Problemy w relacjach z 7-latnia corka

10.08.07, 12:43
Moja corka ma 7 lat nigdy nie byla typem pieszczocha, juz jako 2-
latka na usciski i calusy wolala 'juz dosc!juz dosc mam tyh
buziakow'. Byla wyczekanym dzieckiem po trudnej ciazy i pierwsza
wnuczka. Bardzo ja kochalam ale gdy miala 3 latka zaczelam tracic z
nia kontakt. Wyemigrowalismy wowczas do innego kraju i nie wiem czy
udzielil jej sie nasz stres czy z innej przyczyny zrobila sie
marudna,histeryczna co noc budzila nas placzem ktorego nie mozna
bylo ukoic. Emocjonalnie zaczelam sie wowczas powoli od niej
oddalac. Po kilku latach zaczela nalegac na posiadanie rodzenstwa i
gdy miala 5 lat jaj marzenie sie spelnilo zaszlam w ciaze
blizniacza. Cala ciaze obawialam sie czy bede w stanie pokochac
rosnace we mnie dzieci gdyz Ole kochalam tak bardzo ze nie
wyobrazalam sobie by tej milosci moglo starczyc dla nastepnego
dziecka. Wkrotce jednak moje fatalne samopoczucie sprawilo ze
wpadlam w depresje i nieswiadomie odsunelam sie zarowno od niej jak
i od meza. Czulam sie fizycznie tak zle ze nawet jej(zreszta nie
tylko) glos mnie meczyl. Pod koniec ciazy wyjechalam z nia do Polski
gdzie zostalam jeszcze miesiac po jej powrocie do UK. Dreczylo mnie
bardzo ze nie moglam jej zaprowadzic gdy zaczynala szkole,
rozmawialam z nia czesto przez telefon i bardzo tesknilam. Miesiac
po porodzie dolaczylam do niej i meza z nowymi czlonkami rodziny.
Niestety nie bylo latwo przez caly dzien bylam sama z bliznietami,
karmilam piersia, gotowalam, pralam, sprzatalam i nie mialam czasu
dla starszej corki. Jedynymi momentami spedzanymi z nia sam na sam
bylo wieczorne czytanie jaj bajek. Ola byla zawsze buntowniczka ale
swoj bunt kieruje nie przeciwko rodzenstwu lecz mnie. Tnie sobie
nowe ubrania nozyczkami, pisze mazakami po wykladzinie, nie
zastanawia sie nad tym co robi(zwracamy jej uwage po kilka razy w
tej samej sprawie) ciagle jeczy, jest wiecznie niezadowolona z
zycia. Swoim zachowaniem i postawa bardzo nas z mezem drazni wiec
krzyczymy na nia, wysylamy do swego pokoju. OPna obiecuje poprawe a
za 5 min robi to samo. Kocha swoje rodzenstwo i nas ale nie potrafi
cieszyc sie ze wspolnyh wycieczek itp. Chce by poswiecac jej wiecej
uwagi, narzeka ze sie z nia nie bawie, ja ja rozumiem ale nie mam
kiedy. Sama zajmuje sie domem i do tego studiuje, maz wraca do domu
po 18 wiec pomocy mam niewiele. Bliznieta pochlaniaja najwiecej mego
czasu lecz nie na zabawie ale na gotowaniu dla nich, zmywaniu,
zmienianiu pieluch i godzeniu ich. Odrabianie lekcji z Ola zajmuje
mi 1-1,5 godz, jestem zmeczona i szczerze mowiac nie wiem czy
chcialabym znalezc te wiecej czasu dla Oli. Jestem na nia zla ze nie
pomaga mi w prostych obowiazkach domowych jak np nakrycie do stolu
czy chocby posprzatanie swego pokoju, denerwuje mnie ze pyta mnie
wiecznie o to samo choc zna odpowiedz('czy Iwonka jest twoja
siostra'...), nie slucha nas, klamie, opowiada obcym ludziom
klamstwa o mnie i nie tylko. Gdy jedziemy na wakacje jej sie
wiecznie z nami nudzi choc staramy sie zapewnic rozrywke, trzyma sie
od nas na dystans i chce by obcy ludzie ja zagadywali.
Prawdopodobnie zle sie zachowuje by zwrocic na siebie uwage lecz
odpycha mnie coraz bardziej. Nie chcialam powielac bledow mojej mamy
i wyrozniac mlodsze rodzenstwo lecz to robie. Nie sprawia mi radosci
wyjscie tylko z nia do kina itp. Czuje ze bardziej kocham jej
mlodsze rodzenstwo i nie wiem jak to zmienic. Przytulanie jej i
calowanie jej jest 'dziwne'. Czy jestem wyrodna
matka? Co mam robic by wszyscy byli zadowoleni?
    • kicia031 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 10.08.07, 13:10
      O kurcze. Biedne, biedne dziecko...
      Wez sie w garsc kobieto i szukaj jakiejs fachowej pomocy (dla
      siebie) zanim kompletnie zniszczysz wlasna corke...
      • mamaigiiemilki Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 10.08.07, 14:31
        mi tez zal tej corki; matka jest po to aby sie dziecmi opiekowac, to
        ona jest starsza i madrzejsza(tzn. powinna...), corka nie moze
        placic za to ze urodzilas blizniaki, wiem ze jest ci ciezko(tez mam
        blizniaki)ale trudno, musisz sie otrzasnac i zaczac myslec o
        wszystkich dzieciach; zastanow sie na spokojnie z mezam jak to
        poukladac, bez krzykow, nerw, itp. zycze powodzenia w zmienianiu
        tego wszystkiego;
        • sweetann5 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 10.08.07, 15:24
          spokojnie wszystko się jeszcze ułoży i to dobrze! Bliźniaki są
          jeszcze b. małe więc bardzo absorbujące, ale z miesiąca na miesiąc
          będą bardziej samodzielne; pomyśl, czy nie mogłabyś np mieć
          opiekunku do bliźniaków na kilka godzin w tygodniu i ten czas
          spędzić wyłącznie z Olą ? Jesteś na pewno zmęczona opieka nad
          maluchami i tym, że martwisz sie o Olą i Wasze relacje; Może spróbuj
          np. zaostawić bliźniaki z mężem a sama z Olą wychodź - na pewno na
          poczatku może być trudno, ale zbliżycie sie do siebie a przecież o
          to chodzi; gdyby się to nie udało zawsze pozostaje kontakt z
          profesjonalistą, który moze pomóc Tobie i dziecku. POwodzenia!!
    • triss_merigold6 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 10.08.07, 19:57
      Biedne dziecko. Do bliźniaków opiekunka - absolutnie nic im się nie
      stanie jesli karmić, przewijać i wozić w wózku będzie ktoś inny
      zamiast matki a Ty poświęć czas starszej córce. Proponuję żebyś
      wyjechała z nią i tylko z nią na kilka dni, poświęciła jej czas i
      przyjęła na klatę wszystkie fochy. Mąż niech przynajmniej w weekendy
      zajmuje się starszą i przeznacza jakiś czas tylko dla niej.
      Oczywiście mozesz to olać i przygotować się na hardcorowy bunt
      niekochanej dostatecznie nastolatki.
      Sorki ale gdyby moja matka nagle zaczęła poświęcać max czasu innym
      dzieciom (nieistotne, że rodzeństwu) to byłabym wyłącznie wkurzona i
      miała do niej słuszny żal.
      • verdana Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 12.08.07, 13:34
        Moja cotrka. lat osiem, po pojawieniu sie mlodszego rodzrenstwa tez
        wszystko cięła - prawie przez rok. Tylko, ze ja tego nie traktowałam
        jako objawu "niegrzecznosci' tylko stresu i nie wrzeszczałam na
        nieszczęśliwe dziecko co pięć minut, tylko staralam się zrozumieć
        jej sytuację.
        Twoja corka jest małym dzieckiem, ktore potrzebuje uwagi, a nie
        pouczania. jest osobą, ktorą trzeba sie zając, a nie osobą, ktora ma
        Ci pomagac.
        Prawde mówiac, skoro masz czas na studia, a zaniedbujesz dziecko,
        czy nie należaloby pomyśleć o chwilowym przerwaniu studiów i zajęciu
        sie dzieckiem, ktore Cię potrzebuje?
    • alexxa6 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 12.08.07, 15:20
      dołącze do innych wypowiedzi: biedne dziecko!
      Wygląda z tego opisu że masz pretensje do córki/kilkuletniej!/że istnieje,że
      zabiera czas,że domaga się zainteresowania i miłości.Przecież to Twoje dziecko!
      ani lepsze ani gorsze od dwóch pozostałych.Jak można tracić kontakt i oddalać
      się od dziecka/o czym piszesz/ gdy ono ma 3 lata?! Czy to że masz czas i siły
      zajęte bliźniakami jest winą Twojej córki?ją obarczasz
      odpowiedzialnością?Współczuje i Tobie,że za małe masz serce by zmieściła się i
      tam Twoja córka.
      vanilla-cafe.net/
    • arwen8 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 12.08.07, 15:31
      joannanb napisała:

      > Swoim zachowaniem i postawa bardzo nas z mezem drazni wiec
      > krzyczymy na nia, wysylamy do swego pokoju.

      "Drażni" Was 5-letnie dziecko, którego jedyną "wadą" jest to, że
      będąc właśnie DZIECKIM, potrzebuje Waszej miłości, opieki, uwagi,
      zainteresowania, bliskości i szacunku? Czyli tego wszystkiego, co
      każdy rodzic powinien zapewnić swojemu dziecku bezwarunkowo.

      A teraz popatrz na całą sytuację oczami Oli. Przede wszystkim męczą
      ją potworne obawy, że już nie jest tak samo kochana przez Was. czuje
      się zawiedziona, ma żal i ogromnie się boi Waszego odtrącenia i
      porzucenia. Kiedy na nią krzyczycie i odsyłacie do jej pokoju, to
      jeszcze bardziej utwierdzacie Olę w jej obawach, że już jej nie
      kochacie. Czuje do Was ogromny żal i złość, których nie może w pełni
      przeżyć, nie może Wam o tym powiedzieć. Więc tnie swoje sukienki.
      Jak jeszcze może wyrazić swoją wściekłość na dwie dorosłe osoby,
      które ona sama kocha bezgranicznie i które nagle przestały dawać jej
      taką miłość, której on apotrzebuje. A potrzebuje jej szczególnie
      dużo właśnie teraz, kiedy pojawiły się bliźniaczki. Przeżywa
      ogromną, być może największą traumę swojego 5-letniego życia i nie
      ma nawet możliwości o tym powiedzieć w taki sposób, który byłby
      zrozumiały dla Was, jej rodziców.

      > Chce by poswiecac jej wiecej uwagi, narzeka ze sie z nia nie bawie

      Popatrz, mówi Ci o tak ważnych dla niej sprawach, o najważniejszych!
      I ma ogromną rację i pełne prawo do tych pretensji. A Ty tłumaczysz
      się i usprawiedliwiasz (studiami, bliźniaczkami, brakiem czasu,
      zmęczeniem, etc.). Ale Twoje tłumaczenia nie są potrzebne Oli i nie
      zastąpią jej potrzeby Twojej bliskości i uwagi. Ona potrzebuje
      Twojego potwierdzenia, że jest wciąż tak samo kochana, jak przed
      pojawieniem się bliźniaczek (i nie chodzi tu o żadne słowne
      zapewnienia), a całe Twoje zachowaie temu zaprzecza. Dziecko jest
      emocjonalnie bardziej czujne od dorosłego, a więc nie myśl, że ona
      nie wyczuwa Twojej niechęci do niej i rozdrażnienia. Wyczuwa i
      bardzo ją to boli!

      Zresztą TY sama doskonale wiesz, jak bardzo boli taki traktowanie
      przez rodziców. Wystarczy, że przypomnisz sobie świadomie i wyraźnie
      SWOJE własne uczucia z okresu dzieciństwa...

      > ja ja rozumiem ale

      To "rozumienie" jest wyłącznie intelektualne, rozumienie dorosłego.
      A tu chodzi o zrozumienie emocjonalne, wczucie się w to, co czuje
      Ola, jako dziecko. Tu chodzi o stanie się znów na chwilę małą 5-
      letnią dziewczynką i spójrzenie na zaistniałą sytuację oczami tej
      dziewczynki.

      > jestem zmeczona i szczerze mowiac nie wiem czy chcialabym znalezc
      te wiecej czasu dla Oli.

      A teraz odpowiedz sobie na proste pytanie: czy będziesz chciała
      znaleźć POTEM więcej czasu (i pieniędzy np. na leczenie), kiedy
      okaże się, że Ola jest
      anorektyczką/narkomanką/alkocholiczką/prostytutką lub znerwicowaną,
      zgorzkniałą, złośliwą i niespełnioną kobietą, maltretującą własne
      dzieci? Jeśli zbagatelizujesz teraz uczucia swoje córki, to nie
      zdziw się za kilka lat, jeśli zacznie mieć poważne kłopoty z
      osobowością lub zachowaniem. Wszystkie te problemy biorą się właśnie
      z takiego bagatelizowania dziecięcych uczuć. I nie mów, proszę, że
      Ciebie źle traktowano w dzieciństwie, a jednak wyrosłaś
      na "porządną" kobietę i żadnych podobnych problemów nie miałaś. To,
      jak Ciebie traktowano w dzieciństwie znajduje teraz swoje
      odzwierciedlenie w Twoich relacjach z Olą.

      > denerwuje mnie ze pyta mnie wiecznie o to samo choc zna odpowiedz
      [...], nie slucha nas

      Pytanie, czy TY ją słuchasz? Czy słuchasz bardzo uważnie, tak, jak
      ONA chce być usłyszana, zauważona?

      > Prawdopodobnie zle sie zachowuje by zwrocic na siebie uwage lecz
      > odpycha mnie coraz bardziej.

      Ona wie o tym, że Ty się oddalasz i czujesz obrzydzenie do jej
      zachowania. I cały sens w tym, by na takie jej zachowanie zareagować
      miłością, a nie krzykiem czy jeszcze większym odtrąceniem. Ona Cię
      odtrąca ale tak naprawdę boleśnie pragnie Twojej miłości i
      akceptacji. A Ty jedynie dajesz się nabrać na jej "chęć odtrącenia"
      Ciebie i odsuwasz się, krzyczysz, karzesz. Tym samym tylko
      potwierdzasz jej i bez tego dość mocne uczucie bycia niekochaną,
      porzuconą, zaniedbaną. Ale to TWÓJ obowiązek zrozumieć uczucia córki
      i zapewnić jej taką miłość, której ona potrzebuje. TWÓJ obowiązek
      zmienić swoje zachowanie, nie jej.

      > Nie chcialam powielac bledow mojej mamy i wyrozniac mlodsze
      rodzenstwo lecz to robie.

      Wnioskuję, że byłaś tą starszą z rodzeństwa. Przypomnij sobie swoje
      uczucia z dzieciństwa. Nie usprawiedliwiaj i nie tłumacz zachowania
      swojej matki. Skup się na żalu, bólu, złości, uczucie odtrącenia,
      które towarzyszyły Tobie w dzieciństwie. Odczuj wreszcie współczucie
      dla SIEBIE z tamtego okresu, a nie dla swoich rodziców, którym było
      ciężko. Kiedy dotrzesz do swoich niewygodnych, bolesnych uczuć z
      dzieciństwa, będziesz wreszcie w stanie przerwać błędne koło
      powielania.

      > Czy jestem wyrodna matka?

      Nie jesteś. Jesteś kobietą, która została w podobny sposób odtrącona
      w dzieciństwie przez swoją matkę, która czuła się niekochana i bała
      się przyznać do tych "złych" uczuć. Jesteś kobietą, która pragnie
      kochać swoje dzieci ale nie bardzo rozumie ich uczucia, bo jej samej
      kiedyś zakazano wyrażania prawdziwych uczuć. Nie masz w tej chwili
      empatii dla Oli, ale możesz rozwinąć w sobie to uczucie. Nie jest za
      późno! Zacznij od przypominania sobie swoich uczuć z dzieciństwa,
      przeżyj je świadomie, nazwij je po imieniu, odczuj żal i współczucie
      dla małej dziewczynki, którą byłaś.

      I koniecznie sięgnij po książki Alice Miller ("Dramat udanego
      dziecka", "Bunt ciała", "Zniewolone zieciństwo"). Znajdź na to czas.
      Na pewno pomoże to w zrozumieniu Twoich własnych uczuć, uczuć Twojej
      córki oraz w naprawieniu Waszej relacji. Nie jest jeszcze za późno!

      Powodzenia i odwagi!
    • milana7 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 13.08.07, 11:58
      Dobrze Cię rozumiem. Sama mam "tylko" jedno dziecko, ale mieliśmy
      podobne przejścia. Też pobyt za granicą oddalił w pewnym momencie
      mnie i dziecko, moje dziecko też stało się właśnie takie ze
      wszystkiego niezadowolone. Wiem, jak trudno jest zrobić coś dla
      takiego malkontenta, jeśli z góry wiesz, że zamiast podziękowań i
      radości na twarzy, zobaczysz jedynie rozczarowanie i usłyszysz
      narzekania.

      Teraz, kiedy skończył się stres związany z egzaminami w szkole
      dziecka, kiedy spędziłam spory kawałek wakacji mogąc go poświęcić
      wyłącznie dziecku, kiedy finansowo-zawodowo mam nareszcie pewną
      sytuację - jest lepiej. Dziecko mi odzyskuje swoje dobre cechy, te
      złe zachowania pojawiają się już sporadycznie. Przeszło samo, jak
      się sytuacja zmieniła.

      Moim zdaniem to wszystko wynika z trudnej sytuacji. Całej rodziny.
      Rodzice są zestresowani i przemęczeni, dziecko ma objawy depresji, a
      w każdym bądź razie czegoś, co się zwie "obniżonym nastrojem". Moje
      sposoby na ogarnięcie tej sytuacji, na takie momenty w życiu -
      momenty, bo to nie jest przecież trwała zmiana charakterów - to po
      pierwsze zapewnienie sobie zaspokojenia podstawowych potrzeb, takich
      jak jedzenie, sen, wypoczynek, potem dopiero zapewnienie tego samego
      rodzinie, a następnie zajęcie się poczuciem bezpieczeństwa - też w
      kolejności najpierw ja, a potem rodzina. To chyba właśnie poczucie
      bezpieczeństwa jest na emigracji najbardziej zagrożone i staje się
      źródłem podobnych problemów... Ale nim można się zająć dopiero, jak
      się już troszkę zajmie sobą, najpierw trzeba powalczyć z własnym
      przemęczeniem.

      Jeśli chodzi o studia, to się zastanów, co one Ci dają. Czy są dużym
      obciążeniem? Czy są dla Ciebie odskocznią od codziennego kieratu?
      Jeśli to pierwsze, to się zastanów, bo przeciążona mama, zwłaszcza
      przez dłuższy czas, raczej nie będzie potrafiła być dobrą mamą.
      Jeśli to drugie, to nie rezygnuj, nawet jeśli odbywają się kosztem
      czasu dla dziecka. Bo jakość tego czasu jest naprawdę ważniejsza niż
      ilość, szczególnie w sytuacji w jakiej jesteś.

      A na koniec: nie, nie jesteś wyrodną matką. Jesteś przemęczona,
      macie w rodzinie kłopoty, ale widząc, że dzieje się coś złego chcesz
      to zmienić. Szukasz pomocy. Myślę, że tak jak ja, jesteś matką może
      nie idealną, ale najlepszą, jaką teraz, w tym momencie, potrafisz
      być. Myślę, że to najważniejsze. A jak już będziesz potrafiła być
      lepsza niż teraz, to będziesz.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 14.08.07, 14:52
      Podstawą w wychowaniu dzieci ,jest założenie, że rodzice jako
      dorośli, powinni być odpowiedzialni za kształtowanie ich relacji z
      dzieckiem, za rozumienie dziecka i jego rozwoju , za traktowanie
      dziecka podmiotowo. W tym załoŻeniu kryją się duże wymagania wobec
      obojga rodziców, ich świadomości, możliwości refleksji nad swoim
      postępowaniemi, elastyczności i możliwości pracy nad sobą. Założenie
      to opiera się także na fakcie, że dzieci są przez wiele lat
      zależne od dorosłych i na wiele ich zachowań nie mają wpływu. Stąd
      zalecana szczególna ostrożność dorosłych w działaniu w tej kruchej
      materii. Jest to założenie osobiście mi bardzo bliskie i postawę
      wobec dzieci, opartą na tym poglądzie, próbuję pokazywać na tym
      forum.
      Czyli, stosując powyższe założenie, autorka tego wątku z całą
      pewnością winna dokładnie przyglądać się swojej relacji z córką,
      widzieć, co się z jej dzieckiem dzieje i próbować znaleźć przyczynę
      takich a nie innych zachowań dziewczynki i rozumnie im zaradzić.
      Czytając jednak jej wypowiedź i inne w tym wątku, nie mogłam oprzeć
      się wrażeniu, że dobra i mądra teoria i praktyka ,łatwo może stać
      się represyjna wobec rodziców i postawić im wymagania ponad miarę.
      Wtedy okazuje się, że rodzice nie mogą przeżywać różnych uczuć wobec
      dzieci. Powinni przeżywać tylko te najpiękniejsze.
      Wtedy trudno dopuścić myśl, że bywają dzieci trudne, wymagające,
      stawiające dorosłych przed ogromnymi wyzwaniami i dylematami. Można,
      tak jak autorka postu, bardzo je kochać ( może nawet w skrytości
      bardziej niż inne swoje dzieci ) ale mimo to mogą rodziców drażnić,
      złościć, irytować, stawiać w trudnych sytuacjach, prowokowć do
      wstydliwych zachowań, po których rodzice czują się jak zbrodniarze.
      Nie wszystkie dzieci są cudownymi bobasami , które jedyny kłopot
      jaki sprawią, to trochę się pobrudzą, ale i na to mama znajdzie
      świetną radę i z uśmiechem macierzyńskiej czułości wprowadzi ją w
      czyn.
      Bywają dzieci naprawdę skomplikowane. Często z powodów niezależnych
      od dorosłych.Z powodów somatycznych ( źle śpią, źle jedzą, są
      ruchliwe albo apatyczne, lubią dotyk innych lub sensorycznie źle na
      niego realgują ) często z powodów rodzinnych ( pojawiające się
      rodzeństwo, śmierć bliskich ), innym razem z powodów społecznych (
      emigracja, przeprowadzki, złe warunki mieszkaniowe ) Do takich chyba
      należy Ola. Wymaga stałej uwagi, zachowuje się czasami agresywnie,
      nie reaguje od razu na prośby i polecenia, nie lubi czułości, nie
      daje się ukoić i zaspokoić, nie odwzajemnia uczuć, jest
      indywidualistką. Jest po prostu innym skomplikowanym człowiekiem, z
      którym rodzice muszą wejść w kontakt, choć bywa trudny. Nie mogą,
      jak w dorosłym świecie, zerwać niesatysfakcjonującą relację. A obok
      tego toczy się życie i też wymaga. Są bliźniaki, praca zawodowa,
      relacje z mężem, relacje w nowym kraju.
      Pani "joannanb", nie usprawiedliwiam wszystkich Pani zachowań, ale
      staram się Panią zrozumieć. Ważne, aby nie widziała siebie jako
      wyrodnej matki.Już sam fakt, że Pani o swoim problemie napisała o
      świadczy, że jest inaczej. Zawsze podkreślam, że poczucie winy , to
      zły doradca. Niech Pani popatrzy na siebie jako na osobę przed którą
      stoi ważne wyzwanie. Poradzić sobie w relacji z drugim, bardzo
      bliskim, ale wymagającym człowiekiem. Nie uchroni Pani ani siebie
      ani Oli przed wszsytkimi skomplikowanymi uczuciami.
      Wychowanie to nie umowa rezultatu, ale umowa dołożenia należytej
      staranności.Dlatego trzeba wyznaczać sobie wysokie standardy ale
      też znać swoje i innych ograniczenia. Może Ola i ta relacja powie
      coś Pani o niej samej i będzie z tego korzyść.
      Celowo nie piszę, jak radzić sobie z konkretnymi zachowaniami Oli i
      Pani, bo to inny temat. Ważne żeby zobaczyć tę relację w innym
      świetle. Może dobre rozwiązania wtedy pojawią się same. Serdecznie
      Pozdrawiam Panią i Panie, które w tym wątku się wypowiedziały lub
      wypowiedzą. Wydaje mi się, że wszystkie wypowiedzi mogą skłaniać do
      głębszej refleksji nad relacją rodzice - dzieci. Agnieszka
      Iwaszkiewicz

      • chalsia Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 14.08.07, 15:11
        > Wychowanie to nie umowa rezultatu, ale umowa dołożenia należytej
        > staranności.

        bardzo trafne stwierdzenie
      • kicia031 Re: Problemy w relacjach z 7-latnia corka 14.08.07, 15:31
        Bardzo dyplomatycznie.
        • verdana Nie zgadzam sie, Pani Agnieszko... 14.08.07, 16:18
          Pani Agnieszko!
          Zgadzam sie - już chyba nie pierwszy raz - że matka to nie chodzacy
          ideał i ma prawo do róznych uczuć. Ale - tez kolejny raz - nie godzę
          sie, ze ma prawo do wszystkich zachowań.
          Proszę zauważyc, ile w poscie -rzeczywiscie wykończonej - mamy jest
          negatywnych opisów dziecka (histerycznie, drazni, marudzi), ile
          niemiłych wobec dziecka zachowń (zaczęłam tracić kontakt, odsyłamy
          do pokoju, krzyczymy) i ile jednocześnie usprawiedliwiania samej
          siebie. Nawet za posiadanie kolejnych dzieci w części odpowiedzilna
          jest corka, ktora "domagała" sie rodzeństwa.
          Tak, jakby odpowiedzialność za dobre relacje dziecka z rodzicami
          odpowiadało dziecko, nie rodzice.
          Przykro mi - nie mozna usprawiedliwiać tak totalnego braku czasu dla
          dziecka, chyba że rodzina głoduje i rodzić musi pracować, by
          przezyć. Z czegoś w zyciu trzeba rezygnować, ale jesli sa to
          kontakty z dzieckiem, to wina lezy po stronie rodziców. I nie nalezy
          matki uspokajać ani pocieszać, bo brak czasu w wieku 7 lat może
          fatalnie sie skonczyć w wieku lat 14.
          • arwen8 Re: Nie zgadzam sie, Pani Agnieszko... 14.08.07, 19:18
            Verdana, bardzo ważny post, miałam dokładnie takie same odczucia.

            Zastanawiam się nad sensem pisania takich zbyt neutralnych, zbyt
            ogólnikowych postów, które w zasadzie niczego nie wnoszą, nie
            motywują do myślenia a jedynie przypominają "lanie wody". Tak jakby
            napisać dużo a w zasadzie nie powiedzieć nic. A przecież JoannaB
            dość wyraźnie przedstawiła poważną sytuację i zadała konkretne
            pytania.

            Pani Agnieszko, wyraźnie boi się Pani obarczyć rodziców należną
            odpowiedzialnością za stworzenie zdrowej relacji rodzice-dzieci.
            Zupełnie niepotrzebnie broni Pani aż tak gorliwie rodziców:

            > nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dobra i mądra teoria i
            praktyka ,
            > łatwo może stać się represyjna wobec rodziców i postawić im
            > wymagania ponad miarę.

            Zastanawiam się, jakie konkretnie "wymagania" uznaje Pani za "ponad
            miarę"? Może "wymaganie" empatii, zdolności zrozumienia całej
            barwnej palety uczuć dziecka? Problem w tym, że społeczeństwo od
            wieków bezwzględnie stawało w obronie rodziców. A kto obroni
            dziecko? Kto spróbuje popatrzeć na relacje rodzic-dziecko oczami
            dziecka? Właśnie dlatego tak gorąco polecałam w innym wątku książki
            Alice Miller - najbardziej empatycznego psychologa, jeśli chodzi o
            zrozumienie świata uczuć dziecka. W kwestii relacji rodzic-dziecko
            nie można być neutralnym, jak np. w kwestii mąż-żona, pracownik-
            pracodawca, czy dorosłe dziecko-dorosły rodzic. I właśnie w tej
            kwestii najwyższy czas by zmienić naszą mentalność.

            > Wtedy okazuje się, że rodzice nie mogą przeżywać różnych uczuć
            wobec
            > dzieci. Powinni przeżywać tylko te najpiękniejsze.

            Cóż za absurdalne przeinaczenie! Naprawdę Pani uważa, że
            jakaś "mądra teoria" zaleca coś podobnego? A przecież chodzi właśnie
            nie tylko o przeżywanie swoich różnych uczuć ale również o
            pozwalanie dziecku na przeżywanie jego różnych uczuć. Chodzi o
            konstruktywny sposób wyrażania tych uczuć, a nie o bierną lub źle
            ukierunkowaną agresję, wyparcie czy projekcję, którą tak wiele
            rodziców stosuje (ucząc tym samym swoje dzieci powielania tych
            schematów).

            > Wtedy trudno dopuścić myśl, że bywają dzieci trudne, wymagające,
            > stawiające dorosłych przed ogromnymi wyzwaniami i dylematami.

            "Dylematami"? Typu kochać czy nie kochać moje dziecko? Okazywać mu
            szacunek bez względu na jego zachowanie, czy tresować jak małego
            lojalnego pieska? Karać czy rozpuszczać? Nie ma dzieci "trudnych" od
            urodzenia, tak samo, jak nie ma dzieci "złych". "Trudne", to po
            prostu współczesny "politycznie poprawny" zamiennik popularnego
            niegdyś określenia "złe dziecko". Każde dziecko słusznie wymaga
            jedynie miłości i szacunku. I właśnie z racji bycia małym,
            całkowicie zależnym i bezbronnym DZIECKIM ma pełne prawo do
            stawiania tych wymagań swoim rodzicom. Ale większość psychologów
            wciąż boi się o tym mówić by przypadkiem nie "urazić" uczuć
            rodziców. A co z uczuciami dziecka?

            > Można, tak jak autorka postu, bardzo je kochać [...] ale mimo to
            > mogą rodziców drażnić, złościć, irytować, stawiać w trudnych
            > sytuacjach, prowokowć do wstydliwych zachowań, po których
            > rodzice czują się jak zbrodniarze.

            Można. Nie można jednak te uczucia wyrażać w sposób, w jaki to robi
            JoannaB. A żeby nie czuć się "jak zbrodniaż" warto zrozumieć
            mechanizmy powstania tych uczuć i nauczyć się je konstruktywnie
            wyrażać, a nie szukać "kozłów ofiarnych" w postaci dzieci. Niech
            Pani też zada sobie pytanie, dlaczego pewne zachowania dzieci
            drażnią, irytują, złoszczą ich rodziców.

            > Nie wszystkie dzieci są cudownymi bobasami

            Co nie zmienia faktu, że KAŻDE DZIECKO zasługuje na bezwarunkową
            miłość i szacunek swoich rodziców, bez względu na to, czy jest to
            dziecko "naprawdę skomplikowane" (zastanawiające określenie)
            czy "proste". Jest to jedyny przykład miłości bezwarunkowej.

            > Bywają dzieci naprawdę skomplikowane. [...] Do takich chyba
            > należy Ola. Wymaga stałej uwagi, zachowuje się czasami
            agresywnie,
            > nie reaguje od razu na prośby i polecenia, nie lubi czułości, nie
            > daje się ukoić i zaspokoić, nie odwzajemnia uczuć, jest
            > indywidualistką.

            Nie próbuje Pani zrozumieć przyczyn takich zachowań Oli? JoannaB
            przedstawiła bardzo logiczny opis zmian w zachowaniu córki, który
            zgadza się z opisami innych matek w podobnej sytuacji (pojawienie
            się nowego dziecka w rodzinie). Odnoszę wrażenie, że Pani jest w
            stanie z łatwością obarczyć Olę winą za takie "niegrzeczne"
            zachowanie, tłumacząc to jej "trudnym" charakterem. A co jeśli
            spójrzeć na to głębiej, oczami samej Oli?

            > Celowo nie piszę, jak radzić sobie z konkretnymi zachowaniami Oli
            i
            > Pani, bo to inny temat.

            Ale przecież autorka wątku właśnie o to prosi. Nie jest to "inny
            temat", lecz temat tego wątku.

            > Może dobre rozwiązania wtedy pojawią się same.

            Nic nie "pojawia się" samo z siebie, a tym bardziej "dobre
            rozwiązania". Żeby "pojawiły się", trzeba szukać, zadawać pytania
            (jak autorka wątku), czytać, analizować, wsłuchiwac się w swój
            wewnętrzny głos, dużo rozmawiać (m.in. z Olą) i uważnie słuchać, co
            inna osoba (również Ola) ma do powiedzenia. Pani zdanie zacytowane
            powyżej sugeruje bierność. Czy wie Pani, jakie "rozwiązanie" pojawi
            się "samo" w tej sytuacji? Ola da sobie radę ze swoim uczuciem
            osamotnienia, odtrącenia, żalu i wściekłości do rodziców. Ale te
            uczucia nie znikną. Przejdą do jej nieświadomości i będą dawać o
            sobie znać co jakiś czas czy to w postaci chorób psycho-
            somatycznych, czy uzależnień, czy nieuświadomionej agresji wobec
            siebie lub innych. Boi się Pani o tym powiedzieć wprost JoannieB by
            nie pogłębiać jeszcze bardziej jej poczucia winy wobec córki? Ale
            przecież właśnie wiedza i zrozumienie pomaga zastąpić poczucie winy
            konstruktywną zmianą. W przypadku relacji rodzice-małe dziecko
            odpowiedzialność za taką zmianę leży 100% po stronie rodziców.

            P.S. Jeśli chodzi o szczegółowe rady, to polecam następujący artykuł
            o konstruktywnym wyrażaniu złości:

            www.edziecko.pl/rodzice/1,79362,1634110.html?as=1&ias=2&startsz=x

            • milana7 Może na to, że nie wszysko napisała? 15.08.07, 03:44
              Myślę, mam nadzieję, że to nieprawda, że się Verdano i Arweno z
              opinią pani Agnieszki nie zgadzacie. Chodzi chyba o to, że czegoś w
              jej odpowiedzi zabrakło, czegoś, na co liczyłyście. Uznanie, że w
              związku z tym jest ona temu czemuś przeciwna to chyba
              nadinterpretacja...

              arwen8 napisała:

              > Pani Agnieszko, wyraźnie boi się Pani obarczyć rodziców należną
              > odpowiedzialnością za stworzenie zdrowej relacji rodzice-dzieci.

              Nie zauważyłam tu tego strachu.

              > Zupełnie niepotrzebnie broni Pani aż tak gorliwie rodziców:

              Doprawdy? Skąd ta pewność? Sądzisz, że jak są dorośli, to wszystko
              zniosą?

              > Zastanawiam się, jakie konkretnie "wymagania" uznaje Pani za "ponad
              > miarę"?

              Nie wiem, jak pani Agnieszka, ja za takie uznaję wymaganie od kogoś
              rzeczy niemożliwych. Lub możliwych przez jakiś czas, ale po upływie
              określonego czasu doprowadzających do załamania zdrowia fizycznego i
              psychicznego. "Ponad miarę" równa się dla mnie "ponad siły".

              > W kwestii relacji rodzic-dziecko
              > nie można być neutralnym, jak np. w kwestii mąż-żona, pracownik-
              > pracodawca, czy dorosłe dziecko-dorosły rodzic.

              Nie można także ograniczać się do rozsądzenia, kto ma rację, czyja
              to wina i kto odpowiada za zaistniałą sytuację. Pozwolę sobie
              twierdzić, że powyższe to sprawa drugorzędna, wobec nadrzędnego celu
              zmiany sytuacji na lepszą.

              > > Wtedy okazuje się, że rodzice nie mogą przeżywać różnych uczuć
              > wobec
              > > dzieci. Powinni przeżywać tylko te najpiękniejsze.
              >
              > Cóż za absurdalne przeinaczenie! Naprawdę Pani uważa, że
              > jakaś "mądra teoria" zaleca coś podobnego?

              Kto tu mówi o zaleceniach jakiejś "mądrej teorii"? Tu przecież mowa
              o rzeczywistych przeżyciach, odczuciach i przemyśleniach rodziców,
              którzy się w podobnej sytuacji znaleźli. Ja w takiej sytuacji byłam.
              Czułam się winna, że czułam do dziecka, wobec jego zachowań, to co
              czułam. Niczego dobrego to nie przynosiło, a porady podobne do
              Twoich wpędzały mnie w jeszcze większe poczucie winy, skłaniały do
              większego wysiłku, przekraczania granic własnej wytrzymałości,
              wybuchów, znowu poczucia winy itd, bez końca. Wiesz ile razy
              myślałam nad tym, że gdybym miała pewność, że ktoś chce i potrafi
              być lepszym rodzicem dla mojego dziecka, niż ja, to bym... No ale
              nie ma takiej osoby.

              > A przecież chodzi właśnie
              > nie tylko o przeżywanie swoich różnych uczuć ale również o
              > pozwalanie dziecku na przeżywanie jego różnych uczuć. Chodzi o
              > konstruktywny sposób wyrażania tych uczuć, a nie o bierną lub źle
              > ukierunkowaną agresję, wyparcie czy projekcję, którą tak wiele
              > rodziców stosuje (ucząc tym samym swoje dzieci powielania tych
              > schematów).

              Tylko że żeby nauczyć tego dziecko, samemu trzeba to umieć. W tej
              właśnie kolejności, niestety. Tak jak ze sprzątaniem, jeśli sami
              sprzątać nie umiemy, to dziecka tego nie nauczymy.

              Tu matka pyta, jak sobie radzić ze swoimi uczuciami, a Ty piszesz
              psychologowi, że powinien jej napisać, że ma dziecko uczyć
              prawidłowej ekspresji uczuć...

              Nie bez powodu pomoc psychologiczna dla dziecka w postaci pomocy
              rodzinie często wystarczy, a nawet działa lepiej niż terapia
              dziecka.

              > Nie ma dzieci "trudnych" od
              > urodzenia,

              Napiszę to pierwszy raz w życiu bez użycia trybu przypuszczającego:
              życzę Ci, żebyś urodziła dziecko z ADHD, tak jak ja. I będę miała
              nadzieję, że Cię sytuacja nie przerośnie, że starczy Ci sił, żeby je
              wspaniale i bezbłędnie wychowywać.

              > Co nie zmienia faktu, że KAŻDE DZIECKO zasługuje na bezwarunkową
              > miłość i szacunek swoich rodziców, bez względu na to, czy jest to
              > dziecko "naprawdę skomplikowane"

              Powyższe jest prawdą, co nie zmienia faktu, że nie każdy rodzic i
              nie w każdym momencie swojego życia jest w stanie miłość i szacunek
              odpowiednio okazywać. I szczerze, w pełni odczuwać.

              > Nie próbuje Pani zrozumieć przyczyn takich zachowań Oli? JoannaB
              > przedstawiła bardzo logiczny opis zmian w zachowaniu córki, który
              > zgadza się z opisami innych matek w podobnej sytuacji (pojawienie
              > się nowego dziecka w rodzinie).

              Sądzę, że autorka wątku sama zdaje sobie w dużej mierze sprawę, skąd
              się te zachowania córki biorą. Czy inaczej by o nich pisała?
              Problemem nie jest ustalenie skąd się te zachowania wzięły, a jak
              sobie z nimi radzić. Niestety, w przypadku pojawienia się młodszego
              rodzeństwa trudno usunąć przyczynę, trzeba leczyć objawy...

              > Odnoszę wrażenie, że Pani jest w
              > stanie z łatwością obarczyć Olę winą za takie "niegrzeczne"
              > zachowanie, tłumacząc to jej "trudnym" charakterem. A co jeśli
              > spójrzeć na to głębiej, oczami samej Oli?

              A tego to nawet nie skomentuję. Wkleiłam tylko po to, żebyś mogła
              spróbować spojrzeć na powyższy fragment Twojej wypowiedzi oczami
              moimi, pani psycholog i autorki wątku.

              > > Może dobre rozwiązania wtedy pojawią się same.

              > Nic nie "pojawia się" samo z siebie, a tym bardziej "dobre
              > rozwiązania".

              Przecież nie mają się pojawić same z siebie, tylko z innego
              spojrzenia na sytuację.

              > Żeby "pojawiły się", trzeba szukać, zadawać pytania
              > (jak autorka wątku), czytać, analizować, wsłuchiwac się w swój
              > wewnętrzny głos, dużo rozmawiać (m.in. z Olą) i uważnie słuchać, co
              > inna osoba (również Ola) ma do powiedzenia.

              Tak, poza tym trzeba się zastanowić jaka sytuacja jest, na jaką się
              chce ją zmienić, co można w tym kierunku zrobić, jakimi środkami i
              za jaką cenę. Trzeba jeszcze... mogę tu tysiąc mądrych rzeczy
              napisać. Razem, to pewnie byśmy mogły i książkę napisać. Tylko
              biedna mama będzie musiała długo czytać i jej potem czasu nie
              starczy na pospanie w nocy, choćby kilku godzin, a potem od rana
              znów będzie rozdrażniona i zmęczona. Znowu nie starczy jej sił na
              zabawę z dzieckiem.

              > Pani zdanie zacytowane
              > powyżej sugeruje bierność.

              Nieprawda. Raczej sugeruje od czego zacząć.
              Wiesz, jak się je słonia?
              Po kawałku.

              > Czy wie Pani, jakie "rozwiązanie" pojawi
              > się "samo" w tej sytuacji? Ola da sobie radę ze swoim uczuciem
              > osamotnienia, odtrącenia, żalu i wściekłości do rodziców. Ale te
              > uczucia nie znikną. Przejdą do jej nieświadomości i będą dawać o
              > sobie znać

              A ja pozwolę sobie mieć nadzieję, że pojawią się inne rozwiązania.
              Że spojrzenie na relację w innym świetle zmieni sposób myślenia o
              niej i o sposobach na jej poprawę.
              • verdana Re: Może na to, że nie wszysko napisała? 15.08.07, 09:21
                To nie tak. Sa dzieci trudniejsze i latwiejsze - z tym całkowice
                sie zgodze, bo sama mam w domu pełen wybór - i trudnych i latwych.
                Tylko z pierwszego postu nie wynika, aby najstarsza dziewczynka byla
                dzieckiem "trudnym" - wynika natomiast, ze jest dzieckiem
                zaniedbanym, mimo wielkiej miłosci matki. Dzieckiem wychowywanym z
                coraz wieksza niechęcia, odtrącanym. Takie cięcie róznych rzeczy np.
                to nie dowod na "niegrzeczność" dziecka, tylko na jego stres - moja
                corka po urodzeniu najmlodszego tez przez niemal rok wszystko cięła -
                a ja nie uznałam jej za dziecko "trudne', tylko pocieszalam.
                Natomiast tu nie widać zadnego zrozumiena - dziecko oceniane jest
                raczej poprzez zachowania (a jest małe), niz poprzez motywy.
                Jest to przypaek nieszczęśliwego dziecka, dla ktorego rodzice z
                róznych wzgledow nie maja niemal w ogóle czasu - i szukają dróg ,
                aby dziecko "naprawic" , a nie tego, by samemu "naprawić" to co jest
                niedopuszczalne w ich relacjach z dzieckiem. Nie można wobec tego
                uznac, że jest OK - gdy mama nie ma sily, ma prawo przestac zajmowac
                się dzieckiem sprawiającym kłopoty. Oczywiście, ze nie ma matek
                idealnych, mama ma prawo być wykonczona, wsciekła, rozczarowana, ale
                czasami. Jesli jest to stan permanentny to jak naszybciej powinna
                poszukać - dla siebie, nie dziecka - fachowej pomocy, a nie
                pocieszać sie myslą, ze ma prawo do zmęćzenia i róznorodnych uczuć.
                Bo dziecko ma prawo do zainteresowania matki, a nie do poświecania
                mu tylko chwili wieczorem...
                No i te studia. Nie wyobrazam sobie sytuacji, gdy w domu dziecko
                cierpi na niedostatek uwagi, nie ma dla niego w ogle czasu, ale
                czas, sily, zapał na studia - jakos mimo depresji i zmeczenia się
                znajduja. Czyli po prostu dobro dziecka znajduje się nisko w
                hierachii wartosci matki.
              • arwen8 Re: Może na to, że nie wszysko napisała? 15.08.07, 18:40
                milana7 napisała:

                > Chodzi chyba o to, że czegoś w jej odpowiedzi zabrakło

                Owszem. Zabrakło bezwzględnego stanięcia po stronie DZIECKA, również
                tego zranionego dziecka, jakim wiele lat temu była JoannaB
                (napisałam o tym bardziej szczegółowo w moim pierwszym poście w tym
                wątku).

                > Sądzisz, że jak są dorośli, to wszystko zniosą?

                Dokładnie tak sądzę. Na tym właśnie polega przewaga dorosłego umysłu
                nad umysłem dziecięcym. Dorosły może przeanalizować sytuację,
                zrozumieć rządzące nim (i jego dzieckiem) mechanizmy i podjąć mądrą
                decyzję, która nie skrzywdzi niewinną osobę (w tym przypadku
                dziecko). Dziecko takiej pełnej możliwości zrozumienia swoich uczuć
                (i uczuć rodziców) nie ma a więc jest skazane na wypieranie swojego
                bólu, lęku, frustracji, etc. Niestety, większość "dorosłych" tak
                naprawdę w swoim rozwoju emocjonalnym pozostaje dziećmi i żyje w
                dziecięcych lękach (np. przed domniemaną karą/gniewem swoich
                rodziców, przed utratą miłości rodziców) nie próbując nawet
                zrozumieć tego, co czują.

                Powiedz mi, co w zachowaniu Oli jest tak bardzo "nie do zniesienia"?
                Jeśli zrozumie się prawdziwe przyczyny jej "denerwującego" matkę
                zachowania (tnie ubrania, pisze pisakami po wykładzinie, etc.), to
                zachowanie przestaje być "nie do zniesienia" a wtedy można szukać
                konstruktywnych rozwiązań.

                > ja za takie uznaję wymaganie od kogoś rzeczy niemożliwych.

                Czy wobec tego bezwarunkowa miłość matki do małego dziecka jest wg
                Ciebie "rzeczą niemożliwą" lub "możliwą przez jakiś czas" lub "ponad
                siły"? Czytając post JoannyB nie zauważyłam żadnych "niemożliwych"
                wymagań stawianych jej przez córkę. Wymaganie było tylko jedno,
                proste i w 100% słuszne - "mamo, pokaż mi całym swoim zachowaniem,
                że pomimo pojawienia się bliźniaczek nadal kochasz mnie tak samo
                mocno jak dawniej, ponieważ ja właśnie teraz bardzo potrzebuję
                takiego potwierdzenia i boję się utraty twojej miłości, ale nie
                wiem, jak ci o tym powiedziec w jezyku doroslych i dlatego tnę
                ubranka". Odpowiedź na to "wymaganie" wcale nie jest
                rzeczą "niemożliwą" czy "ponad siły" dla JoannyB. Ośmielę się
                powiedzieć, że stanie się wręcz rzeczą prostą, kiedy JoannaB
                przypomni sobie to, jak była traktowana przez swoich rodziców, i
                SWOJE własne uczucia z dzieciństwa, cały swój żal, smutek,
                osamotnienie, gniew, bezsilność, lęk. Kiedy zrozumie, że skoro ona
                sama miała te uczucia jako dziecko, i że nadal czuje żal do rodziców
                za to, jak ją traktowali ("Nie chcialam powielac bledow mojej mamy i
                wyrozniac mlodsze rodzenstwo lecz to robie"), wtedy zrozumie w pełni
                uczucia Oli i da jej to, za czym sama tęskniła w dzieciństwie. To
                zrozumienie jest nie tylko możliwe ale wręcz konieczne.

                > Nie można także ograniczać się do rozsądzenia, kto ma rację, czyja
                > to wina i kto odpowiada za zaistniałą sytuację.

                Nie tylko można, ale trzeba. Takie "rozsądzenie" jest niezbędne by
                móc podjąć właściwą decyzję i wprowadzić niezbędne zmiany.
                Zastąpiłabym jednak słowo "wina" słowem "odpowiedzialność". W danej
                sytuacji odpowiedzialność za relację (oraz jej naprawę) JoannaB-Ola
                w 100% leży po stronie JoannyB.

                > a porady podobne do Twoich wpędzały mnie w jeszcze większe
                > poczucie winy, skłaniały do większego wysiłku, przekraczania
                > granic własnej wytrzymałości, wybuchów, znowu poczucia winy
                > itd, bez końca.

                Wątpie, że były to porady podobne do moich. Ja piszę o przypomnieniu
                swoich uczuć z okresu dzieciństwa (szczególnie tych bardzo bolesnych
                i niewygodnych) oraz świadomym, emocjonalnymn ich przeżyciu (np.
                czujesz żal do rodziców, że dawali Ci klapsy, przypominasz sobie,
                jak bardzo WTEDY się bałaś ich gniewu, jak walił się cały Twój
                świat, i czujesz jak TERAZ płyną łzy po Twoich policzkach, lub jak
                TERAZ ogarnia Cię słuszna złość i chęć wykrzyczania wszystkiego
                rodzicom, lub podarcia ich zdjęcia). Wtedy właśnie znika poczucie
                winy i pojawia się zrozumienie dla Twojego własnego dziecka i jego
                uczuć. Bo możesz zrozumieć jego uczucia tylko wtedy, kiedy w pełni
                zrozumiesz swoje własne.

                > Tylko że żeby nauczyć tego dziecko, samemu trzeba to umieć.

                Dokładnie o tym piszę.

                > Tu matka pyta, jak sobie radzić ze swoimi uczuciami, a Ty piszesz
                > psychologowi, że powinien jej napisać, że ma dziecko uczyć
                > prawidłowej ekspresji uczuć...

                Nie zupełnie. "Piszę psychologowi", że wyraźnie UNIKA ona udzielania
                konkretnej odpowiedzi na konkretne pytanie JoannyB. Tym bardziej, że
                sytuacja opisana przez JoannęB jest zrozumiała, często spotykana i
                nadająca się do naprawy poprzez zgłębienie zrozumienia dla zachowań
                Oli. A osiągnąć takie zrozumienie JoannaB może poprzez przypomnienie
                swoich własnych uczuć z dzieciństwa, tym bardziej, że była w
                podobnej do Oli sytuacji.

                > życzę Ci, żebyś urodziła dziecko z ADHD, tak jak ja.

                Zastanów się, dlaczego to napisałaś i skąd masz aż
                tyle "życzliwości" dla zupełnie nieznanej Ci osoby.

                > nie każdy rodzic i nie w każdym momencie swojego życia
                > jest w stanie miłość i szacunek odpowiednio okazywać. I
                > szczerze, w pełni odczuwać.

                To prawda, nie każdy, tylko rodzic empatyczny, który doskonale
                pamięta swoje własne przeżycia. Uważam, że każdy rodzic powinien do
                tego dążyć. Jest to zwyczajnie jego obowiązek rodzicielski i żadne
                usprawiedliwienia i racjonalizacja tu nie pomogą.

                > Problemem nie jest ustalenie skąd się te zachowania wzięły, a jak
                > sobie z nimi radzić. Niestety, w przypadku pojawienia się
                młodszego
                > rodzeństwa trudno usunąć przyczynę, trzeba leczyć objawy...

                Leczenie "objawów" zawsze kończy się fiaskiem. W przypadku JoannyB
                właśnie chodzi o prawidłowe zrozumienie przyczyn zachowań córki by
                móc jej (i sobie) pomóc. Najlepsze jest to, że JoannaB jest na
                właściwej drodze, ponieważ intelektualnie rozumie, że córka
                potrzebuje je uwagi (która znacząco zmalała wraz z pojawieniem się
                rodzeństwa). Teraz najważniejsze jest by JoannaB zrozumiała to na
                poziomie emocjonalnym, tym bardziej, że sama przeżyła coś podobnego
                w dzieciństwie. "Usunięciem przyczyny" w tym przypadku jest świadomy
                powrót JoannyB do jej własnych uczuć z dzieciństwa,
                ponieważ "przyczyną" nie jest pojawienie się bliźniaczek ale
                chwilowa niezdolność JoannyB do wczucia się w uczucia Oli.

                > spróbować spojrzeć na powyższy fragment Twojej wypowiedzi oczami
                > moimi, pani psycholog i autorki wątku.

                Rzecz w tym, że ja doskonale zdaję sobię sprawę z pozycji Twojej,
                pani psycholog i autorki wątku. Zauważ, że z tej wyliczanki osób
                całkowicie wyeliminowałaś Olę, która z tych wszystkich osób jest
                najbardziej bezradna i cierpi najmocniej. Ola nie może racjonalnie
                zrozumieć motywy zachowania swojej matki i swoje własne,
                przeanalizować je i świadomie zmienić. I dlatego właśnie należy
                stanąć po jej stronie i spójrzeć na sytuację z jej pozycji.

                > spojrzenie na relację w innym świetle zmieni sposób myślenia

                Powtarzanie tego frazesu niczego nie wnosi, bo nie wyjaśnia na czym
                konkretnie ma polegać to "spójrzenie w innym świetle". Można patrzeć
                i patrzeć i nadal nie wiedzieć o jakie "inne światło" chodzi. A
                chodzi o spójrzenie na swoje własne uczucia z okresu dzieciństwa by
                później móc spojrzeć na obecną sytuację z pozycji Oli.
Pełna wersja