rozwód?

    • freemarjor Re: rozwód? 18.05.18, 18:58
      Wymienić zamki i nie wpuszczać gościa.
      • tt-tka Re: rozwód? 18.05.18, 20:24
        freemarjor napisała:

        > Wymienić zamki i nie wpuszczać gościa.


        Po wymianie zamkow pan, jesli ma tam meldunek, przyjdzie z policjantem i slusarzem. W efekcie trzeba bedzie wstawiac kolejne nowe zamki.
        jezeli mieszkanie jest wspolne (zrozumialam, ze tak), a pan nie ma sadownie uregulowanych kontaktow z dziecmi (wiemy, ze nie ma) ani zakazu zblizania sie do zony/dzieci (tez nie ma) nie mozna mu skutecznie zabronic wstepu do domu.
        • panorama1234 Re: rozwód? 18.05.18, 21:14
          A jak to jest w takiej sytuacji jeśli dzieci nie chcą przebywać z ojcem? Ojciec wyrywa je na siłę z domu, a dzieci nie mają nic do powiedzenia?
          • tt-tka Re: rozwód? 18.05.18, 22:10
            panorama1234 napisała:

            > A jak to jest w takiej sytuacji jeśli dzieci nie chcą przebywać z ojcem? Ojcie
            > c wyrywa je na siłę z domu, a dzieci nie mają nic do powiedzenia?

            Pytasz ogolnie czy o siebie ? Bo jesli mowa o twojej sytuacji - to dzieci za ojcem tesknia, chca z nim byc, wybywaja z nim chetnie, tak pisalas.

            Dzieci w wieku przedszkolnym faktycznie nie maja nic do powiedzenia. W ich imieniu wystepuja rodzice, w przypadku, gdy "ojciec sila wyrywa" (chcialabym dostac od ciebie
            opis takiego wyrywania sila z domu) - matka. Na drodze sadowej. Wnosi o spotkania ojca z dziecmi nadzorowane, w obecnosci jej/pracownika socjalnego, w okreslonym czasie i miejscu (np w domu, owszem). Taki wniosek trzeba uzasadnic i sad bada zasadnosc, np zlecajac badania wiezi ojca/rodzicow z dziecmi.
    • barbra25 Re: rozwód? 19.05.18, 15:37
      panorama1234 napisała:

      > Mąż mówi idę do knajpy spotkać się z kumplami, na miasto i ma wszystko w d...

      Odpowiedasz mu: kochanie zgadzam się ale pod warunkiem, że jurto ja sobie idę z kumpelami na piwo, do miasta na babskie zakupy a Ty zostajesz. Wymieniamy się obowiązkami i jest zgoda...

      Co Twój mąż na to? Przecież takie rozwiązanie jest chyba najlepsze dla Was obojga nawet teraz gdy on jest na powrót kawalerem czy jednak niekoniecznie? Nawet teraz gdy mąż wpada i zjada u Ciebie obiad Ty masz okazję skorzystać z jego obecności i schodząc mu z drogi udać się na robienie paznokci o ile lubisz, zumbe, pole dance, basen. Kiedy ostatni raz zrobiłaś coś tylko dla siebie? Lubisz robić coś dla siebie? Jeśli tak to co takiego?
    • vivi86 Re: rozwód? 19.05.18, 21:08
      Panorama- skąd się zwiął podział obowiązkó, że praca oboje, a dom - tylko Ty?
      Dlaczego tak jest? Czemu się na to zgodziłeś? Z obserwacji niemam dobrych wieści-po 15 latach możesz tego nie odkręcić
      • panorama1234 Re: rozwód? 19.05.18, 21:31
        Bo byłam głupia, mąż pracował dużo, po pracy był zmęczony.
      • basiastel Re: rozwód? 19.05.18, 22:12
        Mąż się wyprowadził, nie ma czego odkręcać.
        • vivi86 Re: rozwód? 20.05.18, 00:29
          I to jest clou sprawy - bunt przeciwko zmianie porządku jaki panował od 15 lat. Pracująca żona wymaga od męża by uczestniczył w obowiązkach domowych...szkoda, że autorka dała się wpuścić w ten kanał. Niemal wszyscy naskoczyli na autorkę, a sprawa nie jest taka jednoznaczna.

          I nie jest tak, że przed obowiązkami domowymi się nie ucieknie-w dużej mierze ucieknie. Zwłaszcza jak żyje się jak kawaler i mieszka osobno. Nie robiąc na co dzień przy dzieciach, a i od święta może różnie być, bo pan z dziećmi się pobawi jak akurat mu się zachce
          • panorama1234 Re: rozwód? 20.05.18, 05:31
            0tuż to pan pracuje, odpoczywa, i ew pobawi się z dziećmi, zabierze do kina. A jak coś chcesz to jest zajęty w pracy. I co dzieci zostawić mam na wycieraczce? Mam wrażenie że cześć osób teoretyzuje jakby nie znało realiów życia. I tak większość obowiązków spoczywa na matce gdy ojca fizycznie nie ma, a jak jest to też wybywa załatwić sprawy.
            • basiastel Re: rozwód? 20.05.18, 07:11
              Panorama, zapewniam, że wiem jak wyglądają obowiązki związane z dziećmi i prowadzeniem domu ( ze zwierzakami ), bo je w całości wypełniałam ( przy jednym dziecku wprawdzie ). Mąż pracował za granicą.
              Twoja sytuacja niewiele się więc zmieni, a wygląda na to, że zwyczajnie boisz się, że nie podołasz i nie o miłość do męża tu chodzi.
              • panorama1234 Re: rozwód? 20.05.18, 07:18
                To jak dajesz rady z tym wszystkim sama?
                • panorama1234 Re: rozwód? 20.05.18, 07:19
                  Zwłaszcza gdy jesteśmy wszyscy chorzy to chce mi się wyć i nie tylko.
                • basiastel Re: rozwód? 20.05.18, 08:43
                  Dałam radę, córcia ma już prawie 20 lat i sama ogarnia dom i zwierzaki, studiuje. Ale bywało ciężko przy chorobach, także moich, o bo dziecko do przedszkola / szkoły zawieźć trzeba, zwierzaki ogarnąć, wyprowadzić na spacer. Też żadnej pomocy nie miałam.
                  Ale ten najtrudniejszy czas za parę lat minie. Wbrew pozorom, może teraz uda Ci się angażować męża w opiekę nad dziećmi bardziej, niż gdy był w domu.
                  • basiastel Re: rozwód? 20.05.18, 09:08
                    I wiesz, to może nie jest coś, czego byśmy sobie życzyli, ale gdy jest taka potrzeba, to dzieci bardzo szybko się usamodzielniają. Wiem to z własnego doświadczenia, bo ojciec nas ostatecznie opuścił, gdy miałam 3 lata ( moje rodzeństwo 5,7,10), a mama pracowała 6 dni w tyg. w godz. 6-22. Także moja córcia błyskiem się usamodzielniła, gdy po wypadku byłam uziemiona w domu kilka miesięcy. Nagle zaczęła przemierzać Warszawę, by dojechać na zajęcia dodatkowe, choć wcześniej wszędzie była wożona samochodem. Szukała w internecie tras i połączeń i jechała.
                    Będzie ciężko, na pewno, bo dzieci jeszcze przedszkolne, ale dacie radę.
                    • panorama1234 Re: rozwód? 20.05.18, 09:17
                      Dziękuję
    • maniekxx12 Re: rozwód? 19.05.18, 23:56
      a
    • aron2004 Re: rozwód? 21.05.18, 15:14
      Jak jest agresywny to wezwij policję niech idzie siedzieć
    • bohdan222 Re: rozwód? 22.05.18, 09:54
      Na początek daj mu czas niech ochłonie, później separacja a rozwód to ostateczność, może ułoży się między wami.
    • mientant Re: rozwód? 23.05.18, 01:18
      Czytam ten wątek z totalnym zdumieniem. Wiem, że rozstanie to traumatyczne doświadczenie, ale przychodzi czas, kiedy warto zobaczyć sprawy takimi, jakie są. Podejrzewam, że oboje z małżonków od dawna nie umie się komunikować i brakuje im zrozumienia dla sytuacji drugiej strony. Z postów wynika, że mąż w tym małżeństwie jest niedojrzały i na pierwszym miejscu stawia własną wygodę i własny komfort. Zasłania się pracą, zmęczeniem, potrzebą relaksu i wyrwania się z domu, bo przecież zasłużył. Beztrosko zrzuca obowiązki domowe na żonę i tak to się już przyjęło jako rzecz nie podlegająca dyskusji. Żona bez protestów zaakceptowała ten układ, choć nie jest on sprawiedliwy. Ale Autorka postu też popełniła błędy, których nie da się na tym etapie odkręcić. Ona też nie rozumie potrzeb partnera i niespecjalnie jest nimi zainteresowana.

      Dziwi mnie upór, z jakim za wszelką cenę chce sprowadzić męża do domu - nie w imię miłości, nie w imię więzi, która ich dawniej łączyła, ale w imię poświęcenia, bo życie to nie bajka, a każdy musi się umartwiać i dźwigać swój krzyż. Bycie z kimś, kto jest z nami wyłącznie w imię poświęcenia i izulorycznego dobra dzieci to udręka, która na dłuższą metę uczyniłaby z was ludzi zgorzkniałych i pozbawionych jakiejkolwiek radości życia. Ani się obejrzycie, a dzieci wyfruną z gniada, a wy zostaniecie z gorzkim poczuciem, że życie prześlgnęlo się wam między palcami. Po co żyć pod jednym dachem z upełnie obcą osobą, jedynie w imię obowiązku? Po co być z kimś, kto się poświęcił, bo wyperswadowano ju, ze musi być nieszczęśliwy, bo takie jest życie? Wcale nie musi takie być. Czy autorka naprawdę chce spędzić resztę życia w małżeństwie z kimś, kto się dla niej poświęca? Związek się wypalił. Czas na rozwód. A sprawiedliwy podział obowiązków związanych z opieką nad dziećmi trzeba ustalić na drodze sądowej tak, żeby możliwie zminimalizować ewentualne traum. Może z czasmem nauczycie się przyjaźnić, albo przynajmniej być dla siebie życzliwi. Nie wyrywać sobie dzieci, ale sumiennie i odpowiedzialnie dzielić się opieką. Miłości między wami już nie będzie. Ale możecie wypracować dojrzałe porozumienie.

      Druga sprawa: terapia małżeńska nie polega na tym, ze jedna strona wylewa cała żółć i pretensje, a druga dla świetego spokoju się „kaja”, choć to kajanie jest tylko na pokaz. W gruncie rzeczy autorka uważa przecież skargi męża za kompletne zawracanie głowy. To nie o to chodzi. Macie rozmawiać, oboje opowiadać o tym, co was boli i bolało prze lata waszego związku. Ale też oboje musicie być też gotowi na wysłuchanie drugiej osoby, spróbować spojrzeć na wasz związek oczami partnera i chcieć zastanowić się wspólnie, jakie rozwiązanie na tym etapie jest dla was najlepsze. Czasem najlepszym rozwiązaniem jest rozstanie, ale najlepiej by było, gdybyście wspólnie doszli do tego wniosku podczas sesji terapeutycznej.
      • panorama1234 Re: rozwód? 09.07.18, 06:16
        Witam ponownie, na chwilę obecną terapia jest, i wywlekanie brudów, czepianie się, szantaż, przemoc psychiczna, dowalanie sobie, dalej strasznie rozwodem. Koszmar
        • enith Re: rozwód? 09.07.18, 06:41
          Chodzicie na terapię małżeńską? Jeśli tak, to znaczy, że jest szansa albo na uratowanie małżeństwa albo na kulturalne jego zakończenie. Ważny jest fakt, że rozmawiacie. A że boli, że wywlekane są brudy, że jest czepialstwo, to jest raczej normalne. Terapie to nie wakacje na Bahamach, tylko ciężka psychiczna orka.
          Możesz napisać, jakie są męża zarzuty wobec ciebie na terapii, a jakie twoje wobec niego?
          • panorama1234 Re: rozwód? 09.07.18, 07:24
            Mąż codziennie wywleka swoje wszystkie żale do mnie. Nie ma rozmowy o niczym innym, tylko pretensje do mojej osoby plus że on składa papiery rozwodowe albo najlepiej żebym się zgodziła na rozwód i razem je złożyć, bo on mnie będzie szantażował i dręczył cały czas, wyżywa się na mnie. Jedyne co mi pomaga żyć to go olać. Powiedziałam że jak chce to niech składa papiery. Tylko dzieci żal. Ja też nie mogę pozwolić sobie na to żeby ktoś wyżywał się na mnie psychicznie, jak jakiś sadysta.
            • tt-tka Re: rozwód? 09.07.18, 10:13
              Nadal nie rozumiesz ani czym jest terapia, ani po co ona jest. Jezeli terapie nazywasz"wyzywaniem sie, sadyzmem, przemoca", a konsekwentne obstawanie meza przy rozwodzie "szantazem", to rzeczywiscie rozstanie zalegalizowane - bo faktyczne juz nastapilo - uwazam za wyjscie najlepsze.
            • eukaliptusy Re: rozwód? 09.07.18, 11:57
              Bo problem jest w tym, że mąż MOWI co mu się nie podoba? A dopóki siedział cicho i wypełniał obowiązki, to wszystko było między wami super ? No niestety jak ktoś - jak ty - nie przyjmuje do wiadomości faktów i rzeczywistości, to trzeba powtarzać aż dotrze. Kibicuję mężowi.
              • panorama1234 Re: rozwód? 09.07.18, 20:59
                Widzę że Panie lubią psychicznych sadystów. Ja się pytam jak się od tego odciąć. Rozwód nie sprawi że Pana nie będę widywać
                • tt-tka Re: rozwód? 09.07.18, 21:48
                  Nie, panie nie lubia psychicznych sadystow. Emocjonalnych tez nie. Moze dlatego nie wzbudzilas sympatii.

