Dodaj do ulubionych

Terapia przy narcystycznej matce -zmienic terapeut

19.05.18, 19:09
Witajcie, od jakiegos czasu podczytuje rozne watki o narcystycznych rodzicach, terapeutach itd na forum. Przeszlam sama pewnie podobna droge, jak wiele innych osob wychowanych przez narcyza - od poczucia, ze ze mna cos mocno nie tak, szukania pomocy, ktora jednak niewiele wnosila na dluzsza mete, bo nie dotykala sedna problemu... przez uswiadamianie sobie coraz bardziej, ze w mojej rodzinie byla przemoc i matka, ktora twierdzi ze mnie kocha ogromnie jednak zachowuje sie jak wrog... az jakis czas temu znalazlam kilka publikacji na temat narcystycznych matek i elementy ukladanki zaczely mi sie ukladac w calosc. Od kilku miesiecy mam zero kontaktu z matka - i to byla najlepsza decyzja w moim zyciu, Skonczyly sie emocjonalne szarpaniny, wrzaski, ponizanie itp. Na szczescie mieszkam poza krajem, wiec latwiej to praktycznie przeprowadzic, bo w Pl wiem, ze nie odpuscilaby tak szybko, tylko nachodzila mnie, moich sasiadow, moze nawet pracodawce. Mam teraz wiecej energii na zajecie sie soba, bo toksyczna przemocowa osoba nie wciaga mnie w swoj chory swiat. A ze zmysla i obsmarowuje mnie za plecami - no coz boli sama swiadomosc, ale bezposrednio tego juz nie slysze...

Od pazdziernika chodze na terapie, raz na dwa tygodnie. W sumie, to nie przypadek, ze od wtedy, bo na jesieni dzialo sie duzo takze w pracy, mialam problemy zdrowotne itp. Ogolnie kryzys. Widze, ze terapia sporo mi dala, wiele odpuscilam, takie obieranie kolejnych warstw cebuli. Jest jednak kilka spraw, ktore mi w terapeutce przeszkadzaja, i chcialabym spojrzenia z boku. Wiem, ze jestem poraniona wewnetrznie, wiec i bardziej wrazliwa/drazliwa. No i mam za soba historie niewierzenia sobie, podawania w watpliwosc moich przezyc. Kurde, sama nie wiem czasami, co czuje, i na ile to powazne... Nie mowiac o tym, ze pewnie czesc z tego to przeniesienia moich uczuc do matki. Pomozecie poukladac? Bo mysle nad poszukaniem innej terapeutki,

Przede wszystkim, mam wrazenie, ze ona nie orientuje sie, o co chodzi z narcyzmem. Usiluje raz za razem analizowac matke, co doprowadzilo do tego ze stala sie taka jaka jest, tlumaczy ja, ze ona nie moze inaczej, ze to niezalezne od niej. Na terapii mojej nie mam ochoty analizowac matki, bo do tej pory sama to robilam az nadto.... Poza tym widze, ze matka doskonale wie, jak mnie zranic, wrecz mowi, ze jako matka ma prawo tak robic, jesli sama czuje sie zraniona (a wiele nie trzeba). Terapeutka ma jednak swoje zdanie...

Czuje, ze bagatelizuje moje slowa i przezycia. Np zastanawia sie glosno, czy reaguje na matke, bo mialam przemocowe dziecinstwo i teraz nie trzeba wiele zebym "zaskoczyla", czy moze jednak mam powody teraz tez (po ktorejs juz z kolei wizycie, wiec miala spory wglad w to, co sie dzialo takze niedawno). A to jedno drugie wyklucza? Dziecinstwo bylo przemocowe, ale przemoc w taki czy inny sposob trwala do momentu, kiedy urwalam kontakty.

Kiedy cos sie dzieje, nie bardzo jest zainteresowana faktami (typu zdarzylo sie to i to), tylko raczej moimi uczuciami. Potem, np po kilku miesiacach, gdy z jakiegos powodu wracamy do tematu, "nagle" chce znac szczegoly i wypytuje mnie, bo "chce zrozumiec" dlaczego tak czy inaczej czuje. Czuje wtedy, ze musze jej mocno udowadniac, ze moje odczucia maja uzasadnienie w faktach (a wczesniej wrecz zmieniala temat gdy fakty byly poruszane).

Rzuca teksty nie majac sama podstawy, bo nie zna sytuacji. Np kiedy mowilysmy o moich relacjach z siostra, stwierdzila "macie bardzo silna wiez"- co bynajmniej nie wynikalo z tresci rozmowy, wrecz przeciwnie. Spytalam, dlaczego tak mowi, bylam serio zdziwiona, o naszych relacjach mozna duzo powiedziec, tylko nie to, ze sa silne... Odpowiedziala po zastanowieniu, ze skoro nasza matka chce nas poroznic, to znaczy ze czuje sie zagrozona nasza podobno silna wiezia. No, nadal tego nie czuje, rzeczywistosc skrzeczy dalej... Wiem, ze byly jeszcze pare razy sytuacje, kiedy sie zastanawialam, skad ona ma informacje, tylko w tej chwili nie pamietam.

To tak pare rzeczy, roznej wagi w sumie. Co sadzicie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • heniek.8 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 19.05.18, 22:49
      wynajmujesz kogoś do roboty, i widzisz że słabo się z tego wywiązuje
      co robić? - pytasz
      zleć to komuś innemu

      jeżeli sytuacja będzie się powtarzać to po jakichś trzech, czterech terapeutach można przyjąć że nie doceniasz powagi sytuacji i musimy kopać głębiej :)
      • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 23:18
        heniek.8 napisal:
        > jeżeli sytuacja będzie się powtarzać to po jakichś trzech, czterech terapeutach
        > można przyjąć że nie doceniasz powagi sytuacji i musimy kopać głębiej :)

        Ale w jakim znaczeniu nie docenialabym wtedy powagi sytuacji? :) Bo z jednej strony problem moglby polegac na tym, ze ja mam tez jakis inny problem ale tez, rownie dobrze, na zlym dopasowaniu na linii terapeuta-ja.
    • eukaliptusy Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 00:21
      Najrozsądniej byłoby poświecić jedna sesje z terapeutka na otwarte omówienie twoich wątpliwości i tego z czym czujesz się niekomfortowo.
      Niech ci wytłumaczy czym się kieruje.
      Skoro na razie odczuwasz poprawę, to nie spieszylabym się sie zmiana terapeuty zwłaszcza bez przeprowadzenia takiej rozmowy.
      Nie widzę tu nic alarmującego.
      Zapewne czasami jej interpretacje są nietrafione, w końcu nie jest nieomylna, a czasami twój opór to znak, że ty nie chcesz przyjąć jakiejś prawdy.
      • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 23:25
        eukaliptusy napisał(a):
        > Zapewne czasami jej interpretacje są nietrafione, w końcu nie jest nieomylna,
        > a czasami twój opór to znak, że ty nie chcesz przyjąć jakiejś prawdy.

        To racja z tym oporem, z pewnoscia go mam, bo w koncu to niezla harowka taka terapia. A i zmiana niesie z soba duza niewiadoma. Tylko nie jestem pewna, ze np w przypadku niecheci do zajmowania sie analiza mojej matki np tylko o opor chodzi...

        Ja nie oczekuje nieomylnosci, ona tez jest czlowiekiem. Ale mam wrazenie, ze czasami gada po to, zeby gadac, nie majac podstaw. Ktoregos razu powiedziala mi tez, ze, cytuje "zaniedbalam cialo, emocje, dusze i duchowosc". Que? ;) Co ona moze wiedziec na temat mojej duchowosci, nigdy na ten temat nie rozmawialysmy? (Cialo i emocje to bylo raczej dosc oczywiste)
    • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 14:06
      waleria30 napisał(a):

      > To tak pare rzeczy, roznej wagi w sumie. Co sadzicie na ten temat?

