Dodaj do ulubionych

Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam?

04.03.21, 15:43
Kochani, bardzo proszę o jakieś obiektywne oko.
Jestem bardzo zdezorientowana. Nie wiem czy problem tkwi we mnie, czy gdzie, no i co robić.
Oboje jesteśmy introwertykami, ja wysoko wrażliwy melancholik, on wrażliwy flegmatyk, ja jedynaczka, on ma brata.
To mój najlepszy przyjaciel, wcześniej nie wierzyłam że można się z kimś tak dobrze rozumieć.
Ja mam 35, on 32 lata.
Ale oczywiście ideałów nie ma.
Mianowicie jego kompulsywne uzależnienie od telefonu, a w zasadzie to jego poczucie powinności, " że wypada" odpisywać na wszystkie sms przychodzące od członków jego rodziny.
Zaznaczam, że ma dużą rodzinę i te sms na whatsapp wyglądają tak:
Brat - pisze dzień w dzień o byle pierdołach, mam wrażenie jakby nie miał nic innego do roboty tylko wisi na telefonie, a kiedy mój M nie odpisuje ma do niego pretensje dlaczego jeszcze nie odpisał.
Grupa kuzynów - codziennie wysyłają Dobranoc i Dzień dobry, milion obrazków, gifów itd.
Grupa znajomych od piłki 1 - dzień w dzień komentowanie meczów
Grupa znajomych od piłki 2 - dzień w dzień komentowanie meczów
3 grupy z pracy - wysyłanie zdjęć jedzenia, żartów, memów, info pracowniczych itp.
Ciotka - codziennie dziendobry i dobranoc
Chrzestny jego brata - codziennie dziendobry i dobranoc
Procz tego, Wystarczy ze jego matka nie widzi go 1,5 dnia (mieszkamy bardzo blisko) - zaczyna wysylac sms do mnie, do niego zeby przypomniec o swojej obecnosci.
Telefon mojego M nie przestaje migać od powiadomień. Ja dostaje od tego szału.
Czuję się osaczona przez te jego wszystkie dzień dobry i dobranoc, i jakby - odarta z prywatności we własnym domu. Od rana wiadomości wokalne od brata i czasem ledwo po przebudzeniu słyszę gderanie brata np. o piłce nożnej czy o pracy (pracują w jednej firmie, ale widuja sie tam rzadko).
Ja rozumiem, że technologia umożliwia kontakt itp. ale taki stały, codzienny kontakt telefoniczny z rodziną wg. mnie uniemożliwia jakieś emocjonalne odcięcie pępowiny, usamodzielnienie się.
Dodatkowo przeszkadza mi to, że nie pomyśli o wytarciu kurzy np. ale juz o pisaniu pierdół tak.
Wszyscy trują tylko online, ale kiedy potrzeba faktycznej pomocy w czymś - nie ma nigdy nikogo, nikt nie ma czasu.
No i przede wszystkim - mi to po prostu zatruwa codzienność, czuję się pod ciągłym obstrzałem tych wiadomości.
Mamy jeden pokój w mieszkaniu więc siłą rzeczy wszystko widzę.
Nie wyobrażam sobie tak żyć i mieć w tym wszystkim np. dzieci.
Dodatkowo ta ciotka wychwala go za wysoką kulturę osobistą i dobre wychowanie bo odpisuje jej codzien,
z czego jego mama chodzi dumna jak paw i powtarza mi to za każdym razem, kiedy mnie widzi.
Z resztą ta matka jego to też osobny wątek.
Bardzo mnie to stresuje i doprowadza do nerwów, które kumulują się i czasem wybuchają, szczególnie
przed okresem. Ale nie zmienia to faktu że jest to po prostu dla mnie uciążliwe.
Rozmawiamy o tym, on wszystko wie, ale i tak nic z tym w zasadzie wielkiego nie robi.
Mówi, że potrzebuje czasu. Ale ile tego czasu? Już rok to wałkujemy...
Jak Wy to widzicie?
Obserwuj wątek
    • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 15:55
      Ja bym się wściekła.

      A i tak mam czutkę, że to "uzależnienie od telefonu" to jest tak naprawdę tylko objaw - wierzchołek góry lodowej.
      Zresztą sama napisałaś, że "matka to osobny wątek".
      Jeśli facetowi to naprawdę nie przeszkadza, i uważa, że to jest normalne - to nie ma szans, żeby coś zmienił. Prędzej zmieni Ciebie. Na rodzinkę, bo żadna normalna kobieta na dłuższą metę nie wytrzyma takiego uwiązania, nawet przez telefon.

      Aha - sama byłam patologicznie uwiązana telefoniczną pępowiną przez moją matkę. Więc nie teoretyzuję.
      • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 16:05
        No ja właśnie jestem wściekła...ale, że sama pochodzę z rodziny o dość chłodnych stosunkach, długo nie rozumiałam gdzie jest ta zdrowa granica i równowaga.
        Obserwowałam siebie, czy to nie aby moja zazdrość o jego więzi lub jakieś inne deficyty, ale to nie to.
        To chyba mój strach, że ten rodziny kocioł online nigdy się nie skończy. Nawet jak jesteśmy na wakacjach jego brat, matka, ojciec - wszyscy piszą i jak się nie odzywa to mają pretensje, bo oni się martwią.
        • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 16:14
          petalorosa napisał(a):

          > jak jesteśmy na wakacjach jego brat, matka, ojciec - wszyscy piszą i jak się nie odzywa to mają pretensje, bo oni się martwią.

          Skóra mi cierpnie, jak to czytam.
          To jest dokladnie sposób, w jaki moja mama terroryzuje tych, którzy dają się jej terroryzować - MUSISZ się jej meldować, bo "przecież ona się martwi". Taka troska... myślałby kto.
          To nic innego, jak szarpanie za pępowinę za pomocą poczucia winy. Obrzydliwa manipulacja i chora potrzeba kontroli.
          Ale to wciąż nie jest Twoim problemem. Twój problem to facet, który się temu poddaje. Więc jeśli on nie zechce nic w relacji z rodziną zmienić - poważnie się zastanów nad Waszą relacją.
          • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 16:32
            Ola dzięki, mam te same odczucia...na poziomie intuicji chociażby.
            Ściska mnie w sercu w tych sytuacjach, bo czuję właśnie tę manipulację poprzez wzbudzanie poczucia winy i kontrolę. Jako wrażliwiec jestem na to potężnie uczulona.
            Wiem, że zmiany w mentalności wymagają czasu, dlatego jeszcze nie podejmuję ostatecznych decyzji...na razie obserwuję. Widzę zmiany na lepsze w porównaniu z początkami, ale to jeszcze nie to...
            A matka jego to nadopiekuńcza, kontrolująca gospodyni domowa bez zainteresowań i więzi z własnym mężem, która sama sobie wystawia pomniki za to, jak dobrze wychowała synów.
            Na pewno ma swoje zalety, ale charakter typowo toksyczny.

            • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 16:44
              petalorosa napisał(a):

              > Wiem, że zmiany w mentalności wymagają czasu, dlatego jeszcze nie podejmuję
              > ostatecznych decyzji...na razie obserwuję.

              Oczywiście, ze to wymaga czasu, odwagi i siły. Stąd moje pytanie - czy facet chce coś z tym zrobić i czy jest gotów na trudne przejścia, żeby to zmienić.
              Mnie się udało, bo ja bardzo chciałam coś zmienić - choć nie miałam pojęcia, jak to zrobić i bałam się najmniejszego przejawu niezadowolenia mamusi. Ba! nawet nie wiedziałam, że mam prawo się jej sprzeciwić, a jej niezadowolenie nie jest końcem mojego świata.
              I mam cierpliwego, ale nieugiętego partnera, na którym mi bardzo zależało. Więc w końcu przyszedł moment, kiedy musiałam wybrać - związek czy zadowolenie mamusi (która i tak nigdy nie była w pełni zadowolona z tego, ile uwagi jej poświęcam).
              Partner nie postawił mi ultimatum - ale wprost powiedział, że nie będzie ustawiał swojego życia pod wizyty u mojej matki i jej humory. Bo wystarczyło, że mamusia strzeliła focha - i on miał w domu babę rozklekotaną na pół dnia.

              Czy Twój partner w ogóle bierze pod uwagę jakąś terapię? Od siebie powiem, że jest niezbędna, żeby cokolwiek zmienić - chociaż dla osoby, która nigdy jej nie rozważała, opcja terapii wydaje się jakimś kosmosem. Dlatego dobrze, żeby choć zaczął się przyzwyczajać do tej myśli :).
              • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:12
                To chyba ja w mojej sytuacji jestem jakby w roli Twojego partnera u Was - ta nieugięta i cierpliwa 😂 bo mi też na narzeczonym zależy...tak jak Twojemu na Tobie.
                My bardzo dużo na te tematy rozmawiamy, psychologia to jedna z moich pasji, więc siłą rzeczy się rozmawia i aktywnie uczestniczy w dyskusji. Dużo rozumie, ale że przez 29 lat był pod opieką toksycznej matki o zerowym poczuciu wartości własnej, takie są tego skutki.
                Jest mi go szkoda też jako człowieka, bo ma serce na dłoni i wiem, że gdyby mnie nie było, to na chwilę obecną jest łatwym kąskiem dla np. jakiejś narcystycznej kobiety (jego brat jest właśnie z taką kobietą w związku).

                Ale masz racje co do terapii, to chyba jedyne wyjście. Pasja pasją, ale psychologiem nie jestem i raczej sama tego nie uzdrowię, mimo przegadanych rozmów. On nie miałby nic przeciwko, a ja byłabym przeszczęśliwa. Bo czasem mam wrażenie, że to tak wygląda, jakbym chciała go odsunąć. A nie o to mi chodzi.
                Wie doskonale, jak ważne jest dla mnie budowanie zdrowego związku, na sprawiedliwych zasadach.
                Często mi dziękuje, że otwieram mu oczy na wiele spraw (np. wykorzystywanie go przez innych członków rodziny).

                Olu, a ile sesji odbyliście zanim zaszła w Tobie faktyczna zmiana i odszedł strach przed zawalczeniem o siebie ? Tutaj ten jego strach przed postawieniem granic, jest w nim dlatego, że boi się zranić w jakiś sposób brata, matkę czy kogoś innego.
                Chyba sęk tkwi w tym, czego on tak na prawdę chce i co czuje. Zmuszać go nie chcę do niczego,
                ale i siebie nie zamierzam torturować.
                • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:27
                  petalorosa napisał(a):

                  > Olu, a ile sesji odbyliście zanim zaszła w Tobie faktyczna zmiana i odszedł strach
                  > przed zawalczeniem o siebie ? Tutaj ten jego strach przed postawieniem granic,
                  > jest w nim dlatego, że boi się zranić w jakiś sposób brata, matkę czy kogoś innego.

                  Na pewno był to przynajmniej rok terapii. Ale zmiany w głowie zaczęły się dość szybko. Dla mnie zmianą było już to, co przed chwilą napisałam - że mam prawo żyć po swojemu, nawet jeśli to powoduje niezadowolenie u mojej matki. Kolejną zmianą była sama decyzja o pójściu na terapię - i wydaniu "tyyyylu" pieniędzy na siebie - bo do tamtej pory każde pieniądze, poza niezbędnymi na przeżycie, ładowałam na konto mamusi, którą "porzuciłam". U mnie to było jeszcze współuzależnienie ekonomiczne.

                  Moim zdaniem najważniejsze jest, żeby w ogóle zacząć terapię. Dla mnie niezmiernie ważne było, kiedy usłyszałam od "fachowca" (a w zasadzie od kilku niezależnych), że moja relacja z matką NIE JEST normalna, i że nie mam powodu do poczucia winy, kiedy nie dzwonię do niej 3 razy dziennie. A jak usłyszałam, że to, czego doświadczam, to jest przemoc emocjonalna - to osłupiałam.
                  Tak samo, kiedy powiedziano mi, że nie jestem oprawcą, tylko ofiarą. Bo przecież cały czas byłam wbijana w poczucie winy - że swoim zachowaniem krzywdzę mamusię, bo "jej jest przykro i się martwi".

                  Więc jeśli facet nie broni się przed terapią, to nie ma na co czekać. Już pierwsze rozmowy z terapeutą powinny mu "zamącić" w głowie - a zmiany przyjdą w swoim czasie.
                  Tylko powtórzę do znudzenia - trzeba CHCIEĆ. Ja nie miałam pojęcia, co i jak mam zrobić - ale bardzo chciałam zmienić sytuację, w której byłam. I udało mi się dojść do stanu, który jeszcze 5-7 lat temu był dla mnie niewyobrażalny.
                • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:33
                  petalorosa napisał(a):

                  > Dużo rozumie, ale że przez 29 lat był pod opieką toksycznej matki o zerowym poczuciu wartości własnej, takie są tego skutki.

                  Mała poprawka. Nie 29, a 32 lata. Bo najwyraźniej nadal jest pod bardzo mocnym wpływem toksycznej matki. Co konkretnie przez te trzy lata związku udało ci się osiągnąć w postawie i zachowaniach partnera? Jakie zmiany nastąpiły, skoro piszesz, że na chwilę obecną odbiera i wysyła kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset wiadomości do rodziny dziennie codziennie. To ile tego było te trzy lata temu, gdy zaczęliście się spotykać? Tysiąc dziennie? I czemu partner nie jest na terapii, skoro twierdzisz, że nie jest jej przeciwny? Na co ty czekasz? Masz 35 lat. Chcesz mieć dzieci? Jak długo zamierzasz pana terapeutyzować domowymi sposobami, gdy tobie w tempie ekspresowym kurczy się czas na założenie rodziny, podczas, gdy partner ma zasoby czasowe w tej kwestii praktycznie nieograniczone?
                  Jakbyś miała 25 lat, to bym ci napisała, proszę bardzo, baw się w ratowanie pana ze szponów toksycznej rodzinki. Jak się nie uda, ruszysz dalej i znajdziesz kogoś innego. Ale masz dekadę więcej, a to zasadniczo zmienia twoją sytuację i twoje możliwości manewru w związku z tak toksycznie uwikłanym partnerem. Odpowiedz SOBIE szczerze na pytanie: ile jesteś skłonna poświęcić dla tego związku?
                  • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:02
                    Enith, ja się nie bawię w bycie wybawcą, bo wiem, że jeśli ktoś nie chce, to nie ma sensu tracic czasu. Ale zeby sie przekonać, zanim sie czlowieka wyrzuci z zycia jak jakiegoś śmiecia, to potrzeba czasu. Nie mam parcia na dzieci, nie mam póki co najmniejszej ochoty na dziecko, więc nie będę się zamartwiać i tworzyć problemów na siłę. I nie ze względu na partnera, ale na moje życie zawodowe i sytuację ekonomiczną.
                    • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:37
                      Nie sugeruję bynajmniej, żebyś wyrzuciła pana na śmietnik, jak to napisałaś. Weź tylko pod uwagę, że nie jesteście parą od miesiąca czy dwóch, a od trzech lat, a od prawie dwóch razem mieszkacie. To aż nadto czasu, żeby zorientować się, z czym ma się do czynienia, a ty piszesz, że z racji wysokiej wrażliwości zorientowałaś się dość szybko. Pozostaje pytanie, co konkretnie z tego dla ciebie wynikło? Zdiagnozowałaś problem te dwa lata temu, a mimo to nadal jesteś w bardzo niefajnej sytuacji. Tak wynika z dość detalicznego opisu obecnych zachowań partnera z twojego pierwszego posta.
                      Szczerze mówiąc, dość trudno mi uwierzyć, że przy twojej bystrości i szybkości wyłapania niefajnych zachowań partnera (oraz przyjrzeniu się z bliska jego rodzinie), już dwa lata czy choćby rok temu nie wpadł ci do głowy pomysł, że tu potrzebna jest bardzo pilna terapia partnera, żeby ten związek w ogóle miał szansę powodzenia. I że dopiero sugestia Oli otworzyła ci oczy.
                      Jak myślisz, co zrobiłby twój partner, gdybyś wzorem partnera Oli dziś oświadczyła, że nie zamierzasz ustawiać waszego związku pod dyktando i humory jego rodziny? I gdybyś zażądała jak najszybszego podjęcia terapii?
                    • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:52
                      Acha, a o dzieci spytałam, bo sama napisałaś o nich w pierwszym poście (że nie wyobrażasz sobie mieć dzieci w takich okolicznościach związkowych). Z tego wywnioskowałam, że gdyby okoliczności związkowe były lepsze, brałabyś rozmnożenie z panem pod uwagę. Jeśli mój wniosek był błędny i dzieci cię nie interesują, to przepraszam.
            • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:09
              petalorosa napisał(a):

              > Ściska mnie w sercu w tych sytuacjach, bo czuję właśnie tę manipulację poprzez
              > wzbudzanie poczucia winy i kontrolę. Jako wrażliwiec jestem na to potężnie uczu
              > lona.
              > A matka jego to nadopiekuńcza, kontrolująca gospodyni domowa bez zainteresowań
              > i więzi z własnym mężem,
              > charakter typowo toksyczny.


              Dziewczyno napiszę ci jedno słowo - UCIEKAJ.
              Jak najdalej od takich układów. Gdyby mu zależało na Tobie ustawiłby całą swoją rodzinkę w ciągu jednego tygodnia. On nie przestanie. Ty się zamęczysz.
              Znajdź normalnego mężczyznę z poprawnie ustawionymi priorytetami.
              • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:15
                aqua48 napisała:


                > Dziewczyno napiszę ci jedno słowo - UCIEKAJ.
                > Jak najdalej od takich układów. Gdyby mu zależało na Tobie ustawiłby całą swoją
                > rodzinkę w ciągu jednego tygodnia. On nie przestanie. Ty się zamęczysz.
                > Znajdź normalnego mężczyznę z poprawnie ustawionymi priorytetami.

                Aquo, poczułam się osobiście dotknięta...;)
                Mnie BARDZO zależało - ale ustawienie sytuacji zajęło mi więcej niż tydzień. A mimo to jestem cholernie dumna z tego, że udało mi się to zrobić - i bardzo wdzięczna partnerowi za cierpliwość.

                To może być naprawdę fajny facet. Tylko NIE WIE, że może się postawić mamusi i rodzince. Naprawdę "nie wie". Ja autentycznie nie wiedziałam, dowiedzialam się ze zdumieniem. Bo całe życie byłam tresowana tak, że niezadowolenie mamusi jest najgorszą rzeczą, jaka może mnie spotkać. Aż tu nagle dowiedziałam się, że wcale nie musi być. Że nie jestem odpowiedzialna za jej zadowolenie i niezadowolenie.
                I zaczęły się zmiany :)
                • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:42
                  Aqua48 - ja wiem, że najłatwiej jest uciec. Nie ten, to inny. Ale to jest dobry, wartościowy człowiek po prostu, dlatego chcę dać szansę sobie i jemu przede wszystkim.
                  Nie jego wina w jakim otoczeniu się wychował. A chęć zmiany widzę, dlatego widzę nadzieję i tak łatwo nie chcę się poddawać. Pomimo niedogodności własnych.

                  I tak jak Ola mówisz, trzeba po prostu przejrzeć na oczy, ja sama też pochodzę z DDD i dużo musiałam naprawić w sobie. A jeszcze drugie tyle pewnie z terapeutą by się przydało.
                  I będąc wysoko wrażliwą czytam na potęgę m.in. o wszystkich toksycznych zachowaniach, dlatego bardzo szybko już je wyłapuję.

                  Ola, a jaki masz teraz kontakt i stosunek do mamy? Co zalecił Ci terapeuta? Utrzymujecie kontakt?
                  • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:01
                    Terapeuta nie jest od tego żeby Ci dawać zalecenia w temacie kontaktów z rodzicem. Terapeuta pracuje z pacjentem i dzięki temu pacjent jest w stanie wyjść poza swoje schematy, dostrzec te schematy i je nazwać. Ale terapeuta nie ma prawa dawać pacjentowi nakazów odnoście utrzymywania/ nieutrzymywania kontaktów z rodzicami.
                  • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:09
                    petalorosa napisał(a):

                    > Aqua48 - ja wiem, że najłatwiej jest uciec. Nie ten, to inny. Ale to jest dobry
                    > , wartościowy człowiek po prostu, dlatego chcę dać szansę sobie i jemu przede w
                    > szystkim.

                    Napisałam to co napisałam dlatego, że mam w bliskim otoczeniu podobnie uwikłanego rodzinnie pana. Jest on bardzo dobrym, miłym i serdecznym człowiekiem. Podobnie jak jego mamusia. Lubię, szanuję i znam od wielu lat obydwoje. Ale..patrzę też z boku na ich relację, która jest sorry, nienormalna i niezdrowa, co w gronie znajomych jest tajemnicą poliszynela.
                    Pan miał kilka przyjaciółek, a nawet narzeczonych, które tak jak Ty "dawały mu szansę". Nie zmienił się. Więc odeszły, niektóre wcześniej, bo stawiały granice i skutecznie mu je wyperswadowano, inne szybko orientowały się w sytuacji i rezygnowały same, jeszcze inne traciły lata w oczekiwaniu na zmianę która nie nastąpiła. Pan się niestety starzeje i utwierdza w swoich przyzwyczajeniach, mamusia się też starzeje i wymaga coraz więcej atencji i uwagi również realnie, ze względu na wiek.
                    Teraz jest na tapecie kolejna dziewczyna. Bardzo młoda i jeszcze chyba nieświadoma, w co tak naprawdę się pakuje. Panu natomiast chyba tzw. "zegar biologiczny" czyli poczucie że może czas się ustatkować, trochę dał do wiwatu. Ciekawa jestem kiedy jej się oczy otworzą, na fakt że ten związek to będzie zawsze trójkąt, w którym ona będzie ostatnia pod względem jego uważności. Bo to, że mając 40 lat i będąc takim fajnym człowiekiem jest nadal kawalerem nie dało jej do myślenia. No ale to ich problem, i ja się mieszać ani nikogo uświadamiać nie zamierzam. Tak sobie tylko obserwuję.


                • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:17
                  ola_dom napisała:

                  > Aquo, poczułam się osobiście dotknięta...;)
                  > Mnie BARDZO zależało - ale ustawienie sytuacji zajęło mi więcej niż tydzień. A
                  > mimo to jestem cholernie dumna z tego, że udało mi się to zrobić - i bardzo wdz
                  > ięczna partnerowi za cierpliwość.

                  Olu znam, obserwuję i bardzo bardzo PODZIWIAM Twoją ewolucję. Szczerze Ci kibicowałam i bardzo się cieszę, że udało Ci się wyjść z uzależnienia i ustawić sobie priorytety. Ale.. jesteś moim zdaniem bardzo silną osobą i miałaś też silną motywację.
                  W przypadku opisywanym w tym wątku ja takiej motywacji, ani choćby czasowych (na okres wakacji, weekendu) prób, starań wyjścia z uzależnienia od rodziny nie widzę. Natomiast widzę kobietę, która ma nadzieję, ze coś się zmieni i "daje szansę". A jak napisałam poniżej znam osobiście podobną sytuację, która nie ma dobrego zakończenia.

                  > To może być naprawdę fajny facet.

                  To zazwyczaj są bardzo fajni faceci (i kobiety też). Empatyczni, ciepli, troskliwi, sympatyczni, inteligentni. Bo tacy ludzie, z rysem dobroci w charakterze dają się tak mocno uwikłać.

                  • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:48
                    aqua48 napisała:


                    > Olu znam, obserwuję i bardzo bardzo PODZIWIAM Twoją ewolucję. Szczerze Ci
                    > kibicowałam i bardzo się cieszę, że udało Ci się wyjść z uzależnienia i ustawić sobie
                    > priorytety. Ale.. jesteś moim zdaniem bardzo silną osobą i miałaś też silną motywację.

                    :)
                    Może dlatego, że mi się udało - że wiem, że to jest możliwe i da się zrobić - a ja naprawdę byłam koszmarnie uwikłana, a warunki miałam dodatkowo trudne, jako wcale niemłoda, jedyna córka samotnej matki - to chcę wierzyć, że inni też mogą to zrobić.
                    Choć jakoś tam zdaję sobie sprawę, że jednak jestem w mniejszości, bo rzadziej się nie udaje niż udaje - to chcę być dobrym przykładem i dawać ludziom nadzieję, że się da.
                    A naprawdę wielu już mnie "spisało na straty" i było przekonanych, że na zawsze utknę z matką w tym domu pod lasem...
                    • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:59
                      > Choć jakoś tam zdaję sobie sprawę, że jednak jestem w mniejszości, bo rzadziej
                      > się nie udaje niż udaje - to chcę być dobrym przykładem i dawać ludziom nadziej
                      > ę, że się da.

                      Rzadziej się nie udaje ? czy rzadziej się udaje?
                      Czyli nie jest to łatwa sprawa. Wiecie co, mnie też chciano kontrolować i uzależniać emocjonalnie, zatrzymać przed jakimikolwiek wyprowadzkami.
                      Mimo, że jestem jedynaczką jakoś się nie dałam. Nie mieściło mi się w głowie, że miałabym się matce tłumaczyć o której wracam i gdzie idę w wieku 25 lat np. Zawsze się z nią o to sprzeczałam.
                      Tydzień przed faktem poinformowałam ją o mojej wyprowadzce na drugi koniec Polski,
                      po tym w końcu odpuściła.

                      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:07
                        petalorosa napisał(a):

                        > Rzadziej się nie udaje ? czy rzadziej się udaje?

                        Rzadziej się udaje. Większość niestety jest uwikłana w układ rodzinny do śmierci rodziców, a nawet po ich śmierci.

                        > Czyli nie jest to łatwa sprawa. Wiecie co, mnie też chciano kontrolować i
                        > uzależniać emocjonalnie, zatrzymać przed jakimikolwiek wyprowadzkami.
                        > Mimo, że jestem jedynaczką jakoś się nie dałam.

                        Gratuluję i zazdroszczę. Od dawna próbuję dociec, dlaczego jedni mają siłę, żeby się postawić, a inni nie mają i muszą stracić kawał życia, a potem zdrowia i nerwów, żeby zacząć żyć swoim życiem.
                        I wychodzi na to, że to jest bardzo złożona sprawa. Ale najczęściej jest tak, że najtrudniej odchodzi się od tych "kumpelskich" rodziców - przeważnie to matki. Takie "fajne, przyjacielskie, przyzwalające" etc.
                        Do tego dochodzą jeszcze sprawy sprzed uzyskania świadomości przez dziecko, takie do 2-4 roku życia. Podobno jak się wtedy dzieciaka złamie, to ma się niewolnika emocjonalnego. A złamać takiego malucha nie jest trudno, wystarczy się na niego obrażać i dać do zrozumienia, że mamusia może odejść, jak będzie nieposłuszny.
                        • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:08
                          A to ciekawe, Może u mnie było tak dlatego, że od 3. r.ż. wychowywała mnie babcia. I kumpelska raczej nie była, btw. jestem tzw. eurosierotą. Może stąd ta siła u mnie i jakiś taki bunt i silny sprzeciw, ze zwyczajnej złości na rodziców że mnie "porzucili" wyjeżdżając za chlebem.
                              • 3-mamuska Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 07.03.21, 00:33
                                petalorosa napisał(a):

                                > Nigdzie nie napisałam, że z porzucenia przez rodziców wynika w dziecku jego ży
                                > ciowa siła.
                                > Siła do sprzeciwienia się kontroli, a nie siła witalna. Siła-bunt-silny sprzeci
                                > w ze złości na rodziców.
                                > A to co wynika z tej sytucji to doskonale wiem, choć wolałabym nie.
                                >
                                >


                                To żadna siła do sprzeciwiania się. A po prostu nie ma kto się tobą interesować.
                                Wiec złe się czujesz z sytuacja gdzie druga dotkną ma dobry kontakt.
                          • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:14
                            petalorosa napisał(a):

                            > jestem tzw. eurosierotą. Może stąd ta siła u mnie i jakiś taki bunt i silny sprzeciw,
                            > ze zwyczajnej złości na rodziców że mnie "porzucili" wyjeżdżając za chlebem.

                            A ja od pewnego momentu byłam i jestem całym życiem mojej matki, wszystko by mi dała i za mnie oddała - bylebym tylko była z nią na zawsze i żyła tak, żeby jej się podobało.
                            I weź teraz odejdź od takiej matki, której cały świat się wali i traci sens wszystkiego, kiedy się wyprowadzasz... dla której to jest wręcz powód do samobójstwa - bo wolisz jakiegoś faceta od niej i nie poświęcasz jej już tyle czasu i uwagi niż wtedy, kiedy z nią mieszkałaś.
    • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 16:37
      Mam mocną alergię na ludzi z telefonem przyrośniętym do dupy. No niemalże jak piąta kończyna.
      Zgadzam się w 100% z Olą, jeśli narzeczonemu nie przeszkadza, że wisi na pępowinie rodziny pochodzenia, to ty z tym nic nie zrobisz. 32-latek miał dobrą dekadę, jak nie więcej, by te ścisłe stosunki choć nieco rozluźnić. Nie dla partnerki, której bokiem ta sytuacja wychodzi, tylko dla siebie, w naturalnym i zdrowym procesie dorastania, dojrzewania i mentalnego uniezależniania się od rodziny pochodzenia.
      Jaką dotychczas przyjęłaś strategię (rozmowy o tym, jak ty się z tym czujesz) i czy partner widzi problem, rozumie go i chce nad nim popracować?
      • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:23
        Dzięki Enith... czyli nie jestem jakaś walnięta i uprzedzona. Tak, widzi, rozumie i chce pracować. Tylko, że mieszkamy razem od niecałych 2 lat. Ja sama też go poznaję pod tym kątem teraz. Jestem osobą, która nie potrafi tłamsić w sobie emocji dlatego rozmawiamy o wszystkim na bieżąco. Ostatnio częstotliwość nabiera na sile, cierpliwie słucha i widzę, że przetwarza.
        A że na takie zmiany potrzeba czasu... Ola podsunęła terapię, chyba to jedyne wyjście, które może dać szybsze rezultaty, bo nie zamierzam czekać 10 lat aż dojrzeje i odetnie pępowinę.
        Najbardziej przeraziła mnie jego mama, kiedy zamieszkaliśmy razem chciała wpadać codzień bez zapowiedzi, o poranku pisała sms czy może wpaść do nas na kawę się przywitać, i że jej rodzina jest ze sobą bardzo związana dlatego powinnam się przyzwyczaić do rodzinności, bo ona nie chce żeby ta więź została przerwana.
        Narzeczony na początku był jakby pod zaklęciem, nie odczuwał tego destrukcyjnie, traktował z przymrużeniem oka te jej wszystkie "rodzinne magiczne więzi" itp.
        Bez terapii tu się chyba nie obędzie.
        • szpil1 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 20:05
          petalorosa napisał(a):

          > D
          > Najbardziej przeraziła mnie jego mama, kiedy zamieszkaliśmy razem chciała wpada
          > ć codzień bez zapowiedzi, o poranku pisała sms czy może wpaść do nas na kawę si
          > ę przywitać, i że jej rodzina jest ze sobą bardzo związana dlatego powinnam się
          > przyzwyczaić do rodzinności, bo ona nie chce żeby ta więź została przerwana.


          O Jeżu Anaszpanie, aż mi się słabo robi jak to czytam.

          > Bez terapii tu się chyba nie obędzie.

          To jak najszybciej, nie trać czasu.
        • redwineiswhatilike Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 07.03.21, 16:03
          petalorosa napisał(a):

          > Najbardziej przeraziła mnie jego mama, kiedy zamieszkaliśmy razem chciała wpada
          > ć codzień bez zapowiedzi, o poranku pisała sms czy może wpaść do nas na kawę si
          > ę przywitać, i że jej rodzina jest ze sobą bardzo związana dlatego powinnam się
          > przyzwyczaić do rodzinności, bo ona nie chce żeby ta więź została przerwana.


          O rany, to nie jest normalne. I piszę to jako matka, której syn niedługo się wyprowadzi i zamieszka z dziewczyną. Są od was o wie młodsi. Końcówka studiów. W ogóle by mi coś takiego nie przyszło do głowy.
    • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:11
      Juz bym siedziala za zabojstwo w afekcie :)
      Nie-na-wi-dze takiego wiszenia na telefonie, a jeszcze bardziej slania durnot z wymogiem natychmiastowej odpowiedzi.
      Jak kto lubi i potrzebuje, niech przeznaczy na to godzine/dwie dziennie, w okreslonym czasie i niech wtedy uprawia zycie rodzinne i towarzyskie przez telefon. Ale sytuacja, ze on odbiera i odpisuje, kiedy siedzimy przy stole i jemy, ogladamy cos razem, mamy gosci, sprzatamy czy cokolwiek robimy wspolnie, a on sie co chwila odrywa, bo mama, brat, wujek i kolega z grupy sprawilaby ze poczulabym sie intruzem i kims kompletnie zbednym we wlasnym domu. Never !
      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:30
        tt-tka napisała:

        > Nie-na-wi-dze takiego wiszenia na telefonie, a jeszcze bardziej slania durnot z
        > wymogiem natychmiastowej odpowiedzi.

        No właśnie - masz być na stand-by'u, do stałej dyspozycji przez 24 na dobę, dla każdego członka rodzinki, który tylko sobie zażyczy.
        Rany, ja bardzo mocno na to reaguję, bo przecież tak samo żyłam przez lata... tylko tej rodzinki mniej.
      • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:30
        Hahahah, uwierz, że ja dziękuję za moją cierpliwość bo pewnie przybijałabym Ci piątke w celi 😂
        Ale też mam swoje granice.
        Dla mnie telefon to rzecz do załatwiania konkretów, ew. budowania marki na socjalach, jeśli ma się jakiś pomysł na biznes.
        Takie bzdurzenie dla bzdurzenia, o nowym odkurzaczu czy zjedzonym obiedzie to dla mnie strata życia.
        No i odbieram to własnie jako lekcewazenie zycia rodzinnego w domu, ktory powinno budowac sie z partnerem in primis.
        Te sytuacje, ktore piszesz na szczescie nie mają u nas miejsca (np. przy stole), tego bym nie wytrzymała.
        Ale np. matka mojego faceta, już tak robi. Jesteśmy u niej np. na kolacji, ona dostaje sms z jakimś memem na dobranoc od kogoś z rodziny, wie już kto bo o stałych porach sobie wysyłają, zatem wstaje od stołu i idzie odczytać.
        Także no...
      • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:53
        Dlatego się dzieje, że w większości na mnie spada cały ciężar myślenia o sprzątaniu, gotowaniu, organizowaniu zakupów itd. Ja chwilowo nie pracuję ze względów zdrowotnych, ale niedługo wracam do pracy. I mimo to, że jestem w domu nie zwalnia go całkowicie z obowiązków domowych. Co będzie jak wrócę do pracy ? Ja będę tyrać na 2 etaty, a on będzie wisiał na komórce żeby nie sprawić przykrości rodzinie ? O to mi chodzi.
          • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:09
            Czy on to nie wiem, on woli się z ludźmi zobaczyć.
            Sam żadnych grup nie zakłada.
            Grupy pracowe - przełożeni różnych działów sami zakładają grupy i dodają tych, którzy mają być na bierząco. Bez pytania o zgodę, czy się komuś podoba czy nie. Wiadomości tam płyną non stop, również w weekendy, do wszystkich członków grupy, nie tylko do mojego faceta.
            No nic, czas zacząć szukać terapeuty.
            • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 19:04
              petalorosa napisał(a):

              > No nic, czas zacząć szukać terapeuty.

              Zostaw to partnerowi. To on ma zrobić research, znaleźć teraputę, umówić się na wizytę i ją odbyć. Dzięki temu ty dowiesz się, czy narzeczony naprawdę chce się zmienić, czy też okłamuje cię co do swoich intencji i składa obietnice bez pokrycia.

              Ty, co najwyżej, możesz poszukać teraputy dla siebie samej, jeśli uważasz, że terapii potrzebujesz.
        • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:04
          Naprawdę przez dwa lata wspólnego mieszkania to TY ogarniałaś i do dziś ogarniasz praktycznie całość życia domowego, bo narzeczony zajęty jest telefonem? Wybacz, ale nie wiem, na jakiej podstawie piszesz, że twój partner widzi problem, chce go naprawiać i słucha twoich sugestii. Bo z twojego opisu obecnej sytuacji nic takiego nie wynika. Ty mówisz, on kiwa głową, a w międzyczasie odpowiada na wiadomości? Tak to u was wygląda?
          • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:10
            Ona w międzyczasie czyta książkę o psychologii, bo jest wysokowrażliwa i jest DDD więc zamiast wziąć się za siebie i siebie wziąć na terapię to od początku związku prowadzi projekt "naprawię mojego chłopaka" i teraz ma plan go wysłać na terapię całkowicie ignorując fakt, że sama tej terapii potrzebuje.
            • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:18
              BTW zamiast pleść bzdury na temat tego, co prowadzę w związku a czego nie, zajmij się swoją agresją, bo widać masz z nią problem. Sarkastyczny, typowy agresor - tak, to też wyczytałam właśnie z książek o psychologii :) Zielonego pojęcia nie masz co ignoruję, a czego nie, oceniasz na własną modłę i tylko pleciesz ignoranckie bzdury w chamskim tonie. Nie tylko ja jak widać, potrzebuję terapii :) Z Bogiem bo widze ciemność :)
              • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:34
                Dziewczyno, tkwisz 3 lata w związku bo "zeby sie przekonać, zanim sie czlowieka wyrzuci z zycia jak jakiegoś śmiecia, to potrzeba czasu", więc mam pytanie" co Ty realnie robisz z nabytą wiedzą psychologiczną? Ile lat zamierasz być w związku, gdzie ewidentnie przyjmujesz postawę ofiarną i to widać w tej wypowiedzi o tym, że trzeba czasu żeby się przekonać i latach jakie jesteś w tym związku. Przecież widać po Twoich wypowiedziach, że skupiasz się cały czas na partnerze, żeby mu tłumaczyć dlaczego jego rodzina jest zła, dlaczego on potrzebuje terapeuty.

                A sobie komentuj moją osobę ile wlezie - po mnie to spływa. Ciekawe jest jednak jak natychmiast zaprzeczasz i zamykasz dyskusję wątkowi, który mówi, że Ty jesteś osobą potrzebującą terapii i jak mnie potem atakujesz próbując zdyskredytować całkowicie moją wypowiedź.
            • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:20
              I jeszcze dodam, że dostaje szału jak widzi powiadomienia na telefonie chłopaka, gdzie jest od dodany do grup niezależnie od jego woli. No to po co patrzeć na ten telefon? To po co w ogóle się wściekać z powodu tego, że ktoś zrobi fotkę śniadania i wyśle? Ewidentnie ją to triggeruje, tak samo jak ją triggeruje rodzina chłopaka. Bym się poważnie zastanowiła dlaczego tak bardzo triggerujące dla autorki jest, że rodzina sobie mówi dzień dobry albo dobranoc, bo to brzmi jak najgorsze przewinienie a są rodziny, które są naprawdę blisko ze sobą. I patrząc na sytuację pandemiczną można też być w stanie zrozumieć, że ludzie potrzebują bliskości i poczucia wspólnoty, więc mnie te czaty wcale nie dziwią.

              Z tego co czytam wyłania mi się obraz autorki wątku jako osoby, która chce ułożyć życie swojemu chłopakowi: to ona czyta i ona tłumaczy mu że coś jest nie tak w jego życiu, to ona mu tłumaczy że on potrzebuje terapeuty (a jednocześnie ignoruje belkę w swoim oku, że ona dramatycznie sama potrzebuje terapeuty jako DDD). Jeśli mam być szczera widzę tu dużą próbę kontroli nad partnerem i kierowaniem jego życia, ratowaniem jego życia bo ona ma misję i dlatego nie odejdzie.

              Dlaczego wypychasz partnera do terapeuty a sama nie pójdziesz?
              • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:58
                ja nikogo nigdzie nie wypycham, ty sobie za dużo dopowiadasz. Sama sobie jakieś analizy uskuteczniasz nic o mnie nie wiedząc. pisałam, że terapia razem jeśli już. ciebie za to strasznie strigerowało że jestem wwo i psychologia to moja pasja. człowieku drogi, sama się swoją belką zajmij, aha - w takim tonie, autorytetu nie zbudujesz. tak samo jak i po tobie, po mnie rowniez twoje analizy spływają.
                • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 19:09
                  Terapia pary? Nie, wy nie potrzebujecie terapii par. A już na pewno nie na samym początku. On musi przepracować toksyczny dom pochodzenia i wątpię, by jakikolwiek terapeuta zgodził się na twoją w tym procesie obecność. To samo z twoją terapią DDD, na pewno nie będzie ona prowadzona w obecności twojego partnera. Skąd w ogóle pomysł z terapią dla par?
                    • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 20:15
                      Ważna rzecz, którą chce podkreślić: wasze indywidualne terapie prawie na pewno wpłyną mocno na stosunki między wami, na was jako parę. Dziś terapia par byłaby zdecydowanie przedwczesna, to byłoby zabranie się za problem od złego końca. Najpierw zaadresujcie obydwoje wasze deficyty związane z rodzinami pochodzenia na terapiach indywidualnych, bo jeśli traficie na porządne terapie i się do nich przyłożycie, prawie na pewno polepszy się wasza wzajemna relacja. I po jakimś czasie może się okazać, że żadna terapia par nie jest wam w ogóle potrzebna.
                • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 20:03
                  Nigdzie nie napisałaś, że chodziło Ci o terapię razem. Przejrzałam pod tym kątem wszystkie Twoje wypowiedzi. Może o tym myślałaś, ale tego nie przekazałaś. To jest dosłownie pierwszy raz kiedy wspominasz o terapii dla par dla Was.

                  Nie masz najmniejszego pojęcia co mnie triggeruje lub nie. Walisz na ślepo i Ci nie wychodzi. Psychologia może być Twoją pasją i to dobrze dla Ciebie jeśli pochodzisz z DDD. Natomiast z drugiej strony nie zrobiłaś nic żeby uzyskać oficjalną diagnozę i oficjalną pomoc terapeutyczną - dlaczego? To jest dziwne i podejrzane. Bo skoro psychologia jest Twoją pasją, nie powinnaś bać się stygmatyzacji. Cały opis sytuacji z Twoim chłopakiem i jego rodziną opiera się na Twoich diagnozach. praktycznie brak tam faktów. Dużo o Tobie, o tym co w Tobie ta sytuacja wywołuje. Więc zajmij się po prostu sobą a nie naprawianiem chłopaka, bo przecież sama piszesz "Pasja pasją, ale psychologiem nie jestem i raczej sama tego nie uzdrowię, mimo przegadanych rozmów". Więc wychodzi na to, że Ty próbujesz uzdrawiać, co nie jest absolutnie Twoim zadaniem i świadczy o tym, że to Ty potrzebujesz pomocy.

                  Nie przedstawiłaś sytuacji, które miałyby świadczyć o tym, że rzeczywiście teściowa jest toksyczna. Wszystko się opiera na Twoich diagnozach. Nie wierzę w Twoje diagnozy. Teściowa ma prawo chcieć wpadać na herbatę czy kawę czy cokolwiek. Ma prawo dawać Ci znać, że rodzina jest blisko i że chce żeby nadal tak było. Tak samo rodzina może mieć swój rodzinny czat i mogą sobie tam do zakichania pisać dzień dobry i dobranoc.

                  Mało kto w ogóle bierze pod uwagę w tej dyskusji większy zakres:
                  tt-ka zwraca uwagę, że facet po prostu tak funkcjonuje społecznie
                  enith bodajże zwraca uwagę na horyzont czasowy i czy tak zawsze było
                  tylko się jakoś do tego w ogóle nie odnosisz i dla mnie to jest dziwne że tego nie robisz.

                  Natomiast uważam, że wystarczająco czasu poświęciłam już na ten temat. Rób co chcesz ze swoim życiem. Udawaj sobie co chcesz. To Ty będziesz płacić tego cenę a nie ja.

                  Wypisuję się z tego wątku, bo ewidentnie Ciebie interesuje tylko to żeby ktoś się z Tobą zgadzał i głaskał Cię po głowie i powiedział, że robisz słusznie. A prawda jest taka, że marnujesz czas z każdym momentem kiedy nie idziesz na terapię i tego czasu nie odzyskasz.
                  • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 20:40
                    eriu napisała:

                    > Nie przedstawiłaś sytuacji, które miałyby świadczyć o tym, że rzeczywiście
                    > teściowa jest toksyczna. Wszystko się opiera na Twoich diagnozach. Nie wierzę
                    > w Twoje diagnozy. Teściowa ma prawo chcieć wpadać na herbatę czy kawę czy cokolwiek.

                    Serio nie zrobiło Ci się zimno od tego:

                    jego mama, kiedy zamieszkaliśmy razem chciała wpadać codzień bez zapowiedzi, o poranku pisała sms czy może wpaść do nas na kawę się przywitać, i że jej rodzina jest ze sobą bardzo związana dlatego powinnam się przyzwyczaić do rodzinności, bo ona nie chce żeby ta więź została przerwana.

                    Wystarczy ze jego matka nie widzi go 1,5 dnia (mieszkamy bardzo blisko) - zaczyna wysylac sms do mnie, do niego zeby przypomniec o swojej obecnosci.


                    ?
                    Bo mi ścierpła skóra.

                    Tak samo po tym:
                    ta ciotka wychwala go za wysoką kulturę osobistą i dobre wychowanie bo odpisuje jej codzien,
                    z czego jego mama chodzi dumna jak paw i powtarza mi to za każdym razem, kiedy mnie widzi.


                    Po co 32-letni facet DWA RAZY DZIENNIE pisze do ciotki na dzień dobry i dobranoc??? Założę się o milion, że wiem, po co. Z własnego doświadczenia wiem. Właśnie po to, żeby mamusia mogła się chwalić, jaki to dobry synek.
                    Naprawdę nie umiem znaleźć żadnego powodu, dla którego dorosły chłop ma codziennie witać i żegnać telefonicznie jakąś ciotkę, chrzestnego brata (?!) i połowę rodziny.
                    • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 21:06
                      Ola dokładnie o to mi chodzi, dziękuję Ci za zrozumienie i empatię.
                      Zarzucono mi tutaj wcześniej egocentryzm...zabawne jak ludzie uzurpuja sobie prawo do oceniania na podstawie kilku zdań.
                      Zanim go poznałam marzyłam o związku, w którym stosunki z najbliższą rodziną partnera będą zdrowe i sympatyczne. I to nie jest tak, że przez cały nasz związek byłam ślepa a teraz nagle się obudziłam i mi nie pasuje. Teraz to ja zaczynam etap podejmowania decyzji, bo obserwuję od początku co i jak. U nas po kilku msc wspólnego życia nie wypaliłabym z tekstem "no to co stary, czas na terapie, Ty swoją, ja swoją". Przecież życie tak szybko nie działa, niecałe 2 lata to nie 15. Nie wszystkie cechy charakteru, zawiłości rodzinne, nawyki wychodzą od razu. Czasem się nie zwraca uwagi bo życie się toczy, od ponad roku miałam moje problemy zdrowotne i wyzdrowienie było dla mnie priorytetem. W miedzy czasie obserwowałam resztę. Piszę to Ola głownie do Ciebie, nie wiem czy czytałaś te agresywne eseje w moim kierunku, ale tam było parę takich zarzutów.

                      Więcej tych postów Enrju nie czytam, nie potrzebuje dodatkowego agresora w mojej przestrzeni.
                      Przyszłam tutaj po poradę, wsparcie, obiektywizm i wymianę zdań w uprzejmym tonie, a nie po to, żeby mnie ktoś atakował i w chamski sposób narzucał jakieś swoje analizy g.no o mnie wiedząc.
                      • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 07.03.21, 10:50
                        petalorosa napisał(a):


                        > Przyszłam tutaj po poradę, wsparcie, obiektywizm i wymianę zdań

                        Nieprawda. Klamiesz albo ludzisz sie. W pierwszym poscie "jak wy to widzicie" i od razu kontra, negowanie i obrazanie sie, bo niektore z nas zobaczyly w tym co piszesz cos, co ci sie nie spodobalo. Nie obiektywizmu szukasz i nie wymiany zdan.
                        • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 07.03.21, 17:07
                          Moim zdaniem autorka szukała potwierdzenia swojego punktu widzenia i tylko te wątki podbijała, tylko je rozwijała. Nie odpowiadała na pytania i wątki, które nie rozwijały narracji w wygodną dla niej stronę.

                          Tu szła taka manipulacja tym wątkiem żeby wyszło na jej, że coś jest nie tak z jej partnerem. Osoby, które grały w grę autorki były nagradzane wypowiedziami "jak ty mnie rozumiesz". Wypowiedzi nie po tej linii co trzeba były ignorowane (np. Twoja wypowiedź, gdzie bardzo słusznie zauważyłaś, że partner tak może po prostu funkcjonować i tak żyć w internetowej przestrzeni) aż do atakowania.
                    • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 22:54
                      Olu, żaden 32-letni mężczyzna nie potrzebuje Twojego ani niczyjego innego pozwolenia żeby pisać swojej rodzinie dzień dobry i dobranoc. Też w swoim życiu nie robisz rzeczy, dla których inni muszą znajdować powód, nie tym się człowiek powinien kierować. A ja Ci dam przykład, dlaczego ktoś może tak pisać: wyobraź sobie, że w rodzinie jest sporo starszych schorowanych lub po prostu z chorobami osób, które się czują samotne w trakcie pandemii i dzięki temu, że ktoś z rodziny się z nimi codziennie wita i mówi dobranoc czują się mniej samotne i np. podlecza ktoś stany depresyjne. Albo też tak rodzina się umówiła i sprawdza czy wszystko jest ok ze wszystkimi. I wtedy już ta historia brzmi zupełnie inaczej.

                      Czy Ty odróżniasz w tej historii elementy, na które autorka ma realny wpływ? Bo zapewniam Cię, że to nie jest partner ani jego rodzina. Autorka ma realny wpływ tylko i wyłączni na siebie, swoje zachowanie, na to że może się zdecydować podjąć terapię. W każdej chwili może ten związek zakończyć i tym samym rodzinę partnera usunąć ze swojego życia. To jest ważne do rozróżnienia. To, że ona w tym układzie pozostaje jest jedynie jej świadomą decyzją. Mało tego autorka wkracza w układ w roli zbawcy i tym samym sama się stawia na straconej pozycji. Także mam obojętny stosunek do tych opisów, bo są poza kategorią realnego wpływu.

                      Jak autorce jak tak źle w tym obrazie rodzinnym to niech się rozejdzie z partnerem i tyle. Problem jest w tym, że ona zamiast skupiać się na swoim problemach i swoich reakcjach podejmuje jakieś dziwne akcje ratowania partnera. Piłka jest prosta: albo odpowiada jej jak jest albo nie. Trzeba wiedzieć na co ma się realny wpływ na co nie. Nie da się wychować sobie partnera ani jego rodziny.
                      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 09:31
                        eriu napisała:

                        > Olu, żaden 32-letni mężczyzna nie potrzebuje Twojego ani niczyjego innego
                        > pozwolenia żeby pisać swojej rodzinie dzień dobry i dobranoc.

                        A czy ja mam przynajmniej prawo uznać to za przejaw uwiązania i nieodpępowienia?
                        Skąd pomysł, że ktokolwiek ma potrzebować czyjegokolwiek "pozwolenia"?
                        Ja też nie potrzebowałam "pozwolenia" na 3 telefony dziennie do matki. Czy to znaczy, że robiłam to, bo tego potrzebowałam i było to zdrowe? Ja bardzo dobrze wiem, że nie.


                        > A ja Ci dam przykład, dlaczego ktoś może tak pisać: wyobraź sobie, że w rodzinie
                        > jest sporo starszych schorowanych lub po prostu z chorobami osób,
                        > które się czują samotne w trakcie pandemii

                        Ależ ja sama jestem w stanie znaleźć wiele powodów - skoro sobie tak teoretyzujemy. Tyle że kiedy te powody są realne, a nie wydumane przez toksyczną rodzinę wyłącznie w celu podtrzymywania wizerunku "idealnej, zgranej rodziny" - przeważnie nikt normalny nie ma z tym problemu.
                        Takie kontakty nie zaburzają indywidualnego życia każdego z członków rodziny, nie powodują zaniedbywania codzienności, tylko naprawdę budują więzi. A nie więzy.


                        > Albo też tak rodzina się umówiła i sprawdza czy wszystko jest ok ze wszystkimi.
                        > I wtedy już ta historia brzmi zupełnie inaczej.

                        A że tak się "rodzina umówiła", to ja nie mam wątpliwości. Wiele rodzin "umawia się" na przeróżne toksyczne układy. Pytanie, czy to jest dobrze.
                        Bo jeśli ta umowa jest nienaruszalna i kategoryczna - a na to wygląda - to nie jest zdrowe.
                        I oczywiście - najlepiej dla autorki byłoby w takim razie ewakuować się z tego układu w podskokach.
                        Ale powtórzę - sama tkwiłam w takim kategorycznym i nienaruszalnym układzie, i jestem bardzo wdzięczna mojemu partnerowi, że nie kopnął mnie w dupę razem z mamusią - choć miał wiele powodów, naprawdę.
                  • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 20:53
                    eriu napisała:

                    > Nigdzie nie napisałaś, że chodziło Ci o terapię razem. Przejrzałam pod tym kąte
                    > m wszystkie Twoje wypowiedzi. Może o tym myślałaś, ale tego nie przekazałaś. To
                    > jest dosłownie pierwszy raz kiedy wspominasz o terapii dla par dla Was.

                    Pisala. O 18.58 "terapia razem, jesli juz".

                    NB tez mialam watpliwosci co do celowosci wspolnej terapii, ale nie odzywalam sie, bo nie za mocna jestem w temacie. Ale widze, ze osoby bardziej obeznane juz sie do tego odniosly.



                    >
                    > Nie przedstawiłaś sytuacji, które miałyby świadczyć o tym, że rzeczywiście teśc
                    > iowa jest toksyczna.

                    Zartujesz. Albo bardzo nieuwaznie czytalas.
            • panna.nasturcja Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 23:58
              eriu napisała:

              > Ona w międzyczasie czyta książkę o psychologii, bo jest wysokowrażliwa i jest D
              > DD więc zamiast wziąć się za siebie i siebie wziąć na terapię to od początku zw
              > iązku prowadzi projekt "naprawię mojego chłopaka" i teraz ma plan go wysłać na
              > terapię całkowicie ignorując fakt, że sama tej terapii potrzebuje.

              Tak sobie czytam ten wątek i czytam i zastanawiałam się czy ktoś to wreszcie napisze.
              Podpisuję się pod każdym słowem.
              A reakcja autorki potwierdza tylko, że trafiłaś, Eriu, w punkt.

              Dodam jeszcze tylko, że żeby nie być w grupie wbrew własnej woli wystarczy nie mieć konta na FB lub namiarów na to konto nie podać w pracy. I już. Działa.
              • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 09:37
                panna.nasturcja napisał(a):

                > Dodam jeszcze tylko, że żeby nie być w grupie wbrew własnej woli wystarczy nie
                > mieć konta na FB lub namiarów na to konto nie podać w pracy. I już. Działa.

                Niestety - nie zawsze wystarczy. Trzeba jeszcze umieć odmówić podania namiarów czy założenia konta. A osoby, które były od zawsze tresowane do spełniania oczekiwań (chyba to znamy?), mają wielką trudność w odmawianiu, zwłaszcza jeśli grozi to brakiem akceptacji i odrzuceniem przez grupę.

                Oczywiście w całej tej historii może też chodzić o "zwykłe" uzależnienie od telefonu i od "bycia w kontakcie". Albo o to, że to jedna z niewielu form kontaktu ze światem, jaką miał okazję poznać partner autorki - bo takie miał wzorce.
                    • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:45
                      tt-tka napisała:

                      > No i dla mnie wyglada na to, ze jest ok... dla niego. On tak zyje, lubi czy prz
                      > ywykl, czy inne warianty zycia mniej go pociagaja...


                      Dla mnie również tak to wygląda. A ponieważ autorka wątku z tym się męczy nie pozostaje jej nic innego jak..zmienić swoje dotychczasowe zachowanie. Czyli najprościej - odejść. I zobaczyć co partner na to. Czy podąży za nią, czy zostanie z rodziną. To bardzo dobry test. Ale jeśli nie chce, albo się boi, że jednak (co jest bardzo prawdopodobne) partner za nią nie pójdzie, może spróbować innych zmian - jednak zawsze siebie i swojego postępowania czy swoich reakcji. Nie partnera, ani tym bardziej jego rodziny, bo na to nie ma żadnego wpływu.

                      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:51
                        aqua48 napisała:

                        > zmienić swoje dotychczasowe zachowanie. Czyli najprościej - odejść.
                        > I zobaczyć co partner na to. Czy podąży za nią, czy zostanie z rodziną.
                        > To bardzo dobry test.

                        To prawda. Dla mnie to też był moment przełomowy - kiedy poczułam, że sama muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, co wybieram - związek czy zadowolenie matki.
                        Tyle że ja nie miałam dylematu, co wybrać, mnie po prostu uderzyło samo to, że muszę wybrać, bo niemożliwe jest jedno i drugie naraz.
                  • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 16:59
                    No właśnie. Nie wiemy nic o tym, czego chce narzeczony. Petalorosa twierdzi, że tego samego, co ona, a twierdzi tak na podstawie tego, że partner fuka na matkę, przewraca oczami i myśli zupełnie inaczej, niż matka. Swoją drogę to bardzo ciekawe, skąd petalorosa wie, o czym MYŚLI jej narzeczony? I czy ona sama przypadkiem nie uprawia myślenia życzeniowego, że wie, czego chce jej partner. Bo może sytuacja u nich nie ulega poprawie właśnie dlatego, że partnerowi zwyczajnie pasuje tak, jak jest.
                    Myślę, że terapie, o ile na nie pójdą, prędzej czy później pokażą, jakie oboje mają faktyczne intencje. Może się w końcu okazać, że państwo są klasycznie niedobrani i stąd ich wszystkie kłopoty.
                  • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:36
                    panna.nasturcja napisał(a):

                    > Olu, w całej tej historii może tez chodzić o to, ze narzeczonemu autorki pasuje
                    > kontakt z rodzina, grupy zawodowe i te od piłki na FB i cała reszta.
                    > To jej się to nie podoba, dla niego może być ok.

                    Jeśli jemu się podoba - to sprawa jest jasna. Uciekać.

                    Ale znowu uparcie wrócę do siebie - o mnie też wiele osób myślało, że widocznie mi się podoba związek z mamusią. I byli bardzo zdumieni, jak się wyprowadziłam. To po pierwsze.
                    A po drugie, powtórzę, choć wierzę, że dla osób, które tego nie doświadczyły, może być to trudne do pojęcia - facet może NIE WIEDZIEĆ, że taka relacja z matką ma prawo mu się nie podobać.
                    Tak jak ja autentycznie NIE WIEDZIAŁAM, że mogę nie dzwonić do matki przez tydzień, albo nie kontaktować się z nią przez rok. Nie wiedziałam, że mogę nie przejmować się tym, że jest niezadowolona, bo nie złożyłam ciotce życzeń na urodziny. Nie wiedziałam, że mogę się rozłączyć, kiedy matka robi mi awanturę przez telefon. I że mogę po prostu wyjść, kiedy wyzywa mojego faceta od najgorszych. I tak dalej.
                    Więc łatwo mogę sobie wyobrazić, że dla kogoś innego podobnie jak dla mnie, dzwonienie do matki raz w tygodniu jest kosmosem, którego nie umie sobie wyobrazić. Owszem - widzi, że "ludzie tak robią" - ale to jest jakiś inny wszechświat. Że tak samo "nie wie", że nie musi dbać o zadowolenie mamusi.
                    • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:58
                      ola_dom napisała:


                      > powtórzę, choć wierzę, że dla osób, które tego nie doświadczyły, m
                      > oże być to trudne do pojęcia - facet może NIE WIEDZIEĆ, że taka relacja z matką
                      > ma prawo mu się nie podobać.

                      Wiem, wierze, pojmuje.
                      Sek w tym (co pisalam od poczatku), ze on takie relacje ma ze wszystkimi, nie tylko z mamusia czy osobami z nia powiazanymi.
                      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:09
                        tt-tka napisała:

                        > Wiem, wierze, pojmuje.
                        > Sek w tym (co pisalam od poczatku), ze on takie relacje ma ze wszystkimi
                        > , nie tylko z mamusia czy osobami z nia powiazanymi.

                        To prawda, dlatego też biorę pod uwagę, że może być uzależniony od telefonu i kontaktów non-stop;
                        ale również to, że takie ma wzorce z domu i nie wie, że mogą być inne. Że jeśli chcesz gdzieś przynależeć, to musisz być dostępny na każde zawołanie.
                        • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:15
                          ola_dom napisała:


                          > To prawda, dlatego też biorę pod uwagę, że może być uzależniony od telefonu i k
                          > ontaktów non-stop;
                          > ale również to, że takie ma wzorce z domu i nie wie, że mogą być inne. Że jeśli
                          > chcesz gdzieś przynależeć, to musisz być dostępny na każde zawołanie.

                          Coz, ja biore pod uwage wariant taki, ze on wlasnie takich grup/osob szuka i znajduje. Zyjacych przez telefon, dostepnych na kazde zawolanie. Bo zwyczajnie mu to odpowiada.

                          Nie wierze, ze przez ponad 30 lat zycia nie poznal innych. Nie wierze, ze ma taki kontakt ze wszystkimi, z ktorymi pracuje i pracowal, kibicowal etc. Wybral wlasnie takich.
                      • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:12
                        Nie ma takiej relacji z wszystkimi. Nadinterpretujecie tutaj wiele, ja nie jestem w stanie tego wszystkiego na bierząco czytać i tłumaczyć.

                        Kochane, ja wczoraj po naszym pisaniu tutaj dokładnie to samo pytanie zadałam mu w rozmowie. Żeby się zastanowił i jak najszybciej dał mi odp. Bo sama chciałabym wiedzieć co mam robić. Zapytałam, żeby zastanowił się kim jest, czego chce od zycia jako jednostka, czego chce od zycia jako partner póki co mój, czego chce od naszego zwiazku i jak widzi te swoje relacje z rodziną. Jak widzi naszą wspolna droge.

                        Być może jest tak, jak Wy piszecie, że on taki jest i mu z tym dobrze.
                        Ale tego nie wiem i póki on mi nie powie wprost to się nie dowiem.
                        To, że ma do przepracowania to jest pewne, tak jak i ja.

                        Zapytałam nawet wczoraj, dlaczego czuje powinność odpisywania np. tej ciotce, którą widział parę razy w życiu, skąd to się bierze? Odp mi, że on taki jest że wie, że jej to sprawi przyjemność i raz na parę dni jej odpisze, bo jak był mały to zawsze wysyłała mu jakieś prezenty. I przez to czuje tę powinność i chęć sprawienia jej przyjemności czymś, co go nie kosztuje niczego więcej od 30 sekund raz na parę dni.

                        Co o tym myślicie ? Mi głowa pęka w szwach od wczoraj przez to wszystko.
                        • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:20
                          petalorosa napisał(a):

                          > Zapytałam nawet wczoraj, dlaczego czuje powinność odpisywania np. tej ciotce, k
                          > tórą widział parę razy w życiu, skąd to się bierze? Odp mi, że on taki jest że
                          > wie, że jej to sprawi przyjemność i raz na parę dni jej odpisze, bo jak był mał
                          > y to zawsze wysyłała mu jakieś prezenty. I przez to czuje tę powinność i chęć s
                          > prawienia jej przyjemności czymś, co go nie kosztuje niczego więcej od 30 sekun
                          > d raz na parę dni.
                          >
                          > Co o tym myślicie ?

                          Ja myślę że odpowiedział Ci szczerze i zgodnie z prawdą. JEMU jest z tym dobrze. Czuje że spełnia rodzinne powinności, odwdzięcza się komuś za uzyskane niegdyś dobro, jest miły i czuje się dobrym człowiekiem. Podbudowuje sobie swoje poczucie wartości.
                          Inną kwestią jest co TY z tą jego odpowiedzią zrobisz? Bo z tej jego wypowiedzi widać wyraźnie, że usilnie wyciągasz go z jego strefy komfortu. Rodzina mu daje poczucie że robi dobrze i jest dobry, Ty natomiast dajesz chwiejesz tym jego dobrym samopoczuciem wpierając mu że jednak robiąc to za co zawsze był nagradzany czyni niewłaściwie, zatem czy nadal może być dobrym człowiekiem, gdy pozraża do siebie wszystkie bliskie osoby?
                        • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:27
                          petalorosa napisał(a):

                          > Zapytałam nawet wczoraj, dlaczego czuje powinność odpisywania np. tej ciotce,
                          > którą widział parę razy w życiu, skąd to się bierze? Odp mi, że on taki jest że
                          > wie, że jej to sprawi przyjemność i raz na parę dni jej odpisze, bo jak był mały
                          > to zawsze wysyłała mu jakieś prezenty. I przez to czuje tę powinność i chęć
                          > sprawienia jej przyjemności czymś, co go nie kosztuje niczego więcej od 30 sekund
                          > raz na parę dni.

                          Ale "raz na parę dni" to zupełnie co innego niż smsy codziennie, dwa razy dziennie, na dzień dobry i dobranoc...?
                          • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:25
                            ola_dom napisała:

                            > petalorosa napisał(a):
                            >
                            > > raz na parę dni jej odpisze, bo jak b
                            > ył mały
                            > > to zawsze wysyłała mu jakieś prezenty. I przez to czuje tę powinność i ch
                            > ęć
                            > > sprawienia jej przyjemności czymś, co go nie kosztuje niczego więcej od 3
                            > 0 sekund
                            > > raz na parę dni.



                            > Ale "raz na parę dni" to zupełnie co innego niż smsy codziennie, dwa razy dzien
                            > nie, na dzień dobry i dobranoc...?
                            >
                            >

                            klasyka :) "to jest bialy dzbanek na czarnym tle - nie, to dwa czarne profile na bialym tle"
                            Byc moze pan bagatelizuje swiadomie, byc moze rzeczywiscie nie zdaje sobie sprawy z czestotliwosci. Ciekawe, czy umialby podliczyc, ile czasu - konkretnie, godzin i minut - zajmuje mu codziennie jego zycie przez telefon.
                            I czy umialaby to podliczyc autorka.
                    • panna.nasturcja Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:10
                      Ola, ale to Ty tu pisałaś, Ty szukałaś, zadawałam pytania co jest normalne a co nie jest, w końcu Ty poszłaś na terapie i wykonałaś ogromną pracę nad sobą.
                      Jakoś musiałaś poczuć gdzieś tam, jakimś momencie, ze coś jest być może ewentualnie z masa zastrzeżeń nie tak w Twojej relacji z matką, bo bez tego pierwszego kroku nie byłoby wszystkich kolejnych.

                      A tutaj nie mamy osoby, która jest w podobnym miejscu jak Ty kiedyś i która zaczyna się zastanawiać.
                      Mamy osobę, która chce zmienić swojego partnera, ułożyć go jak jej pasuje.
                      Zobacz zreszta, ze autorka głównie o telefonie pisała od początku.
                      I to jej przeszkadzają memy od ciotek, nie wiadomo czy przeszkadzają narzeczonemu.
                      To jej przeszkadzają grupy od piłki - być może on je lubi.
                      To jej przeszkadza grupa zawodowa - a on być może tak chce lub uważa, ze tak trzeba, bo o prace teraz trudno, idzie kryzys a on ma na swoim utrzymaniu siebie i ją, bo ona nie pracuje.

                      Ty pokazujesz swój dawny punkt widzenia.
                      Żeby go donieść do opisanej sytuacji musiałybyśmy tu rozmawiać z narzeczonym autorki a nie z nią sama. Bo pytanie czy jemu cokolwiek przeszkadza.

                      A pytanie co ona zrobiła przez te lata nie jest przecież pytaniem co zrobiła z nim tylko ze sobą.
                      Mogła odejść, pójść na terapie, zaproponować terapie par.
                      Tylko wydaje się, ze jest od niego uzależniona materialnie i to zmienia jej sytuacje.
                          • panna.nasturcja Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:20
                            Pisałaś, ze nie pracujesz i masz trudna sytuacje ekonomiczna, stad mój tekst.
                            Jak przeprowadzisz się do swojego mieszkania to nie bedziesz miała dochodu z wynajmu.

                            Mnie się wydaje, ze Ty w ogóle nie bierzesz pod uwagę, ze Twojemu narzeczonemu takie życie pasuje, ze jemu jest dobrze, ze LUBI być w ciągłym kontakcie z ludźmi przez net. Ludzie tak maja.
                            Na gadanie matki machnie ręka, bo z nią nie mieszka, a resztę zwyczajnie lubi.
                      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:23
                        panna.nasturcja napisał(a):

                        > Ola, ale to Ty tu pisałaś, Ty szukałaś, zadawałam pytania co jest normalne a co nie jest

                        Nie jest tajemnicą, jakie są proporcje płci na tym forum, a także na terapiach. Kobiety częściej chcą coś zmienić, a przede wszystkim - mają odwagę szukać i pytać o radę.
                        Nie wyobrażam sobie mojego faceta piszącego na forum :D. A to nie znaczy, że nie ma problemów, terapia przydałaby mu się jeszcze bardziej. Ale to "nie dla facetów".
                        Po prostu.
                        • panna.nasturcja Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:28
                          Ja spotkałam facetów na terapii, naprawdę wielu. Ale może to kwestia środowiska.
                          Natomiast mnie niepokoi jedno w tym wątku.
                          Rozumiem o czym piszesz, bo znam Twoja historie.
                          I gdyby tu pisał ten narzeczony popierałbym każdy Twój post.
                          Ale tu pisze autorka.
                          A Ty utwierdzisz ją w przekonaniu, ze ma zmieniać partnera, bo to w nim jest problem.
                          Wiem, ze pisałaś również o terapii dla niej, ale ogóle wymowa Twoich postów jest taka, ze z chłopem jest problem.
                          A, nawet jeśli tak jest, autorka może zmienić tylko siebie, nie narzeczonego, nie jego matkę, ciotki, kolegów i szefa.
                          • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:31
                            panna.nasturcja napisał(a):

                            > Wiem, ze pisałaś również o terapii dla niej, ale ogóle wymowa Twoich postów jes
                            > t taka, ze z chłopem jest problem.
                            > A, nawet jeśli tak jest, autorka może zmienić tylko siebie, nie narzeczonego, n
                            > ie jego matkę, ciotki, kolegów i szefa.

                            AMEN
                            • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:38
                              No pewnie, że sama mogę zmienić jedynie siebie. Nie zamierzam nikogo zmuszać siłą czy szantażami do niczego, bo nie po to chcę zdrowej relacji, żeby sama zachowywać się jak toksyczny wrzód na czyjejś dupie.
                              Być może po prostu my do siebie nie pasujemy, co wczoraj też zasugerowałam mu w rozmowie.
                          • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:47
                            panna.nasturcja napisał(a):

                            > A Ty utwierdzisz ją w przekonaniu, ze ma zmieniać partnera, bo to w nim jest problem.
                            > Wiem, ze pisałaś również o terapii dla niej, ale ogóle wymowa Twoich postów jest
                            > taka, ze z chłopem jest problem.

                            Może dlatego, że sama identyfikuję się z tym chłopem, no i jasno widzę, że ma gruby problem.

                            Ale przecież dość szybko napisałam autorce, żeby przed wszystkim sama biegiem na terapię.

                            A jak facet chce cokolwiek zmienić - to bez terapii też mu się nie uda.

                            A najgłośniej dyskutuję z zaprzeczaniem, że z rodziną faceta jest coś nie tak, i z twierdzeniem, że pewnie jemu tak się podoba, skoro w tym tkwi.
                            • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:02
                              A jeszcze mam jedno pytanie. Jak Waszym zdaniem powinnam się w tej sytuacji zachowywać względem tej jego mamy?
                              Bo to, że chciała usilnie zbudować ze mną bliską relację, by żyć w nami w trójkącie to już po 2 miesiącach wspólnego mieszkania zrozumiałam i zablokowałam.
                              Nie wiem jak mam z taką osobą postępować, póki co.
                              W sposób naturalny, po odkryciu tego całego bałaganu, wytworzył się we mnie dystans do jej osoby. Sama też na początku nie traktowała mnie najlepiej, nie szanowała przestrzeni prywatnej, chciała drygować co mam robić i jak.
                              Po kilku takich sytuacjach na przestrzeni 2-3 msc po prostu się odcięłam i bywam u nich z narzeczonym jedynie na okazje typu urodziny.
                              Partner z racji tego, że dzieli garaż ze swoim ojcem bywa u nich przelotem czasem codzień, czasem co dwa dni na parę minut.
                              Ja szczerze mówiąc, nie wiem co robić, żeby było właściwie.
                              Jeśli mam słuchać moich uczuć i intuicji to wolę tej kobiety nie widywać.

                              • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:20
                                petalorosa napisał(a):

                                >Jak Waszym zdaniem powinnam się w tej sytuacji zac
                                > howywać względem tej jego mamy?

                                Grzecznie. Zachowuj się grzecznie i uprzejmie. Tylko tyle i aż tyle. Masz prawo do stawiania swoich granic, do grzecznej odmowy, nawet wielokrotnej jeśli pojedyncza nie trafia, do powiedzenia NIE jeśli czegoś nie chcesz. Masz prawo postępować zgodnie z własnym zdaniem i odczuciami.

                                > Nie wiem jak mam z taką osobą postępować, póki co.
                                > Ja szczerze mówiąc, nie wiem co robić, żeby było właściwie.
                                > Jeśli mam słuchać moich uczuć i intuicji to wolę tej kobiety nie widywać.

                                Ciekawe dlaczego wątpisz w swoje uczucia?

                                • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:53
                                  Wydaje mi się, że m.in. dlatego, że 98% ludzi, których poznałam osobiście w moim życiu i wśród których funkcjonowałam, to właśnie ludzie żyjący w schematach własnych, dysfunkcyjnych rodzin. W tym rodzina moja, i od strony matki i ojca.

                                  Zawsze mnie uciszano, kiedy reagowałam na agresję,
                                  mówiono że wymyślam, zawsze byłam tą, która wg innych członków rodziny czy znajomych "szuka problemów na siłę", bo zawsze silnie i emocjonalnie reagowałam na wszelkiego rodzaju przemoc (w tym również słowną, np. nadmierny sarkazm, obrażanie innych ludzi w moim towarzystwie czy obgadywanie)
                                  Trwając tak na przestrzeni lat, zaczęłam wątpić czy to może faktycznie ja nie przesadzam, skoro praktycznie wszyscy w okół mnie tak żyją.
                              • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 19:45
                                petalorosa napisał(a):

                                > A jeszcze mam jedno pytanie. Jak Waszym zdaniem powinnam się w tej sytuacji zac
                                > howywać względem tej jego mamy?


                                > Ja szczerze mówiąc, nie wiem co robić, żeby było właściwie.
                                > Jeśli mam słuchać moich uczuć i intuicji to wolę tej kobiety nie widywać.
                                >


                                W zadnym wypadku nie stawiam siebie za wzor, ale po akcji takiej jak "krosteczka u maluszka" nie wiem, czy zdolalabym sie powstrzymac przed wyjsciem natychmiast i z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Autentycznie mnie zbrzydzilo, a przeciez tylko czytam, nie uczestnicze... podobnie z motylowa wrozka, nie wiem, czy zmienilabym temat, czy uparlabym sie przy motylu, czy powiedziala wprost, ze jako bajkogawedziarka pani jest kiepska i irytujaca na dodatek.

                                Co moge doradzic ? - sluchaj swoich odczuc. Jesli nie chcesz jej widywac, nie widuj.

                                Czy ona do ciebie tez pisuje, smsuje ? Odpowiadasz ? Czy bywasz u niej zaproszona przez nia, czy przyprowadzona przez partnera ? Jakie sa jego stosunki z twoja rodzina ? Czy partner nalega na twoje kontakty z jego matka, czy wolalby, zeby ich nie bylo, czy mu to obojetne ? kto i w jakiej formie wyrazil sprzeciw wobec jej propozycji wpadania do was na poranna kawe ? jak wygladaja twoje swieta (urodziny, imieniny, dzien kobiet), jak jego, z kim obchodzone sa ogolnoswiateczne (BN, wielkanoc) ?
                                PS ja nie musze tego wiedziec, to raczej dla ciebie takie zestawienie. Dla dookreslenia sytuacji :)
                                • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 20:33
                                  > ]W zadnym wypadku nie stawiam siebie za wzor[/b], ale po akcji takiej jak "kr
                                  > osteczka u maluszka" nie wiem, czy zdolalabym sie powstrzymac przed wyjsciem na
                                  > tychmiast i z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Autentycznie mnie zbrzydzilo, a pr
                                  > zeciez tylko czytam, nie uczestnicze... podobnie z motylowa wrozka, nie wiem, c
                                  > zy zmienilabym temat, czy uparlabym sie przy motylu, czy powiedziala wprost, ze
                                  > jako bajkogawedziarka pani jest kiepska i irytujaca na dodatek.

                                  Wiele takich fantazji się nasłuchałam. O aniołach np. które wchodziły do jej pokoju, patrzyła na nie i jak odwracała głowę, aby później znów na nie spojrzeć to już ich nie było.
                                  Czytałam o tym zjawisku, już dokładnie nie pamiętam, ale polegało to na tym mniej więcej,
                                  że osoby które miały jakieś deficyty w dzieciństwie, uciekają nawet w życiu dorosłym w świat baśni.
                                  Przyznam, że wcześniej takiej osoby nie poznałam dlatego początkowo, byłam totalnie zmrożona.
                                  Coś między szokiem, niedowierzaniem, a współczuciem i próbą zrozumienia, bo w końcu to nie moja sprawa,
                                  ale jednak matka faceta.
                                  Ale trzeźwo myśląc, to wszystko nie mogło nie mieć wpływu na wychowanie człowieka, z którym jestem.
                                  Stąd tutaj o tym piszę, nie żeby kogoś obgadać czy wyśmiać, nie to jest moją intencją.
                                  Jedynie żeby dać lepszy obraz sprawy.
                                  • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 20:52
                                    Matka partnera ewidentnie ma jakieś odchyły od rzeczywistości (autentyczna wiara we wróżki i anioły żyjące między ludźmi czy w te magiczne ręce i niewidzialne więzi). Czy partner uprzedził cię przed twoją pierwszą wizytą w jego domu, z czym możesz się tam spotkać? Bo może gdybyś miała trochę więcej wiedzy na ten temat, twoje pobyty tam nie byłyby dla ciebie tak przykre. Po prostu, potraktowałabyś te dziwactwa matki partnera jako swoisty folklor.
                                    Jeśli czujesz się wobec matki partnera nieswojo, to ogranicz kontakty. Nie masz żadnego obowiązku utrzymywać bliskich relacji z osobami, przy których nie czujesz się dobrze. Partner, skoro wie, jakim dziwolągiem jest jego matka, poprze cię w tej decyzji i nie będzie naciskał na wizyty.
                                    • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 21:51
                                      enith napisała:
                                      > więzi). Czy partner uprzedził cię przed twoją pierwszą wizytą w jego domu, z c
                                      > zym możesz się tam spotkać? Bo może gdybyś miała trochę więcej wiedzy na ten te
                                      > mat, twoje pobyty tam nie byłyby dla ciebie tak przykre. Po prostu, potraktował
                                      > abyś te dziwactwa matki partnera jako swoisty folklor.

                                      Nie uprzedzał mnie. Po tych akcjach, ja pytałam czy jego zdaniem to jest normalne.
                                      Mówił, "wiem, że nie".. i że nie zwraca już uwagi, a kiedy jeszcze u niej mieszkał i
                                      ta mama zaczynała jakieś swoje wywody w tym rodzaju, to
                                      przytakiwał jej ale wyłączał się po paru minutach i np. oglądał tv.
                                      Mama sobie gadała, przekonana że on uczestniczy aktywnie.
                                      Mówił, że robił to tylko, żeby mogła sobie pogadać.
                                      Bo zapewne normalnie nikt nie chce jej słuchać ...

                                      > Jeśli czujesz się wobec matki partnera nieswojo, to ogranicz kontakty. Nie masz
                                      > żadnego obowiązku utrzymywać bliskich relacji z osobami, przy których nie czuj
                                      > esz się dobrze. Partner, skoro wie, jakim dziwolągiem jest jego matka, poprze c
                                      > ię w tej decyzji i nie będzie naciskał na wizyty.

                                      Wie i nie naciska od kiedy ograniczyłam kontakty.
                                      On sam mówi, żebym nie robiła niczego wbrew własnej woli, ani żeby jego zadawalać.
                                      Kilka razy poszłam jedynie z czystej "poprawności politycznej" i jakiegoś tam
                                      szacunku do ich osoby.
                                      Powtarza mi, że jeśli się źle z czymś czuje, mam tego nie robić.
                                      Mówi to spokojnie i z akceptacją, ale widzę, że ta sytuacja mu ciąży.
                                      Co mnie z resztą nie dziwi.




                                  • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 20:54
                                    "matka swojej matki " :)
                                    w tym wypadku - synowie maja wypelnic jej luki z dziecinstwa i bawic sie wraz z nia w jej bajke o najszczesliwszej rodzinie na swiecie ? jesli robia to nieswiadomie, terapia jest szansa (szansa ! nie gwarancja !), jesli swiadomie, to niestety bez szans jestes ty.
                                    • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 00:09
                                      tt-tka napisała:

                                      > "matka swojej matki " :)
                                      > w tym wypadku - synowie maja wypelnic jej luki z dziecinstwa i bawic sie wraz z
                                      > nia w jej bajke o najszczesliwszej rodzinie na swiecie ? jesli robia to niesw
                                      > iadomie, terapia jest szansa (szansa ! nie gwarancja !), jesli swiadomie, to ni
                                      > estety bez szans jestes ty.
                                      >
                                      dokladnie taki byl jej cel spłodzenia dzieci, sama mi to powiedziała na jednym z naszych pierwszych spotkań : "wiesz, moj maz byl ciagle w pracy, nie mialam w nim wiekszego wsparcia i towarzysza rozmow, bylam sama w domu wiec stwierdzilam, ze zrobie sobie dzieci" - to sa jej slowa. To jedna z sytuacji, w ktorych zapalila mi sie wielka czerwona lampa z alarmem.
                                      Z tego drugiego syna raczej powiernika nie miala dobrego, bo jest ekstrawertykiem zajetym swoimi sprawami w ciaglej pogoni za miloscia. natomiast moj, introwertyk czesciej bywal w domu i nie zdawal sobie sprawy, ze to co robi matka nie jest dla niego dobre. uznawal, ze tak po prostu wyglada rzeczywistosc. teraz widzi to inaczej.
              • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 11:48
                Dzięki za słowa wsparcia Nasturcja.

                A co do grup to szczerze powiedziawszy to nie wiadomo czy partner jest tak przeciwko tym grupom. Wiemy, że wywołują one furię partnerki. Ale partner ma możliwość wyłączenia powiadomień a tego nie robi z jakiegoś powodu. Przypadek czy partner ma inne cele skoro ta mu gada od roku a zmiany nie ma?
        • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:08
          1. A to jest to co Ty uważasz czy to co uzgodniliście jako para?
          2. Przegadałaś z partnerem swój powrót do pracy i co to oznacza dla obowiązków domowych? Czy w tym momencie działasz bez żadnych podstaw w postaci faktów i się szykujesz na zaś na wojnę i chcesz wysyłać partnera na terapię?
        • szpil1 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 20:09
          petalorosa napisał(a):

          > Dlatego się dzieje, że w większości na mnie spada cały ciężar myślenia o sprząt
          > aniu, gotowaniu, organizowaniu zakupów itd. .... Co będzie jak wrócę do pracy ? Ja będ
          > ę tyrać na 2 etaty, a on będzie wisiał na komórce żeby nie sprawić przykrości r
          > odzinie ? O to mi chodzi.

          Czy rozmawiałaś z nim o tym? Co się stanie jeśli nie posprzątasz/nie ugotujesz/nie upierzesz mu skarpetek?
          • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 21:30
            My cały czas rozmawiamy, ostatnio to wręcz codziennie. Tylko, że on jakby się budzi dopiero z jakiegoś snu. I to powoli się budzi. Tak jakby niektóre logiczne fakty, zaczynał sklejać i rozumieć dopiero wtedy, kiedy ja mu nakreślę obiektywny obraz.
            Ale i tak niektóre rzeczy są silniejsze od niego.
            Jak np. to poczucie konieczności odpisywania jakimś pociotkom na wysyłane mu gify na dobranoc itp.
            A co do jego mamy, to szkoda mi jej, bo też ma wiele braków. Więzi z mężem nie ma.
            Ale jak przy mnie nazywa swojego 32 letniego syna "kochanym maluszkiem" i wskazując na nos z tekstem "ojejciuuu a co to krosteczka ci wyszła" - to wybaczcie ale zbiera mi sie na wymioty bo mam wrażenie, że jestem w związku z dzieckiem. On przewraca oczami, coś tam furknie pod nosem i "dobra mama przestań już" ale to nic nie zmienia.
            Jego mama opowiadała mi też o " niewidzialnej więzi jaką czuje z synami, kiedy przykłada swoje dłonie do ich dłoni (gest w stylu w stylu ręce które leczą Zbyszka Nowaka), bo zawsze tak z nimi robiła jak byli malutcy i ona wie, że ich więź jest wyjątkowa.
            • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 21:33
              Ja nie chcę nikomu psuć relacji w rodzinie, ani kazać zrywać więzi. Nie taki jest mój cel.
              Ale czasem jak słucham tego wszystkiego, co mówi ta jego mama, mam wrażenie jakbym powinna wiać gdzie pieprz rośnie. Bo owszem, sama mam moje deficyty, ale nie wierzę we wróżki. Mama mojego faceta, próbowała nas przekonać, że to wielkie kolorowe co latało to nie był motyl, tylko wróżka.
                • petalorosa Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 14:57
                  Ola czytam Twoje odpowiedzi i widzę, że mnie rozumiesz w pełni. Też cięzko mi opisać wszystkie sytuacje i oddać słowem atmosferę, odczucia i każdy szczegół co do joty, żeby nie było miejsca na nadinterpretacje.
                  To z tą wróżką to wiem jak brzmi hah, pamiętam jak mój partner się wtedy popatrzył na nią z zażenowaniem i jak już byliśmy sami powiedział do mnie "nie zwracaj uwagi na to co mówi mama, nie bierz wszystkiego na poważnie, ona zawsze była dziwna, ma swój świat i tam czasem odpływa, a jak czuje się przy kimś bezpiecznie to zaczyna otwierać drzwi w te swoje wycieczki".
                  Więc po prostu to olałam, stwierdziłam, że to nie mój biznes.
                  Ale widzę jaki jest zakłopotany często przez niektóre sytuacje przez nią tworzone, i co najgorsza jak jej zwraca uwagę to ona wie lepiej i robi swoje, albo nie rozumie co się do niej mówi. Rozumie na opak. Sprawy naturalne odbiera jako atak i przybiera od razu postawę ofiary, że nikt jej nigdy nie rozumie.
                  Mój partner zawsze zwracał jej uwagę, zawsze myślał na opak mimo tego, co ona im próbowała wciskać do głowy, tylko dorastając w domu z. taką matką i ojcem, który ewidentnie od niej ucieka, siłą rzeczy się nasiąknie.
                  Ale ludzie nie z takich rodzin wychodzą, wierzę, że można to naprostować między nami.
                  • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 15:10
                    Ludzie nie z takich domow wychodza... tak, owszem. nawet na tym forum dosc przykladow.
                    Bywa tez, ze nie wychodza i tez przykladow niedaleko szukac.

                    Pytanie - wierzysz, ze mozna "naprostowac miedzy wami" - CO wlasciwie ? Co chcesz osiagnac, czego oczekujesz od partnera ? nieodbierania telefonu ? wylaczenia powiadomien ? zeby wreszcie zaczal tworzyc rodzine z toba, a nie ze swoja rodzina pochodzenia ? jeszcze czegos innego ?
                  • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:25
                    petalorosa napisał(a):

                    > Ale ludzie nie z takich rodzin wychodzą, wierzę, że można to naprostować między nami.

                    Wychodzą - ale tylko ci, którzy sami chcą.
                    I nie da się ich "wyciągnąć" z takich rodzin - choć można i należy ich wspierać.
                    To tak jak z uzależnieniem - bo to JEST uzależnienie - nie da się wyleczyć kogoś wbrew jego woli. Ale mądre wsparcie przy wychodzeniu z nałogu jest nieocenione.
                  • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:11
                    aqua48 napisała:

                    > ola_dom napisała:
                    >
                    > > Dziewczyno, uciekaj...
                    >
                    > No a ja za tę sama poradę zostałam zganiona przez Ciebie :) ale przyłączam się
                    > - autorko zostaw tego faceta w świecie wróżek, ciotek i kuzynów.

                    Tak, ale to było jeszcze przed wróżką i nakładaniem rąk na dowód "niezwykłej więzi" ;)

                    I znowu powtórzę, że się zgadzam - uciekać, a jak facet ma choć trochę jaj, to ucieknie za nią.
                      • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 09:46
                        Dziewczyny a może zamiast robić krucjatę na matkę spróbujecie innego podejścia? Jeśli matka partnera wierzy, że widzi wróżki to może świadczyć o tym, że potrzebuje pomocy lekarza. To może być np. objaw schizofrenii i warto się zainteresować jej zdrowiem.
                        • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 10:03
                          eriu napisała:

                          > Dziewczyny a może zamiast robić krucjatę na matkę spróbujecie innego podejścia?
                          > Jeśli matka partnera wierzy, że widzi wróżki to może świadczyć o tym, że potrzebuje
                          > pomocy lekarza. To może być np. objaw schizofrenii i warto się zainteresować jej zdrowiem.

                          Ale to chyba nie jest rola narzeczonej syna?
                          Ta matka ma dwoje dzieci, męża i jakąś wielką rodzinę, z którą jest w stałym kontakcie. Więc chyba ma kto się tym zająć.
                          • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 19:59
                            A gdzie ja pisałam, że ma to robić jakaś dziewczyna syna? Tej to już wystarczy misji ratowniczej.

                            Napisałam po prostu, że kobieta może być chora psychicznie i osobiście jestem oburzona, że cała rodzina ją zlewa i stwierdza, że ona zawsze tak ma i trzeba to zlać. Biedna kobieta.
                            • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 22:57
                              eriu napisała:

                              > Napisałam po prostu, że kobieta może być chora psychicznie

                              Prawie na pewno jest zaburzona, choć ja raczej obstawiam, że jest bardziej "natchionna" niż psychiczna.
                              Taki nawiedzony typ, który na siłę szuka uduchowienia i nie tyle wierzy we wróżki i aniołki, co CHCE wierzyć - bo tak jest "piękniej", "wrażliwiej" i "oryginalniej".
                                • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 07.03.21, 12:35
                                  Znam z życia przypadek, gdzie każdy zlewał dziwne zachowanie matki i matka zniszczyła dwójce dzieci życie. Tylko jedna osoba jakoś dała radę z tego wyjść a i tak jest uzależniona od tej matki pod pewnymi względami. Sytuacja drugiej osoby i matki dramat. Dlaczego? Bo każdy temat ignorował, uważał za dziwactwo a kobieta jest chora psychicznie. Także tak uważam, że da się mieć 50-60 lat i nieleczoną schizofrenię, bo ludzie to ignorują. Tej kobiety nikt nie zdiagnozował do 60-70tki na pewno.

                                  Podstawowa zasada w takich przypadkach to wykluczenie choroby.
            • enith Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 21:53
              petalorosa napisał(a):

              > My cały czas rozmawiamy, ostatnio to wręcz codziennie.

              Już od jakiegoś roku prowadzicie bardzo intensywne rozmowy na ten temat, z tendencją wzrostową, prawda?

              >Tylko, że on jakby się budzi dopiero z jakiegoś snu. I to powoli się budzi.

              W jaki sposób się budzi? Co zmienił w ciągu tego roku w swoim zachowaniu?

              > A co do jego mamy, to szkoda mi jej, bo też ma wiele braków. Więzi z mężem nie ma.

              Rozumiem, że ci jej żal, ale utrzymanie więzi z mężem jest jej odpowiedzialnością, nie jej dzieci. Pani zrobiła z synów zastępczych mężów zamiast zrobić porządek ze swoim małżeństwem.

              > Ale jak przy mnie nazywa swojego 32 letniego syna "kochanym maluszkiem" i wskazując na nos z tekstem "ojejciuuu a co to krosteczka ci wyszła"...

              Rzyg.

              > On przewraca oczami, coś tam furknie pod nosem i "dobra mama przestań"...

              Przewracanie oczami i fukanie na matkę nie jest stawianiem jej granic i gwarantuję ci, że ta strategia doprowadzi was donikąd. Matka nie odda władzy nad synem. Rozważcie, obok terapii dla obojga, znaczące zwiększenie dystansu fizycznego. Przeprowadzka wchodzi w grę?

              > Jego mama opowiadała mi też o " niewidzialnej więzi jaką czuje z synami..."

              Jak widać synowie również ją czują. Taka dynamika rodziny. Ty z kolei próbujesz odnaleźć się w tej relacji, wchodząc między partnera i jego matkę i ciągnąc go w swoją stronę. Czy skoro od roku nie doczekałaś się ze strony partnera żadnych konkretnych działań, uważasz, że dasz radę go na swoją stronę przeciągnąć? I czy rozumiesz i akceptujesz fakt, że jeśli ci się uda, twój partner prawdopodobnie straci swoją rodzinę pochodzenia? Taka najczęściej jest cena za ucieczkę z toksycznej rodziny, gdzie stosunki rodzinne to "wszystko albo nic".
        • 3-mamuska Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 07.03.21, 00:38
          petalorosa napisał(a):

          > Dlatego się dzieje, że w większości na mnie spada cały ciężar myślenia o sprząt
          > aniu, gotowaniu, organizowaniu zakupów itd. Ja chwilowo nie pracuję ze względów
          > zdrowotnych, ale niedługo wracam do pracy. I mimo to, że jestem w domu nie zwa
          > lnia go całkowicie z obowiązków domowych. Co będzie jak wrócę do pracy ? Ja będ
          > ę tyrać na 2 etaty, a on będzie wisiał na komórce żeby nie sprawić przykrości r
          > odzinie ? O to mi chodzi.



          Czyli tu siedzisz cały dzień w domu i czekasz aż pan wrócić z pracy i zetrze kurze z połowy mebli?
          Bo sama nie jesteś w stanie przez kilka godzin jego pobytu w pracy poradzić sobie z pracami domowymi?
          Poza tym będąc cały dzień w domu generujesz więcej bałaganu.
          Chore to podziały pół na pół liczenie się jak Żydzi. Szok.

          Co ty robisz w tym czasie kiedy faceta nie ma?
          On ma komórkę do ręki przyrośniętą a ty?
          Czym się zajmujesz w wolnych godzinach skoro z pracami domowymi czekasz na faceta?
    • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 17:30
      Wiesz, uwiazanie rodzinne swoja droga, a upodobania czy nawyki wlasne swoja... sama piszesz, ze tam procz matki i brata, najblizszej rodziny, jeszcze ciotka, chrzestny i to nie jego, grupa kuzynow oraz grupa znajomych, druga grupa znajomych i trzecia grupa z pracy. i wszyscy z durnotami, ktore bezwzglednie zaraz trzeba odczytac/odsluchac i zaraz na nie odpowiedziec...
    • tt-tka Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 04.03.21, 18:21
      byc moze jeszcze jestes, wiec...

      sama piszesz

      petalorosa napisał(a):

      > Brat - pisze dzień w dzień o byle pierdołach,

      ok, brat jest rodzina


      > Grupa kuzynów - codziennie wysyłają Dobranoc i Dzień dobry, milion obrazków, gi
      > fów itd.

      no niech tam, tez rodzina
      ale zwiazki pozarodzinne wcale nie wygladaja lepiej


      > Grupa znajomych od piłki 1 - dzień w dzień komentowanie meczów
      > Grupa znajomych od piłki 2 - dzień w dzień komentowanie meczów
      > 3 grupy z pracy - wysyłanie zdjęć jedzenia, żartów, memów, info pracowniczych i
      > tp.


      A sa to przynajmniej w czesci osoby, z ktorymi widuje sie na co dzien.
      On zyje przez telefon. Nawet jesli twierdzisz, ze wolalby w realu, i jesli on tak twierdzi, to i tak zyje przez telefon.
    • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 11:34
      "Takie kontakty nie zaburzają indywidualnego życia każdego z członków rodziny, nie powodują zaniedbywania codzienności, tylko naprawdę budują więzi. A nie więzy."

      A gdzie masz napisane, że tak się dzieje? Autorka bardzo skutecznie unika odpowiedzi na pytanie co się dzieje jak ona nie posprząta (raz się tylko pojawiło, że kurzy nie ściera ale co z gotowaniem, zakupami, praniem itp?). Na dodatek w całym wątku nie jest napisane jak to wszystko wpływa na partnera. Całość jest przefiltrowana przez pryzmat autorki: to ją wyprowadzają z równowagi powiadomienia, to ona obawia się, że jak wróci do pracy to wszystko będzie na jej głowie (a przecież teraz nie pracuje i nie wiadomo skąd podział obowiązków wynika bo unika odpowiedzi), to ona wybucha, szczególnie przed okresem.

      Co jest ciekawe i bardzo znaczące nigdzie nie ma szczerej troski wyrażonej w stosunku do partnera jak ten zauważony przez autorkę toksyczny układ rodzinny na niego wpływa. Jest tylko, że ona ma dość, że ona tłumaczy partnerowi a on się bardzo wolno budzi ze snu. Gdzie tu troska o drugą osobę? Ja widzę tylko troskę o siebie i reklamowanie siebie jak ona tu temat ogarnia i ona jest ta dobra a rodzina jest ta zła.

      A jak na partnera wpływa partnerka, która od początku związku go nie akceptuje i próbuje zmienić? To takie zdrowe zachowanie? A przecież dokładnie z tym mamy tu do czynienia. Dziewczyna sobie wzięła "przypadek" i go próbuje naprawiać od lat a on oporny i wolno się budzi z tego snu. I ona z nim nawet teraz już codziennie rozmawia. Ale jakoś od roku nic. Więc przyszła na forum i się skarży jaką on ma niedobrą rodzinę i on taki niedobry bo ona tyle robi dla niego a on tak się wolno budzi a Wy jej bębenek podbijacie.

      Jakakolwiek by sytuacja nie była w rodzinie jej partnera jest jedna podstawowa zasada: swojego partnera masz akceptować i szanować. Plan naprawy partnera jest zdecydowanie tego zaprzeczeniem: "Pasja pasją, ale psychologiem nie jestem i raczej sama tego nie uzdrowię, mimo przegadanych rozmów". Zadaniem partnera nie jest uzdrawianie swojej drugiej połówki!

      "Jest mi go szkoda też jako człowieka, bo ma serce na dłoni i wiem, że gdyby mnie nie było, to na chwilę obecną jest łatwym kąskiem dla np. jakiejś narcystycznej kobiety (jego brat jest właśnie z taką kobietą w związku)." - no tak bo bycie w związku, z osobą, która cię nie akceptuje i zmusza do zmian których nie chcesz tak dobrze robi człowiekowi na serce i duszę.

      Olu dlaczego możliwość, że partner może być po prostu uzależniony wychodzi dopiero po 2 dniach jechania po jego rodzinie? To jest jedna z najprostszych możliwości, którą by wspierał sposób istnienia jej partnera w innych grupach, bo przecież on w nich funkcjonuje. Nie wyłączył sobie powiadomień a takie opcje przecież są.

      "Ale powtórzę - sama tkwiłam w takim kategorycznym i nienaruszalnym układzie, i jestem bardzo wdzięczna mojemu partnerowi, że nie kopnął mnie w dupę razem z mamusią - choć miał wiele powodów, naprawdę." - i może to jest problem w tej dyskusji.

      A dla mnie sytuacja jest jasna: problemem jest to, że autorka nie dba o siebie jako o osobę DDD jak sama twierdzi, do tego ma tendencje do ratowania partnera (więc w ogóle źle) i swojego partnera ani jego rodziny nie akceptuje. Więc dlaczego znajduje ciągle uzasadnienie do bycia w takim układzie po tylu latach? Ale to ona musi iść i to przepracować na terapii. A jej partnerowi będzie lepiej bez osoby, która go próbuje na siłę naprawić, bo nikt takiej osoby w swoim życiu nie potrzebuje.
      • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 17:22
        eriu napisała:

        > "Takie kontakty nie zaburzają indywidualnego życia każdego z członków rodziny,
        > nie powodują zaniedbywania codzienności, tylko naprawdę budują więzi. A nie więzy."

        > A gdzie masz napisane, że tak się dzieje?

        Czytam między wierszami. MNIE by zaburzały. A o to pytała autorka w poście założycielskim - czy według nas takie uwiązanie do telefonu jest normalne, czy może ona przesadza. Więc napisałam, że moim zdaniem nie jest normalne, a ona nie przesadza.
        I wyjaśniłam, dlaczego tak uważam - odnajduję mnóstwo analogii z moimi własnymi doświadczeniami.


        > Dziewczyna sobie wzięła "przypadek" i go próbuje naprawiać od lat a on oporny i wolno się budzi z tego snu.

        Równocześnie w wątku jest zdziwienie, że wytrzymuje to aż dwa lata i przez tyyyyle czasu nic nie zrobiła....


        > Jakakolwiek by sytuacja nie była w rodzinie jej partnera jest jedna podstawowa
        > zasada: swojego partnera masz akceptować i szanować. Plan naprawy partnera jest
        > zdecydowanie tego zaprzeczeniem: "Pasja pasją, ale psychologiem nie jestem i
        > raczej sama tego nie uzdrowię, mimo przegadanych rozmów". Zadaniem partnera nie
        > jest uzdrawianie swojej drugiej połówki!

        No oczywiście, że nie jest, ale pokaż mi związek, w którym żaden z partnerów w żadnym momencie nie chciał czegoś zmienić u tej drugiej osoby :). Zwłaszcza jeśli uważamy, że partnerowi dzieje się krzywda.
        Na dodatek osoba DDD ma niejako wdrukowany syndrom ratownika. Więc w pierwszym odruchu tak będzie działać. Dobrze, jeśli w porę się zreflektuje - jak się chyba właśnie stało.


        > jej partnerowi będzie lepiej bez osoby, która go próbuje na siłę naprawić,
        > bo nikt takiej osoby w swoim życiu nie potrzebuje.

        Dziewczyna raz napisała o "naprawianiu" partnera i wydaje się, że przekreśliła tym jednym sformułowaniem cały swój wątek.
        A można to nazwać "naprawianiem", można "wspieraniem" albo "pomaganiem".

        Z mojego punktu widzenia istotne jest, że petalorosa nie tkwi uparcie przy tym, co napisała na początku, widzi, że obrała kiepską drogę i jest gotowa ją zmienić. PYTA - co i jak zrobić. Błądzi, ale nie broni zaciekle swojego stanowiska, szuka rozwiązań.
        Przecież jakby od początku wiedziała, co jest właściwe i jak należy postępować, to by nie było wątku.

        Moim zdaniem jesteś trochę niesprawiedliwa, jakbyś nie czytała dalszych wypowiedzi, tylko ugruntowała sobie nienaruszalne zdanie na jej temat po pierwszym poście.
        • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:09
          ola_dom napisała:

          > Równocześnie w wątku jest zdziwienie, że wytrzymuje to aż dwa lata i przez tyyy
          > yle czasu nic nie zrobiła....

          Bo powinna była coś zrobić, tyle, że ze sobą.


          > Dziewczyna raz napisała o "naprawianiu" partnera i wydaje się, że przekreśliła
          > tym jednym sformułowaniem cały swój wątek.
          > A można to nazwać "naprawianiem", można "wspieraniem" albo "pomaganiem".

          Mylisz dwie sytuacje Olu, wspiera się kogoś, kto podejmuje jakieś jakiekolwiek działanie. Tu tego nie ma. Jest próba naprawy kogoś kto robi coś zdaniem autorki źle, postępuje niewłaściwie. A to nie ma szans powodzenia. Chęć zmiany powinna wypłynąć od narzeczonego autorki nie od niej.


          • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:18
            aqua48 napisała:


            > Mylisz dwie sytuacje Olu, wspiera się kogoś, kto podejmuje jakieś jakiekolwiek
            > działanie. Tu tego nie ma. Jest próba naprawy kogoś kto robi coś zdaniem autorki
            > źle, postępuje niewłaściwie.

            To prawda, ale będę nudna i znowu wrócę do siebie - ja długo nie miałam pojęcia, że moja relacja z matką jest nienormalna - więc jak miałam chcieć coś zmienić?
            Ja jedynie w pewnym momencie chciałam dowiedzieć się, "jak jej wytłumaczyć, żeby zrozumiała"... :)
            Dopiero jak się dowiedziałam, że mogę i powinnam coś zrobić - zaczęłam szukać i pytać - co i jak robić?
            Więc teraz kwestia, co zrobi facet, który właśnie się dowiedział (być może dopiero teraz!), że jego kontakty z rodziną są, najoględniej mówiąc, niezdrowe - czy się obruszy, że "aletomatka!", czy zacznie się zastanawiać, co z tym dalej zrobić.
            Ja optymistycznie obstawiam drugą sytuację, dlatego tak się produkuję w tym wątku :)
            • aqua48 Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 05.03.21, 18:26
              ola_dom napisała:

              > To prawda, ale wrócę do siebie - ja długo nie miałam pojęcia
              > , że moja relacja z matką jest nienormalna - więc jak miałam chcieć coś zmienić
              > ?
              > Ja jedynie w pewnym momencie chciałam dowiedzieć się, "jak jej wytłumaczyć, żeb
              > y zrozumiała"... :)

              Tak ale to właśnie był ten bodziec, impuls, którego opisywany pan nie ma. Ma za to ogromną gratyfikację psychiczną, akceptację i wsparcie od bliskich za bycie takim jaki jest. I brak akceptacji ze strony partnerki za to samo. Nie ma natomiast żadnego impulsu do zmiany. Bo te wielomiesięczne rozmowy w kółko o tym jak widzi przyszłość to zwykłe trucie.




            • eriu Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 20:11
              I właśnie Olu w tym widzę problem: za bardzo próbujesz przyłożyć swoją sytuację do tej sytuacji. To nie jest Twoja historia! Partner autorki ma prawo zdecydować sam jak chce żyć choćby Ci się to nie podobało i autorce. On może nawet nie chcieć opuszczać swojego rodzinnego układu i ma do tego prawo.

              On ma chcieć zmiany a nie autorka. Nie jest pomaganiem ani wspieraniem wymuszanie zmiany na partnerze, który tej zmiany nie chce. To jest zachowanie przemocowe! To Ci próbuję uświadomić i dlatego tak bardzo nie podoba mi się co robisz w tym wątku, bo przekonujesz autorkę o słuszności jej zachowań i zapominasz o tym o czym już pisałam: autorka ma wpływ tylko na siebie, nie na partnera czy na jego rodzinę.

              Przełożę ten wątek na Twoją historię: to tak jakbyś Ty poszła do terapeuty i z nim robiła terapię Twojej matki bez Twojej matki. Co by dała taka terapia Twojej matce? Dokładnie tyle zyskuje partner autorki a nawet traci, bo ją przekonujesz, że ona ma prawo wymuszać na nim zmianę i może to nazywać "pomocą" zamiast przemocą.
              • ola_dom Re: Narzeczony, telefon, rodzina - przesadzam? 06.03.21, 22:54
                eriu napisała:

                > Przełożę ten wątek na Twoją historię: to tak jakbyś Ty poszła do terapeuty i z
                > nim robiła terapię Twojej matki bez Twojej matki. Co by dała taka terapia Twojej
                > matce?

                No wiesz - ja poszłam na terapię przede wszystkim po to, żeby się dowiedzieć, jak mądrze rozmawiać z mamą tak, żeby ona zrozumiała. Jak do niej przemówić i jej wytłumaczyć.
                Nie byłam taka mądra jak teraz :D


                > bo ją przekonujesz, że ona ma prawo wymuszać na nim zmianę i może to
                > nazywać "pomocą" zamiast przemocą.

                Że co???