jak dalej zyc???

13.02.08, 22:48
Jestem mezatka od 8lat, gdy cos zaczelo psuc sie w naszym zwiazku
postanowilismy od siebie na jakis czas odpoczac. Niestety jak sie okazalo moj
maz znalazl kochanke i z nia zamieszkal.Dlugo z ta kobieta nie byl bo jakies
6m-cy, potem postanowil do mnie wrocic. Ja tez probowalam zwiazac sie z jakims
mezczyzna ale to nie wypalilo gdyz za bardzo kochalam meza. Maz obiecywal
poprawe, zapewnial o swojej milosci. Od przeszlo roku jestesmy znow razem,
urodzilo nam sie cudowne dzieciatko i powinnam byc myslicie szczesliwa? Otoz
nic bardziej mylnego, dowiedzialam sie ze ta kobieta urodzila jego dziecko,ma
ono juz 2latka i ma przysadzone alimenty. Co prawda on nie chce z nimi miec
nic wspolnego, chciala go zdobyc na dziecko bo juz ma 3 i kazde z kims innym i
ciagle sama. Tylko jak zyc ze swiadomoscia, ze moze ktoregos dnia zapragnie
poznac to dziecko, ze moze ono stac sie wazniejsze od naszej rodziny, ze moze
wrocic do tamtej kobiety. Z dnia na dzien coraz bardziej sie boje pomimo iz na
dzien dzisiejszy nasze relacje sa ok. Co o tym myslicie patrzac na moja
historie z boku, czy powinnam sie tak zamartwiac??? pozdrawiam
    • rlena Re: jak dalej zyc??? 13.02.08, 23:09
      Nie chodzi o to,zeby sie zamartwiac, tylko,zeby sie zmierzyc z
      rzeczywistoscia. Twoj maz ma dwoje dzieci. Mozesz udawac,ze to drugie
      (a wlasciwie pierwsze) nie istnieje, ale taka postawa nie da ci ani
      satysfakcji,ani spokoju.
      Jesli maz ma watpliwosci,zczy dziecko jest jego,czy nie, to mozna
      dzis juz dowiesc. Jesli wie,ze jest jego, to jedynym wyjsciem jest
      jego zaakceptowanie (czy to dziecko jest winne wyborow doroslych?).
      Czy mozna szanowac czlowieka,ktory nie potrafi wziac
      odpowiedzialnosci za swoje wybory?
      • lookbill Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 14:24
        Nic w zasadzie mu to nie da jeśli sie okaże, że przypuśćmy dziecko
        jest niejego, bo w/g prawa to dziecko jest jego, teraz za późno
        odkręcać cokolwiek.
    • chloe30 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 14:31
      Zastanawiam sie jak sie czuje matka, która wie że czyims dzieckiem
      nie interesuje sie jego własny ojciec - w tym przypadku Twój mąż.
      Ty sie z tego najwyraxniej cieszysz, zadam ci więc pytanie -
      czy jesli mąz kiedyś cie kiedys znowu opuści będziesz sie cieszyła z
      tego, że nie interesuje sie Waszym dzieckiem?
      A że nie będzie można wnioskować na podstawie obecnego zachowania.
      Czy może tamto uważasz za gorsze, bo z nieprawego łoża??
      Ale średniowiecze już dawno mamy za sobą, prawda???
      • burza4 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 15:10
        chloe30 napisała:

        > Ty sie z tego najwyraxniej cieszysz, zadam ci więc pytanie -
        > czy jesli mąz kiedyś cie kiedys znowu opuści będziesz sie cieszyła
        z > tego, że nie interesuje sie Waszym dzieckiem?
        > A że nie będzie można wnioskować na podstawie obecnego zachowania.

        bzdura, takie wnioski nie mają żadnego uzasadnienia. Może tak być -
        ale wcale nie musi.

        Na marginesie - to nie ona ponosi odpowiedzialność za tamto dziecko,
        a jej mąż. Do niego można kierować pretensje o takie a nie inne
        podejście.
        • chloe30 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 15:19
          burza4 napisała:
          > bzdura, takie wnioski nie mają żadnego uzasadnienia. Może tak być -

          > ale wcale nie musi.

          Gradacja ważności własnych dzieci? no może niektórzy tak mają.
          >
          > Na marginesie - to nie ona ponosi odpowiedzialność za tamto
          dziecko,
          > a jej mąż. Do niego można kierować pretensje o takie a nie inne
          > podejście.

          Ale ona sie cieszy (ja to tak odebrałam, z tonu postu) że mąż się
          własnym dzieckiem nie interesuje. Nie chciałabym mieć takiego męża.
          Pomijając fakt, że nie chciałabym miec zdradzającego męża oczywiście.
          Ale konsekwencje trzeba ponosić, jakby przykre nie były.
          • burza4 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 16:20
            chloe30 napisała:


            > Gradacja ważności własnych dzieci? no może niektórzy tak mają.

            no mają, ja nie twierdzę, że to fantastyczna postawa, ale jak świat
            światem - istniejąca w realu. To że facet jednego dziecka nie chce
            znać nie oznacza, że drugie z pewnością będzie potraktowane tak
            samo.


            > Ale ona sie cieszy (ja to tak odebrałam, z tonu postu) że mąż się
            > własnym dzieckiem nie interesuje. Nie chciałabym mieć takiego męża.
            > Pomijając fakt, że nie chciałabym miec zdradzającego męża
            oczywiście.
            > Ale konsekwencje trzeba ponosić, jakby przykre nie były.

            dla niej samej ważniejsze jest dobro własnej rodziny i własny spokój
            psychiczny - i szczerze mówiąc nie dziwię jej się specjalnie.
            Nie pisała, że facet nie widuje się z dzieckiem na jej żądanie,
            zakładam że to jego własna decyzja, więc nie ma powodu żeby ją
            rozliczać z tego co w związku z tą decyzją czuje.
            • hanna26 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 17:29
              No, naprawdę, szczęka mi opadła.
              Jak można kochać i szanować faceta, który nie chce mieć nic wspólnego z własnym dzieckiem? Mnie się to w głowie nie mieści. Zrobił panience dziecko po czym porzucił ją w ciąży. A Ty się z tego cieszysz i jedyne Twoje zmartwienie, to czy w tatusiu aby nie obudzą się ludzkie uczucia, na tyle, żeby poznać (a może i pokochać? jeszcze gorzej, prawda?) własne dziecko?
              Żyjesz ze szczeniakiem, który nie potrafi wziąć odpowiedzialności za własne cztery litery. Ohyda.
              • capa_negra Re: jak dalej zyc??? 19.02.08, 10:48
                Zyje ze szczeniakiem - jej sprawa
                Wybaczyła i przyjeła - jej sprawa
                Stosunek ojca do jego dziecka - nie jej sprawa i może jej koncertowo
                latać.
                I wcale jej sie nie dziwie.
                Gdyby mnie mąz tak załatwił , a ja bym mu wybaczyła to ostatnia
                sprawa o jakiej bym myslała i sie interesowała to tamto dziecko.
                Jego dziecko, jego sprawa.
                A argumenty, ze nie chcialabym byc na miejscu tamtej kobiety i
                tamtego dziecko, że wręcz powinnam włosy z głowy rwac, że sie tamtym
                dzieckiem nie interesuje, ze to takie nieeleganckie, wredne i podłe
                poprostu by mi latały.
                I nie znajduje żadnego powodu dla ktorego miałabym sobie jakos
                ekstra tym głowe zawracac - tatus zrobil tatus odpowiada.
                W takiej sytuacji jak wyżej i tak bym miała nad czym myśleć bez
                myslenia o cudzych dzieciach.

                Zresztą w takiej sytuacji jak wyżej, mąz by juz nie był moim męzem
                i dalsze rozważania bylyby bezcelowe
    • kicia031 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 15:50
      Tak, masz powody do zmartwienia. Zyjesz w zwiazku i zafundowalas
      sobie dziecko z mezczyzna, ktory porzucil swoje inne dziecko i sie
      nim nie interesuje, a co gorsza, roznosi o matce swojego dziecka
      wulgarne plotki (chciala go zlapac na dziecko). Rozstaliscie sie,
      twoj maz zwiazal sie z inna kobieta, ciezko doswiadczona przez los,
      a jak go to przestalo bawic to porzucil ja w ciazy i wrocil do
      zonki, ktorej tymczasem nie wyszlo z kochasiem.

      Pytasz:
      Tylko jak zyc ze swiadomoscia, ze moze ktoregos dnia zapragnie
      > poznac to dziecko,

      Dla mnie wazniejszym pytaniem byloby: jak zyc z mezczyzna, ktory
      zdecydowal, ze nie chce znac wlasnego dziecka. Chociaz moze dla
      dziecka to lepiej, ze nie zna takiego ojca?
      • foczka782 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 17:23
        burza4-masz racje to nie na moje zadanie maz sie nie spotyka z tamtym dzieckiem
        i go nie uznal wcale. ja bylabym za tym zeby jednak poniosl odpowiedzialnosc bo
        nie wiadomo co przyniesie los a za kilka lat moze byc za pozno na odnowienie
        relacji z nieslubnym dzieckiem. do innych mam nadzieje ze nigdy was taka
        hostoria nie spotka, totez nie osadzajcie mnie, ja poprostu chcialam normalnie
        zyc,miec rodzine,wsparcie i byc szczesliwa!!!
        • verdana Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 17:33
          A dlaczego zupełnie inaczej opisujesz historie męża (miał kochanke)
          i swoja - choć Ty też związałas się z innym facetem - może nie
          wyszlo, ale "wina" przez to nie jest mniejsza? Oboje sie
          zdradziliscie, Twój mąż miał pecha, ze kochanka zaszła w ciążę - i
          tyle.
          Facet, ktory nie bierze odpowiedzialnosci za wlasne dziecko nie
          nadaje się na męża - nigdy, ale to nigdy nie można liczyć, ze
          pewnego dnia nie uzna, ze i za slubne dziecko nie ma ochoty dłuzej
          btrac odpowiedzialnosci. To człowiek pozbawiony elementarnej
          przyzwoitosci - i nie wierzę, ze moze z tego byc jakas świetlana
          przyszłość.
          • burza4 Re: jak dalej zyc??? 15.02.08, 11:43
            verdana napisała:

            > Facet, ktory nie bierze odpowiedzialnosci za wlasne dziecko nie
            > nadaje się na męża - nigdy, ale to nigdy nie można liczyć, ze
            > pewnego dnia nie uzna, ze i za slubne dziecko nie ma ochoty dłuzej
            > btrac odpowiedzialnosci. To człowiek pozbawiony elementarnej
            > przyzwoitosci - i nie wierzę, ze moze z tego byc jakas świetlana
            > przyszłość.

            o dziwo - takiej pewności nie ma nawet wtedy, jeśli facet ma tylko
            dzieci ślubne i spędził z nimi większość życia. Niejeden zapomniał
            nawet o istnieniu dzieci, które wychowywał kilka-kilkanaście lat.
            Życie nie podlega tak prostym regułom.
        • kicia031 Re: jak dalej zyc??? 14.02.08, 18:40
          Widzisz, mnie taka historia spotkala.
          I to, ze moj owczesny maz porzucil kochanke w ciazy i nie interesowal sie
          wlasnym dzieckiem bylo dla mnie ostatecznym dowodem na to, ze ten czlowiek nie
          jest partnerem na zycie.
    • bea53 Re: jak dalej zyc??? 15.02.08, 11:19
      No tak skrajny egoizm:
      co bedzie jak mąż sie zainteresuje wlasnym dzieckiem? oj
      wtedy juz nie bedziemy udawac ze nic sie nie stalo wyjdzie na jaw a tak udajemy
      ze nic sie nie stalo itd..żyje dziecko ktore slubny ma gdzies ale najwazniejsze
      jest Twoje szczescie Twoje dziecko, no nic po prostu kobieca
      niesolidarnosc...tamta to puszczalska wiec nalezalo jej sie...
      teraz widac jak wygladaja tzw szczesliwe rodzinki i zonki, dzieci na boku, a
      pani zona juz martwi sie czy aby męzulek nie bedzie sie kontaktowal z dzieckiem
      bo a nuz szczescie sie posypie
      JUZ sie posypalo i wstretny jest kazdy facet ktory postepuje jak Twoj mąz nie
      wiem jak mozna byc z kims takim i dalej z nim zyc.
      Owszem w jakims sensie to jest tez Twoja sprawa co dalej z kontaktami z tamtym
      dzieckiem, to jest przyrodnie rodzenstwo Twojego dziecka i kiedys Twoje dziecko
      bedzie musialo sie zmierzyc z tym co zrobili rodzice i jakie decyzje
      podjeli..znam taki przypadek gdzie jedynak odszukal przyrodnie siostrę z innego
      zwiazku nosili to samo nazwisko..po latach odszukal i wygarnal rodzicom...a
      słoma wyszla z butów bo nikt mu nie powiedzial co i jak...pozostal wstyd za
      mamusie i tatusia...bo ukrywali prawdę a mamusia zabronila tatusiowi
      kontaktów...za to znajomi doniesli ze jest ktoś...no cóz gratulję moralnosci
      pani Dulskiej
      • burza4 Re: jak dalej zyc??? 15.02.08, 15:37
        bea53 napisała:

        > Owszem w jakims sensie to jest tez Twoja sprawa co dalej z
        kontaktami z tamtym > dzieckiem, to jest przyrodnie rodzenstwo
        Twojego dziecka i kiedys Twoje dziecko > bedzie musialo sie zmierzyc
        z tym co zrobili rodzice i jakie decyzje > podjeli..

        no cóż - przyrodnie rodzeństwo do niczego nie zobowiązuje, wiele
        dorosłych osób nie utrzymuje żadnych kontaktów w takiej sytuacji,
        mimo że o istnieniu brata/siostry wie od dzieciństwa. Nie wszystkich
        ciągnie do poznania drugiej strony, nie w każdej sytuacji dziecko
        musi "zmierzać się" z istnieniem przyrodniego rodzeństwa.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jak dalej zyc??? 17.02.08, 10:13
      Wybraliście Państwo w swoim zwiazku 2 rozwiązania, przed którymi
      zawsze będę przestrzegać,bo zwykle nie przynoszą dobrych
      rezultatów.
      W kryzysie w związku nie należy od siebie odpoczywać. To eufemizm
      użyty dla przykrycie tego kryzysu lub przykrycia chęci
      realizowania własnych potrzeb poza związkiem. Kryzysy w związku
      rozwiązuje się razem. Wtedy jest to twórcza praca dla związku. Nie
      zawsze kończy się pozytywnym skutkiem , ale czegoś uczy.
      Drugie nietwórcze ale też czasem okrutne, rozwiązanie to posiadanie
      dzieci do załatwienia kryzysu albo osięgnięcia jakiś własnych celów
      w związku. Tutaj pojawiło się ich dwoje. Jedno jest uznane, bo
      uświęciło związek małżęński, drugie nie, bo jego urodzenie jest
      postrzegane jako wynik manipulacji. To nie jest psychologiczna
      prawda.
      Teraz to jest płacz nad rozlanym mlekiem,piszę to jedynie ku
      przestrodze.
      Uważam, że mąż i Pani powinniście uznać wzajemną odpowiedzialność
      za to co się stało. Wprawdzie bardziej obciążony jest tu mąż -
      sprawca pozazwiązkowej ciąży - ale uważam, że za całokształt sprawy
      jesteście odpowiedzialni oboje. Trzeba nawiązać kontakty z
      dzieckiem, przyjąć realność tej sytuacji.
      Pani lęki, że drugie dziecko stanie się ważniejsze ( Trudno mi
      zrozumieć to stwierdzenie. Dziecko po prostu jest ważne, nawet jak
      jego rodzice chcą je unieważnić ) , że mąż wróci do tamtej kobiety
      są , moim zdaniem, objawem istniejącego nadal kryzysu, Pani
      niepeweności co do męża i jego uczuć itp, na który jedynie został
      przyklejony plastereę. Czy powinna Pani się zamartwiać? Myślę, że
      tak, ale z innego powodu. Tu trzeba podjąć prace nad sobą i
      związkiem oraz pracę nad włączeniem drugiego dziecka do Państwa
      rodziny. To ogromnie trudna praca . Tak trudna jak Pani sytuacja.Tym
      trzeba się marwić ale też czas zaczać pracę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • burza4 Re: jak dalej zyc??? 17.02.08, 14:08
        Przepraszam, że podrążę temat - skąd pomysł, że tamto dziecko
        trzeba "włączyć do rodziny"? w imię czego? politycznej poprawności?
        pominę już kwestię tego, że tamta matka może sobie tego nie życzyć -
        z jakichś względów nie wystąpiła nawet o uznanie ojcostwa, widać nie
        chce dawać facetowi żadnych praw do tego dziecka.

        rodzina to uczucia, które łączą pewne osoby. Uczucia, a nie jedynie
        więzy krwi. W tej konkretnej sytuacji - żadnych pozytywnych uczuć
        nie ma. Owszem, fajnie byłoby gdyby one istniały, ale życie to nie
        bajka, i nie da się ich po prostu wypracować. Utrzymywanie pozorów
        więzi, które nie istnieją to czysta hipokryzja.

        moja córka ma przyrodnią siostrę - której nigdy nie widziała i nie
        ukrywajmy - poza DNA ojca nie mają ze sobą nic wspólnego. Dodam - ro
        jej wybór, gdyby chciała kontakt nawiązać - nie robiłabym przeszkód.
        Jej "siostra" pochodzi ze środowiska które jak dla mnie jest
        patologiczne, nie widzę przy tym powodu, żebym miała pracować nad
        wytworzeniem relacji, które niczego dobrego w życie nie wniosą. Są
        to zupełnie obce dla siebie osoby.
        • lilith76 Re: jak dalej zyc??? 17.02.08, 18:41
          Dodam - ro
          > jej wybór, gdyby chciała kontakt nawiązać - nie robiłabym przeszkód.

          Jak rozumiem ten wybór podjęła samodzielnie jako małe dziecko? A dziecko ma tak pełny ogląd sytuacji jak towarzyszący mu dorosły? Wszystkie życiowe wybory dziecka tak popierałaś, czy tylko te które zapewniały ci wygodę i spokój?

          ;)
        • verdana Re: jak dalej zyc??? 17.02.08, 19:49
          Nigdy nie widziala i wybrala, ze nie chce zobaczyc? Jak sądzę, bez
          zadnych sugestii z Waszej strony?
          • miacasa Re: jak dalej zyc??? 17.02.08, 21:12
            no i chyba chodziło tu o relację ojciec- dziecko, nie więzi pomiędzy rodzeństwem
          • burza4 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 11:49
            Z ojcem mojej córki rozwiodłam się kilkanaście lat temu - i nie
            widzę powodu żeby walczyć o integrację "rodziny", która nie
            istnieje. Córka jako nastolatka miała mglisty przebłysk
            zainteresowania - ale nie miała ochoty na spotkanie. Nie
            odwodziłabym jej od tego, gdyby kontaktu chciała. Zresztą - może ten
            kontakt nawiązać netowo w każdej chwili. Tylko że ona nie ma żadnej
            potrzeby poznania. I nie ukrywam, że nie płaczę z tego powodu - jej
            siostrze bliżej do marginesu społecznego niż środowiska mojej córki.
            Nie wiem o czym niby miałyby rozmawiać i co pozytywnego miałby ten
            kontakt przynieść obu stronom.


            • bea53 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 12:39
              Nie zgadzam się z tym co piszesz. zgadzam sie z pania Agnieszką, ze rodzina
              powinna nawiazac kontakt z dzieckiem.
              Wiezy rodzinne to relacje ale czasem TYLKO DNA albo az DNa. Zauwaz ze wspolne
              DNa w przypadku pana Salety zadecydowało ze mogl oddac corce nerkę.
              To ze sie ma wspolnego ojca wspolna krew moze nic nie znaczyc ale moze znaczycbo
              ty nie chcesz ale to jakas częsć historii rodziny nawet jesli jest patologiczna
              i ty nie przywiązujesz do niej roli.
              W terapii Helingerowskiej w usatwieniach rodziny, opowiada się o wszystkich
              dzieiach narodzonych i nie i tych z innych związkach wszystko to jest rodzina i
              daje na OBRAz HISTORIE pelna rodziny która Ty bys chciala wymazac bo jest
              patologiczna, nie ma nic wspolnego itd...
              To jak zachowuje się autorka wątku dużo tez mówi o niej samej i jej rodzinie,
              nei ma lepszych i gorszych dzieci, nie ma lepszego i gorszego rodzenstwa, DNA
              jest i tyle. Wspólna połowa DNA to dużo!
              • burza4 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 13:27
                Nie musisz się ze mną zgadzać, uwazam natomiast, że w życiu nie ma
                tak prostych uniwersalnych odpowiedzi, każda sytuacja jest inna.

                dla mnie samo DNA to stanowczo za mało żeby mówić o więziach. Czasem
                te więzi stają się tylko więzami. Dokonujemy wyborów, odrzucając te,
                które nie przynoszą nic dobrego. Nie wymazujemy - bo mamy świadomość
                istnienia, ale mamy prawo zachować dystans. Sami wybieramy te osoby
                z rodziny, które są nam faktycznie bliskie - nie z racji krwi, a
                wspólnego podejścia do życia, podobnych poglądów, porozumienia. Mało
                osób z normalnych środowisk garnie się np. do kuzyna-złodzieja, czy
                kuzynki-prostytutki w imię uczuć rodzinnych. Ja im się nie dziwię.

                trudno byłoby mi znaleźć taką nić więzi z wujkiem alkoholikiem,
                mojemu dziecku trudno byłoby taką nić znaleźć z przyrodnią siostrą,
                bo różni je wszystko. Moja koleżanka takiej więzi nie ma z rodzonym
                bratem, choć wychowywali się w jednym domu. Tak bywa.

                Rodziną tamtego dziecka jest jego matka i jego ojciec, autorka jest
                dlań zupełnie obcą osobą. Z jakiego względu miałaby udawać, że
                istnienie tego dziecka ją cieszy? niech ojciec realizuje swoje
                obowiązki, ale dajmy sobie spokój z idylliczną wizją, że autorka ma
                robić za Matkę Teresę i że to ona jest odpowiedzialna za jakość
                uczuć ojcowskich. Nie żyjemy w idealnym świecie - są dzieci lepsze i
                gorsze nawet w pełnych, normalnych rodzinach - nie spotkałaś się
                nigdy z faworyzowaniem jednego dziecka kosztem innych? Są lepsze i
                gorsze wnuki. Jest lepsze i gorsze rodzeństwo. Czasem mimo bliskiego
                pokrewieństwa - pozostaje ono bardziej na papierze niż w sercach.
                Fajnie byłoby gdyby się wszyscy na świecie kochali i byli sobie
                życzliwi - ale spójrzmy prawdzie w oczy - tak nie jest. I nie ma co
                udawać, że wszyscy dbają o rodzinne kontakty niezależnie od
                okoliczności towarzyszących, a tylko autorka się wyłamuje.
                • eastern-strix ja jestem takim dzieckiem 18.02.08, 14:09
                  ja jestem takim dzieckiem i za przeproszeniem rzygac mi sie chce jak czytam
                  niektore posty tutaj, zwlaszcza burzy.

                  urodzilam sie jako dziecko w zwiazku malzenskim, ktory przestal istniec niedlugo
                  potem. moj ojciec nawiazal romans, urodzila sie corka , nieslubna, a wiec 'gorsza'.

                  po latach wydalo sie, ze moja matka probowala zatrzymac ojca zachodzac z nim w
                  ciaze, sama dzieci nigdy nie chciala, co ja odczuwalam przez cale moje
                  dziecinstwo.... manipulacja, chociaz w zwiazku malzenskim, sie nie udala, ojciec
                  odszedl, ja zostalam, a ze bylam produktem ubocznym, wiec moja matka,co tu duzo
                  mowic, nie okazaywala mi zbyt wielu cieplych uczuc.

                  niedlugo potem (rok z kawalkiem) wyszla za maz za pacjenta poradni alkoholowej w
                  ktorej pracowala, manipulanta i niedojrzalego typa, kotry zaczal ze mna
                  (szescioletnim dzieckiem!) konkurowac o jej uwage i milosc. Zaczelo sie
                  wyzywanie, bicie, oskarzanie mnie o wszystko itp. ten gosc byl jak dla mnie
                  socjopata. moja matka wyciagnela go na powierzchnie i tak sobie zyli-on
                  uczepiony na jej plecach, na zewnatrz mily i usmiechniety, w czterech scianach
                  zupelnie inny....

                  to trwalo do momentu az moja Mama umarla dwa lata temu, ojczym wywali mnie z
                  domu i zabezpieczyl dom alarmem na wypadek,gdyby mi sie zachcialo wrocic...
                  mialam akurat bronic prace magisterska wtedy. i obronilam na 6, nie pytajcie
                  jak,bo nie wiem...

                  potem okazalo sie, ze przez lata ojczym zabranial mojej matce pokazywac mi listy
                  od ojca (bardzo je lubilam ale rzeczywiscie po jakims czasie odkad ojczym sie
                  pojawil, przestaly przychodzic).

                  o swojej przyrodniej siostrze nic nie wiem i bardzo mi to przeszkadza. niewazne
                  z jakiego srodowiska pochodzi, chcialabym ja poznac, to w koncu moja rodzina.

                  piszecie,ze dna nie jest wazne... moj ojczym zawsze nalegal zeby ludzie mysleli
                  ze jestem jego corka (jestem ladna i zawsze bardzo dobrze sie uczylam, a jego
                  tylko to obchodzilo, nigdy nie zamienil ze mna slowa poza 'co w szkole?')...
                  ..a jak umarla moja Mama to ten cudowny 'tata z wyboru' wykopal mnie za drzwi
                  wiedzac,ze nie mam zadnej rodziny ktora moglaby mi pomoc.

                  widzisz, ja bym dala duzo zeby poznac kogos, z kim mam wspolne dna... nawet
                  jesli pochodzi z 'patologicznej' rodziny....

                  i powiem Ci,ze nadal winie moja Mame za to. nie zycze Ci,zeby Twoja corka czula
                  to samo, z tym naprawde ciezko zyc.

                  pozdrawiam
                • bea53 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 14:40
                  Ty Burza mylisz wiele rzeczy, ja pisze o rodzinie i pokrewienstwie które jest
                  faktem i nic tego nie wymaze!
                  a Ty o więziach i uczuciach.
                  wiezi sie buduje z kim chce jasne a czasami z kim sie nie chce!
                  Pokrewienstwo i wspólne DNA to fakt. Fakty sa jakie są i nie trzeba ich oblekac
                  w więzi. Wystarczy faktom nie przeszkadzac nie zatajac nie udawac ze tats nie
                  zrobil innej dziecka i jej nie zosatwil jak u autorki, ze są lepsze i gorsze
                  dzieci, te z malzenstwa i te bękarty no nie, wrobione i nie wrobione?
                  DZIECI to inna sprawa i podchodzenie do tego ze jest lepsze i gorsze rodzenstwo
                  z punktu widzenia matki jednego z nich to jest conajmniej nie do zaakceptowania!
                  Nie oceniaj TYLE! po prostu zaakceptuj pokrewienstwo! Co ma piernik do wiatraka,
                  nie musisz sie bratac z kazdym ale nie mów ze pani ratuje małzenstwo dzieckiem a
                  inną posądza o wrobienie i martwi się zeby tatus nie okazal ludzkich uczuc jest
                  ok!Gadasz głupoty i nie widzisz jak wiele spraw mylisz!


                • bea53 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 14:47
                  "Jest lepsze i gorsze rodzeństwo", wiesz nie graduyj Burza tak ludzi, mozna miec
                  z kims lepsze kontakty ale uwazam ze moje siostry sa tak samo wazne dla mnie.
                  autorka wątku ma w dupie bogu ducha winne dziecko jej partnera, jak by nie było
                  to jej sprawa i jej rodziny. Jasne ze nei odpowiada za calosc czynów jej
                  partnera ale powinna wperac utrzymanie kontaktów ojca z dzieckiem, bo to
                  podstawowe prawo kazdego dziecka zeby o ile nie jest to patologia ( ojciec
                  patologiczny )to zeby dziecko mialo kontakt z ojcemi swiadomosc swych korzeni,
                  ty chyba tego nie rozumiesz
                  • burza4 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 17:09
                    chyba się nie rozumiemy albo ty żyjesz na innym świecie. Są w każdej
                    rodzinie osoby, z którymi masz lepsze albo gorsze relacje. Z jednymi
                    się lubisz, innych nie znosisz, choć to taka sama rodzina. Jak kogoś
                    z rodziny nie trawisz, to nigdy nie będzie równie ważny co ulubiona
                    ciocia, nie oszukujmy się.

                    Wbrew temu co sama piszesz - że ona nie odpowiada za poczynania
                    swojego męża - to na nią zwala się odpowiedzialność moralną za to,
                    że tamto dziecko nie ma tatusia. No bo skoro on się nie stara, to
                    ona w dwójnasób powinna?

                    Facet dziecka nie kocha, nie chce mieć do czynienia ani z nim ani z
                    jego matką. Żeby coś wspierać musi być najpierw coś co wesprzeć
                    można. CO konkretnie ma wspierać autorka? JAK? może jakieś konkrety
                    zamiast ogólników "trzeba to, trzeba tamto".

                    Wg waszego scenariusza w związku z tym autorka nie oglądając się na
                    niego powinna wziąć swoje dziecko pod pachę i iść do kobiety, z
                    którą ją zdradzał, stanąć na progu i radośnie powiedzieć 'dzień
                    dobry, jestem Kasia, nasze dzieci są rodzeństwem, więc powinniśmy
                    się zaprzyjaźnić i stworzyć jedną wielką szczęśliwą rodzinę".
                    Urocze...
                    • eastern-strix Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 17:37
                      burza, to Ty nie rozumiesz

                      nikt jej nie kaze brac dziecka pod pache, ale czym innym jest zachowac
                      zrozumialy dystans a czym innym cieszyc sie z faktu,ze ojciec dziecka dziecko
                      ignoruje

                      bo wierz mi,ono dorosnie i zapyta tate, gdzie byl i gdzie sa jego przyrodni
                      bracia/siostry

                      lepiej,zeby relacje byly cywilizowane. jesli on nie czuje sie na silach sprostac
                      obowiazkom jako ojciec, to jego sprawa,ale mi to wyglada na kolejny scenariusz,
                      w ktorym dzieci placa za bledy doroslych

                      bo tak naprawde autorka watku zrobila to samo,co tamta kobieta - ratowala
                      zwiazek dzieckiem. moja matka tez to zrobila i ja za to do dzisiaj place.
                      • burza4 Re: jak dalej zyc??? 22.02.08, 21:22
                        dziewczyna napisała tylko że się boi tego, że "któregos dnia
                        zapragnie poznac to dziecko, ze moze ono stac sie wazniejsze od
                        naszej rodziny, ze moze wrocic do tamtej kobiety". Boi się - nie ze
                        względu na dziecko - a tamtą kobietę.

                        to większość respondentek dośpiewała, że cię cieszy z tego że tamto
                        dziecko nie ma ojca. Ona tego nigdzie nie napisała. To wy tak
                        zinterpretowałyście jej sytuację.

                        pani ekspert zaleciła że tamto dziecko "trzeba włączyć do rodziny" -
                        jak można tu "zachować zrozumiały dystans"? to się wyklucza.
                        Uważam, że ojciec powinien dziecko odwiedzać - ale wprowadzenia tego
                        dziecka do ich rodziny, do ich domu - sobie nie wyobrażam w tej
                        sytuacji.

                        facet nie chce mieć z nimi nic wspólnego - i foczka niewiele tu
                        zdziała. Ja próbowałam - póki z eksem byłam - na niego wpłynąć. Nic
                        to nie dało. Nie podobało mi się jego postępowanie, ale nic nie
                        byłam w stanie z tym zrobić, nie da się zmusić dorosłego człowieka
                        do czegoś, na co nie ma ochoty. Też bym wolała, żeby kontakty były
                        cywilizowane. Ale nie były, nie są - i nie będą. Moja córka wie że
                        ojciec odrzucił jej siostrę. Wie, że źle zrobił. Gdyby chciała -
                        nawiązałaby kontakt z siostrą, w dobie netu może to zrobić bez
                        trudu. Tylko nie czuje takiej potrzeby ani sensu. Niestety czasem
                        przyrodnie rodzeństwo okazuje się być pokroju osób, od których w
                        życiu trzymasz się z obawą jak najdalej.
                    • bea53 Re: jak dalej zyc??? 18.02.08, 19:05
                      Sorry ale nie chce wiecej z Toba dyskutowac. Ty piszesz rzeczy o ktorych nikt tu
                      nie powiedział ze autorka powinna: "nasze dzieci są rodzeństwem, więc powinniśmy
                      się zaprzyjaźnić i stworzyć jedną wielką szczęśliwą rodzinę".
                      Nie nie powinna niegdy sie jej to nie uda ale tlumaczenie Tobie tez nic nie da.
                      Dopowiadasz sobie jakis bajki i czepilas sie szczesliwej rodzinki. Jasne ze nie
                      jest ok ale nie udawanie ze jest ok tak jak jest wlasnie to powinna zrobic.
                      Rowniez nikt nie powiedzial ze powinna w dwojnasób odpowiadac za błedy męza ale
                      Ty dopowiadasz rzeczy wiec masz jakis problem czarne biale czy co, to zniecheca
                      do dyskusji, nie zrozumials tez nic z tego co napisala pani psycholog.


                    • kicia031 Re: jak dalej zyc??? 19.02.08, 13:42
                      iść do kobiety, z
                      > którą ją zdradzał,

                      Przede wszystkim o zdradzie tu nie ma mowy - panstwo sie rozstali i
                      kazde zwiazalo sie z innym partnerem. A potem zmienili zdanie. Mozna
                      mowic o nieuczciwosci ze strony Pana, ktory zaangazowal sie w nowy
                      zwiazek, ale zapomnial uprzedzic nowej partnerki, ze jeszcze nie w
                      pelni zakonczyl malzenstwo, i zapomnial zalozyc gumy.

                      A co do rodziny i trawienia - chyba zle widzisz cala sytuacje - zeby
                      kogos nie trawic, trzeba go znac. Tutaj dzieci zastaly a priori
                      pozbawione mozliwosci poznania sie ze wzgledu na niefrasobliwosc
                      tatusia.

                      Widze, ze bardzo silnie ci ten watek jedzie po emocjach, szkoda
                      tylko, ze nie myslisz o tym, co w tej sprawie jest najwazniejsze: o
                      dobru dzieci i odpowiedzialnosci rodzicow za nie. A co do kwestii,
                      ze zona nie odpowiada za czyny meza: jesli decyduje z pelmnna
                      swiadomoscia byc z czlowiekiem ktorego dzialania sa moralnie
                      naganne, to daje przyzwolenia na takie dzialania i swiadczy to o
                      mnie bardzo zle. A jesli sie z takich moralnie nagannych dzialan
                      ciesze, to chyba jeszcze gorzej, prawda?
                      • foczka782 Re: jak dalej zyc??? 21.02.08, 11:08
                        naprawde nie wiem dziewczyny co tak sie mnie uczepilyscie,pisalam przeciez ze
                        nie zabranialam nigdy mezowi na interesowanie sie tamtym dzieckiem i jego losem.
                        To jest tylko i wylacznie jego decyzja,jesli bedzie chcial to w kazdej chwili
                        moze nawiazac ten kontakt.rozumiem oburzenie ze pozostawil ja w ciazy,ale
                        patrzac na realia takich facetow jest tysiace i maja prawo do stworzenia
                        normalnej rodziny. Wiec czemu wlasnie w/g was my nie mozemy takiej stworzyc? nie
                        ratowalam zwiazku dzieckiem, zrozumielismy bledy z przeszlosci, postanowilismy
                        mimo zdarzen byc razem bo nasza milosc nie wygasla i stworzyc swoj dom. Obawy
                        mam jak kazda kobieta,bo nie wierze zeby kazda z was byla pewna na 100% ze nic
                        takiego nie wydarzy sie u niej w zwiazku. Ja mam przynajmniej swiadomosc tego co
                        sie stalo i co ewentualnie moze przyniesc los a jesli ktoras z was zyje w
                        nieswiadomosci,jesli maz was zdradza,co gorsze ma tez na boku dziecko o ktorym
                        wcale nie wiecie to jak wasze sampopczucie???nastepnym razem tak dosadnie mnie
                        osadzajac zastanowcie sie nad soba. burza4ma racje, zgadzam sie z jej
                        opiniami.Nie mam zamiaru biegac do panny,ktora ma 4dzieci kazde z innym
                        facetem(dla mnie jest ona dziwka) i nawiazywac relacje z mega rodzinka!
                        • lilith76 Re: jak dalej zyc??? 21.02.08, 11:33
                          "Tylko jak zyc ze swiadomoscia, ze moze ktoregos dnia zapragnie
                          poznac to dziecko, ze moze ono stac sie wazniejsze od naszej rodziny,"

                          Z tym problemem tu przyszłaś.
                          To, że ty nie masz ochoty na kontakt z tamtym dzieckiem jest normalne i nie ma sensu byś się do czegoś zmuszała. Cieszysz się, że twój mąż zachował się jak dumny "dawca spermy" i boisz się, że jakieś emocje co do tamtego dziecka mu wrócą. Jak widać jest "przyzwoitość" i "przyzwoitość". Dobra to ta, która robi dobrze nam.

                          rozumiem oburzenie ze pozostawil ja w ciazy,ale
                          > patrzac na realia takich facetow jest tysiace i maja prawo do stworzenia
                          > normalnej rodziny.

                          Nie kwestia już w opuszczeniu ciężarnej kobiety, kwestia z olaniu dziecka, ucieczce od odpowiedzialności - w ramiona wybaczającej pani. Chłopczyk nabroił, pogłaskamy chłopczyka po główce, zdarza się chłopczykom.
                          Nie życzę tylko, by twoja córka trafiła kiedyś na takiego chłopczyka.
                        • lilith76 Re: jak dalej zyc??? 21.02.08, 11:35
                          jesli bedzie chcial to w kazdej chwili
                          > moze nawiazac ten kontakt.

                          Ok, dobrze że tak to odczuwasz.
                          Rzecz nie w tobie, rzecz w twoim mężu. Ale reaktywowana miłość wszystko wyb(p)aczy.
                        • kicia031 Re: jak dalej zyc??? 21.02.08, 11:58
                          Nie mam zamiaru biegac do panny,ktora ma 4dzieci kazde z innym
                          > facetem(dla mnie jest ona dziwka) i nawiazywac relacje z mega
                          rodzinka!


                          Widze, ze juz z 3 dzieci doszlo do rozmozenia o jeszcze jedno :-))

                          Sloma ci z butow wylazla. Szkoda czasu na dyskusje.
                        • bea53 Re: jak dalej zyc??? 21.02.08, 12:20
                          Masz rację foczka masz prawo do swojej "normalnej rodzinki"
                          Kazdy ma swoją normalnośc:)))) Ty masz taką jaką masz i wiesz jestescie warci z
                          mężem siebie...zeby tylko za kilka lat nastepna dziwka Ci nie odebrala męza no
                          nie? i normalności
                          a my się do ciebie odczepiamy bo szkoda czasu
                        • ula-lo Re: jak dalej zyc??? 21.02.08, 12:24
                          "Nie mam zamiaru biegac do panny,ktora ma 4dzieci kazde z innym
                          > facetem(dla mnie jest ona dziwka)"
                          Obojeście siebie warci. Właśnie wyPaczeni. Wygląda na to, że będzie wam się
                          "dobrze" żyło, byle z każdym dniem sumienie coraz mniej doskwierało.
                          Mam nadzieję, że "dziwka" i "bękart" będą baaardzo szczęśliwi bez kontaktów z
                          panem chłopczykiem i jego kochającą panią z podwójną moralnością.
    • foczka782 Re: jak dalej zyc???do bea.. 21.02.08, 16:22
      sluchaj dziewczyno,nie czytasz uwaznie,tamta kobieta ma 3dzieci a 4jest mojego
      meza (to tak na marginesie)zreszta nie ma sensu dyskutowac bo widze ze wiekszosc
      z was jest chyba "niedorosnieta blondynka". mam nadzieje ze wasze poglady nadal
      takie pozostana,gdyby i wam zdarzyla sie taka sytuacja.powodzenia!!!ja jestem
      szczesliwa,mam cudowna rodzine i pogodzilam sie z faktami.nie mam zamiaru nikogo
      zmuszac do slepej milosci,z tego co mi wiadomo zadne tamte dziecko nie utrzymuje
      kontaktow z tatusiami wiec chyba to nie tylko chodzi o zle intencje mojego meza,
      nie zauwazylyscie inteligentne kobiety ze moze to matka sama je wszystkie
      odsunela od ojcow!?
      • ula-lo Re: jak dalej zyc???do bea.. 21.02.08, 16:49
        foczka, przecież napisałaś, że to Twój mąż "nie chce mieć z nimi nic wspólnego"
        i co będzie, jeśli kiedyś zachce...
        Bardzo dużo wiesz ("wiesz", jak myślę) o tamtej kobiecie - ciekawe od kogo? :) I
        kto dał Ci moralne prawo wypisywania tylu brutalnych i oceniających słów o
        nieznanej osobie?
        A co do podobnych sytuacji w życiu - no cóż, myślę, że "blondynki" się na tym
        forum nie wypowiadają; raczej kobiety, które mają więcej doświadczenia, bo nie
        schowały głowy w piachu przed życiem (ich i nie ich mężczyźni także).
        Nie każdy może mieć TAK ZWANĄ normalną rodzinę, ale czasem tzw. "nienormalne"
        rodziny bywają większą wartością (i większą ostoją dla dzieci) niż te
        "normalne", w środku których narasta wrzód, którego zainteresowani starają się
        nie widzieć.
        Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała p. psycholog. Bo sama dużo z
        tego "brałam".
      • kasiapfk Re: jak dalej zyc???do bea.. 24.02.08, 17:20
        Foczko droga,całym sercem jestem za waszym szczęściem.
        Ale mam wrażenie, że Ty nie będziesz szczęśliwa, jeśli nie
        zaakceptuje sytuacji jaka jest.
        To dziecko nie zniknie. Nigdy. A Twój mąż, jesli nie utrzymuje
        kontaktów ze SWOIM dzieckiem z własnego wyboru, NIGDY nie będzie
        wystarczajaco dobrym ojcem dla Waszego dziecka. Już zawsze będzie
        go "coś" łączyło z tamtą kobietą. Zawsze.
        Jeśli mąż nie będzie utrzymywał kontaktów z tamtym dzieckiem -
        stracicie na tym WSZYSCY.
        To nie jest twoja sprawa, ale to jest sprawa dotycząca Twojego
        dziecka. Tamto dziecko to rodzenśtwo przyrodnie twojego. Czy tego
        chcesz czy nie. I udawanie,ze jest ok tak, jak jest to
        niedojrzałość, nieodpowiedzialność i metoda strusia.
      • kicia031 Re: jak dalej zyc???do bea.. 25.02.08, 13:28
        zreszta nie ma sensu dyskutowac bo widze ze wiekszos
        > c
        > z was jest chyba "niedorosnieta blondynka". mam nadzieje ze wasze
        poglady nadal
        > takie pozostana,gdyby i wam zdarzyla sie taka
        sytuacja.powodzenia!!!

        O tak, jak ktos pisze cos, co sie nie podoba, to najlepiej mu
        naublizac, prawda?


        ja jestem
        > szczesliwa,mam cudowna rodzine i pogodzilam sie z faktami.

        No skoro jestes taka szczesliwa i wszystko jest supre i NORMALNIE to
        nie zawracaj ludziom glowy i przenies sie na forum Szczesliwa
        Rodzinka.
Pełna wersja