Zdominowana przez męża

02.09.07, 22:29
To on jest stroną dominującą w naszym związku, ja raczej ustępuję mu w
przypadku podejmowania ważnej decyzji lub w najlepszej sytuacji staram się go
przekonać, że moje racje są bardziej słuszne, ale na pewno nigdy nie stawiam
sprawy na ostrzu noża. Zazwyczaj jakoś dochodzimy do porozumienia. Minęło 5
lat naszego małżeństwa, a ja czuję się już bardzo zdominowana. Coraz częściej
mam wrażenie jakbym istniała tylko po to aby spełniać jego zachcianki.
Ostatnio nawet zauważyłam, że mąż podczas dyskusji w towarzystwie poddaje w
wątpliwość moje zdanie, jakby było ono mniej wartościowe. Myślę, że wynika to
z faktu, iż nie pracuję, ponieważ zajmuję się naszym 3 -letnim synkiem.
Cała ta sytuacja bardzo źle wpływa na poczucie mojej wartości. Mam nadzieję,
że trochę odżyję gdy synek pójdzie do przedszkola a ja wrócę do pracy.
Niestety nie umiem sobie w chwili obecniej poradzić z zachowaniem męża. Często
się kłócimy tylko dlatego, że mąż ma zły humor, ponieważ coś nie jest po jego
myśli. Kłótnie kończą się tym, że mąż mnie urazi, ja jego w odwecie też, a
potem nastaje milczenie. Mąż może tak się do mnie nie odzywać nawet tydzień,
jemu jak sam potem się przyznaje nie sprawia to większego problemu. Ja nie
jestem taka "wytrwała", wiem też że patrzy na to mój synek więc zazwyczaj ja
pierwsza wyciągam rękę na zgodę. Po prostu coraz częściej czuję się w tym
związku jak ofiara.
Ogólnie mam spokojny charakter, jestem pozytywnie nastawiona do życia. Tylko
są chwile, a ostatnio jest ich coraz więcej, kiedy czuję się bardzo zdołowana
takim stanem rzeczy.

Dziękuję, że mogłam się wygadać, wszelkie sugestie będą bardzo mile widziane.

Pozdrawiam;)
    • gooochab Re: Zdominowana przez męża 03.09.07, 09:36
      Może spróbuj być bardziej asertywna. Nie wiem jak to wygląda u was, ale może
      jest tak, że nie potrafisz odmówić swojemu mężowi? Postaraj się odmówić mu
      spełnienia kiku zachcianek (ale np 1 dziennie) i sama poproś go od czasu do
      czasu, żeby On właśnie coś dla Ciebie zrobił.
      Poza tym myślę, że powinien zauważyć Twój brak. Gdybyś wyjechała na weekend
      zastawiając mu do opieki dziecko byłoby nieźle (obojętne gdzie, ale najlepiej
      dla przyjemności- do koleżanki z dawnych lat na plotki i imprezkę).

      Może problem jest właśnie tu, że jesteś bardzo mocno związana z mężem, a On
      przestaje Cię zauważać? Niektórych mężczyzn może irytować taki stan, kiedy żona
      czeka na męża i nie prowadzi własnego życia, tylko całą siebie oddaje jemu, nie
      zajmuje się innymi sprawami, tylko roziną. Nie wiem czy tak jest u was, ciężko
      coś wywnioskować po tym, co napisałaś

      Pozdrawiam!!!
    • triss_merigold6 Re: Zdominowana przez męża 03.09.07, 10:17
      Własna kasa i niezależność pomogłyby Ci na poczucie własnej
      wartości. Facet się z Tobą nie liczy, bo wie, że najwyżej
      popłaczesz, pogadasz ale nic nie zrobisz.
    • kicia031 Re: Zdominowana przez męża 03.09.07, 10:25
      Moze powinnismy stworzyc taka biblioteka postaw pod wspolnym
      tytulem: przeczytaj zanim pojdziesz na wychowawczy / zryzygnujesz z
      pracy?

