruszające i przykre, że dopiero jej śmierci trzeba było do tego.

Mój mąż przeżywa teraz coś w rodzaju miodowego miesiąca z odzyskanego ojca, kontaktu z rodzeństwem, dalszą rodziną, która nagle okazało się miała dla nas całe morze sympatii, współczucia, zrozumienia, chciała mnie poznać, zapraszali nas do siebie itp. Byliśmy w tym roku u jego rodziny kilkakrotnie i wszyscy zdają się bardzo cieszyć z odzyskanych kontaktów. Możnaby odnieść wrażenie, jeden wielki happy end.

Z perspektywy niemal roku, muszę przyznać, że nieco zdumiewa mnie taki obrót sytuacji o 180 stopni i nowa dynamika z jego rodziną. Myślę sobie czasem, gdzie oni wszyscy (a szczególnie ojciec) byli przez ostatnie kilka lat, gdy teściowa rozsiewała nienawiść do nas, gdy próbowała zniszczyć mojego męża i podporządkować go sobie, bez względu na koszty.
Gdybym była do dna cyniczna to powiedziałabym, że być może ojciec teraz, zostawszy sam w wielkim pustym domu, uświadomił sobie, że jednak dzieci potrzebuje i będzie potrzebował na starość, bo jest od nich (w tym również od mojego męża) mocno uzależniony.

Mój mąż zachłystnął się odzyskanym ojcem i zupełnie jakby wybielił go z udziału i roli w całej sytuacji. Widzi ojca raczej jako ofiarę matki, niż kogoś, kto też miał obowiązek swoje dzieci chronić. Jesteśmy niemal pewni, że ojciec wiedział od dłuższego czasu, że matka umiera, a jednak nie powiedział mojemu mężowi ani słowa.

Z jednej strony teść to taki typowy przykład polskiego podpantoflowego męża, dobry, poczciwy chłop, którego całym życiem dyrygowała teściowa. Więc jakżesz on biedny mógł się sprzeciwić i chcieć pojechać na ślub pierworodnego syna wbrew woli teściowej.
Mąż właśnie w ten sposób go usprawiedliwia i całą winę za rozwalenie rodziny upatruje w matce. Podejrzewam, że to jakiś mechanizm ochronny, może desperacja by zachować pozytywny obraz chociaż jednego rodzica i możliwość kontynuowania relacji z nim.

To samo jest z rodzeństwem, któremu matka wyrządziła podobną krzywdę. Emocjonalnymi szantażami zmusiła młodszą córkę do odwołania jej ślubu, oczerniała jej chłopaka i jego rodzinę. Teść wówczas również stanął po stronie teściowej i namawiał by córka "odpuściła", "dała spokój", mimo iż już wiedział, że jedno dziecko dokładnie w ten sposób "stracili".

Wszyscy więc teraz zdają się demonizować teściową jako źródło wszelkiego zła, zupełnie zapominają, że przez cały ten czas sami jej przytakiwali, nikt się jej nie przeciwstawiał, bo woleli mieć święty spokój. Oni chyba nawet po śmierci, wciąż widzą ją jako kogoś o nadludzkiej mocy sprawczej. A przecież to oni sami tańczyli jak ona im zagrała.

Teść nie przeprosił nas za to jak nas traktowali przez ostatnie kilka lat i podejrzewam, że raczej to się nie stanie. Wygląda jakby wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego. A może to po prostu pewien etap po bitwie. Dla dobra ogółu gram więc i ja w tą grę.

Teściowa przed naszym ślubem przepowiedziała mojemu mężowi, że ich konflikt rozwiąże tylko śmierć. Może już wtedy postanowiła, że nie ma miejsca na pogodzenie się i jej przepowiednia się spełniła.
Paradoksalnie żal mi tej kobiety, bo była głęboko skrzywdzona przez własną matkę. I chyba też żal mi trochę, że reszta rodziny męża tak łatwo zrobiła z niej tę straszną heterę, zupełnie nie widząc w tym wszystkim swojej roli.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 12:58
      Moim zdaniem warto by rozważać sprawę, gdyby to była Twoja matka, ojciec i rodzeństwo. Mąż wybielił ojca, cieszy się rodziną? Ma prawo, być może po pewnym czasie sam dojdzie do wniosku, ze nie wszystko jest takie różowe - być może nie, bo sam wie, jak bardzo wszyscy byli sterroryzowani i nie umieli myśleć inaczej niż matka. Ale niezależnie od Twojej opinii, moim zdaniem słusznej, nie jest to pora na jakiekolwiek wtrącanie się.
    • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 14:40
      Pamiętam, Weroniko, twoje posty z ubiegłego roku. Zgadzam się z Verdaną. To twój mąż stracił de facto rodzinę w wyniku knowań własnej matki i ta euforia z jej odzyskania, to wybielenie ojca i reszty członków rodziny jest raczej zrozumiałe. Może potrwa długo, może krótko, czas pokaże.
      Uważam też, że masz prawo krytycznie myśleć o sytuacji i nie podzielać entuzjazmu męża, w końcu ty też padłaś ofiarą teściowej i reszty rodziny. Gdybym to ja była w analogicznej sytuacji, wiem, że nigdy nie miałabym już z tymi ludźmi stosunków innych, niż tylko poprawne. I nie dlatego, że jestem osobą mściwą czy pamiętliwą, ale dlatego, że pewnych zachowań nie da się, ot tak, puścić w niepamięć. Olała was CAŁA rodzina. Dorośli ludzie, którzy mają swoje rozumy i podejmują decyzje samodzielnie. No, podjęli takie, żeby im było wygodnie, by się nie wychylać i nie narażać. Masz prawo takie zachowanie oceniać krytycznie. Rozumiem to. Ale rozumiem też męża. On ma się z czego cieszyć. A ty ustawiaj swoje stosunki z poszczególnymi członkami rodziny według własnego uznania. Nie jesteś w euforii, to nie ma co udawać, że jesteś.
      • aqua48 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 15:01
        Do powyższych dodam jeszcze jedną rzecz, która może trochę zmienić Ci optykę - otóż często zdarza się, że ludzie chorzy na raka zachowują się w sposób kompletnie niezrozumiały, stają się nieznośni, podejrzliwi, oskarżają najbliższych o wydumane sprawy itp. Dzieje się tak z osobami które do tej pory zachowywały się normalnie, były ciepłe, miłe i serdeczne. Sądzę, że w osobach które z natury już mają jakiś defekt charakteru rak może jeszcze bardziej pogłębić takie zachowania.
        • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 15:10
          Niewykluczone, aczkolwiek tam akcje naprawdę ciężkiego kalibru odchodziły chyba na długo przed chorobą teściowej i z opisów tych akcji nie wydaje się, by jakoś znacząco pogorszyły się pod koniec jej życia. Ta kobieta po prostu od zawsze była wredna. Wredna na tyle, że po jej śmierci cała rodzina odetchnęła z ulgą. To jednak wiele mówi.
          • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 15:45
            Veronikaniebieska , ja mam jeszcze jedno pytanie dodatkowe. Twoj mąz, jak wiemy, postawił na swoim i sie ożenił. A jego rodzeństwo ? Wspomniałaś ze siostra męża odwołała ślub. Definitywnie zrezygnowała ze związku z tym mężczyzna ? Związała sie z kimś innym czy czekała na smierć matki ?
            • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 22:51
              fusun1804 napisała:

              > Veronikaniebieska , ja mam jeszcze jedno pytanie dodatkowe. Twoj mąz, jak wiemy
              > , postawił na swoim i sie ożenił. A jego rodzeństwo ? Wspomniałaś ze siostra mę
              > ża odwołała ślub. Definitywnie zrezygnowała ze związku z tym mężczyzna ? Związa
              > ła sie z kimś innym czy czekała na smierć matki ?


              Siostra odwołoała wesele na 200 osób na tydzień przed bo nie wytrzymała jazd matki. Teściowa dawała im nieźle popalić odkąd dowiedziała się, że naprawdę się pobierają. Jej związek prawie się przez to rozpadł. Cały drugi wątek możnaby pisać.
              6 miesięcy po śmierci teściowej wzięli jednak ślub. Byliśmy na tym ślubie, teść też był. Widziałam jak płakał w czasie ceremonii.
              Szczerze mówiąc to bardzo się dziwiłam jej facetowi, że wtedy nie odszedł. Ja zwiałabym w podskokach. Odwołując tamto wesele ona argumentowała to, że matkę ma się tylko jedną, że ona nie mogłaby podstąpić tak jak my, nie jest tak gruboskórna...
      • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 23:31
        enith napisała:

        > Uważam też, że masz prawo krytycznie myśleć o sytuacji i nie podzielać entuzjaz
        > mu męża, w końcu ty też padłaś ofiarą teściowej i reszty rodziny. Gdybym to ja
        > była w analogicznej sytuacji, wiem, że nigdy nie miałabym już z tymi ludźmi sto
        > sunków innych, niż tylko poprawne. I nie dlatego, że jestem osobą mściwą czy pa
        > miętliwą, ale dlatego, że pewnych zachowań nie da się, ot tak, puścić w niepami
        > ęć. Olała was CAŁA rodzina. Dorośli ludzie, którzy mają swoje rozumy i podejmuj
        > ą decyzje samodzielnie. No, podjęli takie, żeby im było wygodnie, by się nie wy
        > chylać i nie narażać. Masz prawo takie zachowanie oceniać krytycznie. Rozumiem
        > to. Ale rozumiem też męża. On ma się z czego cieszyć. A ty ustawiaj swoje stosu
        > nki z poszczególnymi członkami rodziny według własnego uznania. Nie jesteś w eu
        > forii, to nie ma co udawać, że jesteś.



        Dzięki enith, dokładnie tak właśnie to widzę.
    • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 15:40
      Czyli sprawy przybraly najlepszy mozliwy obrot: zyskaliscie dobre stosunki z rodzina, maz odzyskal ojca i czuje sie szczesliwy.
      A jednak z Twojego postu przebija rozczarowanie, niechec, moze nawet zlosc. DLaczego? Nie cieszysz sie szczesciem meza? Konkretnie co Cie irytuje i co chcialabys aby bylo inne?
      • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 23:01
        ada1214 napisała:

        > Czyli sprawy przybraly najlepszy mozliwy obrot: zyskaliscie dobre stosunki z ro
        > dzina, maz odzyskal ojca i czuje sie szczesliwy.
        > A jednak z Twojego postu przebija rozczarowanie, niechec, moze nawet zlosc. DLa
        > czego? Nie cieszysz sie szczesciem meza? Konkretnie co Cie irytuje i co chciala
        > bys aby bylo inne?


        Nie czuję złości czy irytacji. Napisałam, że mój post ma na celu podzielenie się przemyśleniami i obserwacjami. Napisałam, że czuję raczej żal, że wyszło tak jak wyszło.
        Ale tak wyszło i tyle. Nie czuję potrzeby, że mam coś zmieniać.

        Wszyscy w rodzinie odczuli ulgę bo kobieta umarła. Syn może odwiedzić ojca bo ta kobieta umarła - to nie jest przecież powód do złości czy irytacji, bardziej smutku, refleksji. Dla mojego męża to musi być dość ciężka świadomość, że odkąd matka zeszła z tego świata to w rodzinie jest lepiej.
      • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 18:08
        lady-z-gaga napisała:

        > naprawdę chciałabys teraz wystawić całej rodzinie rachunki za ubiegłe lata
        > i rozliczać, ile czyjej winy w tym było? co z tego ma wyniknąć? kolejny konflikt na
        > resztę życia? czy to ma sens?

        To samo pytanie, czy raczej zdziwienie, przyszło mi do głowy...
        NIE WSZYSTKO trzeba rozliczać i wyjaśniać. A na pewno nie trzeba, jeśli nie wpływa to niekorzystnie na obecne życie. Po co to komu? Komu da to szczęście?
        • lady-z-gaga Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 19:19
          Myslę, że mąż autorki doskonale zdaje sobie sprawę, że rodzina zawiniła wobec niego. Tyle, że jemu wystarczają obecne gesty dobrej woli, odcięcie się od przeszłości i rozpoczęcie nowego rozdziału. Żona chciałaby oficjalnych aktów skruchy i pokuty, mąż za takowe uznał sam fakt zaistnienia nowych, cieplejszych relacji z rodziną. Ja podzielam stanowisko męża. Nie zawsze warto dogrzebywac się wszystkich przyczyn i intencji, jeśli bez tego jest szansa na porozumienie.
        • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 23:29
          ola_dom napisała:

          > To samo pytanie, czy raczej zdziwienie, przyszło mi do głowy...
          > NIE WSZYSTKO trzeba rozliczać i wyjaśniać. A na pewno nie trzeba, jeśli nie wpł
          > ywa to niekorzystnie na obecne życie. Po co to komu? Komu da to szczęście?



          Czy gdyby Twoja mama Olu nagle teraz bez słowa zachciała ciepłych przyjacielskich kontaktów to potrafiłabyś ot tak, puścić wszystko w niepamięć i wpadać na niedzielną kawkę jakby nigdy nic się nie stało?
          Mój mąż potrzebował odzyskać ojca i go odzyskał. Dzwoni do niego kiedy chce, jeździmy tam kiedy chce, zaprosiliśmy go do nas na święta. Nie zamierzam w żaden sposób na to wpływać ani tego psuć. To jest ich relacja i oni ją kształtują tak jak oni tego chcą.

          Ale ja też mam prawo do własnych odczuć z tą sytuacją. Przez lata byłam tą ostatnią i najgorszą, która zabrała im syna. Przez lata teściowie powtarzała, że gdyby nie ja to ich rodzina by się nie rozpadła. Byłam "cwaniarą, która chce ich okraść z majątku", moja rodzina to "patologia i kryminaliści, którzy tylko czyhają by przejąć ich majątek". I mnóstwo, mnóstwo temu podobnych bzdur, których nie chcę tu cytować.

          Tak jak już napisałam, gram z nimi w tę grę pod tytułem "NIC SIĘ NIE STAŁO". Jest więc miło, cywilizowanie, czasem nawet rodzinnie. Na pogrzebie teściowej podtrzymywałam teścia za ramię, bo kurde, nie mam serca z kamienia i wierzę, że w głębi duszy to dobry człowiek i nie mam zamiaru hodować do niego złych uczuć.
          Nie twierdzę nigdzie, że teraz trzeba wszystko rozdrapać i rozliczyć. I nic takiego nie robię.

          Ale to nie znaczy, że PRZED SAMĄ SOBĄ też mam udawać że nic się nie stało, że nie ma zadry i rozczarowania tym jak ta rodzina mnie potraktowała. Bo ja niczym na takie traktowanie nie zasłużyłam.

          Jest spore spektrum możliwości pomiędzy wystawianiem rachunków i rozliczaniem a przejściem nad krzywdami do porządku dziennego.
          Żadna ze skrajności nie jest dobra moim zdaniem.
          • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 23:56
            Masz pelne prawo czuć to co czujesz i kształtować swoje własne relacje z nimi tak jak uważasz. Nie musisz grać w ta grę. Jesli w nią grasz to jest to Twój wybór. Możesz wylozyc karty na stol i zacząć zadawać niewygodne pytania, moze wraz z odpowiedziami przyjdzie spokój a moze nie... Imo przyzwoity człowiek nie posunie sie do pewnych zachowan. A jesli sie posunie tzn. ze nie jest przyzwoity...
            • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 00:13
              Widze ze źle sie czujesz grając z nimi w grę p.t. " nic sie nie stało ". W takim razie nie graj, nie musisz.
              Czy ja dobrze rozumiem ze te szykany i szkalowanie spotkało Cie ze strony nieżyjącej teściowej, tak ? Teść i rodzeństwo meza sie temu przysłuchiwało, i nikt nie pisnął słówkiem zeby sie jej sprzeciwić i stanąć po Twojej stronie, tak ?
              Jesli tak, to teraz teścia i szwagierkę traktuj poprawnie, grzecznie ale nie wdawaj sie z nimi w jakieś serdeczności, zwierzenia, opowiadanie o intymnych sprawach. Ja na Twoim miejscu odnosilabym sie do nich z chłodnym dystansem.
          • tt-tka Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 00:00
            veronikaniebieska napisała:


            > Mój mąż potrzebował odzyskać ojca i go odzyskał. Dzwoni do niego kiedy chce, je
            > ździmy tam kiedy chce, zaprosiliśmy go do nas na święta. Nie zamierzam w żaden
            > sposób na to wpływać ani tego psuć. To jest ich relacja i oni ją kształtują tak
            > jak oni tego chcą.

