beatad19
17.08.07, 10:46
Jestem od pięciu lat związana z rozwiedzionym mężczyzną, ojcem
obecnie 16 letnego chłopca. Od czterech lat razem mieszkamy. Zawsze
rodzice mieli do mnie pretensję, że to wstyd mieszkać z chłopem bez
ślubu, w dodatku rozwodnikiem.
Nie jesteśmy dziećmi, ja mam 40 lat, mój "chłop" 48. Przez dwa lata
nie utrzymywaliśmy kontaktów z moimi rodzicami. Oni zabronili nam
kontaktów z moją rodziną, bo nie będą się za mnie wstydzili.
Obecnie jestem w 4 miesiącu ciąży, no i dopiero zaczęły się
prawdziwe problemy. Postanowiliśmy wziąć ślub, niestety możemy wziąć
tylko cywilny. Na to rodzice, że absolutnie nie zgadzają się na
żadną uroczystość ślubną. Nie będą w tej szopce brali udziału.
Jeżeli już bardzo chcemy, to powinniśmy wziąć cichy ślub, bez
żadnych "świadków" coby nikt nie doliczył się ile to miesięcy
upłynęło od ślubu do urodzenia dziecka.
"Żeby nie robić mi przykrości ostatecznie oni mogą przyjść na
podpisanie tego papierka. A wszystko to oczywiście tylko i wyłącznie
dla mojego dobra, żeby chronić moją reputację i nie dopuścić do
ostatecznej kompromitacji przed rodziną" - to ich zdanie na ten
temat.
Nie dziwiłabym się gdybym miała doczynienia z jakimiś prostakami z
zabitej dechami wsi - nie ubliżając nikomu, ale wprawdzie skromni
ludzie, średnio wykształceni, z Warszawy. Jak mozna być takim
obłudnym? Naprawdę, tracę serce dla własnej matki i własnego ojca.
Teraz mają do mnie pretensję, że do nich nie przyjeżdżam, nie
dzwonię, ale sami też od czterech lat do mnie przyjeżdżają, choć
mieszkamy od siebie zaledwie 18 km, nie dzwonią.
Od początku ciąży nawet razu nie zapytali się, jak się czuję.
Jedynie dwa razy upominali mnie, że w tym wieku najważniejsze są
badania lekarskie.