Dodaj do ulubionych

A moje życie wygląda tak:

18.03.18, 12:08
Odbyłam dziś z mężem dużą awanturę.
Mąż twierdzi, że go nie akceptuję, dołuję, wbijam szpile i gnębię. A on chce i chciał dla nas wszystkich tylko dobrze i robił co mógł by nas wspierać. Ja widzę tylko czubek własnego nosa i nie umiem docenić tych wszystkich pozytywnych cech które w sobie ma.
Ale do rzeczy:
Poszło o codzienność.
Ja w 100% ogarniam pranie i to co z nim związane, wywiadówki, lekarzy dzieci (4,5 i 8 lat) sprawy formale i urzędowe. Sprzątanie wieczorne mieszkania głównie z mojej inicjatywy. Weekendowe sprzątanie tylko ja, okna tylko ja. Śmieci tylko ja. Samochód i wszystko co z nim związane - tylko ja. Wyjazdy weekendowe ogarniam ja. Mąż rzadko chce gdziekolwiek jeździć (jest introwertykiem, nie lubi Polaków, jest obcokrajowcem). Sprzątam kuchnię, zmieniam pościel, ścielę łóżka, wstaję rano do dzieci.
Nieco rzadziej robię zakupy i średnio 3 dni w tyg gotuję.
Tylko ja pracuję zawodowo.

Mąż - zaprowadza dzieci z i do szkoły. Jest z nimi w domu do czasu kiedy wrócę z pracy. W większości robi zakupy, często gotuje. Czasem coś tam w domu ogarnie. Moim zdaniem nie jest to ani systematyczne ani kompleksowe. Teraz wziął się z 3 już biznes. Oczekuje ode mnie wsparcia, a ja: "nawet jak kilka dni jestem wspierająca emocjonalnie to i tak za parę dni mu dowalę jakimś tekstem."

Doszłam do wniosku, ze ma facet rację. Mimo wielkiej miłości i zapatrzenia w niego nigdy w 100% go nie akceptowałam. Zawsze drażnił mnie jego syf i brak chęci życia w schludnym miejscu. Irytował brak aktywności zawodowej oraz towarzyskiej, wycofanie. Zupełnie się nie połapałam, kiedy miał depresję po przyjeżdzie do Polski.
Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zajął się sprzątaniem kuchni, kociej kuwety itp. Nie chcę więcej słyszeć , że 21 to za późno i że jest zmęczony. Nie chcę być animatorką życia rodzinnego ani public speaker. A takie role pełnię, bo mąż się usuwa z życia towarzyskiego i konfrontacji z Polakami, których nie lubi.
Jestem rozgoryczona, bo byłam w nim bardzo zakochana. Stąd próby akceptacji tych wszelkich niedogodności, o których mowa powyżej.
Teraz wiem, że nie jestem w stanie i nie chcę mieszkać w nieładzie, ani nosić spodni w rodzinie. I wybucham.
On też ma do mnie, żal że go nie ostrzegłam, że Polska to taki zapyziały kraj przed przyjazdem.

Oczywiście wiele razy nosiłam się z zamiarem odejścia. Teraz także, ale to co mnie powstrzymuje to:
- sama jestem z popapranej rodziny. Nie mam gwarancji, że kolejny partner będzie lepszy, jeśli w ogóle jakiś będzie
- to co mówi o moim zachowaniu mąż, to to samo co czułam w domu rodzinnym ze strony mojej mamy (Różnica tylko taka, że ja wypełniałam społeczne role i oczekiwania wobec nastolatki/młodego dorosłego, a mój mąż w małym stopniu)
- waham się, bo jeśli go zostawię to będę miała poczucie, że wystawiłam "stary mebel na śmietnik"

W zasadzie nie wiem czego od Was oczekuję, chyba bardziej chciałam to wszystko z siebie wyrzucić. Ale jeśli macie jakieś konstruktywne wnioski to chętnie przeczytam.
P.S. Oboje jesteśmy po osobnych terapiach.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 13:39
      Mam smutne wrażenie kompletnego niedobrania i kompletnie rozjeżdżających sie priorytetów. Masz bardzo wiele racji, bo ogarniasz wszystko w domu, pracujesz. Mąż też ma wiele racji, bo uważasz, ze nie pracuje - choć "wziął sie za biznes", co jednak jest pracą. Może nieudolnie się wziął, ale trudno powiedzieć, że nie pracuje.
      Masz rację, ze nie uczestniczy w sprzątaniu, ale racje ma także mąż, który uważa, ze ma prawo wieczorem usiąść na kanapie i odpocząć i woli to , niz mieszkanie na błysk i zasuwanie na okrągło. Szczerze? Uwazam, ze tu akurat mąż ma rację. Chcesz sprzątać wieczorami, to to rób, ale uznanie, że nawet wieczorem nie ma czasu na spokój i odpoczynek moze zabić kazdy związek.
      Masz rację, ze denerwujące jest organizowanie wszystkich wyjść i racje ma mąż, który nie znosząc towarzystwa ich nie organizuje.
      Mąż nie widzi, że jesteś zapracowana i masz dosyć. Ty nie widzisz, że mąż ma depresję.
      Konstruktywny wniosek jest taki. Albo zaakceptujesz, że macie zupełnie różne style życia i żaden z nich nie jest jedynie słuszny i że nie dla wszystkich priorytetem musi sprzątanie, a nie relaks i życie towarzyskie, a nie domatorstwo - to nie ma szans na kontynuację. Szkoda Waszych nerwów.
      Po drugie - jeśli nie chcesz "nosić spodni" to ich nie noś - tylko podejrzewam, że tak będzie w każdym związku, bo uważasz, ze partner powinien dostosować sie do Twoich priorytetów. Wątpię, czy kolejny facet będzie sprzątał ochoczo po 21...
      Nie mówię, ze nie masz w dużym stopniu racji. Masz. Rzeczywiście robisz w domu nieproporcjonalnie dużo. Tylko w zamian wymagasz podporządkowania. Bo jesteś wbita w rolę "wzorowej pani domu" i wypełnianie tej roli staje sie dla Ciebie ważniejsze, niż ludzie w tym domu. Moim zdaniem pierwszym krokiem będzie nie tyle zdyscyplinowanie męża, co jednak próba odpuszczenia sobie.


      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 14:07
        Małe sprostowanie: absolutnie nie jestem wbita w rolę perfekcyjnej pani domu. Ani ja ani dom, w którym mieszkam nie jest pedantyczny. Chodzi o to, że pewien stopień ogarnięcia domu jest dla mnie ważny. Jeśli ja o tej 21 nie ujmyję naczyń to będą leżeć, dzień dwa, cztery. Jeśli nie zadbam o mycie podľug raz w tyg to bedą nie myte przez dwa trzy tygodnie. I efekt jest taki że żyjemy w syfie. Żyłam w syfie 10lat i nie odnajduję się w tym. Daleko mi do sterylnych standardów na codzień.
        • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 14:38
          Jesteś pewna? To przeczytaj własny post jeszcze raz z wyjątkiem ostatniego zdania.

          A teraz zamień to

          >Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zajął się sprzątaniem kuchni, kociej kuwety itp. Nie chcę więcej słyszeć , że 21 to za późno i że jest zmęczony. 

          na

          >Chciałabym by po położeniu dzieci spać, zamiast siadać na kanapie z komórką zajął się przyciągnięciem mnie do tej kanapy, pomruczeniem mi do ucha itp. Nie chcę więcej słyszeć , że 21 to za późno i że jest zmęczony. 

          Jest różnica?
    • enith Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 15:05
      Nie znam nikogo, kto uwielbiałby sprzątać, ale mając trójkę dzieci i zwierzęta domowe nie można tak po prostu nie ogarniać chałupy. Mam cztery koty i wiem, jak niesprzątany przez dwa tygodnie dom wygląda. Wszędzie kurz, kłaki, koci żwirek, do tego igliwie wnoszone na obuwiu do domu. Po prostu syf. Choć więc nienawidzę sprzątać, robię to, żeby nie mieszkać w chlewie.
      Jeśli mąż zostawia ci prawie cały dom do ogarnięcia to: albo ogarniasz sama i się frustrujesz albo nie ogarniasz i mieszkacie w syfie albo zatrudniasz kogoś do sprzątania, żeby cię odciążył. Przy czym uważam, że to ogólne nieogarnianie życia rodzinnego przez męża, to wyraz jego niedostosowania do życia na obczyźnie. Mąż w Polsce się nigdy nie odnalazł i stąd wasze problemy. Jako imigrantka wiem doskonale, jak ważne jest posiadanie przyjaciół, hobby, pracy zawodowej czy innego zajęcia, które zmuszą nas do wychodzenia z domu. Twój mąż nie pracuje, nie ma przyjaciół, nie ma życia poza domowym. Do tego nienawidzi Polski i Polaków i ma do ciebie pretensje, że go nie ostrzegłaś(!!!), jak źle mu tu będzie. Słabo widzę możliwość zaktywizowania społeczno-zawodowego kogoś z takim nastawieniem. Po prostu wasze zamieszkanie w Polsce to był błąd, który teraz się z całą mocą mści.
              • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 19:44
                akn82 napisał(a):

                > Mieszkamy w Polsce już 12 lat... było kilka prób wyjechania stąd, mąż wetował o
                > statecznie wyjazd. Powodów miał wiele.