            Bardzo slusznie.

            > Tak jak już napisałam, gram z nimi w tę grę pod tytułem "NIC SIĘ NIE STAŁO".

            > Ale to nie znaczy, że PRZED SAMĄ SOBĄ też mam udawać że nic się nie stało, że n
            > ie ma zadry i rozczarowania tym jak ta rodzina mnie potraktowała. Bo ja niczym
            > na takie traktowanie nie zasłużyłam.

            Jeszcze sluszniej. Nie masz powodu udawac. Czas leczy wiele ran, moze z czasem wlasnie zapomnisz/bol zlagodnieje i zwyczajnie polubisz rodzine meza. Moze on po euforii z odzyskania ich zobojetnieje troche na te rodzinne stosunki. A moze zal pozostanie i bedziesz ich spotykac okazjonalnie raz w czas.
          • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 07:02
            Veronikaniebieska, wydaje mi sie ze Cie rozumiem. Ja ze strony teściów przeszłam o wiele większy hard- core ( nie pisze tego zeby Cie przelicytować ze mnie było gorzej ) i tez mam uczucie strasznej goryczy. Ze im wszystko uszło na sucho, ze nie ponieśli zadnej kary. Jakich nie odwiedzam, wnukowie tez nie ale to przeciez niewdzięczność i niezrozumienie ze oni dobrze chcieli.
          • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 11:20
            veronikaniebieska napisała:

            > Czy gdyby Twoja mama Olu nagle teraz bez słowa zachciała ciepłych przyjacielskich
            > kontaktów to potrafiłabyś ot tak, puścić wszystko w niepamięć i wpadać na niedzielną kawkę
            > jakby nigdy nic się nie stało?

            No więc tak to mniej więcej wygląda - wpadam co 2-3 tygodnie, jeździmy sobie na zakupy, panuje "polityczna poprawność", mama bardzo się pilnuje, żeby jej się nie ulało. Jedynie "głuchnie", kiedy zdarzy mi się coś wspomnieć przy okazji o moim facecie, lub o "nas" - bo już nie staram się za wszelką cenę unikać tego tematu, jak poprzednio - żeby uniknąć jej wybuchu, złośliwości czy obelg. Teraz ona po prostu udaje, że on nie istnieje. Głupie, ale do zniesienia.
            Natomiast porównanie jest o tyle nietrafione, że to akurat moja mama ma o wiele większą potrzebę "wyjaśniania", choć w jej przypadku polega to raczej na oblaniu mnie jej frustracjami, pretensjami, wykrzyczeniu "prawdy", i tak dalej. No więc od tego właśnie się powstrzymuje. Ja nie mam potrzeby niczego jej wyjaśniać. Ale to znowu chyba trochę inna sytuacja - ja już wiem, że niczego się nie da z nią wyjaśnić, po setnych nieudanych próbach chyba mam prawo do takiego stwierdzenia. I wolę prawie-święty spokój niż kolejne użeranie się, które do niczego nie doprowadzi.
            Niewykluczone, że w Twoim opisie dostrzegłam tę analogię i stąd moja reakcja.

            > Ale ja też mam prawo do własnych odczuć z tą sytuacją. Przez lata byłam tą ostatnią i
            > najgorszą, która zabrała im syna.
            > (...) I mnóstwo, mnóstwo temu podobnych bzdur, których nie chcę tu cytować.

            Niemal pod tym wszystkim mógłby podpisać się tutaj mój facet. Nie wiem, czy ma potrzebę wyjaśniania czegokolwiek. Na pewno nie jest mu przyjemnie, jednak u nas sytuacja jest o tyle inna, że cała reszta rodziny go lubi, daje temu wyraz i nie ukrywa się przed moją matką. O co zdarzyło się jej na nich obrazić, a jakże...

            > Nie twierdzę nigdzie, że teraz trzeba wszystko rozdrapać i rozliczyć. I nic takiego nie robię.

            Tak wyczułam z Twojego posta - że "jak to możliwe, że oni tak przeszli nad tym do porządku dziennego, odetchnęli z ulgą, A PRZECIEŻ...!".

            > Ale to nie znaczy, że PRZED SAMĄ SOBĄ też mam udawać że nic się nie stało,
            > że nie ma zadry i rozczarowania tym jak ta rodzina mnie potraktowała. Bo ja niczym
            > na takie traktowanie nie zasłużyłam.

            W życiu nie napisałam, że masz cokolwiek udawać. Ani nie przyszłoby mi nawet do głowy, że masz teraz być serdeczna i ciepła wobec nich - jeśli tak nie czujesz. Masz święte prawo czuć się dotknięta i zraniona, i nie masz nawet powodu być miła.
            Natomiast wydawało mi się, że głównie piszesz o zdziwieniu, że nikt nie chce spraw wyjaśnić i rozliczyć. A to dwie różne sprawy.

            Jednak jeśli chodzi o Twojego męża - to moim zdaniem teraz należy mu się taki "miodowy miesiąc". I niewykluczone, że po nim przyjdzie refleksja. Ale na razie niech się nacieszy odzyskanym ojcem i rodziną. To jak wahadło, które teraz musi wychylić się w przeciwną stronę, z czasem pewnie dojdzie do normy. A zrozumiałam, że do męża także masz podskórny żal, że podchodzi do sprawy "bezrefleksyjnie, za to z euforią". On też ma prawo TAK się czuć teraz...
          • 3-mamuska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 08.11.16, 00:26

            Czy gdyby Twoja mama Olu nagle teraz bez słowa zachciała ciepłych przyjacielskich kontaktów to potrafiłabyś ot tak, puścić wszystko w niepamięć i wpadać na niedzielną kawkę jakby nigdy nic się nie stało?
            Mój mąż potrzebował odzyskać ojca i go odzyskał. Dzwoni do niego kiedy chce, jeździmy tam kiedy chce, zaprosiliśmy go do nas na święta. Nie zamierzam w żaden sposób na to wpływać ani tego psuć. To jest ich relacja i oni ją kształtują tak jak oni tego chcą.

            Masz zal ze teść ciebie oficjalnie nie przeprosił , a nie ze maz przeszedł na początku dziennym do przeszłości.
            I to cie boli. Niestety jak myślisz kto rozpowiadał nieprawdę na prawo i lewo o tobie?
            Teściowa ,a teść po prostu milczał, czy słyszałaś ze złe o tobie mowil?
    • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 05.11.16, 20:51
      Dobrze, ze tej zolzy juz nie ma wśród żywych...a jesli cisną Ci sie na usta różne pytania wobec teścia i innych osób z rodziny męża, to przy sprzyjającej okazji je po prostu zadaj i dopytaj dlaczego tak to sie ukladalo, co nimi kierowalo, bez oskarżeń, z ciekawością. Mnóstwo jest takich ludzi, którzy sa jak chorągiewki na wietrze, wiec nie dziwi mnie, ze jedna chora psych. hetera podporzadkowala sobie cala rodzinę. Troche to śmieszne i smutne zarazem, ze chory człowiek tak potrafil zmanipulować grupę ludzi a oni sie mu poddawali, czy to z wygody czy niechęci do konfrontacji czy z innych powodów.
      • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 00:18
        zuzi.1 napisała:

        > nie dziwi mnie, ze jedna chora psych. hetera podporzadkow
        > ala sobie cala rodzinę. Troche to śmieszne i smutne zarazem, ze chory człowiek
        > tak potrafil zmanipulować grupę ludzi a oni sie mu poddawali, czy to z wygody c
        > zy niechęci do konfrontacji czy z innych powodów.

        A mnie dziwi i to niezmiernie. Jak to możliwe ze dorośli, niezależni finansowo ludzie tańczą jak im pytani matka zagra ?
        • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 04:54
          > A mnie dziwi i to niezmiernie. Jak to możliwe ze dorośli, niezależni finansowo
          > ludzie tańczą jak im pytani matka zagra ?

          Lata tyranii i prania mózgu? W jednym z wcześniejszych wątków Veroniki pisałam o znajomej rodzinie, gdzie ojciec zachował się dokładnie tak samo, jak teściowa Veroniki: za związek z "nieodpowiednią kobietą" (czyt: rozwódką) wyrzucił syna z rodziny i zabronił reszcie rodzeństwa (pięć osób) oraz żonie wszelkich kontaktów. Syn z żoną przestali istnieć. Podporządkowali się WSZYSCY i to na wiele lat. Dziadkowie nie poznali wnuków, ciocie i wujkowie nie poznali bratanków. Nie wyłamał sie NIKT. Przypuszczam, że wszyscy wiedzieli, co za wyłamanie grozi: utrata CAŁEJ rodziny. Sądzę, że u Veroniki sytuacja była podobna. Wszyscy wiedzieli, czym kończy się sprzeciw matce, więc poświęcili brata i bratową na ołtarzu świętego spokoju, byle samemu nie znaleźć się w tej samej sytuacji. Czyli tradycyjnie: bliższa ciału koszula. Szkoda, że nikt nie pomyślał o tym, by wyłamać się gromadnie i stworzyć sytuację: matka kontra cała reszta rodziny. Może zostawienie matki samotnej, w tej zapiekłej nienawiści zmusiłoby ją wreszcie do zastanowienia się nad sobą. Ale nikt nie miał latami jaj, żeby się na coś takiego porwać, za to teraz, po śmierci matki wszyscy udają, że nic się nie stało, nie ma sprawy, jesteśmy wielką kochającą się rodziną. No niestety, wali hipokryzją po oczach i nie dziwi mnie wcale, że autorka wątku skręca się na samą myśl o tym udawaniu.
          • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 05:06
            I jeszcze jedno. Teściowa gnije od prawie roku w grobie. Nikomu już nie zaszkodzi. Nikogo nie będzie szantażować czy wzbudzać poczucia winy. Czy Veronikę i jej męża choć jedna osoba przeprosiła za lata ignorowania, za olanie ich ślubu, za ukrywanie informacji o zdrowiu matki? Nie. Nie przeprosił ich nikt. Z tego wnoszę, że rodzina męża to ludzie paskudni, wredni i zakłamani. Kiedyś można było swobodnie zwalać winę za sytuację na matkę i żonę, chorą z nienawiści heterę. A teraz?
            • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 07:59
              Z tego wn
              > oszę, że rodzina męża to ludzie paskudni, wredni i zakłamani

              Ojojoj jakie mocne slowa.
              Niekoniecznie musza byc "paskudni, wredni i zaklamani". Moze po prostu don't give a shit. Nie dzwonili donoszac jak zdrowie tesciowej, bo uznali, ze to nie ich problem ani obowiazek. Nie pojawili sie na slubie bo nie chcialo im sie latac samolotem (z tego co wiem Veronika mieszka za granica). Ludzie! Ja mam dosc duza rodzine i przysiegam, nie mam zielonego pojecia co sie u kogokolwiek dzieje (za wyjatkiem rodzicow i siostry). Kuzynow, ciotek i tym podobnych nie widzialam ani nie dzwonilam juz chyba ze 20 lat albo wiecej. I guzik mnie obchodzi ich zycie. Nie uwazam sie za za "paskudna, wredna i zaklamana". Po prostu- nic a nic mnie nie obchodza.

              • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 15:08
                >Nie pojawili sie na slubie bo nie chcialo im sie latac samolotem (z tego co wiem Veronika mieszka za granica).

                Pudło. Wesele zorganizowane w Polsce, właśnie po to, by rodzina męża nie musiała się wykosztowywać na samolot.

                > Ja mam dosc duza rodzine i przysiegam, nie mam zielonego pojecia co sie u kogokolwiek
                dzieje (za wyjatkiem rodzicow i siostry).

                No to wyobraź sobie, że nie wiesz nic ani o siostrze, ani o rodzicach, ani o tym, że jedno z nich jest terminalnie chore. Bo to była właśnie sytuacja opisana tutaj. Ty wiesz, co się dzieje u najbliższych osób. Oni nie wiedzieli. Czujesz różnicę?

                • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 15:29
                  No to wyobraź sobie, że nie wiesz nic ani o siostrze, ani o rodzicach, ani o ty
                  > m, że jedno z nich jest terminalnie chore. Bo to była właśnie sytuacja opisana
                  > tutaj. Ty wiesz, co się dzieje u najbliższych osób. Oni nie wiedzieli. Czujesz
                  > różnicę?

                  Czuje roznice. Roznica jest taka, ze na obecna chwile rozmawiam z matka, ojcem i siostra. Ale gdyby ktores z nich lub cala trojka zerwala ze mna kontakt, to rowniez nie dowiedzialabym sie niczego od "reszty rodziny".

                  Ja nie kwesionuje, ze matka byla dziwna i toksyczna, nie kwestionuje tego, ze ojciec sie zamienil w pantofel. Nie do tego sie odnosilam. Pisalam o tej "reszcie rodziny" ktora miala niby obowaizek informowac o stanie zdrowia matki. A jesli ta kobieta wyraznie poprosila o to, by nie udzielac informacji na temat jej zdrowia? Nalezy uszanowac taka prosbe, czy tez nalezy taka prosbe olac?

                  Z opowiesci wynika (chociaz wlasciwie to Ty to bardziej sugerujesz niz sama Autorka) ze cala rodzina jest toksyczna. Come on, z jaka czestotliwoscia sie zdarzaja takie przypadki, ze CALA rodzina jest jak pisalas "paskudna, wredna i zaklamana"? Naprawde? Ani jednego przyzwoitego czlowieka? Wszyscy jak jeden to dno dna?
                  • anamatopeja Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 15:47
                    Ja się trochę dziwię temu domaganiu się informacji o stanie zdrowia rodzica, z którym od lat ma się zerwane kontakty, który wyraźnie powiedział że nie chce tych kontaktów a nieposłuszne dziecko wymazuje z pamięci.
                    "Zerwała kontakty, zbojkotowała nasz ślub, wygadywała o mnie niestworzone kłamstwa do reszty rodziny, skutkiem czego kontakt męża z resztą rodziny też mocno ucierpiał"
                    Czego się autorka i jej mąż spodziewali? Że piekielna mamusia przy łożu śmierci widząc syna mu wybaczy? Czy że syn się wyrzeknie żony by umierającą mamusię zadowolić? Raczej nie ma co liczyć na zgodę wypływającą od takiej osoby, bo tego typu ludzie na ogół są zapiekli w swoich zaburzeniach i złościach. Gdyby matka miała potrzebę zgody to by kazała innym po syna zadzwonić lub sama zadzwoniła.
                    Tymczasem wygląda, że syn nigdy się nie pogodził z tym, że matka go "wyklęła" i cały czas czuwał żeby jednak wykorzystać możliwość odnowy jakiegokolwiek kontaktu i doznania łaski od matki i dopuszczenia do rodziny.
                    Dziwny układ, mocno uzależnieniowy. Co by było gdyby syn zdążył dotrzeć przed jej śmiercią? Zniósłby gdyby go obrzuciła bluzgami umierając?

                    Mam wrażenie, że reszta rodziny niewiele się różni od autorki z mężem. Też godzili się na dyrygowanie swoim życiem przez jednostkę ewidentnie zaburzoną, psychopatyczną, i chodź wiedzieli że ich poniża, wyzywa to i tak chcieli trzymać się jej osoby i błagać o łaskawe dopuszczenie do grona ulubieńców.
                    Okropne klimaty.
                    Gdyby mąż autorki szanował samego sibie, to by nie obdzwaniał rodziny by od dalekich znajomych dowiadywać się co z matką. Rozliczyłby się z tym brakiem normalnych układów i zerwaniem stosunków dawno temu, odbył a pojechał dopiero na pogrzeb.

                  • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 15:48
                    > Z opowiesci wynika (chociaz wlasciwie to Ty to bardziej sugerujesz niz sama Au
                    > torka) ze cala rodzina jest toksyczna. Come on, z jaka czestotliwoscia sie zda
                    > rzaja takie przypadki, ze CALA rodzina jest jak pisalas "paskudna, wredna i zak
                    > lamana"? Naprawde? Ani jednego przyzwoitego czlowieka? Wszyscy jak jeden to dno
                    > dna?

