Dodaj do ulubionych

Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza?

27.01.20, 10:58
Witajcie!

Jestem Wam wdzięczna za takie forum o ogólnych relacjach rodzinnych. Dopiero dzisiaj je odkryłam.

Postaram się pokrótce opisać swoje zmartwienie, które mnie ostatnio przytłacza i poproszę o porady, zależy mi szczególnie na takich z doświadczenia, z jednej lub drugiej strony konfliktu.

Mam rodzinę - męża i dwoje dorosłych już, ale uczących się dzieci. Syn ma 20 lat, córka 18. Z mężem mamy dobre relacje, ale w wielu sprawach znacznie się różnimy, w tym w podejściu do dzieci, głównie do syna. Z dziećmi też relacje mam dobre, ale sytuacja zaognia się na tle nauki.

Syn zaczął w tym roku studia na politechnice, czym idzie w moje ślady. Jestem informatykiem, skończyłam studia na uniwersytecie, matematykę. Studia były dla mnie bardzo ciężkie i ukończenie ich, a szczególnie 3 pierwsze lata były dla mnie ciężkim przeżyciem i jednocześnie bardzo mnie ukształtowały, to znaczy nauczyły nie cofać się przed trudnymi zadaniami, nie rezygnować też wtedy, gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, tylko wykorzystywać do samego końca każdą szansę. Obserwowałam wielu ludzi, często zdolniejszych ode mnie, którzy zrezygnowali, bo uznali, że kontynuowanie np. gdy ostatnią nadzieją jest egzamin komisyjny, nie ma już sensu. Ja niejednokrotnie dzięki takim ostatnim szansom zaliczałam trudny przedmiot i szłam dalej. Zaliczony komisyjnie przedmiot, potem zaliczenie roku, ostatecznie od 4. roku miałam nawet stypendium naukowe. Zdaję sobie sprawę jak mało kto, że gdy jest trudno, gdy nie wychodzi, to nie jest koniec, trzeba próbować, czasem poprosić o kolejną, nieprzewidzianą regulaminem szansę.

Syn od dziecka chce zostać informatykiem. Podoba mu się moja praca, podoba się programowanie, z tego też powodu po gimnazjum poszedł do technikum, do klasy technik-informatyk i miał okazję pobieżnie, ale wszechstronnie poznać ten zawód, zapragnął po maturze kontynuować naukę na studiach w tym kierunku lub pokrewnym. Sam wybrał uczelnię, kierunki, które chciał i dostał się na elektronikę. To był drugi spośród preferowanych przez niego kierunków.

Przedmioty na I semestrze to w uproszczeniu kilka informatycznych i kilka matematycznych. Informatyczne poszły mu nawet nieźle, choć często robił coś na ostatnią chwilę i prosił mnie o pomoc, ale pilnowałam się, aby tę pomoc ograniczyć do porad, nie robić za niego. I faktycznie dużo się nauczył, bez problemu obronił wykonane zadania u prowadzących zajęcia, zaliczenia "na papierze" też poszły wystarczająco dobrze.

Z matematyką jest natomiast znacznie gorzej. Przedmioty są 3, znam je z własnych studiów, z jednym z nich miałam szczególnie duże problemy, więc starałam się zachęcać go do regularnej nauki od samego początku. Podobnie rozmawiała z nim moja koleżanka, która pracuje na politechnice. Pytałam, czy rozumie na zajęciach i początkowo twierdził, że tak, potem przestałam pytać, a on przestał rozumieć, ale nie powiedział o tym. Szydło wyszło z worka, gdy nie zdał pierwszego egzaminu (okazało się potem, że był to termin zerowy). Poprosił nas wtedy o korepetycje, na co się zgodziliśmy. cena za matematykę wyższą jest 2x większa od standardowej godziny, ale doceniamy z mężem to, że jest na studiach dziennych, do tego nie przymieramy głodem płacąc za te lekcje. No i tu dochodzimy do sedna.

Syn chodzi na te spotkania, robi zadane prace domowe (pan zadaje ich mało), ale pomiędzy nimi prawie wcale się nie uczy. Podobnie jest z innymi przedmiotami. Jak są zadawane prace domowe, to je robi, ale nie uczy się samodzielnie. Nie zaliczył kolokwiów z drugiego przedmiotu matematycznego i przyznaje się sam, że nie umie prawie nic z trzeciego, a sesja zaczyna się za tydzień.

Przed jednym z kolokwiów dopilnowałam, aby opanował materiał, sama sobie przypomniałam zagadnienia i mu trochę wytłumaczyłam - po raz kolejny potwierdziło się to, co obserwowałam przez całą jego edukację - matematyka, gdy tylko poświęci na nią trochę czasu, jest dla niego naprawdę łatwa. Tyle, że on ie rozumie tej zależności od spędzanego nada zadaniami czasu.

Mam do niego żal za to, że mało się uczy (co któryś dzień po kilka godzin), za to chętnie gra na komputerze, często w nocy, zresztą przeszkadzając w spaniu córce, której pokój przylega do jego pokoju. Potrafi położyć się spać późno w nocy albo nad ranem (teraz bliżej egzaminów trochę się pilnuje, nie kładzie się o 7:00, ale o 1:00, ale i tak potem śpi do późna).

Gdy robię mu wyrzuty, każę wstawać i się uczyć, traktuje mnie jak intruza, a bywa, że w chwili szczerości przyznaje, że gdy zacznie grać, nie może przestać, że kiedy jest w swoim pokoju, to nie może się skupić i woli siedzieć w salonie, bo wtedy lepiej się mobilizuje.

Kiedy robię mu wyrzuty, mąż kwituje to prostym stwierdzeniem, że on musi sam się nauczyć przez konsekwencje i nawet nie próbuje niczego tłumaczyć. Stanowimy wić zupełne przeciwieństwa w tej sprawie - ja próbuję synowi "wtłuc rozum do głowy", a mąż zostawia myślenie jemu samemu.

Podpowiedzcie coś mądrego, bo okropnie się z tym męczę. Widzę w nim potencjał intelektualny do tej pracy, ale charakteru, zacięcia do choć umiarkowanej pilności w studiowaniu brak.

Pomóżcie mi poukładać sobie w głowie i jakoś przeżyć najbliższe tygodnie.
--
Spotkanie w Małżeństwie

kazdystudent.pl
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 11:20
      Popieram stanowisko meza.
      To juz jest ten wiek, w ktorym taka prosta zaleznosc - jak sie nie ucze, to nie umiem - syn powinien pojac bez trudu. Obleje raz i drugi, trudno, jego problem.
      Wiem, ze gry wciagaja i niejednemu trudno przestac, ale on tez juz to wie, prawda ? ma sie uczyc, niech nie zaczyna grac. Niech sam ustawi limit.

      Mozna go sprobowac przycisnac, na zasadzie placimy za korki, jesli i ty sie uczysz, a jak nie, to przestajemy, ale to juz jak uwazasz.

      --
      Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • gonzo_101 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 11:43
      Ech, klasyka gatunku:) Według mnie chcesz bardziej niż sam zainteresowany. Informuję cię, że, "wbijanie rozumu do głowy" i wszystkie formy "kazania nauki" w tym wieku przyniosą efekt odwrotny do zamierzonego. Taki intruzywny rodzic tylko przeszkadza (choć chce dobrze). Weź głęboki oddech i odsuń się od studiowania swojego syna, a przynajmniej nie patrz na ręce i nie rozliczaj za każdej godziny. Zajmij się sobą, doradzaj jak będziesz o to poproszona.
      Przelewasz trudy swoich studiów na syna. A co jeśli zawali egzamin, semestr, albo powtórzy rok? Co takiego się stanie? Jak nie złapiesz dystansu to zaszkodzisz sobie i swoim bliskim.
      Moja propozycja to abyś porozmawiała z synem, ale w nieco inny sposób. Pogadaj z nim na temat dlaczego wybrał takie studia, jaka jest jego motywacja do nauki, co chce robić już po zakończeniu nauki? Jakie ma cele związane z kierunkiem, który wybrał? Sprawy związane stricte z egzaminami zostaw synowi do samodzielnego ogarnięcia.
      Szczerze zachęcam do podsunięcia książki "Motywacja. Metoda sześciu kroków" - prof. M. Pantalona jak dla mnie genialna pozycja, szkoda że tak późno na nią wpadłem.
      • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 12:11
        > Przelewasz trudy swoich studiów na syna. A co jeśli zawali egzamin, semestr, albo powtórzy rok? Co
        > takiego się stanie? Jak nie złapiesz dystansu to zaszkodzisz sobie i swoim bliskim.

        Te studia są bardzo trudne. Temat omawiany przez wielu rodziców, których dzieci są na tym wydziale, także tzw. prymusów

        Wiesz, ja się miotam, jestem w jakimś błędnym kole. Raz mówię sobie właśnie tak samo, jak piszesz, że najwyżej zawali, a przecież maturę już ma (niestety zawalił ostatnią część egzaminu zawodowego), potem pójdzie inną drogą albo wróci na tę samą z innym nastawieniem, inną dojrzałością, ale potem widzę, że on się mobilizuje, siedzi i się uczy, uspokajam się i nabieram nadziei, niepostrzeżenie wracając do tych pierwotnych oczekiwań. I kiedy znów się nie uczy/nie idzie na zajęcia/gra do późna, ponownie się zamartwiam.

        --
        Spotkanie w Małżeństwie

        kazdystudent.pl
        • gonzo_101 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 12:36
          Czyli to nie syn studiuje tylko ty "ponownie" jesteś na studiach. I sama widzisz, że nastrój zmienia cie się jak w kalejdoskopie. Po co robić sobie kuku. Studiowanie zostaw w rękach syna nawet jeśli sprawy potoczą się nie po twojej myśli. To będą jego konsekwencje nie twoje.

          Zmartwiła mnie twoja odpowiedz na wpis Berber_rock:

          > 1. Zadziwiajaco duzo wiesz o synu i jego studiach. Tez mam syna na pierwszym ro
          > ku studiow. Nawet nie mam pojecia, ile mial egzaminow w pierwszej sesji i jak m
          > u poszlo. Wiem tyle, ile ON ZDECYDUJE sie powiedziec. Wiem, ktore zajecia spraw
          > iaja mu frajde, bo to widac. Ale to tyle.

          O córce wiem mniej, bo ona sobie radzi i sama pilnuje swoich spraw.

          Jeśli dobrze rozumiem na twoją uwagę i zainteresowanie można więc liczyć kiedy sobie nie radzisz, a kiedy ogarniasz to nie jesteś w polu widzenia?
          • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 12:47
            Źle to ujęłam i pewnie dlatego łatwo wyciągnąć niewłaściwe wnioski. O córce wiem bardzo dużo, często rozmawiamy, ale mniej wiem o jej nauce, sprawdzianach itp. bo uczy się świetnie. I uprzedzając ewentualne nasuwające się tu skojarzenia dopiszę, ze nie porównuję dzieci pod tym względem, staram się każde doceniać za to, co osiąga i za to, że próbuje. Każde jest inne i z czym innym radzi sobie lepiej lub gorzej.

            Ogólnie to chyba nie jestem zbytnio gotowa na krytykę, dlatego łatwiej mi było przyjąć twój wpis. Potrzebuję porady, sama szukam swoich błędów w tej sytuacji i konstruktywnych porad, a wpis Berber_rock odebrałam jako atakujący.

            Mąż? Trochę się błąkał życiowo po tym, jak zawalił szkołę. Opamiętał się po około 10 latach. Syn jest znacznie spokojniejszy i musiałam to mężowi uświadomić, gdy to on "wpisywał go w ramki swojej przeszłości".

            --
            Spotkanie w Małżeństwie

            kazdystudent.pl
            • gonzo_101 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 13:10
              Sama więc widzisz, że różne są drogi rozwoju i nie ma jednej właściwej. A mąż się nie błąkał tylko szukał swojej ścieżki i z tego co piszesz zdaje się, że znalazł.
              Coś mi się wydaje, że za bardzo chcesz oszczędzić synowi problemów z jego trudnymi studiami. Tylko, że sama tych problemów doświadczyłaś i wyciągnęłaś wnioski, rozwinęłaś się.
              Porażki uczą nie odmawiaj tego prawa synowi.
              • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 13:19
                gonzo_101 napisał:

                > Sama więc widzisz, że różne są drogi rozwoju i nie ma jednej właściwej. A mąż s
                > ię nie błąkał tylko szukał swojej ścieżki i z tego co piszesz zdaje się, że zna
                > lazł.
                > Coś mi się wydaje, że za bardzo chcesz oszczędzić synowi problemów z jego trudn
                > ymi studiami. Tylko, że sama tych problemów doświadczyłaś i wyciągnęłaś wnioski
                > , rozwinęłaś się.
                > Porażki uczą nie odmawiaj tego prawa synowi.

                Dziękuję ci za zachęcający ton wypowiedzi. Naprawdę przemawia do mnie to, co piszesz.

                Co do męża, to naprawdę się błąkał (konflikty z prawem, potem nawrócenie, teraz to jest naprawdę porządny człowiek), sam o tym tak mówi, ale syn nie wykazuje ciągotek w takim kierunku, o to akurat się nie martwię. Faktycznie chyba po prostu za bardzo mi zależy, żeby mu wyszło "od razu". Zresztą współpracuję blisko z koleżanką, która też studiowała na politechnice z problemami, a teraz jest dobrym specjalistą, co też mnie pociesza. Tylko trudno mi na to teraz patrzeć, zdystansować się.

                --
                Spotkanie w Małżeństwie

                kazdystudent.pl
                • gonzo_101 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 14:11
                  Trochę zaufania do własnego dziecka. Jest kompetentną i wystarczającą jednostką, aby poradzić sobie z trudnym wyzwaniem. Zapisz to sobie i noś w portfelu ( wcale nie żartuję). Ty sobie poradziłaś, mąż się ogarnął, córka sobie radzi to syn też. Tylko mu w tym nie przeszkadzaj.
                  I ponownie przypomnę o książce Pantalona, must have wszystkich prokrastynatorów.
                  • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 14:48
                    gonzo_101 napisał:

                    > Trochę zaufania do własnego dziecka. Jest kompetentną i wystarczającą jednostką
                    > , aby poradzić sobie z trudnym wyzwaniem. Zapisz to sobie i noś w portfelu ( wc
                    > ale nie żartuję). Ty sobie poradziłaś, mąż się ogarnął, córka sobie radzi to sy
                    > n też. Tylko mu w tym nie przeszkadzaj.
                    > I ponownie przypomnę o książce Pantalona, must have wszystkich prokrastynatorów
                    > .

