kasiasam27
14.03.08, 21:37
zyjemy bez ślubu i mamy 11 miesiecznego syneczka,którego kocham
ponad życie.Mój chłop zawsze potrafił pieknie gadać,a mało robić.Od
smego początku opowiadał ze bede jego żoną,ze jestem najwazniejsza
itp.po czasie okazało sie ze ze ślubu nici bo on nie mam na to
ochoty,teraz juz ja nie chce!A ze jednak najwazniejsi sa jego
koledzy,przynajmniej tak mi daje odczuc.Wraca po nocach do domu bo
siedzi z kumplami i gra np. w knajpie w karty,czasem zdazyło mu sie
przyjsc o świcie nastepnego dnia,ja siedze całymy dniami z
syneczkiem,nie mam nawet go komu na chwilke podrzucic,zeby odsapnąć
psychicznie,kiedy dzwonie on nie ma ochoty czesto odebrac
tel.przychodzi wtedy jak mu sie znudzi a nie wtedy kiedy ja go
potrzebuje.On ma czas na knajpy ,na rozrywki i uprawianie sportu ja
nie mam kiedy,nawet czasem za przeproszeniem sie załatwić.W nosie ma
moje potrzeby,nie moge z nim porozmawiac i powiedziec mu co mnie
boli bo zaraz sie drze ze przesadzam.Wiecznie wymaga,zeby było
posprzatane,zakupy zrobione,ugotowane,wyprasowane itp.Oczywiscie nie
robie tego wszystkiego bo nie mam ochoty mu usługiwac jak on nie
daje mi nic w zamian.Robie tyle ile moge! do tego jeszcze mówi ze to
jest mój zasrany obowiązek,on sie ze swoich nie wywiązuje.4 lata
temu byłam w ciązy,lecz ciąza była martwa,kiedy prosiłam go zeby był
ze mna po zabiegu ,to pojechał na ryby,jak wróciłam ze
szpitala,zrobił to samo!Jak on mógł mnie w takiej chwili zostawic
samą?Kiedys ubolewałam nad tym ze go nie ma w domu,przyspożył mi juz
tyle bólu i cierpienia,ze juz nie mam siły,stało mi sie wszystko
obojetne,ale teraz mam go poprostu dosc i wole jak go nie ma,bo
kiedy jest to cały czas sie o coś czepia,na okrągło są kłótnie,do
wszystkiego sie wtrąca a praktycznie nic nie robi,cały czas mnie
poucza,wyzywa o byle głupote,przychodzi mu to tak lekko jak gdyby
mówił do mnie po imieniu!.Obrzydło mi juz to!!CZUJE SIE JAK
ŚMIEC,potrafi mnie upokarzac przy innych.Wyprowadzałam sie juz ze 3
razy ale zawsze mnie jakos ubłagał i wróciłam,od kiedy jest na
świecie mój synek,coraz czesciej mam ochote zniknąc z tego domu.Boje
sie ze kiedyś synek bedzie brał przykład z ojca,nauczy sie braku
szacunku do kobiet jak i równiez do mnie.Seksu miedzy nami nie ma
wcale było to może ze 4 razy od porodu,nie mam na to ochoty kiedy
non stop słysze wyzwiska i tak mnie traktuje,Jak ja moge sie wtedy z
nim kochac!OBRZYDZA MNIE TO POPROSTU!Non stop podchodzi do mnie i
łapie mnie za tyłek,mam ochote wtedy mu szczelic w twarz,bo jak
mozna tak robic po tym jak mi 2 min.wczesniej ubliżał nie
poweiedziawszy słowa przepraszam.Czuje sie jak śmieć!Czasem on
ugotuje jakis obiad,zrobi zakupy,ale mam wrazenie ze robi tylko to
po to zeby za chwile mi to przypomniec,ze on cos zrobił.Nie wiem jak
długo wytrzymam w tym związku.MOZE TERAZ BARDZIEJ KRZYWDZE SYNKA JAK
SIE NA TO WSZYSTKO PATRZY CHOC JESZCZE WIELE NIE ROZUMIE,ALE POWOLI
CORAZ WIECEJ.ON STRASZNIE KOCHA SYNKA A SYNUŚ WIDAc ZE PRZEPADA ZA
OJCEM I BOJE SIE ZE GO SKRZYWDZE TYM ZE ICH ROZDZIELE.czasem jest
fajnie ale czy warto być razem tylko dla tych paru chwil?Wszyscy w
około mi mówia ze mam go zostawic ze nie jest mnie wart,ale ja juz
sama nie wiem jakie wyjscie jest lepsze tym bardziej ze nie mam
dokąd iść a na wynajetym mieszkaniu nie utrzymam sie i dziecka z
480zł wychowawczego i zas.rodzinnego.Pewno przydziela mi jakies
marne alimenty,ale nie bedzie ich duzo poniewaz mój partner nie
pracuje i juz płaci jedne alimenty.Nie wiem jak długo jescze w tym
chorym związku wytrzymam!?Najgorsze jest to ze zdaje sobie z tego
sprawe a nie potrafie podjąć jakichkolwiek kroków.Duzo by pisac,w
jaki inny sposób skrzywdził mnie jeszcz mój partner.Prosze mi
napisac jaki jest pogląd pani na takie życie?SAMA WYCHOWAŁAM SIE BEZ
MAMY,PONIEWAZ ZMARŁA JAK BYŁAM MALUTKA I NIE CHCIAŁAM NIGDY ZEBY
MOJE DZIECKO MIAŁO ROZBITA RODZINE,NIESTETY WPAKOWAŁAM SIE W TAKI
ZWIĄZEK.Bardzo czesto słysze ze mam pakowac szmaty i nikt mnie na
siłe nie trzyma,a potem jak sie uspokoi to mówi ze by mi nie
pozwolił isć.JAKI W TYM SENS?Boli mnie to ze setki razy musze sie
zastanawiac w danym momencie gdzie sie wyprowadzic,zeby ratowac moja
godnosc.Zawsze sie tym kończy ze zostaje i nici z mojej godności.Nie
raz mnie szarpie,i pare razy doszło do rekoczynów.Jak tak dalej
żyć,ale boje sie ze sama sobie nie dam rady,lecz nie moge pozwoloic
mu na to zeby zniszczył spokojny świat mojego syneczka.Z góry
dziekuje za przeczytanie mojego listu i za to ze mogłam sie w jakis
sposób pani wyżalić.POZDRAWIAM.