                    Odnoszę się do tych członków rodziny, którzy przez lata olewali syna/brata/szwagra/kuzyna, choć wcześniej (zanim związał się z Veroniką i postanowił zostać na emigracji) mieli z nim normalne, ciepłe, serdeczne, rodzinne stosunki. I które teraz przy okazji pogrzebu matki i ślubu siostry udają, że te wszystkie lata zerwanych kontaktów i olanie ślubu się nie wydarzyły. O tych członkach rodziny piszę, bo to o nich pisała Veronica.
                    W moim odczuciu nawet najszczersze przeprosiny nie zniwelują lat tych zniszczonych stosunków, ale elementarna przyzwoitość nakazuje, żeby chociaż spróbować się zrehabilitować. Ale nawet tych prób nie ma i czuję, że nie będzie. I podejrzewam, że to będzie przeszkodą do odnowienia naprawdę serdecznych kontaktów nie tylko dla Veroniki, ale dla jej męża też, gdy już minie pierwsza euforia związana z odzyskaniem rodziny.
                    • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 16:00
                      Ale czy rozsądne jest i czy w ogóle mozliwe wchodzenie w naprawde szczere kontakty z osobami, które przekroczyly w stopniu karygodnym dopuszczalne normy zachowan, nawet pod czyimś wplywem lub w wyniku własnej bezmyślności czy głupoty? Nie ryzykowalabym, raczej do konca juz relacje na bezpieczny dystans, dla własnego bezpieczeństwa i dobra. Nie należy bratać sie z hienami i skorpionami, bo z natura sie nie wygra.
                      • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 17:22
                        zuzi.1 napisała:

                        > Ale czy rozsądne jest i czy w ogóle mozliwe wchodzenie w naprawde szczere konta
                        > kty z osobami, które przekroczyly w stopniu karygodnym dopuszczalne normy zacho
                        > wan, nawet pod czyimś wplywem lub w wyniku własnej bezmyślności czy głupoty?

                        Nie jest. Obniżając gadrę wystawiasz się na kolejne ciosy. Veronika nie chce grać w tę grę i ma pełne prawo. Mąż z kolei chce i też ma pełne prawo, ale niech liczy się z tym, że kiedyś znowu może oberwać. Śmierć toksycznej matki/żony nie odtoksyczniła przecież całej rodziny. Tam patologia trwa od lat i owszem, jej motorem była matka, ale reszta członków rodziny pięknie wpasowała się w pisany przez nią scenariusz. Teraz scenariusz może zacząć pisać ktoś inny, a Veronice i jej mężowi znowu może przypaść niewdzięczna rola czarnych owiec w rodzinie. Nie ma więc co pchać palców między drzwi i czekać, aż ktoś drzwi zastrzaśnie. Jeśli serce i rozum podpowiadają autorce wątku, by trzymać się od tych ludzi z daleka, to tak należy zrobić.
              • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 00:12
                ada1214 napisała:

                > Nie dzwonili donoszac jak zdrowie tesciowej, bo uznali, ze to
                > nie ich problem ani obowiazek. Nie pojawili sie na slubie bo nie chcialo im si
                > e latac samolotem (z tego co wiem Veronika mieszka za granica).


                Ślub zrobiliśmy w Polsce, właśnie ze względu na rodzinę. Nawet jak się na ślubie nie jest, to wypada chyba przesłać kartkę z gratulacjami.
                Dalsza rodzina owszem, nie miała obowiązku informować o stanie zdrowia matki. Ale ojciec? Siostra? Nie pisnęli ani słowem. Może mieli zakaz teściowej, nie wiem.

                • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 09:46
                  A
                  > le ojciec? Siostra? Nie pisnęli ani słowem. Może mieli zakaz teściowej, nie wie
                  > m.

                  Mozna to nazwac zakazem, a mozna to nazwac zyczeniem. Na przyklad jak jestes w szpitalu, to personel pyta sie kto jest upowazniony do otrzymania informacji na Twoj temat a kto nie. Wola pacjetnta jest rozstrzygajaca, bez wzgledu na to czy pacjent jest dobrym czlowiekiem czy toksyczna tesciowa. Mysle, ze to jest bardzo dobra zasada rowniez poza szpitalem- wola pacjetna ma znaczenie pierwszorzedne.

                  Zwracam uwage, ze nie wybieam tu tesciowej z jej zycia. Ale jesli juz chcesz uchodzic za ta, ktora jest rozsadna, zrownowazona, i zdrowa psychicznie (versus chora rodzina, jak to tu przedstawilas) to trzymaj sie prawidlowychch zasad.
                • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 10:15
                  " Dalsza rodzina owszem, nie miała obowiązku informować o stanie zdrowia matki. Ale ojciec? Siostra? Nie pisnęli ani słowem. Może mieli zakaz teściowej, nie wiem. "

                  Domyślam sie ze tesciowa sobie wyraznie nie życzyła i uszanowali jej życzenie. Dodam tylko ze na ich miejscu tez bym tak postąpiła.

                  Tobie, Weroniko, proponuje zadarte wszystkie pytania teściowi i szwagierce. Kulturalnie, spokojnie, bez wyrzutów, po prostu zapytać dlaczego nie powiadomili o jej rychłej śmierci. Ja przede wszystkim zapytałabym teścia o to dlaczego nigdy sie z synem nie skontaktował, dlaczego nie napisał, nie zadzwonił. I zrobiłabym to w obecności meza, nie za jego plecami.
                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 10:53
                    fusun1804 napisała:

                    > Domyślam sie ze tesciowa sobie wyraznie nie życzyła i uszanowali jej życzenie.

                    Akurat w tym wypadku nie użyłabym sformułowania "uszanowali" - przypuszczam, że zwyczajnie, tak jak przez całe życie, bali się.
                    Ewentualnie zrobili to dla swojego świętego spokoju - czyli też ze strachu - przed niezadowoleniem matki/żony.
                    • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 11:14
                      Akurat w tym wypadku nie użyłabym sformułowania "uszanowali" - przypuszczam, że
                      > zwyczajnie, tak jak przez całe życie, bali się.

                      Chyba lekka przesada z tym strachem. Osoba chora na raka w stanie terminalnym wyglada jak kupka nieszczescia i trudno mi sobie wyobrazic, by mozna sie takiej osoby bac.
                      • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 12:25
                        ada1214 napisała:

                        > Chyba lekka przesada z tym strachem. Osoba chora na raka w stanie terminalnym
                        > wyglada jak kupka nieszczescia i trudno mi sobie wyobrazic, by mozna sie takiej
                        > osoby bac.

                        To jak to się dzieje, że ludzie boją się toksycznych rodziców także po ich śmierci?
                        Ileż to na świecie nieracjonalnych lęków?
                        Przecież ludzie nie boją się tylko realnego zagrożenia.
                      • marsylvik Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 10.11.16, 17:19
                        ada1214 napisała:

                        > Chyba lekka przesada z tym strachem. Osoba chora na raka w stanie terminalnym w
                        > yglada jak kupka nieszczescia i trudno mi sobie wyobrazic, by mozna sie takiej
                        > osoby bac.

                        Jeżeli jej orężem było wzbudzanie w otoczeniu wyrzutów sumienia, to podejrzewam, że im była słabsza, tym silniejsza...

                        Manipulowanie otoczeniem za pomocą niezasłużonego poczucia winy jest prawdopodobnie najgorszym, najbardziej destrukcyjnym dla psychiki rodzajem przemocy. Ma najcięższe następstwa. Bo przed tym nie ma jak się bronić. Bo to nieoczywiste. Nieracjonalne. Nawet samemu sobie trudno wyjaśnić, na czym właściwie polega w tym przypadku cierpienie osoby manipulowanej - a ono istnieje, jest jak najbardziej rzeczywiste. Silne i rzeczywiste, choć nieoczywiste. Ofiary często wtedy dochodzą do wniosku, że to rzeczywiście osoba manipulująca cierpi, a im samym nie wiadomo o co chodzi, widocznie coś z nimi jest nie tak. I wszyscy wtedy tańczą szantażyście emocjonalnemu tak, jak im zagra.
                        • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 10.11.16, 19:27
                          marsylvik napisała:

                          > Jeżeli jej orężem było wzbudzanie w otoczeniu wyrzutów sumienia, to podejrzewam
                          > , że im była słabsza, tym silniejsza...
                          >
                          > Manipulowanie otoczeniem za pomocą niezasłużonego poczucia winy jest prawdopodo
                          > bnie najgorszym, najbardziej destrukcyjnym dla psychiki rodzajem przemocy. Ma n
                          > ajcięższe następstwa. Bo przed tym nie ma jak się bronić.


                          Dokładnie. Tu manipulacja właśnie na tym polegała. Nie na rozkazywaniu i wzbudzaniu strachu tylko na ciągłym wzbudzaniu poczucia winy. Że się matkę opuściło, zostawiło a ona taka biedna, chora, zostawiona na starość. Matka umiera a syn nawet do niej w święta nie przyjechał. Przecież to dokładnie woda na ten młyn, gdzie ona jest ofiarą a syn podłym nikczemnym człowiekiem.
                          Uniemożliwienie pogodzenia się przed śmiercią tylko zapewniło jej tą pozycję na resztę życia mojego męża.
                          • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 10.11.16, 20:18
                            veronikaniebieska napisała:

                            > Że się matkę opuściło, zostawiło a ona taka biedna, chora, zostawiona na starość.
                            > Matka umiera a syn nawet do niej w święta nie przyjechał.

                            Otóż to.
                            Mimo że moja mama to o wiele, wiele lżejsza liga, to ma bardzo podobny sposób działania - jak dzieje się coś błahego - liście niezgrabione, a tu deszcz pada; albo ogródek wysycha, a wody brakuje - to najlepiej, żeby do niej jechać i razem z nią się martwić, będzie biadolić i narzekać.
                            Ale jednocześnie jak dzieje się coś poważnego - o nie, to w życiu nie powie - chyba głównie po to, żeby potem mieć oręż w ręku, że ona tak cierpiała, a ja nawet się nie zainteresowałam.
                            I nieraz autentycznie się obawiam, że jak coś poważnego będzie się działo - to wcale się nie dowiem, dopiero po czasie. Z odpowiednim komentarzem, a jakże.
                            Ale cóż. Kiedyś by mnie to rozgniotło. Teraz się ewentualnie wkurzam, ale z poczuciem winy już nie tak łatwo u mnie, o nie.

                            Veroniko - to, co napisałaś o reszcie życia Twojego męża, zabrzmiało mrocznie, wręcz przerażająco. A przecież mąż nie musi nosić w sobie poczucia winy do końca swych dni. Nie wie o tym? Nie zamierza nic z tym zrobić?
                            • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 10.11.16, 21:43
                              ola_dom napisała:

                              > Veroniko - to, co napisałaś o reszcie życia Twojego męża, zabrzmiało mrocznie,
                              > wręcz przerażająco. A przecież mąż nie musi nosić w sobie poczucia winy do końc
                              > a swych dni. Nie wie o tym? Nie zamierza nic z tym zrobić?


                              Być może. Póki co jest w trochę dziwnej fazie. Z jednej strony jest ten miodowy miesiąc z odzyskaną rodziną. Z drugiej strony jest żal i jeszcze wściekłość na matkę, że na koniec tak właśnie mu dowaliła. Bo on mimo wszystko, mimo doznanych krzywd, gdy dowiedział się o tym że ona umiera to natychmiast wsiadł w samolot. A ona wogóle nie zamierzała się z nim przed śmiercią pogodzić. I to go w tym wszystkim najbardziej boli. Wymierzyła mu karę kompletnie nieproporcjonalną do przewinienia i nie ma już żadnej możliwości apelacji.

                              Mąż oczywiście nie szarpie szat z tego powodu na codzień. Ale to chyba jest coś o czym wiele osób w tym wątku pisało. Relacje z rodzicami to tak silne podstawowe relacje, że nie da się ich chyba do końca zniwelować, choćby nie wiem jak najlepszą terapią.
                              • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 10.11.16, 21:55
                                veronikaniebieska napisała:

                                > Wymierzyła mu karę kompletnie nieproporcjonalną do przewinienia

                                Nie. Wymierzyła mu karę zupełnie ZA DARMO.
                                To jest właśnie to - wiara w "przewinienie". JAKĄ krzywdę Twój mąż wyrządził swojej matce? No jaką? Jaka jest jego wina?
                                A nawet Ty piszesz o przewinieniu. W tym rzecz.

                                > nie da się ich chyba do końca zniwelować, choćby nie wiem jak najlepszą terapią.

                                Da się bardzo wiele zrobić, naprawdę. A nawet jeśli nie da się zniwelować do zera, to o wiele łatwiej nosić zagojoną bliznę niż krwawiącą ranę. Bez porównania łatwiej.
                                • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 10:18
                                  ola_dom napisała:

                                  > Nie. Wymierzyła mu karę zupełnie ZA DARMO.
                                  > To jest właśnie to - wiara w "przewinienie". JAKĄ krzywdę Twój mąż wyrządził sw
                                  > ojej matce? No jaką? Jaka jest jego wina?
                                  > A nawet Ty piszesz o przewinieniu. W tym rzecz.


                                  To już raczej kwestia mojego stylu pisania a sarkastycznego tonu zdań nie da się wyrazić na forum.
                                  Nie uważam absolutnie że mąż wyrządził teściowej jakąkolwiek krzywdę. Wręcz przeciwnie, mimo że wyjechał dbał o rodzinę bardziej niż musiał. W tym właśnie rzecz. Piszę o przewinieniu by pokazać, że tak właśnie widziała to teściowa. Bo to ona uważała siebie za najbardziej skrzywdzoną w tym wszystkim.


                                  > > nie da się ich chyba do końca zniwelować, choćby nie wiem jak najlepszą t
                                  > erapią.
                                  >
                                  > Da się bardzo wiele zrobić, naprawdę. A nawet jeśli nie da się zniwelować do ze
                                  > ra, to o wiele łatwiej nosić zagojoną bliznę niż krwawiącą ranę. Bez porównania
                                  > łatwiej.

                                  Nie wątpię, że blizna łatwiejsza niż rana. Ale blizna zostanie na zawsze a skóra już nigdy nie będzie w tym miejscu taka gładka. O to mi chodzi.


                                  Sporo myślałam o tym co pisała Emett, bo widzę pewne podobieństwo.
                                  O wiele łatwiej gdy wspomnienia są tylko złe. I u mojego męża też tak jest. Bo to nie było tak, że teściowa biła, piła, zaniedbywała. To była normalna kochająca się rodzina, gdzie dzieci były długo wyczekane, wychuchane i otoczone troską i miłością, ze wspólnymi wakacjami i dobrymi wspomnieniami.
                                  Stąd takie całkowite potępienie i zostawienie rodziców niech gniją na starość, wcale nie jest takie proste.
                                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 10:48
                                    veronikaniebieska napisała:

                                    > Piszę o przewinieniu by pokazać, że tak właśnie widziała to teściowa. Bo to
                                    > ona uważała siebie za najbardziej skrzywdzoną w tym wszystkim.

                                    No tak, ale jeśli z kolei chce się przyjmować optykę teściowej, to żadna kara nie będzie wystarczająca do winy, jaką syn wobec niej popełnił - porzucił ją dla obcej baby, wolał ją od najukochańszej matki, najważniejszej osoby na świecie, i tak dalej, i tak dalej - czy może być jakaś większa wina? Żadna kara takiej winy nie zmaże.

                                    > Nie wątpię, że blizna łatwiejsza niż rana. Ale blizna zostanie na zawsze a skóra już
                                    > nigdy nie będzie w tym miejscu taka gładka.

                                    Nie będzie. Ale można się cieszyć tym, że rana już nie krwawi, albo martwić tym, że skóra nieidealnie gładka.
                                    Każdy ma jakieś swoje blizny. Pytanie, czy chce się na nich skupiać.

                                    > O wiele łatwiej gdy wspomnienia są tylko złe. I u mojego męża też tak jest.
                                    > Stąd takie całkowite potępienie i zostawienie rodziców niech gniją na starość,
                                    > wcale nie jest takie proste.