                    Wypróbuję i dziękuję, że nie zostawiłeś mnie z samym tylko "mąż ma rację, to nie twoja sprawa". Nie tylko w sprawie dzieci, bierność jest całkowicie przeciwna mojej naturze.

                    Znalazłam rekomendacje na youtube i wypróbuję.
                    www.youtube.com/watch?v=yndJhkdCFEQ
                    www.youtube.com/watch?v=bCHML8hk9K0


                    --
                    Spotkanie w Małżeństwie

                    kazdystudent.pl
            • berber_rock Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 13:35
              "a wpis Berber_rock odebrałam jako atakujący"

              No przyznaje, ze troche sie najezylam. Zaraz wyjasnie Ci dlaczego.

              Moja matka w dosyc podobny sposob kopiowala na mnie swoje ... nie wiem jak to nazwac ... ambicje zawodowe, nieosiagniete marzenia? Uwazala na przyklad, ze nauki scisle to jest klucz do jakiejs tajemnej wiedzy. Do tej pory pamietam jej tekst, ze "historii czy sztuki to potrafi sie nauczyc kazdy bo to po prostu wymaga wykucia na pamiec, a w matmie nie kazdy jest dobry".
              W efekcie u mnie w domu panowala gloryfikacja matematyki i wszystkiego co z nia powiazane. Majac 20 lat nie wiedzialam, kto to Modigliani czy Vermeer, ale za to potrafilam policzyc calki na kolanie.

              Studia wybralam, bo akurat dla mnie z moimi zdolnosciami do matmy, statystyki etc. byly latwe, a nie dlatego ze mi sie podobaly i nie dlatego, ze to cos co chcialabym w zyciu robic.

              Dawaly solidny i (wtedy - w koncowce lat 90.) bardzo dobrze platny zawod, a zatem niezaleznosc i przyzwoity start w dorosle zycie.

              Wyprowadzilam sie z domu tak szybko jak tylko moglam z dwoch powodow:
              - bo dostalam dobrze platna stala umowe o prace (to byl trigger)
              - bo nie chcialam dluzej realizowac sciezki niespelnionych ambicji mojej matki i obsadzic sie w roli, ktora ona dla mnie widziala (to sie akurat udalo jedynie czesciowo - w sensie: nie realizuje jej sciezki, ale tez nie udalo mi sie wrocic bez kierunkowego wyksztalcenia do swojej wymarzonej).

              Moze nieslusznie, ale w Twojej opowiesci wyczulam ryzyko kopiowania na syna swoich ambicji i stad moze nieco za ostry ton.

              Moze rzeczywiscie jestem w tym temacie przeczulona.
              Na wybor studiow syna staralam sie w ogole nie wplywac i bardzo sie pilnowalam w tym wzgledzie. Wybral studia zwiazane ze swoaj pasja (ktora pielegnuje od 10 roku zycia). Co ciekawe - jest to malo dochodowy zawod i najprowdopodobniej zostanie na jakims post-docu (co jest dobra opcja zwazywszy ze nie mieszkamy w PL). Jego wybor, jego zycie i jego szczescie.


              • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 13:49
                Dzięki za wyjaśnienia. To dużo tłumaczy. Myślę, że moja mama miała takie właśnie niezrealizowane marzenia. Jako osoba bardzo inteligentna miała chyba poczucie niższości, że skończyła edukację na maturze, choć w jej czasach zawodowych to całkiem dużo znaczyło. I na mnie ciążyło jej oczekiwanie bardzo.

                Wobec syna wcale takich oczekiwań, aby skończył studia nie miałam, już pod koniec gimnazjum tłumaczyłam mu, że technikum to taka opcja, która pozwala na zdobycie zawodu bez studiowania, a jednocześnie studiować też po nim można, tylko będzie trudniej z matematyką.

                Choć skończyłam matmę, lubię ją i moje dzieci, to wcale nie mam podejścia twojej mamy. Podziwiam ludzi, którzy potrafią wykuć na pamięć, bo to akurat stanowi problem dla mnie, więc nie wiem, co w tym gorszego.

                Zmierzyłam się też już z perspektywą wykształcenia każdego z dzieci na artystę, bo oboje skończyli szkołę muzyczną, a córka zdawała i dostała się do liceum plastycznego, a jednocześnie do innej szkoły i całkiem samodzielnie wybrała te drugą. Cały czas się zastanawia, czy dobrze wybrała, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wróciła do tematu po maturze, bo jest jeszcze w liceum.

                Syn natomiast nigdy nie miał wątpliwości. W szkole muzycznej zależało mu na tym, aby umieć grać, nie na tym, by zostać muzykiem.

                Z nim jest tak, że jak piętrzą się problemy, to ociąga się z zabraniem za naukę, przytłacza go to i jakby paraliżuje, a czas ucieka.

                --
                Spotkanie w Małżeństwie

                kazdystudent.pl
        • marsylvik Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 22:16
          mama_dorota napisała:

          > Wiesz, ja się miotam, jestem w jakimś błędnym kole. Raz mówię sobie właśnie tak
          > samo, jak piszesz, że najwyżej zawali, a przecież maturę już ma (niestety zawa
          > lił ostatnią część egzaminu zawodowego), potem pójdzie inną drogą albo wróci na
          > tę samą z innym nastawieniem, inną dojrzałością, ale potem widzę, że on się mo
          > bilizuje, siedzi i się uczy, uspokajam się i nabieram nadziei, niepostrzeżenie
          > wracając do tych pierwotnych oczekiwań. I kiedy znów się nie uczy/nie idzie na
          > zajęcia/gra do późna, ponownie się zamartwiam.

          Streszczę Ci to, co sama napisałaś, może zobaczysz to co ja:

          tracisz nadzieję - odpuszczasz - syn zaczyna się uczyć - nabierasz nadziei - naciskasz - synowi się odechciewa
        • aqua48 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 03.02.20, 10:27
          mama_dorota napisała:


          > Te studia są bardzo trudne.
          > widzę, że on się mobilizuje, siedzi i się uczy, uspokajam się i nabieram nadziei,
          > I kiedy znów się nie uczy/nie idzie na zajęcia/gra do późna, ponownie się zamartwiam.

          Przestań obserwować syna. I uzależniać swoje samopoczucie od tego czy syn spełnia Twoje nadzieje czy nie. Jeśli studia okażą się dla niego za trudne to obleje egzaminy, i je zmieni. I będzie studiował samodzielnie, bez korepetycji to co nie sprawi mu tyle kłopotów.Pamiętaj, że Twój syn nie jest TOBĄ. A Ty nim. Może i ma prawo inaczej sobie układać życie.
    • berber_rock Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 11:57
      W skrocie: maz ma racje.

      A rozwiniecie tematu ponizej w punktach:

      1. Zadziwiajaco duzo wiesz o synu i jego studiach. Tez mam syna na pierwszym roku studiow. Nawet nie mam pojecia, ile mial egzaminow w pierwszej sesji i jak mu poszlo. Wiem tyle, ile ON ZDECYDUJE sie powiedziec. Wiem, ktore zajecia sprawiaja mu frajde, bo to widac. Ale to tyle.

      2. Syn jest dorosly. Przestan za nim chodzic i go sprawdzac. Zawali? Trudno. Zmierzy sie z konsekwencjami i bedzie musial sobie poradzoc. A moze wrecz przeciwnie? Moze odkryje ze to bylo dla niego blogoslawienstwo i wpadnie na inny pomysl na zycie, ktory bedzie mu sprawial duzo wiecej radosci.

      3. Co to w ogole za pomysl korepetycji na studiach i na dodatek kontrolowania, czy syn cos robi pomiedzy korkami?

      4. Syn nie jest Toba. Ma zupelnie inne cechy charakterow, stad nie oczekuje, ze podobnie jak ty bedzie wyciskac cytrynke do samego konca i wykorzystaywac ostatnia szanse. Moze nie bedzie? Trudno. Jego wybor.

      5. Meczysz sie, bo kopiujesz siebie jaka pamietasz na niego. I wychodzi on gdzies niedociaga. daj mu niedociagac. Nie musi ... Od braku dyplomu z elektroniki jeszcze nikt nie umarl. Od braku dyplomu studiow wyzszych tudziez.

      6. Facet ma 20 lat. Dwadziecia. Ja o tej porze szykowalam sie do wyprowadzki z domu (glownie z powodu, ze nie chcialam tam spedzic ani roku dluzej + czulam sie na tyle dojrzala zeby to zrobic).

      Tyle na szybko.
      • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 12:22
        berber_rock napisał(a):

        > W skrocie: maz ma racje.
        >
        > A rozwiniecie tematu ponizej w punktach:
        >
        > 1. Zadziwiajaco duzo wiesz o synu i jego studiach. Tez mam syna na pierwszym ro
        > ku studiow. Nawet nie mam pojecia, ile mial egzaminow w pierwszej sesji i jak m
        > u poszlo. Wiem tyle, ile ON ZDECYDUJE sie powiedziec. Wiem, ktore zajecia spraw
        > iaja mu frajde, bo to widac. Ale to tyle.

        O córce wiem mniej, bo ona sobie radzi i sama pilnuje swoich spraw.

        > 2. Syn jest dorosly. Przestan za nim chodzic i go sprawdzac. Zawali? Trudno. Zm
        > ierzy sie z konsekwencjami i bedzie musial sobie poradzoc. A moze wrecz przeciw
        > nie? Moze odkryje ze to bylo dla niego blogoslawienstwo i wpadnie na inny pomys
        > l na zycie, ktory bedzie mu sprawial duzo wiecej radosci.
        >
        > 3. Co to w ogole za pomysl korepetycji na studiach i na dodatek kontrolowania,
        > czy syn cos robi pomiedzy korkami?

        Dlaczego to ma być zły pomysł? Chodząc do technikum miał z matematyki pewnie z połowę tego, co w klasach mat-fiz. Już w zeszłym roku chodził na kurs przedmaturalny z matmy rozszerzonej i wtedy faktycznie się przyłożył, dzięki temu dostał się na te studia. Dokładniej to chciał informatykę, ale nie dostał się, natomiast na elektronice uznał, że mu pasuje. I semestr jest niemal identyczny na obu kierunkach.

        > 4. Syn nie jest Toba. Ma zupelnie inne cechy charakterow, stad nie oczekuje, ze
        > podobnie jak ty bedzie wyciskac cytrynke do samego konca i wykorzystaywac osta
        > tnia szanse. Moze nie bedzie? Trudno. Jego wybor.
        >
        > 5. Meczysz sie, bo kopiujesz siebie jaka pamietasz na niego. I wychodzi on gdzi
        > es niedociaga. daj mu niedociagac. Nie musi ... Od braku dyplomu z elektroniki
        > jeszcze nikt nie umarl. Od braku dyplomu studiow wyzszych tudziez.
        >
        Dlaczego kopiuję? Wcale nie jest jak ja, bo ja dużo się uczyłam, a i tak nie mogłam zaliczyć, dlatego próbowałam do upadłego.

        > 6. Facet ma 20 lat. Dwadziecia. Ja o tej porze szykowalam sie do wyprowadzki z
        > domu (glownie z powodu, ze nie chcialam tam spedzic ani roku dluzej + czulam si
        > e na tyle dojrzala zeby to zrobic).

        W wieku 20 lat mieszkałam w akademiku i sama musiałam pilnować wszystkiego, do tego, choć zdalnie, to jednak miałam na głowie mamę, która nijak nie mogła uwierzyć, że można było się uczyć do upadłego i nie zdawać. Ja u niego obserwuję jednak coś innego. W swoim podejściu jest podobny do męża (z młodości, nie teraźniejszości).

        > Tyle na szybko.
        --
        Spotkanie w Małżeństwie

        kazdystudent.pl
        • tt-tka Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 12:35
          mama_dorota napisała:

          W swoim podejściu jest podobny do męża (z młodości, nie teraź
          > niejszości).

          I co w tym zlego ? Maz ma wyksztalcenie, zawod i prace ? Mama nie musi go pilnowac, motywowac, wspierac, poganiac i przypominac ? To w czym problem ?




          --
          Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 14:56
      Dobrze piszą dziewczyny powyżej.

      Jest jednak druga strona medalu:

      Znam przypadek, gdzie matka przepchała naprawdę mało zdolną dziewczynkę od szkoły podstawowej aż po koniec studiów silą swojego uporu i determinacji.

      Dziewczyna skończyła dobre studia (z toną pomocy, pilnowania i korepetycji), ma teraz zawód, prowadzi gabinet i robi tylko to co potrafi (wąska specjalizacja). Do wszystkiego innego zatrudnia ludzi, którzy ogarniają to, czego ona nie jest w stanie.
      • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 15:06
        Mój syn na szczęście jest zdolny i jak najbardziej technicznie oraz matematycznie utalentowany. Też liczy całki na kolanie, bo tego akurat się nauczył, a jak był mały, to idąc w gości naprawiał dzieciom zabawki i to go cieszyło. Ja jestem matematyczna, mąż techniczny, a on ma to wszystko. Dlatego właśnie mi tak szkoda, aby zaniedbał szansę, którą ma.

        Rozumiem już, że koniecznie muszę zmienić sposób motywowania go

        Swoją drogą zdałam sobie sprawę z tego, że przewijający się na tym forum wątek "ucieczki z domu rodzinnego przez usamodzielnienie" faktycznie dotyczył także mnie. Byłam bardzo zmotywowana, aby nie zawalić studiów, bo musiałabym wtedy wrócić do domu. A syn studiuje na miejscu.

        --
        Spotkanie w Małżeństwie

        kazdystudent.pl
        • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 15:28
          Nie tyle chodziło mi o sam talent, co syna zdolność i chęć zarządzania sobą i motywacją do pracy.

          Trochę byłoby szkoda, by życiową szanse zaprzepaścił grając po nocach w gry komputerowe.

          Moze akurat dobrze by było trochę odpuścić, jednak trzymając palec na pulsie.
          • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 15:40
            lumeria napisała:

            > Nie tyle chodziło mi o sam talent, co syna zdolność i chęć zarządzania sobą i m
            > otywacją do pracy.

            Otóż to, mąż i córka też lubią odkładać na później. Córka mi kiedyś powiedziała, że często nie umie się zmobilizować do czegoś, na co nie ma ochoty, dopóki nie ma noża na gardle. Często odrabia lekcje na kolanie w szkole, ale się nie wtrącam w to, bo daje sobie radę.

            Mąż faktycznie przez te 30 lat musiał się nauczyć mobilizować na czas, bo prowadzi firmę i ogarnia to, co mu jest potrzebne. Gorzej jak coś nie jest pilne np. przepisanie umowy na prąd w starym domu na nowego właściciela (siostrę). Zajęło to 2 lata, a w trakcie przyszło naprawdę dużo ponagleń do zapłaty, co mnie przyprawiało o ... słowotok 8-)


            --
            Spotkanie w Małżeństwie

            kazdystudent.pl
            • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 21:00
              Ja tu widzę taka polaryzacje. Na jednym biegunie mąż, córka i syn w pozycji odkładania, unikania, niemyślenia o powinnościach, odsuwania rożnych spaw od siebie. A na drugim biegunie Ty - sprawdzająca, popychająca, motywująca, przypominająca, zmartwiona konsekwencjami i napędzająca napięcie wokół robienia tego czy tamtego (faktycznie ważnych rzeczy). To wygląda tak, ze rodzina zajmuje jak najbardziej odwrotną pozycje od Twojej.

              Ciekawa jestem jak wyglądałoby u Ciebie odpuszczenie - odpuszczenie sterowania, holowania, przyciskania, tłumaczenia, kontrolowania. Bo ja właśnie tu widzę Twoja prace. Sytuacja syna jest jakby wynikiem tej Twojej gorliwości by było jak należy, by było zrobione, załatwione, zaklepane.

              Co Cie napędza? Co pod tym siedzi? Czego sie obawiasz, co by sie stało, jeśli byś odpuściła?

              Wydaje mi sie, ze tu jest Twoje najważniejsze pole do działania. Tu może jest Twój prawdziwy strach. I może źródło Waszej polaryzacji.


              A propos - pozycje męża i Twoje wobec syna tez są opozycyjne. Jego - dajmy mu zawalić studia - oraz Twoja - muszę zrobić wszystko, by nie zawalił studiów.

              Wydaje mi sie, ze rozwiazanie jest gdzies pomiedzy - obydwoje musicie opuscic ekstremalne pozycje. Maz np. pomagając synowi w utrzymaniu się na studiach na wystarczająco-dobrym poziomie (czyli na tyle, by się 'prześlizgnął'), a Ty wycofując się z wypytywania syna, monitorowania jego kazdego zadania, egzaminu, itp.

              Gdzieś tu jest droga pomiędzy. Dla wszystkich - i trzeba ja znaleźć.

              Jeszcze raz powodzenia!

        • z_pokladu_idy Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 23:37

          > Rozumiem już, że koniecznie muszę zmienić sposób motywowania go

          A czemu uważasz, że to Ty go musisz motywować? Rozumiem, pierwsze klasy podstawówki, kiedy trzeba wyrobić w dziecku jakieś nawyki, ale tutaj już po ptakach. Facet jest dorosły. Tę motywację powinien mieć w sobie, jeśli nie ma, to trudno. Chyba nie chcesz, żeby był zewnątrzsterowną kukłą całe życie i polegał na motywacji matki/żony/szefa? Ty już studiowałaś, poradziłaś sobie i super, ale on nie jest Tobą.
          Ja bym takie wieczne sprawdzanie i popychanie do nauki odebrała jako totalny brak zaufania do mnie i niewiarę, że sobie poradzę, że musi mnie ktoś kijaszkiem popychać, bo inaczej przepadnę.
          Syn może jeszcze kilka razy zmienić zdanie. Wydaje się, że jest pod tak silnym Twoim wpływem, że bardzo możliwie wybrał studia z zupełnie błędnych pobudek. Może nieświadomie chciał Cię zadowolić, pokazać, że jest jak jego twarda mamuśka, ale się przeliczył.

          Odpuść trochę, stan z boku i obserwuj, wspieraj i nie napieraj jak taran. Możliwe, że zobaczysz zupełnie innego chłopaka. Często wydaje nam się, że znamy nasze dzieci, ale często wynika to z tego, że patrzymy na nie jak na swoje kopie.

          Też patrzę na Twój wątej przez własne doświadczenia i włos mi się jeży. Moja mama jest takim control freakiem - zawaliłam studia, na których jej zależało, mimo że sama je wybrałam. Widząc jej rozczarowanie czułam się jak zero. Teraz pracuję w zupełnie innym artystycznym zawodzie. Jestem samoukiem. Gdyby mi odpuściła te wszystkie motywacyjne przemowy i dała rozwijać pasję, może bym nie straciła kilku lat na znalezienie zawodu, w którym jestem naprawdę niezła i przy okazji szczęśliwa.
        • aqua48 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 03.02.20, 10:43
          mama_dorota napisała:

          > Ja jeste
          > m matematyczna, mąż techniczny, a on ma to wszystko. Dlatego właśnie mi tak szk
          > oda, aby zaniedbał szansę, którą ma.

          Tyle, że szkoda to musi być SYNOWI, a nie Tobie...

          > Rozumiem już, że koniecznie muszę zmienić sposób motywowania go

          Wiesz miałam kilku kolegów którzy studiowali na uczelni technicznej, szło im bardzo dobrze, ale po trzecim roku, właściwie gdy byli już w końcówce studiów rzucili uczelnię. Wówczas studia były jeszcze jednostopniowe więc nie mieli nawet żadnego dyplomu, ani tytułu inżyniera. Można powiedzieć że zawalili karierę i zaprzepaścili te lata bardzo trudnych i wymagających studiów. Jak można przypuszczać ich rodziny wcale nie były z tego powodu szczęśliwe. Panowie zmienili i uczelnię i kierunek studiów, zdali ponownie wymagane wówczas egzaminy wstępne i rozpoczęli od początku studia... humanistyczne. Skończyli je, z powodzeniem i od lat pracują i realizują się w swoich nowych kierunkach wykształcenia. I tak w życiu bywa. Jedni od początku wiedzą co chcą robić i co im przyniesie zadowolenie inni nie i tym drugim należy pozwolić na popełnianie błędów, zmiany, upadki, wątpliwości. A nie ciągnąć za uszy na siłę, bo mamusia myśli że tak będzie dobrze.
          Dodam jeszcze, że też uważam branie korepetycji na studiach za jakaś pomyłkę. Studia to samodzielna nauka. Jeśli ktoś nie jest w stanie sobie sam poradzić, to najpewniej po prostu zwyczajnie nie nadaje się na ten kierunek. Choćby wszyscy jego bliscy byli przekonani że jest genialny i studiuje z powołania.
      • verdana Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 15:14
        Twój syn jest dorosły. Zupełnie dorosły. Bardzo wielu studentów w tym wieku mieszka już samodzielnie i nie zdaje rodzicom relacji z każdego oblanego kolokwium. Problem w tym, że nie nalezy myśleć "jeśli ja robiłam tak i tak, to znaczy, że to jest dobrze, wszyscy tak mogą robić i to jest jedyna właściwa droga". Zdecydowanie nie. Twój syn najwyrażniej ni radzi sobie z matematyką, dosyć fundamentalnym przedmiotem. Może to oznaczać, że nie ma zdolności, pozwalających skończyć te studia. Najwyraźniej nie ma też ochoty poświęcać całego czasu uczeniu się, co świetnie jestem w stanie zrozumieć. Być może zdecyduje się na rezygnację ze studiów. Być może obleje egzaminy i będzie musiał wybrać inny kierunek. Twój syn nie jest Tobą, może mieć inne życie, inne priorytety. Od studiów ważniejsza jest samodzielność i niezależność od rodziców, także w życiowych wyborach.
    • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 18:18
      Pamiętam, jak na początku studiów wkurzałam się, że doba nie jest z gumy i pomimo ciągłego zakuwania, znacznego ograniczenia snu i rezygnacji ze wszystkich innych zajęć, ledwo wyrabiałam się z nauką przed sesją. A twój syn rozpieprza czas na gry komputerowe. Wniosek z tego wyciągam taki, że nie jest aż tak zdeterminowany, by ukończyć te konkretne studia. To po prostu widać po jego postawie. Więc może warto dopuścić do siebie myśl, że ten kierunek nie jest dla niego, że nie ma odpowiedniego nastawienia do nauki i nie jest skłonny do (nawet tylko tymczasowego) poświęcenia przyjemności, żeby przygotować się do sesji i ją w miarę bezboleśnie przejść. Czyli widać, że tych cech charakteru (uporu, zawzięcia, determinacji), które tobie, pomimo piętrzących się trudności pozwoliły ukończyć studia z sukcesem, twój syn nie posiada. I nie jest to coś, czego można się nagle w wieku 20 lat nauczyć.
      Na twoim miejscu przestałabym syna naciskać i w ogóle interesować się w takim zakresie, jak dotychczas jego nauką, sukcesami i porażkami. Bo to też może powodować u niego naturalny opór materii. Być może, gdy odpuścisz te wnikliwe obserwacje jego postępów w nauce (lub ich braku), syn sam się trochę rozluźni i nie czując już tej presji lepiej ogarnie naukę.
      • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 19:10
        Teraz siedzi i się uczy. Może zdarzy się cud i jak mówił jego nauczyciel fizyki "on jest mistrzem finiszu, nic nie wiadomo", tylko to było w gimnazjum...


        W każdym razie przeprosiłam go za traktowanie jak dziecko. Rozmowę motywacyjną metodą 6 kroków zostawiłam na kiedy indziej. Może mąż zrobi to lepiej.

        Muszę się nauczyć traktować go inaczej. Łatwo nie będzie, sama byłam traktowana jak dziecko jeszcze ze 2 lata po ślubie, aż on się urodził. Mialam wtedy 26 lat. Tylko mieszkałam poza domem rodziców już od dawna i utrzymywałam się sama od 4 lat.

        Wydaje mi się, że w porównaniu do tego, jak traktowali mnie rodzice i tak zrobiłam duży postęp, a nie jest łatwo uznać dziecko za dorosłe tak z dnia na dzień po prostu z powodu wieku, szczególnie w dziedzinach, w których mu tej dojrzałości brak. Impreza w domu na kilkanaście osób, wyjazd samochodem na drugi koniec kraju, nocowanie poza domem bez wcześniejszego uzgodnienia, to są tematy już przerobione, a które były nie do pomyślenia, gdy ja byłam w jego wieku.

        --
        Spotkanie w Małżeństwie

        kazdystudent.pl
        • berber_rock Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 19:36
          nocowanie poza domem bez wcześniejszego uzgodnienia, to są tematy już przerobione, a które były nie do pomyślenia, gdy ja byłam w jego wieku.

          _ przepraszam, ale czy na serio piszesz to o 20 letnim facecie? No to ja nie mam więcej pytań. Tak naprawdę to musisz popracować solidnie nad swoim nastawieniem do syna a nie nad syna motywacja.
          • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 21:36
            berber_rock napisał(a):

            > _ przepraszam, ale czy na serio piszesz to o 20 letnim facecie? No to ja nie ma
            > m więcej pytań. Tak naprawdę to musisz popracować solidnie nad swoim nastawieni
            > em do syna a nie nad syna motywacja.

            A co właściwie masz na myśli, bo nie rozumiem. Źle, że czasem gdzieś nocuje, czy dobrze?
            --
            Spotkanie w Małżeństwie

            kazdystudent.pl
            • panna.nasturcja Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 17:57
              Twój syn jest DOROSŁY!
              Nie musi uzgadniać z Tobą nocowania poza domem, wystarczy, że Ci tylko powie, na takiej samej zasadzie na jakiej mówi się współlokatorowi, że się nie wróci na noc, zwyczajnie by się nie martwił, nie denerwował, że coś się stało.
              Podróż samochodem to już w ogóle nie wiem co ma do uzgadniania...

              Zdaj sobie sprawę, że jeśli faktycznie Twój syn jest, jak piszesz, niedojrzały, to Twoja opieka nad nim nie jest tego skutkiem, jest przyczyną.
              Gdybyś go nie prowadziła za rączkę całe życie to potrafiłby chodzić sam.

              Zostaw jego studia w spokoju.
              Gdy prosi o pomoc, pomóż w ramach możliwości.
              Ale nie interesuj się czy się uczy, ile się uczy, kiedy ma sesję, czy zdał czy nie.
              Pozwól mu decydować i ponosić konsekwencje - to jest DOROSŁY człowiek.
              I musi się jak najszybciej nauczyć odpowiedzialności za siebie.
        • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 19:36
          mama_dorota napisała:

          > Teraz siedzi i się uczy. Może zdarzy się cud i jak mówił jego nauczyciel fizyki
          > "on jest mistrzem finiszu, nic nie wiadomo", tylko to było w gimnazjum...

          Hmm, czyli z tego wynika, że twój syn od zawsze w kwestii nauki zostawiał sprawy na ostatnią chwilę. Czy mając tą wiedzę o stosunku syna do obowiązków szkolnych nie zastanawiałaś się, czy on w ogóle nadaje się na tak trudne studia? Nie rozmawiałaś z nim, co oznacza wybór takiego, nie innego kierunku na tej, nie innej uczelni? Bo ja odnoszę wrażenie, że oboje wyszliście z założenia, że skoro z takim nastawieniem pokończył szkoły i dostał się na wymarzony kierunek, to na studiach "też jakoś będzie". Tymczasem to raczej oczywiste, że strategia, która sprawdzała się w gimnazjum czy technikum, nie ma szans sprawdzić się na politechnice. Co właśnie naocznie obserwujesz przy okazji pierwszej w życiu syna sesji.
          Syn ma plan awaryjny na wypadek, gdyby te studia nie wypaliły?
          • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 21:40
            Oczywiście, że o tym rozmawialiśmy. Zdaje się, że pisałam o tej rozmowie już a pierwszym poście. Rozmowa dawała nadzieję na to, że coś zrozumiał, zresztą nie tylko ra rozmowa, ale też cała maturalna klasa, w której solidnie się przyłożył do nauki i zdał maturę na tyle dobrze, że się na te studia w ogóle dostał.

            Mam wrażenie, że zaczęła się jakaś nagonka na mnie w ostatnich postach.

            --
            Spotkanie w Małżeństwie

            kazdystudent.pl
            • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 22:10
              mama_dorota napisała:

              > Oczywiście, że o tym rozmawialiśmy. Zdaje się, że pisałam o tej rozmowie już a
              > pierwszym poście. Rozmowa dawała nadzieję na to, że coś zrozumiał, zresztą nie
              > tylko ra rozmowa, ale też cała maturalna klasa, w której solidnie się przyłoży
              > ł do nauki i zdał maturę na tyle dobrze, że się na te studia w ogóle dostał.

              Ale rozumiesz oczywiście, że jedną rozmową nie zmienisz czyjegoś wieloletniego dość luźnego nastawienia do obowiązków szkolnych? I że ilość materiału i nauki w liceum czy technikum to znikomy ułamek tego, co trzeba sobie będzie przyswoić do każdej sesji na studiach?
              Powiedzmy sobie szczerze, że twój syn mógł się zwyczajnie przeliczyć ze swoimi możliwościami. I nie piszę tu bynajmniej o możliwościach intelektualnych, bo wspomniałaś, że syn jest techniczno-informatycznie uzdolniony, ale o jego możliwościach do podjęcia ciężkiej pracy i wyrzeczeń, które się z tym zawsze wiążą. Syn ma talent i czas na to, by się porządnie nauczyć do sesji. Nie chodzi do pracy, nie niańczy po nocy dziecka, mieszka z wami, ma wręcz idealne warunki do nauki. Co z tego rogu obfitości wybiera? Gry komputerowe i zarwane z ich tytułu noce, a w efekcie oblane egzaminy.
              Pozostaje ci pozwolić synowi, dorosłemu chłopu, zmierzyć się z konsekwencjami jego decyzji. Mimo twoich najlepszych chęci i intencji ani nie przepchniesz go przez te studia ani nie zmienisz u syna utrwalonego od wielu lat stosunku do nauki. Twój syn albo sam znajdzie motywację do nauki albo jej nie znajdzie i stanie przed wyborem innej ścieżki życiowej.

        • mimbla125 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 05:22
          mama_dorota napisała:

          > Impreza w domu na kilkanaście osób, wyjazd samochodem na drugi koniec
          > kraju, nocowanie poza domem bez wcześniejszego uzgodnienia, to są tematy już pr
          > zerobione, a które były nie do pomyślenia, gdy ja byłam w jego wieku.
          >
          Ale przerobione w sensie "zrozumiałam, że to dorosły człowiek i nie mogę mu zabraniać nocować gdzie chce", czy "zrozumiał, że źle zrobił"?

          Wiesz, nikt raczej nie chce na Ciebie napadać, jak to sugerujesz gdzieś niżej. Po prostu podajesz coraz więcej informacji, i wyłania się z nich obraz matki traktującej 20letniego syna jak dziecko, którego trzeba przypilnować, które trzeba zmotywować, odpytać z wyników kolokwium etc.

          Wiec, odnosząc się do pytania w tytule: tak, jesteś nadopiekuńcza.

          I w niczym mu tym nie pomagasz na dłuższą metę, wręcz przeciwnie.
          • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 08:45
            mimbla125 napisała:

            > mama_dorota napisała:
            >
            > > Impreza w domu na kilkanaście osób, wyjazd samochodem na drugi koniec
            > > kraju, nocowanie poza domem bez wcześniejszego uzgodnienia, to są tematy
            > już pr
            > > zerobione, a które były nie do pomyślenia, gdy ja byłam w jego wieku.
            > >
            > Ale przerobione w sensie "zrozumiałam, że to dorosły człowiek i nie mogę mu zab
            > raniać nocować gdzie chce", czy "zrozumiał, że źle zrobił"?

            Co do tego, że mu wolno, nie miałam w ogóle wątpliwości, ale dogadaliśmy się, ze jak chce nocować poza domem, to musi nas poinformować, bo tak się funkcjonuje w rodzinie. I tak robi.

            Ludzie, trochę wyrozumiałości. Zadałam na forum pytanie, bo chcę skonfrontować swoje podejście z innymi. W pracy mam niemało znajomych (matki i ojcowie), których dzieci studiują i ci znajomi mają dość podobne podejście do mnie, szczególnie na pierwszym roku tego właśnie wydziału, pomijając skrajne przypadki typu "ja bym mu nakopał, bo się nie przykłada do nauki, ale matka nie pozwala".

            Nie miałam dobrych wzorców w tym względzie, mama była bardzo kontrolująca, do tego wymagała wysokich wyników (za czwórki w podstawówce miałam awantury, w LO wysłuchiwałam, jak to mama się uczyła dobrze w porównaniu do mnie - wierzyłam i wstydziłam się, dopóki nie znalazłam jej świadectwa maturalnego).

            Będąc świadoma swojego niewątpliwego spaczenia takim wychowaniem starałam się postępować inaczej i często dzieci pytałam o to, co myślą o moim podejściu, ale oni mnie uspokajali, podawali przykłady swoich kolegów, którzy albo nie mają wsparcia rodziców, albo sa porównywani do tych, którzy mają lepsze stopnie.

            Próbuję się uczyć, pytam i staram się przyjmować to, co piszecie, ale niektóre wypowiedzi mają więcej z pogardy, niż życzliwości, a jakoś tak na tę ostatnia liczyłam.

            >
            > Wiesz, nikt raczej nie chce na Ciebie napadać, jak to sugerujesz gdzieś niżej.
            > Po prostu podajesz coraz więcej informacji, i wyłania się z nich obraz matki tr
            > aktującej 20letniego syna jak dziecko, którego trzeba przypilnować, które trzeb
            > a zmotywować, odpytać z wyników kolokwium etc.
            >
            > Wiec, odnosząc się do pytania w tytule: tak, jesteś nadopiekuńcza.
            >
            > I w niczym mu tym nie pomagasz na dłuższą metę, wręcz przeciwnie.




            --
            Spotkanie w Małżeństwie

            kazdystudent.pl
            • mimbla125 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 11:43
              Jeśli doszukalas się w moim poście pogardy, to naprawdę mi przykro, nie chciałam brzmieć pogardliwie, myślę, że większość piszących też nie. Otrzymałaś spojrzenie z boku, zapewne inne, niż się spodziewałas...

              Uwazam, że to świetnie, że jesteś świadoma, że dopuszczasz do siebie myśl, że możesz mieć problemy na tym polu, ze zasiegasz rady i jesteś otwarta na zmianę. Jest takie mnóstwo rodzicow, którzy uważają się za ideały i swoje podejście za jedyne mozliwe...
              Pozdrowienia!
              • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 12:51
                mimbla125 napisała:

                > Jeśli doszukalas się w moim poście pogardy, to naprawdę mi przykro, nie chciała
                > m brzmieć pogardliwie, myślę, że większość piszących też nie. Otrzymałaś spojrz
                > enie z boku, zapewne inne, niż się spodziewałas...

                Twój post nie brzmiał dla mnie pogardliwie. Odpowiadając ci napisałam, dlaczego miałam wrażenie, że zaczęła się nagonka na mnie, bo o tym w swoim poście wspomniałaś.


                --
                Spotkanie w Małżeństwie

                kazdystudent.pl
    • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 22:49
      Nie pilnuj i daj mu oblać te studia. W pracy też będziesz nad dzidziusiem siedzieć i mu tłumaczyć, że ma się głupotami nie zajmować tylko robić co trzeba?

      Może mu zbyt łatwo rzeczy przychodziły w życiu. Lepiej żeby teraz nauczyć się sobie radzić z porażką i frustracją. Tym bardziej, że zamiast jak na początku czy środku semestru nie rozumie to o tym powiedzieć to on czeka do końca. Jak dla mnie ja bym też już nie dawała kasy na korki. Jeśli mu zależy to niech zarobi na nie. Bo niestety z tego co piszesz to on chce być programistą (tak zakładam, chyba że wg Ciebie informatyk to ktoś inny) ale mu się nie chce pracować na to a to źle prognozuje na przyszłość, bo to jest branża, w której trzeba pilnować swojego rozwoju i nieustannie się uczyć.

      --
      Being alone is fine. Being alone together id perfect.
      66/93/95
      • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 27.01.20, 23:35
        eriu napisała:

        > Może mu zbyt łatwo rzeczy przychodziły w życiu.

        Pomyślałam o tym samym. Chłopak ma zapewniony pełen komfort nauki. Na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile osób na moim roku miało tak fantastyczne warunki. A studia, trudne dodam, pokończyliśmy mimo pracy, dzieci, dojazdów i całej masy innych zobowiązań i utrudnień, których ten młody człowiek chyba nie ma. Może to rodzicielskie dopieszczanie, pilnowanie, poganianie właśnie teraz zdecydowało się zemścić? Syn autorki wątku ma poważne tyły na pierwszym semestrze trudnych studiów, ale zamiast zacisnąć zęby i poślady, jak chyba każdy znany mi świeżak na studiach i przysiąść fałdów, by nadrobić braki, pan wesoło rżnie po nocach na kompie. No nijak nie widzę tu osoby, której naprawdę na studiach zależy, która dostała się na te wymarzone studia i robi wszystko, co w jej mocy, by się na nich utrzymać. Coś tu ewidentnie poszło nie tak.
        • anula36 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 12:33
          a propos zalezy: moja siostrzenica zeby dostac sie najpierw na medycyne, a potem na nieplatna medycyne poprawiala mature 6 ( slownie szesc) razy, a kiedy po 3 razach doszla do tego ze z biologii i chemii juz wiecej nie wycisnie zabrala sie za poszerzona matematyke na korepetycje z ktorej przez caly rok zarabiala korepetycjami z tej biologii i chemii. jej sie naprawde chce.
          • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 13:36
            anula36 napisała:

            > a propos zalezy: moja siostrzenica zeby dostac sie najpierw na medycyne, a pot
            > em na nieplatna medycyne poprawiala mature 6 ( slownie szesc) razy, a kiedy p
            > o 3 razach doszla do tego ze z biologii i chemii juz wiecej nie wycisnie zabral
            > a sie za poszerzona matematyke na korepetycje z ktorej przez caly rok zarabia
            > la korepetycjami z tej biologii i chemii. jej sie naprawde chce.

            Otóż to, Anula. Siostrzenicy się chce. I w sumie do tego chcenia sprowadza się problem syna Doroty na studiach. Ona rozpisuje się tu w szczegółach o trudnych przedmiotach, jeszcze trudniejszych egzaminach, a wszystko i tak rozbija się o to, że jej syn się zwyczajnie nie przykłada do nauki. Mając przez rodziców zapewnione wręcz cieplarniane warunki do studiowania, on, choć zdolny, jak zapewnia Dorota, już w pierwszym semestrze ma kilkumiesięczne zaległości w rozumieniu materiału, ale nie robi nic, by je na czas nadrobić. Dla mnie kosmosem jest, że uczy się po kilka godzin w tygodniu. Mój brat kończył matematykę na uniwersytecie i przez pierwsze trzy lata po powrocie z zajęć do domu jadł coś na szybko i siadał do książek, dziennie codziennie. Ja na prawie to samo, pierwsze trzy lata to był zapieprz, o jakim mi się nie śniło, dopiero potem dało się trochę odpuścić bez zawalania terminów. Gdy więc czytam, że syn Doroty na wymarzonych studiach rozpieprza swój czas i zasoby na granie po nocach, to myślę sobie, że nie ma takiej rzeczy, którą Dorota mogłaby zrobić lub powiedzieć, żeby zmienić nastawienie syna. To, czy on da sobie radę na uczelni, zależy w tej chwili wyłącznie od niego. A jemu, zdaje się, średnio zależy.
            • verdana Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 14:16
              Ależ absolutnie tego nie wiemy. Może mu się nie chce, bo jednak to dla niego za trudne. Alternatywa "albo skończysz ten kierunek, albo do pracy" jest idiotyczna. Znam faceta, którego w ten sposób przepchano przez prawo. Jak tylko prawo skończył, został trenerem. Bo to jest to, co chciał robić, ale nawet nie ośmielił sie powiedzieć, bo przecież prawnik to taki prestiżowy zawód. Można zapieprzać całe dnie, o ile ma się wewnętrzną motywację. Bez niej zwyczajnie nie warto marnować wielu lat na to, co się może przydać, ale jest za trudne, albo przestało nas interesować. To, że na studiach oprócz nauki człowiek gra, spotyka sie ze znajomymi, czyta itd powinno być absolutną normalnością.
              • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 14:28
                verdana napisała:

                > Ależ absolutnie tego nie wiemy. Może mu się nie chce, bo jednak to dla niego za
                > trudne.

                Dorota twierdzi, że syn jest zdolny, a braki w matmie ma, bo mu się uczyć nie chce. Gdy bierze się do roboty na poważnie, matma wchodzi mu do głowy jak po maśle. Więc chyba nie o trudność przedmiotu tu chodzi, a o olewawczy do niego stosunek. Gdyby był za trudny, żadne tłuczenie go do głowy by nie pomogło. Wiem, bo sama jestem z matematyki noga kompletna i pewnych rzeczy, pomimo najlepszych chęci i poświęcenia mnóstwa czasu nigdy nie dałam rady się nauczyć.
              • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 14:49
                verdana napisała:

                > Ależ absolutnie tego nie wiemy. Może mu się nie chce, bo jednak to dla niego za
                > trudne. Alternatywa "albo skończysz ten kierunek, albo do pracy" jest idiotycz
                > na. Znam faceta, którego w ten sposób przepchano przez prawo. Jak tylko prawo s
                > kończył, został trenerem. Bo to jest to, co chciał robić, ale nawet nie ośmieli
                > ł sie powiedzieć, bo przecież prawnik to taki prestiżowy zawód. Można zapieprza
                > ć całe dnie, o ile ma się wewnętrzną motywację. Bez niej zwyczajnie nie warto m
                > arnować wielu lat na to, co się może przydać, ale jest za trudne, albo przestał
                > o nas interesować. To, że na studiach oprócz nauki człowiek gra, spotyka sie ze
                > znajomymi, czyta itd powinno być absolutną normalnością.

                Rozmawiałam z koleżanką z politechniki, która pracuje na tym wydziale (sama mnie zagadnęła, żeby nie było, ze ja za tym chodzę). Jej zdaniem to jest absolutna reguła, że studentom po technikum z kierunku syna idzie zdecydowanie gorzej z matematyką, a z reguły lepiej z informatyką. To, że ma problemy z matematyką jej zdaniem niczego nie przekreśla, może najwyżej spowodować przeciąganie tych przedmiotów na następne semestry. Poza tym ten kierunek to elektronika, a nie matematyka. Syn nie wybrał sobie matematyki na kierunek studiów. Uważam, że jeśli chodzi o niego, to w sedno trafił gonzo_101, przywołując tu termin "prokrastynacja".

