nagaja
23.11.07, 02:16
Witam was serdecznie!
Mam problem (jak każdy chyba tutaj):
mieszkam od 3 tyg z facetem, z którym jestem od 4 miesięcy (a znamy się
koleżeńsko 5 lat i to on zawsze ciągnął do mnie)...
mieszkamy w dużym mieszkaniu wynajmowanym, studencko-absolwenckim, mamy tam
swój wynajęty pokój.
ON mieszka tam od 3 miesięcy, ja od 3 tygodni, więc jestem póki co niejako "u
niego"...Oboje jesteśmy absolwentami i od kilku tygodni mamy aż za dużo czasu
dla siebie, gdyż próbujemy znaleźć pracę.
Dodam, że w pokoju obok mieszka dwójka (para) jego przyjaciół (nazwijmy ich X
i Y), których zna od dawna i z którymi jest bardzo blisko.
Ja tych ludzi znam tak samo długo, jednakże nie miałam z nimi aż takiej
styczności i siłą rzeczy nie są mi aż tak bliscy.
Mój facet, ich dobry przyjaciel, zwierza się więc z naszych, nawet najbardziej
intymnych problemów, swoim dobrym przyjaciołom X i Y, obgadując mnie przy tym
w najlepsze z byle powodu. Dziwnie się czuję przez to będąc pod jednym dachem
z tymi osobami, mimo że traktują mnie cały czas normalnie (na ile to jest
szczere...). bo jak inaczej mają mnie traktować??? Nigdy nie wiadomo co
myślą... a spotkania w kuchni/przedpokoju są nieuniknione...
Nasze kłótnie.... Co ciekawe dotyczą spraw typu: że go "wyśmiałam" bo nie
znał znaczenia jakiegoś polskiego słowa (a jest Polakiem i wcale się z niego
nie śmiałam, ogólnie gdyby odwrócić sytuację przyjęłabym to bardzo spokojnie,
a on był gotowy się rozstać),
albo bo wróciłam 2h później z imprezy niż deklarowałam, byłam tam z jego
siostrą (która też z nami mieszka, bo to spore studencko-absolwenckie
mieszkanie), choć wcześniej o opóźnieniu go smsowo uprzedziłam i odpowiedział
niby aprobatą...
po czym zrobił jazdę połączoną ze zrywaniem ze mną i totalnym banem na
wszystko... (mimo, że przeprowadziłam się do niego tylko 2 tyg wcześniej i
jestem zupełnie nowa w tym mieście).
Kłócił się ze mną o to, że nie podlewam jego kwiatów (mimo że kilka dni temu
podlałam), argumentując to, że tak samo nie będę dbała o "nasze dzieci"...
Wykłócał się też o różne pomniejsze sprawy, a w każdej z jego sprzeczek
głównym celem było podporządkowanie mnie jemu...
Dodam, że to człowiek z bardzo trudnej rodziny... Jego ojciec jest
alkoholikiem, który maltretował psychicznie i fizycznie rodzinę, a jego matka
mniej lub bardziej się temu poddawała.
Nie wiem czy to wytłumaczenie dla jego zachowań.
Moim zdaniem ma nieustanną potrzebę kontroli, i mimo że nie jesteśmy
małżeństwem i nawet jeszcze tego poważnie nie planujemy, on stara się mną
zawładnąć...
Proszę napiszcie co o tym sądzicie, każda uwaga będzie dla mnie cenna....
Powinnam z tym zerwać i poszukać lokum dla samej siebie ryzykując, że będę
samotna w obcym mieście?