tumajo
01.05.07, 11:24
Witam Panią expert,
dziecko ma 14 lat, od najmłodszych lat jest obarczana nadmierną opieką za
swoje młodsze rodzeństwo. Ojciec dziewczynki jest alkoholikiem, który nigdy
sie do tego nie przyzna a matka lękowa, depresyjna, manipulująca uczuciami
dziewczynki, perfekcjonistka we wzbudzaniu w dziecku poczucia winy gdy nie
zatańczy tj. ona zagra. Ojciec jest karcący, autokratyczny i nadmiernie
kontrolujący. Ola jest fantastyczną, mądra dziewczynką, o złotym sercu, które
nie posiada w sobie ani grama egoizmu, nie została nauczona dbałości o własne
potrzeby. Uczyniono z dziecka tanią opiekunkę, która musi podporządkowywać
swoje plany biznesowi, który prowadzą rodzice, bo "oni jada po towar". Jest to
dziecko o totalnie zaniżonej samoocenie, poniżane i wykorzystywane w perfidny
sposób bo w oparciu o manipulację jej emocjami. Od dzieciństwa pozbawiona
autonomii, tłamszona, związana z rodzeństwem i rodzicami bardzo silnymi
więzami, które w mojej ocenie polegają bardziej na zależności niż autentycznej
miłości. W chwilach gdy dziecko walczy o swoje, np. o wyjazd do kuzynki na
weekend, rodzice chętnie wypominają jej wszelkie zakupy, które dla niej
poczynili oraz jej "niewdzięczność". Dziewczynka ma 14 lat, ok. 7 roku zycia
padła także ofiara molestowania sexualnego znajomego rodziny, co trwało 1-2
lat. Wówczas podjęte zostały kroki w kierunku terapii, jednak pani psycholog
zaleciła by z tym zaczekać az dorośnie. uważam, że wszystko to, czego
dziewczynka doświadcza kwalifikuje sie jako przemoc psychiczna, emocjonalna,
powoduje, że wyrasta z niej dziewczyna, która przy nadarzającej się okazji
wyfrunie z gniazda w objęciach psychopaty podobnego do jej ojca.
Boli mnie, i nie tylko mnie bardzo bo nie wiemy, co z tym zrobic i jak
zadziałać. To moja siostrzenica. dziewczynka przezywa na pewno pewien konflikt
miedzy tym sposobem funkcjonowania w świecie, który ma w domu rodzinnym a tym,
co widzi u mojej drugiej siostry i u mnie oraz u innych ludzi, gdzie po prostu
jest normalnie, kazdy ma prawo do swojego życia i swobodnego wyrażania swojego
gniewu. bardzo chciałybyśmy z siostra (te drugą, nie tą, która jest jej matką)
pomóc temu dziecku. Ona przychodzi do nas czesto, skarży sie, mówi "adoptujcie
mnie", chce spędzać z nami czas, chce normalności. My z kolei nie możemy
podważac autorytetu jej rodziców, co nie zawsze się udaje bo oceniamy ogólnie
postawy, zachowania, poza tym ona sama widzi, ze mozna inaczej. Moja mama (a
jej babcia) niestety widzi w matce dzieczynki swój własny los, jest bardzo
stronnicza, kieruje się stareotypami, przyprawia rodzinom wielodzietnym
ołtarzyk i krzewi idee o tym, ze nie można chowac egoistów, młodszym
rodzeństwem trzeba się zajmowac itd. Wkurzyłam się wczoraj i powiedziałam, że
ok, ale są granice takiej opieki - nie jest normalne, ze 14 latka, która
chciałaby się nauczyć pływac, chodzić na kółko teatralne i spędzić weekend z
kuzynka nie może robić żadnej z tych rzeczy bo ma młodszego brata do opieki
albo pijanego ojca, który nie ma jej jak odebrać z przystanku autobusowego
wieczorem bo jest na rauszu a ona wraca sama ciemną ulicą. na razie staraliśmy
się wraz z reszta rodziny pokazywac jej, ze mozna zyc normalnie, kochac się i
szanować, walczyć o swoje, spędzamy z nia czas przeświadczeni, ze i tak nic
więcej nie możemy zrobić ale na dłuższą metę ją to frustruje. Wraca do domu
rodzinnego przygnebiona i zbuntowana - dzis tatus jej zapowiedział, ze nie
będzie jeździc do Zuzi (kuzynki) bo "sie dziwnie zachowuje po powrocie".
