agnieszkaaa6
23.06.07, 23:31
Mam bardzo duży problem z moimi rodzicami. Nie mam z nimi dobrego kontaktu. Nie ma między nami więzi emocjonalnej, są mi obojętni. Nie potrafię podejść do nich i się ot tak po prostu przytulić.
Do szóstego roku życia wychowywała mnie babcia, rodzice podobno odwiedzali mnie w weekendy. Jednak ja nie pamiętam, żadnej zabawy lub chwili spędzonej z nimi. Pamietam tylko jak ojciec często mówił, że jego popie..ny ksiądz nie chrzcił, żeby się ze mną bawił. Potem zamieszkałam z nimi, ale każdy wolny dzień od szkoły spędzałam u babci.
Mój ojciec jest osobą bardzo despotyczną, często mnie bił i upokarzał. Matka jest osobą bardzo podporządkowaną ojcu, robi wszystko co on chce. Zresztą mój ojciec bardzo bije matkę, ona się go boi, a z drugiej strony (takie odnoszę wrażenie ja i osoby z otoczenia) boi sie sama żyć, myśli, że sama sobie nie poradzi. Ja natomiast jestem osobą bardzo wybuchową, choleryczką. Przed urodzeniem dziecka miałam myśli samobójcze. Mam ciągłe wrażenie, że nikt mnie nie lubi, że każdy chce mi zrobić na złość.
Moi rodzice często piją. Kiedy jeszcze z nimi mieszkałam bardzo często były w domu libacje. Matka nie przejmowała się czy mamy z bratem co jeść, czy wróciliśmy ze szkoły. Dla niej ważne było towarzystwo do picia i picie.
Po maturze wyjechałam na studia, 150 kilometrów dalej. Przez pierwsze dwa lata dawali mi pieniądze na utrzymanie(po połowie z babcią), bo babcia ich uprosiła. Potem stwierdzili, że nie będą mi dawać, bo ja mam mieszkać z nimi. Ojciec powiedział, że jestem kurwą, ku..ę się i mam mieszkać z nimi. Matka stwierdziła, że szkoda na mnie pieniędzy, bo w domu zawsze zostaja resztki obiadu, które oni wylewaja psu, więc ja miałabym co jeść. Nie chciałam wracać do domu. Zaczęłam pracować, poznałam mojego męża, który mi bardzo pomógł. Skończyłam studia, znalazłam dobrą pracę. Mieszkaliśmy ze sobą bez ślubu przez 8 lat. Rodzice w ogóle nie utrzymywali ze mną kontaktu ze względu na to, że mieszkałam z chłopakiem bez ślubu. Ojciec stwierdził, że przeze mnie pójdzie do piekła, bo przyrzekał na moim chrzcie, że wychowa mnie na katoliczkę, a ja mieszkam bez ślubu. Ja natomiast jeździłam do nich tylko w święta. Nie odczuwałam i nadal nie odczuwam potrzeby utrzymywania z nimi kontaktu. Wzięliśmy z moim mężem ślub. Moi rodzice zmienili się o 180 stopni, chociaż nadal nie byli zadowoleni, bo nie chcieliśmy mieszkać z nimi, ale nie okazywali tego bezpośrednio. Urodziłam mojego najukochańszego syneczka. Odwiedzili go tylko dwa razy, ale ja nie mam o to żalu. To ich sprawa. Postanowiłam wziąć na chrzestną mojego dziecka siostrę mojego ojca. Rodzicom to nie pasowało, bo oni chcieli aby chrzestną był ktoś inny. Zaczęli mi odradzać. Pewnego dnia mój ojciec pokłócił się ze swoją siostrą - Moniką, która jest poproszona na chrzestną. I teraz zaczęła sie walka ze mną o to, aby Monika nie była chrzestną. Usłyszałam, że mam wybierać" albo oni albo ona", bo oni nie będą z nią siedzieli przy jednym stole. Ja stwierdziłam, że to ich sprawa i jak nie chcą to niech nie przychodzą na uroczystość. Dzisiaj pokłóciłam sie z matką przez telefon tak bardzo, że aż rzuciłam jej słuchawką. Nie chcę utrzymywać z nimi kontaktu. Są bardzo toksycznymi osobami. Jak przychodzi okres świateczny to czuję się źle bo mam w perspektywie odwiedziny u nich, a bardzo tego nie lubię. Z radością zerwę z nimi wszystkie kontakty. Mam tylko jeden problem w tej całej sytuacji: Czy ja nie zrobię krzywdy mojemu synowi, jeśli pozbawię go babci i dziadka? Czy nie będzie miał do mnie kiedyś żalu, że ma tylko dziadków ze strony ojca?