                                    To prawda. Paradoksalnie w o wiele łatwiejszej sytuacji jest funsun - bo mimo (a raczej wskutek) całego cierpienia i zła, jakie ją spotkało, ma sytuację jednoznaczną. W tej konkretnej kwestii ma łatwiej.
                                    • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 16:04
                                      Tez o tym kiedyś pisałam - nie miałam wątpliwości - od mojej rodziny trzeba uciekać, odciąć sie raz na zawsze. I odcięlam sie w wieku 24 lat, czyli juz dosc dawno temu i nigdy tego nie żałowałam.

                                      W rodzinie mojego byłego męża widze to samo w pokoleniu wnuków- zero kontaktu. Przy czym jeden z siostrzeńców mojego exa jest tylko kilka lat od niego młodszy ale to chyba nie od różnicy wieku zależy różnica w podejściu do rodziny tylko w tym ze wnukowie juz nie byli wychowywani przez toksycznych teściów ( to dla nich dziadkowie wiec siła rzeczy siła rażenia była mniejsza).

                                      I wlasnie jeden z tych siostrzeńców jest bardzo bogatym człowiekiem, na początku spełniał roszczenia finansowe rodziny a w koncu sie odciął. Domyślam sie tylko ze sie zorientował ze nigdy w zyciu ich nie zadowoli czego by im nie dał, zawsze bedą niezadowoleni, ciagle im bedzie mało i zawsze bedą chcieli więcej.
                                      Wiec przestał ich zadowalać i zasługiwać na ich akceptacje.

                                      Olu, dziękuje za te słowa. Akurat wlasnie mnie dopadły wątpliwości. Olu, a ja o Tobie wczoraj myślałam oglądając film " Pianistka" Michaele Haneke.

                                      • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 16:53
                                        fusun1804 napisała:

                                        > Olu, a ja o Tobie wczoraj myślałam oglądając film " Pianistka" Michaele Haneke.

                                        Kurczę, Ty też... paris mi o tym filmie napisała, oglądałam go, ale on jest jednak grubo drastyczniejszy od mojej sytuacji.
                                        Ja bardzo, bardzo wiele analogii znajduję w "Zbliżeniach" - film o wiele gorszy od "Pianistki", ale bardzo bliski mojej sytuacji (poza tym, że nie jestem artystką).
                                        Ale tekst "Uwolnij nas od siebie....!" jest chyba "modlitwą" mojej matki... Mantrą, powtarzaną w myślach, oczywiście nigdy na głos i nie wprost, ale jej największym marzeniem. Albo jednym z największych.
                                        • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 17:06
                                          Olu, kto wyreżyserował ten film " Zbliżenia "? Albo napisz mi kto grał, chętnie obejrzę.

                                          Ja " Pianistkę " oglądałam lata temu, zaraz po tym jak sie ukazał. Podobał mi sie ale wielkiego wrażenia na mnie nie zrobił. Natomiast wczoraj mnie poraził. Ta początkowa scena w ktorej matka policzkuje dorosła córkę, panią profesor, za spóźnienie. A potem ......matka i córka śpią w jednym łożku ....... Film sie koncentruje na konsekwencjach jakie Zycie w związku z matka ma dla córki konsekwencje w zyciu seksualnym a ma takie ze ta córka, skądinąd atrakcyjna kobieta, nie ma pojęcia czym jest seks. Usilnie stara sie zrozumiec o co do cholery ludziom chodzi z tym seksem , ogląda filmy pornograficzne, podgląda ludzi i nijak nie rozumie. Ta kobieta nie ma tez pojęcia czym jest prawdziwa bliskość międzyludzka.

                                          Tekst " uwolnij nas od siebie !!" Jest modlitwa Twojej matki ? Nie Twoja ?
                                          • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 17:19
                                            Olu, przypomniało mi sie. Jakis czas temu oglądałam film " Mamma Roma" Rosselliniego o matce usiłującej ochronić syna przed złym światem i trzymającej go pod kloszem. Ta kobieta czuje ze cos jest nie tak i idzie porozmawiac o tym z księdzem ( rzecz sie dzieje we Włoszech w latach 60- tych, chyba wtedy ksiądz pełnił role terapeuty ) i ku jej wielkiemu zdumieniu ksiądz nie wyraża zachwytu i mowi wprost ze syn powinien sie nauczyć jakiegos zawodu. Matka powtarza zdziwiona " co ? Zawodu ?" . Nie napisze co jest clou filmu , dodam tylko ze to film opowiedziany z perspektywy matki. To jest JEJ dramat, na filmie szczuje sie jej miłość do syna i jej " dobre chcenie".
                                          • tt-tka Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 18:05
                                            fusun1804 napisała:
                                            >
                                            > Tekst " uwolnij nas od siebie !!" Jest modlitwa Twojej matki ? Nie Twoja ?

                                            Przepraszam, ze wcinam sie w cudza rozmowe - ale tak. Tzn moze jest to rowniez modlitwa Oli, ale jej matki tez. "Uwolnij mnie ode mnie samej, pozwol mi nie byc taka wredna, zachlanna, raniaca etc" - sluchalam tego wiele razu w zyciu, w roznych wariantach. Od osob, ktore nie potrafia zlagodniec, przestac, zmienic sie chocby minimalnie, nawet jesli bardzo chca.
                                          • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 20:32
                                            fusun1804 napisała:

                                            > Olu, kto wyreżyserował ten film " Zbliżenia "? Albo napisz mi kto grał, chętnie
                                            > obejrzę.

                                            Chodzi o ten film:

                                            www.filmweb.pl/film/Zbli%C5%BCenia-2014-661550#
                                            > Tekst " uwolnij nas od siebie !!" Jest modlitwa Twojej matki ? Nie Twoja ?

                                            Nie, nie moja.
                                            To dość ważna kwestia z filmu, ale chyba nie zaspojleruję, jak wyjaśnię, kiedy pada.
                                            Matka głównej bohaterki idzie w którymś momencie do zięcia i rozkazuje mu i zarazem błaga - "Uwolnij NAS od siebie....!"
                                            "NAS" - czyli nierozerwalną parę, matkę z córką. Przyszedł taki, wlazł pomiędzy i wszystko popsuł...
                                            U nas nigdy takie słowa nie padły, ale nie mam wątpliwości, że moja matka tak właśnie myśli.
                                            • differentview Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 11:04
                                              ola_dom napisała:

                                              > Matka głównej bohaterki idzie w którymś momencie do zięcia i rozkazuje mu i zar
                                              > azem błaga - "Uwolnij NAS od siebie....!"
                                              > "NAS" - czyli nierozerwalną parę, matkę z córką.

                                              Az z ciekawosci obejrzalam dzis ten film. Mi podobal sie o wiele bardziej niz Pianistka. Zakonczenie choc szokujace z drugiej strony wcale mnie nie zaskoczylo. Ta matka po prostu nie byla w stanie przerwac symbiotycznej wiezi- proby odseparowania sie corki byly przez nia tepione calym arsenalem srodkow az w koncu siegnela po ostateczny. Zastanawiam sie co musialoby sie stac, z jakimi emocjami w sobie musialaby sie zmierzyc zeby pozwolic corce symbolicznie odejsc, zeby odpuscic. Co dokladnie w jej psychice nakrecalo ten bezwzgledny mechanizm w ich relacjach?
                                              • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 11:40
                                                differentview napisała:

                                                > Zastanawiam sie co musialoby sie stac, z jakimi emocjami
                                                > w sobie musialaby sie zmierzyc zeby pozwolic corce symbolicznie odejsc,
                                                > zeby odpuscic. Co dokladnie w jej psychice nakrecalo ten bezwzgledny
                                                > mechanizm w ich relacjach?

                                                No właśnie - to jest to pytanie, które od dawna i ja sobie zadaję, bo to jest niemal klon mojej matki...:/. Różnice dotyczą głównie okoliczności, choć i tak są niewielkie, ale zachowania są niemal identyczne. I w sumie już jakiś czas temu odpuściłam sobie szukanie odpowiedzi na to pytanie, bo jest ryzyko, że nigdy jej nie znajdę, a jednocześnie poznanie tej "tajemnicy" wcale niekoniecznie pomogłoby mi w odseparowaniu się i uniezależnieniu. A w to wolałam włożyć energię niż w kolejne próby zrozumienia matki. Tak, ogromną zasługę (bo tak to postrzegam) miało w tym to forum i Wy.
                                                Niemniej, jak się zastanowię, jest to dość przerażające. Coś jak emocjonalny stalking, na który prawo nie ma rady ;).
                                                • differentview Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 12:05
                                                  ola_dom napisała:

                                                  > No właśnie - to jest to pytanie, które od dawna i ja sobie zadaję, bo to jest n
                                                  > iemal klon mojej matki.

                                                  Wydaje sie, ze chodzi jednak o ten mechanizm parentyfikacji, o ktorym tu juz wiele razy pisalysmy- czyli dziecko tworzy z matka symbiotyczna relacje ale to matka na glebszym poziomie jest " niemowleciem" a dziecku przypisana jest rola rodzica, ktory ma odpowiedziec na kazda emocjonalna potrzebe matki czyli "niemowlecia". Wiec grozba przerwania tej symbiotycznej wiezi to apokalipsa, ktorej matka bohaterki probuje unikac na wszelkie mozliwe sposoby a na koncu, gdy juz nic nie dziala-unika jej- sama sie zabijajac. Zeby tylko nie nastapilo to symboliczne odseparowania.
                                                  • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 12:54
                                                    Wydałaś jak sie film kończy, zreszta " podskórnie " to przeczuwałam po obejrzeniu trailera.

                                                    Ze swojej strony polecam książkę " This is where I leave you " Jonathana Troopera o zydowskiej rodzinie patologicznej. Po smierci tatusia - toksyka i zwyczajnego chama, rodzina ma razem siedziec przez 7 dni , zgodnie z wymogami tradycji zydowskiej i zgodnie z zyczeniem zmarlego tatusia.
                                                    Zainteresowanym ta tematyka polecam.
                                                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 13:09
                                                    differentview napisała:

                                                    > dziecku przypisana jest rola rodzica, ktory ma odpowiedziec na kazda
                                                    > emocjonalna potrzebe matki czyli "niemowlecia".
                                                    > Wiec grozba przerwania tej symbiotycznej wiezi to apokalipsa, ktorej matka
                                                    > bohaterki probuje unikac na wszelkie mozliwe sposoby

                                                    Skóra mi cierpnie, jak to czytam, ale pewnie dlatego, że to bardzo, bardzo dotyczy mojej sytuacji.
                                                    Niejeden raz zastanawiałam się, jak to możliwe, żeby fakt, że dziecko się wyprowadza i usamodzielnia, zaczyna się separować i mieć osobne życie, był powodem do tego, żeby chcieć skończyć ze sobą???? Bo przecież moja matka też straszyła mnie samobójstwem...
                                                    Ja widziałam to bardziej, że zachowuje się jak "porzucona narzeczona", czyli w perspektywie, gdzie byłam dla niej raczej zastępczym partnerem, a nie rodzicem, choć w sumie nie wiem, czy ta różnica jest jakaś kluczowa.
                                                    Bo jakkolwiek głupie wydaje mi się zabijanie się po porzuceniu przez partnera, o tyle kończenie ze sobą dlatego, że dziecko ma teraz inne życie i inne sprawy wydaje mi się kompletnie irracjonalne.
                                                    I żeby to jeszcze było tak, że dziecko całkiem porzuca rodzica, ucieka, odcina się, zrywa kontakt. Ale nie - po prostu rodzic przestaje być najważniejszy i dostaje mniej czasu i uwagi niż wcześniej. I to staje się powodem do tego, żeby przestać chcieć żyć????
                                                  • gat45 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 13:34
                                                    ola_dom napisała:

                                                    [...]
                                                    > I żeby to jeszcze było tak, że dziecko całkiem porzuca rodzica, ucieka, odcina
                                                    > się, zrywa kontakt. Ale nie - po prostu rodzic przestaje być najważniejszy i do
                                                    > staje mniej czasu i uwagi niż wcześniej. I to staje się powodem do tego, żeby p
                                                    > rzestać chcieć żyć????
                                                    >
                                                    Nie, to ma być forma kary. Taka osoba traci z oczu fakt, że sama tego nie zobaczy, tak silna jest żądza ukarania złej córki. Tak to sobie przynajmniej wyobrażam z własnych doświadczeń i obserwacji.
                                                    Poza tym to dziwne, jak często taka właśnie toksyczna więź tworzy się z córką. Synów mamusie trują inaczej. Czasami mam wrażenie, że matka w jakiś sposób wciela się w córkę, wgryza w nią i stapia swoje życie z jej życiem. Każdy samodzielny krok córki jest więc kawałkiem życia, którego ona matkę bezprawnie pozbawia. W swoim odczuciu matka tylko się broni.
                                                    Zjawisko znam tylko na przypadkach, kiedy matka ma jedną córkę. Albo jedynaczkę, albo poza nią syna (synów). Ale po lekturze tego forum widzę, że może to także dotyczyć jednej z córek, ale jeszcze nie doszłam do tego, na jakiej podstawie następuje ten wybór ofiary. Podobieństwo do rodziny własnej lub ojca ? Kolejność urodzenia ? Nie wiem. Ale wiem, że zjawisko jest częstsze niż się przypuszcza, tylko na ogół występuje w złagodzonej formie, niekoniecznie widocznej dla otoczenia.
                                                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 13:52
                                                    gat45 napisała:

                                                    > na ogół występuje w złagodzonej formie, niekoniecznie widocznej dla otoczenia.

                                                    Oczywiście, otoczenie najczęściej widzi super relację między matką i córką, nierzadko patrzy z zazdrością, jak "one się kochają". Mam wrażenie, że toksyczność takiej relacji dostrzegają jedynie ci, którzy sami mieli z nią do czynienia, w jakikolwiek sposób. Inni w ogóle nie zdają sobie sprawy, jak to faktycznie wygląda i co tam naprawdę się dzieje...
                                                    Tylko potem nie mogą się nadziwić, że "taka dobra córka tak się zmieniła pod wpływem szkoły/chłopa/pracy/znajomych/etc." - i "odwróciła się od matki".
                                                  • differentview Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 13:40
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > I żeby to jeszcze było tak, że dziecko całkiem porzuca rodzica, ucieka, odcina
                                                    > się, zrywa kontakt. Ale nie - po prostu rodzic przestaje być najważniejszy i do
                                                    > staje mniej czasu i uwagi niż wcześniej. I to staje się powodem do tego, żeby p
                                                    > rzestać chcieć żyć????

                                                    Moge sie mylic bo nie jestem fachowcem ale wydaje mi sie, symbiotyczny zwiazek opiera sie glownie na tym, ze nie ma granicy miedzy matka a dzieckiem- stanowia jednosc- emocja pojawiajaca sie w matce bezposrednio odczuwana jest przez dziecko i na odwrot. I o to tu chodzi- zeby przyrocic stan gdy nie ma tej granicy. Wiec racjonalne refleksje- ze dziecko ma swoje zycie, swojego partnera, ze nie porzuca rodzica- nie maja na tym glebszym poziomie zadnego znaczenia. Bo z tamtego poziomu- jest tylko albo jednosc albo nie ma nic wiec pozostaje smierc. Matka bohaterki zabija sie ( sorry, ze zdradzilam final ale i tak warto obejrzec) zanim nastapi zerwanie symbiozy, ktore w jej optyce tez rowna sie smierc.
                                                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 13:59
                                                    differentview napisała:

                                                    > Bo z tamtego poziomu- jest tylko albo jednosc albo nie ma nic wiec pozostaje smierc.

                                                    To prawda. To jest kolejna sytuacja "albo-albo" - nic pośredniego nie wchodzi w grę. Trudno w to uwierzyć, nawet mnie samej trudno w to uwierzyć, jak to piszę, że "tak można" - ale tak to właśnie wygląda. Jakkolwiek idiotyczne i irracjonalne się to może wydawać.

