Dodaj do ulubionych

Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z matką

25.08.21, 14:42
Proszę o opinie, rady, wasze spojrzenie na sprawę, chodzi o relację mojego męża z własną matką. Nie jestem w stanie trzeźwo określić czy ja przesadzam, czy sama się nakręcam. Wybaczcie chaos, ale ciężko to jakoś uporządkować chronologicznie.
Mam 32, mąż 33 lata, jesteśmy małżeństwem od roku, w związku ponad 6 lat. Mąż stracił ojca w tragicznych okolicznościach kiedy miał 10 lat - paru członków jego rodziny powiedziało wtedy bezpośrednio do niego - skołowanego chłopca: "To od teraz ty jesteś głową rodziny". Matka męża bardzo tę stratę przeżywa do dziś, nie pogodziła się z tym i ma wyraźne lęki przed porzuceniem/stratą (stwierdzone przez psychologa). Niedługo przed śmiercią swego męża teściowa straciła też swoje 5-miesięczne dziecko.
Pokrótce: wydaje mi się, że teściowa widzi w moim mężu, swoim synu, uosobienie swojego zmarłego męża. W początkach mojej i męża znajomości, teściowa była w związku z innym facetem, więc jej uwaga była niejako nakierowana na jej partnera i być może te zachowania, które teraz bardzo mnie rażą, wtedy były nieco zamaskowane. Ten jej związek skończył się po dwóch latach od kiedy ja i mąż byliśmy parą i od tego czasu mam teściową "na głowie".
Teściowa wymaga od męża bardzo dużo uwagi a mąż nie potrafi być asertywny, postawić granic. Mam wrażenie, że wciąż czuje się za matkę odpowiedzialny, czuje wewnętrzny przymus ją chronić i jej pomagać, nierzadko kosztem naszego związku (wspólnego czasu, wartości materialnych). Traktuje ją jak jajko, byle by nie urazić. Wydaje się, że stawia matkę na równi ze mną i synkiem, czasem i przed. Wobec niej nie ma odwagi odmówić, polemizować, z jej zdaniem się nie dyskutuje, robi co ona zaproponuje, jakkolwiek nie byłoby to dla nas nie na rękę "żeby jej nie było smutno". Dla odmiany w relacji ze mną jest bardzo uparty, wykłóca się o swoje zdanie, często się ze mną nie zgadza, albo mówi zupełnie odwrotnie, dla samej zasady. Więc stanowczy potrafi być, tylko nie wtedy kiedy trzeba. Kiedy mi nie pasuje np. jechać do teściowej w męża urodziny, bo mam dla nas inne plany, mąż staje po stronie teściowej, wedle zasady "mama ma zawsze rację, a nawet jak nie ma to i tak ma". Warto zaznaczyć, że istnieją między nami różnice kulturowe, on jest skandynawem. W moim mniemaniu ja, mąż i nasz syn to odrębna jednostka, osobna rodzina, która powinna być niezależna i samostanowić o sobie, podejmować własne decyzje bez ingerencji innych i priorytetyzować przede wszystkim własne interesy. Moi rodzice zawsze wpajali mi samodzielność, dawali duży margines zaufania i zawsze powtarzają "cokolwiek zdecydujesz, bylebyś była szczęśliwa", "dziecko wyfruwa z gniazda i żyje swoim życiem" itd., nie narzucają się nam, nie dają rad niepytani, nie robią wyrzutów, że nie widują wnuka tyle co teściowa (a w zasadzie w ogóle nie widują, bo covid, a mieszkamy w jego kraju). Respektują nasza odrębność.
Teściowa mieszka sama, nie ma znajomych, przyjaciół, nie ma żadnych zajęć, które by zaprzątnęły jej głowę. Jedyne co robi to ogląda telewizję, szydełkuje i odwiedza swoje dzieci - mojego męża i swoją córkę. Można powiedzieć, że żyje życiem syna i córki, swojego nie ma.
A więc dlaczego właściwie ta teściowa jest takim "potworem" ;) w praktyce, zapytacie? Oto przykłady: Jej wizyty - początkowo były to wizyty po 2 razy w tygodniu,nawet kiedy mieliśmy ochotę pobyć sami, ale stopniowo (niestety musiałam zrobić to ja) zaczęłam wymawiać się brakiem czasu i innymi planami i teraz jest to średnio raz na dwa tygodnie. Telefony do męża kilka razy w tygodniu i gadanie po 1.5-2 godziny - nie mam nic przeciwko, niech sobie gadają ile im żywnie się podoba, o ile nie zaburza to naszego harmonogramu dnia. Przy małym dziecku każda pomoc męża jest na wagę złota i ostatnio na przykład podczas jego rozmowy z matką o naprawdę niczym (kto zdobył jaki medal olimpijski) znalazłam się w sytuacji, gdzie po kąpieli stałam z mokrym dzieckiem na rękach, bo dziecko obsikało mi ostatni czysty ręcznik i mąż mógłby przynieść mi zapasowy z szafy w innym pokoju. Mógłby, gdyby nie był zajęty rozmową. Mąż wie, kiedy kąpiemy dziecko i słyszał też, że go wołałam. Ale nie potrafił przerwać matce i powiedzieć "sorry, ale muszę już iść", tylko grzecznie siedział i jej słuchał przez następne 15 minut. No trudno.
Na Whatsappie piszą przez cały dzień. Co jedzą, co robią, co w pracy, co w telewizji. Często z nią pierwszą dzieli się informacjami dotyczącymi nas, a dopiero potem dowiaduję się ja.
Kiedy jesteśmy we troje, czuję się, jak gdyby to z matką mąż był w związku. Idą/siedzą koło siebie. Rozmawiają praktycznie tylko ze sobą, w swoim dialekcie, którego ja nie bardzo rozumiem, na tematy dotyczące bezpośrednio ich, ich dalszej rodziny, albo o jakichś pierdołach z telewizji, które mnie nie interesują zupełnie. Czuję się wykluczona. Notorycznie zdarzają się sytuacje, kiedy jego matka zacznie coś mówić, jednocześnie, albo zaraz po tym kiedy ja coś powiem. Niezależnie od sytuacji mąż selektywnie usłyszy tylko to co powiedziała matka, a kiedy skończy temat z nią, zwraca się do mnie "Co mówiłaś?".
Teściowa wyszukuje jakiekolwiek preteksty, żeby nas odwiedzić, albo żeby syn do niej jechał, np. że kupiła jakieś dwa stare bodziaki z lumpeksu dla synka i musi nam je przywieźć. Albo że chce zawiesić obrazek i czy mąż mógłby przyjechać i jej gwoździka wbić w ścianę. Co do tych bodziaków - okej, podarunkami się nie gardzi, z tym, że to są rzeczy, których ja dziecku w życiu bym nie założyła. I tak na przykład moja "biedna" mama z Polski organizuje okresowo paczki z całą nową garderobą dla wnuczka. Przy czym siła nabywcza emerytury mojej mamy to proporcjonalnie 1/10 tego, co teściowa może kupić za swoją pensję w kraju gdzie mieszkamy. No stać ją na papierosy, ale na wnuczku przyoszczedzi, a jakże. Ale mniejsza, co chciałam przekazać, to to, że mąż kiedy dostajemy te paczki od moich rodziców nakazuje mi "pod żadnym pozorem nie mówić jego mamie, że dostaliśmy te ubranka w prezencie od moich rodziców. Żeby jej nie było przykro i się nie czuła zobowiązana." No do licha ciężkiego! Kiedy przychodzą święta, czy urodziny niby się między sobą dogadują, że kupują prezenty za określoną kwotę. Mój mąż zawsze "ma gest" i kupuje na wyrost, podczas gdy sam dostaje prezenty o wiele mniejszej wartości niż ustalona. Nie miałam z tym problemu dopóki nie zawiązaliśmy wspólnoty ekonomicznej w małżeństwie, bo jego pieniądze to nie była moja sprawa. Ale ostatnio też była sytuacja kiedy pożyczył teściowej kilka tysięcy na telewizor. W tym samym czasie ze mną wykłócał się, że dziecku nie należy się nowy wózek, bo mamy stary, mimo, że stary jest tak badziewny, że dziecko zamiast na materacu, leżało praktycznie na plastiku. Jeśli ona musi pożyczać na telewizor, to widocznie ją na niego nie stać - rzekłam - a ja nie mam zamiaru oszczędzać na zdrowiu dziecka. Strasznie się o to pokłóciliśmy, on stanął po stronie teściowej i oskarżył mnie, że "mam z nią problem" i wcale nie oszczędza na dziecku tylko próbuje być racjonalny w kwestii wydatków...
Obserwuj wątek
    • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 14:44
      c.d. bo ucięło

      Dalej - teściowa nie pyta co planujemy na święta, ona oznajmia, że w tym roku święta organizuje u siebie. Ona nie pyta, czy zechcemy przyjechać wtedy i wtedy - ona oznajmia, że "ustanowiła nową tradycję spotykania się w dzień matki/wielkanoc/dowolne wstawić" i czy "lubimy ryby" (w domyśle, nie ma opcji odmowy, po prostu przyjeżdżamy i już). Kiedy przed narodzinami dziecka moja mama zaproponowała, że przyjedzie pomóc, jak to robiła przy reszcie wnucząt, mąż obruszył się, że nie będzie "mieszkał z teściową" i że sami damy sobie radę. Więc okej, odmówiłam mamie. Ostatecznie po narodzinach okazało się, że jego matka koniecznie chce uczestniczyć i pomagać i to ona przyjechała do nas na ponad tydzień. Najśmieszniejsze, że jedyne co robiła, to siedziała na kanapie z moim mężem, oglądali telewizję i plotkowali, podczas gdy ja, cała obolała, latałam: z dzieckiem, po kuchni, z praniem, składaniem, sprzątaniem, sterylizowaniem. Dosłownie 5 razy w ciągu 10 dni zmieniła pieluchę dziecku, "pilnowała go" siedząc przed tv, kiedy już był najedzony i spał, i raz została z nim na 15 minut, kiedy my pobiegliśmy odebrać sushi - za które, nota bene, nie zwróciła pieniędzy, mimo, że powiedziała że płaci za swój osobny zestaw. Czara goryczy się przelała kiedy mąż siedząc przed tv z tesciowa, poprosił mnie o zrobienie mu herbaty, kiedy ja ładowałam zmywarę w kuchni, na co teściowa odparowała "ja też chętnie!". Co za tupet. Pożegnałam ja nazajutrz mówiąc, że już sobie poradzimy...
      Ostatnio była w odwiedzinach i została na kolację. Spoko, nie mam nic przeciwko, ale po wykąpaniu dziecka, około 19 dziecko robi się senne i go usypiam. Jeśli tego nie zrobię, to mały robi się marudny i ma ciężką noc, co też jej przekazałam. Teściowa stała nad jego łóżeczkiem do 20 zabawiając go, po czym stwierdziła że "tak trudno się pożegnać". Mąż słowem się nie odezwał.
      Wcześniej lubiłam teściową szczególnie kiedy miała tego faceta. Wydawała mi się spoko babką, dało się z nią fajnie pogadać. Teraz, kiedy często zadowalanie jej i spełnianie jej oczekiwań odbywa się kosztem naszego dziecka, otwiera mi się w kieszeni nóż. Całkiem zmieniło się moje spojrzenie na nią, teraz wydaje mi się roszczeniową, zależną przylepą, która nie ma swojego życia i do tego ma pasożytnicze zapędy. Do tego wszystkie uczucie, które powinna była skierować na swojego partnera, przelewa na swojego syna. Nie wydaje mi się to zdrowe. Kiedy rozmawialiśmy z mężem na temat jej lęków przed porzuceniem, mąż powiedział mi z oburzeniem, że "przecież nie zasugeruje jej żeby poszła na terapię". Dla mnie to normalne, że to właśnie rodzinie mówi się szczerze, wszystko, nawet jeśli ma to być sugerowanie terapii. Nie owija się w bawełnę.
      Mąż powiedział mi, że nie mam powodu czuć się zagrożona, że ja i synek jesteśmy dla niego numerem jeden, ale jego czyny świadczą inaczej.
      Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć, czy mam podstawy czuć to co czuję? Że jestem piątym kołem u wozu, że potrzeby naszej rodziny są gdzieś na dole listy za teściową? Czy przesadzam i jestem po prostu tą stereotypową wstrętną, niewdzięczną synową?
      Za wszelkie komentarze dziękuję i jeśli ktoś przez ten wywód przebrnął, to gratuluję ;)

      • verdana Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 15:11
        Problem Twojego męża polega na tym, że żyje pomiędzy dwoma kobietami, z których każda uwaza, ze powinien podporzadkować się wyłącznie jej. Teściowa jest upierdliwa, to nie ulega wątpliwości, ale w tej chwili wizyty raz na dwa tygodnie, czy dzwonienie kilka razy w tygodniu to nie jest nic szczególnie dziwacznego. Uderzył mnie, gdy napisałaś o urodzinach męża - Ty miałaś plany, jego matka miała plany, ale chyba żadna z Was nie uwzględniła, że w swoje urodziny mąż powinien sam zadecydować, na co ma ochotę i to jest najistotniejsze. Prawdę mówiąc, nie teścioa jest tu problemem, tylko mąż. Jesteś tuż po porodzie i mąż nie robi Ci herbaty, tylko cce , zebyś Ty mu zrobiła? A Cebie rusza dopiero to, ze teściowa też chce pić? Czerwone światło powinno zapalić Ci sie już przy prośbie męża. Maż nie zyczy sobie, aby w połogu pomogła Ci matka? Super. Jemu ma być wygodnie, nie Tobie. Mąż gada przez telefon , więc nie moze podać Ci ręcznika? Przecież to bzdura. Rozmawiając mozna podć ręcznik i zrobić obiad z trzech dań. Mąż nie miał ocoty ruszyć tyła i Ci pomc, teściowa nie ma tu nic do rzeczy. Też bym się czuła zagrożona, ale nie przez teściową., Nie o to chodzi, ze ona jest roszczeniowa, tylko o to, że numerem jeden dla męża jest on sam i w tym problem.
        • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 15:50
          Ano w ten sposób na to nie patrzyłam. Bo to oczywiste, że trzymam stronę naszej rodziny, więc z automatu teściowa będzie "ta zła" ;) Ale być może małżowi tak jest wygodnie. Wiem, że mąż może się czuć jak między młotem a kowadłem i nie wymagam od niego wybierania między nią a mną, tylko jakiegoś wypośrodkowania i rownowagi w traktowaniu.
          Mi się chłop nie podporządkowuje, wręcz przeciwnie, jest bardzo uparty i zawsze musi postawić na swoim. W większości przypadków mu ulegam.
          I to mnie właśnie zastanawia, dlaczego traktuje nas tak odmiennie. Wobec matki nie potrafi być asertywny, wobec mnie zawsze ma swoje zdanie. Jednak może i jest po części tak jak piszesz, że robi to co dla niego jest korzystne. Może dlatego reaguje tak gwałtownie za każdym razem kiedy poruszam kwestię teściowej.
          • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 17:28
            Verdana napisała:

            Problem Twojego męża polega na tym, że żyje pomiędzy dwoma kobietami, z których każda uwaza, ze powinien podporzadkować się wyłącznie jej. (...)
            Nie o to chodzi, ze ona jest roszczeniowa, tylko o to, że numerem jeden dla męża jest on sam i w tym problem.


            To się wyklucza. Ktoś, kto jest numerem jeden dla siebie nie będzie miał problemu z kobietami, które chcą go sobie podporządkować. Taki człowiek nie będzie żył w takim problemie, taki problem go nie może dotknąć.
            • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 18:45
              morelowamorela napisał(a):

              > Verdana napisała:
              >
              > Problem Twojego męża polega na tym, że żyje pomiędzy dwoma kobietami, z których
              > każda uwaza, ze powinien podporzadkować się wyłącznie jej. (...)
              > Nie o to chodzi, ze ona jest roszczeniowa, tylko o to, że numerem jeden dla męż
              > a jest on sam i w tym problem.
              >
              >
              > To się wyklucza. Ktoś, kto jest numerem jeden dla siebie nie będzie miał proble
              > mu z kobietami, które chcą go sobie podporządkować. Taki człowiek nie będzie ży
              > ł w takim problemie, taki problem go nie może dotknąć.

              Dla mnie odpowiedź Verdany ma poniekąd sens. Ta cała sytuacja może wynikać z faktu, że małżonek sobie po prostu wybiera stronę, która mu aktualnie odpowiada, a że poczynania teściowej są mu z reguły na rękę... Jak sam niejednokrotnie stwierdzał (to już po ślubie) "matka za niego robiła wiele". Jeśli jest numerem jeden dla siebie, to pozornie "podporządkuje" się tej, która mniej mu będzie truła i z oczywistych powodów jest to zwykle matka.
              • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 19:37
                On się chyba matce nie podporządkowuje, on zwyczajnie lubi jej towarzystwo. Bardziej niż Twoje. Ty po porodzie robisz im herbatki, a on z matką pociska ploteczki. A może sam coś by ugotował, a potem posiedział z Tobą i z matką przy stole? Porozmawiaj z nim o tym zamiast zastanawiać się, co teściowa w nim widzi. Niech widzi, co chce. On ma widzieć w Tobie żonę.
        • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 18:07
          Zgadzam się.

          I jeszcze dodam, że mnie rozwaliło jak piszesz, że Ciebie wkurza jak rozmawiają w Twoim towarzystwie na tematy jak pierdoły z telewizji, które tylko ich interesują - jak śmią? Mieszkasz w obcym kraju i nie uczysz się języka? Przecież to doskonała okazja. Nie musisz każdemu ustawiać każdej sekundy spotkania i nie każda musi być pod Ciebie ustawiona. Mężowi robić herbatę jest ok a teściowa też chce i już jest "ta zła". Teściowa może rozmawiać przez telefon kilka razy w tygodniu, ale jednak się nie podoba. Moim zdaniem bardzo chcesz żeby teściowa była tą złą.

          Nie mówię, że sytuacja jest idealna, ale Ty też nie jesteś w niej kryształowa.
          • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 19:16
            eriu napisała:

            > Zgadzam się.
            >
            > I jeszcze dodam, że mnie rozwaliło jak piszesz, że Ciebie wkurza jak rozmawiają
            > w Twoim towarzystwie na tematy jak pierdoły z telewizji, które tylko ich inter
            > esują - jak śmią? Mieszkasz w obcym kraju i nie uczysz się języka? Przecież to
            > doskonała okazja. Nie musisz każdemu ustawiać każdej sekundy spotkania i nie ka
            > żda musi być pod Ciebie ustawiona. Mężowi robić herbatę jest ok a teściowa też
            > chce i już jest "ta zła". Teściowa może rozmawiać przez telefon kilka razy w ty
            > godniu, ale jednak się nie podoba. Moim zdaniem bardzo chcesz żeby teściowa był
            > a tą złą.
            >
            > Nie mówię, że sytuacja jest idealna, ale Ty też nie jesteś w niej kryształowa.
            >
            Nie jestem kryształowa, pod żadnym względem.
            Proszę, wskaż mi gdzie stwierdziłam, że mnie "wkurza", że rozmawiają na tematy z telewizji. Napisałam, że idą koło siebie (zapomniałam dodać, że zwykle 2 metry przede mną albo za mną), bo najlepiej rozmawia im się w tandemie, w swoim dialekcie, nie języku. Ich język znam, a nawet zdałam z niego egzamin państwowy, więc ocena Twa nieco pochopna. To tak jakby znać j. polski, ale nie rozumieć gwary śląskiej.
            Przytoczone incydenty są pojedyncze i wyrwane z kontekstu. Wybacz, ale nie znasz kontekstu, a tak surowo oceniasz.
            Spotkań im nie ustawiam, niemniej przebywałam dobre kilka lat w międzynarodowym towarzystwie ze względu na pracę i nigdy nic podobnego mnie nie spotkało, zawsze ci trochę na uboczu włączani byli dyskretnie i umiejętnie w konwersację i podstawowa zasada - rozmawiamy w języku, który wszyscy rozumieją. Te kilka razy kiedy byliśmy z mężem u mojej rodziny, cala uwaga skupiona była na nim, na nas i rozmawialismy na tematy neutralne. Tak nakazuje dobre wychowanie, czyż nie? Nie szłam sobie z moją matką do kąta rozmawiać o Barwach szczęścia.
            Nie doczytałaś chyba, że ta "herbata" była parę dni po porodzie, po kilku nieprzespanych nocach bo oni nie raczyli wstać z kanapy tylko świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Na męża rownie bardzo byłam zła. Dlatego teściową pożegnałam, bo oni sobie zrobili z tego okresu wakacje, a mąż był niedostępny kiedy najbardziej go potrzebowałam. Zmienia to trochę postać rzeczy, mam nadzieję ;)
            Jednak temat nie o tym. Pytanie było, czy dynamika ten relacji może wskazywać na to, że teściowa widzi w swoim synu własnego męża.
            • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 19:29
              Piszesz, żę siedzą obok siebie, wciąż mają sobie coś do powiedzenia. Ona nie wczuwa się w Twoją sytuację, bo po porodzie razem z synem zgłasza chęć napicia się herbaty zrobionej przez Ciebie i gada z synem w dialekcie nie bacząc na Ciebie. Jest sknerą, nie rozpływa się nad wnukiem, decyduje jak i gdzie spędzicie święta, może coś jeszcze przeoczyłam. Czyli? Dla mnie klasyczna teściowa. Myślisz, że moja jest inna? Moja pertnera ma, też ojciec mojego męża nie żyje. Mój mąż w przeciwieństwie do Tojego umie się jej postawić. Co to znaczy, że widzi w nim męża?
              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 19:49
                morelowamorela napisał(a):

                > Piszesz, żę siedzą obok siebie, wciąż mają sobie coś do powiedzenia. Ona nie wc
                > zuwa się w Twoją sytuację, bo po porodzie razem z synem zgłasza chęć napicia si
                > ę herbaty zrobionej przez Ciebie i gada z synem w dialekcie nie bacząc na Ciebi
                > e. Jest sknerą, nie rozpływa się nad wnukiem, decyduje jak i gdzie spędzicie św
                > ięta, może coś jeszcze przeoczyłam. Czyli? Dla mnie klasyczna teściowa. Myślisz
                > , że moja jest inna? Moja pertnera ma, też ojciec mojego męża nie żyje. Mój mąż
                > w przeciwieństwie do Tojego umie się jej postawić. Co to znaczy, że widzi w ni
                > m męża?

                Dobrze zatem, skoro to profil klasycznej teściowej to przykro mi, ale niech tak będzie.
                Mąż nie umie się postawić, w tym cały ambaras. Ja nie rozumiem dlaczego, bo ja ze stawianiem granic swoim rodzicom nie mam problemów. W sensie z mówieniem prosto z mostu. Dla nas to normalne. Ja im, oni mi, tyle.

                A jeśli chodzi o to, że widzi w nim męża: oczekuje pomocy w pracach domowych (ustawianie telewizora, formatowanie kompa, wbijanie gwoździ, wiercenie dziur w ścianach, różne takie drobne prace), dzwoni z pytaniami dotyczącymi komputera, drukarki, ubezpieczenia, samochodu, konsultuje się z nim w sprawach dot. pracy, sprawach urzędowych, zdrowia, pisze do niego od razu kiedy coś jej strzeli w kręgosłupie, jak znowu ma napad bóli reumatycznych od razu do niego dzwoni. Jak gdzieś trzeba podwieźć, coś zrobić, od razu do mojego meza. Wysyła zdjęcia lanczu, kolacji, nowej fryzury i pyta go o zdanie. Nie wiem, taki status przyjaciółko-partnera. A jest mobilna, ma samochód, dwie ręce, jest młoda, 56 lat. To nie tak, że niedomaga. Na pewno jest samotna, na pewno tęskni za synem. Ja to rozumiem.
                Może to wszystko przez porównanie do moich rodziców... Moja mama jest bardzo niezalezna i młoda duchem, dorabia sobie do emerytury, ma koleżanki z którymi jeździ na wycieczki rowerowe i robi wiele innych rzeczy, nie użala się, a jak miała zapalenie płuc to dowiedziałam się po fakcie (nie chciała mnie denerwować). Staram się to zrozumieć...


                • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 20:10
                  Ty umiesz postawić granice rodzicom, bo dorosłaś do małżeństwa. Może nawet nie jesteś zmuszona robić to często, bo Twoi rodzice nie przekraczają tych granic. A Twój mąż jest wychowany w takim, a nie innym domu i sam nie był w stanie przepracować problemu. Nadal wszystko, co opisujesz, to zagrywki teściowej z klasyki gatunku. Mąż gdyby tylko chciał, mógłby matkę sprowadzić do pionu. Oczywiście pomagając jej w chorobie i męskich sprawunkach, ale tak jak wszyscy synowie w normalnych rodzinach. Czasem radzi się, by synowa w takiej sytacji dowartościowała opuszczoną teściową. Opuszczoną w jej mniemaniu. Że trzeba powiedzieś, że jest dla Was ważna i takie tam. Ja próbowałam, nic to nie dało. Mąż stopniowo odpierał jej zapędy i jest o niebo lepiej. Podrywy jednak nadal jej się zdażają. A my wtedy zachowujemy spokój.
                  • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 21:59
                    morelowamorela napisał(a):

                    > Ty umiesz postawić granice rodzicom, bo dorosłaś do małżeństwa. Może nawet nie
                    > jesteś zmuszona robić to często, bo Twoi rodzice nie przekraczają tych granic.
                    > A Twój mąż jest wychowany w takim, a nie innym domu i sam nie był w stanie prze
                    > pracować problemu. Nadal wszystko, co opisujesz, to zagrywki teściowej z klasyk
                    > i gatunku. Mąż gdyby tylko chciał, mógłby matkę sprowadzić do pionu. Oczywiście
                    > pomagając jej w chorobie i męskich sprawunkach, ale tak jak wszyscy synowie w
                    > normalnych rodzinach. Czasem radzi się, by synowa w takiej sytacji dowartościow
                    > ała opuszczoną teściową. Opuszczoną w jej mniemaniu. Że trzeba powiedzieś, że j
                    > est dla Was ważna i takie tam. Ja próbowałam, nic to nie dało. Mąż stopniowo od
                    > pierał jej zapędy i jest o niebo lepiej. Podrywy jednak nadal jej się zdażają.
                    > A my wtedy zachowujemy spokój.

                    Czy dorosłam do małżeństwa, no pewnie tak, chociaz zawsze sądziłam, że mąż jest dojrzały emocjonalnie. Stawiam granice, bo u mnie w domu kultywowalo się niezależność, a u nich zależność, bliskie więzy.
                    Dowartościowywania teściowej wydaje mi się, że próbowałam. Próbowałam zasluzyc na miano córki, spędzać z nią czas, zapraszać na domowe ciasto, wspolne wyjścia itd. Jednak trochę mnie przeraziło, że postępowanie to dawało odwrotne skutki - teściowa tym bardziej czuła się "częścią naszej rodziny", w tym niepożądanym sensie 🤣
                    Ale widzę, że wszyscy piszą to samo, że to z mężem mam problem. Teraz jak mu to powiedzieć? Słuchaj mężu, mam z Tobą problem, idziemy na terapię :D
            • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 22:35
              Po pierwsze to nie jesteś w pracy tylko w domu - więc dyskusja o zwyczajach w pracy to dyskusja akademicka w tym momencie. Liczy się to jakie zwyczaje panowały i panują w domu Twojego męża i tym dawnym i obecnym. Szczerze to powiem, że wiedząc, że kogoś jakiś temat nie interesuje totalnie to czy nie prościej i przyjemniej pogadać tak jak lubisz najbardziej - czyli po swojemu? Może mniej uprzejmie, ale czy uprzejmość jest nadrzędną wartością domową? Tak patrząc na opis Twojego męża to ani uprzejmy ani opiekuńczy.

              Jak z kimś rozmawiasz i masz relację z tą osobą to wiadomo, że fizycznie będziesz bliżej - to jest naturalne. Pytanie co Ty wtedy robisz? Czy próbujesz dołączyć czy czujesz się wykluczona i się obrażasz, bo to "niegrzeczne". Poza tym dajmy też ludziom trochę luzu. Niech sobie pogadają chwilę i swoją potrzebę też zaspokoją.

              Umiem czytać. Wiem kiedy była akcja z herbatą tylko Ty sedna problemu nie widzisz: "podczas gdy ja, cała obolała, latałam: z dzieckiem, po kuchni, z praniem, składaniem, sprzątaniem, terylizowaniem" i jeszcze zmywarkę załadowywałaś a największy problem widzisz w tym, że teściowa poprosiła żebyś jej też zalała herbatę jak będziesz robić mężowi.

              Dlaczego po porodzie Ty w ogóle popierniczasz po chacie i odwalasz Matkę Polkę zamiast dochodzić do siebie i dać się sobą zająć i zaopiekować? Masz dwie osoby w domu a Ty ładujesz zmywarkę i sprzątasz a oni sobie telewizję oglądają? Umrzecie jak nie będzie zmywarka załadowana czy jak? Ja bym na Twoim miejscu tyłka nie ruszyła ani palcem nie kiwnęła. Po porodzie jest połóg i masz dojść do siebie. Dlaczego mąż się Tobą nie opiekował po porodzie i nie uczestniczył w tych pierwszych dniach opieki nad dzieckiem - to są kluczowe pytania związane z Waszym związkiem, które powinnaś sobie zadać.

              I też szczerze mówiąc mam wrażenie, że nie bierzesz pod uwagę różnic kulturowych między Wami. Przyjazd teściowej po narodzinach dziecka nie musi wcale oznaczać dokładnie tego samego co w Polsce - to mogą być po prostu odwiedziny a nie babcia rzuca wszystko i się zajmuje wnuczkiem zgodnie z polską tradycją.
              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 16:18
                eriu napisała:

                > Szczerze to powiem, że
                > wiedząc, że kogoś jakiś temat nie interesuje totalnie to czy nie prościej i prz
                > yjemniej pogadać tak jak lubisz najbardziej - czyli po swojemu?

                Racja, można.

                Tak patrząc na opis
                > Twojego męża to ani uprzejmy ani opiekuńczy.

                Czasem bywa, ale leń z niego także, to przyznaję i on też.


                > Jak z kimś rozmawiasz i masz relację z tą osobą to wiadomo, że fizycznie będzie
                > sz bliżej - to jest naturalne. Pytanie co Ty wtedy robisz? Czy próbujesz dołącz
                > yć czy czujesz się wykluczona i się obrażasz, bo to "niegrzeczne".

                Tak obrażam się 🤣 Oczywiście, że idę koło nich i staram się słuchać, ale po jakimś czasie się po prostu wyłączam.

                Poza tym daj
                > my też ludziom trochę luzu. Niech sobie pogadają chwilę i swoją potrzebę też za
                > spokoją.
                >

                Daję. 95% czasu mają tylko dla siebie.


                > Umiem czytać. Wiem kiedy była akcja z herbatą tylko Ty sedna problemu nie widzi
                > sz: "podczas gdy ja, cała obolała, latałam: z dzieckiem, po kuchni, z pranie
                > m, składaniem, sprzątaniem, terylizowaniem"
                i jeszcze zmywarkę załadowywała
                > ś a największy problem widzisz w tym, że teściowa poprosiła żebyś jej też
                > ] zalała herbatę jak będziesz robić mężowi.

                Bo jak teściowej nie ma, to mąż uczestniczy w obowiązkach, kiedy go o to proszę. A oni sobie wakacje zrobili.
                Wciąż uważam, że to z relacją z teściowa jest problem, mąż jak nie jest pod jej wpływem to jest raczej wszystko w porządku. To nie jest tak, że on sam z siebie jest chamem w relacji ze mną. Teściowa pojechała to mąż latał z praniem i śniadaniem.
                Coś czuję, że rozwiązanie polegałoby na zmianie obiektu, który by mu grał do tańca 🤔

                >
                > Dlaczego po porodzie Ty w ogóle popierniczasz po chacie i odwalasz Matkę Polkę
                > zamiast dochodzić do siebie i dać się sobą zająć i zaopiekować? Masz dwie osoby
                > w domu a Ty ładujesz zmywarkę i sprzątasz a oni sobie telewizję oglądają? Umrz
                > ecie jak nie będzie zmywarka załadowana czy jak? Ja bym na Twoim miejscu tyłka
                > nie ruszyła ani palcem nie kiwnęła. Po porodzie jest połóg i masz dojść do sieb
                > ie.

                Gdybym na nich czekała to bym nie miała czystych pieluch tetrowych dla dziecka ani butelek wysterylizowanych. Może to po prostu jakieś jedno wielkie nieporozumienie bylo z ta wizyta po porodzie.

                >Dlaczego mąż się Tobą nie opiekował po porodzie i nie uczestniczył w tych p
                > ierwszych dniach opieki nad dzieckiem - to są kluczowe pytania związane z Waszy
                > m związkiem, które powinnaś sobie zadać.
                >

                Jak tesciowej nie ma w zasięgu wzroku i ucha to robi o co go poproszę. Rozmawialiśmy i wciąż rozmawiamy, starając się ustalić podział obowiązków, żeby było sprawiedliwie i żebym nie musiała mu ciągle przypominać.


                > I też szczerze mówiąc mam wrażenie, że nie bierzesz pod uwagę różnic kulturowyc
                > h między Wami. Przyjazd teściowej po narodzinach dziecka nie musi wcale oznacza
                > ć dokładnie tego samego co w Polsce - to mogą być po prostu odwiedziny
                >

                Odwiedziny na 10 dni z noclegiem i wyżywieniem pod nos? No ja bym chyba wstydu musiała nie mieć, żeby się zwalić komuś na łeb w takiej sytuacji, sorry. Tym bardziej, że konkretnie była mowa o wizycie starszej w celu pomocy przy noworodku.
                • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 17:18
                  "Bo jak teściowej nie ma, to mąż uczestniczy w obowiązkach, kiedy go o to proszę." Czyli jak go nie poprosisz to on uznaje, że opieka nad dzieckiem i udział w domowych obowiązkach nie jest jego elementem codzienności? Musisz się prosić o wszystko? Jak wyślesz teściową na terapię to to się zmieni?

                  "Gdybym na nich czekała to bym nie miała czystych pieluch tetrowych dla dziecka ani butelek wysterylizowanych. Może to po prostu jakieś jedno wielkie nieporozumienie bylo z ta wizyta po porodzie."
                  No to może trzeba mu było dać poczuć, że zawiódł własne dziecko? Trudno ktoś by pojechał po zwykłe pieluchy. A tak cały czas nie dałaś mu się nauczyć, że jego czyny mają realne konsekwencje dla jego dziecka. Jeszcze pół biedy jeśli to pieluszka i można szybko z tego wybrnąć chociażby kupując zwykłe.

                  Będziesz za nim biegać całe życie i pilnować żeby wszystko było jak należy i przypominać o wszystkim?
                  • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 18:39
                    eriu napisała:

                    > "Bo jak teściowej nie ma, to mąż uczestniczy w obowiązkach, kiedy go o to prosz
                    > ę." Czyli jak go nie poprosisz to on uznaje, że opieka nad dzieckiem i udział
                    > w domowych obowiązkach nie jest jego elementem codzienności? Musisz się prosić
                    > o wszystko?

                    Tak, muszę. Tylko o obiad nie muszę, bo jak on nie zrobi to nie będzie miał co jeść, a jedzenie nie jest na liście moich priorytetów. Z całą resztą ja sobie rzekomo "lepiej radzę".

                    Jak wyślę teściową na terapię (też) to może pozbędzie się tego lęku przed porzuceniem i uświadomi sobie w końcu, że dziecko wychowuje się dla świata a nie dla swojego widzimisię. I przestanie mu w końcu zawracać d*pę.

                    >
                    > "Gdybym na nich czekała to bym nie miała czystych pieluch tetrowych dla dziecka
                    > ani butelek wysterylizowanych. Może to po prostu jakieś jedno wielkie nieporoz
                    > umienie bylo z ta wizyta po porodzie."
                    > No to może trzeba mu było dać poczuć, że zawiódł własne dziecko? Trudno ktoś by
                    > pojechał po zwykłe pieluchy. A tak cały czas nie dałaś mu się nauczyć, że jego
                    > czyny mają realne konsekwencje dla jego dziecka. Jeszcze pół biedy jeśli to pi
                    > eluszka i można szybko z tego wybrnąć chociażby kupując zwykłe.

                    Nie bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację kiedy daję mu poznać konsekwencje jego działań bez szkody dla dziecka.

                    >
                    > Będziesz za nim biegać całe życie i pilnować żeby wszystko było jak należy i pr
                    > zypominać o wszystkim?
                    >
                    Chyba tak. Chociaż udało mi się wyeliminować jego paskudny nawyk rozrzucania skarpet, które teściowa całe życie po nim zbierała bez słowa, więc jest nadzieja 🤣
                • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 20:09
                  Czyli, kiedy nie ma mamusi, to jest grzeczny i pracowity. Chyba jednak nie. Zabrania Ci zaprosić Twoją mamę, nie chce kupić wózka, jest nazbyt, nazwijny to asertywny wobec Ciebie. Być może przy matce pokazuje jak bardzo ,,nosi spodnie" w domu. Trudno powiedzieć, nie mieszkamy z Wami. Jedno jest pewne, normalnie mężowi matka nie przeszkadza, by zająć się żoną w połogu i dzieckiem. Teściowa powinna zaś pamiętać jak czuje się kobieta w tym okresie i nie siedzieć na głowie synowej klika dni. Nawalili i trzeba im to powiedzieć. Jesteście dopiero na stracie, trzeba komunkować swoje potrzeby, choć fajnie mieć męża, który bez proszenia o wszystko wie, co ma robić i chce to robić. Ideałów nie ma, ale elementarne zasady są dla każdego.
                  • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 21:13
                    morelowamorela napisał(a):

                    > Czyli, kiedy nie ma mamusi, to jest grzeczny i pracowity. Chyba jednak nie.

                    Nie pracowity, trzeba go prosić i przypominać, ale ostatecznie zrobi co ma zrobić, no, w większości przypadków. Swoje pokłady pracowitości zachowuje dla mamy.


                    >Zabrania Ci zaprosić Twoją mamę, nie chce kupić wózka, jest nazbyt, nazwijny to as
                    > ertywny wobec Ciebie. Być może przy matce pokazuje jak bardzo ,,nosi spodnie" w
                    > domu.

                    Może tak być. Chociaż przychylalabym się do odwrotnej interpretacji, że to dla matki jest usłużny. Wobec obcych osób też jest raczej stanowczy. A może to dwa końce tego samego kija.


                    Trudno powiedzieć, nie mieszkamy z Wami. Jedno jest pewne, normalnie męż
                    > owi matka nie przeszkadza, by zająć się żoną w połogu i dzieckiem. Teściowa pow
                    > inna zaś pamiętać jak czuje się kobieta w tym okresie i nie siedzieć na głowie
                    > synowej klika dni. Nawalili i trzeba im to powiedzieć. Jesteście dopiero na str
                    > acie, trzeba komunkować swoje potrzeby, choć fajnie mieć męża, który bez prosze
                    > nia o wszystko wie, co ma robić i chce to robić. Ideałów nie ma, ale elementarn
                    > e zasady są dla każdego.

                    Ideałów nie ma, to jest prawda. Mąż ma inne zalety, ale niestety w tej kwestii ma braki, bez mojego proszenia nie chce mu się robić. Wobec teściowej nie ma tego problemu, leci na skrzydłach miłości.



                    A już abstrahując od Twojego wpisu, morelowamorela, od razu mówię, że ja też mam braki, żeby nie było zaraz sugestii, że jestem taka kryształowa. Zastanawia mnie zwyczajnie tak skrajnie różne zachowanie wobec mnie a wobec teściowej.

                    Dlatego właśnie temat wątku jest tak sformułowany, bo moim pytaniem nie jest jak ustawić relację z mężem, żeby tańczył jak mu zagram, tylko o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego to matkę traktuje jak kobietę swojego życia.
    • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 17:34
      A nie widziałaś tego wszystkiego przed ślubem? Mąż stawia się Tobie, Ty postaw się jemu. Jesteście na początku drogi, albo teraz coś wyprostujesz, albo nigdy. Mąż powinien teraz poświęcać czas Tobie i dziecku. Mamie też, ale zdecydowanie mniej niż kiedyś. Ona ma prawo uczestniczyć w Waszym życiu, ale już nie jako numer jeden w życiu syna. Trzeba rozmawiać do skutku i w spokojnym tonie. Jeśli mąż reaguje dużym zdenerwowaniem na takie rozmowy nie wróży to dobrze.
      • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 19:32
        morelowamorela napisał(a):

        > A nie widziałaś tego wszystkiego przed ślubem? Mąż stawia się Tobie, Ty postaw
        > się jemu. Jesteście na początku drogi, albo teraz coś wyprostujesz, albo nigdy.
        > Mąż powinien teraz poświęcać czas Tobie i dziecku. Mamie też, ale zdecydowanie
        > mniej niż kiedyś. Ona ma prawo uczestniczyć w Waszym życiu, ale już nie jako n
        > umer jeden w życiu syna. Trzeba rozmawiać do skutku i w spokojnym tonie. Jeśli
        > mąż reaguje dużym zdenerwowaniem na takie rozmowy nie wróży to dobrze.


        Były przesłanki, że może tak się toczyć ich relacja, jednak wcześniej teściowa miała partnera, więc nie był to problem az tak nasilony. I pewnie nie chciałam widzieć niektórych rzeczy, łatwiej jest idealizować związek.
        Prostuję, dyskutuję z nim. Mąż zapewnia, chyba mówi co chcę usłyszeć. Są małe postępy w naszym codziennym życiu, ale te dyskusje sprawiają, że czuję się jak stara zrzęda, susząc mu głowę. Wobec matki wciąż tak samo, nie potrafi, bądź nie chce, postawić jej granic. Może być i tak, że on nie chce zmiany i walczy ze mną by zachować status quo. Nie zdarzyło się jeszcze by rozpatrzył jakąś kwestię z uwzględnieniem dobra naszej rodziny. Zawsze otacza ochronnym parasolem matkę.
        Czy sugerowanie terapii dla matki to naprawdę przestępstwo? Czy w przeciętnej rodzinie takie tematy są tabu?
          • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 20:15
            alpepe napisała:

            > na forum Emama jest świetny wątek o takich właśnie teściowych. Po śmierci teści
            > owej będzie lepiej, tyle, że ty się już zdążysz z nim rozwieść.
            >

            Ponura wizja. Ale racja, albo to moje ciągłe suszenie głowy nam zrujnuje związek, albo z teściową nie wytrzymam psychicznie.
            Chyba nie ma nadziei, że mąż cokolwiek sam "zrozumie" z własnej woli.
            Pamiętasz może tytuł wątku na emama?
            • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 21:25
              lubiedzemjezynowy napisał(a):

              >to moje ciągłe suszenie głowy nam zrujnuje związe
              > k, albo z teściową nie wytrzymam psychicznie.

              Ależ Ty nie masz żadnego problemu z teściową, powiedziałabym wręcz, że potrafisz ustawić sobie z nią kontakty jak chcesz. Ty masz duży problem z mężem. i nie powinnaś z nim rozmawiać o jego matce, bo ta sprawa Cię właściwie nie dotyczy, tylko o jego stosunku do Ciebie i Twoich potrzeb.
              Bi nie jest istotne komu mąż pożycza pieniądze na telewizor tylko to że nie chce wydać na potrzeby dziecka. Nie jest istotne co dziecku daje w prezencie teściowa tylko "nakazywanie" Ci przez męża czego masz (jego zdaniem) jej nie mówić. Nie jest istotne że leci wbijać gwoździk, tylko że nie kąpie z Tobą dziecka albo że nie podał Ci ręcznika kiedy o to prosiłaś.
              Nie jest istotne to że teściowa po porodzie do Was przyjechała, tylko że mąż ZABRONIŁ przyjazdu Twojej mamie, a Ty się na to pokornie zgodziłaś. Powtarzam - z mężem masz problem i powinniście tę WASZĄ relację spróbować ułożyć na terapii par.
              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 22:16
                aqua48 napisała:
                > i nie
                > powinnaś z nim rozmawiać o jego matce, bo ta sprawa Cię właściwie nie dotyczy,
                > tylko o jego stosunku do Ciebie i Twoich potrzeb.
                > Bi nie jest istotne komu mąż pożycza pieniądze na telewizor tylko to że nie ch
                > ce wydać na potrzeby dziecka. Nie jest istotne co dziecku daje w prezencie teśc
                > iowa tylko "nakazywanie" Ci przez męża czego masz (jego zdaniem) jej nie mówić.

                Tak, teraz to widzę, że niejako obwiniam teściową o podkradanie mi męża. A to od niego zależy co z tym czasem zrobi.
                Na wiele się zgadzam w tym związku dla tzw. świętego spokoju, bo mąż potrafi być bardzo uparty wobec mnie, a moim zdaniem nie warto kruszyć kopii o niektóre pierdoły. Wciąż, jednak czuję się - nazwę to po imieniu - pokrzywdzona, że w stosunku do mnie potrafi być stanowczy, a matce nie tyle się nie przeciwstawia, co ma wobec niej postawę ochronną. Nie potrafię dojść do tego, czy to ona, przez swoją smutna przeszłość, wyzwala w nim takie opiekuncze instynkty, czy to jakiś rodzaj uwiązania. A jeśli to pierwsze, to dlaczego traktuje mnie, nomen omen, po macoszemu...
                • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 25.08.21, 23:05
                  lubiedzemjezynowy napisał(a):

                  > Na wiele się zgadzam w tym związku dla tzw. świętego spokoju,

                  I przez to potem czujesz się pokrzywdzona. warto ustawić sobie priorytety - na co się mogę zgodzić, na co chcę, a czego nie powinnam odpuszczać.

                  > Nie potrafię dojść do tego, czy to ona, przez
                  > swoją smutna przeszłość, wyzwala w nim takie opiekuncze instynkty, czy to jakiś
                  > rodzaj uwiązania.

                  To bez znaczenia i pewnie TY nie dojdziesz do powodów dla których on wobec matki zachowuje się ulegle. Przestań się tak tą matką interesować. To nie jest Twój problem.
                  Ważne dlaczego wobec Ciebie zachowuje się w sposób nieakceptowalny. Oraz jak mu to przekażesz i jak zmienisz SWOJE postępowanie wobec niego, tak by Wasze dziecko rosło i wychowywało się w związku pełnym szacunku i miłości oraz sensownie dzielonych obowiązków.
              • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 09:59
                aqua48 napisała:


                > Ależ Ty nie masz żadnego problemu z teściową, powiedziałabym wręcz, że potrafis
                > z ustawić sobie z nią kontakty jak chcesz. Ty masz duży problem z mężem. i nie
                > powinnaś z nim rozmawiać o jego matce, bo ta sprawa Cię właściwie nie dotyczy,
                > tylko o jego stosunku do Ciebie i Twoich potrzeb.
                >

                10/10. Bardzo często pojawiają się tu wątki obwiniające teściową czy inną szwagierkę za problem w małżeństwie podczas gdy tenże problem to tylko i wyłącznie współmałżonek. I ten wątek to świetny przykład.
            • tt-tka Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 26.08.21, 10:49
              lubiedzemjezynowy napisał(a):


              > Ponura wizja. Ale racja, albo to moje ciągłe suszenie głowy nam zrujnuje związe
              > k, albo z teściową nie wytrzymam psychicznie.
              > Chyba nie ma nadziei, że mąż cokolwiek sam "zrozumie" z własnej woli.
              > Pamiętasz może tytuł wątku na emama?


              Ranking: najwiekszy maminsynek.
    • eukaliptusy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 05:03
      Dobrze dziewczyny tu radzą. To mąż się musi zmienić względem ciebie, teściowa będzie jaka jest. Jest z nią w związku intymnym a nie z tobą. Gdyby to była kochanka to kochance szukałabyś terapii?

      Dodam jeszcze, że on ewidentnie za mało angażuje się w dziecko. Jakby pchał ten wózek codziennie, to jemu też by przeszkadzało, że jest badziewny. Ty kąpiesz, ty usypiasz, o on ma czas na pogaduszki.
      I nie chodzi tylko o to, że za mało obowiązków wykonuje, ale też czas na budowanie więzi i relacji 1:1, żeby dziecko było dla niego tak samo ważne jak dla ciebie.
      • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 17:57
        eukaliptusy napisał(a):

        > Dobrze dziewczyny tu radzą. To mąż się musi zmienić względem ciebie, teściowa b
        > ędzie jaka jest. Jest z nią w związku intymnym a nie z tobą. Gdyby to była koch
        > anka to kochance szukałabyś terapii?

        Racja. Trzeba mężowi uswiadomic co nieco.

        >
        > Dodam jeszcze, że on ewidentnie za mało angażuje się w dziecko. Jakby pchał ten
        > wózek codziennie, to jemu też by przeszkadzało, że jest badziewny.

        Dokładnie, takiego też argumentu użyłam w kwestii z wózkiem. Nie dotarło, bo moja logika jest zupełnie inna niż jego.

        >Ty kąpiesz,
        > ty usypiasz, o on ma czas na pogaduszki.
        > I nie chodzi tylko o to, że za mało obowiązków wykonuje, ale też czas na budowa
        > nie więzi i relacji 1:1, żeby dziecko było dla niego tak samo ważne jak dla cie
        > bie.

        Prawda. I trochę już nad tym popracowaliśmy.

        • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 19:21
          lubiedzemjezynowy napisał(a):
          >
          > Trzeba mężowi uswiadomic co nieco.

          Tzw. "uświadamianie" nie przynosi skutków. skutki przynosi zmiana swoje postępowania.
          Czyli np. teściowa prosi CIEBIE o herbatę, Ty dajesz jej dziecko do rak i mówisz mężowi - Edziu zrób mnie i mamie herbaty bo ona teraz ma dziecko a ja jestem bardzo zmęczona.

          > Nie dotarło, bo moja logika jest zupełnie inna niż jego.

          Bo trzeba było dać mu ten wózek z dzieckiem do prowadzenia po wertepach. Zapewniam, że po jednym długim spacerze i ewentualnie delikatnej sugestii, sam by wybrał nowy model.

          Nie wychowuj męża, nie stawiaj się w roli zastępczej matki, daj mu dorosnąć. I bądź dla niego żoną i partnerką.


          • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 20:22
            Tak, tak się powinno zrobić, ale która młoda synowa tak umie? Ja latałam z dzieckiem na ręku i jedną ręką odcedzałam makaron. Teściowa ze swoim mężem okupowali mojego męża w pokoju i mieli mu tyle do powiedzenia, jakby go lata nie widzieli. Szybko zrobiłam z tym porządek, ale rozmawiając z mężem. Młodzi ludzie, zwłaszcza mężczyźni bardzo chcą dobrze ugościć swoje matki, kiedy te wpadają z wizytą niedługo po ślubie. Te pierwsze lata bywają trudne, dla kobiety zwłaszcza. Rolą normalnej teściowej powinno być wzmacnianie małżeństwa syna. Jeśli ten siedzi i nie myśli żonie pomóc, bo jeszcze ,,nie poczuł", że jest w związku powiedzieć na ucho, by się ruszył. A nie jeszcze o herbatkę prosić.
            • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 20:31
              morelowamorela napisał(a):

              > Tak, tak się powinno zrobić, ale która młoda synowa tak umie? Ja latałam z dzie
              > ckiem na ręku i jedną ręką odcedzałam makaron. Teściowa ze swoim mężem okupowal
              > i mojego męża w pokoju i mieli mu tyle do powiedzenia, jakby go lata nie widzie
              > li.

              Lżej na duchu, że nie jestem pierwszą ani ostatnią z tym problemem.

              > Rolą normalnej teściowej powinno być wzmacnianie małżeństwa syna. Jeśli ten sie
              > dzi i nie myśli żonie pomóc, bo jeszcze ,,nie poczuł", że jest w związku powied
              > zieć na ucho, by się ruszył. A nie jeszcze o herbatkę prosić.

              Tak zrobiłaby moja mama. Albo sama zaparzyła herbatę, żebyśmy my mieli czas wspólnie cieszyć się powiększoną rodziną.
          • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 20:28
            aqua48 napisała:

            > lubiedzemjezynowy napisał(a):
            > >
            > > Trzeba mężowi uswiadomic co nieco.
            >
            > Tzw. "uświadamianie" nie przynosi skutków. skutki przynosi zmiana swoje postępo
            > wania.
            > Czyli np. teściowa prosi CIEBIE o herbatę, Ty dajesz jej dziecko do rak i mówis
            > z mężowi - Edziu zrób mnie i mamie herbaty bo ona teraz ma dziecko a ja jestem
            > bardzo zmęczona.
            >
            > > Nie dotarło, bo moja logika jest zupełnie inna niż jego.
            >
            > Bo trzeba było dać mu ten wózek z dzieckiem do prowadzenia po wertepach. Zapewn
            > iam, że po jednym długim spacerze i ewentualnie delikatnej sugestii, sam by wyb
            > rał nowy model.
            >
            > Nie wychowuj męża, nie stawiaj się w roli zastępczej matki, daj mu dorosnąć. I
            > bądź dla niego żoną i partnerką.
            >
            >

            Nie wiem jak można bardziej być partnerką niż robić swoje i oczekiwać, że on spełni swoją część ustalonych obowiązków, jako dorosły facet, mąż i ojciec. Serio pytam.
            Tak oto mąż idzie na spacer z wózkiem - przykład: mówię "twoja kolej wziąć dziecko na spacer. Ja idę spać." Dziecko nakarmione, przewinięte, ubrane, gotowe na spacer. Idę spać. Wychodzę po 1.5 godz., on siedzi przy kompie, dziecko na ręku, patrzy w ekran. Mówię "teraz to trzeba go nakarmić znów, bo za chwilę będzie wołał jeść." Ja karmię on dalej siedzi. Kończę, on się zrywa, nagle coś musi zrobić, mija kolejna godzina, dalej nic. Godzina 16 dziecko musi spać, a w wózku nie zaśnie. On zadowolony, bo "później pójdzie", ja mówię kiedy później jak to już pora kąpieli będzie. I tak uniknął spaceru, następnego dnia to samo i dzień później też. A traci na tym dziecko, bo trzy dni kisi się w domu, gdyż stary ma coś lepszego do roboty niz głupie łażenie z wózkiem.
            Mogłabym i parę dni dłużej stosować taką taktykę, tylko synka mi szkoda.
            A on wie jak się po wertepach jeździ, bo razem ze mną wyjdzie, jak go zmuszę. Tylko dalej się upiera, że wózek daje radę.

            To jak takiego lenia nie poganiać? Nie uświadamiać? Chyba tylko groźbą się da coś wskórać.

            Jak podnosi dziecko, to się za kazdym razem pyta "mam go przewinąć/wykąpać/gdzie mam go położyć?" Powtarzam mu że to JEGO syn i nie potrzebuje ode mnie pisemnej zgody na zmianę pieluchy ani inne zabiegi pielęgnacyjne, może go nawet wsadzić do samochodu i jechać sobie z nim do teściowej na obiadek. Nie dociera.
            • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 27.08.21, 23:41
              Kiedy do Ciebie dotrze, że Ty nie jesteś partnerką tylko matką zastępczą? I mąż się po prostu przełącza z trybu matka biologiczna na matka zastępcza czyli żona i pozwala Ci wszystko ogarniać oprócz gotowania „bo robisz to lepiej”. Przecież on sobie urządził wygodny świat a Ty nie widzisz tej rzeczywistości.

              Skoro robisz sama lepiej to masz konsultacje o wszystko na każdym kroku. Nic sam nie zrobi. Bo mu tak wygodniej i bo uwaga: Ty mu na to pozwalasz! (Pewnie jeszcze czeka i dopytuje w duchu z nadzieją że się wkurzysz i dzieciaka mu zabierzesz i zrobisz sama) Daj to dziecko na spacer i wyskocz do sklepu a tak naprawdę zniknij na kilka godzin. Niech to dziecko będzie zmuszony ogarnąć sam.

              Ten pomysł z przyjazdem jakiejkolwiek matki po narodzinach dla mnie jest zły i nienaturalny. Po narodzinach to powinniście sami z mężem się nauczyć funkcjonować z dzieckiem. Statystyki pokazują że właśnie to jest moment kiedy małżonkowie się odsuwają od siebie lub zbliżają. Jeśli tam wchodzą matki to zazwyczaj jest odsuwanie zamiast zbliżania.
              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 00:16
                eriu napisała:

                > Kiedy do Ciebie dotrze, że Ty nie jesteś partnerką tylko matką zastępczą? I mąż
                > się po prostu przełącza z trybu matka biologiczna na matka zastępcza czyli żon
                > a i pozwala Ci wszystko ogarniać oprócz gotowania „bo robisz to lepiej”. Przeci
                > eż on sobie urządził wygodny świat a Ty nie widzisz tej rzeczywistości.
                >
                > Skoro robisz sama lepiej to masz konsultacje o wszystko na każdym kroku. Nic sa
                > m nie zrobi. Bo mu tak wygodniej i bo uwaga: Ty mu na to pozwalasz! (Pewnie je
                > szcze czeka i dopytuje w duchu z nadzieją że się wkurzysz i dzieciaka mu zabier
                > zesz i zrobisz sama) Daj to dziecko na spacer i wyskocz do sklepu a tak naprawd
                > ę zniknij na kilka godzin. Niech to dziecko będzie zmuszony ogarnąć sam.

                Mam mentalność Zosi-samosi, bo się nie lubię dopraszać, to prawda. Myślisz, że przy takiej taktyce wycofania z mojej strony i konsekwencji w tym, on zacznie w końcu brać odpowiedzialność za swoją część obowiązków? Obawialabym się o dziecko 😂

                >
                > Ten pomysł z przyjazdem jakiejkolwiek matki po narodzinach dla mnie jest zły i
                > nienaturalny. Po narodzinach to powinniście sami z mężem się nauczyć funkcjonow
                > ać z dzieckiem. Statystyki pokazują że właśnie to jest moment kiedy małżonkowie
                > się odsuwają od siebie lub zbliżają. Jeśli tam wchodzą matki to zazwyczaj jest
                > odsuwanie zamiast zbliżania.
                >

                Też tak uważam. Początkowo byliśmy zgodni, że chcemy być tylko we troje. A wyszło jak wyszło.
                • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 09:15
                  Jeśli tylko Ciebie śmieszy fakt, że masz w domu kolejne dziecko do ogarnięcia w ciele dorosłego mężczyzny a nie partnera.

                  Opcji jest kilka:
                  -albo się wtedy ogarnie sam i zajmie dzieckiem (pożądane)
                  - albo zadzwoni po matkę (jest duża szansa na to)
                  - albo dziecko zaniedba (najmniej prawdopodobne ze wszystkiego ale powie Ci wiele)

                  Bazując na wybranym rozwiązaniu będziesz mogła podjąć kroki odpowiednie np powiedzieć nie zająłeś się dzieckiem sam zadzwoniłeś po matkę, albo się nauczysz sam ogarniać swoje dziecko i idziesz na terapię albo wolę żyć sama.

                  Jeśli cały czas ratujesz męża z trudniejszych sytuacji z dzieckiem to utrzymujesz tę sytuację i przekładasz do niej rękę. Współtworzysz ją. To jak jest teraz między Wami to nie jest tylko efekt działań męża ale też Twoich. Godziłam się na pewne rzeczy żeby było łatwiej i w efekcie jest trudniej.
                  • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 10:25
                    eriu napisała:

                    > Jeśli cały czas ratujesz męża z trudniejszych sytuacji z dzieckiem to utrzymuje
                    > sz tę sytuację i przekładasz do niej rękę. Współtworzysz ją.

                    Dokładnie tak jest. To mąż sam powinien powiedzieć matce - nie mogę z Tobą teraz rozmawiać bo kąpiemy dziecko.
                    Ale jeśli go w tym kąpaniu wyręczysz, to on nie ma powodu żeby rezygnować z rozmowy telefonicznej. Twój mąż nie ma żadnej mocy sprawczej. Wszystkim zarządzasz Ty, z niego zdejmując odpowiedzialność. A potem masz żal że tej odpowiedzialności nie ponosi.
                    • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 13:53
                      aqua48 napisała:

                      > eriu napisała:
                      >
                      > > Jeśli cały czas ratujesz męża z trudniejszych sytuacji z dzieckiem to utr
                      > zymuje
                      > > sz tę sytuację i przekładasz do niej rękę. Współtworzysz ją.
                      >
                      > Dokładnie tak jest. To mąż sam powinien powiedzieć matce - nie mogę z Tobą tera
                      > z rozmawiać bo kąpiemy dziecko.
                      > Ale jeśli go w tym kąpaniu wyręczysz, to on nie ma powodu żeby rezygnować z roz
                      > mowy telefonicznej. Twój mąż nie ma żadnej mocy sprawczej. Wszystkim zarządzasz
                      > Ty, z niego zdejmując odpowiedzialność. A potem masz żal że tej odpowiedzialno
                      > ści nie ponosi.

                      Wielokrotnie przeprowadzaliśmy takie rozmowy, dawałam mu wyraźnie do zrozumienia, że jesteśmy w tym oboje, dziecko jest tak samo jego jak moje. I że ja nie chcę być obarczana całością odpowiedzialności za 99% tego co dotyczy dziecka i domu.
                      On przytakuje, mówi, że rozumie, że się zmieni, były "ustalenia", że będziemy się zmieniać co drugi dzień przy obowiązkach, że ja będę miała połowę soboty wolną dla siebie, bo on dziecko weźmie. I jest okej dwa dni, potem przychodzi sobota, dziecko się budzi, on udaje, że śpi, czekam pół godziny, godzinę, budzę "weź dziecko", nic. To ja udaje, że też śpię, a dziecko się wierci w łóżeczku. Dopiero jak przychodzi dzień kiedy mi już na mózg siada i mówię mu, że spadam do Polski, bo potrzebuję odpoczynku, albo, że chyba dostaję depresji to coś tam przejmie na dwa, trzy dni.
                      Chyba będę ten głaz pchać jak Syzyf całe życie.
                      • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 15:34
                        Bardzo możliwe, że będziesz pachać, jeśli zdecydujesz się z nim żyć, jeśli on będzie chciał z Wami być. Czytam to wszystko, co napisałaś i myślę, że chyba go dobrze nie poznalaś zanim zdecydowałaś się na ślub i dziecko. Związek na odległość. Czy on chciał dziecka, czy romawialiście o tym? Czy cieszył się, kiedy się urodziło, czy przygotowywał dom, czy chodził z Tobą do lekarza, kiedy byłaś w ciąży? To nie jest życie, cały czas chłopa straszyć wyjazdem do Polski, a już depresją to nie do pomyślenia. Facet ma teraz czas, kiedy powinien wskakiwać w trampki i lecieć z wózkiem na dwór. Jest lato, bobas były szczęśliwy. To powinno go cieszyć. Ciebie powinien wspierać, dałaś mu syna. A on udaje głupa. Zjedź go równo i ostro. To, że nie roni prania nie jest ważne, Pranie nastawisz, kiedy on zajmie się dzieckiem. To jest jego rola. Obowiązki w domu najlepiej podzielić tak, że każdy robi to, co umie i lubi robić. Pisałaś,że on gotuje. Świetnie. To dużo. Pracuje też chyba zawodowo. Kiedy wraca z pracy musi Ci poświęcić czas synowi. Nawet jeśli pada na twarz. Tak to jest, kiedy zostaje się rodzicem. Musi złapać z dzieckiem więź. Ty musisz zaś od dziecka chwilę odpocząć. Jeśli jednak musisz go do tej miłości do dziecka zmuszać, bo stawia z dnia na dzień coraz większy opór, to zostaw dziada. Albo się otrząśnie, albo zniknie z Waszego życia. Nie chcę Cię martwić, ale on może się nie zmienić. Będzie gadał, że mu na Ws zależy, tyle że Ty i syn tego nie będzie czuć. Terapii trzeba spróbować i postawić ultimatum, albo idzie na nią, albo koniec. Jeśli terapia nie pomoże, albo przestanie na nią chodzić, nie będzie robił postępów, to trzeba myśleć o rozstaniu. Po co Ci drugie dziecko, które dalej chce się bawić z mamą i jej pomagdać, by była zadowolona?
                • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 10:10
                  lubiedzemjezynowy napisał(a):

                  > Myślisz, że
                  > przy takiej taktyce wycofania z mojej strony i konsekwencji w tym, on zacznie w
                  > końcu brać odpowiedzialność za swoją część obowiązków? Obawialabym się o dziec
                  > ko 😂
                  >

                  Możesz sobie śmieszkować ile chcesz, ale to nie zmienia faktu, że masz męża lenia, samoluba i cwaniaczka. I to właśnie to, a nie teściowa jest problemem.
                • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 10:18
                  lubiedzemjezynowy napisał(a):


                  > Mam mentalność Zosi-samosi, bo się nie lubię dopraszać, to prawda. Myślisz, że
                  > przy takiej taktyce wycofania z mojej strony i konsekwencji w tym, on zacznie w
                  > końcu brać odpowiedzialność za swoją część obowiązków? Obawialabym się o dziec
                  > ko 😂

                  Jest ojcem, nie obawiaj się. A po opisie nieudanych "spacerów" po prostu zmień SWOJE zachowanie. Jeszcze nie zdążył wyjść, trudno, niech idzie teraz. Włącz te spacery do jego ojcowskich obowiązków dnia codziennego. Zaburzy kilka razy dziecku porządek dnia (żadnemu dziecku od tego nie stała się krzywda) - niech się z tym buja. usypia marudnego bobasa, kąpie, itd. Pamiętaj - matka ma automatyczny włącznik "na dziecko". Ojcowie tego nie posiadają, ale uczą się jeśli matki ich do dzieci DOPUSZCZAJĄ. I pozwalają na drobne błędy typu - za późny spacer, itp. Rodzicielstwa trzeba się nauczyć. A żeby ktoś się czegoś nauczył musi mieć pewien zakres wolności i odpowiedzialności. Twój mąż nie umie w te klocki a poza tym za bardzo polega na Tobie, że będziesz go wyręczać, wskazywać mu co ma robić, tak jak jego matka, nie potrzebuje swojej inicjatywy, to jej nie uruchamia.
                    • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 12:21
                      eriu napisała:

                      > Ale mąż bardzo dobrze umie w klocki wykręcić się od odpowiedzialności: nie chci
                      > ał wyjść na spacer i nie wyszedł.

                      Oczywiście, że tak. Mąż jest po prostu spryciula, raz i drugi nie zrobi to autorka wątku wszystkie obowiązki przejmie. A on ma święty spokój. Ja naprawdę podziwiam ten ogrom wyparcia u autorki. Szuka rozwiązania problemu - mam na myśli plany jak zmienić teściową - tam gdzie go nie ma. Bo to mąż jest problemem w tym związku. I obstawiam, że on się nie zmieni.
                      • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 13:43
                        Dziękuję Wam za rady. Oczywiście jestem zaślepiona i czuję, że muszę bronić męża, ciężko się przyznać przed samą sobą z że się ma męża lenia do kwadratu. To przecież jakaś porażka, jakby nie było. Pal sześć, jeśli to tylko mnie dotyka, gorzej jesli dziecka.

                        Wasze sugestie są pomocne i otwierają mi oczy (czyli mama miała rację 😐).
                        Jako, że mam generalnie duże poczucie odpowiedzialności i funkcjonuje u mnie zasada wpojona w domu "najpierw praca, potem przyjemności", to nie wyobrażam sobie jak można mieć takie nastawienie jak on i ciągłe napominanie doprowadza mnie do obłędu.
                        Takie refleksje mnie naszły: mówicie - trzeba dać mu poznać konsekwencje. Okej, chciałabym, tylko jak to zrobić umiejętnie, sprytnie, żeby ciągle nie truć mu do*py i nie wbijać się w rolę mamuśki, a żeby poskutkowało. Nie będę prać - pranie będzie stało pół roku bo jemu nie przeszkadza (true story), aż zgnije i zalegnie się grzyb. Dziecię się porzyga, to będzie chodzić cały dzień w tym samym ubraniu, aż dostanie podrażnień, o ile konkretnie staremu nie powiem, żeby go przebrał i w co.
                        Nie wyjdę z nim na dwór, to jak bozię kocham, dzieciak będzie się kisił w chacie i dwa tygodnie. Takie przykłady mogę mnożyć.
                        Na tak zaawansowanego lenia działa tylko pokazywanie palcem i nakazywanie, co ma zrobić i że JUŻ. Ale paradoksalnie to mnie wpakowuje właśnie w rolę tej mamuśki, w której nie chcę być. To nie jest tak, że ja uwielbiam to ciągłe nakazywanie, że to mi daje jakieś poczucie władzy nad nim. No, kurza noga, jesteśmy dorośli w końcu.

                        Czy naprawdę tylko terapia coś tu da? Czy to się w ogóle da zmienić, jakoś nakierować? On dużo dla mnie zmienił w sobie, dał wielokrotnie poznać, że mu zależy, ale to zupełnie inna historia i nie chce tu opisywać calego naszego życia.
                        Czy ktoś miał do czynienia z taka terapią, jak ona wygląda?
                        W sumie tak teraz myślę, że wychodzi na to, że chce sobie "stworzyć" męża, a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi :/
                        • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 13:58
                          Dobry przykład to te pieluszki: nie ma pieluszki to dziecko może sikać i robić kupę pod siebie gdzie będzie. Jak w domu ciepło to dziecko szkody szczególnej nie zazna. Gorzej z otoczeniem ;) No i trudno trzeba będzie albo otoczenie doprowadzić do stanu używalności albo jakiś mebel wyrzucić.

                          Jak dziecko dostanie podrażnień bo ubranie niezmienione to ona ma dziecko uspokajać, on ma iść do lekarza i wytłumaczyć od czego dziecko ma podrażnienia. Jak mu lekarz coś powie na ten temat to zrozumie. A jak nic nie będzie działać to zostanie Ci zawsze opcja rozstania.

                          Ale też powinnaś sobie odpowiedzieć na pytanie: czy pewne rzeczy muszą na pewno być zrobione zawsze teraz? Bo ta zasada "najpierw praca a potem przyjemność" też nie musi być zdrowa. Czasem trzeba odpocząć żeby mieć siłę na obowiązki. A mam wrażenie, że Ty padniesz najpierw ale zrobisz. Tak jak pisałaś o tym połogu, że latałaś wszędzie i odkażałaś i układałaś naczynia w zmywarce. Dziewczyno: co by się stało gdybyś tych naczyń nie ułożyła w zmywarce wtedy? Laska. Ty byłaś po ogromnym wysiłku fizycznym i psychicznym, bo tym jest poród, Twój organizm przechodzi przez ogromne zmiany, wkłada ogromny wysiłek w regenerację i produkcję mleka (prawdopodobnie) a Ty się zażynasz żeby włożyć naczynia do zmywarki? To ogromna przesada. Więc tak szczerze ode mnie to Tobie też by się przydała terapia żeby się nauczyć odpuszczać i odpoczywać, porozmawiasz też o mężu o Waszym związku. Jak zaczniesz pracować nad sobą to też wpłynie na Wasz układ.

                          Z Twoich postów też odnoszę wrażenie, że Ty też męża nie chcesz dopuścić tak do opieki nad dzieckiem, bo "on dziecko zepsuje" tak jakbyś czerpała satysfakcję z faktu, że jesteś niezastąpiona w tej opiece. Taka niewolnica-ochotnica- Matka-Polka. A co będzie jakbyś musiała trafić do szpitala chociażby?
                        • eukaliptusy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 14:29
                          lubiedzemjezynowy napisał(a):


                          > Jako, że mam generalnie duże poczucie odpowiedzialności i funkcjonuje u mnie za
                          > sada wpojona w domu "najpierw praca, potem przyjemności", to nie wyobrażam sobi
                          > e jak można mieć takie nastawienie jak on

                          No i to jest problem, że nie potrafisz spojrzeć na to z perspektywy męża. Bo twoja jest jedna dobra. Nie mówię, że jest zła, ale każdy ma własną.

                          I tak sie kończy, że w połogu biegasz po kuchni zamiast się ograniczyć do minimum.


                          > Takie refleksje mnie naszły: mówicie - trzeba dać mu poznać konsekwencje. Okej,
                          > chciałabym, tylko jak to zrobić umiejętnie, sprytnie, żeby ciągle nie truć mu
                          > do*py i nie wbijać się w rolę mamuśki, a żeby poskutkowało.

                          Nie o to chodzi jak go sprytnie zmanipulować.
                          Macie inne priorytety i wartości. Wiec w wersji prostej albo możesz go przekonać na rozum ze twoje priorytety maja sens i zaczną być jego priorytetami, albo nawet jeśli się nie zgadza, to są na tyle dla ciebie ważne ze będzie ich przestrzegał. Ale to musi działać w dwie strony.

                          Tylko wydaje mi sie, że wersja prosta tutaj nie zadziała, bo wchodzą w grę emocje i schematy zachowań, które są dla was obojga poza świadomością.
                          To nie jest kwestia logiczna, żeby tylko ze sobą rozmawiać i przekonać druga osobę.
                          Ciekawi mnie jak te wasze obecne rozmowy wyglądają. Ty mu mówisz co robi źle, a on pod groźbą porzucenia obiecuje poprawę? Dowiadujesz cię co on mysli i czuje podczas tych rozmów?
                          Im dłużej będziecie kręcić sie w kółko tym gorzej.


                          To jest dobra książka
                          Sue Johnson. Hold Me Tight: Your Guide to the Most Successful Approach to Building Loving Relationships
                          : www.amazon.co.uk/dp/0749955481/ref=cm_sw_em_r_mt_dp_EGJB11MCB1F2BEYBF1JH


                          Nie będę prać - pra
                          > nie będzie stało pół roku bo jemu nie przeszkadza (true story), aż zgnije

                          To jego ubranie nie twoje?

                          Dziecię się porzyga, to będzie chodzić cały dzień w tym samym
                          > ubraniu, aż dostanie podrażnień, o ile konkretnie staremu nie powiem, żeby go p
                          > rzebrał i w co.
                          > Nie wyjdę z nim na dwór, to jak bozię kocham, dzieciak będzie się kisił w chaci
                          > e i dwa tygodnie. Takie przykłady mogę mnożyć.

                          To są drobiazgi. Dziecko ci nie umrze od tego.

                          >
                          > Czy naprawdę tylko terapia coś tu da?

                          Piszesz, ze wpadasz w depresję i grozisz porzuceniem męża.

                          > Czy ktoś miał do czynienia z taka terapią, jak ona wygląda?

                          Tak na przyklad.

                          youtu.be/YhvqzvdPaEw
                          Oboje potrzebujecie nauki komunikacji i empatii. Jak nie wyjdzie w tym związku to się przyda na przyszłość i dla dziecka.

                          > W sumie tak teraz myślę, że wychodzi na to, że chce sobie "stworzyć" męża, a pr
                          > zecież nie o to w tym wszystkim chodzi :/

                          Ojca dziecku chcesz stworzyć. To jest dla niego nowa rola. Nie piszesz jakim ojcem był jego ojciec zanim zmarł. Moze kiepskim.
                          • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 17:12
                            Jak to mają inne priorytety i wartości? Wyjście z dzieckiem na spacer nie ociera się priorytety. To najnormalniejsza czynność, którą wykonują rodzice, by dziecko zdrowo rosło. Tatuś ma inne priorytety, bo woli komputer od syna. Daj spokój. Co ona ma rozumieć, że mąż woli brud, dziecko duszące się latem w domu, a jego wartości to wygoda i bezczelność?
                        • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 15:48
                          Nie chodzi o wiek tylko o chęć i widzenie potrzeby tej zmiany. Jemu jest w tej chwili dobrze. Mąż może uznać, że na przykład żonie odwala po narodzinach dziecka i że wymyśla. Pytanie co wtedy jak mąż nie zechce się zmienić?

                          Ludzie na terapię idą w różnym wieku. Nie ma limitu tutaj.
                          • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 16:03
                            Myślałam o dojrzałości. 20 latek, który zostanie ojcem być może jest jeszcze żółtodziobem, ale gość po 30 ? Od takiego można chyba wymagać więcej. Ile on się będzie uczył, że bycie ojcem to poważna sprawa? I, czy on powinien się tego uczyć? Moim zaniem nie. Może jestem zbyt surowa, może. Uważam jednak, że dzieci powinny mieć dojrzałych rodziców, którzy je chcą.
                              • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 17:06
                                W realnym spojrzeniu na sytuację w jakiej się znalazła. Dziecko ma takiego ojca jakiego ma i co? Kto tu może pomóc? My na pewno nie. Terapia, odejście, by pana przestraszyć, dalej błaganie go o pomoc przy dziecku, pogodzenie się, że jest taki i robienie wszystkiego samej. Może danie mu czasu. Jeśli autorka myśli, że problem jest w teściowej, a ona jest kiepska, więc tak jej się to ułożyło, to na pewno ktoś powinien jej podpowiedzieć, że jej mąż do przerośnięty chłopiec i gdyby wszystko było z nim dobrze, to by się tak nie zachowywał.
                                • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 18:47
                                  morelowamorela napisał(a):

                                  > Jeśli autorka myśli, ż
                                  > e problem jest w teściowej, a ona jest kiepska, więc tak jej się to ułożyło, to
                                  > na pewno ktoś powinien jej podpowiedzieć, że jej mąż do przerośnięty chłopiec
                                  > i gdyby wszystko było z nim dobrze, to by się tak nie zachowywał.

                                  Problem w tym, że autorka tego nie widzi. A raczej widzi, ale "nie docenia". Czego dowodem te głupawe emotikonki kiedy opisuje zachowanie męża.
                                    • eukaliptusy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 19:45
                                      Dla ciebie to jest truteń a z mojego punktu widzenia to jest człowiek z głęboką traumą z dzieciństwa.

                                      Jednocześnie stracił oboje rodziców, ojciec zmarł, matka wpadła depresję. Nie tylko przestała być wsparciem ale zaczęła go obarczać swoimi emocjami. To wszystko jest ponad siły dziecka. Nic dziwnego, że się wycofuje. Wymagania go pewnie przerażają. I tak samo przeraża go bliskość. I porzucenie go przeraża. Myślisz ze to przypadek, że najpierw związek na odleglość a potem nagle oświadczyny, kiedy dostał ultimatum?

                                      Dziecko sparentyfikowane żyje z wstydem, w ciągłym przeświadczeniu, że coś jest z nim nie tak. Bo próbuje z całych sił a mama ciagle nieszczęśliwa.

                                      Wybrał sobie na żonę Zosię Samosię.

                                      A tu nagle zonk po urodzeniu dziecka, ta ciągle czegoś chce. I ciagle on robi coś źle i za mało. A ona w depresje wpada. Przecież to jest powtórka z jego dzieciństwa.

                                      Jeśli jego żona nie spróbuje zrozumieć jego świata wewnętrznego, tak jak on ten świat postrzega, czego się boi, dlaczego się wycofuje, to nigdy nie będzie między nimi bliskości, a tylko ciągła przepychanka, gdzie jedno atakuje a drugie ucieka. I na odwrót.

                                      Autorka tez ma swoje rany. Wszystko muszę sama, nie będę prosić, wszystko musi być idealnie, bo inaczej nie mam spokoju. To wszystko skądś się bierze. Niewątpliwie nawzajem się napędzają.

                                      Eskalacja pretensji nie jest moim zdaniem dobrym rozwiązaniem. Budowanie bliskości może pomóc.
                                      • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 20:09
                                        Coś w tym może być. Też zastanawiałam się nad takim uwikłaniem, kiedy autorka pisała, że był moment, że on jako nastolatek zarabiał na dom, bo mama i siostra nie mogły pozbierać się po śmierci ojca. Dodała też, że siostra też dalej na nim ,,wisi". Dlatego może on w domu, który tworzy z żoną chce odpocząć? Autorka musi z nim porozmawiać, storzyć warunki do trudnej rozmowy. A może terapia będzie tym miejscem. Naturalnie, musi zawalczyć, nawet gdyby on jednak okazał się jednak trutniem. Musi mieć pewność, czy jest tym trutniem, czy wciąż jedną nogą jest w starym świecie, z którego ani matka, ani siostra nie chcą go wypuścić, a on nie umie, albo boi się uciec. I jest też żona, która nijak do tego wszystkiego nie pasuje. Jeśli autorka weźmie wszystkie opcje tu proponowane jest szansa, że przełamie impas. Jakakolwiek będzie prawda o mężu i o ich związku.
                                    • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 20:11
                                      Jakie trafił się? Co ona go z przydziału dostała w ministerstwie małżeństwa i opcji zmiany chłopa nie miała? Ona go wybrała na swojego partnera i z nim była ileś czasu zanim wzięli ślub!

                                      Straszenie rozstaniem - o rozstaniu się powinno mówić tylko i wyłącznie wtedy kiedy zrobiło się rachunek zysków i strat i jest się przekonanym, że ten krok się podejmie. Wprowadzenie do związku rozmowy o rozstaniu jako swego rodzaju argumentu w momencie braku zgody żeby wymusić coś na partnerze jest przemocą i niszczy związek. To ma być rozmowa: potrzebuję w związku tego i tego. To jest dla mnie tak ważne, że jak tego nie dostanę to nie umiem w takim związku być. Zresztą tu dobrze trzeba to przemyśleć. Ten mój przykład rozmowy wcale nie musi być dobry. Chodzi o to żeby była komunikacja potrzeb i granic.
                                      • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 20:29
                                        eriu napisała:

                                        > Jakie trafił się? Co ona go z przydziału dostała w ministerstwie małżeństwa i o
                                        > pcji zmiany chłopa nie miała? Ona go wybrała na swojego partnera i z nim była i
                                        > leś czasu zanim wzięli ślub!
                                        >
                                        > Straszenie rozstaniem - o rozstaniu się powinno mówić tylko i wyłącznie wtedy k
                                        > iedy zrobiło się rachunek zysków i strat i jest się przekonanym, że ten krok si
                                        > ę podejmie. Wprowadzenie do związku rozmowy o rozstaniu jako swego rodzaju argu
                                        > mentu w momencie braku zgody żeby wymusić coś na partnerze jest przemocą i nisz
                                        > czy związek. To ma być rozmowa: potrzebuję w związku tego i tego. To jest dla m
                                        > nie tak ważne, że jak tego nie dostanę to nie umiem w takim związku być. Zreszt
                                        > ą tu dobrze trzeba to przemyśleć. Ten mój przykład rozmowy wcale nie musi być d
                                        > obry. Chodzi o to żeby była komunikacja potrzeb i granic.
                                        >
                                        >

                                        Gwoli sprostowania, bo widzę, że tu wielokrotnie już się ten argument przewija. Jeśli mowa o tym fragmencie z wyjazdem do Polski, to chodziło mi o wyjazd do rodziców, na parę tygodni, po prostu w odwiedziny, a moja matka się chętnie wnukiem zajmie i może będę miała więcej niż 1.5 godz. dziennie, żeby chociaż się położyć bez dziecka. Jeśli zaś chodzi o to drugie , to mam już za sobą depresję i dobrze wiem jakie są jej objawy. Stres i przepracowanie w moim przypadku to główne przyczyny. Mąż o tym dobrze wie, przebrnęłam z nim przez parę epizodów. Kilka osób się powoływało na to jakoby były to groźby rujnujące związek, zatem wyjaśniam.
                                        • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 20:48
                                          Przykro mi, że masz takie doświadczenia zdrowotne. Ale to Ty z takimi doświadczeniami jak wiesz, że przepracowanie na Ciebie źle wpływa dlaczego tak szalałaś w połogu z tym sprzątaniem i ogarnianiem? I też mąż wiedząc, że masz takie problemy zdrowotne takie akcje odwala, że na Ciebie wszystko spycha? No słabo.

                                          Groźby rujnujące związek to groźby odejścia a nie chęć wyjazdu do rodziny. Bez przesady.
                                        • morelowamorela Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 21:16
                                          Jeśli chorujesz na depresję, chorowałaś i mąż o tym wie, to jak to możliwe, że teraz, kiedy jest Ci bardzo potrzebny on staje okoniem? Trudno pomóc jeśli nie piszesz wszystkiego. Jeśli czujesz, że powoli nie dajesz rady, a on dalej bawi się w nieobecnego, to wyjazd do rodziców może być dobrym rozwiązaniem. Bierzesz to pod uwagę, czy rozłąka z mężem pogłębi Twój stan? Jak to czujesz?
                                        • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 22:42
                                          lubiedzemjezynowy napisał(a):

                                          > Jeśli mowa o tym fragmencie z wyjazdem do Polski, to chodziło mi o wyjazd do r
                                          > odziców, na parę tygodni, po prostu w odwiedziny,

                                          Ale chodzi nam o to że jeśli czujesz że chcesz jechać to jedź, odpocznij, i przy okazji pozwól mężowi zastanowić się nad jego priorytetami a Ty rozważ swoje.
                                          Słabe jest to, że wiedząc o tym iż przepracowanie powoduje u Ciebie stres i w dalszej kolejności nawrót depresji nie bierze na siebie obowiązków. Jak widać rozmowy, czy Twoje prośby na ten temat nic nie dają, bo mąż ustalenia łamie. Musisz spróbować wobec tego zmienić swoje dotychczasowe zachowanie. Po to też by chronić swoje zdrowie. Jest szansa że i mąż w odpowiedzi zmieni swoje. Ale nie ma gwarancji.
                                          • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 01:17
                                            Bardzo się rozwinął ten wątek i dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Nie da się jednak w pełni ocenić sytuacji znając tylko wyrwane z kontekstu incydenty. My z mężem znamy się bardzo dobrze, przechodzilismy razem przez najczerniejsze doliny.

                                            Nie dam rady odnieść się do wszystkiego co zostało napisane, ale wszystkie macie po części rację. Eukaliptusy dotknęła najgłębszej warstwy problemu, z której oboje z mężem zdajemy sobie sprawę i wielokrotnie ją przerabialiśmy. Po raz któryś zaznaczam, że jest powód, dla którego tak a nie inaczej sformułowany jest tytuł wątku. Jest powód, dla którego wspomniałam o śmierci ojca, o zależnosci matki i siostry, o jego unikającej osobowości. I szczerze mówiąc sądziłam, że wątek potoczy się w kierunku, który teraz obrała Eukaliptusy, a może wątek powinien raczej znalezc się w dziale psychologia.

                                            Można powiedzieć, że są trzy (albo i wiecej, ale to nie psychoterapia) warstwy problemu. 1. Na pierwszy rzut oka zwykły leń. 2. Człowiek z głęboką traumą (do tego stopnia, że nie pamięta ojca prawie wcale), która spowodowała, że prezentuje zachowania unikające 3. Dziecko sparentyfikowane (dziękuję Eukaliptusy za użycie tego terminu), uwiązane do matki, czy też jedną nogą w starym życiu, jak to dobrze ujęła Morelowamorela.
                                            W największym uproszczeniu można powiedzieć, że mąż to truteń i leń. Ja widzę, że on jest leniem, a raczej, że ma osobowość unikającą, również odpowiedzialności i zawsze idzie po najmniejszej linii oporu. Więc powtarzanie mi (jak to robi szpil1), że mam obiboka, a nie widzę, to zdzieranie płyty. To także widzi moja matka, dlatego mi go odradzała.
                                            Widziałam jaki jest, slubowalam takiemu właśnie miłość i wierność. Nie znalazłam przez te kilkanaście lat nikogo innego kto by tak do mnie pasował, a moja próba statystyczna, jeśli o płeć przeciwną chodzi, spokojnie pozwala mi wyciągnąć takie wnioski. Mąż ma zalety, sporo zalet. Ale fakt, jeśli opisuję tylko to, że mu się nie chce, to faktycznie można odnieść wrażenie, że z niego beznadziejny facet jest.

                                            Eukaliptusy pisze: "A tu nagle zonk po urodzeniu dziecka, ta ciągle czegoś chce. I ciagle on robi coś źle i za mało. A ona w depresje wpada. Przecież to jest powtórka z jego dzieciństwa. "
                                            Bardzo prawdopodobne, że mąż to tak odczuwa. Przed dzieckiem nie miałam do niego żadnych pretensji, mieliśmy swoje ulubione zajęcia, na które oboje poświęcaliśmy godziny dziennie. A odmienne "priorytety" co do porządku w mieszkaniu nie przeszkadzały mi. Wychodzę z założenia, że jeśli mi przeszkadza sterta garów, to prawdopodobnie ja je prędzej sprzątnę. I vice versa, jeśli on chce zjeść ciepły obiad, a nie zadowoli się tak jak ja kanapką, to on robi obiad.
                                            Teraz przy dziecku sytuacja się zmieniła i uważam, że on nie powinien już mieć przyzwolenia na myślenie, że "ona ciągle czegoś chce i wciąż za mało". Tym bardziej, że to on chciał dziecka i nie mógł się doczekać jego narodzin. Jeśli tak myśli, to faktycznie chyba nie dojrzał do tej roli.

                                            "Jeśli jego żona nie spróbuje zrozumieć jego świata wewnętrznego, tak jak on ten świat postrzega, czego się boi, dlaczego się wycofuje, to nigdy nie będzie między nimi bliskości, "

                                            Próbuję zrozumieć, staramy się oboje. Mnóstwo godzin spędziliśmy na tych rozmowach. Znamy swoje demony i akceptujemy się niemal w 100%. Oboje dla tego związku wiele zmieniliśmy w swoim zachowaniu i nie tylko. Jest między nami intymność (w sensie zażyłość, bliskość) i zaangażowanie. Problem jest z zaangażowaniem męża w nową rolę ojca.

                                            Eriu pisze: "Więc tak, próbuje zepchnąć z siebie obowiązki. Pytanie czy znajdzie w sobie motywację i chęć do ogromnej dla niego zmiany. Jak widać narodziny dziecka taką motywacją nie były. "

                                            Zgoda, i tak jak napisałam, nie angażuje się wystarczająco w rolę ojca, mimo, że to on był stroną która od zawsze chciała dziecka.

                                            Jeśli chodzi o kwestię uwikłania męża w stare życie: przerabialiśmy to rozmową. Zaczynał też terapię kilkukrotnie, ale zawsze stwierdzał, że kiepska to terapia, bo nic z niej nie wynika. Na nic moje sugestie, że jeśli trafi na odpowiedniego terapeutę, z którym nawiąże więź, to zmieni się jego życie. O ile traumę po śmierci ojca widzi i zdaje sobie z niej sprawę, to uwikłania w toksyczną, moim zdaniem, relację z matką nie chce ujrzeć. Uważam, że ta relacja go niszczy i mam ku temu powody. Wiem, że tylko on może to zmienić, ale nie da rady tego zrobić jeśli nie przejrzy na oczy. Nie poruszy tego na terapii, jeśli jego zdaniem matka wbijająca go wciąż w poczucie odpowiedzialności i winy, to norma
                                            • eukaliptusy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 10:04
                                              Wiesz co, może on miał fantazje, że spełni się w roli ojca, że poczuje tę więź, której nie doświadczył ale od drugiej strony. A tymczasem dziecko to tylko potrzeby.

                                              Jeśli mąż nie pamięta dzieciństwa, to może być oznaka, że i przed śmiercią ojca nie było w rodzinie dobrze.

                                              Zastanów sie nad terapią dla siebie.
                                              Jak przeczytałam ja twój połóg wyglądał to poczułam dosłownie falę gniewu. Na takiej fali to można teściową razem z drzwiami i futryną z domu wyrzucić. Ale ty czułaś coś innego. Wstyd.
                                              Te nawracające depresje nie biorą się znikąd.
                                          • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 01:22
                                            Odpowiadając na pytania, które się pojawiły w wątku:
                                            Dlaczego zdecydowałam się na dziecko z nim - on od zawsze chciał mieć dzieci, to ja byłam tą sceptycznie nastawioną, która czekała na odpowiedni moment, sytuację finansową, mieszkaniową. Wydawało mi się, że będzie dobrym, zaangażowanym ojcem. Złym nie jest, ale z tego co mówił wydawało się, że będzie o wiele lepiej. Pewnie go to wszystko przerosło.

                                            "Czy on chciał dziecka, czy rozmawialiście o tym? Czy cieszył się, kiedy się urodziło, czy przygotowywał dom, czy chodził z Tobą do lekarza, kiedy byłaś w ciąży?" J.w., tak, chciał bardzo. Cieszył się, był ze mną od początku do końca, woził do lekarza, chodziliśmy razem do położnej, pomagał przygotowywać dom.

                                            "dlaczego zdecydowałaś się na dziecko z mężczyzną na którym kompletnie nie możesz polegać? Który nie chce podejmować się roli partnera w obowiązkach?" - Dziecko nie było planowane. Generalnie mogę na nim polegać, obecna sytuacja nie była do przewidzenia. Zdaje się, że ogrom obowiązków go przerósł i nagle jest zdziwiony, że nie ma więcej jak godzinę dziennie na granie na kompie.

                                            "I jak wobec tego wyglądają Wasze przyjemności? " - teraz kiedy jest dziecko nie ma ich wiele, gotujemy wspólnie, tzn. ja w roli asystenta, oglądamy filmy, jeździmy do lasu, nad jezioro.

                                            "Ciekawa też jestem co mąż myśli o roli ojca i jak ją widzi? Czego podejmuje się chętnie?" - tu właśnie spotkał mnie zawód, bo był bardzo entuzjastycznie nastawiony, planował czego to on nie będzie z synem robił. Inaczej go sobie wyobrażałam w tej roli. On niestety jakby chciał mieć ciastko i zjeść ciastko. Chyba nie ma nic czego podejmowałby się chetnie w związku z dzieckiem, ewentualnie zabawianie, ale to i tak szybko traci cierpliwość. Może się to odmieni gdy syn będzie starszy.

                                            "Pranie nastawisz, kiedy on zajmie się dzieckiem" - nie mam nic przeciwko ogarnianiu mieszkania kiedy on zajmowalby się dzieckiem. Mówiłam mu to wielokrotnie, że ja mu nie robię na złość dając dziecko w jego ręce. To jego syn i ma prawny obowiązek się nim zajmować. A on mi dziś powiedział "jaka ty jesteś wymagająca", bo przyszłam z synem do niego i mu "przeszkodziłam". Chyba źle nakierowuje swoje pretensje, ja nic nie poradzę na to, że życie jest wymagające.

                                            "sumie spacer z dzieckiem to nie jest w jakiś sposób przyjemna forma spędzania czasu ze swoim dzieckiem? " - z założenia powinna. Ale kiedy jest to codziennie, a ja mam jeszcze przeciągające się zapalenie więzadeł krzyżowych, to się średnio przyjemnie robi i chciałabym czasem od tego odpocząć. Na powiedzmy średnio 140 wyjścia na spacer z dzieckiem on wyszedł sam dwa razy, bo nie lubi, wstyd mi z wózkiem, nie wiem. Kiedy mówię, że idziemy razem to pójdzie, ale widać, że mu nie w smak.

                                            "Ale o jakiej terapii tu mówi? Jeśli mąż pójdzie na terapię to jego terapia. Jeśli chcą pracować nad związkiem to potrzebują terapii małżeńskiej. " - zgoda, mąż wymaga swojej terapii, o ile będzie miał dość wytrwałości, a my wspólnie terapii par. Chociaż łatwiej będzie mi go namówić na wspólną terapię pewnie.

                                            "Ile on się będzie uczył, że bycie ojcem to poważna sprawa? I, czy on powinien się tego uczyć?"- chyba nie dotarło do niego jeszcze jak poważna to sprawa. Ten schemat jego zachowania znam, wyparcie w trudnych sytuacjach. Wydaje mi się, że w jego przypadku nauka do roli ojca jest nieunikniona.

                                            "dlaczego tak szalałaś w połogu z tym sprzątaniem i ogarnianiem?" - Obecność teściowej i jej/ich zachowanie sprawiało, że się czułam zobowiązana ciągle coś robić. Czułam się winna pod jej wzrokiem nawet kiedy szłam się na chwilę położyć do łóżka, i te komentarze jaka to jestem " dobra w odpoczywaniu" i że "stawiam siebie jako priorytet". Bałam się nawet jeść we własnym mieszkaniu, mimo że głód miałam wilczy po porodzie.

                                            "Bierzesz to pod uwagę, czy rozłąka z mężem pogłębi Twój stan? Jak to czujesz? "- myślę że wyjazd do Polski dobrze by mi zrobił. Ja dosłownie jestem od kilku miesięcy 24/7 przy dziecku, nie mam znikad pomocy. Przez te parę miesięcy wyszłam dosłownie 3 razy sama, na rower na 45 minut.

                                            "chodzi nam o to że jeśli czujesz że chcesz jechać to jedź, odpocznij, i przy okazji pozwól mężowi zastanowić się nad jego priorytetami a Ty rozważ swoje." - tak tez mu powiedziałam, wziął to za groźbę rozstania.
                                            • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 08:59
                                              No i widzisz: mąż nie chce terapii realnie albo jest na nią niegotowy psychicznie. Obojętnie jak świetnego terapeutę będzie miał jeśli nie ma w sobie tej gotowości i odwagi by grzebać w trudnych tematach i zmieniać to terapia nigdy nie będzie skuteczna. Niestety można chodzić na terapię i nie robić postępów, bo ktoś nie czuje tego. I tak robił Twój mąż. Nie oszukuj się, Twój mąż po prostu nie chce terapii i to już nieważne na jakim poziomie: świadomym czy nie.

                                              To co Ci mogę poradzić: Ty idź na terapię, bo ewidentnie potrzebujesz jeśli wystarczy spojrzenie teściowej i jakiś durny tekst, że w połogu nie odpoczywasz. Trzeba było powiedzieć, że dbasz o siebie żeby być w dobrej formie potem i idziesz odpocząć i chcesz zjeść i maja Ci dać jedzenie do łóżka.

                                              Na pewno też Ci się przyda odpoczynek wiec wyjazd w odwiedziny do rodziny nie jest złym pomysłem.

                                              To co pisałam o przyjemnym spędzaniu czasu z dzieckiem na spacerze akurat dotyczyło Twojego męża, ale pisząc o zabawie z dzieckiem potwierdziłaś to co myślałam. Jego nie bawi wiec nie będzie robił/ niecierpliwi go/ jest be.

                                              Że wziął za groźbę rozstania to może i nawet dobrze. Bo jak dla mnie to on po prostu nie chce się zmienić i nie widzi tej potrzeby.

                                              Ogrom obowiązków go przerósł? Ja się pytam jak? Jak on z tego go piszesz prawie nic przy dziecku nie robi? Czy cokolwiek z tego co planował robić z dzieckiem wiązało się z kategorią obowiązków? Czy było na zasadzie „towarzystwa do zabaw”? Czyli pójdę ba mecz, będę uczył grać w nogę itp?

                                              Może będzie inaczej jak dziecko podrośnie? Dlaczego miałoby być inaczej? On teraz nie ma cierpliwości nawet do zabawiania! Jaki to jest wysiłek trochę pozabawiać takiego maluszka? Będzie lepiej jak dziecko będzie przechodziło bunt? Biegało wszędzie?

                                              Facet po prostu nie nadaje się na ojca, nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje dziecko, Ciebie naraża na kolejną depresję przez przepracowanie i ma to w pompie, z terapii korzystać nie chce. Spojrzyj realnie na tę sytuację.
                                              • eukaliptusy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 11:54
                                                eriu napisała:

                                                > No i widzisz: mąż nie chce terapii realnie albo jest na nią niegotowy psychiczn
                                                > ie. Obojętnie jak świetnego terapeutę będzie miał jeśli nie ma w sobie tej goto
                                                > wości i odwagi by grzebać w trudnych tematach i zmieniać to terapia nigdy nie b
                                                > ędzie skuteczna. Niestety można chodzić na terapię i nie robić postępów, bo kto
                                                > ś nie czuje tego. I tak robił Twój mąż. Nie oszukuj się, Twój mąż po prostu nie
                                                > chce terapii i to już nieważne na jakim poziomie: świadomym czy nie.

                                                Zgadzam się. Wysyłanie męża na terapię żeby się naprawił ma sens tylko wtedy kiedy on sam widzi taką potrzebę. Myśle, że małżeńska ma więcej sensu.

                                                > To co pisałam o przyjemnym spędzaniu czasu z dzieckiem na spacerze akurat dotyc
                                                > zyło Twojego męża, ale pisząc o zabawie z dzieckiem potwierdziłaś to co myślała
                                                > m. Jego nie bawi wiec nie będzie robił/ niecierpliwi go/ jest be.


                                                Dobrze, że ten motyw wyciągnęłaś.
                                                Ja to widzę trochę inaczej. To jest człowiek, który wyrósł z dziecka, którego uczuć nie zauważano, nie zwracano uwagi na jego potrzeby, był potrzebny do zaspokajania potrzeb innych. I tak było zakładam od niemowlęctwa, bo nieważne jak tragiczna sytuacja, do tej pory stabilny psychicznie rodzic nie wepchnąłby dziecka w rolę własnego rodzica nagle w wieku lat 10.

                                                Jest dużo badań nad mikro-interakcjami między rodzicami a dzieckiem i wpływem na „attachment style”. Dziecko powinno doświadczać dostrojenia przez rodzica, gdzie rodzic odpowiada na ekscytacje ekscytacja, na płacz ukojeniem, zauważa sygnały dziecka i wie kiedy stymulacji jest za dużo i trzeba przerwać, a kiedy dziecko się nudzi. Nie przerywa dziecku jego eksploracji. Patrzy dziecko z zachwytem i komunikuje się niewerbalnie przez serię wzajemnych sygnałów.. To wszystko dzieje się od wczesnego niemowlęctwa i większość rodziców robi te rzeczy kompletnie nieświadomie.

                                                Niemowlęta wbrew pozorom są bardzo aktywne w szukaniu i budowaniu więzi, tylko trzeba to umieć zauważyć.

                                                Tymczasem mąż ma problem z wyjściem poza siebie i objęciem świadomością sygnałów i potrzeb innej osoby. Ale to dlatego, że nikt nie zrobił tego dla niego.
                                                Tego się można nauczyć. Trochę mu pokazać jak to działa. A trochę odpuścić kontrolę.

                                                > Że wziął za groźbę rozstania to może i nawet dobrze. Bo jak dla mnie to on po p
                                                > rostu nie chce się zmienić i nie widzi tej potrzeby.

                                                Ale to tez znaczy, że każda rozmowa o stanie związku wprowadza go w stan zagrożenia, kiedy nie jest w stanie rozsądnie myśleć, ani spróbować przyjąć punku widzenia żony. Dopóki nie czuje się bezpiecznie będzie tylko przytakiwał i obiecywał, albo się wściekał, a żadnej pracy nas sobą nie wykona.

                                                Rozmawiać trzeba na spokojnie i powoli, de-eskalować i rozbrajać schematy reakcji. W tym pomogłaby terapia małżeńska.

                                                > Może będzie inaczej jak dziecko podrośnie?

                                                Jak dziecko podrośnie będzie lepiej potrafiło wyczuć czego ojciec oczekuje i mu to dać. Natomiast jeśli mąż nie zmieni podejścia to watpię, czy to będzie to sytuacja dobra dla dziecka. Raczej parentyfikacja w następnym pokoleniu.
                                                • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 12:26
                                                  W temacie terapii to przede wszystkim terapia nie jest po to by "naprawiać". Człowiek nie jest zabawkowym samochodem z urwanym kołem, żeby go naprawiać. Cel terapii, na którą się idzie wcale nie musi być zbieżny z celem wysyłającego. Terapia ma poprawić komfort życia osoby, która na nią idzie.

                                                  Jeżeli mąż nie wierzy w terapię indywidualną i podjął kilka prób i nie widział postępu dlaczego nagle miałby być przekonany do terapii małżeńskiej i wynik miałby być inny? On już swoje potwierdzenie, że terapia nie działa uzyskał. I jeśli jest tak oporny wobec terapii to jak jego zaangażowanie w terapię małżeńską miałoby być inne? Nie mówię żeby nie próbować ale trzeba też taki scenariusz wziąć pod uwagę.

                                                  Ciekawe jest to co piszesz w temacie komunikacji małych dzieci, ale jest jeden warunek: trzeba wyjść poza swoje potrzeby i tu wchodzimy w błędne koło. On nie widzi i nie skupia się na potrzebach dziecka tylko swoich.
                                                  • eukaliptusy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:01
                                                    eriu napisała:

                                                    > W temacie terapii to przede wszystkim terapia nie jest po to by "naprawiać". Cz
                                                    > łowiek nie jest zabawkowym samochodem z urwanym kołem, żeby go naprawiać. Cel t
                                                    > erapii, na którą się idzie wcale nie musi być zbieżny z celem wysyłającego. Ter
                                                    > apia ma poprawić komfort życia osoby, która na nią idzie.

                                                    “Naprawić” w cudzysłowie. Miałam, wrażenie, że autorka w tem sposób myśli, przynajmniej w przypadku terapii dla teściowej.

                                                    Dlatego też piszę, może niezbyt jasno, że musiałby mieć cele terapii zbieżne z celami żony.
                                                    Ale ponieważ są w konflikcie, jest mało prawdopodobne, że tak będzie.

                                                    Link, który wrzuciłam bardzo dobrze opisuje proces terapii małżeńskiej.
                                                    W małżeńskiej może sama ocenić czy terapeuta jest dobry i czy mąż się angażuje czy nie.

                                                    A tak poza tym, wiele osób po narodzinach dziecka przeżywa żałobę po stracie swojego dawnego życia i różnie się to może objawiać. Nie każdemu, zwłaszcza z trudnym dzieciństwem, włącza się od razu wielka miłość.
                                                    Opieka psychologiczna w okresie perinatalnym jest bardzo ważna, bo wiele zagrzebanych rzeczy wtedy wychodzi. U mężczyzn tak samo jak u kobiet.
                                                    Ludzie boja się szukać pomocy między innymi właśnie przez strach przed byciem ocenianym jako zły rodzic.
                                                    Jak dobitnie ten wątek pokazuje, nie jest to strach irracjonalny.
                                                • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 15:21
                                                  eukaliptusy napisał(a):


                                                  >
                                                  > Dobrze, że ten motyw wyciągnęłaś.
                                                  > Ja to widzę trochę inaczej. To jest człowiek, który wyrósł z dziecka, którego u
                                                  > czuć nie zauważano, nie zwracano uwagi na jego potrzeby, był potrzebny do zaspo
                                                  > kajania potrzeb innych.

                                                  To najwazniejsze co tu napisano dotychczas. Ja chcę mu pomóc, chce z empatia podchodzić do jego potrzeb i wyciągnąć go z tej skorupy. On nie zdaje sobie chyba sprawy z tego jak głęboka jest jego trauma. Zaraz ktoś napisze, że chcę go ratować, że jestem kochająca za bardzo. Może i tak, ale zależy mi na nim, jesteśmy małżeństwem. Łatwo jest wyrzucić "zepsutego" człowieka na śmietnik, a każdy ma wady.


                                                  > I tak było zakładam od niemowlęctwa, bo nieważne jak tr
                                                  > agiczna sytuacja, do tej pory stabilny psychicznie rodzic nie wepchnąłby dzieck
                                                  > a w rolę własnego rodzica nagle w wieku lat 10.

                                                  Nie sądzę, że tak było zawsze, jego matka, moja teściowa, jest opiekunką w żłobku i wczesnoprzedszkolną. Ma dobre podejście do małych dzieci. Sądzę, że smierc jej męża i dziecka była takim wstrząsem, że wycofała się całkowicie z odpowiedzialności za swoje życie.

                                                  >
                                                  > Jest dużo badań nad mikro-interakcjami między rodzicami a dzieckiem i wpływem n
                                                  > a „attachment style”. Dziecko powinno doświadczać dostrojenia przez rodzica, gd
                                                  > zie rodzic odpowiada na ekscytacje ekscytacja, na płacz ukojeniem, zauważa sygn
                                                  > ały dziecka i wie kiedy stymulacji jest za dużo i trzeba przerwać, a kiedy dzie
                                                  > cko się nudzi. Nie przerywa dziecku jego eksploracji. Patrzy dziecko z zachwyte
                                                  > m i komunikuje się niewerbalnie przez serię wzajemnych sygnałów.. To wszystko d
                                                  > zieje się od wczesnego niemowlęctwa i większość rodziców robi te rzeczy komplet
                                                  > nie nieświadomie.

                                                  Tego się właśnie obawiam, że przy braku takiego dostrojenia i aprobaty ze strony ojca, syn na tym straci. Sytuacja z dziś: syn leży na dywanie i się bawi, mąż na kanapie, syn trzyma zabawkę i potrząsa nią, patrząc na ojca i czekając na jego reakcję. Mąż wpatrzony w TV z kamiennym obliczem. Ja mówię, żeby spojrzał na synka i okazał aprobatę, pochwalił go, że ładnie się bawi, przecież widzi że synek czeka. A mąż do mnie "nic co robię nie jest wystarczające". W takie właśnie skrajności łatwo wpada. "Nie kochasz mnie", "obrażona jesteś?", "Co zrobiłem nie tak", to teksty tylko z dzisiejszego dnia.

                                                  > Tymczasem mąż ma problem z wyjściem poza siebie i objęciem świadomością sygnałó
                                                  > w i potrzeb innej osoby. Ale to dlatego, że nikt nie zrobił tego dla niego.
                                                  > Tego się można nauczyć. Trochę mu pokazać jak to działa. A trochę odpuścić kont
                                                  > rolę.

                                                  Tak też sądzę. Widzę, Eukaliptusy, że masz wiedzę na ten temat. Może jesteś w stanie polecić jakąś lekturę na temat parentyfikacji dzieci, jakie rządzą tym zjawiskiem mechanizmy. Jak mu pomóc.


                                                  > Ale to tez znaczy, że każda rozmowa o stanie związku wprowadza go w stan zagroż
                                                  > enia, kiedy nie jest w stanie rozsądnie myśleć, ani spróbować przyjąć punku wid
                                                  > zenia żony. Dopóki nie czuje się bezpiecznie będzie tylko przytakiwał i obiecyw
                                                  > ał, albo się wściekał, a żadnej pracy nas sobą nie wykona.
                                                  >

                                                  Dokładnie tak jest. W sytuacji, którą ja nazywam zwykłą dyskusją, on wpada w panikę albo irytację, złość, i eskaluje temat do rangi wielkiego problemu, insynuuje, że chcę go zostawić, stale twierdzi, że go atakuje (i nie tylko jego).
                                                  Dobrym przykładem jest ta sytuacja z moja sugestia, że chciałabym polecieć do Polski, ja odpocznę, a on będzie miał czas na przypomnienie sobie, że w domu nic samo się nie robi. Powiedziałam to tonem łagodnym, oznajmiajacym. Jego reakcja niewspółmiernie gwałtowna i irracjonalna: "co? Co chcesz przez to powiedzieć? Wiedziałem, że mnie chcesz zostawić, miałem nawet taki sen, że zabierzesz dziecko i wyjedziesz".


                                                  • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 16:12
                                                    lubiedzemjezynowy napisał(a):

                                                    > Ja chcę mu pomóc, chce z empatia po
                                                    > dchodzić do jego potrzeb i wyciągnąć go z tej skorupy.

                                                    Tyle, że nie jesteś w stanie tego zrobić. Nie jesteś w stanie zmienić drugiego człowieka, choćbyś nie wiem jak chciała, czy nie wiem jak Ci na nim zależało. To on sam musi chcieć zmiany. Musi tej zmiany z jakiegoś powodu potrzebować i ewentualnie poprosić Cię o wsparcie go w dążeniu do zmiany. Inaczej nic z tego nie będzie.
                                                    Jedyne co TY możesz w tej sytuacji zrobić to zmienić SWOJE postępowanie. Być może w wyniku zmian u Ciebie i mąż zapragnie zmienić coś w swoim zachowaniu. Ale nikt Ci tego nie zagwarantuje.


                                                    > A mąż do mnie "nic co robię nie jest wystarczające". W takie właśn
                                                    > ie skrajności łatwo wpada. "Nie kochasz mnie", "obrażona jesteś?", "Co zrobiłem
                                                    > nie tak", to teksty tylko z dzisiejszego dnia.

                                                    A co TY z tymi wypowiedziami męża zrobiłaś? Jak zareagowałaś? Dzisiaj. Doceniłaś go? Zrobiłaś coś dla niego tylko po to by mu było przyjemnie i by widział że Tobie na nim zależy? Wytłumaczyłaś że chętnie byś zrobiła coś tam razem z nim bo brakuje Ci tego, ale po prostu jesteś nieludzko zmęczona?
                                                    Czy w ogóle go doceniasz? Mówisz mu o tym, chwalisz go za to co zrobi? wiem że robi bardzo niewiele, ale coś tam jednak robi, choćby to gotowanie, czy otrzymuje od Ciebie za to pochwały i podziękowania? Czy słyszy tylko krytykę i kolejne wymagania? Ludzie uczą się chętniej kiedy są chwaleni. Nawet za maleńkie postępy. Krytyka i narzekanie oraz nakazy nie powodują że ktoś chętnie bierze się do wypełniania obowiązków, tylko zniechęcenie i unikanie - rozkazodawcy i tego co on wymyśla. Tak są ludzie skonstruowani.

                                                    > W sytuacji, którą ja nazywam zwykłą dyskusją, on wpada w pa
                                                    > nikę albo irytację, złość, i eskaluje temat do rangi wielkiego problemu, insynu
                                                    > uje, że chcę go zostawić, stale twierdzi, że go atakuje (i nie tylko jego).
                                                    > Dobrym przykładem jest ta sytuacja z moja sugestia, że chciałabym polecieć do P
                                                    > olski, ja odpocznę, a on będzie miał czas na przypomnienie sobie, że w domu nic
                                                    > samo się nie robi.

                                                    Bo to JAK powiedziałaś że chcesz wyjechać było pasywno-agresywne - zamiast tylko oznajmić mu, że planujesz wyjazd bo jesteś zmęczona i potrzebujesz pomocy i odpoczynku zrobiłaś od razu przytyk w jego stronę - bo ty nic nie robisz w domu. To było zupełnie niepotrzebne. Jeśli tak się komunikujesz z mężem i jeśli rozmowę w wyniku której jedno z Was wpada w złość,irytację lub która powoduje lęk przed porzuceniem nazywasz "zwykłą dyskusją" to nie dziwię się że macie problemy.

                                              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:17
                                                eriu napisała:

                                                > No i widzisz: mąż nie chce terapii realnie albo jest na nią niegotowy psychiczn
                                                > ie. Obojętnie jak świetnego terapeutę będzie miał jeśli nie ma w sobie tej goto
                                                > wości i odwagi by grzebać w trudnych tematach i zmieniać to terapia nigdy nie b
                                                > ędzie skuteczna. Niestety można chodzić na terapię i nie robić postępów, bo kto
                                                > ś nie czuje tego. I tak robił Twój mąż. Nie oszukuj się, Twój mąż po prostu nie
                                                > chce terapii i to już nieważne na jakim poziomie: świadomym czy nie.

                                                Być może jest na indywidualną terapię niegotowy psychicznie. Ale też nie trafił na odpowiedniego terapeutę. Sama wiem jak długo mi zajęło znalezienie specjalisty z którym mogłam nawiązać nić porozumienia.

                                                >
                                                > To co Ci mogę poradzić: Ty idź na terapię, bo ewidentnie potrzebujesz

                                                Ja już swoją terapię przeszłam. Ale zanim trafiłam na kogoś, kto był w stanie mi pomóc to przeszłam przez ręce ponad 10 psychologów i psychiatrów w ciągu 8 lat. Swoją drogą nikt nic u mnie nie zdiagnozował, prócz tego, że jestem 'high sensitive person', jak to się modnie teraz określa.


                                                > To co pisałam o przyjemnym spędzaniu czasu z dzieckiem na spacerze akurat dotyc
                                                > zyło Twojego męża, ale pisząc o zabawie z dzieckiem potwierdziłaś to co myślała
                                                > m. Jego nie bawi wiec nie będzie robił/ niecierpliwi go/ jest be.

                                                To się zgadza, nie bawi go, a na spacery nie chodzi, bo, jak mówi, nie lubi chodzić bez celu.

                                                > Że wziął za groźbę rozstania to może i nawet dobrze. Bo jak dla mnie to on po p
                                                > rostu nie chce się zmienić i nie widzi tej potrzeby.

                                                W tej kwestii pewnie nie widzi.

                                                >
                                                > Ogrom obowiązków go przerósł? Ja się pytam jak? Jak on z tego go piszesz prawie
                                                > nic przy dziecku nie robi? Czy cokolwiek z tego co planował robić z dzieckiem
                                                > wiązało się z kategorią obowiązków? Czy było na zasadzie „towarzystwa do zabaw”
                                                > ? Czyli pójdę ba mecz, będę uczył grać w nogę itp?

                                                Nie jestem w stanie stwierdzić, jak on sobie wyobrażał zajmowanie się dzieckiem. Nie informował mnie konkretnie o swojej wizji. Na pewno nie tak jak to realnie wygląda, kiedy z kilku godzin dziennie na własne hobby nagle robi się 15 minut "dla siebie" pod prysznicem. I pewnie, ze będzie robił wszystko, żeby zachować jak najwięcej wolnego czasu.


                                                >
                                                > Może będzie inaczej jak dziecko podrośnie? Dlaczego miałoby być inaczej? On ter
                                                > az nie ma cierpliwości nawet do zabawiania! Jaki to jest wysiłek trochę pozabaw
                                                > iać takiego maluszka? Będzie lepiej jak dziecko będzie przechodziło bunt? Biega
                                                > ło wszędzie?

                                                On tak mówił, że "musi poczekać aż syn będzie miał 10 lat". Wtedy się odklei od matki i będzie mógł się z nim bawić w majsterkowanie.

                                                • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:33
                                                  lubiedzemjezynowy napisał(a):

                                                  > To się zgadza, nie bawi go, a na spacery nie chodzi, bo, jak mówi, nie lubi cho
                                                  > dzić bez celu.

                                                  To niech chodzi z celem. Kupcie specjalny wózek dla dziecka i niech ćwiczy, albo niech jeździ na rolkach z wózkiem.

                                                  > Nie jestem w stanie stwierdzić, jak on sobie wyobrażał zajmowanie się dzieckiem
                                                  > . Nie informował mnie konkretnie o swojej wizji.

                                                  Może wiec warto o tym porozmawiać wspólnie? Nie w postaci wyrzutów tylko konkretów - jak ON widzi swój wkład w ojcostwo. I Twoją rolę.

                                                  > On tak mówił, że "musi poczekać aż syn będzie miał 10 lat". Wtedy się odklei od
                                                  > matki i będzie mógł się z nim bawić w majsterkowanie.

                                                  Tyle że wówczas będzie już dla syna obcym facetem i nudnym frajerem, a nie ojcem, ani partnerem do zabaw czy rozmów...Wcale też nie jest powiedziane że syn będzie chciał majsterkować, bo może mieć np zamiłowanie do tańca nowoczesnego, rysowania lub muzyki. I co?

                                                • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 19:51
                                                  O ludziach, którzy przechodzą przez wielu terapeutów mówi się, że to się nie dzieje bez przyczyny. Uważa się, że to są osoby, które mają problem z nawiązaniem relacji z terapeutą. Dokładnie tak samo hak maja problemy z nawiązaniem relacji w innych dziedzinach życia. Więc nie usprawiedliwiającym męża w nieskończoność. Poza tym już słyszałam o takich mężach co idą na terapię z żoną a robią wszystko by ją uniemożliwić. Nie kupuję tego! Owszem nie zawsze się trafia na terapeutę dla siebie i nikt nie będzie krytykował za zmianę, ale z tego co mówisz mąż po prostu robi wszystko by terapia sukcesem nie była, bo nie widzi jej sensu. Tak jak spacer z dzieckiem dla zdrowia dziecka jest dla niego chodzeniem bez celu więc na niego nie wyjdzie. To aż tak proste.

                                                  „ Wtedy się odklei od matki i będzie mógł się z nim bawić w majsterkowanie” mąż to chciał mieć kolegę do zabawy zgodnie ze swoimi wyobrażeniami a nie dziecko! Powinniście byli przedyskutować jak się Wasze życie zmieni jak się dziecko urodzi. Szczerze mówiąc z tego co piszesz to ja się bardziej przygotowywałam do wzięcia zwierzęcia niż Wy do dziecka, bo przeanalizowałem jak to wpłynie na moje życie, czy mój tryb życia jest odpowiedni itp, kwestie wakacji. A u Was hurra będzie towarzysz zabaw hak będzie miał 10 lat.
                                            • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 12:11
                                              lubiedzemjezynowy napisał(a):

                                              >
                                              > . Pewnie go to wszystko przerosło.

                                              Przestań go usprawiedliwiać.

                                              >Generalnie mogę na nim polegać, obecna sytuacja nie była
                                              > do przewidzenia.

                                              Nie wierzę. No, nie uwierzę, że można było na nim polegać wczesniej.

                                              >chyba nie dotarło do niego jeszcze jak poważna to sprawa. Ten
                                              > schemat jego zachowania znam, wyparcie w trudnych sytuacjach.

                                              Czyli były trudne sytuacje w których się nie sprawdził? Tym trudniej mi zrozumieć dlaczego twierdzisz, że generalnie można na nim polegać.

                                              > Obecność te
                                              > ściowej i jej/ich zachowanie sprawiało, że się czułam zobowiązana ciągle coś ro
                                              > bić. Czułam się winna pod jej wzrokiem nawet kiedy szłam się na chwilę położyć
                                              > do łóżka, i te komentarze jaka to jestem " dobra w odpoczywaniu" i że "stawiam
                                              > siebie jako priorytet". Bałam się nawet jeść we własnym mieszkaniu, mimo że głó
                                              > d miałam wilczy po porodzie.
                                              >

                                              I Ty obwiniasz wyłącznie tę teściową? Gdzie był mąż, dlaczego nie reagował na takie teksty? No sorry, kobieto, obudź się. Ty nie masz męża, Ty masz w domu chłoptasia, który Cię zwyczajnie nie szanuje.

                                              >
                                              > "chodzi nam o to że jeśli czujesz że chcesz jechać to jedź, odpocznij, i przy o
                                              > kazji pozwól mężowi zastanowić się nad jego priorytetami a Ty rozważ swoje." -
                                              > tak tez mu powiedziałam, wziął to za groźbę rozstania.

                                              I bardzo dobrze. Może to nim wstrząśnie. Choć, prawdę mówiąc, nie wierzę. Bo tu nie tylko to, że on się nie sprawdza jako ojciec jest problemem, ale to, co napisałam wyżej - nie szaniuje Cię, jest niedojrzałym egoistą i leniem.
                                              • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 13:03
                                                szpil1 napisała:

                                                > Nie wierzę. No, nie uwierzę, że można było na nim polegać wcześniej.

                                                Ja wierzę. To możliwe, ponieważ zapewne podejmował się roli którą doskonale znał z relacji z matką - opieki nad dorosłą kobietą w depresji. I w której to roli nie dość że się już w życiu sprawdził to jeszcze miał z tego pewne benefity, jak np. poczucie bycia dorosłym, fajnym mężczyzną. Czyli połechtane ego.
                                                Rola ojca jest dla niego nie dość że nieznana to jeszcze zupełnie bezsensowna pod tym względem. Nagle to nie on ma być głównym beneficjentem jakiś mocno absorbujących, a nudnych, czaso i pracochłonnych zabiegów, tylko niemowlak, który go wszak nie doceni.

                                                Z całą resztą tego co napisała Szpil się zgadzam.


                                                • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 13:56
                                                  aqua48 napisała:


                                                  >
                                                  > Ja wierzę. To możliwe, ponieważ zapewne podejmował się roli którą doskonale zna
                                                  > ł z relacji z matką - opieki nad dorosłą kobietą w depresji. I w której to roli
                                                  > nie dość że się już w życiu sprawdził to jeszcze miał z tego pewne benefity,
                                                  > jak np. poczucie bycia dorosłym, fajnym mężczyzną. Czyli połechtane ego.

                                                  Pewnie masz rację. Odnośnie mojego braku wiary to opieram się na tym jak zachowała się teściowa kiedy była w gościnie u autorki. Nie chce mi się wierzyć, że złośliwe i nieprzyjemne teksty nie padały już wcześniej. I mąż z tym nic nie zrobił. To samo z tym nieszczęsnym praniem - nie sądzę, by mąż takie rzeczy robił, podejrzewam, że przyjście na świat dziecka zwyczajnie odsłoniło jego podejście do obowiązków domowych. I teraz, kiedy doszedł dodatkowy obowiązek w postaci dziecka, zaczyna to do autorki docierać.
                                                  • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:27
                                                    szpil1 napisała:

                                                    > podejrzewam, że przyjście na świat dziecka zwyczajnie odsłoniło jego podejście
                                                    > do obowiązków domowych.

                                                    A moim zdaniem nie obowiązki domowe są tu problemem tylko relacja rodzic- dziecko. Mąż autorki od matki atencjuszki i nauczył się, że to dziecko ma coś dawać rodzicowi. Nie odwrotnie. A tu zonk, noworodek, niemowlę i małe dziecko jest bardzo roszczeniowe. I na dodatek często zaspokajanie roszczeń niemowlaka nie łączy się wprost z gratyfikacją, tylko z potwornym zmęczeniem, zniechęceniem i zniecierpliwieniem oraz poczuciem że osoba rodzica zupełnie przestaje być ważna w nawale kupek, zupek, spacerów, kąpieli, karmienia, kolek itp. Być może dlatego jest mu trudno pogodzić się z wymaganiami własnego syna i żony.
                                                  • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:36
                                                    Nie mozba wyciąć obowiązków domowych całkowicie z równania, bo dziewczyna od przeciążenia jest w stanie wpaść w depresję. A przecież czarno na białym było napisane, że mąż sam z siebie tylko gotuje. Więc jak wszystko: dziecko i dom jest na jej głowie to można paść ze zmęczenia.

                                                    Według mnie tu jest dużo problemów i to ważnych.
                                                  • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:50
                                                    szpil1 napisała:
                                                    >To samo z tym nieszczęsnym praniem - nie sądzę, by mąż takie rzeczy robił,
                                                    > podejrzewam, że przyjście na świat dziecka zwyczajnie odsłoniło jego podejście
                                                    > do obowiązków domowych. I teraz, kiedy doszedł dodatkowy obowiązek w postaci d
                                                    > ziecka, zaczyna to do autorki docierać.

                                                    Znałam jego podejście do obowiązków domowych, czyt. typowy facet. I jak wcześniej pisałam, nie przeszkadzało mi to.
                                                    Ale dziecko to nie kwestia jego priorytetów ani wyboru. Opiekować się trzeba, kąpać, przewijać, usypiać trzeba. Deklarował, że będzie oddanym ojcem. I byłabym w stanie zająć się domem, o ile on zająłby się dzieckiem. Ale już dom i dziecko to dla mnie zbyt wiele.
                                                  • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 15:07
                                                    lubiedzemjezynowy napisał(a):

                                                    .
                                                    >
                                                    > Znałam jego podejście do obowiązków domowych, czyt. typowy facet. I jak wcześni
                                                    > ej pisałam, nie przeszkadzało mi to.

                                                    Wiesz co, będę brutalna: chrzanisz kocopały. Nie, typowy facet nie ma takiego podejścia do obowiązków domowych. No, chba że ja znam tak wielu nietypowych?

                                                    > Ale dziecko to nie kwestia jego priorytetów ani wyboru. Opiekować się trzeba, k
                                                    > ąpać, przewijać, usypiać trzeba. Deklarował, że będzie oddanym ojcem.

                                                    No, już za późno, bo dziecko jest na świecie, ale podejście do obowiązków domowych przed pojawieniem się dziecka rzadko się zmienia po. Któaś forumowiczka (Aqua?) zadała dobre pytanie dlaczego się na dziecko z nim zdecydowałaś. Im więcej piszesz o nim, o jego podejściu do Ciebie tym bardziej to wygląda na potężne klapki na oczach i zaklinanie rzeczywistości.

                                                    I byłabym
                                                    > w stanie zająć się domem, o ile on zająłby się dzieckiem. Ale już dom i dzieck
                                                    > o to dla mnie zbyt wiele.

                                                    Przygotuj się, że tak już będzie. Obstawiam, że on się nie zmieni.
                                                  • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 15:31
                                                    szpil1 napisała:

                                                    > lubiedzemjezynowy napisał(a):
                                                    >
                                                    > .
                                                    > >
                                                    > > Znałam jego podejście do obowiązków domowych, czyt. typowy facet. I jak w
                                                    > cześni
                                                    > > ej pisałam, nie przeszkadzało mi to.
                                                    >
                                                    > Wiesz co, będę brutalna: chrzanisz kocopały. Nie, typowy facet nie ma takiego p
                                                    > odejścia do obowiązków domowych. No, chba że ja znam tak wielu nietypowych?
                                                    >

                                                    Być może znasz nietypowych. Ja na trzycyfrową liczbę znanych mi mężczyzn znam tylko trzech pedantów i wszyscy trzej mieli problemy psychiczne. Reszta to mniejsze lub większe brudasy. Zależy też jakie kto ma standardy czystości.

                                                  • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 16:01
                                                    lubiedzemjezynowy napisał(a):


                                                    > Być może znasz nietypowych. Ja na trzycyfrową liczbę znanych mi mężczyzn znam t
                                                    > ylko trzech pedantów i wszyscy trzej mieli problemy psychiczne. Reszta to mniej
                                                    > sze lub większe brudasy. Zależy też jakie kto ma standardy czystości.
                                                    >

                                                    Tyle, że między pedanterią, a normalnym dbaniem o dom, sprzątaniem tegoż domu itd jest ogromna różnica.
                                                  • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 16:21
                                                    szpil1 napisała:

                                                    > Tyle, że między pedanterią, a normalnym dbaniem o dom, sprzątaniem tegoż domu i
                                                    > td jest ogromna różnica.

                                                    Otóż to właśnie. Właściwie żadnego z mężczyzn których ja znam nie mogłabym nazwać brudasem. Normalnie dbają o czystość i porządek, ale i bez spinki i przymusu, że ma być wylizane do czysta jak w laboratorium.
                                                    Wszyscy też uczestniczą w porządkach na zasadzie sprzątamy gruntowniej wspólnie np w soboty przed południem, mąż zajmuje się szorowaniem łazienki, żona odkurzaniem. Lub na odwrót. A w tygodniu każdy robi to na co akurat się natknie lub są ściśle przydzielone zadania - mąż jest od wyrzucania śmieci i wyładowywania zmywarki, żona ładuje zmywarkę i wiesza pranie. To w sumie obojętne co kto, ważne by każde robiło to co mu przysparza najmniej przykrości i najlepiej wychodzi.
                                                • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:52
                                                  aqua48 napisała:

                                                  > szpil1 napisała:
                                                  >
                                                  > > Nie wierzę. No, nie uwierzę, że można było na nim polegać wcześniej.
                                                  >
                                                  > Ja wierzę. To możliwe, ponieważ zapewne podejmował się roli którą doskonale zna
                                                  > ł z relacji z matką - opieki nad dorosłą kobietą w depresji. I w której to roli
                                                  > nie dość że się już w życiu sprawdził to jeszcze miał z tego pewne benefity,
                                                  > jak np. poczucie bycia dorosłym, fajnym mężczyzną. Czyli połechtane ego.
                                                  > Rola ojca jest dla niego nie dość że nieznana to jeszcze zupełnie bezsensowna p
                                                  > od tym względem. Nagle to nie on ma być głównym beneficjentem jakiś mocno absor
                                                  > bujących, a nudnych, czaso i pracochłonnych zabiegów, tylko niemowlak, który go
                                                  > wszak nie doceni.
                                                  >
                                                  > Z całą resztą tego co napisała Szpil się zgadzam.
                                                  >
                                                  >

                                                  Słuszna uwaga. Może tak być.
                                            • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 12:53
                                              lubiedzemjezynowy napisał(a):

                                              > Wydawało mi się, że będzie dobrym, zaangażowanym o
                                              > Pewnie go to wszystko przerosło.
                                              > Generalnie mogę na nim polegać, obecna sytuacja nie była
                                              > do przewidzenia. Zdaje się, że ogrom obowiązków go przerósł

                                              Przeczysz sama sobie.
                                              Wybielasz postawę męża - sytuacja nie odo przewidzenia, jego miał prawo "przerosnąć" ogrom obowiązków (a Ciebie nie przerósł? i jak to nie do przewidzenia, kurka wodna, myślał, że dziecko wychowa się samo czy jak?) I prezentujesz postawę projektującą Twoje pragnienia - generalnie możesz polegać. No sorry, wiem że chciałabyś, ale jednak nie, nie możesz.

                                              > nie ma nic czego podejmowałby się chętnie w związku z dzieckiem,
                                              > Może się to odmieni gdy syn będzie starszy.

                                              Gdy syn będzie starszy będzie jeszcze bardziej wymagający - obecności, pilnowania i uwagi, by nie zrobił sobie krzywdy, nie włożył palców gdzie nie trzeba, nie uciekł pod koła samochodu, odpowiadania na niekończące się pytania, itp.

                                              > A on mi dziś powiedział "jaka ty jesteś wymagająca", bo przyszłam z synem do niego i mu "przeszkodziłam".

                                              Z wszystkich opisów jakie tu tym wątku poczyniłaś wynika, że Twój mąż jest zwyczajnie niedojrzały. I tak, może być przy tym uroczym mężczyzną, wspaniałym kompanem, świetnym kochankiem, i generalnie z gruntu dobrym człowiekiem. Ale jest niedojrzały. Czy dojrzeje kiedykolwiek - nie wiadomo, skoro w trudnych dla siebie sytuacjach jak sama piszesz stosuje wyparcie i to z powodzeniem, jako strategię która mu przynosi korzyści..

                                              Kuriozalny jest dla mnie opis że w obecności teściowej bałaś się we własnym domu jeść i odpoczywać. Chamski był jej komentarz że odpoczywanie Ci dobrze wychodzi, tym bardziej że podobno przyjechała do Was po to właśnie byś odpocząć mogła.
                                              Ciekawa jestem jak w tej sytuacji zachowywał się Twój mąż? Stanął kiedykolwiek po TWOJEJ stronie, w TWOJEJ obronie, sprzeciwił się matce? Zaprotestował gdy Cię krytykowała?
                                              Bo umiejętność obrony swojej kobiety świadczy o dojrzałości mężczyzny jego miłości i wartości związku który stworzył. Weź to pod uwagę i zastanów się. Czy Twój mąż staje po Twojej stronie? Bierze Cię w obronę? Czy raczej jest skłonny obarczać Cię winą?






                                              > "dlaczego tak szalałaś w połogu z tym sprzątaniem i ogarnianiem?" - Obecność te
                                              > ściowej i jej/ich zachowanie sprawiało, że się czułam zobowiązana ciągle coś ro
                                              > bić. Czułam się winna pod jej wzrokiem nawet kiedy szłam się na chwilę położyć
                                              > do łóżka, i te komentarze jaka to jestem " dobra w odpoczywaniu" i że "stawiam
                                              > siebie jako priorytet". Bałam się nawet jeść we własnym mieszkaniu, mimo że głó
                                              > d miałam wilczy po porodzie.
                                              >
                                              > "Bierzesz to pod uwagę, czy rozłąka z mężem pogłębi Twój stan? Jak to czujesz?
                                              > "- myślę że wyjazd do Polski dobrze by mi zrobił. Ja dosłownie jestem od kilku
                                              > miesięcy 24/7 przy dziecku, nie mam znikad pomocy. Przez te parę miesięcy wyszł
                                              > am dosłownie 3 razy sama, na rower na 45 minut.
                                              >
                                              > "chodzi nam o to że jeśli czujesz że chcesz jechać to jedź, odpocznij, i przy o
                                              > kazji pozwól mężowi zastanowić się nad jego priorytetami a Ty rozważ swoje." -
                                              > tak tez mu powiedziałam, wziął to za groźbę rozstania.
                                              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 14:45
                                                aqua48 napisała:

                                                > lubiedzemjezynowy napisał(a):
                                                >
                                                > > Wydawało mi się, że będzie dobrym, zaangażowanym o
                                                > > Pewnie go to wszystko przerosło.
                                                > > Generalnie mogę na nim polegać, obecna sytuacja nie była
                                                > > do przewidzenia. Zdaje się, że ogrom obowiązków go przerósł
                                                >
                                                > Przeczysz sama sobie.
                                                > Wybielasz postawę męża - sytuacja nie odo przewidzenia, jego miał prawo "przero
                                                > snąć" ogrom obowiązków (a Ciebie nie przerósł? i jak to nie do przewidzenia, ku
                                                > rka wodna, myślał, że dziecko wychowa się samo czy jak?) I prezentujesz postawę
                                                > projektującą Twoje pragnienia - generalnie możesz polegać. No sorry, wiem że c
                                                > hciałabyś, ale jednak nie, nie możesz.

                                                Sytuacja nie do przewidzenia dla mnie, bo to co deklarował tylko w jakichś 50% pokrywa się z tym co robi.

                                                > Z wszystkich opisów jakie tu tym wątku poczyniłaś wynika, że Twój mąż jest zwyc
                                                > zajnie niedojrzały.

                                                Do roli ojca. To wiem.

                                                >
                                                > Kuriozalny jest dla mnie opis że w obecności teściowej bałaś się we własnym dom
                                                > u jeść

                                                "Bałam", bo gdybym zrobiła kanapkę tylko sobie to zaraz miałabym wyrzuty, że dlaczego sama jem a im nie zrobię. A że miałam niewiele czasu między jednym maratonem karmienia i drzemki a drugim, to nie miałam czasu na szykowanie żarcia i im.

                                                i odpoczywać. Chamski był jej komentarz że odpoczywanie Ci dobrze wychod
                                                > zi, tym bardziej że podobno przyjechała do Was po to właśnie byś odpocząć mogła
                                                > .
                                                > Ciekawa jestem jak w tej sytuacji zachowywał się Twój mąż?

                                                Nijak. On chyba tego nawet nie słyszał.

                                                Stanął kiedykolwiek
                                                > po TWOJEJ stronie, w TWOJEJ obronie, sprzeciwił się matce? Zaprotestował gdy Ci
                                                > ę krytykowała?
                                                > Bo umiejętność obrony swojej kobiety świadczy o dojrzałości mężczyzny jego miło
                                                > ści i wartości związku który stworzył. Weź to pod uwagę i zastanów się. Czy Twó
                                                > j mąż staje po Twojej stronie? Bierze Cię w obronę?

                                                Nie staje po mojej stronie, to już pisałam w którymś poście. Gdybym stwierdziła, że tekst teściowej byl chamski i nie życzę sobie tego typu zachowania, to by powiedział że ją atakuję i "bo na zawsze mam problem z jego matką".
                                              • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 15:38
                                                aqua48 napisała:
                                                >jego miał prawo "przero
                                                > snąć" ogrom obowiązków (a Ciebie nie przerósł? i jak to nie do przewidzenia, ku
                                                > rka wodna, myślał, że dziecko wychowa się samo czy jak?)

                                                Mnie nie ma prawa przerosnąć, w końcu jestem matką (piszę to z sarkazmem). Jak ktoś tujuz słusznie podejrzewał, mam wdrukowane, żeby robić aż padnę na twarz, i było tak zarówno na studiach, w pracy, w relacjach i teraz w macierzyństwie. Ma to swoje zalety, bo wytrwałość popłaca zawodowo i w sporcie, ale czasem wq*wia mnie, że na moich barkach są czyjeś obowiązki.
                                    • szpil1 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 21:06
                                      morelowamorela napisał(a):

                                      > Tymi emotikonkami stara się poprawić sobie nastrój. Jest swieżo po ślubie, ma z
                                      > nim malutkie dziecko i pewnie go kocha.

                                      Ja myślę, że jest jeszcze na etapie kiedy nie chce do siebie dopuścić przykrej prawdy, że ma męża lenia i cwaniaczka, i to nie teściowa jest problemem.
                      • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 15:23
                        A mnie ciekawi dlaczego zdecydowałaś się na dziecko z mężczyzną na którym kompletnie nie możesz polegać? Który nie chce podejmować się roli partnera w obowiązkach? I jak wobec tego wyglądają Wasze przyjemności? Co robicie oboje wspólnie i zadowoleniem. Bo może warto na tym zacząć budować, a nie na nakazach, niechęci i zazdrości o teściową.
                        Ciekawa też jestem co mąż myśli o roli ojca i jak ją widzi? Czego podejmuje się chętnie?
                        Może zaproponuj mu jako alternatywę i wyjście z impasu zatrudnienie niani do dziecka i pomocy domowej skoro on ma takie problemy w założeniu prania, czy wyjściu z dzieckiem na spacer? A uzyskany w ten sposób wolny czas spędzajcie oboje na odpoczynku i przyjemnościach. Ciekawa jestem co on powiedziałby na taką propozycję.
                        • eriu Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 28.08.21, 15:50
                          Mnie tylko jedna rzecz zastanawia: w sumie spacer z dzieckiem to nie jest w jakiś sposób przyjemna forma spędzania czasu ze swoim dzieckiem? Żeby się nie okazało, że niania będzie wychowywać a tatuś nic nie będzie robił, bo go nic nie bawi związanego z dzieckiem, bo nawet zabawa go w końcu zmęczy bo zabawa nie wygląda jak on chce tylko się do dziecka trzeba dostosować.
                        • lumeria Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 15:39
                          >A mnie ciekawi dlaczego zdecydowałaś się na dziecko z mężczyzną na którym kompletnie nie możesz polegać? Który nie chce podejmować się roli partnera w obowiązkach?

                          A jak to miała sprawdzić? To, ze ktoś sie deklaruje, ze będzie dobrym ojcem nie jest gwarancja, ze tak będzie.

                          To, ze było fajnie i ja wspierał kiedy byli 1-na-1 tez nie przenosi sie na relacje z dzieckiem.

                          >Czułam się winna pod jej wzrokiem nawet kiedy szłam się na chwilę położyć
                          > do łóżka, i te komentarze jaka to jestem " dobra w odpoczywaniu" i że "stawiam
                          > siebie jako priorytet". Bałam się nawet jeść we własnym mieszkaniu, mimo że głó
                          > d miałam wilczy po porodzie.

                          Mam takie wrażenie, ze właśnie brakuje żonie tego stawiania siebie i swoich potrzeb jako priorytet. Brakuje podstawowego poszanowania siebie. Takiego "oczywiście, ze ide sie położyć", "hej, zróbcie mi kanapkę", "weź dziecko na spacer proszę, ja chwile sie ogarnę". Ona sama siebie nie szanuje, podkula ogon kiedy ktoś ją olewa bądź dziobie. To jest poważny temat na terapie.



                          • lubiedzemjezynowy Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 16:04
                            lumeria napisała:

                            > >A mnie ciekawi dlaczego zdecydowałaś się na dziecko z mężczyzną na którym
                            > kompletnie nie możesz polegać? Który nie chce podejmować się roli partnera w ob
                            > owiązkach?
                            >
                            > A jak to miała sprawdzić? To, ze ktoś sie deklaruje, ze będzie dobrym ojcem ni
                            > e jest gwarancja, ze tak będzie.

                            Dokładnie tak. Ten jego zapał do bycia ojcem to nie był jakiś krótki epizod. On o tym z pasją i wzruszeniem opowiadał już kiedy go poznałam.

                            >
                            > To, ze było fajnie i ja wspierał kiedy byli 1-na-1 tez nie przenosi sie na rela
                            > cje z dzieckiem.

                            Tak, w relacji 1-1 było fajnie, mogę na nim polegać. Daje mi wsparcie i zrozumienie, potrafił rozmawiać ze mną kilka godzin kiedy miałam problemy w pracy, myśli o mnie kiedy robi jedzenie, zakupy robi pode mnie a nie pod siebie, wakacje tam gdzie ja chcę, na wycieczki do parków jezdzilismy że względu na mnie, bo jego nie interesuje natura, w ciąży nie musiałam nic robić, miałam podstawione pod nos, prawie cały trzeci trymestr przelezalam, po zachcianki jeździł bez mrugnięcia okiem, ani razu nie narzekał, że mam wahania nastroju. Jeździł 1000km w jedną stronę w upalne lato bez klimatyzacji, żeby mnie zobaczyć na jeden dzień. To głównie on podtrzymywał kontakt na odległość. Podjął się nowego wykształcenia, zmienil pracę na lepszą "żeby mieć perspektywy na lepszą przyszłość razem", zmienił mieszkanie na większe, lepsze, urządził na moją przeprowadzkę, żeby było gotowe. Wszystkie sprawy techniczne, remonty, naprawy, rachunki, ubezpieczenia załatwia on, wozi nawet mojego chorego kota do weterynarza. Zawsze pyta czego ja chcę. To tylko kilka przykładów.
                            Zapewniam, w relacji między nami mogę na niego liczyć.
                            Myślę, że tak jak aqua48 już napisała, to w funkcji ojca nie może się odnaleźć. Może właśnie dlatego, że nie ma z tego wymiernhch korzyści a niemowlak jest "nudny" i nie daje informacji zwrotnej.

                            >
                            > >Czułam się winna pod jej wzrokiem nawet kiedy szłam się na chwilę położyć
                            > > do łóżka, i te komentarze jaka to jestem " dobra w odpoczywaniu" i że "st
                            > awiam
                            > > siebie jako priorytet". Bałam się nawet jeść we własnym mieszkaniu, mimo
                            > że głó
                            > > d miałam wilczy po porodzie.
                            >
                            > Mam takie wrażenie, ze właśnie brakuje żonie tego stawiania siebie i swoich pot
                            > rzeb jako priorytet. Brakuje podstawowego poszanowania siebie. Takiego "oczy
                            > wiście, ze ide sie położyć", "hej, zróbcie mi kanapkę", "weź dziecko na spacer
                            > proszę, ja chwile sie ogarnę". Ona sama siebie nie szanuje, podkula ogon kie
                            > dy ktoś ją olewa bądź dziobie. To jest poważny temat na terapie.
                            >
                            Tak, cechy osoby wysoko wrażliwej.
                            • aqua48 Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 16:37
                              lubiedzemjezynowy napisał(a):


                              > Myślę, że tak jak aqua48 już napisała, to w funkcji ojca nie może się odnaleźć.
                              > Może właśnie dlatego, że nie ma z tego wymiernhch korzyści a niemowlak jest "n
                              > udny" i nie daje informacji zwrotnej.

                              Ty wobec tego musisz mu dawać taką informację zwrotną. Podziwiać go w roli ojca, mówić jak Ci to imponuje, i jakim jest dla Ciebie wówczas wspaniałym mężczyzną.

                              > Tak, cechy osoby wysoko wrażliwej.

                              Nie piernicz dziewczyno, pozwalanie na jeżdżenie po sobie komuś, na dodatek we własnym domu, to nie cechy osoby wysoko wrażliwej, tylko bardzo niepewnej siebie i z niewielkim poczuciem własnej wartości. Osoba wysoko wrażliwa by nie zdzierżyła..
                            • lumeria Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 16:38
                              >>Ona sama siebie nie szanuje, podkula ogon kiedy ktoś ją
                              >>olewa bądź dziobie. To jest poważny temat na terapie.
                              >
                              >Tak, cechy osoby wysoko wrażliwej.

                              Cechy wysokiej wrażliwości? Dziewczyno, to sa cechy osoby przysposobionej do robienia wszystkiego za innych, dwojenia się i trojenia by im sie przypodobać, pracowania jak dzika mrówka by zyskać aprobatę i wsparcie, które i tak nigdy się nie pojawią. A jak poprosisz delikatnie i uniżenie o pomoc, to najbliżsi spuszczają Cie po brzytwie - brzmi znajomo?

                              A to, ze mąż i teściowa nie zrobili kanapki i nie wysłali na drzemkę kobiety w połogu to jest #$%wo. A Ty sie czujesz winna i wysoko wrazliwa, ze nie obsługujesz trutni???
                                • lumeria Re: Mąż przyjmuje rolę własnego ojca w relacji z 29.08.21, 18:04
                                  morelowamorela napisał(a):

                                  > To wszystko nie trzyma się kupy. Taki fajny był, a zrobił się nie do wytrzymani
                                  > a? I jeszcze mama dwoi się i troi, by młodej matce dopiec. Też przed ślubem był
                                  > a fajna. Oboje wystraszyli się małego dziecka i postanowili przesiadywać
                                  > na kanapie. Ojjojoj.

                                  To jak najbardziej trzyma sie kupy, tylko trzeba znać ten model. To jest bardzo częste zachowanie u chłopców-wychowanych w zbyt bliskiej (przez co zaburzonej) więzi z mamusią, bez zdrowych wzorców mężczyzn.

                                  Oraz młodej kobiety, która nauczona jest wszystko za innych robić, nie szanować swoich granic. I tez nauczona jest ufać gadaniu a nie patrzeć na zachowania.

                                  To recepta na problemy. Jest pięknie jak on może ją za rączkę trzymać i wysłuchiwać i opowiadać jak to super będzie. A jak przychodzi co do czego, to działalności brak, bo nigdy nie musial spinac posladow i robic tego co mu nie za bardzo w danym momencie pasuje. Kobiety ogarniały praktyczne działania.