Pomóżcie dziewczyny...

16.08.07, 21:32
Potrzebuje pomocy ale żebyście mogły mi pomoc muszę przedstawić cała moją
historię.
Wyszłam za mojego męża gdy miałam 27 lat.On był wdowcem z dwójką
dzieci.5-letnim Igorem i 15-mies. Milenką.Jego pierwsza żona Maria umarła przy
narodzinach Mileny.Milenka była mała więc szybko mnie zaakceptowała natomiast
Igorek nie zbyt.Mała zaczynała już gadać i mówiła do mnie ,,mama" natomiast
Igor,,Aneta".Po pewnym czasie i chłopiec zaczął nazywać mnie ,,mamą" Dwa lata
po ślubie urodziło się nasze wspólne dziecko, córeczka Wiktoria.Żyło mi się
jak w bajce:wspaniały mąż, maleńka córeczka plus dzieci męża, które była
wprost idealne.Z Milenką byłyśmy przyjaciółkami i choć była jeszcze malutka
była moją najlepszą przyjaciółka tak jak Wiktorcia.Niestety bajki nawet te
najpiękniejsze muszą się kiedyś skończyć.Mąż zabierał Igora na całe dnie a
mnie zostawiał z córkami i obowiązkami.W końcu zaczął znikać z synem na
dłużej,dni,tygodnie.Myślałam,że już gorzej być nie może...niestety
mogło.Sebastian zaczął mną gardzić,poniżać przy kolegach...Udowadniał
wszystkim jakie my(Ja i Wiktoria z Milenką) kobiety jesteśmy beznadziejne, a
jacy mężczyźni i przede wszystkim on i Igor są wspaniali.Z dnia na dzień było
coraz gorzej.Dziewczynki zaczynały się bać ojca.Nie wytrzymałam,wniosłam pozew
o rozwód.W trakcie sprawy zamieszkałam z dziewczynkami u mamy.Ustaliliśmy z
Sebastianem,że ja zabiorę naszą Wiktorię a on dzieci z poprzedniego
małżeństwa.Dostałam rozwód...zabrałam dziecko,nasze rzeczy i te najlepsze
wspomnienia i przeprowadziłam się na stałe do mamy.Mama powiedziała mi,,Anetko
nie przejmuj się.Wiem,że to głupio zabrzmi ale ja wiedziałam,że tak będzie.To
było za piękne żeby mogło być prawdziwe''Wiedziałam,że ma racje i było mi już
dobrze,czułam się bezpiecznie.Niestety jedna myśl nie dawała mi
spokoju,Milenka.Zżyłyśmy się bardzo.W trakcie rozwodu miała 6 lat Wiktorka za
to 4.Ta więź która była między mną a Mileną była tak wielka,że dziewczynka nie
chciała mieszkać z ojcem.Błagała,prosiła,płakała.Tak bardzo chciała mieszkać
ze mną.Dziś od rozwodu minęły już 2 mies.Tęsknię za Milenką i zastanawiam się
czy mam jakieś szanse by ją adoptować i żeby Sebastian mógł ją widywać np.
tylko w co drugi weekend?Ona tego chce,ja z mamą i Wiktorią również.Pomóżcie
błagam.Pozdrawiam i z góry dziękuję Aneta.
    • agnieszkaw19 Re: Pomóżcie dziewczyny... 16.08.07, 22:52
      Dlaczeo odrazu nie ustaliłaś z mężem, że Milenke też bierzesz ze
      sobą? Przecież sama piszesz, że się bardzo zżyłyście, a mąż był dla
      niej niedobry. To wielka krzywda dla tej dziewczynki skoro nie
      chciała być z ojcem a ją do tego zmuszono. Porozmawiaj z mężem i
      może załatwicie to jakoś polubownie. Może mąż zgodzi się, żebyś
      wzieła Milenke do Was! Ja bym o nią walczyła! a masz z nią chociaż
      stały kontakt? Dziecko może mieć traume i czuć sie odrzuconą! Ojcu
      powinno zależeć też na dobru dziecka więc nie powinien robic ci
      problemów! Powodzenia!
      • anecia34 Re: Pomóżcie dziewczyny... 16.08.07, 23:38
        Agnieszko ja chciałam zabraż i Milenkę ale Sebastian definitywnie
        się nie zgodził.Wytknął mi pzy tym,że nie jestem biologiczną matką
        Mileny.Zrobiło mi się przykro.Co z tego,że nie ja urodziłam to
        dziecko skoro traktowałam je jak własne.To ja ją
        wychowałam,kochałam,pielęgnowałam gdy była mała,dbałam by zapewnić
        jej najlepsze warunki,to ja ją uczyłam wszystkiego czego powinna
        nauczyć matka,ja jej zmieniałam pieluchy,czesałam,ubierałam ja to
        wszystko robiła i jeszcze więcej.A on mnie tak uraził...tak mi się
        odwdzięczył,wbił mi szpilkę w oko.Zależy mi na tym dziecku.Niestety
        nie da się tego załatwić polubownie.Jeśli zaś chodzi o kontakty to
        ni jest źle ale mogło by być lepiej.Dzwonię do niej kilka razy
        dziennie.Sebastian zezwolił mi zabierać małą raz w tygodniu na cały
        dzień.Jest wtedy taka szczęśliwa.Wychowałam ją więc wiem kiedy,,moje
        dziecko'' jest szczęślie,kidy smutne,potrafię wyczytać z jej miny i
        zachowania wszystko.Dni z Milenką staram się spędzić jak
        najradośniej.Idziemy do zoo,do kina,na kręgle do parku, na basen
        itp.Razem z Wiktorią śmieją się i cieszką tak bardzo,że ich uśmiech
        jest promienniejszy od słońca.Kocham te moje łobuziarki.Myślę,że
        powinnam o nią walczyć.Tylko czy mam jakieś szanse?
        • big-family Re: Pomóżcie dziewczyny... 17.08.07, 14:29
          Droga Anetko bardzo poruszajaca jest Twoja historia.Ja na Twoim miejscu od
          poczatku walczylabym o to dziecko.Piekne ze tak latwo jest sprawic usmiech na
          twarzy tej dziewczynki poprzez kilka chwil spedzanych z jej mama i siostra.Nie
          przejmuj sie ze nie jestes biologiczna matka.Jestes mama Mileny bez zadych
          ale..choc jej nie urodzilas ale wychowalas,wykarmilas.Walcz o nia bo to jest
          takze Twoje dziecko.Mysle ze matka Milenki chcialaby zebys to Ty miala jej
          dziecko nie ten ojciec ktory wywyzsza syna a corke poniza.Zobacz Aneta Milena
          woli Ciebie,kobiete ktora pojawila sie w jej zyciu i zmienila wszystko,nadala
          swiatelka w jej drodze, niz swojego ojca ktory ja splodzil.Mysle ze mozesz
          stworzyc jeszcze prawdziwsza rodzine dzieki temu ze bedziesz miec dwie
          corki:Wiktorie i Milene.WALCZ!!!!!
          • tara34 Re: Pomóżcie dziewczyny... 17.08.07, 17:08
            Dla Mileny to Ty jesteś matką,ogromna krzywda spotkała to
            dziecko.Została oderwana od matki!Bo ty tak się czujesz wobec
            Niej.Walcz!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pomóżcie dziewczyny... 18.08.07, 16:49
      Rozumiem Pani przywiązanie do małej Milenki, tęsknotę za nią i
      dawnymi, idealnymi czasami, które ona uosabia. Rozumiem także, że
      utraciła Pani codzienny kontakt z dzieckiem, na którego życie i
      wychowanie miała Pani duży wpływ oraz to, że Pani naturalna córeczka
      również utraciła ważną dla niej codzienną rówieśniczą relację.
      Ale te uczucia nie powinny wyzwalać, aż tak kategorycznych pragnień
      jak adopcja dziecka. Nie podjęliście Państwo takiej decyzji jak
      pełna adopcja dzieci przez Panią, w czasie trwania Waszego związku.
      Wtedy miałaby Pani takie prawa do dzieci jak matka. Można to było
      zrobić, ale z jakichś powodów tak się nie stało. Ciekawe czy
      rozważaliście w ogóle taką opcję będąc małżeństwem, jeśli tak to z
      jakich powodów do niej nie doszło. A może w ogóle nie było o tym
      mowy. Jeśli tak to czemu nagle tak radykalny pomysł, okraszony
      jeszcze na dodatek ograniczeniami konaktów z ojcem do dwóch razy w
      miesiącu. Szczególnie jest to dla mnie dziwne, że po pierwsze
      ojciec Milenki , nie zabrania kontaktów Pani z dzieckiem, a po
      drugie przed rozwodem sami , zgodnie ustaliliście Państwo "podział"
      dzieci. Może , oprócz pozytywnych uczuć do Milenki, coś Pani
      rozfrywa z jej ojcem. Może za nieudaną bajkową fantazję obciąza Pani
      winą wyłącznie męża i to ma być sposób na jego ukaranie?
      Druga niepokojąca dla mnie rzecz to to, że żywe uczucia ma Pani
      tylko do dziewczynki. A co z jej bratem ? Zupełnie nie bierze go
      Pani pod uwagę w swoich rozważaniach i planach. Rozumiem, że miała
      Pani z jakiś powodów łatwiejszy kontakt z dziewczynką a nie z
      chłopcem, ale to nie jest wystraczający powód do podejmowania próby
      adopcji tylko jednego dziecka. Jeśli taka decyzja by formalnie
      zapadła, to rozdzieli Pani rodzeństwo . W imię jakich racji ?
      Skarży się Pani na to, że w trakcie małżeństwa Pani mąż
      stworzył "obóz męski" czytaj ten dobry i "obóz kobiecy" czyli
      gorszy.
      Ale to, co Pani proponuje po rozwodzie, to to samo, tylko w odwrotną
      stronę. Nagle świat kobiet ( Pani , Pani mama, Pani córka i
      Milenka ) przciwstawiany jest światu mieszanemu czy męskiemu.
      Idylliczny obraz bawiących się małych dziewczynek pod okiem
      troskliwych kobiet, zdaje się Pani przeciwstawić światu ojca i
      brata, który w podtekście jest zły i do którego dziewczynki wracają
      niechętnie i z płaczem.
      Dobrze by było, jakby się Pani zastanowiła nad tym, czemu wykonuje
      Pani taki podział. Do czego on jest potrzebny? Niechęć do Igora
      wpisuje się w podskórny trend niechęci do mężczyzn. A przecież w
      podobnej sytuacj czuła się Pani pogardzana i upokarzana. Może tak
      było, ale to wtedy, Pani i Pani były mąż, macie kłopot z
      przeżywaniem nawzajem płci przeciwnej, jej roli i wzajemnych
      relacji.
      Zastanowiłabym się także nad wzajemnymi relacjami Pani i Pani mamy.
      To, że Paną wsparła w trudnych chwilach, to światnie.
      Ale czemu, jako dorosła kobieta, zamieszkuje Pani u niej tworząc
      znów jednopłciowy front z lekkim męskim uprzedzeniem, to już wymaga
      uwagi.Czy aby mama nie wzmaga w Pani takich tendencji nieświadomie
      dając przekaz, że tylko z nią jest dobrze, a Pani małżeństwo to
      pomyłka. Miała być bajka, ale bajki wychodzą z kobietami a nie z
      mężczyznami.Tu światnie wpisuje się Pani wizja radosnego, niczym nie
      zmąconego, kontaktu dwóch dziewczynek - Milenki i Wiktorii.
      Proszę, bez natychmiastowego negatywnego nastawienia, przemyśleć to
      co napisałam, zanim pdejmie Pani jakiekolwiek kroki. Może taka
      refleksja skłoni Panią do przemyśleń na temat siebie i swojego
      życia. nie tylko kontaktu z Milenką.
      Nie jestem za tym aby Pani walczyła o Milenkę. Już samo to słowo
      użyte w odpowiedziach na Pani post, nie podoba mi się. Oznacza ono
      radykalizm, opór przeciwnika, użycie siły, poczucie krzywdy, no i
      wygranego i przegranego. A nadto wydaje się także wojną wytoczoną
      ojcu dziewczynki.
      Jestem za konatktami z Milenką, nawet częstym. jestem za
      podtrzymywaniem kontaktów całej trójki dzieci. Wydaje mi się , że to
      wystraczy. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • marcysiowa_sandra Re: Pomóżcie dziewczyny... 19.08.07, 16:41
        Nazywam się Sandra i jestem przyjaciółką Anety, która założyła ten wątek.Z tego
        co tu Aneta napisała być może przyjęła bym to tak samo jak Pani lecz jestem jej
        przyjaciółką i jej sprawy nie są mi obce.Zapoznałam się z nimi nie tylko poprzez
        opowiadania przyjaciółki ale również sama to zobaczyłam.Wie Pani czemu Anetka
        nie chciała zabrać Igora?Bo Igro również traktował ją jak wroga tak jak później
        jej były patałach mąż.Opowiem Pani kilka historyjek dzięki, którym zrozumie Pani
        decyzję Anety,że nie adoptuje także Igora.Oczywiście jak już Pani wie Sebastian
        nie chciał oddać nawet Milenki choć nie traktuje jej tak jak powinien traktować
        ojciec dziecko.No więc kilka historyjek po których nawet ja,przyjaciółka Anety
        czuje wstręt do tego dziecka,a Aneta próbowała go pokochać tylko że on za każdym
        razem ją odpychał.
        1 Sebastian wyjechał na szkolenie,Anetka była wtedy w ciąży z Wikusią,a Aneta
        strasznie źle znosiła ciążę.Poprosiła mnie żebym do niej przyszła na czas
        nieobecności męża i pomieszkała z nią.Zgodziłam się.Siedziałyśmy sobie w salonie
        i oglądałyśmy TV kiedy Igor stanął na schodach i zaczął krzyczeć ,,Aneta chce mi
        się pić,przynieś mi szybko wodę.Szybko.'' Aneta: ,,Igorku ja się bardzo źle
        czuję jesteś już dość dużym chłopcem,proszę idź sobie przynieś sam wody''
        Igor: ,,Co z tego, ja chce wodę masz mi przynieś i kropka''
        Anetka wtedy z wielkim brzuchem musiała iść po wodę i na dodatek wchodzić po
        schodach a nie mogła się przemęczać.Ja też byłam wtedy w ciąży.
        2 Pewnej nocy gdy Sebastian też wyjechał ja znów poszłam do Anety Wiki miała
        wtedy chyba 3 latka.Igor obudził się w nocy i darł się wniebogłosy ,,Mama ratuj
        mnie..zabierz stąd tą wiedźmę Anetę i jej bachora.Milenę też bo trzyma z nią.Nie
        chcę ich pomocy mamusiu...''
        Anetka popłakała się bo była jej smutno ja płakałam razem z nią.
        To tylko dwa przykłady z wielu.Nie mogę teraz Panie Agnieszka pisać bo muszę
        nakarmić córeczki.
        Pozdrawiam
        • street_pop Re: marcysiowa_sandra 22.08.07, 12:48
          Jestem w stanie rozumiec troskę o przyjaciółke i jej los. Ale
          podpisuje sie pod postem pani Agnieszki. Czytając powyzszy post,
          tylko utwierdziłam sie w przekonaniu o 2 obozach - "kobiecym"
          i "męskim", przy czym ów "kobiecy" zdecydowanie wzmacniany Pani
          przyjaźnią.

          Zakładam, że opisała Pani historyjki z Igorem by uzasadnic wybór
          Anety przez nieadoptowaniem chłopca. W mojej ocenie nie są one
          żaqdnymi argumentami bo:
          1. w wypadku 1 historyjki: dorosły człowiek nie obraża się, nie
          czuje skrzywdzony faktem, że kilkuletni chłopiec chce pić nawet gdy
          źle sie czuje. Kilkuletni chłopiec nie jest w stanie zrozumieć, czym
          jest ciąża i złe samopoczucie - to dla wiekszości dzieci całkowita
          abstrakcja, stąd trudno tego od niego oczekiwać. To ciagle 5-latek,
          a nie dorosły facet! A w tej relacji jawi sie oczekiwanie (Pani,
          Anety) zrozumienia od 5 - latka takiej sytuacji. Dzieci bywaja
          rózne, jedne zrozumieją więcej, inne - mniej. A 5 - letni chłopiec,
          który czuje się zagrozony z powodu "układu" sióstr i matki,
          potrzebujący matczynej miłości, domagający się uwagi za wszelką cenę
          (także po chamsku) - tym bardziej nie zrozumie, nie będzie
          empatyczny skoro sam na sobie empatii nie doświadczył. "Przynieś
          sobie sam wody" to dla niego komunikat: "jestes mniej ważny", "radź
          sobie sam". Trudno przyjąc do wiadomości taki komunikat gdy młodsze
          siostry najpewniej rzadziej słyszą takie słowa od matki (wnioskuje
          to z faktu, że sa mniejsze, mniej samodzielne). Nie trudno więc
          poczuć sie odrzuconym - "one dostają, ja nie", "one są ważne, ja
          nie".
          2. w wypadku historyjki 2 to trochę włos się jeży na głowie. W
          pierwszym momencie pomyslałam, że to żart. Jesli dziecko budzi sie w
          nocy z krzykiem o tresci, o jakiej Pani napisała, to przekaz jest
          jednoznaczny. Sny odkrywaja to, co tkwi w podświadomości - a w
          podświadomości siedzą emocje, których nie można wyrazic na poziomie
          świadomym bo jest się w "czarodziejski sposób zblokowanym". Wynika
          zatem stąd, że synek tęskni za matką, nie radzi sobie sam z ta
          tęsknotą, ma poczucie zagrożenia, jest naładowany frustracją i sobie
          nie radzi. Nazywa Anetę wiedźmą, jej dziecko - bachorem bo nie
          potrafi inaczej wyrazić swojej złości. Poza tym, czy Pani nigdy nie
          zdarza sie złościc na innych i chocby w myslach nazywać ich od
          najgorszych? Chłopiec, który W JEDNYM MOMENCIE:
          - stracił mamę, która kochał, ktora jego kochała,
          - "zyskał" siostrę - którą byc może na poziomie nieświadomym obwinia
          za śmierć matki (wystarczy połączyc oba wydarzenia i nie zdziwiłoby
          nikogo gdyby w umysle chłopca zakorzenił się taki sposób myslenia, a
          konkretniej - odczuwania i także stąd wynikałaby jego nienawiśc do
          niej), która zagroziła jego pozycji w rodzinie,
          - "zyskał" nową matkę - obcą kobietę, którą należy kochać, która
          zmuszona zostaje sytuacją do poświęcenia większej uwagi Milence (bo
          jest malutka, wymaga pielegnacji, opieki - logiczne),której obecnośc
          tez jawi się też w kontekście śmierci matki biologicznej,
          - "utracił" w sensie emocjonalnym) ojca, który musi przezyc załoba
          po stracie żony - czyli popada w czasowa depresję i staje się dla
          synka niedostępny emocjonalnie na jakiś czas.

          Na kim w takiej sytuacji ma oprzeć sie kilkuletni chłopiec, jak ma
          sobie z tym wszystkim poradzić? Jego jedyny sprzymieżeniec,
          bezwarunkowo kochajacy jest juz na drugim swiecie. Uważam, że
          chłopiec ma calkowite prawo przeżywac taką sytuacje w sposób trudny,
          agresywny, ma prawo nienawidzieć Anetę, siostry bo to naturalna
          konsekwencja jego emocjonalnych przezyc. Proszę się postawić w jego
          sytuacji, miec 5 lat, przezyć tak wielką traumę jak smierć matki i
          taka ilość zmian w krótkim czasie, byc całkowicie zaleznym
          od "złych" dorosłych, nie miec na nich i na nic wpływu, nie potrafic
          wyrazic czesto tego, co sie czuje, nie potrafic nazwac pewnych
          rzeczy bo kompetencje 5-latka jeszcze na to nie pozwalaja, przeżyć
          taką ilośc złych emocji, z którymi niejeden stary nie dałby sobie
          rady. Ja jestem dorosła baba ale nie chciałabym przeżywac tego, co
          on. Pozostała mu więc agresja słowna i koszmary senne jako jedyne
          formy przekazu tego, co się z nim dzieje (złego).

          Myślę, że to trochę smutne, gdy dorosłe kobiety obwiniają na
          podstawie takich opisów chłopca i uzasadniają tym swój wybór o jego
          nieadoptowaniu zamiast próbowac zrozumiec motywy zachowania dziecka,
          które stoją za jego postępowaniem. Takim tokiem rozumowania (?)
          krzywdzicie nie tylko chłopca, ale też w dalszym etapie obie
          dziewczynki.
          W mojej ocenie Pani relacja jest 100% potwierdzenie tego, co
          napisała Pani Agnieszka wcześniej.
          • marcysiowa_sandra Re: street_pop 22.08.07, 14:47
            Może i tak, może i masz rację ale czy to ma oznaczać,że Anetka ma adoptować
            także Igora?A może,że wcale nie powinna adoptować ani Milenki ani Igora?Moja
            droga ja też jestem dorosłą kobietą,matką dwójki dzieci i wiem jakie są problemy
            nie tylko między rodzeństwem,żonom i mężem ale także między rodzicami a
            dziećmi.Po Twoim wątku przemyślałam,przeanalizowałam wszystko od początku,
            starałam się myśleć racjonalnie ale niestety nie potrafię może dlatego,że czuję
            wstręt do tego dziecka.Też nie rozumiem tego jak (oczywiście jeśli tak uważasz)
            możesz twierdzić,że nie powinna adoptować Milenki skoro tamta płacze przeżywa
            rozłąkę i tęsknotę na 1000 sposobów.Raz płacze, w nocy dostaje gorączki i nawet
            protestuje nie chcąc jeść.Aneta mówi,że dziewczynka wygląda jak szkielecik.Nie
            minęło dużo od rozwodu a dziecko już tyle schudło.Po rozwodzie zaczęła sie
            gehenna małej Milenki.Ona nie chce być z ojcem, ona chce do Anety!
            • street_pop Re: street_pop 22.08.07, 16:39
              To jest rzeczywiście dramat - także małej dziewczynki. I dramat
              Anety, że w ogóle popjawiają się takie tragiczne wybory. Ale tu nie
              ma idealnego wyjścia - bo adopcja wyłącznie Milenki też nie rozwiąże
              problemu. To jest trauma rozdzielenia biologicznego rodzeństwa,
              która będzie rzutować na całe życie dalsze wszystkich tych dzieci -
              Milenki za iles lat także. Dziewczynka może żyć obciążona poczuciem
              winy, ze "opuściła" brata, całe życie mogą się za nimi ciągnąć
              skutki tego drastycznego rozstania. Moim zdaniem takie rozwiązania
              to jest błedne koło na własne zyczenie. Dla dobra wszystkich dzieci
              dwoje dorosłych ludzi powinno się dogadać, a nie - wyrywać sobie
              dziecko za wszelką cenę. Gdyby oboje byli mądrzy i zalezało im
              faktycznie na dobru dzieci, to usiedliby przy stole i uzgodnili, że
              np. dzieci spędzają pól tygodnia u Ciebie, pół u mnie. Każde z tych
              dzieci, Igor - też, pracujemy wspólnie nad relacją z Igorem - Aneta
              też, dla dobra jego siostr 9jeśli nie ma w niej innej motywacji),
              które przecież kocha, powinno więc jej zależec na tym by siostry
              miały dobry kontakt z bratem. W przeciwnym razie ma wszelkie szanse
              spotkac sie kiedyś z zarzutem dorosłych juz corek, że zaszczepiła im
              nienawiśc do brata albo ograniczyła kontakt. I będzie sfrustrowana
              kobietą przeświadczona o własnym poświęceniu dla córek, które teraz
              sa "niewdzięczne" i "nielojalne". A do takiego zaszczepiania nie
              potrzeba nawet słów - wystarczą podskórne złe emocje.
              Ja myślę, że ta konkretna sytuacja wymaga naprawdę solidnej
              interwencji specjalistycznej - bo tu chodzi o dobro wszystkich
              dzieci, nie da sie uszczęsliwić jednego czy dwóch kosztem
              pozostałych. To zawsze jakos "wylezie" - jak nie teraz to po latach.
              ta rodzina mogłaby sie udac np. do rodzinnego ośrodka diagnostyczno-
              konsultacyjnego (takie ośrodki wspólpracuja z sądami rodzinnymi)i
              próbowac to ułożyć z fachową pomocą, dzieciom najpewniej przydałaby
              sie pomoc terapeutyczna - zwłaszcza Milence. Do tego jednak potrzeba
              dobrej woli obojga. W przeciwnym razie wszyscy (łacznie z rodzicami)
              będą cierpieli prędzej czy później. Ta jej adopcja to rozwiązanie na
              krotka metę. Dziecko owszem, pewnie by się uspokoiło, niby wszystko
              wróciłoby do normy po jakimś czasie. Ale w szerszej perspektywie to
              nie jest dobre rozwiązanie.
              I jeszcze jedno: adopcja to nie jest tak "hop siup". Ośrodki
              adopcyjne diagnozują rodzinę i potencjalnego rodzica adopcyjnego
              bardzo szczegółowo i dogłębnie. Nie jest tak łatwo otrzymac tzw.
              kwalifikację adopcji. Adoptujący musi byc naprawdę nieskazitelny w
              sensie predyspozycji psychicznych, osobowościowych, rodzinnych itd.
              Sądzę więc (chociaż kto wie, może się mylę), że dość łatwo byłoby
              ośrodkowi zdiagnozować Anetę pod tym katem (to, co juz zrobiła Pani
              Agnieszka), również jej relacje z Igorem sa dla ośrodka
              jednoznacznym komunikatem. Myslę, że adopcja po prostu by tutaj nie
              przeszła.
              Powinni się dogadać tak jak robią to inne rozwodzące się pary -
              dzielą opiekę nad dziećmi np. po połowie, podzielić czas, obowiązki
              itd. Rodzeństwo jest pewną całością dla dziecka tak samo jak
              małżeństwo. Rozwala się jedna całośc (małżeństwo) i jeszcze druga -
              rodzeństwo. Nie należy dopuszczać do fundowania im bólu "razy 2".
              wszystkie te dzieci przeszły juz wystarczająco duzo w swoim krótkim
              życiu.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pomóżcie dziewczyny... 25.08.07, 20:30
      Po przeczytaniu postów "marcysiowej sandry " i "street_pop"
      zdecydowanie zgadzam się z drugą Panią. W tym poście jest zwarte i
      uzasadnione stanowisko z którym w całości się zgadzam.
      Jeszcze raz podkreślam, nie widzę powodów do adopcji nikogo , ani
      Milenki ani Igora, szczególnie przez aktualnie samotną matkę. Widzę
      natomiast potrzebę i nawet konieczność utrzymania stałych kontaktów
      dzieci między sobą i to całej trójki i to bez względu na to jaki
      jest stosunek dorosłych do poszczególnych dzieci. To jest przyrodnie
      rodzeństwo i ma prawo do kontaktów. Szczególnie, że chyba Wiktoria
      także będzie kontaktować się z ojcem, który mieszka w końcu z 2
      dzieci.Stan emocjonalny i fizyczny Milenki nie jest wynikiem tylko
      braku kontaktu z byłą macochą , byłoby to absolutne uproszczenie
      sprawy, ale z całokształtem bardzo trudej dla dziecka emocjonalnej
      sytuacji. Nie można jej analizować jedynie z jednego punktu widzenia
      i to zabarwionego emocjami dorosłej osoby.
      Podtrzymuj wszystko co napisałam w pierwszym swoim poście.
      Rozumiem niepokój "marcysiowej sandry". To miło mieć taką lojalną
      przyjaciółką. Rozumiem, że może mieć ona swój punkt widzenia oparty
      na pewnie wielu widzianych sytuacjach. Ale nie mogę się z nim
      zgodzić, a dodatkowe wiadomości uzyskane w tym poście nie wpłynęły
      na moje stanowisko w tej sprawie. Pozdrawiam obie Panie
      i "anecie34". Spokojnie przemyślcie sprawę. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja