ini2005
12.09.07, 21:53
to nie to że nie kocham już swojego męża po 10latach małżeństwa, ale
szacunek do niego rozpłynął się już dawno... jestem silną kobietą,
która dzielnie dzwiga przez życie swój krzyż banalnej codzienności,
natomiast on to totalny looser, leniwy, słaby, życiowo rozmamłany,
wszystko sprawia mu trudność, począwszy od wstania w nocy do
płaczącego dziecka po znalezienie leżącego na półce dowodu
rejestracyjnego...reaguję impulsywnie bo taki mam temperament, nie
rozwiedziemy się z bardzo wielu powodów, ale czasem mam ochotę
wystawić mu walizki za drzwi. jestem szczęśliwa gdy jest w pracy i
nie muszę go oglądać, jednocześnie niecierpliwie czekam aż wróci z
pracy, z nadzieją że może trochą mnie odciąży. ale to na ogół go
przerasta, jest przecież taki zmęczony...tylko mój kot podnosi mnie
na duchu, on przynajmniej jawnie okazuje mu pogardę :O) jak sobie
radzić z takimi emocjami, które przecież mnie szkodzą, mnie
zabierają potrzebną energię, mięczak i tak pozostanie mięczakiem..