belaliwa
13.02.08, 15:06
Witam
Sytuacja ktorą chcę opisać powinna mnie cieszyć, a jednak...
Od początku: Mając 21 lat wyprowadziłam się z domu aby zamieszkać z
moim ówczenym chłopakiem, a obecnie mężem. Mieszkaliśmy sami przez
prawie 2 lata i było komfortowo bo nikt nam się w nic nie wtrącał.
Dotąd mieszkałam z matką i babcią więc rozumiecie moją radość gdy
zamieszkaliśmy SAMI i mogliśmy robić co chcieliśmy. Ta wyprowadzka
to nie był mój "foch" tylko wspólna decyzja, takie przygotowanie do
dorosłego życia. Ani matka ani babcia nie mieli nic przeciwko.
W końcu zaszłam w upragnioną ciążę i miesiąc przed porodem spowrotem
wprowadziliśmy się do mojego rodzinnego domu, już razem z mężem gdyż
wmiędzyczasie wzięliśmy ślub. Jednakże w domu już mieszkał mój
ojczym, gdyż moja mama też wzięła ślub z facetem ze szkolnej ławy
(mój ojciec nie żył od 6 lat). Nie lubiłam nigdy tego gościa bo jest
strasznie porywczym, leniwym i apodyktycznym typem. Moja mama mu
ulega więc żyją "zgodnie".
No więc wprowadziliśmy się, potem urodziłam córeczkę. Jednak nie
było już tak fajnie jak wtedy gdy byliśmy sami w wynajętym
mieszkaniu. Matka ingerowała w wychowanie córki co mnie strasznie
wkurzało i pomimo wielu próśb nadal to robiła.
I w końcu nie wytrzymałam po 3 latach! Córka histeryzowała że jej
zabrałam zabawkę w ramach kary za to że mnie uderzyła. Mała wyła jak
by ją ze skóry obdzierano, ja starałam się ignorować tę histerię i
wyszłam do kuchni. Na to moja matka (i- co gorsza- ojczym, który nie
ma dzieci), że jak ja tak mogę słuchać płaczu dziecka, że jestem bez
serca.... Boże, jak mnie to zabolało!!! Przecież nawet nie wiedzieli
dlaczego mała płacze a już mnie (kolejny) raz osądzili. Ja nie
reagowałam na krzyk córki, żeby jej pokazać że jej płacz na mnie nie
działa i nic nim nie wskóra. Nie robiłam dziecku żadnej krzywdy!!!
Nie wytrzymałam i powiedziałam że jak im przeszkadza płacz dziecka i
moje metody wychowawcze to niech się wyprowadzą.
No i właśnie dziś od rana się wyprowadzają.....
Powinnam się cieszyć, bo córka będzie miała swój pokoik, nikt nie
będzie się wtrącał itd.... Ale czuję pewien niesmak....
Czy jestem wyrodną córką (bo tak to dla innych wygląda)?
Ja tylko chciałam chronić moją rodzinę przed wtącaniem się innych w
nasze sprawy, a skoro prośby nie pomagały....
Czuję się winna, a przecież nic złego nie zrobiłam??!!