Dodaj do ulubionych

święta po swojemu - asertywność, długie

17.11.17, 21:17
Nawet nie wiem od czego zacząć. Jestem w małżeństwie już długo. Troje dzieci. 13,11 i najmłodsza 8 letnia. Teściowie na drugim końcu naszego kraju. Przez prawie wszystkie poprzednie lata na święta jeździliśmy do teściów. Kiedy byliśmy bezdzietni też. Mąż nalegał twierdząc, że rzadko do nich jeździmy, więc w święta trzeba. Rozumiałam to wtedy, byłam młodsza, więc się godziłam, mimo, że zawsze sama podróż to dla mnie udręka - cała trójka ma silną chorobę lokomocyjną. Od kiedy mam dzieci czułam, że te wizyty w święta kosztują mnie wiele nerwów. Od kiedy pamiętam prosiłam by wigilię zaczynać wcześniej, żeby dzieci mogły dotrwać. Niestety przed 21 nigdy się nie wyrabiają. Nie miałam na to wpływu. Nawet, gdy przygotowałam prawie wszystko u siebie w domu. Mąż ma dwie siostry stare panny, które narzucają u teściowej swoje nawyki. Jestem późną matką. dzieci todla mnie priorytet. Czułam za każdym razem, że nie szanują mnie i moich dzieci przetrzymując nas do tej Wigilii czasami do 22. Wiecie jak to jest wstać z maluchami skoro świt i od pierwszej gwiazdki przetrzymać ich bez prezentów do 22...
Wkurzałam się, gdy jechałam 6 godzin w dzień wigilii na wariata, z barszczem i grzybową w słoikach, żeby już nie czekać, na miejscu bylismy o 16,i okazywało się, że firany trzeba wieszać, choinkę ubierać itp. Czułam się dziwnie. Nie jak gość, bo robota czekała, nie jak pełnoprawny członek rodziny, którego prośby się szanuje. Oliwy dolewał mąż, bo twierdził, że się czepiam. Z roku na rok było mi coraz bardzej przykro przygotowywać dom na ten świateczny czas, piec, gotować, a potem wyjeżdzać i spędzac ten czas nie u siebie.
Coraz bardziej mnie to rozczarowywało. Z biegiem lat coraz bardziej wkurzało. Ze dwa razy udało mi się przeforsować, że wigilię spędzimy na miejscu u moich rodziców. Potrzebowałam spokoju a nie nerwów. Chciałam wigilii dla dzieci takiej jaka ja miałam.
Po śmierci bliskiej mi osoby tknęło mnie, że nigdy nie wiadomo kiedy nadejdzie mój czas. Dzieci mi wyrastają. Pragnę święta spędzać w domu, a nie w podróży. Przestałam zadowalać innych i spełniać ich oczekiwania. Rok temu poprosiłam męża o święta w domu, w naszym gronie. Była awantura. Zranił mnie mówiąc, że skoro jestem niewierząca to przecież ten czas jest dla mnie jak każdy inny dzień. Tyle lat szłam na kompromis z tymi swiętami, żeby nie był z tego powodu nieszczęśliwy, a tu taki totalny brak zrozumienia. Powiedziałam jednak asertywnie, że i ja i dzieci chcą mieć święta w domu. żeby uprzedził swoją rodzinę. Nieodzywanie się, foch przez pół grudnia, znowu czułam że odebrał mi radość z tych świąt. Trochę się poprawiło tuż przed świetami. Myslalam, że wszystko przemyslał itp.A 23 pyta mnie czy jedziemy czy nie..... Bo jego mama pyta. I że on w takim razie powie jej, że jest chory.
Im bliżej grudnia tym większe mam nerwy. Boję się, że sytuacja się powtórzy. Zamiast radości będzie kwas.
Nadmienię, że dzieci tez chcą świat w domu. Moi rodzice pomagają nam w codziennym wychowywaniu (przywózki, odwózki) i dzieci mająz nimi bardzo silną więź. Starsze córki widząc teraz reklamy w tv, planują wigilię w naszym domu z dziadkami z mojej strony. Mąż rok temu mi wykrzyczał, że skoro ja taka jestem, to on też nie bedzie jeździł ze mną do moich rodziców. oazalo się to niewykonalne - dzieci trzeba czasem stamtad odebrać albo po pierogi, nalesniki od babci jechać...
Boję się, że nie bedzie chciał przyjąć moich rodziców na Wigilli...
Odpuścić i jechać do teściów??! Na pewno tak nie zrobię . Ale chcę wiedzieć co Wy byście zrobiły?



















Obserwuj wątek
    • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:07
      Nie widzę problemu. Święta spędzasz tak jak chcesz. Możesz zrobić wigilię u siebie i zaprosić rodziny z obu stron. Zrobisz ją wyłącznie po swojemu bez dostosowywania się do cudzych obyczajów. Jeśli nie zechcą przyjechać to ich wybór będzie do którego mają prawo. Możesz zrobić wigilię tylko z mężem i dziećmi. Możesz do swoich rodziców. Jeśli mąż nie zachce przyjść do nich to przecież też jego wybór, czym się przejmować, duży jest niech robi co chce. Lepiej samej z dziećmi niż z sfochowanym mężem u boku.
      Tak. Możecie robić co chcecie bo sami ponosicie konsekwencje tego.
      Męża informujesz, że nie masz chęci ani siły jechać na wigilię taki kawał drogi do jego rodziców, że może u jego rodziców zaplanujecie ferie zimowe by ich odwiedzić jeśli chce.
      Jeśli przez lata się dostosowywałaś to się nie dziw, że teraz mąż i otoczenie nie wierzy że ty tak naprawdę teraz chcesz inaczej. Po prostu spokojnie trwaj przy swoim i powiedz mu z wyprzedzeniem, że tak, święta niewyjazdowe. Jeśli ty masz taką trudnośc i nerwy by się niedostosować do oczekiwań męża, to weź pod uwagę, że mąż pewnie ma jeszcze gorsze nerwy że zawiedzie oczekiwania swojej rodziny i zaburzy rytuał. Więc jego nerwów nie bierz do siebie tylko oddychaj głęboko, bądź konsekwentna i rób swoje ze stoickim spokojem kwitując że z w swoich emocjach musi dorosnąć sam, ma już oddzielną rodzinę więc to ona i jej dobro ma być tym najważniejszym a nie zadowolenie rodziców. Zaś jeśli mężowi zależy na spędzeniu świąt z może już bardzo starymi rodzicami to nie musicie jechać na samą wilgilię ale w któryś kolejny dzień lub ferie. Wszystko da się ustalić, nie musi się koniecznie w wigilię drałować kawał drogi.
    • 71tosia Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:15
      "Boję się, że nie bedzie chciał przyjąć moich rodziców na Wigilli" co takiego? To moze mu przypomnij ze twoi rodzice zajmuja sie jego dziecmi, wiec niech fochow nie odstawia.
      No i jezeli jednak pojedziesz do tesciow, a kolacja wigilijna jest u tesciow zawsze pozno, nie zaleznie od twoich wysilkow to moze nie warto az tak wiele wysilku wkladac. Zamiast pichcic caly dzien i pakowac nerwowow jedzenia w sloiki, kup uszka zamow gdzies cos z ryby, nakarm dzieci wczesniej i spokojnie sobie posiedz patrzac jak inni sie krzataja, poudawaj ze nie rozumiesz ze oczekuja od ciebie ubierania choinki. Zrelaksuj tez troche, raz w roku nic sie dzieciom nie stanie jak pozno zjedza i pozno pojda spac.
      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:38
        Z tym odpuszczaniem masz rację. I w sumie ostatnio już taką postawę przyjmowałam "niech robią - ja się dostosuję". Mam już teraz duże dzieci i nic nie muszę na czas. Ale wewnątrz nerwy mnie szarpią z powodu braku organizacji. No i takie przyglądanie się z boku też mnie sporo kosztuje, tylko udaję wyluzowaną. Wiem, że to dla mojego serca jest zabójcze.
        Coraz częściej myślę jednak, że mam jedno życie, moje dzieci jedno dzieciństwo i chyba nie chcę już żadnych kompromisów. Jestem już po 40 i czuję, że jak sama nie zadbam o swój nastrój i marzenia to ten żal będzie się potęgował. A to dla życia rodzinnego naszego też niedobre przecież...
        • milamala Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 19:33
          Pisalas, ze tesciowie mieszkaja na drugim koncu kraju, skoro tak spraw ujelas to naley wnioskowac, ze ty mieszkam na tym innym drugim koncu kraju, a to daje mniej wiecej 600km.Niechyb poszlo nawet mniej, to zadna miara nie da sie tego pokonac w 2 godziny autem. Zreszta dziwne to jest, ze ktos woli o 12 w nocy wyjezdac majac przed soba zaledwie 2 godziny drogi. Malo prawdopodobne. Super mega ekscentryczne. Powiem szczere - nie wierze. Nawet jak ktos woli jezdzic noca, to w zimie noc juz o 18.00 jest. Nie trzeba czekac do 12.00 w nocy.
              • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 08:16
                Nie wiem czy świra, ale na pewno coś z empatią. U mężczyzn nie byłoby to tak rażące, bo generalnie od mężczyzn mniej się oczekuje takich odruchów. Ale u kobiet z jego rodziny już bardzo. Nienaturalne mi się to wydaje. Bo te wszystkie dziwactwa nie są chyba wymyślane złośliwie, raczej zupełnie bezrefleksyjnie. Może to kwestia wychowania w takim domu, a może syndrom samotnie żyjącej osoby, życia tylko dla siebie bez codziennej troski o innych. A może jest też odwrotnie i wybór samotnego życia był konsekwencją tego braku empatii .
                Wnikanie w przyczyny tych zachowań chyba na niewiele mi się zda.
                • alsk9 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 10:04
                  > U mężczyzn nie byłoby to tak rażące, bo generalnie od mężczyzn mniej się oczekuje takich odruchów.

                  Kto ci takie głupoty i destrukcyjne schematy w głowę wtłoczył?? To się teraz nie dziw, że masz takie małżeństwo jakie masz - z takimi poglądami z każdego faceta zrobisz "młotka".
                • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 11:08
                  dobromiku napisał(a):

                  > na pewno coś z empatią. U mężczyzn nie byłoby to tak ra
                  > żące, bo generalnie od mężczyzn mniej się oczekuje takich odruchów.

                  No jeśli nie oczekujesz od mężczyzn empatii, to zdaje się, że właśnie dokładnie takiego masz męża. Z rodziny w której empatia nie jest zaletą... I owszem od każdej osoby empatii, troski o innych, zainteresowania, należy oczekiwać. A w stosunku do siebie od własnego męża dużo więcej niż od jego rodzeństwa.
            • milamala Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 02:10
              Jak tak jest to nie miej najmniejszych skropulow, asertywnie oswiadcz paniom, ze albo przyjada do godziny 22.00 albo od 9 rano, bo ty masz dzieci i chcesz sie wyspac, koniec rozmowy.
              Asertywnosc, asertywnosc i jeszcze raz asertywnosc, zadne przyjmowanie pan o 2 w nocy. Niech wyjada o 20 izajada na 22, moze byc maly poslizg, drzwi im z tego powod przed nosem nie zamknies, ale to twoj dom, twoje zasady, albo je szanuja albo dowidzenia.
              Nie ma ta rodzina do ciebie szacunku.
              Wierz mi, wiem z doswiadczenia, jak sama na ten szacunek nie zapracujesz, to beda cie dalej dreczyc i na glowe wlazic. Trzeba ich z tej glowy wymiesc. Szybko i konkretnie.
    • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:19
      Zamierzam zrobić te święta po swojemu. Chcę się nacieszyć dziećmi póki są jeszcze dziećmi. W sumie od roku żałuję, że wcześniej robiłam to czego oczekiwali inni. A z drugiej strony ciężko mi z tym "stawianiem na swoim", bo mąż uznaje, że to jest wymierzone przeciwko niemu i jego rodzinie. Chyba najbardziej zabolało mnie, że mąż nie traktuje mnie i naszej własnej rodziny priorytetowo. Na co dzień przy takiej odległości nie ma to żadnego znaczenia. Ale w kluczowych momentach typu okazje rodzinne czuję brak jakiejś empatii z jego strony i wspólnego frontu. Taki przykład: jego rodzina ma przyjechać do nas z wizytą. Zapowiada się, ustalamy termin. Ale siostry chcą przyjechać w nocy. Około drugiej. Proponuję by w takim razie przyjechały przed południem następnego dnia. One na to, że wolą prowadzić auto nocą. Mąż nie zajmuje stanowiska, bo się obrażą. A mnie trafia, bo musze wstać o 6, żeby całą imprezę ogarnąć a nie chce wyglądac jak zombie...
      Sama nie wiem czy lepiej sie zamknąć w takich sytuacjach i nie krytykować rodziny męża dla świetego spokoju czy jednak walczyć o swój komfort???
      Ma ktoś takie dylematy?
      Mówić wprost?
      • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:25
        Ale w czym problem? Chcą przyjechać o 2 w nocy? To niech przyjeżdżają, zostawiasz ich odbieranie i rozlokowanie do spania wyłącznie na głowie męża, uprzedzając żeby zbytnio nie hałasowali jak przyjadą bo musisz być na drugi dzień wyspana,
        i sama zamknięta w sypialni z koreczkami w uszach śpisz nie zajmując się ich tym co mąż może zrobić sam.
      • anula36 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:28
        Nie musisz wstawac o 6 tylko oswiadczyc ze o 2 spicie i zapraszacie do godz...i od...

        Pewnie ze warto mowic wprost tylko
        1. czy do meza to dotrze?
        2. jest szansa na zmiane?

        Moze po prostu walczac o swoj komfort toche sie ugryzc w jezyk i nie krytykowac rodziny meza, tylko skupic sie na tym co Tobie jest potrzebne i co czujesz, np wlasnie szwagierkom " chcialabym sie wyspac przed wasza wizyta i wszystko przygotowac,zebysmy milo spedzili wspolnei czas wiec zapraszam nastepnego dnia od godz 7.00 czy 8.00 a nie w srodku nocy. na to one ze wola jecha cnoca, a Ty metoda zdartej plyty jw i tak do skutku.
        • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 17.11.17, 22:37
          Co daje ciągłe krytykowanie rodziny męża (zapewne gdzieś koło jego uszu, z pozą "mi tak źle bo muszę ulegać twojej beznadziejnej rodzinie") bez sensownego jasnego komunikowania i stawiania granic przez autorkę? Tylko to, że wychodzi na jędzę która ciągle gdzieś schowana za węgłem sekuje męża rodzinę, więc mąż tym bardziej ustawia się w pozie bronienia rodziny przed jej ciągłą krytyką, czyli utrwalają się te zachowania które autorka niby chce zwalczyć u męża.
            • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 10:11
              Ja mam odmienne zdanie w tym temacie. Konfrontacja bezposrednia i twardy konflikt plus twoja betonowa postawa odnośnie tego co postanowilas bardzo dobrze mężowi na rozum zrobia, tylko nie jednorazowo, a konsekwentnie w dlugim okresie czasu. Takie otrzeźwienie bardzo dobrze działa na przerwanie pępowiny i ocucenie z jej oparow... Krotki komunikat do męża, w tym roku spędzamy swieta w naszym domu, zaproś rodziców i sistry, ja zapraszam swoja rodzinę. I tyle. Zero dalszych dyskusji. A czy teściowie i siostry skorzystają z zaproszenia to juz ich sprawa. Konflikt i betonowa postawa, to nic złego, moze ci w długim okresie czasu przynieść wiele korzyści, wiec sie go nie obawiaj. PO PROSTU ROB SWOJE. A przy okazji kolejnej wizyty u teściów ZAWSZE zachowuj sie jak gość, a nie domownik. Bo jesteś GOSCIEM 😃
      • milamala Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 01:09
        Tutaj zwroce i uwage na pewna kwestie. Piszesz, ze siostry maja do pokonania daleka trase i wola w nocy. pewnie nie jestem kierowca, ale wiedz, ze to wazne w kwestii bepieczenstwa. Ja wole prowadzic w dien, w nocy slabo widze. Ale jak mam do pokonania daleka trase i wiem, ze czekaja mnie haniebne korki, plus dziecko,ktore w nocy spi a nie jeczy to tez wybieram noc na podroze. Rozumie, ze te kobiety moga miec swoje preferencje odnosnie pory dalekiej podrozy.
        Jesli przyjada w nocy to niech przyjmuje ich twoj maz, ty sie wyspij. Jaki problem?
        • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 12:19
          Siostry są po 40, bezdzietne i bez mężów. Trasa to 2 - 2,5 godziny. Przyjazd do godziny dajmy na to 23 byłby dla mnie do zaakceptowania. Proponowałam też przyjazd w dniu uroczystości. Ale odpowiedź brzmiała, że rano wstają dopiero koło 9...
          Mają swoją działalność, dzień zaczynają i kończą późno. To uznałam za egoizm. Siostrami się nie przemuję, wkurzył mnie mąż, który nie wczuł się w moją rolę...
          • milamala Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 19:34
            dobromiku napisał(a):

            > Siostry są po 40, bezdzietne i bez mężów. Trasa to 2 - 2,5 godziny. Przyjazd do
            > godziny dajmy na to 23 byłby dla mnie do zaakceptowania. Proponowałam też przy
            > jazd w dniu uroczystości. Ale odpowiedź brzmiała, że rano wstają dopiero koło 9
            > ...
            > Mają swoją działalność, dzień zaczynają i kończą późno. To uznałam za egoizm. S
            > iostrami się nie przemuję, wkurzył mnie mąż, który nie wczuł się w moją rolę...

            Ale nie koncza jej o 12 w nocy.
    • z_pokladu_idy Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 01:10
      Brr aż ciary mnie przeszły na myśl o takich świętach.
      Pora trochę naprostować Wasze stosunki, bo faktycznie śmierć Cię zastanie i się okaże, że swojego życia nie przeżyłaś po swojemu. Pierwszy argument podsunął Ci sam mąż - skoro jesteś niewierząca i ten czas jest jak każdy inny dzień, to z jakiej okazji miałabyś się pakować teściom na późną kolację? Zostań w domu, jak co dzień, z dziećmi i rodzicami.
      Jak tak bardzo mąż tęskni i czuje, że nie ma równowagi w relacjach, możecie zaprosić teściów do siebie i przynajmniej zaczniecie kolację o wyznaczonej porze, najwyżej się spóźnią i zjedzą zimne, skoro są tacy niezorganizowani.
      Jest jeszcze jedna opcja - spędzacie święta osobno - on u rodziców, Ty z dzieciakami w domu. Nie wiem tylko, czy nie wyszłaby z tego mała wojenka, ale skoro masz dość jego przedkładania komfortu jego rodziców nad komfort własnej żony i dzieci, to konflikt i tak się szykuje.
      Nie wiem, jak to zrobiłaś, że jechałaś z trojgiem małych dzieci z chorobą lokomocyjną przez całą Polskę. Mnie się przy moim jednym włączyły takie pokłady asertywności i 'wdupiemania', że pół miasta bym nie przejechała, żeby jeszcze komuś choinkę ubierać. Nie licz na to, że skoro się poświęcałaś tyle lat, to czas na odpłatę ze strony męża. Jemu tak wygodnie i prędzej się doczekasz pretensji i focha, że mu przestajesz targać jego nieodciętą pępowinę, niż chęci zmiany.
      Większy problem masz nie z bratowymi, czy teściową, a z mężem właśnie. Rozumiem, że macie szkolne dzieci i on się słowem nie zająknie siostrom, że przyjazd w środku nocy i budzenie dzieci jest durnym pomysłem? Uzbrój się w cierpliwość. Proste komunikaty i metoda zdartej płyty, a może w końcu dotrze, że nie jesteście doczepką do jego rodziny.
    • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 04:56
      Z chwilą założenia rodziny święta można spędzać u siebie, zamiast tułać się po rodzicach jednych i drugich, zwłaszcza z dziećmi. Ty z chorującą trójką latami zapitalałaś na drugi koniec Polski, przybywałaś padająca na ryj i od progu byłaś zaganiana do roboty a to przy żarciu, a to przy ubieraniu choinki. Nie obraź się za dosadność, ale chyba cię kobieto porąbało, żeby rok po roku dawać się wpędzać w taki kanał. A męża podziękowanie dla ciebie za te lata wyrzeczeń? "Pocałuj mnie w dupę", foch i awantura.
      Od tych świąt poczynając spędzacie je u siebie. W zależności od humoru możecie zaprosić nań rodziców. Jeśli nie skorzystają, ich sprawa. Jeśli mąż po raz kolejny walnie focha, jego sprawa. Może sobie sam na święta pojechać do mamusi i tatusia na drugi koniec Polski, widać zresztą, że to jest dla niego rodzina priorytetowa. Z takim mężem nawet nie podejmowałabym dyskusji na temat świąt, po prostu oznajmiłabym, że od dziś spędzacie je w waszym domu, a on jeśli ma z tym problem, to trudno. Ty się już dość w życiu najeździłaś i kupę dostałaś, a nie docenienie, szacunek i podziękowanie ze strony teoretycznie najbliższej ci osoby. Przykre to.
      • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 09:57
        Przede wszystkim warto iść na kompromisy w momencie gdzie takie da się znaleźć czyli np proponujesz mężowi, że święta Bożego Narodzenia spędzacie w domu z Twoimi rodzicami na Święta Wielkanocne jedziecie do jego rodziny. Wielkanoc to same plusy - brak choinki, brak konkretnych pracochłonnych świątecznych potraw, brak prezentów, no i zazwyczaj trzeba się szybko zawijać z powrotem. W ten sposób dasz mężowi do zrozumienia, że szanujesz jego pragnienie spędzania czasu z jego rodziną, bo to też trzeba zrozumieć jeśli ta część rodziny mieszka daleko. Sytuacja gdy mąż jedzie do rodziców sam a ty zostajesz. Dzieci - same zdecydują z kim wolą spędzić święta też jest pewnym sposobem na konflikt interesów. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że to rozwiązanie pasywno-agresywne i może się okazać, że zamiast rozwiązaniem problemu będzie przyczynkiem do przeanalizowania Waszego małżeństwa i Waszych w nim ról oraz wzajemnych oczekiwań. I nie wiadomo co z tego wyniknie.
        Co do przyjeżdżania gości w nocy to ok, niech przyjeżdżają o której chcą ale TY do nich nie wstajesz - niech zrobi to mąż po cichutku, lub po prostu niech sobie wynajmą pokój w hotelu na tę jedną noc i pojawią się u Was przed południem o normalnej porze. No, a jeśli im oraz mężowi te rozwiązania nie pasują - to sorry niech nie przyjeżdżają wcale. to WY jesteście gospodarzami i to WY stawiacie warunki przy zaproszeniu, nie goście. Zwłaszcza, że jak pisałaś w drugą stronę to nie działa - TWOJE prośby o wcześniejszą kolacje wigilijną nie były brane pod uwagę nigdy.
        Z rodziną nie warto iść na udry jak ktoś proponuje, warto jednak jasno określać swoje granice i stanowczo je egzekwować.
        • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 11:47
          Popieram. Tylko żeby to przeforsować, autorka musi sobie to w głowie sama poukładać, swoje prawo do samostanowienia. i się nie nakręcać złością na zmianę z poczuciem winy. trudną sztuką której się trzeba nauczy może się okazać robienie tego w sposób stanowczy ale nieagresywny.
          • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 12:43
            Trafione w sedno. Dziękuję za wszystkie Wasze wypowiedzi. Pomagają mi one porządkować sobie wszystko w głowie. Poczucie winy rodziło sie wcześniej z tego, że mieszkamy blisko moich rodziców, a on ma swoich tak daleko, więc dla niego w sumie były te wyjazdowe święta.
            Jestem z natury osobą ugodową. Jednak włącza mi się opór (a ostatnio złość) kiedy widzę, że potrzeby moje i moich dzieci są lekceważone. I w sumie nie w stosunku do rodziny męża ta złość, bo przecież są daleko i widujemy sie sporadycznie, ale w stosunku do męża właśnie.
            I w sumie to nie jest klasyczny problem nieodciętej pępowiny, bo relacje z rodzicami mąż ma takie suche. Nie mieszka z nimi od 25 lat. Podczas studiów jeździł do nich raz w semestrze nawet.
            Stosunek męża do rodziców jest specyficzny. To taka rodzina, w której do rodziców zwracali się w trzeciej osobie, skadają sobie życzenia z każdej okazji, ale nie rozmawiają o swoich problemach i uczuciach. Mąż z rodzeństwem w dzieciństwie raczej pracował w polu niż miał wakacje.
            Wizyty u tesciów wywoływały konflikty od kiedy pojawiły się u nas dzieci. Chociaż raczej gryzłam się w język niż komentowałam. Może i tak było po mnie widać emocje, a może sam mąż czuł, to co ja, ale nie chciał przyznać. Bywało, że pytali teściowie czy przyjedziemy, więc pakowalismy trójcę, bo sądziłam, że stęsknieni są. Po przyjeździe okazywało się, że teściowa wychodzi do koleżanki na imieniny. Ja, gdy zapraszam gości to szykuję się, tak, żeby nawet w kuchni mieć wszystko zrobione i dla nich mieć czas. Więc mnie to raziło. To nie była jednorazowa sytuacja. Siostra męża nalegała by ja odwiedzić w drodze z wakacji. Czekaliśmy pod blokiem około godziny, bo w CCC była wyprzedaż butów...
            Tacy są jacyś mało przewidujący i empatyczni.
            I wcale nie tacy rodzinni, więc nie jest to taka nieodcięta pępowina tylko nie wiem co...


              • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 14:17
                alpepe napisała:

                > wdrukowanie, że tak ma być, że dobre dziecko spędza święta z rodziną.

                Niekoniecznie. Być może mąż autorki ma właśnie jakiś niedosyt bycia z rodziną, poczucie tego że jest dla niej mniej ważny niż autorka dla swoich rodziców i dlatego próbuje zabiegać o ich zainteresowanie, a także podsycać tę więź, bo zdaje sobie doskonale sprawę, że gdyby przestał to te związki by praktycznie znikły.
                Moim zdaniem warto przy jakiejś okazji z nim na ten temat szczerze porozmawiać , ale spokojnie bez pretensji wytłumaczyć jak autorka się czuje kiedy jest po zaproszeniu i przyjeździe traktowana jak piąte koło u wozu.
                Nawiasem - ja wcale nie czekałabym godziny pod drzwiami siostry na wycieraczce tylko zapakowałabym się choćby do autobusu lub pociągu gdyby mąż nie chciał i pojechała sama do domu. I dobitnie powiedziałabym mężowi jak się w takiej sytuacji poczułam. Bo jak rozumiem godzina przyjazdu była z siostrą uzgodniona - a nie na zasadzie - to będziemy w piątek po obiedzie.
                • bene_gesserit Żeby ich nie niebyło 05.12.17, 21:45

                  Myślę, że o to chodzi. Rodzina - nawet niespecjalnie serdeczna, jak opisana tu rodzina męża - to system. Jeśli to rodzina chłopska, to w tym systemie trzymanie się razem jest wpisane niemal w geny. Nawet, jeśli więzi są puste i nawykowe, nawet jeśli chodzi tylko o to, żeby rodzina autorki wątku poniekąd statystowała podczas świąt. Czy żeby były dzieci, naturalni twórcy gwaru i zamieszania. Tak, może o to chodzić - już sobie wyobrażam tę smutną, namaszczoną Wiglię nieszczęsnej czwórki czy raczej piątki (jeśli liczyć brata-syna-męza) bez jedynych rodzinnych dzieci.

                  Więc: są tam potrzebni, żeby ich nie niebyło - nawet nie po to, żeby byli, tylko właśnie żeby ich nie niebyło. Myślę, że można to spokojnie olać i dać im wybór - chcecie przyjechać - zapraszamy, nie chcecie - też fajnie, bawcie się wspaniale (akurat...). W sporach z mężem wygrać argument rodziców autorki wątku - pokrzywdzonych przez lata.
          • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 23.11.17, 16:37
            zuzi.1 napisała:

            > Moze zacznijmy od tego, ze szanujemy tych, którzy nas szanują. Jesli maz nie sz
            > anuje zony, to tym samym zona nie ma obowiazku jego szanować i sie z nim liczyć

            A ja uważam Zuzi, że szacunek należy się wszystkim, nie tylko tym którzy go w takiej samej mierze odwzajemniają. Małżeństwo nie powinno działać na zasadzie wet za wet, cios za cios. Często coś uwiera, czasem coś się źle układa, bo ludzie przychodzą z rozmaitych domów rodzinnych z często zupełnie odmiennymi przyzwyczajeniami i historiami. To też należy brać pod uwagę. Ale coś ich jednak łączy, z jakiegoś powodu wybrali siebie nawzajem. Więc jeśli to nadal istnieje i przeważa nad niedoskonałościami to zazwyczaj jedna osoba chce sytuację zmienić i zmienia - zaczynając od siebie, albo nie chce nie ma takiej potrzeby, nie widzi możliwości i wówczas kończy związek i odchodzi. Jednakże z szacunkiem nie tylko dla siebie ale i dla drugiej strony. Brak szacunku kończy się zawsze źle.
          • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 23.11.17, 16:38
            Trudno mi samej zaakceptować taką myśl, że mąż mnie nie szanuje. Bo generalnie na codzień jest między nami dobrze, normalnie. Jest jednak kilka takich płaszczyzn, na których nie możemy dojść do porozumienia i to tak wypływa od czasu do czasu. Ktoś mógłby uznać, że skoro to tylko kilka rzeczy mi nie pasuje to powinnam odpuścić. Ale dla mnie one są na tyle ważne, że nie mogę się bez nich obejść.
    • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 19:19
      jeżeli rzeczywiście bywasz tam rzadko, 1 raz w roku, to możesz pojechać na wigilię
      z tym że jak masz doświadczenie że zaczyna się o 21, to nie ma sensu być tam wczesniej niż o 20

      jazda trwa 6 godzin, więc jak łatwo policzyć - robisz obiad przed 14 i ruszacie w drogę

      po drodze jeszcze jakaś przekąska w mcdonaldzie (jakiś Fish burger bo to wszak wigilia) i na 20:30 jesteście u teściów
      • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 19:36
        Przecież nie o to chodzi jak sobie ułożyć żeby wigilia u teściów była znośna, tylko jakie argumenty znaleźć w opozycji do presji męża i swojego poczucia winy, że tam jest tak nieznośnie że nie można jechać:)

        Swoją drogą pomysł genialny w prostocie i dziwne że niepraktykowany - dać dzieciom i sobie pospać do południa żeby być wypoczętym przed drogą, a wyjechać po obiedzie i przyjechać tak późno, by to na nich czekano , zaraz siąść do stołu, odprawić rytuały, rozdać prezenty i iść spać.
        • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 19:43
          mapt napisała:

          > Przecież nie o to chodzi jak sobie ułożyć żeby wigilia u teściów była znośna, t
          > ylko jakie argumenty znaleźć w opozycji do presji męża i swojego poczucia winy,
          > że tam jest tak nieznośnie że nie można jechać:)

          no ale jeżeli nie lubi teściowej to nigdy nie będzie takiej chwili że będzie chciała tam pojechać, że tam będzie znośnie
          a więc kompromisowo - jedzie tam tylko jeden raz w roku
          kiedy? - niech będzie że w wigilię

          a jak to zrobić żeby się nie stresować? można m.in. wg mojego przepisu
          • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 20:37
            Rzecz w tym, że to właśnie o ten świąteczny czas chodzi - żeby wtedy odpuścić ten wyjazd. Zrobić dzieciom święta w ich domu, a nie zadowalać innych. I chyba nawet, gdyby tam było przecudownie, to mam prawo zapewnić swoim dzieciom święta według mojej i ich koncepcji. Nie chcę by jako dorośli ludzie nie mieli wspomnień ze świąt w swoim domu. W istocie rzeczy zależy mi na wypracowaniu własnych tradycji, byciu z rodziną w swoich własnych kątach, a nie w obcym.
            • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 20:53
              gdzieś mi tam mignęło (sorki jeszcze nie przeczytałem każdej wypowiedzi) że jesteś niewierząca
              więc co to są święta? - długi weekend tak naprawdę

              nie potrzebujesz wpisywać się w tradycję gotowania kilkunastu, w większości syfiastych, potraw
              możesz pojechać z dziećmi do ciepłych krajów, możesz na narty, możecie przesiedzieć cały dzień w piżamach

              na razie jesteście w pewnym układzie bo teściowie żyją i od czasu do czasu ich synek ich odwiedza, tu zacznijmy od tego - odpowiedz czy chcesz tam z nim pojechać
              a) 1 raz w roku
              b) 0 razy w roku
              c) żadne z powyższych
              do tego trzeba dopasować plany

              u swoich rodziców możesz spędzić dzień świąt - zresztą masz ich na miejscu, a jako że jesteś niewierząca to wiesz o tym że możliwość widzenia się z nimi co sobotę przez cały rok jest warte więcej niż gdybyś nawet miała siedzieć u teściów bite 2 dni 25-26 grudnia

              a z czasem teściowie wyekspirują i będzie prościej
        • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 20:55
          Przeglądałam net w poszukiwaniu podobnych wątków. Większość porad przekonuje do tego by szukać kompromisu i obdzielać swoją obecnością wszystkich (rodziców, teściów), czyli jeździć . A ja z perspektywy czasu wiem, że to się nie musi sprawdzać. Bo u mnie był ten kompromis z mojej strony. Tylko i wyłącznie. Oczy mi otworzyła zeszłoroczna awantura. Bardzo mnie postawa męża podłamała. Nie warto być grzeczną i ugodową, bo jak upomnisz się o siebie, to wychodzisz na nieczułą jędzę.
          • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 21:07
            wg słownika :

            kompromis
            1. «porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw»
            2. «odstępstwo od zasad, założeń lub poglądów w imię ważnych celów lub dla praktycznych korzyści»

            Sama się zastanów co robiłaś, czy to był pkt.1 i mąż też w jakimś zakresie ustępował , czy 2. A jeśli 2 to co dostawałaś w zamian (bo coś dostawałaś na czym ci wtedy zależało bardziej).

            Bo mogłaś od razu w rodzinie ustalić : jedna wigilia u twoich rodziców, druga u moich, trzecia u nas.
            Mogłaś powiedzieć: wigilie u teściów a wielkanoc u moich rodziców albo odwrotnie. Mogłaś powiedzieć: dzieci małe i absolutnie z domu nie ruszam, to wy przyjeżdżajcie i się gośćcie do woli jak chcecie, a jak nie to my dojedziemy do was w wakacje na dłużej. Dużo mogłaś a wybrałaś jeżdżenie tam i podskórne wkurzanie się.
            Może się okazać, że z mężem nie kłócisz się oto gdzie jechać na Wigilię, tylko o całokształt waszej rodziny i stosunków między wami.
            • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 21:52
              No widzisz byłam młoda i głupia i takich zasad nie ustaliłam. Teraz nadszedł w moim życiu taki moment, że chcę z niego wycisnąć jak najwięcej. Z macierzyństwa, z kobiecości, z takiego domowego mikrokosmosu. Pisałam wcześniej, że jestem już po 40. Mam kłopoty z sercem. Więc kiedy, jak nie teraz dać dzieciom i sobie magiczne święta.
              Czytałam dziś w "Zwierciadle" artykuł Eichelberga o świętach. Jest tam fragment o tym, że cyt." święta przygotowuje się dla dzieci, że dzięki temu nasiąkają dobrymi emocjami". I o to mi głównie chodzi. One też artykułują taką potrzebę. Chcą mieć święta jak z reklamy, a ja chcę im namiastkę tego dać. I wiara nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi mi o tradycję, nastrój, poczucie bliskości i dobra. Boli mnie, że te argumenty mój mąż olał. Że ważniejsze dla niego jest usatysfakcjonowanie chyba samego siebie, bo jak pisałam to jego rodzina nieszczególnie na te dzieci wyczekuje...
              • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 22:11
                wiara ma tutaj wiele do rzeczy
                jesteś wolna od poczucia że jak zrobisz tutaj święta to zarabiasz jakieś plusy w niebie
                jak nie chcesz jechać do teściów to ja oczywiście nie namawiam do tego
                ja mam po prostu podejście takie stoicko - zenistyczne i im bardziej ktoś stara się mnie wqrwić jakimiś świętami, tym bardziej mnie to bawi

                co do tego żeby dzieciom robić magię to się zgadzam - żeby nasiąkły dobrymi emocjami
                one już nie wierzą w Gwiazdkę, to jest czas kiedy dostaja prezenty od dorosłych i mogą w spokoju posiedzieć na insta

                a nasączać dobrymi emocjami trzeba je przez cały rok a nie czekać na święta
              • miedzymorze Re: święta po swojemu - asertywność, długie 18.11.17, 23:14
                Porozmawiaj z dziećmi. Magiczne święta w reklamie wyglądają cudownie przez te 2-3 minuty, a potem dekoracje sa zdejmowane, aktorzy zmywają charakteryzację i ida do domu, a pięknie zapakowane pudełka są puste :) A chyba nie o to chodzi :)
                Jeśli chodzi o radość z choinki do sufitu - zaplanujcie kiedy ją ubierzecie, w tym roku wigilia w niedzielę, wiec np choinką można się zająć już w sobotnie popołudnie.
                Czy chodzi o wspólne śpiewanie kolęd ? to nauczcie się jednej, wspólnie
                Czy chodzi o robienie czegoś razem ? przed świętami - wspólne przygotowanie ? w czasie świąt ? spacer po udekorowanym mieście ? parku ? lesie ?
                Swięta grudniowe są starsze niż chrześcijaństwo, które wbiło na imprezę ze swoim bogiem :P Nie ma co sie tłumaczyć z chęci obchodzenia świąt chociaż jest się niewierzącym, ja mówię, ze świętuję Gody (przez 12 dni;)
                Także spokojnie, można cieszyć się magią świąt zupełnie na legalu mając wylane na wszystloe religie świata ;)
                Jeśli rodzice męża są ze wsi (albo małego miasta) wasza wizyta może być też dla nich potwierdzeniem (przed sobą i sąsiadami), że dobrze wychowali syna, bo na każde swięta karnie zjeżdza do rodziców. To czy cokolwiek jest na wasz przyjazd przygotowane czy nie jest mało istotne. Przyjazd na wielkanoc nie ma tego ciężaru gatunkwego..
                pozdr,
                mi


                • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 12:48
                  Święta jak z reklamy to spora przenośnia. Zależy mi jednak na tej całej otoczce, nastroju, spokoju i odpoczynku.
                  Teściowie pochodzą z małej miejscowości, ale to nie oni nas jakoś usilnie ciągną do siebie na święta, tylko właśnie mój osobisty mąż. Czuję się w czasie świąt jakbym z nim przeciągała linę...
                      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 13:31
                        Właśnie tak czuję. I czuję, że dopóki nie będę stanowcza to nie odzyskam spokoju. Mam też wrażenie, że to ja muszę poinformować jego rodzinę, co postanowiłam w kwestii swiąt. Może to go oczyści z poczucia niepisanego obowiązku wobec rodziców i sióstr. A ja odzyskam poczucie, że to jednak ja decyduje o zwyczajach mojej rodziny.
                        • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:16
                          Absolutnie go nie wyreczaj w tej kwestii, jego rodzina, jego obowiązek. Wyręczając go pozwalasz mu dalej nic nie robic z byciem oplatanym pepowina. To on musi sie z tym zmierzyć, a nie ty za niego. Gdy go będziesz wyręczać, nigdy tego problemu sie nie pozbędzie. On sie nie oddzielil emocj. od swojej rodziny pochodzenia i stad te problemy. To tez jest praca dla psychologa na terapii, jesli chodzi o niego, to by mu się przydało.
                        • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:17
                          dobromiku napisał(a):

                          > Właśnie tak czuję. I czuję, że dopóki nie będę stanowcza to nie odzyskam spokoj
                          > u. Mam też wrażenie, że to ja muszę poinformować jego rodzinę, co postanowiłam
                          > w kwestii swiąt. Może to go oczyści z poczucia niepisanego obowiązku wobec rodz
                          > iców i sióstr. A ja odzyskam poczucie, że to jednak ja decyduje o zwyczajach mo
                          > jej rodziny.

                          Nie to absolutnie nie Twoja rola, pozwól mężowi na podejmowanie jego decyzji, a ty zajmij się swoimi. On jest dorosły i ma prawo chcieć spędzać święta tam gdzie lubi/jest przyzwyczajony itp. Ty również jesteś dorosła i masz zupełnie takie samo prawo.
              • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 11:37
                Ważne jest jak się czujesz w swoich oczach😃 Pepowina to rodzaj usidlenia emocjonalnego, taki człowiek jest jak ukryty niewolnik, jego rzeczywistość jest znieksztalcona tym ukrytym obciążeniem, jego widzenie jest poprzez to zniekształcone. Jesli tego nie zrozumiesz, będzie ci dalej ciężko i jego zniekształcone oceny bez cie dotykać. To ze niewolnika ciągnie ukrycie do niewoli, nie oznacza, ze jesli ciebie do tej niewoli nie ciągnie, to jesteś jedza...dla niego jawisz sie jedza bo nie masz w sobie tego uzależnienia od niewoli, które on ma, wiec skoro nie podzielasz jego uzależnienia od niewoli to jego zdaniem jesteś jedza...to na wstępie jest bledne myślenie, zniekształcone z uwagi na własne uzależnienie emocj. (pępowinę).
    • zetkaad Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 10:32
      mnie się wydaje, że to jednak jest trochę "problem nieodciętej pępowiny", bo Twój mąż wyprowadził się z domu i rzadko tam przejeżdża, ale na święta zawsze Was tam ciągnie mimo, iż chyba widzi, że jesteście źle traktowani. Chce się pokazać, że mu się udało?że ma rodzinę? odniósł sukces? zasłużyć na uwagę? Zapytaj go jak się czuje, gdy przychodzi do rodzinnego domu. Wiesz, czy lubił święta, gdy był dzieckiem? co go cieszyło, co martwiło, na co liczył? jeżeli święta w jego rodzinnym domu dalekie były od ideału, to teraz może z Tobą stworzyć nowe rytuały i dla swoich dzieci inne wspomnienia, bo w domu rodzinnym tego na co liczy już chyba nie dostanie
      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 12:40
        Na początku znajomości rozmawialiśmy oczywiście o dzieciństwie. Dlatego wiem, że dzieciństwo mieli oparte przede wszystkim na pracy. Dzieci pomagały rodzicom dorabiać, żeby dom wybudować. Praca na polu, zbieranie jagód w lesie, ale nie dla siebie na przetwory tylko na sprzedaż. No ciężko mieli. Byli bardzo religijni. Mąż mówił gorzko o tym, że szorowali podłogi, sprzatali, gotowali zanim mama wróciła z pracy, ale ona tego nigdy nie doceniała, znajdowała inny powód do pretensji. Pamietam, że miał tez żal o to, że była gotowa w nocy szyć dla jakiegoś kuzyna jakieś pokrowce, a jego rozdartą koszulę olała. Teraz takie wynurzenia ze strony męża by nie przeszły. Teraz nie pozwala sobie na żądną krytykę ani chyba nawet na realną ocenę sytuacji jesli chodzi o wszystko co dotyczy jego rodziny.
        Zmienił się. Ja z kolei czuję się uwikłana w jakąś niezdrową relację mimo, że jesteśmy tak daleko.
        • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 12:58
          Ja sądzę, że oboje zagłębiliście w nierealnych marzeniach. Mąż o cudownej rodzinie pochodzenia, a Ty o cudownych magicznych świętach i radości dzieci z tego powodu jak w reklamie. A tym czasem rzeczywistość jest zupełnie inna. I grać trzeba takimi kartami jakie się ma. I układać relacje z taka rodziną jaka istnieje a nie taką jaka mogłaby być. Jeszcze jedno nie zmienisz męża ani jego rodziny - zmienić możesz jedynie swoje zachowanie, swoją postawę i siebie. Czyli masz do wyboru - powiedzieć mężowi stanowczo że w tym roku nie jedziesz i robisz święta w domu, po swojemu, a on niech robi co chce. Ale ryzykujesz rozczarowanie tym, że męża z Tobą nie będzie a i dzieci w ostatniej chwili zdecydują się jednak na wyjazd z nim.
          Albo wyluzujesz i pojedziesz z mężem do jego rodziców tym razem bez spinki i nierealnych oczekiwań - nie wpinając się w gonitwę rodzinną u teściów, tylko np planując zamiast wieszać firanki - spacer z dziećmi, lepienie bałwana na podwórku, ozdabianie przywiezionych pierniczków, wspólne śpiewanie kolęd czy co tam jeszcze wymyślisz, żeby czuć się maksymalnie dobrze w tej sytuacji..
            • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:19
              dobromiku napisał(a):

              > W grę wchodzi tylko opcja pierwsza. Zostać w domu. Gdybym znowu pojechała to ni
              > c się nie zmienia. Narasta we mnie tylko żal, że znowu jestem nie tam gdzie chc
              > ę...
              > Mąż sam nigdy do swoich rodziców nie jeździ.

              To zadecyduj o swoim pozostaniu w domu, ale decyzję o tym gdzie chce być na święta pozostaw mężowi. Niech on się z tym zmaga.
    • mila1201 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 11:33
      "Bo jego mama pyta. I że on w takim razie powie jej, że jest chory. " wow! woli okłamać rodziców niż powiedzieć im prawdę?, boi się ich? nie chce im robić przykrości? nie chce ich zranić?
      natomiast:
      "Była awantura. Zranił mnie mówiąc" - ranienie Ciebie przychodzi mu z niebywałą łatwością.
      Czyja rodzina jest dla niego najważniejsza? czyje potrzeby są priorytetowe? jego rodziców czy Wasze?

      Co ja bym zrobiła?
      Zrobiłabym Wigilię u siebie i zaprosiłabym na kolację swoich rodziców i teściów. Zaproszenie jego rodziców zostawiłabym mężowi. Jak to zrobi, to jego sprawa. Nie wie jak? - to niech się nauczy, ma swoje lata, czas dorosnąć i nie tłumaczyć się z podejmowanych przez Was decyzji.
      "Czułam się dziwnie. Nie jak gość, bo robota czekała, nie jak pełnoprawny członek rodziny, którego prośby się szanuje. Oliwy dolewał mąż, bo twierdził, że się czepiam." - spokojnie i stanowczo powiedziałabym, że nie czuję się komfortowo w domu jego rodziców i póki to nie zmieni się to nie będę tam jeździć. W jego interesie leży zmiana tego, nie tylko jemu ma być dobrze.
      " Mąż rok temu mi wykrzyczał, że skoro ja taka jestem, to on też nie bedzie jeździł ze mną do moich rodziców"- zachowanie kilkulatka. Wet za wet. Zrobili mu przykrość? nie szanują go?
      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 12:58
        Z tą wigilią to widzisz gotowa jestem zrobić ją tylko dla nas. Jakby mężowi nie pasowała obecność mojej rodziny to trudno. Mam elastycznych i tolerancyjnych rodziców. Nie obraziliby się. Ale ja bym chyba czuła się źle. Przez tyle lat nam pomagają, a w tych świątecznych dniach my zawsze wybywaliśmy, bo mąż czuł się w obowiązku jechać do swoich. Teraz zostaniemy ale razem ich spędzać nie możemy, bo mąż ma fochy. No głupie to. Chociaż z drugiej strony po tylu świętach poza domem wg mężowskiego scenariusza mam prawo zrobić wg swojego. A raczej dziecięcego. Córki chcą wigilii z bliskimi,i których maja na co dzień. To też mnie nie dziwi.
          • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 13:37
            Do teściów zawsze zjeżdżają na święta dwie siostry męża. Bezdzietne i niezamężne - niestety trudne w obejściu jak pisałam gdzieś wyżej. Pobyt z noclegiem przez kilka dni w tyle osób w naszym mieszkaniu też nie byłby najlepszym wyjściem. Siostry mocno narzucają swoje zdanie i zwyczaje....
            • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:21
              dobromiku napisał(a):

              > Do teściów zawsze zjeżdżają na święta dwie siostry męża. Bezdzietne i niezamężn
              > e - niestety trudne w obejściu jak pisałam gdzieś wyżej. Pobyt z noclegiem prze
              > z kilka dni w tyle osób w naszym mieszkaniu też nie byłby najlepszym wyjściem.
              > Siostry mocno narzucają swoje zdanie i zwyczaje....

              A po co przez kilka dni - siostry lubią jeździć nocą, to po pasterce wezmą i odwiozą rodziców do domu :)
            • bene_gesserit Re: święta po swojemu - asertywność, długie 05.12.17, 21:49
              Nie ma, że narzucają - poćwicz może mówienie 'nie'. Nie 'zobaczymy', nie 'wydaje mi się, że...'. Zacznij od 'nie, na to się nie zgadzam - albo (np) przyjeżdzacie między tą i tą, albo niestety nic z tego'.

              A jak się wygniotą na materacach w salonie albo w dziecinnym, to może w następnym roku nie będą chciały przyjechać. Tęsknić chyba nie będziesz ;)
        • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:23
          Ilu takich nieoddzielonych emocj. mężczyzn z dysfunkcyjnych rodzin jest, którzy zakladaja swoje własne rodziny nie będąc na to emocj. gotowi, a potem robią wszystko pod rodzinę pochodzenia, a nie pod własną. A ich zony cierpią, znosząc nielojalność mężów. Przykre ale takich panów jest bardzo wielu. Gdy sie ma takiego meza, warto to sobie uświadomić i robic konsekwentnie swoje, w sposób zdrowy, nie dawać sie wiklac w pępowinę meza. Motywować go swoja nieprzejednana postawa i konsekwencja do otrzezwienia i przepracowania tematu i zmiany zachowan na zdrowe i lojalne wobec założonej przez siebie rodziny.
          • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:49
            zuzi.1 napisała:

            > Ilu takich nieoddzielonych emocj. mężczyzn z dysfunkcyjnych rodzin jest, którzy
            > zakladaja swoje własne rodziny nie będąc na to emocj. gotowi, a potem robią ws
            > zystko pod rodzinę pochodzenia,

            a co ten koleś robi? wyjechał na drugi koniec Polski do żony i chce pojechać na święta do rodziców, raz czy dwa razy w roku

            tymczasem żona ma rodziców na miejscu i zakładam że widuje się z nimi tak często jak chce (w sumie dla tego gościa też może być tak często jak chce te dwa razy, ale ja nie o tym)

            teraz zastanów się i odpowiedz sobie w swoim serduszku czy gdyby to żona wyjechała daleko za mężem i raz w roku by chciala pojechać do swoich rodziców na święta, to czy byś oceniła to w ten sposób? że "emocjonalnie nie jest gotowa na założenie rodziny" i robi "wszystko" pod rodzinę pochodzenia?

