Dodaj do ulubionych

10 lat małżeństwa - kryzys

13.04.21, 12:00
Hej witam wszystkich. Jestem facetem i staram się ratować swoje małżeństwo, dlatego poszukuję różnych porad, być może bardziej życiowych niż te na youtube. Być może któreś z Was przeżyło coś podobnego i może coś podpowiedzieć..

W naszym związku to ja od zawsze starałem się o nią, nie odwrotnie. Było fajnie - chodziliśmy na imprezki, koncerty, piliśmy razem alkochol, itp. Ja chciałem nie być tylko kolegą i jakoś wygrało w Jej sercu to, żeby ze mną być. Mieszkaliśmy ze sobą razem to tu, to tam, oboje pracowaliśmy, mieliśmy też kryzysy, kłótnie itp ale zawsze z tego wychodziliśmy. Potem pojawiły się dzieci, żona zrezygnowała z pracy i ja wziąłem na siebie zarabianie + część obowiązków domowych. Dzieci podrosły (7 i 5 lat), żona na pół etatu zajmuje się pracą w organizacji pozarządowej (robota bez umowy, nie ma z tego wielkich pieniędzy). Wydawało mi się, że ona żyje jak pączek w maśle, ale nie...

Ambicji zawsze miała tyle, ile trzeba na minimum z plusem. Dzieci okazały się dość dużym ciężarem dla nas (oczywiście są kochane ale kosztują nas sporo zdowia psychicznego i wyrzeczeń) i żonie nie za bardzo zależy na ich "wychowywaniu". Wyprać ubrania, nakarmić i niech robią swoje. Praca - też raczej minimum, tyle żeby zrobić coś często na ostatnią chwilę. Dom? kurze wytarte, w kuchni w miarę czysto. Czasem zdaży się, że rzecz położona na stole leży tam miesiąc zanim trafi na swoje miejsce. A w lodówce jogurt czeka 2 miesiące po terminie aż zostanie wyrzucony. Co do mnie - sex 9/10 inicjowany przeze mnie i to dobrze jak po lampce wina, zainteresuje się mną od czasu do czasu, np. zapyta co u mnie raz na tydzień. Pochwalić, przytulić, zaproponować coś od siebie - rzadko.

Co więc ją pochłania? ostanio (ze dwa lata) głownie facebook, szczepionki, konstytucja. Imprezki ze znajomymi. Sport ze znajomymi. Wypady na długie spacery ze znajomymi. Siedzenie w telefonie i w internecie ogólnie. Dyskusje o rzeczach na które ona nie ma wpływu. Bulwersowanie się polityką, pedofilią itp. Generalnie wszstko co jest fajne jest poza domem (to jest jej "wolność i niezależność"). To co jest w domu, rodzina i dzieci to są przykre, nudne obowiązki które zrobić trzeba więc odkłada się je na ostatnią chwilę. Ostatnio też poznała jakiegoś kolesia i przyznała, że się w nim lekko zakochała.

Co do mnie - ja jestem w miarę spokojnym, wyważonym gościem. Ani za ładny ani za brzydki, wysoki. Lekko zapuszczony i z przerzedzającymi się włosami, ale też chodzę na siłownię, lubię spacery i rower, więc nie schodzę poniżej pewnego poziomu. Lubię piwko, lubię książki, jestem informatykiem więc głupi tez nie jestem raczej. Zarabiam lepiej niż dobrze. Lubię z żoną chodzić na randki, kolacje (chociaż to ja wtedy ją "zabawiam" i gdy znikam w toalecie w jej ręku pojawia się telefon i facebook). Lubię szaleć na koncertach. Lubię przyrodę, las..

W tym momencie naszego życia jesteśmy na ostatniej prostej do rozwodu. Ja nie mogłem znieść jej lenistwa i olewczego stosunku do domu i rodziny. Dużo ją krytykowałem co jeszcze bardziej zniechęcało ją do pracy nad sobą i starania się. Ale sam też się starałem i próbowałem podejścia "coś za coś". Że tak powiem ani kij ani marchewka nie pomaga. Na pomysł żeby pojechała beze mnie ze swoimi znajomymi (ale też tą swoją miłością) w Bieszczady na kilka dni zagoziłem, że się wyprowadzę - no i wyprowadziłem się. Nie mogłem znieść jej powrotów o 3 nad ranem z "imprezek" i potem leżenia w wyrze do 14 w piękną sobotę, gdzie moglibyśmy coś fajnego razem zrobić, a zamiast tego dzieci siedzą przy bajkach a ja robię obowiązki domowe. Jak mówie jej, że coś ma zrobić konkretnego w domu to "ja ją krytykuję". Jak za dużo siedzi w telefonie to "ja ją ograniczam". Jak ma wrócić przed północą to "ja ją kontroluję". Jak coś odwali to muszę wyciągać z niej przeprosiny siłą.

Moze spróbujemy terapii. Ale na dodatek tego wszystkiego ona mówi że "nie czuje tego w sercu". Ja ją jeszcze chyba kocham. Lubię z nią sex bo czasem się stara. Lubię czasem jej spontaniczność i to że mnie potrafi pozytywnie zaskoczyć. Ale to wygląda tak, że ja się staram w 90%. Czy jest o co walczyć? Czy da się zrobić tak, żeby ona nie była ze mną na siłę, dla wygody? Jej hobby: wino, ścianki wspinaczkowe, joga, psycholog z którym rozmawia o dzieciństwie, sterty ciuchów i kosmetyków sporo kosztują i jej samej raczej nie byłoby na to stać. Może to ja jestem ten głupi? Może nie warto?
Obserwuj wątek
    • ortolann Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 12:53
      brat1234 napisał(a):

      >Potem pojawiły się dzieci, żona zrezyg
      > nowała z pracy i ja wziąłem na siebie zarabianie + część obowiązków domowych. D
      > zieci podrosły (7 i 5 lat), żona na pół etatu zajmuje się pracą w organizacji p
      > ozarządowej (robota bez umowy, nie ma z tego wielkich pieniędzy). Wydawało mi s
      > ię, że ona żyje jak pączek w maśle, ale nie...

      Jakie obowiązki domowe wziąłeś na siebie? Napisz nam tu konkretnie co robiłeś i jak często? Jak często każde z Was ma czas dla siebie? Nie pisz tego, co Ci się wydaje tylko to, co konkretnie jest: tzn. ile razy w tygodniu/ miesiącu Ty masz wolne a ile razy żona? Kto pomaga dziecku przy lekcjach? Kto robi zakupy do domu: jedzenie, chemia? Kto organizuje Wasz wspólny czas wolny?
      To pytania na początek :)
      • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 13:42
        Dzięki. Obowiązki? Praca 8h. Pomaganie z rana wyprawić dzieci. Segregowanie i wynoszenie śmieci. Wyciąganie, rozwieszanie i składanie prania "na kupkę". Kolacje i śniadania mniej więcej pół/pół. Zakupy, zmywanie też pół/pół. Czasem odkurzanie i zmywanie podłogi. Sprzątanie łazienki tochę rzadziej niż ona. Działka ogrodowa - tylko ja. Piwnica - też ja. Naprawy w domu i remonty jak trzeba - ja. Co do dzieci - ja z nimi się "bawię" tzn spędzam czas tak jak one chcą - gramy w gry, rysujemy, lego, nauka na rowerze, itp.

        Ona: zawożenie i przywożenie dzieci, ich ubrania, lekarze i rzeczy zw. ze szkołą i przedszkolem. Lekcji nie odrabiają bo są za małe. Zajmuje się też płaceniem rachunków i samochodem gdy trzeba (pojechać do mechanika itp). Czasem ściera kurze. Ponadto pół/pół to co powyżej. Z dziećmi się nie "bawi/spędza czasu" WCALE bo ją to męczy - czasem z nimi pogada w samochodzie w drodze do domu i czasem czyta im książkę (pokreślam - czasem).

        Czas wspólny to zazwyczaj dla niej udręka. Zebrać się w sobotę rano? Kilka godzin spóźnienia to standard. Czasami dodatkowo jest niewyspana czy na kacu po imprezce. Dla niej razem to może być wspólny film w łóżku albo czasem spacer gdzieś z dala od domu (podjedziemy samochodem). Mi się te spacery nawet podobają. Wiadomo nie jest idealnie czasem bo dzieci mamy marudne ale żona też marudna...

        Czas wolny? Ona ma 2x joga, psycholog, czasem ścianka, dodatkowo w ciągu dnia na swoim "pół etatu" ma tak na prawdę często czas dla siebie (w domu - zazwyczaj komórka i facebook). Nie bronię pojechać na herbatkę. Raz w tygodniu zazwyczaj wieczór ma poza domem (z tym że się kłócę że ma wrócić o ludzkiej porze). Bywało tak, że 2 razy w tygodniu. Z tym że jak proszę że ma być o 1 w nocy to pojawia się o 3 (mega kłotnie są o to)

        Co do mnie - 2x siłka, raz w tygodniu wieczór z kolegami. Po 8h pracy + zabawie z dziećmi + mojej części obowiązków zazwyczaj mam czas dla siebie koło 8-9 wieczór. Wtedy nie ma za dużo opcji. Jak jestem w domu to czasami pogram na komputerze, czasami książka, czasem klejenie modelu. Poza domem koledzy żonaci/dzieciaci i raczej spokojni. Rzadko ale czasem obejżę z nią film (chciała by częściej ale mnie to męczy) lub jeszcze rzadziej pogram w grę planszową (szybko się jej to nudzi). Staram się też żeby mój czas spędzania z dziećmi był fajny dla nich ale też dla mnie.

        To co mnie boli to to, że jej jest mało, że ona chce więcej. Ja się czuję niesprawiedliwie że gdy ja pracuję a ona akurat nie ma nic do roboty to siedzi w telefonie zamiast nadrabiać zaległości w domu. Boli mnie też, że myślałem, że jak bardziej wezmę się za rzeczy w domu, to ten "dodatkowy" czas będzie spędzać ze mną czy z dziećmi, ale się przeliczyłem...
          • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:00
            to ona chce bardziej :) bo nie lubi słuchać że jest leniem i nie spędza czasu ze mną i dziećmi. Faktem jest, że to prawda i ja będę może nieszczęśliwy ale prawdę będę nazywał po imieniu. Próbowałem już odpuszczać ale to niczego nie zmienia - najwyżej duszę złość i żal w środku a ona zachowuje się tak samo. Unieszczęśliwiamy się oboje na wzajem a przy okazji dzieci słuchają kłótni. Czy to nie jest powód do rozwodu?
          • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:30
            malwa200 napisała:

            > tylko to nie jest powód do rozwodu!


            "nie jest nam dobrze razem" to zupelnie wystarczajacy powod do rozwodu. "Nie wspierasz mnie w naszych wspolnych sprawach" to jeszcze lepszy powod. "Mam tego dosc" to powod najczestszy.
        • edw-ina Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 13:58
          Jesus, kiedy wy na to wszystko znajdujecie czas? Przy takim trybie to nie mam pojęcia ani jak pracujecie, ani jak zajmujecie się dziećmi, bo sprzątanie to rzecz drugorządna.
          Ale powiem ci tak: macie różne temperamenty, co na starcie jest problemem, ty w dodatku wychodziłeś sobie to małżeństwo, a nie było ono jakimś typem waszego szczęścia. I czego teraz oczekujesz? Że skoro kobieta za ciebie wyszła to już będzie realizowała twoją wizję związku?
          Poza tym: "Ja się czuję niesprawiedliwie że gdy ja pracuję a ona akurat nie ma nic do roboty to siedzi w telefonie zamiast nadrabiać zaległości w domu. " - mój mąż mówi, że nie lubi momentów, gdy idę zająć się ogrodem, bo na pewno zaraz będę chciała, aby on też się nim zajął. Rozumiem, choć często jest to silniejsze ode mnie ze względu na jego i moje możliwości fizyczne. Ale do czego zmierzam - to twoje podejście, że skoro ty pracujesz, to ona ma nadrabiać zaległości jest jakieś takie upupiające. Podzielcie obowiązki, ustalcie jakieś terminy realizowania ich i już. A nie: ja pracuję, to ty też musisz. I gwoli ścisłości -nie dla każdego pobudka wcześnie by cieszyć się sobotą jest fajna. Sama regularnie wstaję w soboty o 11 i robię się przytomna w południe, bo to po prostu jedyny czas w tygodniu, gdy mogę sobie na to pozwolić. Wściekłabym się, gdyby ktoś mi to odebrał.
          • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:04
            "ja cos robie, to ty tez musisz" oczywiscie sie nie sprawdza i sprawdzac nie bedzie, ale... jak rozumiem, zona zrezygnowala z pracy, a obecnie pracuje na pol etatu wlasnie po to, by zajac sie dziecmi ? I byla to jej decyzja, nie rozporzadzenie meza ?
            • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:12
              No tak, zrezygnowała ona. Ja nie chciałem żeby wracała na caly etat bo kasy starczy nam bez tego. Po wykarmieniu piersią znalazła sobie taki powiedzmy "projekt" na pół etatu ale to był jej pomysł i jej wybór a nie mój. Ja ją wspierałem w tym i pomagałem. Czasem mówi że wróci do normalnej pracy - oby tak było bo wtedy może jej się poprzestawia na lepsze.
          • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:10
            Dzięki za odpowiedź. Podział obowiązków jest jakimś pomysłem. Ja mogę się zająć dziećmi a ona domem, spoko. Ale co z czerpaniem radości z bycia razem? Pytam się jej - po co Ci mąż i dzieci skoro to są dla Ciebie same obowiązki i zero przyjemności? Bo puki co to jej znajomi dają jej wszytko + oczywiście nie marudzą, nie muszą być ubierane i zawożone do szkoły, nie oczekują że razem pogada się o remoncie itp... Po prostu albo nie będę wymagał od niej NIC albo będę zawsze gorszy od nich bo czegoś wymagam. Próbowałem już podejścia - Ty masz swoich znajomych ja mam swoich ale odbywało się to kosztem dzieci (zauważyły że mamy je gdzieś) i odpuściłem...
            • edw-ina Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 15:16
              O rany, ile ty masz lat, że nie wiesz na czym polega podział obowiązków? Nie na tym, że ty dziećmi a ona domem. Obowiązki to taki suwak, wszystko musi się zazębiać. Np. pranie: można uznać, że wszystko z tym związane robi jedno z was. Ale to na dłuższą metę bez sensu, bo czasami ta jedna osoba może nie móc, a ta druga nie kuma ile jest przy tym roboty. Można też na sztywno: ty segregujesz i włączasz pranie, ja wyciągam i wywieszam. Ty dwa razy w tygodniu składasz a raz prasujesz, a drugie odwrotnie. No nie da rady żadna z wersji. Ale suwak już tak. W suwaku obie części robią tyle samo, choć nie wszystkich składowych po równo. Np. ja zwykle wstawiam pranie, choć mój mąż też potrafi i robi to, gdy potrzebuje. Ale częściej robię to ja, bo lubię czyste ubrania. Ja pamiętam o proszku, płynach itd. Ale zwykle to mój mąż wywiesza i zbiera pranie, bo ja o tym potrafię zapomnieć. On składa ręczniki, odkłada wszystkie rzeczy niewymagające prasowania, bieliznę itd. i zostawia ładnie złożoną część wymagającą prasowania, co robię ja. Żadne z nas nie wykonało więcej niż drugie. A robota jakoś się zrobiła.
            • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:08
              Też nie jesteś święty. Dla żony jest ważne film razem obejrzeć, ale Ciebie to męczy. No super, a sam jej narzucasz, że jak Ty coś robisz to ona ma też coś robić albo, że ma wracać jak dziecko o którejś tam godzinie. Ty z nią nie ustalasz o której ona wraca, Ty jej to ustalasz.
              • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:24
                jak ja coś robię to ona tez ma coś robić to jest narzucanie? a nie sprawiedliwość? Jak ja mam wrócić o 12 nie dlatego bo ona mi karze, tylko dlatego że mam taką pracę, to jest ok. Ale jak ona ma wrócić o 12 bo wypadałoby rano zrobić dzieciom śniadanie i je zawieść do szkoły to ja jestem ten zły bo muszę jej to przypominać?
                • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:49
                  brat1234 napisał(a):

                  > jak ja coś robię to ona tez ma coś robić to jest narzucanie? a nie sprawiedliwo
                  > ść?

                  Tak to jest narzucanie. Nie sprawiedliwość, bo takiej sprawiedliwości o jakiej piszesz w żadnym związku po prostu nie ma.
    • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:09
      od wielu lat studiuję zwyczaje homo sapiens i wg mnie sprawa wygląda tak że życie jest za długie żeby przeżyć je w małżeństwie do śmierci
      dawniej ludzie mieli dzieci przed 20-stką, przed 40-tką zostawali dziadkami, a po 50-tce szli do piachu więc zanim się człowiek zorientował w temacie, to już nie było sensu się rozwodzić

      a teraz masz żyć ok. 80 lat i co jeżeli w połowie okazuje się że to małżeństwo to pomyłka?
      co zresztą nie jest dziwne - z punktu widzenia biologii samica urodziła dzieci i cię nie chce, jesteś jej potrzebny tylko dla pieniędzy, a najlepiej jakbyś wyjechał gdzieś daleko i przysyłał przelewy i nie drażnił jej swoim widokiem
          • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:11
            Przecież wiadomo już z góry, że jej będzie płacić alimenty na nią (nie mylić z alimentami na dzieci) od pierwszego postu. Pani pracuje na czarno na pół etatu, zatem wg prawa jest na utrzymaniu męża. Będą jej się należały alimenty na jej utrzymanie przy rozwodzie.
            • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:22
              niestety możesz mieć rację. Jedyna nadzieja w tym że ma honor i skoro ja się zadeklarowałem płacić na prywatną szkołę i przedszkole dzieci (łącznie prawie 2.5K) to nie będzie zdzierać ze mnie na to żeby sobie uberem po nocy jeździć
                • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:28
                  kumam ale jak ktoś ma obie ręce do pracy to niech się do pracy weźmie. Wiesz to jest tak, że to moja wina że dobrze zarabiam? Więc teraz mam jej fundować jej hobby? Psychiatra 150 x4, ścianka 100, wino 200-300 bo musi być dobre, uber nocą 100, joga 200, a kosmetyki? a piwko? zamawiane jedzenie itp? No fakt - to JEST znaczne obniżenie standardu życia ale to nie są rzeczy bez których można się obejść.. Może ja powinienem tę pracę rzucić, zostać menelem i wtedy się rozwieść. Równać w dół
            • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:55
              eriu napisała:

              > Przecież wiadomo już z góry, że jej będzie płacić alimenty na nią (nie mylić z
              > alimentami na dzieci) od pierwszego postu. Pani pracuje na czarno na pół etatu,
              > zatem wg prawa jest na utrzymaniu męża. Będą jej się należały alimenty na jej
              > utrzymanie przy rozwodzie.

              jeżeli rozwód będzie z jego winy, nie wczytywałem się głęboko ale nie było jakiejś zdrady, przemocy?
              więc ona występuje o rozwód z jego winy, on się nie zgadza i przez kilka lat trwa taniec w czasie kiedy może się zmienić sytuacja zawodowa i u niego i u niej
              • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 17:06
                I tu się mylisz, wystarczy że żona nie będzie całkowicie winna rozpadowi małżeństwa i takie alimenty może wg prawa uzyskać. I takie alimenty mają zaspokoić potrzeby materialne i niematerialne.

                www.infor.pl/prawo/alimenty/alimenty-miedzy-malzonkami/280732,Jak-dlugo-trzeba-placic-alimenty-po-rozwodzie.html
                    • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 17:26
                      eriu napisała:

                      > Biedny miś, dopadają go konsekwencje jego wyborów. Jak one mogą te konsekwencje
                      > ?

                      no jakie mogą być - najpierw musi być orzeczony rozwód
                      w czasach covid to pewnie od chwili złożenia pozwu do przysłania papierów do pozwanego minie pół roku
                      termin sprawy - już mamy rok

                      jeżeli gość zarabia dobrze to może się dla niego skończyć rzeczywiście jak dla Marcinkiewicza - będzie musiał płacić alimenty na niepracującą żonę
                      w tej sytuacji już lepiej samodzielnie podjąć decyzję o zmianie pracy na mniej płatną - mniejszy stres w pracy, mniej obowiązków, może mniej godzin, a na koniec dnia ryzyko że darmozjad dostanie alimenty - też niższe
                      • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 17:42
                        Chciał mieć luksów: niepracującą żonę, to jej się za to coś należy i koniec. Kobieta traci przez taką przerwę na zarobkach i to mocno. A facet co? 3-latka ma? Nie wie jakie są konsekwencje ślubu?
                        • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 17:48
                          eriu napisała:

                          > Chciał mieć luksów: niepracującą żonę, to jej się za to coś należy i koniec. Ko
                          > bieta traci przez taką przerwę na zarobkach i to mocno. A facet co? 3-latka ma?
                          > Nie wie jakie są konsekwencje ślubu?

                          no ale spokojnie ślub był ileś tam lat temu, jest wiele momentów w których można przemyśleć swoje zapatrywania i coś zmienić w swoim życiu
                          i ona, i on
                          brzmisz jak stara babcia która uczepiła się tego jednego scenariusza "pobrali się 10 lat temu to już na całe życie on jest 'ugotowany' bo będzie jej płacił alimenty a ona będzie siedziała w domu i piła wino. innego wyjścia nie ma"

                          otóż nie jest tak - ani praktycznie to nie jest przesądzone, ani moralnie to nie jest słuszne
                          • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 18:23
                            heniek.8 napisał:

                            > no ale spokojnie ślub był ileś tam lat temu, jest wiele momentów w których możn
                            > a przemyśleć swoje zapatrywania i coś zmienić w swoim życiu
                            > i ona, i on

                            Po pierwsze trzeba chcieć, po drugie coś zmienić można tylko w swoim życiu. w cudzym nie.
                            A tu po pierwsze pan owszem chce coś zmienić, ale w życiu swojej żony. A po drugie nie wygląda na to by ona do jakiejkolwiek zmiany a tym bardziej w kierunku jakiego on pragnie dążyła.
                            • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 19:01
                              eriu napisała:

                              > Taka ciekawostka: prawo i moralność nie idą zawsze w parze ;)
                              >

                              Wiem, odnoszę się do tego, że sprawiasz wrażenie jakbyś raz: była przekonana że kobita te alimenty dostanie, a dwa: że jej kibicujesz żeby to się udało
                        • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 18:48
                          Mąż, zdaje się, nie jest przeciwny powrotowi żony na pełen etat. Był przeciwny, bo plan był taki, że żona pracuje na pół, ale udziela się więcej przy dzieciach. Skoro (według męża) tego i tak nie robi, to może iść na pełny etat, nikt jej wszak tego nie zabrania. Żona zresztą też od jakiegoś czasu "grozi", że to zrobi, ale póki co nic z tego jej gadania nie wynika. Pełen etat zresztą może jej zwyczajnie kolidować z licznymi pozadomowymi rozrywkami, które lubią przeciągać się w późną noc. Jak tu wstać na kacu, po trzech godzinach snu, zasuwać do roboty i jeszcze tą robotę porządnie wykonywać? Pani nie idzie na pełen etat nie dlatego, że mąż jej zabrania (bo on jej guzik może zabronić), tylko dlatego, że jej to nie pasuje. Pasuje jej układ taki, jaki jest. A mąż, jeśli jemu nie pasuje, może się z układu wypisać.
                          • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 19:01
                            A przed wypisaniem się z układu mąż może jeszcze ładnie poprosić żonę o powrót do pracy na cały etat. Żona z kolei może się nad tą męża prośbą albo pochylić albo puścić ją mimo uszu. Żadne nakazy, zakazy i ultimata w grę nie wchodzą, bo raz, że rzadko działają, a dwa, nie na tym polega małżeństwo (a przynajmniej nie powinno).
                            • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 14.04.21, 09:26
                              dzięki za dyskusję. Jak były małe dzieci, to każdemu z nas pasowało, że żona się nimi zajmuje. Jak były większe, praca na część etatu też raczej nam obojgu pasowała. A obecnie chcielibyśmy żeby żona pracowała na pełen etat - zabezpieczyła swoją przyszłość itp. Gdy tak się stanie to i podział obowiązków będzie inny, ale żona na tym skorzysta najwięcej.
                        • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 08:46
                          kodeks cywilny mówi, ze jeżeli ktoś zmieni pracę na mniej płatną to przez chyba 3 lata jest traktowany tak jakby miał tą lepszą
                          zanim dojdzie do rozwodu to miną 3 lata spokojnie
                          zresztą ja nie namawiam żeby zejść np. z 10 do 3, tylko przestać sobie wypruwać flaki dla jakiejś lafiryndy i zejść np. do 6 bo różnicę i tak by jej oddał w alimentach

                          a te "możliwości zarobkowe" to inna historia - kodeks jest z 1964 roku kiedy wszystkie stanowiska były państwowe i wiadomo było ile się zarabia w szkole, w szpitalu, w fabryce - rynek pracy nie istniał

                          a teraz są takie czasy że jedne osoby po studiach zarabiają 3 a inne 15 i czasem ten co zarabiał kiedyś 15 teraz nie może znaleźć pracy za 8 ale tego nie rozumie sędzina na państwowej posadzie której bezrobocie nie grozi o ile po pijaku nie rozjedzie pieszego, a i z tego może się wybroni
                • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 18:12
                  eriu napisała:

                  > I tu się mylisz, wystarczy że żona nie będzie całkowicie winna rozpadowi małżeń
                  > stwa i takie alimenty może wg prawa uzyskać. I takie alimenty mają zaspokoić po
                  > trzeby materialne i niematerialne.
                  >
                  > www.infor.pl/prawo/alimenty/alimenty-miedzy-malzonkami/280732,Jak-dlugo-trzeba-placic-alimenty-po-rozwodzie.html


                  Jednakowoz potrzeby dzieci, zwlaszcza bardzo nieletnich, sa przed potrzebami eksmalzonka. Szczegolnie zdolnego do pracy. Sad bierze pod uwage mozliwosci zarobkowe obojga.
                    • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 21:27
                      eriu napisała:

                      > Ktoś kto wypadł z rynku pracy na kilka lat ma mniejsze możliwości zarobkowe.

                      To prawda. Natomiast warto zauważyć, że to żona podjęła decyzję o tym, by pracować hobbystycznie na czarno i za marną pensję. Czemu nie szuka pełnoetatowego legalnego zatrudnienia? Dzieci ma już spore, żadne jej na cycku nie wisi, mąż odwala swoją część obowiązków domowych (obok pełnego etatu), a więc nie jest tak, że żona ma na głowie cały dom i całość ochędożania przychówku. Czemu pani celowo wybiera małodochodowe zajęcie bez umowy, co jej sytuację na rynku pracy przecież długofalowo tylko pogorszy?
                      • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 14.04.21, 09:30
                        Trochę z wygody, trochę z przyzwyczajenia? Tak na prawdę przeciągająca się praca na 1/2 etatu bez umowy szkodzi nam obojgu. Ja się na to zgadzałem bo widziałem w tym jakieś profity (zajmowanie się domem, zawożenie dzieci + rozwój psychiczny żony w ciekawym projekcie i trochę pieniędzy) ale chyba miałem zbyt idealny obraz tego.
        • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:20
          Mogę zapytać jak i po co zdecydowaliście sie na dzieci? Jak widzieliście opiekę, zajmowaniem sie nimi?
          Wygląda na to, ze oboje lubiliście aktywne życie towarzyskie, imprezy, zabawy. No i ona nadal tak ma.
          • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:23
            po co się pytać po co się ludzie decydują na dzieci?
            biologia, instynkty

            tak samo nie ma sensu się pytać czy ktoś chce zarabiać więcej czy mniej, być zdrowy czy chory i wiele innych zagadek można szybko rozwiązać
            • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 14.04.21, 22:01
              >po co się pytać po co się ludzie decydują na dzieci?
              >biologia, instynkty

              Bardziej chodziło mi o to, czy bardzo chcieli, albo ona bardzo chciała i teraz coś sie poważnie odmieniło - co wskazywałoby na jakieś poważniejsze problemy.

              Albo raczej nie chcieli ale z braku innych pomysłów pozwolili naturze robić co natura robi - i wtedy mieliby do czynienia raczej systematycznym niezainteresowaniem dziećmi.

              Z tego co brat1234 pisze sa gdzieś pomiędzy. I ze teraz zona coraz mniej się interesuje dziećmi bo ma inne pasje.

              Chyba tylko pozostaje by brat1234 zajął sie tymi dzieciakami więcej, zapewnił im emocjonalne wsparcie, wspierał ich rozwój skoro matka nie jest do tego skłonna.

              • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 08:10
                rozumiem ale wszelkie rozkminki na temat kto był w jakim stanie ducha 10 lat temu kiedy nastąpiła kopulacja i zapłodnienie - czy ktoś miał silne postanowienie że będzie wychowywał dzieci, czy nie - to wszystko jest tylko pewną nadbudową która nie ma znaczenia

                jesteśmy zwierzętami i mamy instynkty, a ponieważ mamy też korę mózgową to możemy te instynkty opakowywać w różne racjonalizacje

                badania nad mózgiem dowodzą, że decyzję podejmujemy zanim zaczniemy myśleć, myślenie jest potrzebne do utworzenia historyjki "dlaczego tak zrobiłem"
                • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 08:36
                  Heniek - zgadzam się. 10 lat to kupa czasu, człowiek był inny. Się imprezowało, nie było zmartwień takich jak teraz, kredytów itp. I mi wcale nie chodzi by po urodzeniu dzieci ktoś się nagle zmienił 180* bo ja się ożeniłem z fajną laską i chciałym żeby taka została. Ale to chodzi o to że skoro te dzieci są i szara rzeczywistość jakoś nas dopadła to trzeba by się po prostu bez marudzenia dopasować i się cieszyć że zdrowie jest, kasa jest itp. I tam TEŻ szukać szczęścia a nie tylko poza domem.
                  • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 08:45
                    no tak, tylko że ty założyłeś że ona się zmieni pod wpływem macierzyństwa, życia rodzinnego itp, a ona się nie zmieniła

                    skąd mogłeś wiedzieć że wyjdzie tak jak wyszło? miałeś małe szanse

                    po części byłeś zaślepiony jak większości ludzi natura odbiera pewną zdolność do krytycznego myślenia, bo byśmy wyginęli jako gatunek w przeciwnym razie

                    po drugie, to wybrałeś sobie właśnie taką osobę - ze skłonnością do alkoholu np. a nie jakąś przyzwoitkę religijną, dlaczego? - bo jesteś dopasowany do takiego charakteru czy chcesz czy nie chcesz

                    ale z drugiej strony, to ona ma 45 lat? i pracuje na pół etatu z niepewnymi dochodami?
                    przecież żaden szanujący się kochanek nie będzie chciał z nią zamieszkać, więc jesteś bezpieczny że jak odejdzie to nie na długo :)
                  • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:02
                    Pytanie czy Ty się nie zmieniłeś (albo może teraz wychodzi Twoja natura, bo się wcześniej dopasowywałeś), bo piszesz, że się ożeniłeś z fajną laską a z tych postów wyłania się Twój no niefajny obraz jako partnera: kontrolujący, krytykujący, wyśmiewający zainteresowania. To Ty uważasz, że trzeba się dostosować, żona ewidentnie woli rozwód, bo ma dość takiego życia i ja się jej nie dziwię.
                    • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:16
                      raz że ona ma 39 lat. Dwa, że wiem że żaden kochanek z nią nie zamieszka, ale jest ładna więc o zerwanie jabłuszka się pokusi. A co do kontroli to się częściowo zgodzę, krytykowania - jak jest za co to i owszem bo za grube akcje się należy, ale już wyśmiewania nie ma i nie było.

                      • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:34
                        Oczywiście, że wyśmiewanie i bezsensowna krytyka jest. Wystarczy spojrzeć co tu na forum piszesz o jej zainteresowaniach, że głupie, bez sensu, żeby sobie darowała, bo nic nie da że ona się tematem przejmuje, że terapia to jej "hobby" a nawet nie wiesz czy chodzi do psychologa czy psychiatry. To są naprawdę klimaty, które są ciężkie i ma prawo nie chcieć tak żyć i wiek ani Twoje insynuacje dotyczące potencjalnych kochanków tego nie zmienią. Nawet bym powiedziała, że tylko pokazujesz, że decyzja żony jest dobrą decyzją żeby nie tkwić w tym związku.
                        • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:47
                          Może to by była dobra decyzja. Ja może jakoś przeżyję złamane serce. Ale obecnie trwamy w zawieszeniu już dłuższy czas i to ona na tym zyskuje badziej. Gdyby było jej tak źle to by już odeszła, ale tak na prawdę ma w naszej rodzinie wszystko wliczając w to kolesia który (chyba z miłości) wszystko wybaczy, przytuli, zabawi i poświęci się.
                          • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:13
                            brat1234 napisał(a):

                            >tak na prawdę ma w naszej rodzinie wszy
                            > stko wliczając w to kolesia który (chyba z miłości) wszystko wybaczy, przytuli,
                            > zabawi i poświęci się.

                            To zmień swoje zachowanie bo to MOŻESZ zrobić. Przestań się poświęcać, zabawiać i przytulać jeśli Ci to nie odpowiada. Ogranicz też finansowanie rozrywek (uwaga - terapia to NIE rozrywka) żony. Ale przestań też krytykować, pouczać, zwracać uwagę itp. Lubisz wstawać w soboty wcześnie - to wstawaj i wychodź z domu na te swoje wycieczki czy co tam. A ona niech zostaje i robi co chce.
                              • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 13:54
                                enith napisała:

                                > I z rzeczy, które robią razem, nie zostanie nic. Spacery nie, filmy nie, seksu
                                > nie, wspólnych zabaw z dziećmi nie, wyjść do znajomych nie, rozmów nie.
                                > Cóż, tak też można. Tylko po co?

                                Może po to by pan nie miał nieustannego poczucia żalu i dysproporcji w staraniach, a pani by się wreszcie zorientowała czy chce ciągnąć ten związek czy nie a jeśli tak to co jest w stanie dać od siebie i z czego zrezygnować dla wspólnego dobra.
                                • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 14:35
                                  Pani wydaje się całkiem dobrze zorientowana, że związku ciągnąć nie chce, bo nie robi realnie nic, żeby go ratować. Z jej własnej terapii wynikło póki co tylko to, że mentalnie, a może i fizycznie jest już w relacji z kimś innym. To, że do rozstania z jej inicjatywy jeszcze nie doszło, wynika z prostego faktu: pani w dniu rozwodu dupnie pod względem finansowym i nie tylko z bardzo wysokiego konia. Teraz mąż finansuje jej hobby, wyjścia, zachcianki, ogarnia życie domowe i dzieci, podczas, gdy żona pracuje na pół etatu bez umowy i prowadzi właściwie niczym nieskrępowane życie singielki bujając się z beztroskim towarzystwem niebieskich ptaszków (i z jednym z tych ptaszków ma ewidentną nadzieję na coś więcej). Po rozwodzie to beztroskie bujanie się skończy z prostego powodu: pani będzie musiała jak każdy normalny człowiek iść do normalnej roboty i na te swoje przyjemności zarobić. A jeśli dzieci zostaną z ojcem, to zarobić też będzie musiała na alimenty. Tak więc pani jest całkiem nieźle zorientowana, tylko rozwód z mężem - łosiem jej się zwyczajnie w tej chwili nie opłaca.
                                  • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 14:50
                                    Podpisuje sie w calosci pod postem Enith. Pani jest dobrze zorientowana, ze zwiazku ciagnac nie chce i rownie dobrze wie, ze rozwod jej sie nie oplaca. Zatem bedzie tkwic w tym, co jest, od czasu do czasu dajac mezowi pod znieczuleniem i traktujac to jako zabezpieczenie przed rozwodem.
                                    • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 15:36
                                      > Pani jest dobrze zorientowana, ze zwiazku ciągnąc nie chce

                                      A ja sie nie zgadzam z taką kategoryczną oceną. Bardzo możliwe, ze sama jest rozdarta i niezdecydowana, bardziej lub mniej świadomie. Albo może po prostu dosyć nierozważnie idzie na żywioł, szuka czegoś, czego jej w związku brakuje. Nie wszyscy są wyrachowani.
                                      • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 16:06
                                        lumeria napisała:

                                        > Albo może po prostu dosyć nierozważnie idzie na żywioł, szuka czegoś, czego jej w związku brakuje. N
                                        > ie wszyscy są wyrachowani.

                                        Jasne. I z tego rzekomego niewyrachowania sondowała małżonka w temacie kochanka i wyjazdu z nim w góry (zapewne w celu gry w szachy pod rozgwieżdżonym niebem). Gdyby laska faktycznie poszła na żywioł, to by się z kolesiem po prostu w chwili słabości przespała, a nie kombinowała, jak przygruchać sobie młodego wacka na boku i to z błogosławieństwem męża. Jeśli to nie jest wyrachowana kalkulacja, to nie wiem, co nią jest.
                                            • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 19:06
                                              >Kobieta, która ma łeb na karku

                                              Czyli sensowna i rozważna, to tak jak ta pani sie nie zachowuje. A jeśli chce odejść, to odchodzi uczciwie.

                                              Za to soba wyrachowana nie zwierza się małżonkowi, ze sie w kimś innym zakochała. Jeśli zdradza, to dyskretnie i konsekwentnie, często tak, ze małżonek nie ma pojęcia. I konsekwentnie przygotowuje sobie grunt do rozwodu i życia po, często zostawiając byłą/ego z ręką w nocniku.
                                              • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 19:16
                                                Ale jej rozwod nie urzadza, wiec nie przygotowuje sobie gruntu do niego. Sprawdza, ile maz jest w stanie wytrzymac, a poniewaz mezowi zalezy, ona pozwala sobie na coraz wiecej.

                                                "Leb na karku" to niekoniecznie sensowna i rozwazna, to np umiejaca liczyc. Albo ustawiajaca sie tak, ze prawie nic nie musi, za to moze coraz wiecej.
                                              • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 19:23
                                                Ależ ten mąż ma szczęście, że ma tak szczerą i dbającą o jego dobre sampoczucie żonę, która pyta go o zgodę na znalezienie sobie kochanka przed, a nie po rozpoczęciu pozamałżeńskiego romansu. I która z owego romansu owszem, rezygnuje, ale nie po to, by ratować walące się małżeństwo i rodzinę z małoletnimi dziećmi na stanie, tylko by nie dostać od męża papierów rozwodowych i kupa w dupę na rozpęd, bo jej się rozwód zwyczajnie nie opłaca. Zaiste, mąż powinien dać na tacę w intencji dziękczynnej, że trafiła mu się taka dobra, szczera i lojalna żona :-D
                                                  • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 20:00
                                                    A ja widzę i kalkulację, i kombinatorstwo, i asekuranctwo. Romansik tak, bardzo chętnie, ale nie za cenę utraty statusu żony i wszelkich przywilejów z tego statusu wynikających. To się nazywa mieć ciastko i zjeść ciastko. I jest wyrachowane.
                                                    Nie mówiąc już o tym, jak z wiedzą, że żona jawnie szuka wrażeń na boku, musi czuć się mąż, któremu jeszcze zależy i który próbuje ratować małżeństwo.
                                                  • agniesia331 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 21:55
                                                    Ona pracuje i zarabia prawie nic na pół etatu. Sam piszesz, że ma rzeczy dzięki twojej pracy, na które nigdy nie byłoby jej stać. Może rozwód i dzieci przy Tobie? Może wtedy pani się ogarnie? Spróbuj coś z rozwodem bo nie może tak być ze poswiecisz lata 36 do np 45 dla dobra dzieci. Dzieciom jest dobrze w szczęśliwych rodzinach. Znajdziesz jeszcze fajna kobietę mając dobre dochody i taki zawód. Stawiam na to, że to w końcu żona będzie żałować utraty statusu finansowego i dobrego męża. Wypisz ten wniosek o rozwód i działaj. Twoja żona to rozpuszczone babski, które pracując na pół etatu za marne grosze nudzi się i wymyśla.
                • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 11:33
                  >rozumiem ale wszelkie rozkminki na temat kto był w jakim stanie ducha 10 lat temu kiedy nastąpiła kopulacja i zapłodnienie -

                  Wiesz, szydzenie w ten sposób nie jest konstruktywne. Mówimy tu o całokształcie relacji. I ten nie pojawił sie z nikąd wczoraj - a tak bratek chce to traktować. Partnerka teraz mu sie popsuła (od roku, półtora) i ma się naprawić. Skoncentrować na zajmowaniu się dziećmi i nim.

                  Sorry, ale jestem kolejną kobietą na tym forum, która sądzi, ze takie przedmiotowe traktowanie partnerki jest mega niefajne i wcale się nie dziwie, ze ona szuka miłości i więzi poza relacja.
                  • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 12:13
                    lumeria napisała:

                    > wać. Partnerka teraz mu sie popsuła (od roku, półtora) i ma się naprawić. Sko
                    > ncentrować na zajmowaniu się dziećmi i nim.

                    małżeństwo to jest mechanizm który się składa z dwóch trybików (+dzieci i teściowa)

                    tylko jeden trybik "zgłasza się" na forum, więc to jego pouczasz że jest niefajny, kontrolujący itd na podstawie tego co sam napisał

                    a tu by się przydała refleksja że może druga strona ta która nie pisze też by zasługiwała na pouczanie, może nawet na większą reprymendę, jeżeli już uważasz że to jest potrzebne
                    • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 12:41
                      dzięki. Ja traktuję ten wątek tez jako część terapii. I niektóre słowa krytki płynące w moją stronę są słuszne. I faktycznie to co tutaj przedstawiam to tylko mój punkt widzenia. Ale kurde czasami jestem zaszokowany niektórymi wypowiedziami i zastanawiam się czy nie jestem nie wiem dinozaurem który musi wymrzeć w nowoczesnym postfemistycznym świecie
                      • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 12:53
                        na tym forum kiedyś była prawdziwa psycholog która potrafiła zadać fajne pytania, prowokować do myślenia od innej strony, ale teraz to jest circle jerk :)

                        w ogóle chyba forum.gazeta.pl wymiera, wszystkie gałęzie, bo nie ma zbyt wielu nowych userów, tylko ci sami się kręcą od 10 lat :) a szkoda bo tu można anonimowo sobie popisać, a na takim powiedzmy fejsie, gdzie jak podejrzewam przeniósł się ruch użytkowników 40+ trochę człowiek jest mniej wylewny pod nazwiskiem i ze zdjęciem :)
                    • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 12:56
                      Ja go pouczam? Daje reprymendę? Gdzie?

                      Zadałam pytanie (o dzieci), które ty Heniek wyśmiałeś, także napisałam, ze to jak obaj piszecie o kobiecie i do kobiet przejawia brak szacunku i uprzedmiotowienie kobiet.

                      Nie widzę w waszym podejściu zainteresowania ani tym jak ta zona odbiera jej zwiazek z bratkiem, ani jak kobiety tutaj to widza. Tylko naleganie, ze ma byc inaczej. No nie jest.






                    • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 13:45
                      >tu by się przydała refleksja że może druga strona ta która nie pisze też by zasługiwała na pouczanie, może nawet na większą reprymendę

                      Moze najpierw byłoby warto isc na terapie małżeńską i z pomocą specjalisty dojść do tego dlaczego właściwie ta osoba zachowuje się tak a nie inaczej. Moze ona faktycznie nie jest tego świadoma, ale konsekwentnie trzyma sie swego zachowania.

                      Oczywiście można poprzestać na rozmowie typu "Czemu to robisz" "Nie wiem" "No to zacznij się starać (i.e. robić to co ja chce od ciebie)". I jest klapa.
                      • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 13:54
                        lumeria napisała:

                        > Moze najpierw byłoby warto isc na terapie małżeńską i z pomocą specjalisty dojś
                        > ć do tego dlaczego właściwie ta osoba zachowuje się tak a nie inaczej. Moze on
                        > a faktycznie nie jest tego świadoma, ale konsekwentnie trzyma sie swego zachowa
                        > nia.
                        >
                        > Oczywiście można poprzestać na rozmowie typu "Czemu to robisz" "Nie wiem" "No t
                        > o zacznij się starać (i.e. robić to co ja chce od ciebie)". I jest klapa.

                        pewnie tak jest,
                        ludzie myślą sobie często "jak pójdę na terapię to się wyjaśnią pewne sprawy, przejrzymy na oczy i się pogodzimy, słoneczko zaświeci a ptaszki będą ćwierkały"

                        a rzeczywistość często jest taka że jak się przejrzy na oczy, to nie ma do czego tęsknić, trzeba kończyć

                        i ja wiem jakie to jest trudne, ile trzeba przeżyć, przepracować i jeszcze finansowo się zrujnować

                        dlatego obecnie moim pacjentom odradzam małżeństwo - może to jest dobre, ale dla gejów, czego im życzę :)
                        • lumeria Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 14:06
                          Nikt nie mówi, ze terapia automatycznie związek naprawi. Moze go rozwalić.

                          Terapia to nie panaceum, a rozmawiając możną dowiedzieć sie wielu trudnych bądź nieprzyjemnych rzeczy.

                          Ale chyba lepiej jest znać trudna prawdę i moc podjąć jakieś decyzje niz bujac sie w niewiedzy. Tez czasami nie można dojść do jakiegoś naświetlenia spraw, czy jakiegoś porozumienia, i to tez jest jakaś informacja.

                          >obecnie moim pacjentom odradzam małżeństwo

                          Kim jesteś profesjonalnie? Jakie masz uprawnienia? Bo jak na razie, to byleś zwykłym forumowiczem. Ale zauważyłam, ze ostatnio zaczynasz zwracac sie do watkodajcow jako 'pacjentów' - czy o to chodzi?
                    • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 13:57
                      heniek.8 napisał:

                      > może druga strona ta która nie pisze też by z
                      > asługiwała na pouczanie, może nawet na większą reprymendę

                      W związkach pouczanie oraz reprymendy działają tak samo jak ultimatum - czyli wcale.
          • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:26
            malwa200 napisała:

            > tylko, że nie ma pewności, że nie trafi na gorszą od niej

            nie musi trafić na żadną, która mu nie odpowiada
            stan domyślny to nie jest że koniecznie trzeba mieć chłopa / babę
            stan domyśłny jest taki że lepiej być sam/a niż z nieodpowiednim partnerem/ką

            przed wojną tak ludzie myśleli "niechby pił, bił, ale żeby był" :D
          • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:26
            Dzieci chciałem mieć bo jak żona miała 34 lata (byliśmy ze sobą 5 lat i w zasadzie dopiero wtedy był skromny ślub) no to kiedy jak nie wtedy?? Ona też chciała (staraliśmy się kilka miesięcy), na pewno nie są z gwałtu. Chociaż teraz twierdzi że drugi raz by nie chciała. Jak widzieliśmy opiekę?? Heh kto nie był rodzicem nie wie jak to jest. Dają dużo szczęścia ale jeżeli ktoś nie jest przyzwyczajony do pracy i nie ma cierpliwości, to bywa ciężko.
        • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 08:14
          eliksir_czarodziejski napisała:

          > Henius, nie wszyscy maja nieudane małżeństwo zakończone rozwodem plus brak kont
          > aktu z dziećmi jak ty...

          ale ja mam regularny kontakt z dziećmi i jestem dla nich ogólnie bardziej wiarygodnym itp rozwiniętym osobnikiem homo sapiens niż ich matka :)
      • tomeknowak83 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 10:15
        Problem jest też w tym, że jak się nie znajdzie drugiej połówki do około 40 lat (zarówno facet jak i kobieta), to już prawie na pewno nie będzie sie miało dzieci. Jako singel bez dzieci czasami wydaje mi się, że czasami lepiej mieć dzieci z osoba, ktora do Ciebie nie pasuje, rozwieść sie i szukac tej wlasciwej, niż nie mieć dzieci w ogóle.
        • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 11:15
          tomeknowak83 napisał:

          > Problem jest też w tym, że jak się nie znajdzie drugiej połówki do około 40 lat
          > (zarówno facet jak i kobieta), to już prawie na pewno nie będzie sie miało dzi
          > eci.

          a Kondrat? a Strasburger?
          drzwi się nie zamykają po 40-tce

          chociaż wypadałoby sie ustawić żeby znaleźć chętną :)
          • tomeknowak83 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 12:36
            Żeby mieć żonę o 38 lat młodsza od siebie jak Kondrat i Strasburger to nie wystarczy mieć łeb na karku, mieszkanie/dom i np. zarabiać dwie polskie średnie pensje. Trzeba być np. bardzo znanym polskim aktorem (Konrad), albo prezenterem (Strasburger) inaczej nie ma szans się u kobiety 30-40 lat. Niestety, ale fajny charakter faceta 50-70 lat i poukładane w głowie to za mało dla 30 paroletniej kobiety. Znasz osobiście chodź jeden takich związek o różnicy wieku 38 lat, gdzie facet ma normalna etatową pracę i nie ma wysokiej pozycji kierowniczej?
            • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 13:27
              tomeknowak83 napisał:

              > Znasz osobiście chodź jeden takich związek o różnicy wieku 38 lat, gdzi
              > e facet ma normalna etatową pracę i nie ma wysokiej pozycji kierowniczej?

              no nie, a po co takiemu staremu facetowi jeszcze jakieś wstawanie do dziecka?
              Korwin strzelił gola w wieku chyba 70 czy 72 lat ale zauważ jaka jest jego tajemnica - on nie siedzi w domu z dzieckiem, tylko razem z kucami snuje plany rewolucji

              gdyby miał siedzieć z dzieckiem w 4 ścianach to by się 100 razy zastanowił
              • tomeknowak83 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 15:20
                Korwin, Kondrat, Strasburger to są same dobrze znane (z autorytetem i majętne) osoby. Jakby nie były znane (z autorytetem i majętne) to żadna 30+ czy 20+ by na nich nie spojrzała.
                "drzwi się nie zamykają po 40-tce" - chciałeś napisać chyba, że "drzwi się nie zamykają po 40-tce dla osób znanych (z autorytetem) i majętnych. Dla pozostałych osób drzwi te zamykają się na zawsze."
                • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 15:29
                  tomeknowak83 napisał:

                  > "drzwi się nie zamykają po 40-tce" - chciałeś napisać chyba, że "drzwi się nie
                  > zamykają po 40-tce dla osób znanych (z autorytetem) i majętnych. Dla pozostałyc
                  > h osób drzwi te zamykają się na zawsze."

                  kto chce wyrywać 30-latki w wieku 70 lat to oczywiście musi mieć status i kasę, bez dwóch zdań musi być w topce 70-latków

                  A po 40-tce jakie masz perspektywy? jeżeli nie mieszkasz z mamą, pracujesz i nie zaniedbałeś się zanadto, to powinieneś mieć w zasięgu jakąś 35-latkę której kończy się okres przydatności
                    • heniek.8 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 20:36
                      tomeknowak83 napisał:

                      > W Polsce w duzym miescie pewnie tak. Niestety w Niemczech wcale nie jest to tak
                      > ie proste.

                      jasne że dla Niemek nie jesteś atrakcyjny, trzeba by się zakręcić w środowisku polonijnym a tu też może być ciężko bo konkurencja ze strony Niemców
                      albo dawać foty z mercedesem w tle na polskich forach, może jakaś się znajdzie chętna :)

                      każdy ma jakiś powód do narzekania, jeden wyjechał do Niemiec i mówi "ale tu mało chętnych Polek"
                      a inny został w Polsce, ożenił się z jakąś sekutnicą i teraz marzy o tym żeby cofnąć czas i pojechać do Niemiec :)
      • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 14:39
        ola_dom napisała:

        > Ty ją rzuć, rzuć czym prędzej!

        Potraktowalabym te rade zupelnie serio. Niech sie pani interesuje czym chce i realizuje jak chce - w tym czasie, ktory jej pozostanie wolny od zarabiania na siebie i od zajmowania sie dziecmi w wymiarze czy to uzgodnionym miedzy eks-malzonkami, czy okreslonym przez sad.

        Po co komu osoba, ktora przestala byc towarzyszem czy towarzyszka zycia ? Matke/ojca swoich dzieci mozna miec i poza malzenstwem.
    • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 15:04
      Mam wrażenie, że autor wątku ożenił się z zupełnie inną osobą niż chciał. I w związku z tym, że żona nie spełnia jego oczekiwań, a są one niemałe jest sfrustrowany i niezadowolony. Reasumując, żona: powinna: pracować zawodowo przynajmniej w tym samym wymiarze czasu co mąż, bo gdy jest inaczej to on się denerwuje. Nie przekraczać wieczornych godzin powrotu ustalonych i dopuszczonych przez męża, bez względu na to czy jej to odpowiada czy nie, zmienić swoje zainteresowania i aktywności na akceptowalne dla niego, powinna pokornie znosić krytykę z jego strony, wolny czas spędzać na zabawie z dość dużymi już dziećmi mimo że zabawy dziecięce wcale jej nie interesują. Ma w soboty zrywać się z łóżka o poranku choćby miała ochotę odespać wyjście z przyjaciółmi.
      Nie powinna rozmawiać z psychologiem o swoim dzieciństwie, pić wina ani uprawiać jogi.
      Ale właściwie dlaczego i po co miałaby się zmieniać? By tym razem w tym małżeństwie to ona była niezadowolona i sfrustrowana? A mąż spokojny? Oto jest pytanie...
      • malwa200 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 15:13
        trzeba kompromis znaleźć. w końcu żadne małżeństwo nie ma jak w raju. trochę każde odpuścić i byłoby ok. a może tutaj żona faktycznie ma kryzys wieku średniego bo 40-tka sie zbliża i chce na maxa wykorzystać młodość. ja myślę, ze jej to wkrótce przejdzie
        • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:16
          A może to będzie taki zgniły kompromis, co da dwoje ludzi sfrustrowanych i niezadowolonych?

          Czasem trzeba mieć po prostu odwagę i powiedzieć, że to nie to. Tak szczerze to autor dał żonie tylko jednego plusa - za seks ("9/10" i że się stara tam czasem). Tylko dla seksu ma tkwić w tym małżeństwie, gdzie mu ewidentnie ta małżonka poza tą strefą nie odpowiada. A i tak narzeka, że nie inicjuje seksu tak często jak on by chciał.
            • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 00:40
              kachaa17 napisała:

              > 9/10 to znaczy, że on inicjuje seks w 9 przypadkach na 10 a nie, że jest to oce
              > na seksu z żoną.

              Nie tylko żona prawie w ogóle nie inicjuje seksu, mąż napisał co najmniej parę razy, że żona kocha się z nim wyłącznie po alkoholu. Moim zdaniem wygląda to na klasyczne u żony objawy zaniku zainteresowania pożyciem z mężem: raz, że nie incjuje, dwa, że musi się znieczulać przed stosunkiem, trzy, że ma na oku innego mężczyznę, z którym ewidentnie ma nadzieję znajomość skonsumować, cztery, nawet się przed mężem z tym faktem nie kryje.
                • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 08:49
                  niestety :( pytanie, czy warto się starać, chodzić w koło, zabierać na kolacje, zapewniać wszelkie materialne potrzeby i być opiekunką gdy ma wychodne? moim zdaniem warto jeżeli tez będę szczęśliwy w życiu - będę w związku gdzie jest miłość, sex, zainteresowanie, codzienne małe pogawędki, przytulaski itp. Na razie jest to bardzo jednostronne - ja się jej pytam o pracę, o to co tam słychać, staram się interesować tym wszystkim. Nawet jeżeli wspólnie nie obejżeliśmy jakiegoś filmu, chcę potem z nią pogadać czy się jej podował itp. Ale ja w zamian nie usłyszę "co tam robisz" albo "hej pogadajmy". Moją pracą, hobby czy tym co ja oglądam nic się nie interesuje.
                  Z tego dawania coraz więcej i więcej wolności po okresie intensywnego zajmowania się dziećmi (powiedzmy 1.5 roku temu) wynikło tyle, że się bardziej ode mnie oddaliła. Ja nie mówię, że jestem święty, ale chciałbym to teraz jakoś naprawić. Ale doszedłem do momentu gdzie dawanie wolności zakończyło się znalezieniem przez nią potencjalnego kochanka i musiałem tutaj ostro zadziałać. A z tego działania wynikła moja wyprowadza i prawie-rozwód.
      • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 16:15
        kurde jakie to by było piękne być po tej drugiej stronie. Być rozpieszczanym, mieć gotowe i nie musieć się martwić o kasę. A i jeszcze obiecywać coś a potem mieć to gdzieś coś wziąć to spoko ale dać to już wymaga wysiłku. Żyć nie umierać. Tyle że ja tak nie potrafię.

        Ożeniłem się z fajną osobą ale pojawiły się dzieci, obowiązki i skończyło się życie studenta. Żona też na początku z małymi dziećmi zachowywała się ok a potem jej odwaliło i zadaje się z 30 latkami bez dzieci, wynajmującymi pokoje w cudzych mieszkaniach i mogący w każdej chwili zmienić partnera albo wyjechać. A ona nie i to ONA jest sfrustrowana i próbuje nadrabiać.
      • szpil1 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 21:00
        aqua48 napisała:

        > Mam wrażenie, że autor wątku ożenił się z zupełnie inną osobą niż chciał. I w z
        > wiązku z tym, że żona nie spełnia jego oczekiwań, a są one niemałe jest sfrustr
        > owany i niezadowolony. Reasumując, żona: powinna: pracować zawodowo przynajmnie
        > j w tym samym wymiarze czasu co mąż, bo gdy jest inaczej to on się denerwuje. N
        > ie przekraczać wieczornych godzin powrotu ustalonych i dopuszczonych przez męża
        > , bez względu na to czy jej to odpowiada czy nie, zmienić swoje zainteresowania
        > i aktywności na akceptowalne dla niego, powinna pokornie znosić krytykę z jego
        > strony, wolny czas spędzać na zabawie z dość dużymi już dziećmi mimo że zabawy
        > dziecięce wcale jej nie interesują. Ma w soboty zrywać się z łóżka o poranku c
        > hoćby miała ochotę odespać wyjście z przyjaciółmi.
        > Nie powinna rozmawiać z psychologiem o swoim dzieciństwie, pić wina ani uprawia
        > ć jogi.

        10/10
        • biszkopty35 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 07:32
          O nie, nie 10/10.
          Jest różnica między niespełnianiem oczekiwań męża a kompletną samowolką. Pani jest daleko za powszechnie przyjętymi normami. Ktos się tymi dziećmi w sobotę do południa musi zająć i żona zachowuje się tak, że nie może to być ona. Ktoś musi tworzyć relacje rodzinne, żeby rodzina istniała, jej członkowie byli szczęśliwi, a żona tego nie robi. Psycholog, wino i joga - nie poprawia to sytuacji pani, wręcz przeciwnie, rodzina jest na skraju rozpadu, więc rozumiem autora wątku, że mu to przeszkadza. Ponadto jest kosztowne i czasochłonne. Zabawy dziecięce nie interesują rodziców generalnie, interesują ich za to ich własne dzieci i dlatego się z nimi bawią. Chodzi o kontakt i relację.
          • ritual2019 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 16.04.21, 13:57
            Ona tez sie dziecmi zajmuje, a on tez ma czas na wyjscia z kolegmi, napisal zdaje sie ze wychodzi raz w tygodniu z nimi, poza tym silownia, jakies hobby, gry...ktos sie wtedy tymi dziecmi zajmuje. Czasem jest tez tak ze jeden rodzic przejmuje zabawy z dziecmi a drugi reszte czyli szkola/przedszkole, posilki, ubrania, wizyty u lekarza itd i u nich to tak dziala z opisu autora. Problemem jest to ze jemu nie podobaja sie jej wyjscia, czas spedzony poza domem ale nie z nim. To akurat rozumiem, ona raczej na 100% ma kochanka, nie ma raczej uczuc do meza , nie lubi spedzac z nim czasu itd.
      • kachaa17 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 21:12
        Ja przepraszam, czy naprawę uważasz, że mając męża i dzieci można sobie wracać o 3 w nocy do domu 2 razy w tygodniu? Powiesz mi, że to jest normalne? I tak samo mówiłabym gdyby to dotyczyło faceta. Jeśli się podejmuje zobowiązanie jakim jest rodzina to się nie szukają po nocy tylko się nią zajmuje. Na wszystko jest czas i miejsce.
        • enith Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 13.04.21, 21:35
          kachaa17 napisała:

          > Ja przepraszam, czy naprawę uważasz, że mając męża i dzieci można sobie wracać
          > o 3 w nocy do domu 2 razy w tygodniu? Powiesz mi, że to jest normalne?

          Prawda? To jest mniej więcej tak samo "normalne", jak ten wybitny pomysł żony, żeby zostawić męża z dziećmi w domu, a samej pojechać w góry z kolegą, w którym jest zakochana.
        • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 14.04.21, 09:02
          kachaa17 napisała:

          > Ja przepraszam, czy naprawę uważasz, że mając męża i dzieci można sobie wracać
          > o 3 w nocy do domu 2 razy w tygodniu? Powiesz mi, że to jest normalne?

          Oczywiście, że można. Mąż chyba jest rozgarnięty, ogrania dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, potrafi zrobić sobie i im kolację i położyć towarzystwo spać?
          Czy to normalne? Tak, to normalne, że każdy z małżonków ma jakieś rozrywki, tylko mocno niepopularne, gdy to zamężna i dzieciata kobieta sama regularnie imprezuje nocami. Autor opisuje że przed dziećmi imprezowali razem, teraz, ponieważ są dzieci, robią to na zmianę. Tyle że JEMU przestało się podobać że żona też wychodzi i spotyka się ze swoim towarzystwem i ma o to do niej pretensje. Zazwyczaj to żony mają pretensje gdy mężowie po pojawieniu się dzieci nie zaprzestają ostrego imprezowania i "kawalerskiego" trybu życia. Tu jest odwrotnie.
            • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:12
              dzięki - ja tez uwazam, że gdzieś powinien być złoty środek i skoro mam sensowne argumenty żeby te wyjścia i godziny ograniczyć, to nie jest to "chęć kontroli" a chęć jakiegoś normalnego życia. Ci z naszych znajomych którzy mają dzieci też czasem imprezują, ale nie jest to jakimś sensem ich życia.
            • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:51
              triss_merigold6 napisała:

              > zarówno w wypadku kobiety, jak i faceta to nielojalność i pretensje są zasadne

              Oczywiście, pretensje o nielojalność są zasadne ale weź pod uwagę że ożenił się niejako wymuszając związek czyli bez specjalnego zaangażowania emocjonalnego z jej strony, z kobietą mocno imprezującą, która po urodzeniu dzieci..nie zmieniła się w czułą i troskliwą domatorkę podsycającą ognisko domowe, tylko pozostała sobą.
              O to pretensje są kompletnie nieuzasadnione.
              • brat1234 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 09:57
                "ożenił się niejako wymuszając związek czyli bez specjalnego zaangażowania emocjonalnego z jej strony" - Boże, żeby mi ktoś wtedy jebnął porządnie w łeb to byśmy oboje wtedy byli w innej sytuacji. Ale była we mnie miłość (nadal coś z tego jest), mamy dzieci... No i kurde - czy ja jej przystawiałem pistolet do głowy? Zanim pojawiły się dzieici miała tyle szans żeby odejść.
                • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:07
                  brat1234 napisał(a):

                  >Boże, żeby mi ktoś wtedy jebnął porządnie w łeb to by
                  > śmy oboje wtedy byli w innej sytuacji.

                  Ba.

                  > Zanim pojawiły się dzieici miała tyle szans żeby odejść.

                  Zanim pojawiły się dzieci nie miała powodu by odchodzić, odpowiadało jej (i Tobie przecież także) takie życie jaki prowadziliście. Tylko teraz nie chce z tego rezygnować.
                          • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:24
                            triss_merigold6 napisała:

                            > To off top, dotyczący możliwości i chęci zmiany modelu życia pod wpływem nowych
                            > okoliczności (dzieci).

                            Ale ta konkretna pani nie ma zamiaru nic zmieniać. Przyjmujesz to do wiadomości? Na nic jej informacja że większość osób tak postępuje.

                            > Nie jest tak, że jak pan balowal mając lat 25 i pani te
                            > ż balowala, to zostają w tym stanie na następne trzy dekady.

                            Tu jak widać jest. I znam wiele, wiele przypadków w których jest podobnie. A to że Ty czy ja, albo założyciel wątku mamy inaczej, nie jest dla nich żadnym wyznacznikiem postępowania.
                            • tt-tka Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:30
                              aqua48 napisała:

                              > triss_merigold6 napisała:
                              >
                              > > To off top, dotyczący możliwości i chęci zmiany modelu życia pod wpływem
                              > nowych
                              > > okoliczności (dzieci).
                              >
                              > Ale ta konkretna pani nie ma zamiaru nic zmieniać.

                              Wlasnie dlatego uwazam pania za nielojalnego wspolnika, nie za partnerke ani towarzyszke zycia. nie czuje sie w obowiazku wspolzarabiac na ich wspolne dzieci i wspolny dom, ani wspolzajmowac jednym i drugim w adekwatnym wymiarze.
                              Coz, z nielojalnym wspolnikiem rozwiazuje sie umowe lub ja zrywa, po uprzednim rozliczeniu.
                            • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:44
                              eriu napisała:

                              > Są ludzie, którzy nie zmieniają modelu życia ze względu na dzieci, np, podróżuj
                              > ą nadal z dziećmi, jadą na festiwal z dziećmi, więc to nie jest takie oczywiste

                              Poznałam też takich którzy szlajali się nocami po knajpach z dziećmi. Trudno uwierzyć ale i tak bywa.
                                • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:57
                                  triss_merigold6 napisała:

                                  > Rozumiem, że spotkanie grupy dorosłych z dziećmi może się przeciągnąć, ale włóc
                                  > zenie dzieci po lokalach dla nich nieprzeznaczonych to patologia.

                                  Hmm.. a w takiej Hiszpanii taka "patologia" to norma :):)
                                  • triss_merigold6 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 11:00
                                    A w Polsce patologia. I czym innym jest okazjonalne posiedzenie do nocy latem w restauracji z ogródkiem, w której dominują ludzie z dziećmi, a czym innym ciąganie dzieci do pubów, w których się głównie pije czy do klubów nocnych.
                                    Btw, pani żona z wątku nie żyje w Hiszpanii tylko w Polsce, a tu cotygodniowe zaleganie skacowanego rodzica w wyrze jest oceniane jako patologia.
                                    • eriu Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 11:45
                                      A skąd Ci się wzięło ciąganie dzieci do pubów jak napisałam o podróżach i festiwalu?

                                      To ja znam chyba jakieś patologie, bo wśród moich znajomych się umawiają kto w weekend śpi dłużej a kto ogarnia dzieci od rana, skoro to ranne wstawanie jest takim jednym z wskaźników niepatologii. A i sobie wychodzić pozwalają, bo rozumieją że to ważne dla psychiki być nie tylko rodzicem.
                    • aqua48 Re: 10 lat małżeństwa - kryzys 15.04.21, 10:15
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Hello, dorosłość i posiadanie dzieci wiąże się ze zmianą lifestyle.

                      A kto powiedział że opisywana żona jest dorosła i odpowiedzialna? Ona jest z pewnością pełnoletnia. I jak na razie nie ma potrzeby by zmieniać swój lifestyle.