Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zostac?

27.12.07, 21:48
Znalazłam Wasze forum w desperacji, pisze po kolejnej awanturze z moim
wybuchowym mężem. Jesteśmy razem od 5 lat, razem wychowujemy dzieci z mojego
pierwszego małżeństwa. Maz moje dzieci bardzo mocno kocha, traktuje je jak
własne, loży na nie finansowo, okazuje im na codzien dużo czułości, przytula,
całuję. Widze ze je autentycznie kocha. Mnie także uwielbia, ale... jest
bardzo wybuchowy, często krzyczy (krzyczy to mało powiedziane - raczej drze
się na dzieci. Właściwie wszystkie, nawet najdrobniejsze problemy ma zwyczaj
rozwiązywać krzykiem, łatwo przychodzi mu podnoszenie głosu - tak został
wychowany.

Potrafi unieść się praktycznie o wszystko - o źle rozwiązane zadanie z
matematyki starszego synka, o zostawienie w szkole czapki, o to ze młodsza
córka (5 lat) ociąga się z ubieraniem, o to ze przy kąpieli wychlapała wodę z
wanny.

Najdziwniejsze jest to, ze na mnie podnosi głos dość rzadko, hamuje się -
szanuje mnie. Jestem dość silna osobowością, i on wie ze nie może pozwolić
sobie na takie zachowanie względem mnie.

Jednym słowem dziwna sytuacja - partnerem dla mnie jest idealnym, do dzieci
zaś nie ma cierpliwości. Potrafi nawet wyzwać ich od imbecylów (choć twierdzi
potem ze to tylko taki sposób wyrażania się, a nie świadome ubliżanie)
szarpnąć, czy trzepnąć np. w rękę.

Jednocześnie dużo pomaga mi w ich wychowaniu, angażuje się - i twierdzi ze ten
brak cierpliwości pochodzi właśnie ze zbyt nadmiernego zaangażowania, bo on
chce jak najlepiej je wychować i za bardzo się stara żeby "wyszły na ludzi"...

Co robić? Pamiętacie może historie o miłym doktorze Jekyllu zamieniającym się
w strasznego potwora pana Hyde? Mam właśnie wrażenie ze mój maż kryje właśnie
w sobie taki dualizm. Dzieci go uwielbiają, ale często mam wrażenie ze boja
się jego gwałtownych reakcji. Ja zaś już nie wytrzymuje nerwowo bo nie wiem
kiedy i o co wybuchnie kolejna "bomba". Nasze kłótnie - ponieważ ja staje w
obronie dzieci - tez źle działają na atmosferę w domu i ich rozwój. Dużo z
mężem rozmawiam, wiele razy po takich dzikich awanturach i płaczu dzieci juz
groziłam mu odejściem - i jestem gotowa to zrobić. Jestem niezależna
finansowo i mam gdzie wrócić. Problem tylko w tym, ze mieszkamy za granica, a
wiec takie odejście pociągnęłoby za sobą poważne skutki życiowo-organizacyjne
: przeprowadzka i powrót do kraju. Wyjechać na jakiś czas tez nie mogę -
dzieci chodzą tu do szkoły, ja mam prace. "Ucieczka", nawet czasowa, równałaby
się wiec kompletnym spaleniem mostów.

Maz mnie przed chwila przepraszał, teraz z dziećmi spokojnie gra sobie w
Monopol - są w świetnej komitywie tak jakby nie było przed chwila awantury o
rozchlapana w łazience wodę. A ja przezywam rozterki - odejść czy zostać?

Poradźcie mi coś, proszę!
    • megi-1 Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 27.12.07, 22:36
      Moje osobiste odczucie po przeczytaniu to zostać ale pracować nad mężem.Powodzenia!
    • arwen8 Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 27.12.07, 23:23
      Yavina, jak dużo wiesz na temat dzieciństwa Twojego męża i jego
      relacji z rodzicami?
      • yavina Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 28.12.07, 00:23
        Ano właśnie - w jego dzieciństwie jest prawdopodobnie pies pogrzebany :/
        Wychowywał się w dość zamożnym, inteligenckim domu, rodzice wychowywali go
        raczej chłodno, zapewniając wszystkie podstawowe potrzeby i dbając w zasadzie
        tylko o "fasadę" edukacji. Z cała sfera emocjonalna musiał sobie radzić sam.
        Wyrósł na wrażliwego i empatycznego człowieka, ale tylko dzięki własnym
        przemyśleniom i obserwacjom - rodzice pod tym względem nie dali mu nic.

        No i jego ojciec - wybuchowy, bezwzględny, karzący go za przewinienia zamykaniem
        w pokoju bez jedzenia na pól dnia, wymierzaniem "policzków" oraz biciem pasem.
        Krzyki były oczywiście na porządku dziennym. Matka pozwalała ojcu mu na takie
        metody wychowawcze i nigdy ponoć nie interweniowała. Ot, rodzina "tradycyjna" :/
        - i zdaje sobie sprawę ze mąż w chwilach zdenerwowania być może powiela w
        (złagodzonej formie) te ojcowskie schematy.

        Naprawdę mam wrażenie ze maż chciałby przestać się tak zachowywać, ale nie
        potrafi. Wiem, ze niesamowicie mu na mnie zależy i zrobiłby wszystko żebym z nim
        została, ale mimo moich ostrzeżeń ze odejdę - nie potrafi się pohamować, nie da
        się nawet uspokoić w chwili kiedy wpada w ten swój choleryczny trans. Twierdzi,
        ze stara się nad sobą pracować, ale widzę, ze wolno mu to idzie - ja z kolei nie
        mam ochoty czekać latami na poprawę, bo szkoda mi dzieci, które robia się nerwowe.

        Nie wiem, co robić...
        • mallard Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 28.12.07, 09:04
          yavina napisała:

          > Nie wiem, co robić...

          No na pewno nie odchodź!
          Z tego co piszesz, Twój mąż to "w porządku gość". Tak, jak ktoś tu
          już pisał: Pracuj nad nim, może "wjedź" mu na ambicję, -powiedz,
          że "kto krzyczy ten się boi", że facet nie powinien podkreślać
          swojej władzy krzykiem, bo wystarczy żeby raz powiedział spokojnym
          głosem (może tak własnie mówisz?).
          Mój tata, nieżyjący już niestety od 15 lat, trochę za dużo krzyczał,
          ale poza tym był wspaniałym człowiekiem o gołębim sercu, a jego
          skłonności do krzyku, też bym upatrywał w nienajciekawszym
          dzieciństwie.

          trzymaj się! Nowy Rok - nowe siły.
          Powodzenia! :)
        • arwen8 Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 28.12.07, 22:47
          yavina napisała:

          > zdaje sobie sprawę ze mąż w chwilach zdenerwowania być może
          > powiela w (złagodzonej formie) te ojcowskie schematy.

          Nie "być może" lecz NAPEWNO. To jest tzw. błedne koło powielania.
          Ale można je świadomie przerwać.

          > Twierdzi, ze stara się nad sobą pracować

          W jaki sposób? Na czym ta praca KONKRETNIE polega? Być może na siłę
          próbuje powstrzymywać swoje wybuchy złości, a to mu wcale nie
          pomoże. Czy mąż usprawiedliwia swojego ojca? Czy darzy go szacunkiem
          pomimo tego, jak go traktował w dzieciństwie? Czy wybaczył mu
          wszystkie krzywdy? Jak wspomina kary i razy, które dostawał od ojca?
          Jak je postrzega teraz, jako osoba dorosła?
          • yavina Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 29.12.07, 12:20
            arwen8 napisała:


            > > Twierdzi, ze stara się nad sobą pracować
            >
            > W jaki sposób? Na czym ta praca KONKRETNIE polega? Być może na siłę
            > próbuje powstrzymywać swoje wybuchy złości, a to mu wcale nie
            > pomoże. Czy mąż usprawiedliwia swojego ojca? Czy darzy go szacunkiem
            > pomimo tego, jak go traktował w dzieciństwie? Czy wybaczył mu
            > wszystkie krzywdy? Jak wspomina kary i razy, które dostawał od ojca?
            > Jak je postrzega teraz, jako osoba dorosła?


            Postrzega go dość nieciekawie. Ma ogólnie zal do rodziców, ze oprócz fasadowej
            edukacji i dobrej sytuacji materialnej nic mu nie dali. Ze wchodząc w dorosłość
            musiał sam nauczyć się życia od A do Z. Ma do ojca zal, bo nie dość ze był, jaki
            był to właściwie nie angażował się w życie dzieci, jego jedyny udział - poza
            zarabianiem pieniędzy na dobra materialne - to były ostre interwencje kiedy coś
            przeskrobały : właśnie krzykiem, biciem itp.

            Uwaza ze jego ojciec - pomimo wyzszego wyksztalcenia - jest ograniczonym
            emocjonalnie i duchowo czlowiekiem, ze nie jest zdolny do zadnej głębszej
            refleksji.

            Kontakt na dzień dzisiejszy maja poprawny, ale pewien chłód i dystans jest
            nadal. W każdym razie jest to niebo a ziemia w porównaniu do kontaktu jaki ja
            mam z moim Tata.

            Cos mi się wydaje, ze bez pomocy psychologa się nie obejdzie. Ale czy terapia
            jest w stanie wyeliminować takie gwałtowne zachowania u męża ??
            • arwen8 Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 29.12.07, 15:37
              yavina napisała:

              > Ale czy terapia jest w stanie wyeliminować takie gwałtowne
              > zachowania u męża ??

              To zależy tylko i wyłącznie od Twojego męża, od jego chęci
              zrozumienia swoich uczuć i jego chęci zmiany. Zauważ, zależy to od
              JEGO checi zmiany, nie od Twojej!

              Na początek proponuję sięgnać po książke Alice Miller "Zniewolone
              dzieciństwo: Ukryte źródła tyranii", która pozwoli meżowi lepiej
              zrozumieć jego uczucia oraz konsekwence wychowania, które dostał od
              rodziców. Jeśli mąż zrozumie DLACZEGO ma przymus powielania
              toksycznych zachowań swojego ojca, bedzie w stanie pracowac nad
              zmianą swojego zachowania w stosunku do Waszych dzieci. To jest
              trudny i czesto dość bolesny proces, ale zmiana jest możliwa.

              Również pomocna może okazać się dla męża książka Susan
              Forward "Toksyczni rodzice".
              • yavina Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 30.12.07, 00:53
                Dziękuję Arwen, za rady. Po lektury sięgnę na pewno i podsunę mężowi. On bardzo
                chciałby nad tym popracować, problem w tym ze nie za bardzo wiemy jak. Może te
                książki podsuną jakieś rozwiazanie. Przyrzekł mi tez, ze po nowym roku pójdzie
                do psychologa. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Oby tylko trafić na kogoś sensownego.
    • otara Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 29.12.07, 20:00
      no ja bym raczej nie powiedziala że on tak bardzo kocha twoje dzieci
      jak to opisalaś..z resztą sama sobie przeczysz pisząc najpierw że on
      je uwielbia i kocha , a następnie że wrzeszczy tylko na
      dzieci ...poza tym-ty pozwalasz mu na to aby wyzywał dzieci od
      IMBECYLÓW ????!!!! jestem zszokowana i zniesmaczona ...za taką
      obelgę do mojego dziecka niezależnie od tego kto by to był , po
      prostu dostałby w pysk ..
      • yavina Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 29.12.07, 23:17
        W kwestii "imbecylów" usprawiedliwię trochę męża. On jest cudzoziemcem, w jego
        kraju słowo "imbecyl" czy "kretyn" nie ma takiego zabarwienia jak u nas i jest
        powszechnie używane - nawet kilkuletnie przedszkolaki tak się wyzywają i nikogo
        to nie razi. Wystarczy poczytać książki z cyklu o Mikołajku :)
        To tak jak w Polsce by powiedzieć "ale wariat z ciebie" czy "oszalałeś". Faktem
        jest, ze mnie jako Polkę bardzo razi takie słownictwo i nie akceptuje takich
        odzywek w domu.
        Poza tym z cala świadomością i obiektywizmem potwierdzam ze mąż kocha moje
        dzieci, daje im wiele serca - widzę i czuje to na każdym kroku. Ma z nimi
        świetny kontakt i dużo się nimi zajmuje. Kiedy w nocy któreś się budzi czymś
        przestraszone to właśnie on spontanicznie biegnie je utulić. To on bierze sobie
        zwolnienie w pracy kiedy któreś jest chore. On opowiada im na noc bajki w
        łóżeczkach. O przytulaniu, braniu na ręce i innych codziennych czułościach nie
        wspomnę. zresztą uczucia widać gołym okiem.

        • otara Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 29.12.07, 23:29
          no tak , to inna sytuacja :) mnie właśnie od razu uderzyło to
          slowo . ale jeśli jest tak jak piszesz , to nie rozważaj tego
          problemu w kategorii " czy odejśc " ale tak jak napisaly mpoje
          poprzedniczki-jak to naprawić. bo warto.wiesz , facet który jest w
          stanie pokochać obce dzieci-to rzadkość.pozdrawiam :)i życze
          powodzenia .
          • nataschka76 nie odchodź 29.12.07, 23:53
            nie odchodź,ale powiedź mężowi jasno i wyraźnie, że nie życzysz
            sobie takiego traktowania dzieci i takie zachowanie bardzo Cię boli
            i również rani dzieci. Poza tym dzieci uczą się od rodziców wzorców
            zachowań i myślę, że nie chciałabyś, aby powieliły w przywzłoścui
            wobec swoich dzieci zachowanie Twojego męża, bo zbuduja tak samo
            chłodne rodziny , z jakiej wyszedł Twój mąż. Spróbuj w taki sposób
            wytłumaczyć tę kwestię swojemu mężowi. Mam nadzieję, że to pomoże.
            pozdrawiam i życzę powodzenia
            • yavina Re: nie odchodź 30.12.07, 00:47
              Mowie mu aż nadto jasno i bardzo wyraźnie ;) Wale pięścią w stół, potem są
              długie dyskusje w których on kaja się, przyznaje mi całkowitą racje, twierdzi ze
              tez nie cierpi u siebie tej ciemnej strony. Zarzeka się wtedy, ze już nigdy i
              ze będzie się starał. Potem następuje tydzień, no powiedzmy dwa spokoju i
              sielanki. A potem znów się zapomina i daje się wyprowadzić byle czym z
              równowagi. Boje się ze jest to taki efekt jak w porzekadle "wygon z kogoś
              naturę, a wróci galopem" ;-) Jednocześnie wiem, że nie dam rady żyć z takim
              wybuchowym, chociaż skądinąd bardzo dobrym człowiekiem. Za bardzo mnie to
              wyczerpuje psychicznie i za bardzo godzi w harmonijny rozwój dzieci, które
              kocham nade wszystko.
              • otara Re: nie odchodź 30.12.07, 00:55
                słuchaj. z tego co piszesz wynika że on zdaje sobie z tego sprawę i
                chcialby coś z tym zrobić. a może zaproponuj mu jakąś wspólną
                terapię ? może jemu po prostu jest potrzbna porada psychoanalityka ?
                pewnie bedzie się stawiał , że nie jest chory psychicznie itp...
                wyjaśnij mu że psycholog czy psychoanalityk to nie psychiatra , że
                to wcale nie oznacza choroby.
              • mama303 Re: nie odchodź 30.12.07, 09:43
                Sytuacja jest bardzo poważna. Moim zdaniem Twój mąż stanowi
                zagrożenie dla Twoich dzieci. Pomimo że pewnie autentycznie je kocha
                to pewnego dnia może w złości zrobic któremus poważną krzywdę.
                Ja bym zagroziła odejsciem i była konsekwentna.
    • paula_oski Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 30.12.07, 13:59
      ja tez uwazam ze powinnas nad nim pracowac,szkodaby bylo takiego
      dobrego meza i tate odchodzic,a moze uda sie to zmienic.
    • arwen8 Re: Zyje z wrzaskliwym cholerykiem, odejsc czy zo 30.12.07, 15:21
      Yavina,

      Napisałaś o tym, że mąż odczuwa do rodziców żal. To dobrze! Ale
      zastanawiam się nad innym bardzo ważnym uczuciem - złością. Czy mąż
      potrafi świadomie powiedzieć, np. że jest wściekły na rodziców, że
      ich nienawidzi, że wyrządzili mu bardzo dużo krzywdy, że czuje w
      stosunku do nich nie tylko żal ale też całkiem uzasadniony gniew?

      To jest bardzo ważne, ponieważ w Twojej opowieści wyraźnie widać,
      jak mąż przenosi swój stłumiony gniew na osoby zastępcze, czyli
      tzw. "kozły ofiarne", którymi dla niego są dzieci. Dziwi Ciebie, że
      nie wyżywa się w podobny sposób na Tobie, ale można to wytłumaczyć.
      Prawdopodobnie jesteś przez męża postrzegana jako osoba silna (być
      może nawet w pewnym stopniu przypominasz mu jego matkę lub ojca,
      zupełnie nieświadomie), która bedzie w stanie mu się przeciwstawić.
      Dziecko jest bezbronne i słabe, a więc automatycznie staje się
      doskonałym "materiałem" na wyładowanie nieuświadomionej wściekłości
      i nienawiści.

      Uświadomienie przez meża całej krzywdy, którą mu wyrządzono w
      dzieciństwie, przypomnienie bólu, upokorzenia, gniewu, żalu, lęku i
      samotności, które wówczas musiał stłumić w sobie, pomoże mu wyjść z
      błednego koła powielania zachowań jego ojca. Chodzi o przypomnienie
      i świadome przeżycie tych dziecięcych uczuć, które wówczas były
      zabronione. Chodzi o wyraźne powiedzenie sobie, że było się wówczas
      niewinną ofiarą ignorancji własnych rodziców. Ta myśl jest
      najbardziej przerażająca dla większości ludzi. A ponieważ boją się
      przyznać do tego nawet przed sobą, ponieważ wciąż tkwi w nich
      przymus wybielania i idealizowania rodziców, nie potrafią zmienić
      własnego zachowania w stosunku do swoich dzieci.

      Nazwanie rzeczy po imieniu i szczerość w stosunku do samego siebie
      jest podstawą pozytywnej zmiany. Szczere powiedzenie sobie, tak,
      byłem ofiarą, nie zasługiwałem na takie traktowanie, zostałem
      skrzywdzony przez osoby, które darzyłem bezgraniczną miłością i
      zaufaniem, ALE jestem teraz osobą dorosłą i odpowiedzialną za moje
      życie i uczucia, taka szczerość wobec siebie jest WYZWALAJĄCA. To
      właśnie ta szczerość wobec siebie pomaga w porzuceniu roli ofiary
      (lub kata), w odzyskaniu równowagi psychicznej i w odnalezieniu
      wewnętrznego spokoju. Ciągłe powtarzanie, że "rodzice wychowali mnie
      najlepiej jak umieli", że "to było dla mojego dobra", że "rodzice
      mnie kochali i nie chcieli skrzywdzić", utrzymuje nas w dziecięcym
      świecie iluzji, nie pozwala dorosnąć i przyjąć odpowiedzialność za
      swoje prawdziwe uczucia. Kiedy jako osoby dorosłe pokonamy wreszcie
      paniczny lęk przed rodzicami (np. "nie moge im powiedzieć o swoim do
      nich żalu, bo to ich zabije") i porzucimy chorobliwą potrzebę ich
      chronienia, wtedy będziemy mogli normalnie funkcjonować, bez
      nieświadomej potrzeby przenoszenia swojej złości na niewinne osoby
      zastępcze.

      Twój mąż ma dużo ciężkiej pracy przed sobą. Ale to jest JEGO praca,
      nie Twoja. Nie możesz "pracować nad mężem" i próbować go "zmieniać",
      bo to jest niemożliwe. Możesz jedynie zapewnić mu swoje empatyczne
      wsparcie i zrozumienie. Możesz delikatnie zasugerować książki, ale
      nie możesz go zmusić do ich przeczytania. Ale przede wszystkim,
      spróbuj wysłuchać wszystkich szczegółów, które ma do opowiedzenia o
      swoim dzieciństwie i wychowaniu. Daj mu do zrozumienia, że
      współczujesz dziecku, którym wówczas był, spróbuj poczuć wraz z nim
      jeszcze raz jego ból, lęk, gniew, samotność z tamtych lat. Bądź po
      jego stronie, nie jego rodziców.

      W sprzyjających warunkach radykalna zmiana w świadomości i
      zachowaniu Twojego męża będzie możliwa. Tym bardziej, że on sam
      wyraża chęć takiej zmiany.

      Życzę odwagi i powodzenia!
Pełna wersja