llea
02.09.07, 22:29
To on jest stroną dominującą w naszym związku, ja raczej ustępuję mu w
przypadku podejmowania ważnej decyzji lub w najlepszej sytuacji staram się go
przekonać, że moje racje są bardziej słuszne, ale na pewno nigdy nie stawiam
sprawy na ostrzu noża. Zazwyczaj jakoś dochodzimy do porozumienia. Minęło 5
lat naszego małżeństwa, a ja czuję się już bardzo zdominowana. Coraz częściej
mam wrażenie jakbym istniała tylko po to aby spełniać jego zachcianki.
Ostatnio nawet zauważyłam, że mąż podczas dyskusji w towarzystwie poddaje w
wątpliwość moje zdanie, jakby było ono mniej wartościowe. Myślę, że wynika to
z faktu, iż nie pracuję, ponieważ zajmuję się naszym 3 -letnim synkiem.
Cała ta sytuacja bardzo źle wpływa na poczucie mojej wartości. Mam nadzieję,
że trochę odżyję gdy synek pójdzie do przedszkola a ja wrócę do pracy.
Niestety nie umiem sobie w chwili obecniej poradzić z zachowaniem męża. Często
się kłócimy tylko dlatego, że mąż ma zły humor, ponieważ coś nie jest po jego
myśli. Kłótnie kończą się tym, że mąż mnie urazi, ja jego w odwecie też, a
potem nastaje milczenie. Mąż może tak się do mnie nie odzywać nawet tydzień,
jemu jak sam potem się przyznaje nie sprawia to większego problemu. Ja nie
jestem taka "wytrwała", wiem też że patrzy na to mój synek więc zazwyczaj ja
pierwsza wyciągam rękę na zgodę. Po prostu coraz częściej czuję się w tym
związku jak ofiara.
Ogólnie mam spokojny charakter, jestem pozytywnie nastawiona do życia. Tylko
są chwile, a ostatnio jest ich coraz więcej, kiedy czuję się bardzo zdołowana
takim stanem rzeczy.
Dziękuję, że mogłam się wygadać, wszelkie sugestie będą bardzo mile widziane.
Pozdrawiam;)