      Ponieważ całkiem niedawno zakończyłam swoją terapię, skierowaną właśnie na relację z mamą (choć nie było nacisku na "narcystyczną" matkę), która niezwykle mi pomogła - mogę przede wszystkim napisać, że wyglądała zgoła inaczej.
      Kiedy tylko rozpędzałam się w analizowaniu i rozumieniu, dlaczego moja mama postępuje tak, a nie inaczej - terapeutka natychmiast mnie hamowała i przypominała, że na terapii zajmujemy się mną i rozumieniem MNIE. Bo - jak sama powtarzała - "pani tak doskonale rozumie i usprawiedliwia mamę, wszystkich dookoła, ale czy pani rozumie siebie? Pani była wtedy dzieckiem, a mama była dorosła". Co zdaje się być zupełnie innym podejściem od tego, którego Ty doświadczasz.
      Nie zdarzały się jej też podobne teksty jak na temat Twojej więzi z siostrą - tzn. niczym nieuzasadnione komunały, które ładnie i mądrze brzmią, ale nic nie znaczą i nie mają wiele sensu.

      Moim zdaniem - pomyśl o zmianie terapeutki, choć możesz oczywiście omówić z nią swoje wątpliwości, jak sugerują eukaliptusy, jednak nie jestem pewna, czy to wiele zmieni, skoro terapeutka od samego początku skupia się na mamie.
    • gonzo_101 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 15:30
      Tak jak piszą przedmówcy. Spisz sobie w punktach to co nie pasuje ci w podejściu terapeutki i omów to na sesji. Zapytaj ją też wprost o doświadczenie w temacie narcyzmu, czy miała już do czynienia takimi klientami?
      Jako podstawę w terapii osób wychowanych przez narcystycznych rodziców stosuje się metodę zwaną "uprawomocnieniem". Jest to przeciwieństwo unieważniającego modelu wychowawczego narcystycznego domu. Wzmacniane i wysłuchane są emocje klienta bez ich oceniania.
      Na mojej terapii terapeutka kontruje moje zapędy do zbytniego analizowania zachowań rodziców i kieruje rozmowę na to co ja czuje i co ja myślę na dany temat - podobnie jak u Oli.
    • eriu Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 19:40
      Zastanów się jak się czujesz z tą terapeutką. Czy to co opisujesz stresuje Cię, sprawia dyskomfort? Wyobraź sobie siebie podczas sesji i te zachowania, które opisujesz: czy się spinasz i stesujesz? Jeśli tak to po prostu zmień terapeutę. Nie ma sensu płacić za coś z czym źle się czujesz.

      Zobacz prostą analogię: chodzisz do kosmetyczki, która maluje Ci paznokcie, ale nie czujesz się u niej dobrze. Niby paznokcie pomalowane ok, ale ona usilnie namawia Cię do malowania kolorami, za którymi nie przepadasz. Męczy Cię taka dyskusja, chociaż kończy się tym, że maluje je na taki kolor jaki Ty chcesz. Od razu byś zmieniła prawda?

      Masz prawo nie być zadowolona z terapeuty. Jeśli czujesz, że terapeuta w jakiś sposób powoduje, że czujesz dyskomfort możesz go zmienić. Ja kiedyś zmieniłam terapeutę, ponieważ na naszych spotkaniach przybierał taką minę współczującą, że zaczęłam się przez to po postu czuć gorzej jako osoba, której takie ogromne współczucie się należy. I to naprawdę poważnie wpłynęło na moje samopoczucie.

      Mój ostatni (czwarty zresztą) terapeuta, z którym tak naprawdę przeszłam całą terapię nie skupiał się na mojej matce. Niby dlaczego miałby się na niej skupiać? Terapia dotyczyła mnie. Oczywiście musiałam mu dostarczyć najpierw informacji by mógł sobie wyobrazić naszą sytuację. Uświadomił mi, że moi rodzice się nie zmienią w związku z czym mam prawo po długich próbach po prostu odpuścić naprawę naszych stosunków, bo oni nie są tym zainteresowani.
    • mmkaa1 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 20.05.18, 20:07
      Ja powiem, ze rowniez mam watpliwosci co do postawy Twojej terapeutki. Ty powinas byc dla niej najwazniejsza.
      Ja mam po kilku latach od mojej terapii poczucie, ze nie bylam szanowana. Stoja za tym poczuciem konkretne fakty.
      A drugi terapeuta wrecz przyklasnal mojemu powrotowi w lapy oprawcy. Cos tu jest bardzo nie tak.
    • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 00:49
      Odpisze dalej juz zbiorczo, bo chcialabym jeszcze dzis a robi sie pozno. Kazde z Was podjelo jakis/jakies aspekt/y, ktore sa wazne..

      Nie bardzo wierze w mozliwosc zmiany po rozmowie. Mam wrazenie czasami, ze mowimy roznymi jezykami (tzn doslownie tak, oczywiscie, ja nie mowie w moim ojczystym do niej). Mamy rozne definicje slow i zdarza sie, ze nie wiem co powiedziec, jak terapeutka cos skomentuje. Np ze spojrzec ironicznie w odpowiedzi na jakies slowa oznacza ze ta osoba chcialaby zrobic inaczej, ale nie potrafi (?)

      Co do komunalow, wyzej odpisalam eukaliptusom o kolejnym przykladzie.

      Co do podejscia terapeutki do sprawy mojej matki, to mam wrazenie jakby zalezalo jej na tym, zebym nawiazala z czasem z nia kontakty ponowne. Pisze "mam wrazenie" i "jakby", bo wprost tego nie powiedziala, ale np "nie musze cale zycie nie miec z nia kontaktu" albo "zrobilo jej sie smutno, kiedy patrzyla na zdjecie mojej matki". A gdzie w tym miejsce na moje uczucia i odczucia? Na przyznanie mi prawa i przestrzeni do gniewu, zlosci itp? Wiem, ze to taki etap teraz, na pewno wiecznie nie bedzie trwal, ale zaprzeczanie mu nic nie pomoze.

      Ogolnie mam wrazenie, ze ONA sie czuje niekomfortowo z moimi emocjami, ze troche to dla niej za duzo. Potrafi zapytac, dlaczego wlasciwie reaguje emocjonalnie opowiadajac o czyms (w pracy), skoro to cos od paru tygodni juz nie jest aktualne. Ano np dlatego, ze zmiana tego sporo mnie kosztowala i do teraz po czesci ponosze te koszty. Po czym dopytuje sie o coraz nowe argumenty, dlaczego chcialam (w sumie ja i koledzy z pracy) tej zmiany. Rzecz jasna, ma prawo nie byc przekonana, ale to szef mial te argumenty zaakceptowac - i ewidentnie to zrobil.

