Dodaj do ulubionych

Moje małżeństwo - okrutny koniec

13.06.20, 19:29
Witam wszystkich,

Nie wiem od czego zacząć bo przechodzę chyba najgorszy okres w moim życiu, moje małżeństwo po 13 latach wspólnego zycia właśnie się kończy i nie mogę sobie z tym zupelnie poradzić. Mam dwójkę dzieci, 4 i 6 lat oraz meza ktory w gniewie nie panuje nad soba. Pod koniec kwietnia w moim domu była interwencja policji, mój mąż był agresywny, macha piesciami, jak chciałam w końcu wyjść do pracy siła wciągnął mnie z klatki schodowej do mieszkania - konsekwencją szarpania był zwichniety palec, w trakcie szarpania krzyczał ze nigdzie nie pójdę i po wciągnięciu mnie do domu zamknął wszystkie zamki. Bałam się strasznie ze coś mi zrobi i ucieklam na balkon, sąsiadka szlyszala krzyki i zadzwoniła na policje. Niestety wszystko widziały dzieci. Mąż jak przyjechała policja był spokojny jakgdyby nigdy nic i nawet powiedział ze sama sobie uszkodziłam palca - szok. Mąż został zabrany na tzw. dołek. a następnie opuścił dom i wynajął mieszkanie. Powodem agresji meza bylo to ze niespalam tydzien z mezem w sypialni i powiedzialam mu ze nie widze wspolnego zycia i ze powinnismy sie rozejsc- ze go nie kocham, gdyz wcześniej zdarzało sie ze wyzywal mnie od ku...., sz.... itd., bil poduszka a nawet oplul mnie tak ze mialam cala twarz w slinie. Po tych sytuacjach nie potrafilam byc z nim blisko, balam sie. Swoje zachowania zawsze tlumaczyl mna, nawet wmawial mi ze nic takiego nie mialo nigdy miejsca-pranie mozgu. Od dnia kiedy mąż opuścił dom czyli ponad miesiąc temu, nie odzywa się do mnie, obarcza mnie wina za to ze policja go zabrała, mówi ze celowo go wsądziłam na dołek i ze to była ustawiona sytuacja. Pisze ze ja zniszczyła nasz związek i ze jestem dla niego zagrożeniem (masakra). Czuje się,;że robi ze mnie wariatkę, choć sąsiadka przez wizjer widziała co robi. W 2016 roku również była interwencja policji i mąż dostał nakaz opuszczenia domu, po kilku miesiącach mąż wrócił do domu i poszliśmy na wspólną terapię, ale nigdy nie było tak jak powinno być w normalnym związku, zdarzało się przemoc a mąż nawet do dzieci mówił, ze celowo wsadziłam go do aresztu. Bardzo mnie to bolało, wydaje mi się,;że wrócił bez skruchy, której teraz tez nie ma i mną się nie interesuje. Czuje się okropnie, jak wyrzucona rzecz, obarczana za to ze męża teraz nie ma w domu.Mój maz stal sie wrogiem, choc tyle cierpialam. Jeśli chodzi o dzieci, mąż przyjeżdża co drugi weekend i w każdą środę po synów zawsze ze swoim ojcem, nierozumiem dlaczego z ojcem. Czuje się osaczana i traktowana tak, że to ja robiłam mojemu mężowi krzywdę. Jestem strzepkiem nerwów, boli mnie to że mąż nie ma refleksji i robi ze mnie wariatkę. Chodzę jak cień, cierpię, nie wiem co dalej i jak zawalczyć mam o siebie? Od rodziców nie mam wsparcia, moja mama ma swój świat i uważa że mam czekać aż mój mąż pierwszy złoży pozew o rozwód bo to kosztuje, mój tata wycofany z tym samym problemem-bil moja mamę. Mam wsparcie siostry i koleżanek - bez nich tego bym nie przetrwała. Proszę o wsparcie, że dam sobie radę bez męża bo tego bardzo się boje, czy kobieta mając 35 lat i dwójkę dzieci może być szczesliwa. Za wszystkie rady, komentarze dziękuję.
Obserwuj wątek
    • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 21:04
      Chciałam tylko dodać, że boje się mojego meza - mówił mi w gniewie kilkukrotnie, że mnie zniszczy i pójdzie ze mną na wojnę. Nie wiem naprawdę czego mogę się po nim spodziewać. Żyje w stresie codziennie, mam prace, która bardzo lubie ale przez ta sytuacje ciężko mi się na niej skupic. Najgorsze jest to, że od momentu wyprowadzki to ja kilkukrotnie prosiłam męża i rozmowę o nas, o dzieciach. Mąż odmawiał i nie wykazywał inicjatywy, nie dzwoni, nie pyta się ani o mnie ani o dzieci - bardzo mnie to boli.
      • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 21:50
        poraniona84 napisała:

        > Chciałam tylko dodać, że boje się mojego meza - mówił mi w gniewie kilkukrotnie
        > , że mnie zniszczy i pójdzie ze mną na wojnę. Nie wiem naprawdę czego mogę się
        > po nim spodziewać. Żyje w stresie codziennie, mam prace, która bardzo lubie ale
        > przez ta sytuacje ciężko mi się na niej skupic. Najgorsze jest to, że od momen
        > tu wyprowadzki to ja kilkukrotnie prosiłam męża i rozmowę o nas, o dzieciach. M
        > ąż odmawiał i nie wykazywał inicjatywy, nie dzwoni, nie pyta się ani o mnie ani
        > o dzieci - bardzo mnie to boli.

        Chyba oszalalas.
        Nie pros - o nic ! - a juz zwlaszcza o rozmowe. przeciez chyba wiesz juz az za dobrze, jak wygladaja rozmowy z nim i do czego prowadza.

        Zaloz sprawe o zabezpieczenie platnosci na potrzeby dzieci. Sprawe rozwodowa to o ile chcesz i nie ma z tym pospiechu, ale o pieniadze zadbaj juz.
        Idz do psychologa, prawdopodobnie skieruje cie na terapie, jesli nie, popros o to. Potrzebujesz pomocy w rozeznaniu sie w swoich emocjach i reakcjach.