                                                    > Matka bohaterki zabija sie ( sorry, ze zdradzilam final ale i tak warto obejrzec)

                                                    To prawda, koniec jest oczywiście ważny, ale moim zdaniem nie mniej ważne i ciekawe jest to, co się dzieje w tej relacji po drodze, jak ona wygląda i na czym polega to uwiązanie, jak się objawia, co robią obie strony, etc.
                                                    Wydaje mi się, że dla "normalnych" osób to, co jest tam pokazane, jest wręcz nierealne, nienaturalne i wydumane. A to szczera prawda, niemal film dokumentalny, na faktach, można powiedzieć ;D
                                                  • differentview Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 14:11
                                                    ola_dom napisała:

                                                    > Wydaje mi się, że dla "normalnych" osób to, co jest tam pokazane, jest wręcz ni
                                                    > erealne, nienaturalne i wydumane. A to szczera prawda, niemal film dokumentalny
                                                    > , na faktach, można powiedzieć ;D

                                                    Dla postronnych osob przede wszystkim rozne zachowania corki beda chore, mamusia ma wiecej wprawy i tak łatwo sie nie zdradzi.;) Np. matka wspomina przy stole rodzinna anegdotke a corka zaczyna walic talerzami i wykrzykiwac, ze jej nienawidzi- no niestety od razu widac, ze jest niezrownowazona psychicznie;)
                                                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 16.11.16, 14:58
                                                    differentview napisała:

                                                    > Dla postronnych osob przede wszystkim rozne zachowania corki beda chore,
                                                    > mamusia ma wiecej wprawy i tak łatwo sie nie zdradzi.;)

                                                    Hehe, a jakże :)
                                                    Otoczenie przede wszystkim widzi bezgraniczną miłość matki i jej poświęcenie dla córki, a u córki - no cóż - głównie niewdzięczność.
                                                    No niestety - wydaje mi się, że to skutki niezachwianego i niepodważalnego powszechnie przekonania, że "każda matka kocha swoje dziecko, zrobi dla niego wszystko i zawsze chce jak najlepiej". No i "na pewno nie ma złych intencji", co najwyżej "kocha nieumiejętnie". A winne są dzieci - bo to przecież one buntują się przeciw rodzicom, a nie odwrotnie.
                                                    Do tego dochodzą "dalej zaawansowane" poglądy, typu np. że jeśli dorosłe dziecko nadal mieszka z rodzicami, to na pewno dlatego, że ich wykorzystuje i na nich pasożytuje. Dziecko na rodzicach, oczywiście, nigdy inaczej :).
                                                    I tak dalej.
                              • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 10.11.16, 22:20
                                Fajnie, ze jesteś taka perfekcyjnie wyrozumiala i w stosunku do męża i do calej tej rodziny. Tyle rozumiesz, wszystko zniesiesz... Czy gdzies w tym wszystkim nie zapominasz o sobie? O swoich uczuciach? Mam wrażenie, ze zostalas w podobny sposob wychowana jak mąż. Wyrozumiałość, kultura ponad wszystko, nawet, gdy ktos jawnie pluje Ci w twarz. Stad te zachowania w stosunku do teściowej, ta uniżona postawa i bieganie w parze z mężem zamiast tupniecia noga i postawienia veto. Myślisz, ze Twoje poklady wyrozumiałości nigdy sie nie skończą i ze zniesiesz wszystko? Pytanie tylko jakim kosztem...koszt takiego postepowania będzie na pewno.
                                • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 09:56
                                  zuzi.1 napisała:

                                  > Fajnie, ze jesteś taka perfekcyjnie wyrozumiala i w stosunku do męża i do calej
                                  > tej rodziny. Tyle rozumiesz, wszystko zniesiesz... Czy gdzies w tym wszystkim
                                  > nie zapominasz o sobie? O swoich uczuciach? Mam wrażenie, ze zostalas w podobny
                                  > sposob wychowana jak mąż. Wyrozumiałość, kultura ponad wszystko, nawet, gdy kt
                                  > os jawnie pluje Ci w twarz. Stad te zachowania w stosunku do teściowej, ta uniż
                                  > ona postawa i bieganie w parze z mężem zamiast tupniecia noga i postawienia vet
                                  > o. Myślisz, ze Twoje poklady wyrozumiałości nigdy sie nie skończą i ze zniesies
                                  > z wszystko? Pytanie tylko jakim kosztem...koszt takiego postepowania będzie na
                                  > pewno.


                                  Wcale nie uważam, że jestem tak perfekcyjnie wyrozumiała jak to określiłaś ani że moja postawa wobec teściowej była uniżona. A swoich uczuć mam dość dużą świadomość.
                                  To, że ktoś cię skrzywdził czy potraktował niesprawiedliwie nie oznacza, że trzeba wytaczać armaty, biegać po całym mieście i każdemu o tym krzyczeć.
                                  Jest takie powiedzenie: nie babraj się w gó...e, bo się pobrudzisz. Uważam, że moja postawa była właśnie najbliższa temu. Cywilizowana i poprawna. Dystans i zimna krew. To nie to samo co uległość, uniżenie.
                                  Postąpiłam tak, że nie muszę się niczego wstydzić patrząc wstecz i nie zniżyłam się do jej poziomu. Nie dałam jej satysfakcji, żeby widziała że przez nią wrzeszczę płaczę czy się ciskam. Jeśli mam w tym jakieś swoje zwycięstwo to właśnie to. Zachowałam się w stosunku do niej jak do normalnej matki partnera (zaproszenie na ślub itp). A że ona nie potrafiła zachować się normalnie, to cóż, trudno.
                                  • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 11:59
                                    Ale zauważasz, ze ta postawa poprawna, cywilizowana, zimna krew i dystans jest dla Ciebie wazniejsza, niż Twoje ludzkie uczucia. Zaciskasz żeby i brniesz w g... z dystansem i powaga na ustach, byle zachować dobry wizerunek samej siebie. Moze przestań grać perfekcyjnego nadczlowieka, zejdź na ziemie i daj sobie prawo do nieznoszenia tego co jest dla Ciebie niemile i przykre. I nie musisz przy tym udawac zdystansowanej lady w żelaznej zbroi, której nikt i nic nie sprowokuje do okazania wściekłości, złości czy innych naturalnych ludzkich uczuć. Ty jesteś jak kobieta w żelaznej zbroi, ktora na zewnątrz gra twarda, wyrozumiala i silna, bo tak musi byc, ktora nie daje sobie prawa do okazania słabości, ktrora nawet w zderzeniu z prostakiem będzie grała inteligentkę z wyższych sfer, ktora nie zniży sie do poziomu ziemi. Myślisz, ze naprawde w zyciu warto byc aż rak perfekcyjnie doskonala pod każdym względem, mimo przeciwności które piętrzą sie na każdym kroku? Jakim kosztem emocj. sie to odbywa? Jesteś pewna, ze takie zachowania są przemyślane i wynikają z głębi Ciebie. Co musiałoby sie wydarzyć, żebyś jak zwykły, slaby człowiek znizyla sie do poziomu gleby, w konfrontacji z osoba, ktora Cie do tego prowokuje? Chcesz odgrywać Joanne Darc, to odgrywaj, ale koszty emocjonalne takiej postawy poniesiesz na pewno. Nie jesteś z żelaza i nie zniesiesz wszystkiego, nawet jesli masz to w planach. Jesteś tylko człowiekiem, nie zapominaj o tym i daj sobie prawo do słabości. Nie musisz wszystkich rozumieć i wszystkiego znosić. W zyciu trzeba stawiać granice a nie brać na klatę wszystko jak leci z uśmiechem na ustach, byle tylko nie okazać słabości zwykłego człowieka. Masz prawo do słabości i do nie bycia perfekcyjna. Do reagowania bez ciaglej wyrozumiałości. Czy w druga stronę ktos próbuje byc chociaż minimalnie wyrozumialy w stosunku do Ciebie, czy tez Ciebie i Twoich uczuć nie zauwaza i nie bierze w ogóle pod uwagę. Zastanów się przede wszystkim nad sobą. Bo zamiast przeżyć życie dla siebie będziesz caly czas miała na glowie a to problemy przeszle juz z teściów, a to z teściem, jego corka i własnym mężem. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty, Twoja osoba i Twoje potrzeby. Przestań kręcić sie wokół zycia rodziny męża, zajmij się lepiej swoim własnym życiem, które szybko przemija i nie pozwól żeby ktosCi je ciągle zaklocal. I pomysl co by bylo, gdyby meza nie bylo stać na utrzymywanie latami tego bałaganu? Bałagan musiałby szybko zostac rozwiązany, nie byloby innego wyjścia.
                                    • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 12:56
                                      I naprawde jako rodzina nic nie tracicie na tym, ze przez cale lata mąż jest wspolodpowiedzialny za utrzymywanie dwóch rodzin? Swojej własnej i rodzicow? Ten kredyt i inne koszty ponoszone latami na to, aby matka mogla zyc na poziomie na jakim lubi nie przeszkadzały Wam, czy jednak przeszkadzaly i ograniczaly. Pomysl, ze moze gdyby mąż przestał finansować wygodne życie matki, to ta musiałaby sie skupić na zarabianiu na utrzymanie a nie na pogrywaniu w rodzinne perfidne gierki i udawaniu poszkodowanej a z syna robieniu potwora. Ta patologie można bylo przeciąć juz dawno temu, a nie brnac w to dalej i to tolerować twierdzac ze tak musi byc. Nic nie musi. Jest jak jej bo oboje to latami tolerujecie, mąż bo jest wspoluzalezniony a Ty bo tak wypada.
                                      • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 14:41
                                        Zuziu, czytałaś odpowiedzi Weroniki na moje wpisy te z końca wątku ? Jesli nie to przeczytaj.
                                        Weronika nie jawi mi sie juz jako osoba spokojna i uległa tylko współuzależnionych i wspoluwiklana. Usprawiedliwia męża, mąż nie moze umyć rąk od swojej rodziny, nie ma w tym nic złego ze pomaga.
                                        Jakbym widziała mojego meza i sama siebie na początku malzenstwa.
                                        Ja zwróciłam uwagę na bardzo konkretne rzeczy : teść mieszka sam jeden w ogromnym domu którego utrzymanie, ba, samo ogrzewanie pochłania straszne pieniądze. Ale Weronika odpisała ze teść ma 76 lat, nie zmieni sie i nie o to chodzi zeby sie mścić nastarać owdowiałym człowieku
                                        I tak dalej
                                        Weronika niczego nie zamierza zmienic
                                        • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 15:45
                                          No skoro nic nie da się zrobić, to niech placa dalej. Moze jak pieniędzy zacznie brakować, to razem pójdą po rozum do głowy. A moze po prostu lubia tak kogoś latami wspolutrzymywac, szczegolnie, gdy ten ktos ani tego nie szanuje ani nie docenia ( tak jak niezyjaca matka). Ale ktos koniecznie musi, Bo inaczej sie udusi, to niech tak ma jak chce. Teraz beda utrzymywac tescia, babcie I duzy Dom a za kilka lat dokladac do siostry posted up, Bo duzy Dom bedzie niesprzedawalny, a koszty bedzie generowal. Wiec jeszcze wiele lat utrzymywania przez nimi. Pozostaje zyczyc im obojgu zdrowia aby podolali przez najblizsze lata. Ale chyba na biednych nie trafilo, wiec niech placa w ciemno. Co kto lubi :-)
                                        • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 16:11
                                          fusun1804 napisała:

                                          > Jakbym widziała mojego meza i sama siebie na początku malzenstwa.


                                          Może właśnie za dużo widzisz swojego i odbierasz wszystko przez ten pryzmat.
                                          Skoro nawet posłanie starzejącemu się ojcu pieniędzy jest dla Ciebie problemem?


                                          > Ale Weronika odpisała ze teść ma 76 lat, nie zmieni sie i nie o to chodzi zeby s
                                          > ie mścić nastarać owdowiałym człowieku

                                          Bo ma 76 lat. To jest fakt. A Ty uważasz, że człowiek w wieku 76 lat się zmieni?
                                          No to "good luck" jak to mówią. Możesz próbować.

                                          Czemu jak nie zemście miałoby służyć zostawienie go bez środków do życia i z 90 letnią babką na utrzymaniu?

                                          > Weronika niczego nie zamierza zmienic

                                          Tego akurat nie powiedziałam. To już Twoja nadinterpretacja.
                                          To, że nie zamierzam robić krwawych rewolucji i wywracać wszystkiego do góry nogami w niecały rok po śmierci teściowej nie jest równoznaczne z tym, że nic się nie zmieni.
                                      • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 16:22
                                        zuzi.1 napisała:

                                        > Jest jak jej bo oboje to latami tolerujecie, mąż b
                                        > o jest wspoluzalezniony a Ty bo tak wypada.

                                        Oh proszę Cię, przestań już mi mówić, że robię coś bo tak wypada, bo to świadczy tylko o tym, że albo nie czytasz co piszę albo po prostu nie widzisz, że oprócz "wypada/nie wypada" jest jeszcze całe spektrum innych możliwości i pobudek ludzkich zachowań.

                                        Uczepiłyście się tych pieniędzy jak rzep, tak jakby conajmniej Wasze były, kompletnie ignorując całą resztę sytuacji. Jakoś nie widziałam, żebyście jednak miały lepszy pomysł.
                                        Pytałam już kilkakrotnie czy Waszym zdaniem należy więc (skoro te pieniądze tak bolą) teraz ojca zostawić na pastwę losu? Niech sobie jakoś radzi, a jak nie poradzi (a wiemy, że nie poradzi) to niech sobie zgnije.
                                        Czy umyć ręce i zostawić siostrę by sama zajmowała się dochowaniem ojca do śmierci, wiedząc, że ma ona o wiele skromniejsze środki? Nie ustosunkowałyście się do tego tylko w kółko jak mantrę powtarzacie, że płacimy bo widocznie lubimy.
                                        Nie, nie lubimy. Ale na pieniądzach nie kończy się nasze widzenie sytuacji.
                                        I pisałam już również, że uważam iż mąż powinien się bardziej zainteresować co się tam dzieje. Teraz już może, bo kanały komunikacji zostały otwarte po śmierci teściowej.
                                        • tt-tka Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 16:41
                                          Weronika, ja sie z Toba zgadzam. O ile Ci to potrzebne, bo mam wrazenie, ze poukladalas sobie swoje sprawy sama, a watek otworzylas raczej jako temat do przemyslen niz pytanie o rade.
                                          Dopoki nie kosztuje to Was obojga (Ciebie i meza) zbyt wiele, o ile zgadzacie sie i dajecie rade ponosic koszty finansowe i emocjonalne, nie ma sprawy. Byc moze kontakt z siostra zaowocuje bliskoscia, byc moze po smierci tescia krajowa czesc rodziny zniknie z Waszego zycia, rozne scenariusze zycie pisze.
                                          Kanaly komunikacji zostaly otwarte. Chcecie sie komunikowac. A do czego sie dogadacie, czas pokaze.
                                        • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 16:47
                                          Moim zdaniem, jesli tak konkretnie pytasz, mąż nie powinien brać kredytu na remonty domu rodzicow. Powinien poprosić siostrę o przeslanie konkretnego rozliczenia wydatków i określić sie jednoznacznie, ze ze swojej strony moze dolozyc do utrzymania ojca konkretna kwotę np. 2 tys zl. Takie postawienie sprawy wymusi na rodzinie zastanowienie sie nad sytuacja fin. i dostosowanie działań do możliwości fin. tej rodziny. Ale to jest tylko moje podejscie. Ktos inny moze uznać za stosowne w takiej sytuacji otwarcie siostrze nielimitowanej linii fin. pomocy. I to będzie jego decyzja. Chce tylko pokazac, ze od lat kontynuujecie podobne podejscie tj. brak stawiania granic rodzinie, najpierw robił to sam mąż, potem dolaczylas do niego Ty i wspierasz i usprawiedliwiasz te działania.
                                          • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 17:33
                                            W takim razie jednak dorzucę moje 3 grosze .....
                                            to ten mąż brał kredyt na remonty domu rodzicow ???
                                            Acha, to to Weronika nazywa skomplikowana sytuacja prawna domu .... Tak, to rzeczywiście skomplikowane.
                                            Czyli przed śmiercią teściowej o one teściowie mieszkali we dwoje w ogromnym domu remontowanym za pieniądze męża...... teraz teść mieszka sam w ogromnym domu ... tak chce , tak lubi i nie zmieni sie bo ma
                                            76 lat. ...... a mąż Weroniki ma bez szemrania placic. A Weronika milczy bo sprzeciwienie sie to wojna i zemsta.
                                            Weroniko, zapytam jeszcze, gdzie Wy z mężemmieszkacie ? Tez we dwoje w ogromnym domu ? Z czego mąż bedzie spłacał kredyt w przypadku utraty pracy ?
                                            A moze to jest Wasz wspólny kredyt ? Juz nic mnie nie zdziwi.
                                                  • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 18:42
                                                    Zuzi, mnie tez czytanie tego meczy ..... ale doczytałam i tak jak mi sie wydawało , tam jest jeszcze jeden brat. Nie tylko mąż Wero iki i siostra - ciemiężony anioł - jeszcze brat jest.
                                                    Czyli mąż w nieokreslonej przyszłości dostanie w spadu 1/3 domu na którego remont sie poważnie zadłużył .......
                                                  • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 19:34
                                                    Tak i ten dom i koszty z nim związane byl, jest i będzie mu potrzebny jak dziura w moscie...Facet dal sie wrobić w kredyt, uciekl za granice, ale nie rozwiązał problemu z uzależnieniem od rodziny. Ciekawe co będzie dalej. A zona nie chce sie w to mieszać, woli sprawę załatwić pieniędzmi placonymi przez męża od lat, aby teraz juz nie mścić sie na owdowialym staruszku... To jest przykład tego, do czego w rodzinie moze prowadzić wspoluzaleznienie i brak stawiania granic. I ze jeszcze zona moze być w takiej sytuacji aniolem stróżem tej patologii rodzinnej, to wręcz niepojęte, racjonalizujac przyczyny swojego postepowania i myślenia, jak tylko się da.
                                                  • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 20:01
                                                    Czytałaś końcowe posty Weroniki ? Na rzeczowa argumentacje reaguje agresja - domyślam sie ze tak reaguje jej mąż na argumentacje z jej strony i podobnie agresja reaguje rodzina na ewentualne próby kontroli wydatków.