      W sumie, piszac to przypominam sobie rozne sytuacje, kiedy mialam watpliwosci co do naszej relacji terapeutycznej. Nie, nie czuje sie uprawomocniona, raczej czesto mam poczucie, ze musze tlumaczyc, ze nie jestem wielbladem.
      • gonzo_101 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 09:49
        Czyli klamka zapadła, decyzja podjęta. Bardzo podoba mi się też duży poziom świadomości który prezentujesz. Myślę że z nowym terapeutą osiągniesz zadowalające ciebie efekty.
        Mam tylko pewną sugestię, jeśli coś nie pasuje ci w podejściu terapeuty to wal śmiało i mu to powiedz - to jest bardzo ważne. Nie rozkminiaj we własnej głowie (o co mu chodzi) tylko pytaj wprost. Nie snuj domysłów tylko wyjaśniaj na bieżąco. I mam pytanie, czy czujesz lęk, dyskomfort, opór przed powiedzeniem terapeucie, że coś ci się nie spodobało w jej wypowiedzi?
        • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 21:35
          Zdaje sobie sprawe z tego, ze mowienie o tym co mi nie pasuje, nie jest moja mocna strona. Czasami mi sie udaje, ale czesciej nie. Czesciej zdarzalo mi sie zachnac, kiedy cos mi nie pasowalo - i wtedy terapeutka jakos sie tlumaczyla (typu "bo ja chce zrozumiec"), wycofywala sie i zmieniala temat. A ja po wyjsciu od niej, dyslutowalam z nia dalej w myslach ;)) Takze dlatego, ze wtedy, na miejscu, nie mialam argumentow...

          Mysle, ze to sa wzorce z domu rodzinnego, gdzie komunikacja dla rozwiazywanie konfliktow sama byla jeszcze jednym konfliktem, czesto z agresja itp. Wiec sie raczej unikalo rozmow na drazliwe tematy. Tak ze na pewno bede musiala sie z tym zmierzyc z nastepnym terapeuta....
      • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 10:05
        waleria30 napisał(a):

        > A gdzie w tym miejsce na moje uczucia i odczucia? Na przyznanie mi prawa
        > i przestrzeni do gniewu, zlosci itp? Wiem, ze to taki etap teraz, na pewno
        > wiecznie nie bedzie trwal, ale zaprzeczanie mu nic nie pomoze.

        OTÓŻ TO.
        Tak było w moim przypadku - wahadło musiało najpierw wychylić się w przeciwną stronę - skoro tyle lat było skierowane w stronę matki - żeby po jakimś czasie przejść do stanu normalnego. Nie - "wrócić do stanu normalnego", bo nigdy przedtem w normalnym stanie nie było.
        I wydaje mi się, że nie da się ze stanu nienormalnego od razu przejść do normy, tylko właśnie na jakiś czas potrzebny jest ten wychył w drugą stronę - skupienie na sobie, na swojej złości, na doznanej krzywdzie. Nie na zawsze - ale właśnie po to, żeby dać sobie prawo do tych uczuć i odczuć, do których prawa nigdy się nie miało.
        I wtedy sytuacja wreszcie może się zbliżyć się do normy.

        Wydaje mi się, że to coś w rodzaju spóźnionego buntu nastolatka (a może i dwulatka, bo ja np. i do niego nie miałam prawa) - oczywiście, że nie chodzi o to, żeby się przejawiał w taki sam sposób jak u dziecka czy nastolatka - ale żeby wreszcie się "zbuntować" i wyodrębnić. I wtedy przez jakiś czas matka ma być "tą złą" i "wszystko na nie".
        I to jest chyba konieczny etap. Czego Twoja terapeutka zdaje się nie dostrzegać/nie wiedzieć.
        Ona chyba by chciała, żeby "już wszystko było dobrze i miło".
        Ale to nie jest terapia. W każdym razie - nie dla Ciebie.
      • tt-tka Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 11:26
        waleria30 napisał(a):



        > Co do podejscia terapeutki do sprawy mojej matki, to mam wrazenie jakby zalezal
        > o jej na tym, zebym nawiazala z czasem z nia kontakty ponowne. Pisze "mam wraze
        > nie" i "jakby", bo wprost tego nie powiedziala, ale np "nie musze cale zycie ni
        > e miec z nia kontaktu" albo "zrobilo jej sie smutno, kiedy patrzyla na zdjecie
        > mojej matki".

        Slabe mam pojecie o terapiach i nie zamierzalam sie wypowiadac, ale to mna trzepnelo. Ona ci mowi o SWOICH emocjach ? JEJ sie zrobilo smutno ? I uznala za potrzebne cie o tym poinformowac ?
        Forumki i forumkowie po terapiach, czy to jest w ogole dopuszczalne ?
          • mmkaa1 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 16:02
            Ja dlugo po swoich terapiach widze, ze bylam ... wykorzystywana? Manipulowana? Nie szanowana?
            Np. Terapeuta spoznil sie na drugie spotkanie, dotarl sporo po czasie wezwany przez recepcjonistke, tlumaczac sie ze nie mial tej wizyty zapisanej w terminarzu. Zapis mialam zrobiony ja w swoim notatniku, zrobilam to w czasie pierwszej wizyty przy nim, wiec bylam pewna, ze to nie moja pomylka. I mimo wizyty rozpoczetej jakies 15 min. po czasie zaplacilam pelna kwote. Bylam wtedy w takim stanie, ze nie umialam sie bronic ani protestowac, ani byc asertywna.
            Zdarzalo sie, ze terapeuta gadal z kims na korytarzu i urywal z mojego czasu pare minut, nie przedluzajac, bo wiadomo, ze kolejka czeka. Wtedy mnie to irytowalo ale nie umialam zaprotestowac stanowczo. No i nie on mnie tego nauczyl. On to wykorzystywal.
            Inny, z tego samego nurtu, gdy blagalam o pomoc w wydostaniu sie z przemocowego zwiazku, nie dawal mi wsparcia i pomocy w uwolnieniu sie, co bylo celem terapii, ale doprowadzil mnie do wybielania partnera i powrotu do niego, z poczuciem winy za moje bledy...
            Mam poczucie, ze niektorym terapeutom zalezy jedynie na latwej kasie przy zerowym wysilku, czerpaniu korzysci z uleglej i skrzywdzonej juz osoby. I jako juz silniejsza osoba jestem swiadoma, ze oni musieli widziec moja slabosc i ich dzialania byly nieetyczne.
            Ale tez spotkalam jednego naprawde empatycznego i wspanialego terapeute, z polecenia i powolania.
            • eriu Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 20:28
              Niestety ale to jest tak, że jak się dojdzie do siebie i spojrzy wstecz to się dużo rzeczy widzi, których wcześniej nie umiało się zobaczyć.

              Mój pierwszy kontakt z terapeutą: pani uwielbiała opowiadać pierdołki o sobie. Po jakiś 20 minutach mówiłam jej, że chciałabym przejść do moich rzeczy ;) Dzisiaj to bym ją rozwaliła pierwszym komentarzem przy próbie takiego zachowania.
              • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 21.05.18, 22:24
                eriu napisała:

                > Mój pierwszy kontakt z terapeutą: pani uwielbiała opowiadać pierdołki o sobie.
                > Po jakiś 20 minutach mówiłam jej, że chciałabym przejść do moich rzeczy ;)

                Czytam ten wątek z coraz szerzej otwartymi oczami...
                I doceniam, jakie miałam szczęście, bo pierwsza terapeutka, na jaką trafiłam, okazała się tą właściwą (co nie znaczy, że nie miewałam wątpliwości - bo i nie miałam porównania), ale z perspektywy czasu jestem wdzięczna losowi, że do niej trafiłam - no i jej samej także.
                Choć może to nie tylko kwestia szczęścia, ale też dobrego, poleconego ośrodka, gdzie pracuje moja terapeutka. I właściwej metody, jaką tam stosują.

                Co prawda ostatnio sama przekonuję się, na jakie kurioza można trafić - chodzę teraz na terapię grupową i tylko dlatego, że zależy mi na spotkaniach z tymi osobami, jeszcze tam jestem. Bo terapeutka, podobnie jak pisze eriu, uwielbia opowiadać o sobie i swoich doświadczeniach, a już szczególnie zagranicznych - w odniesieniu do Polski - jak to tutaj jest źle i nie do pomyślenia, a tam...
                I też sadzi takie schematyczne komunały, na które jestem szczególnie wyczulona, bo przez takie bezrefleksyjne komentarze można przegapić coś istotnego - bo po co się zagłębiać, jak coś już zostało nazwane i podsumowane.
                  • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 08:51
                    gonzo_101 napisał:

                    > Olu jakie masz wrażenia z terapii grupowej. Uważasz, że warto?

                    Na pewno warto spróbować.
                    To jest moja druga grupa, z pierwszej "uciekłam" przez jedną osobę - trafił do nas taki skończony, nieznośny narcyz, że cały czas na terapii skupiałam się na tym, żeby się go znosić, czyli w efekcie skupiałam się na nim. Uznałam, że to nie ma sensu.

                    Teraz - jak pisałam - terapeutka jest raczej do bani, ale ważne są dla mnie spotkania z osobami z grupy.

                    Ale grupowej na pewno warto spróbować, niemal wszyscy wskutek wychowania przez takich a nie innych rodziców* mamy trudności z relacjami z ludźmi. Wydaje mi się, że taka terapia może tu dużo dobrego zrobić.

                    *Pisałam o tym już nieraz, ale powtórzę, bo kiedy to przeczytałam, doznałam olśnienia, wiem już, że nie tylko ja:

                    Dorosłe dzieci narcystycznych rodziców mają problemy w nawiązaniu relacji, ponieważ żyją
                    w przeświadczeniu, że są wyjątkowe, lecz jednocześnie niewystarczająco dobre.
                    • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 21:21
                      < Dorosłe dzieci narcystycznych rodziców mają problemy w nawiązaniu relacji, ponieważ żyją
                      w przeświadczeniu, że są wyjątkowe, lecz jednocześnie niewystarczająco dobre.

                      Oo tak. Eureka :) Dwie sily, ciagnace w przeciwleglych kierunkach - i sie czlowiek miota (jak raz jedno, raz drugie dochodzi do glosu), albo tkwi w miejscu (jak nie daj boze obie naraz sie nawzajem znosza).

                      < Moja ter. powiedziała mi wyraźnie, żeby zbytnio nie przejmować się osobą prowadzącego psychologa, bo to grupa ma właściwości terapeutyczne a nie on.

                      No wlasnie, grupa dobrze pracujaca jak najbardziej. Z drugiej strony, zanim poszlam na terapie indywidualna, chodzilam jakis czas na pewna grupe DDA/DDD (jest tego wiecej, i moze roznia sie od siebie). W kazdym razie, zrezygnowalam po jakims czasie, bo czulam ze jest troche "gadal dziad do obrazu" - kaze z nas mialo mozliwosc dzielenia sie tym co sie w danym momencie dzieje, ale z zalozenia nikt nic nie mowil, nie komentowal. Tak mialo byc, zeby kazdy poczul ze ma przestrzen i nie czul sie oceniany, ale ja sie czulam w prozni. I wlasnie myslalam o tym, ze jako dorosle dzieci mamy zaburzone umiejetnosci relacji z innymi i taka forma prowadzenia grupy raczej nie pomaga. Byc moze sa inne grupy tez, a moze nie jest to forma dla mnie...

                      Poruszylam moje watpliwosci wtedy, ale nie zdarzylam dostac odpowiedzi zanim sie zniechecilam ;)




                    • eukaliptusy Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 14:19

                      > To jest moja druga grupa, z pierwszej "uciekłam" przez jedną osobę - trafił do
                      > nas taki skończony, nieznośny narcyz, że cały czas na terapii skupiałam się na
                      > tym, żeby się go znosić, czyli w efekcie skupiałam się na nim. Uznałam, że to n
                      > ie ma sensu.
                      >

                      Olu, moze trochę szkoda, że uciekłaś. Na takim narcyzie mogłaś sobie świetnie popracować, szczególnie, że miałaś tak silną reakcję.
                      Zamiast narcyza „znosić” mogłabyś się przecież z nim skonfrontować.
                      Mogłabyś się pozłościc. Wygarnąć co myślisz.
                      Grupa pewnie by cię poparła.
                      Jest spora szansa, że to narcyz by uciekł z grupy.
                      Ja miałam dwa doświadczenia grupowe i w obu wybrzmiał podobny konflikt. W jednym przypadku ta osoba uciekła po konfrontacji, a w drugim się ‚ucywilizowała’ i zrobiła ogromne postępy.
                      • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 22:32
                        eukaliptusy napisał(a):

                        > Olu, moze trochę szkoda, że uciekłaś. Na takim narcyzie mogłaś sobie świetnie
                        > popracować, szczególnie, że miałaś tak silną reakcję.
                        > Zamiast narcyza „znosić” mogłabyś się przecież z nim skonfrontować.
                        > Mogłabyś się pozłościc. Wygarnąć co myślisz.
                        > Grupa pewnie by cię poparła.

                        Dość długo się nad tym zastanawiałam, nie "uciekłam" po kilku spotkaniach.
                        Ale czułam, że kręcę się w kółko. Że stoję w miejscu i nic nie korzystam - a miałam porównanie, bo przeszłam z terapii indywidualnej na grupową.
                        I konfrontowałam się z nim, stale. Grupa (damska część) była po mojej stronie.
                        Ale ja już miałam dosyć i prawdę mówiąc uznałam, że ja jednak wcale nie muszę znosić narcyzów/podobnych typów. Bardzo mało prawdopodobne, żeby życie postawiło mnie w takiej sytuacji, że MUSZĘ. Uznałam, że jednak szkoda mi kasy i energii na ten trening. I że wolę zająć się czymś innym.
                        • eukaliptusy Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 24.05.18, 10:54
                          Dziękuje za wyjaśnienie Olu. W tej sytuacji doskonale cię rozumiem.
                          Monopolizowanie grupy przez jedną osobę powinno było być rozwiązane przez terapeute, bo w przeciwnym razie jeden klient się terapeutyzuje (lub nawet nie, zależy jak oporny) kosztem wszystkich innych.
                          Ale terapeuta jak zgaduję, był z tej samej ligi co pani z obecnej grupy...

                          Ja miałam bardzo dobre doświadczenia z Laboratorium Psychoedukacji na grupach wyjazdowych, wiec z czystym sumieniem mogę polecić.
                          • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 24.05.18, 12:27
                            eukaliptusy napisał(a):

                            > Monopolizowanie grupy przez jedną osobę powinno było być rozwiązane przez
                            > terapeute, bo w przeciwnym razie jeden klient się terapeutyzuje (lub nawet nie,
                            > zależy jak oporny) kosztem wszystkich innych.
                            > Ale terapeuta jak zgaduję, był z tej samej ligi co pani z obecnej grupy...

                            Nie nie, w żadnym razie. Terapeutki (były dwie na grupę) nie dopuszczały do całkowitej monopolizacji i choć często trudno było się przebić, to akurat ja umiałam sobie wywalczyć czas i miejsce. Ale nie za bardzo miałam wtedy ochotę. Zorientowałam się, że zamiast mówić o sobie i swoich sprawach, odnoszę się głównie do pretensjonalnych dyrdymałów narcyza i z nimi konfrontuję. Po co mi takie coś?
                            Ale była też dziewczyna, która kompletnie się zacinała przy tamtym gościu, jak raz wspomniała - przypominał jej bliską osobę, blokował ją totalnie. I co z tego, że terapeutki dawały jej czas, pytały, prosiły o wypowiedź - skoro dziewczyna milczała wtedy jak zaklęta. A rozgadywała się, kiedy narcyza nie było (dość często opuszczał spotkania).

                            Myślę, że tak po prostu bywa - grupa to żywy organizm, więc nie zawsze każda "wypali" i nie na każdej coś się uda. Chyba tak się stało w tym wypadku.
                            • fusun1804 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 24.05.18, 13:12
                              „Zorientowałam się, że zamiast mówić o sobie i swoich sprawach, odnoszę się głównie do pretensjonalnych dyrdymałów narcyza i z nimi konfrontuję. Po co mi takie coś?”

                              Olu,jak zawsze prosze o konkretny przykład. Nigdy nie byłam na terapii grupowej, nie potrafię sobie tych dyrdymalow wyobrazic.
                  • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 22:27
                    waleria30 napisał(a):

                    > Ola, czy mozesz napisac, jaka metode stosuja w tym osrodku?

                    Terapia psychodynamiczna, ośrodek Rasztów w Warszawie.
                    Jednak wydaje mi się, że to nie jest tylko kwestia metody, ale też jakichś ich własnych standardów, szkoleń, etc. (?). W każdym razie - gdziekolwiek miałam okazję mówić, że byłam na terapii w Rasztowie, to zawsze słyszałam: "Oooo.... to dobrze pani trafiła".
                    • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 22:48
                      Dzieki za odpowiedz :)
                      Zgadzam sie, ze standardy, dlugosc praktyki (doswiadczenie) ma znaczenie. Mam wrazenie, ze rozwniez doswiadczenie zyciowe - z grubsza czterdziestolatek jednak troche mniej przezyl niz np szescdzieciolatek, siebie slabiej zna, wiec i inaczej podchodzi do klienta/pacjenta.
                      O osrodku Rasztow zdaje sie czytalam na forum duzo dobrych rzeczy.
                      • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 12:00
                        waleria30 napisał(a):

                        > Zgadzam sie, ze standardy, dlugosc praktyki (doswiadczenie) ma znaczenie.
                        > Mam wrazenie, ze rozwniez doswiadczenie zyciowe - z grubsza czterdziestolatek
                        > jednak troche mniej przezyl niz np szescdzieciolatek, siebie slabiej zna,
                        > wiec i inaczej podchodzi do klienta/pacjenta.

                        A jednak - moja terapeutka na 100% była młodsza ode mnie, nie jestem pewna, czy skończyła 40 lat - raczej nie. Wprawdzie nie była młódką zaraz po studiach, ale z pewnością też nie tylko wiek dodawał jej mądrości. Dlatego uważam, że to kwestia odpowiedniej praktyki i metody, jaką stosują w ośrodku (sporo terapeutów tam się szkoli).

                        > O osrodku Rasztow zdaje sie czytalam na forum duzo dobrych rzeczy.

                        Ja tam trafiłam właśnie z polecenia forum, wskazała go pani Agnieszka, która kiedyś opiekowała się tym forum.

                        I jak czytałam ten wątek, to uświadomiłam sobie, że ja kompletnie nie wiem nic o mojej terapeutce. W tym sensie, że nigdy (2,5 roku) nie zdarzyło się, żeby cokolwiek jej się wymknęło na jej własny temat. Zastanawiałam się nawet czasem, czy mogłabym ją zapytać (tzn. na pewno mogłabym - ale nie wiem, czy dostałabym odpowiedź) o jej doświadczenia i życie. Nigdy też nie powiedziała niczego w stylu, że "jej smutno" czy jakkolwiek inaczej.
                        Za to ciągle dopytywała, co ja czułam, co czuję, jak to widzę, co to dla mnie oznacza.

                        Tak zresztą teraz widzę rolę terapeuty - ma mi zadać pytania, na które sama w życiu bym nie wpadła.
                        • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 27.05.18, 20:02
                          Pisalam o tym doswiadczeniu zyciowym, bo m.in. czytalam u Alice Miller, ze ma jakies znaczenie (a w kazdym razie, ze samemu cos sie cos przerobilo - wiec moze jednak chodzilo o wlasna terapie? juz nie pamietam szczegolow). Pozniej tak sobie sama wywnioskowalam, ze lepiej, zeby terapeuta mial juz troche lat na karku. Choc z tego, co piszesz, to faktycznie nie musi to byc wymog absolutny. Bardzo interesujace :)

                          A swoja droga, to chyba przekombinowalam z odpowiadaniem zbiorczym, bo pisalam 23 maja rano (na dole strony) i nikt nie zauwazyl/nie ustosunkowal sie... Musze sie zastanowic, gdzie napisac ciag dalszy - bo byl.
                • fusun1804 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 09:56
                  „I też sadzi takie schematyczne komunały, na które jestem szczególnie wyczulona, bo przez takie bezrefleksyjne komentarze można przegapić coś istotnego - bo po co się zagłębiać, jak coś już zostało nazwane i podsumowane.”

                  Olu, czy mogłabyś podać jakis konkretny przykład ?
                  • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 12:12
                    fusun1804 napisała:

                    > Olu, czy mogłabyś podać jakis konkretny przykład ?

                    Od jakiegoś czasu cierpię na migreny. Jak powiedziałam, że był okres, że dopadały mnie co weekend - jedyny czas, który mogłabym poświęcić sobie i trochę odsapnąć - od razu podsumowała to, że "no tak, to wiadomo, że od TEGO". A to bzdura. I nawet nie bardzo słuchała, że medycyna zna coś takiego, jak "weekendowe migreny" i wciąż szuka ich przyczyn. Ona już ją znalazła - najpierwszą pasującą do schematu.
                    I nieważne, że migreny odpuściły już weekendy, choć owa przyczyna nie ustała. To już nie było ważne - bo nie pasowało do prostego schematu.

                    Generalnie - jak ktokolwiek mówi o swoim problemie (bo to terapia grupowa) - wszystko bezrefleksyjnie jest diagnozowane w jednym kierunku. Strasznie mnie to wkurza, bo przez to można przegapić naprawdę ważne rzeczy - np. realne choroby.
                    I niby wiem, że ja już "nie dam sobie zrobić krzywdy", bo wiem, czym ma być terapia i że terapeuta nie jest bogiem oświeconym i też może gadać bzdury - ale złości mnie to, bo są osoby, które są nowe, bardzo poranione i mogą nie mieć tego dystansu.
                    Tyle dobrego, że to jest grupa, więc zawsze ktoś może zneutralizować gadanie terapeutki ;)
                    • fusun1804 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 13:33
                      „Generalnie - jak ktokolwiek mówi o swoim problemie (bo to terapia grupowa) - wszystko bezrefleksyjnie jest diagnozowane w jednym kierunku. Strasznie mnie to wkurza, bo przez to można przegapić naprawdę ważne rzeczy - np. realne choroby.”

                      Przepraszam za upierdliwość, w jakim kierunku to wszystko jest bezrefleksyjnie diagnozowane?
                      • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 14:04
                        fusun1804 napisała:

                        > Przepraszam za upierdliwość, w jakim kierunku to wszystko jest bezrefleksyjnie diagnozowane?

                        Głowa Cię boli - oczywiście przez problem z matką.
                        Nie możesz spać - oczywiście przez problem z matką.
                        W pracy Ci nie idzie - wiadomo, dlaczego.
                        Nie możesz schudnąć - wiadomo, dlaczego.
                        Z chłopem też Ci się nie układa - oczywiście, że przez problem z matką.
                        I tak dalej - wszystko jest kwitowane podobnym komentarzem i "mądrym kiwaniem głowy ze zrozumieniem i wyższością".