            z moich obserwacji np. w pracy wynika że to kobiety w większym stopniu, już po ślubie bardziej przejmują się tym co ma do powiedzenia na dany temat ich mama czy babcia niż mąż, częściej to facet machnie ręką na to "co tam ta moja matka gada, a niech sobie gada zdrowa"
          • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 14:56
            W pełni sie z tym zgadzam, bo tak też zaczynam postrzegać swoją pozycję w tym układzie. Ta "nieodcięta pępowina" mi nie pasuje. Przy tak chłodnych relacjach z rodzicami? Poza tym w grę wchodzą też siostry. Są w naszym wieku, nie mają własnych rodzin. Czy ta pępowina może dotyczyć rodzeństwa? Czasami czułam, że nasze wizyty mają rekompensować tesciom ich niepoukładane życie. Pojawiały sie odczucia, że moje dzieci potzrebne im jak takie maskotki. Zaraz jednak ganiłam się za takie mysli, bo sie wstydziłam a może bałam tej świadomości, ze tak faktycznie jest. Siostry męża też daleko mieszkają. Kiedyś w długi wakacyjny weekend pojechalismy gdzies indziej a nie do tesciów. Siostra zadzwoniła do męża z pretensją, że nam sie dupy ruszyć nie chce. Bardzo sie tym zdenerwował. Nadmienię, że w takiej sytuacji ona też nie pojechała do swoich rodziców.
            Z biegiem lat takich sytuacji trochę się nagromadziło.
            W sumie to gdy jestem sama z moja rodziną u tesciów nie ma we mnie dużych napięć. Zaczynają się przy siostrach...
            • zetkaad Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 16:27
              Pewnie tak jest, że robicie za "maskotki", ale skoro nie chcesz stawić sprawy na ostrzu noża by postawić na swoim, więc jedź na wigilię, ale np. drugi dzień świąt zróbcie sobie u siebie. przygotujcie sobie wcześniej choinkę jakieś ciasto, zostaw prezenty pod choinką. Pojedziecie do rodziny męża, a po powrocie spędzicie trochę czasu we własnym gronie.
            • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 16:38
              W takiej dysfunkcyjnej rodzinie to jest cala struktura i często występujące schematy. Pepowina niodcieta pojawia sie tam właśnie gdzie nie ma bliskich, ciepłych relacji, gdzie dzieci sa obciazane poczuciem winy i slownymi zobowiązaniami wobec rodzicow. Czesto taka siostra potrafi silniej oddzialywac na brata poprzez lata wyuczonej manipulacji, niż jego wlasna zona. W takiej rodzinie jest wszystko poplątane. Jak myślisz dlaczego siostry nie zalozyly własnych rodzin a twój maz zalozyl ale dalej jest lojalny wobec rodziny pochodzenia? To jest właśnie sila razenia toksycznych rodzicow, pozostawiają dzieciom schedę na cale życie, ktora albo przepracuja albo nie. Jest to trudne i przykre jednocześnie.
                • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 16:45
                  I zastanów się ile z tego co wydarzyło sie niefajnego w waszej rodzinie i co ci nie pasuje, wydarzyło sie z uwagi na twoja grzeczność, bierność i dobre wychowanie. Zastanów się kto cie wychowal na taka grzeczna, poddajaca sie z grzeczności konwenansom i potrzebom innych dziewczynke. Ty tez prawdopodobnie pochodzisz z narcystycznej rodziny, podobnie jak mąż.
                  • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 16:48
                    Tylko u niego w domu byl chlod i pewnie parentyfikacja, a u ciebie byc moze milo ale urobiono cie na grzeczniutka dziewczynke bez własnej woli i charakteru. I podkreslano pewnie zawsze jaka jesteś grzeczna, jaka pilna uczennica itp. Rodziny narcystyczne sa naprawde różne, ale wychodzą z nich poblokowane emocj. osoby, często z syndromem ofiary.
                      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 09:57
                        Chyba muszę sobie wyryć w pamięci tą tabelę. Nie jestem chyba skrajnym przypadkiem "ofiary", ale w tej płaszczyźnie mąż-jego rodzina jak najbardziej wszystko się zgadza. Niby to tylko jakiś wycinek mojego życia i relacji międzyludzkich, ale spędza mi sen z powiek i nie mogę się uwolnić od dyskomfortu takiego psychicznego. Mąż jako osoba skryta, bardzo małomówna, nie chce, a może nie potrafi przegadać tematu.
                        Międlę temat w głowie od roku, boję się grudnia, bo chciałabym jasnej czystej sytuacji.
                        • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 18:04
                          Słuchaj, we własnym małżeństwie naprawde nie możesz się bać. Odwróć role i niech on zacznie uważać na ciebie i na to co zrobisz. Im będziesz bardziej zaskakujaca i stanowcza, tym lepiej. I powiedz mu wprost, " zeby skaly sraly nigdzie w tym roku nie jedziesz".
                    • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:30
                      Masz rację. Żadna rodzina nie jest idealna. Moja była z apodyktycznym ojcem. Na stare lata się zmienił. Z rodzeństwem dopóki mieszkaliśmy razem tłukliśmy się jak opętani. Od kiedy każdy ma swoją rodzinę i swój kąt nie ma między nami takich sytuacji. Każdy żyje swoim życiem. Mamy dzieci, kóre się lubią, więc one nas też łączą.
                      Wiem, że z idealnej rodziny nie pochodzę. Wnerwia mnie i matka i ojciec przy dłuższym kontakcie. Ale nigdy się nie oszukujemy, mówimy wprost. No i stosunek do wnuków ode mnie i od każdego z mojego rodzeństwa mają priorytetowy. W sensie: dziecko - najważniejsze. Dlatego wkurzam się, że z własnym mężem muszę dyskutować na temat "czemu z dziećmi z ospą nie chcę jechać w podróż do teściów". Bo z jego strony to jest czasami taki mus, że aż brakuje zdrowego rozsądku.
                      Zuzi.1 ma rację - wyjście z roli grzecznej dziewczynki jest bardzo trudne. I dziwne, bo w nastoletnim buncie przestałam nią być wobec rodziców. Jako już dorosła osoba zaczęłam względem rodziny męża.
                      • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 19:34
                        Czyli apodyktyczny ojciec spowodował to ze emocj. wyroslas na grzeczna dziewczynke. Po czym mechanizm ten odnowil sie w dorosłym zyciu pod presja meza i jego rodziny, a ty weszlas w to bez mydla, zapominając o sobie i swoich potrzebach. Pomyśl jakiego rodzaju skrypt sie odtworzyl w twojej glowie, zeby wpojony w dzieciństwie automat zsdzialal, moze jeden z tych, bo mężowi należy się posluszenstwo a starszym ludziom szacunek i dlatego od lat poświęcasz siebie i dzieci na ołtarzu...pomysl czy warto.
              • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:45
                Siostry męża rodzin nie mają. Jedna miała faceta żonatego, rozbiła małżeństwo, nic z tego jednak i tak nie wyszło. Nie romawia się o tym jednak. Wszystkie dzieci od teściów uciekły daleko. Jest jeszcze starszy brat mieszakający za granicą - nieutrzymujący kontaktu z wyjątkiem życzeń przez telefon. No żal mi teściów, że są sami, ale z drugiej strony nie chcę być jakąś nagrodą pocieszenia.
                • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 18:12
                  Oni sa sami bo na to wyraźnie zapracowali. W takich rodzinach tworzy sie zewnętrzny nieskazitelny wizerunek rodziny dla obcych a o problemach sie w środku miedzy sobą nie rozmawia bo to rzutuje na ten wizerunek, często problemy innych w takiej rodzinie nikogo nie interesują, plus wygodnie jest udawac ze wszystko jest ok, tylko...dzieci rodzin nie zalozyly, lub te co zalozyly sa nielojalne wobec malzonka, bo nieodpepowione plus w ramach żadnego rodznnego obrazka dla obcych wszystkie dzieci zjeżdżają naswieta do rodziców...nawet z dziecmi z ospa. Chore to, ale chore rodziny tak maja.
                • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 18:51
                  Pomyśl sobie lepiej, ze jezdzac tam wspomagasz wzmacnianie sie pępowiny meza i umacniasz jego uzależnienie. Jesli chcesz mu pomoc, przerwij ten trans, co zaburzy dynamikę tej rodziny a jego wprowadzi w niewygodna sytuacje emocj. Każdy taki niewygodny dla niego krok to krok w kierunku uwolnienia sie z pępowiny. Im więcej takich kroków, tym dla niego lepiej. Im więcej zaczniesz robic wg swoich zdrowych norm, im częściej on sie będzie musial dostosować do tego, tym lepiej dla niego i lepiej dla ciebie
    • jagienka75 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 16:35
      na Twoim miejscu, nie pojechałabym.
      męża równo zjebać od góry do dołu.
      teściom wytłumaczyć, że w tym roku spędzacie święta w domu.
      oni sami tam nie są. mają jeszcze dwie córki.
      jak mąż chce, niech jedzie doi rodziców a Ty z dziećmi spedzcie ten czas tak , jak tego chcecie.
      i nie boj sie. mąż głowy nie odgryzie.
      i co to za zwyczaje, ze jedziesz na drugi koniec Polski a oni zaprzegaja Cię do roboty, jak jakiegoś woła?
      od czego mają swoje córki???
      • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 16:59
        Autorka sama się pozwoliła zaprząc.
        Jak tamta rodzina od zawsze żyje w systemie, że trzeba się urobić, namęczyć, naharować - a na koniec rodzic przyjdzie skrytykować i zarządzić jeszcze więcej roboty; to tam inaczej nie będzie bo to wdrukowane mają, tym bardziej jeśli mąż od razu w kontakcie z wyjściową rodziną wskakuje w buty tego syna co to robi i nic nie gada nawet jak go źle traktują.
        Znam nawet podobną sytuację u znajomych, może nie aż tak drastyczną że goście do roboty zaprzęgani u rodziców, ale córki niezamężne obowiązkowo mają robić pod dyktando rodziców, natomiast ożeniony brat od początku był tresowany przez żonę że przyjeżdżają jako goście na gotowe, czyli nigdy na wigilię kiedy wszyscy biegali jak oszalali sprzątali gotowali nosili choinki, tylko na kolejny dzień w porze obiadowej- jeśli obiadu nie było gotowego to sobie bratowa z mężem a później z dzieckiem szli na spacer i wracali jak już pozostali czekali z gotowym obiadem. Oczywiście przez takie nastawienie tylko na swoje zyski i zero pomocy, przyjeżdżanie na gotowe, nie byli zbytnio lubiani, tym bardziej że gościną u siebie się nie rewanżowali. Niemniej da się korzystać nawet na takiej rodzinie jak twojego meża, jak od razu się narzuci inny styl i poze "to mnie się należy" a idzie tylko za żoną a nie za pierwotną rodziną.
          • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:21
            No, tu niestety mąż wybiera rodzinę pochodzenia, a gdy żona po latach dogadzania mu w końcu zażądała czegoś dla siebie, to została w oczach męża jędzą. I tu po raz kolejny sprawdza się opinia, że nie warto się poświęcać, bo i tak najczęściej nikt tego nie doceni. Autorce wątku przydałby się porządny trening asertywności (tzn. w-dupie-mania). Mąż nie liczy się z jej zdaniem i to od lat, więc może czas przestać brać męża zdanie pod opinię i zacząć po prostu robić swoje.
            • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:35
              Tak niestety bywa często gdy się z swojej wyjściowej rodziny nie dostanie pakietu umiejętności dbania o własne interesy w ramach tej nowej rodziny i konsekwentnego reagowania na rzeczywiste wydarzenia, komunikowania potrzeb, zamiast karmienia się mrzonkami że jak się zagryzie zęby to samo się ułoży.
              Po latach trudniej zmienić utwardzony schemat. Gdyby zastartowała z pamiętaniem też o sobie od razu po ślubie to teraz by było inaczej.
              No ale lepiej późno niź wcale.
              • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 18:35
                Rodziny narcystyczne nie dają pakietu startowego dbania o siebie, bo w takich rodzinach dba sie głównie o dobro rodzicow, a rodzice dbają o to, aby wizerunek ich rodziny byl dobry, a dzieci maja byc przedłużeniem rodzicow ( maja działać tak jak rodzice chcą i maja im przysparzać sobą i swoim życiem splendoru) wówczas wszyscy z zewnątrz będą ich podziwiać i im zazdrościć...
              • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 20:21
                Czytam o tych narcystycznych rodzinach i może coś w tym jest. Zgadzam się z powyższymi przypuszczeniami dotyczącymi mojej osoby. Nie moge sobie teraz wybaczyć, że byłam taką pierdołą na początku związku. Teraz trudno tupnać nogą bez posądzania mnie o wczesną menopauzę. Temat trawię w sobie od tak długiego czasu, że juz mam dosyć. Najgorsze jest to, że nie sądzę by rozmowa z mężem dała mi coś pozytywnego. Chyba krótka piłka, moje stanowcze nie, w konfliktowych sytuacjach lepiej załatwi sprawę. I wtedy odnajdę spokój.
                Sama się w taki taniec wokół męża rodziców i sióstr dałam zapędzić. I to na odległość.
                Najdziwniejsze jest jednak to, że dopiero teraz składa mi się to wszystko w całość. Człowiek zakochany, nie widzi pewnych symptomów, ignoruje ostrzeżenia.
                Bo przecież rodzina była prawie wzorcowa. Pracowici, dobrzy, ludzie gotowi innym nieść pomoc. Nawet moja mama tak potrafiła powiedzieć, że mam fajną tesciową, bo ona miała swoją na głowie wiecznie wtrącajacą się.
                A pamiętam jak w czasie narzeczeństwa sąsiad tesciów widząc nas z przyszłym mężem pierwszy raz skomentował: kolejna służąca... Wtedy mi się to durne wydało...


                • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 20:57
                  No widzisz, powoli odnajdziesz spokój. Zdecydowanie polecam krotka pilke i olej to o co kto cie będzie posadzal, to juz ich problem nie twój. Powodzenia i dzialaj dla dobra swojego i dzieci a mąż będzie musial sie naprostować, bo nie będzie miał innego wyjścia.
                  • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 21:27
                    Pogodzić się muszę jednak z tym, że lojalności szczerej ze strony męża i empatii chyba mieć nigdy nie będę. Chyba, że da sie to wypracować. Czułabym się lepiej w tym małżeństwie, gdyby mąż potrafił powiedzieć coś w stylu : "Moja żona przygotowuje przyjęcie na 15. Przyjedźcie o normalnej porze, a nie w środku nocy, bo wtedy śpimy". To taki głupi przykład. Ale takie absurdalne rzeczy sie u nas zdarzają. Takie, że nie wiadomo czy płakać czy sie śmiać. Kiedyś podczas świąt chyba wielkanocnych, jak najmłodszą karmiłam jeszcze piersią, więc dzieci małe, zostawiłam towarzystwo i poszłam z dziećmi spać. Mąż został na dole z rodzicami i siostrami. Przysnęło mi się razem z tymi dziećmi. Obudził mnie rumor, którego nie potrafiłam zidentyfikować. Była 2 w nocy. Schodzę na dół. Mąż tłukł kotlety schabowe, bo mu siostra kazała. Autentycznie.Na chyboczącym sie blacie stad rumor, jakby remont robili. Chyba wtedy z tego nagłego wybudzenia walnełam parę brzydkich słów do męża, bo mi już nerwy puściły. Nie mógł zrozumieć o co się czepiam. Gdy mu powiedziałam, że przeciez wie, że jego dzieci i żona śpią u góry, jest druga w nocy, a o 5:30 ta żona będzie mieć pobudkę, że powinien chronić swoją rodzinę, to on coś o tym, że tylko część jego rodziny śpi, bo reszta jest z nim na dole. Oj, bolały te słowa.

                • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 21:17
                  Takie rodziny potrafią stwarzać naprawde świetne wrażenie, każdy by sie nabral, nie tylko ty. Nie masz co robic sobie wyrzutów. Po prostu zgraliscie sie z mężem i wasze problemy świetnie sie zgraly. A jak mąż reaguje na twoje stanowcze nie? Dasz rade przeforsować swoje? Za jakiś czas daj mu poczytać tego bloga, to będzie lepsze niż rozmowa na ten temat, a potem co przeczyta niech sam ze sobą przetrawi. Problem narcyzmu jest tak specyficzny i głęboko ukryty, ze rozpozna go ktos kto ma wiedze w temacie i doświadczenia własne z takimi ludźmi. Kto z czymś takim nigdy sie nie sptkal, nie ma szans odkryć samodzielnie tajemnicy takiej rodziny i tego z czym ma tak naprawde do czynienia.
                  • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 18:18
                    Zuzi.1, pytałaś czy daję radę przeforsować z mężem cokolwiek. Kiedy jesteśmy u teściów i jeszcze do tego są siostry to szans raczej nie mam. We własnym gronie więcej moge wskórać. W zeszłym roku, jak pisałam, zostaliśmy w domu na te święta, ale po awanturze i nie wiem czy też nie przez zrządzenie losu tak się stało, bo 23 mąż okłamał matkę, że jest chory, a 24 siedziałam z nim na SOR-ze, bo odnowiła mu się kontuzja, która go unieruchomiła. Nie wyjaśniliśmy, więc sobie wtedy wszystkiego do końca.
                    Mam prośbę do tych, którzy rozumieją ten linkowany problem "rodzin narcystycznych" i "rolę ofiary".
                    Otóż ostatecznie postanowiłam, że święta spędzamy w domu. I koniec.
                    Jak wiecie mąż sam nie jeździ do swoich rodziców. Mi tam źle, więc postanowiłam, nie pchać się tam gdzie źle się czuję, więc ja tych wizyt nie zamierzam już inicjować. Wcześniej planowałam te odwiedziny co jakiś czas, bo wypadało itp. Teraz tego nie chcę robić, bo czuję się w powinności a potem, żałuję, że sama się sprowadzam do roli ofiary właśnie.
                    I pojawia się, ale
                    Spojrzałam w kalendarz, do świąt są 4 weekendy. Tylko ten najbliższy mam wolny, w pozostałe albo praca, albo jakieś inne zobowiązania. No i wiecie co pomyślałam... żeby jechać na ten weekend, bo boję się, że mąż będzie cisnął na wyjazd na święta argumentem, że dawno nie byliśmy. Czy zaczynać z nim temat juz teraz?
                    A z drugiej strony w zeszłym roku byliśmy u nich w listopadzie, ale świąt i tak nie chciał odpuścić.



                    • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 18:39
                      Niech jedzie do rodziców mąż z dziećmi, jeśli im się chce. Możesz wysunąć taką propozycję. Jeśli mąż odmówi, to w okolicach świąt niech nie waży się zawracać ci dupy wyjazdem. Zaznacz to od razu, żeby nie było niedopowiedzeń.
                      A sama ciesz się na święta we własnym domu, w gronie osób ci życzliwych, w przez ciebie ustalonym rytmie.
                      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 19:11
                        A jak dzieci nie będą chciały? Namawiać na siłę? To też robiłabym wbrew sobie, bo obawiam się puszczać trójkę samą z mężem. Z powodu ich choroby lokomocyjnej. To nie są takie nudności podczas jazdy, tylko autentyczna choroba. Jak ktoś sie z tym spotkał to wie, że oprócz wymiotów, bieguna i dreszcze, trochę jak przy jelitówce. W jedną stronę leki działają, ale kolejna podróż w krótkim odstępie czasu powoduje, że nie są skuteczne. Wolałabym, żeby mąż koncentrował się na drodze. Ta druga osoba podczas jazdy autem jest u nas na dalekie dystanse potrzebna.
                        • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 19:31
                          I wpadł mi jeszcze do głowy taki pomysł. Nie dasz rady pomieścić teściów i szwagierek, ale przecież szwagierki mieszkają dwie i pół godziny drogi od was, tak? No to gościcie teściów na noc, a szwagierki po wczesnej wigilii u was mogą wrócić do domu, co za problem? Chyba, że nie życzysz sobie rodziny męża na wigilii, to wtedy nie ma o czym mówić. Twój dom, twoje zasady.
                          • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 21:32
                            U nas sama jazda jest problemem. Niestety rezygnują nawet ze szkolnych wycieczek autokarowych, takie trzydniowe wyjazdówki na długie dystanse odpadają. Na wakacje jedziemy zawsze na dłużej, lądujemy do jakiegoś punktu, z którego jest dużo do zwiedzania w odległości do 10 km. No mamy z tym utrapienie.
                            Myślę, że jak ktoś się wczuje w moją sytuację z tymi teściami na odległość przy takiej lokomocyjnej chorobie, to zrozumie, że ja zawsze po takiej podróży czułam, że poświęcam i siebie i dzieci, a na miejscu z kolei czułam rozczarowanie, że nikt na nas nie czeka, nie liczy z ich i moimi i potrzebami, że jadę niby w gości, a jak nie przywiozę ze sobą jakiejś zupy lekkostrawnej, żeby po tych rzygawkach zjedli, to zaczynam od wizyty w biedronce i od gotowania czegoś na te wyrzygane żołądki. Nie wiem, może ja też jestem nadgorliwa w przyjmowaniu gości, ale wolałabym nadskakiwanie niż olanie
                            • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 22:06
                              Zacznij sluchac swojej intuicji, przestań się dostosowywać do innych, zacznij sluchac siebie i sobie ufać, masz do tego prawo. Strasznie mi cie szkoda i dzieci tez. Zacznijcie zyc tak jak lubicie i róbcie to co wam służy, a nie to co powoduje nieprzyjemności. To jest proste, czujesz dyskomfort, nie rob tego i nie naginaj siebie i dzieci. Jak mąż chce skakać kolo rodzinki to niech skacze ale bez wciagania w to ciebie i dzieci. Chce jechac, niech jedzie, nawet sam.
                              • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 22:35
                                Zuzi.1, jesteś psychologiem?
                                To co przed chwilą napisałaś to mój cel.
                                Trudno mi będzie jednak układać to z mężem, bo odbiera to jak heniek.8, jako atak na niego i jego rodzinę. Z reguły nie roztrząsam tego co mi nie pasuje albo czego oczekuję od jego rodzinyi, bo na najdrobniejszy komentarz reaguje złością albo fochem, a on też nie ma na to żadnego wpływu. Dochodzi do takich absurdalnych sytuacji. Na przykład: teściowa stawia na stół sałatkę z majonezem, nakładamy sobie na telerze, pierwszy kęs, wszyscy spoglądają po sobie, po chwili wiem dlaczego, bo zaczynam jeść, sałatka skisła, upał był, no trudno. Mówię głośno, że skiśnięta, ale mąż mnie pod stołem kopie. Żeby jego mamie nie było przykro gotów zeżreć tą sałatkę z siostrami. I przez taką głupią sałatkę znowu się kłócimy, bo "Tobie zawsze coś nie pasuje, a twoja matka to święta". Ja o sałatce, a on o matce.



                                • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 22:42
                                  o co chodzi że traktuję to atak na rodzinę??
                                  ja jestem o wiele bardziej od ciebie odczepiony od rodziny, odporny na naciski rodziców itp.

                                  nawet jak widzę że ktoś próbuje grać (np. w jakąś rywalizację) to zachowuję się tak jakbym nie odbierał sygnałów i rozgrywający zostaje sam

                                  sytuacja z sałatką: gdybym się zorientował że jest skiśnięta to bym jej nie zjadł, ale bym też głośno nie mówił że skisła bo i po co? a może innym smakuje to po co im obrzydzać?
                                    • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 06:09
                                      > swoim dzieciom pozwolisz zjeść nieświeże?!

                                      a myślisz że jak im pozwolę to zjedzą? pierwsi powiedzą że im nie smakuje

                                      ale to dzieci, mówią co myślą, natomiast uważam że dorosły kiedy zauważy tego typu niedociągnięcia to może to przemilczeć (bo takie są zasady prostej kultury).

                                      jedziesz tam, atmosfera jest napięta, a ty jeszcze dorzucasz krytykę żeby dolać oliwy

                                      sprawa dzieci - masz już nastolatka, a zachowujesz się jakbyś musiała za niego myśleć. przecież on(czy ona) wszystko sam sobie może poukładać - czy zjeść sałatkę, czy pojechać do babci, czy założyć niebieską czy zieloną kurtkę

                                      dzieci to jest twoja tarcza która cię chroni bliższym związkiem z mężem.
                                • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 23:21
                                  Czyli powiedziałaś głośno "skiśnięta" i co dalej mówiłaś? Jak już to powiedziałaś to postarałaś się o zminimalizowanie efektu np słowami "chyba się trochę skwasiła, nie wydaje wam się? dla mnie za kwaśna, szkoda, bo mamo napracowałaś się, ale to nic, nie przejmuj się, zjemy co innego" .
                                  Mogłaś rozładować atmosferę jednym zdaniem i pokazać, że można o takich sprawach nieagresywnie rozmawiać i nie będzie to koniec świata.

                                  Wyobraź sobie, że to teściowa jest u Ciebie w mieszkaniu i rzuca hasło "gruba jesteś", albo "brudno tu". No brudno bo np właśnie dzieci z mokrego podwórka w butach wbiegły, ale poza tym sprzątałaś przez tydzień na jej przyjazd. Założę się, że byś to odebrała osobiście i wcale nie fajnie się czuła słysząc "tylko prawdę" .

                                  Mąż ci sugeruje, że często sekujesz jego rodzinę a gloryfikujesz swoją.
                                  Czy tak jest? Mówisz o tym jak jego jest zła, chyba ani zdania o zaletach kogokolwiek z nich. Twoi rodzice wspaniali pomocni zaangażowani, tylko kiedyś tam ojciec despotą był.
                                  A Twoje poglądy to takie, żę facet może nie mieć empatii, ale kobieta powinna mieć, nie tak jak siostry męża.
                                  Dla mnie to misz masz.
                                  Naprawdę przydała by ci się sensowna terapia, chyba jakaś grupowa najlepiej, żeby porozbijała twoje jakieś takie fałszywe schematy i żebyś zacząła żyć życiem realnym i grać kartami jakie faktycznie masz, a nie tymi które sobie wyobrażasz i zinterpretujesz swoim schematem myślowym wyniesionym z niezbyt zdrowego domu.
                                  A jakby się mąż zgodził na wspólną terapię to by było genialnie. Choć przypuszczam, że raczej się pokłócicie na taką propozycję. Więc na początek idź sama, by potencjalna propozycja była podana tak, żeby się nie pokłócić.
                                  • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 06:44
                                    Chryrte, sytuacja jest absurdalna, bo to ja robiłam tą sałatkę. Stała po kolacji na stole długo to i na śniadanie skisła. I widzicie ja nie mam problemu z teściową. Wszyscy stwierdzili, że sie popsuła. Sałatka znika ze stołu. Tematu nie ma. Potem już na osobności pytam czemu on mnie kopał pod tym stołem i wtedy lawina złości na mnie.
                                    Mam taki chaos w głowie, że poszłabym na terapię własnie.
                                    • heniek.8 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 07:04
                                      przeczytaj jak opisałaś sytuację z sałatką w pierwszym wpisie o niej.
                                      moim zdaniem wykręcasz tu kota ogonem
                                      a na dodatek masz 13 latka który chodzi spać o 20 i musi zapytać mamy czy jeść sałatkę której nie lubi

                                      trzeba było sałatkę wywalić teściowej na ten ondulowany łeb
                                    • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 11:22
                                      dobromiku napisał(a):

                                      > sytuacja jest absurdalna, bo to ja robiłam tą sałatkę. Stała po kolacj
                                      > i na stole długo to i na śniadanie skisła. I widzicie ja nie mam problemu z te
                                      > ściową. Wszyscy stwierdzili, że sie popsuła. Sałatka znika ze stołu. Tematu ni
                                      > e ma. Potem już na osobności pytam czemu on mnie kopał pod tym stołem i wtedy l
                                      > awina złości na mnie.

                                      Ty nie masz kochana problemu z teściami ani z siostrami męża, masz duży problem z MĘŻEM i jego reakcjami. Co to znaczy lawina złości? Dlaczego nie powiedziałaś na głos przy stole - dlaczego mnie kopiesz? Dlaczego ignorujesz jego reakcje i tłumaczysz go przekonaniem, że mężczyzna ma prawo nie być empatyczny? Dlaczego tolerujesz jego niedopuszczalne zachowania?
                                      • alsk9 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 11:59
                                        Autorka ma problem z mężem i swoim KOMUNIKOWANIEM SIĘ z nim i z otoczeniem.
                                        Ja się nie nauczy zdrowej komunikacji to będzie mieć przemocowy związek do usr... śmierci.
                                        Ale uparła się twierdzić, że mąż jest w porządku a tylko przy jego rodzinie dostaje świra. Czyli zrzucamy odpowiedzialność na obcych byle na własnym podwórku syfu nie ruszać i nie musieć nad związkiem pracować.
                                        • aqua48 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 14:46
                                          dobromiku napisał(a):

                                          > Ja wiem, że problemu z teściami i jego rodziną nie mam. Tylko właśnie z mężem.
                                          > W tym poście o empatii mężczyzn i sióstr, chyba źle się wyraziłam. Bo od męża
                                          > to jej najbardziej oczekuję.

                                          Wiesz takie oczekiwanie to psu na budę, możesz do uśmiechniętej śmierci tak oczekiwać. Nie zmienisz męża ani jego rodziny. Zmienić natomiast możesz siebie i swoje podejście, co może pociągnąć zmiany u męża. Pożądane albo nie, ale warto przynajmniej w takiej sytuacji ze sobą i swoimi wyborami czuć się dobrze, a nie jedynie spełniać całe życie cudze oczekiwania wbrew sobie i jeszcze zbierać po głowie.
                                  • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 17:37
                                    mapt napisała: " Mąż ci sugeruje, że często sekujesz jego rodzinę, a gloryfikujesz swoją". Raczej tak nie jest. Od bardzo długiego czasu zdaję sobie sprawę, że jest na tym punkcie nadwrażliwy i po prostu nie wypowiadam myśli na ten temat rodzin naszego pochodzenia. Poza tm nie mam takiej potzreby wyświęcania rodziców swoich. Zwróc uwagę, że nie napisałam, że są wspaniali, bo wcale tak nie czuję, napisałam, że pomagają nam zwłaszcza logistycznie, bo tak w istocie jest. Poza tym mąż słyszy jak z bratem i szwagierką, siostrą i szwagrem gadamy o zachowaniu mojego ojca czy matki aktualnym albo z przeszłosci. Co więcej on też sie wypowiada w tej kwestii.
                                    Wiedząc, że jest taki nadwrażliwy na punkcie swojego domu pochodzenia, próbując z nim rozmawiać np. o tych zeszłorocznych świętach mówiłam: chciałabym, marzę o tym, potrzebuję spędzić święta w domu, wiem, że Ty wolałbys jechać, ale zależy mi na spokojnych świętach, a na wyjazdowych zawsze sie kłócimy, może spóbujemy inaczej...... . itd. Przygotowywałam się do tej rozmowy, bo spodziewałam się takiego przebiegu jaki był. Jego reakcja mimo wszystko była ostra. I jakby obok tematu: "Tak! Bo moja rodzina to jakaś patologia! Już ja wiem co Ty myślisz o moich siostrach!". Zbiło mnie to z tropu, nie potrafiłam podjąć tematu na nowo, tłumaczyłam, że chcę porozmawiać o naszej piątce, ale stwierdził, że on wie o co mi tak naprawdę chodzi. Nie potrafiłam już dalej pociągnąć dyskusji, nie dałam rady. Nawet teraz jak to piszę to mam trzęsawkę.
                                    Poszłabym do psychologa, ale czuję, że pozytywny efekt dla naszej rodziny dałyby też wizyty męża. Na razie mam wrażenie, że to ja widze problem, a on twierdzi, że wymyslam, robię z igły widły i tp
                                    • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 21.11.17, 18:06
                                      Oj, widać wyraźnie, że twój mąż ma potężne kompleksy na tle rodziny pochodzenia. Zwłaszcza w porównaniu z twoją rodziną, która choć idealna przecież nie jest, to jednak panują tam ciepłe stosunki, a członkowie rodziny ze sobą rozmawiają. Co ty tam wcześniej pisałaś? Że w rodzinie męża ludzie zwracają się do siebie nawzajem w trzeciej osobie, że nikt nie rozmawia o uczuciach, a dzieci były i są od wykonywania zadanej roboty. Nie mam wątpliwości, że w gruncie rzeczy to twój mąż widzi swoją własną rodzinę jako patologię, ale paradoksalnie to ciebie o to oskarża. Na twoim miejscu nie podejmowałabym tematu jego rodziny w ogóle i w żadnych okolicznościach. Mąż nigdy bez porządnego przepracowania tego tematu na terapii nie przyzna, że ma niezdrowe relacje z rodzicami i rodzeństwem. Tu za każdym razem będziesz się kopać z koniem. Dlatego sama idź na terapię, żeby się wzmocnić psychicznie do walki, jaką będziesz toczyć z mężem. Bo on ci tych wyjazdów świątecznych przecież nie odpuści i sama doskonale o tym wiesz.
                                • zuzi.1 Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 23:38
                                  Nie, nie jestem. Ale pochodze z lekko narcystycznej rodziny i mam meza, który kiedys byl podobny do twojego i tesciowa hipochondryczke narcystyczna. Meza przecwiczylam tak, ze juz zadna pepowina go nie uwiera, a zrobiłam to poprzez sprzeciw na jego i jego rodziny zachowania. Mój bezwgledny, betonowy, aktywny sprzeciw😃 Da sie to zrobić. Tylko Ty zeby odnaleźć siebie w sobie potrzebujesz terapii, z uwagi na urazy spowodowane przez despotycznego ojca. Mój ojciec byl tylko lekko zdystansowany do mnie, z natury mam mocny charakter i nikt mnie emocj. nie okaleczyl, dlatego sobie poradziłam w podobnej sytuacji do twojej. Dlatego trzymam za ciebie kciuki i liczę na to ze dlugookresowo pójdziesz na terapie i zaczniesz TY SAMA rozdawać karty w swoim zyciu. MASZ DO TEGO PRAWO! A życie wówczas jest super.
                            • mapt Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 22:27
                              Wyjdź z pozy ofiary i przestań zmuszać do tego dzieci, to się sprawy same naprawią. Idź na terapię najlepiej bo wygląda, że zbyt wiele ci despotyczny tatusiek wtłoczył "niemożności" w charakter byś sobie sama poradziła nie tylko z mężem, ale za jakiś czas z buntem nastolatków itd.
    • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:00
      Rozumiem, że goszczenie czterech osób (teściowie, dwie szwagierki) w waszym mieszkaniu nie wchodzi w grę. A u twoich rodziców? Mogliby przyjąć pod dach zięcia dwie siostry na jedną noc?
      Proponuję, abyś wigilię zrobiła u siebie w domu i zaprosiła rodziców i teściów. Jeśli nie chcesz teściów na wigili, zaproś ich na pierwszy i drugi dzień świąt. Oni wigilię spędzą tradycyjnie u siebie z córkami, więc bez tragedii.
      I żeby ci do głowy nie wpadło uginać się po raz kolejny przed fochującym i awanturującym się mężem i targać dzieci na drugi koniec Polski, skoro NIKT, z wyjątkiem twojego męża, nie chce tam jechać. Daj dzieciom i sobie szanse na normalne święta pod własnym dachem.
      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:35
        Problemem jest odległość. 500 km. Wizyty zawsze były z noclegiem. I taką opcję z nocowaniem rodziny męża praktykowalismy przy okazji różnych uroczystości. Teraz kiedy moi rodzice mają już też swoje lata nie chce fundować zwłaszcza mamie takiego prezentu na święta.
        • enith Re: święta po swojemu - asertywność, długie 19.11.17, 17:41
          W takim razie hotel, hostel, kwatery w waszej okolicy? W ostateczności materace na podłodze lub coś w ten deseń. Nikomu korona z głowy nie spadnie, jak się jedną czy dwie nocki prześpi w takich warunkach. Swego czasu u moich rodziców w trzypokojowym mieszkaniu święta spedzali: oboje rodzice, ja z mężem, brat z żoną i dwójką dzieci i babcia. I daliśmy radę. Raz w roku można taką aranżację przeżyć.
    • milamala Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 02:19
      Generalnie odrazu widac, ze rodzina meza cie nie szanuje, a maz jeszcze nie do konca przerwal pepowine w domem rodzinnym.
      Nie masz wyjsc musisz postawic sprawe jasno i konkretnie.
      Pogadaj z mezem, powiedz mu prosto i konkretnie (jak facetowi) o swoich uczuciach i przekaz mu jakie rozwiazania poprawilyby twoje samopoczucie.
      Dalabym szanse rodzinie, ale ostatnia i konsekwentnie sie tego trzymala.
      Zapowiedzialabym mezowi (i jego rodicom oraz sioistrom) ze jesli wigilia nie zacznie sie o 19.00 ze wzgledu na dzieci to bedze to ostatnia twoja wigilia w domu rodzinnym meza. Choinke niech ubiora dzien wczesniej a firany zawiesza dwa dni wczesniej.
      przywiez se soba na wszelki wypadke jakas mala choinke juz przyozdobiona i jesli sie nie wyrobia oswiadcz, skoro sie nie wyrobiliscie jak prosilam to tu jest choinka (ta druga wlasciwa bedziemy ubierac jak skonczy sie wigilia i dzieci pojda spac), firany tez powiesimy po Wigili i albo przystana na te warunki albo kladziesz konsekwentnie spac swoje dzieci.
      Ale musisz byc twarda.
      Jak w jednym roku odstawisz im taki numer, to wierz mi w kolejnym beda chodzic jak w zegarku.
      • dobromiku Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 07:58
        Chyba to nie jest rozwiązanie dla mnie. Tych "ostatnich razy" było już tyle, że na kolejny nie chcę tracić nerwów. To są dorosłe osoby - nie zmienię ich. Poza tym nie zależy mi już na tym, by to u nich te świeta miały ręce i nogi, tylko na tym by mąż zaakceptował nasze święta we własnym domu.
      • 71tosia Re: święta po swojemu - asertywność, długie 20.11.17, 21:32
        taaa maz autorki odwiedza matke raz doroku w czasie swiat co jest nipodwazalnym dowodem ze ma pepowine nieodcieta, zawsze mnei bawia takie 'mandrosci'. A ta rada by zagodnic dzieci do lozek przed wigilia - tak sie zatanowiam kogo niby autorka ma tym ukarac, chyba najbardiej dzieci bo to je zwykle wigilia, choinka i prezenty ciesza bardziej niz doroslych.
        No i jak wiadomo w zyciu rodzinny chodzi o to by wszyscy chodzili jak w zegarku i tak jak im matka/zona/synowa zagra.