klaudyna1985
04.07.07, 14:20
Mam do Was takie pytanie. Jesteśmy małżeństwem od kwietnia 2006 roku. Od
stycznia 2006 roku mieszkaliśmy sami w wynajmowanej kawalerce do czasu
narodzin naszego synka który to przyszedł na świat we wrześniu 2006 roku. Więc
zaraz po wyjściu ze szpitala poszliśmy mieszkać do męża rodziców a moich
teściów. I tu teraz zaczyna się problem. Teściowie do wszystkiego się
wtrącają, wszystko podsłuchują, wszystko wiedzą lepiej i ja nie mam nic do
gadania. Jestem komletnym zerem! Mieszkamy na górze i mamy dwa duże pokoje,
mały przedpokój i łazienkę a do tego stryszek na który wchodzą tylko wtedy gdy
nas nie ma! No i ona nam gotuje obiady bo my nie mamy kuchni a nawet gdzie
pieca włożyć. Gotuje mi nawet zupki dla synka i nie pyta mnie nawet czy może
mu coś nowego wprowadzić tylko decyduje o tym sama i robi je według swojego
uznania. Męża przeciągneli całkiem na swoją stronę i traktuję mnie jak zwykłą
szmatę (przepraszam za słownictwo ale nie potrafię tego inaczej ująć). Wogóle
nie liczy się z moin zdaniem i nagle przeszkadza mu że moja rodzina nie ma
kasy, że jest niewykształcona, zabrania mi jeździć do mamy i brata, wypomniał
mi że za wesele płacili jego rodzice bo moja mama nawet nie pofatygowała się
pieniędzy skombinować ale wiedział wczesniej jak u nas jest, że nie mamy
pieniędzy, mama że pracuje na czarno i zarabia tylko 400zł miesięcznie i za to
utrzymije nas i dom więc nic dla niego nie było dziwne i to akceptował. Ja dla
niego zostawiłam dom, szkołę, pracę, przemeldowałam się a on nawt nie raczy
swojeego dowodu wymienić. Ja już go chyba nie kocham a napewno nie chcę z nim
być! I teraz właśnie to pytanie czy jeśli złożę pozew o rozwód a nie mam
niczego:pracy, domu (tzn.poszłabym mieszkać do mamy i mama mi przepisze na
mnie to mieszkanie) i pieniędzy to jakie są szanse na to że go wygram? Czy nie
stracę dziecka? Czy może będzie mógł albo musiał mi dawać pieniadze na dziecko
i utrzymanie domu? Czy moge to jakoś wyegzekwować czy raczej nie mam szans?
Ale najważniejsze to to czy mogę od niego odejść razem z moim dzieckiem i być
w końcu szczęśliwa? Nie chcę już tutaj mieszkać i on dobrze o tym wie a nadal
mnie tylko rani i robi ze mnie sprzątaczkę! Jest mi strasznie źlei chcę się z
tego uwolnic. Czy jednak mam szanse? Pomóżcie! Poradzcie coś jeśli miałyście
taką sytuację...
Dziękuję i pozdrawiam!!