                I zgadzam się co do oceny mojej własnej postawy w tej sytuacji. Za bardzo ja chcę, chciałabym, żeby zabrał się za to po mojemu. Ja nie lubię niezałatwionych, nawarstwiających się spraw, bo one żyją własnym życiem, rozrastają się, stają się trudniejsze. Rozpracowuję je metodycznie, załatwiając łatwe jak najszybciej, a trudniejsze rozkładając na mniejsze porcje. Myślę teraz, że i ze mną nie zawsze tak było, wypracowałam sobie takie podejście i weszło to w mój charakter stopniowo. Przypominam sobie, że kiedy w LO nie cierpiałam uczyć się niemieckiego, to dla uspokojenia wyrzutów sumienia rozwiązywałam dodatkowe zadania z matematyki.

                Liczę na to, że i on nauczy się tego, a póki co zaczęłam w rozmowach z nim na temat nauki (które to raczej on inicjuje) podkreślać, że to on decyduje, on wybiera, czy uczyć się, czy grać, czy iść do siłowni, on powinien ocenić itd., bo na pewno wie, jak należy zrobić.

                Wydaje mi się też, że jest jeszcze jedna prozaiczna przyczyna tej sytuacji. Do tej pory (czyli przed studiami) zadania domowe były zadawane odgórnie, przez nauczycieli, teraz dostali je 2 razy i koniec. On je zrobił szybko, nawet przed terminem, a potem nie były już zadawane, więc nie robił. A należało wyszukiwać je sobie samodzielnie w zadanej literaturze stosownie do zadanego tematu. Trzeba się przestawić na samodzielność, dopasować do wykładowcy i jego stylu wymagań. Koleżanka, z którą rozmawiałam, zadaje studentom konkretne porcje zadań, aby wiedzieli, jak się przygotować i podkreśla, że ci z I roku z reguły są nieźle zakręceni.
                --
                Spotkanie w Małżeństwie

                kazdystudent.pl
                • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 15:09
                  I jeszcze sprawa tej alternatywy studia-praca. Dla mnie to nie jest albo albo. To znaczy nie jest tak, że jak nie uda mu się w tym semestrze, to musi zrezygnować ze studiów. Jeśli będzie chciał zrezygnować i pracować, to ok, ale jeśli będzie chciał dalej tam studiować i na przykład trzeba będzie płacić za powtarzanie przedmiotów, to powinien przynajmniej partycypować w tych kosztach. Jak zagapił się i nie kupił biletu miesięcznego, to też musiał zapłacić. To to samo.

                  I jak będzie chciał studia zmienić, to też ok. Pytanie tylko, ile takich eksperymentów powinno się odbywać na koszt rodziców. Studia zaoczne to też alternatywa.

                  --
                  Spotkanie w Małżeństwie

                  kazdystudent.pl
                • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 15:20
                  mama_dorota napisała:

                  > Liczę na to, że i on nauczy się tego, a póki co zaczęłam w rozmowach z nim na t
                  > emat nauki (które to raczej on inicjuje) podkreślać, że to on decyduje, on wybi
                  > era, czy uczyć się, czy grać, czy iść do siłowni, on powinien ocenić itd., bo n
                  > a pewno wie, jak należy zrobić.

                  I to jest, Doroto, bardzo dobra postawa. Pozwól synowi podejmować decyzje, a potem mierzyć się z konsekwencjami tych decyzji, nawet jeśli przykrymi. Jak inaczej syn nauczy się odpowiedzialności za własne wybory?

                  No i warto też pamiętać, że pierwszy rok, a często pierwszy semester na studiach to dla wielu studentów moment przełomowy pokazujący, kto sobie da radę, a kto nie, dla kogo był to dobry wybór studiów i/lub uczelni, a dla kogo nie. Trudności ma na początku chyba właściwie każdy, ale większość osób mniej lub bardziej płynnie, ale wdraża się w nowy system. Ci, którzy tego nie potrafią, zazwyczaj po pierwszym właśnie roku rezygnują.

                • berber_rock Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 09:17
                  Uważam, że jeśli chodzi o niego, to w sedno trafił gonzo_101, przywołując tu termin "prokrastynacja".

                  Ano.
                  Przy czym ja bym poszla nieco dalej i chwyila za jakies czytadlo psychologiczne, ktore Ci wyjasni, skad sie bierze prokrastynacja.
                  Moze sie brac z fafnastu roznych rzeczy. Ponizej rzucam kilka pomyslow calkiem luzno - nie odbieraj ich jako sugestie dla Ciebie i tej konkretnej sytuacji.
                  - niska samoocena typu "nie dam rady", "mnie sie nie uda"
                  - zawod, praca, studia niedopasowane do osobowosci, umiejetnosci, zainteresowan, marzen etc.
                  - brak motywacji ( tutaj pytanie czemu?)
                  - depresja
                  - tendencje do perfekcjonizmu ("skoro nie potrafie tego zrobic najlepiej, to nie ma sensu robienie tego w ogole")
                  • panna.nasturcja Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 16:43
                    Przypadkiem pod wpływem dyskusji na innym forum poczytałam wątki na forum dzieci ze szkół muzycznych.
                    Myślę, że syn Doroty może zwyczajnie odreagowywać lata w szkole muzycznej, ciągłe ćwiczenie, konieczność bycia sumiennym.
                    Do tego był pilnowany przez mamę i samą szkołę.
                    A teraz "szkoła" go nie pilnuje, pracę musi sobie zorganizować, podzielić na części sam.
                    I albo nie chce albo zwyczajnie nie umie.
              • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 17:51
                Nikt nie mówi, że trzeba mówić albo te studia albo żadne i do pracy. Tu już poziom komunikacji zależy od tego jak został wypracowany przez rodziców z danym dzieckiem.

                Chodziło o to by obciąć mimo wszystko cieplarniane warunki i żeby chłopak poczuł za siebie odpowiedzialność. A nie, że pieniądze na korki są trwonione, bo on nie wkłada wysiłku i pracy w rezultat. Jeśli nie czuje tego nie jest moim zdaniem problemem żeby się do tego przyznać. Problemem jest, że to było jego marzeniem a on ma problem z jego realizacją. Dla dzieciaków wchodzących w dorosłość, które rosły w cieplarnianych warunkach takie zderzenie z wyzwaniami bywa destrukcyjne psychicznie, dlatego dzieciom należy pozwalać na porażki także. Dlatego mówię, że ta sytuacja jest ważnym punktem dla tej osoby moim zdaniem, ale nie byłoby dobre zamiatanie problemu pod dywan. Trudne i ciężkie emocje też mają swój cel a bardzo łatwo je odsuwać od siebie. Może dlatego godzinami gra - wyładowuje frustrację.

                Jak byłam młodziutka dostałam pracę, która była dla mnie ogromną szansą, ale nie miałam doświadczenia i wykształcenia kierunkowego, ale jednak dostałam szansę, bo ktoś dostrzegł we mnie potencjał. Więc siedziałam jak dzika po 13 h dziennie przez kilka miesięcy żeby udowodnić, że warto mnie było zatrudnić i musiałam się też wszystkiego nauczyć. Ciężka praca się opłaciła - zostałam w tym zawodzie, uwielbiam go, ale "frycowe" zapłaciłam bo mi zależało.

                --
                Being alone is fine. Being alone together id perfect.
                66/93/95
                    • panna.nasturcja Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 00:48
                      Niestety nie, nie umiem zalinkować konkretnego postu, ale watek krótki: forum.gazeta.pl/forum/w,20012,169264364,169264364,Mlodziez_i_oszczedzanie_wody.html

                      "Syn chodził do technikum, teraz jest na 1. roku studiów. Do tej pory chętnie sobie zarabiał i teraz też by chciał, ale zgadzam się tylko na korepetycje 1 raz w tygodniu. Kierunek jest trudny (elektronika) i teraz ma się zająć nauką, a nie pracą. Zresztą ja od rodziców przez całe studia dostawałam pieniądze. Od 2. roku zaczęłam sobie dorabiać, od 4. roku wystarczało mi to, co sama zarobiłam i jasno o tym powiedziałam rodzicom, ale mimo wszystko trochę mi dawali. Myślę, że to go nie zepsuje."
                      • tt-tka Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 01:10
                        A, faktycznie. Sorki.

                        ja bym pozwolila, lepiej niech zarabia niz gra godzinami, ale mozliwe, ze syn na zarobkowanie poswiecal czas przeznaczony na nauke, a gral swoja droga w niemniejszym wymiarze. A gdy zarobilby, lupnelabym po kieszeni za to zuzycie wody. Albo by ograniczyl czas spedzony pod prysznicem, albo zarobkowanie.

                        Inna rzecz, w ogole nie rozumiem zwrotu "pozwalam mu pracowac tylko godzine tygodniowo" w odniesieniu do 20-latka studenta. On opowiada sie (musi se opowiadac ?) z tego, co robi poza domem i ile czasu mu to zabiera ?



                        --
                        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                        • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 01:40
                          tt-tka napisała:

                          > Inna rzecz, w ogole nie rozumiem zwrotu "pozwalam mu pracowac tylko godzine tyg
                          > odniowo" w odniesieniu do 20-latka studenta. On opowiada sie (musi se opowiadac
                          > ?) z tego, co robi poza domem i ile czasu mu to zabiera ?

                          Ale to jest przecież clou tego wątku: nadopiekuńcza matka, która nie pozwala 20-letniemu synowi rozwinąć skrzydeł. W efekcie tego świeżo upieczony student zawala pierwszą w życiu sesję, bo w wyniku wychowywania w cieplarnianych warunkach wychodzi z domu niesamodzielny i niezdyscyplinowany. I teraz albo przejdzie bardzo przyspieszony, a więc bardzo nieprzyjemny kurs dojrzewania albo zostanie tak, jak dotychczas, pod opieką i kuratelą mamy.
                          • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 06:41
                            Mi przyszło wczoraj do głowy, że dla tej matki usamodzielnienie syna to będzie dramat. Wygląda jakby opieka nad 20-letnim koniem była sensem życia. Ona go łatwo nie wypuści, bo jej życie będzie puste.


                            --
                            Being alone is fine. Being alone together id perfect.
                            66/93/95
    • koronka2012 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 28.01.20, 21:36
      Moja córka robiła podobnie przez całą edukację. Odkładanie na ostatnią chwilę, prześlizgiwanie się itd. A przy tym stres i histerie na ostatniej prostej "nie zdążę/nie umiem/nie dam rady". I zero jakichkolwiek wniosków. Jak zwracałam uwagę na związek przyczynowo- skutkowy to słyszałam "wyluuuzuj, zdam". I fakt, zdała.
      I też popełniałam podobne błędy, angażując się w jej sprawy. Z czasem nauczyłam się trzymać zdrowy dystans - nie wnikałam kiedy ma egzamin, jak poszło, pytałam z grubsza czy zaliczyła sesję.

      Powiem ci jedno - trzeba się nauczyć odpuszczać. Przestać traktować dorosłe dzieci jak przedszkolaki. Dać im się sparzyć i uczyć na własnych błędach. Trudno. Jesteś za bardzo zaangażowana w studia syna. Najwidoczniej tak naprawdę nie potrzebuje pomocy w matematyce, tylko dyscyplinowania. Jeśli nie nauczy się tego sam teraz, to potem będzie to wychodzić w pracy, gdzie nie da się tak po prostu spiąć na koniec, tylko trzeba z grubsza trzymać harmonogramu.

      Zastanowiłabym się nad sensem opłacania mu korepetycji - uważam, że jeśli mu naprawdę zależy, to niech zarobi sam, albo przynajmniej on sam z wami negocjuje. Na razie wygląda to tak, że wam bardziej zależy niż jemu. Może dobrą opcją byłoby rozwiązanie pośrednie - on płaci za korki, wy mu to zwracacie po zdanym egzaminie?
      • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 17:54
        " Może dobrą opcją byłoby rozwiązanie pośrednie - on płaci za korki, wy mu to zwracacie po zdanym egzaminie? " - yy to on się uczy dla siebie żeby mieć lepszą przyszłość i pracę czy po pieniążki od mamusi i tatusia żeby dali? Bo logiczne to nie jest. Niech zaczyna zarabiać i się nauczy, że pieniądze z drzewa nie spadają.

        --
        Being alone is fine. Being alone together id perfect.
        66/93/95
    • ritual2019 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 15:15
      Nie chce mi sie czytac calego watku ale co to w ogole za pomysl korepetycji na studiach? Kontrolowania czy sie nauczyl itp. On ma 20 lat i studiuje, to jest dorosly czlowiek I jesli sobie nie radzi to trudno, albo nie jest zainteresowany wystarczajaco albo to nie dla niego.
      Daj mu spokoj, niech sobie tez znajdzie jakas prace na czesc etatu i sam zdecyduje co chce w zyciu robic. Ty zajmij sie swoim zyciem.
    • 71tosia Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 20:35
      calkiem sporo studentow zawala pierwszy rok z powodu klopotow z organizacja czasu - miedzy studiami a szkola srednia jest jednak spora roznica, wiele spraw i terminow trzeba zaczac pilnowac samodzielnie, nie kazdy dorasta do tego zaraz po maturze. Niektórym potrzeba czasu na te transformację ale tez bywa ze i troche pomocy ze strony rodziny. Obudz rano na zajecia, przypomnij ze mial jakies zaliczenie zapowiedziane spytaj o wynik egzaminu - i do tego sie ogranicz. I przestaw swoje myslenie - zawalenie roku, zmiana kierunku to nie tragedia, system edukacyjny jest teraz na szczęście otwarty, jak sie nie uda teraz to byc moze wroci na studia jak do tego dojrzeje.
      • tt-tka Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 20:51
        Obudz rano na zajecia, przypomnij ze mial jakies za
        > liczenie zapowiedziane spytaj o wynik egzaminu

        Tsss... bo 20-latek nie umie sobie ustawic budzika ani przypominajek...



        --
        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
        • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 21:09
          Zgadzam się: uczy się programowania a nie umie budzika nastawić?

          To stary chłop a nie dziecko w młodszych klasach szkoły podstawowej. Kanapki też ma mu zrobić i twarz wytrzeć oślinionym palcem?

          --
          Being alone is fine. Being alone together id perfect.
          66/93/95
          • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 21:31
            Po co ma nastawiać, jeśli wie, ze szczegolnie jeśli tego budzika nie nastawi, to mama 15 minut przed planowaną pobudką go obudzi?

            To jest jego system "nastawiania budzika" - subtelnie daje matce znać, ze tego nie zrobił.


            Im więcej i ściślej matka go kontroluje i przymusza, tym bardziej on *pasywnie* nie poddaje się tej kontroli.

            Ona walczy by syn zdał z matematyki, a on walczy o to by być niezależnym człowiekiem. W tej chwili oboje przegrywają, frustrując się wzajemnie.
      • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 21:36
        71tosia napisała:

        > calkiem sporo studentow zawala pierwszy rok z powodu klopotow z organizacja cza
        > su - miedzy studiami a szkola srednia jest jednak spora roznica, wiele spraw i
        > terminow trzeba zaczac pilnowac samodzielnie, nie kazdy dorasta do tego zaraz p
        > o maturze....

        Jeśli to jest prawda, to z przerażeniem stwierdzam, że w ciągu ostatnich dwóch dekad IQ przeciętnego maturzysty spadło o jakąś jedną trzecią. Innymi słowy, młodzież nam zdebilniała. To jedyne sensowne wytłumaczenie faktu, że dwadzieścia lat temu ja i moi rówieśnicy potrafiliśmy ogarnąć sprawy o tak wielkim znaczeniu, jak nastawienie budzika czy odnalezienie sali wykładowej, a teraz młodzi potrzebują do tego rodziców, inaczej przepadają z kretesem.
        To, co napisałaś, doskonale tłumaczy, dlaczego syn Doroty, choć ma za sobą średnio jakieś 12 - 13 lat formalnej szkolnej edukacji, w wieku 20-stu lat nie pojmuje, że jak mu wykładowcy na polibudzie każdego dnia nie przypomną, że po przyjściu z uczelni trzeba rozwiązywać zadania i się uczyć, to on zamiast tego siądzie do kompa i będzie grać.
        • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 21:46
          A ja mowie, ze syn jest super inteligentny i wykorzystuje na maksa dostępne mu zasoby.

          Po co ma sie sam wysilać, skoro wysila się matka? Ona ma go na holowniku od lat. To po co syn ma kręcić sterem i odpalać silniki, kiedy już jest ciągnięty tam gdzie ma dotrzeć?
        • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 21:52
          Nie chodzi moim zdaniem o zdolności syna tylko o to co mama za niego robi. Skoro w temacie jego studiów mama idzie do koleżanki żeby wypytać o przedmioty, mam pilnuje nauki, mama robi wszystko to niejako kastruje syna i pozbawia umiejętności i szans jej nabycia i przećwiczenia tego aby umieć samemu coś załatwić, dopilnować itp.

          --
          Being alone is fine. Being alone together id perfect.
          66/93/95
        • 71tosia Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 23:24
          jezeli dzis studiuje prawie co drugi absolwent szkoly sredniej a kiedys co dziesiaty to myslisz ze na ma to wplywu na umiejetnosci przecietnego studenta? Ja naprawde wiem o czym mowie bo na uczelni wykladam nie od dzis, i to na kierunku trudnym, ktory studiuje sie z pasji a nie dlatego ze daje on jakies niezwykle perspektywy finansowe czy prestiżowe.
          -Problem absencji na zajęciach porannych jest i byl powszechny, wiec i te 20 lat temu sporo studentow mialo problem z uslyszeniem rano budzika.
          -Z moich obserwacji wynika ze nawet nieogarniety student pierwszego roku, jak mu sie troche pomoze to czesto juz na drugim roku daje sobie rade znacznie lepiej. Ci 19-20 latkowie, ktory zaczynaja studiowac, sa czesto jeszcze bardzo dziecinni w swoim podejsciu do obowiazkow, latwo zniechcaja sie po pierwszych niepowodzeniach etc. ale jezeli przetrwaja pierwszy rok (na moim kierunku odpada prawie 50% studentow po pierwszym roku) fajnie sie rozwijaja a ich podejscie do studiowania dorosleje. Niektorzy potrzebuja po prostu czasu.
          - co do przypominania przez wkladowce - zdarza mi sie tez wykladac takze w Stanach - ilosc prac domowych obowiazkowych, projektow etc, ktore tam dostaje student i ktore ja musze spawdzac jest duzo wieksza niz na polskiej uczelni i sa one naprawde powaznie traktowane.
          • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 29.01.20, 23:45
            Potwierdzam, ze w tym okresie rok lub dwa robi czasami dużą różnice w dojrzałości i samo-zarządzaniu. Wiadomo, mózg, szczegolnie kora mózgowa (czyli wiele funkcji planowania, przewidywania, ogólnie mówiąc 'ogarniania' się) nadal się rozwija.

            Dlatego tez w wielu rejonach jest bardzo popularny "Gap Year" (albo dwa) - kiedy młody człowiek po szkole średniej jedzie zwiedzać świat albo do pracy czy na woluntariat. Albo młodzi robią przez dwa lata jakiś licencjat, a potem jeśli chcą idą na studia, ale maja już jakiś fach w ręce.

          • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 09:51
            71tosia napisała:

            > jezeli dzis studiuje prawie co drugi absolwent szkoly sredniej a kiedys co dzie
            > siaty to myslisz ze na ma to wplywu na umiejetnosci przecietnego studenta? Ja n
            > aprawde wiem o czym mowie bo na uczelni wykladam nie od dzis, i to na kierunku
            > trudnym, ktory studiuje sie z pasji a nie dlatego ze daje on jakies niezwykle p
            > erspektywy finansowe czy prestiżowe.
            > -Problem absencji na zajęciach porannych jest i byl powszechny, wiec i te 20 l
            > at temu sporo studentow mialo problem z uslyszeniem rano budzika.
            > -Z moich obserwacji wynika ze nawet nieogarniety student pierwszego roku, jak
            > mu sie troche pomoze to czesto juz na drugim roku daje sobie rade znacznie lepi
            > ej. Ci 19-20 latkowie, ktory zaczynaja studiowac, sa czesto jeszcze bardzo dzie
            > cinni w swoim podejsciu do obowiazkow, latwo zniechcaja sie po pierwszych niepo
            > wodzeniach etc. ale jezeli przetrwaja pierwszy rok (na moim kierunku odpada pra
            > wie 50% studentow po pierwszym roku) fajnie sie rozwijaja a ich podejscie do st
            > udiowania dorosleje. Niektorzy potrzebuja po prostu czasu.
            > - co do przypominania przez wkladowce - zdarza mi sie tez wykladac takze w Sta
            > nach - ilosc prac domowych obowiazkowych, projektow etc, ktore tam dostaje stud
            > ent i ktore ja musze spawdzac jest duzo wieksza niz na polskiej uczelni i sa o
            > ne naprawde powaznie traktowane.

            Dziękuję za bardzo konstruktywną oraz pocieszającą wypowiedź, 71tosia, jakże wyjątkową spośród innych, których autorzy teraz jak sępy rozdzierają, wypaczają i chyba z zupełną premedytacją pomijają moje wypowiedzi, wybierając z tych samych zdań podobające się im treści, inne ignorując. Dla przykładu przytoczę tu wypowiedź osoby, której zdaniem:

            "Skoro w temacie jego studiów mama idzie do koleżanki żeby wypytać o przedmioty"

            aby nie być gołosłowną zestawię to z moim

            "Rozmawiałam z koleżanką z politechniki, która pracuje na tym wydziale (sama mnie zagadnęła, żeby nie było, ze ja za tym chodzę)."

            Wielu umknęło, że sama zadałam pytanie o nadopiekuńczość i że w toku tego wątku (oraz innego tu podlinkowanego) przyznałam, że coś w trakcie zrozumiałam i od ręki zastosowałam.

            Piszcie sobie dalej, poznęcajcie się trochę, wracajcie do swoich zdrowych rodzin z poczuciem, że są zdrowsze od mojej, pełnej chorych relacji. Na pewno pomoże to wam czuć się lepiej z samymi sobą.

            Myślcie sobie o moim synu, byku, który nie umie sobie budzika nastawić. Widziałam wielokrotnie, jak śpi w najlepsze, nawet nie drgnie, mimo dzwoniącego budzika, czy raczej kilku budzików, nastawionych przez niego dzień wcześniej. Owszem, gdy mieszkałam w akademiku, nikt mnie nie budził i jak nie wstałabym na czas, to bym zaspała. Z drugiej strony miałam w internacie koleżankę, która nastawiała potężny jak pół wiadra budzik, aby wstać przed zajęciami i się uczyć, ale nie budził on jej, tylko mnie. Przeżycie niezapomniane i niemal traumatyczne.

            Ale i tak połowa wypowiadających się w wątku tego nie przeczyta, a wypełni swoją rolę domorosłych psychologów i wpadnie na pomysł, że syn budzika nie nastawia.

            Jak dla mnie ten już spełnił swoją rolę. Dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Szkoda tylko, ze nie można go zamknąć.
            --
            Spotkanie w Małżeństwie

            kazdystudent.pl
            • alpepe Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 14:05
              Straszne, prawda? Że różni ludzie są różni, że nie możesz sobie być w swojej bańce.
              Od siebie dodam, że moja gimnazjalistka, dwunastolatka jest w szoku po podstawówce, a ja jestem bardziej zdystansowana od ciebie. Owszem, pocieszam, że jak się jest wytrwałym, to się zda, ale pilnuję o wiele mniej niż ty starego konia.

              --
              "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
            • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 17:53
              "Myślcie sobie o moim synu, byku, który nie umie sobie budzika nastawić. Widziałam wielokrotnie, jak śpi w najlepsze, nawet nie drgnie, mimo dzwoniącego budzika, czy raczej kilku budzików, nastawionych przez niego dzień wcześniej."

              A z posta założycielskiego autorki:

              "Potrafi położyć się spać późno w nocy albo nad ranem (teraz bliżej egzaminów trochę się pilnuje, nie kładzie się o 7:00, ale o 1:00, ale i tak potem śpi do późna)."

              Wychodzi na to, Doroto, że ani ty ani syn nie nabyliście jeszcze tej trudnej sztuki wyciągania wniosków: że jak ktoś rżnie na kompie do późnych godzin nocnych, to nawet pół tuzina budzików nie obudzi go po trzech czy czterech godzinach snu na poranne zajęcia. A nawet jak obudzisz go ty, dzielna mama, bez której ten biedny chłopczyk przepadłby z kresesem na tym strasznym świecie, to i tak goowno, za przeproszeniem, wyniesie z zajęć, gdy już na nie dotrze.

              Może gdybyś nie warowała tak przy nim pilnując JEGO obowiązków, to nauczyłby się w parę pierwszych tygodni, że notoryczne spóźnienia oznaczają, że np. nie zostanie dopuszczony do terminu zerowego zaliczeń. Albo wręcz nie zostanie wpuszczony na zajęcia, co z powodzeniem praktykowali niektórzy wykładowcy u mnie na studiach. Jakimś cudem nawet najbardziej nieogarnięte spóźnialskie jednostki nauczyły się momentalnie, że na zajęcia u tej pani profesor czy u tego docenta po prostu nie opłaca się spóźniać.

              Twój syn leje na swoje obowiązki, bo ma w zanadrzu ciebie, wyrozumiałą mamę, która wszystkiego przypilnuje, pożary ugasi, korki pozałatwia i opłaci. Może gdybyś choć raz zgodziła się z mężem, żeby dać rozmemłanemu synowi wypić gorzkie piwo, którego sam sobie nawarzył, nie byłoby dziś tego wątku, a twój syn nie miałby perspektywy zawalenia swojej pierwszej sesji.
              • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 18:22
                Wiesz, co do samej treści zgadzam się z tobą. Nie wszystko, ale pewne sprawy mam na sumieniu. Zagalopowałam się w swoich staraniach i pod wpływem tego wątku postanowiłam przyhamować.

                Nie rozumiem tylko, skąd taki ładunek emocjonalny w twojej wypowiedzi.

                --
                Spotkanie w Małżeństwie

                kazdystudent.pl
                • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 18:37
                  mama_dorota napisała:

                  > Nie rozumiem tylko, skąd taki ładunek emocjonalny w twojej wypowiedzi.

                  Choć zarzucasz to wypowiadającym się, sama masz zadziwiający talent to przypisywania piszącym intencji, których nie mieli. Nie odczuwałam jakiś specjalnych emocji odpowiadając na twój post, ale zastanawiam się, dlaczego ty odebrałaś go jako emocjonalny.
            • tt-tka Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 18:03
              mama_dorota napisała:


              > Piszcie sobie dalej, poznęcajcie się trochę,

              Mamy rowniez inne zajecia, ciekawsze i/lub przyjemniejsze.
              Skoro nie szukalas rady, tylko potwierdzenia, ze jest ok, to tosia spelnila te funkcje i po sprawie. Cujesz sie pocieszona i utwierdzona :P


              > Myślcie sobie o moim synu, byku, który nie umie sobie budzika nastawić. Widział
              > am wielokrotnie, jak śpi w najlepsze, nawet nie drgnie, mimo dzwoniącego budzik

              > a, czy raczej kilku budzików, nastawionych przez niego dzień wcześniej. Owszem,
              > gdy mieszkałam w akademiku, nikt mnie nie budził i jak nie wstałabym na czas,
              > to bym zaspała
              .

              Cuszsz, wniosek nasuwa sie sam...


              --
              Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
            • 71tosia Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 30.01.20, 23:57
              Owszem bywaja odpowiedzialni i dojrzali studenci ale na pierwszym roku to raczej wyjątki. Rozne systemy edukacyjne roznie sobie z tym brakiem dojrzałości radzą - bo to nie tylko polski problem, u nas po prostu system eliminuje dużą cześć studentów, ktorzy w nastenym roku ida na inne studia a pozniej jeszcze na inne i tak sobie za pieniądze podatnika dojrzewają do bardziej zaangażowanego studiowania, na polskich uczelniach drop-off rate jest dosc wysoka. A np amerykańskie uczelnie (gdzie rodzice za edukacje placa majatek) wręcz zachęcają rodziców do monitorowanie akademickich postępów ich dzieci, uważając że nieco dyscyplinujące podejścia rodzica studentowi nie zaszkodzi, niektóre uczelnie wręcz nalegają by student mial podpisany odpowiedni kontrakt z rodzicami by ci mogli korzystać z stron, na których umieszcza się wyniki kolokwiów i egzaminów. Na amerykańskiej uczelni uczy się też takiego mało zorganizowanego studenta systematyczność zdając obowiązkowe prace domowe, u nas to się nie przyjęło, być może dlatego ze wymaga dużo większego zaangażowania i ze strony studenta ale tez i kadry naukowej, sprawdzają te prace zwykle doktoranci ale doktoranta pilnuje profesor ;-)
              • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 13:01
                71tosia napisała:

                > Owszem bywaja odpowiedzialni i dojrzali studenci ale na pierwszym roku to racze
                > j wyjątki. Rozne systemy edukacyjne roznie sobie z tym brakiem dojrzałości radz
                > ą - bo to nie tylko polski problem, u nas po prostu system eliminuje dużą cześć
                > studentów, ktorzy w nastenym roku ida na inne studia a pozniej jeszcze na inne
                > i tak sobie za pieniądze podatnika dojrzewają do bardziej zaangażowanego stud
                > iowania, na polskich uczelniach drop-off rate jest dosc wysoka. A np amerykańs
                > kie uczelnie (gdzie rodzice za edukacje placa majatek) wręcz zachęcają rodziców
                > do monitorowanie akademickich postępów ich dzieci, uważając że nieco dyscyplin
                > ujące podejścia rodzica studentowi nie zaszkodzi, niektóre uczelnie wręcz nale
                > gają by student mial podpisany odpowiedni kontrakt z rodzicami by ci mogli korz
                > ystać z stron, na których umieszcza się wyniki kolokwiów i egzaminów. Na ameryk
                > ańskiej uczelni uczy się też takiego mało zorganizowanego studenta systematyczn
                > ość zdając obowiązkowe prace domowe, u nas to się nie przyjęło, być może dlate
                > go ze wymaga dużo większego zaangażowania i ze strony studenta ale tez i kadry
                > naukowej, sprawdzają te prace zwykle doktoranci ale doktoranta pilnuje profesor
                > ;-)

                Poruszasz tu ważną sprawę, która też mnie zastanawiała. Kiedy ja studiowałam, było dla mnie w 100% jasne, jakie są prace domowe po każdych zajęciach, bo były podane na koniec ćwiczeń. Problemem było to, że były tak trudne, że nawet spotykając się w grupie 10 osób mieliśmy problemy z rozwiązaniem ich. Teraz często nie wiadomo, gdzie szukać, bo różne materiały i informacje są wymieszane na uczelnianej platformie. Albo zostały zadane 2 razy na początku semestru, a potem cisza i dopiero po dłuższym czasie kolokwium albo egzamin. Albo inaczej - podana jest literatura w ilości nie do przerobienia. Oczywiście, każdy kiedyś się w tym połapie, ale jak mu to zajmie za dużo czasu, to straci semestr albo rok, a rodzic jest zobowiązany utrzymywać to swoje dorosłe dziecko i jego kolejne próby do 26. roku życia, bo przecież się uczy.

                No ale jak próbuje wywierać wpływ (zapytać, czy też posłuchać, gdy student opowiada), uniknąć nie tylko popełniania przez młodego człowieka błędów, ale też całkiem sporych wydatków, to wniosek jest taki, że relacje są chore.

                Gdzieś jest złoty środek pomiędzy całkowitym odsunięciem się (które dla mnie jest prostym olewaniem, a ja tak nie traktuję nawet przyjaciół, nie tylko swojej rodziny), a kontrolowaniem każdego kroku, które jest mi tu niesłusznie przypisywane. Czasem rodzic po prostu zauważa, że dziecko coś zaniedbuje. Nie przez cały semestr, tylko w ostatnich tygodniach przed sesją, kiedy to należy już zacząć przygotowania do niej.
                --
                Spotkanie w Małżeństwie

                kazdystudent.pl
                • agonyaunt Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 13:37
                  To nie z Twoim synem, nie z relacjami w waszej rodzinie jest coś nie tak, tylko z Tobą. Dlaczego próbujesz chronić syna przed błędami? Przecież to konieczny element dorastania, doświadczenie, które trzeba przeżyć, żeby umieć sobie radzić w dorosłym życiu. Dlaczego tak bardzo próbujesz układać mu życie?

                  W Twoich wypowiedziach jest coś mocno niepokojącego, nie lubię używać słowa "toksyczny" nadaremno, ale im więcej Cię czytam, tym bardziej mi skóra cierpnie. Zupełnie jakbym słuchała kogoś z jakiejś sekty, tam gdzie nie ma miejsca na ludzi, za to trzeba się wpisać w jakiś odgórnie narzucony schemat. I Ty to powielasz, tak bardzo chcesz, żeby Twoje dzieci wpisały się w Twój scenariusz, że kompletnie ignorujesz ich autonomię. Jestem ciekawa na ile ich wybory są rzeczywiście ich wyborami, tymi, które dadzą im w życiu szczęście, a na ile to wybór "rozsądniejszy" zgodnie z oczekiwaniem matki. Zobacz jak histerycznie reagujesz na opinie ludzi, którzy się z Tobą nie zgadzają, albo podsuwają Ci rozwiązania, których nie akceptujesz. Ty, chodzący ideał, którego nie wolno krytykować, z jedynym słusznym podejściem do życia, kontra cała reszta: syn niespełniający oczekiwań, hejterzy, krytyka=nagonka. No nie, sorry, ale to nie jest zdrowe podejście.

                  To, że ty byłaś typem kujona do skutku, nie oznacza, że Twój syn też ma ochotę tak spędzać życie. Truj mu dalej, a zabijesz w nim jakąkolwiek chęć robienia czegokolwiek. Nie ma nic bardziej demotywującego niż rodzic wiszący nad głową z gotowym kazaniem na każdą okoliczność życia. A przecież Ty mu to życie już zaplanowałaś, prawda?

                  Ten gap year, nie tylko od pracy i szkoły, ale też od rodziców, powinien chyba być ustawowym obowiązkiem dla każdego młodego człowieka. Właśnie po to, żeby ten człowiek dowiedział się kim jest i co jest dla niego ważne. Dla niego, nie dla rodziców, kolegów czy nauczycieli.
                  • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 13:41
                    Ja tu widzę taka polaryzacje. Na jednym biegunie mąż, córka i syn w pozycji odkładania, unikania, niemyślenia o powinnościach, odsuwania rożnych spaw od siebie. A na drugim biegunie Ty - sprawdzająca, popychająca, motywująca, przypominająca, zmartwiona konsekwencjami i napędzająca napięcie wokół robienia tego czy tamtego (faktycznie ważnych rzeczy). To wygląda tak, ze rodzina zajmuje jak najbardziej odwrotną pozycje od Twojej.

                    Ciekawa jestem jak wyglądałoby u Ciebie odpuszczenie - odpuszczenie sterowania, holowania, przyciskania, tłumaczenia, kontrolowania. Bo ja właśnie tu widzę Twoja prace. Sytuacja syna jest jakby wynikiem tej Twojej gorliwości by było jak należy, by było zrobione, załatwione, zaklepane.

                    Co Cie napędza? Co pod tym siedzi? Czego sie obawiasz, co by sie stało, jeśli byś odpuściła?

                    Wydaje mi sie, ze tu jest Twoje najważniejsze pole do działania. Tu może jest Twój prawdziwy strach. I może źródło Waszej polaryzacji.


                    A propos - pozycje męża i Twoje wobec syna tez są opozycyjne. Jego - dajmy mu zawalić studia - oraz Twoja - muszę zrobić wszystko, by nie zawalił studiów.

                    Wydaje mi sie, ze rozwiazanie jest gdzies pomiedzy - obydwoje musicie opuscic ekstremalne pozycje. Maz np. pomagając synowi w utrzymaniu się na studiach na wystarczająco-dobrym poziomie (czyli na tyle, by się 'prześlizgnął'), a Ty wycofując się z wypytywania syna, monitorowania jego kazdego zadania, egzaminu, itp.

                    Gdzieś tu jest droga pomiędzy. Dla wszystkich - i trzeba ja znaleźć.
                    • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 14:13
                      > Gdzieś tu jest droga pomiędzy. Dla wszystkich - i trzeba ja znaleźć.

                      Czytałam to już wcześniej, bo chyba wkleiłaś ten sam post i oczywiście zgadzam się z tobą. Właśnie nie w zupełnym odpuszczeniu jest rozwiązanie, ale też nie w kontrolowaniu, wiedziałam to od samego początku, stąd moja wizyta tutaj. Byłaś chyba jedyną do tej pory osobą, która dała znać, że zauważyła mój post o tym, że zmieniłam podejście do nauki syna. Teraz nawet gdy syn robi coś zdecydowanie innego, niż moim zdaniem powinien, opanowuję chęć strofowania go, nie przypominam, nie pytam, nie poganiam, staram się sama sobie tłumaczyć, że można mu zaufać i że to jego życie. Gdy on pyta o moje zdanie, odpowiadam, że na pewno sam ma najwięcej informacji, aby podjąć właściwą decyzję itp. I faktycznie są efekty. Wprawdzie śpi do późna, ale też trochę się ostatnio pochorował, jednak mimo wszystko gdy tylko był w stanie, to się uczył, opracował sobie system przygotowań. Nie wnikam, czy dobry, zweryfikuje to pierwszy termin egzaminu. To, że zadaje pytania, rozmawia o zadaniach czy egzaminach ze mną wynika też z tego, że jest to moja dziedzina. Nawet gdy nie pamiętam, jak coś się robi, to wiem o czym mowa. To chyba normalne, że nie zamknę swojej wiedzy przed własnym dzieckiem. Ale pytania wychodzą od niego, a nie porady ode mnie.

                      Czego się obawiam? Wiesz..., odpowiedziałabym tobie, ale i tak żałuję swojej szczerości na tym forum (i innych), więc nie zrobię tego. Omówię to z mężem. Ponownie.

                      --
                      Spotkanie w Małżeństwie

                      kazdystudent.pl
                      • lumeria Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 16:44
                        Wydaje mi sie, ze masz dobra komunikacje z synem, z corka tez. Ze sie po prostu lubicie i ze Wam wszystkim po prostu zależy na innych członkach rodziny, ze dbacie o siebie wzajemnie.

                        Teraz pozostaje kwestia granic - jak wspierać młodych dorosłych w drodze do niezależności bez ingerowania w ich samodzielność i prawo do samostanowienia, nawet popełniania błędów.

                        To trudne zadanie dla rodziców!


                        • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 01.02.20, 07:41
                          lumeria napisała:

                          > Wydaje mi sie, ze masz dobra komunikacje z synem, z corka tez. Ze sie po prost
                          > u lubicie i ze Wam wszystkim po prostu zależy na innych członkach rodziny, ze d
                          > bacie o siebie wzajemnie.
                          >
                          > Teraz pozostaje kwestia granic - jak wspierać młodych dorosłych w drodze do nie
                          > zależności bez ingerowania w ich samodzielność i prawo do samostanowienia, nawe
                          > t popełniania błędów.
                          >
                          > To trudne zadanie dla rodziców!
                          >
                          >

                          Dziękuję. Wiem dużo właśnie dlatego, że syn mi o tym opowiada. Mieszka z nami, więc mówi nam albo siostrze. Bardziej mnie, niż mężowi,
                          bo ja więcej z tego rozumiem. Gdy ja mieszkałam w akadamiku, odpowiadałam koleżance z pokoju. Czy mam mu powiedzieć, żeby nie opowiadał, bo to jest chore?

                          Śmieszy mnie i szczerze mówiac boli wiele przypisywanych mi tu postaw, stanów, czy cokolwiek innego. Śpię spokojnie, a syn i córka samodzielnie wybrali swoje szkoły. My staraliśmy się im poszerzać ten wybór, aby nic nie przegapili, nie żałowali później braku świadomości o innych opcjach. Syn zdecydował się na te studia i tę uczelnię również zupełnie samodzielnie. Złozyl papiery na politechnikę i uniwersyter, ale na uniwerystet od razu nie miał ochoty. Powiedział, że choć zależy mu na informatyce, to woli elektronikę na polibudzie, niż informatykę na uniwerku.

                          Zapytałam go kilka dni temu na ile w skali od 1 do 10 chce skończyć te studia. Odpowiedział, że na 8. To chyba nieźle. Nie na tyle, żeby skakać z mostu, jak się nie uda. Zaargumentował to zaskakująco dla mnie. Chce pracować jako inżynier, najlepiej programista, ale też sam dla siebie miałby świadomość, że osiągnął coś trudnego, na co naprawdę niewielu stać.

                          Nigdy nie narzucałam im kierunku, tak samo instrumentu gdy szli do muzycznej. Każde z nich prosiło, aby mogło tam chodzić. Ale synowi się moja praca po prostu podobała. Jeszcze w podstawówce umiał sobie bardzo dużo informacji wyszukać w necie na temat różnych problemów z komputerem czy telefonem. Pracował wiele razy z tatą i mówi, że taka praca na stałe go nie kręci.

                          Znam ludzi, którzy narzucają dzieciom kierunek albo dyskredytują ten wybrany przez nich. Nawet moja mama tak nie postępowała, ale jej ojciec zabronił jej pójść do technikum uważnego za męskie.

                          Córka jest przykladem osoby, której trudniej było się zdecydować na szkołę. Gdy kończyła gimnazjum, jej przyjaciółka nakręciła się na liceum plastyczne. I zaczęła namawiać moją. Moja córka jest wyjątkowo utalentowana plastycznie, poza tym naprawdę dużo, często godzinami sama rysuje, chodziła przez 2 lata na świetnie prowadzone warsztaty plastyczne. Nabrała więc chęci na tę szkołę. Z drugiej strony lubi matematykę, dobrze sobie z nią radzi, do tego świetnie już wtedy znała angielski i zainteresowała się szkołą dwujęzyczną. Przed egzaminem gimnazjalnym miała ogromny dylemat, co zrobić. Poradziłam jej, żeby odłożyła ten wybór przynajmniej o miesiąc, bo najpierw trzeba przejść przez egzaminy gimnazjalne, a niedługo potem będą dni otwarte w szkołach, warsztaty w plastyku. To powinno pomóc. Wobec plastyka to mąż miał większe obiekcje, bo oboje mieliśmy okazję obserwować, jak nasza sąsiadka boryka się po ASP z brakiem pracy, wiecznie jakieś roczne umowy na zastępstwo. Ja męża przekonywałam, że w plastyku są różne bardziej praktyczne kierunki, szkoła stara się podążać za rynkiem. W końcu córka stwierdziła, że woli dwujęzyczną o profilu mat-fiz, więc jeśli tam się dostanie, to tam pójdzie. Jeśli nie, to drugim wyborem jest plastyk. Tylko rekrutacja w plastyku była szybciej, a ona tam się dostała z palcem w nosie, więc oryginał świadectwa powędrował najpierw tam, a później, gdy dostała się do dwujęzycznej, a była wtedy na obozie, poprosiła o przewiezienie go do niej. I choć wyboru nie żałuje, to cały czas się zastanawia, co zrobić po maturze. Animacja w Poznaniu, czy informatyka na miejscu.
                          --
                          Spotkanie w Małżeństwie

                          kazdystudent.pl
                          • pade Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 03.02.20, 15:01
                            Mamo_doroto, myślę, że Twój problem polega na tym, że traktujesz swojego syna jako Twoje przedłużenie. Nieświadomie oczywiście. A on jest odrębną jednostką, inną od Ciebie, wychowaną w innych warunkach, innych oczekiwaniach i nigdy nie będzie Tobą. Będzie sobie szedł przez życie po swojemu. Czyli inaczej, a nie źle.
                            Popełni swoje własne błędy i wyciągnie własne wnioski. I to jest nauka życia.
                            Lumeria świetnie opisała dynamikę panującą u Was w domu. Zastanów się nad tym.
                            I przeanalizuj skąd u Ciebie taka potrzeba kontroli. Za nią stoi silny lęk. Brak zaufania. Nie tyle do syna (bo pewnie deklarujesz, że ufasz), ale w ogóle do życia i do świata.
                            Piszesz o całej sytuacji tak, jak gdyby to, że syn się niewiele uczy miało się skończyć katastrofą. Warto ten schemat myślenia przeanalizować. I zmniejszyć swój lęk.

                            --
                            "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
                            • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 03.02.20, 15:43
                              Wiesz, gdy ten wątek zaczęłam, naprawdę mi się wydawało, że stoimy na skraju średniej wielkości katastrofy i muszę jej zapobiec. Teraz już jestem spokojniejsza. Pomyślałam, że faktycznie mogę synowi zaufać, bo z reguły jakoś sobie radzi. W swoim stylu, nie w moim, ale jednak. I nawet jak mu coś nie wyjdzie, ale będzie zmotywowany, to poprawi.

                              Zabawnie było w sobotę, kiedy syn miał egzamin. Wstał dość późno, długo się kąpał, ale trzymałam język za zębami. W końcu to mąż, który do tej pory mówił, żeby się nie wtrącać, nie wytrzymał i zaczął mnie pytać, czy on zdąży. A ja mu odpowiedziałam, że nie wiem, ale termin egzaminu zna. Potem syn wpadł jak burza po coś do zjedzenia "na szybkości" i pojechał. Dobrze się z tym czułam. I gdy zadzwonił kilka godzin po egzaminie nie pytałam, czy zdążył, tylko jak się czuje po egzaminie.

                              --
                              Spotkanie w Małżeństwie

                              kazdystudent.pl
                • koronka2012 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 19:08
                  mama_dorota napisała:

                  > Poruszasz tu ważną sprawę, która też mnie zastanawiała. [...]
                  Teraz często n
                  > ie wiadomo, gdzie szukać, bo różne materiały i informacje są wymieszane na ucze
                  > lnianej platformie. Albo zostały zadane 2 razy na początku semestru, a potem ci
                  > sza i dopiero po dłuższym czasie kolokwium albo egzamin.

                  Cóż, jako matka studentki zwrócę uwagę na jeden fakt: ja na ten przykład nie mam zielonego pojęcia co córka przerabia na studiach, co ma "zadane" i kiedy ma kolokwium. Może i jestem zimną suką, ale zwyczajnie uważam, ze ta wiedza jest mi najdoskonalej zbędna.

                  Piszesz jak control freak, bez urazy ale wyglądasz mi na jedną z tych matek, które w szatni zaczepiają inne z pytaniem czy wg nich drugie zadanie na wtorkowej klasówce z matematyki było trudne....

                  Na marginesie - nie, rodzic nie musi utrzymywać dziecka do 26 roku życia. Nawet jeśli się uczy. Zależy to bowiem od wielu innych czynników, m.in. możliwości finansowych rodziców. Z drugiej strony - brutalnie mówiąc, do obecnego programu studiów można mieć wiele zastrzeżeń, jednak nie to, że jest nie do przejścia przez przeciętnie inteligentną osobę. A jeśli osoba nie daje sobie rady to są 2 możliwości: jest zbyt leniwa/jest nie wystarczająco inteligentna. W obu przypadkach może się doskonale obejść bez studiów.

                  Ty zaś zastanawiasz się nad bzdetami, które nie mają najmniejszego znaczenia, bo są czystą projekcją twoich lęków.

                  > Czasem rodzic po prostu zauważa, że dziecko coś zaniedbuje. Nie przez ca
                  > ły semestr, tylko w ostatnich tygodniach przed sesją, kiedy to należy już zacząć przygotowania do niej.

                  Oczywiście - obserwowałam to przez parenaście lat nauki :P I po prostu rodzic musi nauczyć się z tym żyć, a nie zamartwiać po nocach i nie przeżywać za dziecko (które ma najdoskonalej wywalone i śpi spokojnie).
                  Mówię z autopsji.
                  • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 22:32
                    koronka2012 napisała:

                    > Cóż, jako matka studentki zwrócę uwagę na jeden fakt: ja na ten przykład nie ma
                    > m zielonego pojęcia co córka przerabia na studiach, co ma "zadane" i kiedy ma k
                    > olokwium. Może i jestem zimną suką, ale zwyczajnie uważam, ze ta wiedza jest mi
                    > najdoskonalej zbędna.

                    Nie wiem, dlaczego ktokolwiek miałby pomyśleć, że jesteś zimną suką. Wykazujesz zdrowe, umiarkowane zainteresowanie studiami swojego dorosłego dziecka. Szczegółowa wiedza o przedmiotach, ilości zaliczeń, zadaniach domowych itd. nie jest ci do niczego potrzebna i wynika to z prostego faktu: studiuje twoja córka, a nie ty. Jej studia = jej odpowiedzialność. Orbitująca, zaglądająca przez ramię, kontrolująca, strofująca matka żadnemu studentowi nie jest do życia i studiowania potrzebna.

                    Dorota zdaje się nie zauważać, że pomiędzy jej postawą matki wręcz patologicznie zaangażowanej w naukę dorosłego dziecka a postawą totalnego olewania czy wręcz utrudniania dziecku nauki, jest mnóstwo innych, zdrowszych możliwości i z moich obserwacji jako studenta 20 lat temu wynikało, że znakomita większość rodziców wpisywała się właśnie gdzieś w środek tego spektrum. Większość rodziców, w tym moi, wiedziała o tym, czy zdaliśmy na kolejny rok studiów, bo w zasadzie tylko to się liczyło. Nigdy nie spowiadałam się rodzicom z ilości zaliczeń czy ocen za nie, projektów, ich tematów i terminów ich zdania. Właściwie jedyny termin, o którym wiedzieli dużo naprzód, była obrona. Dlatego czytam posty Doroty i jej zapewnienia, że na tej polibudzie normą jest, że rodzice wiedzą wszystko o studiach swoich dzieci i oczy mam jak pięć zeta. Może to specyfika tej konkretnej uczelni? Albo tego konkretnego kierunku?
            • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 06:31
              Jakem sęp to skomentuję 😂

              "Myślcie sobie o moim synu, byku, który nie umie sobie budzika nastawić. Widziałam wielokrotnie, jak śpi w najlepsze, nawet nie drgnie, mimo dzwoniącego budzika, czy raczej kilku budzików, nastawionych przez niego dzień wcześniej."

              Autorka będzie syneczka z zaświatów budzić po śmierci jak będzie miał 60 kilka czy 70 lat, żeby na wizytę u lekarza nie zaspał ale nadal nic dziwnego w tym widzieć nie będzie 😉

              --
              Being alone is fine. Being alone together id perfect.
              66/93/95
              • enith Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 07:56
                eriu napisała:

                > Autorka będzie syneczka z zaświatów budzić po śmierci jak będzie miał 60 kilka
                > czy 70 lat, żeby na wizytę u lekarza nie zaspał ale nadal nic dziwnego w tym wi
                > dzieć nie będzie 😉

                Wiem, że piszesz z ironią, ale ja pytam na poważnie: KIEDY Dorota przestanie traktować swojego dorosłego syna jak kilkuletnie niesamodzielne dziecko? Na drugim roku studiów? Na trzecim? Piątym? Gdy syn pójdzie do pierwszej pracy?
                Przez cały wątek odnoszę wrażenie, że matka pisze o 12-sto, a nie dwudziestolatku. Rozumiem troskę o syna i jego przyszłość, ale opisana tu relacja na linii matka - dorosły syn jest co najmniej niezdrowa. I nie jest to tylko zdanie większości forumowiczów, ale także męża Doroty, osoby obserwującej sytuację osobiście i z bliska. Szkoda, że Dorota nawet nie bierze pod uwagę opinii ojca dziecka, który postuluje, by w końcu i nareszcie dać dorosłemu synowi odczuć konsekwencje jego własnych poczynań.
                • verdana Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 16:02
                  Serio? Gdybym była znajomą syna, poradziłabym mu, aby niezaleznie od tego, czy zawali czy zda studia kontynuował w innym mieście. Gdzie budzik może dzwonić i nikt się tym nie przejmuje, gdzie mama nie wie, o której zaczynają sie zajęcia, ani gdzie można znaleźć materiały do zaliczenia. Owszem, powinna być poinformowana o tym, czy syn zaliczył rok. W takiej sytuacji, jak jest teraz syn nie może dorosnąć, a traktowany jak dziecko będzie się jak dziecko zachowywał. Nie mama na tym etapie decyduje, kiedy facet się uczy, a kiedy gra, ile może pracować, czy ma iść na zajęcia, czy olać nudny wykład i spać. To jest tak dziwne, ze zastanawiam sie, co się za tym kryje - bo na pewno nie tylko troska o wyniki w nauce. Raczej niemożność pogodzenia sie z tym, ze nie ma się już możliwości decydowania o swoim dziecku, że mama jest juz niepotrzebna jako wychowawca.
                  • verdana Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 16:12
                    I jeszcze jedno mi teraz wpadło do głowy. Udzielam korepetycji bardzo miłemu, inteligentnemu i bystremu chłopakowi. Uczy się historii, aby zdać na prawo. Ale zainteresowania ma zupełnie inne. Kiedy zapytałam, dlaczego zatem nie idzie na ASP, powiedział, ze oczekiwania sa takie, ze skończy prawo, rodzice owszem, godza się, ze może skończyć ASP, ale równolegle. Zapytałam, czy powiedział rodzicom, że absolutnie na prawo iść nie chce. Nie, nie powiedział, mówi, ze dokładnie wie, jaka byłaby reakcja rodziców, oni uwazają, ze będzie doskonałym prawnikiem i nie ma o czym dyskutować. Jesli dostanie się na prawo, raczej go nie skończy, bo widzę, ze ma zero predyspozycji.
                  • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 17:44
                    Jakoś tam myślę, że może by się potem okazało, że w tym innym mieście syn studiuje coś innego tylko mamie opowiada jak te studia jakoś powiązane z informatyką idą żeby zaspokoić mamine ambicje, bo w chwili obecnej mam wrażenie, że mama nie zostawia przestrzeni dla syna aby był i doświadczał i się uczył. To się potem może bardzo zemścić a mama nadal nie będzie widziała o co chodzi.

                    --
                    Being alone is fine. Being alone together id perfect.
                    66/93/95
                • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 31.01.20, 17:45
                  Poważnie odpowiadając na Twoje pytanie: nigdy bazując na odpowiedziach Doroty.

                  Wrzuciłam ten ironiczny komentarz żeby Dorota może się chociaż zastanowiła chwilę kiedy synowi odda władzę nad jego życiem, budzikiem i każdą inną pierdołą i ważną sprawą.

                  --
                  Being alone is fine. Being alone together id perfect.
                  66/93/95
                  • mama_dorota Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 01.02.20, 07:57
                    eriu napisała:

                    > Poważnie odpowiadając na Twoje pytanie: nigdy bazując na odpowiedziach Doroty.
                    >
                    > Wrzuciłam ten ironiczny komentarz żeby Dorota może się chociaż zastanowiła chwi
                    > lę kiedy synowi odda władzę nad jego życiem, budzikiem i każdą inną pierdołą i
                    > ważną sprawą.
                    >

                    Kobieto! Oddałam tę władzę. Tyle piszesz i jeszcze nie zauważyłaś?
                    --
                    Spotkanie w Małżeństwie

                    kazdystudent.pl
                    • eriu Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 01.02.20, 08:43
                      Całą? Czy tylko w temacie studiów? Bo właśnie w tym jest problem i to było widać w wątku o TBS, że Ty planujesz synowi, Ty go pilnowałaś żeby się uczył, Ty go budziłaś żeby wstał. Skądś taka niezdrowa postawa się wzięła i jakoś tak szczerze mówiąc nie wierzę, że nagle zrobisz zwrot 180 stopni i oddasz pełnię władzy synowi. Skoro mąż Cię tyle lat nie przekonał, że Twoja postawa jest zła to ma to głębsze przyczyny i o tym wszyscy piszą.

                      --
                      Being alone is fine. Being alone together id perfect.
                      66/93/95
                      • heniek.8 Re: Syn studiuje - czy jestem nadopiekuńcza? 01.02.20, 15:10
                        eriu napisała:

                        >Bo właśnie w tym jest problem i to było wida
                        > ć w wątku o TBS,

                        moim zdaniem problem jest w tobie
                        ubzdurałaś sobie że jesteś psychologiem, przeglądasz jakies stare wątki co już ociera się o stalking i doxxing
                        i wydaje ci się że niby "pomagasz"

                        a tymczasem nie masz całego obrazu sytuacji, częściowo przekręcasz to co podała autorka, resztę sobie dopowiadasz i snujesz jakieś banialuki

                        kto jak kto - ale autorka wie lepiej czy twoje pożal się boże "rady" pasują do jej sytuacji czy nie