        >
      • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 23:31
        O was nie ma co rozmawiać, bo was nie ma. Czemu na pytać o ciebie? Specjalnie to robi żebyś poczuła jak to jest bez niego, taka kara dla ciebie z jego strony taktyka zatęsknisz przeprosisz na kolanach.
        Złóż wniosek do sądu podaj świadków i z jego winy.

        Przestań myśleć ze zrobiłaś coś nie tak, bo tacy jak oni zawsze zwalają winę na ofiarę „bo zupa była za słona”
        To taktyka i normalka w związkach z przemocą. Jeśli nie umiesz sobie poradzić napisz sobie na kartkach i rozwieś w domu ze to mąż jest winny nikt nie zasługuje na agresje plucie po twarzy obrażanie.
        Najlepsza byłby terapia.

        NIE ZASŁUGUJESZ NA TO JAK CIĘ TRAKTOWAŁ.
        A matkę kopnij w d... ze cię wstrzymuje z rozwodem😡
        • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 17:57
          Najgorsze jest to, że to tak wygląda jakby to on mnie porzucił przez pranie mózgu, które mi robi wmawiając mi, że ta sytuacja była ustawiona, obarczajac mnie wina. Nie mogę dojść do siebie i uwolnić mentalnie od niego a tak bardzo bym tego chciała. On dla mnie nie ma żadnej empatii, żadnej.
        • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 17:57
          Najgorsze jest to, że to tak wygląda jakby to on mnie porzucił przez pranie mózgu, które mi robi wmawiając mi, że ta sytuacja była ustawiona, obarczajac mnie wina. Nie mogę dojść do siebie i uwolnić mentalnie od niego a tak bardzo bym tego chciała. On dla mnie nie ma żadnej empatii, żadnej.
          • ritual2019 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 18:02
            Nie ma I miec nie bedzie ale ty nie potrzebujesz jego empatii, ty musisz zrozumiec ze on jest toksyczny i musisz trzymac sie od niego z daleka I jak najmniej kontaktowac zeby przetrwac. Walcz o sobie i synow bo ty skonczysz jak twoja matka a synowie beda jak ich ojciec.
    • mapola Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 22:37
      Szanowna Pani,
      Jest Pani osobą, która doświadcza przemocy. Bardzo pomocny w pierwszej kolejności dla Pani będzie kontakt z terapeutą, który wesprze Panią, lokalny Ośrodek Interwencji kryzysowej, OPS, niebieska linia www.niebieskalinia.info/index.php/kontakt (również bezpłatne porady prawne).
      W razie pytań służę pomocą
      • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 16:39
        Kolejna rzecz to taka, że kompletnie nie mogę odnaleźć się w nowej rzeczywistości bycia samotna mama, martwi mnie wiele rzeczy jak sobie poradzę i jak dam rade wychować dwóch synów, jaką czeka mnie przyszłość. Mieszkanie obecnie mamy wspólne jako wlasnosc ale na kredyt. Dużym plusem ze przedszkole mam pod domem i szkoły również na osiedlu a do pracy mam 20 min pieszo, autem 8 min, rowerem tez ok 20 min. Nie jest źle, tylko czemu tak bardzo się boje??
        • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 16:49
          To normalne, że się boisz. Sytuacja jest dla Ciebie nowa, więc budzi strach.
          Ale dasz sobie radę!
          Tysiące matek samotnie wychowuje dzieci, to się daje zrobić.
          Twoje dzieci są małe, w trakcie ich przedszkola i szkoły poznasz innych rodziców, dzieci się zaprzyjaźnią, Ty polubisz jakąś mamę, będziesz miała z kim pogadać.
          To potrwa, ale powoli zbudujesz nowe życie.
          I ono będzie fajne :)

          Co do mieszkania to chyba potrzebujesz porady adwokata (są darmowe, trzeba poszukać w różnych organizacjach pomocowych) jak rozwikłać kwestię kto mieszka, kto przejmuje własność, kto spłaca kredyt. Sporo tu zależy od Waszej sytuacji finansowej, zarobków, od tego czy masz zdolność kredytową.
          Tylko pamiętaj: nic na gębę! Wszystko, na co się umówcie musi być na piśmie, najlepiej notarialnie lub wyrok sądu o podziale majątku.
          Doczytaj też o zabezpieczeniu finansowym rodziny - możesz o to wystąpić już teraz, z klauzulą natychmiastowej wykonalności, nie musisz czekać na rozwód i alimenty.
      • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 23:26
        Tylko ja nie rozumiem po co chce mieć świadka, przecież to mąż został zabrany przez policję nie ja. Czuje się zastraszona tym, tym bardziej jak ubralam dzieci przed wyjazdem do meza to teść powiedział do meza: sprawdź czy ona dobrze dzieci ubrała. Było to dla mnie bardzo upokarzajace.
        • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 00:16
          poraniona84 napisała:

          > Tylko ja nie rozumiem po co chce mieć świadka, przecież to mąż został zabrany p
          > rzez policję nie ja. Czuje się zastraszona tym, tym bardziej jak ubralam dzieci
          > przed wyjazdem do meza to teść powiedział do meza: sprawdź czy ona dobrze dzie
          > ci ubrała. Było to dla mnie bardzo upokarzajace.


          Chcą mieć przewagę psychiczna na tobą. Zastraszyć cię.
          Jak widać maja i dobrze im to wchodzi.
          Poza tym mąż chce mieć świadka ,żebyś nie powiedziała ze cię bił czy wyzywa jak przyjeżdża po dzieci, żeby był świadek na to ze zjawia się po dzieci i mu zależy. Nie zdziwiła bym się ze będzie próbował przejąć opiekę.
          Serio zastanawiasz się po co?

          Naprawdę idź do dobrego adwokata albo zadzwoń na infolinie żebyś wiedziała co masz robić mówić. Żebyś się z czymś nie wkopała.
          Nie wiesz co twój mąż planuje i z czym w sądzie wyskoczy może próbować zrobić z ciebie watówkę i agresora ze to twoja wina.

          Powiem tak przygotuj się na wszystko, bo on jest zdolny do wszystkiego żeby ci dołożyć.
          Przekonałaś się o tym wielokrotnie.
          • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 11:30
            A ja cały czas mam nadzieję że będziemy jeszcze rodziną, boli mnie to, że mój mąż nierozumie tego albo raczej nie chce stanąć w prawdzie, że mnie ranił. Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon i odzywał się do mnie jak do najgorszego wroga, nie pytał się o dzieci, jak sobie radzę, czy ogarniam prace i dom.
            • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 11:57
              poraniona84 napisała:

              > A ja cały czas mam nadzieję że będziemy jeszcze rodziną,


              Naprawde chcesz stanowic rodzine z kims, kto pluje na ciebie czy sila zatrzymuje w domu ? Nie mam wiecej pytan.

              boli mnie to, że mój m
              > ąż nierozumie tego albo raczej nie chce stanąć w prawdzie, że mnie ranił.

              Przyjmij do wiadomosci, ze on rozumie i "staje w prawdzie", tylko nie zamierza sie zmieniac, bo wlasnie tego chce - ranic cie.

              Wczor
              > aj rozmawialiśmy przez telefon i odzywał się do mnie jak do najgorszego wroga,
              > nie pytał się o dzieci, jak sobie radzę, czy ogarniam prace i dom.

              Serio myslisz, ze go to obchodzi ?
            • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:19
              poraniona84 napisała:

              > A ja cały czas mam nadzieję że będziemy jeszcze rodziną, boli mnie to, że mój m
              > ąż nierozumie tego albo raczej nie chce stanąć w prawdzie, że mnie ranił. Wczor
              > aj rozmawialiśmy przez telefon i odzywał się do mnie jak do najgorszego wroga,
              > nie pytał się o dzieci, jak sobie radzę, czy ogarniam prace i dom.


              Serio? ON JEST TWOIM NAJWIĘKSZYM WROGIEM.
              Nie jesteście rodziną.
              Idź jak najszybciej na terapie. Bo wrócisz do niego i będziesz dalej przechodzić piekło.
              Szkoda ze nie jest w pl jak w uk, matce , która wraca do przemocy domowej odbiera się dzieci.
              Żeby dzieciom nie fundowali takiego dzieciństwa, jesteś współuzależniona nie zależy ci na dzieciach, a bardziej na agresywnym mężu. Żal tylko dzieci, ze nawet matka ich nie chroni.
              • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:27
                Zależy mi na dzieciach, kocham ich nad życie i zrobię wszystko żeby byli szczęśliwi. Nie radzę sobie z tym, że mąż perfidnie odwraca kota ogonem i próbuje robić ze mnie wariatke - to boli. To prawda bez terapii sobie nie poradzę - dlatego jestem zapisana na piątek, co prawda jest to terapia indywidualna ale zawsze coś.
                • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:31
                  Skoro kochasz dzieci trzymaj się z dała od męża. Chcesz żeby twoi synowie tak traktowali kobiety? Jakie ty masz życie przez agresywnego ojca i matkę która nic nie zrobiła?

                  Bardzo dobrze ze indywidualna.

                  Chce zrobić wariatkę bo się przeciwstawiałaś ,stracił swój worek treningowy. Wiec nie ma się gdzie wyżyć, a to jedyne jak może cię teraz męczyć i maltretować.
                  Tylko powiedz na terapii to co tu, to da obraz jak jesteś uzależniona.
                  • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:39
                    Moja matka rzeczywistoście nie dała mi dobrego wzoru, trwała przy ojcu i zawsze go tłumaczyła - to było źle. Brakuje mi zdrowego wsparcia od rodziców, nawet ostatnio mama mi powiedziala, ze jak mąż wpada w furie to mam dzieci brać za rękę i wychodzić na dwór i czekać aż mu przejdzie i dalej tak żyć. Jak nie było dzieci odchodziłam od męża dwa razy i za każdym razem słyszałam że mama mi nie pomoże przy rozwodzie czy w tych kłopotach bo slubowalam, bo takiego sobie wybrałam wiec mam sobie radzić sama. Jak się bałam w domu, to mówiła mi, że przecież noc się nie dzieje, nigdy mi nie powiedziała przyjedź, pomogę Ci. Ja nawet tego juz nie oczekuje, tylko boli mnie to że nie zdaje sobie sprawy przez jakie piekło przechodzę, ona żyje tylko Kościołem i ma swój świat.
                        • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:53
                          poraniona84 napisała:

                          > Sama była bita i rzeczywiście nigdy nic z tym nie robiła, piątke dzieci miała a
                          > teraz nadal żyją z ojcem jak pies z kotem.Dramat.

                          No to teraz zastanow sie, czy chcesz takiego zycia dla swoich dzieci. Poczekasz, az maz je zacznie tresowac czy wystarczy, ze na ich oczach ich matke szarpie i opluwa ?

                          po slowach matki, ze powinnas zabierac dzieci z domu i na schodach czy na podworku przeczekiwac z nimi agresje meza, nie powinnas wiecej z nia na ten temat rozmawiac, a juz na pewno liczyc na jej pomoc. Linkowala ci tu dziewczyna wlasciwy adres, tam poszukaj, u ludzi rozumiejacych, co sie dzieje, co to znaczy i jakie bedzie mialo skutki dla ciebie i dla twoich dzieci.
                          • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 13:24
                            Dochodziło do agresji średnio raz na miesiąc, jak coś mu się nie spodobało lub jak się nie zgadzalismy. Nigdy celowo go nie prowokowalam. Mąż jak juz wybuchnie to nie może się powstrzymac i zatrzymać, rzucił rzeczami, mówił rzeczy straszne czy bił. Po wszystkim płakał jak male dziecko i szedł spac i obwinial mnie.
                          • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 14:09
                            nowabiala1 napisała:

                            > Porada, by przeczekać atak gniewu i nie prowokować agresji, jest prawidłowa.

                            Chyba cie porabalo. Kobieta i malenkie dzieci maja opuscic dom, ich wlasny dom i pomieszkac na podworku czy na schodach, poki agresorowi nie przejdzie ???
                            • nowabiala1 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 14:20
                              Agresja to nie gniew.

                              Agresja to gniew wyrazony w sposób szkodliwy dla otoczenia.
                              Na gniew nie masz wpływu, to emocja. Na agresje masz, bo to działanie.

                              Znam ten typ ludzi. Mój dziadek łatwo wpadał w gniew i to z powodu błahostek (np. potkniecie na ulicy). Osoby takie mają to do siebie, że gniew szybko wybucha, ale też szybko mija. Nasila się, wręcz przechodzi w agresję, gdy otoczenie zamiast ignorować zachowanie, dolewa oliwy do ognia.

                              Porada mamy, by wyjść z dziećmi na spacer zamiast kontynuować kłótnię w zasadzie (pora dnia, pogoda) słuszna.
                              Nie chodzi o wyprowadzkę z własnego domu, mieszkanie na schodach czy podwórku.
                              • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:22
                                Agresja to gniew wyrazony w sposób szkodliwy dla otoczenia.
                                Na gniew nie masz wpływu, to emocja. Na agresje masz, bo to działanie.

                                Bzdura nad emocjami tez możny panować. To ze każda błahostka wprawia nas w gniew ,normalne nie jest.
                                Można się nauczyć odpuszczać lub panować nad gniewem.
                                Czemu jedne osoby są nad wyraz kontrolujące , łatwo wpadają w gniew, a inne nie np. Z powodu upuszczonego przedmiotu?
                              • aqua48 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 09:49
                                nowabiala1 napisała:

                                > gniew szybko wybuc
                                > ha, ale też szybko mija. Nasila się, wręcz przechodzi w agresję, gdy otoczenie
                                > zamiast ignorować zachowanie, dolewa oliwy do ognia.

                                Nad swoim gniewem dorosły człowiek PANUJE i nie dopuszcza do tego by przerodził się w agresję słowną lub czynną. Bez względu na reakcję otoczenia.
                                A jeśli gniew nie do opanowania wzbudzają takie sytuacje jak niewypicie kawy, potknięcie się, czy zwykłe zmęczenie to należy się leczyć. Bo to nie jest normalne i nikt nie ma obowiązku takiego zachowania znosić czy uciekać przed nim na spacer...Uciec należy owszem od takiego człowieka. Na zawsze. I nie wiązać z nim swojej przyszłości, ani tym bardziej przyszłości dzieci które należy wręcz przed agresją i przemocą domową CHRONIĆ.
                    • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:31
                      Więc odejdź od męża bez pomocy matki.
                      To jest możliwe.
                      A Ty jesteś dorosła i odpowiedzialna za dzieci.

                      Matka sama jest uzależniona od przemocowca, Ciebie wychowała w tka chorym domu, przez to weszłaś w taki związek i nie umiesz z niego wyjść. Chcesz tego dla dzieci za 20 lat?
                      UCIEKAJ!

                      I nie czytaj postów nowabiala1, jak ktoś broni przemocowca to sam nim jest.
                • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:29
                  poraniona84 napisała:

                  > Zależy mi na dzieciach, kocham ich nad życie i zrobię wszystko żeby byli szczęś
                  > liwi.

                  Więc zabierz je od męża przemocowca, który zamieni ich życie w piekło, po którym będą potrzebować lat terapii albo zniszczą potem własne dorosłe życie.
                  Twój mąż się nie zmieni, używa przemocy BO MOŻE i CHCE, nie zamierza się zmienić, chce tylko byś Ty się poddała.
                  Patrzenie jak tata niszczy matkę jest przemocą wobec dzieci.
                  A będzie gorzej, gdy podrosną.
    • jak.z.nut Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 08:27
      Oczywiście, ze będziesz szczęśliwa! Jak tylko pomożesz sobie terapia, grupą wsparcia dla osób doświadczających przemocy... twoj mąż niczym się nie różni od każdego innego przemocowca! Zastraszanie i manipulacja to jego sposób działania. Pomóż siebie terapia, znajdź prawnika nawet jeśli nie chcesz jeszcze składać pozwu to przynajmniej zabezpiecz alimenty na dzieci. Będzie dobrze ale potrzebujesz pomocy!
    • alba27 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:38
      Przede wszystkim mąż się nie zmieni. Żyjesz z przemovowcem i dostałaś od losu szansę żeby Twoje dzieci miały normalne dzieciństwo. Wykorzystaj tą szansę. Dobrze że masz pracę. Powiedz mężowi że jeśli zgodzi się na polubowny rozwód i odpowiednie alimenty to nie będziesz chciała orzekania o winie. Oczywiście na początku się wkurzy, powie że zabierze Ci dzieci, bo jesteś wariatką, ale to stara śpiewka przemocowcow. Nie bój się, bo tak naprawdę to on jest tchórzem. Koniecznie idź na forum "przemoc w rodzinie" tam są cudowne osoby.
      • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:50
        alba27 napisała:

        > Powiedz mężowi że jeśli zgodzi się na polubowny rozwód i odp
        > owiednie alimenty to nie będziesz chciała orzekania o winie.


        Imo - niebezpieczna rada.
        Z roznych wzgledow, takze dlatego, ze wszelkie ustalenia z przemocowcem nie sprawdzaja sie.

        Odradzalabym jakiekolwiej rozmowy z mezem, dopoki dziewczyna nie zdecyduje sie na konkretne posuniecia. A gdy juz sie zdecyduje, to przez adwokata lub w jego obecnosci.
        • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:54
          tt-tka napisała:

          > (...) Z roznych wzgledow, takze dlatego, ze wszelkie ustalenia z przemocowcem nie spr
          > awdzaja sie.
          >
          > Odradzalabym jakiekolwiej rozmowy z mezem, dopoki dziewczyna nie zdecyduje sie
          > na konkretne posuniecia. A gdy juz sie zdecyduje, to przez adwokata lub w jego
          > obecnosci.


          Dokładnie tak.
          On ją oszuka, namówi na coś, czego ona nie chce, przekona do jakiegoś idiotyzmu.
          Żadnych rozmów, żadnych obietnic.
          Najpierw plan, porada adwokata, psychologa.
          Potem spokojne konsekwentne działanie.

