Nie wiem jak odejsc...

05.09.07, 15:22
Sprawa jest skomplikowana, ale postaram sie ja strescic. Jestesmy
razem 2 lata. Niestety odkrylam, ze przez pierwszy rok naszego
zwiazku wcale mnie nie kochal. Tzn. twierdzil, ze kochal, ale
zdradzal mnie, wielokrotnie! I byl to ewidentny powod do odejscia!
Odeszlam. Ale wtedy zaczely sie robic problemy. On caly czas o mnie
zabiegal i blagal abym dala mu kolejna szanse. Nie mialam do niego
ani odrobiny zaufania... Ale, niestety (brzmi to jak z ust 15latki)
kochalam go. Stwiedzilam (nie mowiac mu tego), ze jak odkryje
nastepne przewinienie, to sprawie aby sam przez siebie cierpial.
Rozpoczelismy sie potykac na nowo. On najwyrazniej zaczal mnie
kochac (bylam sceptyczna) ale byl to bardzo udany okres naszego
zwiazku. Trwalo to kilka miesiecy. Miesiac temu wyjechal na
stypendium za granice. Odkrylam, ze komunikuje sie z wieloma
kobietami przez komunikator internetowy. Zalozylam skrzynke na
jednym z nich, wybralam uwodzacy pseudonim i dorzucilam go jako
kontakt. On oczywiscie nie wiedzial, ze to jestem ja. Po pol
godzinie blagal mnie abym czekala na jego powrot (dorzucal do tego
zdania pelne namietnosci). Zadzwonilam do niego, powiedzialam co
zrobilam i powiedzialam mu ze to jest koniec...

I tutaj zaczal sie problem. Do jego powrotu zostaly dwa tygodnie.
Przez caly ten czas nagrywal sie na moja poczte glosowa i plakal.
(myslalam, ze troche gra, aby mnie "zmiekczyc"). Nasz zwiazek
nalezal ewidentnie do "toksycznych". On-facet ktory nigdy sie nie
zmieni, ja-kobieta-ofiara! Jestem inteligentna kobieta i bylam z
siebie dumna, ze w pore odkrylam ten niekorzystny dla wszystkich
schemat. Bylam zadowolona ze swojej decyzji, nie chce bowiem
zniszczyc sobie zycia przez swoje wlasne auto-destruktywne
zachowanie (w tym wypadku wiazanie sie z tego typu facetem).

Tutaj pojawil sie ogromny problem! On skrocil swoj pobyt, wrocil
predzej i jest z nim bardzo zle! Dzwonili do mnie jego przyjaciele
alarmujac mnie o jego fatalnym stanie psychicznym! Nie robili tego
po to abym do niego wrocila. Dzwonili i pytali o rade co z nim
zrobic. CO jemu powiedziec. Jak postepowac aby go uspokoic.
Spotkalam go pod moim domem... to co zobaczylam przerazilo mnie! A
zawsze staram sie oceniac sytuacje bez emocji! Byl w dziwnym stanie.
Patrzal mi prosto w oczy, ale z drugiej strony byl nieobecny. I caly
czas plakal!!! Strasznie plakal!!! Do tego mial goraczke! Zawiozlam
go do jego domu. Polozylam go spac. I wrocilam do siebie. I teraz ja
poplakalam sie!!! Co sie z nim dzieje? Czy on mnie kocha czy po
prostu tak reaguje na strate? Przeciez mnie zdradzal, nie mam do
niego ani odrobiny zaufania. Flirtowal z innymi kobietami. Wiem, ze
wszyscy mowili, ze swiata poza mna nie widzi (jednak widzial). Ja
tez chwilami ufalam, ze juz wszystko minelo i mnie kocha. Ale zrobil
blad... Jednak mnie nie kochal... Skad to szalenstwo?

On mnie bardzo skrzywdzil gdy go tak mocno kochalam... Ale ja nadal
cos do niego czuje, bo serce rwie mi sie na strzepy gdy widze go w
takim stanie.

Boje sie troche, ze jestem kobieta masochistyczna, ktora wciela sie
w role ofiary. Wiedzialam o jego zdradach i bylam z nim. A gdy
odeszlam, to potem powtornie dalam mu szanse... Boje sie, ze jezeli
teraz przy nim zostane historia sie powtorzy. Ale z drugiej strony
boje sie go zostawic samego! NIGDY nie widzialam nikogo w podobnym
stanie!!! W podobnym stanie widzialam tylko moja mame, gdy
pojechalismy do babci, a ona lezala w domu martwa! I moja mama czula
sie winna. Jezdzila do babci co drugi dzien, a tylko ten jeden raz
pojechala na trzeci dzien... Mojej mamie ten ogromny smutek nigdy do
konca nie przeszedl...
Boje sie o niego. I o siebie...
    • kicia031 Niezly cwaniak 05.09.07, 15:40
      kreci toba jak chce.
    • marzena604 Re: Nie wiem jak odejsc... 05.09.07, 21:47
      Wiesz co?Mam przyjaciółkę,która ma mniej-więcej takiego męża. Zawsze potrzebował
      mieć dużo kobiet, które go adorowały. Przy niej na jakiś czas (chyba 10 lat) się
      "ustatkował".Ale od 3 lat zdradza tą dziewczynę. Ona o tym wie i cięgle mu
      dawała szansę ze względu na syna. Zaczęła chodzić do psychologa,bo wpadła w
      depresję.Żal było na nią patrzeć w takim była stanie. Teraz już wyszła z tego i
      zdecydowała,że da mu czas do października. Ale już się szykuje do rozwodu (myśli
      np.o sprzedaniu domu, przeprowadzce).Ten psycholog,do którego chodziła
      powiedział jej,ze zwykle do decyzji o rozwodzie trzeba dojrzeć, przejść przez
      pewne etapy,które doprowadzą do tego,że będziesz gotowa.Zastanów się, czy chcesz
      szybko do tego dojść,że masz już dosyć,czy tracić 10 lat i zdrowie psychiczne
      dla takiego wiecznego bawidamka. Może pomyśl o sobie troszkę, zamiast o min.
      Przecież on chyba wiedział,że jest na "okresie próbnym" i że robisz mu łaskę
      dając mu szansę.Jeśli jesteś przekonana, że chcesz mu dać jeszcze jedną szansę
      to może niech na jakaś terapię idzie,albo razem idźcie? Życzę Ci dużo szczęścia
      i miłości (niezależnie od tego czy z tym czy z innym facetem). Pozdrawiam.
      • anccia Re: Nie wiem jak odejsc... 06.09.07, 08:41
        Skończ ten związek jak szybko się da, bo facet Cię zniszczy.Jego
        zdolności aktorskie są imponujące i nie ma skrupułów, żeby "jechać"
        na Twoich uczuciach. Powodzenia.
    • triss_merigold6 Re: Nie wiem jak odejsc... 06.09.07, 09:26
      Żałosne. Emocjonalnie niestabilny i użalający się nad sobą typ
      nadaje się do odstrzału sanitarnego. Weź to kopnij i za próg nie
      puszczaj, gwarantuję, że błyskawicznie się pocieszy i będzie innej
      damie płakał w mankiet.
      • bea53 Re: Nie wiem jak odejsc... 06.09.07, 12:03
        Wiecznie niedojrzaly chłopczyk, jego pani mu umyka a mial zawsze gdzie wracac po
        podbojach..mzoe aktor a moze i cos mu nei wyszlo ale czemu to Ty masz go
        ratowac? Zaproadz do psychiatry psychologa i zostaw.
        Na niego liczyc nie mozesz, potem starcisz duzo wiecej..
        • zankoha Re: Nie wiem jak odejsc... 06.09.07, 12:45
          Witam
          jest to pewnego rodzaju choroba_długo czasu trzeba ,aby się z niej
          wyleczyć.Poszukaj sobie partnera godnego sobie! Nigdy nie bałaś się ,że może Cię
          zarazić jakąś chorobą?Pomyśl o tym.
    • lejla81 tacy są faceci 06.09.07, 14:52
      Co mam Ci powiedzieć... Tacy są faceci. Ja też odkryłam, że mój
      chłopak flirtuje przez Internet. Robił to na początku naszego
      związku, mówiąc mi jednocześnie, że bardzo mnie kocha i że jestem
      kobietą jego życia. Myślę, że robi to dalej, tylko lepiej się teraz
      kryje. Jakoś to przełknęłam, chociaż wiele osób doradzało mi, żeby
      się rozstać i jesteśmy razem dalej, bardzo go kocham, teraz na świat
      przyjdzie nasze dziecko, raczej nieplanowane, ale w każdym razie
      również z tego względu nie wyobrażam sobie odejścia od niego,
      zwłaszcza że sama jestem z rozbitej rodziny i bardzo mi zależy, żeby
      moje dziecko miało tatę. Oprócz tych wyskoków to bardzo kochany i
      dobry facet... Kiedy go pytałam, czy nie miał wyrzutów sumienia,
      kiedy wypisywał komuś tam romantyczne bzdury, odpowiedział, że nie.
      Nie potrafił również wyjaśnić, czemu tak robi. Oni czują się
      fatalnie dopiero jak to wyjdzie na jaw. Najśmiesziejsze jest to, że
      wydaje mi się, że on mnie naprawdę kocha i że nie zdradza mnie w
      sposób fizyczny, ale te flirty i tak są dla mnie bardzo bolesne,
      czego on nie potrafi zrozumieć, bo dla niego to nic poważnego. To
      jakaś taka męska schiza... Oczywiście od swoich kobiet oczekują
      skończonej lojalności i gdyby on Ciebie na takim flircie przyłapał,
      to byłabyś w jego oczach skończona. Mimo że ja zostałam ze swoim
      flirciarzem, to radzę Ci, skoro już się zdecydowałaś na taki krok,
      nie wracać do tego człowieka. Są też inni faceci, którzy rozumieją
      znaczenia słowa lojaność i nie robią takich rzeczy. Ja sama nie
      jestem jakąś przeciwniczką lekkiego flirtu, zawsze istnieją jakieś
      pokusy, mi też czasem podobają się inni mężczyźni. Ale dla mnie czym
      innym jest zwykła koleżeńska rozmowa, nawet jeśli komuś okazuje się
      sympatię i zainteresowanie, a czymś innym opowiadanie dziewczynie z
      Internetu, której się na dodatek na oczy nie widziało, że jest się
      samotnym i gotowym na erotyczną przygodę. Nie potrafię tego
      zrozumieć i zapomnieć i mimo że między mną i Narzeczonym jest w
      sumie wszystko dobrze, to zawsze ta zadra będzie tkwiła między nami.
      Uff, też musiałam się wyżalić :)
      • bea53 Re: tacy są faceci 06.09.07, 15:27
        Myslez ze to bzdura co napisałas ze tacy są faceci, raczej problem małego
        poczucia wartosci lepszego i tak nie znajde i malego poczucia wartosci faceta
        ktory po prostu chce sie dowartosciowac podrywając kolejne panny ale jestem
        macho, w liceum moze nie mialem wielkiego powodzenia ale w sieci to oj mpge mieć
        każdą!
        Moze czasem łatwiej nam byc z kims takim niz samemu ale na przyszlosc koszty
        takich zachowan mogą byc duze
        Pewnie pytanie czemu sie zgadzamy na coś takiego?
        • lejla81 Re: tacy są faceci 06.09.07, 15:52
          Przyznam się, że sformułowałaś swoją wypowiedź tak, że momentami nie
          wiem za bardzo o co Ci chodzi. Czy sugerujesz, że jestem ze swoim
          facetem, bo jestem niedowartościowana i myślę, że nie mogę sobie
          znaleźć innego? No niestety mogłabym mieć innych, może nie na
          pęczki, ale nigdy nie narzekałam na brak męskiego zainteresowania.
          Być może na moim młodzieńczym życiu emocjonalnym odbił się nieco
          brak ojca, ale z wiekiem nauczyłam się siebie akceptować i cenić. Po
          prostu pokochałam tego, a nie innego, a "miłość Ci wszystko
          wybaczy". Tak samo nie oceniam swojego Narzeczonego jako mężczyzny
          niedowartościowanego, przynajmniej nie bardziej niż czuje się mało
          wartościowy przeciętny człowiek. I niestety wielu mężczyzn tak się
          zachowuje. Stwierdzenie, że tacy są faceci nie jest moje - opisałam
          kiedyś swoją historię na innym forum i sami mężczyźni mi to
          napisali. Tak również tłumaczy się mój Narzeczony. Nie uważam, że to
          ich w jakiś sposób usprawiedliwia i na pewno jest wielu mężczyzn,
          którzy tak nie robią. Ale problem chyba nie polega na zwykłym niskim
          poczuciu własnej wartości. I przypominam, że nie chodzi o zdrady
          fizyczne, tylko takie bardziej ustne :) Może po prostu mężczyźni
          mają inne poczucie przyzwoitości i lojalności.
          • bea53 Re: tacy są faceci 07.09.07, 09:25
            Pewnie ze kazdy facet ci powie na usprawiedliwienie ze tacy są faceci..wiesz ale
            to nie jest usprawiedliwnie ani argument a wiesz kiedys to sie mówilo ze jak
            pije i bije to znaczy ze kocha i to pokolenie mowilo ze tak po prostu jest!
            Dla mnie to zaden argument ze faceci tacy nie są! To stereotypy ktorymi nie
            powinnismy sie poslugiwac
            Dla mnie kazdy facet ktory musi sie potwierdzac w oczach wielu kobiet ma niskie
            poczucie wartosci!
            • lejla81 Re: tacy są faceci 07.09.07, 11:23
              Zgadzam się z Tobą, że nie jest to żaden argument na ich
              usprawiedliwenie, co nie zmienia faktu, że oni tacy właśnie są ;) (a
              przynajmniej większość z nich). Mojego trochę hamuje to, że wie, że
              mam taki charakter, że z chęcią odpłacam mu tym samym :)
      • kes-ya Re: tacy są faceci 16.09.07, 23:20
        Tak, jakbym czytała o sobie!!! Mój facet, z którym jestem prawie 4 lata, też
        lubi flirciki. Wiele razy zwracałam mu uwagę, że nie podoba mi się to, że pisuje
        z jakimiś pannami. A on mi na to, że to jego prywatna sprawa, że nie powinnam
        się wtrącać do tego. Strasznie mnie to boli. Nakryłam też go, jak pisywał smsy z
        dziewczynami z 7XXX. Już chciałam kończyć to wszystko, ale zapewniał mnie drań,
        że to z ciekawości. Faktycznie, więcej podobno to nie miało miejsca. Jestem
        okropnie zazdrosna, ale kocham tego gnojka.
    • w_ania Re: Nie wiem jak odejsc... 07.09.07, 09:07
      Hmm tacy nie sa faceci. Tacy sa faceci niedowartosciowani którzy wciąż chcą być
      podziwiani to sie nazywa Narcyzm.
      Mojej koleżnaki mąż też flirtował 8 godzin dzienne pracował po godzinach w domu
      aby wszystko nadrobić. Dowiedziała sie o tym że od 6 lat ja w ten sposób
      zdradza. Okazało się że była też zdrada fizyczna wciąż przekraczał granicę coraz
      dalej i dalej i potem ja przesunął aż do tego stopnia że zdradził.Wszyscy ich
      podawali zawsze za przykład zgranego rozumiejacego sie i kochającego małżeństwa.
      I jak to się kończy??
      Kończy się najpierw próbą samobójczą , depresją i rozwodem wielką walka w sądzie
      gdzie dopiero teraz wychodzą dowody o których zona nie miała pojęcia bo tylko
      skopiowała jego g-g i poczte ale nie miała sił tego czytać wcześniej.
      Myslę że dojrzała do rozwodu jest pod opieką psychiatry na silnych prochach. A
      była osoba trzeźwo stojacą na ziemi dwoma nogami i do tego bardzo pogodną. Co
      robił facet :
      obiecywał jej chyba 10 razy ze sie zmieni szane mu dawała przez rok i to ja tak
      wykończyło psychicznie hustawka nastrojów jaką jej zafundował konia by powaliła.
      Obiecywał zapewniał że ją kocha ze łzami w oczach parę razy płakał i kiedy od
      niej wychodził dzwonił lub jechał do tej drugiej (znalazła na to dowody -
      telefony , e-miale itd)Na samym końcu zafundował dzieciom spotkanie z psychiatra
      i psychologiem i wtedy dał siłę ich mamie aby walczyc do upadłego. Nieswiadomie
      dał jej oręż do ręki ponieważ dla ratowania własnego tyłka przed alimentami
      utrudnia rzwód wciaga dzieci w jakiegies gierki - jest mistrzem w manipulacji
      ludźmi (interesuje sie tematem manipulacji i uwazam że osiągnął mistrzostwo do
      tego stopnia iż chwalił sie przed innymi mówiąc choć pokaże ci jak to działa)
      Naszęście ona zna go doskonale i przestała reagować na łzy słowa itp. Bo nie ma
      podsaw do tego aby wierzyć.
      Jesli facet zdrada a potem dopiero płacze to jakos w to nie wierzę.
    • kakuba Re: Nie wiem jak odejsc... 07.09.07, 10:55
      ja byłam w podobnym związku przez 10 lat
      przez pierwszy rok było super, potem to już była huśtawka ciagłych
      rozstań, powrotów, zdrad, kłamstw i krętactw
      jednocze bylismy razem i nie byliśmy
      my tez oboje sie bardzo kochaliśmy, ale nie potrafiliśmy być ze sobą
      to była bardzo trudna decyzja i bardzo trudny proces rozstania
      bardzo długo cierpiałam, wielokrotnie zmieniałam zdanie... dawałam
      kolejną szansę.. ale po latach w końcu coś sie wypaliło, żalu i
      krzywd było wiecej niż dobrych wspomnień...
      nie chciałam tak dalej żyć
      odeszłam po 10 latach, on jeszcze potem dzwonił, coś próbował...
      dzwonił do mnie nawet z łożka swojej kolejnej dziewczyny!!!
      przez rok byłam sama, musiałam sama sobie wszystko poukładać
      potem miałam 2 letni okres poznawania innych facetów... flirtowałam,
      rozkochiwałam i porzucałam... nie wiem czy to z zemsty? czy po
      prostu nie potrafiłam inaczej?
      dopiero tak po jakis 3 latach od rozstania z tamtym 'toksycznym'
      fecetem doszłam 'do siebie'... moje życie sie poukładało,
      wyszłam 'na prostą' jestem szcześliwą żoną i matką
      ciężki proces przed Tobą...
      ale na moim przykładzie mogę Cie pocieszyc, że to jest możliwe... da
      sie zapomnieć... to wymaga czasu... ale jest możliwe... nawet jeśli
      przez ileś tam lat wierzyło sie w to, ze to miłośc na całe życie...
    • mirsada Re: Nie wiem jak odejsc... 11.09.07, 17:30
      Wyszlam z tego:)
      Minal tydzien... i wyjatkowo sie uspokoilo:) Bylam naprawde twarda.
      Bardzo dziekuje za wsparcie!!! Poszlo w miare latwo bo bylam juz na
      ostatnim zakrecie naszego zwiazku. To byl zakret za ktorym bylo
      wyjscie. Juz nie bylo zadnej innej mozliwosci. Ostatnie pol roku
      przeszlam ciezka prace nad soba. Mialam chwile slabosci na samym
      koncu. Dzieki pomocnym odpowiedziom udalo mi sie podjac wlasciwa
      decyzje. Mieszkalam przez ten tydzien u kolezanki, nie odbieralam
      telefonow. Wychodzilam wieczorami z przyjaciolmi...

      Dlugo po mnie jednak nie plakal:) Niby 3 tygodnie, ale juz
      absolutnie nie wierze w ani jedna chwile jego smutku... No i juz nie
      dzwoni, juz nie placze:) Juz mam swiety spokoj... Pewnie za jakis
      czas znowu zaatakuje, ale juz nie ma we mnie ani odrobiny
      zwatpienia:) Zaczynam nareszcie nowe zycie:) I zycze powodzenia,
      duzo sily i dobrego wsparcia kobietom ktore znajduja sie w podobnym
      polozeniu:)
Pełna wersja