Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę!

13.08.07, 09:49
Piszę w sprawie dość popularnej na tym forum a mianowicie o
swojej "kochanej" Teściowej. Od naszego ślubu minęło już 9 lat a ona
nadal nie zaakceptowała faktu, że Jej syn jest dorosły, mam swoje
życie, swoją rodzinę i dzieci....Ciągle są pretensje,wzbudzanie
poczucia winy, ataki, niezadowolenie. Ja przez długi czas znosiłam
te humory, puszczałam mimo uszu wszelkie przykre uwagi, nawet
zniewagi, chamskie zachowanie - bo to matka męża, bo to rodzina, bo
trzeba jakoś trzymać się razem..I ciągle tak było, że Ona
powiedziała coś głupiego i chamskiego, ja sie w domu wściekałam,
płakałam ze złości, wyżywałam się na dzieciach i mężu....a potem po
jakimś czasie jechaliśmy tam znowu jakby nigdy nic.Ale nie
odpowiadała mi taka sytuacja i dzięki pracy nad sobą, zmianie
swojego nastawienia do całej sytuacji zaczęlam inaczej do tego
podchodzić: rzadziej tam jeżdziłam, nie zależało mi tak bardzo na
kontaktach z Nią, zaczęłam Jej wprost mówić co mi nie odpowiada w
Jej zachowaniu.....no i wtedy stosunki jeszcze się pogorszyły bo jak
to takie "nic" jak ja może zwracać uwagę starszej od siebie
kobiecie, matce etc. Po kolejnym przedstawieniu przed rodziną w
sensie jak to ja nic nie umiem, jakie to moje dzieci są niewychowane
i ja się do niczego nie nadaję...stwierdziłam, że nie będę z tą
kobietą dyskutowała - nie widziała się ze mną, mężem i dziećmi już
prawie trzy miesiące (chociaż mieszkamy bardzo blisko), nie będę Jej
całe życie udowadniała, że nie jestem wielbłądem. Na szczęście mąż
jest po mojej stronie. Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja i
nie tak powinny wyglądać stosunki w rodzinie, ale czuję ,że nie
miałam wyjścia i inne rozwiązanie nie przychodzi mi do głowy. Mimo
wszystko gdzieś tam uwiera mnie myśl, że Teściowa mnie nienawidzi,
nie szanuje, źle o mnie mówi...
Mam jeszcze jeden problem....z Bratową. Generalnie to jes tak, że
jak Teściowa w miarę dobrze z nami żyje to nadaje na do nas na
drugiego syna i synową; no a jak z nami ma na pieńku - to odwrotnie.
I to mnie strasznie wkurza - teraz moja bratowa i brat męża jeżdżą
tam na obiadki, miłość kwitnie, a Ona przyjeżdza do mnie i mi
opowiada jaka to Teściowa jest miła ( a wcześniej obgadywała Ją i
krytykowała gdzie się dało), że wcześniej to się Jej czepiała a
teraz jest tak fajnie i Ona (bratowa) nie rozumie o co mi chodzi....
Bardzo mnie denerwuje ta dwulicowość, fałsz i zakłamanie...nie umiem
sobie z tym poradzić. Najlepiej mi jak się z Nimi wszystkimi nie
widuję...zawsze po takiej wizycie mam wątpliwośći: może to
rzeczywiście ze mną coś jest nie tak, może za bardzo sie czepiam. A
z drugiej strony denerwuje mnie to, że Bratowa wzbudza we mnie
takie uczucia, że nie potrafię tego zwyczajnie olać i zająć się
ważniejszymi sprawami.
    • zapalniczka5 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 21.08.07, 08:42
      Jakbym o sobie czytała:( Tyle tylko, że mój mąż stoi po stronie
      mamusi. Teść mnie wyzwał od rozkapryszonej gó..ary, to maż
      stwierdził, że przecież to nic takiego, bo powiedział co mysl i
      widocznie miał powody:(
      No i nasze sprawy róznią się , że ja z dzieckiem do teściów nie
      jeżdzę, oni do mnie też nie (zapomnieli o moich imieninach, dniu
      dziecka, imieninach wnuka, synowi swojemu imieninowe zyczenia
      złożyli duuuuuużo spoźnione i wtedy gdy sam do nich pojechał), mąż
      od czasu do czasu jeździ do nich sam i wtedy jest wielkie
      obgadywanie mnie i mojej rodizny:(
      • kikunia407 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 21.08.07, 11:55
        Witam!!! I serdecznie współczuję...Wiem co to znaczy być odrzuconą
        przez rodzinę i swoją i męża...Trudne to bardzo. Ale ja staram się
        tworzyć dobre relacje ze swoimi dziećmi, nie przejmować się tym co
        mówią o mnie w rodzinie męża. W sumie najważniejsze jest to co my
        same o sobie myślimy i to staram się często sobie powtarzać. Poza
        tym powoli tworzę swoje srodowisko ludzi o podobnych do moich
        poglądach, sposobie widzenia świata, takich na których mogę liczyć w
        trudnych sytuacjach i Oni są dla mnie wsparciem. Pozdrawiam i
        dzięki, że się odezwałaś
    • magda762 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 21.08.07, 13:06
      Witaj. Na pocieszenie napiszę Ci, że też mam problemy z rodziną
      męża. Może nie tak bardzo zaogniona jest nasza sytuacja, ale
      uczucia równie silne. Przynajmniej z mojej strony.
      Co do mojego męża, to jest między młotem a kowadłem. Chciałby żeby
      było dobrze, nie chce słuchać o problemach z "mamusią" - jak to
      facet:-)

