ewelinkazak
03.09.07, 17:29
Sama sobie się strasznie dziwię...
Zawsze byłam życzliwą, kontaktową osobą, otoczoną mnóstwem
znajomych, przyjaciół, rodziny... Myślę (może nieskromnie), że
lubianą...
Sama się realizuję, studiuję to co sobie wymarzyłam, mam kochającego
narzeczonego, w koło ludzi, którzy mnie kochają i cenią...
Jest jednak osoba, na któej myśl bywa że nawet "białej gorączki
dostaję".
To bratowa mojego narzeczonego. Bardzo mnie denerwuje swoją osobą,
swoją postawą wobec innych. Nie znosi żadnych kompromisów, wszystko
musi być jak Ona chce. Pochodzi z rodziny patologicznej ale to nie
jest jakaś ujma dla niej. Choć zaskakuje mnie Jej postawa "wyżej sra
jak tyłek ma". Przekonana o swojej nieomylności, nie przyjmuje wobec
siebie żadnej krytyki...
Jest odpychająca, ludzi traktuje jak kogoś gorszego od innych, chyba
że się kogoś boi, np. teścia się boi, bo jest silną osobowością,
poza tym na utrzymaniu jego...
To młoda dziewczyna (20 lat), a wydaje się jej że każdy powinien być
na jej zawołanie... Teściową i babcię męża traktuje jak kogoś niżej
w swej hierarchii. Jest bezczelna. Nie będę tu przytaczać
szczegółów, ale tak jest. Nie ma przyjaciół, rodzina też ją toleruje
bo musi ze względu na jej męża...
Nie piszę tych słów, dlatego że jakoś szczególnie chcę poczuć się
lepiej. Po prostu to ocena nie tylko moja...
Małżeństwo to zostało zawarte z "wpadki", choć zastanawiające że w
maju się poznała para a na początku czerwca była już w trzecim
tygodniu ciąży....
Rodzina wątpi czy to dziecko to w ogóle mojego "przyszłego
szwagra"...
Ale do sedna: Ja również jestem osobą silną, upartą ambitną,
zodiakalny Lew. Ale przy tym są zachowania, na które w
przeciwieństwie do tej dziewczyny, nigdy bym sobie nie pozwoliła...
Dziewczyna bardzo mnie nie lubi (z wcajemnością)... Nie rozmawiamy
ze sobą, chyba że mam za co zwrócić jej uwagę. Nawet jak przynieśli
bratu przyszłego Młodego (a mojemu narzeczonemu) zaproszenie na
wesele to tak bezosobowo, a za pół godziny usłyszałam jak Ona
rozmawiała ze swoją koleżanką o mnie że " zaraz ci pokażę dziewczynę
mojego przyszłego szwagra -taka k#### że aż szkoda". Z uwagi na
takie komentarze chciałam nie przyjść na to welese ale mój
narzeczony przekonał mnie, że mam być na weselu jego brata, że
kiedyś będziemy rodziną itp. Poszłam ze względu na Niego...
Być może na skutek tego, iż wielokrotnie później też słyszałam z jej
ust komenatrze na swój temat (nie bezpośrednio do mnie), to po
prostu nie cierpię kobiety...
Ona też rozpowiada po rodzinie, że mnie nienawidzi, że chciała mnie
zabić jak wcześniej pomagałam w przygotowaniu się do egzaminów jej
wtedy jeszcze nie-mężowi... Sama się do mnie kiedyś przyznała, że
jest strasznie zazdrosna o swojego męża, ale ja jej zupełnie nie
daję do tego żadnych powodów...
Teraz swojego 4-letniego synka namawia na różne przykrości wobec
mnie np. ma mówić że ciocia Ewelina jest głupia, pluć na mnie itp. A
od dziecka malenkości bywało że się nim zajmowałam, bo narzeczony
dzieciaka przywoził, że brat z bratową gdzieś tam musieli jechać...
Widzę jak dziecko namawia przeciwko mnie, widze jak się zmienia,
choć ciągle bardzo lubi ze mną przebywać i nawet ostatnio jak
wróciliśmy z urlopu powiedział że bardzo tęsknił za ciocią...
Moja prośba do p. Agnieszki - o ile przebrnęła przez ten "słowotok"
(tysiące myśli mi się lęgną w głowie)- to proszę mi powiedzieć jak
sobie radzić z tą nienawiścią do tej osoby... W niczym tak naprawdę
poza przykrymi słowami i psuciem krwi mi nie może zaszkodzić, mam
swoje życie, a jednak łapię się na tym że chętnie bym ją udusiła...
Nie siadam przy stole, gdy ona tam siedzi, denerwuje mnie że jest
takim pasożytem, z siebie nic nie daje nie pracuje w nosie ma
wszystko a wymagania ogromne. Zadziwia mnie, jak bardzo jestem
zdenerwowana i rozdrażniona jej osobą, choć przecież i ja mam język
i umiem go użyć... Choć wiem od osób, którym się zwierzała, że jej
imponuję pod kilkoma względami, to nie mam do niej żadnych uczuć
poza nienawiścią, chciałabym żeby zniknęła...
Taka głupia sprawa, nie umiem jej zrozumieć jak np. zostawia
dzieciaka u szwagra czyli też ze mną jak ma ochotę gdzieś jechać ale
do teściowej mówi że się boi go zostawiać bo mi nie ufa i nie wie,
czy mu czegoś nie zrobię...
Jak sobie poradzić żeby tak "nie przeżywać jej osoby", żeby nie żyć
na zasadzie, co by tu powiedzieć, zrobić żeby jej dogryść...
Bo przecież nie powinno mnie obchodzić życie panienki, która sama
balowała, skończyła na zawodówce, facetów zmieniała jak rękawiczki
albo i częściej aż złapała łebka na dziecko, z czego się cała jej
wioska śmieje jak to się dobrzxe ustawiła...
Proszę o poradę, bo psychicznie dla mnie to aż nie do zniesienia:((