To już koniec :((

12.09.07, 04:47
Właśnie dowiedziałam się, że zerwał ze mną mężczyzna, o którym
myślałam, że jest już tym jedynym, na całe życie. Jak do tego
doszło? Zaczęło się prosto . Brak zainteresowania rodziną,
zamyślenie, nieobecność taka duchowa, marudzenie i krzyki na dzieci,
zniecierpliwienie, coraz mniej kontaktu fizycznego, a potem nocne
maile z innymi kobietami, nagła panika, gdy dzwonił jego telefon, a
ja chciałam mu go podać. Krzyki, że mam go nie ruszać, ostatnio
zaczął nawet spać osobno. O ile telefon jakoś zrozumiałam, to
nocnych maili i korespondencji, zwierzania się obcym osobom nie
umiałam. Nie rozumiałam, jak można zostawić na boku, kogoś
bliskiego, jak można nie położyć się obok kochanej osoby, bo
ważniejsze jest gadanie z innymi dziewczynami. Próbowałam to sobie
tłumaczyć, że przecież on jest już taki przyjacielski, kochany,
wspaniały. Jednak powoli zaczęłam tracić zaufanie. Już kiedyś
przechodziłam coś podobnego i wiem, że nie kończy się to różowo.
Cóż, wstydziłam się tych awantur, tego, że nie podoba mi się jego
zainteresowanie innymi kobietami, jego przejmowanie się ich
problemami, podczas, gdy ja nie miałam z kim porozmawiać. Próbowałam
jakoś to sobie tłumaczyć… Próbowałam jakoś zrozumieć, starałam się
nie zwracać na to uwagi, myślałam – może mu minie. Jednak
nadszarpnęło to moje zaufanie do niego. Jednak, kiedy wyniósł się z
naszego pokoiku, gdzie do tej pory byliśmy tacy szczęśliwi,
zastanowiło mnie to bardzo. Usiłowałam zrozumieć, tłumaczyłam sobie,
że może ma chwilowy kryzys, bo ostatnio nie było u nas najlepiej. Ja
wiecznie zmęczona, zajęta domem, dziećmi, ostatnio pracą, brakowało
mi czasu na wszystko. Nie miałam już siły na nic, bo podałam ze
zmęczenia na nos.
Przejrzałam jego pocztę. Przeczytałam jego ciepłe maile do innych
kobiet… Kiedyś takie maile pisał do mnie, był przecież moim
najlepszym przyjacielem, kochankiem, mężczyzną mojego życia. Był
człowiekiem, któremu zaufałam… I to mnie załamało. Zdenerwowałam
się, powiedziałam co o tym myślę. Żałuję tego, może należało
milczeć, wszystko brać za dobrą monetę, udawać, że nic się nie
dzieje, przeczekać… w nadziei, że minie mu to nadmierne
zainteresowanie innymi kobietami. Niestety, tak się jednak nie
stało.
To okropne uczucie wiedzieć, że zaraz powinno się jechać do pracy, a
właśnie się dowiedziało, że jest się już po zerwaniu, że nie ma się
już nikogo bliskiego, bo ten ktoś komu się zaufało, olał to
najzwyczajniej w świecie i wybrał inną…
Dobrze, że mam jeszcze dzieci, bo tylko to mnie jeszcze
powstrzymuje, przed zrobieniem tego ostatecznego kroku, jakim byłoby
zakończenie wszystkiego raz na zawsze. Ale wiem, że mimo wszystkiego
co teraz czuję, nie mogę, bo muszę żyć dla nich. Zadaję sobie tylko
jedno pytanie… Po co było robić nam ( mnie i dzieciom) nadzieję, na
szczęśliwą, normalną rodzinę przez cały czas? Po co było zdobywać
moje zaufanie, po co było w ogóle zawracać mi w głowie ?
    • agbrz78 Re: To już koniec :(( 12.09.07, 10:54
      Witam Cię serdecznie:)))
      Zapewne wina jest po obu stronach, powinnaś częściej z Nim rozmawiać
      ale..........łatwo jest napewno powiedzieć a trudniej pewne rzeczy
      wykonać:))
      Może nie jest wszystko stracone , może potrzebuje trochę czasuu ,
      może jeszcze nic takiego się nie wydarzyło.a jak poczuje trochę
      samotności to zmądrzeje:(( Tylko czy nie będzie za późno?!!!
      WspółczujĘ Ci bardzo ....Kiedyś sama przeżyłam takie rozstanie z
      narzeczonym.....Bolało cholernie trwało dwa lata.ale
      przeszło.Dzisiaj jestem szczęśliwą mężatką.......i miejmy nadzieję ,
      że tak zostanie:)) Pamiętaj , że coś się kończy a za chwilę coś się
      zacznie. Dzisiaj w to nie wierzysz, ale wspomnisz moje słowa.
      Będziesz dzięki temu silniejsza, mądrzejsza i nie dasz sobie w kaszę
      dmuchać .A On zostanie tylko wspomnieniem .dobrym lub złym to już od
      Ciebie zależy ::) Trzymaj się . Pozdrawiam cieplutko
      • borowina75 Re: To już koniec :(( 12.09.07, 12:28
        nie wiem, czy przeczytałaś uważnie post Ewy, ale pisała o rodzinie i o
        dzieciach, a nie o narzeczonym...
        Trudno, zeby mężczyzna o którym pisze stał się tylko wspomnieniem, jeżeli jest
        ojcem jej dzieci, tak mi się wydaje przynajmniej...
        Wydaje mi się także, że jeżeli go kocha i zależy jej na nim, to powinna walczyć,
        może tylko należy się zastanowić, w jaki sposób..?
    • ewa743 Re: To już koniec :(( 12.09.07, 14:24
      Był narzeczonym. Pierwszy mąż - alkoholik, rozwiedliśmy się. Drugi
      partner ( na szczęscie krótko) - okłamywał mnie. Ten ostatni zdobył
      moje zaufanie, a potem... same wiecie. :( Byliśmy po zaręczynach,
      planowaliśmy slub, wspólne dziecko :( A tu z powodu dziewczyn z
      internetu zakonczył ten związek.
      • agbrz78 Re: To już koniec :(( 13.09.07, 09:16
        Witam . Jakie to ma naprawdę znaczenie czy to jest narzeczony czy
        mąż ?!! Zachowanie jego jest trudne do zaakceptowania i tyle.
        Natomiast jeżeli chodzi o dzieci to tutaj się zgodzę , że
        przynajmniej musisz spróbować Ewo zrobić krok w kierunku walki o
        niego.....Tylko do granic możliwości ......z godnością.tak żś miała
        czyste sumienie , że zrobiaś wszystko co było możliwe na uratowanie
        tego.
        Z tego co pisałaś to wydaje mi się , że dostałaś już dostatecznie w
        kość od życia ,więc zastanów się czy on jest tego wart? Wiem , że mi
        łatwo pisać ale popatrz na tą sytuację też z innej strony :Czy
        zaufasz mu ? Nie będziesz czuła lęku , że może Cię zdradza.
        Niepewność jest gorsza moim zdaniem od bycia samemu:))
        Trzymam kciuki:)0
    • kicia031 Re: To już koniec :(( 13.09.07, 10:00
      Wiesz co, a moze dobrze, ze pokazal swoja prawdziwa twartz, zanim
      sie zaangazowalas powaznie (malzenstwo, dziecko). Moze jestem
      idealistka, ale wydaje mi sie, ze niezaleznie od twoich ewentualnych
      niedociagniez szukanie romasu w internecie powinno sie rozpoczynac
      po zakonczeniu poprzedniego zwiazku a nie w jego trakcie.

      Teraz kestyes zrozpaczona, ale wierz mi, i dla ciebie zaswieci
      kiedys slonce - niekoniecznie w postaci faceta oczywiscie...
      • ewa743 Re: To już koniec :(( 13.09.07, 14:53
        Twierdzi, że nie szukał romansu, a po prostu chciał się wygadać, bo
        ja ciągle nie miałam czasu dla niego. Fakt, że próbowal kilka razy
        ze mną rozmawiać, ale zawsze miałam coś innego do roboty typu:
        gotowanie, dzieci, pranie i.t.d. I on w sumie był tak odsunięty na
        dalszy tor. Wczoraj rozmawialiśmy, ostatecznie został ( na
        szczeście, bo jest bardzo dobrym człowiekiem, i nie wyobrażam sobie
        życia bez niego,) oboje jakoś oddaliliśmy się od siebie. Tyle, że
        jak będzie z zaufaniem... na dzień dzisiejszy wierzę, ufam, ale nie
        jest to już to co było. Gdzieś tam głęboko w środku nadal ( i pewnie
        jeszcze długo tak będzie) tkwi obawa, ze nadal koresponduje sobie z
        tymi paniami. A hasło do poczty już zmienione... więc się nie dowiem
        o czym teraz sobie piszą...
        • logineczka Re: To już koniec :(( 15.09.07, 17:35
          napisałam na priv.
Pełna wersja