jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor??

02.01.08, 13:26
Jesteśmy z moim mężem już ponad 4 lata. Mamy piękną 15 m-czną córkę.
Praktycznie wszytsko z zewnątrz wydaje się takie ładne, proste, ale
ja czuję się jakbym ciągle była sama. Mąż pracuje w dużej firmie i
zajmuje poważne stanowisko, a ja studiuje pedagogikę z psychologią
na IV roku. Nie umiem sobie poradzić chyba sama ze sobą. Ktoś kiedyś
powiedział mi, że na psychologię idą ludzie którzy mają problem sami
z sobą, ale nie wiem jak mam się do tego ustosunkować. Moim
problemem jest jednak coś innego. Mąż niedługo jedzie do pracy za
granicę a ja zostane sama...Między nami nie układa się najlepiej i
boję się co będzie jak on pojedzie. Mąż nie umie okazywać uczuć.
Traktuje mnie tak samo jak inne kobiety a chyba nawet gorzej.
Naśmiewa się ze mnie , ciągle krytykuje, i mówi, że nie umiem żyć
bez swojej matki. Ostatnio nawet powiedział, że robie się do niej
bardzo podobna i jak wchodzi do mieszkania to myśli, że ja to moja
mama - to chyba już jakaś paranoja;/ Sprzątam , gotuje , zajmuje się
dzieckiem, studiuje robie wszystko - a on nawet tego nie docenia.
Jedyne co powie to to, że jest to mój obowiązek - on pracuje a ja
zajmuje się domem... Ale ja nie umiem sobie z tym dłużej poradzić.
Jeśli chociaż raz doceniłby to co ja robie to może innaczej bym do
tego podeszła. Chwali koleżanki, mówi o nich że świetnie sobie radzą
a mnie ciągle krytykuje..Nie umie słuchać,gdy rozmawiamy zaraz
podosi ton i krzyczy, Najlepiej żebym w ogóle nie gadała - jego
wczorajsze słowa. Rzeczą która chyba najbardziej mnie boli to to ,
że zaczyna pić - po 5-6 piw dziennie po pracy wieczorami, upija sie
i kładzie spać, boję się bardzo o nasze życie, chciałabym żeby było
wszystko takie normalne. Ja miałam ojca alkoholika i wiem co to
znaczy przechodziłam przez to wszystko i nie chce mieć takiego
życia... Boję sie odejść bo chce walczyć o naszą miłość ale mam
dopiero 23 lata i nie chcę sie wykończyć. Bardzo proszę o pomoc.
Byłam już u psychologa ale wszyscy chcą pieniądze za wizytę - nie
stać mnie na płacenie 100 zl. / wizyta. Teraz jak to piszę -płaczę.
Bo wiem,że dużo kobiet ma gorzej ale i ja nie mam najlepiej.. Proszę
Panią z całego serca o pomoc. DZIĘKUJE
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 02.01.08, 23:13
      Może warto, na początek, odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak
      bardzo zależy Pani na ocenie męża. Jeśli jest tak jak Pani pisze, że
      dużo Pani robi i robi to Pani, w swoim odczuciu dobrze, to można to
      uznać za wystarczające. Jeśli dziecko dobrze się rozwija, jeśli na
      studiach daje Pani sobie radę, jeśli nikt z domowników nie chodzi
      brudny i głodny, to oznacza, że wypełnia Pani swoje zobowiązania
      wystraczająco dobrze. I nie potrzeba do tego uznania i oceny męża,
      choć na pewno przyjemnie jest usłyszeć komplement czy pochwłę.
      Nie ma powodu traktować męża jak wyrocznię w sprawach Pani
      zachowania. On może mieć w tej sprawie po prostu inne zdanie.
      To trzeba mu wyraźnie powiedzieć.
      Jeśli szybko nie zacznie Pani nad tym pracować , wykorzystując
      choćby swoją własną zdobywaną wiedzę, będzie się Pani coraz bardziej
      uzależniała od nastroju męża, jego zachowań i słów.
      Rozumiem, że związała się Pani z mężem jako bardzo młoda osoba. Może
      warto się i nad tym zastanowić. Czy przypadkiem nie przejął on dla
      Pani roli krytykującego i wymagającego rodzica, a nie partnera. A
      Pani z jakiś powodów się temu poddała. Póki taka pozycja nie jest
      jeszcze wyraźnie utwalona, warto popracować nad zmianą i zacząć
      dążyć do zrównoważenia ról i pozycji. Proszę zacząć próbować,
      zaczynając od małych , drobnych kroków. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • julunia06 Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 03.01.08, 11:39
        Chyba się nie zgodze z Pani słowami w 100-stu%. Każda młoda kobieta
        i każde młode małżeństwo powinno w swoim rozpoczynającym etapie
        życia mieć chwile uniesień, zadowolenia - u mnie tego nie ma. Każda
        kobieta też potrzebuje ciepłych słów od mężczyzny - Pani tego nie
        potrzebuje?? Czy może przypisane jest to na określony wiek.. do 30
        lat mówimy sobie kochanie a po 30 - to już nie ma sensu;/ Wydaje mi
        się że pani nie zrozumiała mojego problemu...Przeczytała Pani chyba
        co drugie słowo...Jeśli ja mówie do męża kochanie fajnie że mi
        pomogłeś zrobić tę rzecz, i mówie to praktycznie codzniennie, z
        przyjemnością chciałabym usłyszeć- dziękuje po zjedzonym
        obiedzie...Nie potrzebuje wychwalania mnie tylko czułości i
        zauważenie tego co robię , bo bez tego cała moja praca nie ma
        sensu...Napisałam też o skłonnościach alkoholowych - ale ominęła
        pani ten temat;/ Chyba faktycznie lapiej zapłacić 100 zl za wizytę
        niż tracić czas na kiepskich pomocników.. A problem alkoholowy jest
        problemme bardzo poważnym i w jednym sie z Panią zgodzę - dotyczy
        całej rodziny i faktycznie w tym przypadku powinnam zacząć od siebie
        i zmienić całkowicie swoje zachowanie. Dziękuje za nieudaną pomoc...

        Z poważaniem
        julunia06
        • dalliletka Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 03.01.08, 13:09
          Witaj.Ja też ci pewnie nie pomogę,ale mam tak samo.Różnimy się
          wiekiem.Ja mam już 40 lat,dwoje dzieci i takiego samego męża.Walczę
          z tymi jego cechami już od 18 lat.Nigdy nie powie dziękuję,ani
          przepraszam.Nie potrafi rozmawiać,zamyśla się,gdy coś mówię.Liczy
          się tylko ON,ON musi się wyspać,ON musi się najeść,ON kupuje sobie
          drogie ubrania.Ja nie muszę.Przecież siedzę w domu,NIC nie robię,NIC
          mi nie potrzebne.Nigdy nie miał dla nas czasu.Żebrałam o dobre
          słowo,o miły gest,o chwilę spędzoną razem...Chciałam,żeby pochwalił
          dobry obiad,nową fryzurę,że coś zdobyłam,osiągnęłam ciężką
          pracą...Nie udało mi się.
          Wydaje mi się,że zabiła nas codzienność.Ale ja walczyłam o to,żeby
          nie było szaro-buro.Walczyłam...Kiedyś byłam fajną dziewczyną...
          Teraz jestem na chwilę przed rozwodem...Tak,zdecydowałam się.Ma
          kochankę.Ja byłam potrzebna do prania i sprzątania...
          Walcz o ciepłe słowo.Jeszcze bardziej,niż ja to robiłam.TY TEŻ
          JESTEŚ KIMŚ!Kimś ważnym,dla niego najważniejsza.Rozumiem cię bardzo
          dobrze...Przegrałam swoje życie...Ale wiem,że nie mogę się
          poddać,muszę wytrwać,bo za zakrętem czeka na mnie nowe życie...Tylko
          strasznie daleko jest ten zakręt...

          dalliletka
          • verdana Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 03.01.08, 13:47
            No, kompletnie nie rozumiem... Jesli komuś nie zalezy na ocenie męża
            czy żony, to po co w ogóle małżenstwo? Gdy jedna ze stron krytykuje,
            nie jest z niczego zadowolona, to jest oczywiste, ze druga czuje się
            ponizona, bo ostatecznie po to wychodzi się za mąż, aby znaleźć
            zrozumienie, a nie po prostu mieszkać z kimś, kto nas nie lubi, pod
            jednym dachem. Można nie liczyc się z oceną rodzicow, kolegów,
            szefa - ale współmałżonka? Uznać, ze mąz mnie krytykuje, to powinnam
            po prostu puszczac to mimo uszu - ani się nie zmieniać, ani nie
            oceniać męża? Proszę mi wybaczyc, ale to kompletna bzdura.
            Nie mówiąc już o tym, ze wypijanie 5-6 piw dziennie to moze jeszcze
            nie alkoholizm, ale już na pewno pierwszy krok. Obawiam się, ze
            maóżeństwo oparte na tym, ze się nie slucha wyzwisk męża i ignoruje
            jego picie - to nie jest dobry wybór.
            Słowem - rada eksperta sprowadza sie do tego, ze kobieta ma robić co
            do niej nalezy, byc z tego zadowolona, a mąż ma prawo mieć wlasne
            zdanie i obrazać żonę - a ona powinna być z siebie dumna i nie
            zwracac na niego uwagi. Dlaczego? Bo opinia męża się nie liczy? czy
            dlatego, ze taka jest dola kobiety?
            • dalliletka Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 03.01.08, 14:02
              > Słowem - rada eksperta sprowadza sie do tego, ze kobieta ma robić
              co
              > do niej nalezy, byc z tego zadowolona, a mąż ma prawo mieć wlasne
              > zdanie i obrazać żonę - a ona powinna być z siebie dumna i nie
              > zwracac na niego uwagi.

              I taka jest postawa mojego męża.Nie tylko postawa.To są jego
              słowa.Często zastanawiam się co to znaczy być żoną...?
              • triss_merigold6 Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 03.01.08, 14:25
                W takim razie ów mąż/partner jest doskonale zbędny, bo nie ma
                żadnych plusów z życia pod jednym dachem.
            • kicia031 Re: jak mam rozwiązać ten problem Pani Doktor?? 03.01.08, 14:25
              A ja mysle, ze rada experta jest dobra. Maz autorki watku się nie
              zmieni – najwyraźniej sprawia mu frajde odmawianie jej uznania, o
              które ona zabiega. Co trzeba zrobić – przestac zabiegac. Być może
              mezowi brakuje gonienia kroliczka, może kiedy okaze się, ze zona
              jest niezalzna, ma poczucie wlasnej wartości, to zacznie się
              bardziej starac.
              Choć szczerze mówiąc, wszystko co czytam nie wskazuje mi na
              kochający, cieply związek.
              Wiem, ze to latwo powiedzieć, jak się w tym nie tkwi, ale moim
              zdaniem inwestowanie w ten układ to czyste wyrzucanie emocji w bloto.
    • paula_oski A może rozłąka dobrze zrobi. 03.01.08, 13:57
      boisz sie ze jak wyjedzie i wroci bedzie jeszcze gorzej,ale moze
      bedzie fajniej,obydwoje sobie wszystko przemyslicie,zatesknicie.A
      probowalas powiedziec mu wsprost jasno zeby sie wział w garsc i
      zaczal Cie zauwazac??moze sie uda;-)Sadze przedewszystkim że
      powinnaś jak najszybciej zareagowac,bo wkoncu obydwoje przzwyczaicie
      sie do takiego czegos i bedzie to normalne,a obydwoje bedziecie
      nieszczesliwi.Pogadaj z nim przed wyjazdem i powiedz ze bedzie mial
      czas przemyslec Wasze wspólne życie.
Pełna wersja