          Autorko, czyj jest dom, w którym mieszkacie?
          Macie na niego kredyt?
          >
          >
          • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 16:08
            To prawda musze niestety działać sama bez ustaleń z mężem, on już teraz zaproponował mi jeszcze przed rozwodem zabieranie dzieci e trybie opieki naprzemiennej na co ją oczywiście się nie zgodzę, nie z takim człowiekiem - jego celem wyłącznym tej opcji jest nieplacenie alimentów a nie dzieci bo nigdy nimi tyle się nie zajmował. Z moim mężem polubownego nic się nie załatwi jak robił awanturę o pierdoly.
            • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 16:59
              poraniona84 napisała:

              > To prawda musze niestety działać sama bez ustaleń z mężem, on już teraz zapropo
              > nował mi jeszcze przed rozwodem zabieranie dzieci e trybie opieki naprzemiennej
              > na co ją oczywiście się nie zgodzę, nie z takim człowiekiem - jego celem wyłąc
              > znym tej opcji jest nieplacenie alimentów

              Przy opiece naprzemiennej tez sa alimenty. Bo dzieci nie wystarczy karmic, trzeba je przyodziac, czasem leczyc, zaopatrzyc w rzeczy potrzebne w przedszkolu i szkole itd. I zdecydowanie lepiej, gdy nad tym panuje jeden rodzic, bo ustalenia typu "ja kupuje dziecku kurtke, a ty buty" nie z kazdym sie sprawdzaja. Nie mowiac o tym, ze twojemu mezowi nie powierzylabym pod opieke nawet chomika.

              >Z moim mężem polubownego nic się nie załatwi

              Dobrze, ze zdajesz sobie z tego sprawe.
            • aqua48 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 09:56
              poraniona84 napisała:

              > Z moim mężem polubownego nic się nie załatwi jak robił awanturę o
              > pierdoly.

              Dobrze, że sobie z tego zdajesz sprawę. Powinnaś sobie zadawać sprawę, że nie macie wspólnej z tym człowiekiem przyszłości. I opłakać oraz zamknąć swoje plany i marzenia z nim związane.
              Co nie oznacza że nie masz dobrej perspektywy Ty i Twoje dzieci. Jesteś silną kobietą i dasz radę. Pisz w razie wątpliwości, załamania, pytań, forum będzie Cię wspierać. Dobrze byłoby też żebyś znalazła dobrą, wzmacniającą terapię dla siebie.
            • triss_merigold6 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 10:51
              on już teraz zaproponował mi jeszcze przed rozwodem zabieranie dzieci e trybie opieki naprzemiennej na co ją oczywiście się nie zgodzę

              sąd nie orzeknie opieki naprzemiennej bez zgody obojga rodziców, poza tym masz bdb. argumenty przeciwko tej formie opieki nad dziećmi
              • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 11:32
                Teraz właśnie nagle często mąż chce zabierać dzieci i nie wiem jak często mogę się zgadzać, on mi zarzuca ze bronie mu kontaktów z dziećmi, mówiłam ze może przyjeżdżać do dzieci do domu - on mówi ze ja jestem zagrożeniem dla niego - szok i wciąż sprowadza mi ojca. Nie wyrabiam juz psychicznie.
                  • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 11:51
                    Mówi ze ja od tak wezwe sobie policję i znów będzie w areszcie, ale to sąsiadka wezwała policję z góry, druga sąsiadka widziała przez wizjer co robi a on robi ze mnie wariatka. To jest chore!!!!!!!! Przecież to nie jest takie łatwe żeby kogoś policja zabrała trzeba mieć dowody. Jestem psychicznie wykonczona
                        • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 13:36
                          Mąż wie, że mam jedno jedyne nagranie jak jest agresywny (udało mi raz w życiu go nagrac) i nawet teraz dalej odwraca kota ogonem i nawet twierdzi ze policja mnie nie zabrała tylko jego bo jestem matką dwójki dzieci-przecież to jest psychoza jakąś, a ja czuję się jak w horrorze co on w ogóle mówi i robi.
                                          • nowabiala1 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 16:20
                                            Sorki, ale jeśli mam ci udzielić rady, muszę mieć więcej konkretów.

                                            Czyli bił poduszką, pluł/opluł, wyzywał od q i szmat ?

                                            Poduszką nie da się uderzyc, nieprzyjemne, ale nie powoduje to bólu.

                                            Wyzywał wielokrotnie na przestrzeni wielu lat małżeństwa czy w związku z jakkimś incydentem ? Np. wezwaniem policji i aresztowaniem.
                                              • eriu Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 11:50
                                                Przede wszystkim pamiętaj, że to on jest osobą, którą już dwa razy zabrała policja ze względu na stosowanie przemocy i to takiej, że sąsiedzi wezwali policję!!

                                                Koniecznie zabezpiecz nagranie: zrób kopię żebyś go nie miała tylko w swoim telefonie, bo telefon może zniszczyć czy Ci je wykasować zwłaszcza, że mu pozwalasz do widzeń z dziećmi w swoim domu.

                                                On teraz próbuje odwracać kota ogonem żeby Cię zastraszyć, żebyś była niepewna siebie, żebyś myślała, że wina jest po Twojej stronie (a jest po jego stronie, bo on jest przemocowcem) żebyś nie walczyła.

                                                Masz prawo chcieć aby ktoś inny był w domu np przyjaciółka, kuzynka itp kiedy on przyjeżdża w odwiedziny u dzieci. Tym bardziej jeśli u niego do agresji doprowadzały takie wydarzenia jak niewypicie przez Ciebie kawy, którą on Ci zrobił. Taka osoba, która by Ci wtedy towarzyszyła może być dobrym buforem - może się powstrzyma przed przemocowymi zachowaniami wobec Ciebie wtedy. Plus w razie czego będziesz mieć na nie świadka, bo uwierz mi, że jego ojciec będzie świadczył na korzyść Twojego męża a nie Ciebie.
                                            • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 16:29
                                              nowabiala1 napisała:

                                              > Sorki, ale jeśli mam ci udzielić rady, muszę mieć więcej konkretów.
                                              >
                                              > Czyli bił poduszką, pluł/opluł, wyzywał od q i szmat ?
                                              >
                                              > Poduszką nie da się uderzyc, nieprzyjemne, ale nie powoduje to bólu.
                                              >
                                              > Wyzywał wielokrotnie na przestrzeni wielu lat małżeństwa czy w związku z jakk
                                              > imś incydentem ? Np. wezwaniem policji i aresztowaniem.

                                              🤣🤣🤣🤣

                                              Nie musisz nic wiedzieć mąż stosował przemoc i agresje niech idzie na terapie i zadzwoni na numer z przemocą domowa tam ja pokieruje.
                                              • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 18:13
                                                nowabiala1 napisała:

                                                > Ona chce rady czy aplauzu bez znajomości szczegółów ?


                                                A czy czego chcesz?
                                                Masz wszystko opisane facet ja szarpał pluł na nią popychał wrzeszczał. Czego chcesz więcej? Więcej nie potrzeba do tego żeby stwierdzić ze facet agresor i furiat i należy uciekać z tego związku. Na forum ogólnodostępnym obrzydliwe jest to co robisz. Napisała ci ze się złe z tym czuje ze ja wypytujesz a ty dalej swoje.
                                                Nie jesteś ani z policji ,ani jej terapeutką, ani adwokatem.
                                                Wiec sobie daruj udawana pomoc.
                                                Drazysz temat na wszystkie strony.
                                                A do udzieleniu rad wystarczy to co wiemy.

                                                Niebieska linia, zabezpieczone alimentów i widzeń z dziećmi. Swoje konto bankowe ,terapia. Dalej ja pokryją osoby które się tym zajmują na codzień. Najlepiej jakby miała obok się ie kogoś kto z nią pobędzie ,wesprze. Bo na matkę liczyć nie może.

                                                A nie czy krzyczą czy ja bił czy machał pięściami rzuca przedmiotami. Do czego ci to potrzebne 😤🤢
                                              • aqua48 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 10:03
                                                nowabiala1 napisała:

                                                > Ona chce rady czy aplauzu bez znajomości szczegółów ?

                                                Zapewne chce wsparcia. A z Twojej strony ŻADNEJ konstruktywnej rady nie usłyszała, a jedynie dołujące, napastliwe pytania w postaci przesłuchania z tezą, że żadnej przemocy nie było, a obrzydliwemu zachowaniu przemocowca jest winna jego ofiara. Sugerujesz też w podły sposób, że fakt szukania pomocy u psychologa czy psychiatry może być powodem uznania za wariata.
                                                Wstydziłabyś się pisać coś takiego. Szkodzisz, nie pomagasz.
                                            • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 19:55
                                              3-mamuska napisała:

                                              > poraniona84 napisała:
                                              >
                                              > > dużo zadajesz pytań, trochę czuje się jak na przesłuchaniu.
                                              >


                                              > To nie odpowiadaj jej ma wszystko napisane w tym wątku.
                                              > Naucz się mówić nie i przestań dać się wciągać
                                              >
                                              >

                                              Dokladnie
                                              Ona cie doluje i deprecjonuje twoje odczucia, napisalas jej, ze zle sie czujesz z jej sposobem "rozmawiania", a ta samozwancza ikwizytorka nadal swoje i to pod pretekstem troski o ciebie. Calkiem jak twoj maz.

                                              Odmawiac, ignorowac, stawiac granice - tego musisz sie nauczyc. I to nie tylko wobec twojego jeszcze meza, toksykow jest wiecej.
                                    • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 23:32
                                      nowabiala1 napisała:

                                      > Idziesz do psychologa ?
                                      > On dopiero zdecyduje, czy terapia jest w ogóle ci potrzebna.

                                      Na terapię nie idzie się do psychologa, tylko do psychoterapeuty.
                                      I tak osobie doświadczającej szerokiej gamy przemocy terapia jest bardzo potrzebna.

                                      > Uderzył cię kiedykolwiek ?

                                      Uderzył i pisała już o tym.
                                      Jaka jest Twoja rola w tym wątku? bo póki co wyłącznie szkodzisz.
                            • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 23:33
                              nowabiala1 napisała:

                              > Rozumiem, ale dlaczego boisz się, że "zrobią z ciebie wariatkę"?
                              > Są jakieś przesłanki ?
                              > Korzystałaś kiedyś z pomocy psychiatry lub terapeuty ?

                              Korzystanie z pomocy psychiatry psychologa lub psychoterapeuty NIE JEST przesłanką do "zrobienia z kogoś wariatki"! Przestań pisać bzdury w tym wątku!
                • triss_merigold6 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 12:29
                  Złóż do sądu pozew o zabezpieczenie kontaktów z dziećmi i ustalenie miejsca zamieszkania dzieci każdorazowo w miejscu zamieszkania matki. Jeśli facet ma Niebieską Kartę czy coś w tym rodzaju, załączasz jako dowód i wnosisz o kontakty ojca z dziećmi w miejscu X pod nadzorem kuratora, na koszt ojca dzieci.
                • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 12:40
                  poraniona84 napisała:

                  > Teraz właśnie nagle często mąż chce zabierać dzieci i nie wiem jak często mogę
                  > się zgadzać, on mi zarzuca ze bronie mu kontaktów z dziećmi, mówiłam ze może p
                  > rzyjeżdżać do dzieci do domu - on mówi ze ja jestem zagrożeniem dla niego - szo
                  > k i wciąż sprowadza mi ojca. Nie wyrabiam juz psychicznie.

                  Idz, dziewczyno, do najblizszej organizacji antyprzemocowej, albo zadzwon, albo napisz - i przedstaw im to, co nam tu piszesz. Tam cie poinformuja z powolaniem sie na konkretne przepisy, do czego masz prawo, na co absolutnie nie musisz sie zgadzac, a na co zgola nie powinnas zgadzac sie i i jak to pozalatwiac.
      • joszka30 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 10:38
        . jak rozwiązuje się różnice między dorosłymi.. Każdy mam prawo zmarnować sobie życie.. Tylko tam są dzieci. Ktoś je widzi? co ona przezywają, boją się? Przypomnij sobie, czego Ty doświadczałaś, kiedy widziałaś, jak ojciec bił matkę.. I wkurz się na maksa,a nie idź w pozycję poświęcającej się ofiary ..
      • ritual2019 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 15:29
        joszka30 napisała:

        > Nie mogę tego czytać.. w imię czego warto walczyć o ten związek?

        Prawda?
        Tyle ze ona miala taki dom, jak sama napisala jej ojciec byl przemocowcem a matka z nim zyla, nawet teraz po latach nadal ze soba mieszkaja I maja zle relacje.
        Jej maz taki byl zreszta wczesniej a ona sie z nim rozmnozyla i kupila mieszkanie na kredyt.
        Autorka watku jest typowa ofiara przemocy w rodzinie, ma niska samoocene, nie jest w stanie ocenic prawidlowo relacji i podjac wlasciwych decyzji, pozwala sie zastraszac i obwiniac oraz gdzies w glebi wierzy ze moze z tym czlowiekiem stworzyc zdrowy zwiazek. Fakty sa takie ze jest to niemozliwe.
        Strach przed samotnym rodzicielstwem, brak odpowiedniego wsparcia ale przede wszystkim doswiadczenia wyniesione z domu rodzinnego sprawiaja ze ma rozterki.
        Jest w bardzo trudnej sytuacji ale dla swojego dobra i synow powinna sie rozwiesc i postarac zeby te dzieci nie byly swiadkami takiej patologii.
              • eriu Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 11:59
                A nie masz koleżanek/ przyjaciół? To też nie musi być zawsze kobieta jeśli masz dobrego kolegę, ale domyślam się, że pewnie nie masz ze względu na męża.

                Jeśli nie masz koleżanek do których czujesz, że możesz się zwrócić to zastanów się czy może masz np. szefową, która by Cię mogła wesprzeć. I tutaj chciałam podać przykład Karoliny Piaseckiej - jej pomogła jej szefowa w tym żeby się odciąć od męża. Proszę poszukaj sobie wywiadu.

                Przede wszystkim potrzebujesz grupy wsparcia. Tutaj masz telefon do Centrum Praw Kobiet, które ma oddziały w róznych miastach, ale nie musisz się udać do oddziału po pomoc. Wystarczy, że zadzwonisz - mają do dyspozycji prawników, terapeutów. Osoby doświadczone w doradzaniu i pomocy ofiarom przemocy. Zadzwoń tam i porozmawiaj: osoby tam doskonale Cię zrozumieją, doradzą co zrobić krok po kroku.

                cpk.org.pl/pomoc/pierwszy-kontakt/

                Masz prawo się bać w tej chwili, wątpić w siebie - to wszystko to jest efekt długotrwałego stosowania przemocy wobec Ciebie, na którą absolutnie nie zasługiwałaś. Daj szansę sobie pomóc - super, że idziesz do terapeuty. Jeszcze skorzystaj z rad osób, które się specjalizują w pomocy w wychodzeniu z kręgu przemocy. I postaraj się znaleść w swoim najbliższym otoczeniu ludzi, którym możesz opowiedzieć co się dzieje i Cię wspomogą.
                • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 12:33
                  Tak nigdy nie miałam kolegi przez 13 lat nigdy nawet z żadnym kolegom nie byłam na kawie. Terapia na pewno doda mi sił. Rzeczywiście czuje strach obecnie i czasem nawet nie mam sił zajmować się dziećmi i na nich to się odbija. Boje się wciąż bo uważam ze dalej maz się znęca powtarzając mi, że jestem dla niego zagrożeniem i przyjeżdżając z ojcem patrzy mi na ręce,,raz nawet w domu jak był z ojcem mówił ja się jej boje ona ma pianę na ustach-masakra. Dlatego odbieram dzieci przed blokiem pod domem bo nie chce znosić takich cyrkow. Mąż jest nieugiety i zatwardzialy,
                  • eriu Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 12:58
                    I to jeden z Twoich pierwszych sukcesów, że widzisz, że zachowanie męża nie jest normalne. On po prostu robi pokazówkę, żeby potem ojciec mógł zeznać, że syn się czuł zagrożony odbierając dzieci. Dlatego wspominałam wyżej, że śmiało poproś kogoś o wsparcie żeby był przy Tobie w takim momencie - ta osoba będzie i wsparciem dla Ciebie i też świadkiem, że nic się nie wydarzyło. To nie jest wcale dziwna prośba. Też mi się zdarzyło, że wspomagałam kogoś przy kontakcie z rzucającym się byłym partnerem. Dzięki temu że byłam spoza to miałam siłę po prostu powiedzieć, że ma się przestać rzucać, że rzuca fałszywe oskarżenia (że zaraz wezwie policje bo coś tam) a jak się tak drze to ja z przyjemnością zadzwonię po policję to go zgarną za zakłócanie porządku. Masz prawo kogoś poprosić o podobne wsparcie! Nie bądź z tym sama, będzie Ci dużo łatwiej.

                    Dzwoń jak najszybciej do Centrum Praw Kobiet - niech Cię pokierują. Naprawdę będzie Ci dużo łatwiej.. Zrób też sobie listę osób, które możesz poprosić o pomoc i nie wstydź się. Zdziwiłabyś się ile osób przechodziło przez podobne sytuacje tylko się wstydziły i nie mówiły o tym a to ogromny błąd, bo w ten sposób jesteś z tym sama. Buduj grupę wsparcia! Jak widzisz jedną już masz tutaj na forum ale potrzebujesz też takiej w codziennym życiu. Terapeuta to będzie jedna kotwicą ale potrzebujesz też codziennej realnej pomocy.

                    Trzymaj się ciepło i uwierz, że da się wyjść z takiej sytuacji i zbudować życie dla siebie. Też byłam kiedyś w przemocowym związku i udało mi się z niego wyjść i zbudować sobie życie.
                      • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 15:52
                        poraniona84 napisała:

                        > Bardzo dziękuję za wsparcie, jest nieocenione.


                        Błagam cię zadzwoń i proś o pomoc.
                        Nie bądź sama ,nie dręczyć się ze to twoja wina.
                        Ja wiem ze to nie łatwe ,skoro niby ukochana osoba przez lata wmawiała ci ,ze jesteś nikim i jesteś wszystkiemu winna.
                        Nie to nie twoja wina winny jest tylko on znęca się nad tobą.

                        Dzwon rozmawiaj z ludziom nie wstydź się nie czekaj każdy dzień bez niego to nowe życie twoje i dzieci. Pamiętaj ze jeśli przerwiesz tą spirale życia w przemocy twoje dzieci maja szanse na normalne życie i normalne relacje z kobietami.
                        Popatrz ty dorastałaś w takim domu i powieliłaś schemat. Jeśli nie masz siły walczyć teraz dla siebie , włącz o normalne dzieciństwo dzieci i och przyszłe życie. Zasługujecie na to ty i one.

                        Jak już nabierzesz sił zobaczysz ze życie może być piękne bez niego. Ze we własnym domu będziesz żyć swobodnie. Walcz walcz bo warto.
                        • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 16:12
                          Jest mi ciężko i wiem, że być może on nawet pierwszy złoży pozew bo na pewno nie daruje mi tego, nawet że policje wezwała sąsiadka i ze go zabrali bo bałam się potym wszystkim być w domu, mogłam przecież powiedzieć policji żeby go nie zabierali i siedzieć cicho. Nie wiem gdzie ja pójdę później z dziećmi bo mieszkanie jest na kredyt, boje się ze będę tulac się z dziećmi po wynajmowanych mieszkaniach.
                          • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 16:53
                            Nigdzie nie pojdziesz, zostaniecie w tym mieszkaniu. No chyba ze za duzo zlych wspomnien albo zechcesz zamienic na mniejsze.
                            Z kredytem nie martw sie teraz, i tak go w czesci splacasz przeciez. Na dzieci dostaniesz alimenty - moze nie wiesz, powiedza ci to, ze jesli maz bedzie sie migac od placenia, zobowiazani do alimentowani wnukow sa dziadkowie, czyli jego niezwykle pomocny ojciec w tym wypadku. Zreszta najlepiej wystap o zabezpieczenie platnosci na dzieci juz teraz, do tego rozwod nie jest potrzebny.
                            Jesli okaze sie, ze nie dajesz rady, poszukasz pomocy doradcy finansowego - moze zamienisz raty na mniejsze, dluzej platne, moze znajda inne wyjscie. To na potem. Na teraz pilniejsze jest uwolnienie sie od przemococwca.

                            Zastanow sie nad swoimi slowami "moglam przeciez powiedziec policji, zeby go nie zabierali i siedziec cicho" - jaki bylby skutek ? Agresja coraz bardziej nasilona, bo wiedzialby dokladnie, ze jest bezkarny, ze nawet interwencja sasiadow nic nie da. Chcesz tego ? Poszukaj sobie artykulow i nagran pani Piaseckiej, powinno pomoc.

                            Nb - kiedy bedziesz rozmawiac z kims z organizcji pomocowej, prawnikiem i psychologiem, pokaz im ten watek. Wydrukuj go sobie i nos ze soba. On bardzo dokladnie pokazuje, jak jestes uwiklana.
                            • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 17:21
                              Zastanow sie nad swoimi slowami "moglam przeciez powiedziec policji, zeby go nie zabierali i siedziec cicho" - jaki bylby skutek ? Agresja coraz bardziej nasilona, bo wiedzialby dokladnie, ze jest bezkarny, ze nawet interwencja sasiadow nic nie da. Chcesz tego ?

                              Może mogłaś ,mogłabyś łagodzić za każdym razem ,gdy jest zły. Mogłabyś uciekać na klatkę ,do sąsiadów do auta i jeździć w koło aż ku przyjdzie.
                              I co dalej kolejny dzień kolejne tygodnie miesiące lata?
                              Ty pomyśl jaki masz stosunek do matki która nigdy od ojca nie odeszła.

                              Powiedz mi gdzie tak agresja by się skoczyła? Jakby zrobił ci krzywdę polałam albo w nerwach wbił nóż w plecy? Czy pchnął by cię i zabił bo uderzyłbym w stół? Zostałby z dziećmi sam ? Albo ze strachu zrobił coś dzieciom i potem sobie?
                              Chcesz być kolejna ofiara na łamach gazet?
                              Powiedz mi gdzie byłby taki punkt gdzie to miałby się skończyć?
                              Przecież on nabierały coraz większego przekonania ze jest bezkarny ,ze może, może wszystko.

                              Nie możesz udawać i go chronić czas na ochronę siebie i dzieci.
                              On jest dorosły facet da sobie radę ty walcz o siebie.
                          • aqua48 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 18:42
                            poraniona84 napisała:

                            > Jest mi ciężko i wiem, że być może on nawet pierwszy złoży pozew bo na pewno ni
                            > e daruje mi tego, nawet że policje wezwała sąsiadka

                            Nie złoży pierwszy pozwu bo to że policję wezwała do awanturującego się pana sąsiadka będzie świadczyć przeciwko niemu..
                            Pogadaj z nią i zapytaj czy będzie Twoim świadkiem w sądzie.


                            >Nie wiem gdzie ja pójdę później z dziećmi bo mieszka
                            > nie jest na kredyt

                            Nie bój się, wszystko się ułoży.
                    • eriu Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 13:03
                      Dlaczego też jest ważne żebyś skorzystała z organizacji - pomogą Ci z wnioskami o widzenie z dziećmi w obecności kuratora - dzięki temu mąż nie będzie mógł robić takich jazd jak robi teraz. To trzeba załatwić jak najszybciej.

                      I zabezpiecz swoje pieniądze jak ktoś pisał. Załóż swoje własne konto i niech Ci tam przelewają pensję! Koniecznie zrób to jak najszybciej. Niech ludzie z organizacji pomogą Ci zrobić listę najpilniejszych rzeczy do załatwienia.

                      A mąż się boi i gra na Twoich emocjach, bo umie to robić. - przez lata nabrał w tym mistrzostwa żeby tak Tobą manipulować, żeby Ci robić krzywdę i żebyś się z tego powodu czuła winna. A boi się, bo ma już dwie udokumentowane interwencje policji w związku z przemocą. To dobrze dla Ciebie, bo masz jasne dowody, że nie było idealnie w tym związku.
                  • aqua48 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 16.06.20, 14:07
                    poraniona84 napisała:

                    > uważam ze dalej maz się znęca powtarzając mi, że jestem dla niego zagr
                    > ożeniem i przyjeżdżając z ojcem patrzy mi na ręce,,raz nawet w domu jak był z o
                    > jcem mówił ja się jej boje ona ma pianę na ustach.

                    Masz rację, to JEST psychiczne znęcanie się. Skorzystaj z pomocy, tak jak dziewczyny radzą. Instytucjonalnej i kogoś kto może z Tobą być realnie podczas tych wizyt męża po dzieci. Niech wie że nie jesteś sama i ktoś jemu też patrzy na ręce i słucha co on do Ciebie wygaduje.