pedofilia w rodzinie

24.05.07, 13:58
jakieś 20 lat temu mój kuzyn bawił się moimi narządami. Ja miałam kilka lat,
on był tuż przed 20 (nie pamiętam dokładnie)
Dlaczego piszę o tym dopiero teraz...bo nie pamiętałam tego. dziwne ale tak
jakbym cały czas o tym wiedziała, tylko nie chciała pamiętać, jakbym wymazała
z pamięci, niedawno to do mnie dotarło, choć brzmi dziwnie to wiem na 100 %
że tak było naprawdę, nic mi się nie przywidziało...zresztą dowiedziałam, że
i komuś jeszcze tak próbował robić (tylko, że tamta dziewczynka była starsza
i uciekła). Ja nie wiem dlaczego nie potrafiłam powiedzieć nie! Właściwie
chyba nie rozumiałam tak do końca co on robi...Dlaczego nie powiedziałam
wtedy nikomu? Też nie wiem! Pamiętam tylko jak dziś ten ogromny wstyd
wtedy...i tą właściwie przyjemność, bo chyab mi się to podobało...
Czy to oznacza, że ze mną jest coś nie tak? Dlaczego mi się to podobało?
Dlaczego nie powiedziałm mu że tego nie chce...? posłuchałby? przestał to
robić?
A czy dziś tego już nie robi???
Choć było to tak dawno to jednak nie potrafię tak po prostu zapomnieć, nie
myśleć...ciągle te wspomnienia wracają...już nawet nie chodzi o mnie! A o być
może inne dzieci...Czy jest jakieś ryzyko, że może kogoś jeszce tak
skrzywdzić? Czy jest w stanie ktoś mnie zapewnić, że tak się nigdy nie
powtórzy? A co jeśli nie? I jak ja mam żyć z myślą, że mogłam czemuś zapobiec
a tego nie zrobiłam? Mam nadzieję, że to już się nie zdarzy, ale jeśli się
zdarzy???
Co robić??????????
czy robić cos wogóle?
    • verdana Re: pedofilia w rodzinie 24.05.07, 14:22
      Juz chyba gdzieś Twoje posty czytałam...
      Po pierwsze - podobało Ci się, bo bylo przyjemne. Wielu dzieciom to sie podoba,
      co nie znaczy, ze nie są krzywdzone.
      Moim zdaniem idź do psychologa. Natomiast obecnie składanie skargi na coś, co
      wydarzyło się 20 lat temu i czego dokladnie nie pamietasz jest bez sensu. Co
      wiecej, obawiam się, ze może kogoś skrzywdzić.
      • iwucha Re: pedofilia w rodzinie 24.05.07, 16:33
        Moim zdaniem właśnie terapia u psychologa pomoże ci się dokopać do tego, czego
        nie mogłaś długo zlokalizować w pamięci (wyparłaś). Terapia też pomoże uwolnić
        się od poczucia winy ("dlaczego nie powiedziałam", "mnie też było przyjemnie"
        itp.), podobnie jak nazwanie po imieniu całej sytuacji, oprawcy - oprawcą a
        ofiary - ofiarą. Temu także służy wyciągnięcie konsekwencji karnych wobec
        kuzyna, a to chyba trudno zrobić bez terapii (przypomnienie sobie wszystkiego).
        No i argument, że mógłby skrzywdzić jeszcze inne dzieci to też jest poważny
        argument. Osobiście nie wierzę w to, że można przestać być pedofilem. Być może
        Ty i tamta dziewczynka, o której wspominałaś to wierzchołek góry lodowej i
        więcej osób wie o tajemnicy Poliszynela. Być może jest więcej takich osób jak Ty
        co oznacza, że łatwiej potencjalnie by było walczyć o sprawiedliwość.
        Myślę, że na pewno należy w pierwszej kolejności pójść na terapię a w dalszym
        etapie zrobić bilans zysków i strat w sensie dalszych postanowień.

        Moja bliska znajoma tak właśnie zrobiła w stosunku do swojego ojca,
        "zabezpieczyła się" sprawdzonymi przyjaciółmi i siłą czerpaną z terapii i
        wprawdzie nie złożyła sprawy do sądu, to jednak w odpowiednim momencie
        "postawiła problem centralnie na środku stołu" - na forum rodzinnym, z
        wszystkimi zarzutami włącznie. Oczywiście spotkała się z rodzinną postawą
        zaprzeczania, ale - jak mi potem powiedziała - "przynajmniej do końca życia
        będzie im to dźwięczało w uszach"; owe oskarżenie oczywiście w jakimś stopniu
        położyło się cieniem na osobie ojca.
        Nie ma takiej samej historii i takiej samej osoby ale dało jej to UWOLNIENIE, no
        i radykalnie zmieniło sprawy intymne - wszystko in plus, oczywiście.

        W tym tunelu jest światełko :-)
        • jagoda9939 Re: pedofilia w rodzinie 25.05.07, 08:10
          ale ja nie chcę iśc do sądu, nie szukam sprawiedliwości, nie chce niszczyć mu
          życia (on ma rodzinę), nie chcę się mścić czy coś takiego bo nie nienawidzę go!
          Nie chcę nikomu o tym mówić, bo i po co??? Chcę tylko by ktoś mnie zapewnił, że
          on tak już nie robi...!!! Chce spokojnie iść spać i nie zastanawiać się czy
          przypadkiem ktoś kiedyś też nie będzie cierpiał z tego powodu, nie zastanawiać
          się nad tym, że mogłam coś zrobić, mogłam go jakoś powstrzymać a nie zrobiłam
          tego...
          Choć naprawdę trudno mi uwierzyć w to, że mógłby to dalej robić...
          ale jednak gdzieś tam gryzie w środku!
          • iwucha Re: pedofilia w rodzinie 25.05.07, 09:07
            Chcę tylko by ktoś mnie zapewnił, że on tak już nie robi...!!!

            Myślę, że chyba nikt, kto ma jakiekolwiek pojęcie o pedofilii Cię o tym nie
            zapewni... Po prostu to by było nieprawdziwe i nieuczciwe choć - jak sądzę -
            wszyscy na tym forum chcieliby Ci pomóc. Ale nie tędy droga.

            nie chce niszczyć mu życia (on ma rodzinę)

            Myślę, że warto zadać sobie 2 pytania:

            1) czy on zastanawiał się nad tym, czy Tobie nie niszczy życia
            2) i czy Twoje milczenie faktycznie "ratuje" jego rodzinę.

            mogłam go jakoś powstrzymać a nie zrobiłam tego...

            Mała kilkuletnia dziewczynka, ani nawet nastolatka nie jest w stanie powstrzymać
            manipulującego nią zboczeńca, bo: 1)nie jest to na miarę je możliwości: 1) nie
            rozumie tego, co się dzieje, 2) czuje wstyd. Wszystko to perfekcyjnie
            wykorzystał Twój kuzyn dlatego nie możesz czuć się odpowiedzialna za tamte
            wydarzenia.

            nie chcę się mścić czy coś takiego bo nie nienawidzę go!

            Zemsta ani nienawiść nie jest obligatoryjna. Ale myślę, że odzyskanie godności
            bardzo by Ci pomogło.

            Choć naprawdę trudno mi uwierzyć w to, że mógłby to dalej robić...

            Bo nie chcemy wierzyć w to, co jest niewygodne. I dlatego Cię "gryzie".

            Z Twoich postów wylewa się jak z dzbana permanentne poczucie winy wobec siebie,
            jego, jego rodziny i własnych uczuć. Poczucie winy - całkowicie nieuzasadnione.
            Bo to on był oprawcą, a Ty - ofiarą. Uważam, że bez względu na to, co dalej
            postanowisz, czy powiesz czy nie, czy poszukasz sprawiedliwości czy też nie -
            powinnaś udać się na terapię. Przynajmniej dla swojego własnego dobra warto
            podjąć ten krok, czego życzę ci z całego serducha :-)
            • jagoda9939 Re: pedofilia w rodzinie 25.05.07, 09:43
              może i masz rację, dziękuję za Twoje posty! Wiem, że już długo dosyć borykam
              się z tym i ciągle zasypuje forum na ten temat i wszyscy mi piszą, że mam
              poczucie winy! Może i to prawda, nie wiem, może to dziwne ale ja naprawdę
              potrafię go zrozumieć, tzn. jego sytuację, potrafię go usprawiedliwić...może
              dlatego go nie nienawidzę! bo potrafię go wybronić z tej sytuacji, bo potrafię
              go usprawiedliwić...Chore to jest?????
              A co da mi terapia?
              byłam kiedyś u psychologa (jak jeszcze tego nie wiedziałam) z zupełnie innym
              problemem (dotyczyło mojego dziecka) ...wiem, że psycholodzy nie moga mi mówić
              co mam robić, ale ta pani to chyba przeginała...kompletnie nic mi nie
              powiedziała, ani jednego słowa tylko cały czas na moje pytania odbijała
              piłeczkę i pytała " co ja bym chciała zrobić?" "a jak mi się wydaję?" " a co ja
              o tym myślę?"

              Więc po co mi taki psycholog? Co mi to da, że komuś powiem, ktos wysłucha i nic
              kompletnie nie poradzi, nie powie
              Tak to moge przed lustrem sobie postać i poopowiadać...
              w jaki niby sposób psycholog mógłby mi pomóc? Co mi to da? i po co wogóle mam
              tam iść? żeby opowiedzieć komuś wszystko, żeby wyrzucić z siebie?????
              • iwucha Re: pedofilia w rodzinie 25.05.07, 12:08
                Psycholog nie da Ci recepty na problem, nie powie Ci "zrób tak i tak" - nie da
                Ci ryby tylko wędkę. Bo nie taka jest jego rola - pomoże Ci w tym byś sama
                uporała się z przeszłością. Pomoże Ci spojrzeć na kwestie z innej niż aktualna
                perspektywy. To nie jest "takie sobie zwykłe opowiadanie". Na pewno pomoże Ci
                odpowiedzieć sobie uczciwie na tę wielość pytań, które stawiasz sobie i nam.

                potrafię go usprawiedliwić...może dlatego go nie nienawidzę! bo potrafię go
                wybronić z tej sytuacji, bo potrafię go usprawiedliwić...Chore to jest?????

                Trudno mi na to jednoznacznie odpowiedzieć. Jednak pytając o to, mam wrażenie,
                że poddajesz to usprawiedliwianie w wątpliwość. A jeśli się mylę to napisz w
                takim razie, w jaki sposób go usprawiedliwiasz, co w Twojej ocenie przemawia za
                zrozumieniem jego czynu.

                Wiem, że chore są mechanizmy obronne, które uruchamia skrzywdzona psychika:
                racjonalizuje, usprawiedliwia, zaprzecza, wypiera, czyli robi wszystko to, co
                umniejsza znaczenie czynu/sytuacji. To trochę tak jak schowanie, zniszczenie
                prawdziwych emocji w zarodku bo dopuszczenie ich do świadomości poskutkowałoby
                wielkim cierpieniem. M.in. dlatego "nie pamiętałaś" - taki sposób obrony
                znalazła Twoja psychika. A tymczasem to bardzo Cię "uwiera", ciąży, nie daje
                spać, być może ma jeszcze inne konsekwencje, o których tu nie napisałaś bo np.
                nie wiesz, że mogą wynikać z tamtych wydarzeń. Przy okazji warto się przyjrzeć
                swojemu życiu sexualnemu.

                Dlatego wyrzucenie, zrzucenie ciężaru jest pierwszym, korzystnym etapem,
                wspomnienie nie będzie tak bardzo uwierało. Emocje wyzdrowieją, co przełoży się
                na dalszą jakość życia.

