bebe53-0
22.12.07, 23:40
Od kąt wyjechaliśmy za granicę mój narzeczony zaczął mnie strasznie traktować
z byle powodu awantury które kończyły sie wyzwiskami,rzucaniem przedmiotami a
nawet kilka razy mnie uderzył.Jak wyjeżdzaliśmy nie mieliśmy dzieci fakt
faktem nie było łatwo z powodu braku dobrej pracy ale podołaliśmy.Teraz mija 5
lat mamy dwoje dzieci,wspólny dom a on ma dobrą pracę i mimo wszystko że jest
niebo lepiej on czasami wraca do swojego podłego zachowania tak 1-2 w
miesiącu.Nie mogę już tego znieść jak patrzą na to moje dzieci są jeszcze małe
ale to nie znaczy że mają być świadkami takich awantur.Rozmawialiśmy tysiące
razy i obiecał poprawę ale i tak czasami wszystko powraca mało to on ciągle
obwinia mnie za jego zachowanie mówi że mam to na co zasłużyłam pytam się czym
tym że siedzę w domu wychowuje dzieci tym że nigdzie nie wychodzę bez niego
sama tym że sprzątam i gotuje.Ostatnia awantura była oto że idziemy na święta
do rodziny przez cały tydzień zatruwał mi życie w końcu nie wytrzymałam i
zadzwoniłam do rodziny i odwołałam wszystko a on zaczął się mnie czepiać że on
nie miał ochoty tam iść itd. no i oczywiście skończyło się wyzwiskami i
rozwalaniem wszystkiego co ma pod ręką oczywiście zaczął mnie na drugi dzień
przepraszać ale ja i tak nie przyjęłam przeprosin bo mam już dość nie jestem
zła o same święta ale o to jak po raz setny tak mnie potraktował, powiedziałam
mu o tym co mnie zabolało i dlaczego jestem nadal zła to zaczął z siebie robić
ofiarę że jest cham że on o tym wie ale on mnie tak bardzo kocha i że to nie
było na serio ale kurde jak można sobie tak rzucać słowa na wiatr do osoby
którą się niby kocha coraz bardziej zaczynam myśleć że to po prostu
przywiązanie i nic więcej ogólnie jesteśmy razem 9 lat.Proszę o interpretację
mojej sytuacji a może to ja przesadzam i się nie potrzebnie czepiam :(