ciężka choroba w rodzinie

10.03.08, 14:29
jak z tym sobie radzić? Nie potrafie normlanie funkcjonować. Ciągle myśle o moim ciężko chorym ojcu. Każdy tel. powoduje silne ukłucie w sercu. Nie moge spać, nie mogę jeść, nie cieszy mnie nic. Nie umiem sie bawic z moim dzieckiem, nie umiem sie cieszyc dniem/zdarzeniami/drobnostkami. Mąż stara sie jak moze, synek choc malenki tez wiele rozumie i pociesza jak umie. Ja jednak kompletnie nie nadaje sie do zycia i w ogole nie trafiaja do mnie slowa w stylu "przeciez ojciec ma juz swoje lata". Nie umiem sie pogodzic z jego bólem, z moją bezsilnością. Obwiniam sie, ze za mało robie aby mu ulżyć czy pomóc. Wczoraj po kilkudniowym pobycie aby sie nim opiekowac, z bolem serca wrócilam do domu, bo przeciez musze tez zyc swoim zyciem (młodziutki juz strasznie tesknil za mna). Mysle teraz czy moja siostra bedzie umiała sie nim zająć i zadręczam sie tym, ze go zostawiłam, widziałam jak strasznie nie chciał abym wracała-bał sie i ja także.
Zyje w ciągłym strachu i stresie. Byle co powoduje łzy w moich oczach. Nie umiem sie skupic na niczym (teraz na szczescie nie musze chodzic do pracy, bo pewnie i tak nie byloby ze mnie pozytku, ale kiedys przeciez bede musiala pójść).
Jak mam sobie z tym poradzic, gdzie i jak szukac siebie. Kompletnie sie pogubiłam :(
    • bea53 Re: ciężka choroba w rodzinie 10.03.08, 15:22
      Czesc,
      Moja Mama odeszła przeszło 2 miesiace temu, chorowała bardzo długo, około 4 lat
      cierpiała strasznie, chemia, operacje, na koniec plastry.
      Ja w międzyczasie urodziłam dziecko, tak się złozylo ze bylam sama z tym, sama
      wychowuje i jeszcze latałam do pracy bo musiałam jakos zyc,
      też cierpiałam, jednak musiałam sie pozbierać bo musiałam być przytomna w pracy
      a pozniej przy dziecku.. nie powiem było cieżko, nikogo w pracy nie obchodziło
      ze umiera moja Mama, to za wolno tu coś tam. Taka cywilizacja...nie liczy się
      czlowiek..
      Pogodziłam się z tym ze odchodzi, że zycie jest niesprawiedliwe, dobrzy odchodzą
      i ze my też odejdziemy, ze moje dziecko przyszlo i ja jestem jej kontynuacją, ze
      jestem krew z krwi, tak jakby dalszy ciag jej życia,
      cos przychodzi coś odchodzi, może dlatego ze pracowałam musiałam sie pozbierac.
      staraj się robic to co się da, ulzyc jak się da ale Twoja depresja czy złe
      samopoczucie nic nie zmieni, po prostu trzeba się z tym zmierzyć ze tak jest
      choc w telewizorze mówią co innego i lansuja wiecznie młodych ludzi, to choroby
      sa obok i cierpienie jest, choć go wokól nie widac... nie zadręczaj się, po
      prostu bądz razem z Tatą jak najwięcej i rób co się da robić, do tego moim
      zdaniem wiara bardzo pomaga i choremu i rodzinie, wiara że coś jest dalej..
      B.
    • ruda110 Re: ciężka choroba w rodzinie 14.03.08, 10:24
      To co napiszę nie zmieni Twojej sytuacji, ale chciałabym się z Tobą
      podzielić "moją receptą". Póltora roku temu zmarła moja córeczka.
      Chorowała od momentu urodzenia i zabrakło jej 4 dni do pierwszych
      urodzin... W czasie jej choroby wielokrotnie miałam poczucie, że
      ktoś czołga mnie po ziemi, a gdy próbuję się podnieść dociska mnie
      nogą. Jedyna myśl jaka dawała mi siłę była moja druga córeczka...
      Oboje z mężem postanowiliśmy, że postaramy się żyć na tyle normalnie
      na ile się da, właśnie dla niej. Pomiędzy szpitalem a domem i
      mnóstwem rzeczy do zrobienia przy Maleńkiej (karmienie pozajelitowe,
      odsysanie, tlen, itp.) staralismy się, żeby strsza córeczka nie
      widziała przerażenia w naszych oczach. Czasem nie ukrywaliśmy łez i
      smutku, ale nie poddawaliśmy się. Mąż chodził do pracy. Ja wstawałam
      rano, malowałam się, sprzątałam, pędziłam z Maleńką na
      rehabilitację, wygłupiałam się ze starszą córeczką, gotowałam obiad
      itd. Czasem w nocy wyłam z głową pod poduszką, krzyczałam na Boga,
      chciałam rozpłynąć się w powietrzu, przestać istnieć, ale
      wiedziałam, że nie mogę, że teraz taka jest Moja Droga.
      Leli nie wkręcaj sobie poczucia winy. Usiądź z siostrą i postarajcie
      się racjonalnie (zgodnie z możliwościami) podzielić opieką nad tatą.
      Ja też miałam poczucie winy z powodu rozłąki ze starszą (3 latka)
      córeczką, ale nie mogłam wtedy dać jej tyle ile chciałam. Jej
      siostrzyczka wówczas potrzebowała więcej. Pytasz jak sobie z tym
      radzić? Nie wiem. Może wystarczy kochać. Może z miłością tul swego
      Szkraba, baw się z nim mimo bólu w sercu. Bo gdy ktoś choruje, ktoś
      nam bardzo bliski, to naprawdę trudno o radość życia, ale to
      naturalne... Życzę Ci siły.
    • wiki365 Re: ciężka choroba w rodzinie 14.03.08, 10:52
      witam Cię,
      bardzo rozumiem co czujesz. Mój Kochany zdrowy, sprawny tatuś zachorował na
      najgorszą i najrzadziej występującą odmianę guza mózgu. Lekarze dali mu 9 m-cy
      życia i tyle naprawdę żył.To był najgorszy, ale teraz wiem, że jeden z
      najwspanialszych okresów mojego życia. Spędzałam każdy dzień z tatusiem,
      rozmawiałam, trzymałam za rękę jak dziecko. Byłam świadoma, że choroba go pokona
      i bardzo cierpiałam. Do dzisiaj, mimo że minęło 7 m-cy od czasu jak odszedł nie
      mogę uwierzyć w to co się stało.
      Przez cały ten czas bardzo źle się czułam, bałam się każdego dnia każdej chwili.
      W ten sposób udało mi się wpaść w nerwicę lękową i to dopiero okropność.
      Też mam synka, który ma 3 lata, był bardzo zżyty z dziadkiem i jest nam bardzo
      ciężko i to nie prawda, że czas leczy rany, trzeba po prostu się w końcu
      pogodzić z tym, że na pewne sprawy nie mamy zupełnie wpływu.
      Pozdrawiam Cię ciepło i życzę powodzenia
      Ewa
      • leli1 Re: ciężka choroba w rodzinie 14.03.08, 19:29
        dziewczyny, jestescie bardzo bardzo dzielne....dziekuje Wam.
        Dzis tez byłam u taty, mimo ze dzieli nas sporo kilometrow a w domu takze mam nieco ponad 3 letniego malucha, staram sie jak najwiecej z tatą byc. Dodatkowo wesprzec siostre, ktorej psychika jest chyba w gorszym stanie niz moja.
        Zycie biegnie dookoła jakby nigdy nic, dzis dopiero sie zorientowalam ze najblizsza niedziele to niedziela palmowa! Czas przecieka przez palce.
        Nasz szkrab biega dookoła i dokazuje, ma tyle zycia i radosci w sobie. Staram sie ile moge aby nie odczuł mojego nastroju, ale zdarza sie ze i warknę na niego, a potem gryzą mnie wyrzuty sumienia.
        Wszystko jest takie trudne........
        Bardzo serdecznie Was pozdrawiam i raz jeszcze dziekuje.
        • ruda110 Re: ciężka choroba w rodzinie 15.03.08, 19:48
          Ja również pozdrawiam cieplutko.
Pełna wersja