Bezsilna złośc na małe dziecko

27.10.07, 00:05
Wstyd się przyznac, ale czasami straszliwie wkurza mnie mój synek.
Ma rok i 9 miesięcy. Jest bardzo ciężkim alergikiem pokarmowym, a ja
dosłownie na głowie staję, żeby zapewnic mu odpowiednią dietę, co
wymaga zarówno czasu jak i sporych nakładów finansowych.

Niestety na domiar złego bywa niejadkiem, więc drogie i z trudem
zdobyte i ugotowane cuda ladują w koszu lub w naszych żołądkach. Byc
moze jego niejedzenie ma związek z alergią, ale nie mam pewności, bo
diety przestrzegamy bardzo ściśle. Byc moze to kwestia faktu, ze
jest żywy i "nie ma czasu jeśc". W normach się mieści, jest zdrowy,
choc nie należy do dużych dzieci. Lekarze nie widzą problemu.

Kłopot w tym, ze ja nie umiem sobie z tym dac rady. Po prostu sie o
niego boję. Czuję się nieadekwatna, do niczego, bo tak się staram, a
on nie chce jeśc - poza tym pozostaje obawa: a może jednak jest
uczulony, może nie upilnowałam diety.

Wiem, ze to zabrzmi niedojrzale, ale kiedy po tych wszystkich
staraniach znów widze skrzywioną minę i łapkę odpychającą łyżkę,
robi mi się dosłownie ciemno przed oczami z bezsilności, która
przechodzi w złośc. Parę razy już byłam trochę agresywna -
próbowałam wepchnąc łyżeczkę siłą, odepchnęłam go od siebie
mówiąc "Nie to nie, spadaj" albo coś w tym stylu.
Boję się, że któregos dnia nie wytrzymam i dam mu parę ostrych
klapsów albo na niego nawrzeszczę zanim zdążę rozsądnie pomyślec.

Mąż podchodzi do sprawy zupełnie inaczej - mówi, że "jak zglodnieje
to zje". Ale ja tak nie umiem. Skoro przy wszystkich moich
staraniach przybiera na wadze bardzo wolno, to bez tego pewnie by
chudł. Od wakacji przez około dwa miesiące było w porządku, temat
jedzenia przestał byc źródłem stresu. Teraz, niestety, problem
wrócił. Jest nawet jeszcze gorzej - mały jest przeziębiony i dostaje
sporo leków. Ileś podejśc z łyżeczką paskudztwa plus pięc posiłków
dziennie - i dom naprawde zamienia się w pole bitwy. Wiekszośc
potyczek toczę ja, bo pracuję dużo krócej niż mąż i sporo jestem z
synkiem sama.

Myśląc na trzeźwo tak bardzo się boje, ze robię mu krzywdę, ze on
wyczuwa moją frustrację i złośc, że dobra mama nagle zmienia sie w
złą babę jagę a potem odwrotnie - i dziecko jest na psychicznej
huśtawce. Ale za godzinę znów nie mogę sobie poradzic, przeklinam
pod nosem, walę pięścią w stół. Strasznie się z tym męczę a co
gorsza mały może na tym ucierpiec. Proszę o radę.
    • twoj_aniol_stroz Re: Bezsilna złośc na małe dziecko 27.10.07, 08:50
      Powiem tak: żadne dziecko nie umarło jeszcze z głodu od niejedzenia
      przez pół dnia. Synek wcale nie musi jeść 5 posiłków dziennie, może
      jest to dla niego za dużo. Może wyjdę na jakąś matkę idiotkę, ale
      moje dzieci dostają śniadanie (które zjedzą, albo nie), a potem
      dopiero obiad, bez względu na to ile zjadły na śniadanie. Z reguły
      do obiadu są już tak głodne, że przychodzą z pytaniami kiedy
      wreszcie ten obiad wyląduje na stole, bo one chcą jeść. Sama więc
      możesz sobie wyobrazić, jak wygląda ich jedzenie - wcale nie trzeba
      ich namawiać.
      Zasada jest prosta: śniadanie trwa od 8.00 do 8.20 - 8.30, potem nie
      dajesz do jedzenia kompletnie nic (żadnych jabłuszek, chrupek,
      paluszków, NIC), potem obiad od 12.30 - 13.00 i znów po obiedzie
      kompletnie nic do jedzenia. Około 16.00 możesz zaproponować
      podwieczorek (ale nieobligatoryjny - chce to zje, nie to nie), coś
      małego typu jabłko, i dopiero ok. 18.00 kolacja, ale też
      obligatoryjna. Zaręczam, że po tygodniu masz problem marudzenia przy
      jedzeniu z głowy.
      Druga sprawa to wspólne posiłki. U nas nie ma i nigdy nie było
      kwestii oddzielnego karmienia dzieci. One zawsze jadły z nami przy
      stole, po prostu każdy siadał i jadł. Nie było biegania z jedzeniem
      za dziećmi, zabierania jedzenia na spacerek i wciskania go, jak
      dziecko się bawiło w piaskownicy.
      Zrozum, że dziecko musi być głodne, żeby zjadło z apetytem obiad,
      czy śniadanie.
      A tak swoją drogą to Ty jesteś osobą szczupłą, czy przy kości?
      Jedzenie sprawia Ci przyjemność, czy traktujesz je jako przykry
      obowiązek, z którego, gdybyś mogła, to byś zrezygnowała bez wahania?
      Wbrew pozorom są to bardzo ważne pytania i odpowiedź na nie może być
      źródłem problemu :))
      • mbartoszew Re: 27.10.07, 09:11
        Dzięki za radę. A w jakim wieku są Twoje dzieci? Bo ta wizja pieciu
        całkiem sporych posiłków, które rzekomo dziecie spożyc powinno w tym
        wieku spędza mi sen z powiek.
        Co do Towjego pytania: Jestem raczej szczupła, rozmiar M, ale bardzo
        lubię wszamac coś dobrego, tak normalnie. Chciałabym,żeby z synkiem
        było podobnie - jedzenie jako nie tylko odzywianie ale i jedna z
        radości życia, ale bez przeżerania się i otyłości.
        • twoj_aniol_stroz Re: 27.10.07, 14:28
          Moje dzieci są już duże (9 lat i 5 lat), ale takie zasady
          obowiązywały zawsze (poza wczesnym okresem niemowlęcym). Posiłki
          były w miarę regularne (+/- pół godziny) i jakoś mało martwiło mnie
          to, że dziecko może być głodne (pomiędzy posiłkami). Wiem, że to
          luzackie podejście (dla niektórych może nawet nieodpowiedzialne),
          ale dzieci błyskawicznie nauczyły się, że jedzenie nie jest monetą
          przetargową, że w ich dobrze pojętym interesie jest jeść jak jest
          pora posiłku :)). Poza tym nigdy nie robiłam tak, że gotowałam tylko
          ulubione jedzenie, pytałam dzieci o zdanie. Owszem, wiem doskonale
          co dzieci lubią i gotuję to częściej, ale robię także mniej lubiane
          potrawy, bardzo różnorodne i efekt jest taki, że pani na stołówce w
          szkole mówi, że córka jest jednym z nielicznych dzieci, które lubią
          w zasadzie wszystko i nie grymaszą przy jedzeniu :))
          Ty masz utrudnione zadanie, bo dziecko jest alergikiem. Myślę, że
          swobodnie możesz darować sobie 2 posiłki, nie dawaj nic pomiędzy
          posiłkami i bądźcie dużo na dworze. Po drodze też nie ma żadnych
          bułek, słodyczy, owoców. Woda do picia, ew. kompot, do przegryzienia
          od biedy surowa marchewka, ale też nie pół godziny przed obiadem.
          Zobaczysz, że raz dwa skończy się problem z jedzeniem. A w ogóle to
          staraj się gotować dziecku w miarę normalnie, bez takiego
          niemowlęcego jedzenia (przecierana zupa), wiem, że macie dużo
          ograniczeń, ale coś tam da się z tego zawsze ugotować.
          O Twoje zwyczaje żywieniowe pytałam, bo znam przypadki, kiedy mama
          odchudza się "z kości na ości", jest potwornie chuda (rozmiar XS) i
          dziecko nie ma od kogo uczyć się radości z jedzenia :)))
          • jola_ep Re: 27.10.07, 15:59
            > Posiłki
            > były w miarę regularne (+/- pół godziny) i jakoś mało martwiło mnie to, że dziecko może być głodne (pomiędzy posiłkami).

            U mnie regularny był obiad i śniadanie. Przed obiadem moje dzieci bywały głodne ;) Pozostałe posiłki - na życzenie. Albo ciągały same. Owoce zawsze w zasięgu ręki. Słodycze limitowane, a i to jak były starsze (gdzieś od 2,5 lat - czyli dowolna ilość, ale tylko raz w tygodniu). Bez bułek, chrupek, paluszków i napojów itp. zapychaczy: mało wartościowe, dużo kalorii. Danonki, słodkie jogurty, soczki też należały do kategorii słodyczy ;) Tradycyjnych kaszek nie jadały nigdy.

            > jedzenie nie jest monetą
            > przetargową,

            To bardzo ważne :) Ale ja nie miałam sumienia ograniczać jedzenia tylko do stałych pór ;) Sama jem często i różnie. Głównie wtedy, gdy mam apetyt :) Na trzech posiłkach bym nie wyżyła, na pięciu z trudem - ale bez owoców w międzyczasie też byłoby to trudne.
            Dlatego niemal od początku starałam się uczyć dzieci, że jedzą wtedy, gdy mają na to ochotę. Mój synek mając rok szukał jedzenia w koszu na śmieci, a picia w kibelku ;) Doceniałam tę samodzielność i raczej uczyłam nieco bardziej cywilizowanych sposób zaspokajania głodu. W moim domu nadal mniej więcej stała jest tylko pora obiadu. Reszta - hulaj dusza :) Tylko w pobliżu obiadu czasem kijem odganiam od lodówki ;)

            W trudnym dla mnie okresie, gdy martwiłam się, że mój synek je mało, zostałam mistrzynią w niezwracaniu uwagi na to, ile je moje dziecko. Wcześnie zaczęły jeść same - już mając rok. Jak dobrze rozsmarowały jedzenie, to nie wiedziałam ile zjadły ;) Takich sposobików miałam więcej.

            Jest taki prosty test: jeśli zdarza się jedna z dwóch sytuacji
            - jedzenie pozostawione w zasięgu dzieci "znika"
            - dziecko zgłasza głód
            To jest dobrze i nie ma się czym martwić :)) Niezależnie od zjadanych ilości.
            U mnie dzieciaki spełniały ten test.

            > Owszem, wiem doskonale
            > co dzieci lubią i gotuję to częściej, ale robię także mniej lubiane potrawy

            Też tak robię. Dzieci mogą jeść co chcą z tego co dostaną na talerzu i ile chcą. Zawsze nakładałam raczej mniej niż więcej. Czasem dzieciaki się wymieniały: np. starsza oddawała kotlet młodszemu za jego porcję surówki ;)
            Ale nie są wybredne.

            > dziecko nie ma od kogo uczyć się radości z jedzenia :)))

            I może to jest wyjaśnienie tego, że moje dwa "niejadki", w tym jeden "koszmarny" czerpią radość z jedzenia? Po mnie to mają ;)))

            Pozdrawiam
            Jola
    • deidree76 Re: Bezsilna złośc na małe dziecko 27.10.07, 11:27
      Ja też mam synka w tym wieku i również walczę z dietą, bo mały ma za wysoki
      poziom wapnia i fosforu, a przy okazji zagrożony jest kamicą nerkową każdego
      typu, więc wymyślanie mu posiłków jest po prostu katorgą. Wprawdzie nie jest on
      niejadkiem, ale czasami też z determinacją odmawia czegokolwiek, zwłaszcza kiedy
      jest chory i bierze jakieś leki. Nie przejmowałabym się wcale tym, że przybiera
      na wadze bardzo wolno, bo z moich obserwacji wynika, że dzieci w tym wieku
      (zwłaszcza żywe) wcale dużo nie przybierają (Bogu dziękować, bo jakby tak
      przybierał pól kilo na miesiąc, to współczuję Twojemu kręgosłupowi). Poza
      wszystkim to zgadzam sie z "twoim_aniołem_stróżem", że jeszcze żadne dziecko nie
      umarło z głodu, bo pól dnia nie jadło. Pediatra, do którego chodzę, mawia,że
      dzieci najlepiej sobie regulują ilość jedzenia, jaką potrzebują. Moja rada więc
      - odpuść sobie!! Im bardziej będziesz się starała wepchnąć mu coś do gardła, tym
      bardziej on będzie się bronił - w końcu to już etap buntu dwulatka i wbrew
      pozorom twój synek już dokładnie wie, czym potrafi Cię wkurzyć :))
    • jola_ep Re: Bezsilna złośc na małe dziecko 27.10.07, 11:43
      Mam dwójkę całkiem sporych dzieci :)
      Oboje w dzieciństwie byli tzw. niejadkami. Córa w wieku 3 lat była tak chuda, że każda wizyta u pediatry kończyła się skierowaniem na badania w kierunku anemii. Pierwszy raz zrobiłam, a potem mówiłam, że chudość ma po mnie ;) Oczywiście według babci (pierwsza wnuczka) jadła za mało, ale babcie mieszkały 400 km dalej i szło wytrzymać. Oboje z mężem staliśmy na stanowisku, że jedzenie jest prawem, a nie obowiązkiem dziecka i ani zmuszać, ani namawiać, ani "cudować" nie będziemy.

      Myślałam więc, że jestem przygotowana na drugiego "niejadka" - ale nie byłam. Mój kryzys nastąpił, gdy synek miał 10 miesięcy i poza moim mlekiem miał w głębokim poważaniu jakiekolwiek inne jedzenie. Pediatra też nie pocieszał mówiąc co on tam powinien już jeść...

      Rozumiem więc mniej więcej co czujesz, choć Tobie pewnie trudniej (pierwsze dziecko). Myślę, że bardzo dobrze rozumiesz, w czym tkwi problem.

      > Kłopot w tym, ze ja nie umiem sobie z tym dac rady. Po prostu sie o niego boję. Czuję się nieadekwatna, do niczego, bo tak się staram, a
      > on nie chce jeśc - poza tym pozostaje obawa: a może jednak jest
      > uczulony, może nie upilnowałam diety.

      Problem tkwi w Tobie i Twoich lękach i obawach o dziecko. I musisz zacząć od siebie.
      Po pierwsze przestań się starać :) Ilość jedzenia pochłaniana przez dziecko nie jest wyznacznikiem Twoich macierzyńskich umiejętności.
      Każde dziecko ma swoje indywidualne potrzeby. Niekoniecznie korespondują z tym, co nam się wydaje, iż powinno jeść :) Ma swój własny rytm - czyż nie dlatego obecnie nawet przy karmieniu butelką doradza się jedzenie na żądanie? Dziecko powinno czuć głód i go zaspokajać. Jeśli próbujesz je nakarmić zanim zrobi się głodne, to ten naturalny mechanizm przestaje działać. Przestaje jeść, gdy poczuje się nasycone.

      Pod drugie spróbuj mniej bać się o dziecko. Jest pod kontrolą lekarza. Jeśli nie ma większych objawów alergii to dobrze :) Nie uciekniesz przed alergią i jeśli tylko trzymamy ją w ryzach, to bardzo dobrze. (mam dwójkę alergików, oboje na razie "wyrośli", w dzieciństwie byli na umiarkowanej diecie, a moja alergolog była zawsze za maksymalnym urozmaicaniem diety) Naucz się z tym żyć. To tylko pewna cecha Twojego dziecka -nie najgorsza - więc może spróbuj ją zaakceptować?
      Myślę, że zjedzenie od czasu do czasu czegoś, co mu zaszkodzi jest mniej szkodliwe od ciągłego lęku.

      > Wiem, ze to zabrzmi niedojrzale, ale kiedy po tych wszystkich
      > staraniach znów widze skrzywioną minę i łapkę odpychającą łyżkę,

      Czy synek też ma swoją łyżkę w łapce? Mój od dawna już miąchał nią w misce :) Niektórzy lubią brać sprawy w swoje ręce ;)

      > Skoro przy wszystkich moich
      > staraniach przybiera na wadze bardzo wolno, to bez tego pewnie by
      > chudł.

      Kiedy mój synek miał 10 miesięcy i nadal tylko pierś zorientowałam się, że zaczynam to niesamowicie przeżywać. Próbowałam go karmić na spacerze, cudowałam - robiłam domowe obiadki i kupowałam "frykasy", namwamiałam, zachęcałam i ... bałam się, zaczynałam przeżywać, czuć frustrację, niemal złość. Przeraziło mnie to, że przecież on nie wie, dlaczego to nieszczęsne jedzenie jest dla mnie tak ważne. Na pewno zauważył, że łyżeczka z jedzeniem u mamy oznacza, że zaczyna się denerwować. Więc może to jedzenie nie jest takie dobre? Może to coś niebezpiecznego i złego??

      Więc postanowiłam coś z tym zrobić i jedyne co wymyśliłam, to zaprzestanie z jakichkolowiek prób karmienia dopóki się nie uspokoję. Przez dwa tygodnie było tylko moje mleko. A potem spokojnie dawałam mu tyle, ile chciał.

      Różnica? Jak namawiałam jadł 2-3 łyżeczki dziennie, jak dałam sobie spokój jadł ... 2-3 łyżeczki dziennie ;) Ale za to jak się poprawiła atmosfera w domu :)))

      Spójrz tak. Bardzo ważne jest zachowanie naturalnego mechanizmu zaspokajania głodu przez dziecko, ważne jest to, aby lubiło jedzenie, aby kojarzyło się miło i przyjemnie. Aby było czymś normalnym, do czego nie przywiązuje się aż tak dużej wagi. To procentuje na przyszłość. To jest długoterminowy zysk. Ty przekładasz nad to krótkoterminowy zysk - zje może więcej, może więcej przybierze na wadze, ale strata długoterminowo może być ogromna.

      Mój synek w wieku 2 lat miał wypisaną niedowagę. Nie chudł, ale i nie przybierał za bardzo na wadze. Rósł do góry, a na wagowej siatce centylowej spadał: z ok. 90 centyla w wieku 6 miesięcy na 13 centyl w wieku 2 lat. Wzrost na 75 centylu. Teraz ma 8 lat. Bardzo lubi jeść (zawsze lubił, tylko jadł mało :) ), jest szybki, sprawny, wagowo nadal w okolicy 13 centyla. Kości sterczą mu pod skórą, ale choruje dużo mniej od siostry.

      > mały jest przeziębiony i dostaje
      > sporo leków.

      Przeziębione i chore dziecko powinno jeść mniej - albo wcale. Tak lepiej dla niego i dla jego walki z chorobą. Zawsze się upewnij, czy wszystkie leki są konieczne. Np. eurespal nie jest zazwyczaj potrzebny, a gorzki i niesmaczny. Podobnie nie zawsze jest potrzebny antybiotyk, czasem lepiej poobserwować dziecko i ew. przyjść na kontrolę za parę dni. W zamian można dawać smaczne leki, np. na kaszel Rubital. Zamiast paracetamolu (potrzeby tylko przeciwbólowo) dać herbatkę z lipy z dodatkiem Pyrosalu (sam syrop jest za słodki, trzeba rozcieńczyć)

      > pięc posiłków
      > dziennie

      Dlaczego pięć? Ja nawet nie pamiętam ile razy jadły moje dzieci ;) Śniadanie było, obiad też, a pomiędzy hulaj dusza :) W domu było zawsze jedzenie w zasięgu ręki dziecka. Dawałam też na żądanie. Synek jadł w tym wieku na stojąco, a obiad skubał przez parę godzin. I wcale przy nie siedział, oj nie ;) Latał, bawił się, co jakiś czas wracał do zimnego obiadu, ładował łyżeczkę i dalej do zabawy. On na przykład lubił jeść często, ale po troszkę. Myślę, że powinnaś też postarać się odkryć rytm Twojego dziecka. Warto, aby przed obiadem miał szansę zgłodnieć :) Unikaj słodzonych soczków.

      Kończę, bo trochę z długo mi wyszło :) Jak sobie jeszcze coś przypomnę, to napiszę ;)

      Pozdrawiam
      Jola
    • miacasa Re: Bezsilna złośc na małe dziecko 27.10.07, 15:52
      jest takie prywatne forum Matki niejadków, poszukaj, spotkasz tam dziewczyny,
      które borykają się z podobnymi i gorszymi problemami. Kto opiekuje się dzieckiem
      gdy jesteś w pracy? Może mały zapycha się ciasteczkami, bułeczkami? Moja młodsza
      córka ma 2,5 roku, jest raczej drobna, je tak sobie ale w czasie choroby to
      tragedia. Normalnie staram się podawać regularnie 5 posiłków: kaszka
      mleczo-ryżowa na śniadanie, serek lub kawałek bułki maślanej/kanapka na drugie
      śniadanie, na obiad wyłącznie drugie danie (odmawia zup), podwieczorek i
      kolacja. W czasie choroby jej żywienie ogranicza się do kilku kęsów pieczywa i
      odrobiny drugiego dania, ciężko podać leki, doskonale rozumiem twoją złość, bo
      przecież starasz się by dziecko wyzdrowiało i nabierało odporności. Anioł ma
      świętą rację, że dziecko musi poczuć głód by mogło zjeść pełnowartościowy posiłek.
      • mbartoszew Dzięki Wszystkim 28.10.07, 16:08
        Dzięki Wam za to, co napisałyście. Trochę wyluzowałam, a i jak
        Antosiowi się nos odetkał, to je ciut lepiej, tylko mleka odmawia,
        widac ma swoje powody, nie zmuszam.
        Co do pytania o to, co dzieje się jak jestem w pracy: Antek jest
        bezglutenowy, więc ciastka i bułki w grę praktycznie nie wchodzą.
        To, co ma zjeśc jest wyznaczane przez nas i dawane babci albo niani
        do ręki. Wszsycy dookoła wiedzą, że w diecie Antka nie ma żdanej
        samowolki, bo to się kończy alergicznymi kłopotami. Może jedynie
        czasem pije za dużo soków.
        Pozdriawiam serdecznie bardzo, M.
        • jola_ep Re: Dzięki Wszystkim 28.10.07, 16:21

          > To, co ma zjeśc jest wyznaczane przez nas

          Ale chyba nie wyznaczacie ilości? :)

          Powodzenia
          Jola
        • arwen8 Re: Dzięki Wszystkim 28.10.07, 20:18
          mbartoszew napisała:

          > tylko mleka odmawia, widac ma swoje powody, nie zmuszam.

          To bardzo dobrze, że nie zmuszasz. Nie zaszkodzi też zapoznać się z
          następującymi materiałami na ten temat:

          www.noni.com.pl/mleko.html
          www.faceci.com.pl/mleko.html
          www.gronkowiec.pl/mleko.html

          > Może jedynie czasem pije za dużo soków.

          "Za dużo" to znaczy ile ml? Zwróć też uwagę na ogromną ilość
          węglowodanów zawartych w sokach. Jeśli nie jesteś w stanie je
          całkowicie wyeliminować z diety, to najlepiej je przynajmniej
          drastycznie ograniczyć, a i te "ograniczone" lepiej mocno rozcięczać
          wodą.
          • zochan Re: Dzięki Wszystkim 30.10.07, 22:14
            Troche inaczej zrozumiałam problem mbartoszew. I inaczej odpowiem.
            Moje dziecko ma 16 miesięcy, nie jest niejadkiem, jest wesoły i
            pogodny, a i tak zdarzają się chwilę, że jestem bezsilna ze złości
            na niego, zdarza mi się, tak jak Tobie powiedzieć "nie to nie,
            spadaj". Szczególnie w nocy, gdy domaga sie zabrania go do naszego
            łóżka, poddałam sie już i go biorę, a on dalej ryczy, bo chce spać
            na moim brzuchu! ,nie wystarczy, że w naszym łóżku. Nie bedę ze
            szczegółami opisywać jakie emocje mną targają, w każdym razie wydaje
            mi sie, że Twoja złość jest normalna, jesteś przecież człowiekiem i
            nie musisz być supermamą.
Pełna wersja