sierpniowa_mama07
16.03.08, 17:12
Po krótce wygląda to tak: mam 7 miesięczną córkę, nie wzięłam śłubu
z jej ojcem, ale mieszkamy razem i planujemy na czeriec. Teraz to ja
juz nie jestem pewna. Przez całą ciążę pił, Bóg jeden wie ile nie
przespałam nocy i przepłakałam. Urodziła się córka, przestał,
zakupił sprzęt do siłowni, zaczął ćwiczyć, interesował się
dzieckiem, nie mogę mu zarzucić. Niby móewi, że mnie kocha, ale
traktuje mnie jak szmatę dosłownie (znosiłam to, bo jego ojciec
dawal do wiwatu jego matce przez całe życie i myślę, że to bardzo w
nim siedzi, nie rozuzmiem dlaczego postępuje tak samo?), jak jest
dobrze to jest dobrze, ale jak coś nie tak to zaraz wyzywania,
zdarza się, ze i odepchnie, kopnie. Kilka dni było super ostatnio,
zaczęłąm wierzyć, ze się zmienia, niestety za wcześnie, bo wczoraj
się napił, a dziś jak wyszedł gdy wstał tak go nie ma, nie odbiera
telefonu. Ja już nie mogę tego wytrzymać, chciałabym odejść,
zapewnić dziecku normalne dzieciństwo (zdarza nam się kłócić przy
niej i widzę jak na to reaguje.) Sama siebie obwiniam chwilami,
najgorsze jest to, ze jak się wyprowadzę to już nie wrócę, a nie
chcę tego, bo go kocham, chcę by córka moja miała ojca. Nie
przekreśliłam go za to, że jak zaczęliśmy się spotykać i
dowiedziałam się, ze jest w trakcie rozwodu, ma dziecko. Doradzcie
coś, może ktoś też jest lub był w takiej sytuacji?? to wszystko nie
jest nagminnie, tylko co jkaiś czas,ale to żadne wytłumaczenie...:/