      Myślę, że czasami lepszy jest dystans i odizolowanie - dla naszego
      zdrowia psychicznego.
      Ciekawi mnie co innego, czy Twoje dzieci mają kontakt z dziadkami?

      Pozdrawiam Magda
      • kikunia407 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 28.08.07, 08:55
        Witam i dzięki za wpis!!! Chyba wreszcie dojrzałam do dystansu i
        odizolowania....to na dziś najlepsze rozwiązanie. Cały czas
        przejmowałam się tym, co inni powiedzą, że ta izolacja będzie trudna
        dla męża. Wreszcie trzeba pomyśleć o sobie a mąż niech sam sobie
        układa relacje ze swoją matką. Jeżeli chodzi o dzieci - im też
        zostawiłam decyzję w sprawie kontaktów - niech sami sobie wyrobią
        zdanie. Był czas, że moi synowie (mają 7 i 5 lat) w ogóle nie
        chcieli jeździć do babci. Teraz w ostatni weekend podczas dużej
        rodzinnej uroczystości widzieli się z babcią i chcieli do niej
        pojechać. Mąż zawiózł ich do Teściowej. Trochę dziwnie się z tym
        czuję ale staram się nie wpływać na te relacje (chyba, że coś
        niedobrego będzie się działo) i nie zabraniać im się kontaktować. W
        końcu to ich babcia.
        Pozdrawiam
    • zapalniczka5 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 26.08.07, 12:23
      podbijam wyżej, bo mam niemal identyczny problem, więc również
      baaaaardzo proszę o radę Pani Agnieszki:)
      • luka76 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 27.08.07, 16:28
        Droga Kikuniu - moim zdaniem najwieksza wartoscia jest milosc twojego meza i to
        ze za toba stoi murem. Wiele zon nie ma takiego szczescia i musza same sie
        borykac nie tylko z rodzina meza ale i z samym mezem ktory trzyma "strone
        rodziny". Powinnas czerpac duzo sily z takiej sytuacji ze jestescie zwartym
        monolitem i trzymacie sie razem. Wiele matek / synow/ nie moze sie pogodzic ze
        do zycia jej synka wchodzi inna kobieta / narzeczona, zona/ , nie moga sie
        pogodzic z naturalna koleja rzeczy - ze dzieci odchodza z domow i zakladaja
        wlasne rodziny. Dlatego tez robia wszystko zeby "obrzydzic synowi zone /
        wielokroc robia to przy wtorze swojego meza / , smutne to ale bardzo czesto
        spotykane. Ja mysle ze twoj maz cie kocha, trzyma twoja strone i tworzycie fajna
        rodzine. Bratowa sie nie przejmuj - wszystko z czasem sie unormuje i bedzie
        dobrze. Na razie unikaj kontaktow i trzymaj sie mocno. Pozdrawiam.
        • kikunia407 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 28.08.07, 09:01
          Bardzo dziękuję za słowa wsparcia i za to, że przypomniałaś mi o
          postawie męża. To rzeczywiście dużo i jak się okazuje nie jest to
          takie powszechne wśród mężczyzn, którzy mają ogromne problemy
          z "odpępowieniem się" od matek. Najważniejsze jest dla mnie teraz
          szukanie wartości w sobie samej, żeby nie uzależniać się od oceny
          mojej osoby przez Teściowa np, która w sumie ma prawo mieć takie
          zdanie na mój temat, ale ja z kolei mam prawo postępować wg swoich
          zasad.Ponieważ moje poczucie wartości dopiero raczkuje muszę na
          razie trzymać się z dala od ludzi nieżyczliwych i podważających mój
          autorytet. Więc dystans, czas i wspracie życzliwych osób - to jest
          mi teraz najbardziej potrzebne.
          Pozdrawiam i dziękuję
    • arwen8 Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 28.08.07, 16:26
      kikunia407 napisała:

      > Najlepiej mi jak się z Nimi wszystkimi nie widuję...

      A więc słuchaj swojej intuicji i głosu swojego ciała.

      Polecam również lekturę "Toksycznych teściów" Susan Forward.
      Znajdziesz w niej przypadki (i rozwiązania sytuacji) podobne do
      Twojego. Dużym plusem jest wsparcie Twojego męża.
    • w_ania Re: Trudne relacje - Pani Agnieszko proszę o radę 03.09.07, 13:27
      witaj w klubie.
      Ja ograniczyłam kontakty z tesniami do minimum nie mam juz siłu i nie chce mi
      się już po 10 latach wysłuchiwania wiecznego niezadowolenia itd. O swietach
      nigdy nie pamietają ani imieninach czy urodzinach ja juz nie wymagam od nich
      zeby pamietali o moich ale oni nawet o uroczystosciach swoich dzieci nie
      pamietają. Pamietają a za to o sobie :-) w tym roku powiedziałam dość po tym jak
      dałam sie mężowi namówić aby babcia zajęła się dzieckiem (żeby nie było sama sie
      zdeklarowała) po 5 miesiącach usłyszałam że "ona dzieku nie mówi co jest dobre a
      co złe" bo od tego jest matka ona jej tylko w dzień pilnuje. Potem powiedziała
      że skoro córka ma alergie na pasa i ona do nas z psem nie może przyjeżdżać to
      ona psa samego w domu nie zostawi i dała nam 3 dni na znalezienie opiekunki przy
      czym już wczesniej cały miesiąc się do mnie słowem nie odzywała (nie mam pojecia
      o co jej chodziło do dziś) ale też już nie miałam ani ochoty ani sił wnikać.
      Kiedy odchodziła od nas powiedzała stareszej córce ze już do niej nigdy więcej
      nie przyjedzie bo była niegrzeczna (dziecko które ma 4 lata)nie muszę dodawać
      jak mała to przeżywała. Mąż po 6 miesiącach ciszy chciał jechać do nich z wizytą
      ale powiedziałam mu że on moze jechać sam bo co do dzieci to się obawiam czy nie
      rzuci znów jakiegoś durnego tekstu. Kiedy Mąż zadwonił w ciągu tych 6 miesięcy
      ciszy do nich z życzeniami świątecznymi na wielkanoc i powiedział że wnuczka
      chce z nią rozmawiać to odłożyła słuchawkę.
      Mogłabym wiele tak wymieniać nigdy ode mnie nie usłuszała złego słowa zawsze
      wychodziłam z założenia ze to jest mama mojego męża i nigdy ani słowem ani
      gestem starałam się jej nie urazić zawsze za to przyjmowałam na klate niechęć i
      złośliwość. Aż do tego roku powiedziałam że mam dość powiedziałam mężowi że on
      sobie może jeździć do nich ja mam to już gdzieś nie muszę tego znosić,
      przestałam wierzyć w ich zmianę jakąkolwiek i mam klasyczny tumiwisizm.(chyba
      sie uodporniłam)ale mój mąż też niechętnie do nich jeździ sam widzi jak oni
      traktują innych nie tylko mnie. Szwagra i jego żonę tak samo traktują.

      Wiem tylko ze oststnie swieta gwiazdkowe były ostatnimi swiętami z nimi.
Pełna wersja