Po krótce opisze trochę Pani osobowości jej rodziców: matka, moja siostra
została matka w wieku 17 lat na skutek niezdrowej atmosfery w naszym rodzinnym
domu. Lękowa, nie podejmowała żadnej aktywności typu praca, studia, bo
"egzamin ją przerażał", oddała się rodzeniu dzieci z facetem, który totalnie
nie nadaje się na ojca, utkwiła w micie matki-polki poświęcającej się i w
wierze, że "lepszy taki ojciec niż żaden bo ona sama go nie miała".Rozmawia z
dziećmi - powiedziałabym - na poziomie emocji nastolatki, która probuje
agresywnie, zaczepnie udowodnić swoje racje. w taki sam sposób komunikuje sie
z męzem. wszystkie jej relacje (przyjacielskie, siostrzane, z dziećmi)
uwarunkowane są potencjalnymi korzyściami, jakie można za ich pomoca odnieść,
nie ma tu głębi, empatii, rozumienia. na koncu i tak zawsze stoi jej własny
cel, który musi osiagnąć.
Mąż, został porzucony przez matkę w wieku 3 lat, wychowywany przez ojca,
macochę, babcię. Na codzień posługuje się wrzaskami, sarkazmem, wyzwiskami, ma
za sobą wyrok w zawieszeniu za przekręty finansowe, alkoholik
(niezdiagnozowany). Oboje są wpici w siebie jak pijawki, kochają się i
nienawidzą z jednakową siłą, są tacy sado-maso. Przez lata nie pracował, całą
5 osobobą rodzinę mojej siostry utrzymywała moja matka. W tym czasie "robił
wielkie interesy" z "milionami w tle", składał dziecio obietnice bez pokrycie,
w jakim to pieknym pałacu zamieszkają, a moja siostra karmiła się iluzjami o
bajce. Od 3-4 lat, w koncu prowadza swój własny interes, któremu
podporządkowali zycie, liczą się tylko pieniądze. w rodzinie kiedyś miał tez
miejsce epizod z przemocą fizyczna wobec mojej siostry, który jest
udokumentowany. Świadkiem zdarzenia były dzieci.
Nie wiem, jak rozwiązac tę sytuację. Rozmawiałam z siostrą o tych wszystkich
sprawach, próbowałam wyjaśnić że to są powazne zaniedbania, powazne
konsekwencje, znalazłam im dobrego, fajnego terapeutę systemowego. oczywiście,
nie poszli na terapię. Wielokrotnie mówiła, że nie maja najmniejszego proawa
zarzucac jej, ze np. pyskuje skoro sami zachowuja sie wobec siebie po chamsku.
Rozmowy, perswazja nie pomagają, rodza jedynie ich agrsję. czasem mysle o tym,
by to dziecko wyrwac stamtąd z pomoca sądu, kuratora, lub nastraszyc ich ale
skutek bedzie taki, zabronia dziecku kontaktu z ciotkami i kuzynostwem ("bo
wywieramy zły wpływ"), bedą to dziecko meczyc jeszcze bardziej. Sąd, Rodzina
zastępcza itd. to chyba bardzo drastyczny środek, bo dziewczynka jest
baaaardzo silnie związana z młodszym rodzeństwem i rodzicami. Przezywa
potworny emocjonalny konflikt od miłości do nich do nienawiści. Jej matka
zdaje sobie sprawę, że stanowi szkodliwe środowisko wychowawcze dla dzieci
wraz ze swoim mężem, jednak nic nie robi z tym choć mogłaby sama prowdzić
biznes (ona jest właścicielka majątku) i podjąć terapie.
Nie wiem ponadto jak kurator, pracownicy socjalni - jak by to wyglądało bo
przemoc psychiczna trudno jest udowodnić i jakie sankcje mogliby ponieść
realnie rodzice. O tych silnych emocjonalnych związkach i ich zrywaniu nie
wspomnę bo to oczywiste.
Czujemy się troche tak, że dziecko potrzebuje pomocy, zwraca się do nas o nią,
"co mam zrobić", "już nie wytrzymuję", ona wie, ze jesteśmy po jej stronie ale
de facto nie podejmujemy żadnych zdecydowanych działań, które pozwoliłyby jej
poczuc się pewnie i bezpiecznie i utwierdzamy w przekonaniu, że oprawcy mogą
byc bezkarni a ona musi z pokora znosic swój los. Nie wiem, co musi sie stać,
zeby oni się obudzili, czy mamy czekac do proby samobójczej, narkotyków czy
dziewczynka dotrwa do 18-stki i wtedy bedziemy mogli ją skuteczniej wesprzeć.
Rozmawiałam z moimi kolezankami-pedagozkami, które pracują z rodzinami ale nie
dały mi żadnej rady poza taka by dawać jej dobry wzorzec, wysłuchać i
pocieszyć. czy naprawdę nie mozna zrobić nic więcej? jak leja za ścianą i
katuja dziecko to tylko wtedy sa rany na duszy a uczynienie z dziecka
kopciuszka, zneczanie sie nad nim psychicznie to już jest wszystko ok?
Bardzo prosze o pomoc. nie wiem, jak z tego wybrnąć. wszak szewc bez butów chodzi.