ewa743
25.09.07, 08:37
Pani Agnieszko, proszę o wsparcie, nie wiem co robić :(
Nie wiem jak to mam napisać. Na razie za bardzo to jeszcze
przeżywam, szukam wsparcia, pocieszenia…
Poznaliśmy się, gdy ja byłam samotną mamą z dwójką dzieci. Zrażoną
do miłości, mężczyzn, nieufną, twardą, zamkniętą w sobie. On
stopniowo pokazywał mi, że można mu zaufać, walczył o nas, o naszą
miłość. Pokochałam, zaufałam, zaręczyliśmy się. Dzieci również go
pokochały, mówią do niego: „Tato”. Planowaliśmy wspólną przyszłość.
Nie ukrywam, że w tym związku wiele było też złego – ja, nie zawsze
umiałam zapomnieć o mojej złej przeszłości, o lękach, obawach,
wywoływałam awantury. – On na każdym kroku udowadniał mi, że z Nim
będzie inaczej, że mogę mu powierzyć swoje serce i duszę. Myślałam,
że wszystko jest dobrze, kochałam i czułam się kochana. Spędzaliśmy
razem wspólnie czas, tworzyliśmy udaną, kochającą się rodzinę. W
połowie roku udało mi się podjąć pracę, niestety okazało się, że
jest to praca ze wszech miar zła i toksyczna. Skończyło się
załamaniem nerwowym. Zamknęłam się wtedy w sobie, moje myśli zostały
zupełnie opanowane przez pracę. Nie umiałam się z tego otrząsnąć.
Kiedy chciałam porozmawiać o tym z Nim, słyszałam: a ty znów o tym
samym. W końcu zrezygnowałam z pracy, podjęłam leczenie nerwów,
zaczęłam szukać innej pracy. Nie zauważyłam, że w tym czasie, on
stał się milczący, rozdrażniony, zamyślony. Kiedy chciałam z nim o
tym pogadać, mówił, że ma chwilowego dołka i wszystko jest w
porządku.
Potem przez przypadek znalazłam jego maile do innych kobiet. Okazało
się, że zwierza im się, korespondują w nocy z sobą, żali im się na
nasz nieszczęśliwy związek.
Dowiedziałam się z tych maili, że on nie wie, czy mnie kocha, że
chętnie nauczy się grać na gitarze i napisze piosenkę specjalnie dla
jednej z tych pań, że spędził najgorszy urlop w swoim życiu ( a
spędził go z nami ). Martwił się, gdy za długo mu nie odpisywały,
tęsknił za nimi, one za nim… Było tam zresztą więcej innych rzeczy,
( z naszego wspólnego życia), o których już nie chcę pisać.
Zdenerwowałam się, powiedziałam co o tym myślę. Wybuchła awantura.
Ja w złości zapytałam, czy gdyby brakło mu w domu seksu, to też
poszukałby go gdzie indziej? On powiedział, że robię z niego
dziwkarza.
Jednak po wielu rozmowach, postanowiliśmy zacząć od nowa. On kazał
mi przeczytać na spokojnie te maile, bo jak mówił nie ma w nich nic,
co byłoby zdradą. Chciałam, ale okazało się, że zmienił hasło do
poczty, potem mi je podał, ale w międzyczasie wykasował całą
zawartość. Wybuchła kolejna awantura, oczywiście z mojej strony. On
się spakował i chciał się wyprowadzić. Klęczałam przed nim na
kolanach i błagałam, by tego nie robił. On mi powiedział, że
zostanie, ale jak mu zrobię loda… Załamałam się. Mimo, że zaraz
powiedział, że to był tylko żart z jego strony… Przez kilka dni było
dobrze, przynajmniej ja to tak czułam, a potem On po raz kolejny
chciał się wyprowadzić. Powiedział, że nie wie czy mnie kocha, że
raczej nie chce już być ze mną, że będzie odwiedzał dzieci. Znowu
klęczałam z płaczem przed nim i błagałam… Został. Zdecydowaliśmy, że
damy naszemu związkowi jeszcze jedną szansę, że będziemy więcej z
sobą rozmawiać, więcej czasu spędzać wspólnie. To było tydzień temu…
Dostałam od niego kwiaty, w ramach nowego początku, kupił nawet
sprzęt do odtwarzania filmów, abyśmy mogli wspólnie obejrzeć coś z
dziećmi, byliśmy razem na wywiadówkach u dzieci, kiedy długo nie
wracałam z pracy, wysyłał mi sms, z zapytaniem co się dzieje, bo
jemu jest smutno samemu w domu i tęskni. Inicjował współżycie
seksualne, dbał o dzieci, ugotował wspólny obiad niedzielny.
Wczoraj mi powiedział, że to jednak nie ma sensu, bo on już naprawdę
mnie nie kocha. Pozostał mu tylko sentyment, chciałby być moim
przyjacielem, spotykać się z dziećmi, kiedy się wyprowadzi, a ja
będę chciała się z nim zobaczyć, mam zaraz mu zadzwonić, dać znać, a
on przyjdzie. Posiedzimy, pospacerujemy, pogadamy, spędzimy wspólnie
czas… Zawsze mnie przytuli, pocałuje, ale nie widzi już nas razem,
jako związku.
Powiem, że szczerze mnie to zaskoczyło. Poprosiłam, aby dał mi czas
do końca miesiąca, bo muszę się z tym oswoić. Potem po prostu
wyszłam z domu, bo musiałam jakoś odreagować. On przyszedł po mnie
do mojego ojca, wracaliśmy razem, upierał się, ze chce iść ze mną za
rękę, przytulić mnie. Kiedy kładliśmy się spać, chciałam iść spać
osobno, on się oburzył.
Nic z tego nie rozumiem. Nie wiem co mam robić. To wszystko
całkowicie mnie załamało. Na razie nie jestem w stanie rozsądnie
myśleć. Z mojej strony jestem gotowa mu wszystko co złe wybaczyć.
Moje uczucia do niego są silne, kocham go dalej tak samo, jak na
początku związku. Chciałam walczyć o ten związek, ale nie wiem czy
to ma jeszcze jakieś szanse powodzenia. Nie wiem czy on tego chce. Z
tego co mówi, na chwilę obecną on nie wierzy w nas, nie widzi mnie
już jako kobiety swojego życia. Mówi, że zawsze będzie mnie kochał,
bo byłam jego pierwszą, prawdziwą miłością, że nie chce już z nikim
innym układać sobie życia, nie chce już nikogo kochać. Mimo tego, że
on jest ode mnie młodszy o 7 lat, nigdy tego nie odczułam. Zawsze
podziwiałam jego rozsądek, odpowiedzialność, dojrzałość. Dlatego
teraz nie potrafię tego zrozumieć… Byliśmy z sobą dwa lata, wiele
nas łączyło, mieliśmy wiele wspólnych zainteresowań, pasji, oboje
czuliśmy, że jesteśmy bliskimi duszami, czytaliśmy sobie w myślach.
Nie wiem… Naprawdę nic już z tego nie rozumiem i nie wiem… Nie umiem
tak po prostu wykreślić go z mojego serca i mysli, tak po prostu
przekreślić tych dwóch lat.