                Czyli co? Jednak mieszkanie w Polsce między Polakami nie jest przyczyną wszelkiego zła? Bo gdyby tak było a on chciałby naprawdę swoje życie zmienić to by się stąd zabierał ze spiewem na ustach? Może to jednak tylko próba obwinienia innych za własne niepowodzenia i usprawiedliwianie lenistwa i wygodnictwa?
                  • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 15:49
                    To może nich idzie po leki a nie siedzi w brudnym domu twierdząc że to żony wona? Pan miał już depresję więc wie czym się to je.
                    Nie dobrali się z autorką i bardzo możliwe, że na siebie źle działają. Nadwrażliwy na swoim punkcie pan który nic z sobą nie robi zapewne jest zmęczony wymagającą żoną. I może czuć się zaszczuty, jeśli chce leżeć i nic nie robić kolejne 10 lat a ta zła żona "wymusza" na nim sprzątanie i marzy jej się by czasem kasę zarobił... dziwne żeby nie marzyła o normalności dla dzieci a nie wiecznej obsłudze pana z fochem.
                    Może niech pan wraca do swojego kraju, jeśli tu mu tak źle, tam na miejscu poszuka pracy wśród swojego miłego narodu, zorganizuje się tak jak chce bez nadzoru żony i jej połajanek a na start też z luzem od zajmowania się dziećmi. Jak się ogarnie to mogą rozważać w którym miejscu chcą mieszkać, i czy razem, i jak opiekę nad dziećmi podzielić.
                    Trzymanie pana w Polsce na siłę, jeśli on uważa, że to Polska jest jego powodem do dołów - to czyste okrucieństwo. Należy pana wysłać z powrotem do jego kraju. Niech odzyska swój vigor życiowy i pokaże jak jest przedsiębiorczy w innym otoczeniu. Wtedy też będzie lepszym wzorem dla dzieci.
                    Oczywiście jest duża doza prawdopodobieństwa, że pan się do swojej ojczyzny wysłać nie da, a jeśli pojedzie to tam zalegnie na kolejnej kanapie i powie, że to też wina żony.
                    Natomiast nie trzymałabym w domu pana, który twierdzi ze to ja go dołuję, że otoczenie tego kraju go dołuje, że w życiu mu nie wychodzi przez to że jest tu i ze mną i tak od kilkunastu lat. Takiemu panu daję WOLNOŚĆ. Nawet nie musi być od razu wolność formalna, byle miał ją w świadomości i poniósł konsekwencje rezygnacji z tego, co za złe uważa.

                    Autorka nie powinna się z panem kłócić bo nie ma o co się kłócić. Różnicy w podejściu do życia się zmienić nie da. A facet też człowiekiem jest. Tak samo uwikłanym w ten związek jak autorka.
                    Więc zaproponować jego wyjazd do jego ojczyzny by się tutaj nie męczył i nie staczał jeszcze bardziej, niech tam robi karierę i się odnajduje w życiu, a wtedy można myśleć o tym czy się chce mieszkać z nim razem w nowym miejscu czy nie.
                    Po co trzymać na stanie chłopa który uważa że jego problemy to twoja wina, a ciebie samą on wkurza niezmiernie?
      • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 16:08
        U mnie są kocie kłaki oraz syf, za to jesteśmy 35 lat po ślubie. Nie, nie twierdzę, że kocie kłaki sa OK, ale jeśli mam do wyboru porządek, albo kontakty z rodziną, wybieram kontakty.
        I nie sądzę, aby z tą polską to był największy problem - przecież facet jakoś rozkręca biznesy. Może być zwyczajnie nietowarzyski i tyle.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:49
          On nie chce pracować zawodowo dla kogoś. Nie, i nie i już. Dwie przednie firmy poniosły fiasko. W Polsce nie pracował nigdy, od 12 lat tu jesteśmy. Próbuje zrobić na rodzinę pracując u siebie. Jeśli macie ochotę, to można przejrzeć historię moich wątków. Pisałam tu kilka lat temu. Ze 4, może 3?
        • koronka2012 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 00:10
          verdana napisała:

          > jeśli mam do wyboru porządek, albo kontakty z rodziną, wybieram kontakty.

          Najmocniej przepraszam, ale to nie jest sytuacja z gatunku "albo-albo".
          W znakomitej większości rodzin te zadania po prostu się godzi, mając zarówno kontakty z rodziną i brak latających kocich kłaków, naprawdę nie jest to jakiś nadmierny wysiłek a minimum. Szczególnie, że pan dysponuje czasem, to i tak większość domowych obowiązków spoczywa na autorce, i trudno żeby tę sytuację znosiła latami z pieśnią na ustach.

          Do tego zdaje się, że, w jego przypadku "kontakty rodzinne" to zabawa komórką na kanapie, podczas gdy żona ogarnia to, czego jemu nie chciało się zrobić w ciągu dnia.

          Mieszkanie w Polsce wydaje się wygodną wymówką, szczególnie że pan sam torpedował plany wyjazdu - cóż, na swoim gruncie straciłby komfort wypięcia się na większość spraw.
          • koronka2012 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 00:20
            yoma napisała:

            > A teraz sobie wyobraź, że pojechałaś za mężem do Jemenu, siedzisz w domu, haftu
            > jesz krzyżykami, a mąż o 9 tupie ci nad głową, że kuchnia nieposprzątana.

            No wiesz, jak ktoś "siedzi w domu" to może posprzątać wcześniej, a nie czekać do 9 wieczorem w syfie, nieprawdaż? to dość oczywisty pomysł, nie wymagający rewolucji w myśleniu. Jak się ma kota, to trzeba sprzątać kuwetę, bo śmierdzi. Proste.

            Szanse na utrzymanie rodziny z haftu krzyżykowego są dość nikłe. Szczerze mówiąc - podobnie jak biznes z rękodziełem, nawet ładnym - to nie jest produkcja masowa i zbyt też nie jest masowy. Rozsądniej to traktować w kategoriach hobby.

            Podział obowiązków w rodzinie może być różny, ale zdrowo jest jeśli jest w miarę symetryczny. Tu tej symetrii nie ma i nigdy nie było. Odzywa się zmęczenie materiału i trudno żeby było inaczej. Czym pan jest znowu taki zmęczony, skoro niemal nic nie robi?
            • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 08:30
              Można posprzątać i ja wcale nie twierdzę, że facet jest kryształowy. Twierdzę, że ja tu nie widzę rodziny, tylko dwoje współlokatorów w mieszkaniu studenckim i to raczej z ogłoszenia niż z przyjaźni. Jedno siedzi i haftuje krzyżykami, a drugie nawet nie spyta, co tu właściwie jest grane?

              Zero jakiegoś ciepła, empatii, czegokolwiek, vo cechuje zdrowy związek.
                • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:30
                  W pewnym sensie tak. Bo skoro po 12 latach on nadal siedzi, a ona tupie, to na samym początku czegoś tu mocno zabrakło. Nie wiem czego, brak danych. Elementarnego współczucia, empatii, sympatii?
                  • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:47
                    Yoma, związku zabrakło, związku. Byli bardzo młodzi, zakochani w sobie ludzie, nie widzący nic poza swoim zakochaniem. A skoro nic poza tym nie widzieli, to nie było czego tworzyć, jak budować wspólnotę. I ci młodzi zakochani ludzie podjęli wielkie decyzje: przeprowadzka do innego, nieznanego kraju (naprawdę Polska to nie Eldorado), rodzina, dzieci. Jeśli jeszcze mieli jakieś zaszłości rodzinne, nieprzepracowane sprawy z własnych rodzin, to mamy bum.
                    A wszystkim paniom, które tak krzyczą o trutniu, chciałam powiedzieć, że gdyby to żona się żaliła, że ona właśnie kolejny interes próbuje rozkręcić, że się nauczyła czegoś wyjątkowego, ale mąż się na nią obraża, bo podłogi nie umyte, to byście tego męża zadźgały wirtualnie.
                    W ogóle czytając forum mam wrażenie, że czytam książki Fransa de Waala opowiadające o życiu w społecznościach naczelnych.
                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:03
                      Zgadza się. Tak było.
                      Tylko mnie się wydaje, że można i biznes rozkręcać i dom ogarnąć (nie szorować, a ogładzić). Mnie się udaje, raz lepiej raz gorzej. (tak, czasem leży stos naczyń dwa dni i żyję z tym).
                      Nie wiem czy wirtualnie zadźgałabym męża w analogicznej sytuacji. Raczej liczyłabym, że poza regularną pracą, będzie ta żona rozkęcała swoją pasję, w kierunku sprzedażowym. I może z czasem w kierunku samodzielnego biznesu.
                      Co do pytania o mój pobyt w Jemenie to jeśli bym uznała, że tamten kraj mi nie odpowiada wniskowałabym o powrót, tam skąd przyszłam. Jesteśmy w takiej sytuacji, że moja choć bardzo przyzwoita pensja zaczyna nie wystarczać. Poza tym, dlaczego mam nie jeździć z dziećmi na narty czy w góry? Dlaczego mam im nie kupić czegoś fajnego. Ja jeżdżę z nimi w różne miejsca, za moje pieniądze i kosztem mojego czasu wolnego. Moim marzeniem jest zostać samej w domu na weekend. Tak by mąż ich gdzieś zabrał. Ale on odmawia.
                      Ja się cieszę, że sobie znalazł coś do roboty. Tylko serio nie wiem jak długo mam czekać na jego wypłatę i przychody? Nowy biznes to ze dwa lata się rozkręca, albo i dłużej. Edw-ino poważnie pytam jak długo mam czekać? Mąż ma bardzo dużą blokadę, przed pracą na etacie. Nie wiem o co chodzi, jego argumenty są dla mnie nie zrozumiałe. Najczęściej powtarza, że nie będzie pracował w korpo w boksie. Ale innych możliwości nie przyjmuje do wiadomości.
                      • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:14
                        >Moim marzeniem jest zostać samej w domu na weekend. Tak by mąż ich gdzieś zabrał. Ale on odmawia. 

                        Bogowie, co za banda kompletnie obcych ludzi... To sama wyjedź i niech sobie radzą. Zawsze mówię, że nie masz jak podróż na duszne rozterki.

                        Dlaczego ty się teraz za to wzięłaś, a nie 10 lat temu? Jak wyście te dzieci robili, na odległość?

                        W ramach ratowania małżeństwa przed ostatecznym kopem przywal ty temu chłopu w łeb czymś ciężkim, a jak oprzytomnieje, to niech deklaruje. Z domu nie wyjdzie, bo nie lubi Polaków; do kraju nie wróci, bo? I co wobec tego? W korpo pracował nie będzie, haftem rodziny nie utrzyma. Jakie ma propozycje wobec tego?

                        A nie, to zabierasz dzieciaki, wyjeżdżasz na miesiąc i niech sobie radzi. Tylko musisz być gotowa to zrobić.
                        • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:48
                          yoma napisała:

                          > >Moim marzeniem jest zostać samej w domu na weekend. Tak by mąż ich gdzieś
                          > zabrał. Ale on odmawia. 
                          >
                          > Bogowie, co za banda kompletnie obcych ludzi... To sama wyjedź i niech sobie ra
                          > dzą.

                          Yoma, a ja myślę, że to nie chodzi o wyjazd, a właśnie o to, by zostać we własnym domu. Samemu, by nikt nie przeszkadzał i niczego nie chciał przez jeden jedyny dzień, aby można było snuć się w piżamie i robić to co się chce. To zupełnie nie to samo co wyjazd samemu w inne miejsce. I podejrzewam, że gdyby autorka wyjechała bez dzieci to albo miałaby telefony co pół godziny, bo pan mąż sobie nie radzi albo wróciłaby do kompletnie zasfionego domu, bo pan mąż zdołowany wyjazdem żony tm bardziej nie miałby sił aby cokolwiek robić.
                          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:47
                            Nie raz wyjezdzalam. Mąż sobie z dziećmi radzi, nakarmi i ogarnie. Ale mieszkanie wygląda jak po bitwie. Choć to akurat częsty obrazek. Nie mam żadnych obaw zostawić dzieci z mężem, na kilka dni.
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 19:55
                              Pozwól, że zapytam, bo dziwnie beznamiętnie i bezosobowo piszesz.
                              Czy masz jakieś zaburzenie neurologiczne lub upośledzenie, które nakazuje Ci spokojne podejście do faktu, że masz na karku bezrobotnego od kilkunastu lat faceta? Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli typ nie wypracuje emerytury, to na karku będą go miały Twoje dzieci. Rozumiesz, tatuś nierób w niedostatku więc dzieci zostaną zmuszone do alimentowania dziada. Taki im posag fundujesz.
                                • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 20:37
                                  A nienie. Nie znam przypadku, żeby pracujący na rodzinę pan musiał skarżyć się na syf w domu i panią zalegającą na kanapie, bezrobotne kobiety zwykle starają się być przynajmniej użyteczne domowo.

                                  Pani żona ma prawo do emerytury po mężu i jako ta wdowa dysponuje własnym dochodem. Tu jeśli autorka męża zostawi, to on bez praw emerytalnych będzie zwisał na dzieciach. Jeśli go nie zostawi - będzie zwisał na niej.
                                  • verdana Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 11:03
                                    To mało widziałaś. Jak najbardziej znam kobiety, które nie robią niemal nic. I one nie sa "bezrobotne", bo bezrobocie zakłada szukanie pracy. One są Paniami Domu. Wdowiec też ma prawo do emerytury po żonie, o ile wiem.
                          • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 13:22
                            Owszem, byłoby fajnie, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Snuć się w piżamie można i po pensjonacie, telefon wyłączyć, a odległość zawsze - zawsze! - wpływa na poukładanie sobie w głowie.

                            Zresztą co broni autorce posnuć się w niedzielę po domu? Dzieci chyba na tyle duże, że można im powiedzieć: Dzieci, biorę dziś urlop, ze wszelkimi sprawami do taty proszę?
                      • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:57
                        Ja bym najpierw sprawdziła co z tą jego depresją, bo jeśli się ciągnie, to on nic kompletnie nie jest w stanie zrobić. Każdy epizod depresji wybija mnie z życia na minimum pół roku. Pół roku, kiedy nie jestem w stanie pracować, nie jestem w stanie zrobić obiadu, nie jestem w stanie praktycznie niczego zrobić. Chociaż jestem dobra w tym, co robię, chociaż mam przyjaciół i męża, który świetnie rozpoznaje symptomy, wie dokładnie co się dzieje i jest w stałym kontakcie z moim lekarzem, to moje poczucie wartości własnej tak spada, że boję się porozmawiać z moją szefową, boję się powiedzieć M, że jedynym, co danego dnia udało mi się zrobić, było pościelenie łóżka. Jest mi tak źle i tak wstyd przez swoją niemoc, że gubię się, choć mam wokół ludzi bardzo przychylnych. Bo i moja szefowa zna dobrze sprawę i reaguje natychmiast ściągając ze mnie wszystkie problematyczne kwestie i mój mąż wie, co powinien robić, mimo to nie daję sobie rady. I myślę, że ten brak decyzyjności twojego męża, chęć chowania się (introwertyzm to świetna wymówka, też jej używam), ciągłe zmęczenie, brak energii mogą być spowodowane chorobą. Zamiast się wkurzać znajdź mu lekarza i porozmawiaj też z tym lekarzem. Trzaskać drzwiami i wystawiać mu walizki za drzwi możesz, kiedy dowiesz się, że to jednak nie depresja. Bo jak zrobisz to teraz, a moim zdaniem może chorować, to będziesz miała na sumieniu ojca swoich dzieci.
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 12:18
                              O, jasne. Bo nie pochylam się ze współczuciem nad nieudacznikiem, którego uroił się własny biznes więc żadna inna praca zarobkowa nie wchodzi w grę. Jakoś bardziej identyfikuję się z żoną i matką dzieci, która musi utrzymać rodzinę bez wsparcia ze strony wygodnego lesera, który w dodatku wywołuje w niej poczucie winy. Jak można dzieciom zafundowac tak parszywy wzorzec mężczyzny, to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
                                  • amb25 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 10:28
                                    Oprocz bonobo. One preferuja seks bez zobowiazan, kotry czesto inicjuje samica, bardziej aktywna seksualnie od samcow :)
                                    A co do watku to przychodzi mi do glowy taka luzna uwaga (tez meiszkam za granica) ze b. czesto mezczyzni z krajow "zachodu" maja wyobrazenie, ze kobieta z krajow "wschodu" ma w domu wszystko robic (sparzatac, prac, gotowaci itp.). Bo miejscowa b. czesto by sobie na to nie pozwolila albo by zmienila faceta, jesli by jej nie odpowiadal.
                                      • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:23
                                        hihihi :) W końcu 99% genów mamy wspólnych albo jakoś tak.

                                        Indonezyjczycy wierzą, że orangutan też człowiek, tylko na tyle mądry, żeby udawać nieczłowieka. Żeby go nie zapędzili do roboty :)
                                    • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:27
                                      Miałam kumpla Polaka, który poszukiwał żony Ukrainki dokładnie w tym celu. Zdaje się, że żyją długo i szczęśliwie.

                                      Mówię "zdaje się", bo któregoś pięknego dnia zadzwonił do mnie i konspiracyjnym szeptem rzekł, że jest mu bardzo przykro, ale już nie będzie moim kumplem, bo się żeni, a narzeczona nie toleruje kontaktów z innymi kobietami :)
                                      • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:33
                                        A wiesz, że miałam niedawno podobną sytuację? Tj. kolega, nota bene mieszkający na innej półkuli w tzw. Big Apple, napisał mi, że musi zerwać albo ukryć nasze kontakty, bo jego dziewczyna jest zazdrosna... Hmm..., znamy się od x lat, swego czasu wyciągnęłam go z niezłego bagna, mieszkamy tak daleko i nie po drodze, że ostatni raz widzieliśmy się dekadę temu, a kontaktowaliśmy się średnio raz na miesiąc-dwa. Jak mi szczęka wróciła na miejsce to poprosiłam o usunięcie mnie z kontaktów, skoro nie ma tyle charakteru, by wyjaśnić dziewczynie, że nie usuwa się ze swojego życia sprawdzonych ludzi przez zazdrość. Naprawdę nie rozumiem sytuacji.
                                        • yoma Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 12:54
                                          Jego wybór. Ten mój kumpel może się faktycznie i zakochał, wtedy wybór staje się prosty. Co zresztą nie przeszkodziło kumplowi zadzwonić do mnie po latach, kiedy szukał pracy. W porządku. Ot oboje przesunęliśmy sobie siebie w kontaktach z kategorii "kumpel" do kategorii "znajomy".

                                          W tzw. międzyczasie zaprosiłam ich zresztą na swój ślub. Przyszli oboje. Widocznie jako wychodząca za mąż stałam się niegroźna :)

                                          Ten kumpel jest zresztą ciekawym przypadkiem dla obyczajów naczelnych, a to: on od zawsze miał nie to, że dwie lewe ręce, ale chyba pięćdziesiąt. On nie to, że wodę na herbatę przypala, on przypala wodę w zimnym czajniku :) a jakby miał wbić gwóźdź w ścianę, toby mu ten gwóźdź wyszedł przeciwległą ścianą. Więc on w domu nie zrobi NIC. Ale zawsze trzymał się tego, że skoro tak, to on zawsze musi móc sobie pozwolić na kogoś, kto mu tę wodę zagotuje i gwóźdź wbije za pieniądze.
                                • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 20:17
                                  Przyjrzyj się, powinno cię zaniepokoić: problemy ze snem, szczególnie częste wybudzanie się, wybudzanie się bardzo wcześnie rano i poranna lękliwość, panika, chęć ucieczki; odstawienie wszystkiego, co sprawiało mu przyjemność; smutek, nieumiejętność cieszenia się. Ja nie raz byłam przekonana, że jeszcze nie potrzebuję wcale leczenia, że to jeszcze nie nawrót, ale właśnie problemy ze snem plus taka kompletna nieumiejętność cieszenia się z czegokolwiek sprawiały, że M zawoził mnie do lekarza.
    • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 16:55
      Czyli wzięłaś ślub z mężczyzną, który w wielu kwestiach ci nie odpowiada i dziwisz się, że nie zmienił się w księcia z bajki? Wiem czym jest zakochanie, to piękny syndrom potrzeby prokreacji z danym człowiekiem o wyjątkowo kompatybilnych do nas genach. Ale kompatybilność genów nie zawsze jest kompatybilnością życiową. Ty swoje oczekiwania uznajesz za oczywiste i jedyne słuszne. Zmroziło mnie, kiedy to przeczytałam i wyobraziłam sobie siebie, jako kogoś komu partner stoi nad głową i każe sprzątać wieczorem, bo musi być posprzątane. Ja bym to uznała za terror.
      Miałam kiedyś kłótnię z M, który miał w pewnej chwili jazdę na bałagan. U nas skończyło się to tym, że jeżeli mu coś nie odpowiada, to ma pełne prawo choćby o północy wstać i szorować szczoteczką podłogę w łazience, skoro to jemu przeszkadza. Widocznie zmienił nam się poziom tego "przeszkadzania", bo mi przeszkadza coś nieco innego. I dokładnie to samo masz z mężem - jemu przeszkadza coś innego i to nie znaczy, że jest lepszy lub gorszy niż ty. Jest inny. I wiesz, ja też jestem introwertykiem, strasznym. Gdyby M wymuszał na mnie coś, z czym mam problemy, np. regularne kontakty towarzyskie, to bym się zastanawiała, czy on w ogóle związał się ze mną, skoro nie rozumie, że ja tego nie lubię. Ty po prostu nie nadajesz się dla tego konkretnego faceta, a on dla ciebie. Masz niską empatię, pewnie wina domu rodzinnego, bo empatia aby się wytworzyć w odpowiednim czasie (bodajże do 6-7 roku życia może się wytworzyć) musi mieć wzór, na którym może się oprzeć. Nie widzisz, że facet jest kimś innym niż chcesz, żeby był. Nie zobaczyłaś jego depresji, nie bierzesz poprawki na jego samopoczucie związane z przeprowadzką. Naprawdę dla swojego dobra popracuj nad empatią, bo jeśli nie będziesz rozumieć ludzi, oni w końcu przestaną chcieć rozumieć ciebie.
      • abecadlooooo Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 17:18
        Zgadzam się z edw-iną. Może jednak postaraj się jeszcze raz wczuć w skórę męża. Polska odbija mu się czkawką. Dlaczego tak nie lubi Polaków, coś się przytrafiło? Zadecydowały o tym niepowodzenia w pracy? Trzeba gadać i jeszcze raz gadać ze sobą. Najpierw pomyślcie razem, co możecie zrobić, by ten dyskomfort męża w obcym kraju złagodzić, pomyśl dlaczego on wczesnym wieczorem pada na twarz,a dopiero potem pomyśl, czy tak bardzo ważne są te czyste podłogi,a raczej kto i kiedy je myje.
        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:42
          Polaków nie lubi, za wszystkie nasze negatywne cechy narodowe. Głównie za to że jesteśmy chamscy w kontakcie z drugim człowiekiem. Doświadczył tego bardzo przy swojej drugiej działalności, która nie wypaliła I pochłonęła bardzo dużo pieniędzy.

          Na tym etapie mojego życia schludne (nie sterylne) mieszkanie jest dla mnie bardzo ważne.

          Ps. Dzieci mamy dwoje, nie troje.
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 18:37
        Depresji nie dostrzegłam, bo nigdy nie miałam z nią do czynienia. Wtedy kiedy to się stało miałam 23 lata. Pracowałam, uczyłam się i pisałam pracę mgr. Mąż nie wiele mówił i komunikował. Nie połapałam się.
        Mąż ma możliwość sprzątania wcześniej, ale tego nie robi. O 21 to taka pora o której ja często wkraczam do akcji, bo nie chcę rano wchodzić do kuchni, gdzie jest zaschnięty obiad z dnia poprzedniego. On nie pada na twarz o tej porze, siedzi nie raz do północy.
        Absolutnie nie jestem zdziwiona że mąż się nie zmienił. On taki był od początku, widziałam o tym. Nie sądziłam że po latach tak trudno będzie mi z tym żyć.
        Ja te wszystkie obowiązki domowe wypełniam, bo próbowałam tego nie robić wiele lat. Ale one nie były przez męża zrobione . Wiem teraz ze nie dam rady v tak żyć, więc sama tę szczoteczką podłogę czyszczę, ale szczęśliwa to nie jestem...
    • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 19:40
      A ja się nie zgadzam z wpisami zarzucającymi Ci brak empatii i brak zrozumienia dla męża. Ja to widzę tak: byłaś zakochana i miałaś różowe okulary na oczach, ale teraz dostrzegasz, że coś jest mocno nie tak. Moim zdaniem masz męża obiboka i lesera, i tyle. Nie zarabia na rodzinę, nie robi prawie nic w domu, a na wszystko ma wytłumaczenie, zawsze wszystko jest winą Twoją albo kogoś innego, nigdy jego. Sądzę, ze gdybyście nie mieszkali w Polsce to znalazłaby się inna wymówka, by było jak jest. Sprzątanie - pewnie, ze nie trzeba sprzątać codziennie o 21. Tyle, że jak wynika z opisu mężowi nie będą przeszkadzały gary w zlewie leżące tygodniami, tak samo nie umyte podłogi. Nie wymagasz nie wiadomo czego, po prostu mieszkasz z syfiarzem i brudasem. Ciekawa jestem ile z piszących tu zniosłoby tygodniami nie sprzątane mieszkanie albo zapleśniałe gary w zlewie.
      Ja myślę, ze z tego związku niestety nic nie będzie. On się cudownie nie zmieni, nie zacznie nagle dbać o porządek, więcej pomagać i poczuwać się do odpowiedzialności za rodzinę. A Ty masz wybór - albo się temu podporządkować albo nie.
    • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 18.03.18, 20:57
      Czyli od lat masz na utrzymaniu bezrobotnego syfiarza, który jedyne co potrafił to narobić dzieci i pojękiwać.
      Gratuluję.:/
      Chcesz pragmatycznej rady? Wykop go, dostaniesz przynajmniej alimenty z FA, a odejdą Ci koszty utrzymania typa + konieczność wydatkowania cennej energii na poprawianie mu samopoczucia. Dodatkowy plus - dzieci nie będą miały paskudnego wzorca ojca lesera. Do nastepnego partnera się nie spiesz, aczkolwiek trudno mi wyobrazić sobie gorszego.
    • chyba.ze Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 04:39
      Dlaczego robisz to swoim dzieciom i sobie?
      Nie będzie lepiej.
      Pogoń lenia ze swojego życia jeszcze dziś. Zmarnowałaś kilka lat na hodowanie trutnia i ksenofoba który "nie pracuje bo nie lubi Polaków" oraz "dla nikogo nie będzie pracował"- czy Ty widzisz co piszesz? Otwórz oczy kobieto- najwyższy czas!

      • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 06:42
        A jakie wykształcenie ma twój mąż. Ile lat miał jak go poznałasz, jaki jest jego zawód, jaką pracę wykonywał w swoim kraju. Jak długo tam pracował....

        I podobne pytania o jego ojca. W sensie- jego ojcieć miał firme transportową, budowlaną, cukiernie......może mu pomóc radami, doświadczeniem w tym kiernku. Jeżeli ojciec wieczny bezrootny, syn nie ma zawodu, wykształcenia i nic nie umie w dodatku " Niema w Polsce praca taka jak dla niego" sprawa jasna.

        Też ci napiszę to samo jak powyżej- z rękodiełem to kobiety z kółka gospodyń domowych dorabiają sobie do emerytury.
        Z chinskimi wyrobami nie wygrasz- oni to produkują za prawie darmo co sobię zamarzysz. Dla mnie jeżeli facet idzie w tym kierunku zupełnie się oddala z rynku pracy i to go nie interesuje.
        • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 07:08
          I jeszcze jedno. To że w Polsce się odnoszą zle z obcokrajowcami w pracy to jest czysta głupota. Mądry pracodawca ceny sobie rzetelnego pracownika. Jak pracodawca jest idiotą to traktuje i swoich rodaków nieladnie.

          Ciekawie jak w jego kraju traktują ludzi z innych krajach. Ale się nie wdawaj w dyskusje, piszę abyś przejżała że to są wymówki.....wymówki którę trwają 12 lat!
          • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 10:18
            W Polsce osoba z zagranicy z biegłą znajomością swojego języka i realiów bez problemu znajdzie pracę i to dobrze płatną, jest dużo centrów outsourcingu, są firmy prywatne współpracujące z zagranicą i potrzebujące osób znających tamte realia.. Facet jakiś zaburzony i do tego leń, nic więcej.
            • amb25 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 15:36
              Nie, to nie tak. Sama mialam znajomego amerykanina, ktory szukal pracy po studiach w polsce i dostawa zupelnie polskie pensje na start.
              A u meza autorki watku moze zachodzic b. popularne zjawisko: tzn. nie roadzi sobie w zyciu tak jakby chcial wiec zwala wine to na otoczenie, w tym przypadku na Polakow, kotrych dlatego nie lubi. Przeciez nie przyzna sie, ze biznes ma do niczego bo to znacza przyznanie sie do porazki. A tego nikt nie lubi.
              • enith Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 16:26
                > A u meza autorki watku moze zachodzic b. popularne zjawisko: tzn. nie roadzi sobie w zyciu tak jakby chcial wiec zwala wine to na otoczenie, w tym przypadku na Polakow...

                Co więcej, mając realną możliwość relokacji rodziny do swojej ojczyzny, sam osobiście kilka razy storpedował te plany. Bo u siebie nie będzie już miał wymówki w postaci gburowatych Polaków, których teraz bez mrugnięcia okiem wini za swoje życiowe porażki. U siebie musiałby w końcu przyznać, że jedynym winnym tego, jak wygląda jego życie, jest on sam.
            • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 22:52
              To jest bardzo indywidualne, zależy od branży.
              Ale wyobrażam sobie, że np taki handlowiec to może być cenionym nabytkiem w firmie, która chce wyjść na rynek zagraniczny. Wiele sobie wypobrażam, ale czy będzie mi dane się dowiedzieć jak się sprawy z zarobkami mają? Czas pokaże.
    • eukaliptusy Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 11:13
      akn82 napisał(a):

      > Odbyłam dziś z mężem dużą awanturę.
      > Mąż twierdzi, że go nie akceptuję, dołuję, wbijam szpile i gnębię. A on chce i
      > chciał dla nas wszystkich tylko dobrze i robił co mógł by nas wspierać. Ja widz
      > ę tylko czubek własnego nosa i nie umiem docenić tych wszystkich pozytywnych ce
      > ch które w sobie ma.
      Masz dobry wgląd w różnice miedzy tobą a mężem i stale cechy charakteru, które powodują, ze jesteście niedopasowani. I jak rozumiem oboje odtworzyliscie układ ze swoich domów rodzinnych.

      Ja sie zatrzymałam na powodach dla ktorych jeszcze nie odeszłaś, bo zupełnie nie rozumiem ich logiki, szczególnie w kontekście tego, ze przeszłaś terapię.

      > to co mnie powstrzymuje to:
      > - sama jestem z popapranej rodziny. Nie mam gwarancji, że kolejny partner będzi
      > e lepszy, jeśli w ogóle jakiś będzie
      > - to co mówi o moim zachowaniu mąż, to to samo co czułam w domu rodzinnym ze st
      > rony mojej mamy (Różnica tylko taka, że ja wypełniałam społeczne role i oczekiw
      > ania wobec nastolatki/młodego dorosłego, a mój mąż w małym stopniu)
      > - waham się, bo jeśli go zostawię to będę miała poczucie, że wystawiłam "stary
      > mebel na śmietnik"

      Ostatni powód to litość. Na litości dobrego związku nie zbudujesz. A od litości do pogardy tylko mały krok.

      Poza tym, nie odchodzisz, bo wiesz, (moze dzięki terapi), że powielasz schematy z domu rodzinnego...
      Dobrze, ale co zamierzasz z tym zrobić?
      Piszesz jakbyś była na to skazana. „Tak już zawsze będzie, więc po co cos zmieniać.” Po to jest terapia żeby oderwać sie od schematów. Rozumiałybym, gdybys napisała, że zmiana partnera nie rozwiąże problemów, które sama tworzysz przez swoje podejście do związku, wiec PRACUJESZ nad tym żeby się zmienić. Ale tu nic takiego nie ma. Nic tez o aktualnych uczuciach milosci, czy jakimś planie na przyszłość.

      > P.S. Oboje jesteśmy po osobnych terapiach.

      Ciagle tkwisz w matni i wydajesz się nie mieć planu i narzędzi do zmiany.
      Jak dawno przeszłaś terapie, i czy wydaje ci sie, ze była efektywna?
      • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:06
        eukaliptusy napisał(a):
        I jak rozumiem oboje odtworzyliscie układ
        > ze swoich domów rodzinnych.

        Tak, niestety tak.

        > Ja sie zatrzymałam na powodach dla ktorych jeszcze nie odeszłaś, bo zupełnie n
        > ie rozumiem ich logiki, szczególnie w kontekście tego, ze przeszłaś terapię.

        Miłość, przekonanie, że nie ma ideałów, jego pozytywne cechy - duże zrozumienie dla naszych potrzeb emocjonalnych, wspieranie, w ważnych sytuacjach zawsze mogę na niego liczyć. Mam dużo luzu i mąż darzy mnie zaufaniem, nie jest zaborczy ani zazdrosny, duża doza akceptacji. (choć czasem się zastanawiam czy to miłość czy raczej wyraz braku dużych wymagań?) No i w łóżku też się nam układa.
        Nie chcę też powielać sytuacji z mojego domu rodzinnego. 2 rozwody mojej mamy itp.
        Chciałam zawalczyć o związek, bo wiem że człowiek nie jest jednowymiarowy, a rozwieźć się jest łatwo.

        > Ostatni powód to litość. Na litości dobrego związku nie zbudujesz. A od litości
        > do pogardy tylko mały krok.

        Zapamiętam to sobie. Bo we mnie nie ma nienawiści do męża, tylko jakieś takie rozżalenie, że jest jak jest.

        >
        > Poza tym, nie odchodzisz, bo wiesz, (moze dzięki terapi), że powielasz schematy
        > z domu rodzinnego...
        > Dobrze, ale co zamierzasz z tym zrobić?

        Jak nabrałam podejrzeń, że mąż podejmuje te same decyzje od lat. Jak utwierdziłam sie w przekonaniu, że kręci się w kółko i chyba nie wychodzi za swój schemat to poszukałam lepszej pracy. Z sensownymi zarobkami. Jak poczuję, że stoję finansowo na nogach to pewnie wniosę o separację. Zmienię mieszkanie itp. Najpierw muszę czuć, że jestem w stanie zapewnić sobie i dzieciom byt. Alimenty niech sobie będą, ale nie zamierzam być w sytuacji w której od tego zależy moje być lub nie być w danym miesiącu. Poza tym nie jestem przekonana co do układu, w którym to na mnie będzie spoczywał obowiązek codziennej opieki nad dziećmi z ojcem dochodzącym w weeendy. Ale to już dalsze kwestie.

        Rozumiałybym, gdybys na
        > pisała, że zmiana partnera nie rozwiąże problemów, które sama tworzysz przez sw
        > oje podejście do związku, wiec PRACUJESZ nad tym żeby się zmienić. Ale tu nic t
        > akiego nie ma.

        Pracować można, ale efekty pracy będą widoczne dopiero po wyborze...
        Nie szukam teraz nikogo w zamian za męża. A oczywiście obawiam się, że mogę znów żle ulokować uczucia i decyzję. ale to też odległa przyszłość, taka decyzja.

        Nic tez o aktualnych uczuciach milosci, czy jakimś planie na prz
        > yszłość.

        Ja go kocham no ale co z tego. Cały czas go kochałam i gdzie teraz jestem...?
        Czy on mnie kocha, nie wiem. Mówi, że tak...Myślę, że to bardziej skomplikowane niż sama miłość.
        Nie mamy planów. Wiele lat żyliśmy planami wyjazdowymi, ale do wyjazdu nigdy nie doszło.
        Nie umiem z nim rozmawiać już. Zawsze jak zadaję kluczowe pytania to się obrusza.
        Nie ma dialogu.


        > > P.S. Oboje jesteśmy po osobnych terapiach.
        >
        > Ciagle tkwisz w matni i wydajesz się nie mieć planu i narzędzi do zmiany.
        Moim głównym narzędziem zmiany jest lepsza wypłata.
        Od niedawna ją mam.
        Rozkręcam też własny biznes, na boku. Wieczorami, czasem przed 21.00 a czasem po - jak umyję naczynia....

        > Jak dawno przeszłaś terapie, i czy wydaje ci sie, ze była efektywna?
        Na terapii byłam 5 lat temu. Była efektywna, ale wtedy i wcześniej chciałam być z mężem. Teraz już mi to zwisa.
              • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 13:36
                Piszę o sobie, bo to ja podejmuję decyzję. Także za dzieci. I z takich powodów nadal uczestniczą w moich wyborach.
                Mąż miał wkład finansowy w życie rodziny, ze spadku. Nie zarobiony własnoręcznie.

                Kiedyś miał prace studeckie - restauracje, kawiarnie itp. Zawodu nie ma, jest po liceum. (to tak odpowiadając hurtem na pytanie kogoś powyżej).
                  • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 14:44
                    Weź Yoma nie piernicz. Może facet liczy że się autorka przekręci i będzie resztę życia spadek po niej przejadał i nigdy za osobiste zarabianie się nie weźmie? Ale może jeszcze facet ma w rodzinie jakichś krewnych których śmierci się spodziewa i już niedługo nawet tego haftu krzyżykowego nie będzie musiał uprawiać, tylko może bezpiecznie zalec na łóżku czekając aż autorka wróci z roboty i po nim posprząta?
                      • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:03
                        jakby spadku nie przeżerał tylko ruszył tyłek by go pomnażać własnymi rękami to by miał teraz dwa razy więcej zamiast być nadal gołodupcem czekającym aż mu ktoś da, albo żona z roboty przyniesie.
                        • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:33
                          Generalnie wygląda, oboje źle na siebie działają, więc trzymanie się siebie na siłę sensu nie ma. Ale też trzymanie faceta na wyposażeniu jak przeszkadzający grat, z cichym planem "jak zacznę lepiej zarabiać to wtedy go odstawię" nie jest w porządku wobec. Trzymanie się faceta którego się nie kocha i nie lubi za bardzo, dlatego że "moja matka się rozwodziła a ja nie chcę tak samo" . Wypadało by zacząć od uczciwej rozmowy z panem i trzymania się otwartego stawiania sprawy. Okresowe wrzaski sytuacji nie uzdrowią.
                          • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:50
                            Nie rozumiem sformułowań typu "trzymanie faceta". Przecież to mój mąż. Ma takie same prawa do dzieci i mieszkania jak ja. On mi nie raz mówił, że jeśli nie chcę z nim być to mogę się wprowadzić, zostawiając dzieci i klamoty.

                            Faceta kocham, pisałam o tym wcześniej. Tylko że ta miłość to do niczego nie doprowadziła dobrego.
                              • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 21:18
                                krokodil123 napisała:

                                > A z czego on utrzyma mieszkanie, siebie i dzieci.....może i kredyt? Następna je
                                > go zagrywka........

                                Bo on dobrze wie, że żona się nie wyprowadzi :-). Gadać sobie mogą, oboje swoje a ta sytuacja pewnie będzie się ciągnęła następne x lat.
                                • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 22:04
                                  Oj nie nie. Żona nie wie, co wie mąż, ale podjęła decyzję, że jeśli nic się nie zmieni do wakacji to się z nim rozejdzie. Stąd ten wątek. Żona ma wrażenie, że ma mózg wyprany, z drugiej strony jest świadoma swoich wad. Żona potrzebuje opinii osób z zewnątrz, żeby mieć lepszy ogląd sytuacji. Ale decyzję podjęła i plan ma.
                                  Żonie też jest bardzo przykro i trudno jej się z tą sytuacją pogodzić. Chyba potrzebuje ta żona czasu. I tyle.
                                  • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 03:48
                                    A planujesz męża o swojej decyzji poinformować? Dasz mu szansę, naprawdę ostatnią szansę, żeby w końcu wziął współodpowiedzialność za rodzinę, którą założył? Bo jeśli nie, to nie ma sensu czekać do wakacji, bo przecież wiesz, że nic się w jego postawie nie zmieni. Lepiej te trzy miesiące do wakacji spędzić na organizowaniu logistyki rozstania, znalezienie prawnika, rozmowę z dziećmi, szukanie nowego mieszkania (w końcu ktoś się będzie musiał wyprowadzić) itd. No chyba, że wiesz, że mąż stanie okoniem i będzie na całego rozstanie utrudniać. Jego słowa o tym, że możesz się wynosić, ale sama i bez niczego świadczą, że raczej nie masz szans na pokojowe rozstanie. Wtedy faktycznie lepiej działać w ukryciu.
                                    A że ci bardzo przykro, że tak się wasze losy potoczyły, to raczej normalne. Macie spory staż małżeński, dzieci, do tego ty męża nadal kochasz. Nie dziwne, że trudno ci się pogodzić z końcem związku, tym bardziej, że jest wysoce prawdopodobne, że po waszym rozwodzie eks wróci do swojego kraju, a wasze dzieci stracą kontakt z ojcem. Na to jednak ty już nic poradzić nie możesz.
                                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 09:24
                                      Odpiszę na razie tylko na to, bo zupełnie nie rozumiem to co się kryje za tym zdaniem.
                                      Czy faktycznie stereotyp ojca jest taki, że wypnie się na dzieci i pojedzie na drugi koniec świata, skoro piszesz to:
                                      "Nie dziwne, że trudno ci się pogodzić z końcem związku, tym bardziej, że jest wysoce prawdopodobne, że po waszym rozwodzie eks wróci do swojego kraju, a wasze dzieci stracą kontakt z ojcem."

                                      Ja jestem przekonana, że nie wróci do siebie, nie zostawi dzieci i nie odetnie się od nich. Ja też się nie piszę na układ, w którym ja przejmuję całą pieczę nad codzienną logistyką życia dzieci młodszych. Zupełnie bez jego udziału.

                                      Ja nie mówię na razie o rozwodzie tylko o fizycznym rozstaniu. Prawników nie będę szukać. Bo mnie na razie na rozwodzie formalnym nie zależy.

                                      Co do jego słów, to jemu nie chodziło o to, że mam się wynosić. Chodziło mu o to, że on jest tak samo pełnoprawnym opiekunem dzieci jak ja. Dlaczego to on ma je opuszczać? Skoro to mnie nie pasuje nasze życie to mogę ja ich zostawić i pojawiać się w weekendy.
                                      • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 09:38
                                        A z czego się utrzyma, skoro przez tyle lat nie znalazł roboty w Polsce? Albo nagle dostanie motywacji, albo będzie musiał wrócić.
                                        Bez formalnego rozwodu jesteś, niestety, zobowiązana do łożenia na potrzeby rodziny, czyli m.in. utrzymywania pasożyta. Dopiero pozew o zabezpieczenie potrzeb rodziny, orzeczenie o alimentach od męża na dzieci i potem rozwód pozwolą Ci zdjąć go sobie z karku i egzekwować od niego jakąś kasę.
                                        • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 13:40
                                          triss_merigold6 napisała:

                                          > A z czego się utrzyma, skoro przez tyle lat nie znalazł roboty w Polsce? Albo n
                                          > agle dostanie motywacji, albo będzie musiał wrócić.

                                          O to mi właśnie chodziło, gdy pisałam, że mąż wyjedzie do siebie po rozstaniu. Bo w Polsce, której wręcz nienawidzi, się nie utrzyma. Ktoś, komu przez dwanaście lat nie chciało się iść do pracy pomimo posiadania jakiś kwalifikacji, po rozstaniu z żoną, jedyną żywicielką rodziny, nie będzie miał w Polsce perspektyw. Gdzie będzie mieszkał? Z czego się utrzyma? Z czego zapłaci alimenty na dzieci? To autorka wątku ze swojej jedynej pensji utrzymywać będzie de facto dwa mieszkania po separacji. Stać ją na to finansowo? Skoro już teraz, co sama pisała, zaczyna im brakować na życie? Ja obstawiam, że nic, absolutnie nic się nie zmieni. Mąż nie ma dokąd iść, więc zostanie we wspólnym domu, a żona też "dzieci i klamotów nie zostawi", więc wszystko zostanie po staremu.
                                          • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 13:51
                                            enith napisała:

                                            >Stać ją na to finansowo? Skoro już teraz, co sama pisała, zaczyna im brakować na życie?

                                            Nic takiego nie pisała.
                                            Pisała za to, że sprawy ewentualnego zabezpieczenia finansowego "na zaś" ma ogarnięte,
                                            pisała też, że od jakiegoś czasu ma pracę z dobrą pensją.
                                            I właśnie dlatego zaczyna się rozglądać za samodzielnym życiem - bo ma do tego solidną podstawę.
                                              • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 14:23
                                                enith napisała:

                                                > Owszem, pisała.
                                                > "Jesteśmy w takiej sytuacji, że moja choć bardzo przyzwoita pensja zaczyna nie
                                                > wystarczać."
                                                > To wpis autorki z wczoraj z 11:03.

                                                O.K., ja zrozumiałam z tego posta, i z całego kontekstu i "nastroju" wypowiedzi akn, że finansowo akurat nie jest jakoś źle. I że nie kwestie finansowe są tutaj głównym problemem.
                                                I że "zaczyna nie wystarczać" na dodatkowe przyjemności, a nie na codzienność. Więc jak odpadnie mąż do utrzymywania, to będzie w sam raz dobrze finansowo.
                                                Ale może niech akn sama wyjaśni, jak to rozumieć, choć ona sama raczej nie skupia się na kwestiach finansowych. Z tego też powodu mam wrażenie, że nie grają one tutaj głównej roli.
                                                Tak jak grają w wypowiedziach wielu forumowiczek.
                                                • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 14:50
                                                  Masz rację, kwestie finansowe są dla autorki wątku drugorzędne, choć realnie patrzy na perspektywę, że jej i dzieciom pogorszy się jakość życia (np. rezygnacja z wyjazdów rodzinnych). Jej problemem jest to, że to ona nosi gacie w małżeństwie. Że to ona ogarnia całość życia rodzinnego, podczas, gdy mąż udziela się hobbystycznie i nawet kociej kuwety raz na dzień na sprzątnie, choć całość swojego czasu spędza w domu. Co też zresztą jest dla autorki wątku problemem. A wszystko dlatego, że pani sie zakochała i zignorowała fakt, że są z panem po prostu niekompatybilni. I dlatego ja nie wierzę, że tu będzie happy end. Państwo są klasycznie niedobrani i gdy minęły pierwsze miłosne uniesienia i spadły różowe okulary, okazało się, że nie da się tak dalej żyć.
                                                  • ola_dom Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 14:56
                                                    enith napisała:

                                                    > Jej problemem jest to, że to ona nosi gacie w małżeństwie. Że to ona ogarnia całość życia rodzinnego.
                                                    > I dlatego ja nie wierzę, że tu będzie happy end.

                                                    Z przykrością się zgadzam. Choć doskonale rozumiem rozżalenie akn i to, że ma dosyć. Ja mam dosyć od samego czytania.
                                                • akn82 Re: finanse 20.03.18, 21:42
                                                  Jest tak jak poniżej.

                                                  > O.K., ja zrozumiałam z tego posta, i z całego kontekstu i "nastroju" wypowiedzi
                                                  > akn, że finansowo akurat nie jest jakoś źle. I że nie kwestie finansowe są tut
                                                  > aj głównym problemem.
                                                  > I że "zaczyna nie wystarczać" na dodatkowe przyjemności, a nie na codzienność.
                                                  > Więc jak odpadnie mąż do utrzymywania, to będzie w sam raz dobrze finansowo.
                                                  > Ale może niech akn sama wyjaśni, jak to rozumieć, choć ona sama raczej nie skup
                                                  > ia się na kwestiach finansowych. Z tego też powodu mam wrażenie, że nie grają o
                                                  > ne tutaj głównej roli.
                                                  > Tak jak grają w wypowiedziach wielu forumowiczek.
                                                  >
                                        • salsa.lover Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 20:35
                                          triss_merigold6 napisała:

                                          > A z czego się utrzyma, skoro przez tyle lat nie znalazł roboty w Polsce? Albo n
                                          > agle dostanie motywacji, albo będzie musiał wrócić.


                                          I może właśnie to byłaby ta motywacja, której panu brakuje? Historia zna takie przypadki.
                                          Z własnego otoczenia znam faceta, który 14 lat przesiedział na kanapie w wygodnie wymoszczonym przez zaradną żonkę gniazdku.
                                          Sytuacja nawet trochę podobna była, bo żona wszystko ogarniała, wymagała od pana swoich standardów. Miało być zrobione tak jak ona chce i tyle, więc pan wychodził z założenia, że po co robić cokolwiek, przecież i tak nigdy nie będzie wystarczająco dobrze.
                                          Wszyscy w koło oczywiście przekonani, że pan to ostatni leń i niechluj.
                                          W końcu pani się wkurzyła i kopnęła pana w tyłek, wywaliła go z domu i jeszcze podała o alimenty na dzieci.

                                          Pan najpierw trochę pomieszkał u mamusi i zniknął nam z pola widzenia.
                                          Potem okazało się, że znalazł sobie niezłą pracę, kupił sobie mieszkanie, poznał fajną kobitkę. Po kilku latach z tą kobitką założył rodzinę, rozkręcił własny biznes, pobudował sobie dom z ogrodem...
                                          Spotkawszy go po tych kilku latach nie mogłam uwierzyć, że to ten sam człowiek. Już nawet nie mówię o tym, że jednak jak chciał to potrafił się ogarnąć, pracować. Ale nawet tak towarzysko. Jego była żona zawsze narzekała jaki to gbur i cham, a tu okazało się, że normalny facet, z poczuciem humoru, można ciekawie pogadać.

                                          Więc jak czytam tutaj niektóre komentarze to naprawdę zastanawiam się skąd w was taka pewność co do człowieka, którego w życiu nie spotkałyście. Tak łatwo przychodzi szufladkowanie, że leń i nierób, choć znacie tylko jedną stronę tej historii.
                                          Wcale nie wykluczone jest, że przy innej kobiecie lub w innych okolicznościach ten sam człowiek zachowywałby się zupełnie inaczej.
                                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 21:48
                                      enith napisała:

                                      > A planujesz męża o swojej decyzji poinformować?

                                      To trudne. Planowałam poinformawać przy pewnej stosowej okazji, która może nastąpić w czerwcu.

                                      Zupełnie nie wiem jak z nim porozmawiać wcześniej. Wszystkie niewygodne pytania mąż zbija, i się uchyla od odpowiedzi. Nie czuję by był między nami taki pełny przepływ wymiany informacji, przemyśleń, uczuć. On to jakoś tak omija jednym zdawkowym zdaniem, potem czuje się atakowany kiedy drążę. Jak z nim porozmawiam po staremu to albo szkoda nawet zaczynać, albo będzie awantura.

                                      Dasz mu szansę, naprawdę ostatn
                                      > ią szansę, żeby w końcu wziął współodpowiedzialność za rodzinę, którą założył?

                                      No mogę mu dać, tylko jak?

                                      • enith Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 22:30
                                        > No mogę mu dać, tylko jak?

                                        Stawiając ostateczne ultimatum. Od dziś zaczyna szukać pracy albo wnosisz o separację i zabezpieczenie kosztów utrzymania rodziny. Do tego nauka języka polskiego, bo, jak rozumiem, twój mąż po polsku nie mówi. Czas na hobby w postaci haftów będzie musiał znaleźć po powrocie z pracy i kursu języka. Najwyżej skróci bezsensowne siedzenie przed kompem do północy. I dajesz mu czas do czerwca, trzy miesiące, jeden kwartał, żeby udowodnił ci, że w ogóle zależy mu na was jako rodzinie. Jeśli po raz kolejny nawali, będziesz mieć czarno na białym, że twój mąż NIGDY nie weźmie za waszą rodzinę odpowiedzialności. I ty już będziesz dokonale wiedzieć, co dalej robić.
                                        • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:32
                                          Obawiam się, że nie uda mi się przeprowadzić tej rozmowy normalnie i rzeczowo. Mąż się obruszy, zarzuci, że znów się czepiam, nie doceniam- on się stara a ja podcinam mu skrzydła itp itd. Nie pozwoli sobie nic powiedzieć. I efekt będzie taki, że się pokłócimy.

                                          Podobne pytanie zdałam klika dni temu: kiedy zacznie sprzedawać swoje produkty i kiedy można liczyć na wpływy i w jakiej wysokości. Nie otrzymuję żadnej konkluzywnej odpowiedzi, poza obruszeniem się. Widzę że jest mu niezręcznie z tym brakiem zarabiania, ale widzę że kręci się w kółko od lat między: nie będę pracował w korpo-boxie a będę pracował u siebie. Przyznaję, mamy impas komunikacyjny.
                                          • wagonetka Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 12:40
                                            akn82 napisał(a):

                                            > Podobne pytanie zdałam klika dni temu: kiedy zacznie sprzedawać swoje produkty
                                            > i kiedy można liczyć na wpływy i w jakiej wysokości. Nie otrzymuję żadnej konkl
                                            > uzywnej odpowiedzi, poza obruszeniem się.

                                            w sumie powinien, gdyby był cwany, odpowiedzieć ci, że zacznie sprzedawać 18 września 2019 roku
                                          • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 16:38
                                            A może przydałaby się wam terapia par? Czasami pomaga przełamać problemy, a czasami pomaga się sensownie rozstać. My poszliśmy na terapię, kiedy totalnie padła nam komunikacja i tam nauczyliśmy się komunikować na nowo. Choć do tej pory pamiętam, że poszliśmy w takim stanie, że na dzień dobry terapeuta zapytał, czy przyszliśmy, by się rozwieźć bez trupów, czy po to, by spróbować coś uratować. M powiedział, że uratować, ja, że rozwieźć. Strasznie ciężkie to było, bo nazbierało się nam dużo pod dywanem, ale kiedy nauczyliśmy się komunikować, okazało się, że da radę posprzątać tę stajnię Augiasza. Może warto spróbować?
                                            • enith Re: A moje życie wygląda tak: 21.03.18, 18:40
                                              edw-ina napisała:

                                              > A może przydałaby się wam terapia par?

                                              To na pewno. Natomiast w wątku sprzed kilku lat Akn napisała, że mąż "od wielu lat uporczywie odmawia pójścia na terapię małżeńską". A przecież za rączkę, jak ktoś niżej sugerował, go nie zaprowadzi.
                                              • edw-ina Re: A moje życie wygląda tak: 22.03.18, 11:00
                                                Mój mąż też nie chciał iść. raptem bardzo zapragnął terapii, kiedy zobaczył, że ja mam tak już dość, że nie zatrzyma mnie czołgami. Wówczas bardzo szybko znalazł terapeutę dla siebie, a następnie poprosił mnie o przyjście na jedną sesję. Z jednej sesji zrobił się cykl i przeszliśmy roczną terapię.
                                          • aankaa Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 13:38
                                            akn82 napisał(a):
                                            Widzę że jest mu niezręcznie z tym brakiem zarabiania, ale widzę że kręci się w kółko od lat między: nie będę pracował w korpo-boxie a będę pracował u siebie.

                                            a co takiego (bez zawodu i wykształcenia) pan robiłby w korpo-boxie ?
                                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 13:50
                                              Siedział na słuchawkach i zgodnie ze szczegółową instrukcją rozmów z klientem zachęcał do kupowania ubezpieczeń, cudownych garnków etc. Do tego biorą z ulicy każdego kto w ogóle mówi, nie musi być ani kształcony, ani szczególnie bystry.
                                            • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 23.03.18, 14:47
                                              Zawód na ogół zdobywa się w toku pracy, przez praktykę i doświadczenie. Mąż prowadził dwie firmy. Kasy z tego nie było, ale doświadczenie jest przeogromne i może być pracodawcy przydatne.
                                  • szpil1 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 05:25
                                    akn82 napisał(a):

                                    > Oj nie nie. Żona nie wie, co wie mąż, ale podjęła decyzję, że jeśli nic się nie
                                    > zmieni do wakacji to się z nim rozejdzie.

                                    Powiedziałaś mu o tym?

                                    > Żonie też jest bardzo przykro i trudno jej się z tą sytuacją pogodzić. Chyba po
                                    > trzebuje ta żona czasu. I tyle.

                                    To na pewno. Przeżywasz normalny w takiej stuacji żal. Mam nadzieję, że masz jakieś wsparcie, rodzina przyjaciele? Trzymaj się :-)
                                  • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 20.03.18, 06:38
                                    Tak? Myśłałam że sprawa jest beznadziajna.
                                    W takim razie napiszę ci co ja bym zrobiła na twoim miejscu. To jest takie "ostatecznie posunięcie" w sensie że sama na własnej skórzę się przekonasz do czego zdolny jest twój mąż.
                                    Chodzi o przykręcenie kurka i naruszenie jego własnego pola komfortu. Decydujesz że ......ze wzgłędów na to że tylko ty pracujesz do dzisiaj odkładasz jakaś sumka na zaś, albo stało się tak że zarabiasz mniej, albo jeszcze lepiej......twoi rodzice potrzebują pomocy i co miesiąć dajesz im kasę. Może być że ciebie zwalnają i szukasz innej pracy. Wymysł co najbardziej pasuje do ciebie i od następnego miesiąca ograniczasz wpływy do budzetu.....Sprawdzisz co by było.....jak byś się rozchorowała, jakbyś pracę straciła. Przestajesz sprzątać wieciorami, pomagasz sporadycznie, po pracy jesteś ciężko zmęczona - Pan w domu ogarnia zakupy i obiady.......i czekasz na efekty. Ciekawa jestem jak twój mąż poradzi sobie z dziurą w biudzecie i zobaczysz co to za człowiek i na co możesz liczyc, do czego jest zdolny.
                                    On nie zmieni swojego postępowania ani nadobre ani na zle dopuki ty nie zmienisz swojego
                          • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 17:58
                            Co więcej, pana nierokującego należało odstawić od cycka dużo wcześniej, a nie pozawalać mu wykształcać czegoś w rodzaju syndromu wyuczonej bezradności. Typ faceta "jak nie muszę to nie pracuję" nie zacznie być aktywny zawodowo póki ma utrzymującą go żonę, matkę, konkubinę. Ale jak zostaje bez podstawiania pod nos to jakoś potrafi się ogarnąć i nawet do roboty iść.
                            • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:03
                              W Polsce nawet przy obecnym popycie na pracowników będzie miał problem, bo nie robił od czasów studenckich. Rozumiecie, dojrzały wiekowo pan, max osiągnięć to liceum 20 lat wcześniej i jedyne doświadczenie zawodowe to jakieś prace studenckie. Przecież on nic nie umie i do niczego się nie nadaje.
                              • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:13
                                kurde! za robotnikami na budowę sie pracodawcy zabijają byle nie był rano pijany. Wystarczą ręce i chęci. Kelnerem też nadal może być, dobry barman na wagę złota. Wystarczą ręce i chęci. Wyjazd do jakiejkolwiek sezonowej fizycznej pracy za granicę i to ze znajomością tamtejszego języka, na dwa miesiące i przywozi tyle ile w Polsce by za 6mcy zarobił. Wystarczą ręce i chęci.

                                Ale jeśli chęci nie ma, bo "dla mojego wykształcenia pracy brak" to cóż... sprawa jasna.

                                • triss_merigold6 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:20
                                  Robotnikami, którzy cokolwiek potrafią. Kelnerem nie będzie pan koło 40-tki tylko student, pan koło barmana nawet nie stał <pomijam drobiazg, że kelner i barman muszą być komunikatywni, uprzejmi, gawędziarscy etc.> Do rozdawania ulotek może by go wzięli.
                                  • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:32
                                    Nie zauważyłam odpowiedzi, zapytam jeszcze raz

                                    krokodil123 19.03.18, 06:42
                                    A jakie wykształcenie ma twój mąż. Ile lat miał jak go poznałasz, jaki jest jego zawód, jaką pracę wykonywał w swoim kraju. Jak długo tam pracował....

                                    I podobne pytania o jego ojca. W sensie- jego ojcieć miał firme transportową, budowlaną, cukiernie......może mu pomóc radami, doświadczeniem w tym kiernku. Jeżeli ojciec wieczny bezrootny, syn nie ma zawodu, wykształcenia i nic nie umie w dodatku " Niema w Polsce praca taka jak dla niego" sprawa jasna.

                                    Też ci napiszę to samo jak powyżej- z rękodiełem to kobiety z kółka gospodyń domowych dorabiają sobie do emerytury.
                                    Z chinskimi wyrobami nie wygrasz- oni to produkują za prawie darmo co sobię zamarzysz. Dla mnie jeżeli facet idzie w tym kierunku zupełnie się oddala z rynku pracy i to go nie interesuje.
                                    • akn82 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:37
                                      Mąż jest po liceum. Pracował w pracach studenckich, gastronomia itp. Mając dwie własne firmy zdobył doświadczenie w czymś co można podciągnąć pod koordynację projektów IT no i wszystko co się wiąże z prowadzeniem małej firmy. Moim zdaniem on ma kwalifikacje kwalifikacje które pozwolą mu znaleźć fajną pracę, tylko nie chce.
                                • krokodil123 Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:44
                                  Ale dajesz przykładów pracy "rękami". A Pan nie chcę pracować u kogoś czytaj zaperdalać lub rękawy zakasać. Pan chce "u siebie". On nie chce pracować a chce rządzić.

                                  Teraz uwaga- tłumaczenie dla autorki na nasze- U siebie to dla Pana oznacza - nić nie robić ale zarobić. Tak tylko rządżić i palca nie kiwnąć do pracy. Jak on w firmie sobie poradzi jak własne mieszkanie nie może ogarnąć. Są ludzi którzy mają wypaczony obraz prowadzenia własnego biznesu.
                                  • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:54
                                    ...i jeszcze mówi pani, jak ci się nie podoba to zbieraj jedną walizkę i się wyprowadzaj z mieszkania a na dzieci mi alimenty płać :d
                                    " On mi nie raz mówił, że jeśli nie chcę z nim być to mogę się wprowadzić, zostawiając dzieci i klamoty."

                                    ...no facet cud miód i orzeszki :D
                      • mapt Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:57
                        Yoma napisała "Spadek przeżarty, o uzupełnienie zasobów nie zadbał, żona go za chwilę kopnie w dupę, no wrobił się."

                        Autorka napisała "Ma takie same prawa do dzieci i mieszkania jak ja. On mi nie raz mówił, że jeśli nie chcę z nim być to mogę się wprowadzić, zostawiając dzieci i klamoty."


                        Yoma... tobie się wydaje że facet się wrobił a on wręcz przeciwnie znalazł sobie wieloletniego życiciela i wygodnie się ustawił :d
    • enith Re: A moje życie wygląda tak: 19.03.18, 18:10
      A ja się zastanawiam, jak autorka wątku śpi spokojnie. Jak śpi wiedząc, że jest jedynym żywicielem czteroosobowej rodziny, w tym dwójki małoletnich dzieci. I jaki ma plan na wypadek, nie daj buk, gdyby coś się jej stało i jej pensji lub jej samej by zabrakło. Mąż z rękodzieła was nie utrzyma, żadnych spraw w urzędach nie załatwi, życia rodzinnego nie ogarnie, do pracy nie pójdzie. Masz jakikolwiek plan awaryjny, odłożone oszczędności, rodzinę, przyjaciół, ubezpieczenie na zdrowie/życie, cokolwiek, co pozwoli wam przeżyć okres kryzysu? Ja na twoim miejscu snu spokojnego bym nie zaznała, gdybym wiedziała, że jedno powinięcie się mojej nogi i moja rodzina zostaje bez środków do życia.
      Mąż musi iść do pracy, musi się otworzyć na kontakty z ludźmi, wychodzić z domu, musi nauczyć się załatwiać podstawowe sprawy życiowo-urzędowe. A jeśli faktycznie ma depresję, to musi zacząć się leczyć. Bo taka sytuacja, jak teraz, czyli 12 lat marazmu nie może trwać w nieskończoność. Mąż założył rodzinę i ma obowiązek w tej rodzinie partycypować.