bezzycia
05.11.07, 12:29
witam was,
pozwolilam soebie napisac na tym forum (czytam od dawna) dotychczas
nie mialam odwagi.
Przejde do meritum,
mam trzydziesci lat, dwoje dzieci (7 i rok)
mieszkamy z dala od rodziny, od 6 lat nie pracuje ( z mala przerwa)
obecnie jestem na wychowawczym. Zyjemy z jednej pensji - i mysle ze
wlasnie tu tkwi nasz problem.
Wciaz sie klocimy. O wszystko. O cokolwiek.
Maz pracuje na dosyc odpowiedzialnym stanowisku choc pieniadze z
tego nie sa zawrotne, tym bardziej ze mamy sporo zobowiazan
finansowych.
Np. teraz mam do "10" 12 zł i prawie nic w lodówce.
Miesiecznie na jedzenie wydajemy (2 nas i dwoje dzieci) 300 zł.
Jest nam ciezko. Wiem o tym, do pracy nie mam mozliwosci isc bo co
z dziecmi. Nie ma tu żłobka. To wieś.
Ja skonczylam liceum, maz studia.
On pracuje - spotyka sie z ludzmi w pracy ma do kogo sie odezwac,
ja nie.
Jestem z dziecmi od rana do nocy.
Nie radze sobie. Jest mi ciezko. Nie mam na kogo liczyc.
Wciaz mysle jak zrobic "cos z niczego" na obiad, jak to wszystko
poukladac.
On tez mysli...
Kłócimy sie.
Wyzywa mnie od najgorszych, obraża, poniża.
Mówi ze jestem smierdzacym leniem, ze jestem idiotka, ze sam sie
sobie dziwi, ze tak długo ze mna wytrzymal.Ze to koniec teraz to on
mi pokaze...
Ja na to reaguje zloscia, ale nie wyzywam go. Krzycze zeby mnie tak
nie traktowal. To wszystko odbywa sie przy dzieciach...Pozniej mnie
przeprasza, ze wcale tak nie mysli ale to ja go sprowokowalam...
Wyzywa sie na starszym dziecku. Wciaz czegos od niego wymaga a nie
nauczyl go niczego. Kiedys uderzyl go w twarz za zle zalozone
buty...
On mowi, ze jest juz zmeczony ta sytuacja, ze ja jestem egoistka a
on nie bo pracuje i zarabia na nas i martwio sie jak zwiazac koniec
z koncem.
Zle mi jest. Nie mam z kim pogadac, nie mam tu kolezanek.
A mamy sie wstydze... tak wstydze sie powiedziec, ze jest mi zle.
Nie chce jej martwic. Nie widzi co sie dzieje-mieszka daleko.Jego
rodzina do nas nie przyjezdza.
Myslalam zeby odejsc - gdy wspomnialam o rozwodzie pwoedzial ze nie
bedzie mi tego ulatwiac i ze wtedy dopiero mi pokaze na co go
stac.... nie pracowalam 6 lat i nie mam gdzie isc (u rodziny nie ma
miejsca na nasza trojke), zwyczajnie sie boje i tkwie tu z
nadzieja, ze lepiej bedzie...