Ogromne " nic" w uczuciu do męża.

07.09.07, 17:55
Mam kłopot,z którym sobie nie radzę, nie czuje sie szczęśliwa w
zwiazku,czuję że wogóle do siebie nie pasujemy,nie potrafimy
rozmawiać , rozwijać się . Jest między nami wielka przepaść
emocjonalna. Mąż zawodzi mnie jako mężczyzna,nie widzę w nim
kochanka ale tylko dobrego ojca dla dzieci(choć nie wiem do końca
czy tylko dobrego partnera do zabawy)Jesteśmy w zwiazku 10
lat,pierwszy kryzys przyszedł 5 lat temu.Czułam do niego
niechęć,brak pociągu ,
brak wsparcia jako partnera życiowego.Jestem osobą ambitną,pracujacą
zawodowo i rozwijającą się , mąż nie ma takiej potrzeby, woli
pomarudzić jak mu jest ciężko lub jaka to ja jestem wredna i go nie
szanuje bo jest zwykłym "robolem"Prosiłam wiele razy, namawiałam by
zrobił coś co go rozwinie,poczyta książke,idzie do szkoły o nie...
moze później.
Bardzo zle czuje się z nim w tym zwiazku,zakładam że jest dobrym
człowiekiem , dobrym ojcem i to powstrzymuje mnie od odejścia.
TAk na prawdę gdyby nie dzieci już by mnie nie było,mam ogromną
awersję do niego, drażni mnie jego głos,sposób
mówienia,ubierania...bardzo dużo rzeczy.Jest mi z tym zle i tego nie
rozumiem.Wiem też, że zaskarbił to sobie brakiem szacunku jaki
okazywał mi będą pijany, potem gdy ja przejmowałam coraz to wiecej
obowiazków domowych z obawy ze on nie da rady(a nie dawał)
Zdradził, to też wzięłam na siebie, ze to przeze mnie.

Poszliśmy na terapię. Pierwsze spotkanie nic mi nie dało,przekonałam
się jak bardzo jesteśmy różni jako ludzie, nie rodzice,
on ma nadzieje,że bedzie dobrze ja nie!przeraża mnie myśl że mam
dalej tak żyć,bez miłości mądrego partnerstwa,rozwijania się.

Wydaje się mi że to coś ze mną jest nie tak bo to nie może być
normalne czuć taki brak uczucia,niechęć to własnego męża.
CZy można mi to jakoś wyłumaczyć,czy znacie takie sytuacje?
    • aania79 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 07.09.07, 19:33
      Mysle ze nie jestes osamotniona ze swoim problem, sama taki
      przezywam i nie wiem w jaki sposob go rozwiazac.Nie czuje do meza
      nic oprocz szacunku dlatego, ze jest dobrym ojcem i opiekunem
      domu.Nie ma miedzy nami pożadania, pasji, namietnosci.Co raz wiecej
      cech jego chcarakteru doprowadza mnie d pasji.Trwa to juz ladnych
      pare lat, poczatowo chcialam dzialac, probowac cos naprawiac, na
      sile podrzymywac ogien, ale nie wiedzialam reakcji z jego
      strony.Jestem tylko z nim przez dziecko i wiem, ze rozejscie mialo
      by wielki wplyw na psychike naszego malego aniołka.
      Tylko dlaczego mam zyc bez milosci...?Przeciez ja tez jestem wazna ,
      prawda?
      Nie potrafie się w nim zakochac, mysle tez ze nigdy po prostu go
      prawdziwie nie kochalam i tutaj lezy problem, a moze sie myle, nie
      pamieam juz co to jest milosc...
      Maz niedawno zauwazyl problem i probuje walczyc, prosic o moja
      milosc, ale ja juz nie umiem.Marze tylko o rozstaniu.
      • agnieszkaw19 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 08.09.07, 21:06
        Ogromnie Wam współczuję, bo to patowa sytuacja, ale ma wyjście,
        jedyne mądre i uczciwe- ROZSTANIE. Dla dziecka lepiej będzie jak
        rozstaniecie sie szybciej, bo ono wkońcu zauważy, że brak między
        wami miłośći i porozumienia i to dopiero może źle wpłynąć na jego
        psychikę. Ja przeżywam z moim mężem w chwili obecnej mały kryzysik
        związany z nerwami, natłokiem spraw, obowiązkami w pracy i małym
        dzieckiem. Zdfarza nam się kłócić i wtedy wszystko postawione jest
        na ostrzu noża i problem w tym, że czasem ja prowokuje te kłótnie a
        czasem mąż doprowadza mnie swoimi pretensjami o wszystko do
        szewskiej pasji i awantura gotowa:( Ale nadal sie kochamy, czuję do
        męża miłość i pożądanie, umiemy miło spędzać razem czas, mamy
        wspólne zainteresowania i oboje szalejemy na punkcie naszego synka!
        Mąż czynnie uczestniczy w prowadzeniu domu i opieka nad małym i
        przez to rośnie w moich oczach, ale wkurza mnie, że potrafi zaklnąć
        na mnie w złości, a ja nie jestem mu dłużna. Myślę, że o takie
        małżeństwo warto walczyć, bo jest uczucie!
      • tom72.live Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 17.09.07, 16:10
        Trafiłem tu przez zupełną pomyłkę i spotkałem moją żonę. Pisze mając
        nadzieje na szanse i odrobinę chęci. Wiele spraw spowodowało ze
        znaleźliśmy się tu gdzie dziś jesteśmy. Zbyt dużo popełniłem błędów
        i zbyt mocno myślałem o sobie by nie rozumieć obecnej sytuacji. Nie
        potrafie cofnąć czasu, uciszyć wypowiedzianych słów. Jesteśmy razem
        5 lat początek był cudowny długo broniłem się, uciekałem przed
        uczuciem, potem wpadłem tak mocno jak to tylko możliwe. Byłem
        zakochany jak nastolatek. Pobraliśmy sie i bum. Pokazałem, jakim
        jestem egoistą. Jakie rzeczy są ważne dla mnie nie dla Nas. Nie
        zauważałem walki, jaką toczyłaś.
        Chciałem zapewnić godny byt rodzinie zapomniałem jak ważne jest być
        blisko Ciebie. Jest mi z tym bardzo zle i trudno. Uważam ze pękło
        jak powiedziałem "nie" na temat 2 dziecka. Czym mocniej naciskałaś
        tym bardziej ja uciekałem? Nigdy nie popełniłem większego błędu
        chciałbym to zmienić.
        Chciałem już odejść, załatwić formalności i poszukać szczęścia .
        Którejś nocy obudziłem sie i długo patrzyłem na kobietę leżącą obok
        na jej włosy, rece, twarz. Zrozumiałem ze nie ma nikogo, kogo kocham
        tak mocno. Walcze od tego czasu każdego dnia o miłość, której mam
        nadzieje nie straciłem. O namiętność której pragne tak samo jak Ty.
        Budzie się czując Twój zapach i zabierajac go ze sobą do pracy. Zyje
        nadzieja ze potrafie wzbudzić uczucie w kobiecie mojego zycia.
        Wszystko To juz Ci powiedziałem, pozostała mi tylko wiara i nadzieje
        ze zechcesz spróbować ...ze jednak będziesz potrafić.
        Tesknie za Toba.

        Przepraszam wszystkich uczestników za priva . Mysle ze warto
        powalczyć wiedzac o szczeście.