                                                    Przeciez oni nawet nie wiedza na co ich kasa idzie !! Nie wiedza i nie zamierzają sie dowiedzieć - bo to skomplikowane.
                                                    Teść bedzie dalej mieszkał sam w ogromnym domu - jesli jie bedą placic to teść zamarznie .... a babcia zgnije ..... a przeciez nie o to chodzi .......
                                                    Moja propozycje kontrolowania wydatków Autorka określiła jako paranoje. A dla mnie paranoja jest ten kredyt.

                                                    Weronika nie moze sie związać z kimś nieuwikłanym - jej zdaniem takich ludzi nie ma. Kazdy jest uwikłany - a to rodzice, a to to małe dzieci z poprzedniego związku , a to szalony ex- partner ..... Jej zdaniem kazdy ma jakis error - tak to wlSnie nazywa - error i tak musi byc, nic sie nie da zrobic. Ona sama ma rozliczne errory i dlatego znosi errory męża .......

                                                    I jeszcze sie cieszy ze siostra męża nie mowi zeby w takim razie wrócili do Polski i sami osobiście wszystkiego doglądali. Bo jak siostra zażąda powrotu to co ? Nic tylko rezygnować z dobrze płatnej pracy i wracać do Polski zajmowac sie teściem i babcia.

                                                    Ona zna takich którzy tak zrobili - wrócili do Polski, dzieci poszły do polskiej szkoły i to wszystko zeby sie rodzicami zajmowac.
                                                    Az mi sie słabo zrobiło jak to przeczytałam. Ludzie wywrócili dzieciom zycie do góry nogami, skazali na rozpoczynanie zycia zawodowego w o wiele mniej sprzyjających warunkach - zeby sie rodzicami zająć.
                                                • tt-tka Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 19:11
                                                  fusun1804 napisała:

                                                  > W nieokreślonej przyszłości ( po śmierci teścia wiec nie wiadomo kiedy ) syn do
                                                  > stanie polowe domu w kraju w którym nie mieszka.
                                                  >
                                                  > Tak, to rewelacyjna inwestycja .......

                                                  Boru, moze zostac splacony przez rodzenstwo, moga sprzedac, w kazdym razie jest to wartosc trwala.
                                                  NB dom wymaga nie tylko nakladow, ale i ciaglych staran typu sprzatanie, czyszczenie, konserwacja, codzienne dbanie. Jedni daja wklad finansowy, inni wklad pracy.
                                                  • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 19:36
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > fusun1804 napisała:
                                                    >

                                                    > Boru, moze zostac splacony przez rodzenstwo, moga sprzedac, w kazdym razie jest
                                                    > to wartosc trwala.
                                                    > NB dom wymaga nie tylko nakladow, ale i ciaglych staran typu sprzatanie, czyszc
                                                    > zenie, konserwacja, codzienne dbanie. Jedni daja wklad finansowy, inni wklad p
                                                    > racy.

                                                    I po co to wszystko ? Jaki sens maja nakłady finansowe i wkład pracy w dom zamieszkiwany przez jedna osobę ? W dom którego ogrzewanie strasznie duzo kosztuje ?
                                                    Z tego co wiem to mąż Weroniki mieszka od kilku lat za granica i nie rozważa powrotu do Polski.

                                                    W związku z powyższym dbam tylko o swoj własny dom, sprzątam, czyszczę, remontuje, konserwuje to co do mnie należy.
                                                  • tt-tka Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 19:41
                                                    fusun1804 napisała:

                                                    >
                                                    > I po co to wszystko ? Jaki sens maja nakłady finansowe i wkład pracy w dom zami
                                                    > eszkiwany przez jedna osobę ? W dom którego ogrzewanie strasznie duzo kosztuje
                                                    >

                                                    A to jest zupelnie inne zagadnienie - i w tej chwili nie pisze o sprawach Weroniki, tylko ogolnie. Bywa, ze nikt z ta osoba samotnie zajmujaca duzy dom nie chce zamieszkac na stale i sa po temu powody. Bywa, ze ktos, kto przezyl tam spora czesc zycia nie chce sie przeprowadzic ani zamienic lokum na inne. Zmusic nie sposob - co najwyzej zostawic z tym domem i niech niszczeje i dom, i jego mieszkaniec. Niektorzy decyduja sie na takie rozwiazanie. Niektorzy nie.
                                                  • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 19:52
                                                    fusun1804 napisała:

                                                    > I po co to wszystko ? Jaki sens maja nakłady finansowe i wkład pracy w dom zami
                                                    > eszkiwany przez jedna osobę ? W dom którego ogrzewanie strasznie duzo kosztuje
                                                    > ?



                                                    Zakładam w takim razie, że znasz jakiś genialny sposób by 76 letniego człowieka wyrzucić z jego własnego domu wbrew jego woli? Może się podziel w takim razie zamiast rzucać puste hasła.
                                                  • ola_dom Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 14.11.16, 11:00
                                                    veronikaniebieska napisała:

                                                    > Zakładam w takim razie, że znasz jakiś genialny sposób by 76 letniego człowieka
                                                    > wyrzucić z jego własnego domu wbrew jego woli? Może się podziel w takim
                                                    > razie zamiast rzucać puste hasła.

                                                    Ja też się chętnie dowiem.
                                                    Aha - metodę "przestań się dokładać, to sam/a zrozumie, jak mu zacznie brakować na jedzenie/ogrzewanie/światło" już znam.
                                                    Jeśli jednak ktoś zna bardziej humanitarne sposoby, to chętnie poczytam.

                                                    I napiszę jeszcze jedno - jeśli za względny spokój sumienia mogę zapłacić pieniędzmi - to naprawdę chętnie to zrobię. I robię. Wprawdzie musiałam nieco zweryfikować "daninę", żeby spokoju sumienia nie przygniatało poczucie mojej własnej krzywdy i niesprawiedliwości - ale od kiedy tak się stało, jest mi naprawdę wygodnie z tym, że pomagam finansowo mamie, A TERAZ mam już też pieniądze na swoje sprawy.
                                                    Więc jeśli podobnie jest u Veroniki i jej męża - to ja to bardzo dobrze rozumiem. Jeśli nie do końca - bardzo polecam wyważenie "kwoty pomocowej".
                                            • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 19:46
                                              fusun1804 napisała:

                                              > W takim razie jednak dorzucę moje 3 grosze .....
                                              > to ten mąż brał kredyt na remonty domu rodzicow ???
                                              > Acha, to to Weronika nazywa skomplikowana sytuacja prawna domu .... Tak, to rze
                                              > czywiście skomplikowane.
                                              > Weroniko, zapytam jeszcze, gdzie Wy z mężemmieszkacie ? Tez we dwoje w ogromnym
                                              > domu ? Z czego mąż bedzie spłacał kredyt w przypadku utraty pracy ?
                                              > A moze to jest Wasz wspólny kredyt ? Juz nic mnie nie zdziwi.


                                              Wiesz, naprawdę nie ma powodu robić się agresywną tylko dlatego, że się ze mną nie zgadzasz i bierzesz cała sytuację zdecydowanie zbyt osobiście.
                                              Jakie to ma znaczenie czy my z mężem też mieszkamy w ogromnym domu? Może i mieszkamy i co z tego?
                                              Skoro piszę że sytuacja jest skomplikowana to znaczy, że jest, bo znam ją lepiej od Ciebie.
                                              I nie dlatego, że mąż miał kaprys finansowania remontu. Skoro piszę, że nie chcę się w to wgłębiać na publicznym forum to znaczy, że nie chcę się w to wgłębiać i poddawać ocenom oraz szczegółowym analizom przypadkowych osób, które coś wyrwały z kontekstu i czują się uprawnione krytykować. Minimum kultury wymagałoby to uszanować.
                                              Żeby uspokoić Twoje nerwy i uciąć te spekulacje to wyjaśnię, że mąż jest współwłaścicielem nieruchomości, "uszczęśliwiony" w wieku 18 lat przez rodziców (więc nie, nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo zwyczajnie był za młody by przewidzieć konsekwencje 20 lat później). Nieruchomości mają zapis służebności dożywocia, więc nie można ot tak sobie ich sprzedać i pozbyć się kłopotu. Potrzebna jest do tego zgoda wszystkich zainteresowanych stron, z których jedna przez większość czasu leży nieprzytomna w domu opieki. Mąż więc ma prawny obowiązek dochować ich do śmierci, o czym pisałam już wcześniej. Ale oczywiście Ty wiesz lepiej i uważasz że to po prostu nasze widzimisie.

                                              Więc według Twojego podejścia należy sobie odpuścić, odciąć się, pozwolić by wszystko popadło w ruinę, a rodzice na starość tułali się po MOPS-ach. DLA ZASADY. By się zemścić, bo rodzice nie przyszli na nasz ślub.
                                              A potem płacić za sądy, prawników i kolejne remonty by doprowadzić zaniedbane domy do stanu sprzedawalności. Genialna logika.

                                              Wybacz, ale nie mam ochoty dalej z Tobą dyskutować. Nie widzę sensu rozmowy z osobami, które po kilku wątkach w internecie przekonane są że wszystko wiedzą najlepiej. Widzisz to co chcesz widzieć a ja nie mam ochoty udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
                                              • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 20:42
                                                " Żeby uspokoić Twoje nerwy i uciąć te spekulacje to wyjaśnię, że mąż jest współwłaścicielem nieruchomości, "uszczęśliwiony" w wieku 18 lat przez rodziców (więc nie, nie miał zbyt wiele do powiedzenia, bo zwyczajnie był za młody by przewidzieć konsekwencje 20 lat później). Nieruchomości mają zapis służebności dożywocia, więc nie można ot tak sobie ich sprzedać i pozbyć się kłopotu. Potrzebna jest do tego zgoda wszystkich ".

                                                Weroniko, ja sie nie denerwuje. JA nie mam powodu do nerwów.

                                                Jesxze wczoraj czy przedwczoraj pisałaś ze teść byc moze ( ale nie na pewno ) ma początki Parkinsona i mieszka sam w ogromnym dom. Tesciowanie zyje. To kto leży nieprzytomny w domu opieki i nie zgadza sie na sprzedaż domu ?

                                                Weroniko, mowię to bez żadnego cynizmu i złośliwości. Myśle ze powinnas skorzystać z pomocy fachowca tzn psychologa zeby sie odwiklac, wysluplac z tego uwikłania, z tej niemocy, z tego niedasie.
                                                Moje argumenty Cie nie przekonują, zarzucasz mi - bezpodstawnie - brak kultury.

                                                " By sie zemścić bo rodzice nie przyszli na ślub".
                                                Jak juz inne forumowiczki podkreślały, zemsta to jedynie Twoja projekcja. Nikt poza Toba sama o zemście nie mowil.
                                                A co do nieprzyjścia na ślub - to było chyba najmniejsze przewinienie teściów. Gdyby przyszli to zamienili by Ci ten ślub w piekło. Sama pisalas ze tesciowa Cie oczerniała i szkalowała, rozpuszczała plotki o Twojeej rodzinie.


                                                • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 21:14
                                                  W domu opieki leży zapewne babcia. Syn miał sie nimi opiekować, przepisali na mlokosa dom w zamian za remont i dożywocie, a ten podly sie wyrwal z klatki... I nie wystarczyly pozostale dzieci do szczęścia. Takie rodziny sa zaburzone i chore. Brak słów... Tutaj naprawde tylko dobry fachowiec moze pomoc przede wszystkim mężowi.
                                        • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 16:54
                                          "I pisałam już również, że uważam iż mąż powinien się bardziej zainteresować co się tam dzieje. Teraz już może, bo kanały komunikacji zostały otwarte po śmierci teściowej."

                                          O Boże .. ..... nic tylko pogratulować i cieszyć sie z tych otwartych kanałów komunikacji. Bo przed śmiercią teściowej mąż po prostu płacił nie mając pojęcia na co ......
                                          A ja uważam ze Twoj mąż powinien zająć sie sobą, Toba i swoim małżeństwem z Toba.
                                          Widze Weroniko ze stajesz sie agresywna wiec juz nie będę sie w tym wątku wypowiadać. A Ty sie dalej interesuj teściem, szwagierka, babcia i ciesz sie z bonusu w postaci śmierci teściowe bo jakby nie umarła to jescze by Wam kilkanaście lat zatruła.
                                          Czy zdajesz sobie sprawę z tego ze skoro teść ma 76 lat to to może trwać jeszcze 15 lat ? Teraz niczego nie będziecie załatwiać bo rok po śmierci zony to za wcześnie. To kiedy w takim razie ? Kiedy nastąpi ten właściwy moment ?

                                          Tak, widze wszystko poprzez moje własne doswiadczenia bo innych poza moimi własnymi nie mam
                                          Mieszkam natomiast od bardzo dawna za granica i sporo rodzinnych historii słyszałam od rodaków
                                          W rodzinie mojej koleżanki dopiero nastoletnie dzieci zbuntowały sie przeciwko sponsorowaniu rodziny w Polsce ich kosztem
                                          tam nie było wczasów za granica bo trzeba było remontować dom w Polsce
                                          nowy parkiet nowa łazienka nowa kuchnia u teściowej albo ogrzewanie u siostry
                                          Przepraszam bardzo ale i terpunkcja mi nie działa
                                          • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 17:20
                                            10/10 Fusun. Mąż Veroniki znalazł sobie inteligentnego kompana w osobie zony do trwania w tym obiedzie. Jak mu zabraknie argumentów na utrzymanie dotychczasowej sytuacji, to zona na pewno mu w tym pomoże. Czego to sie nie robi w ramach szacunku do męża i w ramach nie babrania sie w g. :) Ja się zmęczyłam od samego czytania, gdybym miała w takim bagnie trwac i je sobie inteligentnie racjonalizować to nie wiem co bym zrobila...
                                    • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 15:46
                                      zuzi.1 napisała:

                                      > Ale zauważasz, ze ta postawa poprawna, cywilizowana, zimna krew i dystans jest
                                      > dla Ciebie wazniejsza, niż Twoje ludzkie uczucia.
                                      Zaciskasz żeby i brniesz w g.
                                      > .. z dystansem i powaga na ustach, byle zachować dobry wizerunek samej siebie.
                                      > Moze przestań grać perfekcyjnego nadczlowieka, zejdź na ziemie i daj sobie praw
                                      > o do nieznoszenia tego co jest dla Ciebie niemile i przykre. I nie musisz przy
                                      > tym udawac zdystansowanej lady w żelaznej zbroi, której nikt i nic nie sprowoku
                                      > je do okazania wściekłości, złości czy innych naturalnych ludzkich uczuć. Ty je
                                      > steś jak kobieta w żelaznej zbroi, ktora na zewnątrz gra twarda, wyrozumiala i
                                      > silna, bo tak musi byc, ktora nie daje sobie prawa do okazania słabości, ktrora
                                      > nawet w zderzeniu z prostakiem będzie grała inteligentkę z wyższych sfer, ktor
                                      > a nie zniży sie do poziomu ziemi. Myślisz, ze naprawde w zyciu warto byc aż rak
                                      > perfekcyjnie doskonala pod każdym względem, mimo przeciwności które piętrzą si
                                      > e na każdym kroku? Jakim kosztem emocj. sie to odbywa? Jesteś pewna, ze takie z
                                      > achowania są przemyślane i wynikają z głębi Ciebie. Co musiałoby sie wydarzyć,
                                      > żebyś jak zwykły, slaby człowiek znizyla sie do poziomu gleby, w konfrontacji z
                                      h A gdzie


                                      Ale takie właśnie SĄ moje uczucia. Nie chciałam babrać się w g. Nie dlatego żeby wyjść na kulturalną paniusię inteligentkę. Ale dlatego, że PO PROSTU NIE CHCIAŁAM. Nie chciałam wykłócać się ani tupać nóżkami. Nie musiałam tutaj nic tłumić ani blokować ani odgrywać Joanny D'arc. Po prostu, zwyczajnie, nie miałam ochoty żreć się z teściową i rodziną męża. Nie mam prawa do tego?

                                      Dlaczego tak uparcie i Ty i funsun chcecie mi wmówić, że powinnam czuć inaczej? Bo Wy tak uważacie. Że powinnam co innego akceptować, bo Wy uważacie coś za nieakceptowalne.
                                      Piszesz tak jakbyś wiedziała lepiej ode mnie co mnie złości, co mnie prowokuje i co jest dla mnie nie do zniesienia. Zupełnie nie biorąc pod uwagę, że możesz się zwyczajnie mylić. Bo nie jesteś mną.
                                      Oczywiście, że są ludzie, którzy za swoje krzywdy będą mścić się do końca życia i nigdy nie odpuszczą. I odnoszę wrażenie że i Ty i funsun jesteście właśnie adwokatkami takiego podejścia, wszystko inne uznając za współuzależnienie, nietroszczenie się o siebie itp.
                                      Jeśli kogoś taka strategia na życie bawi lub jest mu potrzebne to proszę bardzo. Ale to nie znaczy, że każdy ma taką samą potrzebę.

                                      Napiszę po raz kolejny, są wojny w które nie warto grać. Tak po prostu. Nie po to by pokazać komuś że jest się z żelaza. Ale dlatego, że zwyczajnie szkoda czasu, energii, zdrowia psychicznego.


                                      > Przestań kręcić sie wokół zycia rodziny męża, zajmij się lepiej swoim własnym życiem, które szybko przemija i nie pozwól żeby ktosCi je ciągle zaklocal. I pomysl co by bylo, gdyby
                                      > meza nie bylo stać na utrzymywanie latami tego bałaganu? Bałagan musiałby szybk
                                      > o zostac rozwiązany, nie byloby innego wyjścia.


                                      I widzisz, właśnie to robię. Zamiast pałać wściekłością i żądzą zemsty wobec rodziny męża, które tu propagujecie.
                                      Odpuszczam, a Wy piszecie, że nie można odpuszczać, bo to tłumienie, żelazna zbroja, współuzależnienie. W jednym tylko poście zaprzeczasz sama sobie. Mam nie odpuszczać, ale też jednocześnie mam nie pozwalać by ktoś zakłócał moje życie. Mam zająć się swoim życiem i odczepić się od rodziny męża, a jednocześnie mam szczegółowo kontrolować wydatki siostry, teścia, babci. Zgłupieć można.

                                      Oczywiste, że gdyby nie było innego wyjścia to bałagan musiałby zostać rozwiązany. Ale póki co JEST inne wyjście.
                                      • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 11.11.16, 16:33
                                        Wiesz, ale o tej zadzy zemsty to jedynie Ty sama piszesz I to wiele razy I wlasciwie nie wiem dlaczego. Zadna z nas o tym ani razu nie pisala I nie propagujemy zemsty a jedynie uregulowanie uczciwe spraw zgodnie ze zmienajaca sie rzeczywistoscia po smierci tesciowej. Podejrzewam jedynie, ze Ta zadza zemsty z Ciebie naturalnie wychodzi, Bo dostalas emocjonalnie mocno od tesciiwej, bez zadnego powodu. Ale zgodnie ze swoim dotychczasowym podejsciem zamiatasz Ta wylewajaca sie naturalnie chęć zemsty pod dywan i zgodnie ze swoim zwyczajem udajesz silna inteligentke, ktora jest ponad takie plebejskie uczucia jak chęć zemsty... Byc moze dlatego tak często o zemście wspominasz. Ale ona będzie wracać, nawet jezeli będziesz ja w ten sposób wypierać i próbować zracjonalizować. A skoro jest INNE wyjście, czyli dalsze placenie, a Wy oboje z mężem dalej nie macie nic przeciwko temu, to można powiedziec, ze sprawy nie ma i wszyscy sa zadowoleni. I koniec :-)
                  • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 17:30
                    fusun1804 napisała:

                    > Tobie, Weroniko, proponuje zadarte wszystkie pytania teściowi i szwagierce. K
                    > ulturalnie, spokojnie, bez wyrzutów, po prostu zapytać dlaczego nie powiadomili
                    > o jej rychłej śmierci.


                    Było sporo rozmów na ten temat ze szwagierką, bezpośrednio po śmierci teściowej i w okolicach pogrzebu ale ona twierdzi, że nie wiedziała. To znaczy, odwiedzała matkę w szpitalu ale nie wiedziała jaki dokładnie jest jej stan. Tak twierdzi. Czy to jest prawda czy nie pewnie nigdy się nie dowiemy. Dla mnie nie bardzo się to trzyma kupy, ale nie moją rolą drążyć i dopytywać.
                    Teść zachowuje się tak jakby wiedział. Nie był zaskoczony jej śmiercią.

                    Cóż, ja nie twierdzę, że teściowa miała obowiązek poinformować syna tym, że umiera. Nie twierdzę też, że ojciec i siostra mieli obowiązek powiedzieć mężowi, jeśli teściowa sobie tego nie życzyła. Miała prawo nie chcieć syna widzieć przed śmiercią, miała prawo nie chcieć by syn wiedział, że ona umiera.
                    Ja po prostu stwierdziłam fakty.
                    Czy zbrodnia mojego męża była aż tak wielka by ukarać go w ten sposób? Tu już każdy ma prawo do własnej oceny.


                    Ja przede wszystkim zapytałabym teścia o to dlaczego ni
                    > gdy sie z synem nie skontaktował, dlaczego nie napisał, nie zadzwonił. I zrobił
                    > abym to w obecności meza, nie za jego plecami.


                    Ja nie czuję się uprawniona do zadania takiego pytania. Uważam, że to jest w gestii męża. To w końcu jego ojciec i jego relacja z nim.
            • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 15:53
              Aby kogoś za cos przeprosić to trzeba czuć skruchę lub niezręczność danej sytuacji plus miec umiejętność oceny własnego zachowania jako niewłaściwego i umiejętność posypania Glowy popiolem i przeproszenia za winy. Jesli ktos posuwa sie do takich zachowan w stosunku do własnego dziecka, rodzeństwa czy bliskiego, po czym po śmierci teściowej udaje, ze wszystko jest ok i nic się nie stało,jestesmy wielka kochajaca sie rodzina, to raczej nie posiada umiejętności przyznania sie do winy i postawienia swojego wizerunku w sytuacji obciazajacej. Pytanie jeszcze co zrobi mąż autorki i jak się zachowa, gdy ona mu powie wprost o swoich nieprzyjemnych odczuciach oko w oko. Ponadto co on zrobi gdy ona jego rodzinie pochodzenia zacznie zadawać niewygodne pytania w związku z przeszłością. Tu jest spora niewiadoma i ryzyko dla tego małżeństwa. Bo w zderzeniu z autorki wątpliwościami moze sie okazać, ze blizsza mężowi jest rodzina pochodzenia i woli kontynuowac grę pt. nic się nie stało, niż wypowiedzieć glosno wątpliwości nt. ich zachowan. Lub woli tych wątpliwości nie ujawniać, aby nie ryzykować zachwiania kontaktów z rodzina pochodzenia.
              • enith Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 16:42
                zuzi.1 napisała:

                > Aby kogoś za cos przeprosić to trzeba czuć skruchę lub niezręczność danej sytua
                > cji plus miec umiejętność oceny własnego zachowania jako niewłaściwego i umieję
                > tność posypania Glowy popiolem i przeproszenia za winy.

                Otóż to, zuzi. Tego właśnie brakuje rodzinie męża Veroniki. Nie ma tam za grosz refleksji nad podłym zachowaniem u nikogo. Nikt nie poczuwa się do winy, to i konsekwentnie nikt nie poczuwa się do przeprosin. Winna była matka, winę razem z nią złożono do grobu, my jesteśmy czyści, nie mamy sobie nic do zarzucenia, odkreślamy przeszłość grubą kreską.

                > Pytanie je
                > szcze co zrobi mąż autorki i jak się zachowa, gdy ona mu powie wprost o swoich
                > nieprzyjemnych odczuciach oko w oko. Ponadto co on zrobi gdy ona jego rodzinie
                > pochodzenia zacznie zadawać niewygodne pytania w związku z przeszłością. Tu jes
                > t spora niewiadoma i ryzyko dla tego małżeństwa.

                Ja wiem, co zrobi mąż autorki wątku. Zareaguje agresywnie, jak to robił w przeszłości w okolicach ślubu i tej nieszczęsnej wyprawy do Polski w celu złożenia na ręce matki zaproszeń. Wtedy Veronica nawet rozważała zawieszenie ślubu na pewien czas, bo agresja męża skierowana została na nią, choć powodowała ją nie ona, ale posrane stosunki z rodziną. Ale to Veronice się obrywało, bo ona była najbliżej. Przypuszczam, że jeśli teraz zacznie zadawać niewygodne pytania, sytuacja się powtórzy i tak, to może być ryzykowne dla tego małżeństwa. Dlatego ja radzę Veronice odciąć się całkowicie od stosunków na linii mąż - jego rodzina. Jeśli chcą żyć w bańce iluzji, to ich sprawa. A Veronica niech sobie wypracuje własne stosunki z poszczególnymi członkami rodziny według jej własnego uznania. Nawet jeśli będzie to oznaczać wyłącznie chłodne, kurtuazyjne kontakty raz na jakiś czas.

              • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 17:58
                zuzi.1 napisała:

                > Aby kogoś za cos przeprosić to trzeba czuć skruchę

                Celnie napisalas i ja pociagne ten temat. Moge cos napisac od siebie? Jako introwertyczka w dodatku zmeczona zyciem wyznaje zasade "odczepcie sie wszyscy ode mnie" lub mniej oglednie "wszyscy spadac". Mimo, iz mam to prawie wypisane na czole, zdarzalo mi sie/zdarza sie, ze ktos z rodziny rosci do mnie pretensje o sprawy, ktore sobie uroil w glowie. Bo nie zaprosilam do siebie, a (jego zdaniem) powinnam, bo nie okazalam wystarczajaco duzo zalu na pogrzebie, bo 10 lat temu cos powiedzialam co sie nie spodobalo. Bo to, bo tamto. Zdarzylo mi sie, ze ktos mi zrobil awanture, sfochowany. Bo nie spelnilam czyichs oczekiwan. Probuje sie teraz wczuc w sytuacje, gdzie jakis kuzyn/ciotka, szwagier/dowolne wstawic ma do mnie pretensje i oczekuje przeprosin, ze nie zawiadomilam o zlym stanie zdrowia jakiegos czlonka rodziny. Albo czuje sie urazony bo nie poparlam go/jej w jakims konflikcie. Mialabym tylko jedno do powiedzenia: wypad. Bez cienia skruchy.
                • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 18:03
                  Gdyby na ta konkretna sytuacje o której napisalas spojrzeć bez calej historii ktora znamy w tle, to zgadzam sie z Twoja reakcja. Natomiast imo należy na to spojrzeć jako na caloksztalt, a nie na jedna wyrwana sytuacje i oczekiwania z dupy wzięte pt. spelnij moje potrzeby bo ja tak chce.
                  • anamatopeja Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 18:34
                    Teoretycznie tak bo całość ma tu głębsze dno,
                    natomiast mnie też się wydaje dziwny żal, że rodzina nie zawiadomiła o chorobie matki, jeśli ta matka jasno się wypowiedziała że syna i synowej nie chce na oczy widzieć, kontakty zrywa, wyklina itd, a reszta rodziny się do matki już wcześniej dostosowała i robili to co ona oczekuje.
                    Bo z jednej strony autorka z mężem uznali fakt, że tych kontaktów wzajemnych nie ma, a z drugiej mają pretensje że nie byli informowani na bieżąco że jest chora. Przecież wiedzieli, że rodzina się od nich odsunęła na żądanie matki. Więc to, że nie dostali informacji nie było zachowaniem innym niż do tej pory.

                    U mnie akurat w rodzinie jest zwyczaj, że nawet jak się nie utrzymuje kontaktów innych niż kartki na święta to o śmierci kogoś zawiadamia się całą rodzinę. Natomiast o chorobie już niekoniecznie, i raczej tych bliższych i aktywnie uczestniczących w angażowaniu się w kontakty a nie każdego kuzyna w okolicy.
                    Tu oczywiście jest relacja rodzic-syn więc bardzo bliska wg więzów krwi natomiast nie szacunku, ale znam nawet taki przypadek że matka nie poinformowała syna o śmierci jego ojca - bo syn był na tyle nieodpowiedzialnym lekkoduchem balującym gdzieś w świecie że uznała iż zawiadomienie go to tylko sprowadzenie sobie zamieszania na głowę i jej nie jest to potrzebne. Różnie więc bywa.
          • fusun1804 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 07:08
            Ja znam ludzi którzy w identycznych sytuacjach sie wyłamali. Ja sama - straciłam cała rodzine i co z tego ? Straciłam spotkania świąteczne przy których by mnie dołowali i poniżali mnie ( uderzyć juz nie moga ). Nie czuje żalu związanego z ta " strata". Wręcz przeciwnie- co za ulga ......
            Podobnie wnukowie mojego meza - stracili babkę i ciotki wyszczekujace oszczerstwa i kalumnie a zyskali zony i dzieci.
            Moim zdaniem to pozytywny bilans.
        • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 11:26
          No możliwe. Przez x lat ta zaburzona kobieta tak nimi manipulowala, zręcznie szantazowala, rozgrywala własne puzzle, by by wszyscy byli jej życzeniom ulegli. A oni się jej zwyczajnie bali, nie mieli " jaj" żeby jej się przeciwstawić. To są lata urabiania tych ludzi bez własnego charakteru i bez "jaj". Malzonek jako pierwszy ulegly pantofel, potem corka robiaca co mamusia sobie życzy, nie widząca innej możliwości, a na końcu niby krnąbrny syn, który pod wpływem zony sie zbuntowal, ale dalej w duszy mimo wszystko byl jak ulegly piesek walczący o swoje 5 minut laski u zaburzonej matki. Dynamika calej tej rodziny jest ciekawa, wszyscy jakby wyjalowieni z charakterów własnych. Weronika opisz za jakiś czas co dalej z relacjami w tej rodzinie sie dzieje. Tutaj jeszcze wiele moze sie zdarzyć lub sytuacja moze sie unormować na stale. Dbaj o siebie i nie rob nic na przekor sobie i swoim emocjom.
        • veronikaniebieska Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 00:03
          fusun1804 napisała:

          > Jak to możliwe ze dorośli, niezależni finansowo
          > ludzie tańczą jak im pytani matka zagra ?


