nie-wesola
15.02.08, 16:50
Mieszkamy razem prawie trzy lata. Roznie sie miedzy nami uklada -
jak to w zwiazkach bywa. Ostatnio doszlam do wniosku ze potrzebuje
swiezego spojrzenia na moje problemy, bo samemu czesto widzi sie
sprawy "inaczej", po swojemu.
Niby blahy problem, ale sprawia ze jestem smutna - w zeszlym roku na
wiosne na moje urodziny, mialam dostac w prezencie obiektyw do
aparatu (to byl Jego pomysl). Prezent drogi to prawda. Nie wyszlo bo
akuratnie zabraklo pieniedzy, trzeba bylo pilnie kupic cos innego.
Powiedzialam - okey, nie ma sprawy, prezent moze poczekac, przeciez
moge sie na razie bez niego obejsc. Wiec w sumie nie dostalam nic,
nawet symbolicznego kwiatka.
Mijal czas i obiektyw sie rozmyl... Potem nadszedl grudzien, 6,
Mikolaj, niestety - chyba bylam niegrzeczna... nawet maly cukierek
nie lezal pod moja poduszka. Przed gwiazdka znowu uslyszalam o
obiektywie, no bo przeciez byl obiecany. Ale znowu sie zlozylo ze
nie bylo funduszy, bo tym razem prezent mial byc drozszy nawet niz
ten urodzinowy. Powiedzialam, nieszkodzi, poczekam, zreszta to za
drogi prezent dla mnie.Gwiazdka minela, obiektyw sie rozmyl
ponownie...
Walentynki... Co robiliscie wczoraj, co dostalas slysze w pracy?
Nic...
Jak ja to widze? Uwierzcie ze nie chodzi mi o te prezenty... Ale o
sama pamiec... O tym ze ktos wie, pamieta ze kochana mu osoba ma
urodziny, ze jest Mikolaj czy gwiazdka, czy dzien kobiet... Chodzi
mi jedynie o samo poczucie ze cos dla niego znacze, ze jestem dla
niego wazna. Przeciez nie trzeba dawac komus prezentow by dac mu
odczuc ze sie kocha, pamieta. Wystarczyloby mi gdyby powiedzial -
nie mam kasy, nie mam czasu Ci nic kupic, ale chce z Toba wyjsc na
spacer, spedzic z Toba troche czasu - wylacznie z Toba. To by mi
sprawilo tyle radosci. Samo to poczucie ze mysli o mnie...
I jest mi smutno, bo mam wrazenie ze nie zasluzylam nawet na taki
maly spacer...
A gdy mu dzis wspomnialam mu o wczorajszym nijakim wieczorze
wykrzyczal do sluchawki ze mu wypominam, a on nie ma pieniedzy i ze
jestem materialistka. A najczesciej to mowi, ze on taki nie jest
(nie bawi sie w duperele z prezentami czy karteczkami)i ze musze sie
z tym pogodzic...
I jak mam z nim rozmawiac? Czy przesadzam? Czy jestem materialistka
albo egoistka? Czy nie mam racji ze czuje z tego powodu smutek?
napiszcie prosze
Berti