Dodaj do ulubionych

Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już siły.

15.01.08, 00:16
Jestem mamą 6 letniego chłopczyka. Mój problem mnie przerasta, nie
wiem jak sobie poradzieć, jestem wrakiem człowieka. Zawsze bałam się
o swoje zdrowie, z każdej błahej choroby robiłam tragedię i żegnałam
się ze światem. W końcu wpadłam w depresję, codzienne bóle głowy od
rana do wieczora, nudności, wymioty - byłam pewna guza mózgu.
Neurolog zdiagnozował carcinofobię, dla świętego spokoju zlecił
tomografię głowy, która nic nie wykazała. Dostałam leki, które
przyjmowałam ok. roku. Usilnie postanowiłam zajść w ciążę, czekałam
na dziecko 5 lat, oczywiście w międzyczasie sama zdiagnozowałam
sobie bezpłodność... Od pojawienia się na świecie mojego synka
wszystko to co dotyczyło mnie, przeniosłam na niego. Każda choroba
dziecka kojarzyła mi się tylko z najgorszym i tak jest do dziś.
Niestety synek jak to przedszkolak choruje notorycznie, to co
przeżywam jest chyba nie do wyobrażenia przez normalną osobę. Nie
śpię całe noce, zrobiłam z dziecka tyrana, bo ustępuję mu we
wszytkim, bojąc się, że jeśli zachoruje na śmiertelną chorobę to
nigdy sobie nie wybaczę tego, że go np. ukarałam czy zabroniłam
czegokolwiek. Przez swoją fobię narażam dziecko na stres- morfologia
co 2-3 miesiące, prześwietlenia, endoskop laryngologiczny, codzienne
sprawdzanie węzłów chłonnych.... duzo by pisać. Najgorsze jest to,
że zdaję sobie sprawę z tego dopiero po fakcie, kiedy okazuje się,
że wszystko jest w porządku i obiecuję sobie odpuścić.... i nie daję
rady. Codziennie po odprowadzeniu dziecka do przedszkola wzdrygam na
każdy telefon czy aby nie dzwonią wychowawczynie, że dziecko źle się
czuje, co chwilę pytam czy nic go nie boli, czy dobrze się czuje
sprawdzam czy nie ma gorączki. Wiem, e to chore, ale nie potrafię
nabrać dystansu, zdrowego rozsądku, boję się coś przeoczyć.... a
przecież on ma dopiero 6 lat, do czasu jego dorośnięcia chyba mi
całkiem odbije. Mąż odsuwa się ode mnie, to też moja wina... nie mam
ochoty na nic, na przytulanie, zbliżenia bo boję się, że za to moją
przyjemność czy radość jakaś siła mnie "ukarze" chorobą dziecka.
Boje się cieszyć z czegokolwiek, boję się, że za radość coś stanie
sie mojemu dziecku, że nie może być tylko dobrze. Nigdzie nie
wychodzę, bo oczywiście boję się, że za to, że jestem rozrywkowa
moje dziecko zachoruje. Dużo mogłabym pisać, nie mam już siły, nie
mogę tak żyć, błagam o pomoc.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 08:59
      Piszesz składnie, potrafisz określić z czym masz problem od lat więc
      dlaczego do tej pory nie przeszłaś sensownej i odpowiednio długiej
      terapii u psychologa? Teraz to psychiatra + leki i psycholog +
      terapia. DŁUGA.
      Niszczysz życie dziecku, odbierasz mu radość życia, tłamsisz,
      zatruwasz hipochondrią. Wychowasz albo dziecko lękowe, przerażone
      światem, obsesyjnie skupione na swoim zdrowiu albo - w lepszym
      wypadku - syn w momencie gdy dorośnie ucieknie od Ciebie możliwie
      daleko i spróbuje normalnie żyć. A wtedy będziesz go dręczyła swoją
      hipochondrią i obwiniała, że Cię uśmierca swoim brakiem troski etc.
      Duża, wręcz gigantyczna szansa na to, że rozwalisz synowi każdy
      związek z kobietą.
      Towje małżeństwo wisi na włosku - za chwilę mąż poszuka bardziej
      stabilnej psychicznie kobiety.
      Idź jak najprędzej do psychiatry i psychologa w interesie własnym
      oraz rodziny.
    • anusia29 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 09:02
      Biegiem do psychoterapeuty!!! Szkodzisz dziecku bardzo. Jedyną
      poważną chorobą jaką będzie mial w zyciu będzie cięzka nerwica, może
      nawet uniemozliwiająca mu normalne funkcjonowanie. Robisz z niego
      kalekę. Do psychologa musisz iść Ty, ale także już i dziecko.
      Ponieważ ma już 6 lat, zdążyłaś mu już zaszkodzić. Koniecznie
      rozpocznij leczenie jak najszybciej
      --
      Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
      • woman-in-love Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 09:44
        Dziwne - na ogół osoby chore psychicznie nie zdają sobie sprawy z własnej
        choroby. Tutaj jest pełna świadomośc, i żadnej terapii? Przeciez jeśli wiem, że
        smierdzę, to idę się umyć. A tutaj - gdyby mąż miął jaj powinien natychmiast
        wnieść sprawę o pozbawienie praw rodzicielskich i wyjechać z synem w nieznanym
        kierunku.
        --
        ,
      • igahubert Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 10:01
        Dziękuję za odzew... Mam śwaidomość tego, że potrzebuję pomocy, nie
        wiem od czego zacząć, jak zacząć - mieszkam w małej mieścinie.
        Psychiatra dojeżdża z innego miasta raz w tygodniu, pacjentów jest
        tylu, że jednemu przeznacza 10 min maksymalnie na wizytę, psycholog -
        jeden ca całe miasto, znany mi prywatnie - nie przekonuje mnie jako
        fachowiec. Próbowałam na własną rękę prosić o leki przy wizytach u
        interisty i kardiologa, ale lekarz wzrusza ramionami, wypisauje
        Xanax i - być może myśląc, że wyolbrzymiam radzi postarać się o
        rodzeńtwo dla dziecka. Myślę, że potrzebuję profesjonalnej terapii,
        rozmów i oceny samej siebie. Już wczoraj po napisaniu postu poczułam
        się lepiej, że w jakimś stopniu wyrzuciłam to z siebie - pierwszy
        raz szczerze i w miarę dokładnie. Moja rodzina wie o moim problemie,
        mąż próbuje zastosować "terapię wstrząsową", przywołuje mnie do
        porządku, mama nalega na psychiatrę i najważniejsze zabrania mi
        studiowania literatury medycznej, której mam w nadmiarze jak na
        amatora. Szkoda mi mojego synka, chciałabym, aby wyrósł na
        szczęśliwego człowieka, ale tak jak piszecie matka marnuje mu życie.
        Czy nie ma szans, żebym poradziła sobie z tym sama? Proszę eksperta
        o pokierowanie mną, choćby jeden odzew specjalisty, który być może
        wskaże mi jasną drogę do pokonania mioch problemów. Dziękuję.
        • triss_merigold6 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 10:05
          Bądź logiczna: skoro nie poradziłaś sobie z problemem przez
          kilkanaście lat to sądzisz, że poradzisz sobie teraz? I jak, przy
          pomocy literatury?
          Masz pieniądze i czas na tak częste specjalistyczne badania dziecka
          więc NIE WIERZĘ, że nie znalazłabyś czasu i pieniędzy na wizyty u
          psychiatry i psychologa raz w tygodniu w innym mieście.
          Ekspert zaleci Ci szukanie pomocy psychiatrycznej i terapeutycznej,
          nie miej złudzeń.
        • mruwa9 Dobrze, ze napisalas 15.01.08, 10:21
          To juz jest bardzo duzo. Mysle, ze powinnas znalezc dobrego
          psychiatre, niekoniecznie zawezajac sie do swojej miesciny. Moze na
          forum ktos Ci poleci kogos kompetentnego, kto bedzie w stanie Ci
          pomoc? Podejrzewam, ze gdyby Twoje dziecko naprawde bylo chore,
          szukalabys pomocy chocby na drugim koncu Polski. A prawdopodobnien
          to Tobie przydalaby sie wycieczka, nawet kilkudziesiecikilometrowa
          czy moze jeszcze dalsza, do kogos, kto zrozumie Twoj problem i nie
          zbagatelizuje go, oraz zaproponuje optymalna terapie. To zbyt
          powazna sprawa, ze pozostawic ja przypadkowym osobom.
        • anusia29 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 11:16
          z tego co piszesz stan jest dośc ostry. W takich przypadkach mozliwa
          jest terapia w Instytucie Nerwic w Instytucie Psychiatrii w
          Warszawie. Terapia tam może być (np.) kilkutygodniowa, kompleksowa
          (terapeuta + psychiatra), calodzienna i z hospitalizacją (lub nie
          jesli możesz dojeżdzać) na ten czas. Trzeba się zgłosić i zapisac do
          kolejki.
          Oczywiście terapia może być też klasyczna - spotkania z psychologiem
          raz /dwa w tygodniu po 1h. Ale to raczej prywatnie i trwać będzie
          dłużej.
          --
          Miłość to cierpienie - powiedziała żaba tuląc się do jeża.
          • igahubert Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 11:31
            Do Warszawy mam ok. 600 km :(( Muszę poszukać czegoś bliżej domu,
            chociaż będzie pewnie ciężko, pracuję itd. Xanaxu aktualnie nie
            biorę, brałam kiedyś, nie jestem pewna czy był skuteczny, ciąża
            bardzo mi pomogła.... Może teraz spróbuję, zacznę od psychiatry,
            który dojeżdża do nas, ale podejrzewam, że termin będzie dość
            odległy. Na razie liczę bardzo na Was :))) Dziękuję za wszystko,
            pomaga mi rozmowa z Wami, choć chwilami nie jest przyjemna, ale
            pewnie na tym polegać będzie osiągnięcie sukcesu.
        • kasia27.net Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 23.01.08, 18:40
          cześć,ja również jestem matka 3letniej coreczki i borykam sie z tym
          problemem co ty,chodziłam po psychiatrach i nic ,bralam leki i
          nic,nikt mi nie pomogl,twierdzac za sama sobie musze pomoc.Niestety
          do dnia dzisiejszego rozwiazania nie mam.A zycie toczy sie
          dalej,mecze sie ptrzy tym okropnie,tak ze wiem co przechodzisz,Jesli
          natrafisz na sensowna rade od kogos to chetnie ja poznam.Pozdrawiam
    • iwles Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 09:45

      Dziewczyno,
      o ile nie chcesz zmarnować życia swojemu dziecku zrób tak, jak Ci
      radzą wyżej dziewczyny: konicznie zgłos się na terapię. To NIE jest
      żaden wstyd leczyć się z fobii !!!
      Masz może jakąs życzliwą przyjaciółke, która by Cię wspierała ?

      Uświadomienie sobie, że cos jest nie tak w Twoim zachowaniu - to
      pierwszy stopień do leczenia. To już jakiś malutki kroczek naprzód,
      by pomóc sobie, a przede wszystkim, by pomóc dziecku.

      Igohubert - zrobiłas już pierwszy krok - powiedziałas o tym głośno,
      teraz czas na krok drugi - działanie, czyli wizytę u specjalisty.

      Powodzenia !!!




      --
      Paweł

      Moje dziecko powiedziało ;)
      • verdana Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 12:54
        E, dziewczyno, cos tu jest nie tak. Niby trzęsiesz sie o dziecko, a
        tak naprawde wcale o to dziecko nie dbasz. Chyba ta hipochondria
        jest Ci do czegos potrzebna - bo inaczej, wiedzac , ze
        systematycznie rujnujesz dziecku życie, wzięłabys sie za leczenie. A
        tu czytam dziesiatki wymowek - lekarz za daleko, szpital za
        daleko... Czyli, innymi slowy, wolisz wygodę od dobra dziecka.
        Podejrzewam, że moze nie masz pomyslu na to, jak dbac o dziecko,
        oprocz troski o jego zdrowie. Moze dzieki swojej fobii jesteś w
        centrum uwagi rodziny.
        Nie rozumiem Twojego zachowania.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • triss_merigold6 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 12:57
          Gdyby hipochondria nie była jej do czegoś potrzebna to wzięłaby się
          za leczenie kilkanaście lat temu skoro już od dawna widzi
          nienormalne zachowania.
          Napisałam wyżej: skoro jest w stanie dziecku robic często
          specjalistyczne i czasochłonne badania to ma czas i pieniądze. Gdyby
          chciała to spożytkowałaby ów czas i pieniądze na swoją terapię.
        • malila Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 13:24
          verdana napisała:
          > Chyba ta hipochondria
          > jest Ci do czegos potrzebna - bo inaczej, wiedzac , ze
          > systematycznie rujnujesz dziecku życie, wzięłabys sie za leczenie.

          Oczywiście, że jest jej potrzebna. Przecież pisze wyraźnie, że swoim
          cierpieniem "zapewnia" dziecku zdrowie. Nie wiem tylko, gdzie
          widzisz wygodę. Chyba że IYO nerwica z założenia wynika z wygody.
    • malila Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 12:18
      Uważam, że powinnaś skupić się na szukaniu dla siebie terapeuty, nie
      na autoterapii. Do przeprowadzenia terapii potrzebny jest dystans,
      którego Tobie, jak sama zauważyłaś, brakuje. Autoterapia może
      wpędzić Cię w błędne koło, którego nie będziesz widziała albo z
      którego nie będziesz umiała wyjść z powodu jakiegoś fałszywego
      założenia, które dla Ciebie nie będzie fałszywe, tylko oczywiste.
      Zadaniem terapeuty jest wydobycie tych założeń na światło dzienne i
      poprowadzenie pacjenta w taki sposób, żeby on sam to dostrzegł.

      Piszesz, że nie pozwalasz sobie na żadne radości i przyjemności, bo
      boisz się, że spotka Cię za to kara. Być może byłaś w dzieciństwie
      karana za brak poczucia winy, być może właśnie wtedy nabrałaś
      przekonania, że w sytuacji zagrożenia trzeba okazywać strach - i tym
      strachem, stresem i napięciem uda się wykupić od kary albo od jej
      zwiększenia. Być może podejmowałaś próby zrelaksowania się i
      odpuszczenia sobie wiecznej czujności, ale prędzej czy później
      zdarzała się jakaś choroba, którą Ty przyjmowałaś jako karę
      za "grzechy". Rzecz w tym, że choroby są rzeczą naturalną. Nie ma
      ludzi, którzy nie chorują. To, co dla większości jest przypadkiem
      losowym, dla Ciebie jest potwierdzeniem tezy o konieczności
      wykupienia się od złego losu. Chcesz usłyszeć to od kogoś innego?
      Nie ma takiej reguły, która kazałaby płacić za zdrowie napięciem i
      lękiem. Jaki byłby w tym sens? Sens widzą w tym jedynie rodzice,
      którzy czują się lekceważeni przez dzieci nie wykazujące skruchy i
      poczucia winy.

      Skoro zawsze bałaś się choroby, bardzo możliwe, że któreś z Twoich
      rodziców obłędnie lękało się o Twoje zdrowie. Bardzo możliwe, że
      także winiło się i karało się za chęć zabawy, za beztroskę. Być może
      Tobie także nie wolno było bawić się, być może bezustannie musiałaś
      uważać na to, że Cię przewieje, że się przeziębisz albo że matka
      zawału dostanie, bo nie wie, co się z Tobą dzieje.
      • igahubert Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 12:55
        Analizowałam całe swoje życie nie raz, nie dwa... Z perspektywy
        czasu oceniam swoje dzieciństwo jako zupełnie "zdrowe", moja mama
        nigdy nie przypominała mnie teraźniejszej, nawet jako medyk z
        wykształcenia przez całe moje życie nie przeprowadziła u mnie tylu
        badań co ja u mojego dziecka w czasie 6 lat. Rodzice byli troskliwi,
        ale nienadopiekuńczy jak obecnie ja. Nie mogę pojąć żródła moich
        zachowań, myślę, że nie mają związku z moim dzieciństwem. Podejście
        mojej mamy do zdrowia jest chyba racjonalne nawet teraz tłumaczy mi,
        że robię źle, że np. lepiej dać dziecku zmarznąć niż je przegrzać
        etc, "potrząsa mną" - trochę zdrowego rozsądku - mówi... i też
        nalega na leczenie. Mam w niej oparcie, ale o wszytkim niestety nie
        wie, nie chcę jej obiążać zanadto, bo i tak się martwi.
        • malila Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 15.01.08, 13:17
          igahubert napisała:
          > Analizowałam całe swoje życie nie raz, nie dwa... Z perspektywy
          > czasu oceniam swoje dzieciństwo jako zupełnie "zdrowe", moja mama
          > nigdy nie przypominała mnie teraźniejszej, nawet jako medyk z
          > wykształcenia przez całe moje życie nie przeprowadziła u mnie tylu
          > badań co ja u mojego dziecka w czasie 6 lat. Rodzice byli
          troskliwi,
          > ale nienadopiekuńczy jak obecnie ja. Nie mogę pojąć żródła moich
          > zachowań, myślę, że nie mają związku z moim dzieciństwem.
          Podejście
          > mojej mamy do zdrowia jest chyba racjonalne nawet teraz tłumaczy
          mi,
          > że robię źle, że np. lepiej dać dziecku zmarznąć niż je przegrzać
          > etc, "potrząsa mną" - trochę zdrowego rozsądku - mówi... i też
          > nalega na leczenie. Mam w niej oparcie, ale o wszytkim niestety
          nie
          > wie, nie chcę jej obiążać zanadto, bo i tak się martwi.

          To ostatnie zdanie zapaliło we mnie czerwoną lampkę. Nie chcesz
          obciążać matki, żeby się nie martwiła. Podejrzewam, że Twoja matka
          zawsze się o Ciebie martwiła. Ona nie musiała się martwić o Twoje
          zdrowie, to się wcale nie musi tak prosto przekładać.
          Zresztą możliwe, że się mylę. To nieistotne. Wcale nie musisz
          analizować dzieciństwa i wiedzieć, skąd się wzięło to czy tamto. I
          tak nigdy nie będziesz miała pewności. Może zobaczysz to wtedy, gdy
          uda Ci się pozbyć szkodliwych przekonań, a być może nigdy się tego
          nie dowiesz.
          Ważne jest to, żebyś zobaczyła, że kupowanie zdrowia i szczęścia
          wpędzaniem się w chorobę i stres nie ma sensu.
          Nie czekaj, tylko zacznij terapię. Im szybciej zaczniesz, tym
          szybciej przestaniesz się męczyć.
    • kicia031 Bardzo ci wspolczuje 15.01.08, 12:31
      Mialam podobny stan w czasie depresji - wiem, jak bardzo cierpisz.
      Musisz poszukac prefesjonalnej pomocy, psychiatry, ktory pomoze ci
      doprowadzic sie do stanu, w ktorym bedziesz zdolna do poddania sie
      terapii.

      Nie zwlekaj z tym, niezaleznie od tego, jak daleko musialabys
      jezdzic.

      Trzymaj sie.
      --
      "Kicia Ty idealistka jesteś"
      m-m-m
      • igahubert Re: Bardzo ci wspolczuje 15.01.08, 12:39
        Jak długo się leczyłaś, na czym polegało leczenie? Już myślałam, że
        jestem jedyną osobą na ziemi z takim problemem.... przeszukałam całe
        forum i takiego "świra" jak ja nie znalazłam. Jestem załamana, ale
        bardzo serdecznie dziękuję za zainteresowanie.
        • earl.grey Re: Bardzo ci wspolczuje 23.01.08, 19:14
          igahubert napisała:

          > Jak długo się leczyłaś, na czym polegało leczenie? Już myślałam, że
          > jestem jedyną osobą na ziemi z takim problemem.... przeszukałam całe
          > forum i takiego "świra" jak ja nie znalazłam. Jestem załamana, ale
          > bardzo serdecznie dziękuję za zainteresowanie.

          oczywiście, że nie jesteś jedyna. Zgłaszam się jako następna, ale na szczęście
          mam to juz za soba powoli. Można, można. Mam nadzieję, że niedługo napiszesz, że
          psychiatra, u którego byłaś, podniósł cie trochę na duchu i coś sensownego
          doradził/zapisał.
          • igahubert Re: Bardzo ci wspolczuje 23.01.08, 20:18
            earl.grey napisała:
            oczywiście, że nie jesteś jedyna. Zgłaszam się jako następna, ale na
            szczęście
            > mam to juz za soba powoli. Można, można. Mam nadzieję, że niedługo
            napiszesz, ż
            > e
            > psychiatra, u którego byłaś, podniósł cie trochę na duchu i coś
            sensownego
            > doradził/zapisał.

            No to witam w klubie..... Jestem po pierwszej wizycie u psychiatry,
            rozmowa trwała ok. godziny, dużo pytań, zaangażowanie super.
            Dostałam leki na miesiąc, potem mam wrócić na kolejną "rozmowę".
            Leczenie minimum pół roku jak dobrze pójdzie. Na razie leki trochę
            mnie "zamulają", ale jestem dobrej myśli. Diagnoza: nerwica natręctw
            i depresja. Jakie lecznie stosowałaś? Leki - jakie?
            • earl.grey Re: Bardzo ci wspolczuje 23.01.08, 21:28
              Paxtin. Nie zamulał absolutnie. Przy okazji nawet... przestałam bać się pająków,
              a bałam się od zawsze, i to panicznie.
              Nie powiem, że teraz omijają mnie całkowicie "napady przesady", ale przynajmniej
              wiem, że są metody, zebym to ja przejęła nad tym kontrolę, a nie "to" nade mną i
              wcale nie sprowadzają sie one do leków - leki tylko pomogły mi spojrzeć na całą
              relację "dzieci-ja" inaczej niz poprzez "moim zadaniem jest je ochronić za
              wszelka cenę". Staram się myśleć, że najlepiej ochronię je ucząc je samodzielnie
              dbać o siebie - zaspokajać swoje potrzeby w harmonii z potrzebami innych (a nie
              w podporządkowaniu), szanować siebie i chcieć i umieć stanowić o sobie. Jak bedę
              wiedziała, że sobie radzą, to i ja będę spokojniejsza. A jak się będę wytrząsać,
              to sobie nie będą radzić i czekają mnie nerwy do usranej śmierci. Staram się też
              myśleć, że nie tyle popełnienie błędu przez nie (bardziej mi się rzucało na
              jakieś zagrożenia typu "życie sobie złamie" niż na choroby) się liczy, co to,
              jak sobie da radę z wyjściem z trudnej sytuacji. A jak się na błędy nie narazi,
              to się nie oswoi. Zresztą nie da się wszystkiego uniknąć, bo bym musiała zamknąć
              je w akwarium. Jako że sama nie jestem najmocniejsza w tych tematach, musiałam i
              za siebie się trochę zabrać, to i ja zyskam przy okazji. Rok juz tak walczę i
              żałuje, że wcześniej nie zaczęłam.
              I powiem ci, że bardzo warto. Moja młodsza jest bardziej swobodna, śmiała,
              ciekawa świata od starszej, nad którą więcej się wytrząsałam.
              • igahubert Re: Bardzo ci wspolczuje 25.01.08, 15:36
                Też mam Paxtin - rano, na noc Cloranxen. Czuję się wyluzowana, ale
                strasznie ziewam, nie wiem którego leku jest to skutkiem.... Na
                razie jest ok, może przez świadomość, że biorę leki, a może dlatego,
                że dziecku jak na razie nic nie dolega. Zobaczymy co będzie dalej,
                udaje mi się odganiać myśli, które mnie natrętnie nachodziły,
                jeszcze nie do końca, ale lepiej sobie z tym radzę. Lekarz
                wytłumaczył mi też, że dziecko "choruje" ze mną, i teraz muszę mu
                ten swój spokój przekazać tak jak dotychczas przekazywałam mu swoje
                nerwy i panikę. Staram się być już bardziej stanowcza w stosunku do
                niego i pozwalać wykonywać wszystko samodzielnie, do tej pory
                większość rzeczy robiłam za niego. Mija dopiero tydzień leczenia,
                ciężko oczekiwać radykalnych zmian, ale moje podejście chyba już
                troszeczkę się zmienia, a to chyba dobry początek :) Pozdrawiam
                wszystkie nadopiekuńcze mamusie.....i proszę o rady.
      • igahubert Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 16.01.08, 00:00
        Dziękuję za adres, dziś znalazłam stronę Instytutu w Warszawie,
        chyba tego, który polecała Anusia. Tam również udzielają wstępnych
        porad psychiatrycznych. Jeśli nie otrzmam odpowiedzi zwrócę się do
        dr Górniaka, jeszcze raz dziękuję. Po za tym jeszcze w tym tygodniu
        będzie u nas psychiatra, postaram się załapać po przyjęciach
        pacjentów na NFZ na wizytę pryw., może poświęci mi więcej czasu po
        godzinach.....Będę zdawać relację jeśli mi pozwolicie i prosić o
        wsparcie, które pewnie będzie mi potrzebne. Dziękuję Wam, bo
        pomogliście mi stawić pierwsze kroczki.....
    • jakaranda Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 16.01.08, 14:43
      Witaj, jak do tej pory widzę kilka rozsądnych odpowiedzi i całą kupę oskarżeń.

      Przede wszystkim ważne jest to, że widzisz problem i chcesz coś z nim zrobić. To
      dobry początek.

      Nie przejmuj się tymi oskarżeniami "niszczysz dziecku życie" itp. Chodzi nie
      tylko o dziecko, ale o przede wszystkim Ciebie.

      Oczywiście pomoc psychiatry jest jak najbardziej potrzebna. Dla Waszego
      wspólnego dobra musisz przezwyciężyć uprzedzenia i zafundować sobie długą
      terapię. Postaraj się o wsparcie rodziny. Pomóż im zrozumieć, że hipochondria to
      nie histeria (swoją drogą to też choroba i to źle traktowana przez opinię
      społeczną) i że potrzebujesz ich pomocy.

      A nade wszystko - pamiętaj, że nie ma ludzi zupełnie normalnych i każdy ma z
      czymś problem ;)

      Pozdrawiam Cię i życzę Ci dużo spokoju, no i wyleczenia oczywiście :)
      --
      Little Changeling
        • marghe_72 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 16.01.08, 23:40
          woman-in-love napisała:

          > a gdzie jest ojciec dziecka? Czy ma pojęcie co się dzieje, czy też
          > został całkowicie sterroryzowany i opuścił skrzydła? Wg mnie
          kontakt
          > matki z dzieckiem powinien zostac ograniczony dla dobra dziecka -
          i
          > powinien tym się zająć ojciec.

          Jeszcze jakieś inne, równie genialne pomysły?


          --
          Homo sapiens non urinat in ventum
        • igahubert Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 16.01.08, 23:42
          No tak, pewnie wkrótce mogę spodziewać się wizyty programu UWAGA,
          prokuratora i Bóg wie czego jeszcze, bo maltretuję dziecko. Czekałam
          na to dziecko 5 lat, może nie zdajesz sobie sprawy co to znaczy
          doczekać się potomstwa po tylu latach. To nie jest normalna kolej
          rzeczy kiedy planujesz dziecko i w ciągu kilku miesięcy zachodzisz w
          ciążę i je masz. Ja po tylu próbach, ciągłych badaniach, zabiegu
          chirurgicznym i co miesięcznych testach wierzyć nie mogłam własnemu
          szczęściu i kiedy wreszcie to szczęście pojawiło się na świecie
          strach, że mogę je stracić był nie do wytrzmania i podejrzewam, że
          to wszystko tak się nawarstwiło, aż osiągnęło taki efekt. Przyjmę
          każdą krytykę z pokorą, ale nikt nie ma prawa zarzucić mi, że jestem
          ZŁĄ MATKĄ, mimo mojej psychiki, z którą nie mogę sobie poradzić.
          Dziwne, że żałuje się matek, które zabijają swoje dzieci w efekcie
          depresji poporodowej; mnie najlepiej pozbawić praw, zabrać
          największy skarb i sens życia i zamknąć w zakładzie. Mimo swojej
          nadopiekuńczości daję swojemu dziecku miłość, której potrzebuje w
          tym wieku najbardziej na świecie i wiem, że mimo wszystko czuje się
          przy mnie właśnie najbezpieczniej i mnie najbardziej ufa, więc
          proszę nie pisz, że dla jego dobra, kontakt ze mną powinien być
          ograniczony, bo to wyrządziłoby mu więcej bólu, tego jestem pewna.
          Mam problem z sobą, lecz zdaję sobie sprawę, że sytuacja wymyka się
          spod kontroli, że może wpłynąć na życie mojego dziecka, dlatego
          postanowiłam tu napisać, prosić o jakieś wskazówki, które zresztą
          otrzmymałam od osób znacznie od Ciebie życzliwszych.... Aż jestem
          ciekawa co na ten temat napisze Pani ekspert.....

          P.S. Jutro pierwsza wizyta, proszę trzymajcie kciuki.
    • sally30 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 23.01.08, 21:58
      A ja jestem w stanie zrozumiec twoj strach o zdrowie dziecka,
      lekarze sa rozni nieraz lekcewaza duzo spraw na forum,,zdrowie
      dziecka,, jest pelno takich mam bezsilnych ,zalamanych tylko nie
      kazdego stac na to zeby porobic rozne badania i nie mysl ze jestes
      zla matka pewnie pogubilas sie w tym wszystkim a najwazniejsze ze o
      tym wiesz
      Pozdrwiam i zycze efektow pracy
      • admika2 Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 29.01.08, 20:00
        Nie jesteś jedyna. Naprawdę Cię rozumiem, mnie taki paniczny strach o dzieci
        pojawiał się z roku na rok coraz większy (na pewno miała na to też wpływ
        depresja). Tylko, u mnie troszkę inaczej to wygląda bo ja staram się tego lęku
        dzieciom nie pokazywać. Ale zdaję sobie sprawę, że wielu dla dzieci ciekawych
        miejsc unikam bo mogą tam coś złapać.
        Pediatra moich dzieci poleciła mi książkę Holly Hazlett-Steyens "Kobiety, które
        martwią się za bardzo". Motto tej książki to: Nie marnuj życia z powodu leków.
        Kupiłam i zaczynam czytać i już po kilku stronach wiem, że to książka o mnie.
        Pozdrawiam
    • kasia27.net Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 29.01.08, 20:58
      witam,a ja mam jeszcze takie osobiste pytanie do Ciebie,jesli
      mozna,bo jak juz kiedys pisalam borykam sie z tym samym problememem
      co Ty,i tez walczylam w rozny sposob u roznych specjalistow i
      nic,moze tylko odrobine lepiej ale z racji tego ,ze corka jest juz
      duza i mniej choruje,a wracajac do tego pytania,to czy masz ochote
      na sex z mezem?bo ja nie mam w zwiazku z tymi wszystkimi
      problemami.Pozdrawiam
      • igahubert Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 29.01.08, 22:58
        Kasiu jeśli przeczytasz mój pierwszy post to wywnioskujesz, że moje
        życie małżeńskie też pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że problem
        mamy podobny, Ty inaczej sprecyzowałaś swoje pytanie (czytałam Twój
        wątek). W czasie depresji, a pewnie też ją masz, nie ma się ochoty
        na nic przyjemnego, u mnie doodatkowo wywołuje to strach, że poniosę
        za to karę w postaci choroby dziecka. Jestem na lekach od półtora
        tygodnia, co prawda jestem senna całymi dniami, ale mam nadzieję, że
        pomoże to mnie, mojemu dziecku i małżeństwu.
        • kasia27.net Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 30.01.08, 17:08
          Inne pytanie ale problem mamy podobny,chcemy ratowac nasze
          malzenstwo i nie chcemy zaszkodzic dziecku.A do tego najbardziej dla
          mnie dolujace jest to,ze nie mam ochoty na sex,wiadomo,ze maz
          mowi,iz to rozumie ale facet facetem i swoje potrzeby ma,a na sile
          to zadna przyjemnosc. Oj ciezko tak zyc,chociaz ja juz probowalam
          metody leczenia farmakologicznego i nic,a dodam,ze tez bylam senna i
          to bylo dla mnie wielkim problemem no bo jak normalnie funkcjonowac
          z malym dzieckiem jak by sie spalo dniem i noca.Pozdrawiam.
    • bluszczyk1971 Mam ten sam problem! 13.02.08, 16:08
      Specjalnie się przed chwilka zalogowałam jak to przeczytałam. Właściwie szukałam
      tego tematu w internecie i udało się. Mam ten sam problem. Nie urósł jeszcze tak
      bardzo jak u Ciebie. Zaczęłam się zastanawiać jak sobie pomóc. I dlatego
      kuknełam do Internetu. Ale widzę, ze jest cecha wspólna. Dotyczy on kobiet które
      czekały na swoje dzieci. Urodziłam późno córkę (35 lat). Codziennie siedzę i
      zastanawiam sie jak ją chronić, wydzwaniam z pracy po 6-7 razy spr czy wszystko
      w porządku. A opiekuje sie nią moja mam która wychowała 3 dzieci. Tez analizuje
      każdego dnia objawy czy aby nie jest chora. Jak psiknie o 3 razy za dużo myślę
      ze coś jest nie tak. Kiedy jest chora płacze bez przerwy i mam poczucie winy ze
      to prze zemnie. Nie cieszę się dokładnie tak jak Ty bo za radość i tzw śmieszków
      mogą przyjść płaczki i boję się o nią każdego dnia. patrze na nią i zastanawiam
      się nad tym czy za to szczęście nie trzeba zapłacić! Wiem że to chore, wiem ze
      to ja mam problem, bo moja córka jest jeszcze maleńka ma 1,5 roku ale jest
      bardzo mądra. I wiem ze poradzi sobie w życiu. Koszmarem jest dla mnie myślenie,
      że kiedyś umrę i będę musiała ja zostawić to chyba szczyt mojego problemu. Mam
      nadzieje sobie kiedyś z tym poradzić, bo jak nie to zwariuje. Myśle codziennie i
      próbuje sama sobie tłumaczyć ze tyle nas mama wychowała i nikt kiedyś tak nie
      rozczulał sie nad dziećmi jak dziś. Kocham moją córkę nad życie i czasami mam
      wrażenie ze to ja jeszcze nie odcięłam pępowiny od niej. Napisałam to żebyś
      wiedziała ze nie jesteś sama z tym problemem i żeby psychologowie wzięli pod
      uwagę problem takich kobiet - matek, uzależnionych od swoich dzieci i więcej o
      tym pisali, jak sobie radzić, bo wydaje mi się ze to dotyczy tylko pewnej
      specyficznej grupy matek. Nigdy nic na ten temat nie czytałam, ale po tym co u
      siebie zaobserwowałam - wiem ze to nie jest normalne i ze może nie jestem sama.
      Jesli chciałabyś pogadać zamieść prosze swój adres mailowy na forum. Ja bym swój
      zamieściła ale jest to imię i nazwisko, a chciałabym byc anonimowa. Pozdrawiam
      serdecznie Bluszczyk
      • kasuer Re: Mam ten sam problem! 13.02.08, 22:52
        Ten problem nie dotyczy tylko matek, które długo czekały na dziecko. Urodziłam
        syna w wieku 22 lat. I mam ten sam problem. Boję się o niego, jego zdrowie. Jak
        śpi zbyt długo, od razy myslę, że jest chory, nie śpi - to samo. Z katarem
        biegnę do lekarza, boję się najzwyklejszej wysypki, bo to może być coś
        poważnego, itd. Kiedyś myslałam, że jak bedzie starszy, to przynajmniej nie będę
        przejmować się katarem - nic z tego. I podobnie jak Wy boję się cieszyć życiem,
        żeby nie wywołać czegos strasznego. Czuę sie odpowiedzialna za wszystko, winię
        siebie za jego złe samopoczucie. Jest nas więcej!
        • igahubert Re: Mam ten sam problem! 15.02.08, 09:53
          Cześć dziewczyny. Witam po urlopie i miesiącu leczenia. Nie chcę
          zapeszyć, ale jest LEPIEJ ! Przede wszystkim pozbyłam się natrętnych
          myśli takich na zapas, zawsze wieczorem ogarniał mnie lęk co jutro
          się wydarzy, czy w organiźmie synka nie rozwija się jakaś straszna
          choroba itd. Śpię lepiej i przed snem czytając książkę już nie łapię
          się na tym, że nie wiem o czym czytam i muszę cofnąć się o stronę.
          Miesiąc minął nieźle, wczoraj byłam na kolejnej wizycie u mojej Pani
          doktor psych. i jest zadowolona z postępów. Nie wiem jak zareaguję
          na chorobę synka, bo przez ten czas (odpukać) nic nie złapał. Ale
          powiem Wam, że pewnej nocy po powrocie w gór zbudził się w nocy, bo
          bolały go nóżki i wiecie co? Nie zdiagnozowałam białaczki jak to
          zwykle bywało i nie poleciałam rano na morfologię i do lekarza.
          Przeanalizowałam poprzedni dzień i doszłam do wniosku, że to tylko
          zakwasy bo dorwał się do rowerka po powrocie do domu, usnęłam razem
          z nim spokojnie masując mu łydki. To dla mnie było nie do pomyślenia
          wcześniej, pewnie nie spałabym całą noc i od rana do lekarza. Wiem,
          że zawsze będziemy się troszczyć o nasze dzieci, może nawet bardziej
          niż inne matki, ale musimy robić to rozsądnie i z logiką. Mam
          nadzieję, że leczenie będzie dalej tak skuteczne i będzie już tylko
          lepiej. Dziękuję Wam, bo to Wy mnie pchnęłyście do tego kroku.
          BLUSZCZYK napisz na pocztę gazetową i tam wymienimy się mailami.
          Pozdrawiam ciepło.
          • czarna_zoska Re: Mam ten sam problem! 20.02.08, 23:40
            Jestes bardzo dzielna i madra. Przeczytalam ten post ze łzami w oczach. My
            matki mamy takie natrectwa w mniejszym lub wiekszym stopniu. Tak bardzo chcemy
            chronic dzieci, ze "zagłaskujemy" je do bólu. Zycze Ci jak najszybszego
            uzdrowienia i czerpania radosci z zycia.
          • bluszczyk1971 Re: Mam ten sam problem! 01.07.08, 16:28
            cześć, nie skontaktowałam się bo niestety nie potrafię sie poruszać po tym forum i nie mam zielonego jak to zrobić . Ale zapisałam się do psychologa, bo strach znów wzrósł, mam takie wzloty i upadki. Moja babcia straciła córeczkę w wypadku jak miała 5 lat. Nigdy sie po tym nie pozbierała. Kiedy wspomniałam o tych moich obsesjach, powiedziała mi ciotka ze babcia też się tak o dziecko bała, teraz dopiero dostałam lęku, strachu aż oddechu nie mogłam złapać, przez 5 minut straciłam kontakt ze światem, tak mnie zatkało. oglądam jakieś złe historie w telewizji i myślę ze może sie to mojemu dziecku przytrafić bo przecież nie mogę zaznać szczęścia bo na nie nie zasłużyłam. Historię mojej babci zaczynam przenosić na swój grunt rujnując sobie i mojemu mężowi życie...zresztą o tym mu jeszcze nie zdążyłam powiedzieć tzn tej historii i ze sie tak boję. Zapisałam się wiec bo może cud sie zdarzy i ktoś wyleczy moje myśli, bo zaczynam sie czuc jakbym zyła w nakręconym przez kogos horrorze. chciałabym zeby moja córka była szczęśliwa mnie nic wiecej do szczęścia nie potrzeba...
            • womania Re: Mam ten sam problem! 02.07.08, 10:13
              no ale jak ty nie bedziesz szczesliwa to ona ma bardzo male szanse
              na szczescie! wiec naprawde trzeba zaczac od wlasnego samopoczucia.
              pomyslcie troche o sobie, o swoim zyciu.
              jeszcze raz powtarzam: nie mozna wychowac szczesliwego dziecka w
              nieszczesliwym domu/przez nieszczesliwych rodzicow. to jest
              fizycznie niemozliwe.
              trzymajcie sie, super ze chodzicie do psychologow/psychiatrow.
              • igahubert Re: Mam ten sam problem! 03.06.09, 22:56
                Witam Was kochane po długiej przerwie. Jestem ciekawa co
                u "bluszczyka", i reszty przewrażliwionych mamusiek, mam nadzieję,
                że już lepiej. Ja jestem znowu na małym zakręcie i wracam do leków,
                mam nadzieję, że nie na długo. Ściskam Was mocno i czekam na wieści.
                • agusia2009_online Re: Mam ten sam problem! 19.10.09, 09:32
                  Hej dziewczyny! nie wiem, czy ktoś jeszcze doczyta ten post..Ja również okrutnie
                  boję sie o zdrowie mojej 3-letniej córeczki, a dokładniej o to, że zachoruje na
                  białaczkę. Wiele zwykłych codziennych czynności takich jak chociażby siedzenie
                  na jej łóżku i czytanie powoduje, że wyobrażam sobie w głowie tą sytuację w
                  warunkach szpitalnych! Kiedyś z poduszeczki zdejmowałam jej włoski i
                  powiedziałam, że jej kilka wypadło, a ona zapytała: "I już nie będę miała
                  włosków?". Zmroziło mnie to pytanie, bo od razu pomyślałam o chemioterapii!!!!
                  Najgorsze jest to, że kilka razy przeczułam, że np. będzie miała gorączkę albo
                  zwymiotuje- swoimi myślami wywołałam te sytuacje i moją zmorą jest to, że myśląc
                  o tej cholernej białaczce prędzej czy później stanie się ona rzeczywistością!
                  Tego boję się najbardziej, próbuję odgonić te myśli jak tylko się pojawią, ale
                  niepokojące jest to, że w ogóle się pojawiają..Zaczynam nazywać siebie
                  czarownicą, bo jeśli to intuicja, to mam ochotę uciąć sobie głowę.. Tyle że w
                  brzuszku drugie dziecko..bo ponoć może być ono lekarstwem.. Tymczasem myślę, że
                  zdecyduję się na wizytę u psychoterapeuty, bo sama nie dam sobie z tym rady.
                  Dobrze jednak wiedzieć, że inne mamy też tak mają, choć to nie pociesza..
                  Pozdrawiam was!
                  • farfalina Re: Mam ten sam problem! 26.10.09, 13:48
                    matko ja tez nie jestem sama z tym problemem!ma dokladnie takie same
                    obawy jak niektore z Was i tez juz nie moge sobie z tym
                    poradzic.szukam z polecenia dobrego psychologa/psychiatry w
                    Warszawie.mozecie kogos polecic?bede wdzieczna...
    • milamala Re: Chorobliwy strach o dziecko - nie mam już sił 30.08.16, 13:20
      Masz jakiegos sensownego lekarza pierwszego kontaktu? Takiemu, ktoremu ufasz? Moglabys z nim/nia porozmawiac o swoim problemie i umowic sie, ze jak bedziesz do niego cchodzic z chorym dzieckiem, a choroba nie bedzie powazna, bo bedzie ci o tym mowil ccierpliwie i nie obrazal sie, ze wymagasz wiecej cierpliwosci w tej sprawie niz inne pacjentki. Pamietam, jak corka byla malutka, zauwazylismy ze czasem traci oddech, ze ma momenty jakby sie dusila. Wiec w te pedy do lekarza weekendowego (nei mieszkam w PL, tu jest inny system) a ten spojrzal na nas rodzicow z takim lagodnym ojcowskim spojrzeniem i zapytal z usmiechem: to panstwa pierwsze dziecko prawda? Tak to prawda byla, ale tak mi to wtedy pomoglo, ta jego pewnosc, ze jest ok, i ze my mamy prawo do takiej reakcji i on nawet wie dlaczego taka reakcja jest normalna byla na nas jak balsam na dusze. Porozmawialismy dlugo i przyjaznie, powiedzial, ze co prawda nie jest pediatra, ale jego ojciec byl stad duzo wie o dzieciach ... od dziecka. Wzbudzil u nas niesamowite zaufanie. Strasznie zalujemy, ze nie moze byc naszym lekarzem rodzinnym. Jakbys miala takiego zafanego lekarza, to potrafilby cie poprowadzic w twoich fobiach, wierzylabys mi po prostu, ze z dzieckiem nic nie jest. Potem bedzie tylko latwiej, bo dzieci im sa starsze tym mniej choruja.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka