wyszłam za totalnego mięczaka!

12.09.07, 21:53
to nie to że nie kocham już swojego męża po 10latach małżeństwa, ale
szacunek do niego rozpłynął się już dawno... jestem silną kobietą,
która dzielnie dzwiga przez życie swój krzyż banalnej codzienności,
natomiast on to totalny looser, leniwy, słaby, życiowo rozmamłany,
wszystko sprawia mu trudność, począwszy od wstania w nocy do
płaczącego dziecka po znalezienie leżącego na półce dowodu
rejestracyjnego...reaguję impulsywnie bo taki mam temperament, nie
rozwiedziemy się z bardzo wielu powodów, ale czasem mam ochotę
wystawić mu walizki za drzwi. jestem szczęśliwa gdy jest w pracy i
nie muszę go oglądać, jednocześnie niecierpliwie czekam aż wróci z
pracy, z nadzieją że może trochą mnie odciąży. ale to na ogół go
przerasta, jest przecież taki zmęczony...tylko mój kot podnosi mnie
na duchu, on przynajmniej jawnie okazuje mu pogardę :O) jak sobie
radzić z takimi emocjami, które przecież mnie szkodzą, mnie
zabierają potrzebną energię, mięczak i tak pozostanie mięczakiem..
    • miacasa Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 10:51
      ale coś w nim Ci się podobało, skoro wyszłaś za niego, a małżeństwo, jak już
      starożytni zauważyli, opiera się na wytrwałości kobiety ;)
      Twoje małżeństwo trwa, znaczy się jesteś wytrwała ale chyba zapomniałaś , że
      kochasz swojego mięczaka
      • ini2005 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 11:05
        na pewno nie wyszłam za niego dla pieniędzy bo ich nie miał ;O)
        no i co z tego że na początku coś mi się w nim podobało, TERAZ mi
        się nie podoba i rozsadza mnie wściekłość, i złe emocje, i to
        właśnie z tym chcę coś zrobić. nie łudzę się że nagle wyda mi się
        supermenem, nie jego zamierzam zmieniać, bo to beznadziejne. szukam
        recepty dla siebie: co zrobić żeby MNIE było łatwiej go znieść, bo
        mnie tak strasznie wkuuuuuurza!
        ps. podoba mi się to zdanie, że małżeństwo opiera się na wytrwałości
        kobiety ;o) choć wolałabym wierzyć że opiera się na czymś
        obopólnym...
        • twoj_aniol_stroz Ja i moje bagno 13.09.07, 11:28
          Zupełnie jak u Shreka: ja i moje bagno i nikt więcej.
          A zastanawiałaś się co on czuje, jak mu jest z tą Twoją pogardą dla
          niego. On doskonale o tym wie. Sama piszesz, że wszystko jest na
          Twojej głowie. Tylko kto sobie na tę głowę wszystko wsadził? A czy
          nie jest przypadkiem tak, że nie umiesz ucieszyć się z tego co on
          zrobi, bo nie jest tak jak Ty byś to zrobiła? Ty robisz
          perfekcyjnie, on tragicznie, fatalnie. No to nie robi wcale i ma
          problem z głowy. Pamiętasz kiedy go za coś pochwaliłaś? Pamiętasz
          kiedy powiedziałaś mu, że jesteś z niego dumna?
          • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 11:35
            kobieto! ja potrzebuję wsparcia, nie krytyki! oczywiście że JA, bo
            problem z nim to MóJ problem! jeśli ten biedny looser potrzebuje
            pocieszenia to niech się wyżala na jakimś męskim forum, że ożenił
            się ż jędzą, która go nie docenia!
            • piekielnica1 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 11:46
              > kobieto! ja potrzebuję wsparcia, nie krytyki! oczywiście że JA, bo
              > problem z nim to MóJ problem!

              Nie wiem ile w Tobie determinacji, macie krotki staz i male dzieci.
              Ja gdy osiaglelam Twoj stan emocjonalny i dokonalam ponownej oceny
              meza poszlo dosc szybko, zostawilam go.
              U Ciebie jest inna sytuacja, bo i dzieci i moze masz nadzjeje na
              poprawe, ale zyc z kims, dla kogo stracilo sie szacunek jest dla
              mnie nie do przyjecia.
              • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 12:11
                no nareszcie ktoś zrozumiał! dla mnie też takie życie jest bardzo
                męczące dlatego jestem na tym forum i chcę pogadać. nie zamierzam
                się rozwodzić bo na to zawsze jest jeszcze czas. ponadto małżeństwo
                z założenia miało być partnerskie (i przez kilka lat rzeczywiście
                było).łączy nas wiele aspektów zewnętrznych w tym życie zawodowe.
                na pewno poradziłabym sobie bez niego, a i jego pewnie przygarnęłaby
                jakaś spragniona matkowania dusza, więc nikt nikomu nie robi łaski.
                potrzebuję waszych kobiecych opinii, przecież nie ja jedna mam taki
                problem. mam jednak małą prośbę, jeżeli zamierzacie rozczulać się
                nad moim nieborakiem mężem, to proszę nie tutaj. pozdrawiam
            • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 12:03
              A odpowiedziałaś sobie na pytanie na czym Ci tak naprawdę zależy?
              Czy na tym, żeby Wasze małżeństwo powoli wyszło z kryzysu, czy może
              na tym, żeby Cię ktoś poklepał po pleckach i powiedział" grzeczna
              dziewczynka"? Facet jest takim stworzeniem, które potrzebuje
              doceniania, on po prostu wtedy lepiej działa stąd były moje pytania.
              On nigdy i pod żadnym pozorem nie wypłacze się koledze w rękaw, bo
              to nie jego natura. On będzie wycofywał się coraz bardziej, będzie
              miał w nosie Ciebie, potem dzieci, a może być zupełnie inaczej,
              tylko jest to kwestia odrobiny wysiłku z Twojej strony. Sama to
              przerabiałam i widzę gigantyczną zmianę, więc Tobie życzę tego
              samego. Naprawdę jest o niebo lepiej. Mój mąż to było jeszcze
              dodatkowo słodkie dzieciątko mamusi.
              • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 12:19
                no dzięki
                pochwalę go dzisiaj,że wstał tylko pół godziny po budziku, dzięki
                temu spóźnilam się do pracy tylko 5minut (bywa gorzej) i powiem mu
                jak bardzo jestem z niego dumna gdy po pracy nie zabłądzi w drodze
                do domu ;O)
                • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 13:09
                  :))))) A nie zrobił kompletnie, absolutnie nic ok? Sama piszesz, że
                  kidyś było to małżeństwo partnerskie. No to co się stało takiego, że
                  przestało być? Ja naprawdę jestem daleka od użalania się nad Twoim
                  mężem, prosisz o opinię, a akurat ja kiedyś też coś takiego
                  przećwiczyłam, więc mówię Ci jaka jest metoda, żebyście jednak byli
                  szczęśliwi. I wbrew pozorom Ty też będziesz szczęśliwa, bo on się
                  zmieni. Musisz mu na to pozwolić :). Pozytywne jest to, że próbujesz
                  coś zrobić a nie natychmiast gnać do adwokata w celu napisania pozwu
                  rozwodowego. Czytałaś kiedyś książkę: 'Kobiety są z Wenus, a
                  mężczyźni z Marsa"? Tam dość dobrze jest wytłumaczone dlaczego Twój
                  mężczyzna nie umie znaleźć czegokolwiek. Tam też jest sporo innych
                  rzeczy wyjaśnione. Nie jest to jakiś bardzo wysokich lotów lektura,
                  ale warto ją przestudiować, żeby gatunek "mężczyzna" zrozumieć i na
                  nowo pokochać.
                  • mallard Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 13:37
                    twoj_aniol_stroz napisała:

                    > żeby gatunek "mężczyzna" zrozumieć i na nowo pokochać.

                    Aniołku, już Cię lubię! :)
                    • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 13:44
                      Dziękuję :))) Twoja pierwsza odpowedź autorce przyprawiła mnie o
                      atak niopanowanego śmiechu co zostało dziwnie odebrane przez
                      otoczenie :)))))
                  • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 13:40
                    kochany aniele stróżu...całą serię marsjan i wenusjanek OBOJE
                    studiowaliśmy w pierwszych latach małżeństwa!
                    kiedy nadszedł poważny kryzys, poszłam jeszcze dalej i
                    przestudiowałam bardzo zresztą pożyteczną książkę pt"żona uległa"
                    było tam mnóstwo wskazówek i uzasadnień dlaczego kobieta powinna być
                    wyrozumiała, jak motywować, chwalić i doceniać życiowych popaprańców
                    mężów. no i na jakiś czas odpuściłam i było okej, nie powiem.
                    ale byliśmy wtedy we dwoje a w międzyczasie jest nas czworo!!!
                    w pełni świadomie i planowo!!! ja jestem daleko od wizerunku
                    pogodzonej z losem matki polki, padającej pod ciężarem siat.
                    potrafiłam się pogodzić z pewnymi wyrzeczeniami ale nie zamierzam
                    rezygnować z siebie. a on? wszystko zależy od odrobiny dobrej woli,
                    od dobrej organizacji, ale na litość boską, czasami trzeba po prostu
                    dodać gazu, rach ciach, just do it! ;O)
                    nienawidzę tej jego dziecięcej bezradności, tego guzdrania się, tego
                    tysiąca pytań o sposób zaparzenia herbaty, nienawidzę tego że to JA
                    mam jaja!!!
                    • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 13:43
                      A ile te dzieciątka mają lat? Bo to może okazać się kluczem w całej
                      tej dyskusji.
                      • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 13:54
                        maluszki, poniżej 3 i kilkumiesięczne. mamy 10cioletni staż,
                        świadomie daliśmy sobie dużo czasu na rodzicielstwo, nie muszę chyba
                        pisać że i sami my nie nastolatki. myślę że wiek ani tzw.
                        dojrzałość nie jest tu problemem, bo jeśli do teraz nie dojrzeliśmy
                        tzn(nie dojrzał;O)) to czas przyniesie tylko oznaki starzenia się ;O)
                        • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 14:05
                          No to jesteśmy w domu :) To starsze lada moment dorośnie do wieku
                          kiedy z tatą bedzie można się bawić znacznie fajniej niż z mamą.
                          Wyślij go z dzieckiem na spacer w weekend, niech idą na rower,
                          sanki, ulepią bałwana. No młodsze się jeszcze nie nadaje. Faceci
                          jakoś tak rzadko lubią takie małe, bo to nie wiadomo, czego toto
                          chce, dlaczego się drze itp. Niestety oni tacy są. Myślę, że jesteś
                          zmęczoną perfekcjonistką i jak wrzucisz trochę na luz będzie lepiej.
                          W każdym razie niewątpliwie będą jeszcze z Was ludzie, tylko musicie
                          przetrwać ten trudny czas - sama doskonale Cię rozumiem. Najtrudniej
                          jest do 1,5 roku tego młodszego, później już będzie łatwiej :)
                          • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 14:24
                            no i jesteśmy w punkcie wyjścia... JAK MAM PRZETRWAć TE PóŁTORA
                            ROKU ??? perfekcjonistką jestem tylko w pracy, dom funkcjonuje na
                            zasadach "idziemy gdzie puszcza". poza tym absolutnie nie mogę
                            narzekać że on się nie zajmuje dziećmi, oba to jego ukochane aniołki
                            i już zadbałam o to aby typowo męskie lęki przed dziećmi (a propos,
                            jakie to wygodne mieć takie lęki O:)) zostały pokonane.
                            widzisz, problem to nie jest że on nic nie robi lub nie chce robić.
                            problemem jest że robi to źle (naprawdę źle), nie w porę, za późno,
                            zbyt powoli, zajmuje się pierdołami itp. ta jego pomoc oznacza dla
                            mnie podwójny kłopot, to jest problem, non stop wałkowany, proszę go
                            żeby mi pomógł konkretnie, dokładnie, w chwili gdy tego potrzebuję i
                            tak jak tego potrzebuję I TO NIE FUNKCJONUJE. i to, właśnie to
                            powoduje u mnie ataki, teraz już, wściekłości. sytuacja eskaluje, od
                            kilku dni nie zamieniamy słowa poza złośliwościami.
                            • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 14:40
                              > widzisz, problem to nie jest że on nic nie robi lub nie chce
                              robić.
                              > problemem jest że robi to źle (naprawdę źle), nie w porę, za
                              późno,
                              > zbyt powoli, zajmuje się pierdołami itp. ta jego pomoc oznacza dla
                              > mnie podwójny kłopot, to jest problem, non stop wałkowany, proszę
                              go
                              > żeby mi pomógł konkretnie, dokładnie, w chwili gdy tego potrzebuję
                              i
                              > tak jak tego potrzebuję I TO NIE FUNKCJONUJE.

                              I Ty mówisz, że perfekcjonistką jesteś tylko w pracy? :)))
                              Słuchaj, dzieci jest naprawdę trudno "utłuc", to są bardzo
                              wytrzymałe istoty i jeśli pielucha będzie niezmieniona przez godzinę
                              dłużej to nic się nie stanie. Naprawdę nie musi być wszystko na
                              gwizdek. A zostaw Ty go na pół dnia z dziećmi i idź do fryzjera,
                              kosmetyczki i miej w nosie. I NIE DZWOŃ CO 5 MINUT DO DOMU!!!!! Oni
                              sobie dadzą radę. Nawet jeśli dzieci zjedzą na obiad kanapki to
                              wiele złego się nie stanie :)
                              Daj spokój sobie przede wszystkim, dom to nie wojsko gdzie wszystko
                              musi być na gwizdek. Był kiedykolwiek taki dzień, że spędziłaś go w
                              całości w piżamie, rozmemłana?
                              • ini2005 Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 15:06
                                aniołku, tym razem nie zrozumiałyśmy się zupełnie! ja się nie boję o
                                dzieci, jego nieporadność tu się akurat nie objawia, choć np. kiedy
                                pisałam że robi coś naprawdę zle miałam na myśli że np. podawał
                                dziecku niewłaściwą dawkę antybiotyku i nie zwrócił uwagi na sposób
                                przechowywania - lodówka. a ja nie kontrolowałam tego bo właśnie
                                nigdy nie stoję i nie patrzę mu na ręce bo wierzę w jego
                                przynależność do homo sapiens! o to są awantury! proszę żeby coś
                                zrobił i zakładam że będzie to zrobione. często niestety nie jest!
                                dzieci rano i wieczorem zostają z nim bo taką mam pracę. to że robi
                                coś nie w porę albo zajmuje się pierdołami dotyczy spraw zupełnie
                                nie związanych z dziećmi. kolejny przykład: przez tydzień nie
                                mieliśmy w kuchni wody, bo postanowił sam naprawić zepsutą baterię,
                                nie mając o tym pojęcia! wspomnę że po pierwszej próbie mieszkanie
                                zostało zalane...
                                aniołku, uwierz mi ja naprawdę nie jestem znerwicowaną
                                perfekcjonistką, trzęsącą się nad swoimi dzieciaczkami i uważającą
                                że jedynie ona potrafi zrobić coś dobrze! oczywiście że się go
                                czepiam, ale naprawdę mam powody! ja po prostu nie biorę sią za
                                rzeczy które mnie przerastają. on, ukochany synek mamusi (chyba już
                                gdzieś o tym czytałam ;O)) zostal wychowany w absolutnym uwielbieniu
                                i nie potrafi trafnie ocenić swoich możliwości!
                                ps. nigdy nie dzwonię do domu, kiedy wychodzę. nie zabieram nawet
                                komórki. inaczej on dzwoniłby co 5 minut!
                                • twoj_aniol_stroz Re: Ja i moje bagno 13.09.07, 15:18
                                  Rany!!!! To zupełnie jak mój mąż (z tą mamusią). Moja mama, jak
                                  byłam dzieckiem i twierdziłam, że nie umiem zmywać naczyń np,
                                  stwierdzała: "to będziesz zmywać dotąd aż się nauczysz". No i z
                                  bólem stwierdzam, ze się nauczyłam :)))))
                                  Z naprawami domowymi też tak jest u mnie, ale podziałało określenie:
                                  do jutra ma być naprawione i jest mi obojetne, czy będzie to
                                  zrobione przez Ciebie, czy przez fachowca. Jak nie będzie zrobione
                                  to Ty zmywasz, gotujesz i udzielasz się w kuchni. Mój mąż tego
                                  nienawidzi, więc błyskawicznie naprawia co ma naprawić i ucieka :)
                                • siluett Re: Ja i moje bagno 16.09.07, 13:40
                                  jakbym czytała o moim męzu. tez 10 lat po ślubie, tyle, ze jedno
                                  dziecko. Bo on nie chciał więcej. O dawkach antybiotyku,które
                                  pomylił, o tym, ze jak się za coś zabierze, to muszę po nim
                                  poprawiać, bo albo schrzani, albo zapomni. Tez uwazam, ze nie
                                  powinnam ciągle przypominać - oboje jesteśmy po studiach, no i chyba
                                  kazde z nas umie czytać i myśleć. A tu okazuje się - nie, niestety,
                                  nie. Stałam się kwoką, która przypomina parę razy dziennie o tym, o
                                  tamtym. No i co z tego mam - nic. I tak nie zrobi. A do tego znalazł
                                  sobie esemesową kolezankę. Zabolało. Ona go inspiruje. Mnie on juz
                                  nie.
                            • dejtrejder Co to za babsztyl??? Szok!!! 13.09.07, 15:47
                              ini2005 napisała:

                              właśnie to
                              > powoduje u mnie ataki, teraz już, wściekłości. sytuacja eskaluje, od
                              > kilku dni nie zamieniamy słowa poza złośliwościami.

                              Szok! Uchowaj mnie opatrzności od podobnych bab w przyszłości:)

                              Ty nieźle pie..ięta jesteś! Gdyby moja żona tak się zachowywała już dawno by
                              dostała kopa w dupę i leciała ze schodów na zbity pysk. Twój facet rzeczywiście
                              jest mięczakiem, że sobie pozwala na te wszystkie oznaki "uwielbienia" z twojej
                              strony:)
                              • ini2005 Re: Co to za babsztyl??? Szok!!! 13.09.07, 21:24
                                > Szok! Uchowaj mnie opatrzności od podobnych bab w przyszłości:)
                                >
                                dejtrejder napisał:
                                > Ty nieźle pie..ięta jesteś! Gdyby moja żona tak się zachowywała
                                już dawno by
                                > dostała kopa w dupę i leciała ze schodów na zbity pysk. Twój facet
                                rzeczywiście
                                > jest mięczakiem, że sobie pozwala na te wszystkie
                                oznaki "uwielbienia" z twojej
                                > strony:)

                                mocny w gębie to widać że jesteś! życzę ci żebyś poznał taką jak ja,
                                już ja bym ci pokazała... ale może kiedyś pokaże ci własna żona,
                                cicha woda brzegi rwie!
                              • mallard Re: Co to za babsztyl??? Szok!!! 14.09.07, 09:47
                                dejtrejder napisał:

                                > Gdyby moja żona tak się zachowywała już dawno by
                                > dostała kopa w dupę i leciała ze schodów na zbity pysk.

                                Kolego, powiem Ci tyle: Tak może zrobi mały zakompleksiony kazio (tu
                                przepraszam wszystkich Kazimierzy! :)), ale nie prawdziwy facet.
                                Prawdziwy facet otoczy swoją kobietkę ramieniem i powie: kochanie
                                nie martw się, damy sobie radę! Olbrzym nie musi demonstrować swojej
                                siły, bo jest olbrzymem, co widać i słychać. Oczywiście nie chcę
                                przez to powiedzieć, że ja jestem kimś takim, ale to jest ideał, do
                                którego dążę. Dodam jeszcze to, że nie wiem, czy ten sposób
                                podziałałby w przypadku Szanownej Twórczyni Wątku, która wydaje się
                                być dość ciężkim przypadkiem... ;)

                                Pozdro! :)
                            • messina Re: Ja i moje bagno 13.11.07, 22:57
                              Najtypowszy na świecie passive aggresive, czyli pasywno-agresywny styl
                              podporzadkowywania sobie ludzie. Poczytaj w sieci, ja znalazłam, mój ma to samo.
                              Tez ciemięga. Ale powoli udaje mi się go reformować, ku własnemu zdumieniu.
    • mallard Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 12:03
      ini2005 napisała:

      > jestem silną kobietą,
      > która dzielnie dzwiga przez życie swój krzyż banalnej
      > codzienności,

      No braaawo! Przykłady jakieś?

      > jak sobie
      > radzić z takimi emocjami, które przecież mnie szkodzą, mnie
      > zabierają potrzebną energię, mięczak i tak pozostanie mięczakiem..

      Słuchaj no, a czy przypadkiem te Twoje emocje nie nasilają się
      cyklicznie, mniej więcej w miesięcznych odstępach? ;)
      • ini2005 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 12:16
        a ty co, nie masz się na kim wyżyć?
        • mallard Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 13:35
          ini2005 napisała:

          > a ty co, nie masz się na kim wyżyć?

          Ini sorry, to był taki mój mały kijaszek w mrowisko, -czasem tak
          robię ;).
          Właściwie to Cię rozumiem, pomimo żem facet i tzw. męska solidarność
          powinna nakazywać mi bronienie "Twojego".
          Anioł Stróż dobrze pisze - taka sytuacja może funkcjonować na
          zasadach błędnego koła: Bierna postawa wywołuje krytykę, krytyka
          pogłębia bierność, bierność... itd., itp. Natomiast ja mam do Ciebie
          takie pytanie: Jak Twój mąż ocenia sam siebie? Uważa, że czepiasz
          się, czy przyznaje Ci rację? Albowiem jak wiadomo, pierwszym krokiem
          do autopoprawy, jest przyznanie się do błędu.

          Pozdrawiam. :)
          • ini2005 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 13:46
            no dyskusja z gatunkiem męskim kiedy jestem nabuzowana... postaram
            się być miła :O)
            mój mięczak wie że jest mięczakiem wie że mam rację ale uważa że nie
            powinnam tego wiedzieć a już broń boże werbalizować!!!
            • mallard Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 13:53
              ini2005 napisała:

              > no dyskusja z gatunkiem męskim kiedy jestem nabuzowana... postaram
              > się być miła :O)

              Nie muuusisz! Mam już swoje lata, a z wiekiem przychodzi
              wyrozumiałość... ;)

              > mój mięczak wie że jest mięczakiem wie że mam rację ale uważa że
              > nie powinnam tego wiedzieć a już broń boże werbalizować!!!

              Trochę znam się na zoologii (kiedyś się interesowałem) i wiem, że
              niektóre mięczaki mają skorupę, do której lubią się chować, -może to
              już ten efekt?
              • ini2005 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 13:59
                no dobrze ale co z tego wynika??? jeśli jesteś facetem to może mi
                powiesz. chciałabym jedynie żeby ruszył swój zaspany tyłek i nauczył
                się chociaż robić pijalną kawę! żeby zachowywał się jak facet w
                kwiecie wieku a nie przemęczony staruszek! żeby przynajmniej robił
                to o co go proszę - na boga, nie wymagam od niego samodzielnego
                myślenia!
                • mallard Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 14:19
                  ini2005 napisała:

                  > no dobrze ale co z tego wynika??? jeśli jesteś facetem to może mi
                  > powiesz.

                  Wiesz, na razie nic mądrego nie przychodzi mi do głowy, bo jeśli on
                  nie ma ambicji być innym, to chyba trochę kiepsko...

                  > i nauczył
                  > się chociaż robić pijalną kawę!

                  Nie wiem, gdzie mieszkacie - może mógłbym go podszkolić?
                  Żart! Oczywiście żart! :)

                  > nie wymagam od niego samodzielnego myślenia!

                  No i to może Twój błąd?! Odpuściłaś kiedyś, jak nie mieliście
                  dzieci -gościu się przyzwyczaił i teraz, po latach, trudno
                  zrezygnować mu z ciepełka.
                  • ini2005 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 14:35
                    tego tak naprawdę nie wiem, czego dotyczą jego ambicje...
                    jeśli zacznę się zastanawiać to pewnie zaraz dojdę do wniosku że nie
                    jest przecież taki zły, że to w gruncie rzeczy miły facet, trochę
                    zahukany przez swoją dominującą żonę, że to w porządku gość, nieźle
                    się prezentuje i przecież koledzy i koleżanki zawsze mogą na niego
                    liczyć... no coż, chyba zaczynam mu współczuć...
                    • twoj_aniol_stroz :))))))))))))) 13.09.07, 14:50
                      Ini, ale przeszło Ci już troszkę prawda?
                      • ini2005 Re: :))))))))))))) 13.09.07, 15:07
                        nie
                        • twoj_aniol_stroz Re: :))))))))))))) 13.09.07, 15:19
                          E tam, widzę, że Ci trochę przeszło, bo spokojniej piszesz :))
                          • ini2005 do anioła i mallarda 13.09.07, 15:26
                            bardzo wam obojgu dziękuję za interesującą pogawędkę. jak
                            doświadczenie uczy, zdenerwowana kobieta potrzebuje się wygadać.
                            muszę się teraz oddalić by sprostać macierzyńskim obowiązkom.
                            na pewno zamelduję się jutro, bo mój mięczak do tego czasu na pewno
                            dostarczy mi nowych powodów do wściekłości... buziaki ;O)
                            • twoj_aniol_stroz Re: do anioła i mallarda 13.09.07, 15:48
                              Bo nie ma to jak wypłakać się wygadać i jest od razu lepiej :)))
                            • dejtrejder Babsztyl pasożyt:) 14.09.07, 11:26
                              ini2005 napisała:


                              > na pewno zamelduję się jutro, bo mój mięczak do tego czasu na pewno
                              > dostarczy mi nowych powodów do wściekłości... buziaki ;O)

                              Ten babsztyl to pasożyt, który jak widać karmi swoja psychikę w ten sposób i
                              ładuje akumulatory. Musi być wściekła aby żyć i dlatego wybrała takiego faceta
                              za męża...
                              Inny by lał po mordzie i patrzył czy równo puchnie!

    • miacasa Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 15:37
      Tak własny los postrzega mój mąż :) A ja czytam Twój wątek i własne życie staje
      mi przed oczyma, a właściwie własny mąż, który wykazuje zadziwiające
      podobieństwo do Twojego w nonszalanckim podejściu do bezpiecznego,
      odpowiedzialnego i przemyślanego funkcjonowania. Na szczęście moje dzieci nieco
      podrosły (4,5 i 2,5) i "roztargnienie" tatusia coraz mniej może im zaszkodzić
      ;), przypomniałaś mi moją wściekłość gdy podawał niewłaściwe leki w
      niewłaściwych dawkach nie temu dziecku co trzeba (o przechowywaniu w lodówce nie
      wspomnę, bo i po co, przecież w tych ulotkach tyle piszą, że można nie
      zauważyć). Pytasz jak przetrwać? Niestety musisz wielokrotnie i bardzo
      precyzyjnie powtarzać proste polecenia (u mnie sprawdza się metoda zdartej
      płyty), z czasem będziesz mogła pozwolić mężowi na nieco inwencji (zachowaj
      jednak czujność). Kiedy Twój mąż stanie się bardziej funkcjonalny, odpoczniesz
      nieco i przestanie Cię drażnić. Dwoje dzieci potrafi dać w kość każdemu, jesteś
      z pewnością wyczerpana. Wyraziłaś ubolewanie nad posiadaniem przez siebie jaj,
      no cóż moje odpadły, gdy oddaliłam się od męża tak dalece, że zaczął szukać
      pocieszenia na stronach erotycznych. Jakoś oprzytomniałam i staram się sama
      traktować męża jak partnera a nie nieudacznika (choć nie zawsze mi się udaje,
      metoda zdartej płyty nadal jest w użyciu jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci,
      resztę odpuściłam).
      • verdana Re: Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 16:09
        Wiecie co?
        Wam nie jest potrzebny mąż, tylko sprawna służąca. Tylko sprawna
        służąca robi dokładnie to, o co sie ja prosi, w tej chwili gdy się
        ją prosi i nie zglasza zastrzezeń.
        tak mi sie cos wydaje, ze wyrobilyscie w mężach, duzym nakladem
        pracy cos, co nazywa się "wyuczona bezradnoscią" - faceci, ktorzy
        stale sa krytykowanie, ze zrobili cos nie tak, ze trzeba bylo
        inaczej, ze nie myslą - przestaja robić cokolwiek i ja im sie
        niespecjalnie dziwię.
        Mój mąż odpierając mnie po porodzie przynióśł zamiast ubranek
        dziecka torbę ze starymi ubraniami. Parokrotnie ubrał dziecko do
        przedszkola w spruty częściowo sweterek, przygotowany do przeróbki.
        Zdarzało mu się na mróz wziąć dziecko bez kocyka. Ale jakoś nie
        widziałam prblemu - w związku z tym blyskawicznie nauczył się opieki
        nad dziećmi i robił to lepiej niż ja.
        On zmywa- nie zawsze dobrze. moge mowić - o, popatrz, talerz cały
        brudny, znowu ja musze zmywac - i zmywać. Po miesiącu zareczam, ze
        facet nie weźmie do ręki ścierki.
        A moge nic nie mówić, mieć zmyte zgodnie ze standardami faceta i
        swiety spokoj.
        • twoj_aniol_stroz Re: Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 16:13
          Verdana!!! Uwielbiam Twoje odpowiedzi. Jesteś bardzo mądrą kobietą i
          zawsze czytam to co piszesz. Na dziecku również :))))))))))))
        • mallard Re: Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 17:21
          verdana napisała:

          > zmyte zgodnie ze standardami faceta

          Ooo, wypraszam sobie! Ja to robię najlepiej w rodzinie!
          No, ale ostatno żona za swoją "trzynastkę" kupiła mi zmywarkę.
          Kocham ją! :):):)
          • mallard Re: Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 17:22
            mallard napisał:


            > Kocham ją! :):):)

            Żonę oczywiście! Nie zmywarkę. ;)
            • verdana Re: Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 19:02
              A zmywarki wcale? Biedna zmywarka...
              Ja przyrzekam, ze swoją zmywarkę będę kochała całym sercem!
              • mallard Re: Subiektywnie ciężkie życie 13.09.07, 20:57
                verdana napisała:

                > A zmywarki wcale?

                Właściwe też, ale wstydziłem się przyznać... ;)
        • ini2005 trzy grosze od autorki wątku 13.09.07, 21:18
          > A moge nic nie mówić, mieć zmyte zgodnie ze standardami faceta i
          > swiety spokoj.
          a ja nie mogę, droga verdano, bo gdybym mogła to bym nie szukała
          porady na forum. nie mogę, bo potrzebuję partnera, sprawnego
          intelektualnie a nie świętego spokoju. nie mogę, bo nie należę do
          milionów kobiet "pogodzonych". służącą, albo raczej pomoc domową
          chętnie bym przyjęła, gdyby tylko mój looser był w stanie na nią
          zarobić.
          nie wiem czy czytałaś cały wątek, ale podawanie złego leku dziecku
          czy zalanie mieszkania to nie są drobiazgi. jeśli dla ciebie byłyby
          to na pewno nie jesteś osobą od której przyjęłabym jakąkolwiek radę..
          • verdana Re: trzy grosze od autorki wątku 13.09.07, 21:51
            Bo po prostu w domu ma być dokladnie tak, jak Ty chcesz... szybko i
            bez dyskusji.
            Mieszkanie zalałam osobiscie trzy razy - rozumiem, ze mąż powinien
            sobie znaleźć inna, ktora lepiej się stara i pierze zgodnie z jego
            światłymi instrukcjami?
            Lekarstwo zdarzało się nam zapomniec dac - obojgu. Oczywiscie,
            karygodne - ale czy to kończy małżeństwo?
            Mysle, ze rzeczywiscie pora na rozwód. Facet odpocznie.
            • ini2005 Re: trzy grosze od autorki wątku 13.09.07, 22:20
              chyba cię nie lubię verdano, wydajesz pochopne, arbitralne opinie,
              nie wgłębiając się w wątek, trąci to chęcią zwrócenia na siebie
              uwagi, ale nie nie zamierzam cię obrażać, dlatego kończę z tobą
              dyskusję.
        • ahhna Re: Subiektywnie ciężkie życie 14.09.07, 22:43
          Oczywiście, fajne standardy. Mniejsza o brudne talerze, gorzej, gdy
          np. dziecko zachoruje na zapalenie płuc. Warto pamiętać, że
          odpowiedzialność za to spada tez na ciebie. Ja np. nie zamierzam
          czekać, aż mąż spali mi dom, rozwali dziecko w wypadku samochodowym
          albo poda nie ten lek, co trzeba. I niestety, nie każdemu facetowi
          chce się uczyć na błędach, większość się nie uczy właśnie, bo tak
          zostali wychowani. No bo po co, skoro nic się nie stało...? Aż w
          końcu się stanie. A wtedy pozostanie obwinianie się do konca życia.
          Rzeczywiście służąca jest potrzebna, gdy facet zwalnia się z
          myślenia, a cała odpowiedzialność i organizacja przechodzi na
          kobietę,ale kto za to odpowiada? Tylko kobieta?
      • siluett Re: Subiektywnie ciężkie życie 16.09.07, 13:48
        niestety, mój podobnie, oprócz tego, co dodałam do wątku powyzej.
        Zaczął oglądać strony erotyczne w necie. Zamiast próbować ze mną
        wszystkiego na co ma ochotę - jestem otwarta na nowości - siedzi i
        gapi się w ekran. Dlaczego? Bo to nie wymaga wysiłku, bo to nic nie
        kosztuje, bo nie trzeba się postarać. kolejna rzecz podana na tacy,
        którą mona tylko skonsumować. jak się czuję - obrzydliwie.
        Próbowałam rozmawiać. Obiecuje, zaczynamy się do siebie zblizać. Ale
        długo nie wytrzymuje - bycie z silną kobietą wymaga wysiłku.
    • zofijkamyjka Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.09.07, 22:10
      Myślę że dobrze zrobi Ci poszukanie Swoich słabszych stron, mam
      nadzieję że jakieś są :-)
      • bea53 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 09:31
        Wiesz mi się wydaje ze Tobie wogóle trudno zaakceptowac drugiego czlowieka??
        Ktos sie guzdra jest powolny a Ty jestes bystra, masz jaja, jedyna doskonała
        ososba w tym zwiazku, szczerze mówiąc z takim podejsciem i z tym co tu piszesz
        nawet gdydby Twój maz rzeczywiscie był łamagą ostatniego stopnia trudno Ci
        bedzie zyc, trudno tez zmienic sie Twojemu facetowi, moze dla niego to jest
        recepta na zycie z Toba takie guzdranie, marudzenie, skoro wie ze jest dupa i
        bedzie dupa to co moze zmienic?
        Dziwne ze za niego wyszlas,moze potrzebowałas jakies fajtłape zeby sie na niego
        denerwowac, wiem okropna jestem mam sie nie odzywać...ale to forum i kazdy moze
        Moze sie myle ale ty naprawde widzisz w facecie same minusy, a ty jestes ta
        super babka..

        • malutka7718 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 11:28
          Jak ja Cię ini rozumiem. Chyba jest dużo takich facetów.
          Wkurza to, że robią wszystko nie tak. Mój facet jak zrobi coś
          dobrego to go chwalę, mówię że jestem dumna ale niestety mnóstwo
          jest takich sytuacji, że ręce mi opadają. Gdy z nim rozmawiam to on
          przyznaje rację i mówi, że gdyby był na moim miejscu to oczekiwałby
          z mojej strony więcej niż sam jest w stanie zrobić a jednak.... sam
          doprowadza mnie do szewskiej pasji. Często się zdarza, że wracam do
          domu styrana a on właśnie przeciera oczy na kanapie i mówi ze
          przysnął bo się zmęczył przeglądaniem stron w internecie a dziecko
          się najadło chipsów. Nie kupił nic do jedzenia bo nie chciało mu się
          wyskakiwać z wyciągniętych dresów. I pyta mnie; Co kochanie na
          obiad??? A w kuchni nawet nie ma gdzie przygotować czegokolwiek do
          jedzenia bo sterta naczyń. Oczywiście nie zabrudzonych przeze mnie
          bo byłam w pracy. Mój misio nie pracuje od wielu miesięcy i ja go
          wsperałam, że nie ma pracy, mówiłam że poszuka, że jest cudowny itp
          chociaż często sama w to nie wierzyłam. Ale po p.ół roku leżenia na
          kanapie i dłubaniu w nosie można dostać szału. Gdybym ja siedziala w
          domu on chciałby wrocic do ciepłego czystego domku na obiadek, a ja
          wracając do domu muszę sprzatać gotować ale najpeirw zrobić zakupy
          bo on nie wie co kupić gdzie i wogóle to nie wie jak włączyc pranie
          itp.och wiele by tu pisać
          • aniazavonlea Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 11:46
            To jest prawdą ze faceci sobie kiespko dają radę z zyciu i z dziecmi i dlatego
            nie sa matkami ale ocena co i jak dlaczego to inna inszosc a pisanie o swoim
            mezu jak autorka watku ze robi za wolno, nie tak, nie dynamicznie, opiekuje sie
            dziecmi ale za wolno robi to tamto swiadczy o tym ze ona po prostu uwaza swoje
            standardy za obowiazujace...!! Na pewno ta kobieta ma sporo wad a czepia sie o
            wszystko.
            To ze facet nie ma pracy to tez sytuacja rynku, ja osobiscie obarczylabym siebei
            czescią winy ze wyszlam za pierdołę, skoro za niewgo wyszlam nie było
            lepszego..zatem jest jak jest znajdzmy pozywywy...skoro ich nie ma to bye
            bye...a pisanie o tym jaka ja jestem super bym sobie darowała..prosze zauwazyc
            jak autorka reaguje na krytyke..od raz nie lubie Ciebie itd..
            zgadzam sie ze asortyment mezczyn w Polsce jest nieco wybrakowany...ale autorka
            watku mnie nie przekonuje
            • mama303 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 12:08
              aniazavonlea napisała:

              > To jest prawdą ze faceci sobie kiespko dają radę z zyciu i z
              dziecmi i dlatego
              > nie sa matkami

              Przepraszam Cie ale straszne bzdury wypisujesz. Stereotypy sa bardzo
              szkodliwe.
            • elvi25 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 17.09.07, 12:29
              Tak się składa, że rynek pracy się zmienił i ten kto chce pracować pracę znajdzie.
              Są mężczyźni którzy doskonale radzą sobie z dziećmi i z domem - tylko chcieć. A
              ci nieporadni to najczęściej synkowie rozmemłani przez swoje mamusie. Nie
              wychowam tak swojego syna, bo aż wstyd dosłownie.
            • skarpetka82 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 17.11.07, 10:44
              aniazavonlea napisała:

              > To jest prawdą ze faceci sobie kiespko dają radę z zyciu i z dziecmi i dlatego
              > nie sa matkami

              Osobiście znam niejednego faceta, który świetnie radzi sobie w życiu albo z
              dziećmi, albo jedno i drugie, znam też niejedną kobietę, która fatalnie radzi
              sobie w życiu, albo z dziećmi, albo jedno i drugie
      • skarpetka82 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 17.11.07, 10:40
        Otóż to, zgadzam się z tą wypowiedzią w stu procentach :)
        Może warto spojrzeć na to z punktu widzenia tegoż "mięczaka" - może on też
        marzył o nieco innej żonie i miał inne oczekiwania...
    • twoj_aniol_stroz Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 11:44
      Tak jeszcze sobie rozmyślałam nad całą tą sytuacją, nad tym o czym
      piszesz w swoich listach. A może jest tak, że zawsze myśląc o
      małżeństwie myślałaś pozytywnie wyłącznie o związkach partnerskich?
      Może kobiety w związkach z tradycyjnym podziałem ról uważałaś za
      słabe, niegodne miana kobiety? Bo często jest tak, że same zapędzamy
      się w kozi róg krytykując i wyśmiewając kogoś, a po kilku latach
      łapiemy się na tym, że osobiście znajdujemy się w sytuacji wcześniej
      krytykowanej. Jest to o tyle niekomfortowe, że musimy wtedy same
      przed sobą przyznać, że byłyśmy głupie wydając sądy w sprawach,
      których tak naprawdę nie znałyśmy. No i wtedy zaczyna się miotanie,
      gmatwanina uczuć i jest mało przyjemnie. A ludzie dookoła
      (najczęściej rodzina) nie bardzo wiedzą co się dzieje i nie umieją
      nam pomóc.
    • rycerzowa Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 12:02
      Dlaczego ten twój facet jest taki?
      1. Może jest chory - depresja albo nowotwór.
      2. Może ma cię serdecznie dość i olewa cię na całej linii. Jednocześnie
      wygodnie mu w układzie, więc go nie zmienia.
      3. Może ma już taką naturę, zawsze był taki, a wyszłaś za niego tylko dlatego,że
      nikt inny cię nie chciał (sorry); tylko mięczak dał się nakłonić.
      4. Może przez swoją nadopiekuńczość, nad-zaradność, nad-energiczność a
      jednocześnie brak prawdziwej miłości, zrobiłaś z niego taką niemotę.

      Co robić?

      Może pani psycholog poradzi ci coś "naukowego" na ewentualność nr 3 i nr 4.
      Z życia znam następujące rozwiązania:

      1. Niemota urodzona, pośmiewisko ludzi na roku ( małżeństwo studenckie), który
      swej kobiecie zawdzięczał każde kolokwium, każdy egzamin, i sam fakt,że nie
      przepadł w wielkim mieście - spotkał inną dziewczynę, która "zrobiła z niego"
      zwyczajnego, fajnego, zaradnego (aczkolwiek nieco flegmatycznego) osobnika.
      Na pytanie, "jak to zrobiłaś?", odpowiadała , "nic nie robiłam, o co chodzi, on
      jest fajny".
      2. Niemota urodzona została porzucona wraz z dwójką dzieciaków przez maksymalnie
      wnerwioną małżonkę. Jej reakcje były podobne do twoich - chwilami miała
      instynkty mordercze.
      Niemota radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Wyremontował mieszkanie, dzieci zadbane.
      Eks odwiedza ich z rzadka, gdy potrzebuje pieniędzy.
      Powiada,że nabierze szacunku do niemoty, gdy ten wyrzuci ją na pysk.
      Nie porzucam nadziei.

      3.Pozostałe dwa przykłady to mięczakowatość absolutnie nabyta.
      Kiedyś ci faceci byli całkiem fajni.
      W tej chwili stan beznadziejny, już nic nie robią, nawet z psem nie wychodzą,
      uciekli w chorobę ( wczesna renta).
      Zostali psychicznie wykastrowani przez "kochające" małżonki.

      Ja na twoim miejscu zrobiłabym mężowi szkołę przetrwania, tzn. zostawiłabym go
      na jakiś czas samego z obowiązkami.
      W tej materii też mam pewne życiowe doświadczenie.
      • burza4 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 14:41
        rycerzowa napisała:

        > Dlaczego ten twój facet jest taki?
        > 1. Może jest chory - depresja albo nowotwór.
        > 2. Może ma cię serdecznie dość i olewa cię na całej linii.
        Jednocześnie
        > wygodnie mu w układzie, więc go nie zmienia.
        > 3. Może ma już taką naturę, zawsze był taki, a wyszłaś za niego
        tylko dlatego,że > nikt inny cię nie chciał (sorry); tylko mięczak
        dał się nakłonić.
        > 4. Może przez swoją nadopiekuńczość, nad-zaradność, nad-
        energiczność a
        > jednocześnie brak prawdziwej miłości, zrobiłaś z niego taką
        niemotę.

        dopiszę jescze punkt 5 - Może ma już taką naturę, zawsze był taki, a
        wyszłaś za niego tylko dlatego, że przed ślubem ten aspekt nie
        wysuwał się na pierwszy plan albo wydawało ci się, że z czasem
        nabierze wprawy/operatywności, że będzie się rozwijał - jak każdy
        normalny człowiek.


        Ja z kolei "z życia" (nie tylko mojego) widzę, że większość
        małżeństw niemot się porozpadała, bo cierpliwość drugiej strony
        kiedyś się wyczerpała, a niemoty niemotami pozostały.

        a te, które nadal jakoś ciągną - są żałosną namiastką normalnych
        związków.

        I proszę - nie mówicie o "kastracji" - bo to świadczy tylko o tych
        facetach, że w życiu są jak kukły, gdzie ich popchnęli - tam
        wylądowali. Normalny człowiek ma jakiś wpływ na swoje życie.

        > Ja na twoim miejscu zrobiłabym mężowi szkołę przetrwania, tzn.
        zostawiłabym go > na jakiś czas samego z obowiązkami.

        no to powiedz jak rozwiązać sytuację z mojego doświadczenia -
        niepracujący mąż miał zrobić zakupy na weekend. W czasach, kiedy
        zaopatrzenie funkcjonowało zupełnie inaczej, a sklepy nie były
        czynne non-stop. Wracająca wieczorem po pracy żona zamiast zakupów
        widzi męża w szlafroku grającego na kompie. Aha, podobno nie było
        chleba w sklepie, do innego oczywiście się nie pofatygował, na taki
        przebłysk geniuszu nie ma co liczyć. O tej porze pieczywo w okolicy
        jest już nieosiągalne, zresztą on ponownie do sklepu nie pójdzie, bo
        mu się nie chce.

        co ma zrobić żona? naturalnie jeśli sama ruszy na poszukiwanie
        pieczywa w miasto, to jest błąd. Szkoła przetrwania, powiadasz? co
        ma konkretnie zrobić? stołować na mieście (nie każdego stać)? nie
        jeść przez dwa dni? wynieść się do matki?


        • mama303 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 15:10
          burza4 napisała:

          >
          > co ma zrobić żona? naturalnie jeśli sama ruszy na poszukiwanie
          > pieczywa w miasto, to jest błąd. Szkoła przetrwania, powiadasz? co
          > ma konkretnie zrobić? stołować na mieście (nie każdego stać)? nie
          > jeść przez dwa dni? wynieść się do matki?

          Zrobić naleśniki :-)
        • rycerzowa Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 18:11
          burza4 napisała:

          >
          > dopiszę jescze punkt 5 - Może ma już taką naturę, zawsze był taki, a
          > wyszłaś za niego tylko dlatego, że przed ślubem ten aspekt nie
          > wysuwał się na pierwszy plan albo wydawało ci się, że z czasem
          > nabierze wprawy/operatywności, że będzie się rozwijał - jak każdy
          > normalny człowiek.


          Znaczy się myślałaś, że "gdy się ożeni, to się odmieni"?
          Jak dziewczyny, które wychodzą za alkoholików?
          Durna byłaś, przepraszam za wyrażenie.
          Wobec tego na cały ten wywód można napisać tylko jedno : "Widziały gały, co brały".


          > Ja z kolei "z życia" (nie tylko mojego) widzę, że większość
          > małżeństw niemot się porozpadała, bo cierpliwość drugiej strony
          > kiedyś się wyczerpała, a niemoty niemotami pozostały.

          Różnie bywa.
          Zwróć uwagę, że nie dyskutujemy o ludziach upośledzonych umysłowo, tylko o
          takich, którym zniszczono resztki poczucia własnej wartości.


          > a te, które nadal jakoś ciągną - są żałosną namiastką normalnych
          > związków.

          Fakt. Normalny związek to taki, w którym ludzie mają świadomość,że są są coś warci.

          >
          > I proszę - nie mówicie o "kastracji" - bo to świadczy tylko o tych
          > facetach, że w życiu są jak kukły, gdzie ich popchnęli - tam
          > wylądowali. Normalny człowiek ma jakiś wpływ na swoje życie.


          Rzeczywiście, termin "kastracja" sugeruje, że problem dotyczy tylko
          mężczyzn.Tymczasem jest tyle samo zahukanych, wpędzonych w kompleksy kobiet,
          którym się udowadnia,że nic nie są warte, nic nie umieją, nic nie potrafią. I
          rzeczywiście, z czasem wszystko leci im z rąk, i nic im się udaje.
          A nie znasz dzieci, którym tak długo powtarzano, że są złe i głupie, aż w końcu
          stały się takimi?

          >
          > no to powiedz jak rozwiązać sytuację z mojego doświadczenia -
          > niepracujący mąż miał zrobić zakupy na weekend. W czasach, kiedy
          > zaopatrzenie funkcjonowało zupełnie inaczej, a sklepy nie były
          > czynne non-stop. Wracająca wieczorem po pracy żona zamiast zakupów
          > widzi męża w szlafroku grającego na kompie. Aha, podobno nie było
          > chleba w sklepie, do innego oczywiście się nie pofatygował, na taki
          > przebłysk geniuszu nie ma co liczyć. O tej porze pieczywo w okolicy
          > jest już nieosiągalne, zresztą on ponownie do sklepu nie pójdzie, bo
          > mu się nie chce.

          Mąż poszedłby spać głodny, trudno. Ja bym sobie poradziła.
          >
          A co powiesz, gdy odwiedza mnie taka jedna energiczna, i przez trzy dni nadaje
          na męża niemotę. (Bynajmniej nieupośledzony, pracuje na uczelni). Są wakacje,
          moje i jej dzieciaki fajnie się bawią, zatem proponuję przedłużenie pobytu; tym
          bardziej,że widzę, iż wypoczywa.
          - Nie może, bo niemota ma przygotowane tylko trzy obiady w lodówce.
          - Przecież ma pieniądze, pełno sklepów; albo na pizzę sobie pójdzie.
          - Nie pójdzie, będzie głodny.
          I wróciła do niemoty.
          To ten, co teraz już z domu nie wychodzi.

          Jeśli ma być szkoła przetrwania, to delikwent powinien być pozostawiony dłuższy
          czas wobec konsekwencji swojego postępowania.
          • burza4 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 18:37
            Durne są takie komentarze.
            Można mieć pojęcie o funkcjonowaniu ludzi w dorosłym życiu, jak się
            z kimś wiąże koło 30-tki, a przedtem jeszcze pomieszka parę lat
            razem. Wtedy ma się możliwość sprawdzenia, jak oboje funkcjonują w
            życiowych okolicznościach. Porównanie z alkoholizmem jest chybione.

            Nie można ocenić pewnych cech teoretycznie, np. nie da się z góry
            założyć, że facet będzie odpowiedzialnym ojcem. Nawet jeśli są
            przesłanki że będzie - równie dobrze mogą to byc pobożne życzenia.
            Tak samo nie da się ocenić czy facet będzie się sprawdzał w
            rozwiązywaniu problemów, z którymi dotąd żadne z nich nie miało do
            czynienia.

            Normalny człowiek ewaluuje, rozwija się, uczy - choćby na własnych
            błędach. I normalne jest również, że zakłada się, że obie strony na
            laurach nie spoczną, tylko będą się brać za bary ze problemami które
            przyniesie życie. Niekórzy robią postęp, inni - zostają daleko w
            tyle. Jeśli ktoś wiąże się np. z kobietą która umie jedynie usmażyć
            jajecznicę, to jeszcze nie znaczy, że dokonał bezmyślnego wyboru -
            bo według wszelkiego prawdopodobnieństwa ona się nauczy gotować
            również inne rzeczy. Taka jest po prostu kolej rzeczy.

            >
            > Mąż poszedłby spać głodny, trudno. Ja bym sobie poradziła.

            tylko że ja nie lubię być głodna, tym bardziej 2 dni, tym bardziej
            że wówczas byłam w ciąży. W praktyce - pozostało wyręczenie misia w
            kłopotliwych obowiązkach. Teatralne gesty pt. to ja jadę do mamy
            wydawały mi się dziecinadą. Aha, przy tym miś miał pretensję o pustą
            lodówkę...

            > Jeśli ma być szkoła przetrwania, to delikwent powinien być
            pozostawiony dłuższy > czas wobec konsekwencji swojego postępowania

            tak właśnie po czasie zrobiłam, poczułam jakbym zrzuciła z pleców
            ogromny ciężar. Nie podobało mu się, bo wiesz, ludzie powinni się
            wspierać... szkoda że to tylko w jedną stronę działało.
            • rycerzowa Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 19:45
              burza4 napisała:
              > Można mieć pojęcie o funkcjonowaniu ludzi w dorosłym życiu, jak się
              > z kimś wiąże koło 30-tki, a przedtem jeszcze pomieszka parę lat
              > razem. Wtedy ma się możliwość sprawdzenia, jak oboje funkcjonują w
              > życiowych okolicznościach.

              Nie ma potrzeby mieszkania ze sobą przez lata, by widzieć, czy ktoś jest w
              miarę gramotny, czy nie. "Brak umiejętności logicznego myślenia" jest cechą,
              którą się widzi od razu. Brak elementarnego poczucia odpowiedzialności też. Brak
              życiowej ikry takoż. Brak uczucia w stosunku do kobiety jak wyżej.
              Przecież nie wychodzi się za mąż po dwutygodniowej znajomości.

              >
              > Normalny człowiek ewaluuje, rozwija się, uczy - choćby na własnych
              > błędach. I normalne jest również, że zakłada się, że obie strony na
              > laurach nie spoczną, tylko będą się brać za bary ze problemami które
              > przyniesie życie.

              Zgoda, tylko oboje muszą mieć szansę na rozwój. Jeśli widzę,że po
              kilku miesiącach małżeństwa żona wszystko robi sama, bo "on nie potrafi,nie
              lubi, wszystko sknoci", to już widzę, jak będzie po kilku latach. Ona ma szansę
              na robienie błędów, na naukę, on - nie.
              .

              > tylko że ja nie lubię być głodna, tym bardziej 2 dni, tym bardziej
              > że wówczas byłam w ciąży.

              Kobieta w ciąży głodna?
              Małż dostałby zadanie , po dobroci, nakarmienia swojej kobiety.
              Z takim, co by mnie głodził, nie chodziłabym do łóżka, nie byłabym w ciąży. Proste.

              >W praktyce - pozostało wyręczenie misia w
              > kłopotliwych obowiązkach.

              I to był błąd. Wyręczać trzeba się nawzajem, nie tylko zawsze jedna strona.

              >
              > tak właśnie po czasie zrobiłam, poczułam jakbym zrzuciła z pleców
              > ogromny ciężar. Nie podobało mu się, bo wiesz, ludzie powinni się
              > wspierać... szkoda że to tylko w jedną stronę działało.

              Po prostu przyzwyczaił się, i zmianę frontu odczuł jako krzywdę.
              Wniosek? Nie należy przyzwyczajać.
            • mama303 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 15.09.07, 11:27
              burza4 napisała:

              W praktyce - pozostało wyręczenie misia w
              > kłopotliwych obowiązkach.

              Przepraszam Cie ale z Was dwojga to Ty byłaś niemotą, on - bardzo
              sprytny gość.
    • ini2005 nowy komentarz autorki 14.09.07, 12:22
      przede wszystkim dzień dobry!
      powiem szczerze, jestem trochę zszokowana jakie mój wątek wywołał
      emocje i jakich nabrał rozmiarów! kochani forumowicze, jestem osobą
      z charakteru bezpośrednią, anonimowość forum jeszcze ośmiela,
      dlatego moja historia jest prawdziwa, emocje są żywe a opisane
      sytuacje nie przesadzone. jestem szczera do bólu i ze zdziwieniem
      stwierdzam że taka szczerość szokuje i niestety wywołuje agresję.
      sprawdzcie sami, uważnie czytając cały wątek, ile tu jadu i
      złośliwości, nie mówiąc o wypowiedziach niejakiego dejtrejera. ten
      to dopiero ma problem ! moja historia musiała poruszyć w nim jakiś
      czuły punkt, bo jak oszalały wypluwa obelgi pod moim adresem.
      biedaczek podejrzewam boi się silnych kobiet a tu supermacho!
      co jeszcze chciałam dodać? nie musicie mnie lubić, nie musicie
      pochwalać moich wypowiedzi.chciałam was poinformować, że po ulżeniu
      sobie na moim mężu (o czym nie wiedział więc mu nie zaszkodziło)
      nasze stosunki się trochę poprawiły. i oto przecież chodzi. nie
      zmienia to faktu że ja jestem "babsztyl" a moj mąż to "mięczak".
      pisząc o swoim problemie na forum, liczyłam na odzew kobiet
      podobnych do mnie, mających mężów podobnych do mojego :O) dziękuję
      wam za te wypowiedzi. dla ciekawych moich wad? największa to
      nieopanowanie i szybkie wpadanie w złość. druga to inteligencja
      która nie pozwala niestety wyłączać myślenia :O)
      • mama303 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 12:59
        ini2005 napisała:

        > kochani forumowicze, jestem osobą
        > z charakteru bezpośrednią, anonimowość forum jeszcze ośmiela,
        > dlatego moja historia jest prawdziwa, emocje są żywe a opisane
        > sytuacje nie przesadzone. jestem szczera do bólu i ze zdziwieniem
        > stwierdzam że taka szczerość szokuje i niestety wywołuje agresję.

        Jesli chodzi o mnie to nie Twoja szczerośc mnie zszokowała tylko
        Twoja pogarda dla drugiego człowieka i jego niedoskonałosci. A jest
        w ogóle jakaś dziedzina w której Twój mąz jest dobry?
        • ini2005 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:04
          jest coś w czym jest świetny: przepiękne dzieci robi!!!!
          • mama303 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 14:06
            No i jeszcze jeden niewątpliwy ma plus - to musi być niesamowicie
            ugodowy i niekonfliktowy człowiek jesli wytrzymuje z taką okropną
            babą.
            Weź to pod uwagę.
            • ini2005 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 14:12
              mama303 napisała:

              > No i jeszcze jeden niewątpliwy ma plus - to musi być niesamowicie
              > ugodowy i niekonfliktowy człowiek jesli wytrzymuje z taką okropną
              > babą.
              > Weź to pod uwagę.

              jak mama do mamy ;O) weź to pod uwagę że ja też wytrzymuję z tym
              okropnym ciamajdą! czy według ciebie mogę to sobie dodać do grona
              moich nielicznych zalet? jak ją nazwać? wpisałabym sobie w cv... :)
              • bea53 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 14:16
                Akurat Tobie przydałoby sie inne cwicznie, nie wyszukiwanie na siłe zalet ale
                zrob sobie liste zalet męza i swoich wad i co on wytrzymuje i teraz nie mowie
                zlosliwie! Niewiele rozumiesz z celnych uwag mamy czy rycerzowej!
                • ini2005 wszystko rozumiem i po przemyśleniu zastosuję! 14.09.07, 14:44
                  bea53 napisała:

                  > Akurat Tobie przydałoby sie inne cwicznie, nie wyszukiwanie na
                  siłe zalet ale
                  > zrob sobie liste zalet męza i swoich wad i co on wytrzymuje i
                  teraz nie mowie
                  > zlosliwie! Niewiele rozumiesz z celnych uwag mamy czy rycerzowej!

                  wszystko rozumiem i po przemyśleniu zastosuję! na pewno przemyślę
                  wszystkie opinie pojawiające się w tym wątku. to jasne że piszę na
                  bieżąco i spontanicznie i chyba Wy wszyscy też, na tym to polega,
                  taka mała burza mózgów, dlatego ten wątek jest taki gorący i
                  rozrasta się jak szalony. bierzecie to pod uwagę? - poruszyłam jakiś
                  ważny temat, zupełnie zresztą nieświadomie. skoro pisze tyle osób i
                  to o skrajnych poglądach na sytuację (na szczęście dla mnie, bo
                  chyba niedługo poczułabym sią zaszczuta)to znaczy że problem nie
                  jest tylko mój, personalny, nadpobudliwego,nadętego, zarozumiałego
                  babsztyla, jakim pewnie chcielibyście żebym była. problemy
                  małżeńskie są przecież powszechne. akurat mój nie jest typu: pije,
                  bije, zdradza. aż się boję pomyśleć jakie otrzymałabym porady.
                  pewnie wiele z was by stwierdziło: widziały gały co brały, pewnie
                  wiele by uznało że to w sobie powinnam poszukać winy...
        • bea53 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:38
          Absolutnie się zgadzam, ten post wywołala tak wiele komentarzy ze wzgledu na
          pogardę do drugiego czlowieka a poblazanie sobie.
          Autorka przyjmuje za sluszne swoje kryteria oceny czlowieka a ze pod halsem
          mieczakowatosc podpisuja sie inne niezadowolone malzonki to insza inszość.
          Dziwnie to brzmi jesli pisze pani o sobie jaka to inteligentna jest szybka
          zaradna, a malzonek powolny, nie wg wszelkich standardów wybuchowa cholereczka
          nawet zaradna ale nadaktywna jest WARTOSCIA WIELKą az do tego zeby nasmiewac sie
          z powolnosci swego męza,
          zaradnosc to tez nie jedyna cecha oceny czlowieka..
          Ty go po prostu kastrujesz do roli reproduktora "robi łądne dzieci"
          Dziwne ze tak pobłazasz sobie "jestem inteligentna no moze wybuchowa", wcale nie
          widzisz siebie ze swoimi wadami i tego ze facet Cie akcepetuje a moze i nie i Ci
          pobłaza...
          Przeczytaj dokładnie mail rycerzowej
          • elvi25 Re: nowy komentarz autorki 17.09.07, 12:46
            Chyba przesadzasz kobieto. To lekka nadinterpretacja.
      • burza4 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:08
        MIAŁAM męża podobnego to twojego - i z westchnieniem ulgi
        zakończyłam to małżeństwo.

        Nie wiem jak u ciebie - ale mnie do szału doprowadzał brak
        jakichkolwiek przejawów logicznego myślenia... Jesli komuś się
        wydaje, że to takie łatwe i proste - niech sam spróbuje być i
        kochać/szanować z kims takim. Na kogo nie można nigdy liczyć, kto
        zachowuje się jak niedorozwinięte umysłowo dziecko. To nie żona
        sprawiła że facet ma "syndrom wyuczonej bezradności" - zresztą ten
        syndrom nie jest wyuczony, a wrodzony... Można wytrwale ćwiczyć jak
        Verdana - tylko nie każdy ma ochotę wiecznie ponosić konsekwencje
        takich nieudanych działań. Bardzo łatwo się daje instrukcje, tyle,
        że one jakoś się nie sprawdzają w praktyce.


        Ludzie łączą się w pary, żeby było im lepiej, z założenia mają być
        dla siebie oparciem, pomagać SOBIE NAWZAJEM. A nie po to żeby mieć
        dodatkowy garb na plecach.
        • ini2005 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:24
          dokładnie tak samo myślę! nie boję się rozwodu, ale to ostateczne
          rozwiązanie. co z tego, że może z nową kobietą u boku, mój małżonek
          zmieniłby się w energicznego rycerza, jeśli to w dodatku byłaby
          kobieta, która trzy razy zalałaby mieszkanie, to pewnie poczułby sią
          dowartościowany ;O) nie po to zdecydowaliśmy się na dzieci, żeby
          teraz tatuś został zwolniony z obowiązków z powodu swojej
          ciamajdowatości! już kiedyś staliśmy bardzo blisko takiej decyzji i
          wtedy byłoby to o wiele łatwiejsze do przeprowadzenia. podjęliśmy
          decyzję o pozostaniu razem. dlatego teraz szukam sposobów ulżenia
          sobie a nie adwokata.
          • dejtrejder Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:38
            ini2005 napisała:

            już kiedyś staliśmy bardzo blisko takiej decyzji i
            > wtedy byłoby to o wiele łatwiejsze do przeprowadzenia. podjęliśmy
            > decyzję o pozostaniu razem.

            Obydwoje zrobiliście wielki błąd! Teraz do siebie miej pretensje, nie do męża!


            dlatego teraz szukam sposobów ulżenia
            > sobie a nie adwokata.

            Zapisz się może na boks:)
            • bea53 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:43
              Wlasnie ta osoba najprawdopodobniej dowartosociowuje sie kosztem mniej zaradnego
              męza, przy nim to ho ho moze wyleczyc kompleksy, to tez wartosc meza ze jest nie
              krytykuje, nie wymaga obiadku z 10 dań a pozniej mowi o boze co tak powoli...
              Swoją droga wyobrazam sobie ze gdyby pani się rozwiodła to dopiero by nie miala
              po kim jezdic i byloby cięzko....sądzę ze to jakiś rodzaj symbiozy...
              • burza4 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:56
                bea53 napisała:

                > Wlasnie ta osoba najprawdopodobniej dowartosociowuje sie kosztem
                mniej zaradnego > męza, przy nim to ho ho moze wyleczyc kompleksy,
                to tez wartosc meza ze jest nie > krytykuje, nie wymaga obiadku z 10
                dań a pozniej mowi o boze co tak powoli...

                BZDURA, widzisz, w praktyce to ta niezaradna strona usiłuje się
                dowartościować kosztem drugiej - dołując tę zaradniejszą,
                pomniejszając jej osiągnięcia i wyśmiewając sukcesy. Bo tak łatwiej,
                niż samemu coś zrobić.

                i na miłość boską - od kiedy to takim darem jest to, że facet "jest"?

                > Swoją droga wyobrazam sobie ze gdyby pani się rozwiodła to dopiero
                by nie miala> po kim jezdic i byloby cięzko....sądzę ze to jakiś
                rodzaj symbiozy...

                tej pani zapewne byłoby jak w raju, wiem po sobie. Jeśli sądzisz, że
                tak słodka jest konieczność pracy za dwoje, rozwiązywania podwójnych
                problemów i świadomośc, że mimo posiadania partnera obok jest się
                zdanym jedynie na własne siły, to pogratulować empatii.

                • bea53 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 14:13
                  Doprawdy teza ze mialas podobnie moze byc zupelnia mylna, nie identyfikuj sie
                  tak z kazdą sytuacja mimo ze wykazuje cechy podobienstwa, nie sadze ze pan
                  autorki watku ją dołował zbyt jest pewna siebie, zeby wykazywala cechy
                  niszczenia psychicznego przez partnera, szybko wnioski wysnuwasz i wczytaj sie
                  trochę w to co inni piszą!

                  Co do mojej empatii naprawdę nie mart się bardzo, kazdy ma prawo do sowjego
                  zdania i moze ono być inne niz Twoje wiesz???
                  • burza4 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 18:45
                    wszyscy staracie się być oszałamiająco poprawni politycznie.

                    Ciekawa jestem, czy równie wyrozumiali jesteście w stosunku np. do
                    współpracowników, którzy notorycznie pieprzą robotę, zwalają na was
                    rozwiązanie tego, co udało im się sknocić i wiecznie jesteście
                    obciążani skutkami ich bezmyślności? zapewne w ogóle nie cisną wam
                    się myśli "znowu przez tę tępą kretynkę muszę siedzieć po godzinach"
                    itp. Skąd, za setnym razem też pomyślicie jedynie "biedulka, może ma
                    jakieś problemy emocjonalne, jak by tu jej pomóc?"... Tak, z
                    pewnością tak własnie jest...
                    • bea53 Re: nowy komentarz autorki 15.09.07, 13:10

                      Sorki nie chce mi się dyskutowac bo nie trzymasz się tematu, co mnie obchodzi
                      jakas pani w pracy, nie robie za nikogogo a Ty tak?
                      Naprawde nie musze byc z Einstainem w domu a moge go kochać, nie ma tutaj
                      poprawnosci politycznej, zmieniasz temat i przenosisz dyskusje na inne pole
                      gdzie tu logika??
                      • elvi25 Re: nowy komentarz autorki 17.09.07, 12:50
                        Nie rozumiesz? Przecież to dokładnie w temacie!
                        • bea53 Re: nowy komentarz autorki 18.09.07, 15:55
                          Skoro dla Ciebie to w temacie to sobie dyskutuj z burza nie ze mną, dla mnie
                          praca i dom to dwie rozne sfery zycia i nie stosują sie tutaj te same schematy,
                          co mnie obchodzi pani z biura, jelsi chcesz z ania robic to rob i nie potrafisz
                          byc asertywna...
                    • elvi25 Re: nowy komentarz autorki 17.09.07, 12:49
                      Już Cię lubię hehe. Doskonałe porównanie!
              • dejtrejder bea ma rację 14.09.07, 14:27
                bea53 napisała:

                > Wlasnie ta osoba najprawdopodobniej dowartosociowuje sie kosztem mniej zaradneg
                > o
                > męza, przy nim to ho ho moze wyleczyc kompleksy, to tez wartosc meza ze jest ni
                > e
                > krytykuje, nie wymaga obiadku z 10 dań a pozniej mowi o boze co tak powoli...
                > Swoją droga wyobrazam sobie ze gdyby pani się rozwiodła to dopiero by nie miala
                > po kim jezdic i byloby cięzko....sądzę ze to jakiś rodzaj symbiozy...


                Dokładnie tak samo uważam. Jeszcze gorzej by było (dla niej oczywiście), gdyby
                miała takiego faceta, co to sobie w kaszę dmuchać nie daje:)
      • dejtrejder skarbie, ja nie mam problemu:) 14.09.07, 13:12
        Problem to ma założycielka wątku, nie dejtrejder:) Zapewniam cię o tym gorąco:)
        Ja po prostu uważam, że takie jak ty zasługują na przełożenie przez kolano i
        zwyczajną karę chłosty, niczym nieznośne bachory...
        Widać, ze cię ojciec w domu dyscypliny nie nauczył:)
        • ika997 Re: dejtrejdej 14.09.07, 18:14
          Mam wrażenie czytając twoje posty, że lubisz bić kobiety, albo bardzo chciałbyś
          uderzyć, ale nie możesz. Ciekawe czy stosujesz przemoc w stosunku do partnerki?
          • ika997 Re: dejtrejder 14.09.07, 18:23
            Literówka, do do ciebie dejtrejder.
            • ika997 Re: dejtrejder 14.09.07, 18:28
              A tak w ogóle to jeśli nie masz konstruktywnych porad, nie umiesz podnieść na
              duchu, ani rozwiązać problemu to po co zabierasz głos? Dla zabawy?? Żeby
              poszydzić? Dowartościować się?
        • elvi25 Re: skarbie, ja nie mam problemu:) 17.09.07, 12:51
          Szowinista? Chyba bardzo się zawiodłeś na kobiecie. Skąd tyle jadu?
          Szczęśliwy to Ty nie jesteś. Kobieta potrzebna Ci jako podnóżek?
    • burza4 Re: Co to za babsztyl??? Szok!!! 14.09.07, 12:48
      dejtrejder napisał:

      > Masz rację, tak się powinno zachowywać wobec kobiet. Problem w
      tym, że tu mamy
      > do czynienia z babsztylem, nie kobietą. A to już całkiem inna
      bajka...

      z babsztyle? a dlaczego od razu babsztylem? bo śmie wymagać od misia
      czegokolwiek? bo nie podoba jej się to, że wszystko jest na jej
      głowie, bo miś potyka się o własne nogi?
      >
      > Z mężczyzną jej związek nie potrwałby za długo lub wcale by nie
      doszło do> małżeństwa.

      Z MĘŻCZYZNĄ nie miałaby takich problemów. Ma - bo jest z CIAMAJDĄ.
      • ini2005 Re: Co to za babsztyl??? Szok!!! 14.09.07, 12:57
        o burzo burzo, pierwszy raz roześmiałam się na głos , czytając posty
        z mojego wątku!!!! dziękuję ci, świetnie go (dejtrejera)
        podsumowałaś!!!!
    • ini2005 Re: Co to za babsztyl??? Szok!!! 14.09.07, 13:46
      dejtrejder napisał:

      > Przecież można się rozwieść z pełną kulturą, trzymając klasę
      zamiast drzeć mord
      > ę
      > i mieć ciągłe pretensje. Babsztyl jednak wyraźnie zaznacza, że nie
      chce rozwodu
      > - jak widać rola "dominy" w związku ją strasznie kręci:)
      >
      >

      > SAMA go sobie wzięła na męża:)NIKT jej nie kazał. Myślę, że
      starannie musiała
      > wybierać i kombinować, który z jej wielbicieli nadaje się na worek
      treningowy.
      > Trafiła jak widać w dziesiątkę:)
      > Gdyby się pomyliła w wyborze, chodziła by z fioletowymi limami i
      sypiała na
      > klatce schodowej:)


      SKOMENTUJę TWOJą KOLEJNą WULGARNą WYPOWIEDź PO RAZ OSTATNI. NIE
      TYLKO DLATEGO żE PO PROSTU NIE JESTEś DOJRZAŁY DO DYSKUSJI NA
      POZIOMIE. NIE JESTEś TEż W STANIE LOGICZNIE I KONSEKWENTNIE PODAć
      JAKIEGOKOLWIEK ARGUMENTU. CZYTAJąC TWOJE POSTY MYśLę żE NIKT NIE MA
      WąTPLIWOśCI żE W TWOIM PRZYPADKU ROZWóD Z PEŁNą KULTURą TRZYMAJąC
      KLASę TO PEWNIE CICHE I NIEDOśCIGŁE MARZENIE TWOJEJ żONY.
      • dejtrejder Re: Co to za babsztyl??? Szok!!! 14.09.07, 14:06
        ini2005 napisała:


        >
        > SKOMENTUJę TWOJą KOLEJNą WULGARNą WYPOWIEDź PO RAZ OSTATNI.

        Dlaczego po raz ostatni? Czyżbyś poczuła się tak, jak twój mąż się czuje na co
        dzień z tobą? I teraz chciała uciec, podobnie jak on ucieka przed tobą?

        Ty chyba nie wiesz co to wulgarna wypowiedź:)
    • bea53 Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 13:57
      Wiesz sęk w tym ze inteligencja wcale jeszcze nie decyduje o wartosci czlowieka,
      czy ktos kto jest inteligetniejszy od Ciebie zasluguje na wiecej miłosci czy
      szacunku? nie! nie!
      Czy ktos kto ma braki IQ nie zasluguje na milosc, przeciez tez moze byc
      wartosciowym dobrym czlowiekiem pełnym empatii i ciepla, ja wole byc z ciepłym
      czlowiekiem mniej zaradnym ode mnie niz inteligentym zaradnym jadącym po innych
      jak po łysej kobyle!

      Poza dyskusją jest to co nazywamy inteligencją? No bo wiadomo ze są rozne jej
      rodzaje, a coz to jest IQ ktory wykazuje jakis test.
      • dejtrejder Re: nowy komentarz autorki 14.09.07, 14:20
        bea53 napisała:

        > Wiesz sęk w tym ze inteligencja wcale jeszcze nie decyduje o wartosci czlowieka
        > ,
        > czy ktos kto jest inteligetniejszy od Ciebie zasluguje na wiecej miłosci czy
        > szacunku? nie! nie!
        > Czy ktos kto ma braki IQ nie zasluguje na milosc, przeciez tez moze byc
        > wartosciowym dobrym czlowiekiem pełnym empatii i ciepla, ja wole byc z ciepłym
        > czlowiekiem mniej zaradnym ode mnie niz inteligentym zaradnym jadącym po innych
        > jak po łysej kobyle!
        >
        > Poza dyskusją jest to co nazywamy inteligencją? No bo wiadomo ze są rozne jej
        > rodzaje, a coz to jest IQ ktory wykazuje jakis test.


        Zgadzam się z tobą całkowicie. Tak właśnie jest.

        Tylko, że autorka wątku na każdym kroku podkreśla tą swoją "inteligencję"
        Intuicja i praktyka mi podpowiada, że tacy ludzie mają wewnętrzny problem i
        czują potrzebę dowartościowania się na tym polu.
        Identyczne kompleksy mają głąby kapuściane, które przez przypadek zostały
        posłami, dyrektorami itp...
    • czakitka i w dodatku hipochondryk ihihi 14.09.07, 14:52
      mam ten sam problem, plus to ze moj ukochany jak ma katar to gorzej
      niz zaraza, pozatym ma wszystkie choroby swiata a i jeszcze do zadry
      w palcu potrzebuje szpitala!na razie jak mnie drazni to poprostu go
      ignoruje,poki co moja agresja powoduje ze jakos tam sie stara-
      czasami!przed slubem ksiadz nam powiedzial zeby nie bac sie wymagac
      od siebie pewnych rzeczy, przeciez jak damy sobie totalny luz to
      strasznie nudno bedzie, PRAWDA?
      • ini2005 Re: i w dodatku hipochondryk ihihi 14.09.07, 15:07
        czakitka napisała:

        > mam ten sam problem, plus to ze moj ukochany jak ma katar to
        gorzej
        > niz zaraza, pozatym ma wszystkie choroby swiata a i jeszcze do
        zadry
        > w palcu potrzebuje szpitala!na razie jak mnie drazni to poprostu
        go
        > ignoruje,poki co moja agresja powoduje ze jakos tam sie stara-
        > czasami!przed slubem ksiadz nam powiedzial zeby nie bac sie
        wymagac
        > od siebie pewnych rzeczy, przeciez jak damy sobie totalny luz to
        > strasznie nudno bedzie, PRAWDA?

        hihihi a czytałaś cały wątek? chyba jednak większość uważa że to
        wszystko NASZA wina. silne żony mięczakowatych samców łączcie się!!!!
    • iwucha Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 14.09.07, 20:48
      Myślę, że on potrzebuje "mamusi", która Ty sprawnie grasz a Ty -
      "synusia", ktorego gra mąż. Skoro nie chcesz sie rozwieść, to taki
      układ na jakims nieuświadomionym poziomie Ci odpowiada, lubisz się w
      nim męczyć, z jakiegoś powodu (znow dodam wyraźie:
      NIEUŚWIADOMIONEGO) - po prostu się dobraliście. Coś sobie w ten
      sposób zatwiacie. terapeuta na pewno pomógłby Wam odkryć te
      nieuświadomione motywy.
    • ahhna Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 15.09.07, 00:04
      Przeczytałam cały wątek i jestem przerażona opiniami niektórych
      osób. Niesamowite, jak wciąż za wszystkie nieszczęścia małżenskie i
      wszelkie, w tym kompletny brak odpowiedzialności partnera, obwinia
      się kobietę. Ini, świetnie cię rozumiem. Byłam w podobnej sytuacji.
      Wychodzac za mąż, absolutnie nie byłam dominująca,
      superzorganizowana i czepialska. Była ze mnie taka łagodna, naiwna,
      uduchowiona istota, co to by życie najchetniej spędziła na czytaniu
      książek. Pieniądze..? A feee... Tyle, że zawsze byłam
      odpowiedzialna. I niestety (albo i stety), małżeństwo, wychowywanie
      dziecka wyrobiły we mnie cechy, których nigdy bym w sobie nie
      podejrzewała.
      Mój szanowny małżonek uważał, że zarabianie na wynajmowaną kawalerkę
      to i tak dużo więcej niż powinien z siebie dawać w związku. Powinnam
      być zachwycona,że w ogóle wracał do domu po pracy. Bo mógłby pójść z
      kumplami do baru zamiast słuchać ryku dziecka. Najgorsze,że na
      poczatku tez tak uważłam.
      Dużo się zmieniło od tego czasu. W którymś momnencie uznałam, że
      jesli tak ma to wyglądać, to ja to pieprzę. Ostatecznie po co
      kobiecie w naszych czasach takie coś..? Ja rozumiem, w czasach wojen
      klanów rodzinnych i dzikiego zwierza...
      Jestem wymagająca. Mnie też nikt nie rozpieszcza. Mam dośc
      odpowiedzialną pracę: nie ma wykrętów, że nie przespałam nocy. Jeśli
      popełnię błąd, ciachają mi po premii. Albo niech no tylko dziecko 3
      razy spóźni się do szkoły lub przyjdzie nie tak ubrane, natychmist
      wychowawczyni powie mi to na zebraniu. U lekarza tez nie ma
      przebacz, wszelkie zaniedbania będą wytknięte - i dobrze, w końcu
      jestem rodzicem i w pełni odpowiadam za swoje dziecko. Nie rozumiem
      tylko, czemu tylko ja mam za nie odpowiadać i zdawać sobie sprawę z
      tej odpowiedzialności.
      Ini, różnię się od ciebie chyba tylko tym, że mam mniej żelaza we
      krwi(ciągle niedobory):), notorycznie brakuje mi więc energii i nie
      mam zwyczajnie siły mówić po 50 razy. Co gorsza nie mam siły (tej
      zwykłej, fizycznej) ciągnąć samotnie, za 3 osoby, wózka z napisem:
      plany, oszczędności, odpowiedzialność, finanse, remonty,codzienność,
      itd itp. I dlatego poszłam o krok dalej niz ty: zaczęłam wymagać
      myślenia. I małżonek szybko się zorientował,że to jest dla niego
      jeszcze mniej korzystne. Zaczął więc szybciutko reagować na bieżące
      prośby i robic, co należy, dla świętego spokoju. Ja myślę za naszą
      trójkę, on mi pomaga na codzień. No ja wiem, że to nie o to do końca
      chodzi, ale zawsze jakis postęp. Jest mi zwyczajnie troche lżej
      fizycznie, ale i tak uważam, że to za mało.
      Mój facet postrzega mnie obecnie jako silną psychicznie i upierdliwą
      babę. Nie mówi mi tego wprost, ale wiem o tym. Ale jaki mam realnie
      wybór? Albo totalne zaniedbanie wszystkiego, albo wziecie
      wszystkiego na siebie, albo upierdliwość. Wiele razy odpuszczałam,
      licząc na rozsądek męża, i na palcach jednej ręki mogę policzyc
      sytuacje, kiedy to zagrało. Nie mam zamiaru więcej ryzykować.
      Ale wiesz co? Taki facet ma jedną bezcenną dla mnie zaletę: nie
      widzi również moich błędów. Choc sama nie wiem, co gorsze, bo jak tu
      mówic o wzajemnym rozwoju, uczeniu się do siebie...
      • rycerzowa Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 15.09.07, 10:16
        ahhna napisała:

        >. Niesamowite, jak wciąż za wszystkie nieszczęścia małżenskie i
        > wszelkie, w tym kompletny brak odpowiedzialności partnera, obwinia
        > się kobietę.

        To nie tak. Po prostu w tym przypadku zwrócono Ini uwagę na błędy, jakie
        popełnia. Nie, żeby dokuczyć, ale by pomóc.

        >, małżeństwo, wychowywanie
        > dziecka wyrobiły we mnie cechy, których nigdy bym w sobie nie
        > podejrzewała.

        Tak to jest. Życie stawia przed nami wyzwania i my MUSIMY im sprostać. Widzimy,
        że dajemy radę, i to nam dodaje sił i pewności siebie. Sęk w tym, aby jednego z
        małżonków nie zwalniać z tej próby.
        Konkretnie - aby nie miał wyboru, aby też MUSIAŁ.


        > Mój szanowny małżonek uważał, że zarabianie na wynajmowaną kawalerkę
        > to i tak dużo więcej niż powinien z siebie dawać w związku. Powinnam
        > być zachwycona,że w ogóle wracał do domu po pracy. Bo mógłby pójść z
        > kumplami do baru zamiast słuchać ryku dziecka. Najgorsze,że na
        > poczatku tez tak uważłam.

        A dlaczego tak uważałaś? Mądre to było?


        > W którymś momnencie uznałam, że
        > jesli tak ma to wyglądać, to ja to pieprzę. Ostatecznie po co
        > kobiecie w naszych czasach takie coś..?

        Bardzo słuszne podejście ! Byle się z tym nie spóźnić!

        > mam mniej żelaza we
        > krwi(ciągle niedobory):), notorycznie brakuje mi więc energii i nie
        > mam zwyczajnie siły mówić po 50 razy. Co gorsza nie mam siły (tej
        > zwykłej, fizycznej) ciągnąć samotnie, za 3 osoby, wózka z napisem:
        > plany, oszczędności, odpowiedzialność, finanse, remonty,codzienność,

        A gdybyś miała tę fizyczną siłę, to byś wszystko robiła sama, tak?
        A potem wylewała żale na forum?


        > zaczęłam wymagać
        > myślenia. I małżonek szybko się zorientował,że to jest dla niego
        > jeszcze mniej korzystne. Zaczął więc szybciutko reagować na bieżące
        > prośby i robic, co należy, dla świętego spokoju.

        Przeciętny człowiek jest bardzo inteligentny i wie, co jest dla niego korzystne.

        > Mój facet postrzega mnie obecnie jako silną psychicznie i upierdliwą
        > babę.

        Jesteśmy tacy, jakimi musimy być.
        Gdyby twój mąż szalał za tobą, pył ci spod nóg usuwał, zapewnił dobrobyt,
        najprawdopodobniej pozostałabyś
        "łagodną, naiwną, uduchowioną istotą, co to by życie spędziła najchętniej na
        czytaniu książek".
        I na malowaniu paznokci. Takie też znamy.

        • agnieszkaw19 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 15.09.07, 10:40
          Nie mogę nie zareagować na te posty, bo niektóre mnie śmieszą, a
          niektóre są tragiczne! Otóż widzę to tak...autorka postu nie miała
          za duzo kandydatów na męża, więc z braku laku wybrała swojego
          obecnego mężczyzna-mięczaka jak to podkresliła by nie przeżywac
          samotnie życia, bo bardzo sie tego boi. W innym przypadku byłaby już
          dawno po rozwodzie, a może i wogóle by nie wychodziła za mąż. Ale
          jak prawie każda kobeta pragnęła mieć potomstwo, więc znalazła sobie
          reproduktora- pięknych dzieci, jak to podkreśliła w jednym z postów
          i spełniła swoje marzenie. Jednak po jakimś czasie zaczęła zauważać,
          że ten osobnik jej mąż jest nieudacznikiem i mięczakiem jak twierdzi
          ona, choć może być zupełnie inaczej, bo...on może być normalnym
          facetem, dobrym kochającym tatą, a to ona heterą, choleryczką, z
          chwiejną osobowością, która nie wie czego chce i widzi tylko wady u
          innych, a może sama ma ich pełno. Wiem jedno, na pewno ona nigdy go
          nie kochała, a niestety bez miłości wad drugiego człowieka nigdy nie
          zaakceptujemy. Współczuje ci bardzo autorku tego smutnego wątku, bo
          sytuacja wydaje się beznadziejna. Zyjesz w małżeństwie, które nie
          przynosi ci radości, masz męża mięczaka, nie supermena,
          ale "widziały gały co brały";) Teraz albo rozwód, albo tkwienie w
          związku bez miłośći, w zakłamaniu, albo na wkońcu zakochasz się w
          swoim mężu. Jeśli trafiłabyś na męża z charakterkiem, który odpychał
          by twoje ataki i był tak samo agresywny to fruwałabyś pod sufitem,
          więc może warto docenić uległego męża? Pozdrawiam
          • ini2005 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 15.09.07, 11:43
            agnieszkaw19 napisała:

            Otóż widzę to tak...autorka postu nie miała
            > za duzo kandydatów na męża, więc z braku laku wybrała swojego
            > obecnego mężczyzna-mięczaka jak to podkresliła by nie przeżywac
            > samotnie życia, bo bardzo sie tego boi. W innym przypadku byłaby
            już
            > dawno po rozwodzie, a może i wogóle by nie wychodziła za mąż. Ale
            > jak prawie każda kobeta pragnęła mieć potomstwo, więc znalazła
            sobie
            > reproduktora- pięknych dzieci, jak to podkreśliła w jednym z
            postów
            > i spełniła swoje marzenie.
            witaj agnieszko!
            mam nadzieję że nie jesteś psychologiem, bo twoja intuicja i
            zdolność oceny sytuacji są bardzo mizerne. w dodatku nie chciało ci
            się czytać całego wątku (fakt że rozrósł się imponująco!) tam jest
            dużo więcej informacji niż w pierwszym poście, który pisałam
            totalnie wkurzona na męża, aby trochę rozładować emocje. nie
            wszystko w życiu jest takie proste, takie jednoznaczne takie czarno -
            białe jak twoje opinie. tak albo tak, żadnego półcienia. co ty tak
            naprawdę wiesz o mnie, o moim małżeństwie, czego dowiedziałaś się z
            tych kilku linijek tekstu, które w dodatku zupełnie źle
            interpretujesz? nie współczuj mi, nie współczuj jemu, ciesz się
            swoim życiem, śmiej się z postów które cię śmieszą ale proszę
            zastanów się następnym razem zanim napiszesz komuś nową historię
            życia z podsumowaniem gratis.
            • agnieszkaw19 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 18.09.07, 13:08
              Otóż to, że twój wątek rozrósł się tak bardzo nie jest imponujące
              lecz dające do myślenia! Podjęłaś wątek na temat swojego męża,
              którego totalnie zjechałaś w pierwszym poście i to właśnie
              skomentowałam, bo chyba mam prawo do własnej opini, czyż nie? To, że
              byłaś wkurzona na męża nie usprawiedliwia faktu, że zrobiłaś z niego
              malutkiego, bo to poszło w eter i tysiące ludzi to przeczytało! To
              ty się zastanów, albo najpierw ochłoń zanim napiszesz coś tak
              kontrowersyjnego, a potem nie dziw się, że wzburzyłaś tyle osób! Nie
              znam Ciebie, twojego małżeństwa, ale z tego co napisałaś dużo można
              wywnioskować niestety! Szczerze ci współczuje, bo nie chciałabym być
              ani w twojej, ani w skorze twojego męża, a tym bardziej twoich
              dzieci! I twój wątek wcale mnie nie rozśmieszył tylko wręcz
              przeciwnie. Czytaj uważnie posty, bo napisałam, że wypowiedzi
              niektóre mnie śmieszą! Chciałaś opini to ją masz! Jak ci sie nie
              podoba trudno, ale tak właśnie to wygląda jak napisałam, oczywiście
              z mojego punktu widzenia!
          • ahhna Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 16.09.07, 15:10
            Niewiarygodne. Agnieszko, piszesz jak ktoś, kto nie był w
            wieloletnim związku. Jak ktoś kto nie wie, że pierwsza faza
            znajomości sprowadza się do rozkładania kolorowych piórek, motylków
            w brzuchu itd. Druga jest momentem przełomowym, w którym motylki
            znikaja, piórka blakną, i która jest otrzeźwieniem, częst konczącym
            się rozwodem właśnie (wśród niedojrzałych do związku i uzależnionych
            od motylków). I dopiero trzecia to jest ta właściwa, wieloletnia,
            wymagajaca życzliwości, współpracy, swiadomości - ale od obydwojga.
            Piszę o typowym związku oczywiście, dlatego upraszczam, są wyjątki
            od reguły. Z tego co zrozumiałam, to Ini jest 10 lat po ślubie
            (prawie tak jak ja), więc pewnie jest to ta 3 faza, normalna
            codzienność. Uwierz mi, fajtłapowatość wyłazi na plan pierwszy
            własnie w tej fazie, jak i wszystkie inne wady, również dlatego, że
            ludzie sa na tyle ściśle powiązani ze sobą finansowo, dzieciowo,
            rodzinnie i mieszkaniowo, że wzystko wyłazi. Ini nigdzie nie
            napisała, że nie kocha męża, przeciwnie, i nigdzie nie wspomniała,
            że mąż nie kocha jej. Nie pisała tez, że jest złym człowiekiem,
            okropnym ojcem, domowym tyranem, że intelektualne dno. Napisała
            tylko, i to pod wpływem emocji, że jest leniem, leserem i
            rozmamłańcem. Miłość nic do tego nie ma, przeciwnie, sztuką jest
            kochać, widząc wszystkie wady w ostrym świetle, a nie zapominac o
            nich w ramach fałszywie pojętej akceptacji. Ja zresztą uważam, że im
            bardziej się kogoś kocha i jest z nim blisko, tym więcej się od
            niego wymaga. Co mnie obchodzą wady dalekiej znajomej..? Zresztą,
            bardzo bym chciała, żeby mąz konstruktywnie krytykował również mnie,
            bo to świetny bodziec do rozwoju związku.
        • ahhna Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 16.09.07, 15:42
          Rycerzowo kochana, nie maluję paznokci :), ale nic do takowych nie
          mam.
          Skąd przypuszczenie, że mąż za mną nie szalał? Szalał, i podobno
          szaleje! Ale jakoś nie pociąga to zasobą usuwania mi pyłków spod
          stóp, przynajmniej nie w zanczeniu odpowiedzialnego myślenia o
          rodzinie na co dzień.
          Gdybym miała więcej żelaza we krwi, to powtarzałabym po 50 razy, do
          skutku. A tak po 3. razie wydzieram się i tyle :))) Skutek jest, bo,
          tak ja pisałam, mój szybko zorientował się, że mu się zwyczajnie nie
          opłaca nie reagować :))Po prostu wszyscy gorzej na tym wychodzimy.
          No właśnie cała moja wypowiedź poświęcona była temu, że kiedyś
          uważałam inaczej i mądre to nie było, a ostatecznie akurat to forum
          poświęcone jest jak najbardziej wylewaniu żalów rodzinnych. Choć
          akurat ja ich nie wylewam chyba za bardzo, a co by było gdyby, to
          trudno mi powiedezieć :)
          Pozdrawiam
      • ini2005 dziękuję za posty szczególnie za słowa zrozumienia 15.09.07, 11:57
        ahhna napisała:

        > Przeczytałam cały wątek i jestem przerażona opiniami niektórych
        > osób. Niesamowite, jak wciąż za wszystkie nieszczęścia małżenskie
        i
        > wszelkie, w tym kompletny brak odpowiedzialności partnera, obwinia
        > się kobietę. Ini, świetnie cię rozumiem. Byłam w podobnej
        sytuacji.
        witaj ahhna!
        dzięki za opinię. takie posty bardzo mi pomagają spokojnie
        zastanowić się nad sobą, swoim małżeństwem, swoimi i jego zaletami i
        wadami. rozległość wątku, jego oddzwięk nadal mnie trochę
        przerastają, w tym ogrom negatywnych, napastliwych opini i osądów.
        paradoksalnie , to też trochę pomaga, choć szczerze mówiąc liczyłam
        na większą kobiecą solidarność. czy żadna z tych co rzucają na mnie
        gromy, nigdy nie była wkurzona, tak naprawdę totalnie wnerwiona na
        swojego męża? czy wszystkie zostały wychowane na grzeczne
        dziewczynki, uczone że złoszczenie się jest be, i mające teraz
        wrzody żołądka??? czy ktoś się zastanowił że ten kubeł jadu i złych
        słów pod adresem męża, rzucony tutaj, tak naprawdę ominął jego
        głowę??? bardzo dziękuję tym wszystkim, które tak jak ty, spokojnie
        i mądrze ustosunkowały się do mojej historii. ale chyba coś w tym
        jest,że trzeba przeżyć aby zrozumieć.. serdecznie pozdrawiam!
        • ahhna Re: dziękuję za posty szczególnie za słowa zrozum 16.09.07, 15:29
          Witaj,
          ja na szczęście nie byłam wychowana na grzeczną dziewczynkę, facet u
          boku i małżeństwo to nie sa dla mnie wartości same w sobie, zwł. w
          obecnym świecie :)
          Jeśli mogę ci coś w tym miejscu poradzić: nie zabijaj w swojej córce
          (jeśli ją masz) wiedźmy. Niech nawet ci pysknie czasem, pozwól jej.
          Wyrabiaj w niej krytycyzm wobec dorosłych, niech widzi, że dorośli
          też bywają kretynami, niech wie, że nie zawsze można im ufać. I
          niech im tez czasem pysknie :) (oczywiście w granicach rozsądku).
          Będzie wtedy szansa, że obroni się jako dorosła przed mentalnością,
          że kobitka to grzeczna i urocza ma byc, i jednocześnie super pod
          każdym wzgędem, a jej potrzeby są na ostatnim miejscu. Ja, odkąd
          wzięłam za siebie odpowiedzialność, a tym bardziej za swoje dziecko,
          nikomu nie pozwalam sobie mówić, co mam robić. Świetnie jak na razie
          na tym wychodzę. Jedyną osobą, od której oczekiwałabym odrobiny
          dyskusji na ten temat, jest mój mąz, no ale tu akurat zawód,
          niestety :)
          Ha, ha! wczoraj mój mąż usiłował zmierzyc ścianę pod nowe półki.
          Zastosował do tego zwykły centymetr, ale nie zauważył, że mu się po
          drodze przekręcił. A po drugiej stronie jest druga podziałka, tylko
          na odwrót. Rąbnął się więc w mierzeniu o blisko metr :) Dobrze, że
          cos mi się nie zgadzało, bo zamówilibysmy nie takie meble. Teraz ma
          pomysł, żeby samemu te półki zrobić, cholera, nie wiem, jak go od
          tego odwieźć :) To tak, żeby cię rozweselić :)))
          Również pozdrawiam
          • piekielnica1 Re: dziękuję za posty szczególnie za słowa zrozum 16.09.07, 16:15
            ahhna napisała:

            > Witaj,
            > ja na szczęście nie byłam wychowana na grzeczną dziewczynkę, facet
            u uboku i małżeństwo to nie sa dla mnie wartości same w sobie, zwł.
            > w obecnym świecie :)
            > Jeśli mogę ci coś w tym miejscu poradzić: nie zabijaj w swojej
            > córce (jeśli ją masz) wiedźmy.

            Gratulacje, mnie mimo, ze bylam zahukana dziewczynka, udalo sie
            wychowac corki, ktore zachowaly odrobine zdrowego egoizmu, co pomaga
            im w tworzeniu zdrowych, partnerskich, pelnych milosci i zrozumienia
            zwiazkow.
          • mallard Re: dziękuję za posty szczególnie za słowa zrozum 16.09.07, 19:36
            ahhna napisała:

            > Teraz ma
            > pomysł, żeby samemu te półki zrobić, cholera, nie wiem, jak go od
            > tego odwieść :)

            A czmu nie chcesz pozwolić mu się sprawdzić, co?! ;)
            • ahhna Re: dziękuję za posty szczególnie za słowa zrozum 18.09.07, 15:38
              > A czmu nie chcesz pozwolić mu się sprawdzić, co?! ;)

              Bo chcę mieć proste półki... Mam: odstające kontakty, krzywe lampy
              itd. A wszystko montowane przy wtórze obfitych bluzgów :)) No, po
              remoncie kontakty trochę lepiej wyglądają, ale to juz zasługa
              elektryka :)
        • andzia.4 Re: dziękuję za posty szczególnie za słowa zrozum 31.10.07, 08:35
          Miałam podobnie. Byłam atrakcyjna, lepiej zarabiałam od męża. Mąż schował się do
          swojej skorupki. Teraz, po wielu latach małżeństwa, różnych przeżyciach i
          przemyśleniach widzę, że "tafiłam" na bardzo wartościowego człowieka. Moje
          zachowanie wynikało z zaburzonego dzieciństwa. Wiem, że czas się nie wróci.
          Pracuję nad sobą. Dzieci dorastają, a ja staram się zaprzyjaźnić z mężem.
    • magdasiemka Podpisuję się pod wątkiem,ale... 17.09.07, 15:45
      Witam:)
      Ja od jakiegoś czasu mam podobny problem. To znaczy mąz doprowadza
      mnie swoim zachowaniem do tzw. szewskiej pasji. Wszystko, cokolwiek
      zrobi, wydaje mi się beznadziejne i wkurzające. Ciągle warczymy na
      siebie, bo on nie potrafi niczego zrobić dobrze. jestem poirytowana,
      kiedy zabiera się za cos i nie umie tego porządnie skończyć. Mamy
      malutkie dziecko, którym tak naprawdę zajmuje się tylko ja. Ja go
      kąpie, przebieram, karmię, piorę jego rzeczy, prasuję, sprzatam,
      gotuję. Nic innego nie robię, tylko siedze w domu i zajmuję sie
      obowiązkami z tym zwiazanymi. Zapomniałam już jak to jest wyjśc z
      koleżankami na kawę, na imprezę, pójśc do kina czy na kolację z
      mężem. Dopadła nas codziennośc i rutyna. Codziennie jest to samo.
      jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Kiedy proszę męża, żeby
      zajął się małym, wyszedł z nim na godzinę na dwór, słysze
      odpowiedź, że on sobie nie poradzi, bo synek płacze u niego na
      rękach i nie potrafi małego uspokoić. Ostatnio nawet pojechaliśmy
      wszyscy w trójkę do ginekologa:))) bo mąż bał się zostać z dzieckiem
      w domu. Tłumacze, że powinien więcej się nim zajmowac, zeby mały
      przyzwyczaił się do niego tak jak do mnie. A on na to, że nie da
      rady i tak kółko się zamyka. Codziennie myślę sobie, że wyszłam za
      mięczaka, który nie potrafi niczego zrobić. Ze nie mam w nim
      wsparcia, ze jestem sama we wszystkim, że cały dom jest na mojej
      głowie, że musze się o wszystko sama zatroszczyć. Codziennie mam
      doła totalnego i chce mi się wyć, że inni mężowie, kiedy przychodzi
      weekend, zabierają swoje rodziny na wycieczki, na basen, do parku. A
      my siedzimy przed telewizorem. I jeśli ja nie poprosze, zebyśmy
      razem wyszli na spacer, to nie doczekam się inicjatywy ze strony
      męża. Rozmawialiśmy na ten temat już cztery razy i cztery razy
      wszystko miało się zmienić. Ale sie nie zmienia. Nie wiem już jak do
      niego dotrzeć. Ani prośbą ani groźbą. Przeczytałam ten wątek i
      wszystkie wypowiedzi i poszłam na długi spacer, żeby to sobie
      przemyśleć. Gdzies tutaj znalazłam swój problem i zaraz pod nim
      szereg rozwiązań. Macie rację ci, którzy piszecie, że problem tkwi w
      autorce wątku, ale nie macie racji, że tylko w niej. Wina zawsze
      lezy po obu stronach, w mniejszym lub wiekszym stopniu. Notabene,
      najbardziej podobała mi się wypowiedź agnieszki19 (chyba 19:)).
      Psychologiem to Ty nie będziesz:) No, w kazdym razie doszłam do
      wniosku, że wina jest też we mnie, bo to ja naskakuję na męża,
      czepiam się go o byle co i iytuję głupotami. Z drugiej strony:
      jestem zmęczona, nie mam siły, codziennie padam na twarz i myśle, ze
      gdyby mąż choć trochę się postarał, pozwolił mi odpocząć, wziął na
      siebie częśc obowiązków i wykonywał je dobrze, ja nie byłabym w
      ciągłym stresie i spojrzałabym na niego inaczej. Tak więc zawsze
      muszą postarac się obie strony, a nie tylko "okropny babsztyl"
      czy "mięczak":)))Tylko nie wiem, jak do tego doprowadzić. Jak się
      dowiem, to napiszę:))) ufff, trochę mi lepiej, jak o tym napisałam.
      Pozdrawiam!
      • mama303 Re: Podpisuję się pod wątkiem,ale... 17.09.07, 16:37
        Ja tam nigdy nie uwierzę w to że normalny, przecietnie nawet
        inteligentny facet nie potrafi podołac prostym czynnościom domowym.
        Dlaczego wierzysz swojemu staremu że sobie nie poradzi????
        Dlaczego dajesz sie wpuscic w kanał???
        Poradzi sobie, tylko daj mu szansę, nie wyręczaj go, nie oceniaj,
        nie porównuj do tego jak Ty byś to zrobiła.
        Cos mi sie wydaje że Ci Wasi mięczakowaci to naprawdę sprytni
        goście.
        Nieźle sie ustawili i tyle a Wy kobitki dalej za nich wszystko
        róbcie i potem użalajcie się , narzekajcie itd itp
        • magdasiemka Re: Podpisuję się pod wątkiem,ale... 17.09.07, 19:03
          mama303 coś jest w tym,co piszesz. Moze gdybym powiedziala głosno
          STOP i po prostu wyszła z domu i zostawiła go samego z dzieciakiem
          na pół chociażby dnia, to nie miałby wyjścia,musiałby dać radę.
          problem tkwi we mnie, bo ja chciałabym, żeby on robił wszystko
          idealnie, czyli tak, jak ja bym to robiła:) Ale zrozumiałam to
          dopiero dzisiaj, kiedy wszystko na spokojnie przemyślałam i
          spojrzałam na nasze życie z dystansu. Nie daję mu szansy, to prawda.
          proszę, zeby uśpił dziecko, a kiedy on sobie nie radzi, wyręczam go
          (tylko jak znieśc płacz własnego dziecka dłużej niż 15 minut, oto
          pytanie:)). Baaaardzo chętnie zmieniłabym swoje myślenie, bo wiem,
          że punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Tylko, gdyby mąż mi w
          tym troszkę pomógł...Bo to się wszystko łatwo mówi. Słówko do ini:
          próbowałaś z mężem kiedyś spokojnie pogadać o tym, co Ciebie boli,
          co jego boli? Może spróbować się troszkę zdystansować i po prostu
          pogadać? Ja tylko tak pytam, nie jestem ekspertem w tych sprawach:)
          • mama303 Re: Podpisuję się pod wątkiem,ale... 20.09.07, 16:17
            magdasiemka napisała:

            > Nie daję mu szansy, to prawda.
            > proszę, zeby uśpił dziecko, a kiedy on sobie nie radzi, wyręczam
            go
            > (tylko jak znieśc płacz własnego dziecka dłużej niż 15 minut, oto
            > pytanie:)).

            Dziecko płacze pewnie nie dlatego że mąż sobie nie radzi tylko
            dlatego że jest przyzwyczajone do tego że mama go zawsze usypia.
            Tak sobie "ustawiłaś" dziecko a mąż tylko z tego "korzysta".
            • smooczek Re: Podpisuję się pod wątkiem,ale... 31.10.07, 15:38
              ini2005 napisała:

              > to nie to że nie kocham już swojego męża po 10latach małżeństwa,
              ale > szacunek do niego rozpłynął się już dawno...

              Kochasz swojego męża, czy nie? darzysz miłością osobę, dla której
              nie masz szacunku? Opowiadasz obcym ludziom w szczegółach, jaki on
              jest beznadziejny. To jest miłość?

              jestem silną kobietą, > która dzielnie dzwiga przez życie swój krzyż
              banalnej codzienności,
              Gratulacje, ja też taka byłam. Dopiero psycholog mi pomógł, kiedy
              poległam pod tym krzyżem. Teraz wreszcie mam się swietnie :)))

              nie > rozwiedziemy się z bardzo wielu powodów, ale czasem mam ochotę
              > wystawić mu walizki za drzwi.

              Ale po co się z nim tak męczysz? Niesatysfakcjonujący związek to
              dobry pomysł na życie dla silnej kobiety?

              jestem szczęśliwa gdy jest w pracy i
              > nie muszę go oglądać, jednocześnie niecierpliwie czekam aż wróci z
              > pracy, z nadzieją że może trochą mnie odciąży.

              Jesteś szczęśliwa, gdy jest w pracy, ale czekasz żeby wrócił, bo Ci
              się ewentualnie może przydać?? Czy dobrze zrozumiałam, że to
              małżeństwo jest dla Ciebie pasmem rozczarowań?

              > ..tylko mój kot podnosi mnie
              > na duchu, on przynajmniej jawnie okazuje mu pogardę :O)

              Brawo kot ! Prawie jak przyjaciel w kwestii podnoszenia na duchu.
              Myslisz, że uczucie pogardy do męża, wyrażane przez kota, może
              wywołać w nim zmianę na lepsze?

              jak sobie > radzić z takimi emocjami, które przecież mnie szkodzą,
              mnie > zabierają potrzebną energię,

              Radzić sobie z emocjami można nauczyć się przy pomocy psychologa,
              albo odciąć się od gościa, który jest przyczyną i zakończyć tę mękę.
              Wtedy będziesz miała szansę na satysfakcjonujący związek, ale już z
              nową osobą.

              Powodzenia

              PS. Pozdrawiam "Twojego Anioła Stróża" i "Verdanę". Lubię Was czytać
        • nivea63 Re: Podpisuję się pod wątkiem,ale... 18.11.07, 11:01
          Dokładnie taj jest jak piszesz, mama 303.
          • nivea63 Re: Podpisuję się pod wątkiem,ale... 18.11.07, 11:02
            popr.tak jest
    • gwiazdeczka0645 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 31.10.07, 18:42
      Kompletnie nie rozumiem tej sytuacji, nie jestś przecież głupiutką
      nastolatką, która wpadła z pierwszym lepszym i potem wyszło szydło z
      worka (jego charakter). Przeżyliście ze sobą wiele lat małżeństwa,
      dobrze się poznaliście, a następnie zdecydowaliście na dzieci (skoro
      dzieci mają poniżej 3 lat, a najmłodsze nawet kilka miesięcy,a staż
      małżeński 10 lat.... No i gdzie tu logika? Przecież "wiedziały gały
      co brały"...Skoro podjęłaś decyzję by powiększyć rodzinę po tylu
      latach małżeństwa i umacniać Wasz związek doskonale znając
      jego "beznadziejny "charakter...Oj, coś mi tu nie gra...
    • novembre Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 01.11.07, 16:54
      Czesc INI.
      Dlaczego Ty piszesz o mnie, co? :)
      Tyle tylko, ze ja nie czekam, az wroci z pracy i mi pomoze. Stracilam zludzenia,
      ze pomoze, radze sobie sama i ciesze sie, ze pozwolil mi to sobie uswiadomic.
      W zasadzie - do czego on mi jeszcze potrzebny..?
      Skoro polegac moge tylko na sobie, skoro komputer wazniejszy od rodziny, skoro
      nie slyszy, jak dziecko kilkanascie razy prosi go o przeczytanie ksiazeczki czy
      zabawe? Skoro nie pomysli, ze trzeba zrobic zakupy? Skoro niezmiennie udaje mu
      sie zostawic w miejscu pracy (200 km) portfel z dokumentami, albo w samochodzie
      pod blokiem saszetke ze wszystkim? Klucze, dokumenty, karty, pieniadze..

      U mnie - taka sytuacja to blad dwoch osob.
      Pierwszej - tesciowej, ktora 'chce dobrze' - i np. gdy wyjechalam na pare dni w
      delegacje (dziecko podrzucil babci, a jakze) zadzwonila do mnie z pretensjami,
      ze nie zrobilam mu zakupow i nie zostawilam gotowych obiadow w lodowce.
      Niestety, jestem za dobrze wychowana mimo wszystko, bo nie potrafilam sie
      odszczeknac, ze karte platnicza malzonek posiada, sklep jest 50 metrow od domu,
      obiady awaryjne sa zawsze w zamrazalniku, ale skoro mamusia nauczyla, ze ktos
      inny mysli za niego, to teraz sa tego efekty.

      Druga osoba 'winna' tej sytuacji, to ja sama, silna baba z jajami, ktora nie
      bedzie prosic 85 razy o podanie jednej rzeczy (bo on stoi obok i ma blizej),
      tylko sama sobie poradzi. Bez laski. Znaczy, pogorszylam mu tylko.
      Oj, chyba mu na dobre nie wychodze..:)

      Ale, jak juz wyzej napisalam, ja juz nic od niego nie chce..

      Pozdrawiam Cie i nie daj sie..

      novembre
      • piekielnica1 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 01.11.07, 23:23
        > Ale, jak juz wyzej napisalam, ja juz nic od niego nie chce..

        Bardzo dlugo bronilam sie przed uswiadomieniem sobie tej prawdy,
        ale gdy to sie dokonalo to byl poczatek konca.

        • novembre Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 02.11.07, 00:22
          Ja to sobie uswiadomilam ze 3 lata temu, moze wczesniej.
          Tyle ze.. boje sie.. no.
          Ot, glupia.
          • kol.3 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 03.11.07, 17:19
            Mój mąż jest pięknoduchem, który w ogóle nie interesuje się sprawami
            technicznymi. Gdyby u nas w domu zepsuła się bateria - on palcem w
            bucie nie ruszy w tej sprawie. Po pierwsze nia zna się na tym. Po
            drugie ja jestem lepsza w negocjacjach z fachowcami. Jest za to
            dobry w wielu innych dziedzinach. Jego największą zaletą jest to że
            nie jest nudny. Jest to cecha, która kompensuje wszystkie inne
            niedoskonałości.W życiu bym go nie zamieniła na innego. Dojście do
            tych wniosków zajęło mi dość dużo czasu.
            • mallard Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 13.11.07, 23:56
              kol.3 napisała:

              > Mój mąż jest pięknoduchem, który w ogóle nie interesuje się
              sprawami
              > technicznymi. Gdyby u nas w domu zepsuła się bateria - on palcem w
              > bucie nie ruszy w tej sprawie. Po pierwsze nia zna się na tym. Po
              > drugie ja jestem lepsza w negocjacjach z fachowcami. Jest za to
              > dobry w wielu innych dziedzinach. Jego największą zaletą jest to
              że
              > nie jest nudny. Jest to cecha, która kompensuje wszystkie inne
              > niedoskonałości.W życiu bym go nie zamieniła na innego. Dojście do
              > tych wniosków zajęło mi dość dużo czasu.

              To się chyba nazywa "dobra mina do złej gry"...
              • kol.3 Re: wyszłam za totalnego mięczaka! 18.11.07, 11:15
                Najlepiej jak każdy sam będzie się martwił o to jaką minę robi do
                jakiej gry. Ciekawa jestem wypowiedzi mężów swoich żon w specjalnie
                założonym wątku, jak oni widzą swoje małżeństwo, postawy swoich żon.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja