niewiadomocoto
19.08.07, 08:01
Witam,
postanowiłam zwrócić się tutaj o pomoc,bo już psychicznie nie daję
rady.Po krótce (dla lepszego zrozumienia tematu) nopowiem naszą
historię. Mam 29 lat. 11 lat temu wyszłam za mąż (dzidziuś w drodze,
nacisk rodziny). Mąż nadużywał alkoholu, stosował przemoc, nie
wspierał mnie w chorobie syna. Po dwóch latach wniosłam sprawę
rozwodową. Wycofałam się,bo obiecywał poprawę. Wytrzymałam jeszcze
tylko rok. Od 2000r.byłam rozwódką. Było mi ciężko,bo zawsze miałam
okropne relacje z mamą, byłam córcią tatusia,ale tato nie miał prawa
głosu w moim rodzinnym domu. Efektem tego musiałam wynająć
mieszkanie. Zaczęłam studia zaoczne, pracowałam,zatem na czas
szkoleń,czy wykładów zostawiałam synka u moich rodziców (synek,to
oczko w głowie babci). Przyzwyczaili się do częstej jego obecności.
Dochodziło nawet między nami do sprzeczek,bo zmuszali mnie do
wyrażenia zgody na nocleg u nich (pod presją np.braku opieki,kiedy
będę musiała wyjechać). Po dwóch latach od rozwodu
(m.in.unieważnienia ślubu kościelnego), uwierzyłam,że mogę założyć
szczęśliwą rodzinę. Poznałam fajnego faceta,ale...niestety chyba
przerósł go temat wychowywania cudzego dziecka...strasznie
cierpieliśmy...i ja i synek...bo uwierzyliśmy w lepsze jutro.
Partner stwierdził,że jestem idealną partnerką życiową,ale wraca do
poprzedniej dziewczyny...nigdy tego nie zrozumiałam...nie potrafię
wybaczyć jak zabawił się naszym kosztem...po roku drogą internetową
poznałam super faceta. Przystojny, inteligentny, po związku z
kobietą posiadającą dziecko...myślałam,że takie doświadczenie
zadziała na plus...znów się rozczarowałam...spontanicznie (czyt.bez
zastanowienia) po 4 m-cach znajomości pobraliśmy się (USC). Pragnął
własnego dziecka,zatem po roku byliśmy już szczęśliwymi rodzicami.
Choć niestety nie do końca,bo mąż strasznie faworyzuje córkę,a synka
potrafi wyłącznie ganić. Nie stosuje przemocy fizycznej,ale...te
metody udręk psychicznych nawet dla mnie są nie do zniesienia. Wciąż
słyszę,że mam wypier...... do mamusi...ze swoim zajeb.....
synkiem :'( Mawia,że synek ma zabierać swoje alimenty i iść mieszkać
do babuni :( Bierze się to stąd,że synek woli zostawać u babci,niż
wrócić z nami do domu. To niesprawiedliwe. Bardzo się staram synkowi
wynagrodzić ten dyskomfort braku tolerancji ze strony męża,ale...
zaczynam się bać o syna,ma już 10 lat i czasem po mojej kłótni z
mężem przychodzi zapłakany mówiąć : gdyby mnie nie było, nie
kłócilibyście się. Nie chcę,żeby tak myślał. To nie jego wina! To ja
znów zrujnowałam nasze życie. Kocham syna...kocham męża...mimo
wszystko...co mam robić??? Proponowałam mężowi wizytę u
psychologa,ale nie chce o tym słyszeć :( Jestem u kresu
wytrzymałości...na dodatek niedawno straciłam mojego ukochanego
tatę. Nie mam nawet z kim porozmawiać,doradzić się... BŁAGAM O
POMOC!!!