Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania...

05.02.08, 03:15
Zaczęłam dzisiaj czytać forum, aby znaleźć pocieszenie... Mój
związek się rozpadł, a ja rozpaczliwie poszukuję potwierdzenia, że
to nie ja jestem winna...Swoją historię opisałam w wątku Dalliletki
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=74126790&v=2&s=0, za
co przepraszam, bo chciałam Cię
Dalliletko podtrzymać na duchu, ale popłynęło...

Podstawowe pytanie znowu ciśnie mi się do głowy: czy ja miałam prawo
wymagać od niego aby zerwał kontakty ze swoją byłą kochanką? Jak
miałam go przekonać, że to nie jest dopuszczalne w związku, że taką
kobietę traktuje się jak przyjaciółkę, którą można odwiedzać, sms-
ować z nią z domu, podczas gdy ja jestem obok? Że mnie to rani i on
nie ma prawa mi tego robić? Czy może się myliłam?

Nie mogę przez to spać... To chwile tak bolesne, jak moment w którym
się dowiedziałam o drugiej ukochanej... Półtora roku temu...

Popełniłam przez te prawie 4 lata wszystkie błędy, jakie można
popełnić. Przejęłam od samodzielnego mężczyzny obowiązki domowe
(prawie wszystkie - od 4 lat nie szorował toalety, teraz też się do
tego nie zniży, wynajmie sobie Panią z Ukrainy...)i pozwalałam
dokładać sobie następnych. Bo w takim domu byłam wychowana -
sprzątanie, pranie, gotowanie to była domena kobiet. I mimo tego, że
tego nie lubiłam, robiłam to. I na początku słysząc, że szukał
kobiety, w której poczułby ciepło, troskę, zainteresowanie wspólnym
dobrem, opiekę i czułość, czułam się uskrzydlona i chciałam robić
tego wszystkiego więcej i więcej. I to poniekąd zastąpiło mi
potrzebę rozmowy, dawało sztuczne poczucie bliskości. A może wtedy
powinien był mi powiedzieć: "Mała, najważniejszy w związku jest
dobry seks, resztę rób, jeśli chcesz".
W kryzysowych momentach słyszałam: Zobacz, ty tego nie robisz i nie
zastanawiasz się, czy ja tego nie potrzebuję, nigdy o to nie
zapytałaś... Powinnam była pytać w sposób taki, aby on chciał mówić
(bo pytania wprost nie skłonią go do zwierzeń)... Wczoraj usłyszałam
że nawet o to, dlaczego potrzebuje kontaktu z nią... Że nigdy nie
drążyłam tego tematu... I wielu, wielu innych tematów...Ale ile razy
można drążyć temat, jeśli po raz kolejny słyszę odpowiedź "nie wiem"?

Próbowałam przez ten czas, od kiedy kryzys się rozpoczął znaleźć
potwierdzenie w jego telefonie, mailach, rozmowach, że to już
zakończył... Nie szukałam dowodów kolejnych kontaktów, tylko ich
BRAKU ! I niemal zawsze spotykało mnie bolesne rozczarowanie...
Najbardziej wtedy, gdy chyba zmuszony przeze mnie stwierdził, że
zastanowił się nad tym wszystkim, spojrzał w siebie i podjął
decyzję, którą tej dziewczynie zakomunikował, o końcu znajomości. I
że ona to przyjęła... A takiej rozmowy pewnie wcale nie było...

Szukam nadziei, że mogę być jeszcze szczęśliwa...
    • czarna_zoska Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 07.02.08, 14:37
      Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaka jestes szczesciara. Zakoncz ten zwiazek i
      zajmij sie soba, a nie nim. Jesli nadal bedziesz w tym zwiazku, twoj bol zmieni
      sie w niechec a niechec w obrzydzenie. Zerwij to na etapie bolu. Najgorzej jest
      zrobic ten krok, ale zobaczysz jak bedzie Ci lzej samej. Boli Cie to, ze jestes
      z nim, a on Cie rani.
      Jest taka madra sentencja lacinska "CARPE DIEM", co oznacza "ZYJ CHWILA". Lepiej
      byc samotnym niz upokarzanym.
      • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 07.02.08, 21:08
        Dziękuję Ci za tą radę. Z każdym dniem widzę coraz wyraźniej, że nie
        ma innej drogi, tylko się rozstać. Przede wszystkim aby zachować
        jeszcze te resztki szaczunku do siebie... Weekend chyba będzie
        dobrym czasem na rozmowę.
        • acme99 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 14.02.08, 00:23
          Nigdy nie chciałam o tym pisać, ale czytając Ciebie słyszałam siebie
          sprzed lat. Nie chcę się rozpisywać przed wszystkimi, ale jeśli
          chcesz możemy wymiemić myśli prywatnie.
          Podaj mi swój adres, napiszę.
          Trzymaj się.
          • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 19.02.08, 20:05
            Napisz do mnie na serafin17@gazeta.pl. Będę wdzięczna jeśli
            napiszesz jak sobie poradziłaś... My teraz żyjemny obok siebie, w
            tym samym mieszkaniu, ale osobno... Ciężko to znieść. Walczą we mnie
            dwojakie odczucia: walczyć o niego (ponieważ go kocham) czy też
            spojrzeć w siebie i na siebie i odejść... Nie jestem w stanie tego
            rozstrzygnąć.
            • mkostki Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 22.02.08, 17:03
              Na pewno jest Ci smutno i przykro, bo nadal żywisz uczucia do
              Twojego partnera. Pytasz, czy miałaś prawo wymagać zerwania
              kontaktów? Wiele razy się zastanawiałam nad tym , w jakich granicach
              możemy ingerować w znajomości i układy towarzyskie swojej drugiej
              połówki. Doszłam do wniosku, że w takiej sytuacji jak Twoja -
              możemy. Będąc w związku każda ze stron dobrowolnie godzi się na
              ograniczenia swojej wolności i w imię uczucia do drugiej osoby
              odmawia sobie pewnych rzeczy np. kontaków seksualnych z innymi
              ososbami. Jeśli przestaje mieć ochotę sobie odmawiać - to znak, że
              te inne rzeczy, z których zrezygnowała stają się ważniejsze od uczuć
              partnera. Wnioski proste.
              Oczywiście, nie sądzę, że mozemy narzucac partnerowi, z kim ma się
              spotykać lub zabraniać się kontaktować np. z osobą której nie
              lubimy. Ale przyjrzyjmy sie tej konkretnej sytuacji:
              twój partner cię zdradził, zapewniał że zakończył związek, choć nie
              miałaś widoczynych dowodów , że tak było, a wręcz przeciwnie. Miałaś
              pełne podstawy do tego, aby oczekiwać, iż zerwie z nią kontaky skoro
              ciebie to rani. Byłby to gest, który pokazuje, ze liczą sie dla
              niego Twoje uczucia.
              Oczywiście można załozyć, iz jego kontakty z byłą kochanka sa
              niewinne (chociaż osobiście znam o wiele więcej przypadków, w
              których nie są:-) jednak ma on świadomość, że Ciebie to rani, a
              jednak nie jest w stanie się tego wyrzec.
              I kolejna kwestia. Może i te kontakty są niewinne a intencje czyste,
              ale ty w to nie wierzysz. Straciłaś do niego zaufanie i go nie
              odzyskałaś. On nie za bardzo się postarał, żeby je odbudować. To
              chyba tez wiele mówi.
              Twój facet oczekiwał, że wystarczy poprawa zachowania wobec Ciebie,
              że to wszystko załatwia. O odbudowanie zaufania nie myślał. Ty też
              się zastanawiasz, czy nie powinnaś się na tym skupić, czy nie
              zrobiłaś błędu przywiązując wagę do tych spotkań. Ale przeciez nie
              mogłaś żyć z ta dręczącą myslą, że on nadal się kontaktuje z tą
              osoba, jest dla niego ważna, prawda? Więc moim zdaniem błędu nie
              zrobiłaś.
              Moim zdaniem można odbudować związek po zdradzie. Ale wymaga to
              bardzo wiele wysiłku z obu stron. Kiedyś był na gazecie artykuł na
              ten temat i p[amiętam jedną rzecz, jaka była w nim zawarta.
              Bezwzględny "zakaz" kontaktów z kochankiem/kochanką od zaraz.
              Nie obwiniaj się. Masz prawo wymagać szacunku dla swoich uczuć.
              Jeśli partner nie jest w stanie go dać, to zakońćzenie związku nie
              jest złym pomysłem. Na początku będzie Ci ciężko, wiadomo. Ale czy
              do tej pory było łatwo?
              Głowa do góry. Czas naprawde leczy takie rany.
              • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 10.03.08, 18:57
                Dziękuję Ci za tą odpowiedź. Po czasie który minął (kilka tygodni)
                sytuacja nie uległa zmianie - ani w jedną, ani w drugą stronę. Ja
                się nie spieszę z decyzją, bo przez cały ten trudny czas miałam
                ogromne tendencje przypisywania winy wyłącznie sobie... A takie
                słowa jak Twoje uświadamiają mi, że wcale nie było tak, że to tylko
                ja miałam fobie i obsesję, ale że jego zachowanie dalekie było od
                poprawnego. Właśnie tak jak napisałaś - nie szanował moich uczuć.
                Czas abym sama zaczęła je szanować.
                • aaaammmm1 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 11.03.08, 00:53
                  Serafinko,
                  nie jesteś sama, Takich sytuacji są tysiące.
                  Ja też to przeszłam. Przechodzę. Być może gdybym szybciej postawiła
                  sprawę jasno - może on by się zreflektował, a może tylko ja nie
                  zapłacilabym za to depresją i utratą pracy? A tak - jestem samotną
                  matką z dwojgiem małych dzieci.
                  Boli bardzo, niewyobrażalnie.Samotność bez końca. Ale potem będzie
                  już tylko lepiej - pomogą : czas, przyjaciele, może terapia, czas.
                  Walcz o swoje prawo do szczęscia. Jesteś młoda, szkoda życia.
    • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 11.03.08, 21:27
      Czasami nie wiem co mam myśleć... Jesteśmy jakby razem, a jednak
      osobno. Dzisiaj w rozmowie znowu padł argument - że on potrzebuje
      wsparcia w trudnych chwilach, które przeżywa w związku z pracą.
      Wsparcie którego oczekuje, to przytulenie, taka czułość bez erotyki,
      dobre słowo... A mnie nie było na to stać. To na co najtrudniej mi
      się zdobyć to właśnie coś takiego - czułość, przełamanie fizycznej
      blokady, która we mnie powstała. I jednocześnie taka demonstracja,
      że ja czuję się źle i być może sama potrzebuję takiego
      zatroszczenia. To na co mogłam się zdobyć to troska o codzienność:
      zakupy, sprzątanie, pranie, prasowanie, etc. Czyli to co w jego
      ocenie najmniej się liczy. Nie potrafię do niego dotrzeć... Pozwalam
      aby to co codzienne przysłoniło to, co najważniejsze...Bliskość i
      rozmowę... Dzisiaj zaproponował, że w takim razie sam będzie sobie
      prał, robił zakupy i sprzątał. Jeśli to zrobi, to nie wiem jak to
      zniosę. To jakby całkiem już mi siebie odebrał. Jak dzisiaj wróci,
      to pewnie będzie spał w innym pokoju...
      Nie wiem sama, czego ja potrzebuję...
      Postawił ważne pytanie: jeśli weliminujemy sprzątanie i wszystko co
      dotyczy codziennego życia, to zostanie między nami? Wspólne
      oglądanie TV? Dla mnie jego obecność, poczucie bliskości drugiej
      osoby, która zawiodła, ale jednak jest obok mnie, to jest to co
      zostaje...
      • moreno68 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 12.03.08, 08:31
        Po przeczytaniu całego Twojego wątku mam jedno zasadnicze
        pytanie...czy lubisz stawiac się w charakterze ofiary czy robisz to
        podświadomie?Przecież te całe śledzenie drugiej osoby jest
        upokarzające dla Ciebie przede wszystkim.Nie potępiam tego bo wiem ż
        e każdy chce poznac prawdę.Ty tą prawdę poznałaś i nic dalej nie
        robisz.Czy Twój partner powiedział Ci o swoich potrzebach przed
        zdradą czy dopiero po fakcie stał się taki rozmowny?Bo dla mnie
        jeżeli w trakcie kryzysu długotrwałego związku , braku porozumienia
        i rozmowach na ten temat następuje zdrada to jestem w stanie to
        zrozumiec.Tyle że u Ciebie chyba jest tak że najpierw zdrada a
        póżniej facet zwerbalizował swoje potrzeby i w dodatku wpędził Cię w
        poczucie winy.
        Po co nu kontakt z tą dziewczyną skoro mieszka z Tobą?Tamta go nie
        chce ?Czy zwodzi?Dlaczego dajesz się poniżac?Przecież to
        oczywiste ,że jeżeli sama nie zaczniesz szanowac siebie to on tym
        bardziej szanowac Ciebie nie będzie.
        Zakończe to starym żartem,,Kup mu wygodne buty, żeby mógł jak
        najszybciej odejśc,,
        Może jeśli Ty jasno się określisz on też to w końcu zrobi, może
        będzie chciał wrócic a może jest z Tobą w wygody?Trzymaj się ciepło.
      • kicia031 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 12.03.08, 10:01
        Powiem krotko - facet jest mistrzem manipulacji.
        Zdradzil - najpewniej nadal zdradza, oklamywal - i oklamuje cie
        regularnie, i jeszcze zdolal wzbudzic w tobie poczucie, ze to twoja
        wina. Niewiarygodne.

        Radzilabym isc do prawnika i zastanowic sie, jak rozwiazac wyrok w
        postaci kredytu, a prosto potem udac sie do psychologa, ktory pomoze
        ci wroc do stanu uzywalnosci rozumu i obudzi twoj instynkt
        samozachowawczy.

        Trzymaj sie cieplo.
        • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 12.03.08, 22:46
          Jest dobry w manipulacji, to fakt. Od dawna to czułam.
          Jest też tak, że we mnie jest wiele nieuporządkowanych spraw, a
          najważniejszą jest brak poczucia własnej wartości. Dla mnie
          wyznacznikiem jej był on. Dlatego wszystko co Wam wydaje się
          oczywiste, że nie można tego znosić, że to narusza wszelkie
          podstawowe zasady związku, dla mnie jest trudne do przejścia. To
          prawda, że o brakach w związku (podtawowy to komunikacja)
          uzmysłowiłam sobie dopiero, gdy się od wszystkim dowiedziałam. Tylko
          ja mam pewien problem: nie uczę się na błędach, ani swoich, ani
          jego... Początkowe rozmowy były przekonywaniem mnie o jego miłości
          do mnie, dyskusją o tym czego on potrzebuje, a czego ja nie robię. I
          w każdej takiej rozmowie, padał argument że nie skupiam się na tym
          co dotyczy jego uczuć i emocji które przeżywa i tego co JEST MIĘDZY
          NAMI. I w sumie zgadzam się, że trzeba było zwrócić się ku swoim
          uczuciom i jego uczuciom. Swoim przede wszystkiem. I ja tego nie
          zrobiłam. On uważał, że wszystkie wysiłki skupiłam na tym, aby go
          kontrolować. Na samym początku było tak, że po takich rozmowach
          czułam się odmieniona i miałam "mocne postanowienie poprawy". Tak,
          przyjmowałam cały ten kryzys jako swoją osobistą porażkę i dowód
          ułomności emocjonalnej. Bo nie umiałam do niego dotrzeć, ani go
          zrozumieć. A "konkurencja" najwyraźniej tak...I byłam o tą jego
          relację potwornie zazdrosna i zazdrość generowała wszystkie te
          zachowania, które sprawiały, że czuł się kontrolowany...
          Takich rozmów było wiele, on - nie skupiasz się na nas tylko na
          czymś nieistotny, ja - dlaczego się z nią ciągle kontaktujesz. I
          ciągle zastanawiam się nad tym, co go z nią faktycznie łączy?
          Dlaczego on nie ma żadnych hamulców, które kazałyby mu zastanowić
          się nad tym, że może mnie tym krzywdzić? Jego zachowania, w
          których "uciekał" ode mnie do niej (chodźby to miał być telefon do
          niej) stały się dla mnie tak czytelne, że zawsze wiedziałam że
          dzieje się coś co odbierałam jako zagrożenie. I jak wtedy
          reagowałam? Właśnie zazdrością, jego oczekwianie było takie, że
          będziemy rozmawiać o tym co jest między nami. Ja czułam że to ona
          jest między nami i jego relacja z nią, to co nim kieruje i sprawia
          że ma potrzebę kontaktu z nią. Na moje pytanie DLACZEGO, odpowiadał
          niezmiennie NIE WIEM.

          Moje zachowanie, typu fiksacja na punkcie takim, że ma być czysto,
          zawsze pełno w lodówce, etc. wynika z domu w którym wyrosłam. I tak
          naprawdę zostało przez niego utrwalone... Kiedy się zastanawiam, co
          ja faktycznie poza taką służalczością mogłam mu dać, to nie wiem.
          Czuję się płytka jak popielniczka.
          • kicia031 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 13.03.08, 09:41
            O ja pie.....

            Facet sie kwalifikuje do odstrzalu sanitarnego.

            Dziewczyno, uciekaj z tego bagna, poki czas!!!!
      • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 14.03.08, 21:54
        Dzisiejsza rozmowa znowu sprowadziła wszystko do tego, że czuję się
        winna... I tak jak napisałam na początku całego wątku, można
        podsumować to tak: najważniejszy jest seks, dobry seks.
        Ja jestem kobietą, która ma problem ze swoją seksualnością. I nie
        miałam kompletnie pojęcia, że być może ona tak naprawdę ma kolosalne
        znaczenien w naszym układzie. Wg mojego partnera, związki bywają
        dwojakiego rodzaju: takie które opierają się na bardzo mocnej więzi
        emocjonalnej i uczuciowej, gdzie seks gra mniejszą rolę oraz takie,
        które opierają się na erotyźmie i tym że partnerzy są dla siebie
        pociągający, a resztę buduje się na tej podstawie.
        U nas było tak, że po opadnięciu emocji zakochania, pociąg seksualny
        osłabł, szczególnie po mojej stronie, a może tylko po mojej stronie.
        Winiłam za to przede wszystkim pigułki antykoncepcyjne, które jakby
        po prostu wyłączyły przycisk Seks. A przecież seks jest w głowie. To
        było jeszcze przed całym kryzysem...I potem mnie było jeszcze
        trudniej być dla niego czułą i pragnąć go. Bo najpierw chciałam mu
        ufać. A przez to co robił, nie mogłam... I mimo tego, że
        wielokrotnie zapewniał mnie że jestem dla niego atrakcyjną kobietą,
        pociągam go i mnie pragnie, to nie umiałam być proaktywna, inicjować
        zbliżeń i na tym faktycznie budować relację między nami. Byłam
        pasywna, zostawiając aktywność jemu. A on oczekiwał, że jeśli to
        jest we mnie, to będzie to tak samo silnie płynęło w jego kierunku.
        Szczególnie wtedy, gdy bywało między nami lepiej. Tylko lepiej było
        dlatego, że ja ukrywałam frustrację jego zachowaniem, jego
        kontaktami z nią. I blokowałam się. Nie słuchałam go i kompletnie
        nie wierzyłam w swoją atrakcyjność.
        Co o tym myślicie? Czy ja znowu ulegam manipulacji? Czy to jest może
        tak, że nie jesteśmy dopasowani do siebie w seksie i po tym jak
        opadło zakochanie i osłabło wzajemnie pragnienie siebie, to już nic
        nie zostało?
        • aaaammmm1 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 16.03.08, 20:39
          Podobno to co dzieje się w łożku jest konsekwencją tego co dzieje
          się między ludźmi w życiu. Jeśli niewiele nas łączy, to i w łożku
          dzieje się niewiele...
          Tylko co to zmienia?
    • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 05.04.08, 10:54
      No i stało się... Rozstajemy się definitywnie. Im bliżej tego, tym
      bardziej żałuję.
      Znowu upodliłam się zaglądaniem do jego telefonu. I oczywiście
      kontakty, telefony, sms'y. Ale nie to było najgorsze... Znalazłam
      jej rozbierane zdjęcia... On twierdzi, że to nie on je zrobił, tylko
      że ona mu je wysłała...Ale to już nie ma znaczenia...
      Jakoś trzeba dalej żyć...
      • luka76 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 06.04.08, 14:40
        Moze dobrze sie stalo - ze wreszcie masz "silne dowody" i przestaniesz zyc
        zludzeniami. Rozejdz sie jak najszybciej z tym facecikiem. W zyciu jest tak ze:
        "Tak sie gra jak przeciwnik pozwala", wiem ze wiele wycierpialas ale najwyzszy
        juz czas - zakoncz to jak najszybciej. Wiele kobiet podnioslo sie po rozwodach i
        odkryly w sobie niesamowity potencjal zyciowy czego i Tobe szczegolnie zycze.
      • kicia031 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 07.04.08, 10:03
        W pierwszym poscie tutaj pisalas, jakie popelnilas bledy... Nie ma
        co sie z tego powodu biczowac, ale waeto sie zastanowic, co, kiedy
        jak i gdzie poszlo nie tak - tobie, nie jemu... Zeby nie popelnic
        takich bledow kiedy spotkasz naprawde fajnego faceta...
    • serafin17 Re: Nocny dojmujący smutek w obliczu rozstania... 07.04.08, 20:00
      Dzisiaj miałam urodziny. Przysłał mi do pracy kwiaty, a w domu
      czekał prezent... W liściku było napisane: Miłość nigdy nie traci
      nadziei.
      Miałam ochotę mu powiedzieć, że to już za późno...
      Przyjaciółka, z którą wczoraj rozmawiałam stwierdziła, że może
      zostawił te zdjęcia celowo, aby sprowokować mnie do decyzji, której
      sam nie był w stanie podjąć.
Pełna wersja