Czy dziecko zmieniło moją rodzinę?

23.03.07, 19:11
Jestem pogodną i przyjaźnie nastawioną do otoczenia osobą. Jeśli ktokolwiek
prosił mnie o coś , nigdy nie odmawiałam. Zawsze patrzyłam czego innym(
rodzinie, znajomym) brakuje a krępują się powiedzieć i starałam się im to
dać. Już taka jestem, że radość u nich na twarzach jest dla mnie najlepszą
nagrodą. Nie raz nie spałam po nocach ,lub po pracy poświęcałam wiele godzin
aby tylko pomóc.
Obecnie jestem mamą 8 miesięcznej dziewczynki. Od 8 miesięcy nigdzie nie
wyszłam poza swoje osiedle (chodzę z małą na spacerki). Tak bardzo
chciałabym pójść do fryzjera, kosmetyczki, teatru lub zwyczajnie pochodzić w
samotności i odpocząć. Wiele razy dzwoniłam do najbliższych i prosiłam o
pozostanie z małą. Wszyscy się wypierają, że muszą coś załatwić, akurat nie
mogą, muszą gdzieś wyjechać ale następnym razem mam zadzwonić to chętnie.
Tylko ,że tego następnego jak do tej pory nie ma. Prosiłam o pomoc w
przygotowaniu chrzcin i nikt mi nie pomógł. Płakałam i biegałam kuchnia -
łóżeczko( wtedy córka miała 2 miesiące). To samo było na Swięta Bożego
Narodzenia. Rodzina przyjechała na trzy dni a ja padałam ze zmęczenia i
spałam po 2-3 godziny. Kiedy po raz pierwszy zobaczyli małą( nie w szpitalu,
bo nikt mnie nie odwiedził, dopiero na chrzcie)nikt do nas nie podszedł nikt
nic po prostu nie powiedział, więc wyszłam z dzieckiem ,z pokoju w którym
byli ze łzami w oczach. Straciłam wiarę w ludzi,w rodzinę.Siedzę w domu i
płaczę już 8 miesięcy. Czasami mam okropne myśli. Jestem już zmęczona. Chyba
mam depresję ale nie mogę skonsultować się ze specjalistą, bo nie ma kto
zostać z córką.

Proszę tylko o kilka słów pocieszenia
    • monaxa Re: Czy dziecko zmieniło moją rodzinę? 24.03.07, 08:29
      Witaj.
      Nie wiem czy cię pocieszę, ale wzruszyłam sie czytajac Twój list. Gdzie
      mieszkasz, może mieszkamy gdzies nedaleko???

      Jak wywnioskowałam jesteś samotną Mamą, czy tak?
      Wiem jak to jest ciężko zostac tak samym z własnymi problemami. W pewnym czasie
      ja tez byłam sama, może i nadal jestem ale juz dziecko jest większe i jakoś sie
      przyzwyczaiłam.
      Też byłam bardzo samotna, jak urodziłam dziecko i tak samo jak u Ciebie znajomi,
      ktorym wczesniej pomagałam jakos nie mieli dla mnie czasu. Rodzina?
      Rodzina - dodawała mi więcej bólu niż pomagała. Zapewne wiesz jak sie wtedy
      czułam, czasami dopadały mnie tez złe mysli, czasami nie miałam siły zyć.
      Moze to Cie w tej chwili nie pocieszy, ale jakoś wytrzymałam, może nadal nie
      dzieje sie najlepiej w moim życiu, nadal gdzieś stapam po krawędzi, nadal nie
      wiem czego szukam, czego chcę w życiu, ale mozna powiedzieć, że nauczyłam się
      żyć ze swoją samotnością, jeste ciężko, ale wierzę że w życiu należy liczyć
      tylko na siebie na nikogo więcej.
      Twoje dziecko ma dopiero 8 miesięcy, wytrzymaj, proszę cię, wytrzymaj!!!!
      Dziecko caly czas nie jest takie samo, małe - dziecko rośnie. Za rok będziesz
      mogła z dzieckiem juz pogadać, dzieci naprawdę potrafią być mądre.
      A znajomi - wiem ze to smutne, ale widocznie tak musi być, widocznie nie byli to
      Twoi prawdziwi przyjaciele.
      Gadoma trzymaj się, my kobiety naprawdę możemy wiele znieść. Jeśli chcesz pisz
      do mnie na priv, może mogę wysłuchać, pomóc...
      Trzymaj się Kochana!
      • mamagabusi Re: Czy dziecko zmieniło moją rodzinę? 24.03.07, 10:49
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=59598928
        jakbym siebie czytala...
        • gadoma do mamagabusi 24.03.07, 12:57
          Przeczytałam i odpowiedziałam tam na forum
          Pozdrawiam i dziękuję :)
      • gadoma Dzięki - odezwę się :) 24.03.07, 12:55
        Dla mnie ważne są każde słowa pocieszenia

        > wierzę że w życiu należy liczyć tylko na siebie na nikogo więcej
        (okazuje sie, że święte słowa)

        > Twoje dziecko ma dopiero 8 miesięcy, wytrzymaj, proszę cię, wytrzymaj!!!!
        > Dziecko caly czas nie jest takie samo, małe - dziecko rośnie. Za rok będziesz
        > mogła z dzieckiem juz pogadać, dzieci naprawdę potrafią być mądre.
        ( zatem jeszcze cały rok????? nie wiem, czy dam radę)

        Jestem z Warszawy
        Pozdrawiam i napewno się odezwę
        • buhara76 Re: Dzięki - odezwę się :) 26.03.07, 00:06
          Witaj. Dobrze Cie rozumiem bo sama przez to przechodziłam kilka lat temu przy
          pierwszym dziecku i teraz przechodzę przy drugim. To strasznie przykre gdy
          ludzie, którzy powinni być dla nas wsparciem odwracają się. Mi niestety przez
          dzieci urwało się dużo znajomości - a to nie było z kim dziecka zostawić, a to
          trzeba się spieszyć do dziecka itp, a tak wogóle to troche nie ma o czym
          rozmawiać bo ty siedzisz w pieluchach a inni w pracy i na imprezach. Przy
          pierwszym dziecku byłam na wychowawczym 3 lata i powiem szczerze, że zaczełam
          się dobrze czuć jak mały miał jakieś 2 lata i 11 miesięcy i wiedziłam, że za
          miesiąc pójdzie do przedszkola...wcześniej samotność, deprecha i zero wsparcia
          ze strony bliskich...
          Teraz siedze z drugim dzieckiem - myślałam, że jestem przygotowana na to, ale
          guzik, okazało się, że nie jestem. Znowu czuje się źle, może nawet gorzej niż
          przy pierwszym bo więcej obowiązków i dziecko bardziej absorbujące.
          To dla pocieszenia, że nie tylko Ty tak się czujesz.
          Po drugie - umiesz liczyć - licz na siebie. Jak nie masz z kim zostawić
          dziecka - weź je ze sobą.
          PS. Też jestem z Wa-wy - jak masz ochote pogadac to sie odezwij. Pozdrawiam.
    • gadoma Pani Agnieszko proszę o radę 26.03.07, 00:20
      Jak wyjść z dołka psychicznego w którym jestem? Jak zmienić się dla dziecka, bo
      jestem cały czas smutna i rozdrażniona? Jak wpłynąć na rodzinę, a może dać
      sobie spokój i znaleźć inne rozwiązanie? Co mam dalej zrobić?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy dziecko zmieniło moją rodzinę? 28.03.07, 13:10
      Z Pani listu wynika, że sama Pani wychowuje swoją córkę. Jest to w istocie
      trude zadanie zarówno emocjonalnie jak i, że tak powiem, strategicznie. Nic
      dziwnego zatem, że czuje się Pani przeciążona obowiązkami. Rozumiem także, że
      nie jest przyjemnie nie móc dzielić się przyjemnościami i kłopotami związanymi
      z nową i czasami trudną sytuacją z najbliższymi osobami. Tym niemniej może się
      tak zdarzyć, że te właśnie osoby nie zechcą współpracować z Panią a Pani,
      niestety , nie ma na to żadnego wpływu. Decyzje w takich sprawach są po ich
      stronie. Nie można także liczyć na wdzięczność za Pani niegdysiejszą pomoc. No
      bo jak wyegzekwować takie swoje roszczenia? Być może pokładała i pokłada Pani
      zbyt duże nadzieje albo wymagania od swojej rodziny. Im one są większe tym i
      rozczarowanie silniejsze. A może jest tak, że czegoś Pani nie dostrzegła lub
      nie doceniła w stosunkach między Wami, co powoduje takie zachowania Pani
      bliskich, a co stało się wyraźniejsze po urodzeniu dziecka? Pisząc najbiższych,
      mam na myśli rodziców czy rodzeństwo i ich ewentualne rodziny. Dziecko mogło tę
      sytuacje nie tyle zmienić, co ją zaostrzyć. Mogę jedynie spekulować, ale może
      z jakś powodów trudo im znosić Pani aktualną sytuację osobistą. Może chcą Pani
      coś swoim zachowaniem pokazać lub udowodnić. Wtedy warto z mnimi o tym
      porozmawiać, nawet nie po to aby coś nagle miało się zmienić, choć może ... ale
      bardziej po to aby nie czuć takiego głebokiego rozżalenia.
      Wszystko co napisałam do tej pory nie zmieni nagle Pani sytuacji. trzeba sobie
      powiedzieć, że póki co jest Pani zdana na siebie i tylko to co sama Pani sobie
      wypracuje bedzie najlepsze. Proponuję nie zwiększać swoich obowiązków, nie
      nadwyrężać się dodatkowymi świątecznymi uroczystościmi. Może warto rozejrzeć
      się i może zaproponować matce z dzickiem w zbliżonym wieku zajmowanie się
      choć raz na jakiś czas wzajemnie swoimi dziećmi, aby mogła Pani gdzieś wyjść i
      sprawić sobie przyjmność czy po prostu odpocząć. A co z ojcem dziecka ? może i
      jego zmobilizować do działania. Nie powinna Pani w tym ustępować. Należy się
      to przecież dziecku. Nie tylko Pani. Tak więc nie warto liczyć na innych, bo to
      jest niepewna inwestycja. Gdyby moje rady były w tym momencie zbyt trudne do
      zrealizowania, albo chciałaby Pani dodac jeszcze jakies szczegóły, które
      ułatwią mi lepiej zrozumieć sytuacje, to proszę napisać jeszcze raz. Tak więc
      to chyba nie dziecko zmieniło rodzinę, ale ona już taka była, tylko może Pani
      ją chciała widzieć inaczej. Wszytko w Pani rękach. Życzę wytwałości. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
    • sir.vimes Czy ja dobrze rozumiem? 11.04.07, 21:58
      Samiuteńka szykowałaś chrzciny i święta? Nikt ci nie pomógł?

      Uważam, że twoi goście powinni się wstydzić i to bardzo... Nie pojmuję jak można
      zaharowanej matce nie pomóc - za to korzystać z jej obsługi przez parę dni.

      Może powinnaś po prostu wprost powiedzieć co sądzisz o tej sytuacji i jak wielka
      przykrość ci zrobili?

      • verdana Re: Czy ja dobrze rozumiem? 11.04.07, 23:11
        przepraszam bardzo - to co? masz uznać, ze nie masz na kogo liczyć? Że rodzina
        ma prawo przyjmowac przyslugi, a potem po prostu uznać, ze teraz masz radzić
        sobie sama? I masz w dodatku to zaakceptować?
        ja bym przynajmniej w prostych zolnierskich slowach powiedziała rodzinie, co o
        tym mysle. I zapytała, czy w ogóle chcą Cię jeszcze widywac.
        • gadoma Wielkanoc też była u mnie ... 12.04.07, 13:18
          Planowałam wyjechać, bo zostałam zaproszona na Wielkanoc, ale w międzyczasie
          zmarł mój dziadek i Wielkanoc też zrobiłam, bo goście przyjechali do mnie.
          Teraz różnica polegała na tym, że "pilnowali" małej, żebym mogła przygotować
          potrawy no i mama trochę mi pomogła od 24 do 2 w nocy (z soboty na niedzielę)
          jak widziała, że nie daję już rady. Wczoraj wieczorem odjechali a ja zostałam
          z bałaganem, ale dzisiaj nic nie robię- muszę odpocząć od gości.
Pełna wersja