                  Poki macie wspolne smarkate dzieci, bedziesz pana widywac, i na to nie ma rady. Przynajmniej do czasu, az dzieci beda na tyle duze, ze beda mogly same zejsc do ojca czekajacego pod twoim domem.
                • enith Re: rozwód? 10.07.18, 01:20
                  To może napisz, jak konkretnie mąż się nad tobą znęca. Jeśli dzieje się to podczas terapii i terapeuta na to znęcanie nie reaguje, nie hamuje męża, nie przywołuje do porządku, choć ty komunikujesz, że mąż cię psychicznie atakuje, to może nie uważa tego za znęcanie, a za integralną część terapii? Dla mnie wielce wymowne jest to, że znowu zgrabnie przemilczasz niewygodne pytania o męża zarzuty wobec ciebie. Ja podejrzewam, że ty od samego początku wiedziałaś, że mąż nie jest w związku z tobą szczęśliwy, wiedziałaś, jakie są jego zarzuty wobec ciebie, dlaczego odszedł i dlaczego tak się wobec ciebie teraz zachowuje. Czyli wiesz dokładnie, jaki jest twój wkład w obecną sytuację, ale zgrywasz głupią i ofiarę zarazem. A ja odnoszę wrażenie, że ofiarą tutaj jest jednak twój mąż. Sposób w jaki o nim piszesz, jak się o nim wyrażasz, jest po prostu okropny: robol i bankomat w jednym, bez prawa do własnego zdania i uczuć. Taki obraz męża nam tu konsekwentnie od jakiś dwóch miesięcy przedstawiasz. A teraz jesteś wielce zdziwiona, że ani mąż, ani terapeuta, ani forumowicze nie pochylają się nad twoim losem. Nie zastanawia cię to?
                  • panorama1234 Re: rozwód? 10.07.18, 06:26
                    Tak, że o wszystko ma pretensje i się czepia. Codziennie wałkuje mi jaka to ja byłam i jestem niedobra. Nie mogę mieć odmiennego zdania, bo od razu robi awantury, z krzykiem, machaniem przed nosem pozwem, wszystko musi być jak on chce. Ja mam zmienić się i być mu we wszystkim posłuszna. Dosłownie się go słuchać jak małe dziecko. :(
                    • panorama1234 Re: rozwód? 10.07.18, 06:51
                      A co do dzieci to się go boją i nie chcą żeby nawet przychodził do domu, bo wywołuje awantury.
                    • basiastel Re: rozwód? 10.07.18, 07:45
                      Panorama, do teraz to wszystko musiało być jak Ty chcesz. Rozwodu nie chciałaś, zupełnie nie licząc się ze zdaniem męża w sprawie. Postanowił Ci zatruć życie, byś na ten rozwód ochoczo przystała.
                      • tt-tka Re: rozwód? 10.07.18, 09:50
                        basiastel napisała:

                        > Panorama, do teraz to wszystko musiało być jak Ty chcesz. Rozwodu nie chciałaś,
                        > zupełnie nie licząc się ze zdaniem męża w sprawie. Postanowił Ci zatruć życie,
                        > byś na ten rozwód ochoczo przystała.


                        Nie sadze, by chodzilo o zatrucie zycia - maz od dluzszego czasu (od jak dawna, nie wiemy) probuje powiedziec zonie o swoich uczuciach i .odczuciach. Rzecz przebiega jak u wieszcza "sluchaj dzieweczko, ona nie slucha" - no to jak ktos uporczywie nie slyszy, co do niego mowisz, w pewnym momencie podnosisz glos, potem juz krzyczysz.
                    • edw-ina Re: rozwód? 10.07.18, 11:01
                      Terapia małżeńska jest bardzo trudna, bo wymaga konfrontacji. Konfrontacji wyczerpującej, bolesnej, ale koniecznej. Ja przez rok terapii płakałam chyba za każdym razem. Dzieje się tak, bo wychodzą z ludzi skrywane emocje, pokłady nie uświadamianego w pełni cierpienia, żal po stracie marzeń. Trzeba to niestety przyjąć na klatę. To jedyne wyjście. Przyjąć, uszanować i nie dyskutować z tym. Bo z emocjami się nie dyskutuje. A jeżeli chcesz się od tego odciąć, to jedynym wyjściem jest to, co napisała Ola - puścić. Uznać, że się skończyło, wypaliło, że się nie udało. Nie wszystko się udaje. Niestety. Kwestią naszej mądrości życiowej jest to, jaką naukę wyciągniemy z porażki.
                • ola_dom Re: rozwód? 10.07.18, 09:05
                  panorama1234 napisała:

                  > Ja się pytam jak się od tego odciąć.

                  Jak? Jest taka dobra rada na to:
                  Puść to.

                  Pozwól (emocjonalnie, oczywiście) mężowi odejść.
                  Nie wdawaj się w dyskusje, szarpanie, wyjaśnianie, udowadnianie.
                  Pogódź się z tym, że małżeństwo się skończyło.
                  Umiesz to zrobić? Bo taka jest odpowiedź na Twoje pytanie - JAK się od tego odciąć. Właśnie TAK. Inaczej się po prostu nie da.
                  Możesz też zamienić terapię małżeńską na indywidualną - żeby sobie pomóc w tym trudnym okresie.
                  • panorama1234 Re: rozwód? 10.07.18, 14:49
                    A jak psychicznie się zablokować? Nie wydawać w dyskusję? Kończyć rozmowę?
                    • ola_dom Re: rozwód? 10.07.18, 14:54
                      panorama1234 napisała:

                      > A jak psychicznie się zablokować? Nie wydawać w dyskusję? Kończyć rozmowę?

                      Tak. Nie dyskutować, nie przekonywać, nie wyjaśniać, nie tłumaczyć się.
                      Pogodzić się z tym (co bywa bardzo trudne), że nie wyjaśnisz mężowi, że nie ma racji, że nie dotrą do niego Twoje argumenty - trudno.
                      On nie zrozumie, że nie ma racji - ale Ty masz szansę zyskać spokój, bo nie będziesz międlić tematu.

                      Oczywiście, że nie stanie się to od ręki, to jest jak trening, musi potrwać. Ale pierwszy taki "sukces" - kiedy nie odpowiesz, nie dasz się wciągnąć w dyskusję, nie zaczniesz tłumaczyć - daje wielką satysfakcję i motywację do następnych razów. A potem wchodzi w krew.
                      I pomaga osiągnąć spokój.
                    • enith Re: rozwód? 10.07.18, 16:22
                      panorama1234 napisała:

                      > A jak psychicznie się zablokować? Nie wydawać w dyskusję? Kończyć rozmowę?

                      Przyjmij do wiadomości, że nie istnieje taki argument, który do męża dotrze. Twój mąż nie jest zainteresowany prowadzeniem z tobą merytorycznych dyskusji, tylko wyżyciem się na tobie. Jeśli ty zrozumiesz, wytłumaczysz sobie, że z mężem normalna dyskusja nie jest możliwa, to łatwiej ci będzie nie dawać się wciągać w przepychanki z nim. Zaczyna nawijać przez telefon? Odkładasz słuchawkę. Atakuje cię w domu? Wychodzisz do innego pokoju. Gdy mąż zda sobie sprawę z tego, że jego akcje nie wywołują reakcji, prędzej czy później straci do nich zapał. Po prostu: nie ma teatru, gdy nie ma widza. Tak, to jest trudne do przeprowadzenia i wymaga treningu, ale jest możliwe. Mąż, niezależnie od waszej obecnej sytuacji i waszego indywidualnego wkładu w nią, nie ma prawa się na ciebie wydzierać, urządzać awantur, zwłaszcza w obecności dzieci czy w inny sposób atakować. Ale bronić musisz się przed tym ty, nikt tego za ciebie nie zrobi.
                      • panorama1234 Re: rozwód? 10.07.18, 16:31
                        Dziękuję za pomoc
                        • ola_dom Re: rozwód? 10.07.18, 20:07
                          panorama1234 napisała:

                          > Dziękuję za pomoc

                          Powodzenia i siły :)
                          Zobaczysz, jaką czuje się dumę po pierwszym razie, kiedy postąpisz zupełnie inaczej niż do tej pory i nie wdasz się w bezsensowną pyskówkę i tłumaczenie.
                          • panorama1234 Re: rozwód? 14.07.18, 23:07
                            Mąż sam powiedział mi w prost że teraz to on mi pokaże i będzie się na mnie wyżywał i to skutecznie robi, cały czas mi wszystko wypomina, po prostu chce bym sama zgodziła się na rozwód. A ja nie mogę żyć bez dzieci, bo zawsze byłam z nimi prawie non stop, a one ze mną i nie chcą być u ojca, tylko ze mną.
                            • eukaliptusy Re: rozwód? 15.07.18, 12:21
                              Przy okazji rozwodu uregulujecie kwestie opieki nad dziećmi.
                              Od trzech miesiecy nic się nie zmieniło, conajwyzej na gorsze. Co twoim zdaniem uda ci sie osiągnąć przeciągając obecny stan rzeczy?
                              • panorama1234 Re: rozwód? 15.07.18, 12:32
                                Mi szkoda dzieci bo nie chcą z nim być i u niego nocować. Jestem z nimi bardzo zżyta bo je wychowałam praktycznie sama i byłam z nimi non stop.
                                • eukaliptusy Re: rozwód? 15.07.18, 12:53
                                  Nie chcą iść do ojca, czy tylko tobie tak mówią, bo wyczuwają, ze to chcesz usłyszeć?
                                  Jeśli zależy ci na dobru dzieci powinnaś dążyć do porozumienia z byłym mężem. Ustalcie taki grafik opieki nad dziecmi żeby był z korzyścią dla nich i pozwolił im zbudować silniejszą relacje z ojcem i odzyskać poczucie bezpieczeństwa.
                                  Jeśli za każdym razem bedzie się to tak odbywać, ze ty je wydajesz ojcu pod przymusem i z awanturą, to oczywiście, ze dzieci będą dodatkowo zestresowane. One chłoną te twoje emocje jak gąbka - musisz dojść do ładu ze sobą żeby zadbać o dobro dzieci.
                                  Tymczasem ty się zasłaniasz ich stresem i nieszczęściem, żeby przeciągać stresująca dla nich sytuację.
                            • eukaliptusy Re: rozwód? 15.07.18, 12:31
                              A jeszcze na początku maja pisałaś jakie masz ciężkie życie, tylko dzieci z przedszkola, do przedszkola, choroby, zajmowanie się domem, na nic czasu nie masz, na pysk padasz, mąż ci nie pomaga i zazdrościsz innym, ze maja czas na celebrowanie życia.
                              A teraz nagle tragedia, bo z dziecmi chcesz być non stop i życia sobie nie wyobrażasz.
                              Czyli co, najbardziej na świecie lubisz się umartwiać? Dziecmi się sama będziesz zajmować chocbys się miała wykończyć, ale żeby ich ojca dopuścić do opieki, to po twoim trupie i wielka tragedia?
                              A co robiłaś zanim miałaś dzieci? A co zrobisz jak podrosną i zaczną mieć swoje sprawy?
                            • enith Re: rozwód? 15.07.18, 17:10
                              Mąż będzie cię gnębił do czasu, aż zgodzisz się na rozwód. Widać wyraźnie, że dla niego wasze małżeństwo już nie istnieje, bo takie właśnie jest zachowanie osoby, której na związku już nie zależy. Gdyby mąż planował po rozwodzie utrzymywać z tobą przyjazne stosunki, to nie uciekałby się teraz do takich akcji. To oznacza, że pali mosty i jedyne, co go interesuje, to rozwód.
                              Weź dobrego prawnika, bo czeka cię prawdopodobnie długa i brudna walka rozwodowa. Dla dobra dzieci rozsądnie byłoby zakończyć ten cyrk jak najszybciej, żeby dzieci jak najmniej odczuły skutki rozstania. Szkoda, że nie potraficie się rozejść kulturalnie, ale rozumiem, że nie zawsze się tak da. Potrzebna jest wola obu stron, tymczasem ani on, ani ty dobrej woli nie wykazujecie. Ty nie przyjmujesz do wiadomości, że wasze małżeństwo to fikcja, a mąż w odwecie cię szykanuje. Może zamiast terapii lepszy byłby mediator, żeby szybciej się dogadać i rozwieść?
                              • panorama1234 Re: rozwód? 15.07.18, 20:51
                                W tym wszystkim mam największą pretensje do siebie, że byłam taką idiotką, tak dałam się mu omotać na początku związku, nabrać na piękne slowka, a potem żyłam w fikcji i moich wyobrażeniach i marzeniach o rodzinie. A on miał to wszystko gdzieś i grał przez tyle lat, jak można być tak cynicznym i tak dziecinnie głupią w moim przypadku. Całe życie traktowałam go jak najbliższego przyjaciela i to boli mnie najbardziej i to jak skrzywdzilam swoje dzieci.
                                • tt-tka Re: rozwód? 15.07.18, 21:20
                                  Cale zycie traktowalas jak najblizszego przyjaciela i dlatego gosc nie mial prawa do swoich potrzeb emocjonalnych, a wylacznie obowiazki do wypelnienia ? Ciekawa bylabym twojej definicji przyjazni...
                                • basiastel Re: rozwód? 16.07.18, 06:36
                                  Oj, ciągle robisz z siebie pokrzywdzoną, biedną i oszukaną, choć prawdopodobnie nią nie jesteś. Masz taką osobowość, zwyczajnie.
                                • eukaliptusy Re: rozwód? 16.07.18, 10:36
                                  Intelektualnie wiedziałam zawsze, ze istnieją ludzie z zerowym poziomem introspekcji i samoświadomości, którzy nawet jeśli nawet jakims cudem trafia na terapie to nie rokują.
                                  Ale to naprawdę trzeba zobaczyć żeby uwierzyć. Dzięki panorama za poszerzenie moich horyzontów ;)
                                • basiastel Re: rozwód? 16.07.18, 11:21
                                  Byliscie małżeństwem 15 lat i nikt Ciebie nie omotał ani nie grał cynicznie latami. Związek się zmienia i nawet najbardziej udany może się rozpaść. Tak się stało, pogódź się z tym.
                                  • panorama1234 Re: rozwód? 16.07.18, 16:01
                                    Tylko jak się z tym pogodzić, jak to bardzo boli.
                                    • enith Re: rozwód? 16.07.18, 16:45
                                      No pewnie, że boli. Rozwód to często trauma na lata, zwłaszcza dla tych małżonków, którzy nie chcieli się rozwodzić. Tu podobnie, jak w żałobie, pomóc może tylko czas, a niekiedy także terapia, jeśli stan jest bardzo poważny i uniemożliwia codzienne funkcjonowanie.
                                      Ja podejrzewam, że czujesz się, jak się czujesz, bo mąż niefajnie cię traktuje, jesteś przez niego poniewierana, a do tego masz jeszcze jakieś resztki nadziei, że to się da posklejać. Niewykluczone, że gdy wniesiesz o rozwód i sama zobaczysz, że odwrotu nie ma, że wasze drogi całkowicie i do końca się rozeszły, poczujesz się lepiej i zaczniesz proces zdrowienia. Obecna sytuacja na to nie pozwala, to ciągłe szarpanie się i rozdrapywanie ran jest niezdrowe i nikomu nie służy.
                                      Byłaś już u prawnika rodzinnego? Myślę, że powinnaś przejąć pałeczkę w tej szarpaninie i zamiast pozwolić mężowi co rusz machać ci przed nosem pozwem rozwodowym, sama wnieść o rozwód. Wasze małżeństwo to i tak fikcja, czas spojrzeć prawdzie w oczy.
                                      • panorama1234 Re: rozwód? 17.07.18, 05:59
                                        Ale jak można sobie samemu pomóc, odciąć się od osoby, żeby tak nie bolalo? Zablokować się, wymazać z pamięci, nie słuchać, skupić się na swoim życiu, pracy, znaleźć jakieś zajęcie, co zrobić by ktoś stał się obojętny?
                                        • tt-tka Re: rozwód? 17.07.18, 11:44
                                          Straszliwy banal, ale czas naprawde leczy rany... z dnia na dzien raczej nie przejdzie.
                                          Natomiasz latwiej bedzie, gdy bedziesz go rzadko/rzadziej widywac, to po pierwsze, i gdy nie bedziesz musiala z nim mowic lub zredukujesz te rozmowy do minimum, to po drugie.
                                          Ustal z nim, mozna to zrobic przy pomocy mediatora, zasady i czestotliwosc widywania / bycia z dziecmi. Codziennie dwie godziny po poludniu, albo trzy razy w tygodniu, albo co ktorys weekend - z tym, ze on nie siedzi ci w domu. Przychodzi o umowionej godzinie i wychodzi z dziecmi, a ty masz czas, te dwie-trzy godziny dla siebie. I nie musisz z nim wtedy rozmawiac, co najwyzej krotki komunikat, co dzieci robily i co jadly (maz tobie raportuje).

                                          Co do rozwodu - nie wiem, czy jestes zdecydowana. jesli tak, powiedz to mezowi i niech on wiecej nie truje, tylko sklada papaiery. Jesli nie jestes - niech maz tez sklada papiery, zamiast grozic, ze zlozy. Pozwolenia na to nie potrzebuje, a co sie bedzie dzialo na sali sadowej, to czas pokaze. Krotko - na kazda jego odzxwke w temacie odpowiedz "skladaj i wiecej o tym nie chce slyszec".

                                          Nie szukaj zajec na sile, ale korzystajac z tego czasu, gdy dzieci sa z mezem sprobuj tego i owego. Moze fitnesklub na osiedlu, moze spacery, moze jeszcze cos innego. W koncu znajdziesz cos, co cie wciagnie.
                                          PS gdybym miala doradzac, poszukaj zajec yogi lub Tai-Chi. Po pierwsze koordynacja ruchow z oddechem wymaga skupienia i naprawde uczy koncentrowac sie na tym zamiast myslec o czym innym (o mezu), a po drugie jest to umiejetnosc przydatna. I takie zajecia procentuja przez dlugie lata.
                                          • panorama1234 Re: rozwód? 17.07.18, 14:31
                                            Dziękuję
                                            • 71tosia Re: rozwód? 17.07.18, 19:35
                                              czas i nowa osoba, która się tobą zainteresuje to zwykle pomaga - złóż sama wniosek o rozwód, opiekę na dziećmi, alimenty - uporządkuj swoje życie by dać sobie szansę na nowe.
Pełna wersja