                Cokolwiek postanowisz, to pamiętaj, że są osoby, które mają podobne przeżycia,
                które uporały się z tym, i jest im łatwiej iść przez życie. Nie jesteś więc sama :-)
    • soemi Re: pedofilia w rodzinie 25.05.07, 14:39
      Witaj, obrzydza mnie pedofilia dlatego w trosce o inne dzieci, które mogły być
      krzywdzone przez tego człowieka, porozmawiałabym z nim. Przed rozmową udałabym
      się do psychologa i w zależności od podejścia lekarza powiedziałabym o moich
      planach. Ponadto zaobserwowałabym dzieci kuzyna, czy nie mają lęków gdy np dla
      żartu klepnisz je po pupie, jak określają swoje narządy płciowe i jak reagują
      na rozmowy o sprawach intymnych. Córka ma 4 lata i odkąd zaczęła mówić, miała
      wtedy ponad 2 latka, powtarzam, że nikomu nie wolno dotykać jej cipki ani pupy,
      oprócz mnie i babci. Nawet tata nie może, tak ustaliliśmy z mężem dla jasności
      sprawy. Można nawet sprowokować tego typu rozmowę. Potraktuj sprawę delikatnie.
      Gotowa do takiej rozmowy powiedziałabym kuzynowi w 4 oczy o czym pamiętam, bez
      ogródek, zdecydowanie tak by wiedział że to nie żarty. I jak tylko bym coś
      wyczuła od drania nie zawahałabym się zgłosić sprawy na policję. Przed
      poprosiłabym o pomoc jakiejś fundacji, by mieć wsparcie.
      • iwucha soemi 25.05.07, 18:58
        soemi, bardzo mi się spodobał sposób, w jaki chronisz córeczkę przed pedofilami
        :-) Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Moja perspektywa patrzenia na cała
        sprawę - perspektywa osoby, która nie była ofiarą pedofila jest bardzo podobna
        do Twojej, jeśli nie - taka sama. I też jest we mnie straszliwy bunt przed
        takimi zboczeńcami i czasem ma ochotę tupnąć nogą z tego powodu, że ofiary
        pedofilii nie podejmując terapii tak naprawdę nie podejmują żadnych kroków - ani
        żeby pomóc sobie, ani żeby drania dosięgła sprawiedliwość, ze strachu,
        niewiedzy, niewiary itd.
        Wiem, po prostu, że perspektywa ofiary pedofila, pozbawionej wskutek
        molestowania tego wszystkiego, wskutek braku siły psychicznej, wsparcia itd.
        jest całkowicie inna niż np. Twoja czy moja. I tak, jeśli taka ofiara nie
        obrośnie w siłę - raczej nic nie zrobi, a taki zboczeniec nadal będzie sobie
        bezkarnie łaził po naszym ziemskim padole :-(
    • jagoda9939 Re: pedofilia w rodzinie 28.05.07, 09:56
      dlaczego mi pani Agnieszka nic nie napisała????
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pedofilia w rodzinie 05.06.07, 19:32
      W tej sprawie jest wiele ważnych wątków, które warto poruszyć. Spróbuję je
      skomentować i nie wprowadzić zamieszania.
      Zacznę od banalnego stwierdzenia, że człowiek jest istotą seksualną przez całe
      swoje życie, ale w różnych okresach ta ludzka cecha inaczej się objawia i
      realizuje.
      W okresie dorastania, napór instynktów seksualnych jest zwykle silny, ale jego
      siła i sposób zaspokajania jest indywidualny.Nato te sposoby zaspokajania
      często są nagłe, bywają agresywne lub w jakimś sensie prymitywne. Dotyczy to
      zarówno młodych kobiet jak i mężczyzn i związane jest także z poznawaniem tej
      sfery w swoim życiu. Dlatego często się zdarza, że chłopcy dotykają dziewczynki
      w intymne miejsca, namwiają do doktykania własnych narządów. Zwykle towarzyszy
      temu obustronna przyjemność, ciekawość ale także poczucie winy związane z tym
      co się robi oraz z tym , że jest to jednak przyjemne, co jest wyraźnie
      odczuwane. Takie zachowania są rozwojowe, pojawiają się u większości ludzi w
      takiej czy innej formie. Niespełna 20 - letni mężczyzna zalicza się raczej do
      tej kategorii młodych ludzi, bo trzeba też pamiętć, że nie wszyscy rozwijają
      się równomiernie. Czasem 16 - latek jest dojrzały seksualnie a 20- letek
      jeszcze nie i dlatego swój instynkt sesksualny często rozładowuje w sposób
      infantylny i robi to wobec osób przypadkowych, nie mając pojęcia, że może
      zrobić komuś przykrość czy narazić go na wstyd czy nawet w jakimś stopniu
      nadużyć.
      Wygląda na to, że tu miała miejsce taka właśnie sytuacja. To, że Pani tego
      tak długo nie pamiętała wiązać się może z dużym poczuciem winy i mechanizmami
      obronnymi, który chronią przed takimi uczuciami również poprzez wypieranie
      takich treści ze świadomości, ale także poprzez zapominanie. Szczególnie, że
      tej " zakazanej " sytuacji towarzyszyła przyjemność.
      To, że Pani nie zareagowała, nie uciekła, nie powiadomiła dorosłych, wydaje się
      naturalnym odruchem. Tak często robią dzieci, gdy zaczynają doświadczać swych
      zachowań seksualnych. Nie ma powodu obwiniać się za takie zachowanie w
      przeszłości i porównywać się z dziewczynką, która inaczej zareagowała, bo po
      prostu była inna.
      Pedofilia jest, natomiast ugruntowanym popędem seskualnym skierowanym do
      dzieci przed okresem pokwitania i towarzyszy temu niecięć lub niemożność
      skierowania popędu do osoby dorosłej.
      Bywają też czyne lubieżne, czyli incydentalne akty kontaktów płciowych z
      dziećmi, ale dotyczą one starszych mężczyzn niż 20 - latek. Bywają także akty
      kazirodcze, gdzie dorosły rodzic współżyje seskualnie ze swoim dzieckiem.
      Wygląda jednak na to, że to nie jest opisany przez Panią przypadek i z
      nazywaniem tego co się wydarzyło pedoofilią byłabym ostrożna.
      W Pani przypadku ważnym byłoby zastanowić co się stało, że teraz przypomniała
      Pani sobie o tym zdarzeniu z dawnych czasów i czy nie zaistniało jakieś
      wydarzenie spustowe które tę pamięć przywołało. Wydaje się też istotne czemu
      nagle , poza przypomnieniem sobie, to wspomnienie, nie daje Pani spokoju.
      Zadaje Pani sobie dużo pytań z tym związanych ,tak ,jakby Pani nie mogła się
      uwolonić od tego wspomnienia. Może coś się dzieje także po Pani stronie, w Pani
      życiu. Przecież widywała Pani tego człowieka, jak rozumiem, wiele razy i jego
      życie nie budziło w Pani podejrzeń.
      Ważna jest także odpowiedź czy może Pani określić czy w ogóle i w jaki sposób
      ta historia wpłyneła na Pani życie seskualne jako dorosłej osoby ? Jak to
      życie toczy się teraz ? Czy jest Pani zadowolona i czerpie z tego przyjemnosć
      na wielu poziomach.
      Wierzę, że zdarzenie miało miejsce, ale zastanawiam się czemu teraz nabrało
      takiego znaczenia. Może odpowiedź na te pytania uwolni Panią z napięcia
      Wydaje mi się, ye na razie nie ma powodu kontaktować się z psychologiem czy
      psychoterapeutą. W każdej chwili może Pani pisać do mnie na forum i wspólnie
      będziemy śledzić co się dzieje.
      Wygląda na to , że zdarzenie miało charakter incydentalny lub trwało tylko w
      okresie dojrzewania.
      Jednak w takich sprawach należy zachować szczególną ostrożność. Nie można
      zupełnie wykluczyć, że zachowania opisane przez Panią miało charakter
      pedofilny. Należy wtedy poobserwować jego i jego rodzinę a w szczególności
      dzieci. Trochę w zgodzie z tym jak piszą różne uczestniczki forum. Jeśli
      wygladałoby na to , ze trzeba interweniowć należy to zrobić ze szczególną
      ostrożnośią i to tylko w przypadku gdy mamy pewność, ze powtarzają się akty
      pedofilne lub kazirodcze. Jeszcze raz podkreślę, że wydaje mi się , że tak nie
      jest. Pozdrawiam i mam nadzieje, ze Pani jest spokojniejsza. Agnieszka
      Iwaszkiewicz

      • jagoda9939 Re: pedofilia w rodzinie 06.06.07, 09:44
        dziękuję za odpowiedź!
        trochę mnie Pani uspokoiła...Bo ja również nie mogłam w to uwierzyć, że on taki
        mógłby być już zawsze! Raczej tłumaczyłam to sobie jego trudną sytuacją
        rodzinną, tym, że ciotka trzymała go niemal pod kluczem, był jedynakiem długo
        wyczekiwanym dzieckiem, dmuchała na niego i chuchała ile się dało, nauka, nauka
        i nauka to był cały jego świat. Jako dwudziestoletni chłopak nie miał nigdy
        dziewczyny, nigdy nie był na żadnej imprezie, siedział sam w domu i uczył się
        (dopiero później - po skończeniu studiów i gdy ciotka zmarła...odbijał sobie
        chyba to wszystko, wiem, bo sam sie chwalił co to on wtedy nie robił)
        Może i tłumaczy go ta sytuacja, może nie...bo przecież nie każdy kto nie ma
        dziewczyny interesuje się małymi dziewczynkami, zwłaszcza kuzynkami?!

        Nie mam pojęcia dlaczego przypomniało mi się to dopiero teraz i po co wogóle
        się przypomniało...
        Nie nienawidzę go za to, nie mam ochoty szukać sprawiedliwości czy mścić
        się...po prostu stało się, nie cofnę już czasu! Trochę mogę zrozumiec jego
        sytuację....ale mimo wszystko jest jakiś tam żal...dlaczego mnie tam dotykał,
        jakim prawem? Czy to wogóle wpłynęło w jakis sposób na moje życie? Czy ja
        przesadzam? może to nie takie ważne, nie warte żadnej nawet myśli...
        ale mimo to wraca!
        i nie wiem jak spojrze mu teraz w oczy, czy będę potrafiła udawać że wszystko
        jest w porządku...za żadne skarby świata nie chcę, by koś się o tym dowiedział!
        Co on dziś sobie myśli? Zapomniał? ma wogóle jakiekolwiek wyrzuty sumienia? A
        może skoro nigdy nie dałam poznać po sobie, że wiem...może myśli, że się mu
        upiekło... że byłam tak mała, że nie pamiętam i nigdy nie przypomnę
        sobie...może się tego wstydzi, może żałuje, a może myśli, że nic złego się nie
        stało?!
        Moje życie nie było różami usłane...z ojcem nigdy nie mogłam się
        dogadać...mnóstwo nieudanych związków, ale zawsze chodziło o to samo! facetom
        zawsze chodziło tylko o jedno! ja bynajmniej tak myślę, każdy jeden liczył
        tylko na jedno...
        Czy to wina kuzyna? Być może....a być może nie...może to ja po prostu spotykam
        takich facetów...może jestem nastawiona i uprzedzona w ten sposób...wiem, ale
        co zrobić?
        Mimo wszystko...choć boli...cieszę się że mi się przypomniało, by bynajmniej
        wiem! Bo zawsze coś tam gdzieś uwierało, bo zawsze dziwnie czułam się w
        obecności kuzyna, teraz wiem dlaczego! do tej pory myślałam że to moja wina, że
        to ja jestem jakaś dziwna...teraz wiem, że uwierało bo miało prawo uwierać, bo
        nic sobie nie wymyśliłam, bo nie jestem dziwna ("walnięta" jak mój ojciec mnie
        często nazywał). może to jednak moja, nie ojca wina, że się nie
        dogadywaliśmy...może to ja jakoś instynktownie miałam żal do wszystkich facetów
        na świecie, może nieświadomie ich winiłam, nie akceptowałam...
        DZIŚ WIEM, ale czy to oznacza, że będę potrafiła życ NORMALNIE!
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pedofilia w rodzinie 06.06.07, 19:53
          Pani ostatni list coraz bardziej potwierdza moje przypuszczenia. Tym bardziej,
          kiedy opisała Pani sytuację rodzinną kuzyna. Wydaje się być pewne, że była to
          sytuacja związana z młodością, dorastaniem i wczesnymi impulsami seksualnymi
          bez możliwości dorosłej realizacji i rozładowania.Pyta Pani jakim prawem to
          zrobił i czy nie mógł się powstrzymać. Takie nie kontrolowane zachowania się
          wtedy zdarzają. Pewnie też się ich wstydził. Czy teraz pamięta? Może tak, ale
          inaczej niż Pani. Być może przydaje temu inną wagę.Wygląda na to, że nie ma co
          mówić w tej sytuacji o pedofilii. To, że kuzyn zrobił tak małej dziewczynce z
          rodziny , to jest raczej typowe postępowanie zupełnie nie związane z
          pedofilią. Pani była najbliżej i była łatwym celem. Wiem, że brzmi to obcesowo,
          ale też chyba realnie. Dlatego proponuję już wyciszać w tej sprawie emocje. Z
          kuzynem nie warto o tym rozmawiać w takim stanie emocjonalnym, w jakim Pani
          jest teraz. Może kiedyś, w tonie rodzinnych wspomnień lub doświadczeń z
          dzieciństwa
          To co mi się wydaje ważne , to to co łączy się z Panią.
          Z jednej strony przydała Pani temu zdarzeniu bardzo duże znaczenie.Być może
          dlatego, że ocenia Pani mężczyzn jako tych , którzy od Pani chcą tylko jednej
          rzeczy czyli seksu. Być może nie miała Pani okazji spotkać innych mężczyzn ,
          albo też tak ich Pani postrzegała. Może ta myśl uruchamia Pani wspomnienie o
          tym , że jako mała i nieświadoma dziewczynka została Pani w ten sposób użyta i
          to uruchomiło taki stereotyp myślenia.
          Myślę, że ta jednorazowa sprawa nie uczyniła z Pani "walniętej". Po prostu na
          nią nałożyły się inne, być może także z obszaru męsko - damskiego, a ona teraz
          zajęła szczególne miejsce, bo wydobyta została z niepamięci i łatwo ją trochę
          przez to zdemonizować. Myślę, że odzyska Pani spokój. Może natomiast warto
          poprzyglądać się swoim relacjom z mężczyznami. O co w nich chodzi ? Czemu się
          nie układają czy nie układały. Skoncentrować się bardziej na sobie. Pozdrawiam
          Panią. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • jagoda9939 Re: pedofilia w rodzinie 08.06.07, 20:51
            >Czy teraz pamięta? Może tak, ale
            >inaczej niż Pani.

            tzn. jak???
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pedofilia w rodzinie 07.06.07, 15:52
          Może jeszcze jeden krótki kometarz do tego co Pani napisała i do moich
          odpowiedzi.
          Być może Pani emocje przeżywane z tą sprawą i jej przypomnieniem związane są
          z tym, że to był pierwszy Pani kontakt seksualny czy paraseksualny z mężczyzną.
          Niewątpliwie odbył się za wcześnie i w atmosferze starchu, wstydu, niechęci,
          poczucia winy z powodu odczuwanej przyjemności oraz, co najważniejsze , wbrew
          Pani woli. Takie sytuacje są życiowo ważne i pozostają często na długo w
          pamięci psychicznej i w nieświadomości. Zdarza się, że ten pierwszy kontakt
          daleko odbiega od romantycznego zdarzenia jakie opisują często książki, filmy i
          podpowiada nasza wyobraźnia i pragnienia.Rodzi to ogromne poczucie winy i
          smutek, że marzenia się nie spełniły. Wiem, że to jest trudne, ale najlepiej
          pogodzić się z tym i zostawić sprawę przeszłości na korzyść teraźniejszości.
          Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • iwucha Re: pedofilia w rodzinie 08.06.07, 09:44
            Pani Agnieszko, a ja mam pytanie:

            facet był trzymany pod kluczem przez matkę, żadnych dziewczyn i możemy
            domniemywać, że epizod, który był udziałem jego i autorki wątku - był jednym z
            pierwszych, był tez realny do zrealizowania i utrwalenia się w okolicznościach
            krótkiego trzymania, gdy kuzynki były na wyciągnięcie ręki. I teraz moje
            pytanie: jeśli czerpał z tego doznania sexualne (a co do tego to chyba nie ma
            większych wątpliwości), to na ile jest możliwe, że te zachowania (wzmocnione
            doznaniami) mogły się utrwalić i na ile istnieje szansa, że może on je dalej
            praktykować nawet jeśli po przysłowiowym "spuszczeniu ze smyczy" matki, łączyły
            go stosunki sexualne z kobietami? Czyny pedofilne nie wykluczają przecież
            podejmowania współżycia z kobietami (np. żoną), ba! - często bywają doskonałą
            przykrywką eliminującą wszelkie podejrzenia.

            Ja miałabym wątpliwości, czy to był jednorazowy epizod bo człowiek, który
            odkryje jakiś rodzaj przyjemności, aktywność, która dla niego jest nagradzająca,
            to tak chętnie z niej nie rezygnuje... Ale może się mylę.
          • jagoda9939 Re: pedofilia w rodzinie 08.06.07, 20:42
            z całym szacunkiem, ale ...
            mam wrażenie, że Pani za bardzo go broni...być może to co się stało to
            faktycznie nic takiego wielkiego jak mi się teraz wydaje, ale na pewno nie NIC!
            Nie sądze by jego sytuacja go w pełni usprawiedliwiała...owszem, można nieco
            zrozumiec jego sytuację ale nie usprawiedliwiać! Czy to oznacza, że każdy, kto
            nie ma dostępu do seksu może sobie używać dowoli bez względu na wszystko, bo
            jest w trudnej sytuacji? Czy osoba bezdomna może dowoli kraśc bo jest głodna?
            Może i nie potrafię chłodno o tym mówić, ale nie stało się NIC
            Pozwoliłaby się Pani pobawić swoimi narządami człowiekowi np. z więzienia który
            ma potrzeby ale nie może ich zaspokoic? Nie sądze!
            Gdyby to było takie Nic pewnie nie wymazałabym tego z pamięci, traktowała jak
            zwykła szczeniacką zabawę...a jednak tak nie jest!
            Pisze Pani również o moim pierwszym kontakcie seksualnym....ajkie to miało
            znaczenie, skoro ja tego do tej pory nie pamietałam...swój pierwszy kontakt z
            mężczyzną to ja jako 14 letnia dziewczyna na łóżku ginekologicznym a przede mną
            7 lekarzy, każdy po kolei zaglądali, dotykali i dziwili się co ja tam mam ( w
            sensie na co byłam chora) jakbym była jakimś chomikiem w laboratorium!
            Pierwszy chlopak, wielkie zauroczenie, w końcu umówił się ze mną! Na 3
            spotkaniu powiedział, że chciałby się ze mną tylko przespać, ale żebym sobie
            potem za dużo nie wyobrażała!
            Kolejny, który miał być tym jedynym ukochanym po roku czekania na mnie,
            zdradził mnie, a potem zerwał mówiąc że nie mógłby mi już w oczy spojrzeć!
            Gdy w końcu zaufałam, uwierzyłam, kochałam i byłam kochana...gdy dowiedzieliśmy
            się, że jestem w ciązy zostawił mnie bez słowa wyjaśnienia...
            Znów zostałam potraktowana jak stara szmata, którą wyrzuca się po zużyciu?!?!
            Nie wiedziałam wtedy o tym! A mimo to całe życie ktos mnie wykorzystywał...jak
            on wtedy! I choć jego sytuacja była trudna to jednak nie usprawiedliwia Go! Nie
            kazdy na jego miejscu zachowałby się tak samo! Nie mnie jedną próbował w ten
            sposób "doświadczać"...i czy to oznacza, że jak znów straci dostęp do seksu,
            zostanie wdowcem albo rozwodnikiem, to znaczy, że będzie mógł obmacywać dzieci
            sąsiadów, bo jest w trudnej sytuacji???
            Mówi Pani, że to nie jest pedofilia, że to za duże słowo?
            Gdzie zatem jest granica, po której przekroczeniu można mówić o pedofilii? Czy
            to oznacza, że jak ktoś zabije jednego tylko człowieka z ciekawości, bo miał
            trudne dzieciństwo to jeszcze nie jest mordercą???
            Dla mnie on jest pedofilem! Bo nie miał prawa tego robić! Bo żadna sytuacja nie
            usprawiedliwia go! Bo ja - dziś jako matka, nie wybaczyłabym gdyby ktoś tknąl
            moje dziecko, bez względu na trudną czy normalna sytuację oprawcy!
            Dla mnie jest on pedofilem, bez względu na to czy robil to tylko ze mną czy z
            innymi też, bez względu czy tylko dotykał czy uprawiał sex! Bo to już o jedną
            osobę za dużo!
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pedofilia w rodzinie 10.06.07, 01:53
              Tym razem odpowiadam zarówno na wypowiedź "iwuchy" jak i ustosunkwuję się do
              Pani ostaniej wypowiedzi.
              Zawsze należy być przezornym i rozważnym, sczególnie w tak delikatnych
              sprawach. Dlatego w swojej pierwszej odpowiedzi napisałam, że jeśli istnieją
              aktualnie, powtarzam, aktualnie, jakieś podejrzenia, że zachowania tego
              mężczyzny są podejrzane należy je obserwować, a gdy się potwierdzą, jako
              pedofilne, interwniować.Ale z Pani listu nic takiego nie wynika.
              Dlatego to co ochraniam, to nazywanie tego zdarzenia czynem pedofilnym. To co
              Pani opisuje nie nosi takich znamion. Wygląda natomiast na to , co szczegółowo
              opisałam. Na pewne zdarzenie rozwojowe. Nie było ono dobre, zdarzyło się dla
              Pani za wcześnie, ten mężczyzna, wtedy młody chłopak, nie powinien tego robić.
              Pisałam o tym dość wyraźnie. Natomiast istnieje dla mnie wyraźna różnica
              pomiędzy usprawiedliwianiem jego zachowania z przeszłości - czego nie czynię,
              a zrozumieniem, które chciałam wykazać. Potrzebne jest ono także po to, aby
              zrozumieć Panią i zrozumieć Pani historię, powód wyparcia tego wspomnienia i
              moc z jaką teraz powróciło.
              Mogło ono mieć wpływ na Pani życie, ale nie jako jedyne. Raczej jako kontekst
              do rozmaitych innych Pani doświadczeń z mężczyznami, w tym z ojcem.
              Należy pamiętać,że pedofila to ugruntowany, powtarzalny pociąg seksualny do
              osób przed okresem pokwiatania. Ważna jest tu także różnica wieku między
              osobami. Jest ona zdecydowanie większa, niż to było w Pani przypadku.
              Przyjmując Pani kryteria, to każde dotknięcie 16 - latka np: 12 letniej
              dziewczynki byłoby już pedofilią. A tak nie jest. Jest to karygodne zachowanie,
              ale mieszczące się w profilu rozwoju psychoseksualnego.Pedofile, owszem ,
              czasem zasłaniają się rodziną, ale czy można kategorycznie powiedzieć o tej
              rodzinie ? Chyba nie.
              Zastanawia mnie siła, z jaką teraz próbuje Pani nadać temu doświadczeniu
              znaczenia pedofilnego. Czy jest to chęć wzięcia odwetu na tym mężczyźnie za
              dawne, niewątpliwe, przewinienia. Jeśli tak to jak miałby się on teraz odbyć?
              Może właśnie przez tak drastyczne oskarżenie ? A może to jest odwet za tych
              wszystkich nadużywających i okropnych mężczyzn jakich Pani spotkała na swojej
              drodze?
              Może oczywiście pozostać Pani przy swoim rozumieniu tej sparwy. Może Pani
              nazywać ją nadal pedofilią. Nie mam na to żadnego wpływu. Ale może warto to co
              się teraz z Panią dzieje zobaczyć szerzej.
              Rozumiem, że przeżywa Pani bardzo przeszłość i myślę, że to co napisałam nie
              umiejsza tych przeżyć. Raczej przekierowuje je na inny tor, co może wydać się
              Pani nie do przyjęcia. Ja uznaję trud różnych Pani doświadczeń życiowych i nie
              widzę ich niefrasobliwie. Może po tych doświaczeniach mężczyźni jawią się Pani
              jako oprawcy a kobiety jako ich bezbronne ofiary. I na tę obecną kliszę wpadło
              doświaczenie z przeszłości i nabrało znaczenia większego niż było w istocie.
              Myślę ponadto, że gdyby Pani przyjęła mój tok rozumowania, byłoby Pani po
              prostu łatwiej. Wrto spróbować. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja