elke78
22.11.07, 14:37
wyczekane dziecko urodziło się wreszcie - ma już 3 miesiące. jak dotad wszystkie problemy ze zdrowiem dziecka bardzo przeżywałam, jak coś jest podejrzanego zaraz siedze na internecie i wyszukuje co to moze byc, co wkurza mojego męza.pewnie ma troche racji, ale ja nie pozostaje mu dłużna- uważam że on w drugą stronę - nie intresuje sie tym wystarczajaco. jak chodziliśmy na rehabilitacje to razem, po czym on w domu nie potrafił dziecka wziąc poprawnie na ręce, jakby nie wiem - byl tam tylko duchem nie ciałem?? siedzenie z dzieckiem całe dnie i wieczory samej momentami jest ponad moje siły - czekam kiedy mąż wróci do domu,a jak wraca to czepiam sie go że to robi nie tak, tamto, wszystko źle. a jak wyjeżdża z pracy na dłuzej to w dni takie jak ostatnie /dziecko krzyczy cały czas + cyrki z karmieniem/ psychicznie nie wytrzymuje. w momentach kryzysowych krzycze na dziecko, ja płacze i mysle że po prostu nie mam cierpliwosci i sił na kolejne dni. kiedyś myślałam zeby z dzieckiem siedzieć na wychowawczym, teraz po macierzyńskim chetnie wróciłabym do pracy, której nota bene niezbyt lubię, nie wykorzystując nawet urlopu zeby przedłużyć pobyt w domu:( okropnie sie z tym czuje - nie radzę sobie z tym wszystkim:((
mam ochote jak on wróci powiedziec, ze zostawiam ich samych i niech robią sobie co chcą. i wyjechac n atydzień, miesiac albo na zawsze. teraz nasze małżeństwo to też raczej, on i ja wokół dziecka a nie my. o seksie już nie wspominając - nie mam sił, ochoty, a po zszyciu mam taką bliznę ze mi się juz wszystkiego odechciewa.
wiem jak powinno być w teorii /rozmowy z mężem, spokojne podejscie do dziecka-wiadomo płącze bo to jego sposób komunikowanie, nie jestem jedyna która ma problemy z karmieniem, itp/ ale w praktyce mi nic nie wychodzi. codziennosć mnie przerasta