Rozwód.Jakie sznse mam?Pomóżcie!

04.07.07, 14:20
Mam do Was takie pytanie. Jesteśmy małżeństwem od kwietnia 2006 roku. Od
stycznia 2006 roku mieszkaliśmy sami w wynajmowanej kawalerce do czasu
narodzin naszego synka który to przyszedł na świat we wrześniu 2006 roku. Więc
zaraz po wyjściu ze szpitala poszliśmy mieszkać do męża rodziców a moich
teściów. I tu teraz zaczyna się problem. Teściowie do wszystkiego się
wtrącają, wszystko podsłuchują, wszystko wiedzą lepiej i ja nie mam nic do
gadania. Jestem komletnym zerem! Mieszkamy na górze i mamy dwa duże pokoje,
mały przedpokój i łazienkę a do tego stryszek na który wchodzą tylko wtedy gdy
nas nie ma! No i ona nam gotuje obiady bo my nie mamy kuchni a nawet gdzie
pieca włożyć. Gotuje mi nawet zupki dla synka i nie pyta mnie nawet czy może
mu coś nowego wprowadzić tylko decyduje o tym sama i robi je według swojego
uznania. Męża przeciągneli całkiem na swoją stronę i traktuję mnie jak zwykłą
szmatę (przepraszam za słownictwo ale nie potrafię tego inaczej ująć). Wogóle
nie liczy się z moin zdaniem i nagle przeszkadza mu że moja rodzina nie ma
kasy, że jest niewykształcona, zabrania mi jeździć do mamy i brata, wypomniał
mi że za wesele płacili jego rodzice bo moja mama nawet nie pofatygowała się
pieniędzy skombinować ale wiedział wczesniej jak u nas jest, że nie mamy
pieniędzy, mama że pracuje na czarno i zarabia tylko 400zł miesięcznie i za to
utrzymije nas i dom więc nic dla niego nie było dziwne i to akceptował. Ja dla
niego zostawiłam dom, szkołę, pracę, przemeldowałam się a on nawt nie raczy
swojeego dowodu wymienić. Ja już go chyba nie kocham a napewno nie chcę z nim
być! I teraz właśnie to pytanie czy jeśli złożę pozew o rozwód a nie mam
niczego:pracy, domu (tzn.poszłabym mieszkać do mamy i mama mi przepisze na
mnie to mieszkanie) i pieniędzy to jakie są szanse na to że go wygram? Czy nie
stracę dziecka? Czy może będzie mógł albo musiał mi dawać pieniadze na dziecko
i utrzymanie domu? Czy moge to jakoś wyegzekwować czy raczej nie mam szans?
Ale najważniejsze to to czy mogę od niego odejść razem z moim dzieckiem i być
w końcu szczęśliwa? Nie chcę już tutaj mieszkać i on dobrze o tym wie a nadal
mnie tylko rani i robi ze mnie sprzątaczkę! Jest mi strasznie źlei chcę się z
tego uwolnic. Czy jednak mam szanse? Pomóżcie! Poradzcie coś jeśli miałyście
taką sytuację...
Dziękuję i pozdrawiam!!
    • iwucha Re: Rozwód.Jakie sznse mam?Pomóżcie! 04.07.07, 16:46
      No chyba masz tę sytuacje trochę na własne życzenie...bo tak naprawdę należało
      nie pozwalać sobie na wtrącanie, gotowanie, podsłuchiwanie, nie należało
      rezygnować z pracy, szkoły i robić z siebie sprzątaczkę itd. Warto zadać sobie
      pytanie, dlaczego i skąd te wszystkie rezygnacje i poświęcenia w Tobie. I to
      jest chyba zasadnicze pytanie. Teraz to chyba trudno to odkręcić - a na pewno
      byłaby to ciężka praca. Twoja przede wszystkim bo trudno odzwyczaić kogoś od
      czegoś, do czego sie już go przyzwyczaiło. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym
      mlekiem :-) bo będzie dobrze - pod warunkiem, że zadbasz o siebie i dziecko,
      pójdziesz do szkoły / pracy, zrobisz coś dla siebie nie oglądając się na to, co
      powie teściowa czy mąż. Bo dziecko musi mieć szczęśliwą, zadowolona z życia
      matkę by samo było szczęśliwe :-)

      W rozwodzie chyba nie chodzi o to kto wygra - choć niektórym często się tak wydaje.
      Jeśli Twój mąż pracuje, to będzie zobowiązany do płacenia alimentów na Ciebie i
      dziecko (jeśli Ty nie pracujesz). Jeśli pójdziesz do pracy, to będzie
      zobowiązany płacić tylko na dziecko. Jeśli mąż jest np. na utrzymaniu rodziców,
      to sąd pociąga jego najbliższą rodzinę (czyli np. teściów) do płacenia na wnuka.
      Rozwód nie oznacza, że stracisz prawo do opieki nad dzieckiem. Jeśli jesteś
      dobra mamą i właściwie wypełniasz swoje obowiązki, to nie ma żadnych podstaw by
      zabrać dziecko od matki. Najczęściej jest tak, ze zostaje ono u matki a sąd
      zasądza częstotliwość, czas spotkań ojca z dzieckiem. W wersji optymistycznej
      rodzice dogadują się miedzy sobą i ojciec spotyka się z dzieckiem kiedy chce, a
      w wersji totalnie pesymistycznej konieczna jest np. obecność kuratora w trakcie
      spotkań ojca z dzieckiem (tu mowa o skrajnościach, gdy walka między rodzicami
      jest na ostrzu noża). Pomiędzy tymi skrajnymi wersjami jest cała gama sytuacji.

      • klaudyna1985 Masz rację... 04.07.07, 17:12
        I ja zdaję sobie sprawę że sama jestem sobie winna ale ja juz wysiadam
        psychicznie. Pal licho tam teścióow bo z nimi sa zawsze problemy ale żeby mąż
        mnie tak olał i tak traktował. niczym sobie na to nie zasłuzyłam.... I to
        najbardziej boli...
        • anulkas86 Re: Masz rację... 04.07.07, 22:29
          Witam. Nie wiem czy doszedł do Ciebie mail ode mnie. Napisałam Ci nr mojego gg,
          więc jak znajdziesz czas to odezwij się.
          Dokładnie nie potrafię Ci pomóc, ale napisze Ci jak było z moją koleżanką.
          Młodziutka mamusia- tak jak my. Mieszkają z meżem u jej teściów. Teściowa lubi
          się wtrącać i mieć własne zdanie, które musi koniecznie głosno powiedzieć. po za
          tym cała rodzinka strasznie narzeka na wszystko co dotyczy tej dziewczyny, na to
          że jest złą matką, źle dba o dziecko, źle żywi itd... A teściu miły ale bardzo
          upierdliwy- że się tak brzydko wyrażę. Kilka razy pojechała z dzieckiem do
          swoich rodziców jak już nie mogła wytrzymać, kilka razy jej mąż sam ją wyrzucił
          i kazał jechać do mamy. A jej mąż ciągle miał pretensje- o to że objad nie
          ugotowany na czas, albo nie to co on lubi, o to że paznokcie maluje i mu
          śmierdzi, o to że o złej godzinie wyszła na spacer, że nie pracuje, nic nie
          robi- a sama wiesz ile jest w domu roboty- zwłaszcza przy dziecku. Teraz ona
          poszła do pracy. Małego zostawia z niania- nie z teściową. Przestała być już
          pokorną synową- teściowa nie ma nic do powiedzenia już. Mąż jej musiał się
          nauczyć też bawić dziecko, gotować objadki i zajmować się domem. Zobaczył jak to
          jest i dopiero teraz się dogadują. Jemu była potrzebna terapia wstrząsowa.

          A jeżeli chodzi o Ciebie- oprócz tego że mąż będzie musiał Ci płacić alimenty na
          dziecko, dostaniesz przecież też zasiłek rodzinny (śmieszne pieniądze, ale
          lepsze to niż nic), zasiłek z tytułu samotnego wychowywania dziecka (nie wiem
          ile wynosi ale podejrzewam że też nie za wiele). Poza tym zawsze mozesz iść do
          opieki społecznej i napisać np prośbę o dodatkowe pieniądze na jedzenie,
          lekarstwa czy inne takie. Zawsze to lepsze niż nic. Dasz radę. Trzymam za Ciebie
          kciuki:-)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Rozwód.Jakie sznse mam?Pomóżcie! 06.07.07, 23:45
      Wszystkie rady i odpowiedzi udzielone Pani dotychczas w sprawie rozwodu są
      słuszne.
      Oczywiście można spodziewać się różnych trudności, ale generalnie, jeśli jest
      zgoda obu stron na rozwód, nie ma specjalnych kłopotów z jego otrzymaniem. W
      Polsce, z nielicznymi wyjątkami, sądy zwykle pozostawiają dziecko przy matce i
      zasądzają alimenty od ojca. Czasem problemem bywa jedynie ich egzekwowanie. Ma
      Pani całkowite prawo decydować o swoim życiu. Natomiast, ja zastanowiłabym, czy
      to co się dzieje w Pani związku, to już jest powód do tak radykalnej decyzji
      jak rozwód. Jesteście Państwo raptem niewiele ponad rok po ślubie. Zmieniło się
      Wasze życie, bo urodziło się dziecko i zamieszkaliście z teściami, co zawsze
      sprzyja konfliktom.
      To co Pani opisuje jest niewiątpliwie bardzo przykre i należy za wszelką cenę
      przeciwdziałać takim zachowaniom wobec Pani. Tym niemniej, to na razie wygląda
      na kryzys w związku i niekoniecznie musi skończyć się rozwodem. Może warto
      spróbować ten kryzys przezwyciężyć. Nie twierdzę, że zakończy się to sukcesem.
      Może być tak, że i tak za jakiś czas stanie Pani przed decyzją rozwodową, ale
      teraz jest doprawdy przedwcześnie.
      Zaczęłabym od wzmacniania własnej pozycji w domu. Może praca, może butla gazowa
      na której będzie Pani gotować dla dziecka, może wyjścia na zewnątrz raz na
      jakiś czas i zostawienie dziecka z mężem. Ale nacisk położyłabym na namiawianie
      męża na samodzielne mieszkanie. Ponownie wynająć, może kupić na kredyt. Ale
      najważniejsze to pokazanie mężowi w jakiej kryzysowej sytuacji się znajdujecie
      i czym to może grozić w przyszłości.
      W Pani pytaniach zawartych w wątku wyraźnie widać, jak bardzo jest Pani
      niepewna siebie. Starałabym się wzmocnić. Jeśłi Pani zmieni się sama lub coś
      wokół siebie, to bezie musiał zmienić się cały system. W którym Pani żyje.
      Jeśli samej jest trudno, proszę poszukać Ośrodka Interwencji Kryzysowej w
      swojej okolicy i spróbować terapii. Jest to bezpłatna terapia. Namawiam Panią
      gorąco do pracy nad sobą i związkiem , zanim podejmie Pani życiową decyzję,
      choć rozumiem co Pani przeżywa aktualnie. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja