Dodaj do ulubionych

Moje małżeństwo - okrutny koniec

13.06.20, 19:29
Witam wszystkich,

Nie wiem od czego zacząć bo przechodzę chyba najgorszy okres w moim życiu, moje małżeństwo po 13 latach wspólnego zycia właśnie się kończy i nie mogę sobie z tym zupelnie poradzić. Mam dwójkę dzieci, 4 i 6 lat oraz meza ktory w gniewie nie panuje nad soba. Pod koniec kwietnia w moim domu była interwencja policji, mój mąż był agresywny, macha piesciami, jak chciałam w końcu wyjść do pracy siła wciągnął mnie z klatki schodowej do mieszkania - konsekwencją szarpania był zwichniety palec, w trakcie szarpania krzyczał ze nigdzie nie pójdę i po wciągnięciu mnie do domu zamknął wszystkie zamki. Bałam się strasznie ze coś mi zrobi i ucieklam na balkon, sąsiadka szlyszala krzyki i zadzwoniła na policje. Niestety wszystko widziały dzieci. Mąż jak przyjechała policja był spokojny jakgdyby nigdy nic i nawet powiedział ze sama sobie uszkodziłam palca - szok. Mąż został zabrany na tzw. dołek. a następnie opuścił dom i wynajął mieszkanie. Powodem agresji meza bylo to ze niespalam tydzien z mezem w sypialni i powiedzialam mu ze nie widze wspolnego zycia i ze powinnismy sie rozejsc- ze go nie kocham, gdyz wcześniej zdarzało sie ze wyzywal mnie od ku...., sz.... itd., bil poduszka a nawet oplul mnie tak ze mialam cala twarz w slinie. Po tych sytuacjach nie potrafilam byc z nim blisko, balam sie. Swoje zachowania zawsze tlumaczyl mna, nawet wmawial mi ze nic takiego nie mialo nigdy miejsca-pranie mozgu. Od dnia kiedy mąż opuścił dom czyli ponad miesiąc temu, nie odzywa się do mnie, obarcza mnie wina za to ze policja go zabrała, mówi ze celowo go wsądziłam na dołek i ze to była ustawiona sytuacja. Pisze ze ja zniszczyła nasz związek i ze jestem dla niego zagrożeniem (masakra). Czuje się,;że robi ze mnie wariatkę, choć sąsiadka przez wizjer widziała co robi. W 2016 roku również była interwencja policji i mąż dostał nakaz opuszczenia domu, po kilku miesiącach mąż wrócił do domu i poszliśmy na wspólną terapię, ale nigdy nie było tak jak powinno być w normalnym związku, zdarzało się przemoc a mąż nawet do dzieci mówił, ze celowo wsadziłam go do aresztu. Bardzo mnie to bolało, wydaje mi się,;że wrócił bez skruchy, której teraz tez nie ma i mną się nie interesuje. Czuje się okropnie, jak wyrzucona rzecz, obarczana za to ze męża teraz nie ma w domu.Mój maz stal sie wrogiem, choc tyle cierpialam. Jeśli chodzi o dzieci, mąż przyjeżdża co drugi weekend i w każdą środę po synów zawsze ze swoim ojcem, nierozumiem dlaczego z ojcem. Czuje się osaczana i traktowana tak, że to ja robiłam mojemu mężowi krzywdę. Jestem strzepkiem nerwów, boli mnie to że mąż nie ma refleksji i robi ze mnie wariatkę. Chodzę jak cień, cierpię, nie wiem co dalej i jak zawalczyć mam o siebie? Od rodziców nie mam wsparcia, moja mama ma swój świat i uważa że mam czekać aż mój mąż pierwszy złoży pozew o rozwód bo to kosztuje, mój tata wycofany z tym samym problemem-bil moja mamę. Mam wsparcie siostry i koleżanek - bez nich tego bym nie przetrwała. Proszę o wsparcie, że dam sobie radę bez męża bo tego bardzo się boje, czy kobieta mając 35 lat i dwójkę dzieci może być szczesliwa. Za wszystkie rady, komentarze dziękuję.
Obserwuj wątek
    • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 21:04
      Chciałam tylko dodać, że boje się mojego meza - mówił mi w gniewie kilkukrotnie, że mnie zniszczy i pójdzie ze mną na wojnę. Nie wiem naprawdę czego mogę się po nim spodziewać. Żyje w stresie codziennie, mam prace, która bardzo lubie ale przez ta sytuacje ciężko mi się na niej skupic. Najgorsze jest to, że od momentu wyprowadzki to ja kilkukrotnie prosiłam męża i rozmowę o nas, o dzieciach. Mąż odmawiał i nie wykazywał inicjatywy, nie dzwoni, nie pyta się ani o mnie ani o dzieci - bardzo mnie to boli.
      • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 21:50
        poraniona84 napisała:

        > Chciałam tylko dodać, że boje się mojego meza - mówił mi w gniewie kilkukrotnie
        > , że mnie zniszczy i pójdzie ze mną na wojnę. Nie wiem naprawdę czego mogę się
        > po nim spodziewać. Żyje w stresie codziennie, mam prace, która bardzo lubie ale
        > przez ta sytuacje ciężko mi się na niej skupic. Najgorsze jest to, że od momen
        > tu wyprowadzki to ja kilkukrotnie prosiłam męża i rozmowę o nas, o dzieciach. M
        > ąż odmawiał i nie wykazywał inicjatywy, nie dzwoni, nie pyta się ani o mnie ani
        > o dzieci - bardzo mnie to boli.

        Chyba oszalalas.
        Nie pros - o nic ! - a juz zwlaszcza o rozmowe. przeciez chyba wiesz juz az za dobrze, jak wygladaja rozmowy z nim i do czego prowadza.

        Zaloz sprawe o zabezpieczenie platnosci na potrzeby dzieci. Sprawe rozwodowa to o ile chcesz i nie ma z tym pospiechu, ale o pieniadze zadbaj juz.
        Idz do psychologa, prawdopodobnie skieruje cie na terapie, jesli nie, popros o to. Potrzebujesz pomocy w rozeznaniu sie w swoich emocjach i reakcjach.

        >
      • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 23:31
        O was nie ma co rozmawiać, bo was nie ma. Czemu na pytać o ciebie? Specjalnie to robi żebyś poczuła jak to jest bez niego, taka kara dla ciebie z jego strony taktyka zatęsknisz przeprosisz na kolanach.
        Złóż wniosek do sądu podaj świadków i z jego winy.

        Przestań myśleć ze zrobiłaś coś nie tak, bo tacy jak oni zawsze zwalają winę na ofiarę „bo zupa była za słona”
        To taktyka i normalka w związkach z przemocą. Jeśli nie umiesz sobie poradzić napisz sobie na kartkach i rozwieś w domu ze to mąż jest winny nikt nie zasługuje na agresje plucie po twarzy obrażanie.
        Najlepsza byłby terapia.

        NIE ZASŁUGUJESZ NA TO JAK CIĘ TRAKTOWAŁ.
        A matkę kopnij w d... ze cię wstrzymuje z rozwodem😡
        • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 17:57
          Najgorsze jest to, że to tak wygląda jakby to on mnie porzucił przez pranie mózgu, które mi robi wmawiając mi, że ta sytuacja była ustawiona, obarczajac mnie wina. Nie mogę dojść do siebie i uwolnić mentalnie od niego a tak bardzo bym tego chciała. On dla mnie nie ma żadnej empatii, żadnej.
        • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 17:57
          Najgorsze jest to, że to tak wygląda jakby to on mnie porzucił przez pranie mózgu, które mi robi wmawiając mi, że ta sytuacja była ustawiona, obarczajac mnie wina. Nie mogę dojść do siebie i uwolnić mentalnie od niego a tak bardzo bym tego chciała. On dla mnie nie ma żadnej empatii, żadnej.
          • ritual2019 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 18:02
            Nie ma I miec nie bedzie ale ty nie potrzebujesz jego empatii, ty musisz zrozumiec ze on jest toksyczny i musisz trzymac sie od niego z daleka I jak najmniej kontaktowac zeby przetrwac. Walcz o sobie i synow bo ty skonczysz jak twoja matka a synowie beda jak ich ojciec.
    • mapola Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 22:37
      Szanowna Pani,
      Jest Pani osobą, która doświadcza przemocy. Bardzo pomocny w pierwszej kolejności dla Pani będzie kontakt z terapeutą, który wesprze Panią, lokalny Ośrodek Interwencji kryzysowej, OPS, niebieska linia www.niebieskalinia.info/index.php/kontakt (również bezpłatne porady prawne).
      W razie pytań służę pomocą
      • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 16:39
        Kolejna rzecz to taka, że kompletnie nie mogę odnaleźć się w nowej rzeczywistości bycia samotna mama, martwi mnie wiele rzeczy jak sobie poradzę i jak dam rade wychować dwóch synów, jaką czeka mnie przyszłość. Mieszkanie obecnie mamy wspólne jako wlasnosc ale na kredyt. Dużym plusem ze przedszkole mam pod domem i szkoły również na osiedlu a do pracy mam 20 min pieszo, autem 8 min, rowerem tez ok 20 min. Nie jest źle, tylko czemu tak bardzo się boje??
        • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 16:49
          To normalne, że się boisz. Sytuacja jest dla Ciebie nowa, więc budzi strach.
          Ale dasz sobie radę!
          Tysiące matek samotnie wychowuje dzieci, to się daje zrobić.
          Twoje dzieci są małe, w trakcie ich przedszkola i szkoły poznasz innych rodziców, dzieci się zaprzyjaźnią, Ty polubisz jakąś mamę, będziesz miała z kim pogadać.
          To potrwa, ale powoli zbudujesz nowe życie.
          I ono będzie fajne :)

          Co do mieszkania to chyba potrzebujesz porady adwokata (są darmowe, trzeba poszukać w różnych organizacjach pomocowych) jak rozwikłać kwestię kto mieszka, kto przejmuje własność, kto spłaca kredyt. Sporo tu zależy od Waszej sytuacji finansowej, zarobków, od tego czy masz zdolność kredytową.
          Tylko pamiętaj: nic na gębę! Wszystko, na co się umówcie musi być na piśmie, najlepiej notarialnie lub wyrok sądu o podziale majątku.
          Doczytaj też o zabezpieczeniu finansowym rodziny - możesz o to wystąpić już teraz, z klauzulą natychmiastowej wykonalności, nie musisz czekać na rozwód i alimenty.
      • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 13.06.20, 23:26
        Tylko ja nie rozumiem po co chce mieć świadka, przecież to mąż został zabrany przez policję nie ja. Czuje się zastraszona tym, tym bardziej jak ubralam dzieci przed wyjazdem do meza to teść powiedział do meza: sprawdź czy ona dobrze dzieci ubrała. Było to dla mnie bardzo upokarzajace.
        • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 00:16
          poraniona84 napisała:

          > Tylko ja nie rozumiem po co chce mieć świadka, przecież to mąż został zabrany p
          > rzez policję nie ja. Czuje się zastraszona tym, tym bardziej jak ubralam dzieci
          > przed wyjazdem do meza to teść powiedział do meza: sprawdź czy ona dobrze dzie
          > ci ubrała. Było to dla mnie bardzo upokarzajace.


          Chcą mieć przewagę psychiczna na tobą. Zastraszyć cię.
          Jak widać maja i dobrze im to wchodzi.
          Poza tym mąż chce mieć świadka ,żebyś nie powiedziała ze cię bił czy wyzywa jak przyjeżdża po dzieci, żeby był świadek na to ze zjawia się po dzieci i mu zależy. Nie zdziwiła bym się ze będzie próbował przejąć opiekę.
          Serio zastanawiasz się po co?

          Naprawdę idź do dobrego adwokata albo zadzwoń na infolinie żebyś wiedziała co masz robić mówić. Żebyś się z czymś nie wkopała.
          Nie wiesz co twój mąż planuje i z czym w sądzie wyskoczy może próbować zrobić z ciebie watówkę i agresora ze to twoja wina.

          Powiem tak przygotuj się na wszystko, bo on jest zdolny do wszystkiego żeby ci dołożyć.
          Przekonałaś się o tym wielokrotnie.
          • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 11:30
            A ja cały czas mam nadzieję że będziemy jeszcze rodziną, boli mnie to, że mój mąż nierozumie tego albo raczej nie chce stanąć w prawdzie, że mnie ranił. Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon i odzywał się do mnie jak do najgorszego wroga, nie pytał się o dzieci, jak sobie radzę, czy ogarniam prace i dom.
            • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 11:57
              poraniona84 napisała:

              > A ja cały czas mam nadzieję że będziemy jeszcze rodziną,


              Naprawde chcesz stanowic rodzine z kims, kto pluje na ciebie czy sila zatrzymuje w domu ? Nie mam wiecej pytan.

              boli mnie to, że mój m
              > ąż nierozumie tego albo raczej nie chce stanąć w prawdzie, że mnie ranił.

              Przyjmij do wiadomosci, ze on rozumie i "staje w prawdzie", tylko nie zamierza sie zmieniac, bo wlasnie tego chce - ranic cie.

              Wczor
              > aj rozmawialiśmy przez telefon i odzywał się do mnie jak do najgorszego wroga,
              > nie pytał się o dzieci, jak sobie radzę, czy ogarniam prace i dom.

              Serio myslisz, ze go to obchodzi ?
            • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:19
              poraniona84 napisała:

              > A ja cały czas mam nadzieję że będziemy jeszcze rodziną, boli mnie to, że mój m
              > ąż nierozumie tego albo raczej nie chce stanąć w prawdzie, że mnie ranił. Wczor
              > aj rozmawialiśmy przez telefon i odzywał się do mnie jak do najgorszego wroga,
              > nie pytał się o dzieci, jak sobie radzę, czy ogarniam prace i dom.


              Serio? ON JEST TWOIM NAJWIĘKSZYM WROGIEM.
              Nie jesteście rodziną.
              Idź jak najszybciej na terapie. Bo wrócisz do niego i będziesz dalej przechodzić piekło.
              Szkoda ze nie jest w pl jak w uk, matce , która wraca do przemocy domowej odbiera się dzieci.
              Żeby dzieciom nie fundowali takiego dzieciństwa, jesteś współuzależniona nie zależy ci na dzieciach, a bardziej na agresywnym mężu. Żal tylko dzieci, ze nawet matka ich nie chroni.
              • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:27
                Zależy mi na dzieciach, kocham ich nad życie i zrobię wszystko żeby byli szczęśliwi. Nie radzę sobie z tym, że mąż perfidnie odwraca kota ogonem i próbuje robić ze mnie wariatke - to boli. To prawda bez terapii sobie nie poradzę - dlatego jestem zapisana na piątek, co prawda jest to terapia indywidualna ale zawsze coś.
                • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:31
                  Skoro kochasz dzieci trzymaj się z dała od męża. Chcesz żeby twoi synowie tak traktowali kobiety? Jakie ty masz życie przez agresywnego ojca i matkę która nic nie zrobiła?

                  Bardzo dobrze ze indywidualna.

                  Chce zrobić wariatkę bo się przeciwstawiałaś ,stracił swój worek treningowy. Wiec nie ma się gdzie wyżyć, a to jedyne jak może cię teraz męczyć i maltretować.
                  Tylko powiedz na terapii to co tu, to da obraz jak jesteś uzależniona.
                  • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:39
                    Moja matka rzeczywistoście nie dała mi dobrego wzoru, trwała przy ojcu i zawsze go tłumaczyła - to było źle. Brakuje mi zdrowego wsparcia od rodziców, nawet ostatnio mama mi powiedziala, ze jak mąż wpada w furie to mam dzieci brać za rękę i wychodzić na dwór i czekać aż mu przejdzie i dalej tak żyć. Jak nie było dzieci odchodziłam od męża dwa razy i za każdym razem słyszałam że mama mi nie pomoże przy rozwodzie czy w tych kłopotach bo slubowalam, bo takiego sobie wybrałam wiec mam sobie radzić sama. Jak się bałam w domu, to mówiła mi, że przecież noc się nie dzieje, nigdy mi nie powiedziała przyjedź, pomogę Ci. Ja nawet tego juz nie oczekuje, tylko boli mnie to że nie zdaje sobie sprawy przez jakie piekło przechodzę, ona żyje tylko Kościołem i ma swój świat.
                        • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 12:53
                          poraniona84 napisała:

                          > Sama była bita i rzeczywiście nigdy nic z tym nie robiła, piątke dzieci miała a
                          > teraz nadal żyją z ojcem jak pies z kotem.Dramat.

