Kryzys po urodzeniu dziecka

12.11.07, 14:17
Próbuję zrozumieć co się stało i zrozumieć swoja winę - jak twierdzi
mój mąż , ale , niestety nie mogę.
A było tak:
Jesteśmy ze soba od 5 lat, od początku razem mieszkaliśmy. Oboje
prowadziliśmy, ciekawe imprezowe życie, ale od
początku zgadzaliśmy się co do tego, że marzymy o prawdziwej
rodzinie.
Podczas nocnych rozmów przy winie planowaliśmy 5 (!) dzieci, psy,
koty i dom w górach. On miał pracowac, ja zajmowac sie domem i
dziecmi. Umówiliśmy się, że kiedy pokończymy wszystkie
sprawy zawodowe, wcielimy plan w życie.
No i wcielilismy. Nasza córka ma dzis 4 miesiace, mamy tez doroslego
kota i szczeniaka (na zwierzeta maz sie zgodzil, ciaza byla
planowana). Od urodzenia Basi jest coraz gorzej. Ja jestem
szcześliwa - mam wreszcie to o czym marzyłam. On jest coraz bardziej
sflustrowany, o wszystko sie czepia.
To takie czepianie się o szczegóły - że pies nasikał, że szmata
do podłogi leży w kuchni, a jest brudna, że pranie się skończyło a
nie wywiesiłam.
Od tych szczegółów przechodzi płynnie do ogółów - że ja nic w domu
nie robie. Kiedy go pytam co konkretnie nie jest zrobione nie
potrafi odpowiedziec. On sam w domu nie robi nic - juz nawet po
sobie nie zmywa. Ja głupia oczywiscie rzucam sie na te talerze, zeby
nie dac mu pretekstu do awantury.
Pretekst jednak zawsze sie znajdzie. Ostatnie hity:
- nic nie robisz w domu - nie gotujesz nawet - umówilisdmy sie, ze
nie bede gotowac bo on nie lubi mojej kuchni, woli jesc na miescie.
Jak go pytam, czy cos mu przygotowac nie chce lub potem nie je.
- pies nasikał a ty spałas zamiast posprzatac - o 6 rano, po
ciezkiej
nocy z niespiaca coreczka, ktora budzila sie 4 razy.
- nie masz prawa jazdy. Samochod stoi na parkingu i sie marnuje (to
moje ulubione!)
Zeby było jasne - nasze mieszkanie lsni, bo latam caly
dzien ze szmata zeby mu pretekstu nie dawac
Juz na pierwszy rzut oka widac, ze to tylko preteksty - coś go boli
głębiej. Próbuje z nim rozmawiac, ale to nic nie daje. On zaczyna
spowrotem - ze to wszystko moja wina bo on mial pracowac a ja
zajmowac sie domem, a tego nie robie. Wtedy ja pytam czego
konkretnie nie zrobilam, on nie wie i w koło Macieju....
dzis rano puscily mi nerwy, wpadlam w szal (musimy kupic nowa
wanienke do kapania dziecka...) i powiedzialam, ze odchodze... Ze
jak chce zostawie mu
dziecko i zobacze, czy bedzie wtedy mial czyste okna.
Chyba sie przestraszył, bo zadzwonił jak tylko dotatl do pracy ze
zapisał sie do
psychoterapeuty i zebym została... Warto dodac, ze maz leczy sie na
bezsennosc, ma za soba depresje, ma ciezka, odpowiedzialna prace itd.

Najgorsze, ze to odbija sie na dziecku- Basia dzis płacze od rana...
Nie mam juz siły i nie wiem co robic. Czy na prawde staram sie za
mało?? Przeciez dom nigdy nie bedzie sterylny. A mozeon po prostu
nie chce z nami byc i szuka pretestu?

    • kicia031 Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 12.11.07, 16:05
      Kobieto, powiem to krotko: chyba masz zle w glowie.

      Przestan nadskakiwac panu i wladcy, bo niedlugo bedziesz dla niego
      miala taka wartosc jak ta obsikana przez psa szmata.

      Siadzcie razem, ustalcie, kto ma jakie obowiazki i jakie standardy
      jakosci w nich obowiazuje - to sie nazywa Service Level Agreement.
      Nie zapomnij w SLA uwzglednic obowiazkow meza.

      I osobiscie radzilabym ci jednak zaplanowac powrot do pracy, bo
      mezowi chyba nie odpowiada rola jedynego zywiciela rodziny, a ty
      mozesz pewnego dnia zostac w reka w nocniku.
    • marzena604 Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 12.11.07, 22:58
      Masz rację-tu chodzi o coś więcej niż niezmyte naczynia. Twój mąż chyba
      przechodzi coś w rodzaju kryzysu. Może ma poczucie, że za mało czasu poświęcasz
      jemu, a za dużo dziecku? Może chodzi o coś jeszcze innego? Idźcie na terapię.
      Szkoda, żeby takie piękne marzenia się nie spełniły-walczcie o nie, póki nie
      jest jeszcze za późno. :). Powodzenia. Marzena
      • margogo Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 12.11.07, 23:13
        mnie też się wydaje że on czuje się zaniedbywany.Teraz kiedy masz dziecko jemu
        nie poświęcasz już tyle uwagi.
        Zawieźcie dziecko do mamy wyskoczcie do kina czy restauracji.
        aha i nawet gdybyś się że tak brzydko powiem zesrała to i tak przy dziecku i
        zwierzakach sterylu mieć nie będziesz,a bo zresztą i po co????
        No i nie nadskakuj tak jak napisał to ktoś wyżej,to się nie opłaca.
    • deela Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 13.11.07, 01:41
      ja bym uderzyła w inny ton niz dziewczyny wyżej
      moim skromnym pan sie zwyczajnie... przestraszył
      i tyle
      praca wyczerująca jak pisałaś a tu w domu pies naszczał kot nasrał a dziecko za
      przeproszeniem drze papę
      to sie nijak nie ma do słodkiego domku z poszczekującą psiną (w wyobraźni psiny
      nidy nie szczaja na dywan albo do butów) słodką łaszącą się kociną (ktora w
      wyobtaźni na pewno nie sra na smierdząco) oraz gromadką roskosznych radosnych
      bobasków (ktore zazwyczaj są wrzaskunami a potem demonami zniszczenia za którymi
      trzaba latać) oraz uśmiechniętą wypindrzoną jak na bal żonką witającą go
      pachnącym domowym ciepłym jeszcze ciastem (a żona jest zjechana jak koń po
      łesternie pucowaniem chaty i lataniem za nieśpiącym wrzaskunem - swoją dorgą na
      razie latasz KOŁO córy ale to się wkrótce zmieni)
      więc facet się wystraszył, a że żaden chłop się do tego nie przyzna to popada w
      skrajne czepialstwo, złośliwość i mędzenie byleby tylko ukryć prawdziwe emocje
      krótko mówiąc życie zaszło go od tyłu i dało kopa w dupę
      myślę że solidna terapia postawi pana na nogi
      powodzenia
      • miacasa Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 13.11.07, 11:48
        podoba mi się Twój ogląd sytuacji:)))
        ja bym tylko dodała, że pewnie jeszcze miał nadzieję, że wyleżana i wynudzona
        żona, 6 tygodni połogu odbębni i będzie demonem seksu :)
        Napiszę brutalnie: pies i kot won z domu, ściereczka w łapkę jedynemu
        żywicielowi rodziny, w drugą ściągnięty pokarm dla dziecka i pora zacząć
        wychodzić z domu. Jeśli mąż autorki nie posiedzi z dziecięciem w domu, to się
        nie dowie jak to domowe życie wygląda. A jeszcze dodam, że wymówki na temat złej
        kuchni są żałosne, lecz nie warto się o to spierać, lepiej się sprawdza
        wyspecjalizowanie męża w gotowaniu jakiejś wyszukanej potrawy, która będzie
        cieszyła się uznaniem żony i znajomych (moja osobista maruda kulinarna jest
        amatorem kuchni włoskiej i z wielkim zapałem raz w tygodniu stoi przy kuchence i
        "uprawia sztukę kulinarną")
        • marinella1979 Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 19.11.07, 17:41
          miacasa napisała: "Napiszę brutalnie: pies i kot won z domu, "

          nie rozumiem dlaczego zwierzeta won ?????? a czemu one winne i gdzie niby mają
          sie podziać?
          • chicarica Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 20.11.07, 12:11
            A to taka wsiowa mentalność, że zwierzęta jak śmierdzące buty można wystawić za
            próg.
          • brak.polskich.liter Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 20.11.07, 12:24
            marinella1979 napisała:

            > nie rozumiem dlaczego zwierzeta won ?????? a czemu one winne i gdzie
            > niby mają sie podziać?

            A bo to wazne - gdzie? Won i basta. Zawsze, jak sie czlowiekowi odwidzi, mozna
            fundnac sobie nowe, nie? Nie kazdy jest taki materialista, zeby od razu
            zastanawiac sie nad konsekwencjami pewnych decyzji :P

            Czegos rownie glupiego, bezdusznego i prymitywnego jak "dobra rada" Miacasy
            dawno nie czytalam.
            • sol_bianca Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 20.11.07, 12:39
              a w ogole co ma pies i kot do rzeczy?
              szanownemu malzonkowi nie podoba sie wszystko jak leci
              jakby pies nie naszczal dostarczajac mu pretekstu, to by sie inny problem znalazl
              rownie dobrze mozna poradzic: samochod na zlom (skoro przeszkadza, ze stoi i sie
              marnuje)
            • miacasa Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 20.11.07, 17:02
              bo może mało czytasz ze zrozumieniem :)
              jeśli będziesz miała małe raczkujące dziecko, które wielokrotnie w ciągu dnia
              wyczyści sobą szczyny pieska i połknie resztki karmy dla zwierząt, może
              zrozumiesz, że taka sytuacja może być dla zmęczonej matki, pozbawionej pomocy i
              wsparcia ze strony "partnera" (a taka jest autorka wątku) trudna do opanowania i
              właśnie dla dobra wszystkich, w tym niczemu niewinnych braci mniejszych, warto
              zapewnić zwierzętom lepszy, spokojny dom, w którym będą właściwie traktowane i
              nie spowodują zaostrzenia konfliktu małżeńskiego oraz udręki udręki opiekunki.
              Ale to nic, może gdybym dała wielkie ;)))))))) lub cudzysłów, zrozumiałybyście
              ironię tej wypowiedzi. Miłego dnia życzę ;))))))))))))))))))))))))))))))))))
              • kicia031 Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 20.11.07, 17:10
                i połknie resztki karmy dla zwierząt,

                psie i kocie zarcie jeszcze zadnemu niemowlakowi nie zaszkodzilo,
                jesli sie je spozywa w umiarkowanej ilosci.
                • miacasa Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 20.11.07, 17:15
                  moje dziecko jest bardziej żarłoczne od mojego psa :) ale faktycznie żyją oboje
                  choć pies utrzymuje się ledwie na 50-tym centylu :)
    • sol_bianca moje odpowiedzi 20.11.07, 12:44
      oczywiscie skierowane do szanownego malzonka:

      > że pies nasikał
      - to sprzatnij jak ci przeszkadza

      > że szmata do podłogi leży w kuchni
      - to podnies jak ci przeszkadza

      > że pranie się skończyło a nie wywiesiłam
      - to wywies jak masz z tym problem
      • ibelin26 Re: moje odpowiedzi 23.11.07, 13:58
        Może należałby zacząć od tego ile macie lat i czy mieszkaliście
        razem przed ślubem. Ciężko się dopasować do siebie, a jak jest
        dziecko to tym bardziej jest ciężko.

        Z tego co piszesz prowadziliście życie towarzyskie, więc małżonek
        czuje się niefajnie w kupach, zupach i pieluchach. Faceci
        najczęściej chcieli by i mieć ciastko i zjeść ciastko, czyli mieć
        rozkoszne, słodkie bobo, ale nie zmieniać dotychczasowego stylu
        życia. Mało który mężczyzna zdaje sobie sprawę tego, że dziecko
        pochłania 100 % czasu i oznacza totalną zmianą.

        Myślę, że mąż ma jakieś bardzo mgliste, i bardzo idealistyczne
        wyobrażenie o życiu rodzinnym, coś na kształt skrzyżowania katalogu
        IKEI ze świąteczną reklamą zupki Knorr.

        On wie, że tak jak jest to mu się nie podoba, ale jak być powinno –
        nie wie.

        O „robieniu czegoś w domu” ma wyobrażenie jak z Martha`s Stewart
        Living czyli Pan Mąż wraca do domu a Pani Domu w starannym makijażu
        i manicure układa kwiaty w wazonie, potem mu podaje herbatę w
        rozentalu, potem on pali fajkę i czyta gazetę, a ona wyszywa albo
        robi na drutach.

        Chyba czas małżonkowi uświadomić, że normalny dom w którym mieszkają
        ludzie z dzieckiem, w którym są zwierzaki nie będzie sterylny i
        nie będzie lśnił nieskazitelną czystością. Jeszcze trochę a
        dominującym elementem wyposażenia wnętrza będą porozrzucanie
        wszędzie zabawki. Dom to nie muzeum. Dom służy do mieszkania a nie
        do sprzątania.

        Skoro małżonkowi „bałagan” przeszkadza to niech sam posprząta

        I nie daj się wciągać w bezsensowne dyskusje, tak jak sol_bianca
        radzi „pies nasikał – to wytrzyj”, koniec kropka.

        Takie stanowcze ucinanie pretensji i zaczepek powinno podziałać.
    • paula_oski Re: Kryzys po urodzeniu dziecka 23.11.07, 14:27
      mysle ze na zbyt wiele mu powzolilas,on sie panoszya ty latasz jak
      glupia po domu i sie czepia,bo na prawde sporo sie czepia.nie wdawaj
      sie z nim w dyskuje,jak wyzej^scierka na podlodze to niech ja
      podniesie.a ze zwierzakami to bym cos zrobila,bo z dziecku to nie
      ida w parze.rowniez bym ci radzila wyskoczyc gdzies i zostawic go z
      bobasem,niech zobaczy jak to milo.
    • your_and W tego typie kryzysu chodzi o coś innego... 23.11.07, 15:56
      ola napisała:
      > Juz na pierwszy rzut oka widac, ze to tylko preteksty - coś go
      boli
      > głębiej. Próbuje z nim rozmawiac, ale to nic nie daje. On zaczyna
      > spowrotem - ze to wszystko moja wina bo on mial pracowac a ja
      > zajmowac sie domem, a tego nie robie.

      Jasne że chodzi o coś innego. O brak poświecanego czasu, zazdrość,
      brak codziennych dawnych drobnych czułości (które dzieko dostaje),
      wspólnych przyjemności we dwoje, seksu, o to co było przed dzieckiem
      a nie jest. O utraconą wolność wyjścia gdzieś wieczorem. Ale
      przyznanie sie do tego byłoby przyznaniem sie do swojej słobości. Po
      za tym faceci maja problemy z ekspresją swoich uczuć wiec on sam nie
      wie dlaczego mu źle i znajduje preteksty by wyartykułować żal
      roczarowanie negatywne emocje.
Pełna wersja