        P.S. Nie jestem podobny do nikogo z rodziny mojej zony a na pewno
        nie do osoby która wskazała . Dbałem o „sciany” nie o dom. Wiem już
        jakie to mało ważne .
    • 0ttolina Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 09.09.07, 00:55
      Ja natomiast doradzam na poczatek taki experyment:

      Przypatrzmy sie kogo z naszej rodziny nasz maz przypomina. Czy przypomina nasza
      matke, ojca, brata, czy siostre, z ktorymi spedzilismy dziecinstwo i mlodosc.

      Czy tez nasz maz przypomina wszystkie te osoby po trochu. Opiekunczosc do dzieci
      jest podobna do jednego czlonka naszej rodziny, a uczuciowy chlod do innego.
      Zastanowmy sie kto nas kochal w dziecinstwie, matka czy ojciec - czy tez nie
      okazywano nam uczuc. Jakie mielismy stosunki z rodzenstwem, jak sie z nimi
      dogadywalismy.

      Innymi slowy, kim jestesmy sami, z jakiej emocjonalnej rodziny pochodzimy. Jak
      rozmawialismy i klocilismy sie w dziecinstwie i mlodosci. I nie szukajmy
      identycznosci w tym porownaniu, tylko analogii. Szczegoly moga byc inne, ale
      zastanowmy sie jak funkcjonowala nasza rodzina, rodzice, rodzenstwo.

      Takie porownanie moze nam dac pewne wskazowki, do czego nasze malzenstwo jest
      podobne. Czy nasze dorosle zycie przypomina, czy nie przypomina naszej mlodosci
      w domu rodzinnym?
      • aania79 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 09.09.07, 21:14
        Ottolino
        A jeśli już dojdziemy do tego kim jesteśmy, do kogo nasz mąż jest
        podobny (osobicie uwazam ze do mojej matki-opieka nad domem, ale bez
        okazywania uczuć), to co dalej, jaki to może mieć wpływ na moją
        decyzję? ja nigdy z moja mam nie bylam związana silna miloscia, ale
        zawsze moglam na nia liczyć, jesli chodzi o czuwanie nad domem,
        porządkiem itd.Jakie to da mi rozwiązanie?
        Nie bardzo rozumiem...
        • 0ttolina Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 10.09.07, 03:22
          aania79 napisała:

          > Ottolino
          > A jeśli już dojdziemy do tego kim jesteśmy...
          > Jakie to da mi rozwiązanie?


          Mozna odejsc jezeli sie jest nieszczesliwym, ale jezeli sobie niczego nie
          uswiadomimy, to zawsze bedziemy spotykac podobnego partnera, ktory bedzie
          pasowal do naszego srodowiska rodzinnego, z ktorego pochodzimy.


          Na poczatek dobrze byloby zrozumiec jakie mamy emocjonalne pochodzenie. Jakie
          konflikty wystepowaly w naszym domu rodzinnym i jak je rozwiazywano. Nastepnie,
          jaki my mamy udzial w konfliktach i sporach z naszym partnerem. Na pewno nikt z
          nas nie stoi z boku i nie patrzy biernie jak nasz maz sie sam ze soba kloci.

          Jedynym sposobem na poprawienie zycia jest... zmienic sie.

          Zmiana nie jest latwa. Mozna spedzic cale zycie probujac sie zmienic na lepsza,
          szlachetniejsza osobe. Do tego potrzebne bedzie uswiadamianie sie, czytajac
          rozne publikacje na ten temat, rozmawiajac z ludzmi, fachowcami, a czasami nawet
          zapisujac sie na kursy psychologii, aby zrozumiec dluga droge, jaka czlowiek
          musi przejsc w zyciu, aby osiagnac szczescie.
    • kicia031 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 10.09.07, 09:46
      No coz, ja nie widze nic dziwnego w tym ze nie kochasz czlowieka,
      który zdradzil cię, nie wypelnia obowiązków domowych, upijal się i
      okazywal ci brak szacunku. Raczej byłoby zdumiewające, gdybyś cos
      jeszcze do niego czula. Twój maz nie sprawdzil się jako życiowy
      partner. Piszesz: dobry ojciec – czy rzeczywiście? Zabawa z dziecmi,
      podczas gdy wszystkie obowiązki spoczywaja na kims innym to nie
      ojcostwo.
      Szkoda marnowac życie – masz tylko jedno.
      • fabiaa Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 13.09.07, 12:29
        Witam,
        jakbym czytała o sobie, o swoim życiu :(

        moj mąż wprawdzie nie pije, nie bije, nie zdradza...ale z mojej
        strony tez sie coś wypaliło...
        wydaje mi sie ze go nie kocham, ze łączy nas tylko przywiązanie,
        rutyna, sympatia...on twierdzi ze kocha, ze mu zależy, ze chce ze
        mna byc, a ja powiedziałam że nie wiem czy chce z nim byc, nie wiem
        czego chce, mamy 2 letnie dziecko, na pewno nie bede w tym tkwiła
        dla dobra dziecka, bo lepiej zeby dziecko miało oboje szczesliwych
        rodzciów-osobno, niz nie szczesliwych razem.
        Jak długo mozna tez wytrzymać z kims, jezeli wiesz ze druga osoba
        nie jest pewna swoich uczuć.
        powidziam Go za to ze sie nie poddaje, ze walczy, stara sie,
        mielismy ostanio mega kryzys, powazną rozmowę, i doszlismy o co
        chodzi...kłócilismy sie 2 lata, ciche dni, w koncu nie mielismy o
        czym rozmawiać, jakos nasze drogi chyba sie rozeszly w ciagu tych 2
        lat.... nie mamy wspolnych tematów, zainteresowań itp
        zaczynam widziec w nic złe cechy, jak chodzi, jak je itp.
        nie umiem tak z dnia na dzien udawać ze niczego nie było, zamiesc
        pod dywan i zaczać zycie od nowa... zaczać sie przytulać, całować -
        nie moge !

        zastanawiamy sie nad pojsciem gdzies o porade, na jakąś terapię....

        doszłam do jednego, że nie chce zmarnować sobie życia, dziecku,
        jemu...
        nie chce obudzić sie za 30 lat i powiedzieć - żałuje ! -

        ale boje sie tez podjac taką drastyczną decyzje, tez z tego powodu,
        zeby za kilka lat nie załować tego rozstania właśnie :(

        takie to wszystko jest trudne :(

        tez slyszałam kilka razy to jak tak dalej bedzie to nie ma sensu ! z
        ust meza
        i przed ta nasze powazna rozmowa byłam w sumie pewna ze powie, ok to
        rozstajemy sie, zaskoczył mnie, jednak kocha....i to skomplikowało
        moją decyzje o odejsciu, naprawde sie zmienił, stara sie itp

        teraz powiedziałam ze potrzebuje czasu, chce byc pewna czego chce,
        jak sie sytuacja rozwinie itp.

        dam sobie troche czasu, i wtedy okaze sie czy damy rade, czy ja sie
        zmienie, moje uczucia do niego....czy jednak najlepsze bedzie
        rozstanie....
        tylko dla kogo najlepsze bedzie to wyjscie :(

        ehhhh...

        bede tu zaglądać

        pozdrawiam
    • kolezankaania Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 17.09.07, 11:32
      Witam, fajny temat, który przerabiałam kilka lat temu i cieszę się że podjęłam
      wtedy taka a nie inna decyzję mianowicie o próbie rozwiązania problemu i
      pozostałam, walczyłam, mąż walczył (obiecał zmiany) i tak sie stało. Jeżeli bym
      odeszła to zrobiłabym największy błąd w swoim życiu dla siebie, dziecka, męża i
      zapewne rodziny. Jesteśmy teraz szczęśliwą i kochająca się rodziną. Do was
      wszystkich pisze jak nie można normalnie sygnałami powiedzieć mężowi co
      czujemy co nas boli to dajcie mu do zrozumienia. Podejmiecie decyzje o rozstaniu
      i co dalej??

      tanara76 "Wydaje się mi że to coś ze mną jest nie tak bo to nie może być
      normalne czuć taki brak uczucia,niechęć to własnego męża.
      CZy można mi to jakoś wyłumaczyć,czy znacie takie sytuacje?
      " - znajdź rozwiązanie, on nie musi wiedzieć , że próbujesz szukać że się
      miotasz, lub przedstaw mu problem niech sie wykaże raz, drugi i zobaczysz czy
      sie stara i czy chce??

      ania 79 "Przeciez ja tez jestem wazna ,
      prawda?
      Nie potrafie się w nim zakochac, mysle tez ze nigdy po prostu go
      prawdziwie nie kochalam i tutaj lezy problem, a moze sie myle, nie
      pamieam juz co to jest milosc...
      Maz niedawno zauwazyl problem i probuje walczyc, prosic o moja
      milosc, ale ja juz nie umiem.Marze tylko o rozstaniu.
      " - myślisz?? to znaczy że go oszukiwałaś??, zauważył problem i próbuje z nim
      walczyć, pomóż mu, a przynajmniej nie utrudniaj stań trochę z boku zobacz co i
      jak robi? faceta trzeba ukierunkować czasem niech podejmie decyzje jakąś,
      pochwal go i zobacz na jego reakcje.

      agnieszkaw19 - doradzasz o rozstaniu a sama naprawiłaś swój związek i jest Ci w
      nim coraz lepiej, czyżbyś była taka zawistna, że tobie się udało a im życzysz
      źle?? inne dziewczyny piszą że do końca nie są pewne co czują

      fabiaa - "wydaje mi sie ze go nie kocham, ze łączy nas tylko przywiązanie,
      rutyna, sympatia...on twierdzi ze kocha, ze mu zależy, ze chce ze
      mna byc, a ja powiedziałam że nie wiem czy chce z nim byc, nie wiem
      czego chce" - ty masz wiedzieć i być pewna czego chcesz, widzisz że się zmienił
      daj mu szanse, próbuj bo warto.

      Wszystkie próbujcie, tak jesteście ważne, ale z opisów wynik, że to Wasz egoizm
      wziął górę (nie u wszystkich). Widzicie, że próbują nie przeszkadzajcie im
      pomagajcie próbujcie ich sobie ukierunkować, przecież wiecie że kobiety są mocne
      i potrafią sobie wychować męża. Tak naprawdę to nie z waszymi mężami jest
      problem tylko z Wami. Na 4 posty 2 się stara (więc życzę powodzenia i trzymam
      kciuki, mam nadzieje ze będzie OK). Więc nie podkładajcie im nóg. Same spójrzcie
      trochę krytycznie na siebie i jak oni próbują to wy tez się wysilcie chociaż trochę.

      Na koniec napiszę Wam dziewczęta jedno WALCZCIE PRóBUJCIE WSPIERAJCIE
      ZOBACZYCIE żE WARTO.

      Pozdrawiam
      szczęśliwa
      P.s. Czekam na jakieś opisy szczęśliwych rozwiązań kryzysów.
    • prawdziwa.dziewczyna.bonda Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 17.09.07, 12:58
      To ja Ci nie pomogę, bo czuję podobna pustkę w relacjach z mężem:(
      Niby sie dogadujemy, mamy wspólne pasje, ale dla mnie to za mało, by
      uznać nasz związek za szczęśliwy. przykro mi to pisac, ale mąż nie
      pociąga mnie już jako mężczyna, nasze życie intymne jest do bani:(
      Co więcej, nie czuję z nim bliskości emocjonalnej - jest dobrym
      człowiekiek, ambitnym, spełnia sie zawodowo, kocha nasze dzieci do
      szaleństwa, ale ja nie widze w naszym związku pasji... Jestem
      atrakcyjną, inteligentną, młodą kobietą, widzę, że budze zachwyt w
      oczach innym mężczyzn, ale nie w moim mężu! Dobija mnie to:( Jeszcze
      uwikłałąm się w idiotyczną relację ze znajomym żonatym mężczyzną.
      POdoba mi się, jestem prawie pewna, że z wzajemnościa... W relacjach
      z nim (tym znajomym) szukam akceptacji swojej atrakcyjności.
      Pierwszy raz przyznaje się przed samą sobą, że zależy mi na tym
      człowieku, a jednocześnie wiem, że nasz 'związek' jest kompletnie
      bez przyszłości. Wierzcie mi, nigdy bym się nie podejrzewała, że
      uwikłam się w równie bezsensowne relacje... Z jednej strony chce
      ratować swój związek, z drugiej jestem tak zauroczona 'tamtym', że
      wsiąkam coraz głębiej:(((
      • 0ttolina prawdziwa.dziewczyna.bonda 17.09.07, 16:42
        prawdziwa.dziewczyna.bonda napisała:

        > Jestem
        > atrakcyjną, inteligentną, młodą kobietą, widzę, że budze zachwyt w
        > oczach innym mężczyzn


        Wszystkie kobiety, ktore opieraja sukces na swoim atrakcyjnym wygladzie,
        fascynujacym wdzieku i seksualnym magnetyzmie, powinny wiedziec o istnieniu
        niewzruszonego prawa: Wraz z uplywem czasu otrzymuje sie coraz mniej w zamian za
        oferowana fizyczna pieknosc, ktora raczej bolesnie szybko przemija.


        Malzenstwo idealnie biorac, osiaga bliskosc ze wzgledu na glebie, roznorodnosc
        wspoldzialania, (dzieci, finanse, wspolni znajomi i krewni),wplyw jaki ludzie
        maja nawzajem na siebie, wspolprace, wsparcie w ciezkich chwilach, intymne
        zaufanie. I wszystko to na przestrzeni dlugiego czasu.


        Natomiast zwiazek z "innym" mezczyzna to jedynie pobudzenie wlasnej
        atrakcyjnosci. Zwiazek taki ograniczony jest do jednego tylko aspektu i nie
        zawiera zadnej roznorodnosci czy glebi. Jest to zabawa na cudzy koszt. Zadne z
        tych dwojga kochankow nie ponosi odpowiedzialnosci za druga osobe, gdyz rola ta
        przypada prawowitemu mezowi (czy zonie).


        Warto to porownac.
        • kolezankaania Re: prawdziwa.dziewczyna.bonda 13.10.07, 07:26
          witam. temat zepchnięty więc nie wiele z nas miało czy ma takie
          problemy. Dziewczyny napiszcie co u Was sie dzieje. Mężczyźni jak
          macie też takie problemy to też piszcie moze wspólnie coś sie
          wymyśli, bo pewnie Wy z nami też macie takie problemy

          pozdrawiam
    • tom72.live Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 17.09.07, 16:21
      Trafiłem tu przez zupełną pomyłkę i spotkałem moją żonę. Pisze mając
      nadzieje na szanse i odrobinę chęci. Wiele spraw spowodowało ze
      znaleźliśmy się tu gdzie dziś jesteśmy. Zbyt dużo popełniłem błędów
      i zbyt mocno myślałem o sobie by nie rozumieć obecnej sytuacji. Nie
      potrafie cofnąć czasu, uciszyć wypowiedzianych słów. Jesteśmy razem
      5 lat początek był cudowny długo broniłem się, uciekałem przed
      uczuciem, potem wpadłem tak mocno jak to tylko możliwe. Byłem
      zakochany jak nastolatek. Pobraliśmy o co walczyłaś i bum.
      Pokazałem, jakim jestem egoistą. Jakie rzeczy są ważne dla mnie nie
      dla Nas. Nie zauważałem walki, jaką toczyłaś.
      Chciałem zapewnić godny byt rodzinie zapomniałem jak ważne jest być
      blisko Ciebie. Jest mi z tym bardzo zle i trudno. Uważam ze pękło
      jak powiedziałem "nie" na temat 2 dziecka. Czym mocniej naciskałaś
      tym bardziej ja uciekałem? Nigdy nie popełniłem większego błędu .
      Chciałem już odejść, załatwić formalności i poszukać szczęścia .
      Którejś nocy obudziłem Sie i długo patrzyłem na kobietę leżącą obok
      na jej włosy, rece, twarz. Zrozumiałem ze nie ma nikogo, kogo
      kochałbym tak mocno. Walcze od tego czasu każdego dnia o miłość,
      której mam nadzieje nie straciłem. O namiętność której pragne tak
      samo jak Ty. Budzie się czując Twój zapach. Zyje nadzieja ze
      potrafie wzbudzić uczucie w kobiecie mojego zycia. Wszystko To juz
      Ci powiedziałem, pozostała mi tylko wiara i nadzieje ze zechcesz
      spróbować ...ze jednak będziesz potrafić.
      Tesknie za Toba.

      Przepraszam wszystkich uczestników za priva . Mysle ze warto
      powalczyć wiedzac jak wiele ma się do stracenia i jak wiele do
      zyskania . Ludzie potrafią sie zmienić muszą tylko sami tego chcieć.

      P.S. Nie jestem podobny do nikogo z rodziny mojej zony a na pewno
      nie do osoby która wskazała . Dbałem o „sciany” nie o dom. Wiem już
      jakie to mało ważne .
      • tara34 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 13.10.07, 15:30
        brawo ,teraz może byc tylko lepiej ,czego obydwojgu Wam życzę .
        • kimin Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 14.10.07, 15:15
          witam
          ja niestety tez żyję w takim niezrozumiałym związku. Małżenstwem jestesmy od 5
          lat, mamy 1,5 roczną córeczke i w zasadzie to pozytywne co nas łączy. Reszta to
          nieporozumienia, kłótnie, ciche dni, smutne niedziele....
          Mąż nie bije, nie pije, aktualnie nie pracuje,ale szuka rozwiązań. ja pracuje,
          jestem ambitna, dość wymagająca. M poszedł na studia, od lat wkladałam mu to do
          głowy i w koncu stweirdził ze chce i chodzi, a ja sie ciesze ze mam weekendy
          tylko z dzieckiem, to chyba nie jest normalne????? Mąż jest bardzo czepliwy,
          potrafi zrobic awanture ze buty sa nie schowane itp. ja tez nie pozostaje dłużna
          bo niby czemu on ma psuć spokój rodzinny jakimis butami, jak ja naprawde nie
          odpoczywam, wiadomo ze w domu jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, zakupy tez sie
          same nie zrobia!! mam dosc, wiele razy byla rozmowa i próba załagodzenia tego
          stanu, ale po tygodniu, dwóch wszystko wracało, z nim sie nie da
          życ...chcialabym, nie wiem juz cobym chciala:-(
          spokój, radość z życia, a nie ciągłe nerwy....

          Czytam i widze ze nie tylko ja żyje w związku bez miłosci, szacunku,
          zrozumienia, nie zgadzam sie ze to w nas jest problem i jak facet po iluś latach
          zaczyna cos robic to od razu mamy go chwalic!! a co z nami?? nie da sie jak
          napisano wyzej zmiesc brudów pod dywan i z czystą kartką zacząć od nowa...a szkoda
          • 0ttolina Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 14.10.07, 19:25
            >potrafi zrobic awanture ze buty sa nie schowane itp. ja tez nie >pozostaje dłużna


            Nie trudno zauwazyc, ze zycie jest nieustanna walka. Dziesiatki tysiecy lat temu
            pierwotny czlowiek tez nie mogl spoczac, gdyz na odmiane, aby przezyc,
            nieustannie walczyl z silami przyrody, ktora ciagle mu zagrazala.

            Proponuje wszystkim, ktorzy sa zainteresowani, nastepujace doswiadczenie w swoim
            zyciu rodzinnym, ktore jest... ostrzegam - o najwyzszym stopniu trudnosci.

            Mianowicie:

            Nigdy nie komentowac, nie domagac sie, nie krytykowac zadnych nieudanych przez
            meza (lub zone) zadan domowych.

            Wszystko ze spokojem i cierpliwoscia poprawiac, natomiast nie wnosic pretensji i
            nie upominac naszych partnerow.

            Wlaczone sa w to, przykladowo, nastepujace sytuacje:

            Okruchy na dywanie, slady mokrych butow, nieumyta wanna, odmowa pojscia do parku
            z rodzina, odmowa pojscia na wesele siostry, spoznianie sie na obiad, wylanie na
            obrus kawy, krzywo poscielone lozko, mycie gaznika w zlewozmywaku w
            kuchni,zlapanie mandatu za parking... itd, itp, etc...

            Tak jak uprzedzalam jest to b_a_a_a_rdzo trudne cwiczenie. Nie nadaje sie
            poczatkowo dla perfekcjonistow, dla tych o goracym temperamencie, dla
            niecierpliwych, nerwowych...

            Zapewniam, ze pozniej nerwowi i perfekcjonisci rowniez dolacza.

            Przyznaje, ze dlugo sie trzeba tej sztuki uczyc. Nie nalezy rezygnowac, gdy na
            poczatku nam sie nie udaje. Trzeba czasu i wytrwalosci.

            Jakich mozemy oczekiwac rezultatow?

            A wiec, jest tak wiele powaznych spraw w zyciu, jak zdrowie, bezpieczenstwo,
            wychowywanie dzieci, praca, finanse - ze jest nie do uwierzenia, ze ciagle
            zostaje nam energii na klotnie i dogryzanie sobie o nieposprzatane buty.

            Teraz wyobrazmy sobie, jaki procent klotni wyeliminujemy, gdy nie damy sie
            wciagnac w klotnie o nieumyta wanne, niewyniesione smieci, nieumyte naczynia.

            Doprawdy lepiej stracic energie na fizyczna prace mycia wanny, niz na zacieta
            klotnie, ktora wyczerpuje nasza energie, doprowadza do wysokiego cisnienia i
            depresji, nie mowiac o wplywie na nasze malenkie dzieci.
            • kimin Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 14.10.07, 21:00
              To co piszesz Ottolino jest z pewnością ważne, ale aby było skuteczne muszą być
              świadome swojej pracy obie strony.
              Może w innych przypadkach opisanych wyzej bedzie to dobre rozwiązanie, ale na
              mojego męża tyrana, który chyba czerpie energie z kłótni i z mojego potem
              zdołowania, że nawet dziecko mnie nie raduje;-(, chyba nie ma ratunku.
              Mam wrazenie ze nasze mieszkanie to ring w ktorym jestem po wielkiej walce
              nokautowana, jako zona przegrywam, jako matka nie mam weny do zabaw, a zaraz
              przeciez dziecko bedzie rozumialo znaczenie słow, bo gesty, miny i ton głosu juz
              poznaje...
              wiele razy tlumaczylam ze tak byc nie moze, ze nawet uwage mozna zwrócic milym
              tonem, a nie chamskim wytykaniem...a sam popelnia mnóstwo błedów, czasem
              kosztownych - np. mandaciki sciagane z pensji.
              Ja z tego powodu nie robie problemow, no coz kazdemu moze sie zdarzyc, ale nie
              chcialabym widziec jesgo rekacji na taka ilość moich wpadek samochodowych!!
              Pewnie pomyslicie co ja z tym facetem robie?? czemu wyszlam za mąż, czemu
              zdecydowalam sie na dziecko??
              no cóż, jak wiekszosc kobiet nabralam sie na kilka wzniosłych momentów, kilka
              dobrych cech i na te kilka dni w miesiącu ktore nawet dają mi radosc, i wlasnie
              wtedy zostało poczete nasze baby, na urlopie kiedy jest troche luzu;-)
              dzisiaj byla mala uroczystosc, radosna dodam, a klimat jak na stypie. nawet nie
              pamietam kiedy bylo inaczej niz poprawnie....

              alez sie wypisalam, na pewno bedzie mi lżej, ale co dalej robić to nie wiem...w
              przypadku rozstania-separacji-rozwodu sama z dzieckiem nie utrzymam sie
              finansowo i to jest najwazniejszy powod ktory mnie przy nim trzyma...
            • agusia99 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 15.10.07, 02:07
              Myślę, że tych "naszych" to trzeba jeszcze chwalić. Bo pochwalony człowiek z
              chęcią powtórzy tę samą czynność. A cierpliwość to tylko możemy z "Góry"
              otrzymać. Co Wy na to? Aga
              • clavdia Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 16.10.07, 10:11
                Tak łatwo o tym wszystkim pisać, a tak trudno realizować w życiu.
                Czytam posty i w większości fragmentów jakbym czytała o własnym
                życiu.
                Ja mam już dorosłe dzieci i nie mam co szukać usprawiedliwoenia, że
                jestem z mężem dla ich dobra. Jestem, bo mi wygodnie, bo mam
                zaplecze finansowe, bo boję się, że będę jeszcze bardziej samotna. A
                z drugiej strony, tak niewiele materialnie potrzebuję, że wydaje mi
                się, że samotność w spokoju ducha i z możliwością swobodnego
                kierowania swoim życiem, cieszenia się drobiazgami jest lepsza niż
                samotność pod jednym dachem z obcym człowiekiem, który choć prowadzi
                swoje własne życie, zupełnie obok, ale jest stale obecny w moich
                myślach, organizacji dnia, decyzjach i jego obca obecność drażni,
                boli,upokarza tą obcością, nieustannym poczuciem, że w czymś mu
                przeszkadzam, że nie wolno mi zwrócić mu uwagi, bo wścieka się, że
                znowu się czepiam, że znowu czegoś od niego chcę. O seksie nie ma
                mowy, bo po tylu latach już jestem dla niego aseksualna (powiedział
                mi to wprost). Zdaję sobie sprawę z moich własnych błędów i ran,
                które kiedyś mu zadałam. Próbowałam to naprawiać. Nie da się
                wyzerować mózgu. Przez 3 lata byłam potulna i nie czepiałam się, nie
                krytykowałam, dałam mu święty spokój, o który prosił. Po 3 latach
                wystarczyła jedna sytuacja, kiedy w stresie o chorą babcię zrobiłam
                awanturę i natychmaist posypała się na mnie lawina. Że wszystko
                zwalam na niego, że odebrałam mu radość życia, że odechciewa mu się
                wogóle żyć. On tez mi odebrał radośc życia. Nie potrafię już nawet
                uśmiechnąć się do niego. Nie potrafię odpowiedzieć uśmiechem na jego
                uśmiech. Nie potrafię przytulić się, choć często tak bardzo tego
                chcę i potrzebuję. Czuję się martwa.
    • modliszka24 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 16.10.07, 10:13
      no i czego się męczy szczęście ale swoje czyli ty masz być szczęśliwa ty musisz
      wiedzieć co zrobić
      • kolezankaania Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 27.10.07, 21:00
        po dalszej lekturze tych wypowiedzi można podzielić je na dwie
        kategorie na te, w których próby rozwiązania problemu nic nie daja
        zpowodu braku dialogu i na te gdzie ten dialog jakiś jest jakoś się
        rozwija i dwie strony chcą jedna ratować to co razem stworzyły, Ale
        w przypdku gdy nie ma z kim romawiać to sytuacja jest trudna. Dziwie
        sie że pani psycholog nic jeszce nie poradziła w tym temacie, chyba
        że jest tak beznadziejny że już nic nie da się zrobić ale w to nie
        werze bo mi sie jakś udało. Długo to trwało powoli dochodziliśmy
        razem do porozumienia i wspólnie wyszliśmy z impasu.
        powodzenia
        • kimin Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 28.10.07, 15:35
          To szczerze gratuluję wyjścia z impasu!!
          Jak trafnie zauważyłaś, watek mozna podzielic na finish zakonczony
          sukcesem i na pozostałą większość spraw nie rozwiąznych...
          ja należe do tej drugiej kategorii, pisalam ostatnio ze raczej dąże
          do rozstania, po rozmowie z M ( chyba 10 na ten temat) jakby cos do
          niego dotarlo, minął tydzien i historia sie powtarza, jak zwykle
          zreszta...mi juz na M przestaje zalezec dlatego nie potrafie
          tolerancyjnie podchodzic do jego niewybaczalnych wpadek.
          Nie chce mi sie z nim rozmawiac, draznii mnie ze w ogole jest,
          dzisiaj po tym jak wrocil do domu i obudził córeczke dostalam szału,
          ze nie upewnil sie jak zwykle czy spi ( mamy system informowania sie
          ze wchodzimy do klatki schodowej w czasie drzemki, pies szczeka jak
          sie łapie za klamke)dziecko z placzem oczywiscie, ja wsciekla, bo po
          co dzwonic, ubralam siebie i małą z zamiarem jechania do mojej mamy
          na obiad i zeby go nie widziec i miec cała niedziele z głowy, bo
          nawet nie przeprosi, nie powie nic coby mogło osłodzic i uspokoic
          mnie...on rowniez zaczał sie ubierac bo nagle zachcialo mu sie
          jechac do swoich rodzicow, wiec ja z dzieckiem zostalam w domu, a on
          sam pojechal. A ja sie ucieszylam ze mam niedziele z malutką, ze
          jest spokoj i cisza, ze sie same pobawimy....
          chyba jest niedobrze ze tak u nas jest, nie ma miedzy nami
          szczerosci, tylko takie bycie obok siebie, nie ma bliskosci, choc
          spimy razem i nawet sie przytulamy w dobrych chwilach, ale jak
          przychodzi co do czego to wyłazi diabeł.
          • tamara76 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 29.10.07, 18:07
            dziś myśle sobie czy wogóle to moze sie zmienić?ten fatalny stan?
            przecież ja jestem zła na niego za to że to właściwie ja jestem
            nieszczęśliwa.Liczyłam, że sie zmieni ale zmian niewidzę,czasem
            ładnie mówi i tyle,idzie spać zaraz po dzieciach a ja zostaję sama
            jak palec.Każdy ma prawo do szczęścia! tak powiedziała mi koleżanka
            w sobotę,sami to sobie prawo odebraliśmy niedobierając się lub też
            niedbając o związek. Kryzys czy ostateczne wypalenie,oh jak ja bym
            chciała to wiedzieć.
            • kimin Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 31.10.07, 10:55
              widzisz tamaro76, sama mam podobne myślenie co do bycia szczęśliwą w
              związku, dla faceta jakby nie było problemu, bo w swej wątłej
              złożoności nie widzi tyle co my;-)
              moj M twierdzi ze wszedzie sa kłótnie i ze to jest normalne wiec nie
              dziwia go ciche dni czy barowa mina swojej żony.
              nie widzi wiekszych problemow mimo wielokrotnych rozmow co zrobic
              aby bylo lepiej, skutek jest tylko kilkudniowy, az do nastepnej
              takiej rozmowy np. po miesiacu dwoch, w miedzyczasie sa sprzeczki,
              pogodzenia, glownie z jego strony przechodzenie do porzadku
              dziennego, bez zbednego wyjasniania co nastapilo, a ja sie oddalam
              coraz bardziej i czuje sie nieszczesliwa!! a gdzie miejsce na miłe
              pogawedki, planowanie przyszłości, normalne bycie na codzien, chetne
              wracanie do domu????? mam wrazenie ze zyje w kieracie, ciagłej walce
              na boisku...
              chyba zasiegnej opinii psychologicznej......
    • szadoka Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 12.11.07, 13:27
      Hm, jabym o wlasnym malzenstwie ( juz zakonczonym) czytala. Co prawda maz mnie
      nie bil, nie pil. Byl idealam dla mojej matki. Bo to taki grzeczny chlopiec
      (nikdy, ani jeden raz nie stanal w mojej obronie w trakcie sprzeczek z moja
      matka). Szkoda tylko, ze w domu wszystko bylo na mojej glowie a grzeczny
      chlopiec kompletnie mnie nie wspieral. W domu wszystko robilo sie "samo". Pralka
      np sama prala. No bo przeciez wlozenie i wyjecie z niej ubran to ne jest zaden
      problem. Niby nie, tylko on nigdy tego nie robil... W koncu wszstko powoli sie
      wypalilo. Bardzo sie ciesze, ze sie rozwiodlam.
      Teraz jestem w zwiazku z fantastycznym facetem. Nie jest idealnie, bardzo sie
      roznimy, mamy kompletnie rozne upodobania np muzyczne. Ale lubimy byc ze soba,
      szanujemy sie i dbamy o siebie nawzajem. Codziennie od ponad 7 lat slysze jaka
      jestem piekna i jak mu jest ze mna dobrze. Zawsze slysze "dziekuje" za
      uprasowane koszule czy obiad. Moze to drobiazgi ale dzieki temu czuje sie
      kochana i potrzebna. Co nie znaczy , ze czasem nie ma miedzy nami zgrzytow. Sa
      oczywiscie , mowimy wtedy otwarcie co nas boli (tego trzeba sie nauczyc, i wcale
      nie jest to latwe) i oboje dazymy do zgody.
    • tinki1 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 12.11.07, 15:58
      ja przechodzilam kryzys w 1,5 roku po slubie...bylam w ciazy i
      bliska decyzji o rozwodzie...frugi raz znowu problem (przy nadmiarze
      alkoholu maz zmienia sie w zwierze) i dalam szanse udalo sie...a
      teraz stuknela 5 rocznica, drugie dziecko ma juz roczek,starsze 3,5
      i trach...dzisiaj przyszlam z opuchnietymi oczami do pracy,bo cala
      noc plakalam...czuje ze przegralam zycie,jestesm
      smutna,zalamana...boje sie go...naublizal mi,powiedzial tyle rzeczy
      ze inna wyrzucilaby go na pysk...uplywa ze mnie uczucie do niego...
      kocham moje dwa skarbki ukochane dzieci...a ona mnie me za
      nic...dran, okazal sie draniem...zmienil sie...nei byl taki... mam
      dosc zycia...pocieszcie bo blask w moich oczach gasnie...
      • roza1010 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 05.08.14, 11:15
        Moje małżeństwo wiele razy przechodziło kryzys, jednak teraz zgasła miłość. Czuję to każdego dnia...Jesteśmy razem tylko dla dziecka które poczęło się w maju tego roku. Niedaleko wcześniej mąż w nowej pracy poznał ludzi, którzy mieli na niego tak silny wpływ, że w efekcie po ciągłych kłótniach, powiedział, że mnie nie chce. Zaczął znikać z domu, nie wracał po pracy, lecz szedł do barów, upijał się i tak przez 2 tygodnie. wykrzykiwał że ma dość siedzenia w domu, dość mojej obecności, mało tego odkryłam, że ma romans z szefową, którą bajerował od początku.. Wyprowadziłam się do nowo kupionego niewykończonego jeszcze mieszkania, a on miał to w d..e. W międzyczasie spotykaliśmy się tylko w nienawiści i kłótni. Nawet gdy dowiedział się o ciąży, powiedział, że woli płacić na dziecko, niż być ze mną... Po jakimś czasie spokorniał, wyszumiał się i myślał, że tak po prostu się wprowadzi a ja go przyjmę z otwartymi ramionami. Odkąd wrócił, nie mogę znaleźć w sobie żadnych uczuć do niego. Nic nie czuję, tylko pogardę, niechęć i żal. Jest pijakiem weekendowym, egoistą samolubem i kochliwym samcem, wokół którego muszą kręcić się adoratorki, które on uwielbia. Moje poczucie wartości przy nim zniknęło, choć jestem atrakcyjną kobietą. Chodzę smutna, ze spuszczoną głową, nic mnie nie cieszy, bo każdą dobrą myśl przyćmiewa koszmar tamtych chwil, kiedy on mnie odrzucił, mnie i nową rodzinę jaką mieliśmy stworzyć.. Okazał się nieodpowiedzialnym draniem. Kiedy się kłócimy, ciągle czuję, jak mną gardzi, jak mnie nienawidzi. Woli też dogadzać sobie przy porno, niż ze mną. Nie kochamy się częściej niż raz na tydzień, dwa. A jak już to przedmiotowo. Nie mam do niego ciepła, nie potrafię go pocałować, bo nie czuję bliskości. Myślę, że ten związek i tak się rozpadnie i w głębi duszy czekam na to, bo to tylko kwestia czasu. Teraz tylko najgorsze, że dziecko w drodze i odchodząc, pozbawiam go na wstępie normalnej rodziny, ojca na co dzień. Ale nie wiem co lepsze.. Czy poczucie dorastającego dziecka, że jego matka jest nieszczęśliwa z jego ojcem, czy też życie osobno i sytuacja, kiedy ojciec odwiedzałby je co kilka dni..
        Mamy piękne duże mieszkanie, na które harowaliśmy wiele lat za granicą, zero kredytów, on ma całkiem dobrą rozwojową pracę, wszystko wydawałoby się, ułożyło się jak w niebie..ale brakuje najważniejszego, bliskości... Na dodatek on obiecywał, że pójdziemy na terapię, gdy nie chciałam żeby wracał i niszczył mi życia, zarzekał się że terapia nam pomoże, bo nie takie małżeństwa wyciągano z kryzysu... Słowa rzucane na wiatr, teraz pytam co tydzień, jak z terapią, a on mówi, że nie ma czasu, lub co ona nam pomoże, że myślał iż jakoś samo się ułoży... Szczerze? Nie potrafię uwierzyć że terapia wróci nam uczucie... Tego już nie ma. Ani z mojej ani z jego strony. Wiem że powinnam odejść. Bo inaczej umrę ze zgryzoty i nigdy już nie zaznam miłości... A to przecież sens życia, miłość dodaje sił i skrzydeł na każdy dzień.. A on mi je podciął...
        • gam75 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 07.08.14, 14:32
          Jestem przykładem tego, jak można sobie zmarnować życie będąc 18 lat z mężczyzną, którego tak naprawdę się nie kocha. Jesteśmy małżeństwem od 18 lat, już miesiąc po ślubie miałam wątpliwości, czy dobrze zrobiłam wychodząc za niego za mąż, czy naprawdę go kocham. Wiem-w takim razie sama jestem winna takiej sytuacji, bo małżeństwo powinno być z miłości. Coś do niego czułam,wydawało mi się, że to miłość, ale nigdy patrząc na niego nie miałam "motyli w brzuchu". Może chciałam wyjść za mąż, aby uciec z domu rodzinnego...
          Po 2 latach urodził nam się syn, który połączył nas bardzo, obydwoje go bardzo kochamy. Z drugiej strony zaczęły się coraz większe problemy, wiadomo: obowiązki, nieprzespane noce...Gdy syn miał 2 lata, zdradziliśmy się nawzajem, stało się to w tym samym czasie.
          Wynajęłam mieszkanie, odeszłam od męża. Nie , nie związałam się z tamtym mężczyzną,nie mieszkaliśmy razem ani przez chwilę. Mąż cały czas zabiegał o to abyśmy do siebie wrócili, myślę, że on zawsze kochał mnie bardziej niż ja jego. Po roku zamieszkaliśmy znowu razem. Było lepiej, ponieważ w ciągu tego roku zatęskniliśmy za sobą, może oboje przekonaliśmy się, że lepiej jest być razem, niż osobno...Wzięliśmy kredyt, zaczęliśmy budować dom. Zaszłam drugi raz w ciążę i usłyszałam od męża, że to nie jego dziecko. Wtedy przekonałam się, że tak naprawdę fakt, że ktoś zdradził nigdy nie będzie zapomniany przez drugą osobę. Ja wewnętrznie cały czas widziałam jego zdradę, a on moją. Przestał mnie pociągać fizycznie, coraz rzadziej dochodziło między nami do zbliżeń. On chciał dosłownie zawsze, to ja nie chciałam.Z mojej winy nie było między nami bliskości , przytulenia zdarzały nam się raz na 2 tygodnie.Zrobił się chorobliwie zazdrosny-o kolegę, o znajomego... Nie dawałam mu żadnych podstaw do zazdrości, ale jego zarzuty pojawiały się regularnie co jakiś czas. Zaczęłam podejrzewać, że to tzw. syndrom Otella. Ostatnia awantura była o to, że w moim telefonie znalazł nieodebrane połączenie od znajomego sprzed ok. 5 lat ( myślę, że pomyłkowo wybrał mu się mój numer). Już nie mam siły zapewniać go o tym, że nie zdradziłam go, on wie lepiej...Chciałabym go zostawić, ale boję się, jak poradzę sobie finansowo, wybieram wygodniejsze, choć nieszczęśliwe życie...I brakuje mi siły żeby to zmienić. Zamierzam złożyć pozew o rozwód, ale to w chwili obecnej niewiele zmieni, musimy mieszkać razem, dopóki nie sprzedamy domu. Nie byłoby mnie stać mnie na wynajęcie mieszkania spłacając jednocześnie połowę kredytu hipotecznego.
          • roza1010 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 18.08.14, 12:36
            Witaj!
            Myślę że miałybyśmy o czym porozmawiać, zrobiłoby się lżej. Brakuje mi kogoś, komu mogłabym się wyżalić. Napisz jeśli masz czas...
        • roza1010 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 16.10.14, 16:04
          Minęło kilka miesięcy, starałam się zapomnieć krzywdy. Myślałam że z czasem jakoś uda się nam od nowa coś do siebie poczuć. Myliłam się bardzo. Unikałam kłótni, nie wracałam do przeszłości by na nowo nie budzić demonów. Terapia ciągle przed nami, terminy NFZ są beznadziejne.
          Wczoraj się pokłóciliśmy, ostatnio już 7 dzień z rzędu się upijał, na dodatek wczoraj wrócił późno ze spotkania z koleżanką na piwie, a bo autobus źle sprawdził a bo z kolegą jeszcze rozmawiał..
          Pokłóciliśmy się bardzo..bo też wytknął mi że chyba nie zamierzam siedzieć w domu 3 lata z dzieckiem zamiast iść do pracy, po raz setny z rzędu te same teksty...nie wytrzymałam! Wpadłam w szewską pasję, ze może z ledwo odciętą pępowiną dziecka pójdę do pracy!! Zamknął się z laptopem w pokoju, zaczął czatować, piwo i pizza przez taxi zamówił. Spał w tym pie...iku do rana. udało mi się odzyskać rozmowę z czata, umawiał się z jakąś laską po pracy.. znowu to samo, wyżalał się, że jakby dostał jakąś iskierkę od losu to dziś by stąd poszedł. Napisałam mu smsa, że chcę się rozwieść, ze mieszkanie sprzedajemy, bo ja tak dalej nie mogę, a on się buntuje i mówi ze był pijany, ze musiał sobie z kimś pogadać.. Ale musiał od razu się umawiać? beznadzieja. Niech idzie już dziś, szuka swojej iskierki. Wiem że z nas już nic nie będzie.
          jak ja się mam teraz rozwieść gdy dziecko urodzi się za 3 miesiące! Wspólne mieszkanie...
          Na dodatek jak próbowałam wejść do pokoju w którym się wczoraj zamknął, to zaczął mnie popychać po pijaku, szarpać się nie zważając na moją ciążę, zrobił mi siniaka na ręce. Zero skrupułów że jestem w odmiennym stanie, że trzeba delikatniej...
          To mnie dobiło już całkiem. Niech robi co chce, szuka tej swojej miłości, we mnie dawno pękło coś i faktycznie lepiej będzie jak pójdzie w cholerę. To nam jest pisane.
          • pade Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 16.10.14, 18:13
            Bardzo Ci współczuję. Pewnie trudno Ci zerwać ten związek mimo, iż jesteś w nim samotna i zraniona. Może Ci się teraz wydawać, że już sobie życia nie ułożysz, że dziecko potrzebuje ojca itd, ale to są tylko wymówki, bo tak naprawdę boisz się tego, co się stanie, boisz sie nieznanego. Jedyną metodą by pokonać lęk, są małe kroczki, nagradzanie się za nie i poszukanie wsparcia u kogoś troskliwego. I na tym się skup. Poradzisz sobie jeśli tylko zechcesz.
            Szczęśliwego rozwiązania!:)
          • julita165 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 17.10.14, 15:50
            Jeśli jest w związku tak źle jak piszesz to jak w końcu się rozstaniecie poczujesz ulgę. Piszę z własnego doświadczenia. I nie bój się, sprawy się ułożą tylko tak jak pisze pade poszukaj kogoś troskliwego wokół Ciebie, mnie bardzo pomogła mama.
          • mamrot3 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 17.10.14, 16:52
            Lepiej wcześniej niż później.
            • molly_wither posucha na forum "ŻR" 17.10.14, 18:09
              Jesli wyciąga sie wątki sprzed 7 lat to znak,że może czas juz zamknąc to forum?
              • mamrot3 Re: posucha na forum "ŻR" 17.10.14, 18:35
                Nie połapałam się, bo nie lubię strzępić języka po próżnicy. Czy jednak forumowe problemy nie są powtarzalne?:)
                • evree Re: posucha na forum "ŻR" 14.11.14, 13:02
                  Czy dziś są jeszcze udane i szczęśliwe małżeństwa ??!!!!
                  Zaczynam w to wątpić. U mnie to samo co u większości z Was tutaj piszących.
          • roza1010 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 14.11.14, 16:56
            I stało się!
            Jestem w bardzo trudnej sytuacji. A tak to się zaczeło psuć...
            Jesteśmy małżeństwem od 6 lat, w tym roku kupiliśmy za gotówkę mieszkanie ze wspólnie zarobionych pieniędzy zagranicą. Kiedy zaszłam w ciążę w kwietniu br. okazało się że mąż zaczął mnie zdradzać. Wyprowadziłam się do nowego mieszkania, jednak po 3 tygodniach on przemyślał wszystko, dołączył do mnie i mimo iż mieliśmy wtedy już zakończyć związek, dla dobra dziecka postanowiliśmy spróbować żyć razem. Niestety niedawno nakryłam męża na kolejnej zdradzie, z inną kobietą. Zaraz po 1 listopada. Całował sie z inną na ulicy..
            Ostatecznie postanowiłam zakończyć małżeństwo i dla mojego dobra i spokoju ciąży postanowiłam się wyprowadzić z naszego wspólnego mieszkania.
            Ponieważ jestem na umowie o pracę na okres próbny przedłużonej do porodu, czyli końca stycznia, a potem należy mi się zasiłek macierzyński, 20 tygodni, w czerwcu tracę dochody. Liczę na to iż mieszkanie do tego czasu się sprzeda a moja sytuacja finansowa się nie zmieni.
            Mąż przyjął bardzo agresywną postawę, grozi mi że odbierze mi dziecko, że jak pieniądze mi się skończą to zanim coś od niego dostanę, "zdechnę" z głodu.
            Od bardzo długiego czasu nie interesuje się mną, nie pyta o wyniki badań, nie robi zakupów, nie daje mi żadnych pieniędzy, z nienawiści do mnie nie zbliża się do brzucha by choćby poczuć jak dziecko się rusza, kopie, rośnie.
            Nie wraca po pracy do domu, pije od tygodni, roztrwania swoje zarobki na alkohol i jedzenie na mieście. Wraca późnymi wieczorami do domu z obowiązkowym 4-pakiem browarów w ręku i dręczy oraz straszy mnie psychicznie, jak on to mnie nie zniszczy jeśli się wyprowadzę i ugodowo nie dopuszczę go do dziecka po porodzie.

            Na razie stać mnie na wynajem małej kawalerki, a kiedy skończą mi się pieniądze, mogę wrócić na jakiś czas do domu rodzinnego, gdzie czeka na mnie zawsze miejsce.

            Czy w tak trudnej sytuacji mam szanse na wygranie sprawy rozwodowej, zważając na fakt, że ja nie zdradziłam, nie zrobiłam nic złego. Chcę się wyprowadzić gdyż perspektywa życia pod jednym dachem z takim człowiekiem, którego nawet nie ma całymi dniami w domu bardzo źle wpływa na mój stan, na dodatek gdy on wraca, kłóci się ze mną i stresuje mnie. Boję się że coś stanie się dziecku i nie donoszę ciąży.
            • aqua48 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 14.11.14, 18:04
              roza1010 napisał(a):


              > Czy w tak trudnej sytuacji mam szanse na wygranie sprawy rozwodowej, zważając n
              > a fakt, że ja nie zdradziłam, nie zrobiłam nic złego. Chcę się wyprowadzić gdyż
              > perspektywa życia pod jednym dachem z takim człowiekiem, którego nawet nie ma
              > całymi dniami w domu bardzo źle wpływa na mój stan, na dodatek gdy on wraca, kł
              > óci się ze mną i stresuje mnie. Boję się że coś stanie się dziecku i nie donosz
              > ę ciąży.

              Oczywiście, że masz szanse. Ale zanim się wyprowadzisz dobrze by było gdybyś miała świadka na zachowanie męża. Zapraszaj do siebie wieczorami jakąś koleżankę, kuzynkę, choćby sąsiadkę niech zobaczą o której i w jakim stanie mąż przychodzi do domu. Jeśli mąż robi awantury i grozi Ci to wzywaj policję. Masz jakiś dowód tych zdrad? Wnieś sprawę o rozwód.
              I nie obawiaj się tego, że "odbierze" ci dziecko, nie ma takiej szansy, to głupie pogróżki.
              • fujara12 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 21.11.14, 22:29
                No i jeszcze jedno. Przyłapałaś męża na ZDRADZIE !!!!!!
                A cóż on takiego robił ?................ Całował się z inną kobietą.............
                Moze w czasie ciąży i jesteś poddenerwowana, ale jednak ten POCAŁUNEK już rozwala całe małżeństwo.
                Tak w ogóle to ślub był z miłości, z obowiązku, pod przymusem, Bo tak wypada, skoro inni to i ja.............

                Wydaje mi się że pomimo ciąży trochę to takie dziecinne podejście.
            • wodnik53 Re: Ogromne " nic" w uczuciu do męża. 30.11.14, 12:47
              Rozo,jestem 35 lat po slubie z bardzo podobnym nieudacznikiem i weekendowym pijakiem jak Twój mąz..Nie rozwiodłam się ,bo bałam się ,że wtedy zupełnie zejdzie na psy ,a i tak będziemy mieszkać razem . Nie było się czym dzielić.Teraz przeszedł na emeryturę ,przestał pić i zachorował na chorobę psychiczną. Ma urojenia ,podejrzewa mnie o zdrady i ,że go podtruwam .Stołuje się na mieście /ma dużą emeryturę.Do lekarza nie pójdzie bo jest zdrowy ,tylko ja chcę zrobić z niego wariata. Ma wysokie ciśnienie ,cierpi na bezsenność ,bo cały czas obawia się ,że go otruje.Te urojenia ma tylko w stosunku do mnie ,,w innych dziedzinach funkcjonuje w miarę normalnie.Zauważyłam ,że szukał w internecie tel. do ,adwokatów, detektywów.W najczarniejszych scenariuszach nie przypuszczałam ,ze moj nieudany związek może mieć taki finał.Właśnie mi oznajmił ,że złożył wniosek o rozwód.Rozo ,nie zrob tego błędu co ja Ukrywałam jego draństwa, robiłam dobrą minę do złej gry ,bardzo dbałam o dom ,dzieci ,siebie ,żeby tylko była w miarę normalna rodzina.Mam podobny problem co Ty .czy sędzia każe mu zrobić badania ,czy zobaczą w nim chorobę ?A może poważnie potraktują jego oskarżenia?Rozo, bądż dzielna ,wytrzymaj ten trudny czas i rozwiedz się z draniem ,bo nie wiadomo czym może Cię jeszcze zaskoczyć.
Pełna wersja