      Tris ma racje - wlasne sprawy, zainteresowania, i pieniadze dodatnio
      wplyna i na ciebie, i na meza.
      • triss_merigold6 Re: Zdominowana przez męża 03.09.07, 11:57
        Wiesz Kicia, naprawdę nie jestem zwolenniczką rozwiązania, kiedy
        kobieta natychmiast po połogu wraca biegiem do pełnoetatowej pracy,
        bo istnieje ryzyko, że mężowi odbije na tle kasy i rządzenia.
        Niemniej 3 lata wychowawczego potrafią skutecznie przyzwyczaić
        mężczyznę do faktu, że "on na nią zarabia" i skutecznie wyeliminować
        wcześniejsze partnerskie odruchy. Taa, owszem, partnerstwo przede
        wszystkim i jako aksjomat tylko, że realia w POlsce są bezlitosne:
        niewielu mężczyzn autentycznie wie na czym polegają i akceptuje w
        pełni partnerskie układy więc dla własnego dobra nie należy im dawać
        zbyt dużego pola do popisu i zachować finansową niezależność.
        • kicia031 Re: Zdominowana przez męża 03.09.07, 12:34
          Ja uwazam, ze kobieta zawsze, w kazdej sytuacji powinna miec wlasne
          dochody, tak by mogla w razie czego utrzymac sie sama wraz z
          dziecmi. A w razie czego to moze byc rownie dobrze smierc, choroba,
          trwale inwalidztwo meza, jak i jego zle zachowanie.
          W krajach cywilizowanych platny urlop macierzynski trwa dluzej niz u
          nas, i moim zdaniem warto walczyc o jego przedluzenia. Natomiast
          uwazam, ze korzystanie z urlopu bezplatnego jest proszeniem sie o
          nieszczescie - ale to moj osobisty poglad, ktorego wiele osob jak
          wiem, nie podziela.
          Niestety, wladza demoralizuje, a wladza jaka daje bycie jedynym
          zrodlem utrzymania dla kogos jest wyjatkowo demoralizujace i tylko
          wyjatkowo odporne jednostki nie ulegaja temu demoralizujacemu
          wplywowi.
    • gosiunia333 Re: Zdominowana przez męża 07.09.07, 13:18
      witaj, mam podobna sytuacje, i w zasadzie mam tego dosyc, wczesniej jak pracowalam, mialam wlasne dochody bylo zupenie inaczej, niestety(dot. akurat tej sytuacji bo tak sie ciesze) jestem znow w ciazy, wiec na prace nie mam szans i jestem na garnuszku meza, co doprowadza mnie do szalu, wczoraj byla taka sytuacja, poniewaz jest to dopiero kilkutygodniowa ciaza u lekarza jeszcze nie bylam, wracajac do tematu maz mnie pyta do jakiego lekarza bede chodzic, ja mowie, ze normalnie do panstwowego(w pierwszej ciazy chodzilam prywatnie) a on na to, no to dobrze, bo zawsze 100zl do przodu, zrobilo mi sie przykro, bo kiedys nie bylo problemu, a nagle jak on tylko utrzymuje rodzine, to caly czas slucham, jak to on musi biedny pracowac, i ze niedlugo bedziemy jesc wylacznie ziemniaki itp, mam tego dosyc, ale jeszcze jakos sie trzymam, pozdrawiam
    • maciejka_majowa Re: Zdominowana przez męża 07.09.07, 14:03
      Witaj,
      Doskonale wiem co czujesz. przez prawie 3 lata przezywałam coś
      takiego. Pobraliśmy sie jak ja jeszcze studiowałam. Na ostatnim roku
      zaszłam w ciąże, po obronie zdecydowaliśmy, że zajme się dzieckiem,
      jednak trwałao to zbyt długo. Zaczełam mieć coraz częściej kryzys
      psychiczny, praktycznie cały czas byłam pod presją męża, czemy tak
      drogo musiały kosztować te buty dla dziecka,itp. Moje zdanie
      praktycznie się nie liczyło, nie miałam autorytetu u własnego
      męża !!!. Pierwszy krok zrobiłam i poszłam na kurs prawa jazdy,
      potem zaczełam poszukiwać pracy, aby byc bardziej niezależną, mieć
      głos w domu, w końcu podziała obowiązków byłby pół na pół. Jednak
      wynagrodzenie jakie proponowano było koszmarnie niskie- wystarczało
      na opłacenie opiekunki i nic nie zostawało nic!!!, pomyślałam
      posiedze jeszcze i szukam dalej. Moje załamanie sięgało niemal
      zenitu. Rozpłakałam się się .... Głupia stuknełam się w głowe, co
      ty wyrabiasz, szybko zabieraj się do szukania pracy, nawet za te
      marne grosze, wyrwij się tylko z domu. Tak też zrobiłam. Dostałam
      prace, a dzieckiem zajeła się moaja mama- po to poszła na
      wcześniejsza emeryturę :)Od tej pory mąż inaczej już do mnie
      podchodził, widział prawdziwą kobiete a nie tylko niańko-kucharke.
      Każda kobieta musi, poprostu misi mieć swoje kieszonkowe. Żadna z
      nas nie moze dać się zdominować facetom, nie jest to łatwe, ale jak
      najbardziej do wykonania.
      Pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja