magda8867
15.02.08, 14:29
Witam Was. Piszę, bo już nie radze sobie z tym wszystkim.Od wrzesnia po trwającym ponad dwa lata urlopie wychowawczym)wróciłam do pracy, nowej pracy, jestem zadowolona z niej (z poprzedniej zrezygnowałam, gdyż byłam bardzo niezadowolona). Dziecko posłałam do żłobka. Mała oczywiscie zaczęła od razu chorować i tak choruje cały czas z małymi przerwami. Chodze wiecznie poddenerwowana, nigdzie wyjść, do znajomych, do sklepu, bo dziecku coś jest. Mam żal do moich rodziców, że nie chcą mi wiecej pomóc, radzą żebym znalazła opiekunkę, jest to ich pierwsza wnuczka mają czas, siedzą na emeryturach. Rodzice męża chętniejsi do pomocy, ale są już starzy, ponad 70 lat, teściowa narzeka że ją wszystko boli, nie mam sumienia obarczac ją opieką nad ruchliwym dzieckiem. Mąż pracuje po 12 godz., proszę go żeby poszukał coś na zmiany, byłoby łatwiej, więcej siedziałby w domu z dzieckiem, ale on nie chce, bo w tej pracy (przez 12 godz) wiecej zarobi, za 1200 nie pójdzie robić (tak mowi). W sumie żłobu dziecko ma nieźle, przychodzi wybawione, widać, że zabawa z dzićmi dobrze mu robi. Ale cóż z tego, skoro do tej pory najdłuższy czas jaki pochodziło to TYDZIEŃ? Szkoda mi rezygnować ze żłobka, a jednocześnie czuję, że jak posyłam tam dziecko to skazuję je na kolejną chorobę. Już nie wiem CO mam robić, wstrzyamc sie do wiosny, poczekać może będzie mniej chorować, niech chodzi, moze się w końcu wychoruje, CZY szukać opiekunki, dac ogłoszenie i oddać 2/3 pensji, z której się tak cieszyłam że zarobię (po 2 latach siedzenia na wychowawczym).
Naprawdę czuje sie ostatnio jak kłębek nerwów, do tego nieporozumienia z mężem, brak czasu dla siebie, mam wrażenie macieżyństwo jest nie dla mnie.
Mam żal do rodziców, że nie chcą mi pomóc, ułatwić jakoś tego życia. Myślę, że jestem dla nich niepotrzebnym balastem.
Dziecko kocham bardzo, ale tez czasem brak mi już cierpliwości, mam wrażenie że wymyka mi się wszystko spod kontroli.
Chciałabym żeby mniej chorowało, żeby choć przez miesiąc pochodziło bez chorowania do żłobka. A tu ciągłe kombinowania, kto ma z nim zostać, jak załatwić dyżury, żeby moi rodzice nie czuli sie za bardzo obciążeni. Ja tez nie bardzo moge chodzić na wolne, w pracy każdy pilny, nikt tak często nie korzysta z urlopów, a o zwolnieniu lekarskim nawet nie ma mowy!
Jak długo tak może jeszcze być?