          Powiem więcej. Teściowa była finansowo zależna zarówno od mojego męża jak i od swojej córki. Taki paradoks. I nie była to absolutnie kwestia biedy, braku pieniędzy na lekarstwa, tylko po prostu przyzywczajenie do pewnego poziomu życia.
    • anamatopeja Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 09:37
      Pytanie czy bardziej jesteś zazdrosna o to, że mąż tak się rzucił w ten kontakt z rodziną i ignoruje twoje uczucia i fakt że oni ciebie odrzucali i ciebie to boli a on nic,
      czy tylko rozgoryczona wobec nich, bo sytuacja otworzyła twoje stare poczucie skrzywdzenia.
      czy przedyskutowałaś problem swoich emocji z mężem?
      czy jesteście gotowi siąść z tamtą rodziną i powiedzieć im w twarz "to, że milczeliście gdy teściowa mnie gnoiła było podłe i uważam, że należą nam się przeprosiny".
      czy może wkurza cię, że tyle lat miałaś związek z mężem oparty na unikaniu jego rodziny, a teraz wchodzą wam w życie nowe toksyczne osoby i boisz się, że małżeństwo na tym ucierpi
      • apersona Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 09:55
        Słusznie, warto pogadać z mężem, czy obecnie zbyt dużo czasu i energii nie poświęcacie na kontakty z osobami niekoniecznie wrednymi czy toksycznymi ale po prostu mało wartymi. Jak pokazało doświadczenie z nimi może być miło i przyjemnie, jak wszystko się układa gładko samo z siebie, oni chętnie coś od was przyjmą, ale w razie trudności nie możecie na nich liczyć. Nie zmuszałabym się wbrew sobie do odgrywania serdeczności i miłości rodzinnej.
    • blue_meerkat Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 10:07
      A ja uwazam ze takie zrzucanie winy na jedna osobe z jednoczesnym wybielaniem siebie I reszty rodziny jest zdziebko podejrzane I sugeruje dziwna dynamike w rodzinie, zwlaszcza przy tym naglym obrocie stosunkow o 180 stopni. Jesli ktos nie widzi swojej roli (przyzwalanie, biernosc) w takim konflikcie I zrzuca CALA wine na druga strone, cokolwiek zlego sie zdarzy w przyszlosci taka osoba (lub rodzina) bedzie szukac winy w innych. Teraz jest to tesciowa, taka czarna owca rodzinna.
      • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 10:46
        przyzwalanie, biernosc) w takim konflikcie


        troche na temat a troche obok, bo juz po raz drugi pojawia sie w tym watku kwestia "brania strony" . Przyznam, ze nie rozumiem tego cisnienia na to, aby koniecznie stac sie czyims oponentem a czyims sprzymierzencem w jakimkolwiek konflikcie. I oczekiwania, ze ktos "mnie poprze". W imie czego, dlaczego? Owszem, jesli dzieje sie ogromna krzywda np. dziecku, wtedy branie w obrone jest zrozumiale, ale w przypadku doroslych osob? W mojej ocenie wlasnie najmadrzej jest sie trzymac z boku, byc neutralnym. Nie dac sie wciagac w czyjes rozgrywki. Chocby dlatego, ze osoba postronna nigdy nie ma 100 % wgladu w sytuacje i latwo wypaczyc oceny. Nastepnie rowniez dlatego, ze sluzenie za narzedzie do czyichs rozgrywek jest zwyczajnie upokarzajace- Dlaczego oczekujecie, ze ktos, inny dorosly bedzie waszym Klakierem? Moze mi ktos to wytlumaczyc?
        • blue_meerkat Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 11:52
          "sluzenie za narzedzie do czyichs rozgrywek jest zwyczajnie upokarzajace"

          w rodzinach z zaburzona dynamika istnieje oczekiwanie ze trzeba czyjas strone wziac, sa role - zlote dzicko, czarna owca, 'ulatwiacz/przyzwalacz' etc. Nie wiem dlaczego zrozumialas ze szukam kogos kto 'wezmie moja strone', pisalam tylko ze jesli natura relacji ( rodzina, zwiazek) jest taka ze jedna osoba jest obwiniana o cale zlo podczas gdy reszta jest 100% niewinna to spodziewalabym sie tez ze dynamika moze powtarzac sie z innych sytuacjach, z innym rozkladem rol ale podobnym oczekiwaniem ze, cokolwiek by sie nie dzialo, odpowiedzialny jest zawsze 'ten drugi' - ' bo ona mi kazala, 'bo nie moglam nic zrobic bo by sie obrazila'. zarzut 'brania strony' widzialabym wtedy jako oskarzenie I manipulacje poczuciem winy. Co ciekawe, najpierw synowa byla ta zla, teraz jest nia tesciowa...
            • blue_meerkat Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 12:55
              Wiem, odpowiadalam na post ada1214

              Ciekawe ze pojawilo sie kilka postow oskarzajacych autorke o zazdrosc, brak entuzjazmu jest u niej w koncu zrozumialy. Jak rodzina meza reaguje na jej obecne zachowanie? Czy oczekuje grania we 'wszystko jest w porzadku'? czego oczekuje od niej maz? Czy jesli sprobuje porozmawiac otwarcie co czuje, jak zareaguja? Jak zareaguje maz? Czy ktos oskarzy ja o zazdrosc?
              • anamatopeja Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 13:06
                "oskarżający o zazdrość" ? ależ ty przemocowego języka używasz

                o zazdrość to są pytania do autorki, by postarała się rozeznać u siebie co ją bardziej boli, brak przeprosin od rodziny czy ślepy entuzjazm męża który skutkuje także tym, że ona ląduje na planie dalszym, choć do tej pory była dla niego tą najważniejszą.
                to o jej uczucia i emocje chodzi , a nie o twoją wizję "oskarżeń" forumowych
          • ada1214 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 13:12
            w rodzinach z zaburzona dynamika istnieje oczekiwanie ze trzeba czyjas strone w
            > ziac,

            nie wiem, czy tylko w zaburzonych rodzinach. Na forum tez to wyraznie widac. W jakiejkolwiek dyskusji, ktora jest "hot" zawsze tworza sie dwa "zwalczajace sie" obozy. I nawet jak powiesz cos neutralnego, to i tak zostaniesz niechybnie przyporzadkowana do ktoregos z obozow- na przyklad na podstawie jakiegos niefortunnego sformulowania opacznie zrozumianego. Ludzie generalnie szukaja stronnikow, a powstrzymanie sie od zajecia stanowiska jest przez osoby zainteresowane nieraz odbierane jako atak czy bierna agresja.
            Ale to byl taki off top, bo tu w watku przewija sie temat toksycznej rodziny a gdzies w tle jest "biernosc" i niereagowanie na zle zachowanie tesciowej. Wiec ja mam watpliwosci, czy kazdy czlonek tej rodziny rzeczywiscie jest toksyczny, moze po prostu nie chcieli wsadzac nosa w nie swoje sprawy.
            Teraz tesciowej juz nie ma, zmienil sie uklad sil, zrobila sie przestrzen na kontakty. Byc moze.
    • koronka2012 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 11:29
      W tej całej sytuacji odczucia autorki sprowadzają się chyba do tego, co nazywa się ZAUFANIEM czy wiarą w szczerość intencji.

      Po prostu jej jest trudno przełamać brak tego zaufania i czerpać bezkrytyczną radość z odzyskanych kontaktów. To dość naturalne. Nawet jeśli teraz jest miło i wesoło to trudno przejść do porządku dziennego nad tym, co było i nie myśleć o tym na ile obecne zachowania wynikają z prawdziwych uczuć. Skoro wszystkim brakowało tych relacji, ubolewają nad przeszłością, starają się nadgonić stracony czas - to jak to możliwe, że nikt przez tyle lat się nie wyłamał? autorka zachowuje emocjonalny dystans, naturalna w tej sytuacji jest obawa, że to wszystko jest podszyte jakąś dozą fałszu, wygodnictwa. I nic dziwnego, że trudno takie osoby przyjąć do serca. Poza tym wie, że skrzywdzili jej męża, on wybaczył - bo ma taką potrzebę. Ona nie. Na wszystko trzeba czasu, ale nie ma powrotu do stanu wyjściowego. Zawsze miałabym cień obaw, że jeśli pojawiłaby się kolejna toksyczna osoba, to rodzina mogłaby się ponownie odwrócić.
      • gat45 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 12:03
        Jest jeszcze jeden aspekt - przez cały ten czas gremialnego odrzucenia przez rodzinę, para miała się na wyłączność. My dwoje contra reszta świata. Teraz mąż zyskał - czy odzyskał - całe plemię sprzymierzeńców. Nie dziwię się, że żona może się poczuć w jakiś sposób opuszczona, na dodatek na korzyść ludzi, którzy zrobili jej krzywdę. To znaczy, krzywdę zrobili obojgu, ale mąż radośnie wrócił na rodziny łono, a ona się czuje osamotniona. Może odczuwa zachowanie męża jako brak lojalności wobec siebie i tu jest pies pogrzebany ?
        • zuzi.1 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 12:19
          W takich rodzinach czesto albo rodzeństwo sie nienawidzi albo ma miedzy sobą tak bliska relacje, ze relacja malzenska jest dalsza niż relacja rodzeństwa. Pytanie, czy w zaistnialej sytuacji relacje małżeńskie na tym powrocie na lono rodziny męża nie ucierpią, czy mąż jest na tyle dojrzaly, ze nie ma potrzeby ponownego emocjonalnego scalenia sie z ojcem i siostra, kosztem relacji z zona. Pytanie czy teść i jego corka sa na tyle zdrowi na umyśle, żeby nie pogrywać dalej w toksyczne gry, chcąc odciągnąć syna i brata od zony, aby miec na niego wpływ. Czas pokaze co dalej w tej rodzinie sie będzie działo. Moze wszyscy okażą sie jednak uczciwi i normalni, czego autorce życzę.
    • annb Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 13:42
      Veronika, ja się Twoim odczuciom wcale nie dziwię. Wcale a wcale. To nie jest tak że starsza pani byla zła a cała reszta to uciemiężone anioły. Ojciec musial czerpać z tego układu korzysc, skoro tak ładnie się podporządkował. A teraz reszta chce żyć jak jedna wielka, kochająca się rodzina. No nie da się. niech się mąż cieszy i wypiera ze jego ojciec też byl po stronie zla. TY wypieracac nie musisz. Twoje odczucia są prawidlowe.
    • emett105 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 23:04
      Moja babcia jest taką osobą, jaką była twoja teściowa.
      Pisałam o tym raz, ponad rok temu.
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,158055550,158055550,Babcia_No_i_co_tu_zrobic_.html#p158072724

      Jestem osobą silną psychicznie. A mimo to moja babcia doprowadziła mnie do takiego stanu, że uznano mnie za wariatkę. Co pomogło? Tylko i wyłącznie całkowite odcięcie się od tej kobiety. Moje środowisko, mój mąż, moja rodzina- wszyscy uznali, że mam rację. Ale zdaję sobie sprawę, że mogłabym żyć wśród innych ludzi, którzy z tego powodu czyniliby mi wyrzuty. I wtedy, gdybym była pod jej większym wpływem, gdybym była słabsza, to bym została. A ona by mnie zniszczyła, jak niszczy wszystko wokół.

      Rozumiem, że wewnętrznie sprzeciwiasz się, że nagle, po śmierci teściowej, wszyscy stali się mili i zostałaś przyjęta do rodziny, chociaż wcześniej było zupełnie inaczej. Ale wierz mi - przy takich osobach, jak twoja teściowa, trzeba albo tańczyć, jak zagra, albo odciąć się raz na zawsze. Nie ma stanów pośrednich. Nie ma odcieni szarości. Nie ma - będę przy niej trochę, a zrobię co uważam. Nie ma. Gdy ja sprzeciwiałam się mojej babci, to ta rosła w siłę tak, że byłam w stanie ją zabić.
      Totalnie zniszczyła mojego ojca. Niszczy mojego brata, który jako jedyny utrzymuje z nią kontakt. Jeździ do niej raz na miesiąc - dwa, a potem ja się o niego boję, żeby nie rozbił się specjalnie samochodem o pierwsze lepsze drzewo.

      Jeśli osobiście nie miałaś z taką osobą do czynienia (a nie miałaś, bo byłaś wyklęta), to nie zrozumiesz, jak to jest. I nie staraj się. Ciesz się, że jej już nie ma. Nie ma sensu w to wnikać i rozliczać.

      • metamorphosis4 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 06.11.16, 23:37
        Bardzo trafny wpis. Ci wszyscy ludzie byli współuzależnieni od psychopatki. Nikt, kto tego nie przeżył nie zrozumie. Nie potrafili inaczej, bo inaczej za jej życia się nie dało. To temat na grubą terapię i całkowite odcięcie się od takiej osoby. Mąż i dzieci nie daliby rady tego zrobic, bo tresowani byli od wielu lat. Twój mąż sie wyrwał prawdopodobnie tylko dzięki możliwości wyjazdu i Twojemu wsparciu.
        Nie starałabym sie pielęgnowac żalu do nich. Oni są wszyscy bardzo biedni i nie wiadomo czy ta zaburzona relacja, przez jaką przeszli jeszcze sie na nich nie odbije w przyszłości. Pielęgnuj swoją relację z mężem, a reszta się sama jakoś poukłada :)
        • anula36 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 10:15
          Gdybym była do dna cyniczna to powiedziałabym, że być może ojciec teraz, zostawszy sam w wielkim pustym domu, uświadomił sobie, że jednak dzieci potrzebuje i będzie potrzebował na starość, bo jest od nich (w tym również od mojego męża) mocno uzależniony.

          A moze nie warto byc do dna cynicznym i pomyslec ze moze oni wszyscy jednak czuja sie winni i chca jakos Twojemy mezowi i Tobie wynagrodzic te wszystkie stracone lata i doznane krzywdy?
          Mieszkacie daleko, wasze kontakty i tak nie sa jakies super intensywne, mysle ze warto sie nimi cieszyc...a jednoczesnie pozostac czujnym, bo w takiej rodzince wszystko moze sie zdarzyc i moze sieokazac ze faktycznie tesc bedzie chcial teraz zawisnac na kims innym niz zona.
          Mam podobne dylematy do Twoich, bo pod pewnymi wzgledami mam matke b. podobna do twojej tesciowej, co czyni moje kontakty z ojcem mocno problematyczne, biore z tego co sie da, reszte olewam.
          I tylko tyle Ci moge poradzic - bierz z tych kontaktow z rodzina meza to co najlepsze, ciesz sie jego szczesciem, zachowac zdrowa czujnosc i postaraj sie nie babrac za duzo w przeszlosci- to wszystko juz bylo- slub , agonia tesciowej, czasu sie nei cofnie,niczego nie zmieni, bledow popelnionych nie naprawi, trzeba zyc to tu i teraz.

          • alsk9 Re: wybaczyć, zapomnieć czyli krajobraz po bitwie 07.11.16, 11:17
            Ja tu nie do końca ogarniam zależności, autorka wspominała, że jej mąż dokłada się finansowo do utrzymania rodziców. Nawet nie mieszkając z nimi? nawet po tym zerwaniu stosunków?
            Czy mąz ma na piśmie, że dał rodzicom darowiznę? Czy rodzeństwo jest świadoma, że udziały męża w spadku w zawiązku z tym powinny być wyższe?
            Żyją w rodzinie mocno współuzaleznionej skupionej wokoło jednej osoby, tej osoby nie ma, ale problemy rodzinne zostały nadal, problemy niesprawiedliwości, różnego traktowania dzieci, toksycznego żerowania rodziców na dzieciach i obarczania ich przymusem zajmowania się nimi..
            To są sprawy które bardzo niszczą relacje. Więc dobrze żeby mąż autorki zafundował sobie terapię, ogarnął swoje uczucia, umiał się jasno i szczerze rozliczac z rodzeństwem i ojcem a nie wszedł znowu w jakieś niefajne dla siebie zależności, nie zachowywał się jak ćma lecąca do ognia. Na razie "bomba wybuchła" bo matka zmarła, ale jaki układ się wytworzy gdy kurz opadnie to nie wiadomo. Dlatego warto by autorka wspierała męża w normowaniu kontaktów z rodziną ale nie opartych na sztucznych uśmiechach i zamiataniu pod dywan tego co go wkurza, tylko na jasnym określaniu swoich granic, zależności i powinności. Spłacanie kredytu za remont domu matki która go wyklina- to jakiś zaawansowany masochizm i utrwalania toksycznych rodzajów kontaktów.