afraid23
14.10.07, 22:31
Zdecydowałam się napisać na forum, bo naprawdę potrzebuję
obiektywnego spojrzenia na moją sytuację...Bardzo się
pogubiłam...Mam 23 lata i jestem na ostatnim roku studiów. Od trzech
lat jestem z mężczyzną, a od 2 lat jesteśmy zaręczeni. Kiedy
zaczęłam sie spotykać z moim narzeczonym, po dość krótkim czasie
wiedziałam, że to jest "to". Była dla mnie cudowny, bez problemu
moglismy się dogadać, mamy podobne marzenia, cele, pogląd jak ma
wyglądac nasze życie. Jednak teraz, kiedy zostało już kilka miesięcy
do ślubu, nie wiem co robić. Mam wielką huśtawkę nastrojów, kilka
razy zmieniałam decyzję, czy dojdzie do ślubu, czy nie. Być może
istotne znaczenie ma fakt, że przez ostatni rok prawie cały czas
byliśmy osobno, ze znikomą możliwością kontaktu (narzeczony był w
dwóch kilkumiesięcznych rejsach z trzytygodniową przerwą). W czasie
pierwszego rejsu było mi tak strasznie ciężko, że myślałam że tego
nie przetrwam. Dodatkowo dowiedziałam się o kilku
nieodpowiedzialnych rzeczach jakie zrobił, długach i związanych z
tym oszustwach wobec mnie. Jednak wszystko mu wybaczyłam, bo on też
strasznie to przeżył i dostał dużą nauczkę, po której się zmienił.
Po jego powrocie byłam bardzo szczesliwa i ustaliliśmy datę slubu.
Jednak kiedy narzeczony wyjechał drugi raz wszystko się zmieniło.
Zostałam z myślą o ślubie i nie tęskniłam już tak bardzo, bo
wiedziałam ze dam radę wytrzymać bez niego. Zajęłam się swoimi
sprawami i wstępnymi przygotowaniami do slubu. Zaczęłam też
rozmawiac na gg z pewnym znajomym...i niestety coraz bardziej
zaczęłam się nim interesować. Doszło do tego, że gdy narzeczony miał
wrócić, wcale już tego nie chciałam. Przyzwyczaiłam się do
mojego "samotnego życia", a poza tym miałam ochote poznać tego
drugiego...Teraz minęło kilka miesięcy i żyję jak w potrzasku...Nie
wiem co robić...Mój narzeczony jest dla mnie "aż za dobry"(właśnie
tak o tym myślę) - strasznie mnie kocha, zrobiłby dla mnie wszystko,
bez problemu możemy się dogadać we wszystkich sprawach, mamy wspólne
plany. Poza tym obsypuje mnie prezentami, jest całkowicie
bezkrytyczny wobec mnie i wydaje mi się, że cały czas zapatrzony we
mnie (co paradoksalnie zaczęło być dla mnie irytujące). Jednak ja
nie mogę się przemóc, by było pięknie jak dawniej...Widzę w nim
pewne cechy, które mnie drażnią, problemem stała się dla mnie
różnica w naszym wykształceniu. Nie czuję do niego pociągu ani mnie
nie fascynuje...Łapię się na tym że ciągle porównuję go z innymi
mężczyznami i wyobrażam sobie jakby było z kimś innym...Ten drugi
facet o którym pisałam strasznie mnie zafascynował, ale nie mam
pojęcia czy coś by z tego było. Nie wiem, czy odrzucić najlepszego
człowieka jakiego znam, który kocha mnie nad życie i zrobiłby dla
mnie wszystko, z którym czuję sie bezpiecznie i wiem, że nasze życie
mogłoby byc szcześliwe...Jednak kiedy jestem przy nim nie mogę go
nawet przytulić i pocałowac, bo mam w sobie jakąś blokadę...Cały
czas biję się z myślami...Nie wiem już co robić....