madziaknoemi
27.02.08, 14:37
Witajcie
Jesem męzatka od prawie roku.Jest to dośc nie standardowy związek.
Tak w skrocie- 3 lata temu zaszłam w ciąże z swoim obecnym
partnerem,który jak się o tym dowiedziłą to mnie zostawił.moj mąż,
wtedy jeszce kolega cały czas o mnie zabiegał, chciłą być ze mna ja
odrzucałam jego zaloty,ale w końcu jak urodziła się dziecko, po 4
miesiącach zaczeliśmy byc razem po niespełna roku wzieliśmy
slub.Wychowuje teraz nie swoje bbiologiczne dziecko,ale jest dla
niego dobtym ojcem. Przed ślubiem dużo sie już kłociliśmy,ale
tłumaczone to było napięta sytacja,nerwami itp. Po ślubie sytacja
sie pogoryszła- pojawił się motyw "złapałem króliczka", troche
odpuściła,mniej się strara i tarktuje mnie z "góry".Jestem według
niego zrzędząca jędzą. obeceni mieszkamy na dwa domy,ale niedługo
przeprowadzam sie na stałe do łodzi. bo tak to jak jestemy razem w
jego mieście jest nawet nieżle ,mniej siekłocimy jakos sie
dogadujemy. Gdy jesmy odzielnie, ja nieby ciagle sie czepiam on w
pewnym momencie przestaje odbierac telefo ,powie mi coś przykrego
itp. jak jestesmy osobno to ja ciagle do neigo dzwonie, pytam sie co
robi itd.Jka ja bym nie zadzwonil a to on moze odezwal by sie
wwieczorem. on,w dzień pracuje ma dość elastyczną prace wiec nei
siedzi cały dzień w biurze w miedzy czasie coś zawsze jeszce robi w
ramach swojej rozrywki, a mnie to wkurza bo ja siedze cały dzień w
domu i zajmuje się dzieckiem. wieczorem jedzie do kolegów grac w
jaikes dla mnie debilene gry i siedzi tam do 1-2 w nocy czasme nawet
pozniej,a mnie oczywiście krewe zalewa i frustruje mnie to do granic
mozliwosci. Mowi o co sie czpeiasz to ja nie moge isc sobie ppograc
z kolegami jak ciebie nie ma-moze i moze ale czy trzeba siedziec tam
az do tak pozna, nie manie mnie tam nie wiemc co tak naprawde tam
sie dzieje...Jestem psychologiem i dla mnie kluczem zwiazku jest
rozmowa,my nie mozemy spokojnie porozmawiac,Moj mąz jest strasznie
nerwowy, łatwo go wyprowadzić z róznowagi, ja musze sie z nim
obchodzic jak z jajakiem,ion natomiast traktuje mnie jak "worek
terningowy"(w sensie nei liczy się z moimi uczuciami) a ja jestem
porcelana, jestem bardzo wrazliwa wszytko bardzo przezywam co drgi
dzie placze przez niego a on to ma gdzies, biore nawet jakies lekkie
lkei antydepresyjne. nie wiem co powinnam zrobic, pewnie bardziej
sie wyluzowac i odpuscic ale ja tak nie potrafie-on dla mnie jest
całym swiatem a ja Jego tylko mała cząstką. I tak czytałam większośc
waszych listów i doszłam do wniosku,ze to my kobiety trzymamy
wszytko w ryzach, to my się bardziej stararamy,dabmay o
zwiazek.Wkurza mnie jeszce to,ze nie ma u nas podziału obowiązkó, ja
musze być perfekcyjna Panią domu a on jak przyjdzie to i tak
nabalagani,talerza nie zmyje, jak go o cos nie porosze,zeby zrobil
to sam na to nie wpadnie.napiszcie co o tymm yslicie. pozdrawiam.