                          No to teraz zastanow sie, czy chcesz takiego zycia dla swoich dzieci. Poczekasz, az maz je zacznie tresowac czy wystarczy, ze na ich oczach ich matke szarpie i opluwa ?

                          po slowach matki, ze powinnas zabierac dzieci z domu i na schodach czy na podworku przeczekiwac z nimi agresje meza, nie powinnas wiecej z nia na ten temat rozmawiac, a juz na pewno liczyc na jej pomoc. Linkowala ci tu dziewczyna wlasciwy adres, tam poszukaj, u ludzi rozumiejacych, co sie dzieje, co to znaczy i jakie bedzie mialo skutki dla ciebie i dla twoich dzieci.
                          • poraniona84 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 13:24
                            Dochodziło do agresji średnio raz na miesiąc, jak coś mu się nie spodobało lub jak się nie zgadzalismy. Nigdy celowo go nie prowokowalam. Mąż jak juz wybuchnie to nie może się powstrzymac i zatrzymać, rzucił rzeczami, mówił rzeczy straszne czy bił. Po wszystkim płakał jak male dziecko i szedł spac i obwinial mnie.
                          • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 14:09
                            nowabiala1 napisała:

                            > Porada, by przeczekać atak gniewu i nie prowokować agresji, jest prawidłowa.

                            Chyba cie porabalo. Kobieta i malenkie dzieci maja opuscic dom, ich wlasny dom i pomieszkac na podworku czy na schodach, poki agresorowi nie przejdzie ???
                            • nowabiala1 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 14:20
                              Agresja to nie gniew.

                              Agresja to gniew wyrazony w sposób szkodliwy dla otoczenia.
                              Na gniew nie masz wpływu, to emocja. Na agresje masz, bo to działanie.

                              Znam ten typ ludzi. Mój dziadek łatwo wpadał w gniew i to z powodu błahostek (np. potkniecie na ulicy). Osoby takie mają to do siebie, że gniew szybko wybucha, ale też szybko mija. Nasila się, wręcz przechodzi w agresję, gdy otoczenie zamiast ignorować zachowanie, dolewa oliwy do ognia.

                              Porada mamy, by wyjść z dziećmi na spacer zamiast kontynuować kłótnię w zasadzie (pora dnia, pogoda) słuszna.
                              Nie chodzi o wyprowadzkę z własnego domu, mieszkanie na schodach czy podwórku.
                              • 3-mamuska Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:22
                                Agresja to gniew wyrazony w sposób szkodliwy dla otoczenia.
                                Na gniew nie masz wpływu, to emocja. Na agresje masz, bo to działanie.

                                Bzdura nad emocjami tez możny panować. To ze każda błahostka wprawia nas w gniew ,normalne nie jest.
                                Można się nauczyć odpuszczać lub panować nad gniewem.
                                Czemu jedne osoby są nad wyraz kontrolujące , łatwo wpadają w gniew, a inne nie np. Z powodu upuszczonego przedmiotu?
                              • aqua48 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 15.06.20, 09:49
                                nowabiala1 napisała:

                                > gniew szybko wybuc
                                > ha, ale też szybko mija. Nasila się, wręcz przechodzi w agresję, gdy otoczenie
                                > zamiast ignorować zachowanie, dolewa oliwy do ognia.

                                Nad swoim gniewem dorosły człowiek PANUJE i nie dopuszcza do tego by przerodził się w agresję słowną lub czynną. Bez względu na reakcję otoczenia.
                                A jeśli gniew nie do opanowania wzbudzają takie sytuacje jak niewypicie kawy, potknięcie się, czy zwykłe zmęczenie to należy się leczyć. Bo to nie jest normalne i nikt nie ma obowiązku takiego zachowania znosić czy uciekać przed nim na spacer...Uciec należy owszem od takiego człowieka. Na zawsze. I nie wiązać z nim swojej przyszłości, ani tym bardziej przyszłości dzieci które należy wręcz przed agresją i przemocą domową CHRONIĆ.
                    • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:31
                      Więc odejdź od męża bez pomocy matki.
                      To jest możliwe.
                      A Ty jesteś dorosła i odpowiedzialna za dzieci.

                      Matka sama jest uzależniona od przemocowca, Ciebie wychowała w tka chorym domu, przez to weszłaś w taki związek i nie umiesz z niego wyjść. Chcesz tego dla dzieci za 20 lat?
                      UCIEKAJ!

                      I nie czytaj postów nowabiala1, jak ktoś broni przemocowca to sam nim jest.
                • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:29
                  poraniona84 napisała:

                  > Zależy mi na dzieciach, kocham ich nad życie i zrobię wszystko żeby byli szczęś
                  > liwi.

                  Więc zabierz je od męża przemocowca, który zamieni ich życie w piekło, po którym będą potrzebować lat terapii albo zniszczą potem własne dorosłe życie.
                  Twój mąż się nie zmieni, używa przemocy BO MOŻE i CHCE, nie zamierza się zmienić, chce tylko byś Ty się poddała.
                  Patrzenie jak tata niszczy matkę jest przemocą wobec dzieci.
                  A będzie gorzej, gdy podrosną.
    • jak.z.nut Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 08:27
      Oczywiście, ze będziesz szczęśliwa! Jak tylko pomożesz sobie terapia, grupą wsparcia dla osób doświadczających przemocy... twoj mąż niczym się nie różni od każdego innego przemocowca! Zastraszanie i manipulacja to jego sposób działania. Pomóż siebie terapia, znajdź prawnika nawet jeśli nie chcesz jeszcze składać pozwu to przynajmniej zabezpiecz alimenty na dzieci. Będzie dobrze ale potrzebujesz pomocy!
    • alba27 Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:38
      Przede wszystkim mąż się nie zmieni. Żyjesz z przemovowcem i dostałaś od losu szansę żeby Twoje dzieci miały normalne dzieciństwo. Wykorzystaj tą szansę. Dobrze że masz pracę. Powiedz mężowi że jeśli zgodzi się na polubowny rozwód i odpowiednie alimenty to nie będziesz chciała orzekania o winie. Oczywiście na początku się wkurzy, powie że zabierze Ci dzieci, bo jesteś wariatką, ale to stara śpiewka przemocowcow. Nie bój się, bo tak naprawdę to on jest tchórzem. Koniecznie idź na forum "przemoc w rodzinie" tam są cudowne osoby.
      • tt-tka Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:50
        alba27 napisała:

        > Powiedz mężowi że jeśli zgodzi się na polubowny rozwód i odp
        > owiednie alimenty to nie będziesz chciała orzekania o winie.


        Imo - niebezpieczna rada.
        Z roznych wzgledow, takze dlatego, ze wszelkie ustalenia z przemocowcem nie sprawdzaja sie.

        Odradzalabym jakiekolwiej rozmowy z mezem, dopoki dziewczyna nie zdecyduje sie na konkretne posuniecia. A gdy juz sie zdecyduje, to przez adwokata lub w jego obecnosci.
        • panna.nasturcja Re: Moje małżeństwo - okrutny koniec 14.06.20, 15:54
          tt-tka napisała:

          > (...) Z roznych wzgledow, takze dlatego, ze wszelkie ustalenia z przemocowcem nie spr
          > awdzaja sie.
          >
          > Odradzalabym jakiekolwiej rozmowy z mezem, dopoki dziewczyna nie zdecyduje sie
          > na konkretne posuniecia. A gdy juz sie zdecyduje, to przez adwokata lub w jego
          > obecnosci.


          Dokładnie tak.
          On ją oszuka, namówi na coś, czego ona nie chce, przekona do jakiegoś idiotyzmu.
          Żadnych rozmów, żadnych obietnic.
          Najpierw plan, porada adwokata, psychologa.
          Potem spokojne konsekwentne działanie.

          Autorko, czyj jest dom, w którym mieszkacie?
          Macie na niego kredyt?
          >
          >