ojciec?

15.04.07, 09:18
Witam!

Samodzielnie wychowuje 8 miesieczne dziecko. Ojciec dziecka przebywa za
granica. Zdeklarowal się, iż nie zamierza wychowywac tego dziecka, a
zatroszczy sie o nie "pozniej". Nie zamierza jednak wracac do Polski w
najblizszym czasie. Postanowil być „ojcem” dla tego dziecka na wlasnych
warunkach; widywac je okazjonalnie (odwiedzil corke w sierpniu) Jego troska o
dziecko ogranicza się do maila (z zapytaniem o zdrowie) wyslanego raz na
miesiac, albo dwa. Nie mam mozliwosci kontaktu z tym czlowiekiem w razie
potrzeby. Dla mnie to jasny sygnal, ze nie zyczy sobie byc niepokojonym. W
moim przekonaniu takie zachowanie to traktowanie dziecka jak przedmiot. Jak
zabaweczke, która nie ma się czasu teraz pobawic, ale może kiedys w
przyszlosci. Nie jest jednak w stanie się okreslic kiedy, i czy na pewno. Co w
takiej sytuacji będzie lepsze dla dziecka? Pozwolic mu być ojcem dla tego
dziecka na jego warunkach? Czy „bylejaki” ojciec jest lepszy niż żaden?
pozdrawiam
    • chalsia Re: ojciec? 15.04.07, 11:57
      uważam, że jednak lepszy żaden niż bylejaki, aczkolwiek mam świadomość, że pani
      psycholog odpowie, że odwrotnie.
      Chalsia
      • anccia Re: ojciec? 16.04.07, 13:20
        "Mailowy tata" raz na miesiąc to trochę za mało do bycia ojcem. Dziecko nie
        może cierpieć przez kogoś kto je traktuje jak zabawkę. Taki "tata" może za
        jakiś czas się pojawić, dziecku naobiecywać cuda, nawkładać do głowy, jaki to
        on jest super, rozbudzić nadzieję - jednym słowem namieszać w Waszym życiu i
        zniknąć jak mu się znudzi. Ojcem się jest albo nie, a nie tylko wtedy, gdy się
        ma taki kaprys.
        • mysz56 Re: ojciec? 18.04.07, 10:35
          ojcem się jest albo nie a nie tylko wtedy gdy ma się taki kaprys-dokładnie tak
          myślę z punktu widzenia dorosłego dziecka rozwiedzionych rodziców...
    • sir.vimes Znam takie dziecko 18.04.07, 10:54
      "Okazjonalnie" kochane przez ojca. Ojciec czasem był , czasem znikał. Realnego
      wsparcia - zero, za to sporo wyjazdów i prezentów. Alimentów - zero. Drogie
      ciuchy ,jak mu się przypomniało- owszem.
      Dziewczyna jest bardzo niepewna siebie, miała depresję, fatalne układy z
      chłopakami (pozwalała na podobne zachowania - rozstania na trochę itp).

      Nie polecam. Lepszy dobry ojciec nie-biologiczny niż biologiczny "władca
      marionetek". Nie pozwól ze swojego dziecka robić zabawki. Lepiej zajmij się
      swoim życiem - na pewno znajdziesz kiedyś mężczyznę, który zasłuży sobie na
      zaszczytne miano ojca twojego dziecka. Bo ojciec to ten co WYCHOWUJE a nie
      kupuje raz do roku prezencik.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ojciec? 22.04.07, 23:41
      Przeczytałam zarówno Pani list, jak i wypowiedzi innych na ten temat. Jest on
      bardzo czesto poruszany na forum i zachęcam Panią do poczytania moich
      odpowiedzi przy innych watkach. Może będą stanowiły uzupełnienie tego, co teraz
      piszę.
      Rzeczywiście lansuję tezę i pragnę wykształcić taka postawę, która podkreśla
      konieczność obecności ojca w życiu dziecka. Podkreślam również to, że za to
      odpowiedzialni są dorośli na równi matki jak i ojcowie. Dzieci przez wiele lat
      są, od nas dorosłych, zależne w tym względzie
      Zdaję sobie jednak sprawę, to co proponuję jest często w zderzeniu z
      rzeczywistością, która jest bardziej zniuansowana i czesto bardzo nieprzychylna.
      Pani opisuje sytuację, w której ojciec sam zdecydował się wycofać się z opieki
      nad dzieckiem i rozumiem, ze ma Pani niewielki wpływ na tą decyzje jak i na
      jego zachowania.
      Odpowiadając jednak wprost na Pani pytania, odpowiam : Tak, lepszy byle jaki
      ojciec niż żaden. Wyjątkiem są tu ojcowie którzy ewidentnie narażają dziecko na
      niebezpieczeństwo . Deprawują je, zachowują się agresywnie w takim stopniu, że
      naruszają granice prawa, nadużywają je także seksualnie itp Ta odpowiedź nie
      oznacza, że trzeba godzić się na każde warunki i zachowania, także takie które
      mogą krzywdzić dziecko .
      W tej sytuacji trzeba dziecku zapewnić jak najlepsze warunki rozwoju bez ojca,
      nie ukrywając , że ten ojciec jest, ale jednak rzadko się kontaktuje. W
      rozmowach na ten temat czy też wyjaśnieniach należy powstrzymać się od
      komentarzy, co Pani sądzi na jego temat. Bo nie można sądzieć dobrze, ale czy od
      razu należy się tymi ocenami dzielić z dzieckiem, kiedy dotycza one tak ważnej
      postaci. Czyli, gdyby ojciec się pojawił i chciał spotkać, to raczej pozwolić na
      to przygotowująć do tego dziecko. Ponieważ nie wie Pani jak opieka ojca może
      wyglądać, warto być przy takich odwiedzinach. Np niech zawsze odbywają się w
      domu, gdzie dziecko czuje się bezpiecznie na swoim terenie.
      Czy można sobie wyobrazic inną sytuację? Zataja Pani isnienie ojca? Nie pozwala
      na jakiegolwiek, nawet rzadkie kontakty? Co pomyśli dziecko o tym gdy będzie
      trochę starsze? Czy nie będzie miało do Pani pretensji ? Nasuwa mi się taka
      analogia, zawiązana z adopcją. Ugruntowany jest teraz pogląd, że dzieciom
      adoptowanym mówi się, że takie są i czy ich rodzice żyją czy nie oraz gdzie
      aktualnie są. Oczywście tego porównania nie można traktowac dosłownie. Chodzi mo
      o pewną myśl przewodnią. Dalatego, należy w takich sytuacjach podejmowac
      rozważne decyzje ne bieżąco.
      Myślę, że taka postawa jest słuszniejsza i będzie miała lepszy wpływ na życie
      dziecka. Proszę zawsze pamiętać, że dziecko może mieć inne potrzeby niż Pani,
      nawet zadziwjające Pania samą.
      Oczywiście, gdyby Pani założyła nową rodzinę, to warto zadbać aby Pani mąż czy
      partner, włączył się także w wychowanie dziecka. Jeśli będzie robił to
      wystaraczająco dobrze, wypełni lukę po nieosiągalnym ojcu.
      Proponowana przeze mnie rada nie jest łatwa do wcielenie w życie, wymaga
      cierpliwości, odpowiedzialności, często walki z pojawiajacymi się negatywnymi
      uczuciami wobec ojca dziecka. Trudno, za decyzje o wychowaniu dziecka w takiej
      sytuacji ponosi Pani również część odpowiedzialności. Niech ona się realizuje,
      choćby w tak zagmatwanej sytuacji.
      Mam jeszcze jedną myśl związaną z opisaną przez Panią sytuacją. Czasem ojcowie
      wycowują się z wychowania dzieci rozgrywając coś ze swoimi byłymi patnerkami.
      Czy nie ma miejsca tu i taka sytuacja. czy ojciec dziecka chciał je w ogóle
      mieć? Może analiza od tej strony pozwoli inaczej spojrzeć na tę sprawę. Życzę,
      aby Pani działania przyniosły Pani i dziecku jak najwięcej korzyści teraz i na
      przyszłość. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • szza Re: ojciec? 23.04.07, 20:40
        z ojcem dziecka z przerwami bylam 8 lat. jednak 2 ostatnie lata to bylo totalne
        nieporozumienie. ranienie sie, dziwny i niezrozumialy uklad, "inna"
        kobieta,"popapranstwo". teraz mysle, ze nie potrafilismy pogodzic sie z faktem,
        ze milosc sie skonczyla. nie umielismy sie rozstac, nie umielismy byc razem.
        ciaza kategorycznie zakonczyla nasz zwiazek. przez pierwsze 4 miesiace staral
        sie byc przy mnie. bardziej z obowiazku niz z troski. w koncu wyjechal i tym
        samym uznal, ze jego udzial "w tym wszystkim" sie zakonczyl. probowal walczyc o
        milosc "innej". ja mam wrazenie, ze wini mnie, a moze i to dziecko, za to, ze
        nie ma szans na milosc z ta kobieta. staram sie juz o tym nie myslec, zaplacilam
        juz wysoka cene za swoje bledy, wyciagnelam wnioski i zamknelam ten etap w swoim
        zyciu. koncentruje sie na dziecku, na jego dobru. serce mi sie kraje, ze MUSZE
        walczyc o ojca dla mojego kochanego i wspanialego dziecka.
        dziekuje za pomoc. nie chce miec sobie nic do zarzucenia. z powodu braku
        mozliwosci kontaktu z ojcem dziecka postaram sie usankcjonowac prawnie stan
        rzeczywisty. pozwole mu jednak utrzymywac takie kontakty, jakie beda mu wygodne,
        tak dlugo jak dziecko bedzie dobrze to znosilo. zdaje sobie sprawe, ze pewnych
        rzeczy nie da sie przeskoczyc.

        pozdrawiam
      • efciaeb Re: ojciec? 24.04.07, 22:24
        Zdecydowanie taki ojciec to nie ojciec i daj sobie z nim spokój całkiem
        całkowicie. Wyrosłam w takiej sytuacji, z tym, że u mnie to matka była tą osobą
        z doskoku. Ona za granicą,, przyjeżdżała raz na jakiś czas (gdy wiza się jej
        kończyła) obiecywała kokosy co ona to mi da jak coś tam (dostanę się do liceum,
        zdam maturę dostanę się na studia itp.). Po każdej takiej wizycie miałam
        nadzieję na matkę, która to nadzieja była powodem do coraz większych rozczarowań
        i coraz większych kłopotów emocjonalnych. W trzeciej klasie szkoły średniej moja
        nieumiejętność poradzenia sobie z problemem matki-niematki urosła do tej
        wielkości, że musiałam stosować środki farmakologiczne by opanować nerwicę i dać
        radę skończyć szkołę. Na moje szczęście podczas studiów kontakt z "matką" był
        prawie zerowy więc się uspokoiłam. Mam teraz 35 lat i prawdę mówiąc dopiero od
        jakiś 4-5 lat potrafię sobie z tym radzić.
        • chusteczka1272 Re: ojciec? 14.05.07, 10:20
          > Zdecydowanie taki ojciec to nie ojciec i daj sobie z nim spokój całkiem
          > całkowicie. Wyrosłam w takiej sytuacji, z tym, że u mnie to matka była tą osob
          > ą
          > z doskoku.

          efciaeb dzisiaj tak piszesz z perspektywy czasu, tego co się działo, ale
          poiwedz proszę czy tak samo byś uważała, że niepotrzebnie, gdyby Twój ojciec
          nie zgadzał się na kontakty Twoje z matka? Byle jakie te kontakty były, ale
          były i tylko dlatego miałaś się okazję przekonać że były one zbyteczne a wręcz
          niewskazane...ale gdybys matki nie znałą, nie widywała, bo ojciec się nie
          zgadzał...pewnie miałabyś żal do niego!
          Szczerze powiedziawszy sama jestem na podobnej drodze i sama nie wiem którą
          ścieżką iść...bo chyba zawsze lepsze jest to czego nie mamy...
          • szza Re: ojciec? 14.05.07, 20:35
            tak to jest! ja pozwole ojcu widywac moje dziecko tak dlugo jak ono bedzie
            dobrze to znosilo. tylko serce sie kraje.... ono jest takie cudne, a ojca to nic
            nie obchodzi. ojca? takie okreslenie to chyba duze naduzycie...

            pozdrawiam
            • marta406 Re: ojciec? 16.05.07, 00:24
              Napiszę ci co ja bym zrobiła, a dodam że sama pochodzę z rodziny rozbitej.
              Uważam, że warto utrzymać kontakt ojca z dzieckiem. Ale jak sprawy się potoczą
              zależy też od Ciebie. Czy naprawdę chcesz aby dziecko miało dobry kontakt z
              ojcem?

              Po pierwsze, może warto postarać się mu wybaczyć, ja domyslam się że to jest
              trudne. Pomyśl o tym w ten sposób, że wybaczając mu tak naprawdę pomagasz sobie
              i swojemu dziecku (przy okazji polecam książkę "jak przestać się martwić i
              zacząć żyć" jest tam dużo o wybaczaniu i dlaczego wogóle powinniśmy wybaczać).

              W kontaktach z nim, staraj się nie wypominać mu tego wszystkiego co źle robi,
              przestań się go czepiać. Oczywiście że postępuje źle, ale twoja krytyka to
              forma ataku, on na ten atak będzie odpowiadał obroną i znajdzie sobie 1000
              wytłumaczeń tej sytuacji, przerzucając winę na ciebie (gdzieś czytałam że 95%
              ludzi na krytykę odpowiada obroną, tylko 5% potrafi wyciągnąć wnioski i
              przyznać się do błędu)... A po co przerzucać chciaż część odpowiedzialności za
              to na siebie?

              Staraj się docenić fakt, że kontaktuje się z Tobą (choć obydwie wiemy że to
              bardzo mało, ale pomyśl o tym jako o pierwszym kroku normalnego do ojcostwa) i
              sprawić że kontakty z Tobą, będą w miarę przyjazdne. On też musi się oswoić z
              tym że jest ojcem. Może warto stopniowo zwiększać jego udział... Może
              odpowiednią chwilą będzie mail od niego w sprawie zdrowia dziecka. Możesz
              wysłać mu zdjęcia dziecka, napisać o postępach jakie mała robi, podziękuj za
              zainteresowanie (wiem ze to dziwnie brzmi ale rozwinę myśl w następnym wątku).
              Jeśli się zainteresuje, to stopniowo pisać coraz więcej (może pomogłoby mu to
              się oswoić z sytuacją i zrozumieć jak każdy dzień z życia takiego dzieciaczka
              jest ważny, a dodatkowo wzbudziłoby w nim chęć zobaczenia tego na własne oczy).
              Ale bez przesady, na końcu maila możesz zapytać czy chce jeszcze jakieś
              zdjęcia, albo informacje, jeśli nie odpowie to ojej sprawę i poczekaj do
              następnego maila...

              Jeśli dojdzie do spotkania to potraktuj to jako ważne wydażenie, podziękuj mu
              za czas który spędził z dzieckiem. Wiem że to wydaje się chorę, bo przecież
              powinnien to robić na codzień, ale porównam to do pewnej sytuacji... Mąż
              znajomej uważał że powinno się bić dzieci żeby je wychować na ludzi. Ona była
              zdecydowaną przeciwniczą bicia. W ich rodzinie dochodziło do konfliktów w tej
              kwetii, prawie nawet się rozwiedli... W pewnym momencie kobieta zmieniła front,
              zaczeła go chwalić za każde zachowanie pozytywne (gdy rozwiązał konflikt bez
              bicia dziecka). Oczywiście robiła to bardzo inteligentnie, nie zawsze wprost,
              czasami pozwalała aby podsłuchał coś przypakiem... Po kilku miesiącach okazało
              się, że tak nim pomanipulowała że facet został przeciwnikiem bicia dzieci.
              Teraz (po kilku latach) jest domowym mediatorem, rozwiązuje większość
              konfliktów po między synami, sprawia mu to przyjemność i jest dumny z siebie,
              jako specjalisty od dzieciecych problemów. Oczywiście że mogła w inny sposób
              dochodzić swoich racji, mogła się z nim rozwieść i udowodnić światu że był
              sadystą itp, ale czy efekt ktory osiągneła nie jest lepszy? Ty też możesz nim
              trochę pomanipulowć, tak aby poczuł się ważny w życiu dziecka...

              Jeśli pomimo twoich starań, on się nie zmieni, a dziecko będzie cierpieć to
              dopiero wtedy spisz go na straty...
              • szza Re: ojciec? 17.05.07, 21:47
                dziekuje za rade!
                tu nie chodzi o mnie i ojca dziecka. to juz nie jest wazne. nie rozmawiamy juz o
                tym. ja dałam mu kredyt. gdy widzial dziecko po raz pierwszy (i praktycznie
                ostatni) bylam miła, robilam mu herbatki, jadał z nami obiady. to niestety nie
                zaprocentowalo. nie ma w nim zwykłej ciekawości tego dziecka, ojcowskiej troski.
                niestety pewne zachowania, ktore mi proponujesz są ponad moje siły. zresztą
                powiedziałam mu, że jego zachowanie prowadzi do tego, że wywoluje to u mnie
                uczucie narzucania mu sie z tym dzieckiem. a to jest dla mnie zbyt wiele. myslę
                tez, że nie o to do końca chodzi. wazna w tym wszystkim jest tez godnosc tego
                malego czlowieczka. nie zamierzam zebrac o milosc ojca. maile. dla mnie to
                hipokryzja, w ktorej nie zamierzam uczstniczyc. i on to dobrze wie. wie, ze moze
                dzwonic i dowiadywac sie o wszystko. nie korzysta jednak z tego, ani z
                udogodniej jakie daje internet. ostatnio mielismy okazaje rozmawiac. postawilam
                go przed wyborem: albo jestes ojcem (zaoferowalam mu plan minimum- troche
                troski, troche zainteresowania, odwiedziny raz na jakis czas) albo idziemy do
                sadu i usankcjonujemy stan rzeczywisty. powiedzial, ze musi pomyslec. i tak
                mysli juz 6 tygodni. nie zamierzam mu utrudniac kontaktow z dzieckiem, nawet
                jesli mialoby to byc raz na rok. nam pozostaje zyc wlasnym zyciem i miec
                nadzieje, ze cos sie zmieni. oby nie stało sie to za pozno!
                pozdrowienia
                • marta406 Re: ojciec? 18.05.07, 10:43
                  Spróbuj na chwile wczuć się w jego sytuacje. Urodziło mu się dziecko, którego
                  nie planował, pokrzyżowało to jego plany na przyszłość. Matka dziecka czuje do
                  niego złość za to że ją porzucił i nie kontaktuje się z dzieckiem. Cały świat
                  patrzy na niego jak na łajdaka (którym może i jest). Kiedy kontaktuje się z
                  matką dziecka ona mu wypomina to ze nie spotyka się z dzieckiem, proponuje mu
                  nawet usankcjonowanie tego stanu w sądzie. Z doświadczenia wiem (mojego i moich
                  koleżanek) że to nie wróży za dobrze na przyszłość... Facet najprawdopodobniej
                  odetnie się od tego wszystkiego. Poprostu łatwiej będzie mu uciec przed
                  problemem.

                  Swoją drogą myślę, że nie doceniasz swojej roli w tym wszystkim. Masz więcej do
                  powiedzenia niż sądzisz. Wystarczy tylko użyć swojej kobiecej intuicji.
                  Oczywiście nie chodzi mi o nadmierną słodycz i narzucanie się z dzieckiem, we
                  wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek.
                  • szza Re: ojciec? 20.05.07, 21:20
                    hej!
                    rozumiem twoj punkt widzenia, ale kto powiedzial, ze z ojcem trzeba obchodzic
                    sie jak z jajkiem. ja naprawde mam duzo problemow i bez dbania o dobre
                    samopoczucie ojca mojego dziecka. wierz mi - ja dalam mu szanse. nadal daje,
                    nadal czekam, ale sa rzeczy nie do przeskoczenia. on narzucil swoje reguly gry
                    (teraz sam dla siebie jest najwazniejszy, dziecko moze pozniej), a mi pozostaje
                    na nie przystac, badz nie. ja uwazam, ze to poprostu nie fair. ze w takim
                    wypadku mamy prawo organizowac sobie zycie po swojemu, a nie wiecznie miec
                    nadzieje. i jestem coraz blizsza sfinalizowania swoich planow. skoro on sie
                    izoluje, jest nieosiagalny to musimy uporzadkowac nasze sparawy (alimenty, prawa
                    rodzicielskie). to wcale nie oznacza, ze bede mu cokolwiek utrudniac.
                    dzieki!
                    pozdrawiam






    • anetina ja wolałam żadnego ojca,niż byle jakiego 19.08.07, 20:09
      a eks sam wolał nam nie utrudniać zycia i sam podjął decyzję o
      niewtrącaniu się i odejściu
Pełna wersja