tamara76
07.09.07, 17:55
Mam kłopot,z którym sobie nie radzę, nie czuje sie szczęśliwa w
zwiazku,czuję że wogóle do siebie nie pasujemy,nie potrafimy
rozmawiać , rozwijać się . Jest między nami wielka przepaść
emocjonalna. Mąż zawodzi mnie jako mężczyzna,nie widzę w nim
kochanka ale tylko dobrego ojca dla dzieci(choć nie wiem do końca
czy tylko dobrego partnera do zabawy)Jesteśmy w zwiazku 10
lat,pierwszy kryzys przyszedł 5 lat temu.Czułam do niego
niechęć,brak pociągu ,
brak wsparcia jako partnera życiowego.Jestem osobą ambitną,pracujacą
zawodowo i rozwijającą się , mąż nie ma takiej potrzeby, woli
pomarudzić jak mu jest ciężko lub jaka to ja jestem wredna i go nie
szanuje bo jest zwykłym "robolem"Prosiłam wiele razy, namawiałam by
zrobił coś co go rozwinie,poczyta książke,idzie do szkoły o nie...
moze później.
Bardzo zle czuje się z nim w tym zwiazku,zakładam że jest dobrym
człowiekiem , dobrym ojcem i to powstrzymuje mnie od odejścia.
TAk na prawdę gdyby nie dzieci już by mnie nie było,mam ogromną
awersję do niego, drażni mnie jego głos,sposób
mówienia,ubierania...bardzo dużo rzeczy.Jest mi z tym zle i tego nie
rozumiem.Wiem też, że zaskarbił to sobie brakiem szacunku jaki
okazywał mi będą pijany, potem gdy ja przejmowałam coraz to wiecej
obowiazków domowych z obawy ze on nie da rady(a nie dawał)
Zdradził, to też wzięłam na siebie, ze to przeze mnie.
Poszliśmy na terapię. Pierwsze spotkanie nic mi nie dało,przekonałam
się jak bardzo jesteśmy różni jako ludzie, nie rodzice,
on ma nadzieje,że bedzie dobrze ja nie!przeraża mnie myśl że mam
dalej tak żyć,bez miłości mądrego partnerstwa,rozwijania się.
Wydaje się mi że to coś ze mną jest nie tak bo to nie może być
normalne czuć taki brak uczucia,niechęć to własnego męża.
CZy można mi to jakoś wyłumaczyć,czy znacie takie sytuacje?