                        Ja się zgodzę, że każdy z tych problemów może mieć swoje źródło w tym samym. Ale NIE MUSI. A dla tej terapeutki to jest prosta odpowiedź na wszystko.
                        To ja sobie mogę tak to prosto rozumieć. Od terapeuty oczekuję, że będzie starał się dokopać do sedna problemu.
                      • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 22:42
                        fusun1804 napisała:

                        > Przepraszam za upierdliwość, w jakim kierunku to wszystko jest bezrefleksyjnie diagnozowane?

                        Przypomniało mi się jeszcze jedno.
                        Była rozmowa o tym, że ktoś się boi zmienić swoją sytuację, mimo że jest trudna do zniesienia - to obawa przed działaniem, zmianą i nieznanym jest jeszcze trudniejsza.
                        No i wtedy terapeutka wypaliła mentorskim tonem:

                        - Bo każda zmiana to jest cierpienie. {howgh}

                        Ja wtedy głośno wyraziłam wątpliwość, czy aby na pewno każda zmiana...?

                        - No wiesz Olu - zmiana partnera to nie jest to samo, co zmiana sukienki czy mebli w pokoju.

                        Całe szczęście, że mi powiedziała, bo skąd bym mogła wiedzieć, że jest jakaś różnica.
                        • heniek.8 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 22:54
                          Olu drogie jest takie coś?
                          może bym pochodził z Tobą na taką grupę (nie wiedząc że my to my ;)

                          psycholog mi się kojarzy z takim Sokratesem który nie mówi swojego zdania tylko zadaje pytania na podst. których delikwent sam znajduje odpowiedź, a tu takie kwiatki :)
                          ale może bym się od Oli czegoś dowiedział o sobie, bo to że każda zmiana jest cierpieniem to podejrzewałem od dawna ;)
                        • fusun1804 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 24.05.18, 10:23
                          To jest standardowa terapia, te „ mądrości” to po prostu standard. Podobnie jak powtarzanie w kolko „ co psni czuła ( w przeszłości, gdy miało miejsce przykre zdarzenie), co pani teraz czuje, a jak pani mysli dlaczego pani to czuje, a co dokładnie pani czuje, do tego w kolko co pani przez to rozumie, co mnie doprowadzało do szału. Podobnie jak „ co to znaczy ?”. Jesli użyłam jakiegokolwiek przymiotnika, pani pytała „ co to znaczy?”. Raz jej powiedziałam, ze cieszę sie ładna pogdą, to mnie zapytała co to znaczy ładna pogoda.
                          I w tej pani nie było zadnej zlosliwosci, chęci manipulacji, radości, ze jej jest lepiej niz mnie. Ona mi w jak najlepszej wierze przekazywała wiedzę zdobyta w czasie studiów, doktoratu, szkoleń dla terapeutow, czyli pytania jak wyżej.
                          • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 24.05.18, 10:49
                            fusun1804 napisała:

                            > To jest standardowa terapia, te „ mądrości” to po prostu standard. Podobnie jak
                            > powtarzanie w kolko „ co psni czuła ( w przeszłości, gdy miało miejsce przykre
                            > zdarzenie), co pani teraz czuje, a jak pani mysli dlaczego pani to czuje, a co
                            > dokładnie pani czuje, do tego w kolko co pani przez to rozumie, co mnie
                            > doprowadzało do szału. Podobnie jak „ co to znaczy ?”.

                            A według mnie mieszasz dwie różne rzeczy.
                            Utożsamiasz pytanie, co czujesz, z mówieniem Ci, co czujesz/czułaś/powinnaś czuć - czyli np. owe "cierpienie, którym jest każda zmiana"?

                            Mnie też nieraz wkurzało to dociekanie "co czułam, co to dla mnie znaczy, jak to rozumiem", etc. Ale dzięki temu zaczęłam się nad tym w ogóle zastanawiać. I najczęściej udawało mi się dojść do przyczyny i ZROZUMIEĆ - a o to chodziło.

                            Funsun - jesteś "obrażona" na terapię i wszystko, co Ci nie odpowiada, wrzucasz do jednego worka. A to wcale nie jest tak. Akurat mam okazję obserwować różne terapeutki i różne podejścia - i jedno uważam za wręcz głupie, a drugie za zdecydowanie właściwe i pomocne.

                            A jeśli takie pytania - co czujesz, jak to rozumiesz, etc. - uważasz za niewłaściwe w terapii - to jak Twoim zdaniem powinna ona wyglądać? Czego oczekiwałabyś od terapeuty?
                            • fusun1804 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 24.05.18, 14:26
                              „A jeśli takie pytania - co czujesz, jak to rozumiesz, etc. - uważasz za niewłaściwe w terapii - to jak Twoim zdaniem powinna ona wyglądać? Czego oczekiwałabyś od terapeuty?”

                              Oczekiwałabym wyjaśnienia, wskazówek, drogowskazu. Mnie terapeuta powiedział „ trzeba postawić granice” w odniesieniu do przemocowego męża, co jest absurdem samo w sobie i nie napomknął ani słowem o tym JAK to zrobic.
                              Moja znajoma odgrywała z terapeutką scenki, znajoma była nachalną, namolną, wszystkowiedzącą doradczynią a terapeutka pokazywała jej jak należy na takie teksty reagować. Pozniej sie zmieniły rolami - terapeutka była wścibska i nachalna a kolezanka miała sie bronić. Terapeutka dała jej tez feedback jak w przypadku tej obrony wyglada jej mowa ciała, jak brzmi jej głos. Ze owszem, mowi „ to moja sprawa” ale ucieka wzrokiem i mowi to bardzo niepewnym tonem.
            • fusun1804 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 14:58
              „Inny, z tego samego nurtu, gdy blagalam o pomoc w wydostaniu sie z przemocowego zwiazku, nie dawal mi wsparcia i pomocy w uwolnieniu sie, co bylo celem terapii, ale doprowadzil mnie do wybielania partnera i powrotu do niego, z poczuciem winy za moje bledy...
              Mam poczucie, ze niektorym terapeutom zalezy jedynie na latwej kasie przy zerowym wysilku, czerpaniu korzysci z uleglej i skrzywdzonej juz osoby. I jako juz silniejsza osoba jestem swiadoma, ze oni musieli widziec moja slabosc i ich dzialania byly nieetyczne.”

              Mogę sie tylko zgodzić. Spotkało mnie to samo. Czerpali korzyści z osoby słabej, skrzywdzonej, doznajacej przemocy i nieświadomej swoich praw. Cieszyli sie moim nieszczęściem i swoją przewagą nade mną i swoją bezkarnością.
    • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 22:05
      Poinformowalam terapeutke, ze chce przerwy (takie tutejsze lingo na zakonczenie - Pani w kazdym razie zrozumiala :) Natomiast chce sie spotkac, zeby zrobic podsumowanie i "zakonczenie roku". Zdaje sobie sprawe, ze tak sie robi, ale mam opory... Czesciowo dlatego, ze boje sie konfliktu (bo z tym mi sie kojarzy komunikacja). Z drugiej strony, sa prozaiczne przyczyny: koniecznosc dojazdu (przy dobrych wiatrach trzy godziny w te i we wte), no i takie spotkanie to sa jakies dosc konkretne pieniadze tez. Nieszczegolnie mam ochote jej jeszcze placic. Macie moze doswiadczenie z tym?
      • heniek.8 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 22:23
        waleria30 napisał(a):

        > dosc konkretne pieniadze tez. Nieszczegolnie mam ochote jej jeszcze placic. Mac
        > ie moze doswiadczenie z tym?

        ja nie mam doświadczenia, ale takie podsumowanie mogłoby być ciekawe, może podzieli się jakimiś ciekawymi obserwacjami / wnioskami?
        ale z drugiej strony to może po prostu chce sobie zarobić za tę godzinkę, a bullshit usłyszysz ten co zawsze :)

        na dwoje babka wróżyła
        ja bym nie jechał, chociaż byłbym ciekawy feedbacku

        no i jak to że się boisz konfliktu? że baba na ciebie nakrzyczy ? ;-)
      • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 22:41
        Przeczytalam jeszcze raz jej odpowiedz (tak, mamy kontakt mailowy). Jednak ona pisze o pauzie i podsumowaniu etapu. W kazdym razie oficjalnie (przesuwalam nasze ostatnie spotkanie pare razy).

        Mnie sie komuniakacja kojarzy z konfliktem, takie wdrukowanie. Wiec w sumie mozna powiedziec ze tak, boje sie ze na mnie nakrzyczy ;)

        • verdana Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 22:57
          Naprawdę, to jest ktoś, kto ma Ci pomóc, a nie pomaga i jeszcze zmusza Cię do rzeczy, której zrobić nie chcesz.
          Usiądź przed komputerem i napisz "Szanowna Pani! Nie jestem zainteresowana żadnymi podsumowaniami. Terapie przerwałam, bo nie byłam z niej zadowolona i szukam obecnie innego terapeuty. Nasze kontakty uwazam za definitywnie zakończone. Z poważaniem Waleria.
          • mmkaa1 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 05:27
            To jest bardzo asertywna i mocna odpowiedz ale taki komunikat jest w stanie wypowiedziedz osoba juz bardzo pewna siebie, taka ktora odzyskala poczucie wlasnej wartosci, dba o swoj interes. Waleria tak jak ja kiedys byc moze nie jest w stanie jeszcze tak sie odezwac. Od siebie moge dodac, ze jak przychodzi pewien etap to dokladnie tak sie mowi do tych, ktorzy chca zerowac dalej, przekraczac granice, itp.
            A nastepnemu terapeucie mozna powiedziec np. ze celem terapii ma byc odzyskanie asertywnosci.
          • heniek.8 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 05:57
            verdana napisała:

            > "Szanowna Pani! Nie jestem zainteresowana żadn
            > ymi podsumowaniami. Terapie przerwałam, bo nie byłam z niej zadowolona i szukam
            > obecnie innego terapeuty. Nasze kontakty uwazam za definitywnie zakończone.

            no trochę bez sensu bym powiedział
            dziewczyna zastanawia się czy jechać na podsumowanie - tułać się pekaesem 3h w dwie strony i jeszcze zapłacić za to
            a ty dajesz radę - "ze swojej strony, swoje podsumowanie wyślij emailem za darmo"

            to jest jednak jakaś informacja, za którą terapeutka powinna zapłacić

            lepiej już nic nie pisać albo napisać że terapia była super i dużo jej dała, a w następnym zdaniu przekreślić to sarkastyczną uwagą :)
          • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 27.05.18, 20:56
            Odpisalam terapeutce, tym razem jasniej, taka lagodniejsza wersje maila verdany. Ze nie mam zamiaru kontynuowac terapii i nie mam potrzeby podsumowywania. Ze dziekuje jej za te miesiace, ktore byly pouczajace, ale nie pasujemy do siebie. Tak z grubsza, ale krotko.

            Dostalam odpowiedz, ze przeprasza za swoj wspoludzial w tym "niedopasowaniu", bo najwyrazniej nie podlapala sygnalow. I jesli mialabym ochote, to ona chetnie przeczytalaby jakies przyklady, zeby zrozumiec i wyciagnac wnioski na przyszlosc. Ale jesli nie, to uszanuje moj wybor. Itd, grzecznie i ladnie.

            Po czym podala przyklad, co wedlug niej moglo byc problemem, a mianowicie ze mowi prosto z mostu i jest prowokujaca, co stanowi wyzwanie dla klientow. No i tu sie nieco zastanowilam, bo wedlug mnie zrobila dwa myki. Po pierwsze podala jako swoje rzekome "wady" cos, co w terapii raczej jest zaleta (nazywanie rzeczy po imieniu prze i wyzwania), a po drugie dala do zrozumienia, ze ja mam problem z tymi wadozaletami. Takie przyklejanie etykietki (jak z tym rzekomym niedbaniem o duchowosc wczesniej). A tymczasem wedlug mnie terapia z definicji jest wyzwaniem i bardzo dobrze, a co do tego "prosto z mostu" to mam inne zdanie - komunikacja raczej szwankowala. Z mojej strony ewidentnie (dlatego jest ten watek ;)), ale ona tez raz za razem wycofywala sie i zmieniala temat, kiedy widziala, ze na cos reaguje. Zamiast drazyc o co chodzi.

            Zastanawiam sie, czy jej pare przykladow jednak nie podac. Nie po to, zeby wejsc w jakas dyskusje i przepychanki slowne, ale zeby faktycznie jakos z mojej strony sie okreslic i zakonczyc.
            • tt-tka Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 27.05.18, 22:15
              waleria30 napisał(a):

              > Zastanawiam sie, czy jej pare przykladow jednak nie podac. Nie po to, zeby wejs
              > c w jakas dyskusje i przepychanki slowne, ale zeby faktycznie jakos z mojej str
              > ony sie okreslic i zakonczyc.

              jesli ci sie chce, to napisz. Albo po prostu przeslij jej ten watek, z podkreslonymi twoimi wypowiedziami.

              Mnie osobiscie rabnelo, co juz pisalam, wyciaganie JEJ uczuc. Ciebie to w ogole nie powinno obchodzic do tego stopnia, ze imo nie powinnas byc informowana, co ona czuje. Odebralam to jako takie nawet nie bardzo delikatne sugerowanie ci, co TY powinnas czuc. A moze nawet lekkie podganianie w kierunku poczucia winy, ze nie czujesz.

              No ale to moj odbior, a liczy sie twoj :)
              • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 27.05.18, 22:44
                Nie, nie jest to tylko Twoj odbior. Dlatego w ogole to poruszylam na forum. Na tym zdjeciu jestem tez ja, w dziecinstwie - wiec tym bardziej bylo to pogrywanie na moich uczuciach. Ja na to juz wtedy zareagowalam (co ona zauwazyla), ale nie wiedzialam, jak to ubrac w slowa, co mi sie wlasciwie nie podoba. A ona nie drazyla (a propos tego "prosto z mostu").

                W ogole, dzieki pisaniu tu przypomina mi sie wiecej takich sytuacji z terapii - tylko ze w trakcie, kiedy to sie dzialo, nie mialam argumentow zeby jej zwrocic uwage (taka wyuczona bezradnosc). Za to po wyjsciu dyskutowalam z nia w myslach ;) Wyglada na to, ze bede musiala to przepracowac z nastepnym terapeuta.
            • blue_meerkat Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 27.05.18, 23:25
              '

              Po czym podala przyklad, co wedlug niej moglo byc problemem, a mianowicie ze mowi prosto z mostu i jest prowokujaca, co stanowi wyzwanie dla klientow'

              Mozesz napisac ze sie z tym zgadzasz, dodajac ze masz wrazenie ze przez to ciezko jej sie dostroic do ciebie przez co czujesz sie niezrozumiana. Mam wrazenie ze to nie ten typ osobowosci terapeuty do terapii dzieci rodzicow narcystycznych, ktore potrzebuja zrozumienia nie prowokacji. Jej prowokacja wlacza ci twoje mechanizmy obronne uzywane w zwiazku z matka i tak sie krecicie w kolko....
              • ola_dom Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 29.05.18, 10:31
                blue_meerkat napisała:

                > Mam wrazenie ze to nie ten typ osobowosci terapeuty do terapii dzieci
                > rodzicow narcystycznych, ktore potrzebuja zrozumienia nie prowokacji.
                > Jej prowokacja wlacza ci twoje mechanizmy obronne uzywane w zwiazku z matka
                > i tak sie krecicie w kolko....

                Nigdy nie pomyślałam o tym świadomie, a chyba właśnie dokładnie tak jest.
                Pamiętam, ile razy byłam szczerze zaskoczona tym, że terapeutka okazuje mi zrozumienie i współczucie - wręcz sama wskazywała mi sytuacje, w których ja nawet nie pomyślałabym, że mogę oczekiwać współczucia. I jaki to był dla mnie szok.
                Bo przecież byłam przyzwyczajona, że muszę się tłumaczyć i usprawiedliwiać - z moich zachowań i uczuć.
                Aż tu nagle, niespodziewanie i znienacka - zrozumienie...!
        • gonzo_101 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 22.05.18, 23:17
          Skoro podjęłaś decyzję o zmianie terapeuty i nie uśmiecha ci się spotkanie podsumowujące to skorzystaj z gotowca zaproponowanego przez Verdanę. Krótko i na temat. Zaoszczędzony czas i pieniądze przeznacz na szukanie nowego terapeuty. Ewidentnie asertywność to nie jest twoja mocna strona, ale popracujesz nad tym już u kogoś innego. Powodzenia.
      • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 23.05.18, 09:48
        Dziekuje wszystkim za uwagi.

        Wyzej pisalam wiecej, w odpowiedzi na post gonzo_101 wczoraj o 21.35, ze zdaje sobie sprawe ze mam problem z asertywnoscia. Zwlaszcza w stosunku do osoby w pozycji jakiegos autorytetu. W zyciu prywatnym jest nieco lepiej. Wariant propozycji verdany stosowalam pare razy wlasnie w zyciu prywatnym.

        Spotkanie sie z terapeutka zeby obgadac nie bardzo ma sens - nie widze mozliwosci zmiany (za duze roznice pogladow, podejscia do sprawy) a wiec i powrotu. A z kolei jechac do niej i placic za to tylko, zeby dac jej informacje zwrotna - poczulabym sie wykorzystana po prostu. Nauczka na przyszlosc jest taka, zeby omawiac na biezaco, wtedy nie bedzie naglych zwrotow akcji. (I np ewentualna zmiana terapeuty nastapi wczesniej, bo wczesniej wyciagnie sie wnioski) Nie jest to proste dla mnie, pewnie jeszcze nie raz sie o to potkne. Z nastepnym terapeuta :)
    • ala.maciejka Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 28.05.18, 00:03
      Waleria, tak ogólnie czyli odnosząc się nie tylko do pierwszego, ale i do kolejnych Twoich wpisów:

      * Wiek terapeuty nie powinien mieć znaczenia, ale jeśli komuś nie pasuje na przykład to, że terapeuta jest od niego sporo młodszy to może to być problem w trakcie terapii - nie sam wiek, ale fakt, że nam ten wiek przeszkadza.
      * Każdy profesjonalny terapeuta powinien przejść terapię własną w trakcie "robienia" szkoły psychoterapii i powinien pracować pod superwizją.
      * Różne są szkoły psychoterapii i nie każda pasuje do danego problemu i do danej osoby. Trzeba szukać tego co nam będzie pasowało.
      Jeśli terapeuta nie potrafi powiedzieć w jakiej szkole/w jakim podejściu pracuje to należy od niego uciekać. Gdyż:
      * Profesjonalny terapeuta nie pracuje na bazie swojej intuicji tylko profesjonalnej wiedzy podbudowanej doświadczeniem i praktyką omawianymi w czasie superwizji.
      Nie jest tak, że terapeuta może mówić co mu w duszy gra, bo terapię to tak intuicyjnie się prowadzi.
      * Psycholog to nie równa się psychoterapeuta (to chyba nie Ty o tym pisałaś, ale już napiszę łącznie).
      Psychoterapeuta powinien mieć ukończoną szkołę psychoterapii a wcześniej być psychologiem (ukończone pięcioletnie studia z tytułem magistra psychologii na koniec, nie ma licencjatu z psychologii) lub psychiatrą.
      Niektóre szkoły psychoterapii (np. zorientowana na proces) dopuszczają do szkolenia osoby po maturze lub po dowolnych studiach wyższych.
      Takie szkoły radzę przed skorzystaniem z pomocy ich terapeuty dokładnie sprawdzić.
      * Terapeuta powinien istnieć dla pacjenta/klienta tylko jako profesjonalista, nie jako osoba prywatna. Może więc mówić o swoich szkoleniach, doświadczeniu zawodowym, może omawiać to, co dzieje się w czasie terapii w relacji pomiędzy nim a pacjentem, ale nie ma mówić o swoim życiu osobistym, to może być w pewnym sensie przezroczyste.
      O swoich uczuciach może mówić w kontekście tego, co dzieje się na terapii (ktoś opisał wyżej scenki jakie odgrywał na sesjach z terapeutą - terapeuta może wtedy powiedzieć jak czuł się w czasie takiej scenki, to jest informacja zwrotna dla klienta jak mogą się czuć inne osoby przy nim, jak odbierają jego konkretne zachowania).
      * Bardzo ważnym (jeśli nie najważniejszym) narzędziem pracy terapeuty jest relacja jaka nawiązuje się pomiędzy psychoterapeutą a jego pacjentem/klientem.
      Jest to dla klienta realne doświadczenie zdrowej relacji, a przynajmniej takie powinno być w dobrej, profesjonalnej terapii.

      I uwaga na koniec:
      Z jednej strony jeśli terapeuta nam nie pasuje to warto rozważyć zmianę, bo terapeucie musimy ufać, czuć się przy nim bezpiecznie, potrzebne jest poczucie, że możemy powiedzieć wszystko i nie będziemy oceniani.
      Metoda/szkoła psychoterapii też nie każda każdemu pasuje.
      Ale: bardzo trzeba uważać na ile to realny problem z terapeutą a na ile nasz opór w terapii.
      Opór jest zjawiskiem naturalnym, zawsze występuje w dobrej, skutecznej terapii, jest potrzebny.
      Ale też jeśli jest zbyt silny to może nam pomóc zracjonalizować sobie lęk przed terapią, przed trudnym jej obszarem, do którego się zbliżamy jako wady terapeuty, które staną się pretekstem do ucieczki z terapii.
      Dlatego warto się temu przyglądać, warto też czasem (jeśli taki problem jest) pogadać z psychoterapeutą o tym co dzieje się na terapii, że chce się z niej zrezygnować i zobaczyć co się zadzieje, czy to nasz lęk czy faktycznie terapeuta nam nie odpowiada.
    • waleria30 Re: Terapia przy narcystycznej matce -zmienic ter 14.06.18, 23:10
      Minelo troche czasu od mojego ostatniego wpisu - chcialam Wam wszystkim podziekowac, wszystkie wpisy czytalam, choc nie odpowiadalam. Zazwyczaj musze najpierw sobie "przetrawic", a tu jeszcze mialam na raz i inne sprawy do "trawienia".

      Ostatecznie napisalam do terapeutki mail, w ktorym w punktach z przykladami podalam co mi sie nie podobalo. Szukam teraz nowego terapeuty, znalazlam info o paru (Polkach, bo faktycznie na tym etapie "drazenia" lepiej jesli obie strony mowia w swoim ojczystym jezyku). TYlko ze to znowu bylyby dojazdy, wiec poszukam tu w miejscu mojego zamieszkania tez. Teraz lepiej wiem, na co zwracac uwage, wiec bedzie latwiej stwierdzic czy jest odpowiednia. A jak nie, to do skutku (albo jak sie terapeuci skoncza ;))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka